wtorek, 16 kwietnia 2019
Lewandowski oglądał loty narciarskie

Robert Lewandowski był gościem specjalnym w Oberstdorfie podczas konkursu lotów narciarskich w ramach Pucharu Świata (5 lutego 2017 r.). Obecność futbolowej gwiazdy i celebryty jest dobrą okazją do głębszej refleksji nad propagowaniem skoków narciarskich.

Dzień wcześniej Bayern zremisował w Bundeslidze z Schalke Gelsenkirchen 1:1 po golu Lewandowskiego. Polski napastnik wykorzystując okazję przemierzył z przyjaciółmi 170 kilometrów dzielących Monachium i Oberstdorf, aby obejrzeć wspomniane zawody.

Obecność Lewandowskiego była niespodzianką i wywołała spore poruszenie, nawet wśród skoczków! Do zdjęć w pierwszej kolejności pozowali dwaj najlepsi skoczkowie obu konkursów rozgrywanych w Oberstdorfie, czyli Stefan Kraft i Andreas Wellinger. Właśnie w takiej kolejności stanęli na podium i w sobotę i w niedzielę. Do zdjęcia z „Lewym” pozowali także Polacy – Maciej Kot i Piotr Żyła (razem) oraz Stefan Hula. Poza tym, Lewandowskiego uchwycono na niepozowanych fotkach z Kamilem Stochem, choć skoczek z Zębu nie był zbyt radosny po zajęciu 9. miejsca, a także z Walterem Hoferem i Stefanem Horngacherem.

Wellinger_Lewandowski_Kraft

Źródło: sportowefakty.wp.pl.

Komentujący zawody w studio TVP, Rafał Kot, były fizjoterapeuta kadry, a prywatnie ojciec Macieja Kota, przypomniał, że przy okazji innych konkursów specjalnymi gwiazdami byli Niki Lauda i Valentino Rossi. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że FIS za mało robi dla popularyzacji skoków narciarskich. Jeśli chodzi o obecność celebrytów, to jest ona raczej sporadyczna. Warto wspomnieć, że kilka lat temu podczas konkursów w Zakopanem gościem specjalnym był Leo Beenhakker.

Dodatkowo, FIS robi za mało, aby uatrakcyjnić przebieg rywalizacji. Wygląda to tak, jakby po Turnieju Czterech Skoczni, w których zadebiutowała rywalizacja w systemie KO w pierwszej serii skoków, działacze FIS spoczęli na laurach. Oczywiście, później pojawiła się rywalizacja drużyn mieszanych, a także pomiary wiatru, rekompensaty, dodatkowe punkty, itd., ale zamiast uatrakcyjnić odbiór zawodów, to został on utrudniony. FIS w kwestii uatrakcyjnienia skoków ma jednak trudne zadanie. W przeciwieństwie bowiem do biegów narciarskich, czy narciarstwa alpejskiego, trudno jest rozegrać zawody pokazowe albo wymyślić nową formę rywalizacji. Nawet małej skoczni nie wybuduje się szybko z uwagi na skomplikowany proces budowniczy, jak i niewspółmiernie wysokie koszty. W przypadku biegów, czy narciarstwa alpejskiego, możliwości są ogromne. Biegi są przecież rozgrywane na ulicach miast. A co do rywalizacji, to dziwi, że FIS nie próbuje rozegrać, nawet celem przetestowania, rywalizacji w systemie KO, ale dla szesnastu lub ośmiu skoczków. FIS nie wprowadza rywalizacji drużyn dwuosobowych, na wzór sprintów drużynowych w biegach narciarskich albo np. rywalizacji na trzech skoczniach o różnych punktach konstrukcyjnych w tym samym mieście. FIS wreszcie nie zaprasza gwiazd światowego sportu i kontestuje ogromne zainteresowanie skokami narciarskimi w Austrii, Niemczech i Polsce. O słabnącym zainteresowaniu w Norwegii i innych państwach, nawet szkoda wspominać…

A wracając jeszcze do Lewandowskiego, to nazwał skoczków narciarskich „szaleńcami”, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu, bowiem chciał w ten sposób wyrazić swoje uznanie dla odwagi skoczków.

 

Źródła: własne, TVP, sportowefakty.wp.pl, pl.wikipedia.org.

Fatalne występy Stelmetu i Rosy w Lidze Mistrzów FIBA

W pierwszej edycji koszykarskiej Ligi Mistrzów FIBA bardzo źle zaprezentowały się zespoły mistrza i wicemistrza Polski, czyli Stelmetu Zielona Góra i Rosy Radom.

Stelmet zajął  w swojej grupie siódme, przedostatnie miejsce z bilansem meczów 4 zwycięstw i 10 porażek. Początek rozgrywek wydawał się całkiem obiecujący, choć pozostawał niedosyt. Stelmet w ośmiu meczach wywalczył cztery zwycięstwa, ale później przyszła seria sześciu kolejnych porażek. Zielonogórzanom jednak poszczęściło się i zostali przeniesieni do 1/8 FIBA Europe Cup, w którym spotkał się z Ciboną Zagrzeb, dwukrotnym zwycięzcą Euroligi (1985, 1986). Spotkania w tym trzeciorzędnym pucharze przegrał zdecydowanie (69:81, 83:102). Występy w Lidzie Mistrzów nie szły w parze z wynikami osiąganymi w Polskiej Lidze Koszykówki, bowiem Stelmet od początku rozgrywek zajmował miejsca w czołówce tabeli. W chwili zakończenia fazy grupowej LM, Stelmet zajmował w PLK drugie miejsce z bilansem 13 zwycięstw – 3 porażki.

Mistrzowie Polski w zeszłym sezonie rozbudzili apetyty kibiców na dobre występy w europejskich rozgrywkach. Warto przypomnieć, że Stelmet rywalizował w Eurolidze, a później został przesunięty do Pucharu Europy (EuroCup), w którym wyszedł ze swojej grupy, a w fazie pucharowej wyeliminował Uniks Kazań i dopiero w ćwierćfinale odpadł z hiszpańskim Herbalife Gran Canaria. W ten sposób Zielonogórzanie wyrównali osiągnięcie Turowa Zgorzelec z sezonu 2007/2008.

Logo_LM_FIBA

Logo Basketball Champions League, bazywanej potycznie Ligą Mistrzów FIBA.

Źródło: basketballcl.com.

Rosa Radom zajęła ostatnie miejsce w swojej grupie. Po pięciu kolejkach Radomianie mieli na swoim koncie aż trzy zwycięstwa, co na debiutanta w europejskich rozgrywkach, było co najmniej dobrym wynikiem. Nie zapowiadało to późniejszej katastrofy, którą było dziewięć (!) kolejnych porażek. W jakimś stopniu można to tłumaczyć niedoświadczeniem debiutanta. Inna sprawa, że Rosa nie zachwycała w rozgrywkach PLK i wówczas zajmowała 9. miejsce (8 zwycięstw – 8 porażek), które nie dało kwalifikacji do Final Eight Pucharu Polski (Warszawa, 16-19 lutego 2017 r.). W ten sposób zdobywcy trofeum w poprzednim roku stracili szanse na jego obronę.

Polskie kluby koszyków już dawno nie osiągają sukcesów w europejskich pucharach, a awans do półfinału pozostaje wyłącznie marzeniem. Z rozrzewnieniem wspominamy minimalnie przegrany przez Prokomu Trefl finał Pucharu Europy FIBA w 2003 r. Wydawało się, że zwiastunem lepszych czasów był właśnie zeszły sezon Stelmetu. Okazuje się jednak, że był to raczej jednorazowy wyskok niż stała tendencja. Kibice koszykówki mogą tylko pozazdrościć kibicom siatkówki, czy piłki ręcznej, którzy praktycznie co sezon mogą świętować mniejsze, czy większe sukcesy.

Na pocieszenie pozostaje fakt, że Adam Waczyński (Unicaja Malaga) sięgnął po Puchar Europy (Eurocup), a Damian Kulig (Banvit Bandirma) wystąpił w przegranym finale Ligi Mistrzów FIBA. Waczyński powtórzył więc sukces Macieja Lampego (2011 r., Uniks Kazań) i Thomasa Kelatiego (2010 r. w barwach Power Electronics Walencja i 2012 r. w barwach Chimki Moskwa Region). Drużyna Kuliga jest prowadzona przez byłego trenera Turowa Zgorzelec (2006-2009) i Stelmetu Zielona Góra (2014-2016) – Słoweńca Saso Filipovskiego. W finale musiała uznać jednak wyższość Iberostaru Teneryfa. To wielki i niespodziewany sukces dla tego klubu, podobnie jak Puchar Turcji wywalczony w lutym bieżącego roku. To jednak sukcesy indywidualne polskich koszykarzy występujących poza granicami kraju. Dobre i to, choć liczymy na sukcesy polskich klubów.

 

Źródło: własne, sportowefakty.wp.pl, basketballcl.com, plk.pl, pl.wikipedia.org, przegladsportowy.pl, sport.interia.pl, polskikosz.pl, fiba.com.

Polacy z Pucharem Prezydenta IHF!

Polscy piłkarze ręczni zdobyli 23 stycznia 2017 r. Puchar Prezydenta Międzynarodowej Federacji Piłki Ręcznej po pokonaniu Argentyny 24:22. Media, a zwłaszcza TVP, epatowały tym zwycięstwem, jak nie wiadomo jakim sukcesem. Problem w tym, że był to typowy puchar pocieszenia dla największych przegranych, a polscy szczypiorniści ukończyli Mistrzostwa Świata na dalece niezadowalającym 17. miejscu.

Odmłodzona kadra prowadzona przez Talanta Dujszebajewa w fazie grupowej odniosła tylko jedno zwycięstwo w pięciu meczach. Polacy pokonali Japonię 26:25, ale przegrali z Norwegią 20:22, Brazylią 24:28, Rosją 20:24 i Francją 25:26. Wprawdzie nie były to zdecydowane porażki, a Polacy zasłużyli na słowa uznania za waleczność, ale mimo wszystko nie awansowali do zasadniczej fazy turnieju, czyli fazy pucharowej. W swojej grupie zajęli 5. miejsce i pozostało im rywalizować o miejsca 17-24. Najpierw „Biało-czerwoni” (nie bez problemów) pokonali Tunezję 28:26. W meczu o 17. miejsce, którego stawką, co wielokrotnie podkreślano w TVP, był Puchar Prezydenta TVP, Polacy zmierzyli się z Argentyną. Rywale, wbrew informacjom podawanym przez media (także na antenie TVP) wcale nie zajmowali 18. miejsce na każdych Mistrzostwach Świata od 2005 r. W 2005 r. rzeczywiście zajęli 18. miejsce, ale w 2007 – 16., 2009 – 18., 2011 – 12., 2013 – 18. i 2015 – 12. Prawdą jest natomiast, że od 2005 r. w każdej kolejnej edycji przegrywali swój ostatni mecz w turnieju.

Polacy wygrali ten mecz 24:22, choć porażka była naprawdę blisko, bowiem przegrywali już 17:22, a wspaniała gra w końcowej fazie meczu pozwolił wznieść to niezwykle cenne trofeum. Zresztą, czytając i słuchając dziennikarzy wypadałoby zastanowić się, czy Puchar Prezydenta IHF nie powinien być wymieniany wśród innych sukcesów „Biało-czerwonych” osiągniętych podczas mistrzostw świata, jak srebrny medal (2007) i trzy brązowe medale (1982, 2009, 2015)? Prawda jest jednak taka, że 17. miejsce to najniższe miejsce w historii występów męskiej reprezentacji podczas turnieju mistrzostw świata! Spośród 24 edycji rozegranych przed turniejem we Francji 2017, Polacy wystąpili w 14, a najgorsze miejsce jakie dotąd zajmowali to 14. (1970 i 1986).

Polacy_z_Pucharem_Prezydenta_IHF_2017

„Biało-czerwoni” z Pucharem Prezydenta IHF 2017.

Źródło: zprp.pl.

Jak widać w przypadku reprezentacji Polski to był rzeczywiście puchar pocieszenia. Zwłaszcza, że dwa kolejne mecze reprezentacji rozegrane w maju 2017 r. z Białorusią (porażka i remis) praktycznie pogrzebały szanse na awans do Mistrzostw Europy 2018. Mecze z naszymi wschodnimi sąsiadami zakończyły również przygodę Talanta Dujszebajewa z kadrą.

Kirgiz objął kadrę po nieudanym EuroHandballu 2016 rozegranym w Polsce i zastąpił Michaela Bieglera. Awansował z kadrą do Igrzysk Olimpijskich w Rio 2016, a także do francuskich Mistrzostw Świata 2017. W Rio Polacy nie grali dobrze, zwłaszcza w fazie grupowej, ale osiągnęli wysokie 4. miejsce, które rozbudziło apetyty i oczekiwania. Eksperci i byli zawodnicy podkreślali, że miejsce tuż za podium nie oddaje realnego stanu polskiej piłki ręcznej. Odmłodzenie kadry musiało odbić się na wynikach. Tak się stało podczas mistrzostw globu, ale gorzej, że Polacy kompletnie zawiedli podczas eliminacji do EuroHandballu. Wydawało się, że grupa z Serbią, Rumunią i Białorusią, choć wyrównana, nie powinna sprawić Polakom kłopotów w awansie. Tak się nie stało. Okazało się, że czasy twardzieli Bogdana Wenty już minęły, a następcy sporo muszą się jeszcze uczyć.

Dujszebajew zakończył pracę z kadrą z fatalnym bilansem osiągniętym w 29 meczach – 10 zwycięstw, 2 remisy i 17 porażek. Do tego dochodzą 3 zwycięstwa w nieoficjalnych meczach. Między sierpniem 2016, a styczniem 2017 Polacy osiągnęli mało chlubną serię dziesięciu kolejnych porażek. Utytułowany trener zawiódł, ale bardziej rozczarowujące było to, że kadra grała bez pomysłu, a Dujszebajew pozostawił ją w  totalnej rozsypce. Szansę na wykazanie się jako trener kadry otrzymał Piotr Przybecki.    

 

Źródła: własne, sportowefakty.wp.pl, sport.pl, pl.wikipedia.org, zprp.pl. W. Osiński, Nasze Orły dostały drugie życie, „Przegląd Sportowy” z dnia 16 stycznia 2017 r., s. 4-5. W. Osiński, Dziś bitwa o trofeum pocieszenia, „Przegląd Sportowy” z dnia 23 stycznia 2017 r., s. 6-7.

Kamil Stoch wygrał 65. Turniej Czterech Skoczni

Kamil Stoch jako drugi Polak w historii zwyciężył w prestiżowym 65. Turnieju Czterech Skoczni 2016/2017. Jak do tej pory wyglądały sukcesy Polaków w tej imprezie?

Klasyfikacja generalna

Stoch wygrał z przewagą nieco ponad 35 punktów nad drugim Piotrem Żyłą. Podium uzupełnił lider cyklu przed ostatnim turniejem, czyli Daniel-Andre Tande z Norwegii, choć jak wykazywali polscy dziennikarze, sędziowie błędnie zmierzyli Norwegowi długość ostatniego skoku i podium powinien uzupełnić trzeci Polak, czyli Maciej Kot.

Podium_65TCS__skijumpingpl

Podium klasyfikacji generalnej 65. Turnieju Czterech Skoczni.

Źródło: skijumping.pl.

Pierwszym Polakiem, który zwyciężył w klasyfikacji generalnej TCS był w sezonie 2000/2001 Adam Małysz. „Orzeł z Wisły” wygrał wówczas z największą przewagą w historii nad drugim skoczkiem. Wyprzedził Janne Ahonena o 104,4 punktu. Rekord pod względem punktów zdobytych w jeden edycji padł jednak łupem, nie Małysza, a Petera Prevca, który w sezonie 2015/2016 zdobył 1139,4 pkt. W XXI wieku do 65. TCS tylko dwóch Polaków zajmowało miejsca w czołowej „dziesiątce” klasyfikacji generalnej. Adam Małysz aż ośmiokrotnie (zwycięstwo, 3. miejsce, 3 x 4. miejsce, 6., 7. i 9.), a Kamil Stoch czterokrotnie (4., 7., 8. i 10. miejsce).

Najwięcej zwycięstw w klasyfikacji końcowej odniósł wspomniany już Janne Ahonen (5). Cztery zwycięstwa odniósł Jens Weissflog (NRD/Niemcy), po trzy zwycięstwa zanotowali Helmut Recknagel (NRD) i Bojoern Wirkola (Norwegia), który wygrał trzy razy z rzędu.

Turnieje indywidualne

W pierwszym konkursie w Oberstorfie wygrał Stefan Kraft (Austria) przed Kamilem Stochem i Michaelem Hayboeck’iem (Austria). Piotr Żyła była 7., Maciej Kot 12., Dawid Kubacki 16., Stefan Hula 18., Klemens Murańka 40., a Jan Ziobro 42.

W Garmisch-Partenkirchen zwyciężył Daniel-Andre Tande (Norwegia) przed Stochem i Kraftem. Pozostali Polacy ponownie zaprezentowali się dobrze – 6. Żyła, 7. Kot, 16. Hula, 20. Kubacki i 44. Ziobro. Liderem po drugim konkursie został Stoch, który wyprzedzał Tande o zaledwie 0,8 pkt.

Podczas treningu przed konkursem w Innsbrucku, Kamil Stoch upadł i nie wystartował w kwalifikacjach. W konkursie wiało aż za bardzo i rozegrano tylko jedną serię, dlatego wysokie 4. miejsce obolałego lidera polskich skoczków należy uznać za sukces, zwłaszcza, że po trzecim konkursie tracił do Tande zaledwie 1,2 punktu. Tande wygrał w Innsbrucku przed rodakiem Robertem Johanssonem i Rosjaninem Jewgienijem Klimowem. Pozostali Polacy wypadli podobnie, jak podczas poprzednich dwóch konkursów – 6. Kot, 7. Żyła, 17. Kubacki, 23. Ziobro, 41. Murańka i 42. Hula.

Ostatni konkurs w Bischofshofen był popisem Polaków. Wygrał Stoch przed Hayboeckiem i Żyłą. Maciej Kot był 5., Kubacki 18, Ziobro 22., a Hula 24. Pierwsze cztery miejsca w klasyfikacji końcowej prezentowały się następująco – Stoch, Żyła, Tande i Kot. Miejsca pozostałych Polaków: 15. Kubacki, 20. Hula, 31. Ziobro i 50. Murańka.

Siedmiu Polaków stanęło do tej pory na podium poszczególnych konkursów TCS – 28 razy, z czego nieco ponad połowę (15) na najniższym stopniu podium. Co ciekawe, to mniej niż liczba podiów (29) samego Ahonena! To znacznie mniej niż liczba zwycięstw odniesionych przez skoczków Austrii (63), Norwegii (47) i Finlandii (44), a zbliżona do zwycięstw skoczków NRD (29) i Niemiec (26). Polacy odnieśli tylko skromne trzy zwycięstwa, co w klasyfikacji zwycięstw w konkursach TCS daje im dopiero 11. pozycję. Oprócz wspomnianych już państw, Polskę wyprzedzają w tej klasyfikacji – Japonia (11), Czechosłowacja (9), ZSRR (9), Słowenia (6) i Szwajcaria (6). Adam Małysz wygrał dwa konkursy w 2001 r. (Innsbruck i Bischofshofen), a Stoch wygrał w Bischofshofen w 2017 r. Spośród Polaków najczęściej na podium konkursów TCS stał Adam Małysz (12) przed Stochem (5) i Piotrem Fijasem.

 

Polscy skoczkowie na podium poszczególnych konkursów Turnieju Czterech Skoczni*

1.Adam Małysz 12 (2-5-5).

2.Kamil Stoch 5 (1-3-1).

3.Piotr Fijas 4 (0-0-4).

4.Józef Przybyła 3 (0-0-3).

5.Stanisław Bobak 2 (0-2-0).

6.Tadeusz Pawlusiak 1 (0-0-1).

7.Piotr Żyła 1 (0-0-1).

*-stan na dzień 6 stycznia 2017 r.

 

Źródła: własne, pl.wikipedia.org, skijumpoing.pl. „Przegląd Sportowy” z dnia 7-8 stycznia 2017 r., s. 5.

| < Kwiecień 2019 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30          
Tagi