poniedziałek, 08 maja 2017
Koniec paryskiej przygody Ibrahimovicia!

Sezon 2015/2016 był czwartym i ostatnim w karierze Zlatana Ibrahimovicia, rozegranym w barwach Paris Saint Germain. Okres ten był obfity w sukcesy zarówno klubowe, jak i indywidualne.

W sezonie 2015/2016 zdobył 38 goli w 31 meczach Ligue 1 i został królem strzelców. „Jedynym królem strzelców Ligue1 z lepszym dorobkiem był Josip Skoblar, który w sezonie 1970/71 zdobył aż 44 bramki. Na dodatek Zlatan zaliczył aż 13 asyst i zajął drugie miejsce w tej klasyfikacji, ustępując tylko Angelowi Di Marii.” (cyt. za: „Przegląd Sportowy”). W 10 meczach Ligi Mistrzów strzelił 5 goli i zaliczył 3 asysty, a w krajowych pucharach w 10 meczach – 7 goli i 3 asysty. Łącznie w sezonie 2015/2016 rozegrał w barwach PSG 51 meczy, w których zdobył 50 bramek i 19 asyst. W wieku 34 lat zanotował najlepszy sezon w karierze. Nigdy nie był tak skuteczny, choć przypomnieć trzeba, że w sezonach 2008/2009 (25 goli) i 2011/2012 (28 goli) został królem strzelców Serie A, a w sezonach 2012/2013 (30 goli) i 2013/2014 (26 goli) w Ligue 1.

Ibrahimović zdobył z PSG aż trzynaście trofeów – po 4 Mistrzostwa Francji (2013-2016) i Superpuchary Francji (2012-2015), 3 Puchary Ligi Francuskiej (2014-2016) i 2 Puchary Francji (2015-2016).W ciągu czterech sezonów zdobył aż 156 bramek i jest najlepszym strzelcem w historii klubu.” (cyt. za: „Przegląd Sportowy”). Bramki dla PSG zdobywał w Ligue 1 (113), Lidze Mistrzów (20), Pucharze Francji (16), Pucharze Ligi Francuskiej (5) i Superpucharze Francji (2). Najwięcej bramek strzelił w meczach przeciwko St. Etienne – 14 (13 meczów), Olympique Marsylia – 11 (10), OGC Nice 11 (7), SC Bastia 10 (9) i Toulouse 9 (9).

„Ibra” wywalczył aż trzynaście tytułów mistrzowskich w czterech ligach w barwach sześciu klubów. Szwed ma na swoim koncie 2 mistrzostwa Holandii z Ajaxem Amsterdam (2002, 2004), 6 mistrzostw Włoch wywalczonych z Juventusem Turyn (2005, 2006), Interem Mediolan (2007, 2008, 2009) i AC Milan (2011), mistrzostwo Hiszpanii zdobyte z FC Barceloną (2010) i wspomniane wcześniej 4 mistrzostwa Francji w barwach PSG. Co ciekawe, w latach 2004-2011 wywalczył osiem kolejnych tytułów mistrzowskich. Należy jednak zauważyć, że mistrzostwa Włoch zdobyte z Juventusem zostały anulowane w związku z aferą Calciopoli.

Ibrahimović_żegna_PSG

Źródło: polskieradio.pl.

Francuska część kariery Ibrahimovicia jeszcze dobitniej pokazała jego umiejętności i cechy charakteru, wsparte niebywałym doświadczeniem zdobytym w meczach o najwyższą stawkę. „Ibra” zawsze był pewny siebie, wręcz zarozumiały, egoistyczny i arogancki, dlatego w wielu sytuacjach udaje, że nie widzi kolegów. Jest za to krytykowany, ale z drugiej strony dzięki temu stwarza sytuacje podbramkowe i piłkarską bezczelnością decyduje się na akcje i strzały, o których inni nawet nie pomyśleliby. Wzięło się to stąd, że od dzieciństwa nie był skromny i twardo musiał walczyć o swoje w Rosengard, na przedmieściach Malmoe. Zawsze chciał mieć i musiał mieć wyjątkowe rzeczy, aby wyróżniać się na tle innych.

Do tych cech idealnie pasuje gra na pograniczu faulu, a niekiedy zagrożenia dla zdrowia innych piłkarzy. „Ibra” trenował w młodości taekwondo, dlatego decyduje się na liczne ekwilibrystyczne i ryzykowne zagrania. Nie może więc dziwić, że do sezonu 2011/2012 miał na swoim koncie aż 84 żółte kartki i 10 czerwonych.  

W sezonie 2016/2017 Szwed czarował kibiców w angielskiej Premier League. Od początku było wiadomo, że szans na tytuł w kolejnym państw praktycznie nie ma, bo Manchester United przechodzi poważny kryzys, ale trochę postrzelał…

I na koniec ciekawostka. Ibrahimović nigdy nie strzelił gola polskiemu klubowi albo polskiej reprezentacji. Z jednej strony to cieszy, ale z drugiej smuci, bo „Ibra” zawsze grał na najwyższym poziomie, czyli okazji na wbijanie goli Polakom praktycznie nie miał.

 

Źródła: własne, polskieradio.pl, pl.wikipedia.org. Kolekcja „Przeglądu Sportowego” – 11 wspaniałych. Część 4: Zlatan Ibrahimović, Wydawnictwo Ringier Axel Springer, Warszawa 2012. M. Kaliszuk, Po wygraniu ligi czas na popisy, „Przegląd Sportowy” z dnia 18 kwietnia 2016 r., s. 17. M. Kaliszuk, Pożegnanie króla, „Przegląd Sportowy” z dnia 16 maja 2016 r., s. 20. M. Kaliszuk, Zlatan Ibrahimović jak Cezar, „Przegląd Sportowy” z dnia 23 maja 2016 r., s. 9.

15:25, martinez-4ever , Piłkarze
Link Dodaj komentarz »
sobota, 25 marca 2017
Kto by się spodziewał?

Chyba on sam, czyli łotewski napastnik Cracovii – Deniss Rakels nie spodziewał się, że będzie miał za sobą taką rundę życia. Jesienią 2015 r. olśnił piłkarską Polskę i sprawił, że wreszcie można było docenić jego snajperskie umiejętności. A przecież jeszcze niedawno był niemiłosiernie krytykowany za swoją grę.

W krytyce przodował przede wszystkim portal weszlo.com i przyznać trzeba, że po wspaniałej rundzie Rakelsa docenił jego klasę. Wcześniej weszlo.com poddawało pod wątpliwość umiejętności nie tylko strzeleckie, ale w ogóle piłkarskie, tego piłkarza. Wskazywano go jako przykład piłkarza, który otrzymuje wynagrodzenie, na które zupełnie nie zasługuje. Gdy jednak Rakels „złapał nieprawdopodobny gaz”, to mógł liczyć na przychylne publikacje w tym portalu i stwierdzenie, że „gdyby nie Nikolić, mówiłoby się wyłącznie o tym piłkarzu”.

Snajper Legii (a późniejszy niekwestionowany król strzelców ekstraklasy) – Nemanja Nikolić zdobył 21 goli, zaś Rakels 15, ale weszlo.com zwróciło uwagę, że Nikolić zdobył dwa gole z rzutów karnych, zaś Rakels nie podchodzi do „jedenastek”. Dodatkowo, zwrócono uwagę, że w ostatnich dwóch miesiącach Nikolić strzelił 6 goli, zaś Rakels 11. Chwaląc napastnika Cracovii podkreślono, że: „wynik Łotysza robi tym większe wrażenie, bo zazwyczaj jest wystawiany jako fałszywy skrzydłowy, ma zdecydowanie więcej zadań defensywnych niż Nikolić, mimo wszystko gra w drużynie niżej notowanej i z mniejszym potencjałem, niż Legia Nikolicia” (cyt. za: weszlo.com). Zauważono również, że „piętnaście goli w jednej rundzie to wynik bardzo rzadko spotykany, który w sezonach 2010/2011 i 2012/2013 już dałby koronę króla strzelców” (cyt. za: weszlo.com).

Rakels wreszcie zaczął spełniać pokładane w nim nadzieje – głównie te z początku 2011 roku, kiedy to jako król strzelców ligi łotewskiej przechodził do Zagłębia za 350 tysięcy euro [według transfermarkt.pl 400 tys. euro – przyp. blog]. Od tego czasu zdążył zaliczyć kilka żenujących rund, notować pijackie ekscesy czy nawet zebrać oklep od kibiców za tzw. całokształt.” (cyt. za: weszlo.com).

Deniss Rakels trafiał do siatki rywali z każdym z siedmiu ostatnich meczów Ekstraklasy. W XXI wieku nie było w polskiej lidze zawodnika, który miałby dłuższą strzelecką serię od Łotysza! (…) a tylko dwóch piłkarzy w tym stuleciu miało równie długą passę co snajper Cracovii. W rundzie jesiennej sezonu 2003/2004 w siedmiu kolejnych meczach bramki zdobywał Stanko Svitlica, a rok później jego wyczyn powtórzył Tomasz Frankowski. Deniss Rakels strzelał gole w meczach z Lechią Gdańsk, Wisłą Kraków, Podbeskidziem Bielsko-Biała, Piastem Gliwice, Koroną Kielce i Jagiellonią Białystok. (…) Takiej strzeleckiej serii nie mieli natomiast tak uznani snajperzy jak Maciej Żurawski, Paweł Brożek, Robert Lewandowski, czy Artjoms Rudnevs (…) Rakels (…) jest najskuteczniejszym obcokrajowcem w dziejach Pasów. W 70 dotychczasowych występach zdobył dla krakowian 28 bramek, podczas gdy Saidi Ntibazonkiza, który wcześniej nosił to miano, strzelił 16 goli w 83 spotkaniach.” (cyt. za: sport.pl).

Rok 2015 był najlepszym w kadrze Rakelsa. Dla Cracovii zdobył 21 bramek i zaliczył siedem asyst w 43 występach. Dobrą grą w krakowskim klubie wywalczył sobie miejsce w „11” reprezentacji Łotwy – w 2015 roku zagrał w siedmiu meczach drużyny narodowej. Bramki nie zdobył, ale zaliczył jedną asystę.” (cyt. za: sportowefakty.wp.pl). Nic więc dziwnego, żezajął drugie miejsce w organizowanym przez łotewską federację (LFF) plebiscycie na Piłkarza Roku 2015. Napastnik Cracovii przegrał tylko z bramkarzem FC Sion, Andrisem Vaninsem. Rakels był nominowany do tej nagrody po raz pierwszy w karierze. Głosy w plebiscycie oddawało łotewskie środowisko piłkarskie: trenerzy, zawodnicy oraz dziennikarze. Napastnik Cracovii otrzymał 28 głosów, podczas gdy Andris Vanins zebrał ich aż 57.” (cyt. za: sportowefakty.wp.pl).

Piłkarską karierę Rakels zaczynał w rodzinnym mieście w juniorach Jekabpils S.C. W 2008 r., gdy miał 16 lat przeniósł się do Metalurgsa Lipawa. Najpierw występował w drugiej drużynie, ale jesienią 2009 r. został włączony do pierwszej drużyny. Rozegrał 14 ligowych meczów, w których zdobył 9 goli, a z klubem sięgnął po mistrzostwo Łotwy. Kolejny sezony był dla niego jeszcze lepszy indywidualnie, bo w 26 meczach zdobył 18 goli i sięgnął po koronę króla strzelców. To nie mogło ujść uwadze licznych menadżerów obserwujących młodego, zdolnego i skutecznego napastnika. Już w grudniu 2009 r. był na testach w Sampdorii Genua, a w kwietniu 2010 r. w FC Basel. Ostatecznie wiosną 2011 r. zameldował się w Lubinie. Zagłębie zainwestowało w niego 400 tys. euro (według transfermarkt.pl), podpisało z nim 3,5-letni kontrakt i uprzedzając fakty przyznać trzeba, że nie odzyskało nawet niewielkiej części tych pieniędzy. Rakels nie zdobył nawet jednej ligowej bramki dla „miedziowych”! Ale po kolei…

Deniss_Rakels_w_barwach_Zagłębia_Lubin

Deniss Rakels w barwach "Miedziowych".

Źródło: przegladsportowy.pl.

Wiosną 2011 r. Łotysz rozegrał tylko cztery mecze dla Zagłębia. Oczywiście bez gola. W nowym sezonie szybko zdecydowano, że młody piłkarz potrzebuje ogrania w I lidze, dlatego został wypożyczony do GKS Katowice. W sezonie 2011/2012 wystąpił w 20 meczach i zdobył 5 goli. W kolejnym ponownie zdecydowano o wypożyczeniu. Rakels rozegrał więcej meczów (27), ale strzelił też więcej goli (11). Wtedy wrócił do Zagłębia i wiązano z nim całkiem spore nadzieje rozbudzone niezłą skutecznością w Katowicach. Łotysz w wywiadzie dla „Przeglądu Sportowego” przyznał, że początkowo nie był w stanie grać na odpowiednim poziomie, a Lubin był jego pierwszym klubem zagranicznym, dlatego potrzebował czasu. Odżył dopiero na wypożyczeniu w Katowicach. Tymczasem jesienią 2013 r. zagrał tylko w pięciu ligowych meczach i ani razu nie cieszył się ze zdobytej bramki. Poza tym, prowadził (oględnie mówiąc) rozrywkowy tryb życia. Wreszcie na początku 2014 r. w Lubinie powiedziano głośne i konkretne „dość!”. Zagłębie Lubin rozwiązało za porozumieniem stron kontrakt z Rakelsem ze względu na problemy dyscyplinarne. Niecałe dwa tygodnie później Łotysz niespodziewanie podpisał kontrakt z Cracovią. Wiosna nie była udana, bo w ośmiu meczach dla „Pasów” gola nie zdobył. Przełom przyszedł jesienią 2014 r. Rakels wystąpił w 16 meczach, w których zdobył 6 goli i był w Krakowie bardzo komplementowany. Prezes Janusz Filipiak szczerze przyznał: „Nie spodziewałem się, że Rakels potrafi grać aż tak dobrze (cyt. za: „Przegląd Sportowy”).

Natomiast trener Cracovii – Robert Podoliński mówił: „Mam teraz cichą satysfakcję, bo Deniss został w Cracovii dzięki mnie. Ceniłem go wysoko już wtedy, kiedy grał w pierwszej lidze w Katowicach. Dalej ma „diabła w oczach” i czasem taki piłkarz się przydaje.” (cyt. za: „Przegląd Sportowy”). Rakels razem z Przemysławem Kitą mieli walczyć o miejsce w pierwszej drużynie z Dawidem Nowakiem i Dariuszem Zjawińskim, tymczasem Łotysz przebił się do podstawowego składu. Wpadka dopingowa Nowaka, tylko umocniła pozycję Rakelsa.

Co się zmieniło u łotewskiego napastnika, że zaczął strzelać gole? Można powiedzieć, że się „wyszumiał”, zmężniał i wyciągnął wnioski z błędów młodości. Podoliński podkreślał, że Łotysz „bardzo poprawił się pod względem motorycznym. Biega, walczy, wspiera zespół w defensywie” (cyt. za: „Przegląd Sportowy”). Poza tym, Rakels podobno zaczął zostawać po treningach, aby indywidualnie ćwiczyć strzały. Piłkarz natomiast wyjaśniał: „spadło ze mnie ciśnienie. Zacząłem strzelać gole dzięki trenerowi, który mi ufa” (cyt. za: „Przegląd Sportowy”). A sam Podoliński mówił: „to dla Cracovii bezcenny piłkarz (…) jego statystyki byłyby znacznie lepsze, gdybyśmy mieli w zespole środkowego napastnika, bo Deniss jest stworzony do współpracy z nim. Znacznie lepiej się czuje, gdy może zejść w boczne sektory boiska, wygrać pojedynek, a nie gdy gra na środku ataku.” (cyt. za: „Przegląd Sportowy”). Sezon 2014/2015 Łotysz zakończył z dorobkiem 11 goli w 33 meczach. Ostatnim piłkarzem Cracovii, który strzelił w jednym sezonie 10 goli w ekstraklasie był Dariusz Pawluisiński, w sezonie 2009/2010.

Wreszcie nadeszła jesień 2015 r. Rakels wystąpił w 20 meczach i zdobył aż 15 goli czym pobił najlepszy wynik strzelecki piłkarza „Pasów”, odkąd Cracovia wróciła do ekstraklasy. W sezonie 2004/2005 Piotr Bania zdobył 12 goli. Wprawdzie w jednym sezonie (2012/2013) 15 goli zdobył Vladimir Boljević, ale to było w I lidze. Poza tym, Rakels wyrównał wynik dotychczas najskuteczniejszego strzelca Cracovii w ekstraklasie od powrotu do najwyższej klasy rozgrywkowej w 2004 r. – 26 goli, podobnie jak Dariusz Pawlusiński. „Pasy od czasów Ludwika Gintela i Karola Kossoka, którzy w 1928 i 1930 roku sięgali po koronę króla strzelców, nie miały w swoich szeregach wielu skutecznych piłkarzy.” (cyt. za: „Przegląd Sportowy”).

Snajpera komplementował Jacek Zieliński, trener Cracovii, który zastąpił Podolińskiego, mówiąc: „Jest powtarzalny. Ostatnio, kiedy tylko dotknie piłki, to ta wpada do bramki. Od dłuższego czasu jest w wysokiej dyspozycji, a dodatkowo odpowiada mu styl gry prezentowany przez naszą drużynę.” (cyt. za: „Przegląd Sportowy”).

Deniss Rakels w barwach Cracovii

Deniss Rakels w barwach Cracovii.

Źródło: przegladsportowy.pl.

W przerwie zimowej sezonu 2015/2016 stało się jasne, że łotewski napastnik zmieni barwy klubowe. Łotysz miał zapisane w kontrakcie, że może odejść za pół miliona euro i kilka klubów chciało skorzystać z tej klauzuli odstępnego, m.in. Legia, czemu nie zaprzeczał prezes Leśnodorski. Zanim jednak doszło do transferu, Łotysz bez zgody klubu nie pojawił się na treningu „Pasów”, za co został przesunięty do rezerw. Trener Jacek Zieliński powiedział: „Rakels nie leci do Alicante. Będzie trenował z drugą drużyną w Krakowie. A jak kluby dojdą do porozumienia, to pożegna Cracovię.” (cyt. za: 90minut.pl). Kilka dni później poinformowano, że Rakels został nowym piłkarzem angielskiego Reading FC (II poziom rozgrywkowy). Podpisał kontrakt do lata 2018 r. z opcją przedłużenia o rok.

Rakels w rozmowie z „Przeglądem Sportowym” ujawnił, że zainteresowanie jego osobą w przerwie zimowej wykazały następujące kluby – Club Brugge, Legia, jeden z chińskich zespołów, Greuthrt Furth i Reading. „Belgowie nie byli konkretni, a do Legii po prostu nie chciałem odchodzić. Jeśli miałem odejść z Cracovii, to tylko do zagranicznego klubu. Warszawiacy byli rywalami mojego zespołu i wydawało mi się, że kibice by mnie nie zrozumieli. Wybrałem Anglię, bo była dla mnie priorytetem, a w dodatku Reading było konkretne, oferowało mi wyższą pensję niż Greuther, niemal dwukrotnie wyższą od tej otrzymywanej w Polsce, no i spełniło życzenia Cracovii. (…) Nie mogę komentować kwot pojawiających się w mediach, ale słyszałem, że kosztowałem więcej niż pół miliona euro. Bliższa prawdzie jest kwota 650–675 tysięcy.” (cyt. za: przegladsportowy.pl).

Szkoda, że piłkarz, o którym od pięciu lat było wiadomo, że ma „papiery na granie” odpalił dopiero w ostatnim roku. Szkoda, że Rakels odchodzi, bo jest przykładem kolejnego obcokrajowca, który zabłyśnie i zanim potwierdzi swoją klasę, to już odchodzi do klubu zagranicznego. Z reguły takie historie kończą się bolesną i nieudaną przygodą, wystarczy przytoczyć przykład Marco Paixao w Sparcie Praga. Ale może z Rakelsem będzie inaczej?

 

Źródła: własne, 90minut.pl, transfermarkt.pl, weszlo.com, sport.pl, sportowefakty.wp.pl, przegladsportowy.pl, pl.wikipedia.org. G. Wojtowicz, Łotysz jest największym wygranym tej rundy w zespole Roberta Podolińskiego, „Przegląd Sportowy” z dnia 15 grudnia 2014 r., s. 9. WOJT, Rakels w pogoni za Banią, „Przegląd Sportowy” z dnia 25 maja 2015 r., s. 11. KRIS, Rakels idzie na rekord, „Przegląd Sportowy” z dnia 7 grudnia 2015 r., s. 6. MM, Czy Deniss Rakels trafi do historii klubu?, „Przegląd Sportowy” z dnia 14 grudnia 2015 r., s. 9. W Polsce chce minie tylko Legia – wywiad red. A. Bugajskiego z Denissem Rakelsem, „Przegląd Sportowy: z dnia 18 stycznia 2016 r., s. 22-23. Deniss Rakels sezon po sezonie – wykres z „Przeglądu Sportowego”, brak daty wydania. Rakels w Polsce” – zestawienie z „Przeglądu Sportowego”, brak daty wydania.

niedziela, 12 marca 2017
Obserwując „Lado”, czyli powrót Gruzina na Łazienkowską

W niedzielę 8 listopada 2015 r. w meczu XV kolejki T-Mobile Ekstraklasy spotkały się drużyny Legii Warszawa i Pogoni Szczecin, w barwach której wystąpił Wlademir Dwaliszwili, były napastnik stołecznego klubu.

Wspomnienie – „Lado” w Legii

Gruzin występował w Legii przez półtora roku. Rozegrał 53 mecze, w których zdobył 21 goli. W lidze zagrał 35 meczów z 15 golami, w Pucharze Polski 8-4, a w europejskich pucharach 10-2. Dwaliszwili przyszedł do Legii w lutym 2013 r. po bardzo dobrym roku gry w Polonii Warszawa (27 meczy/10 goli). W Polsce uchodził za jednego z najlepszych napastników i obcokrajowców. I rzeczywiście początek miał znakomity, ale i dalej, tym było tylko gorzej. Grał coraz słabiej, był wolny i nieskuteczny, a gdy Jana Urbana zmienił Henning Berg, „Lado” grał coraz mniej. Ostatnią bramkę dla warszawskiej drużyny zdobył 24 marca 2014 r. w wyjazdowym meczu z Piastem Gliwice (2:1), a ostatni raz zagrał z GKS Bełchatów (0:1) 19 lipca 2014 r., przy Łazienkowskiej. Dwaliszwiliemu i Legii (Bergowi) było nie po drodze. Piłkarz albo siedział na ławce rezerwowych, albo obserwował mecze z wysokości trybun. Wreszcie 12 sierpnia 2014 r. Legia ogłosiła, że rozwiązała z piłkarzem kontrakt za porozumieniem stron. Gruzin wywalczył w barwach Legii dwa tytuły Mistrza Polski (2013, 2014) i Puchar Polski (2013).

„Lado” w Odense i Pogoni

Następnego dnia gruziński napastnik podpisał dwuletni kontrakt z duńskim Odense Boldklub. Tam niewiele poprawiło się w grze „Lado”. Sezon 2014/2015 zakończył z dorobkiem zaledwie dwóch goli w dwunastu meczach ligowych (510 minut) i jednym występie w Pucharze Danii (74 minuty). Bramki zdobył prawie rok temu – 12 września i 23 listopada 2014 r. W reprezentacji też nie szło mu najlepiej. W eliminacjach do UEFA Euro 2016 zagrał tylko w jednym meczu, a ostatniego gola strzelił 29 maja 2014 r. w sparingu z Arabią Saudyjską (2:0).

W obecnym sezonie Dwaliszwili zagrał jeden ligowy mecz w barwach Odense (18 min.), a w ostatnich dniach sierpnia podpisał kontrakt z Pogonią Szczecin. Wystąpił w siedmiu meczach (274 minuty, czyli średnio 39 minut), w których nie strzelił żadnej bramki.

„Lado” w meczu przeciwko Legii

8 listopada 2015 r. Dwaliszwili wrócił na Łazienkowską po prawie półtora roku, ale tym razem w barwach Pogoni Szczecin. „Lado” wybiegł w pierwszym składzie zastępując „zmagającego się z urazem w ciągu tygodnia Łukaszem Zwolińskim” (cyt. za: pogonszczecin.pl).

W pierwszej połowie goście „praktycznie nie zbliżyli się do bramki strzeżonej przez Arkadiusza Malarza” (cyt. za: eurosport.onet.pl). Legia zdominowała rywala i kontrolowała wydarzenia na boisku, choć nie stwarzała sobie sytuacji bramkowych. Dwaliszwili praktycznie został wyłączony z gry. W 40. minucie spóźnił się do piłki i delikatnie wpadł w Arkadiusza Malarza, choć wydaje się, że nie było to groźne, a Malarz chyba trochę wyolbrzymił zderzenie.

Przed rozpoczęcie drugiej połowy Dwaliszwili rozmawiał na środku boiska ze swoim byłym klubowym kolegą Michałem Kucharczykiem i sędzią Tomaszem Musiałem. Druga połowa była już znacznie lepsza zarówno w wykonaniu Pogoni, jak i Dwaliszwiliego, choć Pogoń przegrała.

Dwaliszwili_przeciwko_Legii

Dwaliszwili w meczu przeciwko Legii.

Źródło: weszlo.com.

W pierwszych minutach Dwaliszwili został sfaulowany przez Tomasza Jodłowca. To była nowość, bo Gruzin był aktywny i wymusił faul. Później „pokazał się”, bo gonił piłkę po zbyt mocnym dośrodkowaniu z rzutu rożnego, ale nic z tego nie wyniknęło. W 50. minucie wykonał wślizg w środku boiska, chyba pierwszy i jedyny w meczu. Cztery minuty później świetnie odegrał w środku boiska do Patryka Małeckiego, który zaprzepaścił szansę na groźną akcję i strzelił na bramkę Malarza z… czterdziestu metrów…

W 59. minucie z głębi pola dośrodkował Marcin Listkowski, Igor Lewczuk minął się z piłką, a Dwaliszwili z kilku metrów fatalnie uderzył piłkę, która przeleciała obok bramki. Gruzin był kilka metrów przed bramką. Miał piłkę na nodze i fatalnie spudłował! To musiała być bramka! Czesław Michniewicz, trener Pogoni doskonale skomentował tą sytuację mówiąc, że: „Piłkę meczową miał Wladimer Dwaliszwili, który powinien przynajmniej oddać celny strzał.” (cyt. za: „Przegląd Sportowy”).

W kolejnej akcji Lewczuk nie popełnił błędu i przeciął podanie do Gruzina. W 72. minucie z rzutu wolnego dośrodkował Rafał Murawski, a Dwaliszwili skoczył wyżej niż Łukasz Broź i choć wydawało się, że nieczysto trafił w piłkę, to leciała ona w samo okienko bramki gospodarzy. Arkadiusz Malarz z trudem wybił piłkę na rzut rożny. W 87. minucie oddał lekki strzał, ale raczej było to podanie do Malarza.

Gruziński napastnik nie zachwycił w meczu z Legią i wciąż czeka na premierowe trafienie dla klubu ze Szczecina [zmieniło się to 12 grudnia 2015 r., gdy dwa razy trafił w meczu z Podbeskidziem – przyp. blog]. Przyznać jednak trzeba, że było mu trudno o trafienie, skoro w barwach Legii nie zagrał Jakub Rzeźniczak, który ostatnio nie był podporą defensywy gospodarzy. Rzeźniczaka zastąpił Michał Pazdan, który decyzją trenera Czerczesowa został kapitanem, i spisał się znacznie lepiej niż „Rzeźnik”, który zawalił stracone bramki m.in. w meczach z Koroną Kielce, Termaliką Nieciecza i Lechem Poznań. Rzeźniczaka zabrakło i Legia nie straciła gola, co było o tyle zaskoczeniem, że przez szesnaście kolejnych meczów Dusan Kuciak musiał wyciągać piłkę z bramki.

O słabości Dwaliszwiliego i przedniej formacji Pogoni najlepiej świadczy fakt, że nie strzelili bramki a portal weszlo.com przyznał nagrodę meczu (książkę) Arkadiuszowi Malarzowi, który „strasznie się wynudził”. „Przegląd Sportowy” w dziesięciostopniowej skali przyznał gruzińskiemu napastnikowi notę „4”, czyli „słabo”. Taki właśnie był występ Dwaliszwiliego w Warszawie.

Podsumowanie

Nie da się ukryć, że „Lado” znajduje się w bardzo trudnym momencie swojej kariery. Z silnego, szybkiego, pewnego siebie i świetnie wyszkolonego technicznie piłkarza zostało tylko wspomnienie. Nic więc dziwnego, że znany z ciętego języka portal weszlo.com pisał: „Przypadek Dwaliszwiliego to jeden z największych zjazdów, jakie oglądaliśmy w ostatnich latach w polskiej piłce. Z czołowego napastnika ligi, którego Legia wydarła Polonii, przerodził się w synonim kompletnej bezzębności. W napastnika siermiężnego, ociężałego, grającego bez polotu i specjalnej ambicji.”. Pozostaje mieć nadzieję, że Gruzin w końcu zacznie trafiać i znowu będzie wyróżniał się w Ekstraklasie.

Dwaliszwili_w_barwach_Pogoni_Szczecin

Dwaliszwili w barwach Pogoni Szczecin.

Źródło: przegladsportowy.pl.

 

Źródła: własne, 90minut.pl, legia.com, legia.net, legionisci.com, uefa.com, weszlo.com, sportowefakty.wp.pl, eurosport.onet.pl, transfermarkt.pl, pogonszczecin.pl, przegladsportowy.pl. A. Dawidziuk, W końcu zagrali na zero z tyłu, „Przegląd Sportowy” z dnia 9 listopada 2015 r., s. 4-5.

sobota, 11 marca 2017
Legijny kompleks Maricia

Marko Marić, dziewiętnastoletni chorwacki bramkarz Lechii Gdańsk zaprezentował się jesienią 2015 r. z bardzo dobrej strony, ale dziwnym trafem trzy poważne błędy popełnił w meczach z warszawską Legią.

Marko Marić dołączył do Lechii latem 2015 r. Wcześniej rozegrał w barwach Rapidu Wiedeń osiem ligowych meczów, z czego siedem w zeszłym sezonie. Bramkarz odmówił podpisania długoletniego transferu z austriackim klubem, dlatego został sprzedany za pół miliona euro do SG 1899 Hoffenheim. Niemiecki klub natychmiast wypożyczył go do „Biało-Zielonych”. „Nie było to niespodzianką, gdyż interesy tego piłkarza reprezentuje Roger Wittmann, który jest m.in. jednym z inwestorów zagranicznych w gdańskim klubie.” (cyt. za: sport.trojmiasto.pl). Marić ma za sobą występy w reprezentacji Austrii U16 oraz reprezentacji Chorwacji U16, U17 i U18, ale do pierwszej jest mu daleko, choć uchodzi za duży talent.

Chorwat wpuścił jesienią 31 goli w 22 meczach (21 ligowych i 1 w Pucharze Polski), ale 7 było dziełem Legii (22,6%). Młody bramkarz prezentował się bardzo solidnie, ale gdy przychodziło do meczów z Legią, zapominał o swoich nie małych już umiejętnościach i przy trzech golach popełnił błędy. Problem w tym, że w żadnym innym meczu nie zdarzyło mu się zaliczyć takich „baboli”.

24 września 2015 r. Legia pokonała Lechię w 1/8 finału Pucharu Polski 4:1, a Marić nie popisał się przy dwóch bramkach. Najpierw, w 24. minucie po dośrodkowaniu z rzutu rożnego nieporadnie zachował się przy próbie nie tyle łapania, co obserwowania podbitej piłki, którą głową do bramki skierował Aleksandar Prijović. W 62. minucie piłka po strzale Tomasza Brzyskiego z rzutu wolnego trafiła w poprzeczkę i spadła wprost pod nogi Nemanji Nikolicia, który pewnie skierował ją do bramki. Błąd Maricia polegał na tym, że za bardzo wyszedł przed bramkę, co uniemożliwiło mu skuteczną interwencję. Thomas von Heesen, trener Lechii Gdańsk, powiedział na pomeczowej konferencji:Proszę mnie nie pytać o Marko Maricia. Patrząc na to, co dziś robił jestem w szoku i muszę się z tym przespać. To młody zawodnik, chcę porozmawiać z nim w szatni o tym, co się stało i dopiero to komentować.” (cyt. za: przegladsportowy.pl). Lechia odpadła z Pucharu Polski, a Marić miał o czym myśleć i mówił „Już nie mogę się doczekać ligowego spotkania z Legią. Bardzo chciałbym zrehabilitować się za spotkanie w Pucharze Polski, gdzie kompletnie zawaliłem. Mam nadzieję, że tym razem będzie inaczej i wygramy.” (cyt. za: eurosport.onet.pl). Niestety Marić myślał o Legii chyba za dużo…

Marić_i_Jodłowiec

Marko Marić w walce o piłkę z Tomaszem Jodłowcem.

Źródło: legionisci.com.

Miesiąc później, a dokładnie 31 października 2015 r. oba kluby spotkały się w Gdańsku w meczu XIV kolejki T-Mobile Ekstraklasy. Tym razem Marić ponownie popełnił błąd, ale jaki! W 50. minucie Gerson wycofał piłkę ze środkowej strefy boiska do bramkarza. Futbolówka podskoczyła ma nierówności odbiła się od kolana Maricia i poleciała w kierunku Nikolicia, który pewnym strzałem zdobył bramkę.

Nikolić_pokonał_Maricia

Nemanja Nikolić cieszy się po bramce. W tle główny winowajca – Marko Marić.

Źródło: legia.com.

Lechia po jesieni zajmuje 10. miejsce w lidze, ale pod względem straconych bramek jest na siódmym miejscu. Za Piastem, Legią, Pogonią, Lechem, Koroną i Wisłą. Marić, jeśli dalej będzie grał w Lechii, spotka się z Legią w rundzie rewanżowej, a może także w grupie mistrzowskiej, jeśli klub z Gdańska awansuje do czołowej „ósemki”. Mniej meczów z Legią, to mniej stresów dla Maricia.

 

Źródła: własne, 90minut.pl, legionisci.com, sport.trojmiasto.pl, transfermarkt.pl, eurosport.onet.pl, legionisci.com, przegladsportowy.pl, legia.com. R. Błoński, Legia skuteczna i walcząca do końca, „Przegląd Sportowy” z dnia 2 listopada 2015 r., s. 6-7.

wtorek, 26 lipca 2016
Emmanuel Sarki znalazł spokój i… spadek formy…

Nigeryjski skrzydłowy „Białej Gwiazdy” – Emmanuel Sarki po tym jak błysnął wiosną 2013 roku podpisał trzyletni kontrakt i przestał wyróżniać się. W marcu 2015 r. doznał kontuzji i dopiero latem 2016 r. opuścił Polskę.

25-letni pomocnik trafił do Krakowa za wstawiennictwem byłego piłkarza Wisły, także Nigeryjczyka – Ibrahima Sundaya. Z uwagi jednak na to, że Sarki po odejściu z belgijskiego Waasland-Beveren przez kilka miesięcy pozostawał bez klubu, podpisano z nim tylko półroczny kontrakt. Wisła nie prezentowała się najlepiej, ale Nigeryjczyk wyróżniał się na tle kolegów. W dwunastu meczach zdobył jednego gola i dołożył cztery asysty, a na prawym skrzydle imponował techniką i szybkością. Nic więc dziwnego, że znajdująca się w nienajlepszej kondycji finansowej, Wisła zaproponowała piłkarzowi przedłużenie kontraktu o trzy lata, a nie o rok, jak zakładała umowa zawarta podczas przerwy zimowej. Klub wyszedł z założenia, że Nigeryjczyk jest znakomitą inwestycją, bo albo będzie istotnym ogniwem drużyny, albo zostanie sprzedany zagranicę.

Emmanuel_Sarki_(1)

Źródło: ekstraklasa.org.

Eksperci podkreślali, że Sarki po tułaczce po juniorski klubach, długotrwałej przygodzie z Wasterlo, grze w Izraelu, powrocie do Belgii i pozostawianiu bez klubu, był bardzo zdeterminowany, aby wreszcie znaleźć klub na dłużej. Podkreślano, że Nigeryjczyk potrzebuje spokoju i stabilizacji. Tomasz Kulawik mówił o Sarkim: „Widać w nim potencjał techniczny, ale ma za sobą długą przerwę i zaległości w treningach” (cyt. za weszlo.com).

Sezon 2013/2014 nie był udany ani dla Wisły ani dla Sarkiego. Klub, choć wydawało się, że włączy się do walki o mistrzostwo Polski ostatecznie skończył rozgrywki na piątym miejscu. Zawodnik po prostu zawiódł. Statystyki Sarkiego prędzej powinny wpędzić go w kompleksy niż stanowić powód do dumy. Wystąpił w 36 meczach ligowych, nie zdobył żadnej bramki, zaliczył trzy asysty i dostał trzy żółte kartki. Wynik, jak na zawodnika, który miał być jednym z kluczowych graczy, jest po prostu mizerny. Sarki rzeczywiście wyróżniał się… ale niekonwencjonalną fryzurą i tylko fryzurą!

Pod koniec sezonu 2013/2014 zainteresowanie Sarkim wykazywali działacze występującego w 2. Bundeslidze Ingolstadt (ostatecznie sezon zakończyli na bezpiecznym 10. miejscu). Sarki musiał zapaść im w pamięci po ładnej bramce, którą zdobył w sparingowym meczu Wisła – Wolfsburg (2:1), rozegranym we październiku 2013 roku. Sarki mówił wówczas: „Wisła to mój drugi dom. Lubię tutaj grać i jestem szczęśliwy.” (cyt. za: sport.pl), ale dodawał też, że jeśli będzie konkretna oferta, to nie wyklucza, że odejdzie. Portal transfermarkt.pl oceniał jego wartość rynkową na 650 tys. euro, ale nie znalazł się chętny nawet na wyłożenie mniejszej kwoty. Zainteresowanie ze strony niemieckiego klubu osłabło, ale podobno pojawiło się zainteresowanie ze strony klubów z Portugalii, Norwegii, Grecji, a nawet z Azerbejdżanu (krakow.sport.pl). Sarki przyznał, że latem 2014 nie koncentrował się w pełni na piłce, a transfer do Ingolstadt był „najbardziej realną opcją” (cyt. za weszlo.com). Później rozpuścili ze swoim menadżerem plotkę, że lada chwila podpisze kontrakt z Galatasaray Stambuł, ale nad Bosforem otwierali tylko oczy ze zdziwienia.

Emmanuel_Sarki_(2)

Źródło: wislakrakow.com.

Sarki urodził się w Kadunie i pierwsze piłkarskie kroki stawiał w miejscowym Rancher's Bees FC (Kaduna). Zanim ukończył 18 lat zmieniał kluby jak rękawiczki. Z Rancher's Bees przeniósł się do lokalnego rywala – Gray's International FC. Skauci Chelsea Londyn wypatrzyli go na Młodzieżowych Mistrzostwach Afryki, a później obserwowali na Mistrzostwach Świata U-17 (faza grupowa), rozgrywanych w 2003 r. w Finlandii. Do transferu droga była krótka.

Transfer do Londynu doradził mu jego ojciec chrzestny – Joseph Dosu, który wychowywał go, po tym, jak rodzice i brat Emmanuela zginęli w wypadku samochodowym. Dosu jest byłym bramkarzem, który zdobył mistrzostwo i Puchar Nigerii, złoty medal olimpijski w Sydney w 1996 r. Trzykrotnie wystąpił w pierwszej reprezentacji Nigerii. Został zakupiony przez występującą w Serie „A” AC Regginę, ale nie zagrał żadnego meczu. W 1997 r. uległ wypadkowi samochodowemu, po którym nie wrócił już do poważnej piłki.

Wracając do Sarki’ego, to trafił na Wyspy jako niepełnoletni obywatel kraju spoza Unii Europejskiej i nie mógł grać na Stamford Bridge, dlatego był wypożyczany do południowoamerykańskiego Ajaxu Kapsztad i norweskiego SFK Lynn. W wymienionych klubach grał tylko w juniorskich drużynach, ale razem z nigeryjskimi kolegami, wypożyczonymi z Chelsea – Ezekielem Balą, Johnem Obi Mikelem i Chinedu Obasi. Obi Mikel przebił się do pierwszego składu Chelsea i pierwszej reprezentacji Nigerii, a Obasi trafił do Schalke. Sarki nie mówi dlaczego jego kariera potoczył się gorzej niż kolegów, bo przecież sam nie przyzna, że był słabszy.

Sarki chętnie przypomina swój pobyt w Chelsea i nawiązuje do niego w niemalże każdym wywiadzie epatując znanymi nazwiskami. Przypomina, że przebywał na boisku razem z Drogbą, Lampardem, czy Terrym. Poza tym, mówi, że największy wpływ na niego miał Claude Makelele. Dodaje, że Frank Lampard wiele dla niego zrobił, a Jose Mourinho wiele go nauczył i traktował go raczej jak swojego syna. Tak przynajmniej opowiada Sarki.  Problem tylko w tym, że Sarki nie dodaje, iż większość tego czasu spędził na wypożyczeniach, a w samej Chelsea ani razu nie grał w pierwszej drużynie. Co ciekawe, jako swojego idola nie wskazuje jednak żadnego piłkarzy „The Blues”, tylko Davida Beckhama.

Wiosną 2006 r. trafił do belgijskiego KSV Westerlo. W Jupiler Pro League rozegrał przez cztery lata 73 spotkania, w których zdobył jedną bramkę i siedem asyst. W 2010 r. wygasł jego kontrakt Sarkiego z Chelsea, a on został w Westerlo na kolejny sezon. W sezonie 2011/2012 występował już w izraelskim Ashdod SC (31 meczy, 1 gol). W kolejnym sezonie wrócił do Belgii, a dokładniej do drugoligowego Waasland-Beveren, w którym zagrał 10 meczy, zaliczył dwie asysty i awansował do Jupiler Pro League. Zdecydował się jednak na opuszczenie Belgii wyjaśniając, że „klub miał problemy finansowe” (cyt. za sportowefakty.pl) i zaproponowano mu „fatalne pieniądze” (cyt. za weszlo.com). Sarki uważał, że do tego czasu w Beveren „wszystko szło bardzo dobrze”, ale chyba tak nie szło, skoro obie strony nie doszły do porozumienia.

W sierpniu 2012 r. był bliski porozumienia z Broendby Kopenhaga, ale ze swoim menadżerem nie doszli do porozumienia z klubem. I tutaj Sarki też mówił o problemach finansowych, tyle że dużych. Od tamtej pory pozostawał bezrobotny, choć dzięki uprzejmości jednego ze swoich nigeryjskich kolegów mógł trenować z klubem holenderskiej ligi – drugiej lub trzeciej. W tym zakresie różne źródła rozmijają się, ale fakt jest taki, że Sarki trenował w Holandii. Jesienią 2012 r. dalej był bezrobotny, aż wreszcie Sunday oddał mu wielką przysługę polecając do klubu z ul. Reymonta.

Sarki po przybyciu do Polski w wywiadzie dla portalu wislalive.pl przyznał, że nie znał wcześniej polskiej ligi, ale słyszał o Wiśle i oglądał w telewizji jeden z meczów pomiędzy Standardem Liege a Wisłą. Co ciekawe, po roku w wywiadzie dla footbar.pl powiedział, że nigdy nie oglądał polskiej piłki. Ciekawe…

Trener Wisły, Franz Smuda powiedział w jednym z wywiadów, że przez Sarkiego i Wilde-Donalda Guerriera wywiozą go do domu wariatów, bo obaj nie wypełniają jego założeń taktycznych. Obaj piłkarze dobrze rozumieli się i nic dziwnego, że Guerrier, reprezentant Haiti zmobilizował do gry w tej reprezentacji Sarkiego. Nigeryjczyk przypomniał sobie, że ma haitańskie korzenie. Jego pradziadek (podobno) był misjonarzem i zmarł na Haiti… 123 lata temu. W Krakowie nie dowierzano Sarkiemu i jego wyjazd na zgrupowanie kadry zablokowano z uwagi na wątpliwości związane z dokumentami. Poza tym, we wrześniu, gdy szykował się do wyjazdu na mecz z Chile został zawrócony z Frankfurtu nad Menem do Krakowa, bo nie miał amerykańskiej wizy. Sarki miał uzupełnić dokumenty, ale ostatecznie Smuda namówił go do pozostania w Polsce. Jak się okazało to był dobry pomysł, bo w meczu ósmej kolejki z Zawiszą w Bydgoszczy (4:2), Sarki zaliczył dwie asysty (!!!). W poprzednich 36 meczach zaliczył tylko 3 asysty. Ostatecznie Sarki zadebiutował w reprezentacji Haiti i nawet zgrał w Pucharze Karaibów, w którym jego nowa reprezentacja zajęła 3 miejsce. Wyczyny Sarkiego nie powalały na kolana, a w pamięci kibiców zostanie przede wszystkim niewykorzystany rzut karny. Sarki podkreślał, że nie czuje się związany z Nigerią, którą opuścił w wieku 14-lat w poczuciu „strasznego” dzieciństwa.

W sezonie 2014/2015 Sarki też nie błyszczał. Zaliczył 21 meczów i strzelił tylko jednego gola, choć przyznać trzeba, że osiągnięcie lepszego rezultatu uniemożliwiła mu poważna kontuzja. W marcu 2015 r. zerwał wiązadło krzyżowe przednie. Następnie przeszedł zabieg rekonstrukcji wiązadła. Jesienią zeszłego roku Sarki został nawet powołany do reprezentacji Haiti na mecze eliminacji Mistrzostw Świata, ale z powodu rehabilitacji nie dotarł na zgrupowanie kadry. Zresztą w całym sezonie 2015/2016 nie zagrał w barwach „Białej Gwiazdy” żadnego meczu i nic dziwnego, że nie przedłużono z nim kontraktu.

Sarki to niewątpliwie piłkarz, który potrafi błysnąć umiejętnościami, ale tylko błysnąć, bo nie stać go na regularną grę na dobrym poziomie. Z całą pewnością przeszkodziły mu w tym kontuzje i częste zmiany klubów. Chociaż jego statystyki w T-Mobile Ekstraklasie nie są imponujące (69 meczy, 2 gole), to jednak Sarki należał do wyróżniających się piłkarzy, głównie z powodu fryzury. Aktualnie pozostaje bez klubu, pewnie dlatego, że znowu zaproponowano mu „fatalne warunki finansowe”. Niemniej Sarki należy do tej grupy piłkarzy, która dodała kolorytu polskiej lidze.

 

Źródła: własne, 90minut.pl, transfermarkt.pl, sport.pl, sport.wp.pl, weszlo.com, historiawisly.pl, fifa.com, weltfussball.de, ekstraklasa.org, wislakrakow.com, wislalive.pl, soccerfame.pl, eurosport.onet.pl, footbar.pl, sportowefakty.pl, krakow.sport.pl. J. Schwertner, Obieżyświat z Nigerii znalazł przystań, „Przegląd Sportowy” z dnia 15-16 czerwca 2013 r., s. 10. G. Wojtowicz, Emmanuel Sarki spłoszył Wilki, „Przegląd Sportowy” z dnia 14 października 2013 r., s. 12. Grzegorz Wojtowicz, Nawrócony, „Przegląd Sportowy” z dnia 15 września 2014 r., s. 23.

poniedziałek, 25 lipca 2016
Daisuke Matsui – piłkarz, który boi się zimy

W lipcu 2013 r. piłkarzem Lechii Gdańsk został reprezentant Japonii, uczestnik mundialu w RPA w 2010 r., doświadczony Daisuke Matsui. Japończyk wytrwał w Polsce tylko do końca roku. Wprawdzie o jego decyzji podobno zdecydowały sprawy rodzinne, to śledząc wypowiedzi ludzi, którzy z nim współpracowali, a także jego samego, można dojść do wniosku, że Matsui przestraszył się polskiej zimy…

Etap japoński – początek kariery

Początki przygody Matsui’ego z piłką związane są z jego rodzinnym miastem Kioto i juniorami klubu Kyoto Municipal Fujimori Junior High School. Później przeniósł się do Kagoshima Jitsugyō High School, a w 2000 r. Matsui podpisał zawodowy kontrakt z klubem Kyoto Sanga FC. Występował z nim zarówno w J-League, jak i w drugiej lidze, a w 2002 r. zdobył swoje pierwsze trofeum – Puchar Cesarza. W finale drużyna Matsui’ego pokonała Kashima Antlers 2:1. Japończyk grał w klubie z Kioto do 2004 r. Łącznie zaliczył w nim 126 ligowych występów (na obu poziomach rozgrywkowych), w których strzelił 16 goli. Matsui grał całkiem nieźle, dlatego zadebiutował w reprezentacji w 2003 r. i na poważnie zaczęły interesować się nim kluby z Europy.

Le Mans – szczyt formy

Latem 2004 r. Matsui przeniósł się do Francji, a dokładniej do Le Mans UC 72. W pierwszym sezonie klub występował w Ligue 2, a Matsui z trudem klimatyzował się narzekając na przewagę gry fizycznej nad techniczną. Po awansie do elity zachwycał swoją grą. W styczniu 2006 r. został wybrany piłkarzem miesiąca Ligue 1, a dodatkowo zapracował na pseudonim „Słońce z Le Mans”, co nawiązywało zarówno do jego umiejętności, jak i pogodnego usposobienia. Mimo bardzo dobrych występów w klubie i zapewne najlepszej rundy w całej karierze brazylijski trener reprezentacji Japonii – Zico nie powołał Matsui’ego do reprezentacji na mundial w Niemczech w 2006 r. Dla Daisuke to było wielkie rozczarowanie, zresztą nie tylko dla niego, ale także dla kibiców, czy dziennikarzy. W Le Mans spędził łącznie cztery sezony. Wystąpił w 119 ligowych meczach, strzelając w nich 15 bramek.

Matsui_w_reprezentacji

Daisuke Matsui w meczu reprezentacji Japonii.

Źródło: sport.tvp.pl.

AS Saint-Étienne – początek odcinania kuponów

Matsui chciał grać w lepszym zespole, z większymi możliwościami, dlatego latem 2008 r. podpisał kontrakt z AS Saint-Étienne Loire, choć zainteresowanie jego umiejętnościami wyrażały znacznie silniejsze kluby, jak np. Lazio, Celtic, czy Werder. Saint-Étienne nie było jednak dobrym wyborem. Matsui najpierw nie znalazł porozumienia z trenerem Laurentem Rousseyem, a następnie z jego następcą – Alainem Perrinem. Dodatkowo, narzekał na niego jeden z prezesów klubu – Roland Romeyer. W tym jednym sezonie w Saint-Étienne – 2008/2009, Matsui wystąpił w 22 meczach i strzelił jedną bramkę.

Grenoble Foot 38, rosyjskie zimno… i Puchar Azji

Przed sezonem 2009/2010 Matusi przeszedł do Grenoble Foot 38 (według transfermarkt.pl za milion euro), ale to też nie był dobry wybór. Wprawdzie w Ligue 1 wystąpił w 29 meczach i strzelił w nich 4 gole, to jednak spadł z ligi. Co ciekawe, w tym jednym sezonie występował wspólnie z Danijelem Ljuboją, którego bilans był lepszy niż Japończyka – 34 mecze, 10 goli. Po takim przeciętnym sezonie Matsui pojechał jednak na mundial w RPA. Trener Takeshi Okada traktował go jak pewniaka w pierwszej „jedenastce”, dlatego Matsui wystąpił w pierwszym składzie we wszystkich meczach swojej reprezentacji (łącznie 268 minut). Japonia odpadła wtedy w 1/8 finału z Paragwajem (0:0 karne 3:5).

Jesienią 2010 r. wystąpił w dwóch meczach w Ligue 2 i… został wypożyczony do przeciętnego rosyjskiego Toma Tomsk, gdzie był traktowany jak gwiazda, głównie przez licznych japońskich turystów. W lidze rosyjskiej rozegrał tylko siedem meczy. Jurij Stepanow, dyrektor generalny klubu z Tomska skomentował występy Japończyka w następujący sposób: (…) gdy tylko pojawił się mróz i spadł śnieg, nagle wszystko się u niego waliło. Mówiąc wprost, nie zdołał się zaadaptować (…) wiem, że tak się dzieje z Japończykami. (cyt. za „Przegląd Sportowy”). Potwierdził to estoński bramkarz Siergiej Pareiko, który wówczas także występował w Tomsku. Dla „Przeglądu Sportowego” powiedział: Dopóki było ciepło, grał bardzo dobrze. Gdy zrobiło się zimno, to jakby stracił umiejętności”. Ciekawe, czy przed jego transferem do Lechii ktokolwiek z gdańskiego klubu sprawdził dlaczego liczba występów Matsui’ego w Tomsku zatrzymała się na siedmiu?

Chociaż występy klubowe pozostawiały wiele życzenia, to Matsui został powołany do reprezentacji Japonii, z którą zdobył swoje drugie trofeum. W styczniu 2011 r. Japonia wywalczyła Puchar Azji, a w dniu 13 stycznia 2011 r. Daisuke rozegrał swój ostatni mecz w barwach narodowych (2:1 z Syrią w fazie grupowej). Matsui szybko wrócił z wypożyczenia do Rosji. W Ligue 2 w barwach Grenoble nie błyszczał, choć wiosną 2011 r. wystąpił w 14 meczach, w których zdobył 1 gola.

Dijon – nieudana próba powrotu do wielkiej piłki

Występy na zapleczu francuskiej elity wcale go nie interesowały, dlatego podpisał kontrakt z Dijon Football Cote-d’Or. Przygodę z Grenoble zakończył na 45 ligowych meczach i 5 bramkach. Natomiast w Dijon w całym sezonie 2011/2012 rozegrał… 3 mecze (!!!), zresztą wszystkie w październiku 2011 r. Szybko stało się jasne, że w klubie jest niepotrzebny. Japończyk znowu zaczął rozglądać się za nowym klubem. W styczniu 2012 r. Matsui stawił się nawet na testach w Legii, ale nie przekonał do siebie ówczesnego trenera klubu z Łazienkowskiej – Macieja Skorży. Marek Jóźwiak, który wtedy był dyrektorem sportowym w Legii powiedział: „O tym, że go nie wzięliśmy, nie zdecydowały pieniądze. To był inny zawodnik niż dawniej. Miał problemy ze stawem skokowym, leczył uraz” (cyt. za „Przegląd Sportowy”). Po nieudanej próbie zakotwiczenia w Warszawie wrócił do Dijon, gdzie doczekał do zakończenia sezonu zwieńczonego spadkiem do Ligue 2 i rozwiązał kontrakt. Następnie związał się z bułgarską Slawiją Sofia, ale w całym sezonie 2012/2013 zaliczył tylko 11 występów.

Matsui_i_Ljuboja_w_Legii

Daisuke Matsui podczas testów w Legii ze swoim byłym kolegą klubowym – Danijelem Ljuboją.

Źródło: wprost.pl.

Lechia – nowe rozdanie

3 lipca 2013 r. roku Matsui podpisał z Lechią roczny kontrakt z opcją przedłużenia. Analizując umiejętności Japończyka wszyscy zawracają uwagę na jego technikę i inteligencję gry, które nie są wsparte warunkami fizycznymi i wydolnością. Trener Jerzy Jastrzębowski, który sięgnął z Lechią po Puchar Polski w 1983 r. stwierdził, że „Matsui to technik, lubi mieć piłkę przy nodze, potrafi wygrać pojedynek na małej przestrzeni.” (cyt. za „Przegląd Sportowy”). Były piłkarz Piotr Rzepka: „Myśleniem i przewidywaniem sytuacji na boisku rekompensuje z nawiązką gorsze warunki fizyczne. Nie boi się ryzykować (…) Matsui trzeba dać wolną rękę na boisku. A także na pewno nie można się starać, aby wydolnością dorównał ligowym atletom, gdyż nie to ma być jego atutem.” (cyt. za „Przegląd Sportowy”). W podobnym tonie jak Rzepka wypowiadał się Rafał Dębiński (komentator NC+): „Zanim dostanie piłkę, już wie, co z nią zrobić.” (cyt. za „Przegląd Sportowy”), a także Pareiko: „Wyróżnia się głównie techniką. Nie lubi walki.” (cyt. za „Przegląd Sportowy”). Choć co do tego unikania walki, to na meczu Legia – Lechia (0:1) w sierpniu 2013 r. trudno było oprzeć się wrażeniu, że Matsui za dużą uwagę przykłada do fizycznego atakowania rywala.

Matsui_podpisuje_kontrakt_z_Lechią_Gdańsk

Daisuke Matsui tuż po podpisaniu kontraktu z Lechią Gdańsk.

Źródło: lechia.pl.

Niezależnie jednak od ograniczeń fizycznych w klubie z PGE Areny zwracano uwagę przede wszystkim na jego umiejętności techniczne i doświadczenie. Michał Probierz, ówczesny trener Lechii powiedział m.in.: „Fajnie, że ktoś taki jest w naszej drużynie, to naprawdę świetny zawodnik. Młodzi piłkarze mają się od kogo uczyć, czasami na treningach pokazuje takie zagrania, że aż sami nie możemy w to uwierzyć.” (cyt. za trojmiasto.gazeta.pl). A Paweł Buzała, który wtedy grał w zielono-białych stwierdził, że: „Grać z takim zawodnikiem w jednym zespole to wielka przyjemność (…) Nie tylko dlatego, że jest znakomitym piłkarzem, ale również bardzo sympatycznym, otwartym człowiekiem.” (cyt. za trojmiasto.gazeta.pl).

O grze Matsui’ego w Gdańsku było całkiem głośno, nawet pojawiło się trochę turystów. Podobno po jego transferze do Lechii serwery, na której działała strona internetowa gdańskiego klubu zostały zablokowane przez dużą liczbę wyświetleń. O tym jak jest postrzegany doskonale świadczą słowa innego japońskiego piłkarza występującego w Polsce, tyle, że w Pogoni Szczecin – Takuya Murayamy. Powiedział on: „Nie mogę się doczekać, kiedy uścisnę mu  rękę. To wielki zawodnik.” (cyt. za trojmiasto.gazeta.pl). Obaj panowie spotkali się 15 września zeszłego roku. Pogoń zremisowała u siebie z Lechią 1:1, a wyrównującą bramkę w ostatniej minucie gry zdobył inny Japończyk – Takafumi Akahoshi. Wszyscy trzej wystąpili w tym meczu w pełnym wymiarze czasowym.

W trakcie sezonu były piłkarz m.in. Widzewa, a obecnie piłkarski ekspert i komentator – Tomasz Łapiński podkreślał, że Matsui nie angażuje się w grę zespołu i wydaje się nieprzygotowany do sezony, ale to był jeden z nielicznych głosów krytyki.

Zimowe rozstanie z Polską

W grudniu 2013 r. Matsui niespodziewanie rozstał się z klubem z Gdańska. „O jego decyzji zadecydowały głównie sprawy rodzinne - żona byłego reprezentanta Japonii spodziewa się dziecka i obydwoje chcą, aby przyszło ono na świat w ojczyźnie.” (90minut.pl). Ciekawe jest to, że na początku lipca żona (Rosa Kato, popularna aktorka i modelka) Matsui’ego ujawniła, że jest w drugim miesiącu drugiej ciąży, ale mimo tego Daisuke podpisał kontrakt z Lechią. Podobno planowali, że ich potomek przyjdzie na świat w Gdańsku. Zresztą sam Matsui mówił o mieście Neptuna: „Uważam, że to bardzo dobre miejsce do życia.” (cyt. za trójmiasto.gazeta.pl). Dołączyła do niego żona, ale w końcu zdecydowali na powrót do ojczyzny. Matsui w jednym z wywiadów na pytanie o zimę przyznał jednak: „Delikatnie rzecz ujmując nie przepadam za tą porą roku, a słyszałem, że w Polsce jest ona sroga (…)Na pewno trochę się tego boję, bo uwielbiam ciepło (…) Cóż, jakoś będę sobie musiał z tym poradzić.” (cyt. za trójmiasto.gazeta.pl).

Do Lechii zgłosiła się drużyna Jubilo Iwata i skorzystała z kwoty odstępnego zapisanej w kontrakcie (według transfermarkt.pl – 400 tys. euro). Nowy klub Matsui’ego zajął w J-League przedostatnie 17. miejsce i po raz pierwszy w historii spadł do drugiej ligi.

Matsui_w_zimowym_meczu_z_Legią

Daisuke Matsui w grudniu 2013 r. w meczu z Legią skutecznie wykorzystał dwa rzuty karne.

Źródło: sport.interia.pl.

Matsui zakończył występy w barwach Lechii na 16 ligowych meczach, w których zdobył 4 gole i dwóch meczach Pucharu Polski. Do ojczyzny wrócił po 9 latach gry poza granicami kraju. W swoim dorobku miał m.in. 31 występów w reprezentacji (1 gol), 25 występów w reprezentacji U-23 (2 gole) i przede wszystkim 148 występów w Ligue 1 z 17 bramkami w barwach Le Mans, Saint-Etienne, Grenoble i Dijon.

Jubilo Iwata – ostatni akord bogatej kariery?

W Jubilo Iwata Matsui spotkał polskiego bramkarza – Krzysztofa Kamińskiego, z którym wspominali grę w Polsce. Matsui powtarzał, że brakuje mu Sopotu, co nie powinno dziwić, zwłaszcza, że klimaty Zakopanego, czy Szklarskiej Poręby są mu raczej obce.

Kamiński_i_Matsui

Krzysztof Kamiński i Daisuke Matsui – najpierw spotkali się w Polsce (lipiec 2013), a następnie w Japonii.

Źródło: weszlo.com.

Kamiński mówił, że żona Matsui’ego jest bardziej znana niż on i wszędzie jej pełno w reklamach. „To on jest mężem słynnej żony. Ale czasem zdarzają mu się zachowania typowe dla sławnych osób w Japonii. Ktokolwiek cieszy się choć minimalną popularnością, zakłada maseczkę na twarz.” (cyt. weszlo.com). Jeśli natomiast chodzi o grę, to polski bramkarz zauważył, że podobnie jak w Polsce Japończyk nie jest tytanem biegania, ale daje duży przegląd pola i kreatywność. W 2014 r. wystąpił w 36 ligowych meczach, w których strzelił 6 goli, ale Jubilo Iwata zajęła 4. miejsce w lidze i nie awansowała do J-League. W 2015 r. jego statystyki były gorsze (26 meczów, 3 gole), ale klub wywalczył awans (2. miejsce).

35-letni piłkarz ma przed sobą co najmniej sezon w J-League, ale to już ostatnie lata jego kariery, bo chyba mało prawdopodobne, aby jak legenda japońskiej piłki – Kazuyoshi Miura, grał do „pięćdziesiątki”. Niemniej jednak Matsui pozostaje jednym z tych piłkarzy, którzy w swojej bogatej karierze na krótko pojawili się w Polsce. Wprawdzie nie było fajerwerków, ale można odnotować, że w Polsce grał.

 

Źródła: trojmiasto.gazeta.pl, 90minut.pl, pl.wikipedia.org, en.wikipedia.org, transfermarkt.pl, lechia.pl, przegladsportowy.pl, j-league.or.jp, wprost.pl, sport.tvp.pl, sport.interia.pl, weszlo.com. M. Kaliszuk, Daisuke Matsui. Ciepłolubny celebry ta, „Przegląd Sportowy” z dnia 26 lipca 2013 r., s. 12-13. J. Główczyński, Walka o władzę na boisku, „Przegląd Sportowy” z dnia 22 sierpnia 2013 r., s. 8. KAST, Matsui wraca do Japonii, „Przegląd Sportowy” z dnia 27 grudnia 2013 r., s. 8.

piątek, 22 lipca 2016
Przewrotność losu – Nemanja Nikolić eliminuje Videoton, ale to nie ten Nikolić!

W rewanżowym meczu III rundy eliminacji Ligi Mistrzów 2015/2016, BATE Borysow pokonało Videoton FC Fehérvár 1:0 po golu… Nemanji Nikolicia (!) w 82. minucie meczu. W pierwszym meczu padł remis 1:1 i BATE awansowało do kolejnej rundy

Nie jest to jednak serbski piłkarz, który w zeszłym sezonie reprezentował barwy Videotonu, tylko jego imiennik. Serbski napastnik Nemanja Nikolić przeszedł latem na zasadzie wolnego transferu do Legii. Nemanja Nokolić grający w BATE Borysow to Czarnogórzec, który latem przeszedł do tego klubu z lokalnego rywala – Dynama Mińsk. Nikolić grający w Legii urodził się 31 grudnia 1987 r., a Nikolić grający w BATE… następnego dnia!

Nemanja_Nikolić_BATE_Borysow

Z prawej strony Nemanja Nikolić (BATE Borysow) w meczu przeciwko Videotonowi.

Źródło: eurosport.onet.pl.

Co ciekawe, portal transfermarkt.pl podaje jeszcze informacje o trzech piłkarzach o takim samym imieniu i nazwisku:

  • 28-letni Austriak, SC Wiesen,
  • 24-letni Serb, FK Dorcol Belgrad,
  • 22-letni Czarnogórzec/Serb, FK Rostov II.

Wszyscy grają na pozycji napastnika. Czy któryś zagra w polskim klubie?

 

Źródła: własne, eurosport.onet.pl, 90minut.pl, transfermarkt.pl.

czwartek, 20 sierpnia 2015
Nie oszukujmy się. „Kosa” bez formy.

Roman Kosecki mocno krytykował Legię i trenera Henninga Berga za to, że nie dają zbyt wielu szans na grę jego synowi. Wreszcie 8 kwietnia 2015 r. w meczu rewanżowym półfinału Pucharu Polski z Podbeskidziem Bielsko-Biała, Jakub Kosecki otrzymał szansę zaprezentowania swoich umiejętności już od pierwszej minuty. „Kosa” walczył jak (prawie) zwykle, ale pudłował jak nikt inny.

Kosecki nie grał przez prawie miesiąc od ligowego zwycięstwa we Wrocławiu (3:1). Dostał jednak szansę występu w ostatnim kwadransie pierwszego półfinałowego meczu Pucharu Polski w Bielsko-Białej, gdzie Legia wygrała 4:1 a „Kosa” strzelił gola i zaliczył asystę. W ligowym meczu z Piastem (2:0) wszedł na boisko w 77. minucie i też zaprezentował się całkiem dobrze, choć statystyk strzeleckich nie poprawił. Postawa Koseckiego i praktycznie pewny awans do finału Pucharu Polski sprawiły, że w meczu rewanżowym Henning Berg postanowił wpuścić na boisko młodego skrzydłowego już od pierwszej minuty.

Kosecki wykazywał dużą ochotę do gry i starał się często wychodzić na pozycje pokazując kolegom z drużyny, aby dogrywali do niego piłkę. W 9. minucie po podaniu od Dominika Furmana, „Kosa” strzelił lewą nogą z narożnika pola karnego obok słupka.  W 17. minucie okiwał w polu karnym Gracjana Horoszkiewicza, ale z ostrego kąta strzelił nad poprzeczką. Dwie minuty później wygrał rywalizację z Adamem Pazio i znalazł się w doskonałej sytuacji, ale piłka po jego strzale została wybita przez Michala Peskovica na rzut rożny. Furman dośrodkował a Marek Saganowski strzelił pierwszą bramkę dla Legii. W 30. minucie po świetnym podaniu od Saganowskiego w sytuacji „sam na sam” z lepszy znowu okazał się Pesković. W 39. minucie świetnie podał do Ondreja Dudy, ale ten uderzył minimalnie niecelnie.

Udział w pięciu groźnych akcjach, jak na jedną połowę meczu, to naprawdę dobry wynik, choć oczywiście ze skutecznością było dużo gorzej. Ambitna gra Koseckiego nie uszła uwadze komentatorów i dziennikarzy. Portal sportowefakty.pl podsumował grę „Kosy” w pierwszej połowie w następujący sposób: „(…) jak spuszczony ze smyczy pies szalał Jakub Kosecki. Skrzydłowy warszawskiej drużyny dryblował, strzelał i angażował się w pojedynki biegowe, jego wysiłki nie przynosiły jednak konkretnego rezultatu.”.

Jakub_Kosecki_2014-2015

Źródło: eurosport.onet.pl.

Drugą połowę meczu Kosecki rozpoczął znakomicie. W 49. minucie zapoczątkował akcję, po której Legia zdobyła drugiego gola. Zbiegł z lewej strony do środka boiska i oddał strzał, piłka odbiła się od Dudy, co zmyliło Peskovicia, ale odbił piłkę wprost pod nogi Saganowskiego, który pewnie skierował ją do bramki. W 56. minucie Kosecki zagrał do Guilherme, który podał piłkę do Dudy, ale jego strzał był niecelny. Młody Kosecki walczył, starał się, ale z każdą minutą gasł i do końca meczu już się nie wyróżniał. Mimo sympatii do szybkiego skrzydłowego i jego dobrej gry (ale w przeszłości!) trudno było zdobyć się na pochwałę jego występu. Oczywiście, piłkarz i jego ojciec tłumaczą, że nie gra, więc nie jest w rytmie meczowym, a stąd nieudane zagrania, ale prawda jest taka, że „Kosa” był bez formy. O jego wiosennych występach lepiej zapomnieć.

Portal weszlo.com podsumował grę Koseckiego w tym meczu następującymi słowami: „(…) wreszcie sporo wiatru zrobił też Kosecki, który potraktował dzisiejszy występ jako jeden z serii tych „ostatniej szansy”. Absolutnie nie można „Kosie” zarzucić, że przeszedł obok spotkania, ale momentami włączała mu się za mocna grzałka. Nikt – jak on – nie przyspieszał dzisiejszych akcji, ale nikomu też aż tak nie brakowało precyzji w kluczowych momentach.”.

Oficjalna strona klubu podkreślała, że Kosecki był w tym meczu motorem napędowym akcji Legii. To prawda, ale ten mecz był raczej sparingiem niż poważnym graniem. Losy awansu Legia rozstrzygnęła w pierwszym meczu wygrywając na wyjeździe 4:1. W obu drużynach doszło do sporych zmian w porównaniu z meczami ligowymi rozegranymi kilka dni wcześniej. Leszek Ojrzyński wymienił całą pierwszą „jedenastkę” (!), a Henning Berg pięciu piłkarzy. Jak widać Kosecki mógł błysnąć także dlatego, że rywal był mocno osłabiony…

 

*** Po meczu z Podbeskidziem Kosecki zagrał jeszcze w trzech meczach na wiosnę (w tym w finale Pucharu Polski), ale łącznie spędził na boisku tylko 32 minuty. Kontuzja w majowym meczu ze Śląskiem sprawiła, że nie grał do końca sezonu, ale zasłynął zachowaniem „w obronie kobiety” i szukaniem „tego z długimi włosami”, czyli Igorsa Tarasovsa z Jagiellonii. Absolutny zjazd formy Koseckiego od sezonu 2012/2013, gdy był jednym z kluczowych graczy Legii, sprawił, że obie strony postawiły zakończyć współpracę. Wydawało się, że „Kosa” jest blisko transferu definitywnego do FC Luzern, a później do Lechii Gdańsk, choć media wymieniały także… Jagiellonię Białystok (!). Ostatecznie w lipcu br. za 50 tys. euro został wypożyczony do klubu 2. Bundesligi – SV Sandhausen. Czy wróci do Legii odrodzony Kosecki, jak latem 2012 r., gdy wrócił z wypożyczenia do Lechii?


Źródła: własne, legia.com, legionisci.com, legia.sport.pl, sportowefakty.pl, eurosport.onet.pl, weszlo.com, 90minut.pl.

wtorek, 18 sierpnia 2015
Kuciak zatrzymał braci Paixao!

W rozegranym w czwartek 5 marca 2015 r. rewanżowym meczu ćwierćfinału Pucharu Polski Legia Warszawa pokonała po rzutach karnych Śląsk Wrocław 3:1. Po dogrywce było 1:1. Bohaterem meczu był bramkarz Legii Dusan Kuciak, który obronił rzuty karne egzekwowane przez braci Paixao.

W wyczynie Kuciaka nie byłoby nic dziwnego, gdyby nie kilka istotnych okoliczności. Obronienie rzutu karnego nie jest łatwą sprawą, dlatego Jan Tomaszewski powtarza, że nie ma rzutów karnych dobrze obronionych, tylko są źle wykonane. Dodatkowo, Kuciak nie jest specjalistą w bronieniu rzutów karnych i zdarza mu się to dosyć rzadko. Ostatnio w październikowym meczu Ligi Europy z Metalistem (1:0) rozegranym w Kijowie.

2015.03.05_Legia_-_Śląsk_Wrocław_PP_-_Kuciak_i_M. Paixao

Dusan Kuciak i Marco Paixao.

Kuciak obronił, ale ważne czyje strzały. Pewni siebie, a wręcz zarozumiali bracia Paixao, poniekąd zostali ukarani za swoją butę. Raczej dotyczy to Marco Paixao, który wiele razy dawał do zrozumienia, że nie ma z kim grać we Wrocławiu. Paixao krytykował swoich kolegów z drużyny, władze Śląska, sędziów, a nawet inne kluby. Tym razem na krytykę zasłużył Marco, a niewykorzystany karny przez jego brata spotęgował to niezadowolenie. Trener Pawłowski bagatelizował pudła Portugalczyków wskazując, że na treningach trafiali, a w meczu już nie.

2015.03.05_Legia_-_Śląsk_Wrocław_PP_-_Kuciak_i_F. Paixao

Dusan Kuciak i Marco Paixao.

Warto dodać, że odkąd Portugalczycy znaleźli się w Śląsku (Marco latem 2013 r., a Flavio wiosną 2014 r.), to polubili strzelanie goli Kuciakowi.

28.09.2013, liga, Legia – Śląsk 2:1, gol Marco,

09.03.2014, liga, Śląsk – Legia 1:1, gol Marco,

13.09.2014, liga, Legia – Śląsk 4:3, gol Flavio,

12.02.2015, puchar, Śląsk – Legia 1:1, gol Marco,

05.03.2015, puchar, Legia – Śląsk 1:1, k. 3:1.

Śląsk w ostatnich pięciu meczach z Legią zdobył siedem bramek, z których cztery zdobyli bracia Paixao (57%).


Źródła: własne, 90minut.pl.

 

*** - jak się później okazało, bracia Paixao dalej postanowili psuć humor Kuciakowi. W kolejnych trzech ligowych meczach w 2015 r. zdobyli wszystkie trzy bramki, które Śląsk strzelił Legii:

08.03.2015, liga, Śląsk – Legia 1:3, gol Marco,

17.05.2015, liga, Śląsk – Legia 1:1, gol Flavio,

19.07.2015, liga, Śląsk – Legia 1:4, gol Flavio.

 

Oznacza to, że bracia Paixao zdobyli siedem goli z dziesięciu, które Śląsk zdobył w ostatnich siedmiu meczach z Legią (70%). Taka regularność może robić wrażenie, choć w najważniejszym momencie, w którym Portugalczycy mogli przybliżyć Śląsk do zdobycia trofeum… zawiedli. Co ciekawe, Śląsk żadnego z tych meczów nie wygrał, cztery zremisował i trzy przegrał.

środa, 29 lipca 2015
Boubacar Barry – bramkarz pijany ze szczęścia

Bohaterem finału Pucharu Narodów Afryki 2015 został bramkarz Wybrzeża Kości Słoniowej – Boubacar Barry „Copa”, który jak określił jeden z komentatorów telewizyjnych był „pijany ze szczęścia”.

35-letni Barry w dotychczasowych pięciu meczach siedział na ławce ustępując w rywalizacji z młodym, zdolnym 26-letnim Sylvainem Gbohouo z klubu Sewe Sport de San Pedro. Młody bramkarz doznał jednak kontuzji w półfinałowym meczu z Demokratyczną Republiką Kongo i niespodziewanie w bramce „Słoni” stanął (prawie weteran) Barry. Bronił całkiem nieźle, a nawet dobrze, skoro przez cały mecz – 120 minut zachował czyste konto, choć przypomnieć trzeba, że dwukrotnie ratował go słupek.

Gdy w konkursie rzutów karnych jego koledzy zmarnowali dwie pierwsze „jedenastki” (Wilfried Bony i Gadji Tallo) i WKS przegrywało 0:2 sytuacja wydawała się przegrana. Wtedy jednak rozpoczął się show Barry’ego. Najpierw obronił strzał Afriyie Acquaha, a następni Frank Acheampong (chyba zdekoncentrowany przez Barry’ego) nie trafił w bramkę. To nie był jednak koniec popisów „Copy”, który prowokował rywali, mówił do nich, aż jeden z kolegów z drużyny starał się uspokoić go, a Andrew Ayew z Ghany powiedział mu, co myśli o jego zachowaniu. Barry później musiał skorzystać z pomocy lekarza, ale wydaje się, że albo symulował kontuzję „by wytrącić z równowagi rywali” (cyt. za: sport.pl), albo stres spowodował bóle mięśni. „Copa” przedłużał karne dyskusjami z zawodnikami i sędzią, co irytowało, ale Ghańczycy, podobnie jak Iworyjczycy trafiali wszystko, aż do stanu 8:8. Wtedy Boubacar obronił strzał golkipera Ghany – Brimaha Razaka, a później padł na murawę ze szczęścia i z bólu (?), narzekając na silne skurcze. Bramkarz Ghany czekał dobrych kilka minut, zanim „Copa” skorzystał z pomocy sztabu medycznego i wstał, aby oddać strzał z jedenastu metrów. Jeszcze na szczęście pocałował go Yaya Toure, a Boubacarr zrobił swoje i pewnie wykorzystał jedenastkę zapewniając „Słoniom” triumf w Pucharze Narodów Afryki po raz pierwszy od 23 lat.

Barry_strzela_karnego_w_finale_PNA_2015

Boubacar Barry pokonuje w serii rzutów karnych Brimaha Razaka z Ghany.

Źródło: dailymail.co.uk.

Warto jednak zauważyć, że Barry już wcześniej popisał się w swojej karierze celnym rzutem karnym. W sezonie 2011/2012 wykorzystał karnego w ligowym meczu Lokeren z Wasterlo, wygranym 4:0. Poza tym, co rzadko spotykane u piłkarzy, a zwłaszcza u bramkarzy – Barry gra obiema nogami. „Do dziś tzw. piątki wybija prawą nogą, ale gdy wprowadza ją do gry z ręki, uderza lewą.” (cyt. za sport.pl).

Po strzeleniu bramki Barry na przemian płakał i cieszył się. Nie do końca wierzył w to, co się stało. Widać było, że psychicznie nie wytrzymuje napięcia towarzyszącego meczowi finałowemu i jego zakończeniu. Przed kamerami telewizyjnymi mówił, że jest szczęśliwy, ale podkreślał, że: „Ani nie mam dobrych warunków, ani dużego talentu” (cyt. za sport.pl). Barry jest bowiem niski, jak na bramkarza, bo ma zaledwie 180 cm wzrostu.

Świętujący_Barry_na_barkach_Bony'ego

Barry na barkach Wilfrieda Bony’ego.

Źródło: picphotos.net.

Iworyjski bramkarz został niekwestionowanym bohaterem meczu finałowego, mimo, że w zwycięskiej drużynie wystąpiły takie gwiazdy, jak Kolo Toure (Liverpool), Salomon Kalou (Hertha Berlin), Gervinho (Roma), Wilfried Bony i Yaya Toure (obaj Manchester City).

Warto dodać, że w reprezentacji Barry gra z bluzą ze swoim nazwiskiem, ale już w rozgrywkach klubowych posługuje się swoim przydomkiem, czyli „Copa”.

 

Kariera klubowa

Barry rozpoczął karierę w rodzinnym mieście. Najpierw grał jako pomocnik w młodzieżowym Stelle Club d’Adjame. Następnie w sierpniu 1995 r. przeniósł się do  Academie MimoSifcom, gdzie został przekwalifikowany na bramkarza. Akademia jest filią znanego i utytułowanego ASEC Mimosas Abidżan, do którego w naturalny sposób przeszedł, a w 1999 r. podpisał pierwszy profesjonalny kontrakt. Przez trzy lata jego klub zdobył dwa mistrzostwa, wicemistrzostwo i Puchar Wybrzeża Kości Słoniowej. Co do liczby meczów rozegranych przez Barry’ego w ASEC są w Internecie spore rozbieżności. Wikipedia podaje 17, transfermarkt.de – 1 (Superpuchar CAF w 1999 r.), a national-football-teams.com żadnego.

Jak to zwykle bywa z piłkarzami z Afryki szybko został zauważony przez francuskie kluby i w wieku 21 lat przeniósł się do Stade Rennais. Przez trzy lata nie zadebiutował w Ligue 1, ale o miejsce w bramce było naprawdę trudno, ponieważ rywalizował z Bernardem Lamą i Petrem Cechem! W drugiej drużynie (Stade Rennais B) rozegrał jednak 23 mecze. W tym czasie druga drużyna, w której grał zajęła we francuskiej IV lidze – 3. i 6. miejsce.

Nieudana przygoda z Francją nie zakończyła kariery Barry’ego. Wręcz przeciwnie, doświadczenie zdobyte we Francji mógł wykorzystać w Belgii – drugim kraju, który bardzo chętnie korzysta z usług piłkarzy z Afryki. Nowym klubem Barry’ego od lipca 2003 r. został KSK Beveren, gdzie bardzo szybko został podstawowym bramkarzem. Najpierw był wypożyczony, a później został graczem belgijskiego klubu na zasadzie transferu definitywnego. Sumy transferu nie podano, ale transfermarkt.pl podawało jego wartość rynkową w tamtym czasie na poziomie 1,3 mln euro. W pierwszym sezonie w barwach Beveren w klasyfikacji na najlepszego bramkarza ligi zajął drugie miejsce. Przez cztery sezony rozegrał 102 ligowe mecze, ale klubowi nie wiodło się dobrze i okupował miejsca w dolnej części tabeli – 12., 16., 16. i 18. miejsce. Największym sukcesem był finał Pucharu Belgii w 2004 r., przegrany z Club Brugge 2:4.

Występy Boubacara nie pozostały jednak niezauważone i latem 2007 r. przeniósł się do KSC Lokeren, który grał w lidze znacznie lepiej zajmując miejsca: 12., 7., 14., 6., 8., 6. i 5. Lokeren dwukrotnie zdobyło Puchar Belgii (2012, 2014), ale w meczach o Superpuchar przegrywało. „Copa” doczekał się także indywidualnego wyróżnienia i w sezonie 2008/2009 został uznany za najlepszego bramkarza ligi belgijskiej (Jupiler Pro League). Wtedy też (czerwiec 2009) jego wartość rynkowa według transfermarkt.pl była najwyższa w jego karierze – 2,5 mln euro.

Barry_-_bramkarz_ligi_belgijskiej_2008/2009

Barry – bramkarz sezonu 2008/2009 Jupiler Pro League.

Źródło: wijzijnovoetbal.nl.

Oprócz strzelonego karnego w 2012 r., spośród ciekawych zdarzeń z jego udziałem warto też wspomnieć o kontuzji, której doznał. W maju 2013 r. podczas ligowego meczu z Brugią „przy próbie interwencji zderzył się ze słupkiem. Uderzył w niego głową tak mocno, że stracił przyjemność. Odzyskał ją dopiero, gdy opuszczał stadion na noszach” (cyt. za sport.pl). Stało się to, gdy miał 33 lata i wielu sądziło, że to zdarzenie zakończy jego karierę. „Copa” marzył jednak, aby wystąpić na kolejnym, swoim trzecim mundialu i jak się później okazało to mu się udało.

Nieprzytomny_Barry_po_zderzeniu_ze_słupkiem

Nieprzytomny Barry po zderzeniu ze słupkiem.

Źródło: gettyimages.co.jp.

W listopadzie 2014 r. podczas meczu fazy grupowej Ligi Europy z Legią Warszawa (1:0). „Kibice” Legii wykazywali pod adresem bramkarza Lokeren rasistowskiego zachowanie, co spotkało się ze strony UEFA z karą finansową i zakazem rozgrywania dwóch meczów na stadionie Legii przy udziale kibiców. Barry w wywiadzie dla „Przeglądu Sportowego” powiedział, że nie ma nic przeciwko Legii. Pewna grupa kibiców źle się zachowywała, ale on nie rozumiał co krzyczą, ale generalnie Legia ma bardzo dobrych kibiców. Wywarli na nim wielkie wrażenie i jego zdaniem mogą stanowić przykład dla kibiców innych drużyn, także Lokeren. Podkreślił, że nie ma pretensji do Legii i dla niego sprawa jest zamknięta.

Barry_podczas_meczu_Lokeren_-_Legia

Barry podczas meczu Lokeren – Legia, w którym „kibice” Legii wykazywali rasistowskie okrzyki pod jego adresem.

Źródło: motywatorki.pl.

Jego kontrakt z Lokeren obowiązuje do końca czerwca przyszłego roku, a wartość rynkowa jest szacowane przez transfermarkt.pl na 700 tys. euro. Obecnie jest jedynym piłkarzem Lokeren, który wystąpił na mistrzostwach świata w Brazylii w zeszłym roku. Według statystyk na oficjalnej stronie klubu rozegrał 163 mecze ligowe, ale np. według national-football-teams.com – 191. A z inny klubowych ciekawostek warto dodać, że Boubacar Barry to także 19-letni pomocnik z Gwinei, reprezentujący barwy występującego w 2. Bundeslidze – Karlsruher SC. Spotkają się kiedyś w jednym klubie?

 

Kariera reprezentacyjna

Od 2000 r. rozegrał w kadrze ponad 80 meczów. Ich liczba w zależności od źródła jest zróżnicowana, np. 78 (pl.wikipedia.org), 81 i 4 nieoficjalne (national-football-teams.com), 84 (en.wikipedia.org), 85 (transfermarkt.pl), 86 (także en.wikipedia.org oraz theguardian.com), 97 (fedivoir.com). W każdym razie w meczach reprezentacyjnych zdobył jedną bramkę.

Swój pierwszy występ podczas Mistrzostw Świata zaliczył w Niemczech w 2006 r. W ostatnim grupowym meczu, który po porażkach z Argentyną i Holandią (po 1:2) był meczem o pietruszkę, „Słonie” wygrały z Serbią i Czarnogórą 3:2.

W RPA w 2010 r. wystąpił we wszystkich trzech grupowych meczach (Portugalia 0:0, Brazylia 1:3, Korea Północna 3:0), ale jego drużyna nie awansowała do fazy pucharowej. Podobna sytuacja powtórzyła się w zeszłym roku w Brazylii (Japonia 2:1, Kolumbia 1:2, Grecja 1:2), przy czym dodać trzeba, że „Słonie” straciły awans w trzeciej minucie doliczonego czasu gry, gdy Giorgios Samaras pokonał Barry’ego z karnego. W tym meczu zapisał się „w historii jedną z najbardziej niesamowitych „cieszynek”. Po golu z Grecją upadł na ziemię i zaczął gryźć trawę” (cyt. za sport.pl).

Barry_gryzie_trawę

Źródło: slate.com.

W Pucharze Narodów Afryki, Barry i reprezentacja Wybrzeża Kości Słoniowej mieli więcej powodów do radości, ale i tak brakowało triumfu w całym turnieju. W 2006 r. WKS przegrał w finale po karnych z Egiptem (0:0, karne 2:4). Barry wystąpił podczas turnieju w jednym meczu. W 2008 r. WKS zajęło 4. miejsce, a w 2012/20-13 r. przegrał w finale z Zambią (0:0, karne 7:8).

3 marca 2015 r. zapowiedział zakończenie reprezentacyjnej kariery pisząc, że bardzo się cieszy ze swoich występów dla reprezentacji i podkreślając, że czas ustąpić miejsca nowej generacji piłkarzy.

 

Źródła: własne, pl.wikipedia.org, en.wikipedia.org, national-football-teams.com, pl.soccerway.com,  sporting.be, theguardian.com, przegladsportowy.pl, fifa.com, transfermarkt.pl, fedivoir.com, lementorbiz.net, dailymail.co.uk, slate.com, wijzijnovoetbal.nl, gettyimages.co.jp, motywatorki.pl, picphotos.net.

08:06, martinez-4ever , Piłkarze
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4
| < Maj 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        
Tagi