Blog > Komentarze do wpisu
Warszawa – miasto gospodarz finału Ligi Europy 2015

Przed pierwszym, historycznym finałem europejskiego pucharu w Polsce, miasto gospodarz, czyli Warszawa zupełnie nie wykazywała, że dostąpiła takiego zaszczytu.

Historyczny finał

W tej części Europy do tej pory rozegrano tylko trzy finały. W 1999 r. finał Puchar UEFA (AC Parma – Olympique Marsylia 3:0), a w 2008 r. finał Ligi Mistrzów (Manchester United – Chelsea 1:1 k. 6:5) rozegrane zostały na moskiewskich Łużnikach. Kolejny finał, tym razem Ligi Europy został rozegrany w 2012 r. na Stadionul Național w Bukareszcie (Atletico Madryt – Athletic Bilbao 3:0). Jedynym polskim miastem, które wcześniej starało się o organizację finału nie była Warszawa, tylko Poznań. Finał Ligi Europy w 2011 r. rozegrany został jednak w Dublinie. Warszawa doczekała się naprawdę dużego wyróżnienia, zwłaszcza, że trzy lata wcześniej Stadion Narodowy gościł UEFA Euro 2012. Poza tym, po raz pierwszy w historii zwycięzca Ligi Europy uzyska promocję do Ligi Mistrzów w następnym sezonie.

Warsaw_Final_2015

Źródło: uefa.com.

Stadion Dziesięciolecia nieprzyjazny klubom…

Inna sprawa, że Stadion Narodowy, podobnie zresztą, jak i jego poprzednik zbyt często nie goszczą drużyn klubowych. Na Narodowym do tej pory rozegrano dwa finały Pucharu Polski (2014, 2015) i dwa mecze towarzyskie (Legia – FC Sevilla, Real Madryt – Fiorentina). Próba organizacji Superpucharu Polski w 2011 r. (Legia – Wisła Kraków) okazała się nieudana, ale to nic nowego. Podobnie było w 1980 r. na Stadionie Dziesięciolecia (Legia – Szombierki Bytom). Na wybudowanym w 1955 r. obiekcie swoje mecze ligowe i pucharowe rozgrywała Gwardia Warszawa, zaś Legia gościła znacznie rzadziej. Jako gospodarz spotkała się z brazylijskim Atletico Portugeza Rio de Janeiro (1956, 2:1, sparing), Tottenhamem Hotspur (1966, 2:0, jubileusz 50-lecia) i AC Milanem (1972, 1:1, 1/8 finału Pucharu Zdobywców Pucharów).

Stadion Dziesięciolecia paradoksalnie nie był miejscem rozgrywania ważnych meczów piłkarskich. Gościły tutaj tylko dwa finały Pucharu Polski – w 1956 (Legia – Górnik Zabrze 3:0) i 1964 r. (Legia – Polonia Bytom 2:1 po dogrywce), „zresztą reprezentacja Polski również dość rzadko na nim gościła, w sumie tylko 25 razy przez ponad 30 lat” (cyt. za: legia.net). Dla porównania na stadionie Legii reprezentacja gościła aż 72 razy (najwięcej spośród wszystkich polskich stadionów).

Błędy, oszczędności

Dość już historii! W Warszawie, podobnie jak i w innych polskich miastach, organizujących duże imprezy sportowe, „nie czuło” się tej imprezy. Tradycyjnie już wydatki na promocję (niestety) zostały ograniczone. Tablice informujące o finale, umieszczone na latarniach w okolicach Stadionu Narodowego i wzdłuż głównych ulic Warszawy, to zdecydowanie za mało. Mecz finałowy był po prostu za słabo rozreklamowany, ale może dlatego, że podobnie, jak podczas finału Pucharu Polski – ci, którzy mieli kupić bilety – zrobili to, więc może miasto-organizator wyszło z założenia, że może zaoszczędzić?

W Warszawie przez miesiąc był Puchar Ligi Europy i był prezentowany podczas różnych imprez, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że trudno było dotrzeć do informacji o dostępności Pucharu. Z drugiej strony ulotki o komunikacji miejskiej w dniu finału były łatwo dostępne.

W mieście nie było typowej strefy kibica, a strefa na Placu Zamkowym była za mała, ograniczona do niewielu atrakcji dla kibiców. Gadżety w fan-shopie były drogie, ale akurat to jest normą w przypadku oficjalnych pamiątek piłkarskich. W końcu dzięki nim kibic ma poczuć się wyjątkowy.

Kibice przed meczem

Bilety na mecz finałowy zakupili kibice z 91 państw, co jest rekordem finału Ligi Europy. Przed meczem w mieście kibice Sevilli byli znacznie bardziej widoczni, bo było ich więcej. Inna sprawa, że czerwono-białe barwy bardziej rzucają się w oczy niż niebiesko-białe.

Organizatorzy wyznaczyli ulicę Francuską na miejsce spotkania kibiców Sevilli (tzw. „meeting point”), na co później narzekali mieszkańcy. Ulica została wyłączona z ruchu, a kilka tysięcy kibiców z Hiszpanii zaśmieciło ją. Ukraińcy spotykali się na Podzamczu, ale znaczna część z nich docierała bezpośrednio na Stadion Narodowy. W ich przypadku należy mówić przede wszystkim, że są Ukraińcami, a nie kibicami Dnipro, ponieważ zdecydowana większość z nich prędzej miała barwy ukraińskie niż barwy Dnipro! Nie ma się jednak czemu dziwić. Trudna sytuacja na wschodniej Ukrainie, a właściwie wojna z prorosyjskimi separatystami, wobec braku wsparcia Świata Zachodniego, powoduje, że Ukraińcy korzystają z każdej okazji do manifestowania swojej narodowości i niepodległości. Nic więc dziwnego, że sport.ua pisał: „Sukces na Stadionie Narodowym w Warszawie potrzebny jest dziś nie tylko Dniprowi, ale całej Ukrainie” (cyt. za: sport.pl).

Kibice byli do siebie raczej pozytywnie nastawieni. Rozmawiali ze sobą, wymieniali się pamiątkami, częstowali alkoholem. Raczej takie sceny były widoczne niż opisywane przez media bójki, ale one były dziełem kibiców Śląska Wrocław wobec Sevilli. Poza tym było spokojnie.

Niestety, Warszawa nie wykorzystała okazji do większej promocji miasta. W Polsce cały czas wydaje się organizatorom, że impreza kończy się w hali, na stadionie, a wszystko, co dzieje się dookoła nie jest ważne. Po części atmosferę warszawskiego finału popsuła pogoda. W dniu meczu było wietrznie, zimno, przenikliwie zimno, jak na koniec maja.

 

Źródło: własne, uefa.com, sport.pl, stadiony.net, eurosport.onet.pl, hppn.pl, pl.wikipedia.org, legia.net. Legia najlepsza jest… - Kolekcja klubów, tom 13, Katowice, Wydawnictwo GiA, 2013.

środa, 30 grudnia 2015, martinez-4ever

Polecane wpisy