Blog > Komentarze do wpisu
Frekwencyjna porażka Lotto Lubelskie Cup 2015

Lubelski turniej zakończył się frekwencyjną kompromitacją. Liczba widzów nie przekroczyła dwóch tysięcy dziennie, a wydawało się, że zainteresowanie turniejem będzie większe. Organizatorzy przekonywali, że na pierwszy dzień sprzedali 3,8 tys. wejściówek, a na drugi 6,2 tys.

Lotto_Lubelskie_CUP_2015_(320)

Kibice z Lubelszczyzny podkreślali, że w turnieju zabrakło drużyny z regionu, a zwłaszcza Motoru Lublin, który mógłby przyciągnąć znacznie więcej kibiców. Zresztą na Lubelszczyźnie jest sporo klubów, które mają wielu wiernych kibiców, jak Motor, Avia Świdnik, czy Górnik Łęczna. Można rozmarzyć się i zorganizować nieoficjalne mistrzostwa regionu, które (pewnie) odniosłyby sukces frekwencyjny, ale biorąc pod uwagę relacje między kibicami zakończyłyby się co najmniej festiwalem bluzgów. Antagonistycznie nastawione grupy kibiców spowodowałyby konieczność odpowiedniego zabezpieczenia imprezy, co wiązałby się z dodatkowymi kosztami. Poza tym, medialność turnieju i liczba transmisji telewizyjnych i internetowych byłaby znacznie, znacznie mniejsza.

Brak lokalnego klubu, a zwłaszcza Motoru Lublin, niewątpliwie wpłynął na obniżenie frekwencji, ale twierdzenie, że Motor przyciągnąłby kilka tysięcy kibiców jest nietrafione. Rozegrane 25 października 2014 r. derby Lublina przyciągnęły 6.500 widzów, ale na wiosnę, kiedy Motor i Lublinianka na stałe grały na Arenie Lublin frekwencja była znacznie niższa. Średnia na siedmiu meczach Motoru wyniosła dokładnie 1.857 widzów, a na ośmiu meczach Lublinianki zaledwie 462 osoby (dane na podstawie 90minut.pl). Majowe derby przyciągnęły dwa tysiące widzów. Abstrahując jednak od frekwencji, to nie jest pewne, czy udałoby się zorganizować turniej z udziałem Motoru i zagranicznych klubów z najwyższej klasy rozgrywkowej. Szachtar, Hannover, Monaco, czy nawet Lechia nie musiały być zainteresowane meczem z Motorem.

Lotto_Lubelskie_CUP_2015_(329)

Drugi dzień turnieju.

Zastanawiając się nad przyczynami niskiej frekwencji można wskazać ponad trzydziestostopniowy upał i okres wakacyjny. Z drugiej jednak strony w Lublinie w weekend, podczas którego rozgrywano turniej, było sporo ludzi. Większym zainteresowaniem niż Lotto Lubelskie Cup cieszył się „Latający Klub Dwójki”, ale on był wieczorem, a udział bezpłatny. Jeśli chodzi o turniej piłkarski, to ceny nie były wygórowane, ale jak na towarzyski turniej za wysokie, zwłaszcza, że Monaco i Hannover’96 nie wystąpiły w najsilniejszy składach. Poza tym, w Lublinie nie ma aż tak wielkich tradycji piłkarskich, co może też tłumaczyć nikłe zainteresowanie turniejem. Motor Lublin spędził w ekstraklasie dziewięć sezonów (ostatni – 1991/1992) i 22 na drugim poziomie rozgrywek. Jego największe sukcesy to 9. miejsce w lidze (1984/1985) i dwa ćwierćfinały Pucharu Polski (1978/1979 i 1981/1982). Lublinianka występowała przez jedenaście sezonów na drugim poziomie rozgrywkowym, a jej największym sukcesem był ćwierćfinał Pucharu Polski w sezonie 1969/1970. Poza tym, w Lublinie nigdy nie zagrała reprezentacja Polski, a finał Pucharu Polski rozegrano tylko w 1979 roku. Brak tradycji piłkarskich i futbolu na wysokim poziomie mógł też spowodować odwrotny efekt, czyli głód piłki wśród kibiców spragnionych piłki nożnej w najlepszym wydaniu. Tak się jednak nie stało.

Lotto_Lubelskie_CUP_2015_(257)

Przyznać trzeba, że organizatorzy wykonali sporo pracy, bo reklama turnieju była na wysokim  poziomie. Informacje o imprezie pojawiły się na najważniejszych portalach internetowych, a także w prasie codziennej, nie wspominając o transmisji „na żywo” w TVP Sport. Reklamy turnieju były także widoczne w samym Lublinie w wielu widocznych miejscach. Tablice reklamowe były w pobliżu starego miasta na placu Piłsudskiego, a także przy stadionie „Bystrzyca”, czy hali „Globus”. Będąc w Lublinie nie dało się nie zauważyć reklam turnieju. Cieniem na organizację na pewno kładzie się zmiana godzin meczów dzień przed rozpoczęciem imprezy.

Zbigniew Bartnik, prezes Lubelskiego Związki Piłki Nożnej narzekał jednak na promocję i sposób dystrybucji biletów! Uznał, że gdyby LZPN i MOSiR zajęły się dystrybucją biletów, to wtedy byłoby lepiej. Bartnik uważa, że związek ma większe możliwości dotarcia do klubów i jako przykład dodaje frekwencję na jesiennym meczu U-20 Polska – Włochy (14,5 tys.). Tyle tylko, że był to mecz otwarcia i on musiał przyciągnąć kibiców zainteresowanych nie tyle meczem, co nowym obiektem. Tomasz Grodzki, prezes MOSiR podsumowując organizację turnieju stwierdził: Jesteśmy rozczarowani frekwencją. Ale nie widzę, żebyśmy popełnili jakieś duże błędy. (cyt. za: lublin.wyborcza.pl).

Zdziwienia niską frekwencję nie ukrywał Mircea Lucescu, trener Szachtara Donieck, który nie mógł zrozumieć dlaczego jego piłkarze grają przed "tysiącem" kibiców. Lucescu słusznie zauważył, że skoro organizatorzy wiedzieli, że nie uda się zapełnić stadionu, to należało wpuścić na obiekt dzieci i studentów. Takim prostym zabiegiem można było ratować wizerunek turnieju i podnieść frekwencję, ale, jak widać organizatorzy są z siebie zadowoleni…

 

Źródła: własne, sport.pl, lublin.wyborcza.pl, weszlo.com, fakt.pl, 90minut.pl.

piątek, 08 lipca 2016, martinez-4ever

Polecane wpisy