niedziela, 21 maja 2017
Białostocka fabryka transferów

W ostatnich latach Jagiellonia Białystok stała się klubem, z którego przed rozpoczęciem sezonu odchodzą kluczowi i wyróżniający się piłkarze. Zmieniają się trenerzy, kibice i piłkarze, a „Jaga” zarabia na transferach.

Jagiellonia nie osiąga zbyt wielu sukcesów, ale stale zarabia na transferach. Klub, który nie jest tak medialny i rozpoznawalny, jak Legia, Lech, czy Wisła w ostatnich latach do perfekcji opanował sztukę promowania mniej znanych piłkarzy i sprzedawania ich (głownie) zagranicę. Duża w tym zasługa Michała Probierza, ale przyznać trzeba, że kolejni trenerzy otrzymywali i otrzymują w Białymstoku dużą swobodę we wprowadzaniu do składu nowych piłkarzy, a zwłaszcza młodych i dobrze rokujących wychowanków.  Oczywiście Jagiellonii jeszcze daleko do transferowego rozmachu Legii, czy Lecha, ale w Białymstoku trudniej o wypromowanie piłkarzy. Jagiellonia albo nie grała w pucharach wcale, albo grała przez chwilę, dlatego tym bardziej należy docenić umiejętność transferowania kolejnych piłkarzy, zwłaszcza przy niewielkim  budżecie i dużo mniejszych możliwościach finansowych niż Legia i Lech.

20 spośród 23 najdroższych, czyli opiewających na najwyższą kwotę, transferów z Jagiellonii zostało przeprowadzone po sezonie 2006/2007. To właśnie w tym sezonie Jagiellonia awansowała do ekstraklasy, w której gra nieprzerwalnie. Łatwo więc dojść do wniosku, że awans do ekstraklasy zwiększył przychody Jagiellonii z tytuły transferów.

Herb_Jagiellonii_Białustok_ligapolska.net

Źródło: ligapolska.net.

Od sezonu 2015/2016 „Jaga” przeprowadziła aż pięć z czołowej „dziesiątki” najdroższych transferów z klubu. Przyniosły one zysk w kwocie 5,9 mln euro, podczas gdy transfery tej „dziesiątki” przyniosły łącznie 10,9 mln euro. Jak więc widać najdroższe transfery są przeprowadzane w ostatnim czasie. Dzieje się tak dlatego, że „Jaga” gra całkiem niezłą piłkę.

Nie może więc dziwić, że zimą 2017 r., gdy na transfer do Białegostoku zdecydował się Ziggy Gordon, to powiedział: „Wiem też, że Jagiellonia jest takim klubem, w którym piłkarze często robią duże postępy i wskakują na wyższy poziom. To dobre miejsce, żeby się wypromować (…)” (cyt. za: sportowefakty.wp.pl).

 

Najdroższe transfery z Jagiellonii Białystok (stan na dzień 21 maja 2017 r.):

  1. Bartłomiej Drągowski – 2016/2017, AC Fiorentina, 3,2 mln euro.
  2. Grzegorz Sandomierski – 2011/2012, Genk, 1,9 mln euro.
  3. Patryk Tuszyński – 2015/2016, Rizespor, 1 mln euro.
  4. Maciej Makuszewski – 2012/2013, Terek Grozny, 1 mln euro
  5. Kamil Grosicki – 2010/2011, Sivasspor, 900 tys. euro
  6. Dani Quintana – 2014/2015, Al. Ahli, 700 tys. euro.
  7. Michał Pazdan – 2015/2016, Legia, 700 tys. euro.
  8. Maciej Gajos – 2015/2016, Lech, 500 tys. euro.
  9. Tomasz Kupisz – 2013/2014, Chievo Verona, 500 tys. euro.
  10. Nika Dżalamidze – 2015/2016, Rizespor, 500 tys. euro

 

Źródła: własne, transfermarkt.pl, weszlo.com, ligapolska.net.

niedziela, 14 sierpnia 2016
Polskie transfery last minute

Ostatni dzień okienka transferowego przynosił gorączkowe godziny w wielu klubach, jak również redakcjach sportowych gazet i serwisów internetowych. W ostatnich dniach, a nawet w ostatnich godzinach każdego sierpnia było i ciekawie i nerwowo, ale w Polsce jakoś spokojnie. W tym roku to się zmieniło. Przeprowadzonych zostało wiele transferów między polskimi klubami, jak również z udziałem polskich piłkarzy za granicą.

Na pierwszy plan wysuwają się transfery polskich piłkarzy z udziałem włoskich klubów. Przede wszystkim Jakub Błaszczykowski zamienił Borussię Dortmund na Fiorentinę. Dwaj Polacy z Sampdorii Genua zmienili kluby. Bartosz Salamon na zasadzie transferu definitywnego przeszedł do występującego w Serie „B” Cagliari, a Paweł Wszołek został wypożyczony z opcją pierwokupu do Hellas Verona. Poza włoskim kierunkiem dwa transfery były związane z klubami niemieckimi. Bramkarz Łukasz Załuska, z którym Celtic Glasgow nie przedłużył kontraktu związał się z beniaminkiem Bundesligi, czyli Darmstadt. Dodatkowo, jeden z polskich piłkarzy wrócił do kraju. Sławomir Peszko przeszedł z FC Koeln do Lechii Gdańsk.

Jakub_Błaszczykowski_z_koszulką_Fiorentiny

Jakub Błaszczykowski z koszulką Fiorentiny.

Źródło: gazzettaworld.gazzetta.it.

Skoro o Lechii Gdańsk mowa, to jeśli chodzi o transfery w Polsce, to „Lechiści” byli najbardziej aktywni spośród polskich klubów. Wypożyczyli serbskiego obrońcę Nikolę Lekovicia do Partizana Belgrad, Bartłomieja Pawłowskiego do Korony Kielce, a Adama Dźwigałę do Górnika Zabrze. Lechia sprowadził dwóch pomocników – Aleksandra Kovacevicia z Crveny Zvezdy Belgrad i Michała Chrapka (ostatnio Calcio Catania). Niewiele brakowało, żeby Damian Łukasik został wypożyczony do portugalskiej Vitorii de Setubal. Dwa bardzo ciekawe transfery przeprowadziła Jagiellonia Białystok, bo z jednej strony sprzedała Macieja Gajosa, co było kwestią czasu, zwłaszcza, że poważne zainteresowanie wykazywały dwa najlepsze polskie kluby. Ostatecznie za kwotę 400 tys. euro Gajos trafił do Lecha Poznań. W jego miejsce „Jaga” sprowadziła z Górnika Łęczna reprezentanta Litwy – Fedora Cernycha. Polską ekstraklasę opuścił natomiast wyróżniający się Słowak – Robert Pich, który za 350 tys. euro (według sport.pl) trafił do 2. Bundesligi do 1. FC Kaiserslautern, gdzie dołączył do Mateusza Klicha, Kacpra Przybyłko, znanego z Lechii Gdańsk Antonio Colaka i zakontraktowanego ledwie kilka godzin wcześniej Marcusa Piosska (SC Preussen Munster 06).

Maciej_Gajos_z_koszulką_Lecha_Poznań

Maciej Gajos prezentuje koszulkę Lecha Poznań.

Źródło: esktraklasa.net.

Ciekawie było też w I lidze. Sylwester Patejuk zamienił ekstraklasowe Podbeskidzie Bielsko-Biała na Zawiszę Bydgoszcz, a dwaj piłkarze, którzy rozwiązali kontrakty z klubami ekstraklasy dołączyli do I ligi. Bartosz Iwan (wcześniej Górnik Zabrze) został piłkarzem GKS Katowice, a Adrian Paluchowski (wcześniej Termalika Bruk-Bet Nieciecza) Zagłębia Sosnowiec.

Wspomnieć należy o kilku interesujących transferach, które miały miejsce w ciągu kilku ostatnich dni sierpnia, ale nie były transferami ostatniego dnia. Absolutnym hitem było zakontraktowanie przez Lechię Gdańsk chorwackiego pomocnika – Milosa Krasicia, który w ostatnich latach notuje spadek po równi pochyłej. Ludovic Obraniak po powrocie do Werderu Brema z wypożyczenia do Rizesporu, znalazł nowego pracodawcę w postaci Maccabi Hajfa. Legia ściągnęła z Lechii bośniackiego pomocnika – Stojana Vranjesa i rozwiązała kontrakt z niechcianym Henrikiem Ojamaą. Były piłkarzy klubu z Warszawy – Wladimir Dwaliszwili, po rozwiązaniu kontraktu z duńskim Odense BK, zakotwiczył w Pogoni Szczecin. Portowców opuścił natomiast utalentowany Dominik Kun i przeniósł się do pierwszoligowej Wisły Płock. Poza tym, Górnik Zabrze zasilił bułgarski obrońca Paweł Widenow, który kiedyś grał w Zagłębiu Lubin, a ostatnio w Serie „B” w Trapani Calcio.

Koniec tegorocznego okienka transferowego w Polsce był niezwykle ciekawy, ale wydaje się, że polskie kluby dopiero uczą się przeprowadzania transferów „last minute”. Inna sprawa, że wiele klubów czeka na piłkarzy, którzy nigdzie nie znajdą zatrudnienia i są do wzięcia bez kwoty odstępnego. Ciekawe które kluby skorzystają na takiej promocji?

 

Źródła: własne, 90minut.pl, sport.pl, weszlo.com, transfermarkt.pl, polskapilka24.pl, gazzettaworld.gazzetta.it, esktraklasa.net.

sobota, 13 sierpnia 2016
Transfer Krasicia zaprzecza medialnym spekulacjom

Obiecywałem, że miało nie być emocjonowania się przymiarkami transferowymi znanych piłkarzy do polskich klubów? Obiecywałem. Letnie doniesienia medialne mogły rozbawić, ale już transfer Milosa Krasicia już nie.

Wiosenne występy Olivera Kapo w Koronie Kielce powinny uprawdopodobnić możliwe transfery „piłkarzy z nazwiskiem” nawet takie na pół roku, ale po wielu latach medialnych spekulacji i prima aprilisowych żartów trudno w nie uwierzyć.

Latem media informowały, że Lechia zaproponowała kontrakty naprawdę znanym francuskim piłkarzom, którymi byli Djibrill Cisse (ostatnio Basta, a wcześniej Olympique Marsylia, Liverpool, Auxerre, Southampton, Panathinaikos Ateny) i Florent Malouda (ostatnio FC Metz, a wcześniej m.in. Trabzonspor). Może i Lechia złożyła takie oferty, tak samo jak mało poważne oferty za Marco Paixao i Roberta Picha składała Legia. Nie można też zapominać, że dyrektorem sportowym Lechii jest Marek Jóźwiak, który do Legii sprowadził m.in. takie „asy” jak Marijan Antolović, Srdja Kneżević, Alejandro Cabral, Bruno Mezenga, czy Dejan Kelhar. Jóźwiak mając pieniądze ITI lubił opowiadać, że Legia przedstawiła konkretne propozycje Robertowi Piresowi i Sylvianowi Wiltordowi, ale obaj nie zdecydowali się na transfery, bo polska liga nie jest znana i atrakcyjna finansowo. Później mówił, że Legii zaproponowano m.in. Ludovica Giuly, ale znający francuskie realia Stefan Białas zripostował, że listy bezrobotnych piłkarzy francuska federacja wysyła po niemal całej Europie. Ta cała dygresja służy tylko pokazaniu, że znane nazwiska i Marek Jóźwiak, to raczej opowieści dziwnej treści, choć trzeba mu przyznać, że potrafił sprowadzić do Legii Danijela Ljuboję i wyszukać Moussę Ouattarę.

Wracając do letniego okienka transferowego, to Wisła Kraków podobno negocjowała z Czarnogórcem Simonem Vukcevicem (kiedyś Sporting Lizbona), a Piast Gliwice, jak wcześniej Podbeskidzie Bielsko-Biała, namawiał do gry w Polsce Milana Barosa, którego przedstawiać nie trzeba. Podobno piłkarz nie zdecydował się na transfer, bo… sprzeciwiła się żona. Polskie media powołując się na greckie donosiły, że Legia interesuje się greckim napastnikiem Sotorisem Ninisem, ale weszlo.com wykazało, że nic nie było na rzecz, a polscy dziennikarze niewłaściwie przetłumaczyli greckie publikacje.

Milos_Krasić_z_koszulką_Lechii_Gdańsk

Milos Krasić po podpisaniu kontraktu z Lechią Gdańsk.

Źródło: t-mobile.trendy.pl.

Wreszcie pod koniec sierpnia stało się to, co było już tylko kwestią czasu – Lechia Gdańsk sprowadziła znanego piłkarza. Milos Krasić mający za sobą występy m.in. w Juventusie Turyn i Fenerbahce zawitał do Polski! Niezależnie od upadającej kariery Krasić to kolejny znany piłkarz, który trafia do ekstraklasy. Można ustawić go w jednym rzędzie z takimi piłkarzami jak: Anatolij Demjanenko, Oleg Salenko, Ulrich Borowka, Inaki Descarga, Angelo Hughes, Danijel Ljuboja, Nacho Novo, Ismael Blanco, czy Oliver Kapo.

Dwa ciekawe transfery przeprowadziła Legia Warszawa, ale trudno zaliczyć tych piłkarzy do górnej półki. Mam na myśli króla strzelców ligi węgierskiej i supersnajpera – Serba z węgierskim paszportem Nemanję Nikolica i Macedończyka Ivana Trickovskiego mającego za sobą występy m.in. w Crvenie Zveździe Belgrad, APOEL Nikozja i Club Brugge. Media informowały o zainteresowaniu Urbym Emanuelsonem (kiedyś AC Milan), co było o tyle prawdopodobne, że od półtora roku w Warszawie bezskutecznie szukają lewoskrzydłowych, a zimą testowali Nigeryjczyka Taye Taiwo. Na spekulacjach się skończyło.

Tymczasem niespodziewanie na zapleczu ekstraklasy zakotwiczył piłkarz z doświadczeniem w Primera Division. Hiszpański pomocnik Marquitos podpisał kontrakt z Miedzią Legnica. W zeszłym sezonie występował w drugoligowym CE Sabadell, a wcześniej m.in. w Villareal, Realu Sociedad, Realu Valladolid i Xerez. Na początku listopada 2014 r. dziennikarze zachwycali się Kameruńczykiem Armando Ellą, który zasilił Sandecją Nowy Sącz, a miał za sobą grę w juniorach FC Barcelony i Karpatach Lwów. Transfer Marquitosa przebija jednak przyjście Elli. Natomiast, co do Miedzi, to osiem lat temu w jej barwach występował szesnastokrotny reprezentant Austrii – Gilbert Prilasnig. Kto będzie następny?

 

Źródła: własne, sport.pl, eurosport.onet.pl, legionisci.com, przegladsportowy.pl, weszlo.com, pl.wikipedia.org, 90minut.pl, t-mobile.trendy.pl.

czwartek, 29 stycznia 2015
Koniec emocjonowania się transferowymi spekulacjami

Gdy pod koniec lipca 2014 r. pojawiła się informacja o możliwym transferze byłego reprezentanta Danii Petera Løvenkrandsa do Legii, wydawała się mało prawdopodobna, ale możliwa. Wprawdzie duński napastnik miał wtedy 34 lata, ale wystarczyło przypomnieć sobie transfery Danijela Ljuboji, Nacho Novo, czy Ismaela Blanco, aby uwierzyć. Løvenkrands rozegrał w barwach Glasgow Rangers (gol w co czwartym meczu), Schalke, Newcastle United i Birmingham City 285 meczy, w których zdobył 69 goli, a w reprezentacji Danii strzelił jednego gola w 22 meczach (dane za en.wikipedia.org). To mogło działać na wyobraźnie. Z drugiej jednak strony Legia ma kłopoty bogactwa w napadzie…

Informację o możliwym transferze szybko zdementował prezes Legii – Bogusław Leśnodorski, który chętnie korzysta z mediów społecznościowych i zabiera głos w sprawach istotnych dla klubu, ale także dla kibiców. Na koniec dnia jeden z internautów przyznał się, że utworzył na twitterze fikcyjne konto menadżera piłkarza i rozpuścił plotkę, którą powtórzyły m.in. interia.pl, czy legionisci.com. Brak słów…

Lovenkrands_po_podpisaniu_kontraktu_z_Glasgow_Rangers_(2000_r.)

Peter Løvenkrands po podpisaniu kontraktu z Glasgow Rangers w 2000 r. Przeszedł z AB Kopenhaga  za 1,3 miliona funtów. Od tego momentu rozpoczął się najlepszy (sześcioletni) okres w karierze duńskiego napastnika.

Źródło: dailyrecord.co.uk.

Wprawdzie każda przerwa między rozgrywkami i każde okienko transferowe w naturalny sposób generują spekulacje, domysły i analizy, to dopiero ta sytuacja przekonuje, jak łatwo w dobie globalizacji i powszechnego dostępu do informacji rozpuścił plotkę, która będzie żyła własnym życie. A inną już sprawą jest tzw. „rzetelne dziennikarstwo” i jeden z portali, którego hasłem reklamowym jest „cenisz rzetelne dziennikarstwo?” zamieszczane pod artykułem pełnym błędów. To tylko dygresja, ale lenistwo dziennikarzy i pogoń za newsem powodują, że informacje nie są weryfikowane, a odbiorcy (czytelnicy) są wprowadzani w błąd. Trudno oprzeć się nawet wrażeniu, że internautom chodzi o to, żeby ich „wkrętki” były jak najbardziej spektakularne, aby nabrały się na nie znane portale, czy serwisy internetowe. Czyżby powstawał nowy rodzaj współzawodnictwa?

Nie sposób też wspomnieć o tym, że w sumie podobnie działają menadżerowie piłkarscy, ale też i sami piłkarze, którzy często mówią o rzekomym zainteresowaniu ze strony innych klubów. Niejednokrotnie informacje podawane do prasy są nieprawdziwe, a celem takiego działania jest albo zapewnienie zawodnikowi rozgłosu i zwrócenie uwagi na danego zawodnika, albo zapewnienie mu lepszej pozycji do negocjacji, albo z kolei kreowanie menadżera na skutecznego fachowca. Przykłady można mnożyć, ale wprowadzanie w błąd przy negocjacjach transferowych, to element tego fachu.

Nieprawdziwych informacji o przymiarkach transferowych pewnie będzie jeszcze sporo, ale chyba trzeba patrzeć na nie z przymrużeniem oka. Tak długo, jak nie ma podpisów na kontrakcie, tak długo transferu nie ma. Wprawdzie jest to „oczywista oczywistość”, ale warto powracać do tej maksymy, zwłaszcza, gdy przy polskich klubach pojawiają się znane w Europie nazwiska.

 

Źródła: własne, legionisci.com, wykop.pl, interia.pl, lovefootball.pl, 2x45.info, en.wikipedia.org, dailyrecord.co.uk.

sobota, 20 września 2014
Koniec sagi transferowej – Nakoulma w Mersin!!!!

W dniu, w którym Legia kompromitowała się z irlandzkim Saint Patrick’s Athletic zakończyła się jednak z najdłuższych sag transferowych polskiej piłki nożnej. Prejuce Nakoulma, reprezentant Burkina Faso wreszcie znalazł klub zagraniczny! Zaskoczenie budzi fakt, że tym klubem jest tylko Mersin İdman Yurdu SK, beniaminek tureckiej  Spor Toto Süper Lig.

Nguimbe Préjuce Nakoulma, zwany „Prezesem” trafił do Polski, a dokładniej do Granicy Lubycza Królewska wiosną 2006 r. Następnie reprezentował barwy Hetmana Zamość, Stali Stalowa Wola i Górnika Łęczna, w który Nakoulma pokazał się w I lidze. Wreszcie w sezonie 2010/2011 został wypożyczony do Widzewa, w którym zadebiutował w ekstraklasie, ale nie był to udany sezon – 8 meczów, 1 gol. Na krótko wrócił do Łęcznej i… został ponownie wypożyczony, ale tym razem do Górnika Zabrze. W Zabrzu nie zapłacono za wypożyczenie, ale klub zastrzegł sobie prawo pierwokupu za kwotę 200 tys. euro.

Prejuce_Nakoulma_w_barwach_Górnika_Zabrze

„Prezes” w barwach Górnika Zabrze.

Źródło: sport.fakt.pl.

Jesień 2011 r. Nakoulma miał całkiem niezłą, ponieważ w 12 meczach zdobył 6 goli. Wtedy (chyba po raz pierwszy) pojawiło się zainteresowanie ze strony występującego w Ligue 1 – FC Ajaccio, a media donosiły także o zainteresowaniu ze strony m.in. 1. FC Union Berlin i AEK Ateny. Kwota jaką wtedy media podawały w przypadku ewentualnego transferu definitywnego wynosiła podobno 250 tys. euro, ale nie znalazł się klub, który był gotowy do jej zapłacenia. Od tego czasu temat zagranicznego transferu burkińczyka wracał jak bumerang. Liczba zainteresowanych klubów stale rosła, niemalże w każdym okienku transferowym, ale na nieszczęście dla „Prezesa” były to głownie kierunki, którego go zupełnie nie interesowały, jak Rosja, Ukraina czy Chiny. Nakoulma z uwagi na afrykańskie pochodzenie i znajomość języka francuskiego upodobał sobie Ligue 1, tyle tylko, że jego umiejętności nikt tam nie doceniał.

Nakoulma zasłynął w Zabrzu tym, że na pytanie o to co zrobi z kogutem, którego dostał jako najlepszy piłkarz gospodarzy w jednym z meczów, odpowiedział kultowe: „Będę go zjadł”.

Prejuce_Nakoulma:_

Nakoulma z kogutem, czyli „Będę go zjadł”.

Źródło: eurosport.onet.pl.

To nie był jednak koniec celebryckich popisów „Prezesa”. Tej samej jesieni Nakoulma został Turbo Kozakiem 2011. Burkińczyk okazał się najlepszy w organizowanym przez stację Canal Plus teście piłkarskich umiejętności, deklasując swoich rywali, m.in. Patryka Małeckiego, czy Przemysława Kaźmierczaka.

Prejuce_Nakoulma_-_Turbo_Kozak_2011

Nakoulma, czyli Turbo Kozak 2011!

Źródło: wprzerwie.pl.

Latem 2012 r. Górnik Zabrze był już zdecydowany na wykupienie „Prezesa”, choć wiosnę miał, co najmniej przeciętną – trzy gole w trzynastu meczach. Umiejętności, umiejętnościami, ale po Burkińczyka ustawiała się kolejka chętnych, co pozwalało mieć nadzieję na zarobienie na transferze zagranicznym. Wtedy do gry wkroczyli Górnicy, ale z Łęcznej próbując wyinterpretować z umowy z Zabrze, że zapłata kwoty transferowej nie nastąpiła w terminie i Nakoulma powinien wrócić do Łęcznej. Nic jednak z tego. Zabrzanie skutecznie skorzystali z prawa pierwokupu, ale to nie był koniec transferowych emocji Nakoulmy. Powrócił temat transferu do FC Lorient. „Prezes” przeszedł testy w tym klubie i  nawet zagrał w sparingu z Laval (2:2), ale Lorient było gotowe zapłacić za niego maksymalnie 1,2 mln euro, a Górnik rozpoczynał rozmowy od kwoty półtora miliona euro. Zainteresowanie wykazywał także Terek Grozny i francuskie Troyes i podobno Stade Rennes. Terek podobno oferował za Nakoulmę 1,5 mln euro, choć to trochę dziwne, ponieważ klauzula odstępnego wynosiła 1,25 mln euro. Portal sportowy sportowefakty.pl podawał nawet nieprawdopodobną kwotę 2,7 mln euro, którą podobno oferował czeczeński klub. A Troyes było w stanie zapłacić za Burkińczyka „tylko” 800 tys. euro.

Piotr Rzepka, który trenował „Prezesa” w Górniku Łęczna podkreślał, że „Prejuce potrzebuje zmian i nowego impulsu. To taki typ człowieka.” i „On zawsze marzył o wyjeździe do Francji, ale tam nie płacą obecnie dużych pieniędzy za transfery. Rosję musi jednak też inaczej postrzegać. Czasami piłkarze z Afryki obawiają się wyjazdu na Wschód ze względu na różne stereotypy (…)” (cyt. za przegladsportowy.pl).

Klubowi działacze Górnika Zabrze mieli jednak odwrotne preferencje transferowe w przypadku Nakoulmy. „Przegląd Sportowy” informował, że Zabrzanie nie byli zainteresowani transferem Nakoulmy do Francji, ponieważ Górnik Łęczna zastrzegł sobie 10% od kwoty transferowej, ale w przypadku klubów z Francji i Grecji miało to być aż 30%. Dziennikzachodni.pl informował natomiast, że Łęczna zachowała sobie stałą kwotę 20% od transferu. Niezależnie jednak od tych dywagacji faktem jest, że Nakoulma wymarzył sobie transfer do Francji i unikał przeprowadzki na Wschód Europy – do Rosji, czy na Ukrainę. Władze Górnika – na odwrót.

Zimą 2013 r. wśród klubów zainteresowanych „Prezesem” media wymieniały m.in. SC Freiburg, 1. FC Koeln, FC Porto, Fiorentinę i… Lechię Gdańsk. Do konkretów oczywiście nie doszło. Wodą na młyn dla przyszłego transferu, a już na pewno dla plotek transferowych, były finały Pucharu Narodów Afryki w 2013 r. Nakoulma błysnął, a reprezentacja Burkina Faso dotarła aż do finału, w którym przegrała z Nigerią 0:1. Wicemistrzostwo Afryki to największy sukces w historii futbolu w Burkina Faso. Wcześniej tylko raz zdarzyło się, aby reprezentacja tego kraju przebrnęła fazę grupową w PNA. W 1998 r. Burkińczycy nie tylko wyszli z grupy, a zajęli 4. miejsce.

Prejuce_Nakoulma_w_barwach_reprezentacji_Burkina_Faso

Prejuce Nakoulma w barwach reprezentacji Burkina Faso.

Źródło: zimbio.com.

Na nieszczęście dla Nakoulmy okienko transferowe było otwarte już tylko na wschodzie – w Polsce, w Rosji i na Ukrainie. Oferty i zainteresowanie ze strony Szachtara Donieck, Kubania Krasnodar i Tereka Grozny nie wzbudziły u „Prezesa” żadnego entuzjazmu. Działacze Rubina Kazań podobno podjęli rozmowy z agentem Nakoulmy, ale z wiadomym skutkiem…

W lipcu 2013 r. Nakoulma był bardzo, bardzo blisko czeczeńskiego Tereka Grozny. Przeszedł nawet testy medyczne, ale nie dogadał się w sprawie indywidualnego kontraktu. Wrócił na zgrupowanie Górnika, ale po krótkim czasie ponownie udał się do Austrii na obóz przygotowawczy do Tereka i… znowu nie doszedł do porozumienia z władzami tego klubu. Jak informował wprost.pl powołując się na „Dziennik Zachodni” – „Rosyjski klub zaproponował Nakoulmie 55 tys. euro miesięcznie. Piłkarz z Burkina Faso chciał 10 tys. więcej.”. Nakoulma miał wpisaną w kontrakt klauzule odstępnego z kwotą 1,25 mln euro, więc nic dziwnego, że w Zabrzu byli rozczarowani postawą swojego piłkarza. Fakt.pl informował, że działacze z Zabrza byli tak zdeterminowani do przeprowadzenia tego transferu, że proponowali Nakoulmie 30% od kwoty transferowej, którą miał zapłacić Terek! „Prezesowi” kontrakt kończył się za rok, więc oferta z Groznego mogła być jedną z ostatnich na zarobienie jakichkolwiek pieniędzy na transferze tego piłkarza. Nakoulmę obserwował także AS Saint-Etienne, ale (ku rozczarowaniu piłkarza) oferty nie złożył.

Prejuce_Nakoulma_-_mapka_transferowa_(1)

Prejuce_Nakoulma_-_mapka_transferowa_(2)

Mapka pokazująca kluby zainteresowane Nakoulmą w przerwie zimowej 2013-2014, opublikowana przez „Sport” i zamieszczona w Internecie przez portal weszło.

Źródło: weszlo.com.

Zimą tego roku podobno Nakoulma był bliski podpisania kontraktu z Besiktasem Stambuł, ale media informowały też o zainteresowaniu m.in. takich klubów jak Club Brugge, Sparta Praga, OGC Nice, 1. FC Koeln, Rubin Kazań, Rizespor, czy chiński Guizhou Renie. Portal weszlo.com wymienia także wśród klubów, które przedstawiły „wstępne lub bardziej konkretne propozycje” – Parmę, Getafe, Stuttgart, Kaiserslauten oraz Eintracht Brunszwik. „Były również zapytania ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich.”. Wracając jeszcze do Besiktasu, to menadżer piłkarza Daniel Weber informował, że „Prezesa” chcieli zatrudnić trener i dyrektor sportowy Besiktasu, ale nie władze klubu i dlatego nie doszło do transferu.

Przed ostatnią ligową kolejką sezonu 2013/2014 Robert Warzycha, trener Górnika Zabrze powiedział, że Nakoulma na pewno odejdzie z Górnika, a klubu nie stać na jego zatrzymanie. Zbigniew Waśkiewicz, ówczesny prezes klubu z Zabrza był pewien, że Nakoulma podpisze kontrakt z klubem francuskim. Media podawały natomiast, że piłkarz lada dzień ma stawić się na testach medycznych w West Bromwich Albion, ale jak się później okazało do podpisania kontraktu nie doszło. Niektóre media informowały, że „Prezes” nie spełniał wymaganego na Wyspach limitu występów w narodowej reprezentacji. Portal weszlo.com uważa jednak, że WBA wycofali się z negocjacji w momencie, gdy dowiedzieli się, że Nakoulma działa samodzielnie, mimo obowiązującej go umowy z menadżerem. Później pojawiła się jeszcze opcja transferu do Legii, ale podobno zażądał wysokiej kwoty za samo podpisanie umowy z Mistrzem Polski.

I nagle okazało się, że Nakoulma całkowicie niespodziewanie podpisał kontrakt Mersin – z tureckim beniaminkiem. Wybór „Prezesa” jest o tyle dziwny, że zainteresowanie Nakoulmą wyrażały albo kluby znacznie mocniejsze niż Mersin, albo oferujące znacznie większe pieniądze niż Mersin.

Prejuce_Nakoulma_-_po_podpisaniu_kontraktu_z_Mersin_Idman_Yurdu_SK

Nakoulma po podpisaniu kontraktu z Mersin.

Źródło: haberciniz.biz

Nie sposób nie wspomnieć, że „grający wcześniej w Mersin Marcin Robak do dziś, po blisko półtora roku, czeka na uregulowanie zaległości, liczonych w setkach tysięcy euro. Ale to nie koniec problemów Afrykanina, gdyż wiążąc się z nowym zespołem, zapomniał poinformować o tym menedżera…” (cyt. za weszlo.com).

Podsumowanie

W czym więc był problem? Dlaczego klub i zawodnik tak długo „bujali” się z transferem zagranicznym? Paradoksalnie, z powodu… pieniędzy! Zbyt wiele osób, a w tym także sam Nakoulma chciało na transferze zagranicznym coś ugrać. Niewiarygodnie brzmi historia opisywana przez portal weszlo.com, że „Do jednego z zagranicznych klubów zgłosiło się SZEŚCIU spośród około DWUDZIESTU przedstawicieli Nakoulmy, każdy z autoryzowanym papierem, co więcej, w tym samym czasie Prejuce’a obowiązywał papier na wyłączność z Weberem…”.

Sam Nakoulma powtarzał, że chce grać w mocnej lidze nawet za mniejsze pieniądze niż te, które mógłby zarabiać w peryferyjnych ligach. Życie jednak zweryfikowało jego poglądy. Wprawdzie „Przegląd Sportowy” zwracał uwagę, że „Nakoulma ma wysoką pensję i jego utrzymanie sporo kosztuje, a granie w polskiej ekstraklasie nie jest już dla niego żadnym wyzwaniem.”, to jednak trudno nie zrozumieć „Prezesa”, który mógł przebierać w ofertach i grymasić przy ich wyborze. Przecież w Górniku zarabiał podobno 250 tys. euro rocznie. Nie w Legii, Lechu, czy Wiśle, tylko w Zabrzu! To naprawdę duże pieniądze, a jeszcze większe, jak na możliwości śląskiego klubu. „Prezes” musiał więc grać! Miał gwarantowane i miejsce w składzie i zainteresowanie zagranicznych klubów. Wymarzył sobie Francję i konsekwentnie czekał na korzystną ofertą godziwie zarabiając, jak na polskie warunki. Zabrzanom było wszystko jedno, dlatego tak bardzo naciskali na transfer do Tereka, ale gdy to się nie udało, to już było pewne, że klub nie zarobi na nim ani złotówki. W ekstraklasie zagrał 87 meczów, w których strzelił 24 bramki, a jego bilans w barwach zabrskiego Górnika to 79 meczów i 24 bramki.

Nakoulma na początku swojej przygody z Polską był reprezentowany przez znanego menadżera – Jarosława Kołakowskiego. Później był reprezentowany przez byłego wspólnika Kołakowskiego, czyli Daniela Webera, ale kontrakt z Mersin podpisał przy udziale innego menadżera – Cedrick’a Mazet’a. Czy w tym też doszukiwać się kombinacji „Prezesa”? Trduno powiedzieć, ale warto pamiętać, że Kołakowski i Weber nie rozstali się w najlepszych relacjach. Nakoulma opowiadał portalowi sport.pl, że Kołakowski zapomniał o nim, a przypomniał sobie dopiero, gdy piłkarz pojawił się w Łęcznej i pojawiła się perspektywa gry w ekstraklasie. Trudno ocenić, czy był to prawda, czy może taka wypowiedź była inspirowana przez Webera. W każdym razie sprawa między Nakoulmą a Kołakowskim miała trafić na sądową wokandę.

Trudno nie życzyć dobrze Turbo Kozakowi, zwanemu też „Będę go zjadł”, w kontynuowaniu kariery. „Prezes” wybijał się na tle innych ligowców i innych obcokrajowców występujących w Polsce, ale zapamiętamy go raczej z wypowiedzi o kogucie, kilkuletniej sadze transferowej i wicemistrzostwa Afryki 2013. Wydaje się, że w Polsce (przez osiem lat!) nie pokazał pełni swoich umiejętności, a w Turcji będzie mu później. Zresztą wybór Mersinu na kontynuowanie kariery był niewłaściwy.

Co ciekawe tego samego dnia kiedy ogłoszono, że Nakoulma podpisał kontrakt z Mersin, pojawiła się informacja o innym obcokrajowcy, który w poprzednim sezonie grał w Polsce, a teraz związał się z tureckim klubem. Nigeryjczyk Dawid Abwo wygasł kontrakt ze spadkowiczem z ekstraklasy – Zagłębiem Lubin i związał się z beniaminkiem II ligi tureckiej – Giresunsporem Kulubu, choć podobno miał ważny kontrakt z LZS Piotrówka. A jak się później okazało kontrakty z tureckimi klubami podpisali także inni obcokrajowcy znani z polskich boisk – Carlo Costly i Saidi Ntibazonkiza.

 

Źródła: własne, 90minut.pl, eurofutbol.pl, sport.pl, sport.wp.pl, weszlo.com, francja.goal.pl, przegladsportowy.pl, transfermarkt.de, transfering.pl, futbolnews.pl, wprzerwie.pl, 2x45.com.pl, sport.tvp.pl, canalplus.pl, pilkanozna.pl, ekstraklasa.wp.pl, eurosport.onet.pl, przeglasportowy.pl, sportowefakty.pl, pilka24.com.pl, nz24.pl, sport.fakt.pl, fakt.pl, polskapilka.net, slask.sport.pl, bayiri.com, nowinyzabrzanskie.pl, dziennikzachodni.pl, wprost.pl, eswupe.pl, pl.wikipedia.pl, zimbio.com, haberciniz.biz. ZICH, Beniaminek bierze Nakoulmę, „Przegląd Sportowy” z dnia 17 lipca 2014 r., s. 8. ZICH, Zamieszanie wokół Abwo, , „Przegląd Sportowy” z dnia 17 lipca 2014 r., s. 7.

poniedziałek, 17 marca 2014
Zimowa aktywność Mario Piekario

W zakończonym kilka tygodni temu zimowym okienku transferowym dość aktywny był Mariusz Piekarski. Chociaż popularny „Mario” nie prowadzi interesów bardzo znanych piłkarzy, to jednak przeprowadził kilka interesujących transferów.

Jesienią zeszłego roku w wywiadzie dla portalu weszło! Maciej Markuszewski mówił, że chce zmienić klub, a jego menadżer, czyli Mariusz Piekarski będzie miał pracowitą zimę, bo kluby chcą zmienić także siedzący na ławkach rezerwowych lub trybunach – Kamil Grosicki i Ariel Borysiuk. Wszyscy trzej mają już nowe kluby, a Piekarski potwierdził, że jest sprawnym menadżerem, który dba o interes swoich zawodników wsłuchując się w ich potrzeby, doradzając i kierując ich karierami w przemyślany sposób. Gdy zaczynał przygodę z interesem menadżerskim deklarował: „Ja nigdy nie oszukam zawodnika. Sam doskonale wiem, jak to jest. Na swojej drodze spotkałem wielu menadżerów i o nielicznych mam dobre zdanie. Dlatego nie pozwolę sobie na mamienie piłkarzy czy też na zarobek ich kosztem…” (cyt. za „Żądza piłkarskiego pieniądza”).

Menadżer_Mariusz_Piekarski

Menadżer Mariusz Piekarski.

Źródło: legionisci.com.

Takie podejście do swoich podopiecznych potwierdził nie tej zimy, ale już dwa lata temu, gdy jeździł z niezdecydowanym Borysiukiem między Brugią a Kaiserslautern. Tym razem, Borysiuk został wypożyczony do Wołgi Niżny Nowogrod. Ariel w barwach 1. FC Kaiserslautern praktycznie nie grał, a Wołga już latem dopytywała się o Polaka. Ułatwieniem dla niego będzie fakt, że w tym klubie jest już dwóch Polaków – Marcin Kowalczyk i Piotr Polczak. Wspomniany Markuszewski trafił, także na zasadzie wypożyczenia, do Lechii Gdańsk, prowadzonej przez Michała Probierza, z którym „Marki” już pracował w Białymstoku. Pomysł na odbudowanie się pod okiem szkoleniowca, u którego pokazał swoje umiejętności jest dokonały. Wreszcie dopełnieniem pracy Piekarskiego był zaskakujący transfer Grosickiego do Stade Rennes. „Grosik” grał w Sivasspor sporadycznie i po udanym początku było już tylko gorzej. Wprawdzie media donosiły o zainteresowaniu ze strony Galatasaray, była też oferta z Tereka Grozny, ale to było jakiś czas temu. W wywiadzie dla „Przeglądu Sportowego” w marcu zeszłego roku Piekarski powiedział odnośnie Grosickiego – „Spokojnie, mam plan. Transfer życia przed nim”, ale chyba jednak nikt nie wziął tych słów dosłownie.

Kamil_Grosicki_po_podpisaniu_kontraktu_z_Stade_Rennes

Kamil Grosicki po podpisaniu kontraktu ze Stade Rennes.

Źródło: gwizdek24.se.pl.

Złośliwi zarzucają Piekarskiemu, że jest związany z Legią i systematycznie osłabia klub. Najczęściej wypomina się zimę 2012 r., gdy wytransferował z Legii trzech podstawowych piłkarzy – Ariela Borysiuka do 1. FC Kaiserslautern, a Marcina Komorowskiego i Macieja Rybusa do Tereka Grozny. Dodatkowo, po zdobyciu przez Legię Mistrzostwa Polski 2013 wzmacnianie klubu przez Ligą Mistrzów rozpoczął transfer, ale… w odwrotną stronę – Artura Jędrzejczyka do FK Krasnodar. Piekarski ze spokojem jednak odpowiada, że na tych transferach Legia zarobiła prawie 8 milionów euro i dodaje: „Gdybym w listopadzie [2011 r. – przyp. blog] nie przedłużył umów Borysiuka i Rybusa, obowiązujących od stycznia, to Legia zarobiłaby połowę” (cyt. za „Przegląd Sportowy”). Piekarski chętnie (i słusznie!) też przypomina, że to on sprowadził do Legii – Edsona i Rogera Guerreiro.

 „Piekario” jest związany z Legią i kilkoma jej byłymi lub obecnymi piłkarzami. Nigdy nie ukrywał swojego sentymentu do tego klubu, ale tej zimy bardzo mocno, chyba nawet nieświadomie wzmocnił, Le…., Le…, Lechię. Oprócz wspomnianego Markuszewskiego na PGE Arenie grać będą jeszcze Aleksander Jagiełło, Paweł Stolarski i Sadu Zaujew. Jagiełło po wypożyczeniu do Podbeskidzia wrócił do Legii, na co nalegał prezes Leśnodorski. Henning Berg skreślił jednak młodego skrzydłowego i choć Mario mówił, że nie ma tematu Jagiełły w Lechii, to stało się jednak inaczej. Pytanie, czy blefował. Kolejny młody zawodnik, który trafił niedawno do Lechii, a którego transfer wiąże się z „Mario” to Paweł Stolarski. Tyle tylko, że akurat w tym przypadku Piekarski miał pełnomocnictwo do reprezentowania klubu w negocjacjach z piłkarzem. Stolarski obawiając się zemsty ze strony kibiców wolał Lechię niż Legię, choć można podejrzewać, że Piekarski mógł podpowiadać mu odwrotne rozwiązanie. Stolarskiemu łatwiej było podjąć decyzję, ponieważ sam Bogusław Cupiał miał powiedzieć: „Byle nie do Legii!” (cyt. za „Przegląd Sportowy”). Do Lechii z Tereka Grozny wypożyczony został nie tylko Markuszewski, ale także Zaujew. Ten transfer także pilotował Piekarski, ale Zaujew, to słaby napastnik, grający też jako skrzydłowy. W prawie stu meczach klubu z Czeczenii zdobył zaledwie dziesięć bramek.

Trzeba przyznać, że sprawność Piekarskiego i zaangażowanie w losy jego podopiecznych muszą robić wrażenia, zwłaszcza, gdy weźmiemy pod uwagę łatwość z jaką potrafi znaleźć kluby swoim podopiecznym. Oczywiście, można narzekać, że z reguły są to kluby w Rosji, ale już od dawna wiadomo, że poziom ligi rosyjskiej jest naprawdę wysoki. Z drugiej jednak strony Piekarski na słowa uznania zasługuje za wytransferowanie rezerwowego Grosickiego do klubu Ligue1. Piekarski tej zimy błysnął.

 

Źródła: własne, sport.pl, 90minut.pl, transfermarkt.pl, pzpn.pl, lechia.pl, legionisci.com, gwizdek24.se.pl. Wywiad P. Wołosika i Ł. Olkowicza z M. Piekarskim – „Jeśli nie masz pieniędzy, stajesz się desperado”, „Przegląd Sportowy” z dnia 8 marca 2013 r., s. 10-11. R. Kołtoń, Żądza piłkarskiego pieniądza, Wydawnictwo Zysk i S-ka, Poznań 2005, s. 188.

18:06, martinez-4ever , Transfery
Link Komentarze (1) »
wtorek, 09 kwietnia 2013
Victor Agali bez klubu – czyżby zakończył karierę?

Victor Agali (były reprezentant Nigerii) w styczniu zeszłego roku był testowany przez pierwszoligowego Zawszę Bydgoszcz. Od tamtej pory pozostaje bez klubu, co może oznaczać, że zakończył karierę.

Agali ma za sobą występy m.in. w Olympique Marsylia, Hansie Rostock, Schalke Gelsenkirchen i OGC Nice. Najlepszy okres w jego karierze związany jest z występami w Bundeslidze. Na dworcu PKP w Bydgoszczy pojawił się w dniu 20 stycznia 2012 r. W barwach Zawiszy rozegrał trzy mecze sparingowe (Nielba Wągrowiec 0:0, Olimpia Elbląg 1:2, Warta Poznań 2:1), w których strzelił jednego gola. Po sparingu z OKS 1945 Olsztyn (0:0) na oficjalnej stronie Zawiszy pojawił się komunikat: „Po dzisiejszym sparingu sztab szkoleniowy podjął decyzję, w myśl której, Victor Agali nie zostanie zawodnikiem Bydgoskiego Zawiszy.”. Informacja klubu wskazywała, jakby decyzję podjęto po sparingu z OKS 1945 Olsztyn, ale akurat w tym meczu Agali nie zagrał.

Victor_Agali_na_dworcu_PKP_w_Bydgoszczy

Agali wysiada z pociągu na dworcu PKP w Bydgoszczy.

Źródło: pomorska.pl.

Klub nie poinformował o przyczynach rezygnacji i tak pozostało. Biorąc pod uwagę fakt, że właściciel klubu Radosław Osuch jest jednocześnie piłkarskim menedżerem, można przypuszczać, że Osuch i Agali zawarli gentelmen agreement, że przyczyn odstąpienia od zawarcia umowy nie będą podawali, aby nie odstraszyć potencjalnych kontrahentów podstarzałego gwiazdora. Podstarzałego, bo Agali w momencie podjęcia treningów z Zawiszą miał już na karku 34 lata. Wracając natomiast do menadżera Osucha, to reprezentował takich piłkarzy jak np. Grzegorz Sandomierski, Artur Jędrzejczyk, Maciej Sadlok, Tomasz Jodłowiec, Filip Burkhardt, Marcin Kikut, Jacek Kiełb, Tomasz Jarzębowski, Vahan Gevorgyan, Łukasz Garguła i Paweł Brożek.

Victor_Agali_w_sparingu_z_Olimpią_Elbląg

Agali w meczu przeciwko Olimpii Elbląg.

Źródło: express.bydgoski.pl.

Do transferu do Zawiszy nie doszło, a Agali nie został najsłynniejszym i najbardziej znanym piłkarzem biegającym po boiskach pierwszoligowych. Pomijając polskich piłkarzy, to chyba najsłynniejszym jest Austriak Gilbert Prilasnig, który wiosną 2007 r. rozegrał w barwach Miedzi Legnica 6 meczów. Pech Prilasinga jednak w tym, że Miedź wszystkie sześć meczy przegrała z bilansem bramkowym 1:13. Jedynym, co wyróżniało Prilasinga to CV, w którym widniało 16 meczów w reprezentacji Austrii, a także występy dla takich klubów jak Sturm Graz, Aris Saloniki, FC Karnten.

Wracając do Agali’ego to przeszukując internet nie znalazłem żadnego newsa informującego o jego obecnej sytuacji i nazwie klubu, w którym występuje. Wszystkie kończą się co najwyżej na testach w Zawiszy lub poprzedzającej je grze dla chińskiego Jiangsu Sainty F.C. Nawet dobrze poinformowany serwis transfermarkt.de zatrzymuje karierę Agali’ego na występie w Chinach. Wygląda na to, że Nigeryjski piłkarz zakończył karierę, a to z kolei może oznaczać, że na testy w Polsce przyjechał w fatalnej dyspozycji, albo podupadając już na zdrowiu.

 

Źródła: własne, wkszawisza.pl, numer10.blox.pl, 90minut.pl, wkszawisza.pl, sportmarketing.pl, express.bydgoski.pl i pomorska.pl.

wtorek, 28 grudnia 2010
Bułgarski trop

Trzy największe polskie kluby (Lech, Legia i Wisła) interesują się co najmniej siedmioma piłkarzami z ligi bułgarskiej. Z reguły obcokrajowcy w polskiej lidze pochodzili zza wschodniej granicy, z krajów byłej Jugosławii i z Afryki. W ciągu ostatniego roku zainteresowanie ligą bułgarską wzrosło. Niewątpliwie ten rynek jest jeszcze nierozpoznany przez polskie kluby, ale biorąc pod uwagę fakt, że nazwiska bułgarskich piłkarzy przypisywanych do „wielkiej trójki” powtarzają się, można przypuszczać, że spora w tym zasługa menadżerów.

Bułgarscy piłkarze nie pojawiali się w polskiej lidze tak licznie, jak np. Serbowie, Ukraińcy, czy Litwini, ale ci, którzy grali też nie zachwycali, stąd nie zrobili swoim rodakom właściwej reklamy. Za dobre występy w polskich klubach można pochwalić tylko byłego bramkarza Legii – Radostina Stanewa, który opuścił Legię dla Szinnika Jarosławl tłumacząc, że chce się rozwijać, ma ambicje i marzy o Lidze Mistrzów. Transfer zapoczątkował powolny schyłek kariery całkiem niezłego bramkarza. Drugim Bułgarem, którego należy wyróżnić jest Iliajn Micanski, który w 75 ligowych meczach strzelił 25 bramek. Wielki talent, król strzelców II ligi bułgarskiej długo zawodził i często zmieniał kluby – Amica, Lech, Korona, Odra i Zagłębie Lubin. Jego talent rozbłysnął dopiero u „Miedziowych”, co zaowocowało transferem do 1. FC Kaiserslautern. Trzecim piłkarzem wartym wspomnienia jbył piłkarz Górnika – Dmityr Makarijew, który miał przebłyski niezłej gry. Pozostali Bułgarzy zawodzili. Nawet Anatoli Nankow, uczestnik mundialu we Francji, który w barwach GKS Katowice zagrał zaledwie 4 mecze. Lech, jak i Wisła także należą do klubów, które zawiodły się na piłkarzach znad Morza Czarnego. W „Kolejorzu” zawiódł Kristijan Dobrew, a w Wiśle – Georgi Christow, wypożyczony z Lewskiego Sofia.

To wszystko nie zniechęciło jednak „wielkiej trójki” do poszukiwania talentów na miarę Stoiczkowa, czy Bałakowa, choć przyznać trzeba, że działacze tych klubów dysponują większą gotówką, którą można zainwestować w piłkarzy z rynku, który nie jest wystarczająco spenetrowany, więc łatwiej wyłowić jakiś talent.

Latem Lech i Legia rozważały zatrudnienie obrońcy Lewskiego Sofia – Weselina Minewa wartego 500 tys. euro. Klub z Sofii proponował obu klubom także napastnika Georgija Syrmowa za 500 tys. euro, albo w pakiecie „obu za 800 tys. euro”. Żaden z nich nie trafił jednak do Polski. Lech interesował się też obrońcą Sławiji Sofia – Danielem Zlatkowem, który jest sobowtórem Cristiano Ronaldo. Natomiast Legia, zanim zakontraktowała chorwackiego bramkarza – Marijana Antolovica, kusiła utalentowanego golkipera CSKA Sofia – Iwana Karadżowa, który zdecydował się na przedłużenie kontraktu ze swoim dotychczasowym klubem.

Spas_Delew

Uwielbienie Delewa wśród fanów CSKA jest ogromne.

Zdjęcie pochodzi ze strony forum.cskasofia.com.

W tym okienku transferowym największym zainteresowaniem cieszy się napastnik CSKA Sofia – Spas Delew, który znalazł się na celowniku wszystkich trzech polskich klubów, które nie odstrasza cena przekraczająca ponad 700 tys. euro. Problem w tym, że sam Delew nie jest przekonany co do przenosin do Polski. Dodatkowo FC Köln oferuje 500 tys. euro za wypożyczenie Delewa na najbliższe pół roku. Jeżeli będą zadowoleni z postawy Bułgara, są gotowi dołożyć milion euro i pozyskać go na stałe.

Drugim „gorącym” nazwiskiem jest kapitan Lokomotiwu Sofia, wypożyczony z Dynama Moswa – Cwetan Genkow. O byłego króla strzelców ligi bułgarskiej, za którego trzeba zapłacić 400-500 tys. euro, zabiegają Lech i Wisła. Podobnie zresztą jak o wartego 700-800 tys. euro obrońcę Lewskiego Sofia – Jordana Miliewa, choć zainteresowanie Lech jest dużo mniejsze. Wisła interesuje się jeszcze dwoma piłkarzami Lewskiego – pomocnikiem Władimirem Gadżewem i holenderskim obrońcą Serginho Greenem, który ma za sobą występy w Feyenoordzie Rotterdam, a za jego ewentualnym transferem niewątpliwie stoi Stan Valckx.

Legia szuka obrońcy, dlatego Marek Jóźwiak obserwuje dwóch piłkarzy CSKA Sofia - Giuseppe Aquaro z Włoch i Pawła Widanowa. Klub z Łazienkowskiej prawdopodobnie zdecyduje się na jednego z nich. W sprawie Aquaro podjęto nawet rozmowy, ale Bułgarzy oczekują 500 tys. euro, podczas gdy Legia oferuje 300 tys. euro. Wielce prawdopodobne jednak, że Legia podpisze umowę z Serbem Ersinem Mehmedovicem, który właśnie rozwiązał kontrakt z rumuńską Unireą Urziceni.

Jak widać rynek bułgarski wzbudza niebywałe zainteresowaniu trzech najsilniejszych polskich klubów, choć największa w tym zasługa menadżerów, który podpowiadają albo, jak kto woli, „podpuszczają” decydentów. Ilu graczy spośród wyżej wymienionych zobaczymy na wiosnę w ekstraklasie? Jednego? Dwóch? Genkow podobno wybiera się w środę na rozmowy z PAOK Saloniki a za Aquaro CSKA żąda już 600 tys. euro. Czyżby pozostało nam emocjonowanie się niedoszłymi transferami?

Źródła: „Przegląd Sportowy”, ekstraklasa.wpl.pl, legialive.pl, onet.pl, pfkcska.sportal.bg, sport.pl i 90minut.pl.

sobota, 15 maja 2010
Mucha - kłamczuszek

Przed meczem z Jagiellonią Białystok, Jan Mucha powiedział, że do końca sezonu już nie puści bramki. Skłamał. Od tej wypowiedzi w 7 meczach puścił 8 bramek, dzięki czemu mniej bramek niż Legia w całym sezonie straciły – Lech i Wisła.

Mucha skłamał już wcześniej, gdy jesienią zapewniał, że przy zmianie barw klubowych, zmieni klub w taki sposób, aby Legia mogła na nim zarobić. Jak się okazało były to tzw. „opowieści dziwnej treści”, bo Jano nie przedłużył kontraktu z Legią i od lipca jako wolny gracz pojawi się na Goodison Park.

Jan Mucha

Jan Mucha

Zdjęcie pochodzi z portalu ekstraklasa.wp

Będę nieobiektywny, bo w sezonie, w którym każdy legionista zagrał fatalnie i nie zasługuje na reprezentowanie tego klubu, największą winę zrzucę właśnie na Muchę. Nie dlatego, że kłamał, ale dlatego, że nie bronił ponad przeciętność. Nie jest bowiem żadną tajemnicą, że Legia kiepsko grała także na jesieni. Stylu nie było, ale punkty przychodziły. Wiosną zabrakło tego drugiego, a stało się tak dlatego, że Mucha przestał być herosem, a największe umiejętności prezentował w przegranych meczach – z Lechem, Ruchem, czy Wisłą, czyli wtedy, gdy Legia i tak nie zdobywała punktów. Ale przyznać też trzeba, że Jano nie były tak pewny, zdecydowany i niesamowity, jak z jesienią, co potwierdza bramka, którą stracił w ostatnich derbach.

Dla Muchy przykrym faktem musi być styl w jakim pożegnał się z Legią. Nie pomógł wywalczyć europejskich pucharów, a odchodzi jako jeden z pierwszych piłkarzy. Czyżby podpisując kontrakt z Evertonem Mucha przeczuwał co stanie się z klubem z Łazienkowskiej?

Nie da się ukryć, że Muszkin w jeden sprawie nie mylił się. Przed meczem z Lechem powiedział, że „jak wygramy z Lechem, to nikt nas nie zatrzyma”. Legia nie spełniła warunku, a więc mogła zostać zatrzymana. W czterech ostatnich meczach minionego sezonu stracił siedem bramek i niezależnie od tego, co na boisku prezentowali jego koledzy z drużyny, także ponosi pełną odpowiedzialność za wielki wstyd, który stał się jego udziałem.

 

piątek, 04 września 2009
Beenhakker w Feye - ocena

Z uwagi na zbliżające się mecze kadry ucichła sprawa pracy Leo Beenhakkera w Feyenoordzie Rotterdam. Mecze reprezentacji znów wlewają nadzieję w serca polskich kibiców a to, co złe i niedobre można wybaczyć polskim działaczom, piłkarzom i trenerom, o ile kadra wygra dwa najbliższe mecze i przedłuży swoje szanse na awans do przeszłorocznych Mistrzostw Świata.

Póki co nie ma tematu współpracy Don Leo z Feyenoordem, ale już teraz można ocenić dokonania Beenhakkera w klubie z De Kuip. Najlepiej pasuje do tego „z dużej chmury mały deszcz”. Spośród przedsezonowych spekulacji dotyczących transferów przeprowadzanych przez Feye sprawdziło się niewiele a rola trenera polskiej kadry rzeczywiście miać wymiar wyłącznie doradczy. Co ciekawe mimo kosmetycznych zmian Feyenoord wrócił do gry na niezłym poziomie i plasuje się w czołówce Eredivisie. A zmian było niewiele. Kadrę, jak to się ładnie mówi, przewietrzono.

Najważniejszym było utrzymanie w klubie największych gwiazd, czyli Makaaya, Tomassona, van Bronckhorsta, de Guzmana, Bruinsa i El Ahmadiego. I to się udało! Z kluczowych graczy odszedł tylko rewelacyjny Luc Castaignos a Michael Mols zakończył karierę. Kilku piłkarzy odeszło, a kilku kolejnych (w tym Michała Janotę) wypożyczono do Excelsioru Rotterdam, z którym ponownie nawiązana została ścisła współpraca, której zwolennikiem był podobno Beenhakker. W kadrze Excelsioru znajduje się już dziesięciu graczy wypożyczonych z Feye.

Jeśli natomiast chodzi o transfery do klubu, to raczej mało prawdopodobne, aby Leo odegrał jakąś znaczącą rolę w ich przygotowaniu bądź realizacji. Do rywalizacji o pozycję pierwszego bramkarza wrócił Erwin Mulder, wypożyczony wcześniej do Excelsioru. Do defensywy ściągnięto z Aresnału Kijów Hiszpana Daniego Fernandeza, który w zeszłym sezonie reprezentował barwy NEC Nijmegen. Wypożyczono także Serba Aleksandara Ignjativica z FK Borac Cacak. Jeśli chodzi o pomocników to nowym nabytkiem jest wypożyczony z FC Nantes Serb Stefan Babović. Do napadu sprowadzono kosztem 3,5 mln euro reprezentanta Wybrzeża Kości Słoniowej Sekou Cisse z Rody Kerkrade. Nie udało się sprowadzić Japończyka Keisukę Hondę (VVV Venlo) i Davida Depetisa (Trenczyn), co i tak wydawało się bardziej prawdopodobne niż medialne spekulacje o zainteresowaniu Erwinem Hofferem (Rapie Wiedeń) i Dannym Koevermensem (PSV Eindhoven). Feyenoord interesował się także takimi piłkarzami jak: Michael Bradley (Borussia Moenchengladbach), Joey Didulica (AZ Alkmaar), Nourdin Boukhari (NAC Breda) i Morten Nielsen. Nieprawdą okazały się także doniesienia o usilnych próbach Beenhakkera, aby sprowadzić na De Kuip  czterech reprezentantów Polski – Dudka, Przyrowskiego, Rogera i Smolarka.

Niewątpliwie wpływ na politykę kadrową Feyenoordu ma jego nienajlepsza sytuacja finansowa, ale nie zmienia to faktu, że rola Beenhakkera została zdecydowanie przeceniona i rozdmuchana przez polskie media.

 
1 , 2 , 3 , 4
| < Czerwiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    
Tagi