wtorek, 23 grudnia 2008
Warzycha, Nowak, Piechniczek i Beenhakker, czyli przedświąteczny galimatias

Ponad tydzień temu pisząc o zainteresowaniu Sunderlanu Leo Beenhakkerem, wskazywałem kariery trenerskie byłych selekcjonerów polskiej reprezentacji, podważając prymat „polskiej szkoły trenerskiej". Tymczasem dzisiaj okazało się, że Robert Warzycha zastąpił na stanowisku trenera mistrzów MLS (Columbus Crew) Sigfrieda Schmida. Wprawdzie Warzycha nie prowadził reprezentacji Polski, ale trudno zaliczyć go do fachowców z polskiej szkoły trenerskiej. Swoje pierwsze szlify trenerskie Warzycha zdobywał właśnie w Columbus, gdy tymczasowo pełnił funkcję pierwszego trenera. W zeszłym, mistrzowskim sezonie był asystentem w sztabie szkoleniowym klubu z Columbus.

Przy okazji wypadałoby wspomnieć jeszcze jednego byłego reprezentanta Polski. Piotr Nowak, bo o nim mowa w latach 2004-2006 prowadził D.C. United, z którym już w pierwszym sezonie pracy zdobył mistrzostwo MLS. Od 2007 r. jest trenerem reprezentacji USA under-23 i asystentem trenera pierwszej reprezentacji USA, choć długo wydawało się, że właśnie on zastąpi legendarnego Bruce'a Arenę. Warzycha i Nowak, to trenerzy młodego pokolenia, którzy najpiękniejsze momenty swojej piłkarskiej kariery zdobyli poza granicami kraju. Obaj rozpoczęli karierę trenerską także poza Polską, czyli „polską szkołą trenerską". Wprawdzie MLS, to nie Bundesliga czy Premier League, ale to MLS wykształciła piłkarzy, którzy grali ćwierćfinale Mistrzostw Świata w 2002 r.

Pozostając jeszcze przy tych trenerskich dywagacjach, to Franz Smuda, mimo sukcesów z Lechem otwarcie powiedział w wywiadzie dla „Gazety", że chciałby poprowadzić klub Bundesligi - Zawsze chciałem i chcę nadal pracować w Bundeslidze. Miałem takie możliwości i propozycje, ale wówczas byłem związany z kontraktem z polskim klubem. Niestety nie miałem takiej oferty, gdy byłem trenerem do wzięcia".

A Antoni Piechniczek na łamach prasy zaprosił na wigilijną kolację Leo Beenhakkera, który w opinii Józefa Wojciechowskiego, właściciela Polonii Warszawa, w styczniu na 90 procent pożegna się z reprezentacją. Czyżby nadtrener Piechniczek zaprosił Beenhakkera na pożegnalną kolację?

poniedziałek, 22 grudnia 2008
Nie widzę Krzynówka w Ekstraklasie

Od kilku dni coraz głośniej jest o możliwym transferze Jacka Krzynówka do Ekstraklasy. Poważne zainteresowanie wyrażają Śląsk, Górnik, Bełchatów i Legia. Adam Madziara, menadżer piłkarza, potwierdza zainteresowanie tych klubów, ale dość enigmatycznie wspomina o innych ofertach.

 

Nie sądzę, żeby „Krzynek” zdecydował się na powrót do Polski z dwóch powodów. Po pierwsze, żaden klub w Polsce, nawet Legia i Wisła, nie zapewnią mu tak wysokiego kontraktu jaki ma w Wolfsburgu. Po drugie, Krzyżówek wielokrotnie mówił o zainteresowaniu jego osobą innych klubów Bundesligi, w której prawdopodobnie będzie chciał zostać. Niezależnie od faktu, że w Wolfsburgu gra niewiele, to Krzynówek w dalszym ciągu pozostaje piłkarzem ambitnym, który będzie chciał spróbować sił w mocniejszej lidze niż polska. Co więcej, Krzyżówek w tych kilku jesiennych meczach w barwach „Wilków” prezentował się bardzo dobrze, więc nie popadł w zapomnienie.

 

Dla Krzynówka najważniejszym będzie deklaracja trenera jego przyszłego klubu, że jest podstawowym piłkarzem. Taką deklarację z łatwością otrzymałby w każdym polskim klubie, ale zagranicą różnie może być.

Do powrotu do polski nie zachęcają historie innych piłkarzy. W ostatnich latach powroty z obczyzny przynoszą bowiem więcej rozczarowań (Hajto, Kałużny, Adamski, Wałdoch, Matusiak, Niedzielan), niż zachwytów, ale może właśnie Krzyżówek i Frankowski zmienią taki stan rzeczy.

17:45, martinez-4ever , PIŁKA NOŻNA
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 21 grudnia 2008
Blaugrana znowu niepokonana!

Duma Katalonii tym razem pokonała na wyjeździe Villareal 2:1. W ostatnich dwóch meczach ligowych maszynka do porywających zwycięstw jakby się zacięła. Problemy pojawiły się od wystawienia drugiego składu przeciwko Szachtarowi Donieck w ostatniej kolejce Ligi Mistrzów. Barcelona jednak dalej wygrywa i to jest fenomen każdej wielkiej drużyny, że wygrywa niezależnie od stylu, choć z drugiej strony Barca wygrała z nie byle kim - odwiecznym rywalem, czyli Realem Madryt i zawsze groźnym u siebie Villareal.

Media już dawno ogłosiły Katalończyków Mistrzami Hiszpanii 2009 i poważnym kandydatem do wygrania Ligi Mistrzów, ale pamiętajmy, że do końca sezonu jeszcze sporo meczy i dużo może się wydarzyć. Po porażce w Gran Derbi, Michel Salgado przypomniał sezon, w którym Real odrobił do Barcelony 8 punktów, a Barca trenowana wtedy przez Franka Rijkaarda kroczyła w pięknym stylu od zwycięstwa do zwycięstwa. Wystarczyło, że coś zacięło się w dwóch, trzech meczach i zrobiło się na tyle nerwowo, że mistrzem został Real.

We współczesnej piłce nie ma drużyn, które cały sezon grają porywająco. Każda wpada w jakiś dołek a od umiejętności szybkiego wyjścia z dołku zależy końcowy sukces. Pojawiają się kontuzje, kartki i mecze reprezentacji. Barcelona wcześniej czy później potknie się, ale czy rywale zdążą ją dogonić?

21:35, martinez-4ever , PIŁKA NOŻNA
Link Komentarze (2) »
sobota, 20 grudnia 2008
Udinese Calcio
Gdy po losowaniu Pucharu UEFA okazało się, że rywalem Lecha Poznań będzie Udinese skojarzyłem, że Franz Smuda będzie miał okazję do rewanżu, bo prowadzone przez niego Widzew i Legia odpadały w starciu z Udinese.
 
Udinese Calcio

W sezonie 1997/1998 Udinese wprawdzie przegrało w Łodzi z Widzewem 0:1, ale u siebie straty odrobiło z nawiązką wygrywając 3:0. Dodać trzeba, że był to debiut Udinese w europejskich pucharach. Następnie w sezonie 1999/2000 Udinese po wyrównanym meczu wygrało u siebie z Legią 1:0 po bramce Sosy. W rewanżu było 1:1 mimo, że Legia szybko wyrównała stan dwumeczu (11 min. - Sylwester Czereszewski) i była lepsza. Zdecydował indywidualny błąd Piotra Mosóra, po którym w 41 minucie wyrównującą bramkę strzelił Sosa. To co utkwiło mi jeszcze w pamięci w tamtym meczu to nieustępliwa gra Stefano Fiore, który pojechał z Włochami na EURO 2000, gdzie wywalczył wicemistrzostwo. W sezonie 2000/2001 ekipa z Udine dwukrotnie pokonała Polonię Warszawa - 1:0 w Płocku (stadion przy Konwiktorskiej nie spełniał wymogów UEFA) i 2:0 u siebie.

Udinese kojarzy mi się z tym, że w tym klubie grało trzech Polaków - Piotr Czachowski (11/0), Dariusz Koźmiński (2/0) i Marek Koźmiński (97/5). W juniorach Udinese grał Szwed Nazad Assad, który bieżącej jesieni rozegrał 3 mecze w barwach ŁKS Łódź.

W Udine grał też reprezentant Czech Marek Jankulovski, który przeszedł później do AC Milan. Był taki mecz w Serie A, w którym Milan wygrał na San Siro 4:1 z Udinese. Wtedy było już wiadomo, że Jankulovski będzie piłkarzem Milanu a w tym meczu strzelił samobójczą bramkę, co miało wiadome podteksty.

Udinese zostało założone w 1896 roku, ale w Serie A zadebiutowało dopiero w 1950 r. Swoje mecze rozgrywa na Stadio Friuli, którego pojemność wynosi prawie 42 tys. miejsc. Z powodu biało-czarnych barw i występowania w koszulkach w biało-czarne pasy, Udinese nazywane jest potocznie Bianconerri i Zebrette.

Największymi sukcesami klubu są zdobycie Pucharu Intertoto (2000), wicemistrzostwo Włoch (1954/1955), finał Pucharu Włoch (1921/1922), ćwierćfinał Pucharu UEFA (2005/2006), udział w fazie grupowej Ligi Mistrzów (2004/2005).
piątek, 19 grudnia 2008
Najbardziej zacięty pies Italii

Tak o Gennaro Gattuso powiedział podczas Mistrzostwa Świata 2006, trener Włochów - Marcello Lippi. Gattuso jest piłkarzem walecznym aż do bólu. Patrząc na Gattuso biegającego po boisko można odnieść wrażenie, że jest w amoku a błysk w oczach świadczy o jego zaciętości. To piłkarz, który gra zaciekle i agresywnie, czasami nawet przesadza, ale właśnie wtedy najbardziej widać jego zaangażowanie i serce do gry, które oddaje Milanowi i reprezentacji Włoch. Gattuso o sobie mówi: „Gram zawsze, jak potrafię, nie poddaję się, szukam granic swoich możliwości. Inaczej nie umiem.", co tylko potwierdza jego wojowniczy charakter.

Włodzimierz Szaranowicz i Marek Jóźwik powiedzieliby o nim w swoim śmiesznym stylu „Wielki Fighter", ale inni mówią „włoski wojownik" i „breavehart". Gdy myślę o innych tego typu piłkarzach to do głowy przychodzi mi jeszcze John Terry, Carlos Puyol i Edgar Davids, przy czym Gattuso jest jedyny w swoim rodzaju.   

Gattuso gra ostro, na granicy faulu i ryzyka, ale nie jest to typ przecinaka jak pamiętny Vinnie Jones (o nim jeszcze kiedyś wspomnę na swoim blogu) czy Cleber albo Tomasz Hajto, którzy tylko czekają, żeby komuś porządnie przyłożyć po pęcinach.

We wrześniu tego roku reprezentacja Włoch grała sparing z IV-ligowym San Marco. Boiska w niższych ligach są różne, więc w niegroźnej sytuacji wybijając piłkę, aby nie opuściła boiska, Gattuso... wpadł do betonowego bunkru pełniącego rolę ławki rezerwowych. Okazało się, że Gattuso potłukł trochę głowę, ale nadgarstek wymagał operacji. Kilka dni później Włochy grały z Gruzją i wprawdzie Gattuso w tym meczu nie zagrał to powiedział: „Jestem bardzo blisko tych barw - rozpętam wojnę przeciwko każdemu, kto będzie chciał mnie powstrzymać przed grą dla reprezentacji". I to jest właśnie cały Gattuso.

 Taki właśnie jest Gattuso!

Na początku grudnia Gattuso doznał poważnej kontuzji, która może wykluczyć go z gry do końca sezonu. W meczu ligowym przeciwko Catanii zerwał wiązadła w kolanie. Najlepsze jest to, że stało się to na początku meczu a Gattuso stwierdził, że dogra mecz do końca. I zrobił to! Twardziel! Po niezbyt pozytywnej diagnozie Gennaro powiedział: „Mam do wygrania kolejną bitwę. Wiele mam ich już za sobą, więc poradzę sobie i tym razem. Traktuję ten uraz jako kolejne wyzwanie."

Dzisiaj był ciąg dalszy tej historii, bo podczas operacji w Antwerpii Doktor Martens powiedział, że zespół operujący nie mógł przepiłować jego  kości (!) - „To niesamowite, on ma fenomenalnie twarde kości. W czasie operacji musieliśmy nawet zmieniać skalpel. On jest niesamowity!". Dyrektor generalny Milanu Adriano Galliani powiedział natomiast: „Pomocników takich jak Gattuso nie ma zbyt wielu na świecie. Profesor Martens potwierdza, że Rino ma organizm z innych czasów.", bo Gattuso jest inny, ponadprzeciętny i jedyny.
19:29, martinez-4ever , Piłkarze
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 18 grudnia 2008
Jeszcze o Lechu

Wczorajszego wieczoru polski klub piłkarski dokonał rzeczy niezwykłej i wcale nie chodzi mi o historyczne zwycięstwo w Rotterdamie i historyczne przejście fazy grupowej Pucharu UEFA. Po pierwsze, Lechici wygrali na wyjeździe, co polskim klubom zdarza się stosunkowo rzadko, zwłaszcza w starciu z ekipami z zachodniej części Europy. Po drugie, zwycięstwo Lecha nie podlegało żadnej dyskusji. Wygrali, bo byli lepsi. Po trzecie, Lech zagrał z Feyenoordem, który wprawdzie straszy nazwą, ale jest rozbity i po prostu słaby. 

Wielkość drużyny poznaje się w dwóch sytuacjach, gdy „nie idzie" a wygrywa oraz gdy rywal jest słaby i się go bezlitośnie dobija. Lech zrobił to drugie. Przyjechał do utytułowanego, ale słabego rywala i wykorzystał to. Jak na zdolności polskich klubów to rzadkość. W tym sezonie Wisła nie dała rady Tottenhamowi, który okupywał dolne rejony tabeli Premier League a dwa lata temu Legia nie sprostała Austrii Wiedeń, która w owym czasie zajmowała ostatnie (!) miejsce w lidze austriackiej.  

Zwycięstwo i awans Lecha upewniają, co jako kibic warszawskiej Legii, muszę przyznać z bólem serca, że to Lech jest najpoważniejszym kandydatem to tytułu Mistrza Polski 2009. Prowadzenie w tabeli Ekstraklasy, to jedno, ale sukcesy w Pucharze UEFA to drugie i moim zdaniem ważniejsze, niesamowicie motywujące zdarzenie. To właśnie rozgrywki europejskie wzmocniły Lecha, przekonały piłkarzy, że są zdolni do równej walki z każdym, dodały im dużo pewności siebie a jednocześnie zmotywowały do zaangażowania w „meczach o wszystko" co trzy dni. Lech jest silniejszym mentalnie a to w rywalizacji o tytuł jest bardzo ważne. Sukces spowodował, że władze Lecha zapowiadają w przerwie zimowej tylko wzmocnienia, co gwarantuje siłę poznaniaków. 

W tej całej układance jest tylko jeden mankament. Drużyny prowadzone przez Franciszka Smudę kiepsko zaczynają rundę wiosenną, że wypomnę pamiętne 0:4 Legii w Lubinie w Pucharze Polski.

21:19, martinez-4ever , PIŁKA NOŻNA
Link Dodaj komentarz »
środa, 17 grudnia 2008
Lech wygrał w Rotterdamie i awansował!

A jednak! Poznaniacy jako pierwszy w historii polski klub pokonali Feyenoord w Rotterdamie a tym samym również jako pierwszy klub przeszli fazę grupową Pucharu UEFA. W ostatnich latach tylko Wisła Kraków i nieistniejący już Groclin Grodzisk Wielkopolski grały na wiosnę w pucharach. Teraz dołączył do nich Lech.

Poznaniacy zagrali ofensywnie i to się opłaciło. Mecz chwilami przypominał kopaninę, ale głównie za sprawą piłkarzy Feyenoordu, którzy nie mieli żadnego pomysłu na grę, a główny lider tego zespołu - Roy Maakay był cieniem piłkarza, którego pamiętamy z występów w Monachium i La Coruni. Feyenoord zawiódł na całej linii, a Lech zagrał tak, jak tego oczekiwano. 

Lech mógł wygrać wyżej, ale podobnie jak w poprzednich meczach fazy grupowej Pucharu UEFA, Kolejorza zawiodła skuteczność. Feyenoord zagrał fatalnie i nie może dziwić dopiero 13. miejsce w Eredivisie.

Sukces Lecha, to sukces polskiej piłki klubowej, która potrzebuje takich meczy i takich zwycięstw.

wtorek, 16 grudnia 2008
Przed meczem Lecha z Feyenoordem

Historia lubi się powtarzać. Dwa lata temu Wisła Kraków w fazie grupowej spotkała się m.in. z AS Nancy a w ostatnim meczu decydującym o wyjściu z grupy grała z Feyenoordem na wyjeździe. Lech jest w podobnej sytuacji z Nancy już grał a przed ostatnim meczem w Rotterdamie, Lech zachowuje szanse na awans. Oba polskie kluby mecz z Feyenoordem rozgrywają w Rotterdamie z tą różnicą, że Wiśle wystarczał remis a Lech musi wygrać. Sięgając do annałów historii należy jeszcze przypomnieć, że w sezonie 1969/1970 Legia po bezbramkowym remisie w Warszawie w półfinale Pucharu Europy Mistrzów Klubowych jechała do Rotterdamu bo zwycięstwo albo bramkowy remis. W sezonie 1973/1974 Stal Mielec po remisie 1:1 u siebie musiała w Rotterdamie zremisować co najmniej 2:2 albo wygrać.

Poznaniacy stoją jednak przed trudnym, ale możliwym do wykonania zadaniem jakim jest zwycięstwo w Rotterdamie. Wprawdzie Wisła przegrała z Feyenoordem 1:3, Legia 0:2, a Stal Mielec 1:3 po dogrywce, to jednak ostatnie występy polskich klubów w Pucharze UEFA potwierdziły, że w Holandii też można wygrać. Legia wygrała w sezonie 2002/2003 z Utrechtem (3:1) a Wisła w następnym sezonie z NEC Nijmegen (2:1). 

Gdy przed sezonem a nawet w jego trakcie mówiono o Lechu jako o kandydacie na Mistrza Polski wielu pukało się w głowę. Tymczasem Lech spośród sześciu realnych kandydatów do tytułu jest najbliżej tego celu. Poza tym poznaniacy zaprezentowali się w europejskich pucharach co najmniej przyzwoicie a mało tego mają szanse na kontynuowanie swojej przygody.

Problemem Lecha jest to, że w tym sezonie w Pucharze UEFA wygrał tylko jeden mecz - z azerskim Chazarem Lenkoran (1:0). Poza tym poznaniacy zremisowali z Grasshopperem (0:0) i przegrali po 1:2 z Austrią Wiedeń i CSKA Moskwa. Atutem Lecha miały być mecze przed własną publicznością, ale po dwóch zwycięstwach w fazie eliminacyjnej przyszły dwa remisy w fazie grupowej. Remis z Nancy był spowodowany brakiem pewności siebie i swoistego boiskowego wyrachowania. Z Deportivo, Lech zremisował, bo zabrakło mu skuteczności a Stilić zagrał wyjątkowo egoistycznie. 

Feyenoord w ostatnich meczach zawodzi. Półtora tygodnia temu przegrał u siebie z outsiderem jakim jest De Graafschap (1:3) a w ostatnią sobotę przegrał z liderem Eredivisie - AZ Alkmaar (0:1). Oba mecze odbyły się na De Kuip. Czy pewność siebie, boiskowe cwaniactwo, skuteczność i gra zespołowa wystarczą do ogrania Feyenoordu? Wydaje się, że nie. Lech zawodzi na wyjazdach a Feyenoord gra o coś więcej niż honor - o odzyskanie zaufania własnych kibiców. Typuję inny wynik niż zwycięstwo Lecha.

poniedziałek, 15 grudnia 2008
Beenhakker w Sunderlandzie? Słówko o polskich trenerach

Wczorajsza informacja o zainteresowaniu Sunderlandu Leo Beenhakkerem jest krzepiąca. Nie dlatego, że mogłaby nastąpić zmiana na stanowisku selekcjonera reprezentacji Polski, ale dlatego, że Beenhakker jest wciąż cenionym trenerem. Nie przesłoni tego nieudany występ Polaków na Euro 2008, jak również nieudane mecze przeciwko Słowenii i Słowacji w el. MŚ 2010. Beenhakker jest świetnym fachowcem, mimo że praca w Polsce coraz bardziej irytuje go a jego wypowiedzi świadczą, że chętnie objąłby posadę trenera drużyny klubowej.  Innymi kandydatami do trenerskiego stołka Sunderlandu są Gerard Houllier, Alan Curbishley i Bernd Schuster. Umieszczenie w takim gronie też jest nobilitujące.

Trener reprezentacji Polski kandydatem na trenera drużyny z Premier League - przecież kilka czy kilkanaście lat temu taka informacja prasowa była absolutnie niemożliwa. Wojciech Łazarek po przygodzie z reprezentacją Polski prowadził reprezentację Sudanu oraz kluby izraelskie, egipski i sudański. Henryk Apostel pracował w Omanie, Władysław Stachurski w Zjednoczonych Emiratach Arabskich i w Egipcie. Antoni Piechniczek prowadził kluby z Kataru, Z.E.A. i Tunezji a także reprezentacje Tunezji i Z.E.A, Janusz Wójcik - Anorthosis Famagusta i reprezentację Syrii a Jerzy Engel - APOEL Nikozja. Porównywanie Beenhakkera z polskimi selekcjonerami nie ma najmniejszego sensu, bo nie ma co porównywać. 

Beenhakker objął polską kadrę w lipcu 2006 r. po Mistrzostwach Świata, na których prowadził Trynidad i Tobago. Po mistrzostwach miał również propozycje z Arabii Saudyjskiej, Australii i kilku zespołów ligi rosyjskiej. Podczas pracy z polską kadrą propozycje współpracy Leo otrzymał z Australii, Meksyku i Borussi Dortmund. W maju 2007 r. na krótko, bo na 10 dni, za zgodą ówczesnego prezesa PZPN - Michała Listkiewicza, objął Feeyenoord Rotterdam, z którym bezskutecznie walczył w barażach o udział w europejskich pucharach. Polscy trenerzy o takich propozycjach mogą jedynie pomarzyć. Wyjątkami są Henryk Kasperczak i Franciszek Smuda.

niedziela, 14 grudnia 2008
Bayern gra piach

Obserwowanie gry bawarczyków musi skończyć się niczym innym jak palpitacją serca. To co gra teraz Bayern Monachium to piach. Czarna rozpacz była na początku sezonu, ale teraz to jest piach. Jurgen Klinsmann, mimo tego, że jako trener doprowadził Niemcy do trzeciego miejsca na Mistrzostwach Świata 2004 jest słabym trenerem! Pozbycie się Hitzfelda i zastąpienie go Klinsmannem było fatalnym błędem działaczy Bayernu.

Hitzfeld dysponując gwiazdorskim składem doprowadził w zeszłym sezonie Bayern do mistrzostwa Niemiec i półfinału Pucharu UEFA. Bayern był faworytem Pucharu UEFA, ale po dramatycznym dwumeczu z Getafe, zawiódł w Sankt Petersburgu, gdzie poległ 0:4. To była jedyna wpadka w przekroju całego sezonu, w którym Bayern pewnie sięgnął po mistrzowski tytuł (10 punktów przewagi nad drugim Werderem) grając przy tym ładnie dla oka.

Klinsmann dysponuje tym samym składem, ale ciężko patrzeć na grę Bayernu. Wprawdzie w ciągu tygodnia monachijczycy wygrali z Hoffenheim (2:1), Lyonem (3:2) i zremisowali ze Stuttgartem (2:2), to trudno oprzeć się wrażeniu, że były to wyniki wymęczone. Grze Bayernu brakuje jakości. Klinsmann nie potrafi tak jak Hitzfeld zmotywować piłkarzy. Klose i Toni, a zwłaszcza ten drugi nie trafiają z taką regularnością jak w zeszłym sezonie. Ribery i Van Bommel nie są takimi liderami drużyny jak rok wcześniej. Lahm, Lucio czy Schweinsteiger grają poniżej oczekiwań. To niesłychane, że mając takich piłkarzy a do tego jeszcze reprezentantów kilku krajów monachijczykom zdarzyło się kilka bardzo bolesnych wpadek jak wstydliwa porażka 2:5 z Werderem na Allianz Arena, porażka z Hanowerem 96 0:1, remis z Bochum 3:3, mimo że do 83 min. Bayern prowadził dwoma bramkami, remis z Borussią M'Gladbach 2:2 chociaż do 79 min. Bayern prowadził 2:0. Te cztery wynik potwierdzają tylko, że Bayern jest teraz drużyną bez charakteru. Drużyną, której brakuje instynktu zwycięzców. 

Bawarczycy są liderem Bundesligi, ale tylko do niedzielnego popołudnia. Wtedy rozstrzygnie się czy w tabeli wyprzedzi ich Hoffenheim. Poza tym Bayern awansował do fazy pucharowej Ligi Mistrzów. Może się okazać, że osiągnięcia monachijczyków będą większe niż w zeszłym sezonie, ale nie oszukujmy się. Od takiego klubu, jak jeszcze tylko kilku innych w Europie, oprócz sukcesów oczekuje się wysokiej jakości w grze a tej Bayern prowadzony przez Klinsmanna nie będzie miał.

Tagi: bundesliga
02:07, martinez-4ever , PIŁKA NOŻNA
Link Dodaj komentarz »
| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Tagi