niedziela, 31 marca 2019
Futbolove Historie

W dniach od 10 czerwca do 30 października 2016 r. w Państwowym Muzeum Etnograficznym w Warszawie odbyła się wystawa czasowa „Futbolove Historie” poświęcona piłce nożnej. Wystawa stanowiła jedną z imprez towarzyszących UEFA Euro 2016. Wprawdzie turniej nie był rozgrywany w Polsce, to jednak pewny awans polskiej reprezentacji do turnieju finałowego, jak również (jak zwykle) rozbudzone nadzieje polskich kibiców, dziennikarzy i ekspertów sprzyjały takim imprezom.

2016.10.20_Futbolowe_Historie_51

Zbiory Stefana Szczepłka

Wystawa (…) opiera się na bogatej, prywatnej kolekcji jednego z najbardziej znanych dziennikarzy sportowych - Stefana Szczepłka.” (cyt. za: warszawa.naszemiasto.pl). Zbiory Szczepłka obejmują 700 koszulek „ale takich, które zainteresują każdego, to powiedzmy, że 300. Do tego dochodzi 3 tysiące książek. O ile mi wiadomo, to jedna z największych, prywatnych bibliotek z książkami sportowymi w Polsce – mówi” (cyt. za: warszawa.naszemiasto.pl) sam zainteresowany. Poza tym, dodawał: „– Zbieram całe życie, ponieważ to lubię. Dawniej zbierałem przedmioty, które były powszechnie dostępnie – do dziś mam bilety z meczów piłkarskich sprzed 50 lat. Potem, jako dziennikarz, zacząłem zbierać cenniejsze przedmioty. I jako dziennikarz i jako osoba, która była blisko piłkarzy – powiedział Szczepłek podczas (…) otwarcia wystawy” (cyt. za: sport.tvp.pl).

Jego pasja zaczęła się, kiedy miał 10 lat. - Najpierw zbierałem autografy piłkarzy. To było proste, bo nie było prawie żadnej ochrony, tylko panowie, którzy nazywali się porządkowymi. Przymykali trochę oko na takich dzieciaków, jak ja. Później zacząłem też zbierać bilety z meczów, na których byłem, a potem zaczęło się to rozrastać.” (cyt. za: warszawa.naszemiasto.pl). Zbieranie zapoczątkowała chorągiewka, którą młody Szczepłek wyciągnął z narożnika boiska podczas meczu Hutnik Falenica – Mazur Karczew. „Pierwszą koszulkę piłkarską, która zapoczątkowała zbieranie strojów futbolowych legend, jest ta należąca do Anglika Mike'a Channona z pamiętnego zwycięskiego remisu na Wembley z 1973 roku.” (cyt. za: metrocafe.pl).

Przesłanie wystawy - piłka nożna jako zjawisko społeczno-kulturowe

Wystawa w Muzeum pokazuje, że futbol nie zaczyna się i nie kończy tylko na boisku, że nie jest oderwany od życia i wszystko z czegoś wynika - tłumaczy Stefan Szczepłek (…)” (cyt. za: warszawa.naszemiasto.pl).

Kuratorzy wystawy, Anna Grunwald, Bratek Robotycki oraz łodzianin Dariusz Skonieczko umieścili te obiekty w folkowej przestrzeni wystawy Czas Świętowania. Manekiny ubrane w parzenice, sukmany, góralskie kapelusze, ciupagi i sportowe stroje umiejscawiają piłkę nożną w świecie kultury tradycyjnej. (…) Twórcy wystawy przedstawią trzy istotne wątki związane z fenomenem piłki nożnej. Kolekcjonowanie – pasja zbieractwa i gromadzenia wiedzy Tożsamość – kibic jako osoba identyfikująca się z grupą Kibicowanie – zaprzedanie duszy i serca ulubionemu klubowi Szczególnie interesująca jest cześć poświęcona kibicowaniu.” (cyt. za: expressilustrowany.pl).

„– Dzięki zabiegowi umiejętnego włączenia akcesoriów i zbiorów kibicowskich w wystawę prezentującą dotąd zagadnienia, związane z ludowym świętowaniem, pragniemy pokazać trwałość i powtarzalność rytuałów oraz ich aktualność, zwłaszcza dla młodego widza – powiedziała Anahita Rezaei, rzeczniczka prasowa Państwowego Muzeum Etnograficznego. – Temat futbolu, piłkarzy-idoli masowej wyobraźni przyciągnie do muzeum jako instytucji kultury zupełnie nowe grono gości – dodała.” (cyt. za: sport.tvp.pl).

2016.10.20_Futbolowe_Historie_3

Uzupełnieniem bogatej kolekcji red. Szczepłka była ekspozycja przedmiotów związanych z łódzkim Widzewem, należących do D. Skonieczko. Zwiedzający mogli więc „zobaczyć słomianą matę, którą kiedyś mieli wszyscy chłopcy, z proporczykami klubu i starymi zdjęciami, koszulkę, czapeczkę (…) zeszyty wyklejane zdjęciami piłkarzy (Boniek, Smolarek) i artykułami z gazet.” (cyt. za: expressilustrowany.pl).

2016.10.20_Futbolowe_Historie_69

Cały ten kulturowy misz-masz całkiem zgrabnie pokazuje ludowy (i ludyczny) wymiar sportu, związek piłki nożnej z codziennym życiem z jednej strony, ale i charakterystyczną odświętność spektaklu sportowego, podkreślaną właśnie strojem. Jeszcze lepiej widać to w części, w której w emblematy świata piłkarskiego – koszulki, szaliki, proporczyki itd. – zostały przyozdobione figur z jasełek (np. król Herod w szaliku Norwegii, śmierć w szaliku Portugalii) czy noworoczne szopki (ozdobione pamiątkowym szalikiem derbów Warszawy). Karnawał jako ponadgraniczne zjawisko kulturowe, może mieć różnorodne oblicza, a mecz futbolowy jest taką samą jego częścią jak tańce, hulanki, jasełka i inne etcetery.” (cyt. za: weszlo.com).

Wystawę podzielono na cztery ścieżki tematyczne – kolekcjonera, kibica, tożsamości i współczesnego futbolu.

Opis wystawy i eksponaty

Wystawa rozpoczyna się od tablicy z informacjami (ciekawostkami) dotyczącymi historii futbolu, ale nie tylko sztampowymi obejmującymi datę pierwszego meczu (w tym na ziemiach polskich). Były tam informacje o pierwszym meczu rozegranym przy sztucznym oświetleniu albo pierwszym meczu transmitowanym przez radio, telewizję… Historyczny rzut oka na rozwój piłki nożnej, ale trochę szerzej i ciekawiej niż zwykle.

Następnie można było obejrzeć liczne szaliki – reprezentacji (np. Holandia, Anglia, Australia, Portugalia, Mołdowa, Jamajka, Norwegia), klubów (Barcelona, Nantes, Glasgow Rangers, Dynamo Kijów, Manchester United, Chelsea), a także okolicznościowe z okazji meczów (np. Legia – Austria Wiedeń, Derby Warszawy, Liverpool – Juventus, Polska – Niemcy). Szaliki wisiały także pod sufitem, a dokładniej na wysokości antresoli w postaci „dywanowego” żyrandolu (np. Espanyol Barcelona, Omonia Nikozja, Walia, Arka Gdynia, Racing Santander, Bayern Monachium, Alemania Aachen, Academica Coimbra).

2016.10.20_Futbolowe_Historie_54

Na parterze były także koszulki klubów (Juventus, Fluminense), ale przede wszystkim reprezentacji (Anglii, Polski, Niemiec, Argentyny, Kamerunu, Meksyku, Ekwadoru, Urugwaju, Australii, Brazylii). Część koszulek była opatrzona autografami np. koszulka reprezentacji Argentyny – podpisana przez Diego Maradonę i Leo Messiego, (zielona) reprezentacji Niemiec z 1971 r. z autografem Franza Beckenbauera. Na szczególne wyróżnienie zasługuje koszulka reprezentacji Europy, pochodząca z pożegnalnego meczu Stanleya Matthewsa, rozegranego w 1965 w Stoke.

Na pierwszym piętrze na antresoli znajdowały się koszulki pogrupowane w trzech gablotach. W pierwszej, na wprost wejścia schodami z parteru znajduje się kilka koszulek reprezentacji Polski i polskich klubów (Wisła Kraków, Ruch Chorzów z reklamą Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, Jagiellonia Białystok, Legia Warszawa z autografami mistrzowskiej drużyny sezonu 2012/2013, Lechia Gdańsk, Widzew Łódź, Stal Mielec). W dwóch gablotach znajdujących się wzdłuż antresoli znajdowały się koszulki reprezentacyjne i koszulki klubowe. Zaszczytu umieszczenia koszulek dostąpiły reprezentacji nieistniejących już – Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich (ZSRR) z charakterystycznym napisem „CCCP” oraz Niemieckiej Republiki Demokratycznej (NRD) z napisem „DDR”, a także reprezentacje np. Palestyny, Danii, Holandii, Niemiec, Włoch, Portugalii, Ukrainy i Chorwacji. Gablota z koszulkami klubowymi obejmowała głównie koszulki zagranicznych klubów, w których występowali polscy piłkarze, ale było tutaj kilka wyjątków. W każdym razie gablotę wypełniły bluzy bramkarskie – Manchesteru United (Tomasz Kuszczak), Liverpoolu (Jerzy Dudek), Swansea (Łukasz Fabiański) i Bournemouth (Artur Boruc), a także koszulki Celticu Glasgow, Olympiakosu Pireus (Michał Żewłakow), FC Porto, Szachtara Donieck (Mariusz Lewandowski), Fiorentiny (Jakub Błaszczykowski), Juventusu (Alessandro Del Piero), Atletico Madryt (Roman Kosecki), Stade Rennais (Kamil Grosicki), Realu Madryt, FC Barcelony, Penarolu Montevideo, Interu Mediolan, AC Milan (Franco Baresi), Feyenoordu Rotterdam, Ajaxu Amsterdam, PSV Eindhoven, VfL Wolfsburg (Jacek Krzynówek), AJ Auxerre, Borussi Dortmund (Łukasz Piszczek).

Dodatkowo, na pierwszym piętrze w mniejszych, połączonych ze sobą salach umieszczono ekspozycje poświęcone najwybitniejszemu polskiemu piłkarzowi w historii, czyli Kazimierzowi Deynie oraz zdecydowanie najlepszemu obecnie, czyli Robertowi Lewandowskiemu oraz zasłużonym polskim klubom. Ekspozycja Deyny obejmuje m.in. koszulki reprezentacji Polski (w tym koszulka z kadry oldboyów), Legii, Manchesteru City i San Diego Soccer. Ekspozycja „Lewego” to przede wszystkim buty i koszulki reprezentacji Polski, Borussi Dortmund i Bayernu Monachium (brak koszulek Znicza Pruszków i Lech Poznań trochę kłuł w oczy). Jeśli zaś chodzi o ekspozycję zasłużonych polskich klubów to obejmowała współczesne koszulki Piasta Gliwice, Pogoni Szczecin, Pogoni Lwów i Polonii Bytom oraz repliki koszulek historycznych Cracovii, Polonii Warszawa, Wisły Kraków, Legii, Lecha Poznań i Górnika Zabrze.

Na pierwszym piętrze umieszczono także piłki i buty, począwszy od używanych w latach trzydziestych minionego stulecia po współczesne. Zaprezentowano buty takich piłkarzy jak Karim Benzema (pęknięte podczas treningu), Arjen Robben, Ezequiel Lavezzi, Ondrej Duda, Michał Żewłakow, Łukasz Piszczek, Igor Lewczuk, Michał Żyro, Jacek Krzynówek i Sebastian Mila.

2016.10.20_Futbolowe_Historie_25

2016.10.20_Futbolowe_Historie_26

Uzupełniająco umieszczone zostały inne eksponaty jak np. szalik reprezentacji Kataru, czy popiersie byłego prezesa PZPN – Grzegorza Laty, wykonane z brązu. Wśród nietypowych eksponatów na parterze uwagę należało zwrócić na korek do szampana znaleziony przez Szczepłka w szatni Realu Madryt po zwycięstwie w Glasgow w finale Ligi Mistrzów w 2002 r. z Bayerem Leverkusen oraz tarcza strzelecka ze śladami po strzałach mistrzyni olimpijskiej z Atlanty 1996 i Sydney 2002 – Renaty Mauer-Różańskiej.

Prawie wszystkie eksponaty zostały opisane, ale z różną szczegółowością. Z reguły jest to informacja dotycząca „kto, gdzie, kiedy”, ale niekiedy są także anegdoty i niezwykle ciekawe dodatkowe informacje.

Jak to zwykle bywa w przypadku takich wystaw, organizatorzy nie ustrzegli się wpadek. Przykładowo, koszulka Stali Mielec nie została opisana, a koszulka PSV Eindhoven była opisana jako koszulka Arsenalu Londyn.

Najważniejszymi eksponatami wystawy, także dlatego, że najliczniejszymi są oczywiście koszulki. Podczas wystawy można było przekonać się, że każda jedna koszulka to odrębna historia – klubu bądź reprezentacji, piłkarza i meczu, z którego pochodziła. Każda koszulka to okazja do wspomnień i analiz. Nic więc dziwnego, że Dariusz Szpakowski, legendarny wręcz komentator TVP powiedział o wystawie: „– Myślę, że są tu rzeczy unikatowe. Są tu koszulki wielkich gwiazd piłkarskich, jest na co patrzeć i uruchomić wyobraźnię. Człowiekowi przypominają się wielkie mecze tych wielkich piłkarzy. (…) Przy każdym eksponacie można przystanąć, pochylić się i przypomnieć sobie, odtworzyć w pamięci wielkie chwile z karier tych gwiazd, których koszulki i buty zgromadził Stefan.” (cyt. za: sport.tvp.pl).

Wystawa pozwala na zaobserwowanie ewolucji technologicznej jaką przeszły koszulki, ale także kroju, jakości materiału z jakiego są wykonane, sposobu umieszczania reklam, numerów, nazwisk piłkarzy, itd. Dzięki wystawie dowiadujemy się o wiele o historii koszulek. Przykładowo, pierwsze reklamy pojawily się na strojach piłkarzy Olympique Marsylia (woda mineralna Perrier) i St. Etienne (woda Vichy) w 1968 r. Następnie reklamy pojawiły się w Bundeslidze (1974 r.), we Włoszech (1981 r.), w Hiszpanii (1982 r.) i w Anglii (1983 r.). Real Madryt obchodzący w 2002 r. stulecie powstania klubu zamiast reklamy umieścił adres swojej strony internetowej, zaś FC Barcelona aż do sezonu 2006/2007 była jedynym wielkim klubem na świecie pozbawionym reklamy na koszulkach. W tamtym sezonie Blaugrana wystąpiła z reklamą wyjątkową – UNICEF. Wspomniany 2002 r. był wyjątkowy dla historii koszulek piłkarskich z jeszcze jednego powodu. Wówczas reprezentacja Kamerunu, jako pierwsza na świecie wystąpiła w koszulkach bez rękawów.

Podsumowanie

Kolekcja Stefana Szczepłka po raz kolejny stanowiła podstawę dla zorganizowania wystawy. Poprzednio były to np. „Piłkarski Pałac” (2002 r.), „Wielka Wystawa Piłkarska” (2012 r.) i „Świat Wielkiego Futbolu” (2013 r.), także organizowane w Warszawie. Wystawa „Futbolove Historie” wyróżniała się od pozostałych tym, że została wpleciona w sztukę i miała wyraźne przesłanie, a nie ograniczała się wyłącznie do zaprezentowania eksponatów.

Idea ubrania w szaliki i koszulki manekinów znajdujących się w Państwowym Muzeum Etnograficznym początkowo nie spotkała się z moim entuzjazmem. Co więcej, wydawało mi się, że akcesoria piłkarskie powinny być w miarę możliwości powiązane z regionami strojów ludowych poszczególnych manekinów. Później jednak zmieniłem zdanie, bo przecież futbol nie zna żadnych granic i kibicem tak Barcelony, jak i Valencii może być zarówno mieszkaniec Mazowsza, Wielkopolski, jak i Górnego Śląska. Ślepej miłości do futbolu nie można niczym racjonalnym wytłumaczyć, tak samo jak przywiązania do barw klubowych, tradycji i historii danego klubu, czy reprezentacji. Nic więc dziwnego, że Billy Shankly, legendarny menadżer Liverpoolu powiedział kiedyś: „Niektórzy twierdzą, że piłka nożna jest kwestią życia lub śmierci. Nie podoba mi się taka postawa. Piłka nożna to coś o wiele więcej”. Przesłanie wystawy dokładnie trafia w tą wypowiedź. Kto chce znajdzie w niej tylko i wyłącznie eksponaty piłkarskie, ktoś inny – historię klubów, meczów, piłkarzy, ktoś inny – będzie oglądał ewolucję strojów, a ktoś inny poszuka głębszego sensu piłki nożnej jako zjawiska społeczo-kulturowego. Dlatego wystawa była nietypowa i warta obejrzenia, niezależnie od tego, czego szukał odwiedzający i czy był kibicem piłkarskim, czy nie.

 

Zdjęcia zostały wykonane podczas zwiedzania wystawy, czyli w dniu 20 października 2016 r.

 

Źródła: własne, laczynaspilka.pl, weszlo.com, warszawa.naszemiasto.pl, sport.tv.pl, expressilustrowany.pl, metrocafe.pl. Oficjalny program wystawy.

poniedziałek, 18 marca 2019
Hat-trick „Lewego” w meczu z Danią

W swoim drugim występie w eliminacjach do Mistrzostw Świata w Rosji 2018, reprezentacja Polski pokonała w sobotę 8 października 2016 r. na Stadionie Narodowym w Warszawie reprezentację Danii 3:2 (2:0). Wszystkie trzy bramki dla „Biało-czerwonych” zdobył Robert Lewandowski!

Polacy wybiegli w najsilniejszym zestawieniu. Kontuzjowany był jedynie Michał Pazdan. Większość kibiców, komentatorów i ekspertów spodziewało się, że obok Kamila Glika zagra Igor Lewczuk, a tymczasem trener Adam Nawałka postawił na Thiago Cionka.

Polacy zagrali na Narodowym po niemal rocznej przerwie (poprzedni mecz z Islandią (4:2) odbył się w listopadzie 2015 r.), a dla kibiców gospodarzy mecz w Warszawie był okazją do podziękowania piłkarzom, którzy osiągnęli historyczny sukces w postaci ćwierćfinału UEFA Euro 2016, a jednocześnie do zobaczenia, jak prezentują się nasi bohaterowie.

2016.10.08_Polska__Dania_2

W 3. minucie mogło jednak zrobić się bardzo nieprzyjemnie. Viktor Fischer po podaniu Petera Ankersena (wykorzystał złe ustawienie Glika) łatwo wbiegł w pole karne, ale w niezłej sytuacji, choć z ostrego kąta, chyba trochę spanikował i oddał strzał raczej wzdłuż bramki niż w jej kierunku. Polacy mogli odpowiedzieć z przytupem w 10. minucie. Kamil Grosicki dośrodkował w pole karne, a zamykający akcję Arkadiusz Milik oddał strzał głową z ostrego kąta, ale Kasper Schmeichel odbił piłkę. „Duńczycy grali wolno, piłkarze Adama Nawałki nie mieli problemów z przerywaniem ich akcji.” (cyt. za: sport.pl). Nic więc dziwnego, że po meczu Łukasz Fabiański mówił, że w pierwszej połowie nie miał w ogóle zajęcia.

W 17. minucie Piotr Zieliński dopadł do zbyt krótko wybitej futbolówki, ale uderzył bez przyjęcia lewą nogą obok słupka.” (cyt. za: 90minut.pl). Trzy minuty później Grosicki oddał nieudany strzał z pola karnego, po którym piłka kozłowa i łatwo ją złapał duński bramkarz. „Wystarczyła chwila nieuwagi, rywale szybko przerzucili piłkę pod naszą bramkę, sam na sam z Fabiańskim znalazł się Nicolai Jorgensen, ale w ostatniej chwili piłkę wybił Łukasz Piszczek.” (cyt. za: sport.pl). W 20. minucie Grosicki dośrodkował nisko, Simon Kjær potknął się i nie przeciął lotu piłki, a Lewandowski z bliska pokonał Schmeichela, który w tej sytuacji był bez szans na skuteczną interwencję. 1:0, a Lewandowski przedłużył serię meczów eliminacyjnych, w których strzelał co najmniej jedną bramkę do siedmiu. „Przewagę "Biało-czerwonych" udokumentowały także niecelny strzał Zielińskiego i zablokowany Lewandowskiego.” (cyt. za: 90minut.pl).

2016.10.08_Polska__Dania_6

W 33. minucie Grosicki wyprzedził na prawym skrzydle dwóch Duńczyków i zagrał w pole karne. Tam był Lewandowski, który próbował minąć ostatniego obrońcę i prawie mu się to udało, ale na miejscu był Schmeichel. Bramkarzowi Danii nie udało się jednak złapać piłki, razem z Lewandowskim upadli na murawę. Polski napastnik zagarnął piłkę rękę i przesunął ją bliżej bramki. Do siatki trafił Błaszczykowski, ale sędzia słusznie tego gola nie uznał.” (cyt. za: sport.pl). Dwie minuty później Grosicki zagrał długą piłkę w pole karne do Milika, który został sfaulowany przez Jannika Vestergaarda. Włoski sędzia Gianluca Rocchi nie miał wątpliwości i wskazał na „wapno”. Pewnym egzekutorem „jedenastki” był Lewandowski i Polska objęła prowadzenie 2:0. „Lewy” wykonał rzut karny na dwa tempa, co nie spodobało się Schmeichelowi, który protestował, jak oparzony, za co został ukarany żółtym kartonikiem. „W międzyczasie polska obrona skutecznie zablokowała strzały Simona Kjæra i Williama Kvista.” (cyt. za: 90minut.pl).

Podsumowując pierwszą część spotkania trzeba zauważyć, że poza dwoma golami Lewandowskiego, to „Duńczycy długo utrzymywali się przy piłce, ale mało z tego wynikało. Polacy przeciwnie nastawili się na kontrataki oraz grę skrzydłami. Na lewej stronie szalał Kamil Grosicki, który raz po raz nękał swoimi rajdami obrońców rywali.” (cyt. za: polsatsport.pl).

Na drugą połowę obie drużyny wybiegły w składach z jedną zmianą. Milik pod koniec pierwszej połowy upadł na boisko i jak się później okazało doznał poważnej kontuzji – zerwania więzadeł krzyżowych w lewym kolanie. Zastąpił go Karol Linetty, uprzedzając fakty – zupełnie niewidoczny w drugiej połowie. Wśród Duńczyków w miejsce Jørgensena wszedł Yussuf Poulsen i była to zmiana na lepsze.

Dwie minuty po wznowieniu gry po przerwie Lewandowski przejął piłkę po błędzie Andreasa Christensena w środkowej strefie boiska i popędził co sił w nogach w kierunku bramki Schmeichela. Wprawdzie gonili go Vestergaard i wspomniany Christensen, to chyba nie mieli ani wiary, ani szybkości, aby złapać „Lewego”. Polski snajper oddał strzał z ostrego kąta w krótki róg bramki strzeżonej Schmeichela, a że szczęście sprzyja lepszym, to Lewandowski skompletował hat-tricka. 3:0! To był 39 gol Lewandowskiego dla reprezentacji Polski, co oznacza, że w tym momencie więcej bramek miało tylko trzech piłkarzy – Kazimierz Deyna (41), Grzegorz Lato (45) i Włodzimierz Lubański (48).

Duńczycy odpowiedzieli golem już po upływie dwóch minut, w zupełnie niegroźnej sytuacji. Kjaer, przy którym był Piszczek, zagrał piłkę głową do Poulsena, ale ubiegł go Glik, który strzałem głową nie dał szans Fabiańskiemu na złapanie piłki. Niespodziewanie zrobiło się 3:1. Red. M. Kołodziejczyk z portalu sportowefakty.wp.pl pisał o tej sytuacji: „Coś jednak niedobrego dzieje się z koncentracją naszych piłkarzy po przerwie. W Kazachstanie skończyło się to tragicznie, bo mimo prowadzenia Polaków 2:0, anonimowi rywale zdołali doprowadzić do remisu i wywalczyli jeden punkt. W Warszawie sygnał do ataku dla Duńczyków dał Kamil Glik. Chwilę po golu Lewandowskiego strzelił do własnej bramki. Całkiem ładnie, głową. Od tego momentu zaczęliśmy grać nerwowo i brzydko. Pachniało późnym Fornalikiem.”. Warto zauważyć, że to był jeden z najgorszych występów Glika w kadrze. „Przegląd Sportowy” zwracał jednak uwagę, że „gol nie powinien zostać uznany, bo wcześniej jeden z Duńczyków była na spalonym.”.

Niedługo potem Ankersen zgrał piłkę do Yussufa Poulsena, a ten bez namysłu uderzył nad poprzeczką.” (cyt. za: 90minut.pl). W 60. minucie Ankersen zagrał piłkę do Poulsena, który z ostrego kąta oddał strzał odbity jednak przez Fabiańskiego. Dziewięć minut później Ankersen znowu podał do Poulsena, ale tym razem sytuacja miała miejsce w polu karnym „Biało-czerwonych”, którzy popełnili błąd w kryciu. Piszczek spóźnił się i nie trafił w piłkę, a Poulsen, choć źle przyjął piłkę, to miał szczęście, bo piłka pozostała mu przy nodze i mógł oddać strzał. Tym razem nie pomylił się i Polska prowadziła już tylko 3:2.

2016.10.08_Polska__Dania_7

Od tego momentu w szeregach gospodarzy zrobiło się bardzo, bardzo nerwowo, ale obie drużyny, choć walczyły do ostatniego gwizdka sędziego, nie stworzyły już żadnych groźnych sytuacji i korzystny wynik dla Polaków stał się faktem. W ten sposób Polacy zrehabilitowali się za wyjazdową wpadkę z Kazachstanem (2:2), choć styl gry, zwłaszcza w drugiej połowie pozostawiał wiele do życzenia. Jeśli chodzi o dane statystyczne, to wprawdzie Duńczycy częściej byli w posiadaniu piłki (60%) i mieli większą skuteczność podań (90% do 83%), to jednak Polacy oddali więcej strzałów (12 do 10) i więcej celnych strzałów (6 do 2). Po takim meczu trener Nawałka miał spory materiał do analiz.

Warto zauważyć, że pod wodzą Nawałki wtedy, po meczu z Danią, reprezentacja rozegrała na Narodowym sześć meczów o punkty i tylko jednego nie wygrała (remis 2:2 ze Szkocją). Ostatni mecz o punkty kadra przegrała rok wcześniej – z Niemcami (1:3), a przecież na Euro rozegrała aż pięć spotkań. Z drugiej jednak strony w ostatnich czterech meczach (Szwajcaria, Portugalia, Kazachstan i Dania), Polacy zdobywali pierwsi gola, ale wygrali tylko ten ostatni. Co ciekawe, w sierpniu 2013 r.  sparingowym meczu rozegranym w Gdańsku, Polska pokonała Danię 3:2, a schodzącego w 78. minucie Lewandowskiego (strzelca jednego z goli) pożegnały gwizdy. Od tamtej pory sporo się jednak zmieniło…

 

8 października 2016 r., godz. 20:45 - Warszawa / Stadion Narodowy

Grupa „E” eliminacji Mistrzostw Świata w Rosji 2018

Polska 3-2 Dania

Bramki: Robert Lewandowski 3 (20 min., 36 min. – karny, 47 min.) – Kamil Glik (49 min. – samobójcza) i Yussuf Poulsen (69 min.)

Polska: 22. Łukasz Fabiański – 20. Łukasz Piszczek, 15. Kamil Glik, 4. Thiago Cionek, 3. Artur Jędrzejczyk – 16. Jakub Błaszczykowski (89 min., 17. Sławomir Peszko), 10. Grzegorz Krychowiak, 19. Piotr Zieliński, 7. Arkadiusz Milik (46 min., 8. Karol Linetty), 11. Kamil Grosicki (74 min., 13. Maciej Rybus) – 9. Robert Lewandowski.

Rezerwowi, którzy nie zagrali: Boruc. Szczęsny – Dawidowicz, Lewczuk, Jodłowiec, Mączyński, Wszołek – Teodorczyk, Wilczek.

Trener: Adam Nawałka.

Dania: 1. Kasper Schmeichel – 4. Simon Kjær, 6. Andreas Christensen, 3. Jannik Vestergaard (82 min., 8. Thomas Delaney) – 2. Peter Ankersen, 7. William Kvist, 23. Pierre Højbjerg, 10. Christian Eriksen, 5. Riza Durmisi – 11. Viktor Fischer (75 min., 15. Pione Sisto), 9. Nicolai Jørgensen (46 min., 20. Yussuf Poulsen).

Rezerwowi, którzy nie zagrali: Lossl, Ronnow, Bjelland, M. Jorgensen, Sviatchenko, Falk, Schone, Larsen, Cornelius.

Trener: Age Hareide (Norwegia).

żółte kartki: Cionek (53 min. – za faul) – Schmeichel (36 min. – za niesportowe zachowanie) i Eriksen (62 min. – za faul).

sędziowali: Gianluca Rocchi jako sędzia główny, Alessandro Costanzo i Filippo Meli jako sędziowie asystenci i Davide Massa jako sędzia techniczny (wszyscy – Włochy).

widzów: 56 811.

temperatura: 8C.

 

Źródła: własne, 90minut.pl, uefa.com, sport.pl, sportowefakty.wp.pl, polsatsport.pl, sport.tvp.pl, legionisci.com.

sobota, 16 marca 2019
Spalony Hamalainen daje Legii przełomowe zwycięstwo

W sobotę 22 października 2016 r. w meczu 13. kolejki ekstraklasy 2016/2017 Legia Warszawa pokonała w kontrowersyjnych okolicznościach Lecha Poznań 2:1 (0:0). Zwycięską bramkę w doliczonym czasie gry zdobył były piłkarz Lecha – Kasper Hamalainen, który był na pozycji spalonej.

Ekstraklasowy hit znalazł się w cieniu słabej dyspozycji zarówno Legii, jak i Lecha. Obie drużyny przystępowały do meczu ze swoimi problemami. Nic więc dziwnego, że przed meczem Lech zajmował ósme miejsce w lidze (16 punktów, po 4 zwycięstwa, remisy i porażki, bramki 12:14), zaś Legia czwarte… od końca, czyli trzynaste (13 punktów, 3 zwycięstwa – 4 remisy – 5 porażek, bramki 15:15).

2016.10.22_Legia_-_Lech_Poznań_(1)

Pierwsza połowa zdecydowanie zawiodła, a tym samym potwierdziła, że oba kluby znajdują się w poważnym kryzysie. Działo się, oj działo się… naprawdę niewiele. W 13. minucie strzał zza pola karnego nad bramką oddał Maciej Makuszewski. Pięć minut później goście wykonywali pierwszy w tym meczu rzut rożny, ale nic z niego nie wyniknęło. W następnej minucie Szymon Pawłowski oddał strzał, po którym piłka przeleciała obok słupka bramki strzeżonej przez Arkadiusza Malarza. W 21. minucie gospodarze oddali pierwszy strzał, ale piłka po uderzeniu Nemanji Nikolicia nie trafiła w światło bramki, a piłka przeleciała obok słupka. W 30. minucie po dośrodkowaniu Łukasza Brozia piłka po rykoszecie wpadła w ręce Matusa Putnocky’ego W ciągu następnych trzech minut goście wykonywali trzy rzuty rożne, który nie przyniosły spodziewanego efektu.

Mocno cofnięty Lech skupiał się głownie na utrudnianiu gry Wojskowym, a ci w efekcie nie stworzyli przed przerwą wielu klarownych sytuacji, po których mogliby wyjść na prowadzenie.” (cyt. za: legia.com). Problem w tym, że gospodarze stworzyli tylko jedną naprawdę groźną sytuacją i w efekcie pierwsza połowa zdecydowanie rozczarowała. Portal weszlo.com chwalił Abdula Aziza Tetteha określając jego postawę w jednym konkretnym zdaniu – „Spokój, opanowanie, skuteczność w destrukcji i przytomność w rozegraniu”.

W 41. minucie Legia powinna objąć prowadzenie. Jakub Rzeźniczak zagrał piłkę głową do Nikolicia, który odegrał ją do Miroslava Radovicia. Piłka odbiła się od Łukasza Trałki, nie sięgnął jej Jan Bednarek, przejął ją Nikolić, położył Putnock’ego i mając przed sobą tylko bramkę…. nie trafił w nią! Nikolić „wyrzucił” się ze światła bramki, ale to też nie był na tyle ostry kąt, żeby nie skierować piłki do bramki Lecha! Właściwie opis pierwszej połowy można było ograniczyć tylko do opisu tej sytuacji.

Po rozczarowujących czterdziestu pięciu minutach, druga połowa była zaskakująco emocjonująca. Już dwie minut po przerwie legioniści zaprezentowali się z dobrej strony. Guillerhme dośrodkował, a strzał Tomasza Jodłowca, odbił Putnocky. Lech nie pozostał dłużny i trzy minuty później (po podaniu od Abdula Aziza Tetteha) Makuszewski oddał strzał z szesnastu metrów, po którym Malarz odbił piłkę, a Jakub Czerwiński wybił piłkę poza boisko, bo nadbiegał Maciej Gajos. „Kilka chwil później Darko Jevtić podał z rzutu rożnego do stojącego w okolicach szesnastego metra Szymona Pawłowskiego. Pomocnik Lecha uderzył bez przyjęcia, ale źle trafił w piłkę i ta poleciała wysoko nad poprzeczką.” (cyt. za: 90minut.pl).

2016.10.22_Legia_-_Lech_Poznań_(4)

W 59. minucie Gajos dośrodkował, Trałka przedłużył piłkę piętą, a Lasse Nielsen jej nie sięgnął. Następnie po dośrodkowaniu od Radovicia, Nikolić strzelał głową, ale Putnocky nie miał problemów ze złapaniem piłki. Legia za chwilę ponownie stworzyła zagrożenie pod bramką gości. „W 61. minucie Matúš Putnocký pewnie złapał futbolówkę po strzale Miroslava Radovicia.” (cyt. za: 90minut.pl). W tej sytuacji Radović „świetnym dryblingiem zgubił obrońcę w polu karnym Lecha, ale jego mocny strzał wylądował w rękach golkipera rywali” (cyt. za: legia.com). Za moment Thibault Moulin podał piłkę do Michała Kucharczyka, który zagrał do Brozia, a ten z kolei do Nikolicia. Reprezentant Węgier źle uderzył piłkę i Putniocky spokojnie ją złapał.

Po upływie kolejnych trzech minut Legia dopięła swego i objęła prowadzenie 1:0. Gospodarze szybko wyszli z własnej połowy, Nielsen źle obliczył lot piłki i odegrał ją zbyt krótko. Piłkę przejął Kucharczyk i zagrał do Nikolicia, Nielsen nie zdążył za napastnikiem gospodarzy, a Putnocky chyba za wcześnie się rzucił i został pokonany. Superstrzelec Legii zdobył dopiero swojego czwartego ligowego gola, co spowodowało, że z wielkiej radości zdjął koszulkę za co został ukarany żółtą kartką. Trener Jacek Magiera mówił po meczu: „(…) mam z nim do pogadania (…) nie powinien tak robić” (cyt. za: „Fakt”). W 68. minucie Lech mógł doprowadzić do wyrównania, ale Robakowi zabrakło precyzji. Gajos dośrodkował, a Robak główkował z siedmiu metrów nad bramką. Przez kolejnych dwadzieścia minut nie działo się prawie nic. Legia nie kwapiła się do ataków, starając się utrzymać korzystny wynik, zaś Lech niby próbował, ale niewiele groźnego z tego wynikało.

W 80. minucie z rzutu wolnego ładnie zakręcił Guilherme i Putnocky musiał ratować się wybić poza linię końcową. Sześć minut przed końcem regulaminowego czasu gry rezultat mógł podwyższyć Thibault Moulin. Francuz mocno i niedokładnie strzelił zza linii szesnastego metra.” (cyt. za: legionisci.com). Wydawało się, że Legia „dowiezie” do końcowego gwizdka to minimalne prowadzenie, a tymczasem w 89. minucie Michał Kopczyński sfaulował Makuszewskiego. „Kopa” stojąc tyłem do bramki kopnął „Makiego” w nogę, który padł niczym rażony piorunem. Sędzia Szymon Marciniak, mimo protestów gospodarzy, podyktował „jedenastkę”. To był już siódmy karny podyktowany przeciwko Legii w lidze (w trzynastym meczu), podczas gdy w poprzednich rozgrywkach, przeciwko Legii podyktowano tylko… jeden rzut karny. Robak pokonał Malarza, ale trzeba przyznać, że bramkarz Legii był bliski odbicia piłki, bo rzuci się we właściwą stronę. Robak przerwał w ten sposób trwającą 277 minut serię bez gola. Inna sprawa, że dużą niespodzianką było to, że Robak usiadł na ławce.

2016.10.22_Legia_-_Lech_Poznań_(9)

Marcin Robak pokonuje z rzutu karnego Arkadiusza Malarza.

Wprowadzony osiem minut wcześniej Dawid Kownacki pobiegł po piłkę, ale najpierw został powalony przez Guillherme, a następnie Malarz chwycił napastnika Lecha za szyję. „Kownaś” doznał zwiotczenia mięśni i sprawiał wrażenie kogoś, kto nagle nie potrafił zapanować nad swoim ciałem. Po meczu tak opisywał sytuację: „Bramkarz Legii Arkadiusz Malarz chwycił mnie od tyłu, zaczął mnie dusić, nie mogłem załapać oddechu, jeszcze jakieś tam brzydkie słowa do mnie powiedział. Nic nie mogłem nawet zrobić.” (cyt. za: sportowefakty.wp.pl). Po chwili przybiegli pozostali piłkarze Lecha, ale najbardziej agresywny był rezerwowy bramkarz „Kolejorza”, czyli Jasmin Burić, który szarpał Malarza i kto wie, czy by go nie uderzył, gdyby nie to, że Malarz swoje już w życiu przeszedł (zwłaszcza w Grecji i na Cyprze) i nie pozwolił na takie zachowanie. Nic więc dziwnego, że doszło do szamotaniny z udziałem ławek rezerwowych, w tym aktywnego II trenera Legii, czyli „Aco” Vukovicia. W tym czasie trener Magiera postanowił wykorzystać limit zmian i w miejsce Moulina wprowadził Kaspera Hämäläinena. Magiera podobno powiedział do Hamalainena – „Wejdź i strzel gola, masz cztery minuty!” (cyt. za: legia.com).

W trzeciej minucie doliczonego czasu gry Vadis Odidja-Ofoe podał do Brozia, który oddał niezbyt mocny strzał zza pola karnego. Putnocky odbił piłkę („Przegląd Sportowy” uważał, że powinien ją złapać), a wprowadzony zaledwie kilka minut wcześniej, Hamalainen pokonał słowackiego bramkarza „Kolejorza”. Fiński piłkarz strzelił swojego drugiego gola w sezonie. Co ciekawe, Hamalainen strzelił jedynego gola w poprzednim meczu obu klubów rozegranym na tym stadionie, z tą tylko różnicą, że wtedy trafił dla Lech i był to jedyny gol meczu. Hamalainen powiedział po meczu: „Starałem się nie okazywać wielkiej radości, ale w środku aż się we mnie gotowało z emocji.” (cyt. za: „Fakt”), „(…) to jedna z najważniejszych bramek w mojej karierze” (cyt. za: „Przegląd Sportowy”).

Portal weszlo.com podkreślał, że bramka padła „ze spalonego, co warto zaznaczyć sporego, ale też piekielnie trudnego do wychwycenia przez skupienie uwagi na strzelającym”. Sędzia liniowy Paweł Sokolinicki, który nie dopatrzył się pozycji spalonej został odsunięty od meczy, ale Zbigniew Przesmycki przewodniczący Kolegium Sędziów PZPN mówił: „Nie traktowałbym tego w kategorii kary (…) Oczywiście błąd jest ewidentny, ale trudny do wychwycenia w trakcie meczu. To typowa sytuacja, którą można skorygować, używając do tego powtórek wideo.” (cyt. za: eurosport.onet.pl), ale wówczas o systemie VAR jeszcze nikt nie słyszał.

Hipokryzja „Kolejorza”

Swoje żale po meczu chyba najgłośniej wylewał Makuszewski, który stwierdził, że Malarz był agresywny i pierwszy rzucił się do bicia (chyba pomylił go z Buriciem!), Lechici dostali trzy żółte kartki (w rzeczywistości jedną!), Rzeźniczak powinien zostać ukarany żółtą kartką, Hamalainen był na dwumetrowym spalonym (nieprawda!). Przypomniał też o sytuacji z rzutem karnym w meczu… Legia – Jagiellonia, sugerując, że na Łazienkowskiej sędziowie pomagają gospodarzom. Generalnie, piłkarze Lech mówili o kilkumetrowym spalonym, którego „widział każdy na stadionie oprócz sędziego”, ale chyba po obejrzeniu telewizyjnych powtórek musieli zmienić zdanie. Inna sprawa, że zupełnie inaczej patrzyli na sytuację gola ze spalonego, gdy sami byli beneficjentem takiej sytuacji.

Trzy dni po meczu z Legią, Lech zremisował z Wisłą Kraków 1:1 strzelając gola po spalonym. Media przemilczały ten fakt, choć o spalonym Legii grzmiały wyjątkowo głośno. Dawid Kownacki, strzelec gola w meczu z Wisłą powiedział po spotkaniu: „Słyszałem o tym spalonym, lecz muszę przyznać, że nie ma to dla mnie wielkiego znaczenia. Gdy dobijałem strzał Marcina Robaka, miałem klapki na oczach i skupiałem się wyłącznie na piłce. Chciałem trafić do siatki i nie było w tym momencie sensu patrzeć na to co zrobi sędzia (…) los nam coś oddał, ale tylko częściowo, bo to nie jest zdarzenie takiej samej kategorii. Wydaje mi się, że spalony był niewielki. Wiadomo, że na stopklatce wszystko wydaje się proste, ale sytuacja była trudniejsza do oceny, bo doszło do mijanki, więc zupełnie inaczej niż w Warszawie.” (cyt. za: sportowefakty.wp.pl). Szkoda komentarza…

Lech złożył protest do Komisji Legii, domagając się zawieszenia Malarza na trzy mecze i anulowania kary dla Buricia. Malarz po meczu mówił o tej sytuacji: „To było niepotrzebne, niepotrzebnie włączyła się do tego ławka rezerwowych. Przepraszam za to kibiców.” (cyt. za: sportowefakty.wp.pl). Władze „Kolejorza” zapomnieli o agresywnym zachowaniu Tetteha w poprzednim meczu z Legią, czy prowokacjach Trałki wobec Hamalainena. Wtedy Legia nie składała żadnych protestów…

 

22 października 2016, godz. 20:30 – Warszawa, Stadion Legii / Stadion Wojska Polskiego

XIII kolejka Ekstraklasy 2016/2017

Legia Warszawa 2-1 Lech Poznań

Bramki: Nemanja Nikolić (64 min.), Kasper Hämäläinen (90+3 min.) – Marcin Robak (90 min. – karny)

Legia: 1. Arkadiusz Malarz – 28. Łukasz Broź, 4. Jakub Czerwiński, 5. Maciej Dąbrowski (46 min., 18. Michał Kucharczyk), 25. Jakub Rzeźniczak – 6. Guilherme, 3. Tomasz Jodłowiec, 75. Thibault Moulin (90 min., 22. Kasper Hämäläinen), 8. Vadis Odjidja-Ofoe, 32. Miroslav Radović (84 min., 15. Michał Kopczyński) – 11. Nemanja Nikolić.

Rezerwowi, którzy nie zagrali: 33. Radosław Cierzniak, 52. Mateusz Wieteska, 9. Vako Kazaiszwili, 99. Aleksandar Prijović.

Trener: Jacek Magiera.

Lech: 30. Matúš Putnocký – 4. Tomasz Kędziora, 35. Jan Bednarek, 3. Lasse Nielsen, 5. Tamás Kádár – 17. Maciej Makuszewski, 6. Łukasz Trałka (81 min., 86. Radosław Majewski), 55. Abdul Aziz Tetteh, 10. Darko Jevtić (65 min., 11. Marcin Robak), 8. Szymon Pawłowski – 14. Maciej Gajos (81 min., 24. Dawid Kownacki).

Rezerwowi, którzy nie zagrali: 1. Jasmin Burić, 23. Paulus Arajuuri, 26. Maciej Wilusz, 20. Dariusz Formella.

Trener: Nenad Bjelica.

żółte kartki: Rzeźniczak (43 min. za faul), Nikolić (65 min.), Malarz (90+1 min.) – Makuszewski (75 min.), Kownacki (90+1 min.). Wszyscy poza Rzeźniczakiem za niesportowe zachowanie.

czerwona kartka: Burić (90+1 min. za niesportowe zachowanie) jako rezerwowy.

sędziowali: Szymon Marciniak (Płock) jako sędzia główny oraz Sokolinicki i Arys jako sędziowie liniowi.

temperatura: 7C.

widzów: 28 842.

 

Źródła: własne, 90minut.pl, legionisci.com, sportowefakty.wp.pl, legia.com, weszlo.com, eurosport.onet.pl. BAT, Magiera trafił ze zmianami, „Fakt” z dnia 24 października 2016 r. P. Bator, Nikolić nie zapomniał, jak się strzela!, „Fakt” z dnia 24 października 2016 r. P. Bator, Zwycięstwo Legii w cieniu skandalu, „Fakt” z dnia 24 października 2016 r., s. 18. Ten gol mi pomoże – wywiad red. M. Kaliszuka z Kasperem Hamalainenem, „Przegląd Sportowy” z dnia 24 października 2016 r., s. 4. HEN, Niespodziewany pomysł Bjelicy, „Przegląd Sportowy” z dnia 24 października 2016 r., s. 4. A. Dawidziuk, Horror w Warszawie i szczęście Legii, „Przegląd Sportowy” z dnia 24 października 2016 r., s. 2-3. Sędzia przepraszał – wywiad red. A. Dawidziuka z Maciejem Makuszewskim, „Przegląd Sportowy” z dnia 24 października 2016 r., s. 3.

piątek, 15 marca 2019
Niedoszły piłkarz Legii rekordzistą Guinnessa

W połowie listopada 2016 r. Urugwajski napastnik – Sebastian Abreu przeniósł się z salwadorskiego Santa Tecla do klubu z trzeciej ligi brazylijskiej – Bangu. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że w ten sposób Abreu znalazł się w Księdze Rekordów Guinnessa.

Był to bowiem jego… 28. transfer w karierze. Nikt w historii futbolu nie może pochwalić się równie wysoką częstotliwością przeprowadzek, jak czterdziestolatek (…) Jego bilans na ten moment to 23 kluby w 10 krajach w trakcie 22-letniej kariery.  (…) Urugwajczyk jest (…) najbliżej pobicia kolejnego rekordu – tego dotyczącego liczby zaliczonych klubów. Na tę chwilę należy on do największego znanego ludzkości piłkarskiego obieżyświata, Lutza Pfannenstiela. Niemiec uzbierał ich podczas swojej pełnej przygód tułaczki po pięciu kontynentach aż 25.” (cyt. za: weszlo.com).

Kariera Sebastiana Abreu

Kariera Abreu w skrócie.

Źródło: thesun.co.uk.

W swojej bogatej karierze Abreu ma przede wszystkim występy w Ameryce Południowej w takich znanych klubach, jak Gremio Porto Alegre, Botafogo, San Lorenzo, River Plate i Rosario Central. W Europie Urugwajczyk raczej nie błyszczał, a kluby, z którymi był związany nie powalają na kolana – Deportivo La Coruna (gdzie trafił za 10,5 mln euro), Beitar Jerozolima, Real Sociedad i Aris Saloniki. W grudniu 2008 r. pojawiła się informacja, że Jan Urban, ówczesny trener Legii chce sprowadzić do klubu klasowego napastnika i wybór padł właśnie Abreu. Spekulowano, że otrzymałby największe zarobki w historii polskiej ligi na poziomie 400 tys. euro netto rocznie. Zamiast do Legii trafił jednak do Realu Sociedad na zasadzie wypożyczenia z River Plate. Portal legia.com.pl tak komentował sytuację: „Zwykłą "kaczką dziennikarską" okazały się doniesienia Super Expressu o rzekomym zainteresowaniu Legii napastnikiem River Plate Sebastianem Abreu. (…) Od początku spekulacje na temat przyjścia "el Loco" do Legii wydawały się być wyssane z palca. Pensja, którą zażyczyłby sobie piłkarz z pewnością była nie do zrealizowania w polskich warunkach.

Sebastian_Abreu_z_Pucharem_Copa_America

Abreu z Copa America 2011. To jego największy sukces w karierze. W drużynie „La Celeste” rozegrał 70 meczów, w których zdobył 26 bramek.

Źródło: thesun.co.uk.

Co ciekawe Urugwajczyk zwraca uwagę na swoje częste zmiany klubów i mówi: „Lubię prowadzić statystyki, by być świadomym tego, co robię, a także dlatego, by moje dzieci mogły się dowiedzieć, czego dokonał ich ojciec. Futbol ma bowiem wyjątkowo krótką pamięć” (cyt. za: weszlo.com), dlatego portal weszlo.com prorokuje: „Informacja o kolejnym transferze mimo zaawansowanego wieku wydaje się więc mimo wszystko kwestią czasu.”.

 

Źródła: własne, weszlo.com, thesun.co.uk, sport.pl, legia.com.pl, ransfery.info, pl.wikipedia.org, en.wikipedia.org.

| < Marzec 2019 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
Tagi