wtorek, 08 maja 2012
Legia po raz piętnasty z Pucharem Polski!
W rozegranym w Kielcach we wtorek 24 kwietnia 2012 r. finale Pucharu Polski Legia Warszawa pokonała Ruch Chorzów 3:0 (2:0) i obroniła trofeum wywalczone w zeszłym sezonie. Bramki dla lidera Ekstraklasy zdobyli: Danijel Ljuboja, Miroslav Radović i Michał Żyro. Przed meczem Legia faworytem statystyków... Przed meczem statystycy wskazywali, że Legia nie przegrała w Pucharze Polski przez 14 kolejnych spotkań, a ostatnią drużyną, która pokonała legionistów w tych rozgrywkach był… Ruch Chorzów! Miało to miejsce dokładnie 16 marca 2009 r. w Chorzowie. Ruch wygrał wtedy 1:0 po golu Artura Sobiecha. Kolejna ciekawostka, na którą warto było zwrócić uwagę to fakt, że oba kluby spotykają się w czwartej kolejnej edycji Pucharu Polski. Ruch był lepszy w półfinale sezonu 2008/2009 (1:0, 1:0) i ćwierćfinale sezonu 2009/2010 (1:0, 1:2 po dogrywce), ale w zeszłym sezonie musiał uznać wyższość Legii w ćwierćfinale tych rozgrywek (1:1, 0:2). Na korzyść Legii przemawiała także historia występów w Pucharze Polski. Legia wygrała te rozgrywki aż 14 razy (najwięcej w Polsce), zaś sześciokrotnie przegrała w finale. Ruch wygrał Puchar tylko trzykrotnie, ostatni raz w 1996 r., zresztą w Warszawie, ale na stadionie Polonii. Poprzednie dwa sukcesy (1951, 1974) Ruch zanotował w Warszawie, na stadionie Legii!!! Poza tym chorzowianie pięciokrotnie przegrali finał tych rozgrywek. a Ruch faworytem fachowców... Gra jaką oba kluby prezentowały w tygodniach poprzedzających mecz przemawiała za Ruchem, mimo że na początku kwietnia „Niebiescy” przegrali przy Łazienkowskiej 0:2. Eksperci wskazywali jednak, że Ruch sprawiał wrażenie drużyny lepszej, grającej piłką, kombinacyjnie i z polotem, zaś Legia zamęczała swoją grą – bez pomysłu, szybkości i pewności siebie. W Kielcach w barwach Legii zabrakło pauzującego za żółte kartki Nacho Novo, zaś w Ruchu z tego samego powodu nie zagrali: Arkadiusz Piech, Igor Lewczuk i Tomas Josl. Bez wątpienia, to Ruch był bardziej osłabiony z powodu braku swojego najlepszego gracza, czyli Piecha. Pierwsza połowa, czyli Puchar prawie dla Legii Legioniści od początku spotkania kontrolowali przebieg wydarzeń na boisku. Przede wszystkim opanowali środek boiska, tradycyjnie już (co pojawiało się nawet w gorszych meczach) zdecydowanie częściej byli w posiadaniu piłki, a do tego wysoko przesunęli formację defensywną i praktycznie nie popełniali błędów, grając (niespodziewanie) tak, jak ostatnio raczej mówiło się o Ruchu, czyli kombinacyjnie i z pomysłem. Już w 5. minucie w dobrej „sytuacji znalazł się Miroslav Radović, ale naciskany przez obrońcę oddał lekki strzał w Michala Peškoviča” (cyt. za: 90minut.pl). Trzy minuty później Legia objęła prowadzenie po strzale Danijela Ljuboji. Jakub Wawrzyniak zagrał wzdłuż linii bocznej do Michała Żyro, który urwał się spod opieki Rafała Grodzickiego i zagrał w pole karne, gdzie Radović, mimo obecności Piotra Stawarczyka, wślizgiem podał piłkę do Ljuboji, choć raczej wyglądało, że próbował strzelać, ale nie zdążył do piłki. Serbski napastnik przyjął piłkę i w czasie, gdy Marek Szyndrowski reklamował spalonego, strzelił nad bezradnie interweniującym Peškovičem. Niewątpliwie ustawiła ona przebieg meczu, ale przyznać trzeba, że legioniści zasłużyli na tą bramkę przeważając od pierwszego gwizdka sędziego Huberta Siejewicza. Dodatkowo, chorzowianie z reguły nie tracą bramki jako pierwsi i też z reguły nie tracą bramek w pierwszych minutach meczu. Dla „Niebieskich” to była nowa i trudna sytuacja, w której nie potrafili się odnaleźć, na co wpływ miał także brak wspomnianego już Piecha. Nie było bowiem do kogo zagrać długiej piłki, aby przetrzymać ją, dać chwilę odpocząć, a może nawet skonstruować groźną akcję. Maciej Jankowski został całkowicie wyłączony przez Artura Jędrzejczyka, a Andrzej Niedzielan był tylko cieniem samego siebie. Legia, jakby nauczona doświadczeniem wiosennych meczów, poszła za ciosem i atakowała stwarzając kolejne groźne sytuacje. W 12. minucie Peškovič wyszedł daleko z bramki, ale Radović pogubił się i skończyło się tylko na strachu chorzowian. Trzy minuty później „Niebiescy” oddali pierwszy strzał na bramkę Dušana Kuciaka, ale uderzenie Marka Zieńczuka z piętnastu metrów nie sprawiło słowackiemu bramkarzowi żadnych problemów. W 29. minucie Legia powinna podwyższyć prowadzenie. Ljuboja podał piłkę obok Grodzickiego do Żyro, który uwolnił się spod opieki Szyndrowskiego. Popularny „Żyrek” doszedł do piłki na dwudziestym metrze, wbiegł w pole karne i strzelił z dwunastu metrów, ale doskonałą interwencją popisał się Peškovič, który odbył piłkę ręką na rzut rożny. Do piłki ustawionej w rogu boiska podszedł Radović i podał do Michała Kucharczyka, który przymierzył z dwudziestu metrów, a piłka chyba otarła się jeszcze, od któregoś z piłkarzy Ruchu i interweniujący Peškovič wybił ją przed siebie. Ljuboja natychmiast dobiegł do piłki i strzelił gola, ale asystent sędziego Siejewicza zasygnalizował pozycję spaloną. Słusznie, bo oprócz Ljuboji na spalonym byli Ivica Vrdoljak i Iñaki Astiz. W 41. minucie Legia udokumentowała swoją przewagę drugą bramką. Radović przejął piłkę na własnej połowie przebiegł kilkadziesiąt metrów i podał piłkę na lewą stronę do Żyro, który został trochę wyrzucony do linii bocznej, ale przejął piłkę i podobnie jak przy pierwszej bramce dośrodkował na pierwszy słupek, przy biernej postawie Grodzickiego. Radović uwolnił się spod opieki Stawarczyka i strzelił z pierwszej piłki z pięciu metrów w okienko bramki Peškovičem. Legioniści zaprezentowali się w pierwszej połowie znakomicie, a największe słowa uznania powinny zostać skierowane nawet nie do Żyro, tylko do dwóch najbardziej doświadczonych piłkarzy Legii, wręcz weteranów Michała Zewłakowa i Ljuboji. Żewłakow wrócił do formacji obronnej Legii po kontuzji i doskonale było widać jak duży wpływ ma na Jędrzejczyka, którego instruował, jak ma się ustawiać. Ljuboja zagrał doskonale jako… rozgrywający, zastawiał się, odgrywał do partnerów i ciężko było odebrać mu piłkę, choć oczywiście też zdarzały się straty. Legia prowadziła zasłużenie. Druga połowa, czyli mecz skończył się w 56. minucie Chorzowianie rozpoczęli drugą połowę odważniej i od razu mogło przynieść to skutki. W 51. minucie na przebojową akcję zdecydował się Grodzicki, ale zanim oddał strzał obrońcy Legii odebrali mu piłkę. „Niedługo później pod bramką Kuciaka było jeszcze groźniej. Łukasz Janoszka podał do Andrzeja Niedzielana, który w trudnej pozycji oddał lekki strzał.” (cyt. za: 90minut.pl). Ruch atakował groźniej, ale to Legia zdobyła trzecią bramkę. W 56. minucie Kuciak wybijał piłkę z własnego pola karnego, a na połowie Ruchu Żyro wyskoczył wyżej od Łukasza Burligi i przedłużył lot piłki do Ljuboji, który zagrał do Żyry wbiegającego między Stawarczyka i Pawła Lisowskiego (Grodzicki przyglądał się tej akcji). Pomocnik Legii mając przed sobą Peškoviča tym razem nie zmarnował doskonałej okazji i strzelił gola, który praktycznie zakończył jakiekolwiek emocje w tym spotkaniu. Żyro strzelił swoją czwartą bramkę w tej edycji Pucharu Polski zrównując się z dotychczasowym samodzielnym liderem tej klasyfikacji strzelców – Cwetanem Genkowem z Wisły Kraków. Legionistom chciało się grać jeszcze tylko przez kilka minut. W tym czasie Kucharczyk niecelnie uderzał piłkę przewrotką. Jeszcze kilkukrotnie zagrozili bramce Ruchu, zagrali kilka razy efektownie piętką i właściwie odpuścili grę z pełnym zaangażowaniem. Później, Legia ewidentnie oszczędzała się przed decydującą batalią o mistrzostwo Polski, zaś Ruch oczekiwał już tylko na ostatni gwizdek sędziego. W 70 min. sędzia Siejewicz był zmuszony do przerwania spotkania z uwagi na zadymienie boiska i rzucanie przez kibiców Legii w kierunku boiska petard, rac i świec dymnych. Po wznowieniu spotkania gra nie uległa zmianie. Ruch groźniej zaatakował w ostatnich minutach. Kilkukrotnie swoimi umiejętnościami popisał się Kuciak, zaś ostatnią szansę na zdobycie gola zmarnował Zieńczuk, który w 89 minucie uderzył z rzutu wolnego wykonywanego zza pola karnego prosto w mur. Ostatni gwizdek sędziego rozpoczął wielkie święto w szeregach Legii. Przyznać trzeba, że zdobywcy Pucharu Polski zagrali najlepszy mecz na wiosnę. Nawet w meczu ze Śląskiem we Wrocławiu (4:0), czy ze Sportingiem w Warszawie (2:2) nie mieli takiej przewagi, jak w Kielcach. Zadziwiające, że ten doskonały mecz przypadł akurat w tak istotnym i prestiżowym momencie jakim był finał Pucharu Polski. Inna sprawa, że na tle poprzednich meczów Legia zagrała znakomicie. Czy to zapowiedź mistrzostwa Polski?
24 kwietnia 2012, godz. 18:00 - Kielce (Stadion Miejski Arena Kielc) Finał Puchar Polski 2011/2012 Legia Warszawa 3-0 Ruch Chorzów Bramki: Danijel Ljuboja (8 min.), Miroslav Radović (41 min.) i Michał Żyro (56 min.). Legia: 12. Dušan Kuciak – 2. Artur Jędrzejczyk, 6. Michał Żewłakow (87 min., 27. Rafał Wolski), 15. Iñaki Astiz, 14. Jakub Wawrzyniak (70 min., 11. Tomasz Kiełbowicz) – 18. Michał Kucharczyk, 21. Ivica Vrdoljak, 5. Janusz Gol, 32. Miroslav Radović, 33. Michał Żyro (83 min., 25. Jakub Rzeźniczak) – 28. Danijel Ljuboja. Trener: Maciej Skorża. Ruch: 33. Michal Peškovič – 21. Łukasz Burliga, 15. Rafał Grodzicki, 2. Piotr Stawarczyk, 20. Marek Szyndrowski (46 min., 6. Wojciech Grzyb) – 5. Marek Zieńczuk, 23. Marcin Malinowski (33 min., 31. Paweł Lisowski), 28. Gábor Straka, 7. Maciej Jankowski, 14. Łukasz Janoszka – 32. Andrzej Niedzielan (57 min., 9. Paweł Abbott). Trener: Waldemar Fornalik. żółte kartki: Ljuboja, Kucharczyk, Rzeźniczak, Vrdoljak – Burliga. sędziował: Hubert Siejewicz (Białystok). widzów: 10.000.
poniedziałek, 07 maja 2012
UEFA EURO 2012 - Powitaj Puchar
Pod takim tytułem od 20 kwietnia do 26 maja trwa akcja promocyjna obejmująca 14 miastach w Polsce i na Ukrainie, w tym 8 miast gospodarzy UEFA EURO 2012. Celem akcji promocyjnej jest przybliżenie Euro mieszkańcom tych miast a największą atrakcją jest trofeum wręczane zwycięzcy Euro, czyli Puchar Henri Delaunaya. Trasa, którą podąża puchar jest następująca: Warszawa (20-22 kwietnia), Gdańsk (24-26 kwietnia), Poznań (28-30 kwietnia), Wrocław (4-6 maja), Łódź (7 maja), Kraków (9 maja), Katowice (10 maja), Kijów (11-13 maja), Iwano-Frankowsk (14 maja), Charków (15-17 maja), Donieck (18-20 maja), Dniepropietrowsk (21 maja), Lwów (23-25 maja) i Odessa (26 maja).
Pałac Kultury i Nauki znowu piłkarski!
Warszawa (20-22 kwietnia 2012 r.) W mieście, w którym odbędzie się mecz otwarcia UEFA EURO 2012 imprezę zlokalizowano na Placu Defilad przed Pałacem Kultury i Nauki. Pojawili się byli piłkarze - Andrzej Szarmach, Zbigniew Boniek i Christian Lali Karembeu, choć niektóre portale zapowiadały udział Youri Djorkaeffa. Kibice mieli możliwość rywalizowania o bilet na mecz w konkursie polegającym na uderzeniu piłki z największą prędkością.
Informacja na telebimie o „żąglowaniu piłką”...
Balon w kształcie Pucharu UEFA EURO 2012. Poza tym można było obserwować pokaz żonglerki (według organizatorów – „żąglowanie piłką”) a także próby wzniesienia 35-metrowy balonu w kształcie Pucharu UEFA EURO 2012 – próby, bo pogoda nie była łaskawa. Młodzi adepci piłki nożnej mogli sprawdzić się na mini-boisku. Największą atrakcją była jednak możliwość zrobienia sobie zdjęcia z Pucharem. Kolejka nie zmniejszała się, a do zrobienia pamiątkowego zdjęcia trzeba było czekać około 40-50 minut.
W tym miejscu można było zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie z Pucharem UEFA EURO 2012. Puchar Henri Delaunaya Trofeum wręczane zwycięzcy Mistrzostw Europy (UEFA EURO) zostało nazwane na część Henri Delaunay, pierwszy sekretarz generalny UEFA, byłego prezesa Francuskiej Federacji Piłkarskiej. Delaunay był zwolennikiem rozgrywania mistrzostw Europy. Wprawdzie zmarł w 1955 r., ale jego myśl pozostała żywa i pięć lat później doprowadziła do rozegrania pierwszej edycji europejskiego czempionatu. Rozgrywki z 1960, jak również 1964 r. nazywane były Pucharem Narodów Europy. Dopiero od trzeciej edycji (1968 r.) pojawiła się nazwa Mistrzostwa Europy. Puchar został zaprojektowany w 1960 r. przez Arthusa Bertranda, mierzył 42 cm i ważył 6 kg. Pierwszym piłkarzem, który wzniósł trofeum był Igor Netto, kapitan reprezentacji ZSRR. Ostatnim kapitanem, który podniósł to trofeum w Lizbonie w lipcu 2004 r. – był Theodoros Zagorakis, kapitan reprezentacji Grecji. Odnowiony Puchar Henri Delaunaya W styczniu 2006 r. w Centrum Kongresowym w Montreaux w Szwajcarii oficjalnie zostało zaprezentowane nowe, a właściwie odnowione trofeum. Oficjalnej prezentacji dokonali: prezydenta UEFA Lennart Johansson, Dyrektor Wykonawczy UEFA Lars-Christer Olsson oraz przewodniczących obu komitetów organizacyjnych gospodarzy EURO 2008 - Ralph Zloczower ze Szwajcarii i Austrii Friedrich Stickler. Nowe trofeum UEFA EURO jest wyższe o 18 centymetrów i dwa kilogramy cięższe od oryginału, co oznacza, że odnowiony Puchar Henri Delaunaya waży 8 kg i ma 60 cm wysokości. Górna część trofeum opiera się na powiększonym cokole marmurowym, aby zapewnić pucharowi stabilność. Górna część jest wykonana ze srebra i usunięto z niej małą postać żonglującego piłkarza. Nazwy zwycięskich krajów, które do tej pory były na cokole, zostały wygrawerowane na odwrocie trofeum. Nowe trofeum zostało wykonane przez pracownię Asprey w Londynie i zachowało historyczną nazwę.
Puchar Henri Delaunaya w Warszawie. Pracownia Asprey skupia renomowanych jubilerów i złotników. Ma długą historię w zakresie wyrabiania różnych trofeów, sięgającą 1848 r., kiedy siostrzana firma Garrard przygotowała Puchar Ameryki. UEFA chciała poprawić jakość Pucharu Henri Delaunaya, a Asprey dawała gwarancję należytego wykonania dzieła, co zresztą nastąpiło. William Gaillard, Dyrektor UEFA ds. Komunikacji powiedział dla serwisu uefa.com, że powiększenie Pucharu Henri Delaunaya miało na celu odzwierciedlenie skali i rozmiaru Europy w najbardziej prestiżowym turnieju na kontynencie. Poza tym, w ocenie UEFA, trofeum było małe i anonimowe w porównaniu z innymi trofeami przyznawanymi w rozgrywkach organizowanych przez UEFA, a zwłaszcza Pucharem Ligi Mistrzów UEFA i Pucharem UEFA, dlatego postanowiono o jego powiększeniu. Gaillard wskazał, że odrzucono koncepcję złotego trofeum pozostawiając ją dla mistrzostw świata. Odrzucono również koncepcję nowoczesnego, stylizowanego trofeum, jak np. w Euro kobiet U-17 i U-19, chcąc nawiązać do przeszłości i korzeni piłkarskiej rywalizacji w Europie. Nowe trofeum w czerwcu 2008 r. na stadionie Ernsta Happela w Wiedniu wzniósł Iker Casillas, kapitan reprezentacji Hiszpanii. Kto będzie drugim, który dostąpi tego zaszczytu na Stadionie Olimpijskim w Kijowie? Historia triumfów Do tej pory Puchar Delaunaya najczęściej wygrywała reprezentacja Niemiec – 3 razy (1972, 1980, 1996). Dwukrotnie zwyciężała Francja (1984, 2000) i Hiszpania (1964, 2008). Natomiast po jednym razie wygrywały reprezentacje ZSRR (1960), Włoch (1968), Czechosłowacji (1976), Holandii (1988), Danii (1992) i Grecji (2004). Oznacza to, że w dotychczasowych trzynastu edycjach zwyciężało dziewięć reprezentacji. Czy dołączy do nich ktoś nowy? Polska? Ukraina?
Źródła: uefa.com, en.wikipedia.org, uefaeuro2012.um.warszawa.pl, pzpn.pl.
piątek, 04 maja 2012
Rudniew trafił przy Łazienkowskiej za trzy punkty
W meczu 27. kolejki T-Mobile Ekstraklasy, rozegranym w sobotę 21 kwietnia 2012 r. warszawska Legia przegrała z poznańskim Lechem 0:1 (0:1) po bramce zdobytej przez Artioma Rudniewa w 25 min. meczu. Pojedynek Legii i Lecha został trafnie podsumowany w serwisie ekstraklasa.tv – „Lech zagrał bardzo mądrze i był do bólu skuteczny. Legia nie miała pomysłu na sforsowanie obrony gości i schodzi z boiska pokonana.”. Legia prowadziła grę, częściej była przy piłce, ale niewiele z tego wynikało. Lechici przeprowadzili tylko jedną groźną akcję i od razu zdobyli gola. Utrata bramki mocno zdeprymowała gospodarzy, którzy zupełnie nie mieli pomysłu na grę. Zupełnie nie wiedzieli jak konstruować akcje. „Przegląd Sportowy” podał, że Legia miała przewagę w strzałach (14:3), strzałach celnych (4:2), strzałach zablokowanych (2:0) i rzutach rożnych (5:2), zaś lechici w spalonych (12:3) i faulach (15:11), co wyraźnie pokazuje jak wyglądała gra podczas tego meczu. Przewaga Legii topnieje, a grupa pościgowa zwiększa się. W 5 min. zza pola karnego uderzył Nacho Novo, ale szans na zaskoczenie Jasmina Burica nie było. Osiem minut później Aleksandyr Tonew groźnie dośrodkował z rzutu wolnego, ale żaden z lechitów nie skierował piłki do bramki Dušan Kuciaka. W 25 min. Lech strzelił bramkę z niczego. Praktycznie pierwsze uderzenie w kierunku bramki Kuciaka zakończyło się golem. Rafał Murawski podał w kierunku Vojo Ubiparipa, który przepuścił piłkę, a że Inaki Astiz nie przeciął podania, Rudniew znalazł się sam przez Kuciakiem i zdobył swojego 21. ligowego gola.
Legia ruszyła do ataku. W 32 min. Miroslav Radović ograł z lewej strony boiska Grzegorza Wojtkowiaka (od nowego sezonu w TSV 1860 Monachium) i dośrodkował w pole karne, gdzie Michał Kucharczyk uprzedził obrońców Lecha, ale jego strzał głową powędrował tuż nad poprzeczką bramki strzeżonej przez Burica. Pięć minut później Ivica Vrdoljak pobiegł środkiem boiska i podał do Radovica, który natychmiast zagrał do wbiegającego w pole karne Novo. Hiszpan fatalnie przyjął piłkę, która utrudniła mu oddanie strzału i gry wreszcie mógł oddać strzał, to zrobił to z tak ostrego kąta, że Burić wybił piłkę nogą na rzut rożny.
„Od początku drugiej połowy piłkarze Legii Warszawa ruszyli do ataków. W 51. minucie Danijel Ljuboja dograł piłkę w pole karne, ale z interwencją po strzale głową Janusza Gola poradził sobie golkiper Lecha.” (cyt. za: 90minut.pl). Minutę później Kucharczyk dośrodkował piłkę w pole karne, gdzie Ljuboja dobrze złożył się do strzału z sześciu metrów, ale piłka po uderzeniu z woleja powędrowała tylko nad boczną siatką.
W 72 min. Ivan Đurđević wrzucił piłkę z autu do Rudniewa, który zmylił Gola i oddał strzał z prawie 30 metrów. Piłka spadła na poprzeczkę, a sędzia Robert Małek zarządził rzut rożny uznając, że piłki dotknął Kuciak. Cztery minuty później Michał Efir (wszedł na boisko MW 73 min. za Jakuba Wawrzyniaka) ograł Đurđevica i wbiegł w pole karne tuż przy linii koncowej, w końcu zagrał na środek do swoich kolegów, ale na tyle niedokładnie, że piłkę wybyli obrońcy „Kolejorza”.
W pierwszej minucie doliczonego czasu gry Mateusz Możdżeń dośrodkował piłkę z prawej strony boiska w pole karne, a strzał głową Rudniewa z jedenastu metrów (nie przeszkadzał mu Dickson Choto) pewnie obronił Kuciak. W trzeciej minucie doliczonego czasu, Kuciak dośrodkował w okolice pola karnego, Efir przedłużył piłkę do Gola, który zdecydował się na słaby i lekki strzał przewrotką wprost w Buricia. Chwilę później sędzia Małek zakończył spotkanie.
Wydaje się, że był to mecz na remis, ale Lech miał Rudniewa, który robi różnicę i boleśnie przekonała się o tym Legia. Mecz był, co tu dużo pisać, słabiutki. Jak na zespoły z czołówki, to można było spodziewać się więcej, znacznie więcej. Legia nie miała pomysłu na grę, bo jedyne, co próbowała to wrzutki w pole karne, z których nic nie wynikało, dlatego dziwi, że Maciej Skorża powiedział: „Nie uważam, że moja drużyna zagrała słabo, to był jeden z lepszych meczów w rundzie”. Natomiast Lech po strzeleniu bramki koncentrował się wyłącznie na skutecznej defensywie i szukaniu Rudniewa na połowie Legii, która gra zdecydowanie poniżej oczekiwań i nie wykorzystała kolejnej szansy na zbliżenie się do mistrzowskiego tytułu. Zamiast tego trwoni przewagę…
21 kwietnia 2012, 13:30 - Warszawa (Stadion Wojska Polskiego / Pepsi Arena) 27. kolejka T-Mobile Ekstraklasy 2011/2012 Legia Warszawa 0-1 Lech Poznań Bramka: Artiom Rudniew (25 min.) Legia: 12. Dušan Kuciak – 2. Artur Jędrzejczyk, 4. Dickson Choto, 15. Iñaki Astiz, 14. Jakub Wawrzyniak (73 min., 24. Michał Efir) – 32. Miroslav Radović, 25. Jakub Rzeźniczak (46 min., 5. Janusz Gol), 21. Ivica Vrdoljak, 18. Michał Kucharczyk, 9. Nacho Novo (61 min., 11. Tomasz Kiełbowicz) – 28. Danijel Ljuboja. Lech: 30. Jasmin Burić – 23. Marcin Kikut, 20. Hubert Wołąkiewicz (70 min., 3. Ivan Đurđević), 35. Marcin Kamiński, 25. Luis Henríquez (10 min., 22. Grzegorz Wojtkowiak) – 32. Mateusz Możdżeń, 21. Dimitrije Injac, 11. Rafał Murawski, 28. Vojo Ubiparip, 24. Aleksandyr Tonew (58 min., 17. Szymon Drewniak) – 16. Artiom Rudniew. żółte kartki: Jędrzejczyk (34 min. - za faul) – Rudniew (19 min. - za faul), Wołąkiewicz (28 min. - za faul) i Wojtkowiak (29 min. - za faul). sędziował: Robert Małek (Zabrze) jako główny oraz Myrmus i Lis. widzów: 26.744.
Źródła: własne, 90minut.pl, ekstraklasa.tv, sport.pl i „Przegląd Sportowy” z dnia 23 kwietnia 2012 r., s. 18-19.
środa, 02 maja 2012
Kibice Legii pokazali mankamenty Stadionu Narodowego
Mecz Legii z FC Sevillą był dobrą okazją do przetestowania Stadionu Narodowego pod kątem udziału zorganizowanej grupy kibiców, bo takiej niewątpliwie nie stanowiła widownia na meczu Polska – Portugalia. Kibice Legii doskonale wywiązali się ze swojego zadania, bo pokazali, co jest jeszcze do poprawienia w kwestii bezpieczeństwa na głównej polskiej arenie. Przede wszystkim używali tego, co w ostatnim czasie stało się ich znakiem firmowym, czyli petard hukowych. Oprócz petard odpalili kilka rac, no i używali wulgaryzmów, ale umówmy się, że to w europejskiej, czy światowej piłce po prostu funkcjonuje, choć ostatnio Komisja Ligi upodobała sobie karanie za „szczególne natężenie wulgaryzmów”. Co do wniesienia materiałów pirotechnicznych na obiekt, to należy zapytać gdzie była ochrona? Jak do tego doszło? Dlaczego obnażono system bezpieczeństwa najważniejszego polskiego obiektu sportowego? Daria Kuklińska, rzeczniczka NCS żenująco tłumaczyła, że „utrudnione jest dokonanie kontroli osób, które wnoszą race lub inne środki pirotechniczne małych wymiarów np. w bieliźnie” (cyt. za sport.pl). Pod koniec przerwy między połowami, kibice Legii zasiadający w tzw. młynie (ok. 2 tys. osób) postanowili przenieść się z górnej trybuny znajdującej się za bramką gości na drugą stronę, aby ponownie deprymować bramkarza gości. Może to nie miało większego znaczenia, ale z drugiej strony było wyraźnym i widocznym sygnałem dla organizatora, że na stadionie rządzą kibice. Zdecydowana większość kibiców postanowiła bowiem przemieścić się między sektorami, czym potwierdzili obawy policji zgłaszane przed meczem o Superpuchar Polski odnośnie infrastruktury stadionu i braku oddzielenia sektorów. W trakcie tego kilkuminutowego przemarszu niektórzy kibice postanowili zasiać trochę strachu wśród tych, którzy wybrali się na mecz z dziećmi. Można się nie bać, gdy jeden z kibiców przechodzi przez połowę górnej trybuny podrzucając sobie kamień… rzucić, nie rzucić… Do żadnych incydentów nie doszło, ale trudno dziwić się złości i komentarzom niektórych widzów. Grupy kibicowskie klubu wynegocjowały przystępną cenę bilety i w komunikacie opublikowanym na stronie legioniści.com podziękowały NCS „za organizację tego meczu i zaufanie, jakim obdarzono Kibiców Legii”. Przyznać trzeba, że ze swojego zadania wywiązali się z nawiązką wskazując, co na Stadionie Narodowym wymaga poprawki w zakresie infrastruktury i bezpieczeństwa.
Źródła: własne, sport.pl i legionisci.com.
wtorek, 01 maja 2012
Zdobywca pierwszego gola na Stadionie Narodowym
Autorem pierwszego gola, a właściwie pierwszych dwóch goli na Stadionie Narodowym został senegalski napastnik FC Sevilla - Papa Babacar „Baba” Diawara. Piłkarz urodził się 24 lata temu w stolicy Senegalu - Dakarze. Prawdopodobnie, podobnie jak większość mieszkańców Afryki, oglądał uczestników morderczego rajdu Paryż-Dakar.
Źródło: sevillafc.pl. Diawara rozpoczął karierę w klubie ASC Jeanne d'Arc, skąd w wieku 19 lat przeniósł się do portugalskiego CS Maritimo. Początkowo grał w drugiej drużynie tego klubu, ale jeszcze w sezonie 2007/2008 zadebiutował w meczu z Estrelą Amadora (1:1). Przed sezonem 2008/2009 został na stałe przesunięty do kadry pierwszej drużyny CS Maritimo za co odwdzięczył się zdobyciem 10 goli w 25 meczach. Skuteczność senegalskiego napastnika spowodowała zainteresowanie ze strony Sportingu Lizbona i Heart of Midlothian. Maritimo ustaliło jednak zaporową cenę 2,75 mln euro, która udaremniła ewentualny transfer. W następnym sezonie (2009/2010) Diawara trochę zatracił skuteczność i zdobył 6 goli w 30 meczach, ale gry rok później zaliczył 11 trafień w 29 meczach od razu pojawiło się zainteresowanie ze strony Celticu Glasgow.
Źródło: legia.com. W obecnym sezonie Diawara zdobył dla Maritimo aż 10 goli w 15 meczach i stało się jasne, że transfer Senegalczyka stanie się faktem. Zimą zgłosiła się FC Sevilla i zapłaciła za niego 3 mln euro. W dniu 17 stycznia Diawara podpisał z Sevillą 4,5-letni kontrakt. Z uwagi na długość tej umowy można domyślać się, że władze Sevilli wiążą z tym napastnikiem spore nadzieje. Potwierdzeniem tego jest także klauzula w kontrakcie umożliwiająca wcześniejsze opuszczenie FC Sevilla, o ile suma odstępnego wyniesie 30 mln euro (!). Póki co Diawara dopiero uczy się gry w Primera Division. W barwach Los Rojiblancos zadebiutował 29 stycznia w przegranym na wyjeździe meczu z Malagą (1:2), ale w dalszym ciągu dostaje zdecydowanie za mało szans by udowodnić swoją przydatność w klubie z Andaluzji. Zagrał w dziewięciu ligowych meczach, w których zdobył zaledwie jednego gola. Na boisku pojawił się zaledwie na 287 minut, co daje mu średnią niespełna 32 minut i doskonale pokazuje jaką rolę Diawara pełni w klubie. Z drugiej jednak strony o miejsce w ataku rywalizuje z Álvaro Negredo (12 goli w lidze), Manu del Moralem (10), Frédéricem Kanouté (3), Luisem Alberto i Jose Antonio Reyesem… Ciekawe, czy mimo tych trudności niewątpliwy talent Diawary rozwinie się a napastnik zadebiutuje w kadrze Senegalu. Tego mu życzę.
Źródła: własne, en.wikipedia.org, sevillafc.es, sevillafc.pl, dailyrecord.co.uk, sport.stv.tv, marca.com, footballzz.com, igol.pl, foradejogo.net, goal.com, legia.com, eurofutbol.pl.
poniedziałek, 30 kwietnia 2012
Sevilla zdobyła Stadion Narodowy
W meczu sparingowym rozegranym we wtorek 17 kwietnia 2012 r. Legia Warszawa przegrała z FC Sevillą 0:2 (0:1). Spotkanie zostało rozegrane na Stadionie Narodowym tylko po to, aby spełnić obowiązek rozegrania na arenie Euro 2012 dwóch meczy przed rozpoczęciem tej imprezy. Legia przystępowała do tego meczu jako lider ekstraklasy po słabym meczu w Łodzi (1:1 z Widzewem), a przed pojedynkiem z Lechem Poznań i finałem Pucharu Polski. Sevilla cały czas rywalizuje o grę w Lidze Europy i ledwie 19 godzin wcześniej zakończyła ligowy mecz, w którym przegrała na wyjeździe z Getafe 1:5. Mecz sparingowy rozgrywany na finiszu sezonu musiał sprawić, że obaj trenerzy dosyć luźno podeszli ustalania składu. Nic więc dziwnego, że portal sport.pl (trochę na wyrost) nazwał ten mecz rywalizację Legii Młoda Ekstraklasa z FC Sevillą B. Obaj trenerzy mieli doskonałą okazję na dokonanie przeglądu głębokich rezerw pierwszej drużyny. W Legii zabrakło Dusana Kuciaka i Danijela Ljuboji oraz kontuzjowanych bądź narzekających na urazy – Wojciecha Skaby, Michała Żewłakowa, Jakuba Wawrzyniaka, Rafała Wolskiego i Michała Żyro. W barwach gości zabrakło siedmiu piłkarzy, którzy dzień wcześniej rywalizowali z Getafe (Julien Escudé, Federico Fazio, Coke Andújar, Antonio Luna, Jesús Navas, Gary Medel i Manu del Moral) a także pięciu kontuzjowanych, kluczowych piłkarzy Sevilli (Frederic Kanoute, Jose Antonio Reyes, Andres Palop, Emir Spahić i Diego Perotti). Poza tym trener „Michel” zabrał do Warszawy aż dziewięciu piłarzy, którzy nie zaznali debiutu w Primera Division.
Po pierwszym gwizdku sędziego Legia sprawiała trochę lepsze wrażenie, a wyróżniał się przede wszystkim Nacho Novo, który chciał się przypomnieć w swojej ojczyźnie. Novo oprócz chęci, podobnie jak jego koledzy z drużyny, nie zaprezentował niczego godnego uwagi. W 10. min. Tomasz Kiełbowicz dośrodkował w pole karne, piłkę zgrał głową Ismael Blanco, a Novo strzelił nad bramką Javiera Varasa. Chwilę później strzelał Blanco, ale Varas spokojnie obronił ten strzał. Sześć minut później strzał Dominika Furmana z około 35 metrów na raty bronił Varas. W 20 min. legioniści oddali najgroźniejszy strzał w tej części spotkania, gdy piłka po strzale Bartosza Żurka z ponad dwudziestu metrów trafiła w poprzeczkę.
Obie drużyny od początku grały przede wszystkim tak, aby nie zrobić sobie krzywdy, dlatego wślizgów prawie nie było. Ot, takie sparingowe granie na niby. Tak właśnie wyglądał ten mecz. Wydawało się, że Legia kontroluje przebieg spotkania, bo goście przedostawali się co najwyżej pod pole karne legionistów, ale praktycznie na tym się kończyło. Legia grała odważniej, tylko brakowało sytuacji bramkowych. Aktywny był Senegalczyk Baba Diawara, ale często był na pozycji spalonej. Goście pierwszy celny strzał na bramkę Legii oddali (oczywiście Diawara) dopiero w 31. min., ale po zejściu z boiska minutę później trzech kluczowych piłkarzy (Fernando Navarro, Piotr Trochowski, Álvaro Negredo), chyba zmęczonych potyczką z Getafe, poczynali sobie coraz śmielej, a warto zauważyć, że aktywny w środku boiska była Chorwat Ivan Rakitić.
Legionistów od utraty bramki w 43 min. uratował sędzia Marcin Borski, który odgwizdał (wątpliwego) spalonego w sytuacji, gdy Diawara trafił do bramki strzeżonej Jakuba Szumskiego. Dwie minuty później nie było żadnych wątpliwości. Artur Jędrzejczyk chciał sprawdzić swoje umiejętności dryblerskie w rywalizacji z Luisem Alberto, który odebrał mu jednak piłkę w okolicach linii środkowej boiska i doskonałym podaniem wyprowadził Diawarę na wprost Szumskiego. Dickson Choto próbował gonić Diawarę, ale chyba bez przekonania. Tymczasem Diawara pewnie trafił do bramki legionistów i stał się pierwszym strzelcem gola na Stadionie Narodowym. Drugą połowę legioniści rozpoczęli z dużym animuszem i dosyć szybko mogły być efekty takiej gry. W 54 min. sędzia Borski dał się nabrać na rzekomy faul na Żurku i podyktował rzut karny, a Blanco strzelił Panu Bogu w okno i Legia w dalszym ciągu przegrywała.
Pięć minut później Diawara mógł strzelić drugą bramkę. Po doskonałym podaniu wystarczyło kopnąć tylko piłkę do pustej bramki, ale sytuację ofiarnym wślizgiem uratował Inaki Astiz. Podobnie jednak, jak w pierwszej połowie gola Diawary poprzedziła doskonała sytuacja. Zaledwie minutę później José Campaña przy linii bocznej (przy biernej postawie Blanco) podał do Luisa Alberto, który będąc krytym przez Choto i Novo „na radar”, precyzyjnie dośrodkował w pole karne, gdzie znakomicie doszedł do piłki Diawara i strzałem głową nie dał żadnych szans Szumskiemu. Co ciekawe Legia w tej akcji miała przewagę w licznie zawodników, bo nie licząc Szumskiego, to w polu karnym było sześciu legionistów i tylko czterech piłkarzy Sevilli.
W 68. min. Szumski doskonale obronił strzał głową Cali z jedenastu metrów. W 74 min. po dośrodkowaniu Kiełbowicza w pole karne głową strzelał Blanco, ale podobnie jak w przypadku karnego – nad poprzeczką. Sevilla ostrzeliwała bramkę Legii, a okazje do wykazania się miał Szumski. W 76 min. doskonale obronił dwa uderzenia piłkarzy gości, a później w 78 min. i 79 min. Zresztą wprowadzony na ostatnie pięć minut Konrad Jałocha obronił kilka groźnych strzałów. W doliczonym czasie gry popisał się trzema doskonałymi paradami. Legia oddała tylko jeden strzał, gdy w 88 min. zupełnie niewidoczny w tym meczu Radović strzelił za lekko, aby pokonać bramkarza gości.
W meczu potrzebnym wyłącznie organizatorom UEFA Euro 2012 Legia zasłużenie przegrała z rezerwami FC Sevilli, które obnażyły wszystkie słabości Legii prowadzonej przez Macieja Skorżę. Zasłanianie się rezerwowym składem nie ma sensu, bo to Hiszpanie byli bardziej osłabieni i zmęczeni, a mimo to potrafili stworzyć wiele sytuacji klarownych do zdobycia gola. Duże słowa uznania należą się niezwykle aktywnemu Senegalczykowi Diawarze, który pokazał spore umiejętności. A w Legii pochwalić można tylko bramkarzy, co w tym klubie staje się już normą…
17 kwietnia 2012, godz. 18:00 - Warszawa (Stadion Narodowy) Mecz towarzyski Legia Warszawa 0-2 Sevilla FC Bramki: Baba Diawara 2 (45 min. i 60 min.) Legia Warszawa: 29. Jakub Szumski (85 min., 84. Konrad Jałocha) – 25. Jakub Rzeźniczak (74 min., 3. Albert Bruce), 2. Artur Jędrzejczyk (46 min., 15. Iñaki Astiz), 4. Dickson Choto (67 min., 34. Mateusz Cichocki), 11. Tomasz Kiełbowicz – 9. Nacho Novo (67 min., 31. Michał Efir), 5. Janusz Gol (46 min., 21. Ivica Vrdoljak), 35. Daniel Łukasik, 37. Dominik Furman (46 min., 32. Miroslav Radović), 38. Bartosz Żurek – 22. Ismael Blanco. Trener: Maciej Skorża. Sevilla FC: 13. Javi Varas (46 min., 30. Julián Cuesta) – 5. José Manuel Morales (46 min., 2. Pichu Atienza), 6. Cala, 4. Deivid, 3. Fernando Navarro (32 min., 17. Samu) – 8. Tom de Mul, 16. José Campaña (64 min., 18. Alberto Moreno), 11. Ivan Rakitić (64 min., 14. Jozabed Sánchez), 15. Piotr Trochowski (32 min., 19. Salva Rivas), 20. Baba Diawara (64 min., 12. Hiroshi Ibusuki) – 9. Álvaro Negredo (32 min., 10. Luis Alberto). Trener: José Miguel González Martín del Campo - „Michel”. żółte kartki: Cala (53 min. – za faul), Luis Alberto (80 min.). sędziował: Marcin Borski (Warszawa). widzów: 16.000.
Źródła: własne, 90minut.pl, sport.pl, legia.com, onet.pl, orange.pl, sevillafc.es, stadion narodowy.org.pl, youtube.pl, legionisci.com. Legia Warszawa nr 7(16)/2012, s. 9.
sobota, 28 kwietnia 2012
FC Sevilla – sparingowy rywal Legii Warszawa
Rywalem Legii w meczu sparingowym rozegranym na Stadionie Narodowym w dniu 17 kwietnia 2012 r. była FC Sevilla. Hiszpański klub największe sukcesy odnosił kilka lat temu, a obecnie walczy o awans do rozgrywek Ligi Europy. W rankingu UEFA z kwietnia zajmuje wysokie 25. miejsce, zaś Legia 138. Natomiast w najnowszym rankingu Międzynarodowej Federacji Historyków i Statystyków Futbolu (IFFHS) z 30 marca Legia jest zdecydowanie lepsza od Sevilli i zajmuje 71. miejsce, podczas gdy Hiszpanie 206., ale przyznać trzeba, że jest to spowodowane występami w europejskich pucharach w bieżącym sezonie. Przy czym IFFHS wskazywała właśnie Sevillę jako najlepszy klub 2006 i 2007 roku. Historia Klub został założony w 1905 roku przez angielskiego emigranta. Jako dokładną datę założenia klubu podawana jest data zatwierdzenia statusu klubu przez gubernatora Sewilli - Jose Contreras Carmena, czyli 14 października 1905 r. W I lidze hiszpańskiej FC Sevilla zadebiutowała dopiero w 1916 r. Śmierć Antonio Puerty Jednym z najważniejszych wydarzeń w historii klubu jest śmierć Antonio Puerty. Piłkarz FC Sevilli zasłabł w dniu 28 sierpnia 2007 r. podczas meczu z Getafe CF. Po interwencji kolegów z drużyny Andresa Palopa i Ivica Dragutinovicia, oraz lekarzy wstał i udał się do szatni, gdzie zasłabł. Po przewiezieniu do szpitala lekarze określili jego stan jako krytyczny. Puerta zmarł na skutek zatrzymania akcji serca. Pamięć Puerty została uczczona już trzy dni później. Podczas przegranego 1:3 meczu z AC Milan o Superpuchar Europy zawodnicy obu zespołów oprócz swojego numeru i nazwiska mieli także nazwisko Antonio Puerty. Mecz został rozpoczęty minutą ciszy. Poza tym od 2008 r. FC Sevilla rozgrywa mecz o Puchar Antonio Puerty nazywany Trofeo Antonio Puerta. Początkowo planowano, że Sevilla będzie grała o to trofeum wyłącznie z drużynami z Andaluzji. I tak było przez pierwsze trzy edycje, gdy klub tragicznie zmarłego piłkarza grał kolejno z Malagą (2:0), Xerez CD (2:1) i Granadą CF (1:1 k. 2:4). W zeszłym roku zaproszono Espanyol Barcelonę (5:0), a od tego roku zapowiadane są klasowe kluby europejskie. Imię Antonio Puerty nosi także nagroda dla najlepszego piłkarza pochodzącego z Andaluzji, przyznawana przez tamtejszy Związek Dziennikarzy Sportowych. Herb, hymn, przydomki
Historyczny herb FC Sevilla i herb obowiązujący od 1922 r.. Źródło: www.estadiosdeespana.blogspot.com. Klub nosi cztery przydomki – Sevillistas, Los Rojiblancos (czerwono-biali), Los nervionenses i Los palanganas. Sevilla posiada dwa hymny – oficjalny, skomponowany w 1983 r. i hymn stulecia, skomponowany w 2005 r. Co do stulecia, to w ramach obchodów tego jubileuszu, Sevilla rozegrała mecz sparingowy z reprezentacją Brazylii (1:1). Sevilla oprócz sekcji piłki nożnej mężczyzn, ma sekcje żeńskiej piłki nożnej, futsalu, wioślarstwa a do niedawna klub wystawiał bolid w serii Superleague Formula. Derby Największym rywalem FC Sevilla jest klub z tego samego miasta (założony w 1907 r.) – Real Betis. Pierwsze spotkanie między klubami zostało rozegrane 8 października 1915 r. Sevilla wygrała 4:3. W dotychczasowej historii Sevilla i Betis rozegrały 115 meczy w ramach rozgrywek pierwszej i drugiej ligi hiszpańskiej oraz Pucharu Króla. Bilans tych meczów jest korzystniejszy dla Sevilli – 51 zwycięstw, 28 remisów i 36 porażek. W poprzednich dwóch sezonach derbów nie było, bo Betis grał w Secunda Division. Z tego też powodu ostatnie derbowe zwycięstwo Sevilla odniosła w maju 2008 r. Stadion Swoje mecze FC Sevilla rozgrywa na Estadio Ramón Sánchez Pizjuán. Nazwa stadionu odnosi się do legendarnego prezesa, który sprawował tą funkcje w latach 1932-1941 i 1948-1956. Stadion nosi przydomek La Bombonera - taki sam jak Stadion Alberto J. Armando w Buenos Aires, którego gospodarzem jest Boca Juniors.
Estadio Ramón Sánchez Pizjuán Źródło: www.stadiumguide.com. Ziemia, na której miał stanąć stadion została w tym celu kupiona już w 1937 r., ale budowę rozpoczęto dopiero w 1954 r. Archtektem stadionu był Manuel Muñoz Monasterio. Stadion został otwarty 7 września 1958 r. meczem pomiędzy FC Sevillą a Jean Real. Stadion był stopniowo rozbudowywany i w 1974 r. jego pojemność sięgnęła 70 tys. miejsc. W związku z tym, że 1982 r. Hiszpania była gospodarzem Mistrzostw Świata, a Sevilla jednym z miast gospodarzy pojemność stadionu została zmniejszono do 66 tys. Na Estadio Ramón Sánchez Pizjuán rozegrano dwa mecze Mistrzostw Świata Espania’82. Pierwszym był pojedynek grupowy Brazylia – ZSRR (2:1, 68 tys. widzów) a drugim półfinał Niemcy – Francja (3:3 k. 5:4, 63 tys. widzów).
Estadio Ramón Sánchez Pizjuán Źródło: www.estadiosdeespana.blogspot.com. W 1986 r. na stadionie rozegrany został finał Pucharu Europy Steaua Bukareszt – FC Barcelona (0:0 k. 2:0). W latach dziewięćdziesiątych minionego stulecia w dalszym ciągu zmniejszano pojemność stadionu wprowadzając wszystkie miejsca siedzące. Obecnie pojemność stadionu wynosi 45.500 miejsc. Reprezentacja Hiszpanii rozegrała na nim 22 mecze, z których 19 wygrała a 3 zremisowała. Estadio Ramón Sánchez Pizjuán Źródło: www.estadiosdeespana.blogspot.com. Sukcesy Jedyne mistrzostwo Hiszpanii FC Sevilla zdobyła w 1946 r. Czterokrotnie była wicemistrzem Hiszpanii (1940, 1943, 1951 i 1957). Pięciokrotnie zdobyła Puchar Króla (1935, 1939, 1948, 2007, 2010) i dwa razy zagrała w finale (1955, 1962). W 2007 r. wywalczyła Superpuchar Hiszpanii. Poza tym w minionej dekadzie z dobrej strony pokazała się w Europie zdobywając dwukrotnie Puchar UEFA (2006, 2007) i Superpuchar Europy (2006). Warto zauważyć, że FC Sevilla po sukcesach z końcówki lat czterdziestych minionego stulecia musiała czekać 60 lat (!) aż do czasu, gdy na ławce trenerskiej zasiadł Juande Ramos. Jak pokazały późniejsze lata Ramos był stworzony do pracy w Sevilli (2005-2007), bo później nie odnosił już takich sukcesów, jak z drużyną z Andaluzji, a pracował w takich klubach jak: Tottenham Hotspur (2007-2008), Real Madryt (2008-2009), CSKA Moskwa (2009), Dnipro Dniepropietrowsk (od 2010). Wywalczył jedynie Puchar Ligi Angielskiej (2008) i wicemistrzostwo Hiszpanii (2009). Jak wskazuje portal sport.pl: „Analizując ostatnie lata, Sevillę śmiało można nazwać trzecią siłą Primera Division. W poprzednich sześciu sezonach zespół tylko raz znalazł się poza czołową piątką ligi. Ostatnim znaczącym sukcesem było zdobycie Pucharu Króla (2010 rok). W bieżących rozgrywkach drużyna zajmuje dziewiąta pozycję, ale nie straciła jeszcze szans na podium.”. W tabeli wszechczasów ligi hiszpańskiej FC Sevilla zajmuje 7. miejsce, zaś według sondażu Centrum Badań Socjologicznych, przeprowadzonego w maju 2007 r., FC Sevilla ma 2,3% kibiców w Hiszpanii, co daje jej 8. miejsce w kraju. Europejskie puchary FC Sevilla wygrywając dwa razy z rzędu Puchar UEFA powtórzyła wyczyn Realu Madryt z lat 1985 i 1986 i kto wie, czy nie byłoby trzeciego triumfu, gdyby nie fakt, że w sezonie 2006/2007 FC Sevilla zajęła 3. miejsce w Primera Division, co dało jej promocję do Ligi Mistrzów. W eliminacjach wygrała z AEK Ateny (2:0, 4:1), a w grupie z Arsenalem (0:3, 3:1), Slavią Praga (4:2, 3:0) i Steauą Bukareszt (2:1, 2:0) zajęła pierwsze miejsce. W 1/8 finału Sevilla odpadła po karnych z Fenerbahce Stambuł (2:3, 3:2 k. 2:3). Ostatni raz w fazie grupowej Ligi Mistrzów Sevillistas zagrali w sezonie 2009/2010 i wtedy powtórzy się scenariusz sprzed dwóch sezonów. Wprawdzie Sevilla nie zagrała w ostatniej rundzie kwalifikacyjnej, to wygrała swoją grupę po zwycięstwach nad VfB Stuttgart (3:1, 1:1), Unireą Urziceni (2:0, 0:1) i Glasgow Rangers (4:1, 1:0), a następnie odpadła w 1/8 finału po zaciętej rywalizacji, tym razem z CSKA Moskwa (1:1, 1:2). Ostatni raz do bram Ligi Mistrzów Sevilla pukała w sezonie 2010/2011, ale sensacyjnie przegrała z Bragą (3:4, 1:0). Sevilla została przesunięta to Ligi Europy a pow wyjściu z grupy w 1/16 finału spotkała się z FC Porto i odpadła (1:2, 1:0). Co ciekawe obie drużyny, które wyeliminowały Sevillę odpowiednio z Ligi Mistrzów i Ligi Europy, czyli Braga i FC Porto spotkały się w finale Ligi Europy! Na Aviva Stadium w Dublinie Porto wygrało 1:0. W obecnym sezonie Sevilla zakończyła swój udział w Lidze Europy na dwóch meczach w IV rundzie eliminacyjnej z Hannoverem (1:2 na wyjeździe i 1:1 u siebie). W dotychczasowej historii występów w europejskich pucharach Los Rojiblancos rozegrali 97 meczów, z których 52 wygrali, 19 zremisowali i 26 przegrali, przy bilansie bramkowym 157-99. Polskie akcenty W barwach FC Sevilla nigdy nie zagrał Polak, ale w latach 1994-1997 w barwach największego rywala FC Sevilla, czyli Betisu grał Wojciech Kowalczyk. Popularny „Kowal” zagrał w 62 meczach ligowych strzelając 16 goli. Od zeszłego roku w kadrze Sevilli jest niemiecki pomocnik polskiego pochodzenia – Piotr Trochowski, który urodził się w Tczewie i mówi po polsku. FC Sevilla nigdy nie spotkała się z polskim klubem w europejskich pucharach, ale w trakcie swoich ostatnich największych sukcesów rozegrała dwa sparingi z krakowską Wisłą. We wrześniu 2006 r. w meczu w ramach obchodów 100-lecia „Białej Gwiazdy”, Wisła pokonała zdobywcę Pucharu UEFA 1:0 po golu Hristu Chiacu (58 min.). Niecały rok później (w lipcu 2007 r.), gdy Sevilla obroniła Puchary UEFA, oba kluby spotkały się na stadionie Soldier Field w Chicago podczas turnieju towarzyskiego – Chicago Trophy 2007. Wisła znowu pokonała Sevillę 1:0. Tym razem po golu Andrzeja Niedzielana (62 min.) i wygrała cały turniej. Znani piłkarze i trenerzy W barwach Sevilli występowali m.in.: Manuel Jimenez (rekordzista pod względem liczby oficjalnych meczów Sevilli – 354), Dani Alves, Jose Antonio Reyes, Sergio Ramos, Luis Fabiano, Seydou Keita, Arouna Kone, Carlos Marchena, Diego Capel, Enzo Maresca, Didier Zokora, Christian Poulsen, Aleksandr Kierżakow i Javier Saviola. W trochę dalszej przeszłości barwy FC Sevilla prezentowali: Diego Maradonna, Bebeto (5 meczów), Rinat Dasajew, Anton Polster, Ivan Zamorano, Davor Suker, Robert Prosinecki, Diego Simeone, Aldo Duscher, Jose Mari, Nikos Machlas i Marcelo Zalayeta. Najbardziej znanym trenerem Sevilli jest Juande Ramos, ale warto wspomnieć o innych Hiszpanach – Luis Aragones i Jose Camacho. Sevillę prowadzili także dwaj znani Argentyńczycy – Helenio Herrera i Carlos Bilardo, a także Austriak Ernst Happel. Budżet Sevilla sporo zarabia na piłkarzach, których wypromuje a następnie sprzedaje za duże pieniądze. Najdroższym graczem w historii został w 2008 roku Dani Alves, za którego Barcelona zapłaciła 30 mln euro. Reyes odszedł do Arsenalu za 17 mln funtów, a Sergio Ramos do Realu Madryt za 27 mln euro. Obecna drużyna Największą gwiazdą drużyny jest bezcenny reprezentant Mali – napastnik Frederic Kanoute. Drugim gwiazdorem jest wyceniany jest na 20 milionów euro pomocnik Jesus Navas, który najprawdopodobniej pojedzie z reprezentacją Hiszpanii na Euro 2012. Jak podawał sport.pl „Nie licząc gwiazd Barcelony i Realu jest najlepszym podającym w Primera Division (9 asyst)”. Natomiast najskuteczniejszym zawodnikiem Sevilli jest Alvaro Negredo (przyszedł przed sezonem 2009/2010 z Almerii za 15 mln euro), który w tym sezonie zdobył 11 bramek. Drugi w kolejności Manu del Moral ma na koncie 10 trafień. Wśród napastników jest jeszcze Jose Antonio Reyes, który przed sezonem przyszedł z Atletico Madryt, ale zmaga się z kontuzjami. Innym istotnym graczem jest bramkarz Andres Palop, który zasłynął nie tylko świetnymi paradami, ale także bramką strzeloną głową w meczu Pucharu UEFA w Doniecku. Warto jeszcze wspomnieć o obrońcach – Fernando Navarro i Emir Spahić, pomocnikach – Diego Perotti, Piotr Trochowski i Ivan Rakitić. Trenerem drużyny jest 49-letni José Miguel González Martín del Campo, zwany po prostu „Michel”. Podsumowanie Po wielkich sukcesach przyszedł okres, gdy klub gra poniżej oczekiwań i możliwości. Z całą pewnością znajduje się w przebudowie i nie ma jeszcze wypracowanego stylu, ale wciąż liczy się w walce o czołowe lokaty, choć już nie o podium.
Źródła: własne, iffhs.de, sport.pl, 90minut.pl, stadiumguide.com, estadiosdeespana.blogspot.com, wikipedia.pl, en.wikipedia, es.wikipedia, realmadrid.pl, eurofutbol.pl, pl.uefa.com, „Skarb kibica. Liga Mistrzów. Sezon 2007/2008” – dodatek do „Przeglądu Sportowego” z dnia 14 września 2007 r., s. 71; „Skarb kibica. Liga Mistrzów. Sezon 2009/2010” – dodatek do „Przeglądu Sportowego” z dnia 11 września 2009 r., s. 64; „Legia Warszawa” nr 6(15)/2011, s. 4-5.
poniedziałek, 16 kwietnia 2012
Legia pokonała Arkę i zagra w finale Pucharu Polski
W rozegranym w środę 11 kwietnia 2012 r. rewanżowym meczu półfinału Pucharu Polski warszawska Legia pokonała przed własną publicznością Arkę Gdynia 2:1 (1:0) i w finale tych rozgrywek spotka się z chorzowskim Ruchem. Obie drużyny rozpoczęły spotkanie dosyć spokojnie, ale z czasem rysowała się przewaga gospodarzy, którzy krótkimi podaniami dosyć szybko dochodzili pod bramkę gości. W 6 min. po dośrodkowaniu w pole karne Ismael Blanco został uprzedzony przez obrońców, a zanosiło się na groźną akcję. Po chwili defensorzy Legii przysnęli i w narożniku pola karnego sam znalazł się Charles Nwaogu. Artur Jędrzejczyk pewnie zaatakował piłkę i skończyło się na rzucie rożnym, chociaż piłkarze gości domagali się… rzutu karnego. „W 11. minucie na strzał z dystansu zdecydował się Michał Żyro, a piłkę z trudem odbił Maciej Szlaga. Dwie minuty później Żyro dokładnie podał w pole karne do Ismaela Blanco, ale skutecznie przeszkadzał mu obrońca gdynian Damian Krajanowski. Chwilę później strzał Argentyńczyka ponownie zablokował defensor gości.” (cyt. za: 90 minut.pl). W 17 min. w miejsce kontuzjowanego Michała Żewłakowa pojawił się Michał Kucharczyk, który jak się później okazało, też nie dotrwał do końca tego meczu.
W 23 min. Po interwencji Jakuba Rzeźniczaka piłkę z własnej połowy wyprowadzał Janusz Gol i mając obok siebie aktywnego Piotra Kuklisa zagrał jeszcze przed linią środkową do biegnącego po prawej stronie Blanco. Piłka zagrana między dwóch obrońców Arki trochę „wyrzuciła” Argentyńczyka pod linię boczną, ale ten, gdy doszedł do piłki ostro dośrodkował w pole karne, bo Jakub Kowalski odpuścił blokowanie napastnika Legii. Nacho Novo uwolnił się spod opieki Damiana Krajanowskiego i błyskawicznie strzelił z pięciu metrów tak, że Maciej Szlaga nawet nie próbował interweniować. Legia objęła prowadzenia 1:0 i w tym momencie finał był już na wyciągnięcie ręki. W 37 min. za faul na Ivicy Vrdoljaku żółtą kartkę otrzymał Kuklis. Siedem minut później Blanco podał do znajdującego się przed szesnastką Rzeźniczaka. Młody defensor nie trafił jednak w bramkę i z groźnie zapowiadającej się akcji pozostało tylko wspomnienie. W doliczonym czasie gry Novo pośliznął się, przewrócił i chcąc przerwać akcję gości zatrzymał piłkę ręką za co otrzymał żółtą kartkę, która jest dla niego o tyle bolesna, że eliminuje go z meczu finałowego z chorzowskim Ruchem. Novo zupełnie niepotrzebnie zagrał piłkę ręką, bo znajdował się na połowie Arki przy linii bocznej. Gdyby nie przerwał akcji, to do bramki gospodarzy było jeszcze daleko. Hiszpan chciał przerwać akcję gości i to mu się chwali, ale zrobił to w bardzo głupi sposób. Pierwsza połowa zdecydowanie należała do gospodarzy, którzy prowadzili grę, częściej byli w posiadaniu piłki, oddali więcej strzałów i pewnie kontrolowali sprawę awansu do meczu finałowego. Takiej Legii brakowało w ostatnich meczach. Tymczasem druga połowa mogła rozpocząć się od mocnego uderzenia gości. W 48 min. po zagraniu Piotra Tomasiaka z rzutu wolnego Dušan Kuciak z trudem interweniował. Trzy minuty później Arka wyprowadziła piłkę z własnej połowy. Omar Jarun podał do Jakuba Kowalskiego, a ten do Krajanowskiego, który dośrodkował z prawej strony, przy biernej postawie Michała Żyro. Jego podanie przedłużył głową Nwaogu, przy którym stał Vrdoljak, a Kuklis swobodnie wbiegł w pole karne między oddalonych od niego – Artura Jędrzejczyka i Rzeźniczaka. Kuklis przyjął piłkę na klatkę piersiową na siódmym metrze i strzelił obok interweniującego Kuciaka. Arka przeprowadziła drugą groźną akcję w tym meczu i zdobyła gola, zaś Legia, choć wydawało się, że kontroluje mecz, została ukarana za moment nieuwagi środkowych obrońców. Wydawało się, że w szeregi gospodarzy wkradnie się trochę nerwowości i niepewności, skoro jeden gol Arki oznaczał dogrywkę. Tak się jednak nie stało, bo Arka znowu schowała się za podwójną gardą i nawet nie mogła rozwinąć skrzydeł, bo to gospodarze prowadzili grę. Legia pomna doświadczeń z ostatniego miesiąca, a zwłaszcza licznych remisów, głównie niechlubnych, jak z Gryfem, czy Bełchatowem, starała się wygrać. Chociaż legioniści atakowali, to jednak skutecznie zabezpieczali tyły i Arka nie miała nawet jednej szansy na zdobycie gola. W 51 min. po starciu Michała Kucharczyka i Wallace Peresa Benevente sędzia Gil musiał przerwać grę, ponieważ obaj piłkarze potrzebowali pomocy lekarskiej. Kucharczyk już nie pojawił się na boisku a w 55 min. w jego miejsce na boisko wszedł Miroslav Radović. Cztery minuty później na strzał z szesnastu metr zdecydował się Jakub Wawrzyniak, ale widać było, że obrońca Legii uderzył bez przekonania, dlatego Szlaga pewnie złapał piłkę. Minutę później Piotr Kasperkiewicz sfaulował Jędrzejczyka, któremu rozciął łuk brwiowy. Kasperkiewicz został ukarany żółtą kartką, a defensor Legii już do końca spotkania grał z opatrunkiem na głowie.
W 64 min. nastąpiła zmiana w zespole gości. Radosław Pruchnik wszedł za żegnanego oklaskami, byłego legionistę, Tomasza Jarzębowskiego. Po chwili trener Maciej Skorża dokonał zmiany w zespole Legii. Za Blanco wszedł Danijel Ljuboja. W 71 min. dosyć ostro potraktowany został Żyro, który najpierw był opatrywany przez lekarzy a później wyraźnie utykał. W 72 min. Ljuboja strzelał mocno, ale bardzo niecelnie. Po kilku minutach, gdy na boisku pojawił się Żyro, gospodarze wyprowadzali groźną akcję, będąc w przewadze. Piłkę przejął Żyro i fatalnie podał – wprost w jednego z piłkarzy gości. Młody pomocnik nie pierwszy raz w tym meczu został mocno zrugany przez serbski duet Ljuboja – Radović. W 84 min. Gol uderzył na bramkę gości, ale prosto w bramkarza. Cztery minuty później żółtą kartkę za faul obejrzał Jarun. W 89 min. Jędrzejczyk ze środka boiska zagrał na prawą stronę do Novo, który zacentrował w pole karne, a Żyro zgrał do Gola, który z najbliższej odległości głową wpakował piłkę do bramki Arki. Legia podobnie jak w Gdyni objęła prowadzenie 2:1 i nie oddała go już do końca meczu.
Arka ruszyła do przodu dopiero po stracie bramki. W doliczonym czasie gry groźną akcję zmarnował Kuklis, który pospieszył się ze strzałem i w pełnym biegu uderzył z osiemnastu metrów jakieś dwa metry obok słupska bramki Kuciaka. Do końca meczu nic się nie zmieniło i Legia awansowała do finału Pucharu Polski. Legia awansowała zasłużenie. W dwumeczu była lepszą drużyną, choć przyznać trzeba, że Arka w kluczowym momencie nie podjęła walki i nie nawet nie spróbowała postraszyć Legii. Przy stanie 1:1 wszystko było jeszcze możliwe, ale Arkowcom chyba zabrakło trochę odwagi.
11 kwietnia 2012, godz. 18:30 - Warszawa (Stadion Wojska Polskiego / Pepsi Arena) Mecz rewanżowy 1/2 finału Pucharu Polski 2011/2012 Legia Warszawa 2-1 Arka Gdynia Bramki: Nacho Novo (23 min.) i Janusz Gol (89 min.) – Piotr Kuklis (51 min.). Legia: 12. Dušan Kuciak – 2. Artur Jędrzejczyk, 6. Michał Żewłakow (17 min., 18. Michał Kucharczyk; 55 min., 32. Miroslav Radović), 4. Dickson Choto, 14. Jakub Wawrzyniak – 9. Nacho Novo, 25. Jakub Rzeźniczak, 21. Ivica Vrdoljak, 5. Janusz Gol, 33. Michał Żyro – 22. Ismael Blanco (65 min., 28. Danijel Ljuboja). Trener: Maciej Skorża. Arka: 26. Maciej Szlaga – 22. Damian Krajanowski, 4. Wallace Peres Benevente, 6. Omar Jarun, 3. Marcin Bochenek – 13. Jakub Kowalski (70 min., 15. Bartosz Flis), 33. Tomasz Jarzębowski (64 min., 19. Radosław Pruchnik), 16. Piotr Kasperkiewicz, 11. Piotr Kuklis, 7. Piotr Tomasik (66 min., 20. Marcin Radzewicz) – 9. Charles Nwaogu. Trener: Petr Nemec (Czechy). żółte kartki: Novo (45+2 min. – za zagranie piłki ręką) – Kuklis (37 min. – za faul), Kasperkiewicz (60 min. – za faul) i Jarun (88 min. – za faul). sędziował: Paweł Gil (Lublin). widzów: 14.221.
Źródła: własne, 90minut.pl, warszawa.naszemiasto.pl, sport.pl, legionisci.com.
niedziela, 15 kwietnia 2012
Lider lepszy od wicelidera, czyli Legia wygrała z Ruchem
W rozegranym w Wielką Sobotę 7 kwietnia 2012 r. hitowym pojedynku 25. kolejki T-Mobile Ekstraklasy Legia Warszawa pokonała Ruch Chorzów 2:0 (0:0). Ruch przystępował do meczu jako wicelider ze startą zaledwie jednego punktu. Po meczu strata powiększyła się do czterech „oczek”. Jak przystało na hitowe mecze w tym sezonie, a zwłaszcza z udziałem Legii, mecz można określić mianem – „z dużej chmury mały deszcz”.
Kibice Legii znowu „przypomnieli” o sobie. Pierwsza połowa była wyrównana, ale ze wskazaniem na Legię, której piłkarze atakowali gości już w środkowej strefie boiska, albo nawet na ich połowie, skutecznie uniemożliwiając wyprowadzenie akcji. Legionistom brakowało jednak ostatniego podania, albo Chorzowianie orientowali się w zamierzeniach legionistów i w ostatniej chwili przerywali dobrze zapowiadające się akcje. W 4 minucie Michał Żyro strzelił z lewej strony na bramkę Michal Peškoviča, ale słowacki bramkarz niepewnie interweniując tylko odbił piłkę. W 6. minucie Miroslav Radović odebrał piłkę Gaborowi Strace i podał na prawa stronę do Danijela Ljuboji, który dośrodkował w pole karne, a Michał Peškoviča uprzedził Rafała Wolskiego, ale uderzył piłkę prosto w Wolskiego i skończyło się tylko na strachu.
W początkowej fazie meczu bardzo dobrze prowadzący zawody Hubert Siejewicz trochę zbyt pobłażliwie reagował na niesportowe, powtarzające się zachowania Marcina Malinowskiego, który kopał piłkę po gwizdku, odpychał legionistów i często miał uwagi do decyzji sędziego.
Marcin Malinowski nie odstawiał nogi. W 26 min. legioniści przeprowadzili groźną akcję. Wolski, mimo że chyba był ciągnięty za koszulkę, zagrał piłkę ze środka boiska na lewą stronę do Michała Kucharczyka, który podał w pole karne do wbiegającego Ljuboji. Strzał Serba doskonale zablokował Piotr Stawarczyk. Dwie minuty później Legia znowu groźnie zaatakowała. Przechwyt na własnej połowie, ale w środkowej części boiska, zaliczył Wolski i podał na prawą stronę do Ljuboji, który na wysokości pola karnego zatrzymał się, zmylił obrońcę i dośrodkował na piąty metr a Kucharczyk skoczył do piłki niemalże z miejsca i fatalnie spudłował. Jego strzał głową nie trafił nawet w bramkę gości. Chorzowianie ograniczyli się do długich podań w kierunku Arkadiusza Piecha i Macieja Jankowskiego, ale obaj zostali skutecznie wyłączeni z gry. Nie dochodzili do podań i Ruch był pozbawiony swojej siły. W 43 min. Chorzowianie przeprowadzili najgroźniejszą akcję w tej części meczu. Wyprowadzili piłkę z własnej połowy a znajdujący się w środku boiska (zupełnie niewidoczny) Łukasz Janoszka zagrał długą piłkę do Piecha, który wbiegł w pole karne i wyłożył piłkę do nabiegającego Straki, do którego nie podbiegł ani Jakub Wawrzyniak, ani Marcin Żewłakow. Straka strzelił z szesnastu metrów tylko obok słupka bramki strzeżonej przez Kuciaka, a była to wymarzona sytuacja, aby strzelić gola. A wracając do tej akcji, to Janoszka tuż po podaniu został ścięty równo z trawą przez Wolskiego za co warszawski pomocnik słusznie został ukarany żółtą kartką.
Po Arkadiuszu Piechu spodziewano się więcej. Drugą połowę, podobnie jak pierwszą, goście rozpoczęli od groźnej akcji, która przy odrobinie szczęścia mogła zakończyć się golem. W 53 min. Marek Szyndrowski podał do Piecha, który z linii środkowej zagrał między dwóch obrońców gospodarzy do Jankowskiego. Młody napastnik pobiegł pod pole karne Legii, gdzie prostym zwodem na prawą stronę ograł najpierw Żewłakowa, a następnie Tomasza Kiełbowicza, ale jego strzał doskonale odbił Dušan Kuciak. Cztery minuty później Legia prowadziła 1:0. Kuciak, chyba poirytowany problemami w rozegraniu wybił piłkę w kierunku Ljuboji, który powalczył o nią z Szyndrowskim i wykorzystał niezdecydowanie dwóch pozostałych obrońców podając między nimi do Radovica, który chwilę zwlekał z rozegraniem aż wreszcie, wykorzystując niezdecydowanie Stawarczyka, podał w pole karne do Kucharczyka. Piłka odbiła się jeszcze od Rafała Grodzickiego, a Kucharczyk uderzył z prawej strony nie do obrony przez Peškoviča. Ruch od razu po stracie bramki próbował odpowiedzieć akcją Marka Zieńczuka, który w tym meczu zagrał trochę poniżej oczekiwań. Były piłkarz Wisły i Lechii „uderzył na bramkę Kuciaka. Słowak zdołał jednak na wykroku odbić piłkę nogą.” (cyt. za: 90minut.pl). Niedługo później po dośrodkowaniu w pole karne przewrotką strzelał Wawrzyniak, ale piłka odbiła się od nóg jednego z obrońców i wyszła poza boisko. W 68. minucie po sygnalizacji sędziego technicznego z boiska zaczął schodzić Kucharczyk, którego zmieniał Nacho Novo. Tymczasem sędzia Siejewicz nie przerwał gry i Ruch błyskawicznie przeniósł piłkę pod pole karne Legii. Piech mając na plecach Wawrzyniaka podał z linii szesnastu metrów do wbiegającego Jankowskiego, którego strzał wybronił Kuciak.
Nacho Novo zmienia Michała Kucharczyka. W 83. munucie stało się jasne, że Ruchowi trudno będzie wywalczyć choćby punkt po tym, jak Legia zdobyła drugiego gola. Radović zagrał w pole karne go Novo, który przyjął piłkę na klatkę piersiową, a następnie odegrał do biegnącego niczym rakieta Kiełbowicza. Lewy obrońca Legii skupił na sobie uwagę dwóch obrońców Ruchu, a następnie odegrał piłkę na piąty metr, gdzie nabiegali Ljuboja i Novo. Serb celnie uderzył piłkę do bramki gości i Legia prowadziła już 2:0. Dwie minuty później Straka dośrodkował z rzutu wolnego w pole karne Legii, a strzał głową Szyndrowskiego, po koźle, pewnie złapał Kuciak.
Radość legionistów po zdobytym golu. W ostatniej minucie spotkania składną akcję przeprowadzał duet obcokrajowców w barwach Legii Novo-Ljuboja, ale tego drugiego nieprzepisowo powstrzymywał Szyndrowski i obejrzał drugi, a w konsekwencji czerwony kartonik. W drugiej minucie doliczonego czasu gry doskonałą szansę na zdobycie swojego premierowego gola w barwach Legii miał Novo. Po podaniu Radovica z głębi pola wbiegł w pole karne i tak długo zwlekał z oddaniem strzału, zastanawiając się chyba, którą nogą ma uderzyć, że jego strzał został zablokowany przez wślizg Grodzickiego. Po tej akcji można zrozumieć dlaczego Novo nie przebił się do pierwszego składu Sportingu Gijon i w Legii jest tylko rezerwowym. Ruch zdecydowanie zawiódł. Drużyna określona mianem rewelacji wiosny zagrała zdecydowanie poniżej oczekiwań, ale także poniżej swoich możliwości. Inna sprawa, że pressing legionistów uniemożliwił na rozwinięcie skrzydeł przez Piecha i Jankowskiego. Zresztą chorzowianie sprawiali wrażenie, jakby nastawili się na obronę ustawioną kilkadziesiąt metrów przed własną bramkę i liczyli na zagrywanie szybkich piłek do Piecha. Tyle tylko, że tych piłek albo nie było, albo były przejmowane przez środkowych Legii, czyli Żewłakowa i Astiza. Legia też nie zagrała wielkiego spotkania, tyle tylko, że była skuteczniejsza i wykorzystała błędy rywala. 7 kwietnia 2012, godz. 13:30 - Warszawa (Stadion Wojska Polskiego / Pepsi Arena) 25. kolejka T-Mobile Ekstraklasy 2011/2012 Legia Warszawa 2-0 Ruch Chorzów Bramki: Michał Kucharczyk (57 min.) i Danijel Ljuboja (83 min.). Legia: 12. Dušan Kuciak – 14. Jakub Wawrzyniak, 6. Michał Żewłakow, 15. Iñaki Astiz, 11. Tomasz Kiełbowicz – 18. Michał Kucharczyk (70 min., 9. Nacho Novo), 21. Ivica Vrdoljak, 27. Rafał Wolski (64 min., 35. Daniel Łukasik), 32. Miroslav Radović, 33. Michał Żyro – 28. Danijel Ljuboja (90 min., 22. Ismael Blanco). Trener: Maciej Skorża. Ruch: 33. Michal Peškovič – 21. Łukasz Burliga, 15. Rafał Grodzicki, 2. Piotr Stawarczyk, 20. Marek Szyndrowski – 5. Marek Zieńczuk (71 min., 9. Paweł Abbott), 28. Gábor Straka, 23. Marcin Malinowski, 7. Maciej Jankowski (86 min., 6. Wojciech Grzyb), 14. Łukasz Janoszka – 18. Arkadiusz Piech (80 min., 32. Andrzej Niedzielan). Trener: Waldemar Fornalik. żółte kartki: Wolski (44 min. – za faul) i Kiełbowicz (72 min. – za faul) – Straka (42 min. – za faul) i Szyndrowski (70 min. – za faul). czerwona kartka: Szyndrowski (90 min. – za drugą żółtą). sędziował: Hubert Siejewicz (Białystok). widzów: 19.552.
Źródła: własne, 90minut.pl, ekstraklasa.tv, sport.pl, legionisci.com i „Przegląd Sportowy” z dnia 10 kwietnia 2012 r., s. 20-21.
poniedziałek, 09 kwietnia 2012
Legia tylko zremisowała z Bełchatowem
Legia Warszawa zremisowała w sobotę 24 marca 20102 r. z GKS-em Bełchatów 1:1 (1:0) w meczu 23. kolejki T-Mobile Ekstraklasy. Legioniści prowadzili po golu Rafała Wolskiego, ale w drugiej połowie wyrównał Marcin Żewłakow po dośrodkowaniu Kamila Kosowskiego. Spotkanie rozpoczęło się od poważnych błędów legionistów w defensywie. Już w szóstej minucie kilka metrów przed Dušanem Kuciakiem znalazł się Marcin Żewłakow, który strzelił obok słupka. Na szczęście dla gospodarzy był na pozycji spalonej. To powinno być ostrzeżenie dla legionistów, ale nie było. Po minucie aktywny w tym meczu Kamil Wacławczyk podał do Pawła Buzały, Ivica Vrdoljak nie przeciął podania, a Buzała znalazł się sam na sam z Dusanem Kuciakiem. Słowacki bramkarz wyszedł z bramki skrócił kąt, a Buzała pospieszył się ze strzałem i trafił tylko w nogę golkipera gospodarzy. Cztery minuty później Rafał Wolski uderzył z rzutu wolnego wprost w Łukasza Sapelę.
W 22. minucie Danijel Ljuboja podał z szesnastego metra do wbiegającego w środek pola karnego Miroslava Radovica. Piłkę delikatnie trącił Mate Lacić, a Radović ledwo ją sięgnął i trafił w wybiegającego z bramki Sapelę. Cztery minuty później fatalny błąd popełnił słabo grający Jakub Rzeźniczak. Pomocnik warszawskiej drużyny wycofał piłkę z osiemnastego metra do Kuciaka, ale przejął ją Buzała. Kuciak wyszedł z bramki i spowodował, że Buzała musiał strzelać z bardzo ostrego kąta. Piłka przeleciała dwa metry obok słupka. Minutę później Janusz Gol podał w środkowej strefie boiska do znajdującego się przy linii Artura Jędrzejczyka, który odegrał do Ljuboji. Serb prostym zwodem uwolnił się od Lacica i dośrodkował w pole karne, a zamykający akcję Gol strzelił na bramkę Sapeli, ale za słabo, aby go zaskoczyć, choć przyznać trzeba, że Sapela instynktownie odbił piłkę. Wreszcie w 36. minucie Legia dopięła swego i objęła prowadzenie. Legioniści rozgrywali piłkę po lewej stronie boiska. Rafał Wolski podał do Gola, ten do Jakuba Wawrzyniaka, który odegrał do Michała Żyro, który z kolei podał do Wolskiego. Ofensywny pomocnik Legii ograł Grzegorza Barana i Pawła Giela, ale wydawało się, że piłkę przejmie Maciej Szmatiuk, który jednak zrobił to niedokładnie, a Wolski przejął piłkę, minął go i gdy znalazł się sam przez Sapelą wiedział co ma zrobić. Strzelił w długi róg bramki gości i Legia objęła prowadzenia 1:0. Wolski zdobył swoją piątą bramkę w tym sezonie, a trzecią na wiosnę. Co więcej spośród ostatnich czterech ligowych bramek legionistów Wolski zdobył trzy. Legia niesiona prowadzeniem przycisnęła gości na ostatnie minuty. W 38. minucie Radović był faulowany przed polem karnym, a Ljuboja strzelił z wolnego nad bramką Sapeli. Cztery minuty później była powtórka tej sytuacji. Radović był faulowany jakieś 25 metrów od bramki Sapeli, a rzut wolny znowu wykonywał Ljuboja. Tym razem trafił jednak w bramkarza gości. W 44. minucie Ljuboja przewracał się w polu karnym, ale sędzia Tomasz Musiał nie miał wątpliwości, że goście atakowali serbskiego napastnika zgodnie z przepisami. Wreszcie w 45. minucie Legia miała doskonałą okazję na zdobycie gola do szatni. Wawrzyniak odebrał piłkę Tomaszowi Wróblowi i po doskonałym dryblingu znalazł się sam przed Sapelą. Zamiast strzelać podał do gorzej ustawionego Ljuboji, który naciskany przez Lacica skiksował i skończyło się tylko na strachu gości. W przerwie meczu trener gości Kamil Kiereś dokonał zmian, które miały kluczowe znaczenie dla losów meczu. Wprowadził na boisko dwóch doświadczonych piłkarzy, byłych reprezentantów Polski, o których można powiedzieć, że są „starymi wyjadaczami”. Kamil Kosowski wszedł za Mateusza Maka, zaś Marcin Żewłakow za Pawła Giela. W 57 min. po faulu tuż przy linii końcowej boiska, a przed linią pola karnego sędzia zarządził rzut wolny. Do piłki podszedł Kosowski i dokładnie zacentrował na głowę Marcina Żewłakowa, który wyskoczył wyżej niż Jakub Wawrzyniak i pokonał Kuciaka, który nie miał żadnych szans na obronę tego strzału. W polu karnym było dziesięciu legionistów i tylko pięciu bełchatowian, a i tak okazało się, że można pokonać najlepszą polską defensywę. Żewłakow strzelił swojego dziesiątego ligowego gola od powrotu do polskiej ekstraklasy latem 2010 r. Co ciekawe cztery z tych goli strzelił Legii, a trzy przy Łazienkowskiej. Dodatkowo, bramka miała dla niego szczególne znaczenie, bo była pierwszą od… 6 sierpnia zeszłego roku! Żewłakow zatrzymał licznik Kuciaka na 430 minutach bez straty gola, a kibice liczyli, że słowacki bramkarz zbliży się do swojego osiągnięcia z jesieni (759 minut).
Legia ruszyła do przodu, ale robiła to bez przekonania, bez pewności siebie, niedokładnie, bojaźliwie. Dopiero w ostatnim kwadransie piłkarze gospodarzy ożywili się i zagrali, jak na lidera przystało. To było jednak za mało, aby ponownie pokonać Sapelę. „W 69. minucie Wolski dośrodkował z rzutu wolnego, a Radović niedokładnie trafił głową w futbolówkę i wysoko przestrzelił.” (cyt. za: 90minut.pl). W 75. minucie trener Skorża zaskoczył wszystkich zgromadzonych na stadionie zdejmując najlepszego na boisku Wolskiego, a wprowadzając w jego miejsce Ismaela Blanco. Skorża wprowadził napastnika i to mu się chwali, ale powinien zdjąć innego piłkarza niż Wolskiego. Po chwili po dośrodkowaniu w pole karne w doskonałej sytuacji znalazł się Ljuboja, ale potwierdził to, co powtarza Wojciech Kowalczyk, że nie potrafi grać głową. Ljuboja strzelił z kilku metrów fatalnie, bo piłka poleciała nad poprzeczką. W 77. munucie Jędrzejczyk wrzucił piłkę z autu do Wawrzyniaka, który dośrodkował w pole karne. Piłka po głowie Radovica i klatce piersiowej Filipa Modelskiego spadła na boisko. Radović stojąc tyłem do bramki był szybszy, ale zaatakował go Baran. „Rado” padł w polu karnym, ale sędzia nie reagował. Chyba słusznie, bo wydaje się, że nie było to zagranie kwalifikujące się na podyktowanie rzutu karnego.
W 81. minucie Radović podał do wbiegającego w pole karne Michała Kucharczyka, który dośrodkował, a Gol z jedenastu metrów strzelił z woleja około metra nad poprzeczką bramki gości. „Chwilę później Marcin Żewłakow źle przyjął piłkę, marnując bardzo dobre podanie Tomasza Wróbla.” (cyt. za: 90minut.pl). Trzy minuty później jeden z legionistów odebrał piłkę Baranowi i odegrał do Michała Żewłakowa, który podał ją do Ljuboji, a Serb zdecydował się na strzał z około dwudziestu metrów. Sapela z trudem, ale efektownie odbił piłkę. W ostatniej minucie spotkania Legia miała ostatnią szansę na zwycięstwo. W ogromnym zamieszaniu w polu karnym strzał Jakuba Rzeżniczaka został zablokowany, a dobitka z ostrego kąta w wykonaniu zupełnie niewidocznego Blanco została odbita przez Sapelę. Blanco nie zachwycił i nie wykorzystał szansy, aby zostać „zbawcą Legii”, choć sytuacja była naprawdę trudna. Legia nie zachwyciła, ale przyznać trzeba, że miała w tym meczu przewagę. Nie potrafiła jej wykorzystać, bo grała zbyt nerwowo. Statystyki przedstawione na stronie legia.com nie pozostawiają wątpliwości, kto w tym meczu był stroną bliższą zwycięstwa. Legia miała przewagę w strzałach celnych (8:2), w strzałach niecelnych (14:1) i rzutach rożnych (8:1), ale w najważniejszej rubryce był remis. Legionistom zabrakło trochę zadziorności i waleczności, aby „wyszarpać” to zwycięstwo, jak kilkukrotnie działo się to w zeszłym sezonie. Świadczy o tym tylko 10 fauli popełnionych przez zawodników obu drużyn i jedna żółta kartka.
Schodzących do szatni legionistów żegnały gwizdy. Legia rozczarowała, o czym świadczą gwizdy kibiców i skandowanie „Co wy robicie? Wy naszą Legię hańbicie!”. Jednym z atutów gospodarzy w walce o mistrzostwo Polski miała być duża liczba meczów u siebie. Tymczasem trzy kolejne mecze ligowe i pucharowe (z Polonią, Gryfem i Bełchatowem) zakończyły się tylko remisami, które nie mogły przybliżyć gospodarzy do upragnionego tytułu mistrzowskiego.
24 marca 2012, godz. 18:00 – Warszawa (Stadion Wojska Polskiego / Pepsi Arena) 23. kolejka T-Mobile Ekstraklasy 2011/2012 Legia Warszawa 1-1 GKS Bełchatów Bramki: Rafał Wolski (36 min.) – Marcin Żewłakow (57 min.) Legia: 12. Dušan Kuciak – 2. Artur Jędrzejczyk, 6. Michał Żewłakow, 21. Ivica Vrdoljak, 14. Jakub Wawrzyniak – 27. Rafał Wolski (75 min., 22. Ismael Blanco), 25. Jakub Rzeźniczak, 5. Janusz Gol (85 min., 9. Nacho Novo), 32. Miroslav Radović, 33. Michał Żyro (62 min., 18. Michał Kucharczyk) – 28. Danijel Ljuboja. Trener: Maciej Skorża. Bełchatów: 12. Łukasz Sapela – 2. Filip Modelski, 32. Maciej Szmatiuk, 14. Mate Lacić, 24. Maciej Wilusz – 23. Tomasz Wróbel, 3. Grzegorz Baran, 31. Paweł Giel (46, 21. Marcin Żewłakow), 30. Kamil Wacławczyk (85 min., 5. Damian Zbozień), 16. Mateusz Mak (46 min., 11. Kamil Kosowski) – 20. Paweł Buzała. Trener: Kamil Kiereś. żółta kartka: Zbozień (88 min. – za niesportowe zachowanie). sędziował: Tomasz Musiał (Kraków) jako główny oraz Ślusarski i Lekki. widzów: 16.237.
Źródła: własne, 90minut.pl, ekstraklasa.tv, sport.pl, legia.com i „Przegląd Sportowy” z dnia 26 marca 2012 r., s. 20-21. |
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Linki
Przyjaciele, czyli nie tylko sport
Tagi
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||