wtorek, 09 października 2018
„W stulecie tradycji W.K.S. Legia 1916-1939”

Pod takim tytułem od końca maja 2016 r. można było obejrzeć wystawę, nieformalnie nawiązującą do obchodów stulecia klubu Legii Warszawa.

2016.09.17_Wystawa_WKS_Legia_(1)

Wystawa powstała we współpracy Stowarzyszenia Społeczno-Kulturalnego w Europie z Towarzystwem Przyjaciół Warszawy – Oddział Żoliborsko-Bielański oraz Muzeum Sportu i Turystyki w Warszawie. Honorowy patronat nad wysławą objął Andrzej Strejlau, były trener Legii i reprezentacji Polski.

Plenerowa ekspozycja, składająca się z dziewiętnastu tablic (plansz) miała charakter mobilny i była pokazana w różnych częściach Warszawy. Najpierw była prezentowana na ogrodzeniu parku im. S. Żeromskiego przy pl. Wilsona na Żoliborzu, gdzie 24 maja odbyło się uroczyste otwarcie wystaw. Następnie ekspozycję można było oglądać na ogrodzeniu Parku im. gen. J. Sowińskiego na Woli, a później na terenie targowiska „Zieleniak” na Ochocie.

Jak podawała oficjalna strona wystawy: „Ekspozycja ma skoncentrować się na tematyce historycznej, opisać pewien kontekst w którym drużyna rodziła się, ukazany dzięki kilkudziesięciu fotografiom tych, którzy z początkiem lat 20. stworzyli W.K.S. Legia. Historia Klubu zostaje opowiedziana do 1939 r.” (cyt. za: 100legia.com.pl).

Prezentowane na tablicach zdjęcia nawiązywały do powstania klubu i pierwszych lat po jego założeniu. Z tego powodu są zdjęcia Władysława Groele (współzałożyciela i pierwszego prezesa WKS Legia), Stanisława Mielecha (pomysłodawcy nazwy „Drużyna Legionowa” i zdobywca pierwszej bramki w historii Legii), Pawła Akimowa (pierwszego obcokrajowca w barwach Legii) a także obserwujących w 1916 r. mecze Legii, a właściwie „Drużyny Legionowej” – brygadiera Józefa Piłsudskiego, m.in. z pułkownikiem Edwardem Rydzem-Śmigłym, pułkownikiem Kzimierzem Sosnkowski i kapitanem Michałem Karasziewiczem-Tokarzewskiem.

2016.09.17_Wystawa_WKS_Legia_(3)

Jest też zdjęcie z pierwszym trofeum w historii klubu, czyli Pucharem Polskiego Towarzystwa Eugenicznego (1926). Zdjęcia nawiązują m.in. do międzynarodowych meczów piłkarzy Legii z WAC Wiedeń, Juventusem Bukareszt, Racing Club Paris, czy meczu w Morawskiej Ostravie. Na jednym z fotosów widoczny jest Henryk Martyna podczas meczu międzynarodowgo Polska – Jugosławia.

Wystawa, podobnie zresztą, jak inne w ostatnim czasie wystawy związane z Legią (np. „100 lat Legii Warszawa”), przedstawiała zdjęcia różnych sekcji wojskowego klubu. Oprócz piłki nożnej są to szermierka, tenis ziemny (Polska – Chiny 1939), hokej na lodzie, lekkoatletyka, zapasy, strzelectwo i sporty motocyklowe.

2016.09.17_Wystawa_WKS_Legia_(8)

Hokeiści Legii w Krynicy.

Sporą ciekawostką jest zdjęcie z biegu na 5 km w ramach międzynarodowych zawodów lekkoatletycznych rozegranych 19 września 1930 r. na stadionie Legii. Na zdjęciu biegną wielcy mistrzowie – Fin Paavo Nurmi przed Januszem Kusocińskim:

2016.09.17_Wystawa_WKS_Legia_(6)

Szczególne znaczenie mają jednak zdjęcia pokazujące akt erekcyjny stadionu Legii, a także jego wygląd w 1934 r., czyli cztery lata po wybudowaniu. W tamtym czasie stadion Legii (z torem kolarskim wokół boiska) był elementem całego kompleksu sportowgo wraz z basenem pływackim, kortami tenisowymi i boiskami piłkarskimi Agrykoli.

 2016.09.17_Wystawa_WKS_Legia_(5)

Akt erekcyjny Stadionu „Legii” im. Marszałka J. Piłsudskiego.

 2016.09.17_Wystawa_WKS_Legia_(9)

Niestety na planszach są też drobne wpadki – (1) literówka w opisie jednego ze zdjęć, (2) prezentacja zdjęć z meczów Korony Warszawa bez żadnego wyjaśnienia, że doszło do fuzji tego klubu z Legią i (3) zaprezentowanie zwycięzcy pierwszego w historii biegu Belweder – Stare Miasto (Biegu Belwederskiego, 1920). Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że zwycięzcą był Zygmunt Strubel z Polonii Warszawa. Prezentowanie w wystawie poświęconej Legii sukcesu największego lokalnego rywala jest co najmniej zastanawiające.

Pomysł na wystawę i wykorzystanie interesujących zdjęć zasługują na pochwałę, ale z wykonaniem było trochę gorzej. Wystawa była niedopracowana, bo pomijając wymienione wcześniej błędy, zabrakło opisów odnoszących się do poszczególnych zdjęć i tłumaczących kontekst, którego dotyczą. Niemniej jednak była kolejnym przedsięwzięciem wpisującym się w obchody stulecia klubu, choć nieoficjalnym.

 

Zdjęcia wykonano 17 września 2016 r. podczas ekspozycji na ogrodzeniu Parku im. gen. J. Sowińskiego na warszawskiej Woli.

 

Źródła: własne, 100legia.com.pl, eurosport.onet.pl, pl.wikipedia.org.

piątek, 05 października 2018
Po takim meczu trudno coś powiedzieć

Historyczny powrót polskiego klubu do Ligi Mistrzów był historyczną porażką. W środę 14 września 2016 r. Legia Warszawa przegrała z Borussią Dortmund 0:6 (0:3). Była to najwyższa domowa porażka polskiego klubu w historii występów w europejskich pucharach.

Przed meczem, czyli obawy Borussi i chaos w Legii

Piłkarze Borussi nie przylecieli do Warszawy w dobrych nastrojach, bowiem w ostatnim meczu ligowym niespodziewanie przegrali w wyjazdowym meczu z RB Lipsk 0:1, choć trzeba zauważyć, że gola stracili w przedostatniej minucie spotkania. Podopieczni Tuchela oddali tylko jeden strzał na bramkę gospodarzy. Lipsk był doskonale przygotowany do meczu – do intensywnego bieganie przez cały mecz i konsekwentnego, wysokiego pressingu. To była wskazówka dla Legii, która też zawiodła. W Niecieczy przegrała 1:2, ale Miroslav Radović mówił: „Będziemy szukać swoich szans.” (cyt. za: „Przegląd Sportowy”). W tabeli ekstraklasy zajmowała dopiero 13. Miejsce z dorobkiem dziewięciu punktów w ośmiu meczach.

Skład Legii zaskakiwał. Z uwagi na czerwoną kartkę Adama Hlouska i kontuzję Michała Pazdana na środku obrony zagrali (po raz pierwszy w takim ustawieniu) Maciej Dąbrowski i Jakub Czerwiński, którzy do Legii przyszli ledwie przed sezonem. Czerwiński w barwach Legii rozgrywał dopiero drugi mecz, a Dąbrowski trzeci. Obaj jeszcze piętnaście meczy wcześniej grali na zapleczu ekstraklasy. Mecz z Borussią był debiutem Czerwińskiego w europejskich pucharach. Guillherme, choć jest nominalnym lewym pomocnikiem, został cofnięty do obrony. W pierwszym składzie pojawił się Gruzin Vako Kazaiszwili, który debiutował, a z drużyną trenował zaledwie dwukrotnie. Bramkostrzelnego Nemanję Nikolicia zastąpił Aleksandar Prijović. Besnik Hasi „od tygodni bezlitośnie wyszydzany zachował się, jakby chciał zostać oskarżony o niepoczytalność.” (cyt. za: sport.pl). Trudno było nie zauważyć, że w pierwszej „jedenastce” pojawili się także inni gracze sprowadzeni latem. Thibault Moulin w Legii rozegrał do tej pory 14 meczy, Steeven Langil 9, a Vadis Odidja-Ofoe 7. Portal weszlo.com trochę ironicznie podkreślał, że w Legii na skrzydle zagrał piłkarz, który w 2016 r. (do meczu z BVB) rozegrał 24 mecze w klubie i nie zaliczył ani gola ani asysty (Langil) i piłkarz, który od 2014 r. w 85 meczach klubowych zdobył 2 gole i wywalczył 4 asysty (Aleksandrow).

2016.09.14_Legia_-_Borussia_Dortmund_(5)

Mecz

Niecelny strzał Steevena Langila oznaczał miłe złego początki. Pierwsza groźna akcja Borussi przyniosła gościom bramkę. Ousmane Dembele dośrodkował z lewego skrzydła na głowę Mario Goetze, który z kilku metrów skierował piłkę do bramki i Borussia objęła prowadzenie 1:0. Guilherme i Vadis Odidja-Ofoe nie upilnowali strzelca zwycięskiej bramki finału mundialu 2014, ale przyznać trzeba, że piłka praktycznie spadła na jego głowę. Rozkojarzeni Legioniści po chwili dopuścili Pierre-Emericka Aubameyanga do sytuacji „sam na sam” z Arkadiuszem Malarzem, ale bramkarz Legii dwukrotnie odbił strzały reprezentanta Gabonu.

Borussia dalej atakowała i praktycznie każde podanie w okolice pola karnego gospodarzy siało popłoch wśród legionistów. W 15. minucie Raphael Guerreiro wrzucił piłkę z rzutu wolnego do Sokratisa Papastathopoulosa, który celną główką pokonał Malarza. Borussia objęła prowadzenie 2:0, ale „koszmar trwał i w 16. minucie błąd popełnił Arkadiusz Malarz, który próbował łapać piłkę za polem karnym” (cyt. za: eurosport.onet.pl). Po dośrodkowaniu z rzutu wolnego „(…) Raphaëla Guerreiro golkiper Legii odbił piłkę przed siebie, potem sparował ją jeszcze na słupek po strzale Aubameyanga oraz obronił uderzenie Marcela Schmelzera, ale wobec dobitki Marca Bartry z najbliższej odległości był już bezradny” (cyt. za: 90minut.pl). Borussia prowadziła już 3:0!W tym momencie Legia przeszła do historii Ligi Mistrzów, bowiem żadna drużyna nie straciła nigdy trzech goli w pierwszych siedemnastu minutach.

W 20. minucie Goetze został zablokowany w polu karnym. Dwie minuty później bez przyjęcia tuż obok słupka strzelił Dembele. W 27. minucie lekko główkował Łukasz Piszczek, a trzy minuty później po dośrodkowaniu Goetze z rzutu wolnego, Papastathopoulos główkował wprost w Malarza. Następnie po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Tomasz Jodłowiec uderzył piłkę głową, co wyglądało „prawie” jak strzał. „Drużyna Thomasa Tuchela bez przerwy skoncentrowana była na piłce i szansach jej odbioru. Ofensywni piłkarze - Pierre-Emerick Aubameyang, Christian Pulisić, Ousmane Dembele czy Mario Goetze byli pierwszymi obrońcami Borussii. Ich szybki, niezwykle agresywny atak kompletnie dezorganizował jakikolwiek pomysł Legii na rozegranie piłki. Zawodnicy Hasiego zmuszani byli do szybkiej wymiany podań, do której są kompletnie nieprzyzwyczajeni. Praktycznie zawsze kończyło się to błędem lub stratą (…) Sytuację na boisku dobrze oddają statystyki meczu z 29. minuty. Posiadanie piłki 79 proc. do 21 proc. na korzyść Borussii. Strzały? 10 (osiem celnych) gości, jeden (zero celnych) Legii.” (cyt. za: legia.sport.pl).

2016.09.14_Legia_-_Borussia_Dortmund_(9)

Następnie „Waleri Kazaiszwili kopnął mocno wprost w jednego z rywali. Lewoskrzydłowy Legii próbował pokonać Romana Bürkiego również w 35. minucie, ale z tym samym rezultatem - piłka odbita od przeciwnika wyleciała na korner.”. (cyt. za: 90minut.pl). W odpowiedzi Aubameyang, po fatalnym zagraniu zagubionego i ociężałego Macieja Dąbrowskiego (chyba pokazywał Gabończykowi, gdzie ma biec), próbował  przelobować Malarza, ale piłka trafiła tylko w boczną siatkę. W 39. minucie upadający w polu karnym Moulin oddał strzał, który był próbą lobu, ale strzelił zbyt lekko i cofający się bramkarz Borussi zdołał bez trudu złapał piłkę. Do końca pierwszej połowy spotkania zagrożenie stwarzali tylko goście. W 39. i 41. minucie strzał zza pola karnego oddał Dembele, ale piłka przeleciała nad bramką Malarza. W 45. minucie Christian Pulišić zagrał piłkę wzdłuż bramki Legii, ale zabrakło jego kolegów, aby zamknąć akcje i cieszyć się z czwartek bramki. Gwizdek sędziego kończący pierwszą połowę mieszał smutek i niedowierzanie z obawami o drugą część meczu.

Początek drugiej połowy to dwa zablokowane strzały Borussii. Najpierw piłka nie dotarła do celu po próbie Christiana Pulišicia, a potem Piszczka. W 51. minucie wpadła już jednak do siatki. Aubameyang podał do Dembélé, piłka po uderzeniu Francuza trafiła w Jakuba Czerwińskiego [według legia.com – Bartosza Bereszyńskiego] i spadła pod nogi Raphaëla Guerreiro, który mierzonym strzałem tuż przy słupku pokonał Malarza.” (cyt. za: 90minut.pl). Borussia prowadziła 4:0! Dwie minuty później w polu karnym Legii zamieszał Goetze, a w 55. minucie nad bramką Malarza strzelił Guerreiro. W 57. minucie po akcji Prijovicia z Moulinem niegroźny strzał w środek bramki oddał Langil. Dwie minuty później Malarz piąstkował po strzale Goetze. „(…) mistrz Polski nie był w stanie rozegrać piłki na przyzwoitym poziomie. Rywale cały czas byli zbyt blisko, reagowali zbyt szybko” (cyt. za: sportowefakty.wp.pl).

2016.09.14_Legia_-_Borussia_Dortmund_(13)

Po godzinie gry skrzydłem ruszył niesamowicie szybki Aubameyang, zostawiając w tyle całą defensywę Legii. Dogranie napastnika do partnera z drużyny było jednak niedokładne. Legia odpowiedziała za kilka chwil, gdy po świetnej centrze z lewej strony bliski szczęścia był wprowadzony Michaił Aleksandrow.” (cyt. za: legionisci.com). W 76. Minucie wprowadzony zaledwie kilkadziesiąt sekund wcześniej Gonzalo Castro „zamknął akcję po podaniu wzdłuż bramki od Pulišicia i trafił do siatki bez przyjęcia” (cyt. za: 90minut.pl). 5:0 dla Borussi! Castro „świetnym podaniem obsłużył Aubameyanga, który uciekł Czerwińskiemu i kopnął nad interweniującym Malarzem. Po drugiej stronie boiska Nemanja Nikolić główkował obok słupka.” (cyt. za: 90minut.pl). 6:0 dla Borussi. Uff, dobrze, że to już był koniec tej strzelaniny…

Statystyki nie pozostawiają żadnych złudzeń. Borussia była częściej w posiadaniu piłki (64%:36%), oddała więcej strzałów (30:2), więcej celnych strzałów (15:2) i miała zdecydowanie większy odsetek celnych podań (93%!!!:78%).

Chuligani też dali „popis”

Jakby sportowego wstydu było mało, to fatalną grę Legii dopełniło fatalne zachowanie kibiców. W trakcie drugiej połowy chuligani Legii próbowali włamać się do sektora zajmowanego przez kibiców gości. Interweniowała ochrona, doszło do bójki. Oliver Mueller, dziennikarz „Die Welt” podkreślał, że w Niemczech spodziewano się takiego zachowania kibiców Legii, dlatego nikt nie jest zaskoczony, choć temat był ważnym newsem.

Zdjęcie z ukrytą w dłoniach twarzą współwłaściciela Legii Dariusza Mioduskiego szybko obeszło media. Ten poważny biznesmen nie mógł uwierzyć w to, co się stało. Mówił po meczu: „Nie rozumiem, o co chodzi ludziom zaczynającym awantury na stadionie. Co chcą osiągnąć. Jak chcą pomóc temu klubowi. Co robią na tym stadionie. Po prostu nie rozumiem.” (cyt. za: sport.pl).

Legia po meczu wydała oświadczenie, w którym przeprosiła kibiców i zapowiedziała wyciągniecie konsekwencji wobec uczestników zamieszek.

Podsumowanie

Porażka Legii jest wypadkową kondycji polskiego futbolu, stosunkowo niskiego budżetu, mizernego poziomu polskiej ligi i braku doświadczenia w grze o wysoką stawkę. Do tego doszły problemy klubu – chaos organizacyjny, rewolucja kadrowa i błędy trenera. Bardziej przykre, że po raz kolejny okazało się, że polskie kluby przy Lidze Mistrzów są tylko ubogim krewnym. Dumę trzeba schować do kieszeni, bo na boisku mistrz Polski nie pokazał niczego godnego uwagi, nawet walki i zaangażowania zabrakło. Sam Mioduski powiedział, że „różnica poziomów była dramatyczna” (cyt. za: sport.pl). Oliver Kahn, ekspert stacji ZDF stwierdził, że Legia to „grupa ogórków” (cyt. za: sportowefakty.wp.pl), a „Bild” uznał, że dla takich klubów, jak Legia nie ma miejsca w Lidze Mistrzów.

Trener Hasi potwierdził, że nie ma pomysłu, jak poradzić sobie z problemami Legii. Od zremisowanego meczu z Dundalk, który dał Legii historyczny awans do LM nie zmieniło się nic. Red. M. Zachodny (legia.sport.pl) zwrócił uwagę, że „pierwszy mecz w Lidze Mistrzów zaczęło tylko trzech piłkarzy, którzy kończyli sezon mistrzostwem w spotkaniu z Pogonią Szczecin.”. Podkreślił, że niczego dobrego nie można spodziewać się po drużynie „której brakuje lidera, chemii i jednoznacznej myśli taktycznej”. Nic dziwnego, że Sylwester Czereszewski, były piłkarz Legii w wywiadzie dla „Przeglądu Sportowego” nie pozostawiał żadnych wątpliwości i mówił: „Na ławce trenerskiej potrzebna jest zmiana.”. Zresztą Czereszewski nie był odosobniony.

Portal weszlo.com jeden z artykułow dotyczących meczu zatytułował – „Zero. Sześć. Łomot. Kompromitacja. Blamaż. Żenada. Upokorzenie. Wstyd, a grę Legii ocenił dosadnie i boleśnie – „nigdy nie widzieliśmy chyba słabszej drużyny, która tak jawnie odpuściłaby jakąkolwiek walkę. Zero zaangażowania. Zero determinacji. Zero waleczności”.

 

14 września 2016 r., godz. 20:45 – Warszawa, Stadion Legii / Stadion Wojska Polskiego

I kolejka fazy grupowej Ligi Mistrzów 2016/2017, Grupa „F”

Legia Warszawa 0-6 Borussia Dortmund

Bramki: Mario Götze (7 min.), Sokrátis Papastathópoulos (15 min.), Marc Bartra (17 min.), Raphaël Guerreiro (51 min.), Gonzalo Castro (76 min.), Pierre-Emerick Aubameyang (87 min.).

Legia: 1. Arkadiusz Malarz – 19. Bartosz Bereszyński, 4. Jakub Czerwiński, 5. Maciej Dąbrowski, 6. Guilherme – 7. Steeven Langil, 3. Tomasz Jodłowiec, 8. Vadis Odjidja-Ofoe, 75. Thibault Moulin (75 min., 32. Miroslav Radović), 9. Waleri Kazaiszwili (66 min., 77. Michaił Aleksandrow) – 99. Aleksandar Prijović (63 min., 11. Nemanja Nikolić).

Rezerwowi, którzy nie zagrali: 33. Radosław Cierzniak – 15. Michał Kopczyński, 22. Kasper Hamalainen, 28. Łukasz Broź.

Trener: Besnik Hasi (Albania).

Borussia: 38. Roman Bürki – 26. Łukasz Piszczek, 25. Sokrátis Papastathópoulos, 5. Marc Bartra, 29. Marcel Schmelzer – 22. Christian Pulišić, 33. Julian Weigl (79 min., 28. Matthias Ginter), 13. Raphaël Guerreiro, 10. Mario Götze (75 min., 27. Gonzalo Castro), 7. Ousmane Dembélé (75 min., 9. Emre Mor) – 17. Pierre-Emerick Aubameyang.

Rezerwowi, którzy nie zagrali: 1. Roman Weidenfeller – 18. Sebastian Rode, 20. Adrian Ramos, 23. Shinji Kagawa.

Trener: Thomas Tuchel.

żółte kartki: Malarz (19 min.), Guilherme (30 min.), Bereszyński (61 min.) – Götze (74 min.).

sędziowali: Siergiej Karasiow jako sędzia główny, Anton Awerianow i Tichon Kalugin jako sędziowie liniowi, Siergiej Lapoczkin i Siergiej Iwanow jako dodatkowi sędziowie asystenci oraz Igor Demeszko jako sędzia techniczny (wszyscy Rosja),

temperatura: 19C,

widzów: 27 304 (według 90minut.pl i legionisci.com), 28 000 (według Eurosport.onet.pl, sportowefakty.wp.pl).

 

Źródła: własne, 90minut.pl, uefa.com, legionisci.com, sportowefakty.wp.pl, legia.sport.pl, sport.pl, weszlo.com, przegladsportowy.com, transfermarkt.pl. Ekstraklasa jest priorytetem – wywiad red. M. Treli z Miroslavem Radoviciem, „Przegląd Sportowy” z dnia 12 września 2016 r., s. 3. M. Trela, Bolesna wpadka przed Legią, „Przegląd Sportowy” z dnia 12 września 2016 r., s. 10. R. Błoński, Czas tego człowieka się skończył, „Fakt” z dnia 16 września 2016 r., s. 18.

sobota, 22 września 2018
Borussia Dortmund – rywal Legii Warszawa

Pierwszym rywalem mistrza Polski w elitarnej Lidze Mistrzów UEFA po prawie dwudziestoletniej przerwie była Borussia Dortmund, klub o jeden z największych frekwencji na domowych meczach na świecie, kojarzony w Polsce głownie z powodu występów trzech Polaków.

 

Historia

Za założeniem Borussi stali członkowie katolickiej organizacji wspierającej emigrantów z polskich terenów, którzy mieli problemy z ułożeniem sobie życia w protestanckim Dortmundzie – „Dreifaltigkeit” (niem. Trójca Święta), według innych źródeł „Junglingssodalitat” (niem. Bractwo młodzieńcze). Wsparcie polegało też na organizowaniu czasu wolnego, a w tym gry w piłkę nożną. Przewodniczący organizacji – kapelan Hubert Dewald nie był zadowolony z takiej formy spędzania czasu w niedzielę, bo widział w niej grzeszną działalność, dlatego wprowadził dodatkowe msze święte w niedzielę w pobliżu Borsigplatz, gdzie grali młodzi Polacy. 19 grudnia 1909 r. buntownicy spotkali się w knajpie „Zum Wildschutz” przy Oesterholz Strasse 19 i powołali klub piłkarski – Ballspiel Verein Borussia, czyli w skrócie BVB.

Herb_Borussi_Dortmund

Źródło: nk.pl.

Prawie rok później (3 grudnia 1910 r.) Borussia została przyjęta do Zachodniopruskiego Związku Piłki Nożnej, a pierwszy oficjalny mecz rozegrała 15 stycznia 1911, pokonując VfB Dortmund 9:3. 14 lutego 1913 r. doszło do fuzji Borussi z dwoma innymi klubami z Dortmundu (Britannia i Rhenania; według innych źródeł – VfB i Dortmunder FC 95). Wtedy też ustalono barwy BVB na żółto-czarne. 3 maja 1925 r. Borussia rozegrała pierwszy mecz z największym lokalnym rywalem, czyli Schalke 04 Gelsenkirchen (2:4). Cztery lata później (1929) ma miejsce pierwszy poważny kryzys finansowy Borussi.

W 1937 r. Borussia przeniosła się ze stadionu Weisse Wiese na Rote Erde. Sześć lat później miał miejsce drugi poważny kryzys finansowy Borussi. „Za czasów rządów Adolfa Hitlera klub nie chciał współpracować z nazistami i odmawiał wysyłania piłkarzy na front. Jednak rządząca wówczas w Niemczech NSDAP siłą zaciągała coraz młodszych zawodników do wojska. Klubowi działacze protestowali, a w związku z tym nie mogli liczyć na państwowe dofinansowanie. Wówczas kibice złożyli się na działalność Borussii, znowu ratując klub przed upadkiem.” (cyt. za: „Wielkie kluby Europy: Borussia Dortmund”). Prezydent klubu August Busse już wcześniej odmówił wstąpienia do partii przez co został usunięty z klubu, ale roku banicji wrócił i zaraził swoim myśleniem inne osoby związane z BVB. 8 maja 1945 r. zakończyła się II Wojna Światowa, a Anglicy kontrolujący Zachodnie Niemcy nakazali likwidację wszystkich klubów sportowych, ale 15 lipca tego samego roku wycofali się ze swojej decyzji.

18 maja 1947 r. Borussia odniosła pierwszy sukces, bowiem pokonała Schalke 3:2 w finale mistrzostw Północnej Nadrenii-Westfalii. 9 maja 1951 r. Borussia rozegrała pierwszy mecz poza granicami Niemiec. W ramach tournée po Wielkiej Brytanii zremisowała 1:1 z Derby County. Pięć lat później BVB wywalczyła pierwsze mistrzostwo Niemiec pokonując w decydującym meczu Karlsruher SC 4:2. Rok później Borussia obroniła tytuł. W 1963 r. wywalczyła trzecie mistrzostwo Niemiec, po którym klub popadł w kolejny kryzys finansowy, bowiem działacze składali piłkarzom obietnice bez pokrycia. Warto zauważyć, że Borussię tworzyły także inne sekcje, m.in. lekkoatletyki, tenisa stołowego, boksu, piłki ręcznej, ale od samego początku istnienia klubu największe znaczenie miała sekcja piłkarska.

W 1965 r. Borussia wywalczyła pierwszy w historii Puchar Niemiec (2:0 z Alemanią Aachen), a w następnym sezonie sięgnęła po Puchar Zdobywców Pucharów Niespodziewanie wygrywając w Glasgow z Liverpool FC 2:1 po dogrywce. W 1972 r. Borussia spadła z Bundesligi, a dwa lata później popadła w poważne problemy finansowe, mimo że kibice zgodzili się, aby po spadku nie obniżać cen biletów. Po kolejnych dwóch latach Borussia wróciła do najwyższej klasy rozgrywkowej. 29 kwietnia 1978 r. Borussia poniosła najwyższą porażkę w Bundeslidze – 0:12 z Borussią Moenchengladbach. Cztery i pół roku później, dokładnie 6 listopada 1982 r. BVB odniosła najwyższe ligowe zwycięstwo pokonując Arminię Bielefeld 11:1, choć do przerwy był remis 1:1. W 1984 r. Borussia tonie w długach, ale ratuje ją miasto, które powołuje zarząd kryzysowy mający uratować klub przed bankructwem.

W 1989 r. BVB wywalczyła pierwsze od 23 latach trofeum. W finale Pucharu Niemiec pokonała Werder Brema 4:1. Był to drugi w historii Puchar dla BVB. Dwa lata później Borussia wystąpiła w finale Pucharu UEFA, w którym zdecydowanie lepszym był Juventus Turyn (1:3, 0:3). „Sukcesy w Pucharze UEFA pozwoliły im zainwestować miliony marek w niemieckich piłkarzy, którym we Włoszech wiodło się średnio, ale którzy byli bardzo wysoko wyceniani.” (cyt. za: „Przegląd Sportowy”). Borussia była pierwszym niemieckim klubem, który zaczął odkupować znaczących niemieckich piłkarzy z ligi włoskiej. Od lata 1992 r. z Włoch pozyskano Matthiasa Sammera (Inter Mediolan), Karla-Heinza Riedle (Lazio Rzym), Stefana Reutera, Andreasa Moellera i Julio Cesara (wszyscy trzej – Juventus Turyn) i Leonardo Rodrigueza (Atalanta Bergamo).

Skład Borussi w grudniu 1994 r. „Przeglad Sportowy” wyceniał na 54 miliony marek (Klos – Sammer, Julio Cesar, Schmidt – Reuter, Zorc, Freund, Reinhardt, Moeller – Riedle, Chapuisat). Transfer Sammera z Interu do BVB był najdroższym w historii Bundesligi (8,5 mln marek), poprawionym rok później przez Andreasa Moellera i Julio Cesara z Juventusu, za których BVB zapłaciła 12 mln marek. Pieniądze i jakość piłkarzy przełożyły się w 1995 r. na pierwsze od 32 lat mistrzostwo Niemiec.

Rok później Borussia obroniła tytuł, a zapowiedzią do największego sukcesu w historii klubu było Euro’96 rozegrane w Anglii. Reprezentacja Niemiec sięgnęła po Mistrzostwo Europy, a w jej składzie wystąpiło pięciu piłkarzy BVB – Matthias Sammer (2 gole, wybrany najlepszym piłkarzem mistrzostw), Andreas Moeller (1), Steffen Freund, Stefan Reuter i Jurgen Kohler. W reprezentacji Czechy – wicemistrzów Europy zagrał Patrik Berger (1 gol – w finale z karnego), w reprezentacji Szwajcarii – Stephane Chapuisat, a w reprezentacji Portugalii – Paulo Sousa, który po Euro został piłkarzem BVB.

28 maja 1997 r. BVB jako trzeci niemiecki klub (po Bayernie i Hamburgerze SV) sięgnęła po Puchar Europy pokonując w finale Ligi Mistrzów Juventus Turyn 3:1. Co ciekawe, był to jubileuszowy – setny mecz Borussi w europejskich pucharach, a na dodatek rozegrany na stadionie znienawidzonego rywala, czyli Bayernu Monachium. Pod koniec 1997 r. Borussia do Pucharu Europy dołożyła Puchar Interkontynentalny pokonując Belo Horizonte 2:0.

Jesienią 2000 r. Borussia weszła na giełdę jako pierwszy niemiecki klub. Na sprzedaży 13,5 miliona akcji klub zarobił 120 milionów euro, z których większość przeznaczyła na (głównie nietrafione) transfery i zwiększenie wynagrodzenia piłkarzy. Sukces giełdowego debiutu zapoczątkował poważne problemy finansowe. Jeszcze w 2002 r. Borussia wywalczyła szóste w historii mistrzostwo Niemiec i wystąpiła w finale Pucharu UEFA, choć w Rotterdamie przegrała 2:3 z Feyenoordem. Dwa lata później długi klubu szacowane były na 184 mln euro! Nowi szefowie – prezes Reinhard Rauball i Hans-Joachim Watzke podjęli, jak się później okazało, skutecznej misji ratowania klubu. W ciągu trzech lat klub spłacił aż 90% zobowiązań. Kilkadziesiąt milionów euro udało się zyskać dzięki sprzedaży nazwy stadionu, ale znaczenie miała zmiana organizacji klubu, odstąpienie od przepłacania piłkarzy i postawienie na młodych i utalentowanych graczy, głownie spośród pochodzących z regionu. Rauball i Watzke powtarzali, że chodzi przede wszystkim o stabilizację i rozwój akademii klubu. Sukces finansowy oznaczał problemy sportowe, bo redukcja długu wymagała wielu ustępstw, a w tym osłabienie pionu sportowego. W efekcie w sezonie 2006/2007 Borussia zajęła w Bundeslidze dopiero 13. miejsce – najgorsze od dwudziestu lat.

W sezonach 2010/2011 i 2011/2012 Borussia wywalczył dwa (siódme i ósme) mistrzostwa Niemiec i Puchar Niemiec po fantastycznym zwycięstwie 5:2 nad Bayernem (hat-trick Lewandowskiego!). W kolejnych dwóch sezonach Borussia zdobyła dwa wicemistrzostwa Niemiec i w 2013 r. zagrała w finale Ligi Mistrzów na Wembley, gdzie przegrała 1:2 z Bayernem. W sezonie 2014/2015 Borussia zaliczyła regres i zajęła dopiero 7. miejsce w lidze. W trakcie trwania sezonu Jurgen Klopp ogłosił, że odejdzie z klubu (później okazało się, że został szkoleniowcem Liverpool FC). Jego następcą został Thomas Tuchel, który podobnie, jak Klopp pracę w BVB poprzedził pracą w FSV Mainz.

Sezon 2015/2016 Borussia zakończyła na drugim miejscu w Bundeslidze z dorobkiem 78 punktów (bramki 80:17), co jest rekordem jeśli chodzi o wicemistrzów Niemiec. BVB jako jedyny klub nie przegrał żadnego meczu na własnym stadionie, co przydarzyło się nawet Bayernowi. Najlepszymi strzelcami klubu byli – Pierre-Emerick Aubameyang (25 goli), Marco Reus (12), Henrich Mchitarjan (11), Adrian Ramos (9) i Shinji Kagawa (9). Aubameyang nie został jednak królem strzelców, bo o pięć bramek więcej zdobył Robert Lewandowski (Bayern Monachium). Najwięcej asyst mieli – Mchitarjan (20!), Kagawa (9), Gonzalo Castro (7), Aubameyang i Matthias Ginter (po 6). Najwięcej żółtych kartek (po 5) otrzymali Mchitarjan i Julian Weigl.

 

Nazwa, barwy i przydomki

Nazwa klubu „Borussia” pochodziła od piwa podawanego w knajpie „Zum Wildschutz”. Po łacinie oznacza „Prusy”, ale założyciele nie wiedzieli o tym. Nazwę Borussia nosi także popularny klub z Moenchengladbach, a także kilkanaście innych, mniej utytułowanych, jak np. Tennis Borussia Berlin, czy SV Borussia Wuppertal.

Jeśli chodzi o herb klubu, to „Do 1919 na koszulkach Borussii widniało czarne B, symbolizujące nazwę Borussii. W tymże roku klub oficjalnie zarejestrowano w sądzie i lokalny grafik Eduard Birk wykonał logo Borussii, które z nieznacznymi zmianami przetrwało do dziś. Było to koło, z czarną obwolutą, w które wpisane były litery „B, V, B” („V” na górze, „B” równolegle do siebie poniżej) oraz cyfry „09” ustawione poniżej „V”. Taki też herb widnieje na koszulkach piłkarzy BVB po dziś dzień (…). W sezonie 1976/77 logo BVB zastąpiono wizerunkiem głowy lwa, którego otaczał napis „BV Borussia 09 e.V. Dortmund”. Był to symbol ówczesnego sponsora Borussii firmy Samson, która za tę operację zapłaciła klubowi z Westfalii 100 tysięcy marek niemieckich.” (cyt. za: pl.wikipedia.org).

Początkowo Borussia grała w niebiesko-białych strojach z czerwoną szarfą (pasem poprzecznym) symbolizującą powiązanie z ludem pracującym. Zrezygnowano z nich, ponieważ barwy niebiesko-białe miał największy rywal, czyli Schalke Gelsenkirchen. W 1913 r. po fuzji z innymi dortmundzkimi klubami ustalono barwy BVB na czarno-żółte, dlatego klub potocznie jest nazywany „czarno-żółci”. W połowie lat dziewięćdziesiątych XX w. rezerwowy kolor koszulek był biały, a w sezonie 2007/2008 BVB grało z czerwonymi koszulkami rezerwowymi, krytykowanymi za podobieństwo do barw Bayernu Monachium. W międzyczasie był też koszulki ciemnoszare.

 

Stadion

Początkowo piłkarze BVB zbierali się na Borsigplatz, co przeszkadzało kapelanowi Hubertowi Dewaldowi, dlatego piłkarze przenieśli się na miejsce nazywane później Weisse Wiese, czyli „Biała Łąka”. „Dziś w tym miejscu znajduje się basen, a dookoła roztacza się park Hoescha (Hoeschpark). 14 sierpnia 1924 utworzono w okolicach polany trybuny dla widzów, jednakże przed wybuchem wojny klub został zmuszony do opuszczenia stadionu – spowodowane było to pracami fortyfikacyjnymi wykonywanymi w parku Hoescha.” (cyt. pl.wikipedia.org).

W 1937 r. Borussia przeniosła się na wybudowany jedenaście lat wcześniej przez Hansa Strobela – Rote Erde, czyli „Czerwona Ziemia”. Obiekt mógł pomieścić ponad 30 tys. widzów i korzystało z niego wiele drużyn. Borussia grała tym do 1974 r., gdy wybudowano Westfalenstadion, czyli największy obiekt piłkarskich Mistrzostw Świata 1974 (42 tys.), które w tym samym roku odbyły się w Niemczech.  „(…) w trakcie II wojny światowej obiekt został poważnie uszkodzony, przeszedł remont i rozbudowę, w latach 50. i 60. mieszcząc maksymalnie nawet 42 tysiące widzów. Dziś stadion ma status zabytku, nadany w 2008. Dotyczy to nie tylko trybun, ale też kamiennych murów otaczających je, na czele z bramą maratońską na południu. Główna trybuna na zachodzie jest dziś bardzo bliska wejściom na Westfalenstadion, który po rozbudowach przyćmił Rote Erde. Dziś ze stadionu korzystają głównie rezerwy Borussii (…) Nominalnie pojemność do dziś jest wysoka – wynosi 25 tys. osób. Jednak w praktyce dopuszczalna liczba to 10 tys. osób, w tym 3 tys. na ławkach trybuny głównej.” (cyt. za: stadiony.net). Na Rote Erde reprezentacja Niemiec rozegrała dwa mecze. W 1935 r. pokonała Irlandię 3:1 w meczu towarzyskim, a w 1967 r. pokonała Albanię 6:0 w meczu eliminacji Mistrzostw Europy 1968.

Westfalenstadion został zaplanowany już 1965 r., a jego budowę sfinansowało miasto Dortmund (32,7 mln marek). Obiekt kilkukrotnie przebudowywano – 1992 r., 1999 r. (zwiększono pojemność do 69 tys.), 2006 (83 tys. kosztem 200 mln euro). „Dzięki całkowitemu zadaszeniu, zwartej bryle i świetnej widoczności stadion bywa uznawany za jeden z najlepszych na świecie do oglądania meczów piłkarskich.” (cyt. za: stadiony.net). W 2005 r. prawa do nazwy stadionu (do 2011 r.) sprzedano firmie Signal Iduna przyniosła klubowi 120 mln euro. Obecnie jest to największy stadion w Niemczech (81 359 miejsc) i jeden z największych w Europie. Większe są tylko Camp Nou, Wembley, Estadio Santiago Bernabeu, Croke Park i  Twickenham Stadium. Największe wrażenie robi trybuna południowa o dużym kącie nachylenia, która zawiera 25 tys,. miejsc stojących albo 10,5 tys. miejsc siedzących i jest nazywana „Die Gelbe Wand”, czyli „żółta ściana”.

Signal_Iduna_Park_(1)

Signal Iduna Park (1)

Źródło: robertharding.com.

Westfalenstadion był pierwszym piłkarskim obiektem w kraju pozbawionym bieżni piłkarskiej. 2 kwietnia 1974 r. w inauguracyjnym meczu na Westfalenstadion Borussia poniosła bolesną porażkę 0:3 z największym rywalem, czyli Schalke. W 1974 na stadionie rozegrano cztery mecze Mistrzostw Świata: Zair – Szkocja 0:2, Holandia – Szwecja 0:0, Holandia – Bułgaria 4:1 i Holandia – Brazylia 2:0. W 2001 r. na obiekcie rozegrany został niesamowity finał Pucharu UEFA, w którym Liverpool FC pokonał Departivo Alaves 5:4 po dogrywce. Pięć lat później podczas Mistrzostw Świata rozegrano sześć meczów – cztery w fazie grupowej (Niemcy – Polska 1:0, Trynidad i Tobago – Szwecja 0:0, Japonia – Brazylia 1:4, Togo – Szwajcaria 0:2), jeden w 1/8 finału (Brazylia – Ghana 3:0) i jeden w półfinale (Niemcy – Włochy 0:2).

Signal_Iduna_Park_(2)

Signal Iduna Park (2)

Źródło: tripadvisor.co.uk.

W maju 2006 r. na terenie starego lotniska Dortmund-Brackel otworzono centrum szkoleniowe klubu składające się z jedenastu boisk, w tym dziewięciu trawiastych i dwóch ze sztuczną trawą.

 

Sukcesy

Największymi sukcesami klubu są zwycięstwo w 1997 r. w Lidze Mistrzów (Pucharze Europy Mistrzów Krajowych) i Pucharze Interkontynentalnym, a także w Pucharze Zdobywców Pucharów w 1966 r. Poza tym, Borussia wystąpiła w finale Ligi Mistrzów (2013) i dwukrotnie w finale Pucharu UEFA (1993, 2002).

Jeśli chodzi o sukcesy w rywalizacji krajowej, to Borussia wywalczyła 8 tytułów mistrza Niemiec (1956, 1957, 1963, 1995, 1996, 2002, 2011, 2012), 4 Puchary Niemiec (1965, 1989, 2012, 2017) i 5 Superpucharów Niemiec (1989, 1995, 1996, 2013, 2014). Więcej tytułów mistrza Niemiec zdobył tylko Bayern (26 przed sezonem 2016/2017) i 1. FC Nuernberg (9).

Poza tym, Borussia zdobyła 7 wicemistrzostw Niemiec (1949, 1961, 1966, 1992, 2013, 2014, 2016), 6 trzecich miejsc w lidze niemieckiej (1965, 1967, 1997, 2001, 2003, 2017). W tabeli wszechczasów Bundesligi przed sezonem 2016/2017 Borussia zajmowała miejsce tuż za podium z dorobkiem 2611 punktów (50 sezonów, 728 zwycięstw, 427 remisów, 507 porażek, bramki 2915:2355). Czołowe trzy miejsca zajmowały: Bayern Monachium (3443 punkty), Werder Brema (2684) i Hamburger SV (2664).

 

Europejskie puchary

W sezonie 1965/1966 Borussia wywalczyła Puchar Zdobywców Pucharów. BVB jako trzeci niemiecki klub (po Eintrachcie Frankfurt i TSV 1980 Monachium) wystąpiła w finale europejskiego pucharu, a następnie jako pierwszy zdobyła trofeum. W finale rozegranym 5 maja 1966 r. na stadionie Hampden Park w Glasgow pokonała po dogrywce Liverpool FC 2:1. Wcześniej Borussia wyeliminowała Florianę La Valetta (5:1, 8:0), CSKA Sofia (3:0, 2:4), Atletico Madryt (1:1, 1:0) i West Ham United (2:1, 3:1).

Największy sukces Borussia odniosła jednak w sezonie 1996/1997, gdy wygrała Ligę Mistrzów pokonując w finale Juventus Turyn 3:1. W fazie grupowej BVB rywalizowała z Atletico Madryt (1:0, 1:2), Widzewem Łódź (2:1, 2:2) i Steauą Bukareszt (3:0, 5:3). W drodze do finału wyeliminowała AJ Auxerre (3:1, 1:0) i Manchester United. (1:0, 1:0).

BVB_-_zwycięstwo_LM_1997

Piłkarze Borussi świętują zwycięstwo w Lidze Mistrzów w 1997 r.

Źródło: rfbl.pl.

Sezon 2016/2017 był jedenastym sezonem Borussi w Lidze Mistrzów. Najdłużej brakowało jej w elitarnych rozgrywkach od 2003 do 2011 roku. Klubowym rekordzistą pod względem występów w Lidze Mistrzów był Roman Weidenfeller (35 meczów). Spośród zawodników znajdujących się w kadrze w sezonie 2016/2017 najwięcej goli w LM miał Marco Reus (12). Najmłodszym graczem Borussi w tych rozgrywkach jest Ibrahim Tanco, który debiutował w 1995 r. w wieku osiemnastu lat. Najwięcej meczy w europejskich pucharach rozegrał Stefan Reuter (86), zaś najwięcej goli strzelił Robert Lewandowski (18).

Najwyższą wygraną Borussia odniosła w 1965 r., gdy wygrała z maltańską Florianą La Valettą w Pucharze Zdobywców Pucharów 8:0. Najwyższą porażkę Borussia poniosła w 1987 r., gdy przegrała z Club Brugge w Pucharze UEFA 0:5.

 

Mecze z polskimi klubami

Borussia tylko raz (przed rywalizacją z Legią) rywalizowała z polskim klubem w europejskich pucharach. W sezonie 1996/1997 Borussia spotkała się w fazie grupowej Ligi Mistrzów z Widzewem Łódź. Na własnym stadionie wygrała 2:1, a na wyjeździe zremisowała 2:2. Dodatkowo, latem 1971 r. dwukrotnie przegrała 1:2 z ROW-em Rybnik w ramach Pucharu Intertoto.

Znacznie częściej Borussia rozgrywała w Polsce mecze sparingowe. W maju 2006 r. przegrała (w mocno rezerwowym składzie) z Koroną Kielce 1:4. W październiku 2007 r. zremisowała z Legią 2:2, choć przegrywała 0:2. W maju 2011 r. bezbrakowo zremisowała w Poznaniu z Lechem, a w lipcu 2012 r. wygrała przy Łazienkowskiej z Legią 1:0. Wreszcie w sierpniu 2014 r. pokonała we Wrocławiu Śląsk 3:0. Rezerwy Borussi, będące wówczas beniaminkiem 3. ligi niemieckiej, rozegrały na przełomie czerwca i lipca 2012 r. trzy sparingi, w których rozgromiły Sokoła Ostródę 9:1, wygrały ze Stomilem Olsztyn 4:0 i przegrały z Olimpią Grudziądz 1:2.

Przed sezonem 2016/2017 niemieckie i polskie kluby rozegrały w europejskich pucharach 64 mecze, z których niemieckie kluby wygrały 38, polskie kluby wygrały tylko 9, a 17 pojedynków zakończyło się remisem. Bilans bramkowy w tych meczach jest korzystny dla klubów niemieckich (141:68).

Legia spotkała się z niemieckimi klubami czterokrotnie w europejskich pucharach. W sezonie 1964/1965 Legia odpadła z TSV 1860 Monachium w ćwierćfinale Pucharu Zdobywców Pucharów (0:4, 0:0). W sezonie 1968/1969 Legia zrewanżowała się „Lwom”, które wyeliminowała w I rundzie Pucharu Miast Targowych (6:0, 3:2). W sezonie 1988/1989 „Legioniści” musieli uznać wyższość Bayernu Monachium w I rundzie Pucharu UEFA (1:3, 3:7), a w sezonie 2002/2003 Schalke w II rundzie tych rozgrywek (2:3, 0:0). Legia rozegrała z niemieckimi klubami 8 meczy, z których po 2 wygrała i zremisowała, a 4 przegrała (bilans bramkowy 15:19).

 

Polacy w Borussii

W ponad stuletniej „historii BVB zawodników z polskimi nazwiskami przewinęło się kilkudziesięciu. W zdecydowanej większości byli potomkami emigrantów, którzy opuścili nasz kraj lub też zostali z Polski wywiezieni (…) Olbrzymia liczba polskich nazwisk w statystykach klubu z Dortmundu to oczywiście efekt masowej emigracji pod koniec XIX wieku. Wówczas do Zagłębie Ruhry wyjechało kilkadziesiąt tysięcy Polaków, głownie ze wschodu kraju, czyli zaboru rosyjskiego. To właśnie ich potomkowie grali później z różnym powodzeniem w Borussii, ale zdecydowana większość uważała się już za Niemców, próbując zniemcza swoje nazwiska. Również i dziś w drużynie rezerw Borussi pojawia się wiele swojsko brzmiących nazwisk. To z kolei dzieci emigrantów z okresu stanu wojennego.” (cyt. za: „Wielkie kluby Europy: Borussia Dortmund”). Wśród nazwisk z polskobrzmiącymi nazwiskami, którzy jednak nie byli Polakami można wymienić  takich zawodników jak np. Gunter Kutowski, Hans Tilkowski, Friedhelm „Timo” Konietzka, Heinrich Kwiatkowski, Alwin Schlebrowski, Max Michallek, Helmuth Kapitulski.

W barwach Borussii występowało kilku Polaków. Najbardziej znany jest „tercet” – Jakub Błaszczykowski (8 sezonów, od 2007/2008 do 2014/2015 – 253 mecze / 32 bramki, w tym 197 meczy ligowych / 27 bramek), Robert Lewandowski (4 sezony od 2010/2011 do 2013/2014 – 187/103, w tym w lidze 131/73) i występujący do dnia dzisiejszego Łukasz Piszczek (od 2010/2011 do dnia dzisiejszego, w lidze 204/14). Poza tym, w barwach BVB wystąpili – Euzebiusz Smolarek (od wiosny 2005 do jesieni 2007, w lidze: 81/25), Sebastian Tyrała (2006-2007, w lidze: 7/0), Tadeusz Krafft (w ligowym sezonie 1985/1986: 3/0) i Joachim Siwek (1977/1978 w Pucharze Niemiec: 1/2). Poza tym w drużynie juniorów BVB występowali David Blacha, Patrick Dytko, Michał Janicki, David Kopacz, Mateusz Ostaszewski i Marcus Piossek. Niektórzy z nich występowali także w drugiej drużynie Borussi.

 

Znani piłkarze w historii Borussii

Najwięcej oficjalnych meczy w barwach Borussi rozegrali: Michael Zorc 561 (1981-1998), Stefan Reuter 410 (1992-2004), Lars Ricken – 403 (1994-2009), Dieter Kurrat – 368 (1956-1974) i Lothar Huber – 365 (1974-1986). Najwięcej bramek zdobyli: Alfred Preissler – 174 (1946-1949 i 1951-1959), Manfred Burgsmuller – 158 (1976-1983), Michael Zorc – 155 (1981-1998), Lothar Emmerich – 146 (1960-1969) i Friedhelm Konietzka – 145 (1958-1965).

Wśród legend i ikon klubu „Przegląd Sportowy” wymienia przed wszystkim – trzech Alfredów, czyli Kelbassa, Niepieklo i Preissler; tercet napastników, którzy w latach pięćdziesiątych robili w Niemczech prawdziwą furorę. Dwóch pierwszych to „potomkowie polskich emigrantów, którzy pod koniec XIX wieku przenieśli się do zachodniej części Prus” (cyt. za: „Wielkie kluby Europy: Borussia Dortmund”). Pozostałymi są Matthias Sammer, Michael Zorc, Lars Rocken, Stephane Chapuisat, Jurgen Kohler, Karl-Heinz Riedle, Norbert Dickel (zagrał na własne ryzyko w finale Pucharu Niemiec 1989 i po meczu musiał zakończyć karierę), Lothar Emmerich (w zwycięskiej edycji Pucharu Zdobywców Pucharów 1965/1966 zdobył rekordowe 14 goli), Jurgen Wegmann (grał w Borussi, Schalke i Bayernie), Andreas Moller, Wolfgand de Beer (bramkarz, który deklarował miłość do BVB i przez dekadę zagrał tylko w 20 meczach). Warto dodać, że Michael Zorc rozegrał 463 ligowe mecze dla Borussi, co jest klubowym rekordem. Strzelił w nich 131 goli. „Uważany był za jednego z najlepszych wykonawców rzutów karnych w historii niemieckiej ekstraklasy, z 57 prób wykorzystał 49.” (cyt. za: „Program meczowy”).

Indywidualne statystyki są istotne, ale „Piłkarze, którzy sumiennie wykonują swoje obowiązki, są w Dortmundzie wyjątkowo cenienie, bowiem zdecydowana większość kibiców wie, co to ciężka praca. Niemal trzy czwarte fanów BVB to byli pracownicy zlikwidowanych hut i kopalni, którzy wciąż zarabiają na życie fizyczną pracą.” (cyt. za: „Wielkie kluby Europy: Borussia Dortmund”).

Jeśli chodzi o trenerów to zdecydowanie na pierwszy plan wybija się Ottmar Hitzfeld – autor sukcesów z drugiej połowy lat dziewięćdziesiątych XX wieku. Trenerami o znanych nazwiskach byli (z różnym powodzeniem) Otto Rehhagel, Udo Lattek, Karlheinz Feldkamp i Erich Ribbeck.

 

Budżet i finanse

Borussia to tak naprawdę spółka akcyjna, która pod nazwą Borussia Dortmund GmbH & Co. Kommanditgesellschaft auf Aktien jest notowana na giełdzie papierów wartościowych. Posiadaczami akcji spółki jest około 27 tys. osób. „Głównymi udziałowcami spółki są BlueBay Asset Management Ltd. (17,09%) i Morgan Stanley (16,25%). Florian Homm, jeden z regionalnych biznesmenów posiada ponad 13% akcji. Sporą część posiadają także Albrecht Knauf (5,0%) i Bernd Geske (7,66%). Udziałowcami BVB są także goool.de czy BVB Stadion GmbH” (cyt. za: pl.wikipedia.org).

 

Obecna drużyna

Przed rozpoczęciem sezonu 2016/2017 z Dortmundu odeszło trzech najlepszych piłkarzy (Mchitarjan, Manchester United, 42 mln euro; Mats Hummels, Bayern Monachium, 35 mln euro; Ilkay Gundogan, Manchester City, 27 mln euro), mimo że na początku 2016 r. Hans-Joerg Watzke, prezes klubu deklarował, że pozostaną w Dortmundzie. Poza tym, klub opuścił Leitner (Lazio Rzym, 2 mln euro) i Błaszczykowski (VfL Wolfsburg, 5 mln euro).

Klub zarobił na transferach 111 mln euro i prawie wszystko wydał. Sprowadzeni zostali mistrzowie świata – Andre Schurrle (VfL Wolfsburg, 30 mln euro) i Mario Goetze (Bayern Monachium, 22 mln euro), a także Ousmane Dembele (Stade Rennais, 15 mln euro), Sebastian Rode (Bayern Monachium, 12 mln euro), Raphael Guerreiro (FC Lorient, 12 mln euro), Marc Barta (Barcelona, 8 mln euro) i Emre Mor (FC Nordsjaelland, 7 mln euro). Mikel Merino (Osasuna Pampeluna, 2 mln euro).

Przed sezonem 2016/2017 Borussia zarobiła najwięcej spośród klubów Bundesligi, a drugi pod tym względem Bayern zarobił „tylko” 70 mln euro. Borussia wydała najwięcej spośród klubów Bundesligi, prawie dwa razy więcej niż drugie pod tym względem Schalke Gelsenkirchen (stan na dzień 19 sierpnia 2018 r.).

Pierwszą jedenastkę klubu (Burki – Schmelzer, Bartra, Sokratis, Piszczek – Reus, Castro, Goetze, Weigl, Schurrle – Aubameyang) transfermarkt.de wycenił na 222 mln euro, ale czwórka najbardziej ofensywnych piłkarzy była wyceniona na ponad połowę tej kwoty, dokładnie 138 mln euro. „Przegląd Sportowy” wyceniał całą kadrę Borussi na 339,4 mln euro.

Radosław Gilewicz opisywał grę Borussii przed meczem z Legią następująco: „(…) piłkarze Thomasa Tuchela nie dają za bardzo dojść rywalowi do piłki, pod tym względem przypominają drużyny prowadzone przez Pepa Guardiolę. Ale zespół Thomasa Tuchela gra też rewelacyjnie z kontry i czasami chyba aż za bardzo marnuje ten element na rzecz ataku pozycyjnego” (cyt. za: „Skarb Kibica. Liga Mistrzów 2016/2017”).

 

Podsumowanie

„(…) Borussia to kult. W regionie, gdzie panuje największe w Niemczech bezrobocie, to jakby wentyl, który pozwala oderwać się od codziennych problemów. Dortmund to nieciekawe miasto, pozbawione zabytków czy atrakcji. Miasto, które ma jedynie Borussię. Fenomen, który ściąga na każde spotkanie blisko 80 tysięcy kibiców, bez względu na to, na którym miejscu tabeli się znajduje.” (cyt. za: „Wielkie kluby Europy: Borussia Dortmund”).

 

Źródła: własne, 90minut.pl, hppn.pl, zczuba.pl, stadiony.net, pl.wikipedia.org, en.wikipedia.org, ostroda.wm.pl, nk.pl, robertharding.com, tripadvisor.co.uk, rfbl.pl. H. Biliński (red.), Encyklopedia piłkarska Fuji. Tom 6. Puchar Zdobywców. Historia PEZP, Wydawnictwo GiA, Katowice 1993. „PS” z wizytą w wielkich klubach (1) – Borussia Dortmund, „Przegląd Sportowy” z 1994 r., Nr 245 (11 281), s. 8-9.  UEFA Champions League Statistics Handbook Sesaon 1995/1996.  UEFA Champions League Statistics Handbook Sesaon 1996/1997. M. Heatley, Stadiony piłkarskie Europy, Dom Wydawniczy Bellona, Warszawa 2006, s. 16-21. „Wielkie kluby Europy: Borussia Dortmund” – dodatek do „Przeglądu Sportowego” z dnia 31 lipca 2007 r.  M. Szuba, Kibicowska potęga. Wielkie Kluby Świata: Borussia Dortmund, „Nasza Legia” nr 05(08)/2009, s. 37-39. „Przegląd Sportowy” z dnia 2-3 maja 2011 r., s. 4-5. „Legia Warszawa” nr 10(19)/2012, s. 11. „Nasza Legia” nr 08(47)/2012, s. 58. T. Ćwiąkała, Giganci futbolu: Borussia Dortmund, Grupa Wydawnicza Foksal, Warszawa 2013. A.Dawidziuk, Rywale mocni, nie mamy nic do stracenia, „Przegląd Sportowy” z dnia 26 sierpnia 2016 r., s. 2-3. „Skarb kibica. Liga Niemiecka 2016/2017” – dodatek do „Przeglądu Sportowego” z dnia 26 sierpnia 2016 r., s. 8-9 i 26-27. „Skarb kibica. Liga Mistrzów 2016/2017” – dodatek do „Przeglądu Sportowego” z dnia 9 września 2016 r., s. 22-23 i 79. „Legia Warszawa. Program meczowy. Legia Warszawa – Borussia Dortmund” z dnia 14 września 2016 r. E. Różycka (red.), Kluby piłkarskie wszechczasów, Warszawa 2017, s. 16.

środa, 09 maja 2018
Płocka rewolucja AD 2014

W poprzednim wpisie dotyczącym wywalczenia przez Azoty Puławy pierwszego historycznego medalu Mistrzostw Polski nawiązałem do rewolucji kadrowej, która miała miejsce w Wiśle Płock przed rozpoczęciem sezonu 2014/2015. Czas, żeby ją przypomnieć.

Orlen Wisła Płock jest przykładem przeinwestowanego klubu, w którym chcąc osiągnąć sukces nie wydawano dostępnych środków w sposób racjonalny. W pogoni za Vive Kielce ściągnięto za ciężkie pieniądze piłkarzy, którzy usatysfakcjonowaniu podpisanymi kontraktami, grali zdecydowanie poniżej oczekiwań. W przypadku kilku graczy udało się ich szybko pozbyć, ale inni nie mieli zamiaru rezygnować ze sporych pieniędzy. Co roku powtarzano w klubie z Płocka, że będą zmiany. I zmiany były, ale sprowadzano kolejnych zawodników, kadra się trochę zmieniała, ale bezwartościowi gracze dalej w niej zostawali. Wreszcie przed sezonem 2014/2015 wykorzystując kończące się kontrakty i udane negocjacje udało się pozbyć kilku graczy. Co więcej, klub zdecydował się na radykalne „wietrzenie” szatni i z Płocka odeszło 10 graczy, jeden został wypożyczony, a jeden odejdzie po tym sezonie (M. Jurkiewicz). „Wprawdzie w Wiśle przyzwyczajono się już chyba do permanentnej przebudowy drużyny, ale takiego wybuchu nie było w tym klubie od pięciu lat – po sezonie 2008/09 odeszło aż 13 graczy” (cyt. za: przegladsportowy.pl).

Zmiany były jak najbardziej zasadne i potrzebne, choć pozbycie się Petara Nenadicia, czy Muhameda Toromanovicia może budzić mieszane uczucia co do ich zasadności. Liczba tych zmian i spora fluktuacja zawodników z jeden strony stawia pytanie o możliwość ich zgrania i współpracy, zwłaszcza że są to zawodnicy, którzy nie grali ze sobą i (w większości przypadków) nie grali w Polsce. Z drugiej strony stawia niezwykle trudne zadanie przed trenerem Manolo Cadenasem, aby z tej (jak na razie) zbieraniny piłkarzy zrobił drużynę. Ale w Płocku nie będzie chodziło tylko o zrobienie drużyny, ale także o nawiązanie skutecznej walki z Kielcami i wyjście z grupy Ligi Mistrzów. To zadania niezwykle trudne, ale gdyby zarząd klubu nie wierzył w Cadenasa, to nie zdecydowałby się na takie zmiany.

Dosyć krytycznie na temat zmian wypowiadał się były już zawodnik „Nafciarzy” – Marcin Lijewski. Dla portalu sportowefakty.pl powiedział m.in.: „Ogromna szkoda, że ta drużyna się rozpada. Pod względem sportowym ten zespół na dobre zazębił się dopiero pod koniec sezonu. Ciężka praca sprawiła, że pomiędzy zawodnikami pojawiła się na parkiecie chemia. Zaczęliśmy się dobrze czuć jako drużyna (…) Trzeba było to wszystko pielęgnować i tak budowany skład uzupełnić dwoma czy trzema zawodnikami, aby siłę rezerwowych podciągnąć do poziomu ławki Vive. Wówczas czekałby nas ciekawy kolejny sezon. Teraz nie wiem, jak Wisła będzie wyglądać jesienią, ale jeśli władze klubu nie poczynią wzmocnień, to liga będzie nudna”. Co rywalizacji z Vive, to na na dziewięć spotkań rozegranych między tymi klubami w sezonie 2013/2014 (6 w lidze, 2 w Lidze Mistrzów i 1 w Pucharze Polski), Wisła wygrała tylko jeden.

Przechodząc do konkretów, to klub z Płocka opuściło aż 11 zawodników, w tym jeden został wypożyczony. Do Wisły dołączyło natomiast siedmiu graczy, choć trzeba pamiętać, że w trakcie poprzedniego sezonu (2013/2014) do drużyny dołączyło czterech graczy. Dwóch z nich (Kević, Zrnić) znalazło się jednak w pierwszej omawianej grupie, czyli piłkarzy opuszczających Płock. Oznacza to, że w kadrze na nowy sezon zostało zaledwie dziewięciu graczy, którzy reprezentowali Wisłę w poprzednich rozgrywkach.

Klub z Płocka opuścili: bramkarz Marin Sego (Chorwacja; Vive Targi Kielce), obrotowy Muhamed Toromanović (US Creteil Handball), prawy rozgrywający – Paweł Paczkowski (Vive Targi Kielce, a następnie wypożyczony do Dunkerque HB), Bostjan Kavas (Słowenia; Stord – Norwegia) i Marcin Lijewski (Wybrzeże Gdańsk), środkowi rozgrywający – Petar Nenadić (Serbia; Fuechse Berlin), Janko Kević (Chorwacja; HCM Minaur Baia Mare) i Nikola Eklemović (Węgry; HCM Minaur Baia Mare), prawoskrzydłowi Mateusz Góralski (Piotrkowianin Piotrków Trybunalski) i Vedran Zrnić (Chorwacja; Besiktas Stambuł). Lewoskrzydłowy Ivan Milas (Bośnia i Hercegowina) został wypożyczony do rumuńskiego zespołu HCM Baia Mare. Poza tym, stało się jasne, że po zakończeniu sezonu 2014/2015 do Vive Targi Kielce odejdzie kolejny rozgrywający – Mariusz Jurkiewicz, prawdopodobnie najlepszy zawodnik „Nafciarzy” w sezonie 2013/2014.

Wśród klubów, do których odeszli lub mieli odejść piłkarze z Płocka przewijał się HCM Minaur Baia Mare. Trenerem siódmego klubu ligi rumuńskiej z wielkimi ambicjami był wówczas były trener Wisły Płock – Lars Walther, który prowadził Wisłę w latach 2010-2013 zdobywając z nią Mistrzostwo (2011) i wicemistrzostwo (2012) Polski. Walther starał się skorzystać ze swoich doświadczeń w Polsce dlatego ściągnął Kevicia, Milasa, Eklemovicia i Antonio Pribanić (PGE Stal Mielec), a starał się również o innych zawodników Wisły – Kavasa i Nenadicia.

Rodrigo_Corrales_-_Wisła_Płock

Rodrigo Corrales – prawdopodobnie najlepszy zawodnik, który wzmocnił Orlen Wisłę Płock przed sezonem 2014/2015. Został wypożyczony z FC Barcelony, a później podpisał kontrakt z PSG i zdobył mistrzostwo Europy.

Źródło: marca.com.

Pierwszym wzmocnieniem Orlenu po ogłoszeniu odejścia Marina Sego został oczywiście bramkarz. 23-letni Rodrigo Corrales (CB Huesca) był w szerokiej kadrze reprezentacji Hiszpanii na Mistrzostwa Europy 2014, ale ostatecznie Manolo Cadenas postawił na duet Jose Manuel Sierra – Gonzalo Perez de Vargas. Corrales mógł pochwalić się występami w FC Barcelona i doskonałymi warunkami fizycznymi (201 cm). Nowym obrotowym, który zastąpi Muhameda Toromanovicia jest 28-letni reprezentant Portugalii – Tiago Rocha. W poprzednim sezonie reprezentował barwy portugalskiego FC Porto Vitalis. Na prawnym skrzydle po odejściu Mateusza Górlaskiego i Vedrana Zrnicia popisywał się Michał Daszek (MMTS Kwidzyn) walczący o miejsce w „siódemce” z Valentinem Ghioneą. Daszek okazał się jedynym polskim zawodnikiem, który zasilił Wisłę przed rozpoczęciem sezonu.

Najwięcej zmian było na pozycji rozgrywających. Do Łukasza Całujka, Mateusza Piechowskiego, Mariusza Jurkiewicza i Angela Montoro dołączyło czterech nowych graczy. Prawe rozegranie po odejściu Pawła Paczkowskiego, Marcina Lijewskiego i Bostjana Kavasa zostało obsadzone serbskim rozgrywającym – Nemanją Zelenoviciem. 24-letni były gracz Celje Pivovarna Lasko, wychowanek Crvenej Zvezdy Belgrad, w zeszłym sezonie wystąpił w 12 meczach Ligi Mistrzów i zdobył 59 bramek. Zelenović jest reprezentantem Serbii i brał udział w mistrzostw Europy 2014. Serb nie był pierwszym wyborem „Nafciarzy”, którzy „chcieli chorwackiego kadrowicza Lukę Stepančicia, ale ten odmówił. Nie udało się też pozyskać znakomitego Szweda Philipa Stenmalma, który wybrał ligę hiszpańską.” (cyt. za: przegladsportowy.pl). Kolejnym nowym rozgrywającym był zaledwie 19-letni Dan-Emil Racotea (CSM Bucaresti), uważany w Rumunii za wielki talent. W zeszłorocznych młodzieżowych mistrzostw świata wystąpił w dziewięciu meczach, w których zdobył 95 bramek. Nie bez znaczenia przy podejmowaniu decyzji o jego zatrudnieniu była pozytywna rekomendacja Valentina Ghionei. Środek rozegrania po odejściu Petara Nenadicia był od nowego sezonu miejscem gry 30-letniego Rosjanina – Alexandra Tioumentseva, który do tej pory grał w Naturhouse La Rioja. W poprzednim sezonie w fazie grupowej Ligi Mistrzów w ośmiu meczach rzucił łącznie 26 bramek, a jego klub zajął dopiero piąte miejsce w tabeli. Jeśli chodzi o rozgrywki ligi hiszpańskiej, to Tioumentsev zanotował 89 trafień w 25 spotkaniach i przyczynił się do wicemistrzostwa Hiszpanii. Na lewym rozegraniu pojawił się natomiast Miljan Pusica, rozgrywający RK Vojvodiny i reprezentacji Serbii.

Wisła starała się pozyskać także 22-letniego Balazsa Szolossi, środkowego rozgrywającego reprezentacji Węgier oraz 26-letniego Alexandru Simicu, lewego rozgrywającego reprezentacji Rumunii. Ten ostatni zamienił HCM Constanta na HSV Hamburg, a nie na Płock.

Wpływ na rewolucję kadrową miało nie tylko oczekiwanie sukcesów, które muszą zostać poprzedzone gruntownymi zmianami w kadrze, ale także zmniejszony budżet. W efekcie Wisła, w przeciwieństwie do Vive Kielce, nie mogła sięgnąć po gwiazdy handballa. W pierwszej kolejności postawiono na przedłużenie kontraktów z czterema kluczowymi i doświadczonymi zawodnikami (Ivan Nikcević, Kamil Syprzak, Marcin Wichary i Valentin Ghionea). Na poważne wzmocnienia, przy poważnych cięciach budżetu, nie było już mowy.

Portal przegladsportowy.pl podsumował nowych płockich piłkarzy w następujący sposób: Te wszystkie nazwiska nie powalają, a tak naprawdę są mało znane. Jedyna dobra wiadomość dla kibiców jest taka, że większość tych piłkarzy to zawodnicy w miarę młodzi (do 26 lat) i żądni sukcesów. A z takimi trener Cadenas lubi i umie pracować. (cyt. za: przegladsportowy.pl). Wietrzenie szatni na niewiele się zdało, bo Wisła w sezonie 2014/2015 powtórzyła osiągnięcia z poprzedniego sezonu, czyli wicemistrzostwo Polski, finał Pucharu Polski, 1/8 finału Ligi Mistrzów. Z odwiecznym rywalem z Kielc spotkała się sześć razy i wszystkie sześć meczy przegrała.

 

Źródła: własne, sportowe fakty.pl, eurohandball.com, plock.gazeta.pl, minaur.ro, sprwislaplock.pl, przegladsportowy.pl, sportowefakty.pl, pl.wikipedia.org, marca.com. W. Osiński, Dwóch graczy przejdzie z Wisły do Vive, „Przegląd Sportowy” z dnia 12 maja 2014 r., s. 28.

poniedziałek, 07 maja 2018
Puławy po pierwszy medal mistrzostw Polski

W sezonie 2014/2015 drużyna piłkarzy ręcznych Azotów Puławy sięgnęła po pierwszy medal mistrzostw Polski. Brązowy krążek był największym sukcesem klubu i przebił dwa trzecie miejsca w Pucharze Polski i półfinał Pucharu Challenge.

Po całkiem udanym poprzednim sezonie (2013/2014), w którym Azoty zajęły 4. miejsce w PGNiG Superlidze, 3. miejsce w Pucharze Polski i osiągnęły półfinał Pucharu Challenge, oczekiwania i nadzieje zdecydowanie wzrosły. Dokonano znacznych zmian zarówno w składzie, jak i na ławce trenerskiej. Wprawdzie nie była to taka rewolucja, jaką przeprowadzono wówczas w Płocku, ale w przeciwieństwie do wicemistrzów Polski zmiana ilościowa pociągnęła za sobą zmianę jakościową.

Przed sezonem, czyli zmiany kadrowe

Przede wszystkim, w Puławach zmieniono trenera. Bogdana Kowalczyk zastąpił trener reprezentacji Bośni i Hercegowiny – Dragan Marković, który podpisał dwuletni kontrakt. Tuż po objęciu posady trenerskiej podkreślał, że w tym sezonie ma trzy cele na obecny sezon – awans z reprezentacją na mistrzostwa świata i Euro 2016 oraz awans z Puławami do finału PGNiG Superligi. Pierwszy cel zrealizował jeszcze w czerwcu, bo Bośnia sensacyjnie wyeliminowała Islandię. W pierwszym meczu wygrała u siebie 33:32, a w rewanżu zremisowała 29:29. Wcześniej w grupie eliminacyjnej z Portugalią, Łotwą i Estonią w sześciu meczach doznali tylko jednej porażki (z Portugalią) w ostatnim meczu, który nie miał już znaczenia.

Dragan Marković (Azoty Puławy)

Dragan Marković.

Źródło: przegladsportowy.pl.

W drużynie prowadzonej przez Markovicia wyróżnili się m.in. Nikola Prce, Ivan Karacić, Faruk Vrazalić, a także uczestnicy ubiegłorocznych MŚ juniorów w naszym kraju – Josip Peric i Dejan Malinovic. Nie można też zapominać o dwóch reprezentantach Bośni do niedawna występujących w Płocku, a mianowicie o Ivanie Milasu i Muhamedzie Toromanoviciu.

Jak się później okazało awansu do polskiego Euro 2016 Bośniakom nie udało się osiągnąć. W rundzie przedwstępnej pewnie wyeliminowali Grecję (28:23, 27:22), ale w fazie grupowej zajęli 3. miejsce za Danią i Białorusią, a przed Litwą. Do awansu zabrakło naprawdę niewiele.

Marković nie miał żadnych obaw co do łączenia funkcji trenerskich w klubie i reprezentacji uważając, że w tej dyscyplinie sportu „takie role są do pogodzenia z korzyścią dla wszystkich stron” (cyt. za sportowefakty.pl) i podawał przykłady Manolo Cadenasa, Bogdana Wenty i Gudmundura Gudmundssona. Jeśli chodzi o przyczyny podjęcia pracy w Polsce to powiedział: „W Puławach zaoferowano mi stabilne warunki pracy. Zespół posiada potencjał do rozwoju i w pewnym zakresie mam wciąż możliwość wzmocnień (…) Wierzę, że przerwiemy dominację świetnych drużyn z Kielce oraz Płocka, i uda się nam osiągnąć finał ekstraklasy. To jest zadanie do zrealizowania. Oczywiście, potrzebujemy wzmocnień (…)” (cyt. za sportowefakty.pl). Co do wzmocnień, to mógł ich poszukać w rodzinie, ponieważ jego syn Dane grał wówczas w klubie Wetzlar, którego trenerem kiedyś był Marković. Drugi syn wybrał jednak piłkę, nożną i grał w juniorach drugoligowego FSV Frankfurt.

Co do decyzji o zmianie trenera, to Kowalczyk pracował tylko przez rok, ale mimo sukcesów zarzucano mu, że nie wykorzystał potencjału jaki dawała szeroka i wyrównana kadra, której mogła mu zazdrościć większość ekip PGNiG Superligi. W sezonie wystąpiło 20 graczy i tylko dwóch zanotowało mniej niż dziesięć występów. Zespół pod jego wodzą osiągnął sporo, ale był ekipą nieobliczalną, chimeryczną. W odstępie kilku dni potrafił pokonać Orlen Wisłę Płock i ulec Gwardii Opole. Prezes Jerzy Witaszek po zakończeniu sezonu powiedział, że kadra jest zbyt liczna i zostanie zmniejszona do szesnastu zawodników. Zatrudnienie Markovicia to próba odnalezienia nowej jakości, ale może także czysta kalkulacja wynikająca z faktu, że poprzednim sezonie podium zajęły tylko kluby mające zagranicznych trenerów?

Przechodząc do składu, to jeśli chodzi o pozycję bramkarza, to karierę postanowił zakończyć 41-letni Maciej Stęczniewski, który miał na koncie 91 występów w reprezentacji. O swojej decyzji powiedział: „Już dawno przedstawiłem moje oczekiwania co do warunków przedłużenia kontraktu. Nie otrzymałem odpowiedzi z klubu, zatem kończę z piłką ręczną.”. Trochę to dziwne, bo „Stenia” wystąpił w 26 ligowych meczach i należał do pewnych punktów swojej drużyny. Odszedł także Rafał Grzybowski (11 meczów), który rozwiązał kontrakt i przeniósł się do luksemburskiego HB Kaerjeng, choć zanosiło się, że trafi do Śląska Wrocław. W kadrze pozostali tylko – Litwin Vilius Rasimas i sprowadzony w trakcie poprzedniego sezony Rosjanin Wadim Bogdanow. Luka została jednak szybko zapełniona i w Puławach pojawił się 26-letni Sebastian Zapora (195 cm), który w poprzednim sezonie bronił barw KPR Legionowo. Jego drużyna spadła, a Zapora postanowił pozostać w PGNiG Superlidze.

Najwięcej zmian nastąpiło na pozycji rozgrywających. Michał Szyba odszedł do słoweńskiego Gorenje Velenje. W poprzednim sezonie był czwartym strzelcem Azotów w lidze. Wystąpił w 25 meczach i zdobył 97 goli. Lewy rozgrywający z Białorusi Artur Barzenkow (Barzenkou) po rozwiązaniu kontraktu odszedł do beniaminka – Nielby Wągrowiec, a nie jak wstępnie sądzono do Śląska Wrocław. W Puławach nie narzekali, ponieważ w poprzednim sezonie zagrał tylko w trzech meczach i często był kontuzjowany. Do SPR Chrobrego Głogów przenieśli się: Adam Babicz i Krzysztof Tylutki. Pierwszy rozwiązał kontrakt, choć wystąpił w 27 meczach i zdobył 88 goli (szósty strzelec drużyny). Drugi mógł szukać pracodawcy po wygaśnięciu umowy w Puławach. Zagrał w 26 meczach, w których koncentrował się na defensywie i dlatego zdobył tylko 8 goli. W klubie pozostał (wówczas) 23-letni rozgrywający Paweł Kowalik, który miał na koncie tylko dwa ligowe występy i rozważano jego wypożyczenie do innego klubu.

Azoty zostały wzmocnione dwoma reprezentantami Bośni i Hercegowiny. Na prawe rozegranie przyszedł 26-letni reprezentant Bośni i Hercegowiny – Kosta Savić. W poprzednim sezonie ze swoim węgierskim klubem Csurgoi KK wystąpił w Pucharze EHF (6 meczy, 18 goli). Wcześniej występował w HS Bosna BH Sarajewo. Na lewe rozegranie sprowadzony został reprezentant Bośni – Nicola Prce. 33-latek w przeszłości grał między innymi w Pick Szeged i Realu Ademar Leon. W sezonie 2008/09 w barwach Octavii Vigo był trzecim strzelcem Asobal Ligi. Prce został wybrany najlepszym sportowcem w Bośni w 2014 r.

Na pozycji skrzydłowych nie było zmian, czyli pozostali Paweł Ćwikliński, Adam Skrabania, Przemysław Krajewski i Jan Sobol (Czechy) – najlepszy strzelec drużyny (131 goli w 25 meczach).

Obrotowy Mateusz Jankowski po zakończeniu kontraktu zdecydował się przenieść do spadkowicza – Gwardii Opole. Wśród jego następców wymieniano duet dwóch białoruskich obrotowych opuszczających Chrobrego Głogów – Antona Prakapenię i Jurija Gromyko. Dodatkowo, w prasowych spekulacjach pojawiło się nazwisko opuszczającego Płock Muhameda Toromanovicia, ale od samego początku wydawało się, że Puławianie nie będą w stanie sprostać jego oczekiwaniom finansowym. Ostatecznie Toromanović trafił do francuskiego US Creteil. Media wymieniały też Petara Topicia (HK Metalurg Skopje). Ostatecznie w miejsce Janowskiego nikogo nie sprowadzono i Azoty pozostały z dwoma obrotowymi – Mateuszem Kusem i Pawłem Grzelakiem.

W trakcie sezonu do Azotów dołączyło dwóch nowych graczy. Hrvoje Tojcić to lewy rozgrywający, były młodzieżowy reprezentant Chorwacji, który przyszedł z Terraquilia Carpi (Włochy), a wcześniej grał w RK Zagrzeb, HC Osiguranie Zagrzeb, Bosnia Sarajewo i RK Sisica. Aleksander Tsitou to reprezentant Białorusi, który miał zastąpić na pozycji obrotowego kontuzjowanego Pawła Grzelaka. Białorusin przyszedł z Motora Zaporoże, a wcześniej występował w SKA i Dinamo Mińsk.

Mecze sparingowe

Mecze towarzyskie Azoty zapoczątkowały udziałem w I Międzynarodowym Turnieju Szczypiorno Cup, rozegranym w Kaliszu. Puławianie zajęli 3. miejsce. W półfinale przegrali z reprezentującym Bundesligę – Fuechse Berlin 24:31, a następnie pokonali Pogoń Szczecin 28:26. Następnie drużyna z Puław, wykorzystując kontakty trenera Markovicia udała się na Bałkany. Najpierw przegrała w towarzyskim meczu z Vojvodiną Nowy Sad 28:30, a następnie udała się na turniej do macedońskiej Strugi. W fazie grupowej Azoty niespodziewanie pokonały francuski US Creteil 35:30, a następnie przegrały z Metalurgoiem Skopje 26:33. W meczu o 3. miejsce Azoty przegrały z Sankt Petersburgiem 29:33. Później Azoty wzięły udział w turnieju w bośniackim Doboju, w którym pokonały reprezentację Iranu 39:28, zremisowały z RK Borac Banja Luką 28:28 i pokonały Beskitas Stambuł 31:27. W finale Azoty przegrały jednak z Tatranem Preszow 24:30. Po powrocie do Polski, zamiast międzynarodowego turnieju z udziałem HC Karwina, RK Granitasu Kowno i polskiego zespołu, Azoty rozegrały dwa wygrane sparingi z Litwinami (29:27 w Puławach, 33:17 w Zwoleniu). Łącznie Azoty rozegrały 12 spotkań, w których odniosły 6 zwycięstw, remis i 5 porażek. Biorąc pod uwagę, że tylko jeden mecz został rozegrany z polskim klubem, przygotowania do sezonu i wyniki meczów towarzyskich napawały optymizmem.

Historyczny medal

Ligowa rzeczywistość okazała się jednak brutalna przez duże „B”. Po czterech kolejkach z kompletem czterech porażek Puławianie zamykali ligową tabelę, ale tak się dla nich nieszczęśliwie złożyło, że zagrali w tym czasie z trójką medalistów z zeszłego sezonu. Dlatego też Zygfryd Kuchta, brązowy medalista olimpijski z Montrealu 1976 uspokajał kibiców z Lubelszczyzny mówiąc: „Ze słabszymi przeciwnikami zespół z Puław zdobędzie kilka punktów, sytuacja się poprawi i w klubie zapomną o słabszym początku. Dajmy czas na zgranie drużyny, z której latem odeszło kilku ważnych zawodników (…) Nowy szkoleniowiec też musi mieć chwilę na wprowadzenie swojej wizji” (cyt. za: „Przegląd Sportowy”). W piątej kolejce Azoty zdobyły wreszcie pierwszy punkt po wyjazdowym remisie z 18:18 (9:9) z Chrobrym Głogów. Porażka była jednak blisko, bo w ostatniej minucie goście mieli piłkę i przewagę dwóch zawodników, ale Puławianie przetrwali! W szóstej kolejce Azoty zremisowały u siebie 27:27 (14:13) z Zagłębiem Lubin, ale tylko dlatego, że w ostatniej akcji meczu rozgrywający Faruk Halilbegović (rodak Markovicia) trafił w słupek!

W siódmej kolejce Azoty przegrał na wyjeździe z Pogonią Szczecin 28:36 i zajmowały przedostatnie miejsce z dwoma punktami (2 remisy i 5 porażek). Wyprzedzały Nielbę Wągrowiec tylko lepszym bilansem bramkowym (184:219). Kuchta zmienił zdanie i mówił: „kibice z Puław mają prawo być zaniepokojeni. Albo został popełniony błąd w przygotowaniach do sezonu, albo nie wszystkie transfery okazały się trafione” (cyt. za: „Przegląd Sportowy”). „Przegląd Sportowy” trochę kpił z Puławian nawiązując do przedsezonowego hasła drużyny „Silni jak dąb” sugerując, że jest to raczej „trzęsąca się na wietrze osika”, albo „usychający dąb”.

W efekcie siedmiu meczów bez zwycięstwa Markovicia zwolniono, a Zarząd klubu informował w komunikacie: „W ocenie Zarządu Klubu osiągane wyniki, są nieadekwatne do posiadanego przez drużynę potencjału osobowego, a także zapewnionych przez Klub drużynie warunków treningowych oraz socjalnych. Jednocześnie bardzo poważnie zagrożone jest wykonanie założonych na bieżący sezon, celów sportowych.” (cyt. za: pulawy.naszemiasto.pl).

Nowym trenerem, występującym w typowej roli trenera „strażaka” gaszącego pożar, czyli marne wyniku drużyny, wystąpił 66-letni Ryszard Skutnik. Jego największymi sukcesami były – brązowy medal ze Stalą Mielec, mistrzostwo Tunezji z Etoile du Sahel i po dwa awanse do ekstraklasy ze Stalą Mielec i SPR Tarnów. Skutnik może nie jest nowoczesnym trenerem, korzystającym z nowinek technicznych, a raczej trenerem „starej daty”, to jednak szybko udowodnił, że zna się na rzeczy!

Ryszard Skutnik (Azoty Puławy)

Ryszard Skutnik.

Źródło: sportowefakty.wp.pl.

Sezon zasadniczy Azoty ukończyły na szóstym miejscu wśród dwunastu drużyn z bilansem 9 zwycięstw, 4 remisy i 9 porażek, co oznacza, że bilans pod wodzą Skutnika to 9 zwycięstw (60%), 2 remisy i 4 porażki. W ćwierćfinale Azoty niespodziewanie wyeliminowały Górnika Zabrze, który w sezonie zasadniczym był trzeci – 33:30 i 38:32. W półfinale (zgodnie z przewidywaniami) Azoty szybko i gładko uległy późniejszym mistrzom, czyli Vive Kielce – 22:31, 25:38 i 25:36. Następnie w meczu o brązowy medal Puławianie pokonali Pogoń Szczecin (5. miejsce w sezonie zasadniczym) 3-1 (36:25, 23:30, 29:20, 41:29). Warto dodać, że Przemysław Krajewski z dorobkiem 160 bramek (31 meczy) został królem strzelców rozgrywek ligowych. To był niezwykle udany, historyczny sezon klubu z Lubelszczyzny.

Brązowi medaliści 2014/2015 - Azoty Puławy

Radość piłkarzy Azoty Puławy po zdobyciu pierwszego medalu w historii klubu.

Źródło: 24wspolnota.pl.

 

---------------------

Brązowy medal Azoty zdobyły w dwóch kolejnych sezonach, ale ten ostatni już pod wodzą innego trenera – Marcina Kurowskiego. Ryszard Skutnik został zwolniony po sezonie 2015/2016, w którym także zdobył brązowy medal. Do dwóch krążków ligowych dochodzi 4. miejsce w Pucharze Polski, ćwierćfinał Pucharu Challlenge i III runda Pucharu EHF. Skutnik Poprowadził Azoty w 72 oficjalnych meczach, w których osiągnął bilans 45 zwycięstw (62,5%), 3 remisy i 24 porażki. Na 72 mecze złożyło się 56 pojedynków w lidze, 8 w Pucharze Polski, 6 w Pucharze Challenge i 2 w Pucharze EHF.

 

Źródła: własne, sportowefakty.pl, azoty-pulawy.pl, przegladsportowy.pl, pulawy.naszemiasto.pl, kurierlubelski.pl, dziennikwschodni.pl, sportowefakty.wp.pl, 24wspolnota.pl, pl.wikipedia.org, eurohandball.com, ehfcl.com, uschb.fr. Szyba zagra w Słowenii, „Przegląd Sportowy” z dnia 29 maja 2014 r., s. 18. P. Wesołowski, Azoty są w dołku, „Przegląd Sportowy” z dnia 29 września 2014 r., s. 28. PIOWES, Górnik Zabrze wiceliderem, derby dla Zagłębia Lubin, „Przegląd Sportowy” z dnia 6 października 2014 r., s. 25. PIOWES, Pogoń wiceliderem, Azoty cudem uratowały punkt, „Przegląd Sportowy” z dnia 13 października 2014 r., s. 21. P. Wesołowski, Dąb z Puław na razie usycha, „Przegląd Sportowy” z dnia 20 października 2014 r., s. 25.

sobota, 14 kwietnia 2018
Łukasz Gikiewicz jeszcze piłkarzem, czy już turystą?

Odwiedzający egzotyczne (z polskiego punktu widzenia) ligi Łukasz Gikiewicz nazywany jest już „turystą”, a nie piłkarzem. A jakie jest jego zdanie?

Od momentu opuszczenia Śląsk Wrocław w niezbyt przyjemnych okolicznościach, po ujawnieniu, że Patrik Mraz przyszedł na trening „wczorajszy”, Gikiewicz gra w ligach, na które patrzy się z przymrużeniem oka. Najpierw była jednak przygoda z ligą, która więcej znaczy w Europie niż ekstraklasa, ale jest postrzegana jako „gorszy” sort. Mowa o lidze cypryjskiej. Sezon 2013/2014 „Giki” spędził w Omonii Lefkossias (22 ligowe mecze, 7 goli – rekord Gikiewicza w jednym ligowym sezonie). Wiosnę 2014 r. spędził w Kazachstanie, a dokładniej w Tobole Kostanaj (12/0). Wówczas Kazachstan była dla nas trzecim światem, ale wyeliminowanie Legii przez Astanę, zweryfikowało takie myślenie. Jesienią 2014 r. Gikiewicz wrócił na Cypr, a dokładniej do AEL Limassol (10/3). Kolejne dwie rundy, to kolejne dwa kluby, ale piłkarsko było tylko gorzej. Wiosnę 2015 r. polski napastnik spędził w Lewskim Sofia (6/2), a jesień 2015 r. w saudyjskim Al.-Wehda Club (8/0). Następnie 2016 rok spędził w lidze… tajskiej! Z punktu widzenia polskiego hejtera, ups…. kibica, to był już zjazd. Najpierw grał w Ratchaburi FC (13/1), z którym zdobył nawet krajowy puchar, a jesienią 2016 r. grał już dla BEC-Tero Sasana FC (8/3). Od wiosny 2017 r. występuje w jordańskim Al-Faisaly S.C. W pierwszym sezonie rozegrał 11 ligowych meczy i zdobył 5 bramek. Wywalczył z klubem mistrzostwo, puchar krajowy, superpuchar i niespodziewany finał Azjatyckiej Ligi Mistrzów. Dla Śląska wystąpił w 55 meczach w ekstraklasie, w których zdobył 9 bramek (średnia 0,16 bramki na mecz). Nieco lepiej szło mu na obczyźnie. W 90 ligowych meczach zdobył 21 bramek (średnia 0,23).

Gikiewicz_z_tygrysem

Źródło: weszlo.com.

Gikiewicz protestuje, gdy słyszy, że jest turystą, a nie piłkarzem. Komentując postrzeganie go jako piłkarza, którego zadowala gra w słabszych ligach wielokrotnie wyjaśniał, że przyjmował oferty, które były jedynymi w tamtym czasie. „Giki” zwraca uwagę, że piłkarz bez kontraktu czeka wyłącznie na telefon swojego menadżera, a gdy ten nie dzwoni piłkarz denerwuje się i chce po prostu grać. Niekiedy jest mu absolutnie wszystko jedno do jakiego klubu może trafić, byle tylko grać. Gikiewicz w wywiadzie dla weszlo.com powiedział: „(..) ludzie mówią, że marnuję karierę – chociaż w moim przypadku to bardziej przygoda – a nie wiedzą, że oferty, które przyjmowałem, to były jedyne opcje, jakie w danej chwili miałem. Byłem bardzo bliski podpisania kontraktu z Astrą Giurgiu czy Dynamem Drezno, praktycznie byłem dogadany też w Izraelu, ale rozsypywało się to na ostatniej prostej. A wtedy nie masz wielkiego wyboru, bierzesz to, co ci pozostało.”. Dodawał też: „zdaję sobie sprawę, że przede mną jeszcze trzy-cztery lata gry i chcę z tego okresu jak najwięcej wyciągnąć. (…) Korzystam z każdego dnia (…) ale ja bym nie umiał siedzieć! Ja chcę grać, mam już 29 lat. Dobrze się prowadzę, wszystko jest podporządkowane piłce, ale wiem, że czas ucieka. Już siwego włosa dzisiaj zobaczyłem na czubku głowy. Liczy się frajda. Nie będziemy grali do końca świata.”.

Gikiewicz zwracał uwagę, że ligi, w których grał, jak bułgarska, czy tajska są z założenia postrzegane jako słabe, ale nikt w Polsce ich nie ogląda i tak naprawdę nie wie, jaki jest w nich poziom. Kibice i komentatorzy ulegają stereotypom, a poziom ligi oceniają na podstawie poziomu gry reprezentacji. Odnosząc się do zwiedzania krajów, w których grał, „Giki” mówi prostu – korzystam z okazji i z tego, że jestem w danym miejscu.

Niejako w uzupełnieniu wywiadów Gikiewicza w zakresie „piłkarskiej turystyki” wypowiedział się Łukasz Skowron, były bramkarz Wisły Płock, Polonii Warszawa, Jagielloni Białystok, Arki Gdynia, zresztą także dla portalu weszlo.com. Wprawdzie Skworon nie ma takiego doświadczenia w grze w egzotycznych ligach, jak Gikiewicz, to jednak grał w lidze cypryjskiej (AEL Limassol), irlandzkiej (St Patrick’s Athletic) i drugiej lidze portugalskiej (SC Olhanense). Zwrócił on uwagę, że młodzi piłkarze chcą poznawać nowe kraje, nowych ludzi, trenerów i nowe spojrzenia na piłkę, zwłaszcza gdy przed nimi kariera średniaka.

Gikiewicz podróżuje po świecie, gra w egzotycznych (z polskiego punktu widzenia) ligach. Tak. Podróżuje, zwiedza, robi sobie fajne fotki, ale przede wszystkim cały czas gra. Nie jest to kariera na miarę Lewandowskiego, czy Milka, ale na miarę możliwości i szczęścia Łukasza Gikiewicza. To jest kariera „Gikiego” i przebiega w taki, a nie inny sposób. On sam nie narzeka i jest zadowolony. Do turysty jeszcze mu brakuje…

 

Źródła: własne, weszlo.com, 90minut.pl.

poniedziałek, 02 kwietnia 2018
Nikola Eklemović – płocki wyrzut sumienia

Węgierski piłkarz ręczny Nikola Eklemović spędził w Wiśle Płock trzy sezony, i chociaż miał bogate i pełne sukcesów CV, to w Płocku będzie przykładem nieudanej polityki transferowej. Dlaczego?

Kariera reprezentacyjna

Nikola Eklemović urodził się 8 lutego 1978 roku w Belgradzie i z racji posiadania również obywatelstwa Jugosławii, może poszczycić się 14 rozegranymi spotkaniami i 35 zdobytymi bramkami dla reprezentacji Serbii. W 2008 r. zadebiutował w reprezentacji Węgier. W 32 meczach rzucił 80 goli. Wziął udział w finałach Mistrzostw Europy 2010 w Austrii (14. miejsce) i Mistrzostw Świata 2011 w Szwecji (7. miejsce). Na jego nieszczęście Węgrzy zaczęli grać lepiej na kolejnych imprezach, na których Eklemović już nie występował – 4. miejsce na Igrzyskach Olimpijskich w Londynie w 2012 r. i 8. miejsce na Mistrzostwach Świata w 2013 r. Na pocieszenie dla Węgra pozostaje fakt, że z juniorską kadrą Jugosławii zdobył srebrny medal Mistrzostw Europy. W licznych wywiadach podkreślał jednak, że Węgry stały się dla niego drugą ojczyzną i to w tym kraju został ukształtowany jako gracz.

Partizan, Crvena Zvezda i Pick Szeged

Karierę rozpoczynał w Partizanie Belgrad, z którego przeszedł w 1996 r. do lokalnego rywala – Crveny Zvezdy Belgrad. Tam wywalczył trzy tytuły mistrza Jugosławii (1997, 1998 i 1999) i raz wystąpił w fazie grupowej Ligi Mistrzów. Jego dobre występy zaowocowały transferem do znacznie silniejszego Pick Szeged (Węgry), gdzie grał w latach 1999-2004. Spektakularnych sukcesów zabrakło, ale i tak Pick zdobył w tym czasie tylko trzy brązowe (1999, 2000, 2001) i trzy srebrne (2002, 2003, 2004) medale ligi węgierskiej. W europejskich pucharach grał w Pucharze EHF, Pucharze Zdobywców Pucharów i Lidze Mistrzów. W każdych rozgrywkach mógł pochwalić się awansem do ćwierćfinału.

MKB Veszprem – początek sukcesów

Decydującym momentem w jego karierze był 2004 r. i podpisanie kontraktu z absolutnym węgierskim dominatorem i europejskim potentatem, czyli MKB Veszprem. Eklemović występował w tym klubie przez siedem lat i wywalczył pięć tytułów mistrza Węgier (2005, 2006, 2008, 2009, 2010), cztery Puchary Węgier (2005, 2007, 2009, 2010). Do tego doszły sukcesy w europejskich pucharach w postaci zdobycia Pucharu Zdobywców Pucharów (2008) oraz półfinału (2006) i trzech ćwierćfinałów Ligi Mistrzów (2007, 2009, 2010). Chyba jedyne przykre zdarzenie podczas jego pobytu w Veszprem to śmierć kolegi z klubu – rumuńskiego obrotowego Mariana Cozmy na początku lutego 2009.

Orlen Wisła Płock – odcinanie kuponów od dawnej świetności

Pod koniec 2010 r. podpisał z Orlen Wisłą kontrakt obowiązujący od 1 lipca 2011 r. Przez połowę 2011 r., a więc do końca obowiązywania kontraktu na Węgrzech, grał niewiele i tłumaczył: „Działacze dali mi jasno do zrozumienia, że skoro podpisałem kontrakt w Wisłą, to nie jestem już potrzebny” (cyt. za sportowefakty.pl). Swoją decyzję o odejściu wyjaśniał następująco: „Grałem w Veszprem 7 lat i przyszedł czas na zmiany. Zmiana zawsze wymusza w człowieku impuls do rozwoju by być jeszcze lepszym (…) Po 12 latach spędzonych na Węgrzech szukałem nowej motywacji do gry. Znalazłem ją w Polsce, w drużynie z Płocka.” (cyt. za: sprwislaplock.pl).

W maju 2011 roku Eklemović wystąpił w Klubowych Mistrzostwa Świata (IHF Super Globe) w barwach klubu Al Sadd, będącego gospodarzem turnieju. Katarska drużyna zaprasza do swojego składu największe europejskie gwiazdy. Sezon przed Eklemovicem byli to Ivano Balić i Kiril Lazarov, co tylko świadczy jak wysoko ceniono jego umiejętności, mimo że przez kilka miesięcy grał niewiele.

W zespole mistrza Polski Eklemović zastąpił na środku rozegrania Vegarda Samdahla, z którym nie przedłużono kontraktu. Do Wisły przyszedł, jak sam podkreślał, by odnosić sukcesy, ale przez trzy kolejne sezony z Wisłą wywalczył po trzy wicemistrzostwa Polski i finały Pucharu Polski (2011, 2012, 2014) i dwa awanse do 1/8 finału Ligi Mistrzów (2012, 2014). W Polsce pojawił się jako znany, ceniony i doświadczony gracz mający za sobą dziesięć sezonów w Lidze Mistrzów, ale szybko okazało się, że trochę mu brakuje do dawnej świetności. Eklemowić zapowiadał, że chciałby grać najlepiej i chciałby „dać z siebie wszystko”, ale na zapowiedziach się skończyło.

Pierwszy sezon w Płocku 2011/2012 był sezonem rozpoznawczym. Eklemović wyróżniał się tylko trochę. Grał raczej przeciętnie, ale można to było tłumaczyć aklimatyzacją i nowymi warunkami. W sezonie 2012/2013 Eklemović nie grał na miarę oczekiwań, ale klub nie mógł się go pozbyć z uwagi na podpisany kontrakt. W. Osiński, dziennikarz „Przeglądu Sportowego” napisał o nim na początku maja 2013 r., że podobnie jak będący w jego wieku Bostjan Kavas i Michał Kubisztal, raczej nie będzie lepszy niż dotychczas. Nowy trener „Nafciarzy” Manolo Cadenas wyraźnie dał do zrozumienia Węgrowi, że będzie co najwyżej zmiennikiem Nenadicia. To jednak Eklemovicia nie zraziło i mimo, że nie grał wiele, to został w Polsce. Trudno mu się dziwić, skoro miesięcznie inkasował 15 tys. euro miesięcznie!

Nikola_Eklemović_w_barwach_Wisły_Płock

Nikola Eklemović podczas przegranego z Vive Kielce finału Pucharu Polski w 2013 r. w Legionowie.

W sezonie 2013/2014 Węgier z reguły wchodził z ławki. Wystąpił w 24 meczach PGNiG Superligi i zdobył 26 bramek. W Lidze Mistrzów dołożył tylko 13 goli, ale portal sportowefakty.pl nie pozostawiał żadnych złudzeń co do przyszłości tego gracza wskazując, że: Piętą achillesową Wisły był brak playmakera z prawdziwego zdarzenia. Nikola Eklemović to już historia piłki ręcznej, Węgier rywali straszy głównie nazwiskiem, a mecze obserwuje najczęściej z perspektywy ławki rezerwowych..

Sentymentalna rywalizacja Wisły z Veszprem

Co ciekawe, w 1/8 finału Ligi Mistrzów Wisła spotkała się z byłym klubem Eklemovicia – MKB Veszprem. Eklemović dogorywając w Płocku otrzymał niepowtarzalną szansę, aby odwiedzić niezwykle ważne dla siebie miejsce. Przed rywalizacją obu klubów powiedział dla  plock.sport.pl: „Z tym klubem wiążą mnie miłe wspomnienia, osiągnąłem z nim wiele sukcesów. Tego się nie zapomina (…) Ten mecz będzie dla mnie wyjątkowym wydarzeniem. Fani Veszprem, podobnie jak nasi kibice potrafią stworzyć na trybunach fantastyczną atmosferę. Już nie mogę się doczekać.”. W pierwszym meczu Wisła wygrała u siebie 34:33 (16:16), a Eklemović rzucił trzy bramki. W rewanżu Węgrzy nie pozostawili jednak wątpliwości kto jest lepszy i wygrali 31:26 (16:11) awansując do ćwierćfinału. W rewanżu Eklemović rzucił dwa gole, a po spotkaniu powiedział m.in. „To było trochę dziwne grać w tej hali w zespole gości. Cieszę się, że zostałem bardzo ciepło przyjęty przez kibiców. Fani nie zapomnieli o wielu sukcesach, które odnosiłem w barwach Veszprem. Cieszę się i bardzo szanuję lokalnych kibiców.” (cyt. za eurosport.onet.pl).

Warto jeszcze dodać, że po podpisaniu kontraktu z „Nafciarzami” Eklemović powiedział m.in.: „Mogę powiedzieć, że Orlen Wisła jest w pełni profesjonalnym klubem, który można porównać z MKB Veszprem.” (cyt. za sprwislaplock.pl). Może ten profesjonalizm dostrzeżony już wtedy przez Eklemovicia zdecydował, że Płocczanie dostali od EHF „dziką kartę” uprawniającą do startu w Lidze Mistrzów i rozstawili ją w czwartym koszyku?

HC Minaur Baia Mare – rumuńskie zakończenie

Na początku sezonu 2013/2014 mówiło się, że Eklemović może zasilić szeregi Gaz-System Pogoni Szczecin, ale wydawało się mało prawdopodobne, że ten klub sprosta jego wymaganiom finansowym. Później pojawiły się spekulacje o podpisaniu kontraktu z jednym z macedońskich klubów grających w Lidze Mistrzów (HC Metalurg Skopje, HC Vardar Skopje), choć portal sportowe fakty.pl informował, że Eklemović dostał ofertę występów w Katarze.

Następnie głośno było o zainteresowaniu Eklemovicem ze strony duńskiego trenera Larsa Walthera, który latem przejął siódmą drużynę rumuńskiej ligi – HCM Minaur Baia Mare. Walther szukał wzmocnień przede wszystkim w Polsce i nawet namówił Eklemovicia na rekonesans. Wizyta i rozmowy na miejscu początkowo nie przekonały go do podpisania kontraktu. Eklemović liczył chyba na lepszą ofertę, ale taka nie przyszła i w końcu zdecydował się na Rumunię.

Eklemović grał w HCM przed dwa sezony. W tym czasie jego klub wywalczył mistrzostwo (2014) i wicemistrzostwo Rumunii (2015), dwa Puchary Rumunii (2014, 2015) i Superpuchar Rumunii (2014). Węgier powiększył listę swoich sukcesów i zakończył karierę, która wiodła go przez Serbię, Węgry, Polskę i Rumunię. Na pewno zabrakło występu w zachodnioeuropejskiej lidze, a zwłaszcza w Bundeslidze, ale przez pewien okres czasu Eklemović należał do czołowych graczy pozostałej części Europy.

Podsumowanie

Gdy Eklemović przychodził do Płocka w 2011 r. „Przegląd Sportowy” zauważał, że jeśli nie przyjechał odcinać kupony, jak Mirza Dżomba w Kielcach, to Wisła będzie miała z niego dużo pożytku. Niestety pożytku nie było, a Eklemović podpisał lukratywny kontrakt korzystając ze swojego bogatego CV i uznanego nazwiska. Eklemović jest dobrym przykładem nietrafionej polityki transferowej klubu z Płocka, któremu zdarzało się kontraktować na kilka sezonów uznanych zawodników, którzy już po kilku miesiącach byli do „odstrzału”.

 

Źródła: własne, eurohandball.com, sportowefakty.pl, sprwislaplock.pl, plock.sport.pl, mkb-mvmveszprem.hu, eurosport.onet.pl, handball-polska.pl, olympic.org, zprp.pl, pl.wikipedia.org, en.wikipedia.org, de.wikipedia.org, hu.wikipedia.org. „Skarb kibica. Piłka ręczna. PGNiG Superliga mężczyzn i kobiet. Sezon 2011/2012” – bezpłatny dodatek do „Przeglądu Sportowego” z dnia 3 września 2011 r., s. 7. W. Osiński, Akcja zakupowa, „Przegląd Sportowy” z dnia 9 maja 2013 r., s. 20. „Skarb kibica. Piłka ręczna. PGNiG Superliga mężczyzn i kobiet. Sezon 2013/2014” – bezpłatny dodatek do „Przeglądu Sportowego” z dnia 6 września 2013 r., s. 13.

sobota, 24 marca 2018
RB Lipsk pod ostrzałem

Niemiecki klub RB Lipsk jest ciągle krytykowany za to, że za jego istnieniem i sukcesami stoją pieniądze, a nie tradycja, historia i tożsamość. Jest krytykowany, choć przesadnie nie wydaje dostępnych mu pieniędzy.

RasenBallsport, bo taka jest oficjalna nazwa klubu, powstał w 2009 roku na bazie SSV Markranstädt i począwszy od Oberligi Nordost (piąty poziom rozgrywkowy) zanotował awans do Bundesligi, ale właściciele klubu stawiają sobie wyższe cele.

RB_Lipsk_-_przekreślony_herb

Źródło: rp-online.de.

Drużynie sponsorowanej przez Red Bulla zarzuca się, że nie ma tradycji. To prawda, ale czy to oznacza, że nie może już powstać żaden klub na świecie, bo nie ma tradycji? Absurd. Kibice innych klubów zarzucają RB Lipsk, że bez pieniędzy sponsora nie byłoby klubu i jego sukcesów, czyli kolejnych awansów. To też prawda, ale czym byłyby takie kluby, jak np. Real Madryt, Barcelona, czy Bayern Monachium – bez pieniędzy? Nikt nie ma przecież wątpliwości, że w zawodowym sporcie, nawet przy ogromnym talencie i umiejętnościach, bez pieniędzy trudno o poważny sukcesów. Kibice zżymają się jednak, gdy patrzą na PSG, Chelsea, czy Manchester City zasilane obrzydliwie dużymi kwotami pieniędzy, które psują piłkarski rynek i rozpieszczają piłkarskie gwiazdy. Wprawdzie wymienione trzy kluby mają historię, tradycję, tożsamość i szacunek wielu fanów, to niesmak budzi wspieranie ich mocno przesadzonymi pieniędzmi. Czy tak samo funkcjonuje RB Lipsk?

Zdecydowanie nie! Nieograniczone możliwości finansowe sponsora i właściciela klubu nie oznaczają, że do Lipska sprowadzane są gwiazdy światowego formatu, jak do wspomnianych wcześniej trzech klubów. Wręcz przeciwnie! W Lipsku trudno szukać znanych nazwisk, to raczej gra w Lipsku sprawia, że piłkarze pracują na swoje nazwisko. Co, więcej klub mocno postawił na współpracę z młodzieżą, co zdecydowanie można pochwalić. Zdarzało się, że na poziomie 3. Bundesligi, czy później 2. Bundesligi Lipsk, a właściwie Red Bull wydawał ogromne kwoty na mało znanych piłkarzy, ale zawsze łączyło ich to, że w opinii władz RB zaliczali się do grona młodych, zdolnych… W Lipsku bowiem postawiono na budowę solidnych fundamentów, dlatego zainwestowano w akademię i skauting.

Część klubów Bundesligi ma problemy w wysupłaniem kilku milionów euro na zakup piłkarza, a tymczasem RB przeprowadziło w swojej historii aż siedem transferów za minimum 10 mln euro. W odwrotnym kierunku przeprowadzono tylko dwa takie transfery, ale na Gwinejczyku Naby Keicie klub zarobił na czysto 41 mln euro. Keita został ściągnięty z RB Salzburg za 24 mln euro, a odszedł do Liverpoolu za 65 mln euro! Rozrzutności jednak nie było.

RB_LIpsk_-_transparent

Źródło: der-betze-brennt.de.

RB Lipsk jest dalekie od typowego modelu klubu, którego właścicielem staje się potwornie bogaty podmiot. Zachłyśnięcie dopływem gotówki następuje szybko, ale RB wyłamuje się z tego schematu. Docenić trzeba, że swój awans do niemieckiej elity RB wywalczyło na boisku, a nie poprzez kupienie licencji od upadającego lub bankrutującego klubu. Co więcej, w Lipsku mogli ściągnąć wielu znanych piłkarzy (podobnie jak robią to siostrzane kluby spod znaku „Czerwonego Byka” z Salzburga i Nowego Jorku. Nie robią jednak tego, a pieniądze są wydatkowane naprawdę rozsądnie.

Dzięki pieniądzom Red Bulla zdecydowanie ożywiona zostanie wschodnioniemiecka piłka. Poważnym problemem dla DFB jest znaczna dysproporcja dysproporcja między klubami zachodnioniemieckimi i wschodnioniemieckimi. W Bundeslidze, po zjednoczeniu Niemiec grały tylko cztery kluby ze wschodnich Niemiec (Hansa Rostock, Energie Cottbus, Dynami Drezno i VfB Lipsk), a po raz ostatni w… 2009 roku!

Trudno oprzeć się wrażeniu, że krytyka skierowana do RB Lipsk jest trochę z zazdrości, trochę dla zasady, a trochę z obawy, że na horyzoncie pojawił się trudny rywal.

 

Źródła: własne, weszlo.com, sportowefakty.wp.pl, pl.wikipedia.org, de.wikipedia.org, transfermarkt.de, rp-online.de,  der-betze-brennt.de. „Skarb kibica. Liga niemiecka 2016/17” – dodatek do „Przeglądu Sportowego” z dnia 26 sierpnia 2016 r., s. 4 i 48-49.

piątek, 02 lutego 2018
Wierczuk miał być pierwszym Polakiem w F1

Robert Kubica został pierwszym Polakiem, który wystartował w Formule 1, ale mało kto pamięta, że na jego poprzednika kreowano Jarosława Wierczuka.

Warto zauważyć, że pierwszym Polakiem, który prowadził bolid F1 był Andrzej Jaroszewicz, syn Piotra Jaroszewicza, w latach 1970-1980 premiera PRL-u. W 1977 Jaroszewicz jeździł po torze w Poznaniu bolidem Jody Schecktera (RPA) z kanadyjskiego zespołu Wolf. Jaroszewicz, prywatnie był przyjacielem szefa teamu, Waltera Wolfa.

Andrzej Jaroszewicz na torze w Poznaniu w bolidzie zespołu Wolf (1977 r.).

Źródło: myf1dream.blox.pl.

Początki

Jarosław Wierczuk pochodzi z Warszawy. Karierę chciał zacząć już w wieku dziesięciu lat, ale rodzice uznali, że wyścigi gokartów to zbyt niebezpieczne hobby. Zgodzili się dopiero, gdy Wierczuk miał piętnaście lat i zaczął jeździć w klubie Nowi Kielce. W kartingu zadebiutował w 1991 r. Sam Wierczuk mówi: „na torze w Skwierzynie, chyba w 1991 roku zdawałem egzamin na licencję kartingową” (cyt. za: gazetalubuska.pl). Trzy lata po pierwszym treningu zdobył tytuł mistrza Polski w zespole Formuły Ford 125 i zakwalifikował się do testów w zespole Formuły Ford w Solden. Próba powiodła się, ale zamiast do Formuły Ford, która Wierczuka nie interesowała, trafił do Formuły 3. Przeniósł się wówczas do Automobilklubu Wielkopolskiego i został jednym z dwóch kierowców pierwszej profesjonalnej ekipy wyścigowej – GPF Motorsport. W 1995 r. wygrał większość wyścigów w mistrzostwach Polski F-3/2000 oraz mistrzostwach Europy Strefy Centralnej skupiającej kierowców z Czech, Słowacji, Węgier, Chorwacji, Austrii i Polski. „Przegląd Sportowy” informował, że Wierczuk wystartował w dwóch eliminacjach mistrzostw Niemiec w klasie B (dwa ósme miejsca) i wygrał Puchar ADAC na torze Hockenheim.

„Testy” w ekipie Forti

Pod koniec 1995 niespełna dziewiętnastoletni Wierczuk wziął udział w „testach” w bolidzie włoskiej ekipy Formuły 1 – Forti (Ford). „Testy” odbyły się na niewielkim torze Autodromo Magione koło Perugii. Wierczuk mówił, że otrzymał zaproszenie na testy, wypadł dobrze i został zaproszony na kolejne testy: „Chyba nie wypadłem źle, skoro szef teamu Guido Forti zaprosił mnie na następne jazdy w styczniu do Barcelony”. (cyt. za: „Auto Świat”). Forti wypowiedział się oficjalnie bardzo dyplomatycznie: „ten chłopak ma zadatki na dobrego kierowcę” (cyt. za: „Auto Świat”). Warto dodać, że „Wraz z nim jeździli trzej Włosi: Andrea Montermini, Giovanni Lavaggi i Vittorio Zoboli, z których dwa pierwsi już startowali w mistrzostwach świata.” (cyt. za: „Auto Świat”).

„Auto Świat” informował jednak, że jazdy testowe odbyły się dzięki staraniom Krzysztofa Woźniaka, który był trenerem Wierczuka i założycielem poznańskiej Fundacji Grand Prix mającej na celu wypromowanie polskiego kierowcy do F1. Menadżerem Wierczuka był Tytus Jakubowski, który postarał się o sponsorów – koncern ESSO i firma komputerowa ILC.

Wierczuk_na_testach_w_Forti

Jarosław Wierczuk na „testach” w ekipie Forti.

Źródło: karolak.info.pl.

Trochę inaczej „testy” Wierczuka przedstawia na swoim blogu dobrze zorientowany red. Mikołaj Sokół: „Jesienią 1995 roku w ramach „programu zbierania funduszy” zespół Forti udostępniał różnym zawodnikom dni testowe na włoskich torach. Jednym z takich kierowców był Jarosław Wierczuk – określany w połowie lat 90. przez niektórych rodzimych dziennikarzy mianem „polskiej nadziei na Formułę 1”. Jednak nie pomógł mu nawet patronat ówczesnego prezydenta RP, Aleksandra Kwaśniewskiego: Wierczuk z mizernymi wynikami startował m.in. w niemieckiej F3, włoskiej F3000 oraz Formule Nippon, a jedynym kontaktem z F1 pozostał króciutki test na obiekcie Magione, liczącym zaledwie 2,5 kilometra długości. Niektórzy moi starsi koledzy po fachu utrzymują, że polski kierowca faktycznie jeździł po Magione za kierownicą Forti FG01, ale miałem kiedyś okazję do krótkiej pogawędki z jednym z dawnych pracowników włoskiej ekipy. W odpowiedzi na pytanie o zawodnika z Polski, który kiedyś testował z Forti, usłyszałem, że zespół był bardzo zadowolony z tej krótkiej współpracy: za możliwość posadzenia kierowcy w kokpicie i zrobienia mu kilku zdjęć „za kierownicą”, szef otrzymał reklamówkę wypchaną banknotami. W sytuacji Guido Fortiego każdy papierek z nawet minimalną liczbą zer był na wagę złota. Zespół Guido Fortiego uznawany był za ostatnią typowo „garażową” ekipę w Formule 1: organizację napędzaną właściwie czystą pasją właściciela i pracowników, pozbawioną wsparcia dużych i zamożnych partnerów.” (cyt. za: sokolimokiem.com).

1996-1997 starty w niemieckiej Formule 3

Kolejnym przystankiem w karierze Wierczuka była Formuła 3, która uchodzi za przedsionek do Formuły 1. Z niemieckiej F3 do F1 awansowali tacy kierowcy jak np. Bernd Schneider, Michael Schumacher, Joachim Winkelhock, Karl Wendlinger, Pedro Lamy, Jos Verstappen, czy Ralf Schumacher. Z włoskiej F3 promocję do F1 uzyskał np. Jacques Villeneuve.

Jakie było moje zdziwienie, gdy z dużymi oczekiwaniami i nastawieniem na dobre występy Wierczuka zasiadłem przed telewizorem, aby obejrzeć jeden z wyścigów F3 na kanale DSF. Okazało się, że polski kandydat do startów w Formule 1 planował się w drugiej części stawki, a miejsce jedenaste było sukcesem.

W 1996 r. Wierczuk startował w austriackim zespole Franz Wöss Racing najpierw bolidem Dallara 394 z silnikiem Fiata, a później Dallarą 393 z silnikiem Opla. Ostatnie dwa wyścigi pojechał w barwach greckiego zespołu Tokmakidis Motorsport Dallarą 395 z silnikiem Opla. W tym sezonie rywalizował m.in. z późniejszymi kierowcami F1 – Jarno Trullim (Włochy) i Nickiem Heidfeldem (Niemcy). Na torze Hockenheim był 17. a drugiego wyścigu nie ukończył. Na Nuerburgringu był. 19 i dwukrotnie nie ukończył, ale został sklasyfikowany na 24. i 22. miejscu. Na torze Norisring dwukrotnie nie zakwalifikował się do wyścigu. Na torze Diepholz Airfield Circus nie ukończył i był 21. Ponownie na Nuerburgringu był 20. i 18. Wizyty na francuskim torze Magny-Cours też nie będzie wspominał najlepiej, bo pierwszego wyścigu nie ukończył, a w drugim był 16. Ostatnią rundę (już w greckim teamie) na Hockenheim też popsul. W pierwszym wyścigu był 15. a drugiego nie ukończył.

Wierczuk nie zdobył żadnego punktu, a punktowała tylko pierwsza „dziesiątka”. Kierowców, którzy zdobyli co najmniej jeden punkt było aż dwudziestu pięciu! Na pocieszenie pozostało Wierczukowi 8. miejsce w klasie „B”.

W sezonie 1997 Wierczuk startował w niemieckim zespole Josef Kaufmann Racing, choć w październiku 1996 „Rzeczpospolita” informowała na swojej stronie internetowej, ze Wierczuk „W Warszawie podpisał umowę z grupą Tokmakidis Motorsport.”. W niemieckim zespole Wierczuk stratował za kierownicą bolidu Martini MK 73-Opel jako jeden z dwóch zawodników w całej stawce. Tyle tylko, że Niemiec Wolf Henzler walczył o czołowe pozycje, a Wierczuk raczej statystował. Polak nie startował w całym cyklu, ponieważ w trakcie sezonu rozstał się z zespołem Josefa Kaufmanna. Współpraca nie układała się, właściciel zespołu miał sporo uwag do Polaka i chyba chodziło też o brak sponsora. Na części w wyścigów Wierczuk startował z reklamą margaryny „Kama”. W ostatniej eliminacji składającej się z dwóch wyścigów startował w czeskim zespole TKF Racing (należącym do Tomasza Karhanka) za kierownicą Dallary 396/022 z silnikiem Opla. Wierczuk w sezonie 1997 ścigał się z późniejszymi kierowcami F1, jak Nick Heidfeld czy Tomas Enge (Czechy).

Na torze Hockenheim w pierwszym wyścigu był 14., a w drugim nie wystartował. Na Nuerburgringu w kwalifikacjach był 17., a w wyścigach 12. i 11. Na torze Sachsenring w kwalifikacjach był 15., a w wyścigach nie ukończył, ale został sklasyfikowany na 19. i 13. Na torze Norisring w kwalifikacjach był 20, co oznaczało ostatnie pole startowe w wyścigach, które jednak ukończył na 13. i 12. miejscu. Na torze Wunstorf w kwalifikacjach był 19., a w wyścigach 13. (Marcin Biernacki junior w debiucie był 11.) i nie ukończył.

W międzyczasie Wierczuk nie zakwalifikował się do Marlboro Masters na holenderskim torze w Zandvoort. W wyścigu kwalifikacyjnym zajął 9. miejsce, co dało mu 37. pozycję w zawodach. Z tego wyścigu promocję do głównej rywalizacji zdobywała tylko czołowa „czwórka”.

Wierczuk narzekał, że po przejściu do teamu nowego kierowcy – Steffena Widmanna jego sytuacja pogorszyła się, bo jeździł ubiegłorocznym Martini Henzlera, a zamówiony nowy samochód otrzymał Widmann. Poza tym, nie otrzymał możliwości przetestowania opon, a specjalista od elektroniki współpracował wyłącznie z Widmannem.

Wracając do niemieckiej Formuły 3, to na torze Zweibruecken w kwalifikacjach był 20., a w wyścigach 19. (17. – pl.wikipedia.org za formelguide.com) i 15. Na Salzburgringu w kwalifikacjach był 16., a w wyścigach dwukrotnie 16. W Lahr/Schwarzwald – nie startował, bo rozstał się z Kaufamannem. Ostatnie runda składająca się z dwóch wyścigów na Nurburgringu był debiutem Wierczuka w TKF Racing. Startował jako zawodnik klasy „B” (wcześniej jako zawodnik klasy „A) i zajął 15. i 19. miejsce, choć drugiego nie ukończył.

Podobnie jak w pierwszym sezonie Wierczuk nie zdobył punktu, choć startował znacznie, znacznie lepiej. Najlepsze miejsce w kwalifikacjach to 15., a w wyścigu 11. Poza tym, dwukrotnie był 12. i 13. To wszystko działo się w pierwszej części sezonu, a później współpraca z Kaufmannem pogorszyła się, opuścił jedną eliminację i startował na koniec dla TKF.

Niemniej jednak podobnie jak w 1996 r. Wierczuk nie zdobył punktu w przeciwieństwie do… dwudziestu jeden kierowców. W klasyfikacji Formel 3 Trophy (to chyba klasa „B”) zajął 6. miejsce (inny Polak Marcin Biernacki był 4.).

1998 - ?

Nie wiem co działo się z Wierczukiem w 1998 r. i trudno znaleźć informacje na ten temat. Wszystko wskazuje na to, że w Niemczech nie startował.

1999 – włoska Formuła 3000

Wierczuk wystartował w pierwszy sezon w historii tej serii zwanej także Campionato d’Italia F3000. Za kierownicą bolidu Lola T96/50 zespołu Durango w czerwcu 1999 w ramach przygotowań do sezonu - na torze Vallelunga uzyskał najlepszy czas, a na Monzy szósty i uległ wypadkowi.

W siedmiu wyścigach nie zdobył ani jednego punktu, tzn. ani razu nie zajął miejsca w pierwszej „szóstce”. W całym sezonie co najmniej jeden punkt zdobyło… 19 kierowców.

Wierczuk_w_Formule_Nippon

Jarosław Wierczuk przed startem wyścigu w Formule Nippon.

Źródło: gazetalubuska.pl.

2000-2001 Formuła Nippon

W latach 2000-2001 Wierczuk ścigał się w Formule Nippon w Japonii. Po pierwszym sezonie zrezygnował z kontynuowania startów w dotychczasowym teamie z powodu faworyzowania drugiego kierowcy i brak możliwości osiągnięcia dobrych wyników. W drugim sezonie sytuacja powtórzyła się. Portal Rzeczypospolitej (rp.pl) informował wówczas: „Teraz wysiłki jego manegerów skoncentrowały się na zorganizowaniu testów w jednym z teamów F1. Agencja Weber Managment, która opiekuje się sprawami Wierczuka jest bliska podpisania stosownej umowy, ale potrzebna jest do tego spora ilość pieniędzy. W tej chwili trwają negocjacje ze sponsorami, którzy byliby w stanie wyłożyć sumę około miliona dolarów.”. Do testów ostatecznie nie doszło.

Koniec kariery

Prawdopodobnie w 2002 r. Wierczuk zdecydował się na zakończenie kariery. Swoją decyzję uzasadniał następująco: „To był proces, do którego kulminacji doprowadziła powiększająca się frustracja. Nie była ona jednak spowodowana stroną sportową, lecz wynikała z zawiłości rozmów sponsorskich. Każdy kolejny sezon, przy aktywnym rozwoju kariery to znacznie wyższe koszty.” (cyt. za: motorsportgp.pl).

Po zakończeniu kariery sportowej

Wierczuk po zakończeniu sportowej rywalizacji jest bardzo aktywny. Po pierwsze, zadbał o wykształcenie i w 2001 r. skończył studia na warszawskiej Wydziale Zarządzania Wyższej Szkoły Zarządzania i Marketingu. Po drugie, zadbał o utrzymanie rodziny i został przedsiębiorcą z branży rolniczej. Razem z ojcem prowadzą firmę Agrojar. Po trzecie, po zbudowaniu takich fundamentów mógł spróbować się w innej działalności. „W 2004 r. wstąpił do Samoobrony RP. Kandydował do europarlamentu z okręgu lubusko-zachodniopomorskiego, lecz nie zdobył mandatu (dostał ponad 18,5 tys. głosów). Ostatecznie odszedł z partii i wycofał się z polityki.” (cyt. za: gazetalubuska.pl).

Poza tym, oczywiście pozostał przy motosporcie, ale w różnych rolach. Szerszej publiczności jest znany jako komentator stacji telewizyjnych i felietonista, ale więcej wniósł do polskiego sportu motorowego przez założenie Fundacji Wierczuk Race Promotion, której jest prezesem. Celem fundacji jest wspieranie młodych, zdolnych zawodników. Fundacja wspierała takich kartingowców jak Michał Grzyb i Karol Nasz. Fundacja wspiera też Uczniowski Klub Sportowy Moto-Kart ze Skwierzyny. Wierczuk doprowadził do wybudowania Tor kartingowy w Strzelcach Klasztornych koło Strzelcy Krajeńskich w woj. lubuskim (niedaleko Skwierzyny). Tam też znajduje się siedziba Agrojaru.

 

Źródła: własne, wyscigi.autoklub.pl, rp.pl, motorsportgp.pl, myf1dream.blox.pl, sokolimokiem.com, karolak.info.pl, gazetalubuska.pl, pl.wikipedia.org, en.wikipedia.org, de.wikipedia.org. JaŚ, Nierówne Martini, Auto Sport nr 3, lipiec 1997, s. 65. Andrzej Tarnawski, Mały Winnetou, Auto Sport, nr 4, sierpień 1997, s. 64. Andrzej Tarnawski, Numer ze Schwagerem, Auto Sport, nr 4, sierpień 1997, s. 65. JaŚ, Mamy dwóch!, Auto Sport, nr 5, wrzesień 1997, s. 35. Janusz Śmiłowski, Tom od Webera, Auto Sport, nr 5, wrzesień 1997, s. 36-37. Andrzej Tarnawski, Klasa B też potrafi, Auto Sport, nr 6, październik 1997, s. 40. JaŚ, Szczęście w nieszczęściu, Auto Sport, nr 6, październik 1997, s. 41. Wypadek Wierczuka, Auto Sport, nr 6 (25), czerwiec 1999, s. 7. AN, Inaczej niż wszyscy, „Przegląd Sportowy”, brak numeru i daty wydania. Polak w Formule?, Bravo Sport, brak numeru i daty wydania. A. Martynkin, Trening w Formule 1, „Auto Świat:, brak numeru i daty wydania.

23:48, martinez-4ever , Formuła 1
Link Komentarze (1) »
piątek, 26 stycznia 2018
Ostatnia porażka

W środę 10 sierpnia 2016 r. Górnik Zabrze wyeliminował Legię Warszawa z Pucharu Polski. Górnik wygrał 3:2 po dogrywce, choć do przerwy przegrywał 0:2. Wynik meczu był niespodzianką, bo Legia przystępowała do niego jako obrońca trofeum i mistrz Polski, a Górnik reprezentował I ligę po degradacji z ekstraklasy. Co więcej, legioniści przegrali w roku obchodów stulecia powstania klubu. Poza tym porażka w Pucharze Polski przyszła po ponad dwóch i pół roku.

Poprzedni mecz w Pucharze Polski Legia przegrała 965 dni wcześniej. 18 grudnia 2013 r. Legia przegrała w 1/8 finału Pucharu Polski w wyjazdowym meczu z… Górnikiem Zabrze (1:3). Tyle tylko, że wtedy Legia była liderem ekstraklasy, a Górnik wiceliderem. Ówczesny trener legionistów – Jan Urban nie za bardzo przejął się porażką, a kilka dni później nie był już trenerem Legii. Zastąpił go Henning Berg, który w kolejnym sezonie sięgnął po Puchar Polski, podobnie zresztą jak jego następca, czyli Stanisław Czerczesow. W tym czasie Legia rozegrała 14 meczy, z których 12 wygrała (w tym jeden po dogrywce), 2 zremisowała i osiągnęła bilans bramkowy 36:9.

2016.08.10_Górnik_-_Legia_3:2_PP

Źródło: legia.net.

Co ciekawe, ówczesny Prezes Legii – Bogusław Leśnodorski jeszcze w sezonie 2015/2016 udzielił takiej wypowiedzi: „W przyszłym sezonie możemy zmienić podejście do rozgrywek Pucharu Polski. Chodzi mi zwłaszcza o rundę jesienną, kiedy będziemy grali w europejskich pucharach. Nie mówię, że zlekceważymy te rozgrywki, ale bardzo możliwe jest, że zmienimy priorytety.” (oba cytaty za: sport.pl). Tak się jednak nie stało i Legia wystąpiła w Zabrzu w najmocniejszym zestawieniu, ale drużyna prowadzona przez Besnika Hasiego grała fatalnie.

Nieco wcześniej Legia popisała się jeszcze lepszą serią, gdy była niepokonana w Pucharze Polski przez cztery lata (!). W sezonie 2009/2010 Legia przegrała w pierwszym meczu ćwierćfinałowym z Ruchem Chorzów 0:1. Następnie Legia wygrała mecz rewanżowy 2:1 po dogrywce i odpadła, a później sięgnęła po trzy Puchary Polski (dwa z Maciejem Skorżą i jeden z Janem Urbanem). W tym czasie Legia rozegrała 22 mecze, z których 18 wygrała (w tym jeden po dogrywce), 4 zremisowała i osiągnęła bilans bramkowy 48:12. Legia przegrała dopiero 8 maja 2013 r., gdy w rewanżowym meczu finałowym uległa 0:1 Śląskowi Wrocław. Sięgnęła jednak po trofeum, bo na wyjeździe wygrała 2:0. Porażki z Ruchem i Śląskiem dzieliło… 1513 dni.

W sezonie 2017/2018 Legia buduje swoją nową serię meczów bez porażki. Wygrała cztery mecze z bilansem bramkowym 15:4. W półfinale zmierzy się z… Górnikiem Zabrze, a historia lubi się powtarzać…

 

Źródło: własne, 90minut.pl, pl.wikipedia.org, sport.pl, infor.pl, legia.net. „Przegląd Sportowy” z dnia 4 maja 2016 r., s. 3.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 79
| < Październik 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        
Tagi