czwartek, 18 grudnia 2008
Jeszcze o Lechu

Wczorajszego wieczoru polski klub piłkarski dokonał rzeczy niezwykłej i wcale nie chodzi mi o historyczne zwycięstwo w Rotterdamie i historyczne przejście fazy grupowej Pucharu UEFA. Po pierwsze, Lechici wygrali na wyjeździe, co polskim klubom zdarza się stosunkowo rzadko, zwłaszcza w starciu z ekipami z zachodniej części Europy. Po drugie, zwycięstwo Lecha nie podlegało żadnej dyskusji. Wygrali, bo byli lepsi. Po trzecie, Lech zagrał z Feyenoordem, który wprawdzie straszy nazwą, ale jest rozbity i po prostu słaby. 

Wielkość drużyny poznaje się w dwóch sytuacjach, gdy „nie idzie" a wygrywa oraz gdy rywal jest słaby i się go bezlitośnie dobija. Lech zrobił to drugie. Przyjechał do utytułowanego, ale słabego rywala i wykorzystał to. Jak na zdolności polskich klubów to rzadkość. W tym sezonie Wisła nie dała rady Tottenhamowi, który okupywał dolne rejony tabeli Premier League a dwa lata temu Legia nie sprostała Austrii Wiedeń, która w owym czasie zajmowała ostatnie (!) miejsce w lidze austriackiej.  

Zwycięstwo i awans Lecha upewniają, co jako kibic warszawskiej Legii, muszę przyznać z bólem serca, że to Lech jest najpoważniejszym kandydatem to tytułu Mistrza Polski 2009. Prowadzenie w tabeli Ekstraklasy, to jedno, ale sukcesy w Pucharze UEFA to drugie i moim zdaniem ważniejsze, niesamowicie motywujące zdarzenie. To właśnie rozgrywki europejskie wzmocniły Lecha, przekonały piłkarzy, że są zdolni do równej walki z każdym, dodały im dużo pewności siebie a jednocześnie zmotywowały do zaangażowania w „meczach o wszystko" co trzy dni. Lech jest silniejszym mentalnie a to w rywalizacji o tytuł jest bardzo ważne. Sukces spowodował, że władze Lecha zapowiadają w przerwie zimowej tylko wzmocnienia, co gwarantuje siłę poznaniaków. 

W tej całej układance jest tylko jeden mankament. Drużyny prowadzone przez Franciszka Smudę kiepsko zaczynają rundę wiosenną, że wypomnę pamiętne 0:4 Legii w Lubinie w Pucharze Polski.

21:19, martinez-4ever , PIŁKA NOŻNA
Link Dodaj komentarz »
środa, 17 grudnia 2008
Lech wygrał w Rotterdamie i awansował!

A jednak! Poznaniacy jako pierwszy w historii polski klub pokonali Feyenoord w Rotterdamie a tym samym również jako pierwszy klub przeszli fazę grupową Pucharu UEFA. W ostatnich latach tylko Wisła Kraków i nieistniejący już Groclin Grodzisk Wielkopolski grały na wiosnę w pucharach. Teraz dołączył do nich Lech.

Poznaniacy zagrali ofensywnie i to się opłaciło. Mecz chwilami przypominał kopaninę, ale głównie za sprawą piłkarzy Feyenoordu, którzy nie mieli żadnego pomysłu na grę, a główny lider tego zespołu - Roy Maakay był cieniem piłkarza, którego pamiętamy z występów w Monachium i La Coruni. Feyenoord zawiódł na całej linii, a Lech zagrał tak, jak tego oczekiwano. 

Lech mógł wygrać wyżej, ale podobnie jak w poprzednich meczach fazy grupowej Pucharu UEFA, Kolejorza zawiodła skuteczność. Feyenoord zagrał fatalnie i nie może dziwić dopiero 13. miejsce w Eredivisie.

Sukces Lecha, to sukces polskiej piłki klubowej, która potrzebuje takich meczy i takich zwycięstw.

wtorek, 16 grudnia 2008
Przed meczem Lecha z Feyenoordem

Historia lubi się powtarzać. Dwa lata temu Wisła Kraków w fazie grupowej spotkała się m.in. z AS Nancy a w ostatnim meczu decydującym o wyjściu z grupy grała z Feyenoordem na wyjeździe. Lech jest w podobnej sytuacji z Nancy już grał a przed ostatnim meczem w Rotterdamie, Lech zachowuje szanse na awans. Oba polskie kluby mecz z Feyenoordem rozgrywają w Rotterdamie z tą różnicą, że Wiśle wystarczał remis a Lech musi wygrać. Sięgając do annałów historii należy jeszcze przypomnieć, że w sezonie 1969/1970 Legia po bezbramkowym remisie w Warszawie w półfinale Pucharu Europy Mistrzów Klubowych jechała do Rotterdamu bo zwycięstwo albo bramkowy remis. W sezonie 1973/1974 Stal Mielec po remisie 1:1 u siebie musiała w Rotterdamie zremisować co najmniej 2:2 albo wygrać.

Poznaniacy stoją jednak przed trudnym, ale możliwym do wykonania zadaniem jakim jest zwycięstwo w Rotterdamie. Wprawdzie Wisła przegrała z Feyenoordem 1:3, Legia 0:2, a Stal Mielec 1:3 po dogrywce, to jednak ostatnie występy polskich klubów w Pucharze UEFA potwierdziły, że w Holandii też można wygrać. Legia wygrała w sezonie 2002/2003 z Utrechtem (3:1) a Wisła w następnym sezonie z NEC Nijmegen (2:1). 

Gdy przed sezonem a nawet w jego trakcie mówiono o Lechu jako o kandydacie na Mistrza Polski wielu pukało się w głowę. Tymczasem Lech spośród sześciu realnych kandydatów do tytułu jest najbliżej tego celu. Poza tym poznaniacy zaprezentowali się w europejskich pucharach co najmniej przyzwoicie a mało tego mają szanse na kontynuowanie swojej przygody.

Problemem Lecha jest to, że w tym sezonie w Pucharze UEFA wygrał tylko jeden mecz - z azerskim Chazarem Lenkoran (1:0). Poza tym poznaniacy zremisowali z Grasshopperem (0:0) i przegrali po 1:2 z Austrią Wiedeń i CSKA Moskwa. Atutem Lecha miały być mecze przed własną publicznością, ale po dwóch zwycięstwach w fazie eliminacyjnej przyszły dwa remisy w fazie grupowej. Remis z Nancy był spowodowany brakiem pewności siebie i swoistego boiskowego wyrachowania. Z Deportivo, Lech zremisował, bo zabrakło mu skuteczności a Stilić zagrał wyjątkowo egoistycznie. 

Feyenoord w ostatnich meczach zawodzi. Półtora tygodnia temu przegrał u siebie z outsiderem jakim jest De Graafschap (1:3) a w ostatnią sobotę przegrał z liderem Eredivisie - AZ Alkmaar (0:1). Oba mecze odbyły się na De Kuip. Czy pewność siebie, boiskowe cwaniactwo, skuteczność i gra zespołowa wystarczą do ogrania Feyenoordu? Wydaje się, że nie. Lech zawodzi na wyjazdach a Feyenoord gra o coś więcej niż honor - o odzyskanie zaufania własnych kibiców. Typuję inny wynik niż zwycięstwo Lecha.

poniedziałek, 15 grudnia 2008
Beenhakker w Sunderlandzie? Słówko o polskich trenerach

Wczorajsza informacja o zainteresowaniu Sunderlandu Leo Beenhakkerem jest krzepiąca. Nie dlatego, że mogłaby nastąpić zmiana na stanowisku selekcjonera reprezentacji Polski, ale dlatego, że Beenhakker jest wciąż cenionym trenerem. Nie przesłoni tego nieudany występ Polaków na Euro 2008, jak również nieudane mecze przeciwko Słowenii i Słowacji w el. MŚ 2010. Beenhakker jest świetnym fachowcem, mimo że praca w Polsce coraz bardziej irytuje go a jego wypowiedzi świadczą, że chętnie objąłby posadę trenera drużyny klubowej.  Innymi kandydatami do trenerskiego stołka Sunderlandu są Gerard Houllier, Alan Curbishley i Bernd Schuster. Umieszczenie w takim gronie też jest nobilitujące.

Trener reprezentacji Polski kandydatem na trenera drużyny z Premier League - przecież kilka czy kilkanaście lat temu taka informacja prasowa była absolutnie niemożliwa. Wojciech Łazarek po przygodzie z reprezentacją Polski prowadził reprezentację Sudanu oraz kluby izraelskie, egipski i sudański. Henryk Apostel pracował w Omanie, Władysław Stachurski w Zjednoczonych Emiratach Arabskich i w Egipcie. Antoni Piechniczek prowadził kluby z Kataru, Z.E.A. i Tunezji a także reprezentacje Tunezji i Z.E.A, Janusz Wójcik - Anorthosis Famagusta i reprezentację Syrii a Jerzy Engel - APOEL Nikozja. Porównywanie Beenhakkera z polskimi selekcjonerami nie ma najmniejszego sensu, bo nie ma co porównywać. 

Beenhakker objął polską kadrę w lipcu 2006 r. po Mistrzostwach Świata, na których prowadził Trynidad i Tobago. Po mistrzostwach miał również propozycje z Arabii Saudyjskiej, Australii i kilku zespołów ligi rosyjskiej. Podczas pracy z polską kadrą propozycje współpracy Leo otrzymał z Australii, Meksyku i Borussi Dortmund. W maju 2007 r. na krótko, bo na 10 dni, za zgodą ówczesnego prezesa PZPN - Michała Listkiewicza, objął Feeyenoord Rotterdam, z którym bezskutecznie walczył w barażach o udział w europejskich pucharach. Polscy trenerzy o takich propozycjach mogą jedynie pomarzyć. Wyjątkami są Henryk Kasperczak i Franciszek Smuda.

niedziela, 14 grudnia 2008
Bayern gra piach

Obserwowanie gry bawarczyków musi skończyć się niczym innym jak palpitacją serca. To co gra teraz Bayern Monachium to piach. Czarna rozpacz była na początku sezonu, ale teraz to jest piach. Jurgen Klinsmann, mimo tego, że jako trener doprowadził Niemcy do trzeciego miejsca na Mistrzostwach Świata 2004 jest słabym trenerem! Pozbycie się Hitzfelda i zastąpienie go Klinsmannem było fatalnym błędem działaczy Bayernu.

Hitzfeld dysponując gwiazdorskim składem doprowadził w zeszłym sezonie Bayern do mistrzostwa Niemiec i półfinału Pucharu UEFA. Bayern był faworytem Pucharu UEFA, ale po dramatycznym dwumeczu z Getafe, zawiódł w Sankt Petersburgu, gdzie poległ 0:4. To była jedyna wpadka w przekroju całego sezonu, w którym Bayern pewnie sięgnął po mistrzowski tytuł (10 punktów przewagi nad drugim Werderem) grając przy tym ładnie dla oka.

Klinsmann dysponuje tym samym składem, ale ciężko patrzeć na grę Bayernu. Wprawdzie w ciągu tygodnia monachijczycy wygrali z Hoffenheim (2:1), Lyonem (3:2) i zremisowali ze Stuttgartem (2:2), to trudno oprzeć się wrażeniu, że były to wyniki wymęczone. Grze Bayernu brakuje jakości. Klinsmann nie potrafi tak jak Hitzfeld zmotywować piłkarzy. Klose i Toni, a zwłaszcza ten drugi nie trafiają z taką regularnością jak w zeszłym sezonie. Ribery i Van Bommel nie są takimi liderami drużyny jak rok wcześniej. Lahm, Lucio czy Schweinsteiger grają poniżej oczekiwań. To niesłychane, że mając takich piłkarzy a do tego jeszcze reprezentantów kilku krajów monachijczykom zdarzyło się kilka bardzo bolesnych wpadek jak wstydliwa porażka 2:5 z Werderem na Allianz Arena, porażka z Hanowerem 96 0:1, remis z Bochum 3:3, mimo że do 83 min. Bayern prowadził dwoma bramkami, remis z Borussią M'Gladbach 2:2 chociaż do 79 min. Bayern prowadził 2:0. Te cztery wynik potwierdzają tylko, że Bayern jest teraz drużyną bez charakteru. Drużyną, której brakuje instynktu zwycięzców. 

Bawarczycy są liderem Bundesligi, ale tylko do niedzielnego popołudnia. Wtedy rozstrzygnie się czy w tabeli wyprzedzi ich Hoffenheim. Poza tym Bayern awansował do fazy pucharowej Ligi Mistrzów. Może się okazać, że osiągnięcia monachijczyków będą większe niż w zeszłym sezonie, ale nie oszukujmy się. Od takiego klubu, jak jeszcze tylko kilku innych w Europie, oprócz sukcesów oczekuje się wysokiej jakości w grze a tej Bayern prowadzony przez Klinsmanna nie będzie miał.

Tagi: bundesliga
02:07, martinez-4ever , PIŁKA NOŻNA
Link Dodaj komentarz »
piątek, 12 grudnia 2008
Vuković w Iraklisie Saloniki? Wspomnienie „serbskiej” Legii

Jak podają serwisy Gazeta.pl i 90minut.pl, były piłkarz Legii Alensandar Vuković jest bliski podpisania kontraktu z Iraklisem Saloniki. Vuković ma jeszcze oferty z GKS Bełchatów, Jagiellonii Białystok i występującego w szwajcarskiej lidze FC Vaduz, zdobywcy Pucharu Liechtensteinu. Poza tym zainteresowanie piłkarzem wykazał Górnik Zabrze.

Działacze warszawskiej Legii pozbywając się Aleksandra Vukovicia popełnili błąd, być może na wagę Mistrzostwa Polski 2009. Vuković był bowiem jednym z nielicznych piłkarzy w polskiej lidze, których można określić mianem „walczaków". W Legii przez osiem sezonów  był piłkarzem, który rządził na boisku i poza nim. Walczył, nie odpuszczał, a przy tym mówił co myślał - to podobało się kibicom, ale do czasu, gdy skrytykował ich za nieustający protest skierowany przeciwko właścicielowi klubu. 

Vuković stał się ikoną warszawskiego klubu. W lidze rozegrał 166 meczy i strzelił 11 bramek. Dwukrotnie zdobył Mistrzostwo Polski (2002, 2006) a poza tym Puchar Polski (2008), Superpuchar Polski (2008) i Puchar Ligi (2002). Nie przypadkiem to właśnie on przez pewien okres czasu był kapitanem Legii.

Wprawdzie Vuković w tym sezonie nie grał zbyt wiele, bo przegrał rywalizację o miejsce w składzie wojskowych z rewelacyjnym Maciejem Iwańskim, to jednak żal pozbywać się takiego piłkarza. Serb zawsze podchodził do każdego meczu z niesamowitym zaangażowaniem i gotowością do walki na śmierć i życie, niezależnie od tego czy grał w pierwszym składzie, czy wchodził z ławki. Wielokrotnie podkreślał w wywiadach swoje bałkańskie pochodzenie, co miało uzasadniać jego waleczność. Jednocześnie jako fanatyk Partizana Belgrad z entuzjazmem opowiadał wielkich derbach Belgradu, w których jego ukochany Partizan rywalizował z Crveną Zvezdą. 

Vuko mobilizował kolegów a jak trzeba było, to także skrytykował. Na początku swojej przygody z Legią wygryzł ze składu murowanego pewniaka - Mariusza Piekarskiego, a jak się później okazało poprowadził Legię do tytułu Mistrza Polski 2002. To był pamiętna „serbska" Legia, z której nabijał się Mateusz Borek w felietonie „Legia mistrzem... Jugosławii" opublikowanym w Przeglądzie Sportowym. Prowadzeni przez Dragomira Okukę, Vuković i Stanko Svitlica poprowadzili Legię do upragnionego zwycięstwa w lidze. W kadrze Legii był jeszcze Macedończyk z Partizana Belgrad - Marjan Gierasimovski (7 meczy) a w drużynie rezerw Goran Njamculović. Wprawdzie w następnym sezonie Gierasimovski odszedł z Legii, to jednak przyszło trzech kolejnych Serbów - Zoran Mijanović (4 mecze), Rudi Gusnić (1) i Ajazdin Nuhi (10). Legia nie awansowała do Ligi Mistrzów po wygraniu rywalizacji z Vardarem Skopje (3:1 i 1:1) i wyeliminowaniu przez FC Barcelonę (0:3 i 0:1). Później całkiem przyzwoicie zaprezentowała się w Pucharze UEFA eliminując w świetnym stylu FC Utrecht (4:1 i 3:1) i odpadając po walce z Schalke Gelsenkirchen (2:3 i 0:0). Legia ukończyła rozgrywki ligowe dopiero na czwartym miejscu, co oznaczało brak kwalifikacji do europejskich pucharów. Na pocieszenie pozostał legionistom tytuł króla strzelców Stanko Svitlicy (24 bramki), który stał się pierwszym i jak dotąd jedynym obcokrajowcem z tym tytułem. Runda jesienna bieżącego sezonu wskazuje jednak, że Taksure Chinyama jest poważnym kandydatem po powtórzenia wyczynu Svitlicy.

W kolejnych sezonach w Legii grało jeszcze czterech piłkarzy z byłej Jugosławii - Serb Mirko Poledica (7 meczy), Czarnogórzec Veselin Djoković (15 meczy / 1 bramka), Macedończyk Pance Kumbev (4/1) i Miroslav Radović (70/12). Wprawdzie w kadrze Legii pozostają Kumbev i Radović, ale tylko ten ostatni ma porównywalne znaczenie dla Legii, jak Vuko i Stanko, ale nie ma się czemu dziwić. Sprowadzenie go na Łazienkowską kosztowało Legię 800 tys. euro.

Tagi: Legia
02:07, martinez-4ever , Transfery
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 11 grudnia 2008
Dudek w bramce królewskich, czyli powrót marzeń o "Dudi dance"

Występ Jerzego Dudka we wczorajszym meczu Ligi Mistrzów przeciwko Zenitowi Sankt Petersburg był dużym zaskoczeniem. Wszystkie media podkreślały, że od pamiętnego finału w Stambule był to dopiero drugi występ Dudka w tych elitarnych rozgrywkach.

Trudno jednoznacznie przesądzić dlaczego Juande Ramos postanowił umieścić Dudka w bramce królewskich. Wydaje się, że mało prawdopodobnym jest scenariusz, w którym Ramos jako nowy trener wyraził wotum nieufności wobec Ikera Casillasa. Bo on podobnie jak Raul są ikonami klubu. Mecz z Zenitem był meczem o nic, bo już przed jego rozpoczęciem było wiadomo, że Real awansował do fazy pucharowej. Wiadomo, że w takich meczach trenerzy lubią sięgać do głębokich rezerw. Wystarczy spojrzeć na skład Barcelony w ostatnim meczu z Szachtarem. Najrozsądniejszym wydaje się twierdzenie, że Ramos chciał, aby Casillas najzwyczajniej odpoczął a Dudek pomyślał, że ma szansę na częstszą grę. Ot, taki psychologiczny zabieg motywacyjny, bo częstsza gra Dudka wydaje się mało prawdopodobna.

Słówko jeszcze na temat kariery Dudka, bo żal patrzeć na świetnego bramkarza, któremu pozostaje przysłowiowe grzanie ławy. Pierwszym błędem w karierze Dudka było pozostanie w Liverpoolu po sezonie 2004/2005. Benitez nie po to ściągnął swojego rodaka Pepe Reinę za (jeśli mnie pamięć nie myli) 8 mln funtów, żeby posadzić go na ławce. Dudek liczył na to, że wygra rywalizację z Reiną, ale chyba podbudowany stambulską wiktorią był pewniejszy siebie i być może liczył na grę za zasługi. Drugi błędem Dudka było odejście do Realu Madryt. Oczywiście nie było i pewnie długo nie będzie polskiego piłkarza, który trafi do tego klubu, ale przecież nie o to chodzi przy wyborze klubu. Dudek był dumny ze swojego wyboru, ale tajemnicą poliszynela było, że szanse na występy ma małe, dlatego później zdziwienie Dudka taką sytuacją i jego zapowiedzi o zmianie klubu, były co najmniej śmieszne. Piłkarz powinien przede wszystkim grać a Dudi przez cały zeszły sezon i prawie połowę obecnego sezonu zagrał w jednym meczu Primera Division i Ligi Mistrzów, sześciu w Pucharze Króla a poza tym grywał głównie w sparingach. To stanowczo za mało jak na bramkarza, który w Eredivisie zagrał w 139 meczach w barwach Feyenoordu a w Premiership w 127 meczach w barwach Liverpoolu. Czy nadejdą lepsze czasu dla Dudka? Tak, jeśli zmieni klub.

 

01:06, martinez-4ever , PIŁKA NOŻNA
Link Dodaj komentarz »
środa, 10 grudnia 2008
Zabawę czas zacząć...

 

8 listopada 2008 r. zmienił moje życie. Nic nie będzie już jak dawniej. Podczas meczu halowej piłki nożnej w amatorskiej lidze złamano mi obie kości podudzia, czyli piszczelową i strzałkową. Mam za sobą operację polegającą na wprowadzeniu do kości piszczelowej tzw. gwoździa śródszpikowego ryglowanego. Przede mną kolejna operacja, później kilkumiesięczna rehabilitacja i rozbrat z piłką na co najmniej rok a może na zawsze.

Po powrocie do domu zdałem sobie sprawę, że mimo poważnego wypadku, w dalszym ciągu nie wyobrażam sobie życia bez piłki noznej. Nie mogę grać, więc postanowiłem założyć bloga. Nie wiem, czy będzie to dobry blog, nie wiem czy będzie miał czytelników. Nie wiem też jak długo wytrwam w swoim postanowieniu, aby prowadzić tego bloga. Nie wiem wreszcie jak często będę wpisywał swoje spostrzeżenia, przemyślenia i analizy.

Niezależnie jednak od tych obaw i niepewności przystępuję do nowej futbolowej przygody.

 

21:29, martinez-4ever , INNE
Link Dodaj komentarz »
1 ... 71 , 72 , 73
 
| < Czerwiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    
Tagi