sobota, 14 kwietnia 2018
Łukasz Gikiewicz jeszcze piłkarzem, czy już turystą?

Odwiedzający egzotyczne (z polskiego punktu widzenia) ligi Łukasz Gikiewicz nazywany jest już „turystą”, a nie piłkarzem. A jakie jest jego zdanie?

Od momentu opuszczenia Śląsk Wrocław w niezbyt przyjemnych okolicznościach, po ujawnieniu, że Patrik Mraz przyszedł na trening „wczorajszy”, Gikiewicz gra w ligach, na które patrzy się z przymrużeniem oka. Najpierw była jednak przygoda z ligą, która więcej znaczy w Europie niż ekstraklasa, ale jest postrzegana jako „gorszy” sort. Mowa o lidze cypryjskiej. Sezon 2013/2014 „Giki” spędził w Omonii Lefkossias (22 ligowe mecze, 7 goli – rekord Gikiewicza w jednym ligowym sezonie). Wiosnę 2014 r. spędził w Kazachstanie, a dokładniej w Tobole Kostanaj (12/0). Wówczas Kazachstan była dla nas trzecim światem, ale wyeliminowanie Legii przez Astanę, zweryfikowało takie myślenie. Jesienią 2014 r. Gikiewicz wrócił na Cypr, a dokładniej do AEL Limassol (10/3). Kolejne dwie rundy, to kolejne dwa kluby, ale piłkarsko było tylko gorzej. Wiosnę 2015 r. polski napastnik spędził w Lewskim Sofia (6/2), a jesień 2015 r. w saudyjskim Al.-Wehda Club (8/0). Następnie 2016 rok spędził w lidze… tajskiej! Z punktu widzenia polskiego hejtera, ups…. kibica, to był już zjazd. Najpierw grał w Ratchaburi FC (13/1), z którym zdobył nawet krajowy puchar, a jesienią 2016 r. grał już dla BEC-Tero Sasana FC (8/3). Od wiosny 2017 r. występuje w jordańskim Al-Faisaly S.C. W pierwszym sezonie rozegrał 11 ligowych meczy i zdobył 5 bramek. Wywalczył z klubem mistrzostwo, puchar krajowy, superpuchar i niespodziewany finał Azjatyckiej Ligi Mistrzów. Dla Śląska wystąpił w 55 meczach w ekstraklasie, w których zdobył 9 bramek (średnia 0,16 bramki na mecz). Nieco lepiej szło mu na obczyźnie. W 90 ligowych meczach zdobył 21 bramek (średnia 0,23).

Gikiewicz_z_tygrysem

Źródło: weszlo.com.

Gikiewicz protestuje, gdy słyszy, że jest turystą, a nie piłkarzem. Komentując postrzeganie go jako piłkarza, którego zadowala gra w słabszych ligach wielokrotnie wyjaśniał, że przyjmował oferty, które były jedynymi w tamtym czasie. „Giki” zwraca uwagę, że piłkarz bez kontraktu czeka wyłącznie na telefon swojego menadżera, a gdy ten nie dzwoni piłkarz denerwuje się i chce po prostu grać. Niekiedy jest mu absolutnie wszystko jedno do jakiego klubu może trafić, byle tylko grać. Gikiewicz w wywiadzie dla weszlo.com powiedział: „(..) ludzie mówią, że marnuję karierę – chociaż w moim przypadku to bardziej przygoda – a nie wiedzą, że oferty, które przyjmowałem, to były jedyne opcje, jakie w danej chwili miałem. Byłem bardzo bliski podpisania kontraktu z Astrą Giurgiu czy Dynamem Drezno, praktycznie byłem dogadany też w Izraelu, ale rozsypywało się to na ostatniej prostej. A wtedy nie masz wielkiego wyboru, bierzesz to, co ci pozostało.”. Dodawał też: „zdaję sobie sprawę, że przede mną jeszcze trzy-cztery lata gry i chcę z tego okresu jak najwięcej wyciągnąć. (…) Korzystam z każdego dnia (…) ale ja bym nie umiał siedzieć! Ja chcę grać, mam już 29 lat. Dobrze się prowadzę, wszystko jest podporządkowane piłce, ale wiem, że czas ucieka. Już siwego włosa dzisiaj zobaczyłem na czubku głowy. Liczy się frajda. Nie będziemy grali do końca świata.”.

Gikiewicz zwracał uwagę, że ligi, w których grał, jak bułgarska, czy tajska są z założenia postrzegane jako słabe, ale nikt w Polsce ich nie ogląda i tak naprawdę nie wie, jaki jest w nich poziom. Kibice i komentatorzy ulegają stereotypom, a poziom ligi oceniają na podstawie poziomu gry reprezentacji. Odnosząc się do zwiedzania krajów, w których grał, „Giki” mówi prostu – korzystam z okazji i z tego, że jestem w danym miejscu.

Niejako w uzupełnieniu wywiadów Gikiewicza w zakresie „piłkarskiej turystyki” wypowiedział się Łukasz Skowron, były bramkarz Wisły Płock, Polonii Warszawa, Jagielloni Białystok, Arki Gdynia, zresztą także dla portalu weszlo.com. Wprawdzie Skworon nie ma takiego doświadczenia w grze w egzotycznych ligach, jak Gikiewicz, to jednak grał w lidze cypryjskiej (AEL Limassol), irlandzkiej (St Patrick’s Athletic) i drugiej lidze portugalskiej (SC Olhanense). Zwrócił on uwagę, że młodzi piłkarze chcą poznawać nowe kraje, nowych ludzi, trenerów i nowe spojrzenia na piłkę, zwłaszcza gdy przed nimi kariera średniaka.

Gikiewicz podróżuje po świecie, gra w egzotycznych (z polskiego punktu widzenia) ligach. Tak. Podróżuje, zwiedza, robi sobie fajne fotki, ale przede wszystkim cały czas gra. Nie jest to kariera na miarę Lewandowskiego, czy Milka, ale na miarę możliwości i szczęścia Łukasza Gikiewicza. To jest kariera „Gikiego” i przebiega w taki, a nie inny sposób. On sam nie narzeka i jest zadowolony. Do turysty jeszcze mu brakuje…

 

Źródła: własne, weszlo.com, 90minut.pl.

poniedziałek, 27 listopada 2017
Jak Podbrożny (nie) strzelał w Lidze Mistrzów

Jerzy Podbrożny w połowie lat dziewięćdziesiątych był czołowym strzelcem polskiej ligi. W europejskich pucharach, a zwłaszcza w Lidze Mistrzów i później zagranicą już tak skuteczny nie był. Dwukrotny król strzelców polskiej ligi (jeszcze w barwach Lecha Poznań), w Lidze Mistrzów trafił tylko raz i jego grze przyjrzymy się przez pryzmat cytatów z „Przeglądu Sportowego”.

31 maja 1995 r. Legia pokonała w meczu XXII kolejki polskiej ligi, Raków Częstochowa 3:0 (2:0) i zdobyła mistrzostwo Polski w sezonie 1994/1995. Dwie bramki dla Legii zdobył Zbigniew Mandziejewicz, a trzecią dołożył Jerzy Podbrożny. To był drugi mecz Legii, który oglądałem na stadionie przy Łazienkowskiej. Pamiętam, jak po jednej z niewykorzystanych sytuacji przez „Gumę”, siedzący obok mnie ojciec nie mógł się nadziwić, jak Podbrożny mógł nie trafić. Wtedy odwrócił się do nas jeden ze stałych bywalców (karneciarzy) i powiedział: „Proszę Pana, on tu nie w takich sytuacjach pudłował. Wiem, co mówię, bo wszystkie mecze oglądam.”. Taki był właśnie Podbrożny – z jeden strony superstrzelec, a z drugiej strony marnował doskonale sytuacje. W ówczesnej Legii nie było to problemem, bo drużyna była tak silna w każdej formacji, że stwarzała mnóstwo sytuacji w prawie każdym meczu.

Dwa miesiące później Legia (z Podbrożnym) w składzie rozpoczęła walkę o historyczny, pierwszy awans polskiego klubu do Ligi Mistrzów. Jak „Przegląd Sportowy” relacjonował występy „Gumy”?

 

Runda eliminacyjna Ligi Mistrzów 1995/1996

09.08.1995 Legia – IFK Goeteborg 1:0.

Grał 87 minut i został zmieniony przez Ryszarda Stańka, gol z rzutu karnego w 49. minucie, żółta kartka.

Podbrożny pędzi sam na bramkarza. Ravelli to jednak wielki cwaniak, nie wychodzi do napastnika, czeka i broni strzał z ostrego kąta.” [wszystkie cytaty z meczów za „Przeglądem Sportowym”].

 

23.08.1005 IFK Goeteborg – Legia 1:2

Grał 90 minut.

Supersnajper z Łazienkowskiej dryblował, przepychał się i strzelał, ale bez niezbędnego fartu. Chwaląc pana Jurka nie można mu jednak nie wytknąć pewnej nonszalancji.” Zresztą sam piłkarz przyznał to po meczu mówiąc: „Może zbyt nonszalancko grałem po zdobyciu wyrównującej bramki.”.

Last musnął piłkę ręką a futbolówka spadła pod nogi Podbrożnego, który jednak za długo zwlekał ze strzałem.

Lewandowski ponownie wrzucił ze skrzydła, Podbrożny strzelił głową, ale za słabo.”.

Podbrożny_przeciwko_IFK_Goeteborg

Podbrożny atakowany przez dwóch piłkarzy IFK Goeteborg.

Źródło: sport.tvp.pl.

Faza grupowa

13.09.1995 Legia – Rosenborg Trondheim 3:1

Nie grał.

 

27.09.1995 Spartak Moskwa – Legia 2:1

Nie grał.

 

18.10.1995 Legia – Blackburn Rovers 1:0

Grał cały mecz, strzelił bramkę w 26. minucie.

Jeszcze ze skrzydła podaje Pisz i Podbrożny z linii pola bramkowego przenosi futbolówkę nad poprzeczką.”.

 

01.11.1995 Blackburn Rovers – Legia 0:0

Grał 45. minut, zmienił go Cezary Kucharski

Wieszczycki oddaje Podbrożnemu. Potężne uderzenie i Tim Flowers wybija piłkę ręką.

Po meczu powiedział: „Zszedłem z boiska po pierwszej połowie, bo grałem słabo.”.

Podbrożny_przeciwko_Blackburn

Podbrożny w meczu przeciwko Blackburn – jedynym w Lidze Mistrzów, w którym zdobył bramkę.

Źródło: przegladsportowy.pl.

22.11.1995 Rosenborg Trondheim – Legia 4:0

Grał cały mecz.

Podbrożny przyjmuje piłkę na udo, strzela, ale w nogi Kucharskiego.”.

 

06.12.1995 Legia – Spartak Moskwa 0:1

Grał cały mecz.

Podbrożny z czterech metrów uderzył wysoko nad poprzeczką.  Czasami tak bywa… Piękna akcja, wyborna sytuacja a gola nie ma.”.

 

Ćwierćfinał

06.03.1996 Legia – Panathinaikos Ateny 0:0

Grał cały mecz.

Strzał Podbrożnego obok bramki.”.

Podbrożny nie doszedł do dośrodkowania Bednarza.

Najładniejsza z dotychczasowych akcji Legii, zainicjowana przez Sokołowskiego, ale bramki i tak by nie było, ponieważ Podbrożny był na spalonym.”.

 

20.03.1996 Panathinaikos Ateny – Legia 3:0

Grał cały mecz.

Sędzia odgwizduje spalonego, ale Podbrożny udaje, że nie słyszy i strzela. Z trzech metrów w słupek do pustej bramki. Aż przykro na to patrzeć.”.

 

Podsumowanie występów Podbrożnego w Lidze Mistrzów

„Guma” wystąpił w sześciu meczach Ligi Mistrzów przez 495 minut. Strzelił jedną bramkę, ale sytuacji strzeleckich miał znacznie więcej. Najdogodniejszych sytuacji w domowych meczach z Blackurn i Spartakiem nie wykorzystał. Zamiast w bramkę celował nad bramką. Oto cały „Gumiś”.

Podbrożny zajmuje obecnie 12. miejsce w klasyfikacji najlepszych strzelców polskiej ligi. Zdobył 122 gole dla… siedmiu klubów – Igloopolu Dębica (7), Lecha Poznań (48), Legii (45), Zagłębia Lubin (11), Pogoni Szczecin (6), Amiki Wronki (1) i Widzewa Łódź. Był nawet dziesiąty, ale został wyprzedzony przez Tomasza Frankowskiego (168) i Pawła Brożka (138). W latach 1994-1996 Podbrożny rozegrał w barwach Legii 99 meczów, w których zdobył 55 goli. W lidze zagrał 78 razy i zdobył 45 bramek. W Warszawie był krótko, ale taką skutecznością i sukcesami na stałe zapisał się w historii Legii i trafił do galerii sław tego klubu.

 

Źródła: własne, legia.net, legionisci.com, 90minut.pl, sport.tv.pl, przegladsportowy.pl. Różne archiwalne wydania „Przeglądu Sportowego” z 1995 r. UEFA Champions League. Statistics Handbook Sesaon 1996/1997. A. Gowarzewski, Encyklopedia piłkarska FUJI. Kolekcja klubów. Tom 13. Legia najlepsza jest…, Wydawnictwo GiA, Katowice 2013, s. 204-207. „Skarb Kibica. Ekstraklasa sezon 2017/2018 – jesień” – bezpłatny dodatek do „Przeglądu Sportowego” z dnia 14 lipca 2017 r., s. 103.

niedziela, 26 listopada 2017
Jean-Marc Bosman – celebryta, który stał się biedakiem

Były belgijski piłkarz, który doprowadził do zrewolucjonizowania europejskiego rynku transferowego zupełnie nie wykorzystał szansy, którą dostał od losu. Obecnie w poczuciu wykorzystania i krzywdy żyje w trudnych warunkach z dala od futbolu.

Jean-Marc Bosman, bo o nim mowa w czerwcu 1990 r. chciał odejść ze swojego klubu – FC Liege, z którym wygasł mu kontrakt. Otrzymał propozycję z drugoligowej francuskiej Dunkerque FC, ale wtedy Belgowie zażądali… 2,5 miliona franków francuskich (800 tys. dolarów). W sierpniu 1990 r. Bosman wniósł sprawę do sądu i to rozpoczęło rewolucję europejskiej i światowego rynku transferowego. W grudniu 1995 r. ETS wydał słynny wyrok ETS nr C-415/93zgodnie, z którym żądanie kwoty odstępnego w przypadku piłkarzy, którym wygasły kontrakty jest nieuprawnione, a limitowanie obcokrajowców z UE jest sprzeczne z prawem.

J.M.Bosman_na_fladze_UE

Jean-Marc Bosman – celebryta.

Źródło: pol.worldfootball.net.

Bosman był przeciętnym piłkarzem, ale korzystał też na tym, że nosił takie samo nazwisko jak John Bosman, holenderski napastnik, mistrz Europy z 1988, zawodnik Ajaxu, PSV, KV Mechelen, Anderlechtu, z którymi wywalczył sześć tytułów mistrzowskich (dwa w Holandii i cztery w Belgii), a także Alkmaar i Twente. Jean-Marc nie ma czym porównywać się z Johnem, bowiem szczytem jego możliwości była gra w młodzieżowych reprezentacjach Belgii (20 gier), a także w Standardzie Liege (1983-1988) i RFC Liege (1988-1990), z którym nawet sięgnął po Puchar Belgii. Później Bosman prowadził sądową batalię grając w niższych ligach w Olympique Saint-Quentin (1990-1991), USL Dunkerque (1991-1992) lub CS Saint-Denis (1991-1993) [źródła podają różną przynależność klubową pilkarza], ROC Charleroi-Marchienne (1993-1994, Belgia, III/IV liga) i CS Vise (1995-1996, Belgia, IV liga). Po części wynikało to z faktu, że w klubach z najwyższych klas rozgrywkowych nie było chętnych na zatrudnienie piłkarza, który burzył korzystny dla nich system transferowy.

J.M.Bosman_i_Porsche_Carrera

Jean-Marc Bosman i jego Porsche Carrera.

Źródło: news.coral.co.uk.

Bosman otrzymał z tytułu odszkodowania prawie milion euro i zachował się, jak ktoś, kto nie wie, co zrobić z ogromną kwotą pieniędzy. „(…) zaczął żyć na wysokim poziomie. Kupił dwa domy (…) Ponadto sprawił sobie Porsche Carrera. Po zakończeniu kariery zupełnie nie mógł jednak sobie poradzić w życiu. Nie znalazł żadnej sensownej pracy, a ludzie ze świata piłki o nim zapominali. Bosman popadł w depresję, nadużywał alkoholu. By mieć za co żyć, wyprzedawał majątek. Wkrótce został z niczym...” (cyt. za: przegladsportowy.pl). Stosował przemoc wobec najbliższych i trafił na terapię antyalkoholową. „W 2013 r. został dozorcą, ale długo tam nie wytrzymał. Żył z zasiłku dla bezrobotnych w wysokości 750 euro miesięcznie.” (cyt. za: przegladsportowy.pl). Zasiłek został mu jednak zabrano, bo uznano, że za mało aktywnie szuka pracy. „Od tej pory utrzymuje się z bardzo skromnych kwot, które wypłaca mu związek zawodowy piłkarzy FIFPro [międzynarodowa federacja piłkarzy zawodowych – przyp. Autor bloga]. Ledwo wystarcza mu na jedzenie.” (cyt. za: przegladsportowy.pl).

J.M.Bosman_obecnie

Jean-Marc Bosman obecnie.

Źródło: dhnet.be.

W wywiadach i krótkich wypowiedział, których udzielał w ostatnich latach bije od niego gorycz. Podkreśla, że dzięki niemu piłkarze zarabiają miliony, a on nic z tego nie ma. Przykładowo: „Dzięki mnie futbol obrócił miliardy euro, a ja dostałem marny milion euro brutto. 33% poszło na podatki, a 30% na prawników” (cyt. za: wykop.pl) albo „Belgijscy piłkarze mogą teraz zarabiać 300 tys. euro tygodniowo, a ja nie mam nic. A przecież zacząłem walkę, dzięki której piłkarzom żyje się lepiej. Może kiedyś mi za to podziękują.” (cyt. za: przegladsportowy.pl). Dodaje również – „W 1995 powinienem wynegocjować z moimi prawnikami prowizje od każdego transferu.” (cyt. za: wykop.pl). O swoich błędach Bosman mówi albo niechętnie albo wcale.

Jego adwokaci w tamtej sprawie, Luc Misson i Jean-Louis Dupont, zrobili wielkie kariery w świecie sportu, a Bosman nie potrafił wykorzystać okazji, jaką dał mu los. Po pierwsze, na pewno można zarzucić mu zbyt wystawy tryb życia. O ile zakupienie mieszkań można zrozumieć i traktować jako inwestycje, albo zabezpieczenie przyszłości dzieci, o tyle zakup Porsche Carrery to już ekstrawagancja i niepotrzebny zbytek dla kogoś, kto nie miał stałego źródła dochodów. Bosman był wtedy celebrytą, gwiazdą mediów. Ubrany w elegancki garnitur pozujący do zdjęć dobrze się czuł w nowej roli, myślał krótkowzrocznie. Po drugie, Bosman chyba nie do końca policzył ile życie będzie kosztowało go w przyszłości. Po trzecie, teraz narzeka, że część odszkodowania pochłonęło wynagrodzenie dla prawników i podatek, ale prawie dwadzieścia lat temu nic o tym nie mówił. Tylko, że wtedy to nie było dla niego problemem. Po czwarte, podejrzewam, że Bosman zarabiał wtedy z dodatkowych zajęć więcej niż z gry w piłkę i nie odkładał tych pieniędzy, bo był przecież celebrytą! „(…) piłkarze z wdzięczności za to co dla nich zrobił organizowali zbiórki dla niego lub przekazywali mu dochody z pokazowych meczów” (cyt. za: sport.pl). A sam Bosman mniej więcej rok po wygraniu sprawy przed ETS mówił w wywiadzie dla „France Football”, cytowanym przez „Przegląd Sportowy”: „Przyznaję, że wiele mediów płaciło mi za rozmowy, bowiem stałem się popularny i wszyscy chcieli się pochwalić wykorzystując moją twarz i moje nazwisko. Oczywiście zwracano mi także koszty uczestnictwa w różnorakich konferencjach. A jeśli chodzi o odszkodowanie klubu i związku – 23 miliony belgijskich franków – przyznane mi przez sąd, to jeszcze mi wszystkiego nie wypłacono.”. Po piąte, część pieniędzy stracił przez nietrafioną inwestycję, ale można zastanawiać się, czy była ona przemyślana. „Po wygraniu sprawy założył firmę, która produkowała koszulki z jego nazwiskiem. Plan był taki, aby kupowali je piłkarze wdzięczni mu za podarowanie wolności i wielkich zarobków. Niestety, Bosman sprzedał... jeden trykot, który kupił syn jego adwokata. Oszczędności, które poszły na ten biznes, przepadły i Belg popadł w długi. To pogłębiło depresję i alkoholizm.” (cyt. za: sport.se.pl).

Żal czytać i patrzeć na to, co dzieje się z byłym piłkarzem, który miał tak ogromne zasługi dla ochrony praw zawodowych piłkarzy i sportowców. Wkład Bosmana w szeroko rozumianą wolność zawodowych piłkarzy, jak również we wzrost ich zarobków, jest niepodważalny. Są jednak takie powiedzenia, jak „nic nie ma za zasługi”, „nic nie ma za darmo” i przede wszystkim „każdy jest kowalem własnego losu”. I trudno oprzeć się wrażeniu, że Jean-Marc Bosman, albo ich nie znał albo zlekceważył. Nie mam wątpliwości, że po wyroku ETS, źle pokierował, nawet nie swoją karierą, a swoim życiem. Może się trochę tłumaczyć nieudaną inwestycją, ale on nawet tego nie robi, tylko dalej prezentuje roszczeniową postawę. Chyba zabrakło mu trochę pokory i gotowości do normalnej pracy, a nie zarabiania milionów euro i jeżdżenia Porsche Carrera. „Życie to sztuka wyborów”, a Bosman od pewnego momentu podejmował chyba tylko złe wybory, a szkoda.

 

Źródła: własne, przegladsportowy.pl, sport.onet.pl, sport.pl, wylop.pl, bbc.com, transfermarkt.pl, pol.worldfootball.net, pl.wikipedia.org, en.wikipedia.org, news.coral.co.uk, dhnet.be. System transferowy runął!, „Przegląd Sportowy” nr 1 (11 539), z dnia 2 stycznia 1996 r., s. 2. M. Kalita, Bosman – rok po sprawie, „Przegląd Sportowy” nr 12 (11 801), z dnia 17-19 stycznia 1997 r., s. 5.

wtorek, 21 listopada 2017
Furtok był pierwszy

Od kilku sezonów czołowym strzelcem Bundesligi jest Robert Lewandowski, który prawie co sezon walczy o koronę króla strzelców. Pierwszym Polakiem, który realnie walczył o miano najlepszego strzelca Bundesligi był jednak Jan Furtok.

Polski napastnik trafił do ligi niemieckiej jesienią 1988 r. jako 26-letni doświadczony już piłkarz. Wiosną 1980 r. zadebiutował w polskiej lidze w barwach GKS Katowice, ale na kolejny występ czekał prawie dwa i pół roku. Łącznie wystąpił w 169 meczach, w których zdobył 77 goli, co oznacza że strzelał gola w co drugim meczu. Furtok był wówczas reprezentantem Polski, uczestnikiem mistrzostw świata w Meksyku w 1986 r., choć wystąpił tylko w jednym meczu – z Brazylią (na trzydzieści ostatnich minut wszedł za Kazimierza Przybysia). W tamtych czasach zagranicę wyjeżdżali naprawdę najlepsi polscy piłkarze, praktycznie tylko reprezentanci Polski, a nie jak obecnie – młodzi, zdolni i podobno utalentowani po udanej jednej rundzie w ekstraklasie.

Furtok przez trzy sezony z rzędu (1985/1986, 1986/1987, 1987/1988) strzelał co najmniej 15 goli (łącznie 51), trzykrotnie był wicekrólem strzelców, co nie mogło umknąć uwadze zagranicznych klubów. Rozmowy przedstawicieli HSV Hamburg z GKS Katowice, a dokładniej z nieżyjącym już prezesem Marianem Dziurowiczem przeciągały się. Furtok w polskiej lidze już nie zachwycał (tylko 1 gol w 9 meczach), ale kluby porozumiały się w kwestii kwoty transferowej (1,2 miliona marek, choć niektóre źródła podają 1,6 miliona marek). Furtok zwrócił uwagę na istotny fakt na początku jego przygody z Hamburgiem – „Przyszedłem świeżo po Okońskim, który tam był bożyszcze, zresztą on wszędzie był bożyszcze.” (cyt. za: weszlo.com). „Oko” przed dwa sezony wystąpił w 62 meczach, w których zdobył 15 goli, ale to tylko na marginesie. Wróćmy do bohatera tego wpisu.

W sezonie 1988/1989 Furtok zdążył wystąpić w 21 meczach, w których zdobył 9 bramek. Całkiem nieźle, jak na debiutanta w Bundeslidze. Głównym asystentem Furtoka była Uwe Bein, a HSV zakończył rozgrywki na wysokim 4. miejscu. W sezonie 1989/1990 Furtok strzelił tylko jednego gola więcej, czyli 10, ale wystąpił w 33 meczach. O okazje bramkowe dla Furtoka dbali (późniejszy trener Lechii Gdańsk) Thomas Von Hessen, Armin Eck i partner z ataku, czyli Brazylijczyk Nando. Latem 1990 r. do HSV dołączył Waldemar Matysik, ale obaj Polacy delikatnie mówiąc nie przepadali za sobą. Poza tym, w HSV pojawił się gwiazdor Dynama Berlin – Thomas Doll. „Korzystał na tym także Furtok, który rozegrał najlepszy sezon w Niemczech. Rywalizował o koronę króla strzelców z Rolandem Wohlfartem z Bayernu Monachium. Ostatecznie Bawarczyk zgromadził 21 bramek, a Polak 20. W punktacji kanadyjskiej Wohlfart także okazał się lepszy od Furtoka, gdyż zanotował 7 asyst, a Furtok 6.” (cyt. za: „Świat Futbolu”). Trzeba przyznać, że Wohlfart grając w Bayernie miał więcej sytuacji strzeleckich, o które dbali m.in. Stefan Effenberg i Brian Laudrup. HSV zajął 5. miejsce w lidze i z powodu długów musiał pozbyć się Dolla, który odszedł do Lazio Rzym za rekordowe 15 milionów marek.

Jan_Furtok_(HSV)_gwiazdyonlinepl

Radość Jana Furtoka po golu dla Hamburger SV.

Źródło: gwiazdyonline.pl.

Kolejny sezon (1991/1992) nie był udany tak dla HSV, jak i dla Furtoka. Klub z Hamburga zakończył rozgrywki na odelgłym 12. miejscu, które po poprzednim sezonie było dużym rozczarowaniem. Furtok wystąpił w 30 meczach i zdobył 8 goli. Jesienią 1991 r. do klubu został sprowadzony za 1,3 miliona marek z Górnika Zabrze trzeci Polak – Ryszard Cyroń. Po roku został jednak sprzedany do Fortuny Duesseldorf. Sezon 1992/1993 okazał się ostatnim sezonem Furtoka w HSV, zresztą Waldemara Matysika także. Z powodu kontuzji w postaci zerwania wiązadła krzyżowego w kolanie wystąpił w 19 meczach, w których zdobył 4 gole. HSV znowu zanotował sezon poniżej oczekiwań zajmując 11. miejsce. Przygodę z Hamburgerem SV zakończył na 135 meczach, w których zdobył 51 bramek, co oznacza, że trafiał do bramki rywala w co trzecim meczu.

Warto dodać, że w pod koniec kwietnia 1993 r. Furtok popisał się strzeleniem jedynej bramki w meczu reprezentacji Polski z San Marino w eliminacjach mundialu 1994. Nie byłoby w tym nic szczególnego, gdyby nie był to gol strzelony ręką. Furtok dalej jednak brnie w historię, że bramka była przypadkowa i mówi: „(…) nikogo nie przepraszałem. Za co miałem przepraszać? Za to że mi się piłka od ręki odbiła?” (cyt. za: weszlo.com). W reprezentacji Polski w latach 1984-1993 Furtok rozegrał 36 meczy za kadencji trzech trenerów (Antoniego Piechniczka, Wojciecha Łazarka i Andrzeja Strejlaua) i strzelił 10 goli dla „Biało-Czerwonych”. Bramka z San Marino była ostatnią w kadrze. Później wystąpił jeszcze w trzech meczach. Ostatnim była wrześniowa porażka 0:3 z Anglią na Wembley.

Wracając do kariery klubowej, to po Furtoka zgłosił się Eintracht Frankfurt, który szukał wartościowego uzupełnienia dla Anthony Yeboaha i zapłacił aż 2,8 miliona marek, czyli ponad dwa razy więcej niż HSV zapłacił Katowicom. Jesień 1993 Eintracht zakończył na pozycji lidera Bundesligi! O sile ofensywnej klubu stanowili: Uwe Bein, Maurizio Gaudino, Yeboah i Furtok, a przecież był jeszcze choćby Jay Jay Okocha. Wiosną przyszła jednak seria dotkliwych porażek, która spowodowała, że Eintracht zakończył rozgrywki na 5. miejscu. Furtok w nowych barwach rozegrał 27 ligowych meczów, w których zdobył 6 goli, a oczekiwano od niego więcej. Polski napastnik był krytykowany przez bramkarza Eintrachtu Uli Steina, który krytykował też innych kolegów z drużyny. Bramkarza bronił trener Klaus Toppmoeller i… obaj pożegnali się z klubem.

Przed kolejnym sezonem Furtok i Gruzin Kaczaber Czadadze zmienili swój status na amatora. Finansowo Polak nie stracił, a był to jedynie zabieg formalny związany z faktem, że w kadrze było za dużo obcokrajowców. Furtok zagrał w 26 meczach, ale coraz częściej był zmieniany i strzelił tylko 4 gole. Eintracht zajął w lidze dopiero 9. miejsce, ale z niezłej strony zaprezentował się w Pucharze UEFA, gdzie dotarł do ćwierćfinału. W pierwszym meczu z Juventusem Turyn rozegranym we Frankfurcie padł remis 1:1, zresztą po golu Furtoka. W rewanżu „Stara Dama” nie pozostawiła jednak złudzeń wygrywając 3:0. Furtok, mimo ważnego jeszcze przez rok kontraktu postanowił wrócić do Polski, bo jak przyznawał, był już zmęczony mieszkaniem i graniem w Niemczech.

Jan_Furtok_(Eintracht_Frankfurt)_hackentrickcom

Radość Jana Furtoka po golu dla Eintrachtu Frankfurt.

Źródło: hackentrick.com.

Po części wynikało to z faktu, że „Po trzydziestce musiał zmienić styl gry. Mniej przebojowych rajdów, więcej rozwagi, wyczekiwania na dogodną okazję. Kibice coraz częściej wygwizdywali niedawnego asa, a na frankfurckim Waldstadionie zdarzały się i bardzo przykre okrzy­ki: „Furtok raus!” – „Furtok wynocha!” Tak było nawet wtedy, kiedy strzelił gola najlepszej europejskiej jedenastce, Juventusowi Turyn w remisowym meczu Eintrachtu w Pucharze UEFA.” (cyt. za: gwiazdyonline.pl).

Wiceprezydent Eintrachtu, Bernd Hoelzenbein wykazał zrozumienie, a Furtok mógł na zasadzie wolnego transferu zasilić swój ukochany GKS Katowice. Przez dwa i pół sezonu popsuł sobie statystyki w ekstraklasie. Wystąpił w 40 meczach, w których zdobył 8 goli. Wiek i kontuzje zrobiły swoje. Dzięki doświadczeniu Furtok więcej pomagał drużynie, bardziej angażował się w rozgrywanie akcji, ale nie strzelał już jak wcześniej. Łącznie wystąpił w 209 meczach, w których zdobył 85 goli.

W barwach HSV i Eintrachtu rozegrał 188 meczów w Bundeslidze (60 goli), 20 w Pucharze UEFA (7 goli) i 10 w Pucharze Niemiec (7 goli)*. W wywiadach dla portalu weszlo.com Furtok dużo i barwnie opowiadał o przygodnie z niemiecką piłką. Najlepsi piłkarze, z którymi grał w jednej drużynie to jego zdaniem – Bein, Gaudino i Von Heesen. Ciekawe, że nie wymienił Dolla i Yeboaha. Największym jajcarzem w jego opinii był Manfred Kaltz. Za najgorszego trenera uznał Egona Coordesa, z którym spotkał się w HSV, „bo to był zły człowiek” (cyt. za: weszlo.com). Odnośnie trenerów, to dodał, że „trener Schock to nawet na kolanach mi dziękował po meczach” (cyt. za: weszlo.com). Furtok przyznał, że „Nie było co robić tam w tych Niemczech. 1,5 godziny trening, co później ze sobą zrobić? Pograłem trochę na maszynach (…) jeździłem też potem uczyć się niemieckiego. 1,5 godziny w jedną, 1,5 godziny w drugą, to się trochę zabijało ten czas.”. Zbyt sportowego trybu życia nie prowadził, bo potwierdził, że lubił wypić dwa piwa dziennie, zapalić („zdarzyło się paczkę dziennie wypalić” – cyt. za: weszlo.com) i zjeść golonkę. To wszystko to tylko folklor, anegdota, dodatek do wspaniałej, jak na tamte czasy kariery polskiego piłkarza. Furtok przestał grać w Niemczech ponad dwadzieścia lat temu, a jedynym polskim piłkarzem, który strzelił więcej goli od niego jest Robert Lewandowski…

 

*- Statystyki dotyczące liczby meczów i bramek strzelonych w Bundeslidze pochodzą z serwisu 90minut.pl. „Świat Futbolu” podawał inną liczbę bramek strzelonych w poszczególnych sezonach, a portal transfermarkt.pl podaje, że Furtok strzelił 59 goli. Statystyki dotyczące Pucharu UEFA i Pucharu Niemiec pochodzą z transfermarkt.pl.

 

Źródła: własne, 90minut.pl, transfermarkt.pl, weszlo.com, pl.wikipedia.org, gwiazdyonline.pl, hackentrick.com. R. Kołtoń, Jana Furtoka przygoda z Bundesligą, „Świat Futbolu” – bezpłatny dodatek do „Przeglądu Sportowego”, brak numeru i daty wydania, s. 6-7.

niedziela, 12 listopada 2017
Co się działo z Radoviciem, gdy opuścił Legię?

W lutym 2015 roku w niezbyt przyjemniej atmosferze Miroslav Radović opuścił Legię i przeniósł się do Chin. Półtora roku później w ostatnim dniu okienka transferowego serbski piłkarz ponownie związał się z warszawski klubem.

Po prawie dziesięciu latach spędzonych w Legii (329 oficjalnych meczów, 77 bramek), w przededniu pierwszego meczu 1/16 finału Ligi Europy z Ajaxem Amsterdam, Miroslav Radović zdecydował się na transfer do drugoligowego chińskiego klubu – Henei China Fortune. „Rado” nie ukrywał, że takiej oferty pod względem finansowym już nie otrzyma, a biorąc pod uwagę jego wiek i potrzebę utrzymania rodziny, zdecydował się na transfer. Przyznawał, że trudno mu opuścić Legię i ma nadzieję, że kibice będą dla niego wyrozumiali, postawią się w jego sytuacji i wezmą pod uwagę to, co zrobił dla klubu przez wiele lat. Część kibiców zrozumiała Radovicia, ale część postanowiła hejtować. To na pewno Radovicia bolało, tak samo jak to, że ówczesny trener Legii, czyli Henning Berg odesłał go na trybuny Areny A.

Co ciekawe, w listopadzie 2013 r. Radović miał propozycję z klubu z Korei Południowej. „Chodziło o klub, który grał w finale Azjatyckiej Ligi Mistrzów. Warunki finansowe byłyby kosmiczne, ale sportowo byłby to spadek (…) Gdyby decydowały finanse, to od dawna nie byłoby mnie w Polsce. Czuję jednak ogromny sentyment do Legii, bo wiele zawdzięczam klubowi.” (cyt. za: warszawa.sport.pl). Po półtora roku, „Rado” zmienił zdanie. Inna sprawa, że na jego transferze (biorąc pod uwagę wiek piłkarza – 31 lat) Legia zarobiła naprawdę godziwe pieniądze. Branżowy i wiarygodny portal transfermarkt.pl podał kwotę 2 mln euro, a w mediach pojawiała się również kwota 2,2 mln euro. To nie zmieniło faktu, że Radović opuścił Legię. Później okazało się, że był to jedynie początek przerwy w występach, dla Legii, dlatego warto prześledzić karierę Radovicia w tym okresie.

Radović_w_Chinach

Radović w jednym z pięciu występów w drugiej lidze chińskiej w barwach Henei China Fortune.

Źródło: legia.info.pl.

W Chinach „Rado” zaczął całkiem nieźle. W pięciu meczach strzelił dwa gole i razem z rodakiem Nenadem Milijasem (wcześniej m.in. Crvena Zvezda i Wolverhampton) stanowił o sile swojego nowego klubu, do którego ściągnął go Radomir Antić. W pięciu meczach spędził na boisku 430 minut (średnio 86 minut) i we wszystkich wychodził w pierwszej „jedenastce”. Później było już tylko gorzej. Radović doznał kontuzji barku. Pierwsza operacja, którą przeszedł w Pekinie, była nieudana. Druga została przeprowadzona w Niemczech i zakończyła się sukcesem. Serb wrócił do zdrowia, ale stracił sporo czasu. W międzyczasie (lipiec 2015 r.) został przeniesiony do rezerw, aż wreszcie w styczniu 2016 r. rozwiązał kontrakt i został wolnym zawodnikiem. Zgodnie z oczekiwaniami podjął rozmowy z Legią, ale nie porozumiał się w sprawie długości kontraktu. Klub zaproponował Serbowi tylko półroczny kontrakt z opcją przedłużenia zabezpieczając się na wypadek, gdyby Radović po długiej przerwie (od kwietnia 2015 r.) był bez formy. „Bratko” podobno zgodził się na stosunkowo niskie dochody (10 tys. euro miesięcznie), ale to też nie wystarczyło do podpisania kontraktu. Decydujące znaczenie zapewne miał fakt, że zwolennikiem tego transferu nie był ówczesny trener Legii – Stanisław Czerszesow. Radović szukał więc nowego klubu.

Pojawiło się zainteresowanie ze strony Cracovii i jeszcze jednego polskiego klubu. „Rado” powiedział, że nie był to Lech, ale nie chciał zdradzić nazwy klubu. Poza tym, przypominał, że: „od wielu lat powtarzam, że nie wyobrażam sobie, bym w Polsce mógł grać w innym klubie niż Legia. To ona jest w moim sercu i każdy to wie.” (cyt. za: legia.sport.pl).

Na początku lutego 2016 r. Radović dosyć niespodziewanie podpisał półtoraroczny kontrakt z Olimpiją Ljublana. „Rado” nie ukrywał, że podpisał kontrakt z Olimpiją, aby odbudować się. Wystąpił w 14 meczach (1.188 minut, czyli średnio 85 minut), w których strzelił dwa gole i zaliczył dwie asysty. Tylko w jednym spotkaniu wszedł na boisko z ławki.

Radović_w_Olimpiji_Lublana

Radović w barwach Olimpiji Lublana w meczu ligi słoweńskiej.

Źródło: youtube.com.

„Rado” przyczynił się do odzyskania przez Olimpiję mistrzostwa Słowenii po… dwudziestu jeden latach (!) i skorzystał z klauzuli, że po wywalczeniu mistrzostwa może rozwiązać kontrakt. Serb nie chciał jednak powiedzieć dlaczego rozwiązał kontrakt. Raczej unikał podania konkretnej przyczyny – „Nie wiem, nie potrafię tego racjonalnie wytłumaczyć. Na pewno wpływ na to miała osoba trenera Marko Nikolicia, który odszedł z klubu.” (cyt. za: legia.sport.pl). O słoweńskiej przygodzie mówi, że była krótka, ale udana.

Latem 2016 r. znowu pojawił się temat powrotu do Legii, ale przeciwnikiem tego rozwiązania był Dariusz Mioduski, jeden z trzech ówczesnych współwłaścicieli Legii. Następnie Serb poleciał do Budapesztu i podjął rozmowy z Henningiem Bergiem, który został trenerem Videotonu Szekerfehervar, „ale sprawa szybko upadła, bo chwilę później odezwał się Partizan” (cyt. za: legia.sport.pl). Ciekawe, że niewiele brakowało, aby drogi Berga i Radovicia znowu zbiegły się, mimo że Norweg uniemożliwił Radoviciowi występ w meczu Ligi Europy w Amsterdamie. To tylko pokazuje, jak bardzo Berg ceni umiejętności serbskiego pomocnika. Ostatecznie Radović, przy wydatnej pomocy Danijela Ljuboji trafił do (drugiego obok Legii) klubu, z którym jest silnie związany emocjonalnie, czy do Partizana Belgrad.

Radović_podpisuje_kontrakt_z_Partizanem_Belgrad

Czerwiec 2016 – podpisanie kontraktu Miroslava Radovicia z Partizanem Belgrad. Od lewej: Danijel Ljuboja (kiedyś piłkarz Legii Warszawa, obecnie menadżer piłkarski), Miroslav Radović (kiedyś piłkarz Legii Warszawa) i Ivica Iliev (kiedyś piłkarz Wisły Kraków, obecnie dyrektor sportowy Partizana Belgrad).

Źródło: gol24.pl.

Po koniec sierpnia „Rado” odszedł jednak z Partizana (!) mając w perspektywie grę z Legią w Lidze Mistrzów, co było jego marzeniem. Już po podpisaniu kontraktu z mistrzem Polski przyznał, że „punktem zapalnym było odpadnięcie z pucharów” (cyt. za: legia.sport.pl). Klub z Belgradu niespodziewanie odpadł już w II rundzie eliminacji Ligi Europy z Zagłębiem Lubin. Po dwóch bezbramkowych remisach okazał się gorszy w rzutach karnych. Gdy zostawiał Partizana zajmował on dopiero 7. miejsce ze stratą dziewięciu punktów do liderującej Crveny Zvezdy. W klubie nie działo się dobrze, a w mediach pojawiły się wypowiedzi osób związanych z klubem zmierzające do szukania kozłów ofiarnych. W opinii Radovicia byli nimi starsi i utytułowani zawodnicy, czyli on sam, Waleri Bożinow i Sasza Ilić. „Rado” rozegrał dla Partizana 7 ligowych meczów, strzelając dwa gole (494 minuty, średnio 71 minut) i 2 mecze w Lidze Europy. Tylko w jednym z tych dziewięciu spotkań nie rozpoczął meczu od pierwszego gwizdka sędziego.

Radović_w_barwach_Partizana_przeciwko_Zagłębiu_Lubin

Miroslav Radović (Partizan Belgrad) i Maciej Dąbrowski (Zagłębie Lubin) w meczu II rundy eliminacji Ligi Europy. Nieco ponad miesiąc później obaj spotkali się w szatni… Legii Warszawa. Czy ktokolwiek mógł się tego spodziewać?

Źródło: sport.interia.pl.

Roman Kołtoń o nieobecności Radovica pisał następująco: „Chiny, Słowenia, Serbia – kontuzje albo przeciętne występy to zapis kariery Radovica po opuszczeniu Legii w lutym 2015 roku.” (cyt. za: polsatsport.pl). Trudno do końca zgodzić się z tym zdaniem, bo „Rado”, choć nie grał wybitnie, to mimo wszystko, prezentował wysoki poziom, a trenerzy we wszystkich trzech klubach wystawiali go w pierwszym składzie.

Transfer Radovicia do Legii miał tylu zwolenników, co przeciwników. Jak czas pokazał, sceptycy powrotu Serba do Warszawy, po prostu nie mieli racji.

 

Źródła: własne, legia.com, transfermarkt.pl, weszlo.com, warszawa.sport.pl, legia.sport.pl, polsatsport.pl, transfermarkt.pl, 90minut.pl, pl.wikipedia.org, legia.info.pl, youtube.com, gol24.pl, sport.interia.pl. Oficjalny Program Meczowy. Legia Warszawa nr 3-4 (25-26) 2015, s. 15. A. Dawidziuk, Radović nie wróci do Legii, „Przegląd Sportowy” z dnia 1 lutego 2016 r., s. 23. Radović w Słowenii, „Przegląd Sportowy” z dnia 8 lutego 2016 r., s. 16.

poniedziałek, 06 listopada 2017
Sobiech fantastycznie odpowiedział kibicom, ale…

Po ostatniej kolejce Bundesligi poprzedniego sezonu na Artura Sobiecha spadło trochę krytyki ze strony kibiców. Hannover 96 przegrał na wyjeździe z Bayernem Monachium 1:3, a jedyną bramkę dla „Die Roten” zdobył właśnie Sobiech. Na nieszczęście dla niego Anna Lewandowska opublikowała w mediach społecznościowych zdjęcie Roberta Lewandowskiego i Artura Sobiecha z partnerkami. Problem w tym, że wszyscy byli uśmiechnięci, a przecież Hannover spadł do 2. Bundesligi.

Lewy_i_Sobiech

Zdjęcie autorstwa A. Lewandowskiej.

Źródło: zczuba.sport.pl.

Wynik meczu w Monachium nie miał większego znaczenia, bo Hannover był zdecydowanie najsłabszą drużyną Bundesligi w sezonie 2015/2016 i spadł z niej z hukiem. Do miejsca barażowego stracił aż jedenaście punktów.

Sobiech zaliczył fatalny sezon z klubem, ale indywidualnie miał powody do zadowolenia, ponieważ odkąd został piłkarzem Hannoveru w sezonie 2011/2012 nigdy nie strzelił więcej niż 5 goli. To udało mu się w drugim sezonie gry na AWD-Arena. W minionym sezonie strzelił 7 goli, co stanowi największą liczbę ligowych bramek jaką strzelił dla Hannoveru w jednym sezonie. Łącznie przez pięć sezonów w barwach H96 rozegrał 98 meczów w Bundeslidze, w których zdobył 18 goli. Dla porównania w polskiej ekstraklasie w 70 meczach w barwach Ruchu Chorzów i Polonii Warszawa zdobył 21 goli.

Sobiech robił swoje. Najpierw walczył o miejsce w kadrze na Euro 2016, ale nie zdołał przekonać do siebie trenera Adama Nawałki. Później w przedsezonowych sparingach (głównie z klubami z niższych klas rozgrywkowych) zdobył 11 goli w 8 meczach i potwierdził, że jest pewniakiem do gry w pierwszym składzie Hannoveru 96. Nic więc dziwnego, że magazyn „Kicker” wskazywał Sobiecha jako jednego z kluczowych graczy „czerwonych”, który ma przyczynić się do powrotu do niemieckiej elity.

Artur_Sobiech_-_Hannover'96_2016-2017

Artur Sobiech w koszulce Hannoveru 96 – sezon 2016/2017.

Źródło: hannover.de.

Wreszcie w pierwszej kolejce 2. Bundesligi Sobiech zdobył dwie bramki w wyjazdowym zwycięstwie 4:0 nad 1. FC Kaiserslautern. „Sobiech wpisał się na listę strzelców w 63. i 84. minucie, podwyższając prowadzenie klubu z Hanoweru na 3:0 i 4:0.” (cyt. za: sport.pl). Polski napastnik pokazał, że zależy mu na grze dla H96 i poważnie zamierza walczyć o powrót do Bundesligi.

Niestety w drugiej kolejce Sobiech doznał kontuzji kolana w meczu z Greuther Fuerth (3:1) przed własną publicznością. Polski napastnik spędził na boisku tylko 33 minuty. „Od momentu przeprowadzki do Niemiec, która miała miejsce już 5 lat temu, będzie to – uwaga, uwaga! – siedemnasta kontuzja napastnika pochodzącego z Rudy Śląskiej (za transfermarkt.pl). Siedemnasta! Oczywiście uwzględnione zostały w tym drobne sprawy, które nie eliminowały Sobiecha z gry na długie tygodnie, a powrót do pełnej sprawności był kwestią kilku dni, ale jednak – częstotliwość robi wrażenie.” (cyt. za: weszlo.com).

Wydawało się, że Sobiech wreszcie ma szansę, żeby ugruntować swoją pozycję w Hannoverze, ale niestety, jak zwykle (w jego przypadku), pojawiła się kontuzja.

 

Źródła: własne, 90minut.pl, sport.pl, weszlo.com, zczuba.sport.pl, hannover96.de.

piątek, 18 sierpnia 2017
Niezasłużona krytyka Lewandowskiego podczas Euro 2016

Robert Lewandowski był niemiłosiernie krytykowany w trakcie trwania Euro 2016. Na krytykę nie zasłużył, a najdziwniejsze, że oprócz kibiców i dziennikarzy, krytykowali go także tzw. eksperci.

Ówczesnemu królowi strzelców Bundesligi zarzucano przede wszystkim, że nie strzelał bramek. Od Euro 2012 i przede wszystkim eliminacji do mundialu w Brazylii – ciągle to samo, czyli pretensje do „Lewego”, że strzelał mało goli. Inna sprawa, że tytułem króla strzelców eliminacji Euro 2016 rozbudził nadzieje i apetyty na kolejne strzeleckie popisy.

Od lat powtarzamy, że Lewandowski w klubie i Lewandowski w reprezentacji to dwaj inni piłkarze, ale sytuacja trochę się zmieniła, ponieważ w reprezentacji grają już lepsi i bardziej doświadczeni piłkarze niż w latach poprzednich, a sam Lewandowski stał się czołowym napastnikiem Europy. W reprezentacji oprócz tego, że może liczyć na doskonałe podania, stał się liderem, który wreszcie decyduje się na zagrania pełne pewności siebie, a chwilami nawet – bezczelności. Lewandowski, jak przystało na kapitana wziął na siebie ciężar gry, a chwilami przetrzymywanie piłki i jej rozgrywanie. To było doskonale widać w ostatnim eliminacyjnym meczu z Irlandią (2:1), ale także w trakcie trwania Euro 2016.

Radość_Lewandowskiego_po_golu_z_Portugalią

Radość Roberta Lewandowskiego po zdobyciu bramki w ćwierćfinale UEFA Euro 2016.

Źródło: sport.se.pl.

Lewandowski daje drużynie zdecydowanie więcej niż gdyby zachowywał się niczym lis pola karnego. Polska grała we francuskim turnieju raczej defensywnie, dlatego cofnięcie się Lewandowskiego i gra dalej od bramki rywala niż w przypadku meczów klubowych, było dla kadry pożyteczne. Dodatkowo, takie zachowanie polskiego napastnika i skupienie na siebie uwagi nawet kilku rywali spowodowało, że więcej swobody w grze mieli inni piłkarze, a zwłaszcza Arkadiusz Milik. Były piłkarz Górnika Zabrze marnował jednak doskonałe sytuacje strzeleckie i zachowywał się jak nieopierzony junior, a nie reprezentant Polski mający za sobą grę w Bundeslidze i Eredivisie. Milik strzelił gola z Irlandią Północną i został bohaterem, ale mógł dołożyć dwa kolejne. W meczu z Ukrainą w dwóch dobrych sytuacjach nie zdobył gola, w meczu z Niemcami w doskonałej sytuacji nie trafił głową w piłkę, a w meczu ze Szwajcarią nie trafił w pustą bramkę z szesnastu metrów. Część z tych sytuacji była następstwem gry Lewandowskiego, a już z całą pewnością sytuacja w meczu ze Szwajcarią. Milik miał sytuacje i pudłował, a Lewandowski nie miał sytuacji i był krytykowany! „Lewy” podkreślał w wywiadach, że trudno oczekiwać od niego bramek skoro nie ma sytuacji. Pierwszą idealną sytuację miał dopiero w trzecim meczu (z Ukrainą), ale gola nie strzelił. Jedyną bramkę zdobył natomiast w ćwierćfinale z Portugalią.

Oczekiwania wobec Lewandowskiego były ogromne i za nimi mógł skryć się Milik ze swoją fatalną skutecznością. Tak naprawdę na krytykę zasłużył bardziej Milik niż Lewandowski. Tłumaczenia, że Milik jest młody i ma przed sobą wielką karierę, zupełnie nie przyjmuję. Napastnik nie zawsze jest skuteczny i zdarzają mu się (nawet spektakularne) pudła, ale skuteczność Milika była zatrważająca. Chwilami można było odnieść wrażenie, że jego gra irytowała niektórych kolegów z boiska, a zwłaszcza Lewandowskiego. Milik może liczyć na parasol ochronny, bo przecież rozegrał najwięcej meczów w kadrze Adama Nawałki spośród innych powoływanych kadrowiczów, ale na konstruktywną krytykę zasłużył.

Tłumacząc jeszcze Lewandowskiego warto przypomnieć co „Przegląd Sportowy” pisał przed rozpoczęciem Euro 2016: „Polak w tym sezonie – wliczając gry dla Bayernu i reprezentacji – wystąpił w 59 meczach. W Bundeslidze nikt nie grał więcej (…). A wśród wszystkich piłkarzy z pola powołanych na EURO 2016 znajdziemy tylko dwóch, którzy mają bardziej okazały dorobek (…) zmęczenia się nie oszuka.”.

Epilog

W plebiscycie „France Football”, w którym przyznawana jest „Złota Piłka” (Ballon d'Or France Football), swoją drogą po raz pierwszy bez patronatu FIFA, Lewandowski zajął dopiero 16. miejsce, co skomentował na twitterze słowami: „le cabaret”. W obronie „France Football” stanął francuski dziennik „L’Equipe”, który wyjaśnił niska pozycję króla strzelców Bundesligi jednym trafieniem na Euro. A co do Arkadiusza Milka to niewykorzystywanie sytuacji bramkowym kontynuował w meczu eliminacyjnym z Kazachstanem, a następnie, pomimo dobrego początku, w Napoli. Jesienią 2016 r. doznał jednak kontuzji, która zahamowała jego rozwój piłkarski. Lewandowski zachwycał natomiast skutecznością w eliminacjach rosyjskiego mundialu, a koronę króla strzelców Bundesligi 2016/2017 przegrał w ostatniej kolejce. Krytyka spotykała go za mecze klubowe, a nie reprezentacyjne.

 

Źródła: własne, sport.se.pl. P. Langier, Lewy, piłkarz nie do zdarcia, „Przegląd Sportowy” z dnia 10 czerwca 2016 r., s. 10.

środa, 24 maja 2017
Niezrozumiały parasol ochronny nad Drągowskim

Bartłomiej Drągowski jest utalentowanym bramkarzem, reprezentantem młodzieżowej reprezentacji Polski i wyróżniającym się piłkarzem młodego pokolenia. Jak każdemu młodemu zdarzają się nierozsądne zachowania, ale dlaczego roztoczono nad nim parasol ochronny?

Bramkarz Jagiellonii w sierpniu 2015 r. znalazł się jedenastce serwisu Transfermarkt składającej się z najdroższych zawodników, którzy mieli wówczas mniej niż 18 lat. Niewątpliwie doceniono, że walnie przyczynił się do wywalczenia przez Jagiellonię 3. miejsca w ekstraklasie. W 29 spotkaniach wpuścił 30 goli i aż dziesięciokrotnie zachował czyste konto. Za sezon 2014/2015 otrzymał dwie statuetki na Gali Ekstraklasy – Bramkarz sezonu i Odkrycie sezonu. W lipcu 2014 r. był wyceniany na 50 tys. euro, a w chwili ogłaszania jedenastki już 2,5 mln euro. Nic więc dziwnego, że media donosiły o zainteresowaniu ze strony np. Chelsea, Juventusu i Beskitasu Stambuł. Niestety emocje brały często górę nad racjonalnym zachowaniem polskiego talentu…

„Pozdrowienia” dla kibiców Legii

W maju 2015 r. podczas meczu grupy mistrzowskiej Legia Warszawa pokonała Jagiellonię 1:0 strzelając bramkę z (podobno kontrowersyjnego) rzutu karnego w doliczonym czasie gry. Bramkarz Jagiellonii już na boisku kipiał złością i agresją. Po końcowym gwizdku najpierw ruszył w kierunku sędziego, ale został powstrzymany, a później pokazywał „fucki” kibicom gospodarzy:

Drągowski_pozdrawia_kibiców_Legii

Bartłomiej Drągowski „pozdrawia” kibiców Legii – maj 2015 r.

Źródło: legia. com za weszlo.com.

Trzy tygodnie później Drągowski został ukarany przez Komisję Ligi Ekstraklasy SA grzywną w wysokości 10 tysięcy złotych, a mógł zostać nawet zdyskwalifikowany. Prawie rok później, w lutym 2016 r. Drągowski przyjechał z Jagiellonią na stadion Legii. Przed meczem trochę prowokował mówiąc: „Myślę, że zostanę w Warszawie ładnie przywitany przez kibiców gospodarzy i też się muszę z nimi ładnie przywitać.” (cyt. za: legionisci.com). Nie było mu to jednak w głowie. „Jaga” przegrała 0:4, a trybuny śpiewały: „Ile wypuściłeś? Hej, Drążek, ile wpuściłeś?”.

Agresja wobec rezerwowego

Po porażce z Lechią Gdańsk (0:3) w październiku 2015 r. Drągowski miał pretensje do siedzącego na ławce 21-letniego lewego obrońcę Jonatana Strusa. Drągowski wykonał ruch głową w kierunku obrońcy, jakby chciał go uderzyć, albo raczej nastraszyć. Sytuację załagodzili koledzy z drużyny. Portal weszlo.com kpił, że „Drążek” miał pretensje, że Straus nie pokrył, zawalił, tylko zapomniał, że ten nie grał.

Palce w pośladki rywala

W grudniu 2015 r. w meczu Jagiellonia – Górnik Zabrze (2:3) Drągowski „skierował swoje palce w stronę pośladków Szymona Skrzypczaka, napastnika gości” (cyt. za: slask.sport.pl). Znany śląski dziennikarz Paweł Czado pisał o tej sytuacji: „Preferencje seksualne Drągowskiego mnie nie interesują, to wyłącznie tylko jego sprawa. Uważam jednak, że nie powinien ich demonstrować podczas gry w piłkę nożną, na oczach tysięcy ludzi.” (cyt. za: slask.sport.pl).

Drągowski_i_pośladki_Skrzypczaka

Bartłomiej Drągowski i Szymon Skrzypczak – grudzień 2015 r.

Źródło: futbolfejs.pl.

Drągowski niespodziewanie za swoje oburzające zachowanie uniknął kary! Zbigniew Mrowiec, szef Komisji Ligi, wyjaśnił na łamach „Sportu”: „Naszym zdaniem, zawodnik Jagiellonii uszczypnął zawodnika Górnika w pośladek. Nie dopatrzyliśmy się przekroczenia granic nietykalności cielesnej w takim stopniu, który by wymagał naszej reakcji. Zresztą, po zachowaniu bramkarza można przypuszczać, że podobne "uszczypliwości" w ferworze walki obaj panowie czynili sobie w tym meczu wielokrotnie.” (cyt. za: slask.sport.pl). Co więcej, za bramkarzem „Jagi” wstawił się poszkodowany! Szymon Skrzypczak powiedział w wywiadzie dla weszlo.com: Szczerze mówiąc… ja dopiero później zczaiłem się, o co chodzi. Podczas meczu nic nie czułem, to było bardziej muśnięcie. Wszystko wynikło z tego, że niby mu przeszkadzałem. Ja normalnie stałem i blokowałem. A potem wyszła z tego taka afera. Chciał mnie uszczypać, ale przez rękawice nawet nie był w stanie tego zrobić tak, żebym cokolwiek poczuł. Pewnie chciał mnie sprowokować, żebym mu odwinął albo coś.”.

Być może Drągowski zapatrzył się na Chilijczyka Gonzalo Jarę, który w ćwierćfinale Copa America 2016 włożył palec między pośladki Urugwajczyka Edinsona Cavaniego? Sędzia nie zauważył zdarzenia, ale Jara został ukarany dyskwalifikacją do końca turnieju, zaś Christian Heidel, dyrektor sportowy FSV Mainz, w którym grał Jara, zapowiedział surowe konsekwencje.

Symulowanie w Gdańsku

Kwintesencja skandalicznych zachowań Drągowskiego przyszła w marcu 2016 r. W meczu Lechia Gdańsk – Jagiellonia (5:1) „w 63. minucie położył się na murawie z powodu rzekomego trafienia przedmiotem z trybun” (cyt. za: trójmiasto.sport.pl). Z trybuny zajmowanej przez kibiców gospodarzy został rzucony jakiś drobny przedmiot, prawdopodobnie zapalniczka, który upadł kilka metrów obok Drągowskiego. Bramkarz Jagiellonii, złapał się za łokieć, padł na murawę i zwijał się z bólu. Niewiele to pomogło. Jagiellonia przegrywała wówczas 1:3, a gdy skończyło się pajacowanie „Drążka” Milos Krasić pewnie wykorzystał jedenastkę. Drągowski zaliczył fatalny występ i nie chodzi tylko o symulowanie w opisanej sytuacji. „Przegląd Sportowy” przyznał notę 2 (katastrofalnie) w dziesięciostopniowej skali wskazując, że źle zachował się przy trzecim golu, kłócił się z sędziami, odstawił cyrk przy rzucie karnymi i prowokował kibiców Lechii.

Drągowski_symuluje_w_Gdańsku

Bartłomiej Drągowski symuluje w Gdańsku – marzec 2016 r.

Źródło: weszlo.com.

Bramkarz Jagiellonii wypowiadał się po meczu następująco: „Nie wiem, czym zostałem trafiony, ale nie było to mocne uderzenie. Był rzut karny i chciałem wytrącić Krasicia z równowagi.” (cyt. za: weszlo.com). „Nie ukrywam, że trochę śmiesznie to wyszło i na dobrą sprawę mogłem całą sytuację rozegrać inaczej. Było to kompletnie niepotrzebne. Mogłem nie padać i nie pajacować, ale w trakcie meczu człowiek nie myśli i działa pod wpływem chwili (…) Kibice rzucili zapalniczkę i to ich wina. Ja mogłem to wykorzystać.” (cyt. za: trójmiasto.sport.pl). Weszło komentowało sytuację dosyć jednoznacznie: „Drągowski po raz kolejny udowadnia, że w jego głowie hula wiatr o wiele silniejszy, niż ten który położył go dziś na murawie. To żenujące udawanie, że ręka jest złamana, ta prośba o zmianę, ta rozmowa z Probierzem. Naprawdę, to było tak przykre, tak idiotyczne, tak groteskowe, że czekaliśmy aż Drągowski sam się ze wstydu zapadnie pod ziemię. Niestety, nie zrobił tego, a sądzimy, że chłop dalej będzie brnął w ten idiotyzm.” (cyt. za: weszlo.com)

Po meczu z Lechią, trener Jagiellonii – Michał Probierz wydał oświadczenie, w którym poinformował, że symulowanie kontuzji przez Drągowskiego było jego pomysłem (!!!). W wywiadzie dla weszlo.com trener Probierz starał się tłumaczyć wszystkie zachowania „Drążka” mówiąc, że w ostatnim czasie wiele wydarzyło się w jego życiu. „Sam widziałem, że odbiła mu woda sodowa i rozmawiałem z nim o tym. Pamiętajmy, że to chłopak z 97. Rocznika. Nie jeden starszy nie poradziłby sobie z taką otoczką, a co dopiero taki młody. Powinniśmy go czasem chronić (…) Uważam, że Bartek jest cały czas w ryzach”. Probierz tłumaczy bramkarza wiekiem mówiąc, że w wieku 18 lat nierealnym jest kontrolowanie emocji, a piłkarz zbiera doświadczenia życiowe.

Za bronienie utalentowanego bramkarza zabrał się także Cezary Kulesza, prezes Jagiellonii, który powiedział: „Bartek to bardzo grzeczny i ułożony chłopak. Ja czytając różne informacje, że mam z nim problemy i z powodu jego charakteru nie mogę go upilnować, jestem w szoku. Jak można takie rzeczy o nim pisać, skoro to jest nieprawdą? Nigdy nie było z nim żadnych problemów wychowawczych.” (cyt.: eurosport.onet.pl).

Podsumowanie

Utalentowany bramkarz niewątpliwie ma problem z trzymaniem nerwów na wodzy, ale przykład idzie z góry, bo powiedzieć, że trener Michał Probierz jest ekspresyjny, to mało powiedzieć. Dodatkowo, może liczyć na specjalne traktowanie przez władze klubu i Komisję Ligi, chyba tylko dlatego, że jest utalentowany. Problem w tym, że w ten sposób można mu zrobić tylko krzywdę, bo jeśli dalej będzie przyzwolenie na jego głupie zachowania, to aż strach pomyśleć, co będzie później... i może dobrze się stało, że latem 2016 r. Drągowski przeniósł się do Florencji za 3,2 mln euro. Przynajmniej decydenci nie będą musieli chować głowy w piasek przy kolejnych „popisach” bramkarza. A może Drągowski na obczyźnie oprócz umiejętności czysto piłkarskich, poprawi również umiejętność zachowania „chłodnej głowy”.

 

Źródła: własne, weszlo.com, przegladsportowy.pl, sport.pl, slask.sport.pl, trojmiasto.sport.pl eurosport.onet.pl, legionisci.com, legia.com, 90minut.pl. M. Wąsowski, Nerwy Drągowskiego, „Przegląd Sportowy” z dnia 5 października 2015 r., s. 11. P. Wiśniewski, Zmiennicy Piotra Nowaka zagrali na piątkę, „Przegląd Sportowy” z dnia 7 marca 2016 r., s. 6-7.

poniedziałek, 08 maja 2017
Koniec paryskiej przygody Ibrahimovicia!

Sezon 2015/2016 był czwartym i ostatnim w karierze Zlatana Ibrahimovicia, rozegranym w barwach Paris Saint Germain. Okres ten był obfity w sukcesy zarówno klubowe, jak i indywidualne.

W sezonie 2015/2016 zdobył 38 goli w 31 meczach Ligue 1 i został królem strzelców. „Jedynym królem strzelców Ligue1 z lepszym dorobkiem był Josip Skoblar, który w sezonie 1970/71 zdobył aż 44 bramki. Na dodatek Zlatan zaliczył aż 13 asyst i zajął drugie miejsce w tej klasyfikacji, ustępując tylko Angelowi Di Marii.” (cyt. za: „Przegląd Sportowy”). W 10 meczach Ligi Mistrzów strzelił 5 goli i zaliczył 3 asysty, a w krajowych pucharach w 10 meczach – 7 goli i 3 asysty. Łącznie w sezonie 2015/2016 rozegrał w barwach PSG 51 meczy, w których zdobył 50 bramek i 19 asyst. W wieku 34 lat zanotował najlepszy sezon w karierze. Nigdy nie był tak skuteczny, choć przypomnieć trzeba, że w sezonach 2008/2009 (25 goli) i 2011/2012 (28 goli) został królem strzelców Serie A, a w sezonach 2012/2013 (30 goli) i 2013/2014 (26 goli) w Ligue 1.

Ibrahimović zdobył z PSG aż trzynaście trofeów – po 4 Mistrzostwa Francji (2013-2016) i Superpuchary Francji (2012-2015), 3 Puchary Ligi Francuskiej (2014-2016) i 2 Puchary Francji (2015-2016).W ciągu czterech sezonów zdobył aż 156 bramek i jest najlepszym strzelcem w historii klubu.” (cyt. za: „Przegląd Sportowy”). Bramki dla PSG zdobywał w Ligue 1 (113), Lidze Mistrzów (20), Pucharze Francji (16), Pucharze Ligi Francuskiej (5) i Superpucharze Francji (2). Najwięcej bramek strzelił w meczach przeciwko St. Etienne – 14 (13 meczów), Olympique Marsylia – 11 (10), OGC Nice 11 (7), SC Bastia 10 (9) i Toulouse 9 (9).

„Ibra” wywalczył aż trzynaście tytułów mistrzowskich w czterech ligach w barwach sześciu klubów. Szwed ma na swoim koncie 2 mistrzostwa Holandii z Ajaxem Amsterdam (2002, 2004), 6 mistrzostw Włoch wywalczonych z Juventusem Turyn (2005, 2006), Interem Mediolan (2007, 2008, 2009) i AC Milan (2011), mistrzostwo Hiszpanii zdobyte z FC Barceloną (2010) i wspomniane wcześniej 4 mistrzostwa Francji w barwach PSG. Co ciekawe, w latach 2004-2011 wywalczył osiem kolejnych tytułów mistrzowskich. Należy jednak zauważyć, że mistrzostwa Włoch zdobyte z Juventusem zostały anulowane w związku z aferą Calciopoli.

Ibrahimović_żegna_PSG

Źródło: polskieradio.pl.

Francuska część kariery Ibrahimovicia jeszcze dobitniej pokazała jego umiejętności i cechy charakteru, wsparte niebywałym doświadczeniem zdobytym w meczach o najwyższą stawkę. „Ibra” zawsze był pewny siebie, wręcz zarozumiały, egoistyczny i arogancki, dlatego w wielu sytuacjach udaje, że nie widzi kolegów. Jest za to krytykowany, ale z drugiej strony dzięki temu stwarza sytuacje podbramkowe i piłkarską bezczelnością decyduje się na akcje i strzały, o których inni nawet nie pomyśleliby. Wzięło się to stąd, że od dzieciństwa nie był skromny i twardo musiał walczyć o swoje w Rosengard, na przedmieściach Malmoe. Zawsze chciał mieć i musiał mieć wyjątkowe rzeczy, aby wyróżniać się na tle innych.

Do tych cech idealnie pasuje gra na pograniczu faulu, a niekiedy zagrożenia dla zdrowia innych piłkarzy. „Ibra” trenował w młodości taekwondo, dlatego decyduje się na liczne ekwilibrystyczne i ryzykowne zagrania. Nie może więc dziwić, że do sezonu 2011/2012 miał na swoim koncie aż 84 żółte kartki i 10 czerwonych.  

W sezonie 2016/2017 Szwed czarował kibiców w angielskiej Premier League. Od początku było wiadomo, że szans na tytuł w kolejnym państw praktycznie nie ma, bo Manchester United przechodzi poważny kryzys, ale trochę postrzelał…

I na koniec ciekawostka. Ibrahimović nigdy nie strzelił gola polskiemu klubowi albo polskiej reprezentacji. Z jednej strony to cieszy, ale z drugiej smuci, bo „Ibra” zawsze grał na najwyższym poziomie, czyli okazji na wbijanie goli Polakom praktycznie nie miał.

 

Źródła: własne, polskieradio.pl, pl.wikipedia.org. Kolekcja „Przeglądu Sportowego” – 11 wspaniałych. Część 4: Zlatan Ibrahimović, Wydawnictwo Ringier Axel Springer, Warszawa 2012. M. Kaliszuk, Po wygraniu ligi czas na popisy, „Przegląd Sportowy” z dnia 18 kwietnia 2016 r., s. 17. M. Kaliszuk, Pożegnanie króla, „Przegląd Sportowy” z dnia 16 maja 2016 r., s. 20. M. Kaliszuk, Zlatan Ibrahimović jak Cezar, „Przegląd Sportowy” z dnia 23 maja 2016 r., s. 9.

15:25, martinez-4ever , Piłkarze
Link Dodaj komentarz »
sobota, 25 marca 2017
Kto by się spodziewał?

Chyba on sam, czyli łotewski napastnik Cracovii – Deniss Rakels nie spodziewał się, że będzie miał za sobą taką rundę życia. Jesienią 2015 r. olśnił piłkarską Polskę i sprawił, że wreszcie można było docenić jego snajperskie umiejętności. A przecież jeszcze niedawno był niemiłosiernie krytykowany za swoją grę.

W krytyce przodował przede wszystkim portal weszlo.com i przyznać trzeba, że po wspaniałej rundzie Rakelsa docenił jego klasę. Wcześniej weszlo.com poddawało pod wątpliwość umiejętności nie tylko strzeleckie, ale w ogóle piłkarskie, tego piłkarza. Wskazywano go jako przykład piłkarza, który otrzymuje wynagrodzenie, na które zupełnie nie zasługuje. Gdy jednak Rakels „złapał nieprawdopodobny gaz”, to mógł liczyć na przychylne publikacje w tym portalu i stwierdzenie, że „gdyby nie Nikolić, mówiłoby się wyłącznie o tym piłkarzu”.

Snajper Legii (a późniejszy niekwestionowany król strzelców ekstraklasy) – Nemanja Nikolić zdobył 21 goli, zaś Rakels 15, ale weszlo.com zwróciło uwagę, że Nikolić zdobył dwa gole z rzutów karnych, zaś Rakels nie podchodzi do „jedenastek”. Dodatkowo, zwrócono uwagę, że w ostatnich dwóch miesiącach Nikolić strzelił 6 goli, zaś Rakels 11. Chwaląc napastnika Cracovii podkreślono, że: „wynik Łotysza robi tym większe wrażenie, bo zazwyczaj jest wystawiany jako fałszywy skrzydłowy, ma zdecydowanie więcej zadań defensywnych niż Nikolić, mimo wszystko gra w drużynie niżej notowanej i z mniejszym potencjałem, niż Legia Nikolicia” (cyt. za: weszlo.com). Zauważono również, że „piętnaście goli w jednej rundzie to wynik bardzo rzadko spotykany, który w sezonach 2010/2011 i 2012/2013 już dałby koronę króla strzelców” (cyt. za: weszlo.com).

Rakels wreszcie zaczął spełniać pokładane w nim nadzieje – głównie te z początku 2011 roku, kiedy to jako król strzelców ligi łotewskiej przechodził do Zagłębia za 350 tysięcy euro [według transfermarkt.pl 400 tys. euro – przyp. blog]. Od tego czasu zdążył zaliczyć kilka żenujących rund, notować pijackie ekscesy czy nawet zebrać oklep od kibiców za tzw. całokształt.” (cyt. za: weszlo.com).

Deniss Rakels trafiał do siatki rywali z każdym z siedmiu ostatnich meczów Ekstraklasy. W XXI wieku nie było w polskiej lidze zawodnika, który miałby dłuższą strzelecką serię od Łotysza! (…) a tylko dwóch piłkarzy w tym stuleciu miało równie długą passę co snajper Cracovii. W rundzie jesiennej sezonu 2003/2004 w siedmiu kolejnych meczach bramki zdobywał Stanko Svitlica, a rok później jego wyczyn powtórzył Tomasz Frankowski. Deniss Rakels strzelał gole w meczach z Lechią Gdańsk, Wisłą Kraków, Podbeskidziem Bielsko-Biała, Piastem Gliwice, Koroną Kielce i Jagiellonią Białystok. (…) Takiej strzeleckiej serii nie mieli natomiast tak uznani snajperzy jak Maciej Żurawski, Paweł Brożek, Robert Lewandowski, czy Artjoms Rudnevs (…) Rakels (…) jest najskuteczniejszym obcokrajowcem w dziejach Pasów. W 70 dotychczasowych występach zdobył dla krakowian 28 bramek, podczas gdy Saidi Ntibazonkiza, który wcześniej nosił to miano, strzelił 16 goli w 83 spotkaniach.” (cyt. za: sport.pl).

Rok 2015 był najlepszym w kadrze Rakelsa. Dla Cracovii zdobył 21 bramek i zaliczył siedem asyst w 43 występach. Dobrą grą w krakowskim klubie wywalczył sobie miejsce w „11” reprezentacji Łotwy – w 2015 roku zagrał w siedmiu meczach drużyny narodowej. Bramki nie zdobył, ale zaliczył jedną asystę.” (cyt. za: sportowefakty.wp.pl). Nic więc dziwnego, żezajął drugie miejsce w organizowanym przez łotewską federację (LFF) plebiscycie na Piłkarza Roku 2015. Napastnik Cracovii przegrał tylko z bramkarzem FC Sion, Andrisem Vaninsem. Rakels był nominowany do tej nagrody po raz pierwszy w karierze. Głosy w plebiscycie oddawało łotewskie środowisko piłkarskie: trenerzy, zawodnicy oraz dziennikarze. Napastnik Cracovii otrzymał 28 głosów, podczas gdy Andris Vanins zebrał ich aż 57.” (cyt. za: sportowefakty.wp.pl).

Piłkarską karierę Rakels zaczynał w rodzinnym mieście w juniorach Jekabpils S.C. W 2008 r., gdy miał 16 lat przeniósł się do Metalurgsa Lipawa. Najpierw występował w drugiej drużynie, ale jesienią 2009 r. został włączony do pierwszej drużyny. Rozegrał 14 ligowych meczów, w których zdobył 9 goli, a z klubem sięgnął po mistrzostwo Łotwy. Kolejny sezony był dla niego jeszcze lepszy indywidualnie, bo w 26 meczach zdobył 18 goli i sięgnął po koronę króla strzelców. To nie mogło ujść uwadze licznych menadżerów obserwujących młodego, zdolnego i skutecznego napastnika. Już w grudniu 2009 r. był na testach w Sampdorii Genua, a w kwietniu 2010 r. w FC Basel. Ostatecznie wiosną 2011 r. zameldował się w Lubinie. Zagłębie zainwestowało w niego 400 tys. euro (według transfermarkt.pl), podpisało z nim 3,5-letni kontrakt i uprzedzając fakty przyznać trzeba, że nie odzyskało nawet niewielkiej części tych pieniędzy. Rakels nie zdobył nawet jednej ligowej bramki dla „miedziowych”! Ale po kolei…

Deniss_Rakels_w_barwach_Zagłębia_Lubin

Deniss Rakels w barwach "Miedziowych".

Źródło: przegladsportowy.pl.

Wiosną 2011 r. Łotysz rozegrał tylko cztery mecze dla Zagłębia. Oczywiście bez gola. W nowym sezonie szybko zdecydowano, że młody piłkarz potrzebuje ogrania w I lidze, dlatego został wypożyczony do GKS Katowice. W sezonie 2011/2012 wystąpił w 20 meczach i zdobył 5 goli. W kolejnym ponownie zdecydowano o wypożyczeniu. Rakels rozegrał więcej meczów (27), ale strzelił też więcej goli (11). Wtedy wrócił do Zagłębia i wiązano z nim całkiem spore nadzieje rozbudzone niezłą skutecznością w Katowicach. Łotysz w wywiadzie dla „Przeglądu Sportowego” przyznał, że początkowo nie był w stanie grać na odpowiednim poziomie, a Lubin był jego pierwszym klubem zagranicznym, dlatego potrzebował czasu. Odżył dopiero na wypożyczeniu w Katowicach. Tymczasem jesienią 2013 r. zagrał tylko w pięciu ligowych meczach i ani razu nie cieszył się ze zdobytej bramki. Poza tym, prowadził (oględnie mówiąc) rozrywkowy tryb życia. Wreszcie na początku 2014 r. w Lubinie powiedziano głośne i konkretne „dość!”. Zagłębie Lubin rozwiązało za porozumieniem stron kontrakt z Rakelsem ze względu na problemy dyscyplinarne. Niecałe dwa tygodnie później Łotysz niespodziewanie podpisał kontrakt z Cracovią. Wiosna nie była udana, bo w ośmiu meczach dla „Pasów” gola nie zdobył. Przełom przyszedł jesienią 2014 r. Rakels wystąpił w 16 meczach, w których zdobył 6 goli i był w Krakowie bardzo komplementowany. Prezes Janusz Filipiak szczerze przyznał: „Nie spodziewałem się, że Rakels potrafi grać aż tak dobrze (cyt. za: „Przegląd Sportowy”).

Natomiast trener Cracovii – Robert Podoliński mówił: „Mam teraz cichą satysfakcję, bo Deniss został w Cracovii dzięki mnie. Ceniłem go wysoko już wtedy, kiedy grał w pierwszej lidze w Katowicach. Dalej ma „diabła w oczach” i czasem taki piłkarz się przydaje.” (cyt. za: „Przegląd Sportowy”). Rakels razem z Przemysławem Kitą mieli walczyć o miejsce w pierwszej drużynie z Dawidem Nowakiem i Dariuszem Zjawińskim, tymczasem Łotysz przebił się do podstawowego składu. Wpadka dopingowa Nowaka, tylko umocniła pozycję Rakelsa.

Co się zmieniło u łotewskiego napastnika, że zaczął strzelać gole? Można powiedzieć, że się „wyszumiał”, zmężniał i wyciągnął wnioski z błędów młodości. Podoliński podkreślał, że Łotysz „bardzo poprawił się pod względem motorycznym. Biega, walczy, wspiera zespół w defensywie” (cyt. za: „Przegląd Sportowy”). Poza tym, Rakels podobno zaczął zostawać po treningach, aby indywidualnie ćwiczyć strzały. Piłkarz natomiast wyjaśniał: „spadło ze mnie ciśnienie. Zacząłem strzelać gole dzięki trenerowi, który mi ufa” (cyt. za: „Przegląd Sportowy”). A sam Podoliński mówił: „to dla Cracovii bezcenny piłkarz (…) jego statystyki byłyby znacznie lepsze, gdybyśmy mieli w zespole środkowego napastnika, bo Deniss jest stworzony do współpracy z nim. Znacznie lepiej się czuje, gdy może zejść w boczne sektory boiska, wygrać pojedynek, a nie gdy gra na środku ataku.” (cyt. za: „Przegląd Sportowy”). Sezon 2014/2015 Łotysz zakończył z dorobkiem 11 goli w 33 meczach. Ostatnim piłkarzem Cracovii, który strzelił w jednym sezonie 10 goli w ekstraklasie był Dariusz Pawluisiński, w sezonie 2009/2010.

Wreszcie nadeszła jesień 2015 r. Rakels wystąpił w 20 meczach i zdobył aż 15 goli czym pobił najlepszy wynik strzelecki piłkarza „Pasów”, odkąd Cracovia wróciła do ekstraklasy. W sezonie 2004/2005 Piotr Bania zdobył 12 goli. Wprawdzie w jednym sezonie (2012/2013) 15 goli zdobył Vladimir Boljević, ale to było w I lidze. Poza tym, Rakels wyrównał wynik dotychczas najskuteczniejszego strzelca Cracovii w ekstraklasie od powrotu do najwyższej klasy rozgrywkowej w 2004 r. – 26 goli, podobnie jak Dariusz Pawlusiński. „Pasy od czasów Ludwika Gintela i Karola Kossoka, którzy w 1928 i 1930 roku sięgali po koronę króla strzelców, nie miały w swoich szeregach wielu skutecznych piłkarzy.” (cyt. za: „Przegląd Sportowy”).

Snajpera komplementował Jacek Zieliński, trener Cracovii, który zastąpił Podolińskiego, mówiąc: „Jest powtarzalny. Ostatnio, kiedy tylko dotknie piłki, to ta wpada do bramki. Od dłuższego czasu jest w wysokiej dyspozycji, a dodatkowo odpowiada mu styl gry prezentowany przez naszą drużynę.” (cyt. za: „Przegląd Sportowy”).

Deniss Rakels w barwach Cracovii

Deniss Rakels w barwach Cracovii.

Źródło: przegladsportowy.pl.

W przerwie zimowej sezonu 2015/2016 stało się jasne, że łotewski napastnik zmieni barwy klubowe. Łotysz miał zapisane w kontrakcie, że może odejść za pół miliona euro i kilka klubów chciało skorzystać z tej klauzuli odstępnego, m.in. Legia, czemu nie zaprzeczał prezes Leśnodorski. Zanim jednak doszło do transferu, Łotysz bez zgody klubu nie pojawił się na treningu „Pasów”, za co został przesunięty do rezerw. Trener Jacek Zieliński powiedział: „Rakels nie leci do Alicante. Będzie trenował z drugą drużyną w Krakowie. A jak kluby dojdą do porozumienia, to pożegna Cracovię.” (cyt. za: 90minut.pl). Kilka dni później poinformowano, że Rakels został nowym piłkarzem angielskiego Reading FC (II poziom rozgrywkowy). Podpisał kontrakt do lata 2018 r. z opcją przedłużenia o rok.

Rakels w rozmowie z „Przeglądem Sportowym” ujawnił, że zainteresowanie jego osobą w przerwie zimowej wykazały następujące kluby – Club Brugge, Legia, jeden z chińskich zespołów, Greuthrt Furth i Reading. „Belgowie nie byli konkretni, a do Legii po prostu nie chciałem odchodzić. Jeśli miałem odejść z Cracovii, to tylko do zagranicznego klubu. Warszawiacy byli rywalami mojego zespołu i wydawało mi się, że kibice by mnie nie zrozumieli. Wybrałem Anglię, bo była dla mnie priorytetem, a w dodatku Reading było konkretne, oferowało mi wyższą pensję niż Greuther, niemal dwukrotnie wyższą od tej otrzymywanej w Polsce, no i spełniło życzenia Cracovii. (…) Nie mogę komentować kwot pojawiających się w mediach, ale słyszałem, że kosztowałem więcej niż pół miliona euro. Bliższa prawdzie jest kwota 650–675 tysięcy.” (cyt. za: przegladsportowy.pl).

Szkoda, że piłkarz, o którym od pięciu lat było wiadomo, że ma „papiery na granie” odpalił dopiero w ostatnim roku. Szkoda, że Rakels odchodzi, bo jest przykładem kolejnego obcokrajowca, który zabłyśnie i zanim potwierdzi swoją klasę, to już odchodzi do klubu zagranicznego. Z reguły takie historie kończą się bolesną i nieudaną przygodą, wystarczy przytoczyć przykład Marco Paixao w Sparcie Praga. Ale może z Rakelsem będzie inaczej?

 

Źródła: własne, 90minut.pl, transfermarkt.pl, weszlo.com, sport.pl, sportowefakty.wp.pl, przegladsportowy.pl, pl.wikipedia.org. G. Wojtowicz, Łotysz jest największym wygranym tej rundy w zespole Roberta Podolińskiego, „Przegląd Sportowy” z dnia 15 grudnia 2014 r., s. 9. WOJT, Rakels w pogoni za Banią, „Przegląd Sportowy” z dnia 25 maja 2015 r., s. 11. KRIS, Rakels idzie na rekord, „Przegląd Sportowy” z dnia 7 grudnia 2015 r., s. 6. MM, Czy Deniss Rakels trafi do historii klubu?, „Przegląd Sportowy” z dnia 14 grudnia 2015 r., s. 9. W Polsce chce minie tylko Legia – wywiad red. A. Bugajskiego z Denissem Rakelsem, „Przegląd Sportowy: z dnia 18 stycznia 2016 r., s. 22-23. Deniss Rakels sezon po sezonie – wykres z „Przeglądu Sportowego”, brak daty wydania. Rakels w Polsce” – zestawienie z „Przeglądu Sportowego”, brak daty wydania.

 
1 , 2 , 3 , 4
| < Lipiec 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
Tagi