niedziela, 28 sierpnia 2016
Gibraltar – rywal reprezentacji Polski

W ramach eliminacji UEFA Euro 2016 rywalem Polski była reprezentacja Gibraltaru, czyli najmniejszego członka UEFA (do tej pory było nim San Marino). Oficjalne mecze Gibraltar zaczął rozgrywać dopiero od 2013 r.

Gibraltar kojarzymy przede wszystkim z miejscem katastrofy samolotu z generałem Władysławem Sikorskim na pokładzie. Teraz będzie kojarzony także z reprezentacją, która dopiero stawia pierwsze kroki w prawdziwym futbolu dzięki czemu polscy piłkarze mogli nastrzelać sporo bramek.

Herb, barwy i stroje

Barwy reprezentacji Gibraltaru są zgodne z barwami kraju, czyli są biało-czerwone. Herb Gibraltarskiego Związki Piłki Nożnej wykorzystuje najbardziej charakterystyczny element herbu i flagi państwa, czyli „złożoną z trzech ceglanych wież czerwoną twierdzę, w której ze środkowej wieży, nieco wyższej od pozostałych, zwisa złoty klucz (…) Herb nadany został przez Króla Ferdynanda i Izabelę Katolicką 10 lipca 1502 r. W czerwcu 1936 potwierdzony został przez władze brytyjskie. Niemal identyczny herb (bez łacińskiej sentencji) posiada hiszpańskie (Andaluzja) miasto San Roque, położone w bliskim sąsiedztwie Gibraltaru.” (cyt. za: pl.wikipedia.org).

Herb_GFA

Herb Gibraltarskiego Związki Piłki Nożnej.

Źródło: futbolquimy.com.

Gibraltar nosi przydomek „Team 54”, ponieważ piłkarska federacja tego państwa przystąpiło do UEFA właśnie jako pięćdziesiąta czwarta.

Koszulki_Gibraltaru

Koszulki reprezentacji Gibraltaru.

Źródło: gibraltarfa.com.

Historia

Gibraltarski Związek Piłki Nożnej (Gibraltar Football Association – GFA) został założony już w 1895 r. i jest jednym z najstarszych na świecie. Reprezentacja rozgrywa mecze od 1901 r. W związku z tym, że Gibraltar jest terytorium zależnym od Wielkiej Brytanii, to GFA od 1909 r. jest związana z The Football Association (FA). Angielska federacja wspierała Gibraltar poprzez zapewnianie sparingpartnerów Gibraltarowi, jak również popieranie jego starań o członkostwo w UEFA, np. podczas kongresu UEFA w 2007 r.

Pierwsze mecze Gibraltaru są wzmiankowane na kwiecień 1923 r., gdy drużyna z półwyspu udała się na dwa sparingi do Sevilli (0:2, 0:5), a podobno w 1949 r. zremisowała z Realem Madryt.

Chociaż Gibraltar nie jest wyspą, to jego reprezentacja brała udział w rozgrywanych co dwa lata Igrzyskach Wyspiarskich, które co do zasady skupiały wyspy otaczające Wielką Brytanię.

Debiut w 1993 r. nie był okazały, ponieważ Gibraltar przegrał wszystkie cztery mecze strzelając w nich tylko jedną bramkę (Wyspa Jersey 1:2, Ynys Môn 0:1, Grenlandia 0:5, Szetlandy 0:1). Dwa lata później Gibraltar był gospodarzem i dotarł do finału. Na początek przegrał z Grenlandią 0:1, ale później odniósł trzy zwycięstwa (Wyspa Man 2:1, Ynys Môn 2:0, Wyspa Jersey 1:0) i dopiero w finale przegrał z Wyspą Wight 0:1. W 2007 r. Gibraltar zwyciężył w Igrzyskach. Zremisowali z Wyspą Jersey 1:1, pokonali 2:1 Minorkę, 2:0 Bermudy i w finale rozbili gospodarzy – Rodos 4:0. W pozostałych edycjach, w których „Team 54” uczestniczył nie stanął na podium (1997, 1999, 2001, 2003, 2009, 2011, 2015). W tej ostatniej edycji reprezentację Gibraltaru reprezentowała mieszanka rutyny z młodością, czyli drużyna składająca się z piłkarzy reprezentacji U-19 i old boy’s.

W 2006 roku zespół wziął udział w nieoficjalnych mistrzostwach drużyn niezrzeszonych przez FIFA (FIFI Wild Cup), gdzie zajął trzecie miejsce. W fazie grupowej Gibraltar zremisował z Republiką St. Pauli 1:1 i pokonał reprezentację Tybetu 5:0. Następnie w półfinale przegrał z Cyprem Północnym 0:2, a w meczu o 3. Miejsce wygrał 2:1 z Republiką St. Pauli.

W 2008 r. Gibraltar wziął udział w Turnieju Czterech Narodów, czyli najbardziej prestiżowych rozgrywkach w jakich uczestniczył. Zajął jednak ostatnie miejsce przegrywając z półprofesjonalnymi reprezentacjami Anglii (0:1), Walii (2:6) i Szkocji (2:4).

Gibraltar starał się o przyjęcie do UEFA, ale jego aplikacje w 1999 r. i 2007 r. były odrzucane, głównie pod wpływem protestów Hiszpanii. Protesty miały charakter wyłącznie polityczny, a nie merytoryczny, co podkreślały obie strony konfliktu. Żeby go zrozumieć trzeba cofnąć się w czasie do 1713 r., gdy na mocy traktatu pokojowego, zwartego w Utrechcie, Gibraltar został przekazany Wielkiej Brytanii „na wieczność” przez Hiszpanię. Dziewięć lat wcześniej wojska angielskie i holenderskie zajęły Gibraltar w czasie wojny o sukcesję hiszpańską Hiszpanie protestowali przeciwko przyjęciu Gibraltaru do UEFA, bo obawiają się, że za przykładem półwyspu pójdą regiony autonomiczne, jak Kraj Basków i Katalonia. Poza tym, w dalszym ciągu roszczą sobie pretensje do tego terenu, a mieszkańcy Gibraltaru nie zgadzają się na przyłączenie do sąsiada lub wspólne zwierzchnictwo dwóch krajów. Obie propozycje już dwukrotnie zostały odrzucone w referendum. Ponowne rozpatrzenie wniosku, ale wyłącznie w oparciu o kryteria merytoryczne, nakazał Trybunał Arbitrażowy ds. Sportu (CAS). 1 października 2012 r. GFA została tymczasowym członkiem UEFA, a od 24 maja 2013 r. pełnoprawnym członkiem UEFA dzięki czemu reprezentacja Gibraltaru może brać udział w eliminacjach do mistrzostw Europy. Podczas kongresu UEFA 51 państw było za przyjęciem Gibraltaru, a dwa przeciwko – Hiszpania i… Białoruś.

Do 2014 r. Gibraltar rozgrywał mecz z innymi drużynami reprezentującymi regiony, niebędącymi członkami UEFA i zespołami klubowymi. W ostatnich latach Gibraltar rozgrywał mecze m.in. z drużynami klubowymi – Cadiz B (0:1, 2011 r.), Bury (2:1, 2012), Portsmouth (4:0, 2012), Notts County (3:1, 2012), Hibernian (1:3, 2013) i Charlton (0:2, 2013).

Pierwszy historyczny – oficjalny mecz został rozegrany 19 listopada 2013 r. na stadionie Algrave. Gibraltar niespodziewanie zremisował bezbramkowo z reprezentacją Słowacji występującą w ligowym składzie.

Pierwszego gola w historii reprezentacji, w drugim oficjalnym meczu zdobył Roy Chipolina w meczu z Wyspami Owczymi. Gibraltar objął prowadzenie 1:0, ale ostatecznie przegrał 1:4. Mecz został rozegrany na Victoria Stadium w dniu 1 marca 2014 r. W czwartym występie Gibraltar osiągnął cenny wyjazdowy remis 1:1 z Estonią (26 maja 2014 r.). Pierwsze zwycięstwo Gibraltar osiągnął w kolejnym, czyli piątym meczu, gdy 4 czerwca 2014 r. pokonał Maltę 1:0 po bramce Kyle Casciaro na Estadio Algarve.

Pierwszy mecz w eliminacjach dużej imprezy (UEFA Euro 2016) został rozegrany 7 września 2014 r. na Estadio Algarve. Rywalem Gibraltaru była Polska, która choć do przerwy prowadziła tylko 1:0 rozbiła gospodarzy 7:0. Pierwszą bramkę w eliminacjach Euro 2016 zdobył Lee Casciaro. 29 marca 2015 r. Gibraltar przegrał na Hampden Park ze Szkocją 1:6. Gordon Strachan, trener Szkotów powiedział o tej bramce: „Zrujnowali mi życie (…) Gol dla Gibraltaru trochę nami wstrząsnął.” (cyt. za: „Przegląd Sportowy”). Warto dodać, że w tym spotkaniu Gibraltar był prowadzony przez nowego szkoleniowca – Davida Wilsona ze… Szkocji.

Przed losowaniem eliminacji Euro 2016, UEFA podjęła decyzję, że Hiszpania i Gibraltar nie mogą spotkać się w jednej grupie. Wymarzona grupa podana przez trenera Bullę to (oprócz Gibraltaru) – Czechy, Austria, Łotwa, Irlandia Północna i Anglia, ale jak wiadomo z żadnym z wymienionych rywali nie przyszło grać jego podopiecznym.

Przed meczem z Polską na Stadionie Narodowym Gibraltar rozegrał 13 oficjalnych meczów, z których 1 wygrał, 2 przegrał i 10 przegrał. Bilans bramkowy wynosi 3:49. Po zwycięstwie nad Maltą, „Team 54” zanotował osiem kolejnych porażek, w których nie zdobył bramki, a stracił aż 42.

13 maja 2016 roku Gibraltar został członkiem FIFA i odtąd może brać udział w eliminacjach do Mistrzostw Świata.

Sukcesy

Największym sukcesem Gibraltaru jest udana formalna batalia o przyjęcie do UEFA i FIFA. Sukcesem było zwycięstwo nad Maltą, ale podobnie jak w przypadku tejże reprezentacji, jak również Liechtensteinu, Luksemburga, czy opisywanych wcześniej na blogu Andory i San Marino, sukcesem jest każdy mecz bez porażki, a nawet każda strzelona bramka.

Jeśli natomiast chodzi o sukcesy w zawodach nieoficjalnych, to należą do nich mistrzostwo Igrzysk Wyspiarskich (2007), wicemistrzostwo Igrzysk Wyspiarskich (1995) i 3. miejsce w FIFI World Cup.

Stadion

Victoria Stadium to jedyny piłkarski obiekt na Gibraltarze, dlatego odbywają się na nim wszystkie mecze pierwszej i drugiej ligi męskiej i ligi kobiecej – „jeden po drugim” z piętnastominutowymi przerwami między meczami. Nie ma więc podziału na mecze wyjazdowe i domowe. Wszystkie kluby korzystają także z jednego boiska treningowego, tyle że niepełnowymiarowego. Obiekt „leży zaledwie 200 metrów od północnej granicy kraju, tuż przy pasie startowym miejscowego lotniska. Stąd też dodatkowe oznaczenia kolorystyczne i świetlne na czterech masztach oświetleniowych” (cyt. za: stadiony.net). „Położony jest w cieniu rzucanym przez słynną skałę Gibraltarską. Góra ta jest największą atrakcję tego terytorium i żyje na niej ponad 200 małp – makaków” (cyt. za” weszlo.com).

Victoria_Stadium_-_Gibraltar

Victoria Stadium.

Źródło: soccerway.mobi.

Przed II wojną światową w pobliżu obecnego lotniska władze wojskowe udostępniły mieszkańcom tereny sportowe (ok. 1902 r.). Po wojnie, a dokładniej w czerwcu 1949 r. wybudowano Stadion Wiktorii, nazwany na cześć Wiktorii Mackintosh, żony miejscowego fundatora Johna Mackintosha. Obiekt istniał do końca lat sześćdziesiątych XX wieku. W 1970 r. wybudowano, a w 1971 r. oddano do użytku nowy Victoria Stadium. W 1974 r. zainstalowano sztuczne oświetlenie, a dwa lata później rozbudowano kompleks sportowy, w skład którego wchodzi stadion o hale. W 1990 r. na stadionie położono sztuczną nawierzchnię. Victoria Stadium może pomieścić 5 tys. widzów, ale tylko część trybun jest zadaszona. Na stadionie, oprócz meczów piłkarskich, odbywają się koncerty muzyczne (np. Gibraltar Music Festival), a także mecze krykieta. Pierwszy pomiędzy reprezentacją Gibraltaru a Marylebone Cricket Club rozegrano w 1993 r. Właścicielem stadionu jest rząd Gibraltaru.

Stadion nie spełnia wymogów UEFA, dlatego federacja musiała szukać innego obiektu. Najbliżej było do Hiszpanii, ale ze względu na (najoględniej mówiąc) nie najlepsze relacje polityczne między państwami, wybrano portugalski Estadio Algarve. Obiekt mógłby pomieścić całą populację Gibraltaru, ale trener Allen Bula powiedział przed pierwszym meczem: „Będę zadowolony, jak przyjdzie 500 osób” (cyt. za: weszlo.com).

Estádio Algarve jest stadionem położonym między dwoma portugalskimi miastami – Faro i Loule. Stadion w Algarve był jedną z dziesięciu aren UEFA Euro 2004. Rozegrano na nim dwa mecze fazy grupowej (Hiszpania – Rosja 1:0 i Rosja – Grecja 2:1) i jeden ćwierćfinał (Szwecja – Holandia 0:0 k. 4:5). Od lutego 2004 r. reprezentacja Portugali wystąpiła na tym obiekcie siedem rady. Dwukrotnie w eliminacjach – z Luksemburgiem (6:0, 2005, el. MŚ) i Armenią (1:0, 2014, el. UEFA Euro 2016). „(…) jego najoryginalniejszą cechą jest zadaszenie. Chroni dwie z czterech trybun i przypomina żagle, dzięki czemu nawiązuje do morskich tradycji Portugalii. Budowany w latach 2001-2003 stadion kosztował równowartość ok. 100 milionów złotych.” (cyt. za: stadiony.net). Obiekt został oddany do użytku 23 listopada 2003 r., a jego pojemność wynosi nieco ponad 30 tys. miejsc.

Nadmorskie Faro ma ok. 50 tys. mieszkańców i jest centrum turystycznego regionu Algarve. Jest tu międzynarodowe lotnisko, uniwersytet i... stadion Euro 2004, okrzyknięty jednym z najpiękniejszych. Nie ma za to drużyny piłkarskiej, która by go zapełniła.” (cyt. za: stadiony.net). Dwa pobliskie kluby, czyli Louletano DC i S.C. Farense nie występują w portugalskiej elicie, a na Estadio Algrave występowały tylko do czasu. Niska frekwencja zmusiła je do powrotu na dużo mniejsze obiekty. Swoje domowe mecze rozgrywały tutaj także Olhanense i Portimonense, gdy ich stadiony były modernizowane, a także nieistniejący już klub Algarve United.

Estadio_Algarve_z_worldstadium

Estadio Algarve.

Źródło: worldstadiumdatabase.com.

Spośród dziesięciu aren UEFA Euro 2004, zyski przynoszą tylko trzy największe stadiony (Estádio da Luz, Estádio Jose Alvelade oraz Estádio do Dragao), a Augusto Mateus były minister gospodarki Portgugalii powiedział swego czasu dla PAP: „Pozostałe stadiony, które nie przynoszą dziś zysków, powinny zostać jak najszybciej zburzone. Portugalia nadal płaci za koszty budowy i modernizacji obiektów na mistrzostwa Europy.” (cyt. za: stadiony.net). „Dyskusje na temat przyszłości stadionów Euro 2004 trwają od kilku lat, ale mimo postulatów o wyburzeniu (…) żadna gmina nie zdecydowała się dotąd na taki krok.” (cyt. za: stadiony.net), choć np. modernizacja Estádio do Bessa doprowadziła do bankructwa Boavisty Porto.

Brak klubu, który na stałe grałby na Estadio Algarve sprawie, że zarządzającym obiektem szukają pojedynczych imprez, które pozwolą minimalizować koszty utrzymania obiektu. Stadion był więc gospodarzem Superpucharu Portugalii (2005, 2008, 2015), odcinka specjalnego Rajdu Portugalii (2007), koncertów i meczów towarzyskich. Bliskość morza i ciepły klimat sprawiają, że na stadionie zimą odbywają się mecze, a nawet turnieje towarzyskie. Regularnie rozgrywany jest Algarve Cup, czyli towarzyski turniej reprezentacji narodowych koniet. W lipcu 2008 r. na stadionie rozegrano turniej towarzyski Algarve Challenge Cup, w którym wzięły udział – Cardiff City, Celtic Glasgow, Middlesbrough i Vitória de Guimarães. Od 2011 r. na stadionie rozgrywany jest turniej towarzyski Atlantic Cup, w którym, z reguły biorą udział drużyny klubowe ze Skandynawii i Europy Środkowo-Wschodniej. Dotychczasowi zwycięzcy to: IF Elfsborg, FC Midtjylland, SK Rapid Wiedeń, FC Kopenhaga, Dynamo Moskwa i Zenit Sankt Petersburg. W edycji w 2012 r. udział wzięła krakowska Wisła. Co ciekawe, dwa towarzyskie mecze rozegrała na tym obiekcie reprezentacja Polski. W lutym 2009 r. zremisowała z Litwą 1:1 (gol Pawła Brożka), a dwa lata później pokonała Norwegię 1:0 (gol Roberta Lewandowskiego).

Władze regionalne planują zbudowanie do 2018 r. połączenia kolejowego przy stadionie, który znajduje się na odludziu, aby połączyć obiekt z lotniskiem, uniwersytetem, centrum Faro i dwoma sąsiednimi miastami – Olhao i Loule.

Po włączeniu federacji Gibraltaru do UEFA w 2013 r. pojawiła się idea budowy nowego obiektu, który, jak mówił Dennis Beiso, dyrektor wykonawczy Federacji Piłkarskiej Gibraltaru (GFA): „Pomieści prawdopodobnie osiem tysięcy kibiców, to wystarczy na nasze potrzeby. Będzie miał czwartą kategorię UEFA, sam obiekt i zaplecze będą bardzo nowoczesne.” (cyt. za: „Rzeczpospolita”). Obiekt ma nazywać się Europa Point Stadium, ponieważ „jako teren pod budowę wybrano Europa Point, najdalej na południe wysunięty skrawek półwyspu. Obłożony szkłem obiekt ma nocą rozświetlać okolicę jak lampa lub latarnia. Dzięki temu będzie jednym z pierwszych budynków Europy oglądanych przez załogi i pasażerów statków. Niewykluczone, że obiekt nocą będzie świetnie widoczny z Maroka.” (cyt. za: stadiony.net).

Europa_Point_Stadium_-_Gibraltar

Planowany wygląd Europa Point Stadium.

Źródło: thefootballstadiums.com.

Trener i piłkarze

Pierwszy trener Gibraltaru od włączenia tego kraju w struktury UEFA to Allen Bula. Nie ukrywał, że szuka w ligach angielskich piłkarzy, którzy mogliby grać dla reprezentacji Gibraltaru. Najbardziej znanym piłkarzem, który wystąpił w reprezentacji był siostrzeniec trenera Buli – Danny Higginbotham (wychowanek Manchesteru United, ponad 300 meczów w Premier League w barwach MU, Stoke, Sunderlandu i Southamptonu). Inni zawodnicy wybijający się ponad gibraltarską przeciętność to: Liam Walker (Portsmouth, Bnei Yehuda), Scott Wiseman (Preston North End), David Artell (Bala Town) i Jake Gosling (Bristol Rovers).

Rozgrywki klubowe

Do niedawna w rozgrywkach ligowych występował Manchester United i Newcastle United. Jeśli chodzi o MU, to drużyna została założona przez fanów tego klubu i miała zgodę na używanie tej nazwy. Po przyjęciu Gibraltaru w poczet członków UEFA, klub został zmuszony do zmiany nazwy i teraz nazywa się Manchester 62. Newcastle także zmienił nazwę. Celem zmian było uniknięcie ewentualnego spotkania się w europejskich pucharów klubów o tej samej nazwie. Nic nie stało więc na przeszkodzie, aby występujący w drugiej lidze Boca Juniors zachował swoją nazwę. Od sezonu 2014/2015 mistrz i zdobywca pucharu (Rock Cup) Gibraltaru zadebiutowali w europejskich rozgrywkach.

Podsumowanie

Reprezentacja Gibraltaru podzieli los reprezentacji innych małych państw i stanie się „chłopcem do bicia”, z którym utrata punktów i poniekąd także goli będzie wstydem dla rywala. Brak zawodowej ligi i piłkarzy grających w silnych ligach zagranicznych niewątpliwie utrudni stopniowe zwiększanie pozycji reprezentacji w rankingu FIFA. Nie zmienia to jednak faktu, że na dobry początek wykazano sporo chęci i zaangażowania, które wcześniej, czy później będzie skutkowało niespodziewanymi wynikami. W starciach z Polską, podobnie jak z każdą drużyną w grupie „D” eliminacji UEFA Euro 2016, Gibraltar nie ma szans na jakikolwiek punkt, choć „gdy piłka jest w grze, to wszystko jest możliwe”.

 

Źródła: własne, weszlo.com, rsssf.com, stadiony.net, theatlatniccup.com, pl.wikipedia.org, en.wikipedia.org, futbolquimy.com, gibraltarfa.com, soccerway.mobi, worldstadiumdatabase.com, thefootballstadiums.com. Rywale Polaków w eliminacjach Mistrzostw Europy 2016, „Przegląd Sportowy” z dnia 24 lutego 2014 r., s. 35. S. Szczepłek, Trudno nie zagrać we Francji, „Rzeczpospolita” z dnia 24 lutego 2014 r., s. 19. MACK, Klęska naszych rywali w eliminacjach EURO, „Przegląd Sportowy” z dnia 3 marca 2014 r., s. 10. M. Dobosz, Kilka minut wstydu i hat trick po prawie pół wieku, „Przegląd Sportowy” z dnia 30 marca 2015 r., s. 5. M. Szuba, Gibraltar – najmłodszy w rodzinie, „Rzeczpospolita” z dnia 26 lutego 2014 r., s. 15. M. Zachodny, Gibraltar – czy zagrają strażacy, „Metro” z dnia 5-7 września 2014 r., s. 16.

niedziela, 21 sierpnia 2016
„Eksperci” część 5 – Borek i Rzeźniczak przeceniają Śląsk Wrocław

W sezonie 2011/2012 Śląsk Wrocław dosyć niespodziewanie sięgnął po Mistrzostwo Polski. W następnym sezonie wywalczył Superpuchar Polski, dotarł do przegranego z Legią (0:2, 1:0) finału Pucharu Polski, a rozgrywki ligowe zakończył na wysokim trzecim miejscu, które zapewnił sobie na dwie kolejki przed końcem rozgrywek. Do Mistrza Polski – Legii stracił aż dwadzieścia punktów, a w ostatniej kolejce został rozbity w Warszawie 5:0, ale red. Mateusz Borek i Jakub Rzeźniczak mieli bardzo pozytywne zdanie o wrocławskim klubie.

Redaktor Mateusz Borek wziął udział w debacie „Przeglądu Sportowego” przed rozpoczęciem sezonu 2013/2014 i powiedział m.in.: „Jeśli Śląsk w takim składzie zajął trzecie miejsce w lidze, to co będzie teraz, kiedy zrobił najciekawsze transfery od wielu lat. Wystarczy, że Dudu zagra tak jak w Widzewie, Hołota nadal będzie się rozwijać, a Paixao zachowa skuteczność z Cypru. Śląsk może przegrać z Lechem, czy Legią, ale mistrzostwo zdobywa się kompletem punktów z tymi słabszymi. Śląsk ma potencjał, by grać o najwyższe lokaty.”. Biorąc pod uwagę, że red. Borek jest pracownikiem Polsatu, który w tamtym czasie był pośrednio właścicielem Śląska Wrocław, to takie wypowiedzi, podobnie jak komentowanie meczów Śląska, należało brać z przymrużeniem oka. Swego czasu Polsat transmitował wszystkie domowe, ligowe mecze Śląska i wszystkie w europejskich pucharach. Czy w takich warunkach można mówić o obiektywizmie? Nieważne. Śląsk miał „potencjał, bo grać o najwyższe lokaty”. Może i miał, ale jak to się skończyło, za chwilę wyjaśnię.

M.Borek_na_tle_Polsatu

Red. M. Borek.

Źródło: teleshow.wp.pl.

Natomiast we wrześniu 2013 r. Jakub Rzeźniczak po wygranym 2:1 ligowym meczu Legii ze Śląskiem powiedział: Spotkamy się jeszcze dwa razy w tym sezonie, bo Śląsk jest dobrym zespołem.. W ten sposób „Rzeźnik” dał do zrozumienia, że Śląsk po zakończeniu rundy zasadniczej zagra w tzw. grupie „mistrzowskiej”, czyli po 30. kolejkach będzie powyżej 9. miejsca w ligowej tabeli. Pudło!

J.Rzeźniczak_z_mikrofonem

Jakub Rzeźniczak.

Źródło: info.sport.pl.

Śląsk grał fatalnie i wbrew temu co mówili red. M. Borek i J. Rzeźniczak, po prostu zawiódł. Po rundzie zasadniczej zajął dopiero dwunaste miejsce! Do ósmego miejsca stracił sześć punktów, a nad strefą spadkową miał tylko pięć punktów przewagi. W rundzie finałowej Śląsk zaczął jednak grać na miarę swoich możliwości i aspiracji i dało mu to 9. miejsce, czyli pierwsze w grupie „spadkowej” (walczącej o miejsca 9-16). A przecież Śląsk to „dobry zespół”, który miał „grać o najwyższe lokaty”…

 

Źródło: Jaka jest nasza liga, „Przegląd Sportowy” z dnia 19 lipca 2013 r., s. 20. A. Dawidziuk, Drużyna Levego zginęła od własnej broni, „Przegląd Sportowy” z dnia 30 września 2013 r., s. 8. 90minut.pl.

sobota, 20 sierpnia 2016
„Eksperci” część 4 – „Przegląd Sportowy” liczył na komplet

29 lipca 2012 r. w towarzyskim meczu piłkarskim L:egia Warszawa przegrała z Borussią Dortmund 0:1 (0:1) po golu strzelonym przez Roberta Lewandowskiego już w drugiej minucie spotkania. Prawie półtora miesiąca wcześniej „Przegląd Sportowy” informował, że odbędzie się taki mecz. Red. Adam Dawidziuk przypominał, że rok wcześniej na podobnym sparingu, gdy Lech Poznań zremisował bezbramkowo z BVB, na stadionie w Poznaniu zjawiło się ponad 40 tysięcy widzów. Dlatego redaktor prognozował: Przy Łazienkowskiej też pewnie będzie komplet, bo do stolicy przyjedzie najlepszy niemiecki zespół z trzema Polakami w składzie, Jakubem Błaszczykowskim, Łukaszem Piszczkiem i Robertem Lewandowskim.. Tymczasem obiekt przy Łazienkowskiej zapełnił się w jednej trzeciej.

A.Dawidziuk_o_frekwencji_na_meczu_Legia_-_Borussia

Red. A. Dawidziuk.

Źródło: przegladsportowy.pl.

Niepełnego stadionu można było spodziewać się z kilku powodów. Po pierwsze, mecz odbywał się w okresie wakacyjnym, a takowy nigdy nie służy wysokiej frekwencji. Po drugie, to był tylko mecz sparingowy i nie zawsze udaje się zapełnić pełen stadion. Po trzecie, czego w chwili publikacji artykułu przez „PS” nie było wiadomo, ceny biletów były stosunkowo wysokie. Po czwarte, jak to zwykle w Warszawie, mecz piłkarski musi rywalizować z licznymi atrakcjami i imprezami, aby przyciągnąć kibiców. Po piąte, niecały miesiąc wcześniej zakończyło się UEFA Euro 2012. Cześć kibiców oglądała mecze tylko w TV, ale część na pewno oglądała je na stadionach, zwłaszcza, że Stadion Narodowy w Warszawie był jedną z aren turnieju. Rozegrano na nim pięć meczów. Niezależnie jednak od tego część fanów chciała odpocząć od piłki. Po szóste, liczba meczów, które Legia rozgrywa w okresie wakacyjnym jest na tyle duża, że odbija się na frekwencji, więc w naturalny sposób obniża frekwencję na meczu towarzyskim. Po siódme, Legia w fatalnym stylu przegrała (oddała) mistrzostwo Polski w 2012 r. i pewnie jakaś grupa kibiców „obraziła” się na klub.

Rywal niewątpliwie była atrakcyjny – mistrz Niemiec z trzema reprezentantami Polski w składzie i pewnie w innym terminie przyciągnąłby więcej widzów, ale splot wymienionych okoliczności, utrudnił osiągnięcie przyzwoitej frekwencji, jak na taki mecz przystało. Może innym razem?

 

Źródło: A. Dawidziuk, Borussia w stolicy, „Przegląd Sportowy” z dnia 19 czerwca 2012 r., s. 15.

piątek, 19 sierpnia 2016
„Eksperci” – część 3. Jerzy Dudek wychwala Hiszpanów sprowadzonych przez Trzeciaka

Red. Michał Wodziński z „Przeglądu Sportowego” zapytał Jerzego Dudka: „Słyszał pan, że Legia ściągnęła latem trzech Hiszpanów? Ostatnio do Warszawy przeniósł się były kapitan Levante Inaki Descarga?”. A były bramkarz odpowiedział: „Uważam, że to świetna wiadomość dla kibiców Legii. Dobrzy obcokrajowcy zawsze podnoszą prestiż ligi i zwiększają jej atrakcyjność. Piłkarze, których sprowadza Mirek Trzeciak, są jak Descarga ukształtowani, mają uznane nazwiska. Albo nie mieszczą się w kadrze swoich klubów i chętnie ograliby się za granicą, zamiast tułać po trzecioligowych boiskach w Hiszpanii.”.

J. Dudek uznał, że hiszpańscy piłkarze w Legii mają ukształtowane nazwiska, a ich przyjście do Legii to świetna wiadomość, bo jak można się domyślać, w opinii „Dudiego” są wzmocnieniem. Tak się jednak nie stało. Może Dudek wyciągnął wnioski po dobrej grze Inaki’ego Astiza? Wychowanek Osasuny Pampeluna został sprowadzony do Legii przed sezonem 2007/2008 i spośród wszystkich Hiszpanów, którzy później zostali sprowadzeni do Legii, prezentował się naprawdę dobrze. Odszedł dopiero po zakończeniu sezonu 2014/2015. Rozegrał w Legii 159 ligowych meczów, w których zdobył 8 goli. Wywalczył 3 tytuły Mistrza Polski i aż 5 Pucharów Polski. Wiosną 2008 r. Legia sprowadziła młodego obrońcę – Antonio Martina Aguilera „Balbino”, ale on zagrał tylko sześć meczów w Młodej Ekstraklasie i tak szybko, jak się pojawił, tak szybko zniknął.

J.Dudek_-_ekspert_24

Jerzy Dudek latem 2008 r. oceniał transfery trzech hiszpańskich piłkarzy do Legii.

Źródło: 24.pl.

Wracając do letniego zaciągu, o którym pozytywnie wypowiadał się J. Dudek, to Legię zasilili – obrońca Inaki Descarga Retegui, pomocnik Alberto Ortiz Moreno „Tito” i napastnik Mikel Arruabarrena. Descarga rzeczywiście miał wyrobione nazwisko. Do Warszawy przyjeżdżał z doświadczeniem zdobytym w Osasunie, Eibar i Levante (214 meczów/10 goli). Przez cały sezon 2008/2009 rozegrał w Legii dziesięć meczów, ale tylko trzy w ekstraklasie (4 mecze w Pucharze Polski i 3 w Pucharze Ekstraklasy). Descarga głównie leczył kontuzje, a jak już grał, to stanowił poważne zagrożenia, ale dla swojej drużyny. Po jednym sezonie opuścił Legię w atmosferze skandalu i korupcyjnych podejrzeń z czasów gry w Hiszpanii. Zakotwiczył w Realu Union Club de Irun, w którym zaczynał karierę i jak się później okazało także zakończył. Jego transfer do Legii to był niewypał.

„Tito” został sprowadzony z Espanyolu B i wytrzymał w Legii tylko do wiosny, ponieważ w trakcie przerwy zimowej doznał kontuzji i wrócił do Hiszpanii. W ekstraklasie rozegrał tylko dwa mecze, a w Pucharze Ekstraklasy sześć. Dodatkowo, wystąpił w ośmiu meczach Młodej Ekstraklasy, w której zdobył dwa gole. Transfer tego piłkarza do Legii to też niewypał.

Trzecim „wzmocnieniem” był, a właściwie miał być Arruabarena. Przyszedł z CD Tenerife, a w Legii grał tylko jesienią 2008 r. Wystąpił w sześciu meczach ligowych, pięciu Pucharu Ekstraklasy (1 gol) i po dwóch Pucharu Polski i eliminacji Pucharu UEFA. Łącznie wystąpił w piętnastu meczach, w których strzelił tylko jednego gola. Statystyki trochę podreperował sobie występami w Młodej Ekstraklasie – 6 meczów, 4 gole, ale przecież nie po to przychodził do Legii! „Aru” był po prostu słaby, ale zasłynął, mimo woli, dzięki Mirosławowi Trzeciakowi. Dyrektor sportowy Legii, gdy menadżer Cezary Kucharski zaproponował Roberta Lewandowskiego, miał odpowiedzieć, że Legia nie potrzebuje „Lewego”, bo ma „Aru”. Już wiosną 2009 r. Arruaberana został wypożyczony, a latem rozwiązano z nim kontrakt. Więcej w Legii nie zagrał. Błysnął później w Eibar, gdy strzelał gole w Primiera Division, ale w Legii to też był transferowy niewypał.

Wszyscy trzej hiszpańscy piłkarze (Descarga, Tito i Arruaberrena) prezentowali w Legii katastrofalny poziom, wręcz dramatycznie słaby. Na dobrą sprawę nie zaistnieli w Legii, ale to przecież „świetna wiadomość dla kibiców Legii (…) Piłkarze (…) są (…) ukształtowani, mają uznane nazwiska”. Tymczasem były to trzy transferowe niewypały. Oj, „Dudi” w swojej ocenie nie popisał się.

 

Źródło: „Przegląd Sportowy” z dnia 24 lipca 2008 r., s. 4. 90minut.pl (w zakresie statystyk).

czwartek, 18 sierpnia 2016
„Eksperci” – część 2. Zbigniew Boniek wyśmiewa starania Polski i Ukrainy o organizację Euro 2012

Prawie cztery i pół roku przez rozpoczęciem UEFA Euro 2012, gdy jeszcze nie było wiadomo, kto będzie gospodarzem imprezy, Zbigniew Boniek w wypowiedzi przytoczonej przez „Magazyn Sportowy”, wyraźnie powiedział, że Polska nie ma szans na organizację. „Przecież wszyscy wiedzą, że Euro za pięć lat odbędzie się we Włoszech. Czy ktoś kiedyś widział, aby finały mistrzostw Europy odbyły się w kraju, gdzie autostrady, czy hotele są w dużej części wirtualne. Co ja mówię w dużej części, jeśli chodzi o stadiony, czy autostrady, to ich po prostu nie ma. Mamy już rok 2007 i naprawdę nie ma żadnych szans, abyśmy szybko zbudowali bazę, która zadowoli UEFA.”.

Z.Boniek_drapie_się_w_głowę

Źródło: legia.net.

Turniej ostatecznie, jak wszystkim dobrze wiadomo, odbył się w Polsce i na Ukrainie. Włosi byli faworytami, dlatego „Zibi” musiał być zdziwiony. Większe zdziwienie ogarnęło chyba jego przyjaciela – Michela Platiniego, który ogłaszał decyzję Komitetu Wykonawczego.

M.Platini_ogłasza_gospodarza_euro_2012

Źródło: gregory501.blox.pl.

 

Źródło: R. Kołtoń, Futbol – największy bank świata, „Magazyn Sportowy” – bezpłatny dodatek do „Przeglądu Sportowego” z dnia 9 lutego 2007 r., s. 11.

środa, 17 sierpnia 2016
„Eksperci” – część 1. Mateusz Borek o Legii i Okuce

W „Przeglądzie Sportowym” z dnia 25 stycznia 2002 r. ukazał się felieton Mateusza Borka pod wymownym tytułem: „Legia na mistrza… Jugosławii”. Red. Borek kpił w swoim dziele z Legii wskazując na to, że:

  • nie chciała zatrudnić wracającego z Francji Marka Jóźwiaka,
  • zamiast wystawiać na pozycji stopera Jacka Magierę, wobec kontuzji Jacka Zielińskiego, ściągnęła wracającego po rehabilitacji Marijana Gierasimovskiego,
  • trener Dragomir Okuka uparcie nie wystawiał Mariusza Piekarskiego, tylko pozwolił mu odejść do Chin „i pośrednio zamknął mu drogę na MŚ, przynajmniej te w Korei i Japonii”,
  • Wojciecha Kowalczyka „oddano bez żalu” na Cypr, „a w Legii na liście płac figuruje Svitlica”.
  • Prezes Leszek Miklas odrzucił propozycję Romana Koseckiego rozegrania meczu towarzyskiego z Atletico Madryt, ówczesnym liderem Secunda Division,
  • Okuka porównał w wywiadzie „zniszczenia wojenne z Jugosławii do tych z Polski po II wojnie światowej”.

Red. Borek dosyć mocno puentował: „Jeśli tak ma wyglądać budowa wielkiej Legii, to ja gratuluję. Chyba, że zespół z Warszawy będzie grał o mistrza… Jugosławii.”.

M.Borek_na_stadionie_Legii

Mateusz Borek na stadionie „Legii”.

Źródło: media2.pl.

Popularny „Mati” trochę racji w swoich poglądach miał, ale najważniejsze były efekty pracy serbskiego trenera. Dlatego zamiast dyskutować z w/w poglądami wystarczy powiedzieć, że cztery miesiące później Legia wywalczyła mistrzostwo, ale Polski! I czego by nie mówić o trenerze Okuce, to właśnie on doprowadził do odzyskania przez Legię mistrzowskiego tytułu po siedmiu (!) latach przerwy. Nie udało się to kolejnym trenerom Legii, którymi byli: Mirosław Jabłoński, Władysław Stachurski, Lucjan Brychczy, Jerzy Kopa, Stefan Białas, Dariusz Kubicki, Franz Smuda i Krzysztof Gawara. Dodatkowo, Legia prowadzona przez Okukę sięgnęła po Puchar Ligi.

Po kolejnym roku (Legia ukończyła rozgrywki ligowe na 4. miejscu) okazało się, że Stanko Svitlica nie tylko „figuruje” na liście plac. W sezonie 2002/2003 jako pierwszy obcokrajowiec w historii został królem strzelców ekstraklasy. Po II wojnie światowej tylko trzy razy zdarzyło się, że król strzelców ekstraklasy zdobył więcej bramek (1948, 1993, 1996). Poza tym, Svitlica zdobył 40 ligowych goli dla Legii, a „faworyt” red. Borka – Wojciech Kowalczyk 42. Tyle tylko, że Svitlica do osiągnięcia swojego dorobku strzeleckiego potrzebował 62 meczów, a „Kowal” dokładnie dwa razy więcej!

 

Źródła: własne, 90minut.pl, pl.wikipedia.org. M. Borek, Legia na mistrza… Jugosławii, „Przegląd Sportowy” z dnia 25 stycznia 2002 r., s. 20.

11:05, martinez-4ever , EKSPERCI
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 16 sierpnia 2016
„Eksperci” – wprowadzenie

„Eksperci” to nowy cykl krótkich wpisów, w których będę prezentował wypowiedzi piłkarzy, trenerów, generalnie ludzi związanych z piłką nożną, o których można powiedzieć, że są ekspertami, bo znają futbol i wiedzą o czym mówią.

Problem jednak w tym, że niekiedy te wypowiedzi nie przystają do rzeczywistości, stanowią przewidywanie, które zupełnie nie sprawdza się albo jest po prostu śmieszne. Innymi słowy są to wypowiedzi, które poddają pod wątpliwość ich ekspercki charakter, stąd też w tytule cyklu pojawia się cudzysłów.

Ekspert_sportowy

Źródło: adr-bhp.com.pl.

Niektóre z „eksperckich” wypowiedzi okazały się nietrafione, bo wynik meczu okazał się inny niż ekspert przewidywał i można się trochę pośmiać, albo przymknąć oko, bo przecież „gdy piłka jest w grze, to wszystko jest możliwe”, choć od ekspertów można wymagać trochę więcej. Zdarza się jednak, że z wypowiedzi ekspertów bije pewność siebie, a niekiedy buta, dlatego gdy okazują się błędne, nabierają innego wymiaru.

Oczywiście, bardzo łatwo jest wyciągnąć jakąś wypowiedź, nawet sprzed kilku lat – porównać ją z faktami i powiedzieć, jak bardzo ktoś się mylił. To prawda, ale z jednej strony nazwa bloga to właśnie – „No football no fun”, bo chodzi o to, żeby futbol dostarczał nam śmiechu i radości. Po drugie, za każdym razem, przy każdej wypowiedzi będzie podane źródło jej pochodzenia.

Let’s have fun!

16:54, martinez-4ever , EKSPERCI
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 15 sierpnia 2016
Oszukani?

Na początku poprzedniego sezonu z AS Monaco odeszło dwóch najlepszych piłkarzy – James Rodriguez i Edinson Cavani. Kibice ASM protestowali i skarżyli się, że kupując karnety nie wiedzieli, że klub opuszczą dwie największe gwiazdy. Wprawdzie pozostali inni kluczowi piłkarze, jak np. Dymitar Berbatow, to jednak dwaj ulubieńcy fanów i niezwykle skuteczni i efektowni piłkarze odeszli. Kibice klubu z Lazurowego Wybrzeża czuli się oszukani. Podobnego uczucia, ale w innych okolicznościach, doświadczyli na początku obecnego sezonu kibice warszawskiej Legii.

W maju, gdy Legia w żółwim tempie uciekała rywalom, właściciele klubu podkreślali, że niezależnie od tego jak skończą się rozgrywki, w klubie zajdą spore zmiany kadrowe. Słowa rewolucja unikano jak ognia, ale kibicom i mediom wysłano jasny sygnał, że należy spodziewać się znaczących zmian kadrowych. Co więcej, Bogusław Leśnodorski mówił, że Legia może wydać na transfery nawet 20 milionów złotych, a Dariusz Mioduski dodawał: „stać nas na piłkarza za milion euro”. W kontekście obchodzonego w przyszłym roku stulecia klubu, jak również przegranej walki o mistrzostwo Polski, należało spodziewać się szybkich i zdecydowanych ruchów kadrowych. Zwłaszcza, że zmiany zapowiadano w trakcie trwania rundy wiosennej. Tymczasem pierwsze roszady w klubie to zwolnienie Jacka Magiery z funkcji trenera drugiego zespołu i pozbawienie Wojciecha Hadaja funkcji meczowego spikera. Szybko też poinformowano, że klub nie przedłuży kontraktu z Helio Pinto, co było zapowiadane dużo wcześniej, oraz z Inakim Astizem, co z kolei było zaskoczeniem dla części kibiców. Podobnie zresztą jak transfer Dossy Juniora do Konyasporu. Spodziewane było natomiast odejście Orlando Sa do Reading. Poza tym, przedłużono umowę z Markiem Saganowskim i przedłużono wypożyczenie Dominika Furmana. W dalszym ciągu można było czuć niedosyt, bo na wiosenną Legię nie dało się patrzeć i aż się prosiło o sprowadzenie nowych zawodników. Stosunkowo szybko udało się sprowadzić Nemanję Nikolicia i Pablo Dyego, a Jacek Mazurek, dyrektor sportowy apelował do kibiców o cierpliwość i zapowiadał, że niebawem dołączą do drużyny wartościowi piłkarze. Skończyło się tylko na Michale Pazdanie, który dojechał na zgrupowanie w Austrii. Sprowadzony został Aleksandar Prijović, ale tylko z drugiej ligi tureckiej. Tymczasem Legia miała przed sobą sezon na stulecie klubu!

Elka_na_koszulce_na_stulecie

Źródło: sklep.legia.com.

Gdy jednak Henning Berg wypalił: „Odeszło kilku piłkarzy, ale mamy bardzo zdolną młodzież, która grała postawiła już swoje pierwsze kroki w Ekstraklasie i z powodzeniem może ich zastąpić. Mateusz Wieteska, Rafał Makowski, Robert Bartczak, czy Adam Ryczkowski to znakomicie rozwijający się chłopcy i wierzę, że są gotowi na grę na najwyższym ligowym poziomie.” (cyt. za: legionisci.com), to ręce opadały. Co więcej, norweski trener zapowiadał, że „Przyszły sezon będzie wyjątkowy. Chcemy odzyskać mistrzostwo, dobrze zaprezentować się w Europie, dobrze byłoby też obronić puchar. Wierzę, że setna rocznica istnienia Legii będzie w Warszawie pamiętana bardzo długo” (cyt. za: legionisci.com).

Media ciągle informowały o piłkarzach, którymi interesuje się Legia, albo z którymi prowadzi rozmowy, zresztą prezes Leśnodorski niektóre z tych informacji potwierdzał lub dementował. Kolejnych ruchów kadrowych ciągle jednak brakowało. Po austriackim zgrupowaniu Berg powiedział jednak w wywiadzie dla oficjalnej strony internetowej klubu: „Wciąż czekamy na kilku graczy, którzy mogliby zasilić zespół i wpłynąć na jego jakość, a także wyniki w lidze i Europie. Mamy poczucie, że musimy się jeszcze wzmocnić (…)”.

Mecz o Superpuchar szybko potwierdził, że w tym składzie Legia nie ma jak przeciwstawić się Lechowi, a dalsze zmiany kadrowe są wręcz konieczne. Później przyszła seria zwycięstw, która trochę zamydliła kibicom oczy. Za moment była fatalna seria bez zwycięstwa w lidze. To była ostatnia szansa na wzmocnienie klubu! Wprawdzie sprowadzono Macedończyka Ivana Trickovskiego, ale tylko dlatego, że poważnej kontuzji doznał Michał Żyro. Marnym pocieszeniem jest fakt, że transfer Trickovskiego znalazł się wśród dwudziestu najważniejszych transferów przeprowadzonych latem przez kluby, które awansowały do fazy grupowej Ligi Europy. Pod koniec okienka transferowego Legia podpisała kontrakt ze Stojanem Vranjesem wobec kontuzji Michała Masłowskiego i przedłużającego się powrotu na boisko Ivicy Vrdoljaka. Trwające od półtora roku poszukiwania zmiennika dla Tomasza Brzyskiego zakończyły się fiaskiem, a co gorsza z Łazienkowskiej dochodziły słuchy, że na lewej obronie może grać… Vranjes.

Gdy Legia po słabej grze wywiozła z Białegostoku jeden punkt, a do końca letniego okienka transferowego pozostało dokładnie dwadzieścia osiem godzin, Dusan Kuciak powiedział: „Wierzymy, że przyjdą zawodnicy, którzy nie będą tylko poszerzeniem kadry, a wzmocnieniem” (cyt. za legionisci.com). Taka wypowiedź tylko potwierdziła słabość polityki transferowej klubu w historycznym sezonie.

Legia podobno starała się o Macieja Gajosa, Bartosza Kapustkę i Roberta Picha, z wiadomym skutkiem. Gdy kilka dni wcześniej Tadeusz Pawłowski powiedział, że oferta Legii za Picha obrażała słowackiego piłkarza można było odnieść wrażenie, że Pawłowski jak zwykle interpretuje fakty jak mu wygodnie. Tymczasem, Legia oferowała za Picha tylko 250 tys. zł, podczas gdy 1. FC Kaisterslautern zapłacił za niego (według gazeta.pl) 350 tys. euro. I gdzie te miliony na transfery?

Opieszałość Legii na rynku transferowym jest o tyle zaskakująca, że Berg przyznał, iż: „Największym powodem naszego niepowodzenia na wiosnę było bez wątpienia odejście Radovicia.” (cyt. za legionisci.com). Ten, który miał go zastąpić, czyli Ondrej Duda raczej irytuje niż zachwyca. Z powodu kontuzji Słowaka i spodziewanego transferu do Interu Mediolan, sztab szkoleniowy Legii kreował Michała Masłowskiego na następcę Dudy, ale o Masłowskim lepiej nie wspominać i nie dlatego, że leczy kontuzję.

Trudno oprzeć się wrażeniu, że kibice Legii zostali oszukani przez właścicieli klubu. Co więcej, oprócz opowiadania pięknych bajek o budowaniu silnej europejskiej marki, jak również stabilności, rozwoju, podnoszeniu poziomu organizacji i siły marketingowej klubu, mogliby wreszcie zająć się tym, czego udają, że nie widzą od początku roku, czyli mizerii, jaką piłkarze prezentują na boisku. Porażek z Piastem, Koroną i Lechem nie da się nie zauważyć!

 

Źródła: własne, sport.pl, weszlo.com, legionisci.com, sklep.legia.com. „Skarb Kibica. Ekstraklasa sezon 2015/16” – bezpłatny dodatek do „Przeglądu Sportowego” z dnia 17 lipca 2015 r. 

niedziela, 14 sierpnia 2016
Polskie transfery last minute

Ostatni dzień okienka transferowego przynosił gorączkowe godziny w wielu klubach, jak również redakcjach sportowych gazet i serwisów internetowych. W ostatnich dniach, a nawet w ostatnich godzinach każdego sierpnia było i ciekawie i nerwowo, ale w Polsce jakoś spokojnie. W tym roku to się zmieniło. Przeprowadzonych zostało wiele transferów między polskimi klubami, jak również z udziałem polskich piłkarzy za granicą.

Na pierwszy plan wysuwają się transfery polskich piłkarzy z udziałem włoskich klubów. Przede wszystkim Jakub Błaszczykowski zamienił Borussię Dortmund na Fiorentinę. Dwaj Polacy z Sampdorii Genua zmienili kluby. Bartosz Salamon na zasadzie transferu definitywnego przeszedł do występującego w Serie „B” Cagliari, a Paweł Wszołek został wypożyczony z opcją pierwokupu do Hellas Verona. Poza włoskim kierunkiem dwa transfery były związane z klubami niemieckimi. Bramkarz Łukasz Załuska, z którym Celtic Glasgow nie przedłużył kontraktu związał się z beniaminkiem Bundesligi, czyli Darmstadt. Dodatkowo, jeden z polskich piłkarzy wrócił do kraju. Sławomir Peszko przeszedł z FC Koeln do Lechii Gdańsk.

Jakub_Błaszczykowski_z_koszulką_Fiorentiny

Jakub Błaszczykowski z koszulką Fiorentiny.

Źródło: gazzettaworld.gazzetta.it.

Skoro o Lechii Gdańsk mowa, to jeśli chodzi o transfery w Polsce, to „Lechiści” byli najbardziej aktywni spośród polskich klubów. Wypożyczyli serbskiego obrońcę Nikolę Lekovicia do Partizana Belgrad, Bartłomieja Pawłowskiego do Korony Kielce, a Adama Dźwigałę do Górnika Zabrze. Lechia sprowadził dwóch pomocników – Aleksandra Kovacevicia z Crveny Zvezdy Belgrad i Michała Chrapka (ostatnio Calcio Catania). Niewiele brakowało, żeby Damian Łukasik został wypożyczony do portugalskiej Vitorii de Setubal. Dwa bardzo ciekawe transfery przeprowadziła Jagiellonia Białystok, bo z jednej strony sprzedała Macieja Gajosa, co było kwestią czasu, zwłaszcza, że poważne zainteresowanie wykazywały dwa najlepsze polskie kluby. Ostatecznie za kwotę 400 tys. euro Gajos trafił do Lecha Poznań. W jego miejsce „Jaga” sprowadziła z Górnika Łęczna reprezentanta Litwy – Fedora Cernycha. Polską ekstraklasę opuścił natomiast wyróżniający się Słowak – Robert Pich, który za 350 tys. euro (według sport.pl) trafił do 2. Bundesligi do 1. FC Kaiserslautern, gdzie dołączył do Mateusza Klicha, Kacpra Przybyłko, znanego z Lechii Gdańsk Antonio Colaka i zakontraktowanego ledwie kilka godzin wcześniej Marcusa Piosska (SC Preussen Munster 06).

Maciej_Gajos_z_koszulką_Lecha_Poznań

Maciej Gajos prezentuje koszulkę Lecha Poznań.

Źródło: esktraklasa.net.

Ciekawie było też w I lidze. Sylwester Patejuk zamienił ekstraklasowe Podbeskidzie Bielsko-Biała na Zawiszę Bydgoszcz, a dwaj piłkarze, którzy rozwiązali kontrakty z klubami ekstraklasy dołączyli do I ligi. Bartosz Iwan (wcześniej Górnik Zabrze) został piłkarzem GKS Katowice, a Adrian Paluchowski (wcześniej Termalika Bruk-Bet Nieciecza) Zagłębia Sosnowiec.

Wspomnieć należy o kilku interesujących transferach, które miały miejsce w ciągu kilku ostatnich dni sierpnia, ale nie były transferami ostatniego dnia. Absolutnym hitem było zakontraktowanie przez Lechię Gdańsk chorwackiego pomocnika – Milosa Krasicia, który w ostatnich latach notuje spadek po równi pochyłej. Ludovic Obraniak po powrocie do Werderu Brema z wypożyczenia do Rizesporu, znalazł nowego pracodawcę w postaci Maccabi Hajfa. Legia ściągnęła z Lechii bośniackiego pomocnika – Stojana Vranjesa i rozwiązała kontrakt z niechcianym Henrikiem Ojamaą. Były piłkarzy klubu z Warszawy – Wladimir Dwaliszwili, po rozwiązaniu kontraktu z duńskim Odense BK, zakotwiczył w Pogoni Szczecin. Portowców opuścił natomiast utalentowany Dominik Kun i przeniósł się do pierwszoligowej Wisły Płock. Poza tym, Górnik Zabrze zasilił bułgarski obrońca Paweł Widenow, który kiedyś grał w Zagłębiu Lubin, a ostatnio w Serie „B” w Trapani Calcio.

Koniec tegorocznego okienka transferowego w Polsce był niezwykle ciekawy, ale wydaje się, że polskie kluby dopiero uczą się przeprowadzania transferów „last minute”. Inna sprawa, że wiele klubów czeka na piłkarzy, którzy nigdzie nie znajdą zatrudnienia i są do wzięcia bez kwoty odstępnego. Ciekawe które kluby skorzystają na takiej promocji?

 

Źródła: własne, 90minut.pl, sport.pl, weszlo.com, transfermarkt.pl, polskapilka24.pl, gazzettaworld.gazzetta.it, esktraklasa.net.

sobota, 13 sierpnia 2016
Transfer Krasicia zaprzecza medialnym spekulacjom

Obiecywałem, że miało nie być emocjonowania się przymiarkami transferowymi znanych piłkarzy do polskich klubów? Obiecywałem. Letnie doniesienia medialne mogły rozbawić, ale już transfer Milosa Krasicia już nie.

Wiosenne występy Olivera Kapo w Koronie Kielce powinny uprawdopodobnić możliwe transfery „piłkarzy z nazwiskiem” nawet takie na pół roku, ale po wielu latach medialnych spekulacji i prima aprilisowych żartów trudno w nie uwierzyć.

Latem media informowały, że Lechia zaproponowała kontrakty naprawdę znanym francuskim piłkarzom, którymi byli Djibrill Cisse (ostatnio Basta, a wcześniej Olympique Marsylia, Liverpool, Auxerre, Southampton, Panathinaikos Ateny) i Florent Malouda (ostatnio FC Metz, a wcześniej m.in. Trabzonspor). Może i Lechia złożyła takie oferty, tak samo jak mało poważne oferty za Marco Paixao i Roberta Picha składała Legia. Nie można też zapominać, że dyrektorem sportowym Lechii jest Marek Jóźwiak, który do Legii sprowadził m.in. takie „asy” jak Marijan Antolović, Srdja Kneżević, Alejandro Cabral, Bruno Mezenga, czy Dejan Kelhar. Jóźwiak mając pieniądze ITI lubił opowiadać, że Legia przedstawiła konkretne propozycje Robertowi Piresowi i Sylvianowi Wiltordowi, ale obaj nie zdecydowali się na transfery, bo polska liga nie jest znana i atrakcyjna finansowo. Później mówił, że Legii zaproponowano m.in. Ludovica Giuly, ale znający francuskie realia Stefan Białas zripostował, że listy bezrobotnych piłkarzy francuska federacja wysyła po niemal całej Europie. Ta cała dygresja służy tylko pokazaniu, że znane nazwiska i Marek Jóźwiak, to raczej opowieści dziwnej treści, choć trzeba mu przyznać, że potrafił sprowadzić do Legii Danijela Ljuboję i wyszukać Moussę Ouattarę.

Wracając do letniego okienka transferowego, to Wisła Kraków podobno negocjowała z Czarnogórcem Simonem Vukcevicem (kiedyś Sporting Lizbona), a Piast Gliwice, jak wcześniej Podbeskidzie Bielsko-Biała, namawiał do gry w Polsce Milana Barosa, którego przedstawiać nie trzeba. Podobno piłkarz nie zdecydował się na transfer, bo… sprzeciwiła się żona. Polskie media powołując się na greckie donosiły, że Legia interesuje się greckim napastnikiem Sotorisem Ninisem, ale weszlo.com wykazało, że nic nie było na rzecz, a polscy dziennikarze niewłaściwie przetłumaczyli greckie publikacje.

Milos_Krasić_z_koszulką_Lechii_Gdańsk

Milos Krasić po podpisaniu kontraktu z Lechią Gdańsk.

Źródło: t-mobile.trendy.pl.

Wreszcie pod koniec sierpnia stało się to, co było już tylko kwestią czasu – Lechia Gdańsk sprowadziła znanego piłkarza. Milos Krasić mający za sobą występy m.in. w Juventusie Turyn i Fenerbahce zawitał do Polski! Niezależnie od upadającej kariery Krasić to kolejny znany piłkarz, który trafia do ekstraklasy. Można ustawić go w jednym rzędzie z takimi piłkarzami jak: Anatolij Demjanenko, Oleg Salenko, Ulrich Borowka, Inaki Descarga, Angelo Hughes, Danijel Ljuboja, Nacho Novo, Ismael Blanco, czy Oliver Kapo.

Dwa ciekawe transfery przeprowadziła Legia Warszawa, ale trudno zaliczyć tych piłkarzy do górnej półki. Mam na myśli króla strzelców ligi węgierskiej i supersnajpera – Serba z węgierskim paszportem Nemanję Nikolica i Macedończyka Ivana Trickovskiego mającego za sobą występy m.in. w Crvenie Zveździe Belgrad, APOEL Nikozja i Club Brugge. Media informowały o zainteresowaniu Urbym Emanuelsonem (kiedyś AC Milan), co było o tyle prawdopodobne, że od półtora roku w Warszawie bezskutecznie szukają lewoskrzydłowych, a zimą testowali Nigeryjczyka Taye Taiwo. Na spekulacjach się skończyło.

Tymczasem niespodziewanie na zapleczu ekstraklasy zakotwiczył piłkarz z doświadczeniem w Primera Division. Hiszpański pomocnik Marquitos podpisał kontrakt z Miedzią Legnica. W zeszłym sezonie występował w drugoligowym CE Sabadell, a wcześniej m.in. w Villareal, Realu Sociedad, Realu Valladolid i Xerez. Na początku listopada 2014 r. dziennikarze zachwycali się Kameruńczykiem Armando Ellą, który zasilił Sandecją Nowy Sącz, a miał za sobą grę w juniorach FC Barcelony i Karpatach Lwów. Transfer Marquitosa przebija jednak przyjście Elli. Natomiast, co do Miedzi, to osiem lat temu w jej barwach występował szesnastokrotny reprezentant Austrii – Gilbert Prilasnig. Kto będzie następny?

 

Źródła: własne, sport.pl, eurosport.onet.pl, legionisci.com, przegladsportowy.pl, weszlo.com, pl.wikipedia.org, 90minut.pl, t-mobile.trendy.pl.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 66
| < Sierpień 2016 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        
Tagi