środa, 22 listopada 2017
„Eksperci” część 9 – Brak wiary autora bloga w udaną karierę Lewandowskiego w Bayernie

Przyszła pora, żeby posypać głowę popiołem. W tym dziale z reguły wyrywam z kontekstu wypowiedzi (niekiedy mocno archiwalne) piłkarzy, trenerów, czy dziennikarzy, odnoszę je do faktów i chętnie pokazuję jak bardzo się mylili. Teraz trzeba pośmiać się z samego siebie.

Wprawdzie nie dałem temu wyrazu na blogu, ale byłem przeciwnikiem transferu Roberta Lewandowskiego do Bayernu Monachium. Wydawało mi się, że Borussia Dortmund jest szczytem możliwości dla „Lewego”, zwłaszcza, że ugruntował swoją pozycję jako kluczowego piłkarza klubu. Jak mantrę powtarzałem, że „nie takim napastnikom Bayern łamał kariery” mają na myśli ostatnie przykłady Miroslava Klose i Lukasa Podolskiego, których potencjał nie został w pełni wykorzystany przez Bawarczyków.

Byłem przekonany, że transfer „Lewego” to element strategii klubu, która polega na systematycznym osłabianiu największych rywali poprzez podkupywanie im najlepszych piłkarzy. Akurat w przypadku Lewandowskiego Bayern nie musiał nic płacić, więc z góry było wiadomo, że transfer będzie sukcesem. Bo jak inaczej nazwać bezgotówkowe wyciągnięcie Lewandowskiego z Borussi? Bayern już na starcie był wygrany, ale miałem poważne obawy, a wręcz byłem przekonany, że „Lewemu” przypadnie rola rezerwowego, zwłaszcza, że w klubie błyszczeli Thomas Mueller, Arjen Robben i Franck Ribery.

Lewandowski_na_tle_herbu_Bayernu

Źródło: futbolfejs.pl.

Nie wiem, czy ktokolwiek spodziewał się, że talent Lewandowskiego tak eksploduje, że stanie się maszynką do strzelania goli, która zasługuje na wymienienie obok Messiego, Ronaldo, Neymara, czy Suareza. Wprawdzie jego osiągnięcia i strzeleckie rekordy są mniej medialne niż osiągnięcia wymienionych napastników, to jednak „Lewy” stał się piłkarzem kompletnym. Wiem natomiast, że potwornie pomyliłem się w ocenie tego transferu, ale paradoksalnie, im bardziej „Lewy” zaskakuje swoją skutecznością i śrubuje swoje rekordy tym bardziej… mnie to cieszy! :-)

Co ciekawe, podobne zdanie jak moje wypowiedział Jan Furtok. W kwietniu 2013 r. w wywiadzie dla portalu 11freudne.de stwierdził, że doradzałby Lewandowskiemu pozostanie w Dortmundzie.

 

Źródła: własne, 11freunde.de, futbolfejs.pl.

piątek, 10 listopada 2017
„Eksperci” część 8 – Czy trener Dundalk FC zna przepisy?

Stephen Kenny po pierwszym meczu IV rundy eliminacji Ligi Mistrzów sezonu 2016/2017 wściekał się na sędziego Deniza Aytekina z Niemiec, ale bardziej ośmieszył się nieznajomością przepisów albo twórczą interpretacją zasady gry w piłkę nożną.

W 55. minucie meczu Dundalk FC – Legia Warszawa (18 sierpnia 2016 r.) strzał Stevena Langila (wtedy jeszcze piłkarza Legii) zablokował Andy Boyle, ale zrobił to tak niefortunnie, że blokując piłkę został trafiony w rękę.

Stephen_Kenny_-_trener_Dundalk_FC

Stephen Kenny – trener Dundalk FC.

Źródło: irishmirror.ie.

Kenny grzmiał po meczu: Trudno nam zaakceptować decyzję sędziego o podyktowaniu rzutu karnego dla Legii. Piłka nie zmierzała w światło bramki, pozycja ciała naszego zawodnika była naturalna, a ręka znajdowała się blisko ciała. Uważam, że nie powinno być tego karnego.” (cyt. za: eurosport.onet.pl). Czytając taką wypowiedź trudno nie parsknąć śmiechem. Okazuje się bowiem, że w opinii trenera gospodarzy po zagraniu piłki ręką w polu karnym sędzia powinien uwzględnić, czy piłka zmierzała w światło bramki! Jak widać Kenny ze swoimi nowatorskimi pomysłami mógłby starać się o uczestniczenie w pracach komisji FIFA, która zajmuje się zmianami w przepisach gry w piłkę nożną. Trudno uwierzyć, że trener piłkarski opowiada takie rzeczy. Reszty wypowiedzi trudno nawet komentować, bo Boyle próbując zablokować strzał Langila wykonał wślizg, z którego wyszło raczej blokowanie piłki ciałem. Trudno więc mówić o naturalnej pozycji ciała obrońcy Dundalk. Tak samo, jak trudno mówić, że ręka znajdowała się blisko ciała, skoro ewidentnie odstawała od klatki piersiowej i zwiększała powierzchnię ciała.

Zdaniem Kenny'ego nie był to jedyny błąd arbitra: „Moi zawodnicy cały czas byli faulowani, ale sędzia nie karał legionistów żółtymi kartkami. Nasz zawodnik raz dopuścił się przewinienia i sędzia od razu podyktował rzut karny. Nie zasłużyliśmy na tę porażkę. Teraz jesteśmy w bardzo trudnej sytuacji i będzie nam ciężko odrobić straty.” (cyt. za: eurosport.onet.pl). Przez trenera Irlandczyków przemawiało rozgoryczenie i żal, że Dundalk FC nie wykorzystał atutu własnego boiska. Narzekanie na sędziego, zwłaszcza w kwestii rzutu karnego nie miało żadnego uzasadnienia w przebiegu boiskowych wydarzeń.

 

Źródła: własne, eurosport.onet.pl, 90minut.pl, irishmirror.ie.

środa, 23 sierpnia 2017
Eksperci część 7 – Fernando Santos nie wie w jakich klubach grają reprezentanci Polski

Przed meczem Portugalia – Polska w ćwierćfinale UEFA Euro 2016 Fernando Santos, trener Portugalczyków powiedział: „Polacy mają świetnych piłkarzy z Robertem Lewandowskim na czele. Prawie wszyscy grają w Niemczech.” (cyt. za: „Przegląd Sportowy”).

Fernando_Santos_konferencja_prasowa_Euro_2016

Fernando Santos podczas UEFA Euro 2016.

Źródło: blecherreport.com.

W kadrze Polski na Euro znalazło się tylko dwóch (!!!) piłkarzy grających wówczas w Bundeslidze – Robert Lewandowski (Bayern Monachium) i Łukasz Piszczek (Borussia Dortmund). Gdyby jednak uznać, że Santos posługuje się wiedzą historyczną to można jeszcze włączyć do tej listy czterech piłkarzy, którzy mieli za sobą występy w lidze niemieckiej. Należą do nich: Sławomir Peszko (FC Koeln), Mariusz Stępiński (FC Norymberga), Arkadiusz Milik (Bayer Leverkusen, FC Augsburg) i Jakub Błaszczykowski (Borussia Dortmund), który nawet formalnie był piłkarzem Borussi, ale wypożyczonym do Fiorentiny. Uwzględniając tych piłkarzy okazuje się, że zaledwie sześciu spośród dwudziestu trzech było lub jest związanych z klubami niemieckimi, czyli 26% spośród wszystkich  „Biało-Czerwonych” powołanych przez Adama Nawałkę na Euro 2016. Od tego wyniku do „większości” wskazanej przez Santosa jeszcze daleko.

W ten sposób szkoleniowiec przyszłych mistrzów Europy wykazał się skrajną ignorancją wobec polskiej reprezentacji albo słabym przygotowaniem do meczu z „Biało-Czerwonymi”. Z drugiej strony trudno dziwić się Santosowi, że nie zapoznał się z kadrą rywala, który do najmocniejszych nie należał. Jak się później okazało, do wyeliminowania rywala wcale nie jest potrzebna wiedza o klubach, w których grają piłkarze rywala, ale taka niewiedza po prostu nie przystoi.

 

Źródła: własne. „Przegląd Sportowy” z dnia 27 czerwca 2016 r., s. 3.

niedziela, 18 września 2016
„Eksperci” część 6 – Tomasz Frankowski nie wierzy w napastników

7 września 2015 r. w meczu eliminacji UEFA Euro 2016, reprezentacja Polski rozgromiła Gibraltar na Stadionie Narodowym aż 8:1 (4:0). Frankowski powiedział przed meczem  dla „Przeglądu Sportowego”: „Jeśli uda się wbić pięć goli, to już bardzo dobrze. Uważam, że to górny pułap, więcej bramek nie będzie.”. Czyżby były supersnajper nie wierzył w siłę napady kadry Adama Nawałki? Wypowiedź Frankowskiego mogła dziwić z trzech powodów. Po pierwsze, w pierwszym meczu miedzy tymi reprezentacjami Polska wygrała na wyjeździe 7:0, choć do przerwy prowadziła tylko 1:0. Po drugie, „Bialo-czerwoni”, a zwłaszcza Robert Lewandowski i Arkadiusz Milik należeli wówczas do najskuteczniejszych w eliminacjach. Po trzecie, sam Frankowski uczestniczył w największym pogromie, którego polska kadra udzieliła w meczu o punkty. W eliminacjach do mundialu w Niemczech w 2006 roku, Polska rozbiła Azerbejdżan 8:0 w Warszawie, ale na starym stadionie Legii. Frankowski strzelił wtedy trzy bramki.

Ekspert Tomasz Frankowski

Tomasz Frankowski – już po zakończeniu kariery na nowym stadionie Jagielloni Białystok.

Źródło: liczilex.pl.

Co ciekawe, w tym samym artykule inny świetny były napastnik Andrzej Juskowiak zwrócił uwagę na cechę, która determinowała strzeleckie popisy kadry Nawałki – „Najważniejsze, to pazerność na bramki, co wbrew pozorom nie zawsze jest oczywiste. A w obecnej kadrze takich piłkarzy na szczęście nie brakuje. Robert Leandowski czy Arek Milik chcą strzelać gole zawsze i wszędzie. Z Gibraltarem też będą parli do przodu (…) Gole zawsze dodają pewności drużynie, a po dobrym, choć przegranym meczu z Niemcami, nasi piłkarze będą chcieli postrzelać. O słabszej koncentracji nie ma mowy, bo Nawałka na pewno na to nie pozwoli”. Oceniając wynik Juskowiak stwierdził, że należy spodziewać się wysokiej wygranej, ale nie rekordu (10:0 z San Marino w 2009 r.).

Tomasz Frankowski był bardziej zachowawczy, ale taki właśnie ten były piłkarz jest. Na boisku „killer o twarzy dziecka”, pewny siebie egzekutor, precyzyjny, jak skalpel w rękach chirurga, a teraz jako ekspert – ostrożny i zachowawczy. To można cenić, ale naprawdę nie wierzył, że kadra strzeli „Team’owi 54” więcej niż pięć goli?

 

Źródło: A. Bugajski, Polska czeka na rekord, „Przegląd Sportowy” z dnia 7 września 2015 r., s. 4.

niedziela, 21 sierpnia 2016
„Eksperci” część 5 – Borek i Rzeźniczak przeceniają Śląsk Wrocław

W sezonie 2011/2012 Śląsk Wrocław dosyć niespodziewanie sięgnął po Mistrzostwo Polski. W następnym sezonie wywalczył Superpuchar Polski, dotarł do przegranego z Legią (0:2, 1:0) finału Pucharu Polski, a rozgrywki ligowe zakończył na wysokim trzecim miejscu, które zapewnił sobie na dwie kolejki przed końcem rozgrywek. Do Mistrza Polski – Legii stracił aż dwadzieścia punktów, a w ostatniej kolejce został rozbity w Warszawie 5:0, ale red. Mateusz Borek i Jakub Rzeźniczak mieli bardzo pozytywne zdanie o wrocławskim klubie.

Redaktor Mateusz Borek wziął udział w debacie „Przeglądu Sportowego” przed rozpoczęciem sezonu 2013/2014 i powiedział m.in.: „Jeśli Śląsk w takim składzie zajął trzecie miejsce w lidze, to co będzie teraz, kiedy zrobił najciekawsze transfery od wielu lat. Wystarczy, że Dudu zagra tak jak w Widzewie, Hołota nadal będzie się rozwijać, a Paixao zachowa skuteczność z Cypru. Śląsk może przegrać z Lechem, czy Legią, ale mistrzostwo zdobywa się kompletem punktów z tymi słabszymi. Śląsk ma potencjał, by grać o najwyższe lokaty.”. Biorąc pod uwagę, że red. Borek jest pracownikiem Polsatu, który w tamtym czasie był pośrednio właścicielem Śląska Wrocław, to takie wypowiedzi, podobnie jak komentowanie meczów Śląska, należało brać z przymrużeniem oka. Swego czasu Polsat transmitował wszystkie domowe, ligowe mecze Śląska i wszystkie w europejskich pucharach. Czy w takich warunkach można mówić o obiektywizmie? Nieważne. Śląsk miał „potencjał, bo grać o najwyższe lokaty”. Może i miał, ale jak to się skończyło, za chwilę wyjaśnię.

M.Borek_na_tle_Polsatu

Red. M. Borek.

Źródło: teleshow.wp.pl.

Natomiast we wrześniu 2013 r. Jakub Rzeźniczak po wygranym 2:1 ligowym meczu Legii ze Śląskiem powiedział: Spotkamy się jeszcze dwa razy w tym sezonie, bo Śląsk jest dobrym zespołem.. W ten sposób „Rzeźnik” dał do zrozumienia, że Śląsk po zakończeniu rundy zasadniczej zagra w tzw. grupie „mistrzowskiej”, czyli po 30. kolejkach będzie powyżej 9. miejsca w ligowej tabeli. Pudło!

J.Rzeźniczak_z_mikrofonem

Jakub Rzeźniczak.

Źródło: info.sport.pl.

Śląsk grał fatalnie i wbrew temu co mówili red. M. Borek i J. Rzeźniczak, po prostu zawiódł. Po rundzie zasadniczej zajął dopiero dwunaste miejsce! Do ósmego miejsca stracił sześć punktów, a nad strefą spadkową miał tylko pięć punktów przewagi. W rundzie finałowej Śląsk zaczął jednak grać na miarę swoich możliwości i aspiracji i dało mu to 9. miejsce, czyli pierwsze w grupie „spadkowej” (walczącej o miejsca 9-16). A przecież Śląsk to „dobry zespół”, który miał „grać o najwyższe lokaty”…

 

Źródło: Jaka jest nasza liga, „Przegląd Sportowy” z dnia 19 lipca 2013 r., s. 20. A. Dawidziuk, Drużyna Levego zginęła od własnej broni, „Przegląd Sportowy” z dnia 30 września 2013 r., s. 8. 90minut.pl.

sobota, 20 sierpnia 2016
„Eksperci” część 4 – „Przegląd Sportowy” liczył na komplet

29 lipca 2012 r. w towarzyskim meczu piłkarskim L:egia Warszawa przegrała z Borussią Dortmund 0:1 (0:1) po golu strzelonym przez Roberta Lewandowskiego już w drugiej minucie spotkania. Prawie półtora miesiąca wcześniej „Przegląd Sportowy” informował, że odbędzie się taki mecz. Red. Adam Dawidziuk przypominał, że rok wcześniej na podobnym sparingu, gdy Lech Poznań zremisował bezbramkowo z BVB, na stadionie w Poznaniu zjawiło się ponad 40 tysięcy widzów. Dlatego redaktor prognozował: Przy Łazienkowskiej też pewnie będzie komplet, bo do stolicy przyjedzie najlepszy niemiecki zespół z trzema Polakami w składzie, Jakubem Błaszczykowskim, Łukaszem Piszczkiem i Robertem Lewandowskim.. Tymczasem obiekt przy Łazienkowskiej zapełnił się w jednej trzeciej.

A.Dawidziuk_o_frekwencji_na_meczu_Legia_-_Borussia

Red. A. Dawidziuk.

Źródło: przegladsportowy.pl.

Niepełnego stadionu można było spodziewać się z kilku powodów. Po pierwsze, mecz odbywał się w okresie wakacyjnym, a takowy nigdy nie służy wysokiej frekwencji. Po drugie, to był tylko mecz sparingowy i nie zawsze udaje się zapełnić pełen stadion. Po trzecie, czego w chwili publikacji artykułu przez „PS” nie było wiadomo, ceny biletów były stosunkowo wysokie. Po czwarte, jak to zwykle w Warszawie, mecz piłkarski musi rywalizować z licznymi atrakcjami i imprezami, aby przyciągnąć kibiców. Po piąte, niecały miesiąc wcześniej zakończyło się UEFA Euro 2012. Cześć kibiców oglądała mecze tylko w TV, ale część na pewno oglądała je na stadionach, zwłaszcza, że Stadion Narodowy w Warszawie był jedną z aren turnieju. Rozegrano na nim pięć meczów. Niezależnie jednak od tego część fanów chciała odpocząć od piłki. Po szóste, liczba meczów, które Legia rozgrywa w okresie wakacyjnym jest na tyle duża, że odbija się na frekwencji, więc w naturalny sposób obniża frekwencję na meczu towarzyskim. Po siódme, Legia w fatalnym stylu przegrała (oddała) mistrzostwo Polski w 2012 r. i pewnie jakaś grupa kibiców „obraziła” się na klub.

Rywal niewątpliwie była atrakcyjny – mistrz Niemiec z trzema reprezentantami Polski w składzie i pewnie w innym terminie przyciągnąłby więcej widzów, ale splot wymienionych okoliczności, utrudnił osiągnięcie przyzwoitej frekwencji, jak na taki mecz przystało. Może innym razem?

 

Źródło: A. Dawidziuk, Borussia w stolicy, „Przegląd Sportowy” z dnia 19 czerwca 2012 r., s. 15.

piątek, 19 sierpnia 2016
„Eksperci” – część 3. Jerzy Dudek wychwala Hiszpanów sprowadzonych przez Trzeciaka

Red. Michał Wodziński z „Przeglądu Sportowego” zapytał Jerzego Dudka: „Słyszał pan, że Legia ściągnęła latem trzech Hiszpanów? Ostatnio do Warszawy przeniósł się były kapitan Levante Inaki Descarga?”. A były bramkarz odpowiedział: „Uważam, że to świetna wiadomość dla kibiców Legii. Dobrzy obcokrajowcy zawsze podnoszą prestiż ligi i zwiększają jej atrakcyjność. Piłkarze, których sprowadza Mirek Trzeciak, są jak Descarga ukształtowani, mają uznane nazwiska. Albo nie mieszczą się w kadrze swoich klubów i chętnie ograliby się za granicą, zamiast tułać po trzecioligowych boiskach w Hiszpanii.”.

J. Dudek uznał, że hiszpańscy piłkarze w Legii mają ukształtowane nazwiska, a ich przyjście do Legii to świetna wiadomość, bo jak można się domyślać, w opinii „Dudiego” są wzmocnieniem. Tak się jednak nie stało. Może Dudek wyciągnął wnioski po dobrej grze Inaki’ego Astiza? Wychowanek Osasuny Pampeluna został sprowadzony do Legii przed sezonem 2007/2008 i spośród wszystkich Hiszpanów, którzy później zostali sprowadzeni do Legii, prezentował się naprawdę dobrze. Odszedł dopiero po zakończeniu sezonu 2014/2015. Rozegrał w Legii 159 ligowych meczów, w których zdobył 8 goli. Wywalczył 3 tytuły Mistrza Polski i aż 5 Pucharów Polski. Wiosną 2008 r. Legia sprowadziła młodego obrońcę – Antonio Martina Aguilera „Balbino”, ale on zagrał tylko sześć meczów w Młodej Ekstraklasie i tak szybko, jak się pojawił, tak szybko zniknął.

J.Dudek_-_ekspert_24

Jerzy Dudek latem 2008 r. oceniał transfery trzech hiszpańskich piłkarzy do Legii.

Źródło: 24.pl.

Wracając do letniego zaciągu, o którym pozytywnie wypowiadał się J. Dudek, to Legię zasilili – obrońca Inaki Descarga Retegui, pomocnik Alberto Ortiz Moreno „Tito” i napastnik Mikel Arruabarrena. Descarga rzeczywiście miał wyrobione nazwisko. Do Warszawy przyjeżdżał z doświadczeniem zdobytym w Osasunie, Eibar i Levante (214 meczów/10 goli). Przez cały sezon 2008/2009 rozegrał w Legii dziesięć meczów, ale tylko trzy w ekstraklasie (4 mecze w Pucharze Polski i 3 w Pucharze Ekstraklasy). Descarga głównie leczył kontuzje, a jak już grał, to stanowił poważne zagrożenia, ale dla swojej drużyny. Po jednym sezonie opuścił Legię w atmosferze skandalu i korupcyjnych podejrzeń z czasów gry w Hiszpanii. Zakotwiczył w Realu Union Club de Irun, w którym zaczynał karierę i jak się później okazało także zakończył. Jego transfer do Legii to był niewypał.

„Tito” został sprowadzony z Espanyolu B i wytrzymał w Legii tylko do wiosny, ponieważ w trakcie przerwy zimowej doznał kontuzji i wrócił do Hiszpanii. W ekstraklasie rozegrał tylko dwa mecze, a w Pucharze Ekstraklasy sześć. Dodatkowo, wystąpił w ośmiu meczach Młodej Ekstraklasy, w której zdobył dwa gole. Transfer tego piłkarza do Legii to też niewypał.

Trzecim „wzmocnieniem” był, a właściwie miał być Arruabarena. Przyszedł z CD Tenerife, a w Legii grał tylko jesienią 2008 r. Wystąpił w sześciu meczach ligowych, pięciu Pucharu Ekstraklasy (1 gol) i po dwóch Pucharu Polski i eliminacji Pucharu UEFA. Łącznie wystąpił w piętnastu meczach, w których strzelił tylko jednego gola. Statystyki trochę podreperował sobie występami w Młodej Ekstraklasie – 6 meczów, 4 gole, ale przecież nie po to przychodził do Legii! „Aru” był po prostu słaby, ale zasłynął, mimo woli, dzięki Mirosławowi Trzeciakowi. Dyrektor sportowy Legii, gdy menadżer Cezary Kucharski zaproponował Roberta Lewandowskiego, miał odpowiedzieć, że Legia nie potrzebuje „Lewego”, bo ma „Aru”. Już wiosną 2009 r. Arruaberana został wypożyczony, a latem rozwiązano z nim kontrakt. Więcej w Legii nie zagrał. Błysnął później w Eibar, gdy strzelał gole w Primiera Division, ale w Legii to też był transferowy niewypał.

Wszyscy trzej hiszpańscy piłkarze (Descarga, Tito i Arruaberrena) prezentowali w Legii katastrofalny poziom, wręcz dramatycznie słaby. Na dobrą sprawę nie zaistnieli w Legii, ale to przecież „świetna wiadomość dla kibiców Legii (…) Piłkarze (…) są (…) ukształtowani, mają uznane nazwiska”. Tymczasem były to trzy transferowe niewypały. Oj, „Dudi” w swojej ocenie nie popisał się.

 

Źródło: „Przegląd Sportowy” z dnia 24 lipca 2008 r., s. 4. 90minut.pl (w zakresie statystyk).

czwartek, 18 sierpnia 2016
„Eksperci” – część 2. Zbigniew Boniek wyśmiewa starania Polski i Ukrainy o organizację Euro 2012

Prawie cztery i pół roku przez rozpoczęciem UEFA Euro 2012, gdy jeszcze nie było wiadomo, kto będzie gospodarzem imprezy, Zbigniew Boniek w wypowiedzi przytoczonej przez „Magazyn Sportowy”, wyraźnie powiedział, że Polska nie ma szans na organizację. „Przecież wszyscy wiedzą, że Euro za pięć lat odbędzie się we Włoszech. Czy ktoś kiedyś widział, aby finały mistrzostw Europy odbyły się w kraju, gdzie autostrady, czy hotele są w dużej części wirtualne. Co ja mówię w dużej części, jeśli chodzi o stadiony, czy autostrady, to ich po prostu nie ma. Mamy już rok 2007 i naprawdę nie ma żadnych szans, abyśmy szybko zbudowali bazę, która zadowoli UEFA.”.

Z.Boniek_drapie_się_w_głowę

Źródło: legia.net.

Turniej ostatecznie, jak wszystkim dobrze wiadomo, odbył się w Polsce i na Ukrainie. Włosi byli faworytami, dlatego „Zibi” musiał być zdziwiony. Większe zdziwienie ogarnęło chyba jego przyjaciela – Michela Platiniego, który ogłaszał decyzję Komitetu Wykonawczego.

M.Platini_ogłasza_gospodarza_euro_2012

Źródło: gregory501.blox.pl.

 

Źródło: R. Kołtoń, Futbol – największy bank świata, „Magazyn Sportowy” – bezpłatny dodatek do „Przeglądu Sportowego” z dnia 9 lutego 2007 r., s. 11.

środa, 17 sierpnia 2016
„Eksperci” – część 1. Mateusz Borek o Legii i Okuce

W „Przeglądzie Sportowym” z dnia 25 stycznia 2002 r. ukazał się felieton Mateusza Borka pod wymownym tytułem: „Legia na mistrza… Jugosławii”. Red. Borek kpił w swoim dziele z Legii wskazując na to, że:

  • nie chciała zatrudnić wracającego z Francji Marka Jóźwiaka,
  • zamiast wystawiać na pozycji stopera Jacka Magierę, wobec kontuzji Jacka Zielińskiego, ściągnęła wracającego po rehabilitacji Marijana Gierasimovskiego,
  • trener Dragomir Okuka uparcie nie wystawiał Mariusza Piekarskiego, tylko pozwolił mu odejść do Chin „i pośrednio zamknął mu drogę na MŚ, przynajmniej te w Korei i Japonii”,
  • Wojciecha Kowalczyka „oddano bez żalu” na Cypr, „a w Legii na liście płac figuruje Svitlica”.
  • Prezes Leszek Miklas odrzucił propozycję Romana Koseckiego rozegrania meczu towarzyskiego z Atletico Madryt, ówczesnym liderem Secunda Division,
  • Okuka porównał w wywiadzie „zniszczenia wojenne z Jugosławii do tych z Polski po II wojnie światowej”.

Red. Borek dosyć mocno puentował: „Jeśli tak ma wyglądać budowa wielkiej Legii, to ja gratuluję. Chyba, że zespół z Warszawy będzie grał o mistrza… Jugosławii.”.

M.Borek_na_stadionie_Legii

Mateusz Borek na stadionie „Legii”.

Źródło: media2.pl.

Popularny „Mati” trochę racji w swoich poglądach miał, ale najważniejsze były efekty pracy serbskiego trenera. Dlatego zamiast dyskutować z w/w poglądami wystarczy powiedzieć, że cztery miesiące później Legia wywalczyła mistrzostwo, ale Polski! I czego by nie mówić o trenerze Okuce, to właśnie on doprowadził do odzyskania przez Legię mistrzowskiego tytułu po siedmiu (!) latach przerwy. Nie udało się to kolejnym trenerom Legii, którymi byli: Mirosław Jabłoński, Władysław Stachurski, Lucjan Brychczy, Jerzy Kopa, Stefan Białas, Dariusz Kubicki, Franz Smuda i Krzysztof Gawara. Dodatkowo, Legia prowadzona przez Okukę sięgnęła po Puchar Ligi.

Po kolejnym roku (Legia ukończyła rozgrywki ligowe na 4. miejscu) okazało się, że Stanko Svitlica nie tylko „figuruje” na liście plac. W sezonie 2002/2003 jako pierwszy obcokrajowiec w historii został królem strzelców ekstraklasy. Po II wojnie światowej tylko trzy razy zdarzyło się, że król strzelców ekstraklasy zdobył więcej bramek (1948, 1993, 1996). Poza tym, Svitlica zdobył 40 ligowych goli dla Legii, a „faworyt” red. Borka – Wojciech Kowalczyk 42. Tyle tylko, że Svitlica do osiągnięcia swojego dorobku strzeleckiego potrzebował 62 meczów, a „Kowal” dokładnie dwa razy więcej!

 

Źródła: własne, 90minut.pl, pl.wikipedia.org. M. Borek, Legia na mistrza… Jugosławii, „Przegląd Sportowy” z dnia 25 stycznia 2002 r., s. 20.

11:05, martinez-4ever , EKSPERCI
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 16 sierpnia 2016
„Eksperci” – wprowadzenie

„Eksperci” to nowy cykl krótkich wpisów, w których będę prezentował wypowiedzi piłkarzy, trenerów, generalnie ludzi związanych z piłką nożną, o których można powiedzieć, że są ekspertami, bo znają futbol i wiedzą o czym mówią.

Problem jednak w tym, że niekiedy te wypowiedzi nie przystają do rzeczywistości, stanowią przewidywanie, które zupełnie nie sprawdza się albo jest po prostu śmieszne. Innymi słowy są to wypowiedzi, które poddają pod wątpliwość ich ekspercki charakter, stąd też w tytule cyklu pojawia się cudzysłów.

Ekspert_sportowy

Źródło: adr-bhp.com.pl.

Niektóre z „eksperckich” wypowiedzi okazały się nietrafione, bo wynik meczu okazał się inny niż ekspert przewidywał i można się trochę pośmiać, albo przymknąć oko, bo przecież „gdy piłka jest w grze, to wszystko jest możliwe”, choć od ekspertów można wymagać trochę więcej. Zdarza się jednak, że z wypowiedzi ekspertów bije pewność siebie, a niekiedy buta, dlatego gdy okazują się błędne, nabierają innego wymiaru.

Oczywiście, bardzo łatwo jest wyciągnąć jakąś wypowiedź, nawet sprzed kilku lat – porównać ją z faktami i powiedzieć, jak bardzo ktoś się mylił. To prawda, ale z jednej strony nazwa bloga to właśnie – „No football no fun”, bo chodzi o to, żeby futbol dostarczał nam śmiechu i radości. Po drugie, za każdym razem, przy każdej wypowiedzi będzie podane źródło jej pochodzenia.

Let’s have fun!

16:54, martinez-4ever , EKSPERCI
Link Dodaj komentarz »
| < Styczeń 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        
Tagi