Blog > Komentarze do wpisu
Dublet Legii zbudowany na spisku?

Choć brzmi to dosyć nieprawdopodobnie, to Internet jest pełen komentarzy, ale także wypowiedzi piłkarzy, trenerów, czy działaczy, którzy sugerują, że tegoroczny dublet Legii nie był wywalczony nieuczciwie. Wprawdzie sportowcy mówią, że nie czytają albo nie przejmują się internetowymi wpisami, to jednak przeanalizujmy „dowody”.

 

1. Przychylność sędziów.

Najbardziej skrajnymi przykładami przychylności arbitrów miała być pierwsza bramka w Krakowie, gdy Artur Jędrzejczyk wygarnął piłkę zza linii końcowej i drugi rzut karny w meczu półfinału Pucharu Polski z Ruchem Chorzów. Sędziowie popełnili błędy, za co razem z warszawskim klubem zostali napiętnowani. Legioniści zwracali jednak uwagę, że sędziowie mylili się także na ich niekorzyść. W meczu z Zagłębiem Lubin, jeszcze w pierwszej połowie Marek Saganowski strzelił bramkę, ale sędzia odgwizdał spalonego. Podobnie działo się w Białymstoku, ale (co podkreślali piłkarze Legii) media położyły nacisk (i o tym informowały), że druga bramka dla Legii (Michała Kucharczyka) padła ze spalonego. Poza tym, legioniści (trochę z żalem) podkreślali, że w przypadku błędów sędziowskich, nawet ewidentnych, w innych meczach nie było takiej wrzawy, jak w przypadku błędów w meczach Legii. Jako przykład przywoływali karnego dla Lecha w Zabrzu. Trochę mają w tym racji, bowiem prawie każda decyzja sędziowska korzystna dla Legii była komentowana przez internautów w sposób niepozostawiający wątpliwości, że miało miejsce przekupstwo bądź jakaś ogólnopolska zmowa.

Artur_Jędrzejczyk_wygrania_piłkę_zza_linii

Artur Jędrzejczyk wygarnia piłkę zza linii a sędzia nie reaguje.

Źródło: 2x45.com.pl.

Prawdą jest, że Legia była tym klubem, dla którego sędziowie podyktowali najwięcej rzutów karnych – aż 9. Kolejne kluby – Lechia, Widzew i Śląsk miały ich po 7. Co więcej, Legia była klubem przeciwko, któremu sędziowie podyktowali tylko… jednego karnego! Przeciwko Górnikowi – 2, a przeciwko Polonii i Zagłębiu – po 3. Biorąc pod uwagę różnicę między karnymi podyktowanymi dla klubu i przeciwko niemu, to przewaga Legii jest kolosalna. Legia miała przewagę +8, a  kolejny kluby (Lechia, Polonia, Widzew) tylko +3. Dla internautów wnioski nasuwają się same, ale legioniści i ich fani tłumaczą się w bardzo prosty sposób. W większości meczów to Legia kreowała grę i stwarzała więcej sytuacji bramkowych, co w naturalny sposób wymuszało grę w polu karnym i kontakt z piłkarzami rywala. Poza tym, to Legia strzeliła najwięcej goli w lidze i nawet odejmując bramki strzelone z rzutów karnych, to i tak w tym aspekcie pozostanie najlepsza w mijającym sezonie. A co do karnych przeciwko Legii, to mistrzowie wskazują, że skoro grali ofensywnie, to rywal stwarzał mniej sytuacji. Nie przypadkiem Legia znalazła się w czołówce klasyfikacji fair play.

2. Przychylność Canal+.

Sprawę terminarza wywołał trener Lecha – Mariusz Rumak, który narzekał, że wiosną Legia rozgrywała więcej meczów wcześniej niż Lech, co jego zdaniem było korzystniejsze. Rumak powiedział: „Mocno się zastanawiam, dlaczego liga układana jest tak, że Lech tak często gra swój mecz po meczu Legii. Na dziesięć spotkań w tej rundzie, w sumie osiem graliśmy lub będziemy grali po naszym największym rywalu. Czy to przypadek?” (cyt. za sport.pl). Jan Urban tłumaczył, że granie przed Lechem dla Legii też oznaczało presję, bo musiała wygrać nie wiedząc, jak później zagra Lech. Faktem jest, że dla uniknięcia takich dywagacji i wątpliwości żaden z klubów nie powinien mieć zbyt dużej przewagi w liczbie meczy rozgrywanych przed najpoważniejszym rywalem. Poznaniacy dodatkowo narzekali, że wiosną Legia grała u siebie i z Lechem i z ustępującym mistrzem, czyli ze Śląskiem. To fakt, ale czy ktoś przed sezonem mógł podejrzewać, że o tytuł będą się biły drużyny Legii i Lecha, a nie np. Legii i Wisły, z którą Legia grała na wyjeździe? Wiosną Lech rozegrał u siebie więcej meczy niż Legia, ale Urban nie narzekał. Warto zwrócić uwagę, że Lech w bezpośredniej rywalizacji z Legią był gorszy i nie miało znaczenia, gdzie rozgrywano mecz. Jesienią przegrał bezapelacyjnie, a wiosną zagrał przy Łazienkowskiej zdecydowanie poniżej oczekiwań po ewidentnym rzucie karnym.

3. Ustawiony Puchar Polski.

Legia zdobyła trzy Puchary Polski z rzędu. Dwa lata temu miała najtrudniejszą drogę do tego trofeum eliminując – Pogoń, Śląsk, Ruch, Lechię i w finale Lecha (po karnych). W zeszłym roku Legia miała niesamowicie dużo szczęścia w losowaniu i tak naprawdę oporu mogła się spodziewać dopiero w finale, gdy spotkała się z Ruchem. Wcześniej eliminowała – Rozwój II Katowice, Widzew (mecz u siebie), Gryf Wejherowo i Arkę Gdynia. Internauci nie mieli wątpliwości, że losowanie było „ustawione pod Legię”. Dowodem miało być na to miejsce losowania, czyli stadion Legii. Przyznać trzeba, że taka lokalizacja prowokowała myślenie o nieuczciwości, ale nie dajmy się zwariować! W tym sezonie Legia eliminowała Okocimski Brzesko, Piasta Gliwice, Olimpię Grudziądz, Ruch Chorzów (choć w kontrowersyjnych okolicznościach) i w finale Śląsk Wrocław. Do półfinałów nie musiała się za bardzo wysilać – to prawda, ale podejrzenia o „ustawkę” brzmią niedorzecznie.

Losowanie

Źródło: sport.gadu-gadu.pl.

4. Przychylność PZPN i Ekstraklasy.

Wsparcie PZPN dla Legii miało objawić się przychylnością sędziów, korzystnym terminarzem, ustawionym losowaniem Pucharu Polski a także zatwierdzeniem transferu Tomasza Jodłowca. W opinii wielu internautów, a także władz wrocławskiego klubu racja leżała po stronie Śląska. Sprawa kontraktu Marcina Kowalczyka rzuca się jednak cieniem na obsługę prawną wrocławskiego klubu, mimo że PZPN przyznał rację wrocławianom. Zamieszanie przy kontraktach obu piłkarzy sugeruje jednak, że w Śląsku mają niezły bałagan.

5. Przychylność dziennikarzy.

Kibice innych klubów, a zwłaszcza Lecha, zwracali uwagę, że Legia mogła liczyć na przychylne komentarze żurnalistów. Z warszawskiego punktu widzenia wyglądało to jednak inaczej. Zainteresowanie rzeczywiście było największe, ale nie oznaczało przychylności, tylko większe oczekiwania i większą krytykę. Nie przypadkiem, gdy Legia trafiła punkty słano na nią gromy, a gdy wygrywało, to narzekano na styl. Z drugiej jednak strony serwis 90minut.pl nazwał tabelę z różnicą karnych dla i przeciwko klubowi – „ulubieńcy sędziów”.

6. Zdanie ekspertów.

Dla legionistów bolesne musiał być to, że ich sukcesy zostały podważone przez kolegów z boiska i prezesów innych klubów. Przykładowo po meczu półfinału Pucharu Polski prezes Ruchy Chorzów Dariusz Smagorowicz powiedział: „Jestem rozgoryczony. To, co zobaczyłem na boisku, nie było sportową rywalizacją, tylko kpiną. Po ostatnich sędziowskich wpadkach w ligowym meczu Legii z Wisłą w Krakowie liczyłem na przyzwoitą pracę sędziów. Byłem naiwny... Jeżeli tak to ma wyglądać, to może już przed sezonem umówmy się, że Legia ma zagwarantowany Puchar Polski i mistrzostwo, a cała reszta gra we własnej lidze.” (cyt. za sportslaski.pl).

W ankiecie, którą Canal+ przeprowadził wśród piłkarzy Ekstraklasy aż 72% ankietowanych uznało, że stadion Legii jest stadionem, na którym sędziowie prowadzą mecze najbardziej „po gospodarsku”. Największymi „naciągaczami” uznani zostali Miroslav Radović (22%) i Jakub Kosecki (18%), najbardziej przecenionymi – Danijel Ljuboja i Kosecki (po 10%), a czwartym najbardziej przecenionym bramkarzem – Dusan Kuciak (10%). To musiało boleć. Tak samo jak fakt, że piłkarze zdecydowali, iż najlepszym napastnikiem i najlepszym piłkarzem ekstraklasy został wybrany… Robert Demjan! Trochę to wygląda, jak „sami przeciwko wszystkim”.

Podsumowanie

Legia była najlepsza, a lepszym podobno sprzyja szczęście i ono Legii sprzyjało. Nie zmienia to jednak faktu, że bramki i punkty same się nie wywalczyły. Nie dali ich sędziowie, dziennikarze, czy PZPN. Dwadzieścia lat temu Legia zdobyła mistrzostwo, które zostało jej odebrane z powodu przekupstwa, na które prokuratura nie znalazła dowodów. Czyżby niektórzy oczekiwali, że historia zatoczy koło? Z całą pewnością tak. Tym bardziej, że zaszłości historyczne powodują, że Legia jest najbardziej nielubianym klubem w Polsce, co zresztą poniekąd potwierdzili piłkarze innych drużyn. Na tej nienawiści Legia buduje jednak swoją markę, bowiem pozostaje najczęściej oglądanym polskim klubem na meczach wyjazdowych, co oznacza, że jej przyjazd przyciąga największą widownię.

 

Źródła: własne, sport.pl, sportslaski.pl, 90minut.pl, 2x45.com.pl, sport.gadu-gadu.pl.

piątek, 05 lipca 2013, martinez-4ever

Polecane wpisy