sobota, 10 stycznia 2015
Takich mistrzostw jeszcze nie było!

Siatkarskie mistrzostwa świata 2014 r. były historycznymi z wielu powodów, a jednym z nich była liczba uczestniczących w nich zawodników i trenerów, którzy reprezentowali w różnym czasie polską ligę. Nie było chyba żadnej imprezy siatkarskiej, nawet Mistrzostw Europy z tak dużą liczbą wspomnianych zawodników.

Odliczając reprezentację Polski, to w trzynastu reprezentacjach wystąpiło wielu zawodników, którzy wcześniej byli zawodnikami polskich klubów, albo w chwili rozgrywania mistrzostw mieli podpisane kontrakty z polskimi klubami na obecny sezon. Świadomie nie dokonuję takiego podziału liczbowego, ponieważ przynależność klubowa poszczególnych zawodników była zmienna, nawet w trakcie trwania turnieju. W każdym razie zawodników bez doświadczenia w polskiej lidze nie było tylko w tak egzotycznych reprezentacjach, jak Kamerun, Wenezuela, Tunezja, Korea Południowa, Chiny, Japonia, Egipt, Meksyk i Iran oraz w silnych – Rosji i Kubie, które już z założenia mają kadrowiczów wyłącznie z własnej ligi.

W reprezentacji wicemistrzów świata, a więc Brazylii dwóch zawodników jest związanych z ZAKSĄ Kędzierzyn Koźle. Felipe Fonteles występował tam kiedyś przez jeden sezon, a Lucas Loh występuje w obecnych rozgrywkach.

Felipe_Fonteles_(Brazylia,_ZAKSA)

Felipe Fonteles w barwach ZAKSY Kędzierzyn Koźle.

Źródło: opole.gazeta.pl.

Dużo więcej zawodników powiązanych z Polską znalazło się w barwach brązowych medalistów, czyli naszych zachodnich sąsiadów – Niemców. Aż sześciu z nich w obecnym sezonie gra w PlusLidze – Lukas Kampa, Dirk Westphal (obaj Czarni Radom), Jochen Schops (Resovia), Denys Kaliberda (Jastrzębski), Sebastian Schwarz (Lotos Gdańsk) i Ferdinand Tille (Skra Bełchatów), przy czym tylko Westphal i Schops grali w Polsce w zeszłym sezonie. Dodatkowo, dwa sezony w barwach Resovii rozegrał najlepszy niemiecki siatkarz ostatnich lat – Georg Grozer, a jeden sezon w Jastrzębskim – Simon Tischer. Trenerem reprezentacji Niemiec jest Belg – Vital Heynen, który od grudnia 2013 r. jest również trenerem Delecty Bydgoszcz. W sztabie szkoleniowym Niemców podczas mundialu był także Roberto Santilli, były szkoleniowiec Jastrzębskiego Węgla (przez trzy lata!), a od 31 grudnia 2014 r. – MKS Będzin.

Georgy_Grozer_(Niemcy,_Resovia)

Georg Grozer w barwach Assecco Resovii Rzeszów.

Źródło: sport.wp.pl.

Jako ciekawostkę można dodać fakt, że libero Niemców był Markus Steuerwald – brat Patricka Steuerwalda, który zaliczył w swojej karierze jednosezonową przygodę w warszawskiej Politechnice.

Wśród zajmujących miejsce tuż za podium Francuzów wystąpiło czterech zawodników związanych z polskimi klubami.  Obecnie w Polsce, a dokładniej w Bełchatowie gra Nicolas Marechal, który przyszedł z Jastrzębia. W poprzednim sezonie Marechal nie był jednak jedynym reprezentantem Francji w polskiej lidze, ponieważ w Bełchatowie grał Samuel Tuia. Wcześniej barwy polskich klubów reprezentowali także Rafael Redwitz (Resovia) i Antonin Rouzier (ZAKSA Kędzierzyn-Koźle).

Antonin_Rouzier_(Francja,_ZAKSA)

Antonin Rouzier w barwach ZAKSY Kędzierzyn-Koźle.

Źródło: nto.pl.

Na siódmym miejscu polskiego mundial ukończyły dwie reprezentacje z Ameryki Północnej – USA i Kanada, a w obu reprezentacjach wystąpili zawodnicy występujący w teraźniejszości, albo w przeszłości w polskiej lidze. Jeśli chodzi o Kanadyjczyków to w sumie takich zawodników jest pięciu. Od nowego sezonu w Bydgoszczy grają Steven Marshall i Justin Duff. W zeszłym sezonie grali natomiast Dustin Schneider (ZAKSA) i Daniel Lewis (ZAKSA, a wcześniej także Skra), a kilka lat temu Dallas Soonias (Czarni).

W reprezentacji USA także wystąpiło pięciu zawodników. W obecnym sezonie spośród amerykańskich uczestników mundialu w Plus Lidze gra trzech – Paul Lotman (Resovia), Russell Holmes (także Resovia, a wcześniej Jastrzębski) i Murphy Troy (Lotos Gdańsk). Spośród nich tylko Lotman grał w Polsce w poprzednim sezonie, a dodatkowo w Bydgoszczy grali – Carson Clark i Garrett Muagututia.

Dziewiątą lokatę zajęły reprezentacje Finlandii i Serbii, w których także wystąpiło kilku zawodników powiązanych z Plus Ligą. Trenerem Finów jest Tuomas Sammelvuo, który kiedyś grał dla ZAKSY, a jeśli chodzi o zawodników to na polskich parkietach występowali także Antti Siltala (Bydgoszcz) i Olli Kunnari (Olsztyn). Oddzielną historię stanowią bracia bliźniacy. Od tego sezonu Mikko Oivanen gra w barwach Czarnych Radom, a wcześniej występował także w Rzeszowie i Gdańsku. Natomiast Matti Oivanen w zeszłym sezonie grał w Olsztynie. Co ciekawe, statystykiem reprezentacji Finlandii jest pracujący na codzień w Kędzierzynie-Koźlu – Kamil Sołoducha.

W reprezentacji Serbii pięciu zawodników ma CV wpisane kluby z Polski. W obecnym sezonie w Polsce grają – Srecko Lisinac (Skra, w zeszłym sezonie wypożyczony do SCC Berlin, a wcześniej do Częstochowy), Aleksa Brdjović (Skra, podobnie jak w zeszłym sezonie) i Marko Ivović (Resovia). Wcześniej w Polsce grali Nikola Kovacević (Resovia) i największa obecnie gwiazda serbskiej siatkówki – Aleksandar Atanasijević (Skra).

Aleksandar_Atanasijević_(Serbia,_Skra)

Aleksandar Atanasijević w barwach Skry Bełchatów.

Źródło: lovevolleyballintheleadrolewithyou.blogspot.com.

Jedenaste miejsce zajęła Argentyna, której czterech zawodników dobrze zna polskie hale. Nicolas Uriarte i Facundo Conte (Skra), Jose Luis Gonzalez (BBTS Bielsko-Biała) i Pablo Bengolea (Olsztyn). Wszyscy czterej grali w Plus Lidze w zeszłym sezonie, a obecnie brakuje tylko ostatniego, który wrócił do ojczyzny.

Na trzynastej pozycji mistrzostwa świata ukończyły chyba dwa największe rozczarowania polskiego turnieju, czyli Włochy i Bułgaria. W reprezentacji Italii wystąpił Michelle (Michał) Baranowicz, który ma za sobą jeden sezon w Rzeszowie i Dragan Travica, syn byłego trenera Resovii Ljubomira Travicy. Jeśli natomiast chodzi o Bułgarów, to ich trenerem jest legendarny Płamen Konstantinow, który przez jeden sezon jako zawodnik występował w Jastrzębiu.

Plamen_Konstantinow_(Bułgaria,_Jastrzębie)

Płamen Konstantinow w barwach Jastrzębskiego Węgla w koszulce z numerem 17.

Źródło: sport.interia.pl.

Podobnie jak w zeszłym sezonie barwy Resovii reprezentuje Nikołaj Penczew. W Polsce swoją przygodę z siatkówką zaczynał przygodę od Kielc, w których od tego sezonu występuje jego młodszy brat – Rozalin Penczew!

W reprezentacji Australii wystąpiło trzech zawodników, którzy mieli doświadczenie z polskimi rozgrywkami, ale nie Plus Ligi, tylko I ligi! Benjamin Bell jeszcze w zeszłym sezonie reprezentował barwy Ślepska Suwałki. Kilka lat wcześniej dwaj inni Australijczycy wywalczyli ze swoimi zespołami awans do najwyższej klasy rozgrywkowej, ale nie było im dane zadebiutować w niej. Tymi „szczęśliwcami” są Greg (Grigory) Sukochev (Fart Kielce) i Thomas Edgar (Trefl Gdańsk).

Na siedemnastym miejscu mistrzostwa świata ukończyła Belgia, a w jej składzie Simon van de Voorde, który w zeszłym roku grał w Jastrzębiu. Ostatnie 24. miejsce zajęły ex aequo cztery reprezentacje – Kamerun, Egipt, Portoryko i Tunezja. Wiele lat temu w polskiej lidze występował Portorykańszyk Jose Rivera, w Jastrzębiu.

Wprawdzie, jak zaznaczyłem na wstępie, powyższe zestawienie nie obejmuje polskich zawodników występujących w polskiej lidze, ale wspomnieć należy nie zawodnika, a trenera, który stoi za wielkim sukcesem polskiej reprezentacji. Stephane Antiga jeszcze w zeszłym sezonie był zawodnikiem Skry Bełchatów, a w Polsce także – Delecty Bydgoszcz.

Stephane_Antiga_(Francja,_Skra)

Stephane Antiga w barwach Skry Bełchatów.

Źródło: sport.wp.pl.

Jeśli chodzi o największe zagraniczne gwiazdy polskich klubów, w całej historii rozgrywek ligowych, to Antiga zajmuje miejsce w pierwszym rzędzie razem z Konstantinowem, Abramowem i Falascą.

Duża liczba zagranicznych zawodników występujących w polskich klubach, podczas mistrzostw świata pokazuje siłę polskiej siatkówki, polskich klubów i polskiej ligi, która pod względem sportowym jest ustawiana tuż za ligą włoską i rosyjską. Oczywiście, w lidze tureckiej są znacznie większe pieniądze niż w Polsce, choć właściciele klubów i sponsorzy nie szczędzą środków na wspieranie polskiej siatkówki. Zagranicznych siatkarzy, choć raczej nie największe gwiazdy, przyciągają do Polski – poziom gry, sukcesy w europejskich pucharach i atmosfera towarzysząca rozgrywkom. Warto jeszcze zauważyć, że najwięcej byłych i obecnych reprezentantów poszczególnych reprezentacji, o ile grało w Polsce, to z reguły reprezentuje barwy czterech klubów – ZAKSA, Resovia, Skra i Jastrzębie, co zasadniczo odzwierciedla ich siłę w polskich rozgrywkach.

 

Źródła: własne, plusliga.pl, pl.wikipedia.org, slepsksuwalki.pl, opole.gazeta.pl, sport.wp.pl, nto.pl,  lovevolleyballintheleadrolewithyou.blogspot.com, sport.interia.pl. „Skarb Kibica. Siatkówka. Plusliga. Sezon 2010/2011” – bezpłatny dodatek do „Przeglądu Sportowego” z dnia 23 października 2010 r. „Skarb Kibica. Siatkówka. Plusliga. Plusliga kobiet. Sezon 2011/2012” – bezpłatny dodatek do „Przeglądu Sportowego” z dnia 8 października 2011 r. „Magazyn Przegląd Sportowy” nr 39 (59) - bezpłatny dodatek do „Przeglądu Sportowego” z dnia 9 października 2012 r. „Skarb Kibica. Siatkówka. Plusliga. Sezon 2013/2014” – bezpłatny dodatek do „Przeglądu Sportowego” z dnia 11 października 2013 r. „Skarb Kibica. Mistrzostwa Świata w siatkówce Polska 2014” – bezpłatny dodatek do „Przeglądu Sportowego” z dnia 29 sierpnia 2014 r. „Tygodnik Przegląd Sportowy” nr 39/2014 z dnia 1-7 października 2014 r. J. Pindera, Nadzieje równie wielkie jak obawy, „Rzeczpospolita” z dnia 30-31 sierpnia 2014 r., s. 14. M. Lew, Rusza liga mistrzów świata, „Metro” z dnia 3-5 października 2014 r., s. 19.

środa, 17 grudnia 2014
Podsumowanie siatkarskiego mundialu, czyli udane Mistrzostwa Polsatu

Siatkarskie mistrzostwa świata rozegrane w Polsce zakończyły się wielkim sukcesem zarówno organizacyjnym, czego można było się spodziewać, jak również, co było tylko życzeniem – sportowym. Organizacja mistrzostw wykazała kilka drobnych niedociągnięć, ale cieniem na cały turniej kładzie się zakodowanie transmisji telewizyjnych przez Polsat oraz zatrzymanie prezesa i wiceprezesa PZPS.

FIVB_POLAND_2014_(1)

Źródło: pzps.pl.

Powierzenie Polsce, a właściwie PZPS i Polsatowi organizacji mistrzostw świata w siatkówce mężczyzn było decyzją doskonale przemyślaną przez FIVB. W Polsce od wielu lat panuje przyjazny klimat dla siatkówki – są pieniądze, jest zainteresowanie sponsorów, mediów i kibiców. Siatkówka w Polsce jest kochana. Podczas, gdy na świecie, czy nawet w Europie zainteresowanie jest zróżnicowane, to w Polsce buduje się nowe hale, zwiększa liczbę drużyn uczestniczących w rozgrywkach ligowych i popularyzuje siatkówkę gdzie się tylko da. Od dawna to Polska wyznacza nowe standardy w organizacji imprez siatkarskich i budowanie wielkiego show dla volleyball. FIVB nie pomyliła się i Polska (Polsat) osiągnęła wielki sukces organizacyjny, a sukces sportowy spowodował, że wszelkie gratulacje płynące dla Polski łączyły element organizacji z elementem sportowym. Eksperci, siatkarze i trenerzy podkreślali, że nikt inny tak bardzo nie zasłużył na ten sukces sportowy, jak kraj nad Wisłą.

Największą rysą na organizacji było oczywiście zakodowanie transmisji przez Polsat. Zrozumiałym jest, że w sytuacji, gdy Polsatowi „sypnął” się budżet po wycofaniu głównego sponsora trzeba było szukać oszczędności i dodatkowych wpływów, ale dlaczego kosztem kibiców? Z jednej strony stacja TV podjęła się organizacji turnieju wiedząc o zainteresowaniu Polaków tą dyscypliną sportu, a z drugiej na finiszu przygotowań postanowiła na nich zarobić. Sam fakt kodowania tak bardzo nie bulwersuje, jak termin w jakim podano tą informację. Gdyby Polsat już wcześniej informował o takiej możliwości, to przyzwyczaiłby przeciętnego Kowalskiego do dodatkowego wydatku, ale Polsat postanowił o tym dopiero, gdy musiał nie tyle zbilansować budżet, co zmniejszyć straty. W Polsce kibice (telewidzowie) nie są jeszcze przyzwyczajeni do pay-per-view, dlatego zmiana podejścia musi następować stopniowo. A Polsat postanowił zarobić już nie tylko na walkach bokserskich, czy galach MMA, ale też na jednej z największych imprez organizowanych w Polsce. To dziwi o tyle, że cały czas stacja reklamowała mistrzostwa jaką wielką szansę na promocję Polski i Polaków. Promocja była, ale dla wybranych. Turniej odbywał się w Polsce, ale czy poza miastami gospodarzami, dało się to odczuć? Zdecydowanie nie! Turniej oglądali wybrani, którzy postanowili za to zapłacić. Publiczna stacja telewizyjna ograniczała się do „migawek” z meczów, a gazety jakoś dystansowały się od imprezy. Mistrzostwa niby w Polsce, ale tak gdzieś obok nas, w tajemnicy… Wątek kodowania transmisji można już pominąć, aczkolwiek żale, apele, komentarze w wykonaniu panów Kmity, Borka, Szaranowicza, czy Owsiaka, tylko pogłębiały poczucie niezadowolenia. Zresztą trener Bułgarów Płamen Konstantinow odmawiał komentarzy dla Polsatu za kodowanie transmisji.

Stadion Narodowy

FIVB_POLAND_2014_(3)

Źródło: poland2014.fivb.org.

Strzałem „w dziesiątkę” była organizacja ceremonii i meczu otwarcia na Stadionie Narodowym. Przedsięwzięcie przyciągnęło na stadion rekordową liczbę 61,5 tys. widzów, której nie doczekali się nawet piłkarze. Ale prawda jest taka, że po wielu latach rywalizacji na najwyższym poziomie (z sukcesami!!!) polscy siatkarze zasłużyli na takie wyróżnienie. Sukces rodzi sukces, dlatego szybko pojawiły się komentarze, że meczów na Narodowym powinno być więcej. Polska otrzymała prawo organizacji Mistrzostw Europy w 2017 r., a wszystko wskazuje na to, że finał tej imprezy odbędzie się na Stadionie Narodowym. Organizatorzy zaliczyli jednak bardzo, bardzo poważną wpadkę, ponieważ z perspektywy niższych rzędów dolnych trybun niewiele był widać, a bilet kosztował „tylko” 250 zł.

Budżet

Problemy z budżetem spowodowane wycofanie się strategicznego sponsora (Orlen?) sprawiły, że PZPS i Polsat postanowiły o organizacji turnieju z mniejszą pompą niż początkowo zakładano. W 2008 r. Polsat wydał na prawa marketingowe i telewizyjne do mundialu 15 mln euro, choć cztery lata temu mówiono o kwocie 20 mln euro. Maria Kmita, dyrektor Polsatu nie ukrywał, że „To będzie największa produkcja w historii naszej telewizji. Rzucamy najlepsze siły, techniczne i ludzkie” (cyt. za „Rzeczpospolita”). Polsat podjął wyzwanie, ale wątpliwe, aby stacja prezesa Solorza-Żaka nie straciła na tej inwestycji, ale może?

Koszt organizacji mistrzostw świata był szacowany na 36,9 miliona złotych. Co ciekawe, w 2014 r. Ministerstwo Sportu i Turystyki na siatkówkę łącznie przekaże 31,5 mln zł, z których 3,5 mln zł zasiliło budżet mundialu. Na promocję mistrzostw wydano w latach 2011-2014 aż 30 mln zł, a na ceremonię otwarcia i organizację meczu otwarcia aż 10 mln zł, z których 1 mln zł pokryło miasto stołeczne Warszawa.

Budżet poprzedniego mundialu (Włochy 2010) zamknął się w kwocie 30 mln euro, choć już wtedy prezes PZPN głośno mówił, że ten budżet był przeszacowany albo co najmniej dziwnie policzony. PZPS w sierpniu szacował wydatki na mistrzostwa świata na poziomie 75,4 mln zł, a wpływy wycenił na 75,1 mln zł. Oprócz środków z  ministerstwa pozostałe źródła przychodów to: miasta gospodarze (29,3 mln zł), Katowice, które podpisały odrębną umowę na organizację mundialu (4,3 mln zł), bilety (18 mln zł) i FIVB (20 mln zł). Nic więc dziwnego, że prezes PZPS podkreślał, że organizator otrzymał ogromną pomoc finansową z FIVB.

FIVB_POLAND_2014_(2)

Źródło: only-volleyball.blog.onet.pl.

Uczymy się na włoskich błędach

W porównaniu z włoskim mundialem Polacy wyciągnęli wnioski, o czym było już wiadomo cztery lata temu. Po pierwsze system rywalizacji był sprawiedliwy, a po drugiej turniej rozegrano (nie licząc meczu otwarcia) tylko w sześciu, a nie w dziesięciu (jak we Włoszech) miastach. W konsekwencji warunki hotelowe i transportowe w dużych miastach były na wyższym poziomie niż w przypadku organizacji turnieju w większej liczbie ośrodków. Najwięcej krytyki spadło na organizatorów za to, że reprezentacja Polski gościła we Wrocławiu, a nie w Krakowie. Tłumaczenie, że z Wrocławiem wcześniej zawarto umowę, a wybudowanie Areny Kraków w terminie było zagrożone, nie przekonuje w pełni. Krakowska hala, co potwierdził Memoriał Wagnera, stwarza doskonałe warunki dla meczów siatkarskich, ale organizacja wielkich turniejów wymaga wcześniejszych decyzji i pewności w organizacji, a nie prowizorki.

W Polsce była największa w historii frekwencja podczas mundialu. 103 mecze obejrzało prawie 584 tys. widzów, co dało średnią – 5,7 tys. na jeden mecz. We Włoszech 78 spotkań obejrzało ponad 340 tys. widzów, co dało średnią 4,3 tys. kibiców na jeden mecz, a cztery lata wcześniej 104 mecze obejrzało 298 tys. widzów (średnia 2,9 tys.). Do Polski niestety, podobnie jak do Włoch przyjechało bardzo mało kibiców z całego świata. Sprzedano zdecydowaną większość wejściówek, ale nabywcami byli głownie Polacy.

Epilog

Zatrzymanie prezesa i wiceprezesa PZPS w związku z zarzutami korupcyjnymi stanowi smutne i niezasłużone podsumowanie bardzo udanej, choć zakodowanej imprezy.

 

Źródła: własne, eurosport.onet.pl, sport.pl, siatkarskiportal.pl, pzps.pl, poland2014.fivb.org, only-volleyball.blog.onet.pl. K. Drąg, R. Myśliwiec, Uczymy się na błędach, dodatek do „Przeglądu Sportowego” z 2010 r., str. 5 (brak dokładnej daty wydania). K. Drąg, Będzie skromniej, ale za to bez strat, „Przegląd Sportowy” z dnia 7 sierpnia 2014 r., s. 16. „Rzeczpospolita”.

czwartek, 21 marca 2013
Dokąd zmierza Puchar Polski w siatkówce mężczyzn?

Od kilku lat wiele się robi, aby Puchar Polski siatkarzy zyskał na randze i wartości. Patrząc jednak na widownię i medialne zainteresowanie częstochowskim finałem można odnieść inne wrażenie.

W tym sezonie po raz pierwszy od kilku lat zdobywca Pucharu Polski nie otrzymywał promocji do Ligi Mistrzów, bo tak zdecydowała CEV. Wprawdzie federacje trzech najsilniejszych lig (włoskiej, polskiej i rosyjskiej) protestowały, to jednak CEV była nieugięta. Władze PlusLigi zapowiedziały jednak, że zdobywca Pucharu Polski będzie mógł liczyć na „dziką kartę” Ligi Mistrzów, o ile polska liga taką kartę otrzyma.

Dla trenerów i zawodników nie miało to jednak większego znaczenia. Andrzej Kowal, trener Asseco Resovii Rzeszów stwierdził dla serwisu plusliga.pl, że „Puchar Polski to trofeum same w sobie. Każdy będzie grał na 100 procent i nie myślał, że nie otrzyma prawa gry w LM”. Zbigniew Bartman, atakujący Asseco Resovii także dla serwisu plus liga.pl powiedział, że: „LM zawsze była dodatkowym bonusem, ale samo zdobycie PP jako trofeum jest nadal bardzo cenne”.

Po_częstochowskim_finale_siatkarzy_(1)

Frekwencja

Hala na Zawodziu nie była wypełniona w całości. Oficjalna jest pojemność wynosi 7.100 miejsc (w tym 5.843 stałe) a liczba widzów na obu dniach turnieju sięgnęła (według „Przeglądu Sportowego”) po 3.500. Wprawdzie jakaś część widowni była wyłączona z powodów bezpieczeństwa, to jednak do wypełnienia hali jeszcze dużo brakowało. Z całą pewnością wpływ na taką frekwencję miał brak drużyny gospodarzy, czyli AZS Częstochowa. Zresztą to jest problem każdego miasta gospodarza, gdy na turnieju brakuje miejscowej drużyny. Dodatkowym ciosem w organizację turnieju było odpadnięcie Skry Bełchatów. Po pierwsze, Skra jako najbardziej utytułowana polska drużyna przyciąga tłumy kibiców. Dobrym przykładem jest Warszawa i mecze Politechniki ze Skrą, które powodują histeryczną wręcz reakcję wśród nastolatek i okolicznych miasteczek. W konsekwencji na Torwarze na większe wsparcie niż gospodarz może liczyć Skra. Po drugie, w niedalekiej odległości od Częstochowy leżą miasta, w których rekrutują się kibice Skry jak np. Piotrków Trybunalski, Tomaszów Mazowiecki, Sieradz, Zduńska Wola, Radomsko czy Opoczno. Zresztą sam Bełchatów leży bagatela75 kilometrówod Częstochowy. Niestety dla organizatorów zabrakło obu drużyn, które mogły przyciągnąć kibiców, czyli miejscowego AZS i Skry Bełchatów. Co ciekawe, obie drużyny wyeliminowała ta sama drużyna, czyli Jastrzębski Węgiel, który w tym kontekście można nazwać katem organizatora.

Trochę dziwnie wyglądały trybuny w połączeniu z zapewnieniami Krzysztofa Matyjaszczyka, Prezydenta Częstochowy dla oficjalnego programu turnieju zgodnie, z którymi „My, Częstochowianie, wiemy, że nasze miasto odgrywa ważną rolę na siatkarskiej mapie kraju, i że popularność tej dyscypliny w naszym mieście stale rośnie”.

Podobne problemy jak Częstochowa miał organizator turnieju finałowego dwa lata temu, czyli Warszawa, ale wtedy grała Skra, która przyciągała kibiców. Skra doszła aż do finału, co miało wymierne przełożenie na frekwencję. Zresztą, przygnębiające wrażenie robiły wtedy trybuny Torwaru podczas drugiego meczu półfinałowego (ZAKSA – AZS Częstochowa), zwłaszcza na tle widoku trybun sprzed kilku godzin, gdy grała Skra z Resovią. Trybuny zostały mocno przerzedzone, bo swój mecz zakończyła już Skra.

Ćwierćfinały (?) i bilety

Może wzorem warszawskiego finału warto wrócić do rozgrywania turnieju finałowego od ćwierćfinałów? Finał i półfinał Pucharu Polski 2011 r. rozegrane zostały na Torwarze, ale poprzedziły je ćwierćfinały rozegrane w dwóch podwarszawskich miastach – w Legionowie i Nowym Dworze Mazowieckim. Mecze w tych dwóch miastach były sporym wydarzeniem, dlatego hale były wypełnione a działacze siatkarscy i dziennikarze śmiało mogli mówić o promocji siatkówki.

Wracając jeszcze, do częstochowskiego finału, to zagrały w nim kluby, które zajmowały cztery pierwsze miejsca w tabeli PlusLigi. To jednak nie wystarczyło do wypełnienia hali na Zawodziu. Nie wystarczyło także to, że cena biletu na najlepsze miejsca na jeden dzień turnieju (pierwszy dzień – dwa półfinału, drugi dzień – finał) była stosunkowo niska, czyli 35 zł. Dla porównania dwa lata temu bilet na najlepsze miejsce na dwa mecze ćwierćfinałowe rozgrywane w Legionowie kosztował 30 zł. Bilet na oba półfinały, jak również bilet na finał kosztowały po 60 zł, ale wcale nie były to najdroższe bilety i najlepsze miejsca.

Po_częstochowskim_finale_siatkarzy_(2)

Media

W „Sporcie” po „Wiadomościach” TVP poinformowano tylko, że ZAKSA Kędzierzyn-Koźle pokonała Resovię Rzeszów 3:1 i sięgnęła po czwarty w historii Puchar Polski. Tylko tyle, że nie pokazano żadnej „migawki” telewizyjnej! Właściwie to nie powinno dziwić, bo finał Pucharu Polski, podobnie jak rozgrywki Plus Ligi są transmitowane przez konkurencyjny Polsat, ale który też się nie popisał transmitując mecz w Polsacie Sport, a nie w paśmie otwartym. W radio RMF FM po półfinałach poinformowano kto z kim wygrał, ale bez wskazania wyniku w setach!

Artur Prokop, Prezes Zarządu PLPS stwierdził w oficjalnych programie turnieju finałowego, że „Niezawodnym partnerem medialnym Polskiej Siatkówki jest Telewizja Polsat, która relacjonować będzie również przebieg turnieju finałowego. Dzięki temu rywalizacja w Enea Cup 2013 dotrze do widzów w całej Polsce.”. Prezes zapomniał jednak dodać, że transmisja być może dotrze do każdego miasta i miasteczka w Polsce, o ile widzowie będą korzystali z pasma zamkniętego Polsatu.

Na swoich stronach internetowych AZS Częstochowa (podobno organizator) i AZS Politechnika Warszawska nie poinformowały o wyniku turnieju finałowego. Częstochowianie podali tylko informację o dojeździe na dwudniowy finał. Więcej można było znaleźć na stronie urzędu miasta Częstochowa! Zresztą miasto zaangażowało się w organizację. Na jednym z telebimów podczas półfinałów ciągle wyświetlano spoty reklamowe Częstochowy.

Organizacyjnie

AZS Częstochowa otrzymał od miasta 650 tys. złotych na promocję miasta poprzez sport, „ale 50 tys. zł otrzyma na organizację finału Pucharu Polski w hali widowiskowo-sportowej na Zawodziu. Częstochowski klub siatkarski będzie musiał zapewnić zakwaterowanie i wyżywienie dla czterech drużyn oraz ochronę podczas imprezy” (cyt. za „Tydzień w Częstochowie.pl”). Jak można się domyśleć taka kwota nie pozwoliła na pokrycie wymienionych kosztów. Z drugiej jednak strony AZS jako organizator mógł otrzymać wpływy za reklamy, bilety i być może za transmisję telewizyjną. Diabeł tkwi w szczegółach i pojawia się pytanie jak organizator imprezy miał podpisaną umowę z PlusLigą organizującą turniej. Kolejne pytanie dotyczy, czy AZS otrzymał środki od sponsora tytularnego, czyli Enei. Artur Prokop, Prezes Zarządu PLPS stwierdził w oficjalnych programie turnieju finałowego, że „Stabilność finansową, a w związku z tym odpowiedni prestiż, gwarantuje rozgrywkom od roku 2010 sponsor Pucharu Polski, Grupa Enea (…)”. Inna sprawa, że na biletach można było zarobić więcej, gdyby w turnieju finałowym zagrały inne kluby.

Po_częstochowskim_finale_siatkarzy_(3)

Dzień przed półfinałami J. Bińczyk pisząc o meczach polskich klubów w Lidze Mistrzów stwierdził: Jedyne, czego mogą siatkarzom z Polski zazdrościć we Włoszech czy Rosji, to zainteresowanie kibiców. Nie wiadomo, jak długo (cyt. za „Gazeta Wyborcza”). I choć wydawało mi się, że jest to przesadzone, to po finałowym turnieju Pucharu Polski to stwierdzenie nabrało innego znaczenia.

 

Źródła: własne, plusliga.pl, wikipedia.pl, azspw.com i azsczestochowa.pl. Enea Cup 2013. Finał Pucharu Polski w piłce siatkowej mężczyzn, Częstochowa, 26-27 stycznia – Oficjalny Program. J. Bińczyk, Liga Mistrzów nie dla polskich mistrzów, Gazeta Wyborcza z dnia 25 stycznia 2013 r., s. 40. RaK, Wkręt-met AZS i Włókniarz podzielą się pieniędzmi na promocję miasta, Tydzień w Częstochowie.pl Nr 1 z dnia 25 stycznia 2013 r., s. 13.

wtorek, 19 marca 2013
Przed Final Four Pucharu Polski siatkarzy 2012/2013

W częstochowskim Final Four Pucharu Polski (26-27 stycznia 2013 r.) zmierzyły się drużyny, które w chwili rozgrywania turnieju zajmowały pierwsze cztery miejsca w tabeli. Ryszard Bosek dla serwisu plusliga.pl powiedział: „W Częstochowie zagrają cztery zespoły, które prezentują podobne umiejętności (…) każda z czterech drużyn ma takie same szanse na zdobycie Pucharu Polski” (cyt. za plusliga.pl).

Statystyki przed turniejem finałowym wyglądały następująco:

Delecta Bydgoszcz to sensacyjny lider tabeli (bilans meczów 12-4), który odpadł z Pucharu CEV, ale awansował do 1/4 Pucharu Challenge [ostatecznie Delecta odpadła w półfinale po złotym secie z Uralem Ufa]. W drodze do turnieju finałowego Delecta wyeliminowała AZS Olsztyn 3:2 (w) i Politechnikę Warszawską 1:3 (d), 3:0 (w). Drużyna Delecty jest ewenementem tegorocznego sezonu, bo nie zasilił jej żaden siatkarz, a nawet kilku opuściło. Okazało się jednak, że utrzymanie młodej drużyny wspartej kilkoma doświadczonymi siatkarzami (Antiga, Masny, Jurkiewicz, Wika i Lipiński) było strzałem w dziesiątkę. „Siłę Delecty stanowi zespołowość oraz, co mocno podkreśla Piotr Makowski, inteligencja zawodników.” (cyt. za plusliga.pl). Warto dodać, że niemalże ta sama drużyna w zeszłym sezonie osiągnęła największy sukces w historii klubu, czyli 5. miejsce i awans do europejskich pucharów. W tym sezonie Delecta jest murowanym kandydatem do co najmniej piątego miejsca w Plus Lidze. Pierwsze miejsce w tabeli (po 16. kolejkach) to jedno, ale pokonanie w tym sezonie Skry Bełchatów po serii osiemnastu porażek z tym klubem nabrało wyjątkowego znaczenia. Bilans oficjalnych meczów w tym sezonie: 19-6 (76% zwycięstw).

ZAKSA Kędzierzyn-Koźle przed częstochowskim turniejem była wiceliderem PlusLigi (bilans meczów 11-5), który awansował do II rundy play-off Ligi Mistrzów [ostatecznie ZAKSA zajęła 4. miejsce]. W meczu o Final Four ZAKSA zagra z dobrym znajomym – Arkasem Izmir. Jeśli natomiast chodzi o turniej finałowy Pucharu Polski, to ZAKSA awansowała do niego po pokonaniu Czarnych Radom 3:0 i 3:1 (oba mecze na wyjeździe). Największym sukcesem transferowym ZAKSY przed rozpoczęciem obecnego sezonu było utrzymanie Zagumnego, Ruciaka i Rouziera. Wprawdzie z klubu odszedł Samica, ale klub pozyskał utalentowanego Wiśniewskiego i doświadczonych Możdżonka i Fontelesa a na ławce trenerskiej Stelmacha zastąpił duet Castellani-Świderski. Nic więc dziwnego, że „nikt w Kędzierzynie nie ukrywa, że drużyna zbudowana jest, by walczyć o złoto mistrzostw Polski i nieźle zaprezentować się w Lidze Mistrzów” (cyt. za „Magazyn”). Bilans oficjalnych meczów w tym sezonie: 19-7 (73% zwycięstw).

Trzecie miejsce w tabeli PlusLigi zajmuje Jastrzębski Węgiel (bilans meczów 12-4). Przygodę z Pucharem CEV zakończył na 1/8 zaś w Pucharze Polski wyeliminował AZS Częstochowę 3:2 (d) i Skrę Bełchatów 3:2 (w), 3:0 (d). Jastrzębianie przystąpili do tego sezonu w odmienionym składzie, ale najważniejszym było utrzymanie w drużynie gwiazd światowego formatu na boisku (Łasko) i na ławce trenerskiej (Bernardi). Wydaje się, że drużyna jest silniejsza niż w poprzednich dwóch sezonach i tym razem powinna powalczyć o medal mistrzostw Polski. Bilans oficjalnych meczów w tym sezonie: 18-5 (78% zwycięstw).

Czwartym do brydża jest Resovia Rzeszów, która w PlusLidze zajmowała dopiero 4. miejsce (bilans meczów: 10-6). „Pasy” dokonały w zeszłym sezonie historycznego wyczynu, bo zakończyły siedmioletnią hegemonię Skry Bełchatów i po 37 latach sięgnęły po Mistrzostwo Polski. Zresztą Resovia nie opuszcza podium PlusLigi od czterech lat. W tym sezonie Resovia jednak zawodzi. Najpierw gładko przegrała ze Skrą Bełchatów 0:3 w meczu o Superpuchar Polski, rozegranym w… Częstochowie. Później chimerycznie grała w PlusLidze a w Lidze Mistrzów gładko przegrała w play-off z Lube Banca Macerata 0:3 (d) i 1:3 (w). Natomiast w ćwierćfinale Pucharu Polski Resovia dwukrotnie pokonała Effectora Kielce po 3:0. Resovia gra poniżej oczekiwań, co może dziwić, bo z kluczowych graczy z klubu odszedł tylko Grozer, ale w jego miejsce przyszedł Bartman i Schops. Z drugiej jednak strony to tylko pokazuje jakie znaczenie dla klubu miał Niemiec. Przed sezonem Jan Such powiedział: „W Rzeszowie trudno będzie zastąpić Grozera. To przede wszystkim jemu zawdzięczamy złoty medal.” (cyt. za „Magazyn”). Bilans oficjalnych meczów w tym sezonie: 16-11 (59% zwycięstw).

Tylko raz w historii zdarzyło się, że wszystkie wymienione kluby spotkały się w półfinale mistrzostw Polski. Działo się to w 2010 r. w Bydgoszczy. Co ciekawe wtedy były dokładnie takie same pary półfinałowe. Resovia pokonała Delectę 3:1 a Jastrzębski Wegiel – ZAKSĘ 3:0. W finale Jastrzębski prowadzony przez Pawła Abramowa pokonał Resovię 3:2 i sięgnął po jedyny jak dotąd Puchar Polski. Resovia i ZAKSA sięgały po Puchar Polski trzykrotnie, zaś największym sukcesem Delecty pozostaje wspomniany półfinał.

Resovia jest najbardziej utytułowanym (jeśli chodzi o Puchar Polski) uczestnikiem tego turnieju finałowego, bo oprócz trzech Pucharów (1975, 1983, 1987), trzykrotnie przegrywała w półfinale i jeden raz w półfinale. ZAKSA oprócz trzech Pucharów (2000, 2001, 2002) dwukrotnie przegrała w finale, zaś Jastrzębski oprócz wspomnianego już zwycięstwa w 2010 r., dwukrotnie przegrywał w finale. W nowym stuleciu (od sezonu 2000/2001) w 13 edycjach Pucharu Polski ZAKSA awansowała do fazy półfinałów aż ośmiokrotnie, Jastrzębski Węgiel – 6 razy, Resovia – 4 a Delecta – 1. Najbardziej utytułowanym klubem w historii Pucharu Polski pozostaje AZS Olsztyn (7 zwycięstw), przed AZS AWF Warszawa i Skrą Bełchatów (po 6) i Legią Warszawa (5).

Analizując szanse poszczególnych drużyn w półfinałach, to pierwszy mecz o finał wydaje się bardziej wyrównany, choć ZAKSA w tym sezonie dwukrotnie wygrała w PlusLidze z Jastrzębskim 3:0. Jeśli natomiast chodzi o Puchar Polski, to oba klubu w ostatnich latach spotykały się dosyć często. W 2010 r. Jastrzębski wygrał 3:0 w półfinale w Bydgoszczy, w 2011 r. ZAKSA wygrała 3:1 w ćwierćfinale w Legionowie, a w zeszłym roku Jastrzębski wygrał 3:2 w półfinale w Rzeszowie.

Trudno było wskazać zdecydowanego faworyta…

 

Źródła: własne, plusliga.pl, siatka.org, wikipedia.pl, „Magazyn” nr 39 (59) – bezpłatny dodatek do „Przeglądu Sportowego” z dnia 9 października 2012 r. (Skarb Kibica PlusLiga mężczyzn 2012/2013).

niedziela, 17 marca 2013
Przed meczem siatkarek Siódemka Legionowo – Muszynianka Muszyna

Naprzeciwko gospodyń stanie drużyna Muszynianki Muszyna, czyli najbardziej utytułowana od momentu utworzenia profesjonalnej Ligi Siatkówki Kobiet. Od sezonu 2005/2006 Muszynianka tylko w jednym sezonie nie zajęła miejsca na podium. Siatkarki z Muszyny w tym czasie zdobyły najwięcej tytułów mistrzowskich (4) i najwięcej medali Mistrzostw Polski (6). „Mineralne” mają w swoim dorobku cztery tytuły mistrzowskie, dwa wicemistrzostwa, Puchar Polski, dwa finały Pucharu Polski, dwa Superpuchary Polski i dwa finały Superpucharu. Do pełni szczęścia brakuje Muszyniankom sukcesu w europejskich pucharach. Warto dodać, że Międzyszkolny Klub Sportowy „Kurier” Muszyna powstał w pięciotysięcznym miasteczku w 1982 r., a awans do ekstraklasy świętował (już pod inną nazwą) w sezonie 2002/2003. 

Zespół z Muszyny jak co roku stanowi istną konstelację siatkarskich gwiazd zarówno polskich i zagranicznych. Po nieudanym zeszłym sezonie, gdy Muszynianki przegrały w finale z Atomem Treflem Sopot w drużynie z Muszyny doszło (prawie jak przed każdym sezonem) do poważnych roszad kadrowych. Z największym rywalem dokonano czterech transferów. Do Sopotu przeniosły się Marlena Zenik i Rachel Tourke (Australia), a drogę w odwrotnym kierunku przebyły Paulina Maj i Eleonora Dziękiewicz. Poza tym do azerskiego Azerrail Baku odeszła Milena Radecka i dwie Holenderki – Caroline Wensink i Debby Stam-Pilon. Do Dąbrowy odeszła Joanna Kaczor. W ich miejsce sprowadzone zostały trzy zagraniczne zawodniczki – Sanja Popović (Chorwacja), Valentina Serena (Włochy) i Helene Rousseaux (Belgia).

O sile drużyny stanowią zawodniczki, które pozostały z zeszłego sezonu, czyli Anna Werblińska i Agnieszka Bednarek-Kasza, a mocne wsparcie stanowią dla nich dwie rezerwowe: Katarzyna Gajgał-Anioł i Kinga Kasprzak. Dodatkowo, po rocznej przerwie do gry powróciła Aleksandra Jagiełlo.

Zespół z Legionowa, który w tym sezonie debiutuje w najwyższej klasie rozgrywkowej, nie może pochwalić się takimi zawodniczkami. Najbardziej znaną i utytułowaną jest libero – Magdalena Saad, która po wielu latach spędzonych w Białymstoku, w zeszłym sezonie sięgnęła po mistrzostwo Polski z Atomem, a w tym przez kilka miesięcy reprezentowała barwy Lokomotiwu Baku. Rozgrywająca Kinga Bąk ma za sobą grę w Białymstoku i Organice Łódź. Anna Sołodkowicz przez trzynaście lat grała w Gedanii, a następnie w Sopocie. Marta Łukaszewska występowała w Calisii i Stali Mielec, Katarzyna Jóźwicka w Organice Łódź. Najbardziej utytułowaną siatkarką, a właściwie byłą siatkarką jest asystentka trenera Wojciecha Lalka – Jolanta Studzienna, która w barwach Skry Warszawa, Centrostalu Bydgoszcz i Stali Bielsko-Biała wywalczyła kilka medali mistrzostw Polski. Studzienna grała w reprezentacji Polski i zagranicą (Panathinaikos Ateny, OMS Senica).

W przedświątecznym meczu zdecydowanym faworytem jest drużyna Muszynianki. Czy będzie łatwe i szybkie 3:0?

 

Źródła: własne, wikipedia.pl. orlen-liga.pl, legionovia.pl/legionoviasa i mksmuszynianka.com.

Tagi: siatkówka
19:24, martinez-4ever , SIATKÓWKA
Link Dodaj komentarz »
piątek, 06 kwietnia 2012
Jakie zmiany w Trentino i Zenicie?

Jeszcze przed rozpoczęciem turnieju finałowego Ligi Mistrzów roiło się od rożnego rodzaju pogłosek dotyczących składów Trentino i Zenita na przyszły sezon, mimo że obecny jeszcze się nie skończył. Niewątpliwie Final Four dał odpowiedź na kilka pytań, ale w dalszym ciągu pozostaje mnóstwo pytań i wątpliwości.

Zenit jest wielkim wygranym i ewentualne niepowodzenie w rosyjskiej Superlidze nie będzie miało większego wpływu na pozytywną ocenę sezonu. Oprócz wygrania Ligi Mistrzów, Zenit jeszcze na jesieni zajął 3. miejsce w Klubowych Mistrzostwach Świata, a łódzkim sukcesem zapewnił sobie start w tej imprezie w kolejnej edycji. Czy jednak w ogóle można będzie mówić o niepowodzeniu w Superlidze, skoro Zenit tuż po zakończeniu Final Four rozprawił się w półfinale Superligi z Lokomotiwem Nowosybirsk 3:0 w meczach (3:2, 3:1, 3:2)? Przyznać jednak trzeba, że promocja do finału wcale nie przyszła mu łatwo. W finale Zenit zmierzy się z ze zwycięzcą pary Dynamo Moskwa - Iskra Odincowo. Póki co w meczach jest remis 2:2.

Przechodząc do zmian kadrowych, to póki co wiadomo, że Osmany Juantorena zamieni Trentino na rosyjski klub. Wydaje się, że jedynym, który może zapłacić Kubańczykowi 1 mln euro za sezon jest Zenit. W Zenicie chyba zastąpi Williama Priddiego. Amerykanin spisywał się poniżej oczekiwań, a że w Rosji obowiązuje limit obcokrajowców, to biorąc pod uwagę pozycje obu zawodników na boisku, taka zmiana wydaje się realna.

Czy w Zenicie można jeszcze kogoś zamienić? Jasne, że można, zwłaszcza gdy ma się poparcie wszechpotężnego Gazpromu, ale czy w ogóle trener Alekno będzie chciał takich zmian? Przecież prowadzi najlepszą drużynę w Europie, która w doskonałym stylu sięgnęła po zwycięstwo w Lidze Mistrzów. Wprawdzie polskie media mówią o zainteresowaniu tajemniczych rosyjskich klubów Mariuszem Wlazłym i Bartoszem Kurkiem, to jednak mało prawdopodobne, aby choćby jeden z nich trafił do stolicy Tatarstanu. Zenit oczywiście stać na zatrudnienie każdego zawodnika grającego w polskiej lidze, ale wydaje się, że ani Wlazły, ani Kurek nie są mu potrzebni. Na pozycję przyjmującego Zenit ściąga Osmantorenę, a nawet gdyby to była nieprawda, to media łączą Kurka raczej z Dynamem Moskwa niż z Zenitem. Co do Wlazłego, to na pozycji atakującego w Kazaniu gra znakomity Maksim Michajłow. Mało prawdopodobne, aby najlepszy punktujący turnieju finałowego chciał opuścić najlepszy klub w Europie tak samo, jak mało prawdopodobne, aby Zenit zrezygnował z jego usług. Dodatkowo Wlazły, jeśli w ogóle, to musiałby zadowolić się raczej rolą zmiennika Michajłowa, a tu nie będzie odpowiadało.

Jeśli chodzi o Trentino, to trzecie miejsce w Lidze Mistrzów, może nie jest odbierane jako porażka, ale niedosyt. Nie ma się jednak czemu dziwić. Apetyt rośnie w miarę jedzenia, a trzy wygrane edycja Ligi Mistrzów musiały stawiać Trento w roli faworyta. Sezon może zostać „uratowany”, a porażka w półfinale Ligi Mistrzów wybaczona, o ile włoski zespół zdobędzie mistrzostwo kraju. Włosi są przekonani o tym, że mają najsilniejszą ligę, dlatego chętnie powtarzają, że wygranie ligi włoskiej jest trudniejsze niż wygranie Ligi Mistrzów. Trentino wygrało fazę zasadniczą ze zdecydowaną przewagą (14 punktów) nad Maceratą i Cuneo. W razie niepowodzenia wydaje się mało prawdopodobne, aby wycofali się sponsorzy. Trentino pracowało na swoją markę tylko kilkanaście lat, a mimo to jest doskonałym nośnikiem reklamy. Poza tym z większością sponsorów Włosi współpracują już od lat. Wracając do personaliów, to póki co wiadomo, że z Trentino odchodzą Osmany Juantorena i Łukasz Żygadło. Juantorena od nowego sezonu będzie grał w Rosji, prawdopodobnie w Zenicie, zaś Żygadło (jak donoszą polskie media) za 900 tys. złotych rocznie przywdzieje koszulkę Jastrzębskiego Węgla. Zastąpienie Juantoreny będzie niezwykle trudne, bowiem Kubańczych z całą pewnością należy do czołówki przyjmujących na świecie. Zastąpienie Żygadły, który był tylko rezerwowym Raphaela nie powinno stanowić trudności, tym bardziej, że zawodników prezentujących podobny poziom, co Żygadło jest wielu.

Nazwiska zawodników w kontekście obu klubów będą się jeszcze wielokrotnie przewijały, ale nie ma wątpliwości, że Trentino sporo straci na odejściu Juantoreny. Pojawia się tylko pytanie, czy włoska drużyna będzie potrafiła znaleźć wartościowego zmiennika.


Źródła: własne, sport.pl, onet.pl.

wtorek, 07 lutego 2012
Co to jest Puchar Challenge siatkarzy?

Jutro siatkarze AZS Częstochowa powalczą z hiszpańską Unicają Almerią, a pojutrze AZS Politechnika Warszawska z rosyjskim Dynamem Krasnodar o awans do ćwierćfinału Pucharu Challenge. Warto przybliżyć te stosunkowo młode rozgrywki i wskazać sukcesy, jakie osiągały w nich polskie kluby.

Puchar Challenge to trzecie pod względem ważności europejskie rozgrywki klubowe organizowane przez CEV, czyli Europejską Konfederację Piłki Siatkowej. W 2006 r. władze CEV podjęły decyzję o gruntownej reformie europejskich pucharów począwszy od sezonu 2007/2008. Liga Mistrzów pozostała bez zmian. Top Teams Cup (dawniej Puchar Zdobywców Pucharów) został zastąpiony „nowym” Pucharem CEV, a dotychczasowy Puchar CEV, który był najmniej prestiżowy został zastąpiony właśnie Pucharem Challenge.

Rozgrywki są przeznaczone przede wszystkim dla słabszych federacji. Liczba drużyn, które poszczególne federacje mogą wystawić w Pucharze Challenge jest uzależniona od miejsca, które dana federacja zajmuje w rankingu CEV. W zeszłym sezonie podział miejsc był następujący:

miejsca od 1 do 7 – 1 drużyna,

miejsca od 8 do 20 – 2 drużyny,

miejsca od 21 do 24 – 3 drużyny,

miejsca od 25 do 32 – 2 drużyny,

miejsca od 33 do 35 – 1 drużyna.

Dodatkowo do rozgrywek dołączają zespoły, które odpadły w I rundzie Pucharu CEV.

W pierwszej edycji Pucharu Challenge rozegranej w sezonie 2007/2008 do Final Four awansowała Resovia, która zresztą była organizatorem turnieju finałowego. W meczu półfinałowym przegrała z faworytem i późniejszym zwycięzcą imprezy – włoskim Pallavolo Modeną 2:3, choć prowadziła 2:0. W meczu o 3 miejsce zrezygnowani rzeszowianie przegrali z francuskim Stade Poitevin Poitiers 0:3. Na pocieszenie pozostała gospodarzom nagroda indywidualna dla najlepszego atakującego przyznana Pawłowi Papke. Co ciekawe Pallavolo Modena w ćwierćfinale wyeliminowała AZS Olsztyn (3:1, 3:2).

W drugiej edycji jeszcze lepiej niż Resovia zaprezentował się Jastrzębski Węgiel, który był bliski zwycięstwa w wielkim finale. Najpierw jednak sprawił ogromną sensację eliminując w ćwierćfinale faworyta rozgrywek jakim był Sisley Treviso. Jastrzębianie po porażce 2:3 u siebie byli skazywani na porażkę, a tymczasem w rewanżu rozegrali chyba jeden z najlepszych meczów w historii startów polskich klubów w pucharach i wygrali 3:1. Final Four był rozgrywany w Izmirze. W półfinale Jastrzębianie zwyciężyli rewelacyjny rumuński Tomis Konstancę 3:1, ale już w finale przegrali 2:3 z gospodarzami - Arkasem Spor Izmir, w barwach którego występował Piotr Gruszka. Jastrzębie prowadziło 2:1, a czwarty set przegrało po zaciętej walce 24:26, co ważne Jastrzębianie podkreślali, że byli po prostu gorsi, a sędziowie nie mieli wpływu na wyniki. To nawiązanie do sędziów było o tyle istotne, że czasami w Grecji i Turcji sędziowie wyczyniają cuda. Podobnie jak rok wcześniej polskiemu klubowi pozostała nagroda pocieszenia w postaci nagrody indywidualnej dla najlepszego przyjmującego. Został nim Paweł Rusek.

W trzeciej edycji Pucharu Challenge nie grał żaden polski klub, ponieważ PLS miała trzech reprezentantów w Lidze Mistrzów. Oprócz Skry Bełchatów i Jastrzębskiego Węgla w tych rozgrywkach startowała Resovia, która otrzymała „dziką kartę” i w ten sposób uniemożliwała start polskiego klubu w Pucharze Challenge. Puchar wpadł w ręce włoskiej Perugii.

W zeszłym sezonie w rozgrywkach startował AZS Częstochowa, który trochę pokpił sprawę i przegrał z… izraelskim Maccabi Tel Awiw (0:3, 3:1, złoty set 8:15). Po raz pierwszy w historii Pucharu nie rozgrywano Final Four, a finał stanowił dwumecz rozgrywany systemem „mecz i rewanż”. Po raz trzeci w historii zwyciężyła włoska drużyna i po raz trzeci była to inna drużyna. Lube Banca Marche Macerata pokonała Arkas Spor Izmir (3:0, 3:2).

W obecnym sezonie, oprócz AZS Politechniki Warszawskiej w rozgrywkach uczestniczy AZS Częstochowa. Akademicy z Warszawy wyeliminowali białoruski Metalurg Żłobin (3:1, 3:2) i chorwacki Mladost Marina Kastela (3:0, 3:0). W pierwszym meczu 1/8 finału Politechnika przegrała z Dynamem Krasnodar 0:3, a w przypadku awansu spotka się w kolejnej rundzie ze zwycięzcą z pary Lokomotyw Charków – Galatasaray Stambuł. Pierwszy mecz Ukraińcy wygrali 3:1. Akademicy z Częstochowy dołączyli do Challenge po gładkim odpadnięciu w I rundzie Pucharu CEV z tureckim Halkbankiem Ankara (0:3, 0:3). W nowych rozgrywkach wygrali z portugalskim AJF Bastardo (3:1, 3:2), a w pierwszym meczu kolejnej rundy wygrali u siebie z Unicają Almerią 3:1. W przypadku zwycięstwa w 1/4 finału spotkają się ze zwycięzcą pary Rennes Volley 35 – Stroitel Mińsk. W pierwszy meczu było 3:1 dla Francuzów. Jeśli chodzi o faworyta tegorocznych rozgrywek, to Casa Modena sensacyjnie odpadła z luksemburskim VC Strassen (3:0, 0:3, złoty set: 5:15).

W historii Pucharu Challenge, oprócz drużyn włoskich występowało kilka znanych drużyn z Rosji (Nakieł Nowy Urengoj, Gazprom Surgut i Lokomitiw Jekaterynburg), Hiszpanii (CAI Tereul, Palma Majorka), Francji (Tourcoing Lille) czy Turcji (Halkbank Ankara), ale rozgrywki przeznaczone są przede wszystkim dla słabszych federacji. Z tego właśnie powodu w Pucharze Challenge gra dużo zespołów znanych przede wszystkim jako sparingpartnerzy polskich klubów, jak np. Selver Tallinn, VK DHL Ostrawa, SCC Berlin, VK Opava, VKP Bratysława, Remat Zalau, czy VK Chemes Humenne.

Źródła: własne, cev.lu, wikipedia.

czwartek, 27 października 2011
AZS Politechnika u progu nowego sezonu – część 4. Europejskie puchary.

Gdy stało się jasne, że Politechnika będzie rywalizowała o co najwyżej 5. miejsce trener Panas wyraźnie mówił: „gramy o puchary dla Warszawy”, zresztą tak reklamowano w stolicy pierwsze dwa mecze z Delectą. Dodatkowo członkowie zarządu klubu podkreślali, że celem „Inżynierów” jest zakwalifikowanie do rozgrywek europejskich.

Stało się to akurat w sezonie, gdy polskie kluby skrytykowały organizację europejskich rozgrywek, a zwłaszcza Pucharu CEV. Politechnika będzie grała w Challenge Cup, ale nie można było wykluczyć, że będzie to CEV Cup. Wprawdzie prezesi polskich klubów negatywnie wypowiadali się o europejskich rozgrywkach, ale życie, a dokładniej kibice i sponsorzy weryfikują ich stanowisko. Zdzisław Grodziecki, Prezes Jastrzębskiego Węgla wyraźnie stwierdził, że polskie kluby nie stać na solidarny ruch, bo każdy ma swoje interesy. Skra Bełchatów nie narzeka na puchary, Resovia właściwie też nie. Najgłośniej protestowali prezesi ZAKSY (Kazimierz Pietrzykiewicz) i Częstochowy (Konrad Pakosz), przy czym ten ostatni zapowiedział rezygnację z pucharów w przyszłym sezonie. Z drugiej jednak strony za nieprzystąpienie do pucharów grozi każdemu klubowi dwuletnia karencja na występy w Europie. Niezależnie jednak od przyczyn Częstochowianie zgłosili się do CEV Cup. W konsekwencji losowania Politechnicy zmierzą się w grudniu ze zwycięzcą meczu dwumeczu Metallurg Zhlobin (Białoruś) - Nyborg Bergen (Norwegia). W pierwszym meczu Białorusini wygrali u siebie 3:1. Mecz rewanżowy zostanie rozegrany w najbliższą niedzielę (30 października) o godz. 20.

Gdyby pokonali tę przeszkodę, to w 1/16 finału zmierzą się z przegranym 1/16 Pucharu CEV, czyli holenderskim Apeldorn albo Marina Kastela (Chorwacja). Gdyby uporali się także z tym rywalem, to w 1/8 finału spotkają się ze zwycięzcą takiego meczu [przegrany 1/8 CEV: Argo de Sete (FRA) - Dinamo Bukareszt] - [Dynamo Krasnodar (ROS) - Nieman Grodno (BLS)]. Wydaje się, że przeciwnicy są za silni, ale jakby trafili do ćwierćfinału, to w nim (w zależności) od wyników poszczególnych rund mogą spotkać się m.in. z Galatasaray Stambuł (i to jest najbardziej prawdopodobne) albo Duklą Liberec bądź Lokomotiwem Charków.

Nie jest tajemnicą, że do rozgrywek pucharowych dokłada się, ale niezależnie od tego, Politechnika, czy w ogóle Warszawa bardzo liczy na starty w Europie. Z drugiej jednak strony udział w dodatkowych rozgrywkach spowoduje zwiększenie liczby meczów, a tym samym większy wysiłek siatkarzy. Złośliwi twierdzą, że przez awans do pucharów, to był ostatni sezon, w którym Politechnika mogła coś ugrać, zwłaszcza że słabiutko zaprezentował się Jastrzębski Węgiel.

 

Źródła: cev.lu, azspw.com i  sport.pl.

środa, 26 października 2011
AZS Politechnika u progu nowego sezonu – część 3. Sparingi.

Mecze sparingowe rozegrane przez Politechników nie nastrajały optymistycznie, a obawy szybko się potwierdziły. Oto wykaz meczów sparingowych rozegranych przez stołeczny zespół:

Mława:

Lotos Trefl Gdańsk 3:1 (23:25, 30:28, 25:23, 25:23)

Lotos Trefl Gdańsk 1:3 (19:25, 25:23, 20:25, 16:25)

Mecz charytatywny w Pionkach:

Fart Kielce 1:3 (16:25, 13:25, 25:21, 23:25)

Warszawa:

Algieria 2:3 (25:19, 25:18, 18:25, 22:25, 12:15)

III Mazurski Turniej Piłki Siatkowej Mężczyzn o Puchar Prezydenta Miasta Ełku

Delecta Bydgoszcz 0:3 (22:25, 21:25, 23:25)

ASPS Pekpol Ostrołęka 3:2 (25:23, 33:35, 19:25, 25:20, 20:18)

Ostróda:

Indykpol AZS UWM Olsztyn 3:1 (19:25, 25:20, 25:20, 25:20)

VI. Memoriał Zdzisława Ambroziaka. Warszawa:

ZAKSA Kędzierzyn-Koźle 0:3 (22:25, 20:25, 21:25)

Fart Kielce 0:3 (20:25, 20:25, 23:25)

Tytan AZS Częstochowa 0:3 (21:25, 25:27, 17:25).


W 10 meczach Politechnika odniosła tylko 3 zwycięstwa przy bilansie setów 13:25. Niepokój może budzić fakt, że w czterech meczach rozegranych w Arenie Usynów, „Inżynierowie” wygrali tylko dwa… sety! A podczas Memoriału Z. Ambroziaka, który miał być generalną próbą przed nowym sezonem doznali sromotnej porażki przegrywając wszystkie trzy meczy po 3:0. Dla porównania – przed zeszłym sezonem, „Politechnicy” po raz pierwszy w historii wygrali w Memoriale, a później pozytywnie zaskakiwali w PlusLidze.

Pewnym wytłumaczeniem słabszych wyników jest fakt, że do drużyny dosyć późno dołączyli obcokrajowcy grający na Mistrzostwa Europy: Patrick Steuerwald (Niemcy, 15. miejsce, bilans meczów 0-3), Ardo Kreek (Estonia, 12., 1-3) i Vid Jakopin (Słowenia, 9., 2-2). Jest to jakimś wytłumaczeniem, ale wszyscy trzej grali w Memoriale…

Trener Panas na pewno próbował różnych rozwiązań taktycznych i zmian w ustawieniu, ale wyniki muszą budzić obawy. Wydaje się, że w tym składzie Politechniki nie stać na walkę o miejsca 1-6, bo „Inżynierom” uciekł nie tylko ogromnie wzmocniony Jastrzębski Węgiel, ale także (co potwierdzają wyniki) Delecta Bydgoszcz i (mimo zwycięstwa w 4. kolejce Plus Ligi) Fart Kielce.


Źródła: własne i azspw.com.

wtorek, 25 października 2011
AZS Politechnika u progu nowego sezonu – część 2. Skład i transfery.

W składzie Politechniki przed rozpoczynającym się sezonem nastąpiły poważne zmiany kadrowe, które niewątpliwie już wpłynęły na poziom sportowy prezentowany przez drużynę z Warszawy. Jak wypadła analiza składu na sezon 2011/2012?

Rozgrywający

Drużynę opuścił zarówno Maikel Salas Moreno, jak i Bartłomiej Neroj (GTPS Gorzów Wielkopolski). W ich miejsce przybył reprezentant Niemiec – Patrick Steuerwald (Perugia Volley) i Maciej Gorzkiewicz (Joker Piła). Do PlusLigi zgłoszono także Mateusza Biernata z Młodej Ligi. Salas i Neroj uzupełniali się, bo była między nimi niewielka, choć z przewagą na Salasa, różnica umiejętności. Teraz między Steuerwaldem a Gorzkiewiczem jest przepaść. Zarówno w umiejętnościach, jak i doświadczeniu. Właśnie to ostatnie mocno przemawia za Niemcem, dlatego wydaje się, że w tej formacji Politechnika wzmocniła się, choć gdyby drugi rozgrywający był pokroju Neroja, to niewątpliwie byłoby to pełne wzmocnienie na tej pozycji.

Warto dodać, że nazwisko Steuerwald jest znane w Europie, ale nie za sprawą Patricka, tylko Marcusa. Brat rozgrywającego Politechniki gra na pozycji libero w Paris Volley, a wcześniej w VfB Friedrischafen (cztery mistrzostwa Niemiec, dwa Puchary Niemiec, zwycięstwo w Lidze Mistrzów 2007).

Przyjmujący

Przyjście Słoweńca Vida Jakopina z rewelacyjnego ACH Bled (4. miejsce w Lidze Mistrzów 2009/2010) i Macieja Krzywieckiego ze Stali Nysa nie wypełni luki powstałej po odejściu do Jastrzębskiego Węgla duetu Zbigniew Bartman – Michał Kubiak. W klubie pozostali Krzysztof Wierzbowski i Wojciech Zaliński. Na tej pozycji zdecydowane osłabienie.

Środkowi

Na tej pozycji zachowano status quo. Dariusz Szulik odszedł do GTPS Gorzów Wlkp. a jego miejsce zajął Maciej Zajder z Pamapolu Wieluń. Poza tym w drużynie pozostali: Janusz Gałązka, Marcin Nowak i Ardo Kreek. Wydaje się, że Zajder się lepszy i bardziej perspektywiczny od Szulika, ale w związku z tym, że prawdopodobnie będzie tylko zmiennikiem uznaję, że na tej pozycji siła Politechniki pozostaje bez zmian.

Atakujący

Na tej pozycji, podobnie jak na pozycji rozgrywającego doszło do całkowitej wymiany zawodników. Jak Król odszedł do Farta Kielce jeszcze w trakcie minionego sezonu, a dokładniej w grudniu 2010 r. Z Ukraińcem Oleksandrem Stasenką i Robertem Pryglem nie przedłużono kontraktów. Pierwszy wrócił na Ukrainę (prawdopodobnie do Lokomotiwu Charków), a drugi do rodzinnego miasta i Czarnych Radom. Politechnikę zasilili natomiast: Grzegorz Szymański z Delecty Bydgoszcz i Paweł Mikołajczak z Jadaru Radom. Wydaje się, że mimo przyjścia byłego reprezentanta Polski, jakim jest Szymański, to warszawska drużyna doznała osłabienia. Stasenko i Prygiel prezentowali poziom zbliżony do Szymańskiego, którego zmiennikiem będzie niedoświadczony Mikołajczak.

W mediach pojawiały się informacje, że do Politechniki mógłby trafić Piotr Gruszka, gdy pozostawał bez przynależności klubowej, ale kapitan reprezentacji Polski przyznał, że w ogóle nie było takiego tematu i jest to wyłącznie wymysł mediów, a jego obecności na trybunach podczas jednego z meczów Politechniki nie można wiązać z transferem. Drugim siatkarzem był Czech – Jakub Novotny, którego menadżerowie polecali prezes Doleckiej. Politechnikę odstraszała duża liczba kontuzji czeskiego atakującego, dlatego jeszcze latem Czech podpisał trzyletni kontrakt z Jihostrojem Czeskie Budziejowice.

Libero

W drużynie pozostał Damian Wojtaszek, a dodatkowo zgłoszono do rozgrywek Macieja Olenderka (SMS PZPS Spała), jakby przeczuwając, że po Wojtaszka zgłosi się silniejsza drużyna. W trakcie okienka transferowego zainteresowanie tym siatkarzem wykazywała m.in. Resovia.

Podsumowanie

Jak wynika z przedstawionego porównania Politechnika osłabiła się, ale nie ma się czemu dziwić, skoro największe gwiazdy klubu odeszły. W zeszłym sezonie zawodnicy Politechniki szesnastokrotnie byli wybierani MVP Meczu PlusLigi. W warszawskim zespole nie ma już pięciu siatkarzy, którzy w sumie zdobyli tą nagrodę 13 razy (5 – Bartman, 4 – Kubiak, 2 – Stasenko, 1 – Prygiel i Salas). Pozostało natomiast trzech, którzy zdobywali MVP jednokrotnie (Kreek, Wojtaszek i Żaliński). To pokazuje tylko, że z Politechniki odeszli kluczowi gracze.

Najbardziej szkoda odejścia Barmana i Kubiaka, czyli zdecydowanych liderów drużyny. Bartman odbudował się Warszawie, zaś Kubiak potwierdził, że doświadczenie zdobyte we Włoszech procentuje. Obaj odeszli, bo mogli. Bartman podpisał kontrakt na jeden rok, zaś Kubiak był wypożyczony z Padwy, a jego kontrakt wykupił Jastrzębski Węgiel. Tyle tylko, że szkoda, tak po ludzku szkoda, że obaj poszli za kasą i sukcesami do Jastrzębia. Bartman mówił o przywiązaniu do Warszawy i chęci stabilizacji, czyli pozostaniu w Politechnice na dłużej niże jeden sezon, ale widocznie zmienił zdanie. Kubiak nie składał takich deklaracji i zabrał dopiero głos, gdy prezes Dolecka twierdziła, że jest siatkarzem „Polibudy”. W tym sporze władze ligi przyznały rację siatkarzowi, a nie klubowi z Warszawy.

Sytuacja kadrowa pokazuje, że władze klubu nie wykorzystały właściwie sukcesu zeszłego sezonu – zarówno sportowego i medialnego. Akademicy wydają się słabsi niż w zeszłym sezonie, ale tą opinię zweryfikują tylko wyniki na parkiecie. Póki co weryfikują ją pozytywnie, bo Politechnika gra poniżej oczekiwań. Największym problemem drużyny oprócz braku umiejętności pozostaje brak lidera, kogoś kto w trudnym momencie weźmie na siebie ciężar gry. W zeszłym sezonie byli to Bartman i Kubiak, ale w razie potrzeby aktywni byli także inni gracze. Politechnika przed trudnym wyzwaniem w tym sezonie, ale wydaje się, że miejsce szóste byłoby spełnieniem marzeń kibiców z Warszawy.

 

Źródła: własne, azspw.com, plusliga.pl i wikipedia.pl.

 
1 , 2
| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Tagi