czwartek, 25 maja 2017
Nie będzie Lotto Lubelskie Cup 2016

Zeszłoroczny turniej zakończył się frekwencyjną porażką, ale organizatorzy nie mieli sobie nic do zarzucenia. Co więcej przekonywali, że kluby chwaliły sobie funkcjonalność obiektu, murawę i boiska treningowe. Przedstawiciel urzędu marszałkowskiego przekonywał natomiast, że impreza na stałe wpisze się w kalendarz wydarzeń promujących Lubelszczyznę. Podkreślano też, że turniej ma duży potencjał, bo… jest duże zapotrzebowanie na futbol w regionie.

To było w 2015 roku, a co się okazało w 2016 r.? Turniej nie został zorganizowany. A jak w sezonie 2015/2016 zaprezentowali się uczestnicy Lotto Lubelskie Cup 2015?

Zwycięzca turnieju, czyli Hannover’96 zaliczył najgorszy sezon spośród wszystkich uczestników turnieju. Niemiecki klub zajął ostatnie – 18. Miejsce w Bundeslidze. W 34 meczach zdobył zaledwie 25 punktów (średnia 0,74), do przedostatniego (także spadkowicza) – VfB Stuttgart stracił 8 punktów, zaś do miejsca barażowego, szesnastego aż jedenaście. To przepaść. Puchar Niemiec (DFB Pokal) także zakończył się niepowodzeniem „Die Roten”. Odpadli już w II rundzie po wyjazdowej porażce 1:2 z SV Darmstadt 98.

Lechia Gdańsk zajęła w Lublinie 2. miejsce, a w lidze zaprezentowała się dużo lepiej niż H96. Lechiści zajęli 5. miejsce w Ekstraklasie, choć po zakończeniu sezonu zasadniczego byli dopiero na 7. miejscu. W 37 meczach zdobyli 52 punkty (średnia 1,41). W Pucharze Polski odpadli w 1/8 finału po wyjazdowej porażce 1:4 z późniejszym zdobywcą Pucharu, czyli Legią Warszawa.

Szachtar Donieck sezon 2015/2016 może uznać za naprawdę udany. Niecałe dwa tygodnie po lubelskim turnieju pokonał w Odessie Dynamo Kijów i sięgnął po Superpuchar Ukrainy. Po drugie trofeum „Górnicy” sięgnęli na zakończenie sezonu, gdy pokonali Zorię Ługańsk 2:0 w finale Pucharu Ukrainy, rozegranym na Arenie Lwów. Jedyne niepowodzenie zaliczyli w lidze, którą ukończyli na drugim miejscu ze stratą siedmiu punktów do Dynama Kijów. Szachtar wywalczył 63 punkty w 25 meczach (średnia 2,52). Dodatkowo, Alex Teixeira został królem strzelców z 23 golami. Drugiego w klasyfikacji strzelców – Andrija Jarmolenkę (Dynamo Kijów) wyprzedził aż o dziesięć trafień.

Szachtar_z_Pucharem_Ukrainy_2015-2016

Piłkarze Szachtara Donieck wywalczyli Puchar Ukrainy 2016.

Źródło: sport.tvp.pl.

W europejskich pucharach Szachtar zaprezentował się ze zmiennym szczęściem. Po wyeliminowaniu Fenerbahce Stambuł (0:0, 3:0) i Rapidu Wiedeń (1:0, 2:2) awansował do fazy grupowej Ligi Mistrzów. Tam zajął trzecie miejsce, choć w sześciu meczach zdobył tylko trzy punkty, a rywalizował z Realem Madryt (0:4, 3:4), PSG (0:3, 0:2) i Malmo FF (0:1, 4:0). Na wiosnę 2016, Szachtar startował już w fazie pucharowej Ligi Europy, w której wyeliminował Schalke Gelsenkirchen (0:0, 3:0), Anderlecht Bruksela (3:1, 1:0), Sporting Braga (2:1, 4:0) i zatrzymał się dopiero w półfinale na rywalizacji z Sevillą (2:2, 1:3).

AS Monaco zakończyło lubelski turniej na ostatnim miejscu, ale sezon 2015/2016 był dla klubu z malutkiego księstwa naprawdę niezły. Klub zakończył Ligue 1 na trzecim miejscu z dorobkiem 65 punktów w 38 meczach (średnia 1,71). ASM wywalczyło tyle samo punktów, co wicemistrzowie, czyli Olympique Lyon, ale strata do zasilanego katarskimi pieniędzmi PSG wyniosła aż 31 punktów! Rozgrywki w Pucharze Francji (Coupe de France), Monaco zakończyło już na 1/8 finału po wyjazdowej porażce 1:2 z Sochaux. Występy w europejskich pucharach też nie wypadły dla Monaco okazale. Czerwono-biali bezskutecznie rywalizowali o awans do Ligi Mistrzów. Wprawdzie wyeliminowali szwajcarski Young Boys Berno (3:1, 4:0), ale w IV decydującej rundzie eliminacji okazali się gorsi od Valencii (1:3, 2:1). Monaco wystąpiło więc w fazie grupowej Ligi Europy, gdzie rywalizowało z Anderlechtem Bruksela (1:1, 0:2), Tottenhamem Hotspur (1:1, 1:4) i Karabachem Agdam (1:0, 1:1). Zajęło trzeciej miejsce w grupie, co zakończyło przygodę z rozgrywkami europejskimi na jesieni 2015 r.

Przypomnieć trzeba, że przedstawiciel urzędu marszałkowskiego, który na organizację Lotto Lubelskie Cup 2015 wydał prawie milion złotych brutto, powiedział: „(…) jednokrotne wydanie pieniędzy na taką imprezę jest wyrzuceniem kasy w błoto.”. Skoro nie było kontynuacji turnieju, więc wniosek jest taki, że urząd marszałkowski wyrzucił ten milion złotych w błoto.

 

Źródła: własne, 90minut.pl, pl.soccerway.com, sport.tvp.pl, pl.wikipedia.org, de.wikipedia.org.

wtorek, 09 maja 2017
Po raz drugi Polka bez zwycięstwa w Lidze Mistrzyń UEFA

W rozegranym 26 maja 2016 r. finale Ligi Mistrzyń UEFA VfL Wolfsburg przegrał w rzutach karnych z Olympique Lyon 3:4. W regulaminowym czasie gry padł remis 1:1. Mecz rozegrano na Stadio Citta del Tricolore we włoskim mieście Reggio Emilia. Niestety, Ewa Pajor nie wystąpiła w meczu finałowym. W sezonie 2014/2015 w przegranym finale wystąpiła Katarzyna Kiedrzynek (PSG).

Ewa_Pajor_(VfL_Wolfsburg)_lato_2016

Ewa Pajor w barwach VfL Wolfsburg.

Źródło: ofsajd.onet.pl.

Wcześniej Wolfsburg wyeliminował Spartak Subotica (0:0, 4:0), Chelsea LFC (2:1, 2:0), Brescię (3:0, 3:0), 1. FFC Frankfurt (4:0, 0:1). Pajor wystąpiła w siedmiu pierwszy meczach spędzając na boisko tylko 139 minut (średnio ok. 20 minut). W poszczególnych meczach grała następującą liczbę minut – 4, 30, 18, 22, 6, 45 i 14. Grająca na pozycji napastnika reprezentantka Polski w ogóle nie wystąpiła w rewanżowym półfinale i finale.

Ewa_Pajor_(VfL_Wolfsburg)_sparing_lato_2016

Ewa Pajor w meczu towarzyskim przed rozpoczęciem sezonu 2015/2016.

Źródło: laczynaspilka.pl.

Druga z Polek, która wystąpiła w fazie pucharowej Ligi Mistrzyń, czyli zeszłoroczna finalista – Katarzyna Kiedrzynek tym razem zakończyła swoja przygodę w półfinale. Jej Paris Saint Germain wyeliminowało Olimpię Cluj (6:0, 9:0), Oerebro (1:1, 0:0), Barcelonę (0:0, 1:0), ale w półfinale zostało rozgromione przez późniejsze zwyciężczynie, czyli Olympique Lyon (0:7, 0:1). Kiedrzynek wystąpiła w pięciu meczach w pełnym wymiarze czasowym (450 minut), zaś jej rywalka do miejsca w bramce, czyli Niemka Ann-Katrin Berger zagrała w trzech meczach. Niestety, Polaka wystąpiła w kompromitującym meczu z OL.

Kiedrzynek_i_Pajor_sparing_lato_2016

Katarzyna Kiedrzynek i Ewa Pajor po meczu towarzyskim VfL Wolfsburg – PSG (1:1), rozegranym w sierpniu 2015 r.

Źródło: laczynaspilka.pl.

Warto jeszcze zauważyć, że w rewanżowym półfinale pomiędzy Frankfurtem a Wolfsburgiem (1:0), w barwach gospodyń dwuminutowy epizod zaliczyła Julia Matuschevski. Wówczas reprezentanta Niemiec u-15 i U-19, która w dniu 1 marca 2017 r. zadebiutowała w pierwszej reprezentacji Polski w meczu towarzyskim z Kosowem 5:0. „Urodzona w Niemczech Matuszewska była już powołana na październikowe zgrupowanie selekcyjne w Grodzisku Wielkopolskim, ale z powodów zdrowotnych ostatecznie nie dołączyła do zespołu.” (cyt. za: laczynaspilka.pl).

 

Źródła: własne, uefa.com, 90minut.pl, ofsajd.onet.pl, laczynaspilka.pl, telegazeta TVP.

niedziela, 07 maja 2017
Grzegorz Krychowiak po raz drugi triumfuje w Lidze Europy!

W rozegranym 18 maja 2016 r. w Bazylei finale Ligi Europy 2015/2016 FC Sevilla pokonała FC Liverpool 3:1. Sevilla zwyciężyła w rozgrywkach Pucharu UEFA/Ligi Europy po raz piaty, co jest rekordem, a Grzegorz Krychowiak drugi rok z rzędu mógł unieść Puchar Ligi Europy.

W ten sposób „Krycha” dołączył do elitarnego grona Zbigniewa Bońka i Józefa Młynarczyka, którzy mają co najmniej dwa triumfy w europejskich pucharach. Zbigniew Boniek (Juventus Turyn) wywalczył z Juventusem Turyn Puchar Zdobywców Pucharów, Superpuchar Europy (1984), Puchar Europy (1985), a Józef Młynarczyk z FC Porto – Puchar Europy i Superpuchar Europy (oba w 1987). Krychowiak chce walczyć o kolejne trofea z Ligą Mistrzów na czele, dlatego po sezonie 2015/2016 przeniósł się wraz ze swoim dotychczasowym trenerem Unai Emerym do PSG.

Wkład Polaka w zwycięstwo w rozgrywkach Ligi Europy nie był jednak tak widoczny, jak w poprzednim sezonie. Wtedy Polak wystąpił w 13 meczach i zdobył 2 bramki. Teraz, FC Sevilla w nagrodę za zeszłoroczny triumf uzyskała prawo gry w Lidze Mistrzów. W swojej grupie „Sevillistas” zajęli trzecie miejsce za Manchesterem City (1:2, 1:3) i Juventusem Turyn (0:2, 1:0), a przed Borussią Moenchengladbach (3), 2:4). Dzięki temu, Sevilla na wiosnę 2016 mogła bronić wywalczonego na Stadionie Narodowym w Warszawie trofeum. Sevilla eliminowała kolejno Molde FK (3:0, 0:1), FC Basel (0:0, 3:0), Athletic Bilbao (2:1, 1:2 k. 5:4), Szachtar Donieck (2:2, 3:1), a w finale pokonała FC Liverpool (3:1).

Krychowiak_z_Pucharem_Ligi_Europy_2016

Krychowiak i Mariano Ferreirą z Pucharem Ligi Europy za zwycięstwo w sezonie 2015/2016.

Źródło: sport.interia.pl.

Krychowiak wystąpił w pełnym wymiarze czasowym we wszystkich sześciu meczach w Lidze Mistrzów (540 minut) i otrzymał żółtą kartkę. W lidze Europy wystąpił w sześciu meczach (479 minut) i otrzymał w nich żółtą kartkę. „Krycha” nie grał z powodu kontuzji w dwumeczu z Molde i pierwszym meczu z Basel. W rewanżu zagrał 29 minut i od tamtej pory wystąpił we wszystkich kolejnych pięciu meczach. W finale Polak nie błyszczał tak, jak rok wcześniej w Warszawie, ale najważniejszy jest efekt końcowy. A jest on taki, że Krychowiak znalazł się w trójce najlepszych polskich piłkarzy pod względem triumfów w europejskich pucharach.

 

Źródła: własne, uefa.com, 90minut.pl, sport.interia.pl.

sobota, 06 maja 2017
Szkoda Podbeskidzia?

Podbeskidzie Bielsko-Biała przez kilka chwil było w grupie mistrzowskiej Ekstraklasy sezonu 2015/2016, ale na skutek zamieszania proceduralnego, zagrało w grupie spadkowej i z hukiem spadło do I ligi.

Po 30. (ostatniej) kolejce sezonu zasadniczego ekstraklasy 2015/2016 Lechia Gdańsk, Ruch Chorzów i Podbeskidzie Bielsko-Biała zgromadziły po 38 punktów. Bilans bezpośrednich meczów między klubami ustalał kolejność – Lechia, Ruch i Podbeskidzie, co powodowało, że Ruch grał w grupie mistrzowskiej, a Podbeskidzie w grupie spadkowej.

Wtedy do Lechii… wrócił jeden punkt! Kilka miesięcy wcześniej Komisja ds. Licencji Klubowych PZPN ukarała Lechię Gdańsk odjęciem jednego punktu za zaległości finansowe. Komisja Odwoławcza podtrzymała decyzję, ale Lechia napisała skargę do Trybunału Arbitrażowego przy PKOl, który wstrzymał wykonanie decyzji. Do Lechii wrócił więc odebrany punkt i Gdańszczanie mieli 39 pkt, zaś Ruch Chorzów i Podbeskidzie po 38 pkt. O wyprzedzeniu Ruchu przez Podbeskidzie decydowała… klasyfikacja Fair Play, która powodowała, że to Ruch miał grać w grupie spadkowej. „Niebiescy” protestowali. Ostatecznie Lechia (chyba po mediacji Zbigniewa Bońka, Prezesa PZPN) wycofała swoją skargę, czyli pogodziła się z utratą punktu. W takim układzie, to Ruch był w grupie mistrzowskiej, a nie Podbeskidzie. Tym razem protestowali „Górale”, ale to już nie miało żadnego znaczenia.

Spadek_Podbeskidzia_2016_(2)

Źródło: radiobielsko.pl.

W grupie spadkowej Podbeskidzie nie wygrało żadnego meczu! Co więcej w siedmiu spotkaniach, w tym czterech u siebie, wywalczyło tylko jeden punkt! Można żałować Podbeskidzia, że było już w grupie mistrzowskiej i przez proceduralne rozgrywki straciło pewne utrzymanie. Z drugiej jednak strony wszystko było w rękach, a raczej w nogach piłkarzy spod Klimczoka, tymczasem, oni w bezpośrednich pojedynkach z rywalami do utrzymania się w ekstraklasie polegli na całej linii i potwierdzili, że nie zasługują na ekstraklasę. Bo przecież w decydujących meczach nie przegrywali z potężnymi (jak na polskie warunki) klubami jak Legia, czy Lech. Nie przegrywali też z rewelacyjnym Piastem Gliwice, tylko grali z tymi, od których podobno byli lepsi.

Spadek_Podbeskidzia_2016_(2)

Źródło: bielskobiala.naszemiasto.pl.

Damian Chmiel, pomocnik Podbeskidzia trafnie podsumował spadek „Górali”: „To co zrobiliśmy wcześniej zasługiwało na szacunek. Podnieśliśmy się po rundzie jesiennej. Zimowaliśmy na ostatnim miejscu, a potem byliśmy bardzo blisko grupy mistrzowskiej. Ale umówmy się, nie byliśmy w niej. Znaleźliśmy się w niej tylko na chwilę, przez zamieszanie, które gdzieś się pojawiło (…) powiedzmy sobie jednak szczerze, jakbyśmy byli drużyną to byśmy się utrzymali (…) nie jestem jeszcze w stanie wytłumaczyć tego spadku (…) życie skarało nas za minimalizm.” (cyt. za: „Przegląd Sportowy”).

Nie czas żałować Podbeskidzia, gdy nie dało piłkarskich argumentów do pozostania w ekstraklasie.

 

Źródła: własne, 90minut.pl, radiobielsko.pl, bielskobiala.naszemiasto.pl. A. Bugajski, J. Radomski, Liga utknęła w martwym punkcie, „Przegląd Sportowy z dnia 11 kwietnia 2016 r., s. 14-15. To się w pale nie mieści! – wywiad red. M. Treli z Damianem Chmielem, „Przegląd Sportowy” z dnia 12 maja 2016 r., s. 7.

sobota, 29 kwietnia 2017
Przed finałem Pucharu Polski 2016 Legia Warszawa – Lech Poznań

W finale Pucharu Polski sezonu 2015/2016 zmierzyły się dwa najlepsze polskie kluby ostatnich sezonów, czyli Legia Warszawa i Lech Poznań, dla których mecz na Stadionie Narodowym był… 54 w sezonie!

Finał_Pucharu_Polski_2016

Źródło: eurosport.onet.pl.

Historia Pucharu Polski

Pierwsza edycja Pucharu Polski została rozegrana w 1926 r. W meczu finałowym Wisła Kraków pokonała Spartę Lwów 2:1. Losy pierwszych finalistów potoczyły się diametralnie różnie, bo Wisła została jednym z najbardziej utytułowanych polskich klubów, a Sparta nigdy nie zagrała na najwyższym szczeblu rozgrywkowym i już nie istnieje.

Najwięcej Pucharów Polski zdobyła Legia Warszawa (17), a kolejne kluby w tej klasyfikacji to Górnik Zabrze (6), Lech Poznań (5), Wisła Kraków i Zagłębie Sosnowiec (po 4). Najwięcej przegranych finałów mają na swoim koncie Górnika Zabrze i Ruch Chorzów (po 7), a poza tym – Wisła Kraków, Legia Warszawa (po 6) i GKS Katowice (5).

61 finałów rozegrano w 21 miastach. Najczęściej grano w Warszawie (19), Chorzowie (10), Łodzi (6) oraz Poznaniu i Krakowie (po 5), przy czym 9 razy finał odbywał się w formie dwumeczu.

Najwięcej goli w meczach finałowych zdobył Włodzimierz Lubański (Górnik Zabrze) – 9. Co więcej, Lubański jako jedyny piłkarz zaliczył w finałach dwa hat-tricki (jeden raz 3 gole, jeden raz 4 gole). Jednym hat-trickiem może pochwalić się czterech piłkarzy – Henryk Kempny (Legia), Ernest Pohl i Jerzy Wilim (obaj Górnik) oraz Jan Furtok (GKS Katowice).

„Przegląd Sportowy” wybrał „Jedenastkę wszechczasów Pucharu Polski”: Henryk Bolesta (Widzew) – Adam Topolski (Legia), Stanisław Oślizło (Górnik Zabrze), Piotr Piekarczyk (GKS Katowice), Wojciech Rudy (Zagłębie Sosnowiec) – Miroslav Radović (Legia), Zygfryd Szołtysik (Górnik Z.), Leszek Pisz (Legia) – Lucjan Brychczy (Legia), Włodzimierz Lubański (Górnik Z.), Mirosław Okoński (Legia / Lech).

Rekord frekwencji w meczu finałowym Pucharu Polski został pobity 1 maja 1963 r. na Stadionie Śląskim w Chorzowie, gdy mecz Zagłębia Sosnowiec z Ruchem Chorzów (2:0) oglądało 70 000 widzów. Kolejne dwa wyniki frekwencji to 55 000 (1 maja 1986 r., Stadion Śląski, GKS Katowice – Górnik Zabrze 4:1) i 45 322 (2 maja 2015 r., Stadion Narodowy, Legia – Lech 2:1).

Sezon 2015/2016

Legia i Lech w drodze do finału nie przepracowały się zbytnio. Legia awansowała z kompletem zwycięstw, zaś Lech tylko z jednym straconym golem. Lech wyeliminował Olimpię Grudziądz (2:0), Ruch Chorzów (1:0), Zagłębie Lubin (1:0, 1:0) i Zagłębie Sosnowiec (1:0, 1:1). Legia natomiast była lepsza od Górnika Łęczna (2:0), Lechii Gdańsk (4:1), Chojniczanki Chojnice (2:1, 4:1) i Zawiszy Bydgoszcz (4:0, 2:1).

Najlepsi strzelcy tej edycji Pucharu to Nemanja Nikolić (Legia) – 6 goli, Aleksandar Prijović (obaj Legia Warszawa) – 4 gole oraz Kamil Drygas, Szymon Lewicki (obaj Zawisza Bydgoszcz), Damian Łanucha (Stal Stalowa Wola), Szymon Matuszek (Dolcan Ząbki), Eryk Sobków (Zagłębie Lubin) i Radosław Wiśniewski (Błękitni Stargard Szczeciński).

Araszkiewicz_losowanie_PP_2016

Kuriozalne losowanie i moment popełnienia błędu przez Jarosława Araszkiewicza.

Źródło: tvn24.pl.

Ta edycja rozgrywek zostanie zapamiętana z powodu kuriozalnego losowania, które odbyło się na jesieni. Najpierw Jarosław Araszkiewicz odczytał „9” jako „6”, a później system informatyczny błędnie przyporządkował jedną parę do miejsca w drabince. W efekcie wyniki losowania zostały skorygowane.

Legia i Lech w Pucharze Polski

Oba zespołu rozegrały przeciwko sobie 10 meczów w Pucharze Polski. Lech wygrał 2, zremisował 3 i przegrał 5 (bilans bramkowy 9:16). We wszystkich rozgrywkach oba kluby rozegrały 122 oficjalne mecze, z których 51 wygrała Legia, 37 Lech, zaś 33 razy był remis. W finale Pucharu Polski oba kluby spotkały się pięciokrotnie. Legia była lepsza trzykrotnie i są to jednocześnie jedyne trzy porażki „Kolejorza” w meczach finałowych.

W 1980 r. Legia pokonała Lecha w Częstochowie 5:0. W 1988 r. Lech pokonał Legię w Łodzi po rzutach karnych 3:2. W meczu padł remis 1:1. W 2004 r. finał rozgrywano w formie dwumeczu. Lech wygrał w pierwszym meczu u siebie 2:0, a na wyjeździe obronił zaliczkę, bo przegrał tylko 0:1. W 2011 r. w Bydgoszczy Legia wygrała w rzutach karnych 5:4 (po dogrywce było 1:1). Wreszcie w 2015 r. na Stadionie Narodowym Legia wygrała 2:1.

Mecz finałowy 2016 odbył się w Warszawie dlatego warto zauważyć, że Legia aż siedmiokrotnie zdobywała Puchar Polski po meczach w Warszawie. Czterokrotnie na własnym stadionie przy ul. Łazienkowskiej, dwa razy na Stadionie X-lecia i raz na Stadionie Narodowym. Przegrała tylko dwa razy (1952 i 2004). Lech natomiast w Warszawie, na stadionie Legii wygrywał Puchar Polski dwa razy – w 1984 (3:0 z Wisłą Kraków) i w 2004 r. (0:1 z Legią, ale pierwszy mecz wygral 2:0).

Dwóch piłkarzy grało w finałach zarówno w barwach Lecha, jak i Legii – Mirosław Okoński i Henryk Miłoszewski. Jak się później okazało bardziej spektakularnego wyczynu dokonał Kasper Hamalainen, który w finale w 2015 r. wystąpił w barwach Lecha w meczu przeciwko Legii, a w finale 2016 r. zagrał dla Legii przeciwko Lechowi. Hamalainen jesienią wystąpił w trzech meczach Pucharu Polski w barwach Lecha, a później przeniósł się do Warszawy, więc przed meczem finałowym był pewien, że triumf w Pucharze Polski 2016 będzie mógł wpisać do swojego piłkarskiego CV.

Tylko jeden z piłkarzy Lecha w sezonie 2015/2016 zdobył Puchar Polski z „Kolejorzem” – Krzysztof Kotorowski. W edycji 2008/2009 wystąpił w trzech meczach, ale w finale przeciwko Ruchowi Chorzów (1:0 po dogrywce) bronił nieżyjący już Chorwat Ivan Turina. Ciekawostką jest to, że w ostatnich trzech finałach z udziałem Lecha (2009, 2011, 2015), Bośniacki bramkarz Jasmin Burić zawsze był rezerwowym. Natomiast wśród piłkarzy Legii najwięcej zwycięskich finałów ma na swoim koncie Michał Kucharczyk – 4. W 2011, 2012 i 2015 r. wystąpił w decydujących spotkaniach, zaś w 2013 r. wystąpił w pierwszych z dwóch finałowych spotkań. Jakub Rzeźniczak ma w swoim dorobku 3 Puchary. Igor Lewczuk zdobywał Puchar Polski z trzema różnymi klubami! W 2010 r. triumfował z Jagiellonią, w 2014 r. z Zawiszą Bydgoszcz, a w 2015 r. z Legią, choć akurat ten mecz przesiedział na ławce rezerwowych.

Przed meczem

Lech wygrał tylko jedno z ostatnich ośmiu spotkań, a w rundzie finałowej ekstraklasy był bardzo nieskuteczny. W czterech meczach zdobył tylko dwa gole i oba w tym samym meczu (2:2 z Piastem Gliwice). Legia natomiast przegrała ostatni (ligowy) mecz poprzedzający warszawski finał (0:2 z Zagłębiem Lubin na wyjeździe), a z ostatnich sześciu meczów wygrała tylko dwa.

Łukasz Trałka oceniał, że największym atutem Legii jest szybki atak, a słabością pozostawienie dużych przestrzeni po stracie piłki. Natomiast Jakub Rzeźniczak wskazywał, że największym atutem Lecha jest Szymon Pawłowski, a największą słabością… „gorąca głowa Łukasza Trałki” (cyt. za: „Przegląd Sportowy”), czym pewnie nawiązywał do zachowania Trałki wobec Hamalainena w marcowym meczu oby klubów w Poznaniu. Marcin Kamiński powiedział natomiast: „W ostatnim czasie zagraliśmy tyle razy przeciwko Legii, że doskonale znamy jej słabe strony i wiemy jak ją zaatakować.” (cyt. za: „Przegląd Sportowy”). Igor Lewczuk podkreślał, że choć Legia przegrała z Lechem mecz o Superpuchar (1:3) i jesienne spotkanie ligowe w Warszawie (0:1), to w dwóch ostatnich meczach była lepsza (2:0 w Poznaniu, 1:0 w Warszawie).

Jeśli chodzi o sytuację kadrową, to w dniu meczu okazało się, że w Lechu nie może zagrać Nicki Bille Nielsen. W Legii natomiast do dyspozycji trenera Czerczesowa byli leczący ostatnio kontuzje Tomasz Jodłowiec i Michał Pazdan. Najważniejsze było jednak, że trener nie musiał martwić się o występ super ataku. Nemanja Nikolić i Aleksandar Prijović, którzy w całym sezonie we wszystkich rozgrywkach zdobyli razem 49 goli i mieli 17 asyst.

Organizacja

Spotkanie pokaże 26 kamer, w tym 3 super slow motion i jedna ultra slow motion. Firma, która wyprodukowała sygnał zaangażowała do pracy 100 osób i dwa wozy transmisyjne. Murawę na Stadion Narodowy przewiozło 25 tirów z plantacji pod Szczecinem. W każdym samochodzie było 18 rolek trawy.

Podsumowanie

PZPN zrobił dużo, aby nadać finałowi Pucharu Polski odpowiednią rangę, ale i tak nie uniknął wpadki z losowaniem. Dla rozwoju tej imprezy dużym bonusem jest, że w finale spotykają się dwa najlepsze kluby, choć niegrające absolutnie najlepszej piłki. Faworytem była Legia zmierzająca po dublet na stulecie klubu.

 

Źródła: własne, 90minut.pl, tvn24.pl, eurosport.onet.pl. „Przegląd Sportowy” z dnia 2-3 maja 2016 r., s. 2-3 i 13-20. P. Zych, Wielka bitwa o puchar, „Gazeta Wyborcza”, z dnia 2-3 maja 2016 r., s. 20-21. B. Kubiak, Zacząć od pucharu, „Gazeta Stołeczna” – dodatek do „Gazety Wyborczej” z dnia 2-3 maja 2016 r., s. 8.

środa, 22 marca 2017
Przed niespodziewanym grudniowym hitem

Przed meczem XX kolejki sezonu 2015/2016 Legia – Piast Gliwice chyba nikt nie spodziewał się, że będzie to mecz wicelidera z liderem ekstraklasy. Co więcej, niezależnie od wyniku tego spotkania przed ostatnią kolejką w 2015 r., Piast będzie liderem ekstraklasy!

Przed meczem Piast miał pięć punktów przewagi. W dotychczasowych 19 spotkaniach zdobyły 41 punktów (13 zwycięstw, 2 remisy, 4 porażki, bramki 36:24), zaś Legia zdobyła 36 punktów (10 zwycięstw, 6 remisów, 3 porażki, bramki 38:19). Jeszcze dwie kolejki wcześniej Piast miał aż dziesięć punktów przewagi, ale przegrał na wyjeździe z Górnikiem Zabrze 2:5, a następnie zremisował u siebie z Cracovią 2:2. Legia w tym czasie odniosła dwa zwycięstwa – przed własną publicznością z Górnikiem Łęczna 2:1 i na wyjeździe z Wisłą Kraków 2:0.

Portal weszlo.com dowodził, że Piast meczu z Legią przegrać nie może, ponieważ punkty traci tylko wtedy, gdy w jednym tygodniu rozgrywa dwa spotkania, a tak właśnie stało się, gdy grał z Górnikiem i Cracovią. Co więcej, Piast po spotkaniu z „Pasami” mógł przygotowywać się do hitu jesieni, zaś Legia w tygodniu miała za sobą wyczerpująca podróż do Neapolu na mecz w ramach fazy grupowej Ligi Europy (2:5 z Napoli). Więcej odpoczynku dla „Piastunek” mogło być kluczowym czynnikiem przed meczem z Legią. Nie bez znaczenia był też fakt, że Legia zagrała w tej rundzie prawie dwa razy więcej meczów niż Piast. Grudniowy hit był 37. spotkaniem Legii w rundzie, zaś dla Piasta dopiero 21.

Piast - Legia 2:1 (sierpień 2015)

Ostatni mecz Piast – Legia 2:1 (sierpień 2015 r.)

Źródło: sport.se.pl.

Piast nie radzi sobie w trybie grania co trzy-cztery dni. W całym sezonie po tak krótkim odpoczynku zagrali trzy razy (…) na szesnaście punktów, jakie Piast stracił w całych rozgrywkach, aż osiem miało związek z krótkimi przerwami pomiędzy meczami.” (cyt. za: weszlo.com). Wpływ na to miała wąska kadra zespołu. Piast przed meczem z Legią miał najmniejszą liczbę piłkarzy, którzy zaliczyli przynajmniej 250 minut na boiskach Ekstraklasy – 14. Najwięcej (22) piłkarzy miała Lechia Gdańsk, zaś Legia plasowała się w połowie stawki – 18 zawodników. „(…) w Piaście zawodnicy są najmocniej eksploatowani. Jako że 250 minut to niecałe trzy pełne mecze, w praktyce za całą kapitalną jesień odpowiada czternastu piłkarzy: Szmatuła, Mraz, Vacek, Murawski, Hebert, Osyra, Pietrowski, Nespor, Korun, Barisić, Zivec, Szeliga, Badia i Mak. W tym kontekście trudno się dziwić, że drużyna gorzej sobie radzi przy krótkich przerwach. Przeciwnie, to wydaje się naturalną konsekwencją tak wąskiej kadry” (cyt. za: weszlo.com).

„Przegląd Sportowy” wskazywał, że oba kluby dzielą – budżet, międzynarodowe obycie, liczba trofeów, potencjał miasta i temperament prezesa. A do tego można też dodać stadion, zainteresowanie mediów i kibiców, srednią widownię, itd. Wymieniać można sporo. Poza tym, w Legii grali pewniacy na Euro 2016 (Pazdan, Jędrzejczyk, Jodłowiec, Duda i Nikolić), a w Piaście tylko Vacek mógł łudzić się występem w tej imprezie. Portal weszlo.com zwracał jednak uwagę, że „jesienią wielu piłkarzy z Warszawy się cofnęło, natomiast Piast włączył turbo i zbudował najlepszą ekipę w swojej historii.”.

Statystyka meczów w Warszawie była jednak bezlitosna dla Piasta. Przed grudniowym meczem Piast  grał przy Łazienkowskiej pięciokrotnie i za każdym razem przegrywał:

2008/2009: Legia – Piast 3:1 (Edsok, Glik – sam., Chinyama – Krzycki),

2009/2010: Legia – Piast 3:0 (Mięciel, Iwański, Grzelak)

2012/2013: Legia – Piast 3:2 (Ljuboja 2, Jędrzejczyk – Cuerda, Kędziora)

2013/2014: Legia – Piast 4:1 (Dwaliszwili 2, Pinto, Rzeźniczak – Hanzel)

2014/2015: Legia – Piast 2:0 (Kucharczyk, Sa)

Niby Legia była faworytem, ale Piast nie przyjeżdżał na Łazienkowską jako przypadkowy lider, czy ekstraklasowy średniak. Statystyka nie przemawiała za Piastem, ale jesienna dyspozycja, liczba meczów, zapas sił i świeżość przedmeczowa na pewno były po stronie Piasta. Czy wystarczyło?

 

Źródła: własne, 90minut.pl, weszlo.com, przegladsportowy.pl, legionisci.com, sport.se.pl.

sobota, 16 lipca 2016
Znicz nie powtórzy sukcesu

Znicz Pruszków nie powtórzy największego sukcesu w historii klubu, czyli ćwierćfinału Pucharu Polski 2014/2015. W kolejnej edycji Znicz odpadł z rywalizacji już w pierwszym meczu. W rundzie wstępnej w sobotę 18 lipca przegrał u siebie z Nadwiślanem Góra 0:1.

Co ciekawe, gdyby Znicz wygrał, to zanosiło się na powtórki z zeszłego sezonu, bo w I rundzie na Znicz czekało Zagłębie Lubin, które Pruszkowianie wyeliminowali w zeszłym sezonie w 1/8 finału (2:1 u siebie). W II rundzie Znicz teoretycznie mógł się spotkać z Termaliką Bruk-Bet Nieciecza, którą z kolei wyeliminował w I rundzie zeszłego sezonu (2:1 u siebie). Tyle tylko, że Termalika musiała uporać się z Błękitnymi Stargard Szczeciński, jeszcze większą rewelacją poprzedniej edycji Pucharu Tysiąca Drużyn. Trzecioligowi Błękitni w zeszłym sezonie odprawili następujące kluby: Małapanew Ozimek (6:1 na wyjeździe), Pogoń Siedlce (3:1 u siebie), Chojniczanka Chojnice (1:0 u siebie), Gryf Wejherowo (2:1 na wyjeździe), GKS Tychy (3:2 u siebie) i Cracovię (dwa razy 2:0). Odpadli dopiero w półfinale po dramatycznej rywalizacji z przyszłym mistrzem Polski – Lechem Poznań (3:1, 1:5 po dogrywce).

Znicz_Pruszków_-_Nadwiślan_Góra_PP_lipiec_2015

Źródło: zniczpruszkow.com.pl.

Porażka Znicza jest drobną wpadką, choć oba klubu prezentują mniej więcej ten sam poziom. W zeszłym sezonie w II lidze Znicz zajął 9. miejsce, a Nadwiślan 10. Oba klubu dzieliła różnica jednego punktu. W meczach między nimi lepszy był Znicz, który w pierwszej kolejce wygrał z Nadwiślanem 3:0. Mecz był rozegrany w Pruszkowie, ale formalnie gospodarzem była drużyna z Góry. W 18. kolejce (ponownie w Pruszkowie) Znicz wygrał 2:0. W trzecim z rzędu meczu rozegranym w Pruszkowie nie było trzeciego z rzędu zwycięstwa gospodarzy.

Przyznać jednak trzeba, że Znicz nie jest tą samą drużyną, co w zeszłym sezonie. Jak podaje oficjalna strona klubu, z Pruszkowa odeszło dziesięciu piłkarzy, a w ich miejsce pojawiło się jedenastu nowych. Widoczna powinna być przede wszystkim strata najlepszego strzelca Macieja Górskiego, który w 39 meczach zdobył 19 goli (a w tym 33 mecze ligowe, 15 goli). W tym sezonie były napastnik m.in. Legii, Arki i Sandecji Nowy Sącz, ponownie próbuje szczęścia w I lidze, ale tym razem w barwach Chrobrego Głogów.

 

Źródła: własne, 90minut.pl, zniczpruszkow.com.pl.

piątek, 08 lipca 2016
Frekwencyjna porażka Lotto Lubelskie Cup 2015

Lubelski turniej zakończył się frekwencyjną kompromitacją. Liczba widzów nie przekroczyła dwóch tysięcy dziennie, a wydawało się, że zainteresowanie turniejem będzie większe. Organizatorzy przekonywali, że na pierwszy dzień sprzedali 3,8 tys. wejściówek, a na drugi 6,2 tys.

Lotto_Lubelskie_CUP_2015_(320)

Kibice z Lubelszczyzny podkreślali, że w turnieju zabrakło drużyny z regionu, a zwłaszcza Motoru Lublin, który mógłby przyciągnąć znacznie więcej kibiców. Zresztą na Lubelszczyźnie jest sporo klubów, które mają wielu wiernych kibiców, jak Motor, Avia Świdnik, czy Górnik Łęczna. Można rozmarzyć się i zorganizować nieoficjalne mistrzostwa regionu, które (pewnie) odniosłyby sukces frekwencyjny, ale biorąc pod uwagę relacje między kibicami zakończyłyby się co najmniej festiwalem bluzgów. Antagonistycznie nastawione grupy kibiców spowodowałyby konieczność odpowiedniego zabezpieczenia imprezy, co wiązałby się z dodatkowymi kosztami. Poza tym, medialność turnieju i liczba transmisji telewizyjnych i internetowych byłaby znacznie, znacznie mniejsza.

Brak lokalnego klubu, a zwłaszcza Motoru Lublin, niewątpliwie wpłynął na obniżenie frekwencji, ale twierdzenie, że Motor przyciągnąłby kilka tysięcy kibiców jest nietrafione. Rozegrane 25 października 2014 r. derby Lublina przyciągnęły 6.500 widzów, ale na wiosnę, kiedy Motor i Lublinianka na stałe grały na Arenie Lublin frekwencja była znacznie niższa. Średnia na siedmiu meczach Motoru wyniosła dokładnie 1.857 widzów, a na ośmiu meczach Lublinianki zaledwie 462 osoby (dane na podstawie 90minut.pl). Majowe derby przyciągnęły dwa tysiące widzów. Abstrahując jednak od frekwencji, to nie jest pewne, czy udałoby się zorganizować turniej z udziałem Motoru i zagranicznych klubów z najwyższej klasy rozgrywkowej. Szachtar, Hannover, Monaco, czy nawet Lechia nie musiały być zainteresowane meczem z Motorem.

Lotto_Lubelskie_CUP_2015_(329)

Drugi dzień turnieju.

Zastanawiając się nad przyczynami niskiej frekwencji można wskazać ponad trzydziestostopniowy upał i okres wakacyjny. Z drugiej jednak strony w Lublinie w weekend, podczas którego rozgrywano turniej, było sporo ludzi. Większym zainteresowaniem niż Lotto Lubelskie Cup cieszył się „Latający Klub Dwójki”, ale on był wieczorem, a udział bezpłatny. Jeśli chodzi o turniej piłkarski, to ceny nie były wygórowane, ale jak na towarzyski turniej za wysokie, zwłaszcza, że Monaco i Hannover’96 nie wystąpiły w najsilniejszy składach. Poza tym, w Lublinie nie ma aż tak wielkich tradycji piłkarskich, co może też tłumaczyć nikłe zainteresowanie turniejem. Motor Lublin spędził w ekstraklasie dziewięć sezonów (ostatni – 1991/1992) i 22 na drugim poziomie rozgrywek. Jego największe sukcesy to 9. miejsce w lidze (1984/1985) i dwa ćwierćfinały Pucharu Polski (1978/1979 i 1981/1982). Lublinianka występowała przez jedenaście sezonów na drugim poziomie rozgrywkowym, a jej największym sukcesem był ćwierćfinał Pucharu Polski w sezonie 1969/1970. Poza tym, w Lublinie nigdy nie zagrała reprezentacja Polski, a finał Pucharu Polski rozegrano tylko w 1979 roku. Brak tradycji piłkarskich i futbolu na wysokim poziomie mógł też spowodować odwrotny efekt, czyli głód piłki wśród kibiców spragnionych piłki nożnej w najlepszym wydaniu. Tak się jednak nie stało.

Lotto_Lubelskie_CUP_2015_(257)

Przyznać trzeba, że organizatorzy wykonali sporo pracy, bo reklama turnieju była na wysokim  poziomie. Informacje o imprezie pojawiły się na najważniejszych portalach internetowych, a także w prasie codziennej, nie wspominając o transmisji „na żywo” w TVP Sport. Reklamy turnieju były także widoczne w samym Lublinie w wielu widocznych miejscach. Tablice reklamowe były w pobliżu starego miasta na placu Piłsudskiego, a także przy stadionie „Bystrzyca”, czy hali „Globus”. Będąc w Lublinie nie dało się nie zauważyć reklam turnieju. Cieniem na organizację na pewno kładzie się zmiana godzin meczów dzień przed rozpoczęciem imprezy.

Zbigniew Bartnik, prezes Lubelskiego Związki Piłki Nożnej narzekał jednak na promocję i sposób dystrybucji biletów! Uznał, że gdyby LZPN i MOSiR zajęły się dystrybucją biletów, to wtedy byłoby lepiej. Bartnik uważa, że związek ma większe możliwości dotarcia do klubów i jako przykład dodaje frekwencję na jesiennym meczu U-20 Polska – Włochy (14,5 tys.). Tyle tylko, że był to mecz otwarcia i on musiał przyciągnąć kibiców zainteresowanych nie tyle meczem, co nowym obiektem. Tomasz Grodzki, prezes MOSiR podsumowując organizację turnieju stwierdził: Jesteśmy rozczarowani frekwencją. Ale nie widzę, żebyśmy popełnili jakieś duże błędy. (cyt. za: lublin.wyborcza.pl).

Zdziwienia niską frekwencję nie ukrywał Mircea Lucescu, trener Szachtara Donieck, który nie mógł zrozumieć dlaczego jego piłkarze grają przed "tysiącem" kibiców. Lucescu słusznie zauważył, że skoro organizatorzy wiedzieli, że nie uda się zapełnić stadionu, to należało wpuścić na obiekt dzieci i studentów. Takim prostym zabiegiem można było ratować wizerunek turnieju i podnieść frekwencję, ale, jak widać organizatorzy są z siebie zadowoleni…

 

Źródła: własne, sport.pl, lublin.wyborcza.pl, weszlo.com, fakt.pl, 90minut.pl.

niedziela, 20 marca 2016
Po finale Ligi Europy 2015 rozegranym w Warszawie

Warszawski finał dostarczył wielu emocji na boisku i pod względem atrakcyjności był jednym z najlepszych w ostatnich latach. Co więcej udział w tym widowisku wziął polski piłkarz. Grzegorz Krychowiak zagrał znakomity mecz, został dziesiątym piłkarzem, który sięgnął po europejski puchar i trzecim, który strzelił gola w finale.

2015.05.27_Dnipro_-_Sevilla_(0674)

Finał był historyczny, bo po raz pierwszy zwycięzca Ligi Europy uzyskał prawo gry w Lidze Mistrzów w następnym sezonie. FC Sevilla jako pierwszy klub w historii wygrała Ligę Europy dwukrotnie z rzędu. Poza tym, jest pierwszym klubem, który wygrał Puchar UEFA/Ligę Europy cztery razy. Trzy triumfy mają na swoim koncie Inter Mediolan, Juventus Turyn i FC Liverpool. Od zastąpienia Pucharu UEFA, Ligą Europy kluby hiszpańskie triumfowały w latach parzystych – Atletico Madryt (2010 i 2012) oraz Sevilla (2014), która warszawskim triumfem przełamała dotychczasową serię. „Następny sezon w pierwszej piątce klubowego rankingu UEFA zaczną trzy zespoły z Hiszpanii, w dwudziestce będzie ich pięć. W ostatnich czterech sezonach reprezentanci La Liga aż 14 razy docierali do półfinałów Ligi Mistrzów i Ligi Europy (Niemcy wybiegali w tym czasie pięć półfinałów, a Anglicy - trzy).” (cyt. za: sport.pl). Co ciekawe, FC Sevilla dołączyła do Legii Warszawa, czyli klubu, który rozegrał najwięcej meczów na Stadionie Narodowym, czyli dwa.

Grzegorz Krychowiak jest piątym Polakiem po Andrzeju Buncolu, Tomaszu Rząsie, Euzebiuszu Smolarki i Mariuszu Lewandowskim, który sięgnął po Puchar UEFA/Ligi Europy. „(…) skończył LE jako trzeci w klasyfikacji odbiorów (liczymy tylko piłkarzy, którzy zagrali przynajmniej siedem spotkań). Polaka (3,75 odbiorów na mecz) wyprzedzili tylko Scott Brown z Celtiku (4,86) i Gabriel Paulista z Villarreal (5). Wśród najczęściej blokujących strzały rywali był czwarty (1,17 na mecz).” (cyt. za: sport.pl). Nic więc dziwnego, że po meczu pojawiły się informacje o zainteresowaniu Polakiem ze strony Atletico Madryt, PSG, Arsenalu i Manchesteru United!

Swój wielki dzień w Warszawie miał także Daniel Carrico z Sevilli, który rozegrał 48 meczów w Lidze Europy i jest rekordzistą pod względem liczby występów w tych rozgrywkach. 26-letni obrońca wcześniej reprezentował Sporting Lizbona.

2015.05.27_Dnipro_-_Sevilla_(0682)

Mecz był pokazywany w ponad 100 krajach, a bilety kupili kibice z 91 krajów, co jest rekordem Ligi Europy. Wśród  gości specjalnych pojawili się m.in. Alex Ferguson, czy Vincente Del Bosque. Mecz był historyczny także dla Polski, bowiem po raz pierwszy finał europejskiego pucharu został rozegrany w naszym kraju. Zbigniew Boniek mówił przed meczem, że trudno było przekonać Platiniego, aby Polska organizowała kolejne (po UEFA Euro 2012) duże piłkarskie wydarzenie. Organizacja meczu była bez zarzutu. Narzekać można tylko na przenikliwe zimno, ale to akurat było niezależne od organizatorów. Obawy mogła budzić murawa, która podczas finału Pucharu Polski była po prostu fatalna i nie spełniała wymogów UEFA. Została jednak sprowadzona z Niemiec i nikt nie mógł narzekać.

Finał Ligi Europy 2015 został zorganizowany bardzo dobrze. „Polska kolejny raz pokazała, że może gościć największe wydarzenia piłkarskie. Teraz przyjdzie nam czekać dwa lata na kolejną ważną imprezę w naszym kraju – finały Młodzieżowych Mistrzostw Europy.” (cyt. za: „Przegląd Sportowy”).

2015.05.27_Dnipro_-_Sevilla_(0686)

W mediach pojawiło się (i słusznie!) wiele pochwał z powodu organizacji. O odpowiedni PR zadbał także operator Stadionu Narodowego, który na stronie obiektu poinformował o wielu pozytywnych komentarzach odnoście organizacji meczu i najwyższych ocenach przyznanych przez UEFA. Poza tym, pojawiły się informacje o tym, że Narodowy, mimo za małej pojemności, może być miejscem rozegrania finału Ligi Mistrzów! Czy to prawda, czy świadomie puszczona plotka trudno powiedzieć, ale najważniejsze, że Polska/Warszawa/Stadion Narodowy (po raz kolejny) sprawdziły się! Portal sport.pl podkreślił, że: „Stadion Narodowy jako gospodarz wielkich sportowych wydarzeń sprawdza się perfekcyjnie.”.

 

Źródła: własne, sport.pl, uefa.com, stadionnarodowy.org.pl. „Przegląd Sportowy” z dnia 27 maja 2015 r., s. 2. „Przegląd Sportowy” z dnia 28 maja 2015 r., s. 2 i 3.

wtorek, 29 grudnia 2015
Histeria po meczu Legia – Jagiellonia

W środę 20 maja 2015 r. w meczu 33. kolejki T-Mobile Ekstraklasy 2014/2015, Legia pokonała Jagiellonię 1:0 po bramce zdobytej przez Orlando Sa w ósmej minucie doliczonego czasu gry. Reakcja piłkarzy i sztabu szkoleniowego Jagiellonii, a także dziennikarzy, komentatorów i kibiców przypominała zbiorową histerię.

Faktem jest, że sędzia Paweł Gil z Lublina podjął dwie kontrowersyjne decyzje. Najpierw nie podyktował rzutu karnego, gdy Bartosz Bereszyński zahaczył (?) w polu karnym Przemysława Frankowskiego, a po chwili podyktował rzut karny dla Legii, gdy piłka po dośrodkowaniu Łukasza Brozia trafiła w rękę Giorgi Popchadze.

W pierwszej sytuacji nawet trudno powiedzieć, czy był kontakt nóg obu piłkarzy, a nawet jeśli był, to raczej minimalny. Jeśli chodzi o drugą sytuację to niewątpliwie piłka trafiła w rękę piłkarza Jagiellonii. Sędzia mógł podjąć decyzję o rzucie karnym i tak ocenił sytuację, że ją podjął. Tak długo jak długo nie będzie precyzyjnych przepisów odnośnie zagrania ręką w polu karnym, zwłaszcza w sytuacjach, gdy nie są to ewidentnie celowe zachowania, tak długo będą one budziły kontrowersje.

Ręka_G.Popchadze_w_meczu_Legia_-_Jagiellonia

Piłka po zagraniu Łukasza Brozia ewidentnie trafia w rękę Giorgi Popchadze.

Źródło: legionisci.com.

Niewątpliwie wpływ na ocenę sędziego miał fakt, że decyzje zostały podjęte w doliczonym czasie gry, a oba kluby liczyły się w walce o mistrzostwo Polski. Zresztą piłkarz gości Michał Pazdan podkreślał, że najbardziej szkoda, że decyzja była w ostatniej minucie. Żal i goryczy uniemożliwiły realną ocenę zdarzeń na boisku i sprawiły, że media w poszukiwaniu taniej sensacji manipulowały faktami i nakręcały kibiców na myślenie o skandalu. Pisanie przez Mateusza Borka o „piłkarskim Smoleńsku” było mocną przesadą.

Media rozdmuchały sprawę do niebotycznych rozmiarów, bo przez ostatnie lata, gdy Legia zdobywała sukcesy, trendy stały się poważanie sukcesów Legii i wskazywanie, że stoją za nimi błędy sędziów. Media krzykliwie i sensacyjnie epatowały tytułami o skandalu i kontrowersjach.

Przykładowo, Prezes PZPN Zbigniew Boniek wnioskował o natychmiastowe zawieszenie Pawła Gila i Piotra Sadczuka. Media podchwyciły tą informację i podawały jako tytuły w swoich publikacjach, a dopiero w tekście była bardzo ważna informacja. Boniek rzeczywiście wnioskował o zawieszenie sędziów, ale nie dlatego, że popełnili błędy, tylko dlatego, że chciał dać mi spokój na wyjaśnienie podjętych przez nich decyzji.

Poza tym, sędzia doliczył do regulaminowego czasu gry aż osiem minut i to stało się pożywką dla hejtów o sprzyjaniu Legii. Nie wszystkie media zechciały zauważyć, że doliczony czas gry wynikał przede wszystkim z faktu, że w drugiej połowie, około 79. minuty meczu kibice Legii odpalili race i zadymili boisko.

Wracając jeszcze do wydarzeń na boisku, to po ostatnim  gwizdku sędziego działo się jeszcze sporo. Piłkarze Jagiellonii pobiegli w kierunku sędziego Gila. Najbardziej awanturował się Bartłomiej Drągowski. 17-letni golkiper gości, gdyby nie interwencja piłkarzy Legii i sztabu szkoleniowego Jagiellonii, pewnie szukałby siłowych argumentów w „rozmowie z sędzią”. Co więcej, pokazywał kibicom środkowe palce, czym dopuścił się zniewagi niegodnej sportowca. Waldemar Gojtkowski, rzecznik Ekstraklasy SA powiedział: „Jeśli zajmie się tą sprawą [Komisja Ligi – przyp. autor bloga], werdykt powinna wydać w środę.” (cyt. za: eurosportonet.pl). Komisja zajęła się sprawą, ale odwlekała decyzję  obawiając się kolejnych chorych zarzutów o sprzyjanie Legii. W końcu po zakończeniu sezonu podjęła śmieszną decyzję o karze finansowej w wysokości 10 tys. zł, choć zgodnie z regulaminem mogła (a powinna?) zdyskwalifikować młodego bramkarza.

Zachowanie_B.Drągowskiego_wobec_kibiców_Legii

Bartłomiej Drągowski znieważa kibiców Legii.

Źródło: legionisci.com.

Igors Tarasovs kopnął w mikrofon Canal+, który trafił w rzeczniczkę Legii Izabelę Kuś. Miał też w stosunku do niej użyć wulgarnych słów, choć ostatecznie nie zostało to potwierdzone. Zachowanie łotewskiego obrońcy było niewłaściwe, ale niewłaściwie zachowywał się także pauzujący z powodu kontuzji Jakub Kosecki, który chciał wyciągnąć z szatni piłkarza „Jagi” mówiąc: „Dawać mi k…. tego z długimi włosami.” (cyt. za: eurosportonet.pl). Poirytowani piłkarze gości wyładowali swoją złość na drzwiach do szatni.

Swoje dołożył także trener gości, choć wydawało się, że ze sztabu Jagiellonii jest najbardziej rozsądny próbując odciągnąć po meczu swoich piłkarzy od sędziego, aby uniknąć kolejnych kar. Później na konferencji prasowej Probierz powiedział jednak: „Przyjadę do domu i sobie whisky Pier….., tylko mi tyle zostało.” (cyt. za: sport.pl). Później powiedział: „dalej zastanawiamy się, jaki to wszystko ma sens? Co jeszcze mogę zrobić, żeby wygrać?”. Trener wskazywał, że Jagiellonia jest drużyną, na niekorzyść której najczęściej mylą się sędziowie. Probierz, podobnie jak część dziennikarzy sugerował, choć niezbyt wyraźnie, że jest jakaś zmowa przeciwko Jagiellonii.

Poza tym, zarzucił Henningowi Bergowi, że naruszył zasady etyki trenerskiej, bo ośmielił się powiedzieć, że Legia w tym meczu była lepsza i powinna wygrać 4:1, a decyzje sędziego były słuszne, choć sytuacje trudne do oceny. Probierz zasugerował, że przeciwko Legii karnych się nie gwiżdże – „Ciekawe, jak on by się zachował gdyby dostał tego karnego? Ale wiadomo, że on się w takiej sytuacji nie znajdzie.” (cyt. za: sport.pl). Berg miał rację w swojej wypowiedzi, bo Legia rzeczywiście była lepsza w tym meczu, choć to oczywiście nie jest uzasadnieniem do podyktowania wątpliwego rzutu karnego w doliczonym czasie gry. Legia częściej była w posiadaniu piłki (59% - 41%), oddała więcej strzałów (14:13), więcej celnych strzałów (10:4) i częściej wykonywała rzutu rożne (13:2; statystyki za: legionisci.com). Jagiellonia miała swoją szansę, gdy w 55. minucie Rafał Grzyb mając przed sobą pustą bramkę trafił w słupek. O tym jednak nikt już nie pamiętał, bo „sędzia wypaczył wynik meczu”…

Najbardziej niepohamowany w słowach był jednak Sebastian Madera. W pomeczowej wypowiedzi dla Canal+ powiedział: „Nie może być, że w Poznaniu, k…., tracimy bramkę ze spalonego i ustawiają [sędziowie – red.] nam mecz. Tutaj przyjeżdżamy i gwiżdżą przeciwko nam. Już któryś mecz z rzędu, to nie jest pierwszy raz. Pracujemy na boisku, jeździmy te kilometry, żeby wygrywać mecze, k…., a oni cały czas zasrani na tym boisku ci sędziowie. Nie może tak być k….” (cyt. za: bialystok.sport.pl). Bartłomiej Dąbrowski był niewiele lepszy mówiąc: „sędzia po raz któryś ustawia nam wynik” (cyt. za: przegladsportowy.pl).

Odkładając kontrowersje na bok należy zastanowić się, jak uniknąć podobnych sytuacji w przyszłości.

„Przegląd Sportowy” wykazał nieprofesjonalne podejście PZPN do tak ważnego meczu, istotnego w kontekście walki o mistrzostwo Polski: „(…) asystentem liniowym był arbiter, który w ubiegłym miesiącu nie zaliczył testów wytrzymałościowych (…) W kwietniu na testach w Spale sędziowie zaliczali bieg interwałowy na dziesięć okrążeń. Sadczuk bardzo się starał, ale nie dał rady, zszedł w połowie dystansu (…) w roli sędziego technicznego akurat teraz wystąpiła Monika Mularczyk. Starcie na ligowym szczycie to nie jest dobra okazja na takie eksperymenty (…) PZPN musi robić wszystko, by popełnianie błędów było maksymalnie utrudnione.” (cyt. za: przegladsportowy.pl).

Media (choć nie wszystkie) zatraciły w tej sprawie obiektywizm i wpisały się w ogólną niechęć do Legii i sugerowanie, że sędziowie gwiżdżą „pod Legię”, pozwalając de facto na takie wypowiedzi ze strony piłkarzy i działaczy innych klubów. Błędy błędami. Będą się zdarzać. Gorsze jednak, że PZPN sam sobie utrudnia sprawę podejmując decyzje, które skutkują kontrowersjami i poczuciem pokrzywdzenia przez niektóre kluby.

 

Źródła: własne, 90minut.pl, eurosport.onet.pl, bialystok.sport.pl, legia.sport.pl, sport.pl, przegladsportowy.pl, weszlo.com,  legionisci.com, jegiellonia.pl, sportowe fakty.pl.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 14
| < Czerwiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    
Tagi