czwartek, 22 czerwca 2017
Dąbrówieński Bieg Dwóch Jezior 2016

W sobotę 28 maja 2016 r. w Dąbrównie odbył się General Żwir Dąbrówieński Bieg Dwóch Jezior z Bankiem Spółdzielczym w Olsztynku, który był trzecim biegiem z Cyklu Grand Prix Granicy Warmii i Mazur.

Bieg_Dąbrówno_2016_logo

Źródło: projektigrzyska.pl.

Dąbrówno (niem. Gilgenburg) to malownicza wieś położona w województwie warmińsko-mazurskim, w powiecie ostródzkim, w gminie Dąbrówno, na przesmyku między jeziorami Dąbrowa Mała i Dąbrowa Wielka i łączącym je kanałem Welu. Do końca 1946 r. Dąbrówno posiadało prawa miejskie.

Dąbrówno_z_lotu_ptaka

Źródło: dabrowno.pl.

Pięciokilometrowa trasa biegu częściowo przebiegała nad Jeziorem Dąbrowa Wielka, a meta usytuowana była przy budynku Urzędu Gminy. W biegu wzięło udział 159 biegaczy i biegaczek.  Zwycięzcą rywalizacji został Mariusz Pawłowski z Klubu Kurzętnik Biega, który ukończył dystans z czasem 16 minut i 12 sekund.

Dąbrówno_2016_(1)_-_meta_biegu

Meta Biegu.

Bieg główny poprzedziły biegi dzieci w trzech kategoriach, w których wzięło udział 90 startujących. W organizację i przeprowadzenie imprezy zaangażowali się liczni sponsorzy oraz Wójt i Urząd Gminy.

Dąbrówno_2016_(2)_-_nagrody

Nagrody dla najlepszych we wszystkich biegach.

Sportową rywalizację amatorów i dzieci należy wspierać i oczywiście finansować, dlatego szczególne uznania należą się organizatorom.

 

Źródła: własne, dabrowno.pl, projektigrzyska.pl, pl.wikipedia.org.

czwartek, 25 maja 2017
Nie będzie Lotto Lubelskie Cup 2016

Zeszłoroczny turniej zakończył się frekwencyjną porażką, ale organizatorzy nie mieli sobie nic do zarzucenia. Co więcej przekonywali, że kluby chwaliły sobie funkcjonalność obiektu, murawę i boiska treningowe. Przedstawiciel urzędu marszałkowskiego przekonywał natomiast, że impreza na stałe wpisze się w kalendarz wydarzeń promujących Lubelszczyznę. Podkreślano też, że turniej ma duży potencjał, bo… jest duże zapotrzebowanie na futbol w regionie.

To było w 2015 roku, a co się okazało w 2016 r.? Turniej nie został zorganizowany. A jak w sezonie 2015/2016 zaprezentowali się uczestnicy Lotto Lubelskie Cup 2015?

Zwycięzca turnieju, czyli Hannover’96 zaliczył najgorszy sezon spośród wszystkich uczestników turnieju. Niemiecki klub zajął ostatnie – 18. Miejsce w Bundeslidze. W 34 meczach zdobył zaledwie 25 punktów (średnia 0,74), do przedostatniego (także spadkowicza) – VfB Stuttgart stracił 8 punktów, zaś do miejsca barażowego, szesnastego aż jedenaście. To przepaść. Puchar Niemiec (DFB Pokal) także zakończył się niepowodzeniem „Die Roten”. Odpadli już w II rundzie po wyjazdowej porażce 1:2 z SV Darmstadt 98.

Lechia Gdańsk zajęła w Lublinie 2. miejsce, a w lidze zaprezentowała się dużo lepiej niż H96. Lechiści zajęli 5. miejsce w Ekstraklasie, choć po zakończeniu sezonu zasadniczego byli dopiero na 7. miejscu. W 37 meczach zdobyli 52 punkty (średnia 1,41). W Pucharze Polski odpadli w 1/8 finału po wyjazdowej porażce 1:4 z późniejszym zdobywcą Pucharu, czyli Legią Warszawa.

Szachtar Donieck sezon 2015/2016 może uznać za naprawdę udany. Niecałe dwa tygodnie po lubelskim turnieju pokonał w Odessie Dynamo Kijów i sięgnął po Superpuchar Ukrainy. Po drugie trofeum „Górnicy” sięgnęli na zakończenie sezonu, gdy pokonali Zorię Ługańsk 2:0 w finale Pucharu Ukrainy, rozegranym na Arenie Lwów. Jedyne niepowodzenie zaliczyli w lidze, którą ukończyli na drugim miejscu ze stratą siedmiu punktów do Dynama Kijów. Szachtar wywalczył 63 punkty w 25 meczach (średnia 2,52). Dodatkowo, Alex Teixeira został królem strzelców z 23 golami. Drugiego w klasyfikacji strzelców – Andrija Jarmolenkę (Dynamo Kijów) wyprzedził aż o dziesięć trafień.

Szachtar_z_Pucharem_Ukrainy_2015-2016

Piłkarze Szachtara Donieck wywalczyli Puchar Ukrainy 2016.

Źródło: sport.tvp.pl.

W europejskich pucharach Szachtar zaprezentował się ze zmiennym szczęściem. Po wyeliminowaniu Fenerbahce Stambuł (0:0, 3:0) i Rapidu Wiedeń (1:0, 2:2) awansował do fazy grupowej Ligi Mistrzów. Tam zajął trzecie miejsce, choć w sześciu meczach zdobył tylko trzy punkty, a rywalizował z Realem Madryt (0:4, 3:4), PSG (0:3, 0:2) i Malmo FF (0:1, 4:0). Na wiosnę 2016, Szachtar startował już w fazie pucharowej Ligi Europy, w której wyeliminował Schalke Gelsenkirchen (0:0, 3:0), Anderlecht Bruksela (3:1, 1:0), Sporting Braga (2:1, 4:0) i zatrzymał się dopiero w półfinale na rywalizacji z Sevillą (2:2, 1:3).

AS Monaco zakończyło lubelski turniej na ostatnim miejscu, ale sezon 2015/2016 był dla klubu z malutkiego księstwa naprawdę niezły. Klub zakończył Ligue 1 na trzecim miejscu z dorobkiem 65 punktów w 38 meczach (średnia 1,71). ASM wywalczyło tyle samo punktów, co wicemistrzowie, czyli Olympique Lyon, ale strata do zasilanego katarskimi pieniędzmi PSG wyniosła aż 31 punktów! Rozgrywki w Pucharze Francji (Coupe de France), Monaco zakończyło już na 1/8 finału po wyjazdowej porażce 1:2 z Sochaux. Występy w europejskich pucharach też nie wypadły dla Monaco okazale. Czerwono-biali bezskutecznie rywalizowali o awans do Ligi Mistrzów. Wprawdzie wyeliminowali szwajcarski Young Boys Berno (3:1, 4:0), ale w IV decydującej rundzie eliminacji okazali się gorsi od Valencii (1:3, 2:1). Monaco wystąpiło więc w fazie grupowej Ligi Europy, gdzie rywalizowało z Anderlechtem Bruksela (1:1, 0:2), Tottenhamem Hotspur (1:1, 1:4) i Karabachem Agdam (1:0, 1:1). Zajęło trzeciej miejsce w grupie, co zakończyło przygodę z rozgrywkami europejskimi na jesieni 2015 r.

Przypomnieć trzeba, że przedstawiciel urzędu marszałkowskiego, który na organizację Lotto Lubelskie Cup 2015 wydał prawie milion złotych brutto, powiedział: „(…) jednokrotne wydanie pieniędzy na taką imprezę jest wyrzuceniem kasy w błoto.”. Skoro nie było kontynuacji turnieju, więc wniosek jest taki, że urząd marszałkowski wyrzucił ten milion złotych w błoto.

 

Źródła: własne, 90minut.pl, pl.soccerway.com, sport.tvp.pl, pl.wikipedia.org, de.wikipedia.org.

środa, 24 maja 2017
Niezrozumiały parasol ochronny nad Drągowskim

Bartłomiej Drągowski jest utalentowanym bramkarzem, reprezentantem młodzieżowej reprezentacji Polski i wyróżniającym się piłkarzem młodego pokolenia. Jak każdemu młodemu zdarzają się nierozsądne zachowania, ale dlaczego roztoczono nad nim parasol ochronny?

Bramkarz Jagiellonii w sierpniu 2015 r. znalazł się jedenastce serwisu Transfermarkt składającej się z najdroższych zawodników, którzy mieli wówczas mniej niż 18 lat. Niewątpliwie doceniono, że walnie przyczynił się do wywalczenia przez Jagiellonię 3. miejsca w ekstraklasie. W 29 spotkaniach wpuścił 30 goli i aż dziesięciokrotnie zachował czyste konto. Za sezon 2014/2015 otrzymał dwie statuetki na Gali Ekstraklasy – Bramkarz sezonu i Odkrycie sezonu. W lipcu 2014 r. był wyceniany na 50 tys. euro, a w chwili ogłaszania jedenastki już 2,5 mln euro. Nic więc dziwnego, że media donosiły o zainteresowaniu ze strony np. Chelsea, Juventusu i Beskitasu Stambuł. Niestety emocje brały często górę nad racjonalnym zachowaniem polskiego talentu…

„Pozdrowienia” dla kibiców Legii

W maju 2015 r. podczas meczu grupy mistrzowskiej Legia Warszawa pokonała Jagiellonię 1:0 strzelając bramkę z (podobno kontrowersyjnego) rzutu karnego w doliczonym czasie gry. Bramkarz Jagiellonii już na boisku kipiał złością i agresją. Po końcowym gwizdku najpierw ruszył w kierunku sędziego, ale został powstrzymany, a później pokazywał „fucki” kibicom gospodarzy:

Drągowski_pozdrawia_kibiców_Legii

Bartłomiej Drągowski „pozdrawia” kibiców Legii – maj 2015 r.

Źródło: legia. com za weszlo.com.

Trzy tygodnie później Drągowski został ukarany przez Komisję Ligi Ekstraklasy SA grzywną w wysokości 10 tysięcy złotych, a mógł zostać nawet zdyskwalifikowany. Prawie rok później, w lutym 2016 r. Drągowski przyjechał z Jagiellonią na stadion Legii. Przed meczem trochę prowokował mówiąc: „Myślę, że zostanę w Warszawie ładnie przywitany przez kibiców gospodarzy i też się muszę z nimi ładnie przywitać.” (cyt. za: legionisci.com). Nie było mu to jednak w głowie. „Jaga” przegrała 0:4, a trybuny śpiewały: „Ile wypuściłeś? Hej, Drążek, ile wpuściłeś?”.

Agresja wobec rezerwowego

Po porażce z Lechią Gdańsk (0:3) w październiku 2015 r. Drągowski miał pretensje do siedzącego na ławce 21-letniego lewego obrońcę Jonatana Strusa. Drągowski wykonał ruch głową w kierunku obrońcy, jakby chciał go uderzyć, albo raczej nastraszyć. Sytuację załagodzili koledzy z drużyny. Portal weszlo.com kpił, że „Drążek” miał pretensje, że Straus nie pokrył, zawalił, tylko zapomniał, że ten nie grał.

Palce w pośladki rywala

W grudniu 2015 r. w meczu Jagiellonia – Górnik Zabrze (2:3) Drągowski „skierował swoje palce w stronę pośladków Szymona Skrzypczaka, napastnika gości” (cyt. za: slask.sport.pl). Znany śląski dziennikarz Paweł Czado pisał o tej sytuacji: „Preferencje seksualne Drągowskiego mnie nie interesują, to wyłącznie tylko jego sprawa. Uważam jednak, że nie powinien ich demonstrować podczas gry w piłkę nożną, na oczach tysięcy ludzi.” (cyt. za: slask.sport.pl).

Drągowski_i_pośladki_Skrzypczaka

Bartłomiej Drągowski i Szymon Skrzypczak – grudzień 2015 r.

Źródło: futbolfejs.pl.

Drągowski niespodziewanie za swoje oburzające zachowanie uniknął kary! Zbigniew Mrowiec, szef Komisji Ligi, wyjaśnił na łamach „Sportu”: „Naszym zdaniem, zawodnik Jagiellonii uszczypnął zawodnika Górnika w pośladek. Nie dopatrzyliśmy się przekroczenia granic nietykalności cielesnej w takim stopniu, który by wymagał naszej reakcji. Zresztą, po zachowaniu bramkarza można przypuszczać, że podobne "uszczypliwości" w ferworze walki obaj panowie czynili sobie w tym meczu wielokrotnie.” (cyt. za: slask.sport.pl). Co więcej, za bramkarzem „Jagi” wstawił się poszkodowany! Szymon Skrzypczak powiedział w wywiadzie dla weszlo.com: Szczerze mówiąc… ja dopiero później zczaiłem się, o co chodzi. Podczas meczu nic nie czułem, to było bardziej muśnięcie. Wszystko wynikło z tego, że niby mu przeszkadzałem. Ja normalnie stałem i blokowałem. A potem wyszła z tego taka afera. Chciał mnie uszczypać, ale przez rękawice nawet nie był w stanie tego zrobić tak, żebym cokolwiek poczuł. Pewnie chciał mnie sprowokować, żebym mu odwinął albo coś.”.

Być może Drągowski zapatrzył się na Chilijczyka Gonzalo Jarę, który w ćwierćfinale Copa America 2016 włożył palec między pośladki Urugwajczyka Edinsona Cavaniego? Sędzia nie zauważył zdarzenia, ale Jara został ukarany dyskwalifikacją do końca turnieju, zaś Christian Heidel, dyrektor sportowy FSV Mainz, w którym grał Jara, zapowiedział surowe konsekwencje.

Symulowanie w Gdańsku

Kwintesencja skandalicznych zachowań Drągowskiego przyszła w marcu 2016 r. W meczu Lechia Gdańsk – Jagiellonia (5:1) „w 63. minucie położył się na murawie z powodu rzekomego trafienia przedmiotem z trybun” (cyt. za: trójmiasto.sport.pl). Z trybuny zajmowanej przez kibiców gospodarzy został rzucony jakiś drobny przedmiot, prawdopodobnie zapalniczka, który upadł kilka metrów obok Drągowskiego. Bramkarz Jagiellonii, złapał się za łokieć, padł na murawę i zwijał się z bólu. Niewiele to pomogło. Jagiellonia przegrywała wówczas 1:3, a gdy skończyło się pajacowanie „Drążka” Milos Krasić pewnie wykorzystał jedenastkę. Drągowski zaliczył fatalny występ i nie chodzi tylko o symulowanie w opisanej sytuacji. „Przegląd Sportowy” przyznał notę 2 (katastrofalnie) w dziesięciostopniowej skali wskazując, że źle zachował się przy trzecim golu, kłócił się z sędziami, odstawił cyrk przy rzucie karnymi i prowokował kibiców Lechii.

Drągowski_symuluje_w_Gdańsku

Bartłomiej Drągowski symuluje w Gdańsku – marzec 2016 r.

Źródło: weszlo.com.

Bramkarz Jagiellonii wypowiadał się po meczu następująco: „Nie wiem, czym zostałem trafiony, ale nie było to mocne uderzenie. Był rzut karny i chciałem wytrącić Krasicia z równowagi.” (cyt. za: weszlo.com). „Nie ukrywam, że trochę śmiesznie to wyszło i na dobrą sprawę mogłem całą sytuację rozegrać inaczej. Było to kompletnie niepotrzebne. Mogłem nie padać i nie pajacować, ale w trakcie meczu człowiek nie myśli i działa pod wpływem chwili (…) Kibice rzucili zapalniczkę i to ich wina. Ja mogłem to wykorzystać.” (cyt. za: trójmiasto.sport.pl). Weszło komentowało sytuację dosyć jednoznacznie: „Drągowski po raz kolejny udowadnia, że w jego głowie hula wiatr o wiele silniejszy, niż ten który położył go dziś na murawie. To żenujące udawanie, że ręka jest złamana, ta prośba o zmianę, ta rozmowa z Probierzem. Naprawdę, to było tak przykre, tak idiotyczne, tak groteskowe, że czekaliśmy aż Drągowski sam się ze wstydu zapadnie pod ziemię. Niestety, nie zrobił tego, a sądzimy, że chłop dalej będzie brnął w ten idiotyzm.” (cyt. za: weszlo.com)

Po meczu z Lechią, trener Jagiellonii – Michał Probierz wydał oświadczenie, w którym poinformował, że symulowanie kontuzji przez Drągowskiego było jego pomysłem (!!!). W wywiadzie dla weszlo.com trener Probierz starał się tłumaczyć wszystkie zachowania „Drążka” mówiąc, że w ostatnim czasie wiele wydarzyło się w jego życiu. „Sam widziałem, że odbiła mu woda sodowa i rozmawiałem z nim o tym. Pamiętajmy, że to chłopak z 97. Rocznika. Nie jeden starszy nie poradziłby sobie z taką otoczką, a co dopiero taki młody. Powinniśmy go czasem chronić (…) Uważam, że Bartek jest cały czas w ryzach”. Probierz tłumaczy bramkarza wiekiem mówiąc, że w wieku 18 lat nierealnym jest kontrolowanie emocji, a piłkarz zbiera doświadczenia życiowe.

Za bronienie utalentowanego bramkarza zabrał się także Cezary Kulesza, prezes Jagiellonii, który powiedział: „Bartek to bardzo grzeczny i ułożony chłopak. Ja czytając różne informacje, że mam z nim problemy i z powodu jego charakteru nie mogę go upilnować, jestem w szoku. Jak można takie rzeczy o nim pisać, skoro to jest nieprawdą? Nigdy nie było z nim żadnych problemów wychowawczych.” (cyt.: eurosport.onet.pl).

Podsumowanie

Utalentowany bramkarz niewątpliwie ma problem z trzymaniem nerwów na wodzy, ale przykład idzie z góry, bo powiedzieć, że trener Michał Probierz jest ekspresyjny, to mało powiedzieć. Dodatkowo, może liczyć na specjalne traktowanie przez władze klubu i Komisję Ligi, chyba tylko dlatego, że jest utalentowany. Problem w tym, że w ten sposób można mu zrobić tylko krzywdę, bo jeśli dalej będzie przyzwolenie na jego głupie zachowania, to aż strach pomyśleć, co będzie później... i może dobrze się stało, że latem 2016 r. Drągowski przeniósł się do Florencji za 3,2 mln euro. Przynajmniej decydenci nie będą musieli chować głowy w piasek przy kolejnych „popisach” bramkarza. A może Drągowski na obczyźnie oprócz umiejętności czysto piłkarskich, poprawi również umiejętność zachowania „chłodnej głowy”.

 

Źródła: własne, weszlo.com, przegladsportowy.pl, sport.pl, slask.sport.pl, trojmiasto.sport.pl eurosport.onet.pl, legionisci.com, legia.com, 90minut.pl. M. Wąsowski, Nerwy Drągowskiego, „Przegląd Sportowy” z dnia 5 października 2015 r., s. 11. P. Wiśniewski, Zmiennicy Piotra Nowaka zagrali na piątkę, „Przegląd Sportowy” z dnia 7 marca 2016 r., s. 6-7.

niedziela, 21 maja 2017
Białostocka fabryka transferów

W ostatnich latach Jagiellonia Białystok stała się klubem, z którego przed rozpoczęciem sezonu odchodzą kluczowi i wyróżniający się piłkarze. Zmieniają się trenerzy, kibice i piłkarze, a „Jaga” zarabia na transferach.

Jagiellonia nie osiąga zbyt wielu sukcesów, ale stale zarabia na transferach. Klub, który nie jest tak medialny i rozpoznawalny, jak Legia, Lech, czy Wisła w ostatnich latach do perfekcji opanował sztukę promowania mniej znanych piłkarzy i sprzedawania ich (głownie) zagranicę. Duża w tym zasługa Michała Probierza, ale przyznać trzeba, że kolejni trenerzy otrzymywali i otrzymują w Białymstoku dużą swobodę we wprowadzaniu do składu nowych piłkarzy, a zwłaszcza młodych i dobrze rokujących wychowanków.  Oczywiście Jagiellonii jeszcze daleko do transferowego rozmachu Legii, czy Lecha, ale w Białymstoku trudniej o wypromowanie piłkarzy. Jagiellonia albo nie grała w pucharach wcale, albo grała przez chwilę, dlatego tym bardziej należy docenić umiejętność transferowania kolejnych piłkarzy, zwłaszcza przy niewielkim  budżecie i dużo mniejszych możliwościach finansowych niż Legia i Lech.

20 spośród 23 najdroższych, czyli opiewających na najwyższą kwotę, transferów z Jagiellonii zostało przeprowadzone po sezonie 2006/2007. To właśnie w tym sezonie Jagiellonia awansowała do ekstraklasy, w której gra nieprzerwalnie. Łatwo więc dojść do wniosku, że awans do ekstraklasy zwiększył przychody Jagiellonii z tytuły transferów.

Herb_Jagiellonii_Białustok_ligapolska.net

Źródło: ligapolska.net.

Od sezonu 2015/2016 „Jaga” przeprowadziła aż pięć z czołowej „dziesiątki” najdroższych transferów z klubu. Przyniosły one zysk w kwocie 5,9 mln euro, podczas gdy transfery tej „dziesiątki” przyniosły łącznie 10,9 mln euro. Jak więc widać najdroższe transfery są przeprowadzane w ostatnim czasie. Dzieje się tak dlatego, że „Jaga” gra całkiem niezłą piłkę.

Nie może więc dziwić, że zimą 2017 r., gdy na transfer do Białegostoku zdecydował się Ziggy Gordon, to powiedział: „Wiem też, że Jagiellonia jest takim klubem, w którym piłkarze często robią duże postępy i wskakują na wyższy poziom. To dobre miejsce, żeby się wypromować (…)” (cyt. za: sportowefakty.wp.pl).

 

Najdroższe transfery z Jagiellonii Białystok (stan na dzień 21 maja 2017 r.):

  1. Bartłomiej Drągowski – 2016/2017, AC Fiorentina, 3,2 mln euro.
  2. Grzegorz Sandomierski – 2011/2012, Genk, 1,9 mln euro.
  3. Patryk Tuszyński – 2015/2016, Rizespor, 1 mln euro.
  4. Maciej Makuszewski – 2012/2013, Terek Grozny, 1 mln euro
  5. Kamil Grosicki – 2010/2011, Sivasspor, 900 tys. euro
  6. Dani Quintana – 2014/2015, Al. Ahli, 700 tys. euro.
  7. Michał Pazdan – 2015/2016, Legia, 700 tys. euro.
  8. Maciej Gajos – 2015/2016, Lech, 500 tys. euro.
  9. Tomasz Kupisz – 2013/2014, Chievo Verona, 500 tys. euro.
  10. Nika Dżalamidze – 2015/2016, Rizespor, 500 tys. euro

 

Źródła: własne, transfermarkt.pl, weszlo.com, ligapolska.net.

sobota, 20 maja 2017
Dziwna przypadłość Legii prowadzonej przez Henninga Berga

W okresie, gdy trenerem Legii była Norweg Henning Berg, warszawski klub grał fatalnie w ostatnich meczach ligowych przed przerwą na mecze reprezentacji. Spośród ośmiu takich meczy Legia wygrała tylko jeden!

Berg został ogłoszony trenerem Legii w grudniu 2013 r. W pierwszym meczu poprzedzającym przerwę na mecz reprezentacji (marzec 2014, Polska – Szkocja 0:1) Legia przegrała z Jagiellonią, choć był to walkower spowodowany awanturami na trybunach. Nie mniej jednak Legia zagrała słabo, a bezbramkowy remis do przerwy był dla legionistów (z przebiegu meczu) dosyć korzystny. Kolejna przerwa, tym razem w maju przed meczem Niemcy – Polska (0:0), została poprzedzona efektowną wygraną nad Wisłą Kraków (5:0) przybliżającą Legię do drugiego z kolei Mistrzostwa Polski (2013, 2014).

H.Berg_sportwppl

Henning Berg.

Źródło: sport.wp.pl.

W nowym sezonie 2014/2015, Legia przegrała wszystkie trzy wyjazdowe mecze poprzedzające mecze reprezentacji – z Podbeskidziem Bielsko-Biała 1:2 (wrzesień 2014, Gibraltar – Polska 0:7), z Piastem Gliwice 1:3 (październik 2014, Polska – Niemcy 2:0 i Polska – Szkocja 2:2) i Pogonią Szczecin 1:2 (listopad 2014, Gruzja – Polska 0:4 i Polska – Szwajcaria 2:2). W marcu 2015 r. Legia przegrała w Poznaniu z Lechem 1:2 tuż przed meczem Irlandia – Polska (1:1). W sezonie 2015/2016 było nieco lepiej bowiem Legia zremisowała dwa wyjazdowe mecze przed meczami reprezentacji – z Jagiellonią Białystok 1:1 (wrzesień 2015, Niemcy – Polska 3:1 i Polska – Gibraltar 8:1) i z Górnikiem Zabrze 2:2 (październik 2015, Szkocja – Polska 2:2 i Polska – Irlandia 2:1). W tych ośmiu meczach Legia zdobyła zaledwie pięć punktów na możliwych dwadzieścia cztery! Bilans Legii to 1 zwycięstwo, 2 remisy i 5 porażek, przy bramkach 12:15. Trochę Legię tłumaczy fakt, ale tylko trochę, że aż sześć z tych ośmiu meczów zagrała na wyjeździe, choć Legia prowadzona przez Jacka Magierę pokazała, że na wyjazdach można seryjnie zdobywać punkty. Dodatkowym utrudnieniem było zachowanie kibiców w jednym z domowych meczów i punkty stracone przy „zielonym stoliku”.

W analizie nie zostały uwzględnione ostatnie mecze w sezonie, ponieważ nie były one „przerwami na reprezentację”. Mecze zakończyły sezon, ale faktem jest, że po nich grała reprezentacja. Takie dwa mecze Legia rozegrała u siebie i oba wygrała – w czerwcu 2014 r. z Lechem Poznań 2:0 (przed meczem Polska – Litwa 2:1) i w czerwcu 2015 r. z Górnikiem Zabrze 2:0 (przed meczem Polska – Gruzja 4:0 i Polska – Grecja 0:0).

Wracając do Berga, to jego następca już w pierwszym meczu Legii przed przerwą na reprezentację doprowadził wojskowych do zwycięstwa. Stanisław Czerczesow poprowadził bowiem Legię do zwycięstwa nad Pogonią Szczecin (listopad 2015, Polska – Islandia 4:2, Polska – Czechy 3:1).

Berga już w Legii nie ma, więc Legia gra lepiej w meczach ligowych przez przerwami na reprezentację.

 

Źródła: własne, 90minut.pl, sport.wp.pl.

piątek, 19 maja 2017
Wszystkie grzechy Berga

Skoro w poprzednim wpisie przedstawiłem statystyki i błędy popełnione przez Stanisława Czerczesowa należałoby przypomnieć co zdecydowało o zwolnieniu jego poprzednika, czyli Henninga Berga.

Henning Berg prowadził Legię w 97 oficjalnych meczach, z których legioniści 59 wygrali, 17 zremisowali i 21 przegrali przy bilansie bramkowym 177:86. W ekstraklasie, którą podobno Legia ma zdominować pod jego ręką wojskowi wygrali tylko 58% meczów (37 z 64). W ostatnich ośmiu ligowych meczach, w których był trenerem wojskowi wygrali… tylko raz!

Największe sukcesy Norwega to mistrzostwo Polski zdobyte w 2014 roku, krajowy puchar wygrany rok później oraz awans do 1/16 finału Ligi Europy w sezonie 2014/15 (…) Legia Henninga Berga była drużyną pucharową. Do fazy grupowej tych europejskich Norweg awansował dwa razy z rzędu i wygrał 15 z 21 rozegranych w Europie spotkań, osiągając wysoki procent zwycięstw - 71%. (…) dzięki 15 zwycięstwom Berga w europucharach znacznie wzrósł współczynnik UEFA Legii. W efekcie legioniści w kolejnych sezonach będą rozstawieni w decydujących meczach eliminacji do faz grupowych Ligi Mistrzów lub Ligi Europy. Sam fakt osiągnięcia dwa razy z rzędu awansu do fazy grupowej UEL zapewni Bergowi stałe miejsce w historii całej polskiej piłki nożnej.” (cyt. za: legia.com).

Przygotowanie fizyczne

Okres przygotowawczy między jesienią 2013, a wiosną 2014 był zaskoczeniem dla wielu piłkarzy bowiem ćwiczenia nie były zbyt obciążające. Część piłkarzy przyzwyczajona do innych metod treningowych organizowała sobie dodatkowe zajęcia. Przerwa była jednak krótka, a piłkarze mogli bazować na przygotowaniu jeszcze z czasów trenera Jana Urbana. Legia zdobyła mistrzostwo i wydawało się, że wszystko jest pod kontrolą. Później Berg pracował już na swoje konto i wtedy było widać, że legioniści są często spóźnieni, start do piłki pozostawia wiele do życzenia i w ogóle brakuje im tzw. „świeżości”.

Henning_Berg_konferencja_prasowa

Źródło: eurosport.onet.pl.

Rotacja

Berg został trenerem Legii w grudniu 2013 r. i na wiosnę przyszłego roku w ogóle nie rotował składem. Niezależnie od formy grali ci sami piłkarze i trudno było zrozumieć dlaczego norweski szkoleniowiec z uporem stawia na skrzydłowego – Henrika Ojamę. Tyle tylko, że wtedy Legia grała wyłącznie w ekstraklasie. Na jesieni, gdy doszedł Puchar Polski i eliminacji Ligi Mistrzów oraz Liga Europy, rotacji było aż za dużo. Zwłaszcza na początku sezonu, czyli po zakończeniu okresu przygotowawczego (!), gdy teoretycznie zawodnicy powinni być gotowi do ciężkiej gry.

Tak naprawdę trudno było zorientować się kto tworzy pierwszy skład, a kto drugi. Co więcej, taka sytuacja niekorzystanie wpływała też na poczucie stabilizacji zawodników powodując stan permanentnej niepewności. W kilku meczach Legia zagrała w eksperymentalnym składzie, ale zdobyła komplet punktów. Na wiosnę i jesień 2015 r. już tak dobrze nie było i rotacje składem kończyły się przykrymi stratami punktów. „O regresie zespołu świadczy średnia liczba punktów zdobywanych na przestrzeni trzech sezonów pracy Berga: 2013/14 - 2,44 punktu na mecz, 2014/15 - 1,89 punktu na mecz, 2015/16 - 1,55 punktu na mecz.” (cyt. za” legia.com).

„Przegląd Sportowy” podkreślał, że rotacje w wykonaniu Berga były szkodliwe – pozbawiały zespół atutu ogrania, stanowiły przykład lekceważenia kibiców (dlatego frekwencja przy Łazienkowskiej spadała) i poważnie ograniczały prawdziwą rywalizację o miejsce na boisku.

Niekonsekwencja

Berg był niekonsekwentny jeśli chodzi o skład i przesadne rotacje, ale był też niekonsekwentny wobec piłkarzy. Ojamaa grał chyba tylko dlatego, że podobnie jak Berg świetnie mówił w języku angielskim. Portugalczyk Orlando Sa zasłużył na odsunięcie od składu, czy karę finansową, ale Berg z jednej strony mówił, że nie akceptuje jego zachowań i rzeczywiście odsuwał od kadry, a później wprowadzał na boisko. Poza tym wydaje się, że obu panom zabrakło chęci porozumienia, ale od Berga można było oczekiwać więcej. Berg szanował Radovicia, ale gdy okazało się, że Serb odchodzi do Chin, to trener nie pozwolił mu zagrać w meczu Ligi Europy z Ajaxem, odsyłając go na trybuny Areny A.

Orlando_sa_i_Henning_Berg

Orlando Sa i Henning Berg nie mieli po drodze.

Źródło: przegladsportowy.pl.

Mydlenie oczu, brak reakcji i pewność siebie

Trener Legii cały czas uważał, że jego drużyna rozgrywa dobre mecze, a gdy były gorsze, to nie wiedział jaka była w tym przyczyna, a przynajmniej nie chciał o tym mówić. Legia grała co najmniej nieprzekonująco całą wiosnę 2015 r. i część jesieni 2015 r., gdy przedłużała się seria meczów bez zwycięstwa, ale Norweg nie potrafił wstrząsnąć drużyną. Nie potrafił sprawić, aby grała lepiej, a miał na to naprawdę dużo czasu. Legia grała po prostu bez stylu, chyba że jest stylem gry był „brak stylu”. Berg nie miał sobie nic do zarzucenia. Co więcej, nie miał honoru, aby złożyć rezygnację. Z drugiej strony można powiedzieć, że wierzył cały czas w drużynę i wiedział, że lada chwila przyjdą wyniki. Problem jednak w tym, że nie było zwiastunów tej poprawy i Berg wyglądał na kogoś, kto nie wie, co ma zrobić.

Lekceważenie Superpucharu Polski

W 2014 r. Berg w meczu o Superpuchar Polski wystawił drużynę, w której połowa składała się z debiutantów. Nic więc dziwnego, że przegrała z Zawiszą Bydgoszcz 2:3. Bulwersujący jest jednak fakt, że dzień wcześniej Legia zagrała na własnym stadionie sparing z Hapoelem Beer Szewa, w którym wystąpiła w najsilniejszym składzie! Rok później Legia przegrała w Poznaniu z Lechem 1:3 będąc drużyną zdecydowanie gorszą. Berg zaskoczył tym, że potraktował mecz o to trofeum jako poligon doświadczalny i pozwolił sobie na kilka eksperymentów.

Podsumowanie

Z perspektywy czasu zupełnie inaczej wygląda wypowiedź z marca 2015 r. byłego bramkarza Legii – Jacka Kazimierskiego, który powiedział, że Berg po prostu nie pasuje do Legii.

 

Źródła: własne, eurosport.onet.pl, przegladsportowy.pl. Król jest nagi! – wywiad red. A. Bugajskiego z Jackiem Kazimierskim, „Przegląd Sportowy” z dnia 2 marca 2015 r., s. 4. A. Dawidziuk, Legia: Wiosenne błędy norweskiego trenera, „Przegląd Sportowy” z dnia 13 kwietnia 2015 r., s. 5.

środa, 17 maja 2017
Statystyki Czerczesowa

Rosyjski trener zastąpił Henninga Berga w trybie awaryjnym, aby ratować sezon, w którym na stulecie klubu Legia miała zdobyć dublet. Zadanie zrealizował, a Legia niespodziewanie nie przedłużyła z nim kontraktu na kolejny sezon. Czas pożegnania to także czas posumowania jego pracy w Warszawie.

Stanisław Czerczesow prowadził Legię w 35 oficjalnych meczach (w ekstraklasie, Pucharze Polski i Lidze Europy). Legia wygrała 23 mecze, 6 zremisowała i 6 przegrała (bilans bramkowy 63:29). Na jesieni 2015 r. Czerczesow poprowadził Legię w dziesięciu ligowych meczach, z których Legia 7 wygrała, 2 zremisowała i 1 przegrała (bilans bramkowy 18:8), ale porażka była szczególna, bo w prestiżowym meczu z Lechem Poznań przed własną publicznością. Co więcej, w tabeli jesiennych meczów od przejęcia Czerczesowa przez Legię, właśnie Lech i Legia zgromadziły najwięcej punktów, czyli 23. O miejscu pierwszym w tej wyjątkowej tabeli decydował bilans bezpośrednich meczów przemawiający na korzyść Lecha. Kolejne trzy kluby w tej klasyfikacji, czyli Piast, Cracovia i Ruch zdobyły po 18 punktów. W Warszawie najważniejsze było to, że Legia jesienią odrobiła 5 punktów do liderującego Piasta.

Na wiosnę Legia też nie był najlepsza! W szesnastu ligowych meczach zdobyła 33 punkty (10 zwycięstw, 3 remisy i 3 porażki, bilans bramkowy 28:11). Dokładnie taki sam bilans (10-3-3, bramki 28:11) miało Zagłębie Lubin, ale podobnie jak Lech na jesieni, tak „Miedziowi” na wiosnę mieli lepszy bilans bezpośrednich meczów z Legią. Oba spotkania zostały rozegrane w Lubinie. W meczu sezonu zasadniczego Zagłębie przegrało 1:2, ale w grupie mistrzowskiej wygrało 2:0. Wracając do tabeli meczów na wiosnę. Zagłębie i Legia wyprzedziły Lechię Gdańsk o 5 punktów. Piast w tej klasyfikacji był dopiero szósty ze stratą 9 punktów do Legii.

W tabeli ekstraklasy sezonu 2015/2016 uwzględniającej okres od XII kolejki, czyli tej, w której Czerczesow zadebiutował jako trener Legii, klub z Warszawy nie miał sobie równych. Legia zdobyła 56 punktów (17 zwycięstw, 5 remisów, 4 porażki, bramki 46:19) i wyprzedziła Zagłębie Lubin o dwanaście punktów, Lecha Poznań o trzynaście, a Piasta Gliwice o czternaście punktów. W ciągu tych 26 kolejek Legia była zdecydowanie najlepsza. Zdobyła najwięcej punktów, odniosła najwięcej zwycięstw, strzeliła najwięcej bramek (razem z Cracovią), poniosła najmniej porażek i straciła najmniej bramek. Czerczesow uczynił ze stadionu przy Łazienkowskiej prawie twierdzę, bo Legia zdobyła tam aż 35 z 56 punktów (11-2-1 30:6). Na wyjazdach lepiej od Legii, choć nieznacznie grały Zagłębie (o 3 pkt) i Lech (o 1 pkt), choć trzeba pamiętać, że „Miedziowi” zagrali o jeden, a „Kolejorz” o dwa mecze więcej.

Czerczesow_po_Pucharze_Polski_2016

Czerczesow po triumfie w Pucharze Polski 2016 na Stadionie Narodowym.

Źródło: fakt.pl.

Czeczesow jest zadaniowcem. Został sprowadzony do Legii, aby zdobyć dublet i cel zrealizował. Statystyki Legii prowadzonej przez rosyjskiego trenera są znakomite, ale analiza meczów wiosennych w 2016 r. dostarcza ciekawego materiału do przemyśleń. W pierwszych siedmiu ligowych meczach Legia odniosła sześć zwycięstw i jedną porażkę (bramki 15:6), choć była to dotkliwa porażka 0:3 w wyjazdowym meczu z Termaliką Bruk-Bet Nieciecza. Problem w tym, że od wyjazdowego zwycięstwa z Lechem Poznań (2:0, 28 marca 2016 r.) zaczęły się problemy… Legia nie wygrała dwóch kolejnych meczy, ale to można jeszcze pominąć. Gorzej, że spośród dziewięciu ligowych meczy wygrała cztery, zremisowała trzy i przegrała dwa, przy bilansie bramkowym 13:5. W tych dziewięciu meczach zdobyła 15 punktów, podczas gdy w pierwszych siedmiu 18 punktów. Co więcej, z czterech meczy wyjazdowych (po zwycięstwie w Poznaniu) nie wygrała żadnego i nie strzeliła w nich żadnej bramki! Legia zanotowała dwa bezbramkowe remisy i dwie porażki 0:2. Jeśli chodzi o mecze domowe, to po wspomnianym zwycięstwie z Lechem, Legia zremisowała z Lechią, ale już w czterech meczach rundy mistrzowskie lała przeciwników jak zawodowy bokser amatorskiego debiutanta. W meczach z Lechem, Cracovią, Piastem i Pogonią odniosła komplet zwycięstw z bilansem bramkowym 12:0. Niby to tylko statystyki, ale już one pokazują, że końcówka sezonu nie była najlepsza w wykonaniu Legii. Co więcej, była ogromna różnica w grze Legii w meczach przed własną publicznością i w meczach wyjazdowych. To musiało wzbudzić niepokój właścicieli Legii.

Przechodząc do sposobu gry Legii, to wcale nie było on oszałamiający. Czerczesow lubił powtarzać, że „pressing to jego stan umysłu”, ale nie w każdym meczu Legia potrafiła zdominować przeciwnika. Początek rundy wiosennej, a zwłaszcza domowy mecz z Jagiellonią pokazały to, czego oczekiwał rosyjski trener. Zwłaszcza mecz z „Jagą”, gdy goście w pierwszym kwadransie spędzili na połowie Legii mniej niż pół minuty. Z tym pressingiem i wypełnianiem założeń taktycznych nakreślonych przez trenera było różnie, ale przyznać trzeba Czerczesowowi, że Legia pod jego wodzą gromadziła punkty. Legia prowadzona przez Berga chwilami nie grała gorzej, ale to rosyjski trener sprawił, że legioniści walczyli, starali się, angażowali i byli skuteczniejsi niż pod wodzą norweskiego trenera. Mecze na remis Legia Berga remisowała, albo przegrywała, a Legia Czerczesowa wygrywała! Tutaj była różnica.

Rosyjski trener był wymagający i wprowadził ciężkie treningi. Za Berga piłkarze wojskowych albo narzekali na słabą intensywność okresu przygotowawczego albo dodatkowo trenowali. Za Czerczesowa po prostu ciężko pracowali, bo wiedzieli, że muszą przyjść efekty tej pracy. To też duży plus dla byłego trenera Tereka Grozny i Dynama Moskwa.

Czerczesow miał duże poczucie humoru, ale był nerwowy, zwłaszcza podczas konferencji prasowych, gdy bardzo łatwo się obrażał. Nie dał powiedzieć złego słowa na temat piłkarzy, tylko mówił o szacunku, a z równowagi wyprowadzały go prozaiczne pytania o to, dlaczego Legia nie może zagrać dwóch meczy z rzędu na wysokim poziomie!

Cieniem na pracę Czerczesowa w Legii trochę kładzie się polityka transferowa, czy trochę szerzej – kadrowa. Trener nie wprowadzał do kadry młodych piłkarzy klubu mówiąc o Akademii Legii jako o „przedszkolu”. To musiało zaboleć właścicieli Legii, a zwłaszcza Dariusza Mioduskiego, dla którego AL była „oczkiem w głowie”. Czerczesow może przesadził z tym porównaniem i w swoich wypowiedziach powinien być bardziej lojalny wobec pracodawcy, ale z drugiej strony miał konkretne zadanie do zrealizowania i wprowadzanie młodych piłkarzy było ryzykowne. Poza tym, trener powiedział po prostu prawdę… Druga sprawa to transfery. Przed wiosną 2016 r. Legia przeprowadziła transferową ofensywę (Jędrzejczyk, Borysiuk, Hlousek, Hamalainen, Cierzniak, Aleksandrow i Niezgoda), ale nie jest tajemnicą, że liczono na Sprowadzenie do Legii rosyjskich piłkarzy, których miał przyciągnąć Czerczesow. Problem w tym, że Legia nie jest w stanie konkurować z rosyjskimi klubami w kwestii wynagrodzeń. Z tego powodu rosyjskie media nie traktowały na poważnie wszelkich doniesień o zainteresowaniu klubu z Warszawy piłkarzami z Rosji. Skończyło się na sprowadzeniu dwóch byłych legionistów – z ligi rosyjskiej (Jędrzejczyk, FK Krasnodar) i z ekstraklasy, ale z doświadczeniem w Rosji (Borysiuk, Lechia Gdańsk, a kiedyś Wołga Niżni Nowogród). Dodatkowo, jak później wyjawił Michał Żewłakow, piłkarzem sprowadzonym na wyraźną prośbę Czerczesowa był Michaił Aleksandrow, a to już najlepiej o trenerze nie świadczy.

Po opuszczeniu Legii, Czerczesow dał odczuć kibicom w Warszawie, że Legia jest mu bliska i ma sentyment do wojskowego klubu. Wprawdzie to jest trener, który dopiero buduje swoją karierę, ale jego przywiązanie do klubu i piłkarzy Legii musi cieszyć.

 

Źródła: własne, 90minut.pl, legionisci.com, weszlo.com, sport.pl, fakt.pl.

wtorek, 16 maja 2017
Polskie ślady w lidze tureckiej 2015/2016

W lidze tureckiej w sezonie 2015/2016 wystąpiło dwóch Polaków, ale w pierwszej i drugiej lidze tureckiej wystąpiło wielu obcokrajowców znanych z występów w Polsce.

Od kilku lat w tureckiej Spor Toto Süper Lig występuje niewielu Polaków. W sezonie 2012/2013 – pięciu, 2013/2014 – trzech, 2014/2015 – jeden, a w sezonie 2015/2016 był niewielki wzrost, bo wystąpiło dwóch Polaków (Patryk Tuszyński, Łukasz Szukała). Zdecydowanie zwiększyła się natomiast liczba obcokrajowców, którzy mają za sobą przygodę z polską ekstraklasą.

Szukala_Osmanlispor_2015

Łukasz Szukała po podpisaniu kontraktu z Osmanlispor FK.

Źródło: niezalezna.pl.

Łukasz Szukała wystąpił w zaledwie dziesięciu meczach Osmanlispor FK, co zamknęło mu drogę do polskiej kadry na turniej finałowy UEFA Euro 2016. Marnym pocieszeniem dla byłego piłkarza Steauy Bukareszt było zajęcie przez Osmanlispor 5. miejsca. Więcej z gry miał Patryk Tuszyński – 18 meczów i 2 bramki dla Çaykur Rizespor Kulübü, ale jego klub zajął dopiero 13. miejsce z sześciopunktową przewagą nad strefą spadkową. Tuszyński lepiej prezentował się w Pucharze Turcji (Türkiye Kupasi), w którym w 9 meczach zdobył 6 bramek, a jego klub odpadł dopiero w półfinale z późniejszym zwycięzcą, czyli Galatasaray Stambuł (1:3, 0:0).

Nowi_piłkarze_Rizespor

Nowi piłkarze Çaykur Rizespor Kulübü pozyskani w końcu sierpnia 2015 r. - Patryk Tuszynski, Nika Dzamalidze, Charles i Teddy Chevalier

Źródło: trthaber.com.

W drugiej lidze tureckiej wystąpił tylko jeden Polak – Adam Stachowiak, ale był on mocnym punktem swojego klubu (Gaziantep Büyükşehir Belediyespor Kulübü). Stachowiak wystąpił w 32 spotkaniach, a jego klub zajął 8. miejsce.

Marcelo_(Beskitas)_2015-2016

Marcelo (Bieskitas Stambuł).

Źródło: haberumut.com.

Jeśli chodzi o obcokrajowców, to największy sukces odniósł Brazylijczyk Marcelo, który wywalczył z Besiktasem Stambuł mistrzostwo Turcji. Były piłkarz Wisły Kraków, PSV Eindhoven i Hannover’96 wiosną 2016 r. wystąpił w 14 meczach, w których zdobył 2 gole.

Abdou_Razack_Traore_(Konyaspor) 2015-2016

Abdou Razack Traore (Konyaspor Kulübü).

Źródło: memlehet.com.tr.

Niespodziewanie wysokie 3. miejsce zajął Konyaspor Kulübü, w barwach którego wystąpiło aż czterech obcokrajowców powiązanych z ekstraklasą. Reprezentant Burkina Faso – Abdou Razack Traore wystąpił w 30 meczach, w który strzelił 7 goli. Jesienią 2015 r. Portugalczyk Dossa Junior wystąpił w 4 meczach Konyaspor, a wiosną reprezentował już barwy późniejszego spadkowicza Eskişehirspor, w którym zagrał 5 meczów. Wiosną 2016 r. w 12 meczach wystąpił Szkot Barry Douglas (wcześniej Lech Poznań). Czech Tomas Borek był w składzie rewelacji rozgrywek, ale nie zagrał żadnego meczu. Od sezonu 2016/2017 reprezentuje barwy Znicza Pruszków. Na wysokim 4. miejscu rozgrywki ligi tureckiej zakończył İstanbul Başakşehir FK. Wiosną 2016 r. w 11 meczach wystąpił znany z Widzewa Łódź – Włoch Stefano Napoleoni. Zdobył dwa gole.

Ósme miejsce zajął Akhisar Belediyespor Kulübü z Brazylijczykiem Bruno Mezengą (kiedyś Flamengo, Legia Warszawa, Crvena Zvezda Belgrad) – 22mecze i 2 gole. Trzy miejsca niżej, czyli na 11. rozgrywki zakończył Bursaspor Kulübü, Czech Tomas Necid (wiosną 2017 r. wypożyczony do Legii) wystąpił w 28 meczach i strzelił 11 goli.

Necid_(Bursaspor)_2015-2016

Tomas Necid (Bursaspor Kulübü).

Źródło: youtube.com.

Trzynaste miejsce zajął Çaykur Rizespor Kulübü, a w jego składzie Gruzin Nika Dżalamidze (wcześniej Widzew Łódź i Jagiellonia Białystok), który zagrał tylko w sześciu meczach i furory nie zrobił. W barwach wszystkich trzech spadkowiczów wystąpili obcokrajowcy z klubów ekstraklasy! 16. miejsce, czyli trzecie miejsce od końca zajął Sivasspor Kulübü. W jego barwach jesienią 2015 r. wystąpił Hiszpan Dani Abalo (11 meczów / 1 gol), który rok później reprezentował już Koronę Kielce. Na 17. pozycji rozgrywki zakończył Eskişehirspor Kulübü, dla którego grał wspomniany już Dossa Junior i Turek Nadir Çiftçi. Ten ostatni wystąpił w 12 meczach, w których zdobył 4 gole. Çiftçi miał za sobą występy w Celticku Glasgow, a wiosną 2017 r. został wypożyczony do Pogoni Szczecin. Ostatnie miejsce i pewny spadek do drugiej ligi zaliczył Mersin İdman Yurdu SK. Do miejsca gwarantującego pozostanie w lidze stracił aż 13 punktów. Piłkarze Mersin zdobyli 31 goli. Sześć trafień (w 27 meczach) było autorstwa Prejuce „Prezesa” Nakoulmy (kiedyś m.in. Widzew Łódź, Górnik Zabrze), reprezentującego Burkina Faso.

W drugiej lidze tureckiej (TFF 2. Lig) czterech obcokrajowców związanych z polskimi klubami wystąpiło w meczach przez cały sezon. W kadrze Kardemir DÇ Karabükspor był Chorwat Elvis Kokalović (na wiosnę 2017 r. w Lechu Poznań) wystąpił w 32 meczach, w których zdobył jedną bramkę. Karabükspor zajął 2. miejsce i awansował do tureckiej elity. David Abwo (Nigeria, wcześniej Zagłębie Lubin) rozegrał 29 meczy dla Giresunspor Kulübü. W tym samym klubie w 23 meczach wystąpił, strzelając trzy bramki Kameruńczyk Herve Tchami (wcześniej m.in. Zagłębie Sosnowiec i Pogoń Szczecin). Klub zajął 7. miejsce. Bułgar Cwetan Genkow (kiedyś Wisła Kraków) nie był już tak skuteczny, jak w poprzednim sezonie, gdy zdobył 11 bramek. Tym razem rozgrywając taką samą liczbę meczy (25) zdobył 5 bramek. Jego Denzilispor zajął 15. miejsce dwa punkty nad strefą spadkową.

Jeśli chodzi o zawodników, którzy grali tylko wiosną 2016 r., to najwyższe 3. miejsce zajął Darvydas Sernas (Litwa, Alanyaspor Kulübü), który wystąpił tylko w czterech meczach. W Turcji pojawił się po znakomitym sezonie 2015 r., gdy w 16 meczach Żalgirisu Wilno zdobył 17 bramek i przyczynił się do wywalczenia litewskiego dubletu. Ostatnie miejsce premiowane awansem, czyli 6. wywalczył Balıkesirspor Kulübü, w barwach którego w 8 meczach wystąpił i strzelił 1 bramkę Josip Tadić (Chorwacja, kiedyś Lechia Gdańsk). Dopiero na 11. miejscu ligę ukończył Malatyaspor Kulübü. 4 mecze dla tego klubu rozegrał Sandro Gotal (Austria). Miejsce niżej – 12. zajął Boluspor Kulübü, dla którego 10 meczy rozegrał Mirko Ivanovski (Macedonia). Gorycz porażki zaznał Kayseri Erciyesspor Kulübü (17. Miejsce), w którym 12 meczy rozegrał i strzelił 1 bramkę Stefan Askovski (Macedonia).

 

Polscy piłkarze w Turcji w sezonie 2015/2016:

Spor Toto Süper Lig:

Łukasz Szukała (Osmanlispor FK, 5. Miejsce) – 10 meczy, 0 bramek.

Patryk Tuszyński (Çaykur Rizespor Kulübü, 13. Miejsce) – 18 meczy, 2 bramki.

TFF 2. Lig:

Adam Stachowiak (Gaziantep Büyükşehir Belediyespor Kulübü, 8. miejsce) – 32 mecze, 0 bramek.

 

Strzelcy bramek w Turcji w sezonie 2015/2016, którzy kiedyś grali lub później trafili do polskiej ekstraklasy:

Spor Toto Süper Lig:

11 (28 meczy) – Tomas Necid (Czechy, Bursaspor Kulübü, 11. miejsce w lidze)*.

7 (30 meczy) – Abdou Razack Traore (Burkina Faso, Konyaspor Kulübü, 3.).

6 (27 meczy) – Nguimbe Prejuce Nakoulma (Burkina Faso, Mersin Idmon Yurdu SK, 18. – ostatnie, spadek),

4 (12 meczy) – Nadir Ciftci (Turcja, Eskişehirspor Kulübü, 17., spadek).

2 (22 mecze) – Bruno Mezenga Ferreira Mombra Rosa (Brazylia, Akhisar Belediye Kulübü, 8.),

2 (14 meczy) – Marcelo (Brazylia, Besiktas Stambuł, 1. – mistrzostwo Turcji).

2 (11 meczy) – Stefano Napoleoni (Włochy, İstanbul Başakşehir FK, 4.).

1 (11 meczy) – Dani Abalo (Hiszpania, Sivasspor Kulübü, 16. – spadek).

0 (12 meczy) – Barry Douglas (Szkocja, Konyaspor Kulübü, 3.).

0 (9 meczy) – Dossa Junior (Cypr, Konyaspor Kulübü, 3. miejsce – 4 mecze i Eskişehirspor Kulübü, 17. – spadek, 5 meczy).

0 (6 meczy) – Nika Dżalamidze (Gruzja, Çaykur Rizespor Kulübü, 13.).

0 (0 meczy) – Tomas Borek (czechy, Konyaspor Kulübü, 3.).

 

TFF 2. Lig:

5 (25 meczy) – Cwetan Genkow (Bułgaria, Denzilispor, 15. miejsce w lidze).

3 (23 mecze) – Herve Tchami (Kamerun, Giresunspor Kulübü., 7.).

1 (32 mecze) – Elvis Kokalović (Chorwacja, Kardemir DÇ Karabükspor, 2.).

1 (12 meczy) – Stefan Askovski (Macedonia, Kayseri Erciyesspor Kulübü, 17.).

1 (8 meczy) – Josip Tadić (Chorwacja, Balıkesirspor Kulübü, 6.).

0 (29 meczy) – David Abwo (Giresunspor Kulübü., 7.).

0 (10 meczy) – Mirko Ivanovski (Macedonia, Boluspor Kulübü, 12.).

0 (4 mecze) – Sandro Gotal (Austria, Malatyaspor Kulübü, 11.).

0 (4 mecze) – Darvydas Sernas (Litwa, Alanyaspor Kulübü, 3.).

*-kursywą zaznaczono piłkarzy, którzy dopiero po sezonie 2015/2016 trafili do polskich klubów.

 

W składach klubów tureckiej elity w sezonie 2014/2015 było siedmiu z przeszłością lub przyszłością w polskich klubach, a w sezonie 2015/2016 aż dwunastu, przy czym aż ośmiu miało już za sobą występy w ekstraklasie. Wśród tych piłkarzy liczba tych, którzy nie zaliczyli żadnego ligowego występu pozostała bez zmian – jeden. I jeszcze jedna ciekawostka byli obcokrajowcy z ekstraklasy zdobyli w Turcji 20 goli w sezonie 2014/2015, a w sezonie 2015/2016 niewiele mniej – 19, ale ci, którzy poszli do Polski w kolejnym sezonie – 16. W drugiej lidze tureckiej wystąpiło aż dziewięciu obcokrajowców, którzy mieli za sobą albo przed sobą występy w ekstraklasie. W poprzednim sezonie zaledwie trzech.

Polacy nie są cenieni nad Bosforem i ta tendencja pozostaje bez zmian od kilka sezonów. Z drugiej jednak strony zwiększa się liczba zawodników, którzy wcześniej grali w Polsce, lub po przygodzie w Turcji znajdują zatrudnienie nad Wisłą.

 

Źródła: własne, 90minut.pl, pl.wikipedia.org, en.wikipedia.org, niezalezna.pl, trthaber.com, haberumut.com, memlehet.com.tr, youtube.com.

poniedziałek, 15 maja 2017
Lewandowski po raz drugi królem strzelców Bundesligi. Polscy napastnicy w Europie.

Robert Lewandowski został królem strzelców Bundesligi w sezonie 2015/2016, czym powtórzył swoje osiągnięcie z sezonu 2013/2014. Pozostali polscy snajperzy występujący w innych ligach zagranicznych zaprezentowali się dużo lepiej niż w latach poprzednich.

Lewandowski zdobył 30 bramek i o pięć trafień wyprzedził Gabończyka Pierre Emericka Aubameyanga (Borussia Dortmund) i aż o dziesięć swojego klubowego kolegę, czyli Thomasa Muellera. „Lewy” zdobył aż o trzynaście więcej goli niż w poprzednim sezonie i o dziesięć więcej niż dwa sezony wcześniej, gdy sięgał po koronę króla strzelców. Na dorobek „Lewego” w sezonie 2015/2016 złożyło się 30 bramek, z których 22 zdobył prawą nogą, 5 lewą nogą i 3 głową. Zdecydowana większość to bramki „z gry”. Tylko dwa gole strzelił z rzutów karnych. „Lewy” strzelał gole trzynastu klubom Bundesligi.

Lewy_królem_strzelców_Bundesligi_2015-2016

Lewandowski odebrał od redaktora naczelnego „Kickera” statuetkę armaty dla najlepszego strzelca Bundesligi sezonu 2015/2016.

Źródło: businessinsider.com.pl.

Polski napastnik został najskuteczniejszym obcokrajowcem jeśli chodzi o liczbę bramek strzelonych w jednym sezonie. Do tej pory rekord należał do Holendra Klaasa-Jana Huntelaara (Schalke) – 29 bramek. Wynik Polaka jest też najlepszym osiągnięciem od 29 lat, gdy po raz ostatni została złamana bariera 30 goli. Wyczyn Polaka docenił ówczesny trener Bayernu Pep Guardiola, który powiedział: „Strzelić 30 goli to naprawdę nie jest takie proste.” (cyt. za: „Przegląd Sportowy”).

W klasyfikacji wszechczasów Bundesligi napastnik Bayernu zajmuje 27. miejsce (121 goli) i do prowadzącego Gerda Muellera traci… 244 gole. Do sukcesów indywidualnych „Lewy” dołożył sukcesy klubowe, czyli dublet i półfinał Ligi Mistrzów. Polski napastnik ma na swoim koncie już cztery mistrzostwa Niemiec, w tym dwa z Bayernem i dwa Puchary Niemiec, w tym jeden z Bayernem.

W innych ligach z bardzo dobrej strony pokazał się Arkadiusz Milik (Ajax Amsterdam), który został trzecim strzelcem holenderskiej Eredivisie. Polak zdobył 21 goli, ale tytuł króla strzelców przegrał jednak zdecydowanie z Vincentem Janssenem (AZ Alkmaar, 27 goli) i Luukiem de Jongiem (PSV Eindhoven, 26 goli).

Arkadiusz_Milik_w_barwach_Ajaxu

Arkadiusz Milik świętuje zdobycie jednej z bramek dla Ajaxu Amsterdam.

Źródło: sempreinter.com.

Magiczną liczbę dziesięciu goli wyrównało jeszcze tylko dwóch strzelców, aczkolwiek w słabszych ligach – Adrian Mierzejewski (Al-Nassr Rijad, Arabia Saudyjska) i Adrian Cieślewicz (The New Saints FC, Walia). Oznacza to, że w sezonie 2015/2016 czterech Polaków strzeliło dziesięć lub więcej bramek w zagranicznych ligach. W poprzednim sezonie (wliczając grających systemem jesień-wiosna) takim osiągnięciem mogło pochwalić się siedmiu Polaków, a dwa sezony wcześniej – pięciu. Wynik z tego sezonu jest więc gorszy niż w latach poprzednich, ale z drugiej strony kilku polskich strzelców pokazało z bardzo dobrej strony w silnych ligach europejskich. Przede wszystkim skrzydłowi – Kamil Grosicki i Maciej Rybus. Wprawdzie nie zdobyli dziesięciu lub więcej bramek, ale byli naprawdę blisko.

„Grosik” zagrał fantastyczny sezon w Stade Rennais FC i zdobył 9 goli. „Ryba” z kolei wreszcie błysnął w Tereku Grozny i zdobył 8 goli. Obaj pobili swoje rekordy jeśli chodzi o liczbę bramek strzelonych w jednym sezonie w rozgrywkach ligowych. Co więcej, 7 goli w Bundeslidze zdobył Artur Sobiech. To był jego piaty sezon w Hannover 96 i najlepsze osiągnięcie strzeleckie w lidze niemieckiej. We włoskiej Serie „A” 5 goli dla Empoli FC zdobył Piotr Zieliński.

Jeśli chodzi o inne ligi to warto wspomnieć, że Arkadiusz Piech zdobył 9 goli dla cypryjskiego AEL Limassol, choć zagrał tylko 13 meczów wiosennych. Po pięć goli zdobyli Łukasz Teodorczyk (Dynamo Kijów) i Kamil Wilczek (Broendby Kopenhaga).

Polacy strzelali też w niższych ligach, ale bez oszałamiających wyników. W 2. Bundeslidze siedem goli dla 1. FC Kaiserslautern zdobył Kacper Przybyłko. W Serie „B” 6 goli dla Brescii Calcio zdobył wypożyczony z AC Chievo Calcio Tomasz Kupisz. W trzeciej lidze niemieckiej siedem goli zdobył Rafał Kazior (SV Werder Brema 1899 II), a pięć Sebastian Tyrała (RC Rot- Weiss Erfurt).

Wśród Polaków grających w ligach według systemu jesień-wiosna należy wyróżnić tylko dwóch strzelców Przemysław Trytko (FK Atyrau, Kazachstan) zdobył siedem goli, zaś Łukasz Cieślewicz (B 36 Torshavn, wyspy Owcze) – pięć.

Polscy piłkarze, którzy w sezonie 2015/2016 zdobyli co najmniej 10 goli w zagranicznych rozgrywkach ligowych:

  1. Robert Lewandowski (FC Bayern Monachium, Bundesliga) – 30 (32 mecze).
  2. Arkadiusz Milik (Ajax Amsterdam, Eredivisie) – 21 (31 meczy).
  3. Adrian Mierzejewski (Al-Nassr Rijad, Arabia Saudyjska) – 10 (19 meczy).
  4. Adrian Cieślewicz (The New Saints FC, Walia) – 10 (30 meczy).

To był całkiem obiecujący sezon jeśli chodzi o strzeleckie osiągnięcia Polaków. Trudno oprzeć się stwierdzeniu, że pozostaje czekać na więcej, czyli na kolejne bramki Lewandowskiego, eksplozję talentu Milika i popisy Polaków w najsilniejszych ligach Europy.

 

Źródła: własne, 90minut.pl, pilkanozna.pl, polsatsport.pl, businessinsider.com.pl, sempreinter.com. M. Szmigielski, Takiego króla w Bundeslidze jeszcze nie było, „Przegląd Sportowy” z dnia 16 maja 2016 r., s. 18-19.

niedziela, 14 maja 2017
„Polski” zaciąg w APOEL Nikozja

Latem 2015 r. APOEL Nikozja sprowadził bezpośrednio z polskiej ligi trzech piłkarzy – Mateusza Piątkowskiego, Inakiego Astiza i Semira Stilicia. W sumie to nic nowego, bo APOEL sprowadził już wcześniej wielu piłkarzy z polskiej ligi, ale nie zdarzyło się, aby w jednym okienku transferowym sprowadził trzech z ekstraklasy. Jak zaprezentowali się w sezonie 2015/2016?

Po latach rozpasania i sprowadzania byłych gwiazd europejskiej piłki, w APOELu wprowadzono trochę oszczędności. Pensje gwiazdorów nie zawsze są wysokie, ale też władze klubu starają się szukać doświadczonych, acz tanich piłkarzy. Nic więc dziwnego, że wszyscy trzej piłkarzy, którzy zasilili APOEL z polskiej ligi byli wolnymi zawodnikami. Wszystkim trzem skończyły się kontrakty – hiszpańskiemu obrońcy Inakiemu Astizowi z Legią, bośniackiemu pomocnikowi Semirowi Stiliciowi z Wisłą Kraków, a napastnikowi Mateuszowi Piątkowskiemu z Jagiellonią Białystok.

Inaki_Astiz_w_APOEL_Nikozja

Inaki Astiz po podpisaniu kontraktu z APOEL Nikozja.

Źródło: legionisci.com.

Co ciekawe, już wcześniej w APOELu wystąpiło dziesięciu piłkarzy, którzy wcześniej wystąpili w polskiej lidze – Kamil Kosowski (44 ligowe mecze / 5 bramek), Marcin Żewłakow (43/14), Jean Paulista (Portugalia, 26/3), Roman Oreszczuk (Rosja, 23/5), Wojciech Kowalczyk (16/3), Dudu Biton (Izrael, 13/6), Jarosław Popiela (12/0), Bartłomiej Jamróz (4/0), Adrian Sikora (3/2), Ivan Udarević (Chorwacja, 3/1). Dodatkowo, w kadrze APOELu był jeszcze bramkarz Andrzej Krzyształowicz. Nie wszyscy wymienieni piłkarze trafili do cypryjskiego klubu bezpośrednio z polskiej ligi, ale wszyscy mieli za sobą grę w polskiej ekstraklasie. W odwrotnym kierunku podążyło tylko trzech piłkarzy, przy czym tylko jeden przeszedł do Polski bezpośrednio z APOELU, ale jaki! Portugalczyk Helio Pinto przez siedem sezonów rozegrał w APOELu 189 ligowych meczów, w których zdobył 16 bramek. W tym czasie wywalczył 4 mistrzostwa, 1 puchar i 3 superpuchary Cypru. Stawkę uzupełniają dwaj Macedończycy – Ivan Trickovski (Macedonia, 50/17) i Aleksandar Todorovski (3/0).

Semir_Stilić_w_APOEL_Nikozja

Semir Stilić po podpisaniu kontraktu z APOEL Nikozja.

Źródło: apoelfc.com.cy.

Wracając do trójki piłkarzy z ekstraklasy, to sezon 2015/2016 nie był dla nich zbyt udany. APOEL nie awansował do fazy grupowej Ligi Mistrzów; wyeliminował macedoński FK Vardar Skopje (0:0, 1:1) i duński FC Midtjylland (2:1, 0:1), ale przegrał z kazachskim FK Astana (0:1, 1:1), przeciwko któremu bramkę zdobył Semir Stilić. W grupie Ligi Europy, APOEL nie sprostał Schalke 04 Gelsenkirchen (0:3, 0:1), Sparcie Praga (0:2, 1:3) i Asterasowi Tripolis (2:1, 0:2). Całe szczęście APOEL obronił mistrzostwo Cypru, ale udział „ekstraklasowej trójki” w tym sukcesie nie był znaczący. Stilić rozegrał 16 meczy i zdobył 3 gole, aczkolwiek z reguły grywał tzw. „ogony”. Astiz rozegrał 16 meczów, najczęściej w pełnym wymiarze czasowym. Piątkowski, jak na napastnika, raczej zawiódł. W 14 ligowych meczach zdobył tylko jedną bramkę.

Mateusz_Piątkowski_w_APOEL_Nikozja

Mateusz Piątkowski podczas składania podpisu pod kontraktem z APOEL Nikozja.

Źródło: futbolplus.pl.

W sezonie 2016/2017 wszyscy trzej wymienieni piłkarze pozostawali w kadrze APOEL, ale grał tylko Astiz. Stilić rozwiązał kontrakt już we wrześniu 2016 r., a na początku 2017 r. związał się z klubem, który po raz kolejny wyciągnął do niego pomocną dłoń, czyli z Wisłą Kraków. Piątkowski został zesłany do tamtejszego „klubu kokosa” i postanowił walczyć o swoje pieniądze w FIFA. Podobnie jak Stilić na początku 2017 r. podpisał kontrakt z Wisłą, tyle że Płock. Jak widać przygoda trzech piłkarzy z ekstraklasy z cypryjskim klubem raczej nie była udana.

 

Źródła: własne, 90minut.pl, transfermarkt.pl, legionisci.com, apoelfc.com.cy, futbolplus.pl.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 73
| < Czerwiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    
Tagi