wtorek, 01 września 2009
Koszmarna kontuzja Marcina Wasilewskiego

W 25. minucie niedzielnego mecz piątej kolejki Jupiler League Anderlecht Bruksela – Standard Liege (1:1), Marcin Wasilewski doznał poważnego złamania prawej nogi. Dzisiaj kilkadziesiąt godzin po tym zdarzeniu, gdy część emocji już opadła można na spokojnie przeanalizować to, co się stało.

Tło.

Niedzielny mecz był określany mianem meczu na szczycie, bo zmierzył mistrz kraju (Standard) z wicemistrzem (Anderlecht). Dodatkowo w zeszłym sezonie o tytule mistrzowskim zdecydował dwumecz (1:1, 0:0), w którym piłkarze nie szczędzili sobie kopniaków a gra była na granicy faul. Marcin Wasilewski krytykowany za grę łokciami sam został potraktowany łokciem i pierwszy mecz kończył z opatrunkiem na głowie z powodu rozciętego łuku brwiowego. Tak było zaledwie kilka miesięcy temu. Nic więc dziwnego, że media podgrzewały atmosferę jeszcze na długo przed meczem. Rozpalone głowy dziennikarzy udzieliły się także piłkarzom, którzy zagrali ostro. Dość powiedzieć, że Marcin Wasilewski został ukarany żółtą kartką już w 15 minucie spotkania. Nieco ponad 10 minut później 20-letni Axel Witsel zaatakował wyprostowaną nogą kość piszczelową Wasilewskiego, który dokonywał wślizgu. Witsel został ukarany czerwoną kartką, ale konsekwencje jego czynu były szokujące.

Witsel łamie nogę Wasilewskiemu

Witsel łamie nogę Wasilewskiemu

Zdjęcie pochodzi z serwisu sport.pl

Diagnoza.

Wasilewski doznał otwartego złamania dolnej części trzonów kości piszczelowej i strzałkowej z przemieszczeniem. W terminologii lekarskiej takie złamanie potocznie nazywane jest „złamaniem podudzia”. Nieszczęście „Wasyla” polega na tym, że złamanie jest otwarte, co oznacza, że przerwane zostały powłoki skórne i pojawiło się realne zagrożenie zakażenia kości. Początkowo sugerowano, że uszkodzeniu mogły ulec wiązadła umiejscowione w pobliżu kostki, ale dzisiaj wykluczono taką możliwość. Początkowo faza leczenia polegała na oczyszczeniu rany. „Wasyla” czekają dwie operacje i prawdopodobnie zespolenie zewnętrzne, czyli operacyjne przymocowanie do kości kawałka blachy znajdującego się poza nogą.

Zdjęcie rentgenowskie złamanej nogi

Zdjęcie rentgenowskie złamanej nogi "Wasyla"

Zdjęcie pochodzi z serwisu sport.pl

Wina i kara.

Zdjęcia nie pozostawiają żadnych wątpliwości, że Witsel nie był zainteresowany uderzeniem w piłkę tylko nogę Wasilewskiego. Dodatkowo belgijscy dziennikarze podkreślają, że w jednym z wcześniejszych starć feralnego meczu „Wasyl” uderzył łokciem głowę Witsela. Sugerują, że młody Belg chciał wykorzystać sytuację, aby pokazać „Wasylowi”, że on nie odstawi nogi i nie da się ostro traktować przez Polaka. Nie przewidział jednak skutków swojego głupkowatego zagrania. Belgijski dziennikarz komentując całe zajście dla serwisu sport.pl powiedział: „Nikt nie uważa, że Witsel faulował umyślnie. Ale wszyscy pamiętają, że w poprzednim sezonie w każdym meczu obu drużyn gra była wyjątkowo brutalna, a w okładaniu rywali łokciami przodował Marcin. Według mnie Axel chciał pokazać, że nie pęknie w starciu z największym walczakiem ligi”.

Wasilewski znany jest z tego, że gra na pograniczu faulu, czasami nawet brutalnie i agresywnie, ale właśnie z tego powodu często łapie kary w postaci żółtych i czerwonych kartek. Niezależnie jednak od oceny zachowania Marcina nigdy nie zdarzyło się, aby komuś wyrządził taką krzywdę jakiej stał się ofiarą. Każdy piłkarz podejmuje ryzyko i doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że w sportowej rywalizacji naraża swoje życie i zdrowie. Grając w ten sposób, będąc pełnym obaw o innych piłkarzy można wyrządzić komuś krzywdę. Oczywiście można powiedzieć, że „Wasyl” zgodnie z powiedzeniem „Kto mieczem wojuje, ten od miecza ginie”, stał się ofiarą własnego stylu gry, ale wydaje się, że Witsel przekroczył wyraźną granicę gry zgodnej z przepisami. Nic więc dziwnego, że w dniu dzisiejszym został ukarany przez Belgijski Związek Piłi Nożnej dyskwalifikacją do dnia 23 listopada 2009 r. a dodatkowo nałożono na niego grzywnę w wysokości 2.500 euro.

Swoje rozgoryczenie i niezadowolenie z powodu wysokości kary głośno wypowiada Włodzimierz Lubański, drugi trener belgijskiego Lokeren: „Jest różnica między faulem przypadkowym i złośliwym. Witsel zagrał celowo, z premedytacją. W moim Lokeren nikt nie ma wątpliwości, że pomocnikowi Standardu nie chodziło o piłkę, ale o wyrządzenie krzywdy zawodnikowi rywali. W takiej sytuacji żadna kara nie jest adekwatna. A już na pewno nie jest nią zawieszenie tylko do 23 listopada. Jestem rozgoryczony. Niestety, okazało się, że ludzie wydający decyzję w sprawie Witsela patrzyli przez pryzmat Standardu Liege i samego zawodnika, uznawanego w Belgii za wielki talent. To ważny gracz dla belgijskiego futbolu, dlatego potraktowano go łagodnie. Kara jest za niska. W futbolu nie powinno być miejsca dla takich zawodników”.

Lubański od wielu lat związany z belgijską piłką wie co mówi. 20-letni Axel Witsel uważany jest w Belgii za talent. W zeszłym roku został wybrany najlepszym piłkarzem ligi a w reprezentacji wystąpił w 9 spotkaniach.

Wprawdzie Witsel się tłumaczył, ale jego głupkowaty uśmiech (dosłownie uśmiech!) po faulu i wypowiedzi innych ludzi związanych ze Standardem Liege są zdumiewające i pokazują niezrozumienie dla wagi problemu a jednocześnie potwierdzają istnienie jakiejś chorej nienawiści między tymi dwoma klubami.

Witsel powiedział: „To nie było zamierzone. Nie gram w piłkę, żeby łamać nogi. To naprawdę nie było celowe. Obaj ruszyliśmy do piłki i niestety trafiłem w nogę Wasilewskiego. Chciałbym go za to przeprosić. Po zejściu z murawy szukałem go w szatni, ale już go tam nie było. Nie jestem złą osobą. Zobaczymy jakie konsekwencje poniosę za ten faul”.

Trener Standardu Liege Laszlo Boloni mówił o „smutnym wydarzeniu” a następnie dodawał: „Wszyscy żałujemy, tego, co się stało, a Axel przede wszystkim. Kiedy wróciliśmy do szatni w przerwie zobaczyłem, jak samotnie siedzi na ławce. Płakał rzewnymi łzami jak dziecko. Bo przecież to jednak jeszcze dziecko”. Tłumaczenia trenera na nic się jednak nie przydały, bo Witsel został przykładnie ukarany.

Kapitan zespołu, Steven Defour udzielił jednak szokującej wypowiedzi, która rzuca się cieniem na relacje między klubami. Piłkarz powiedział:. „Gdyby sędzia zareagował na faul popełniony na mnie, to by się nie stało. Anderlecht dostał to, o co się prosił. Może przekroczyliśmy trochę granicę, ale Anderlecht zrobił to samo. I to bez konsekwencji. Dlatego mówię: Jeżeli Anderlecht może, to my też.”.

W zupełnie inny sposób wypowiedział się inny piłkarz Standardu Milan Jovanovic, który stwierdził, że: „Po czymś takim nie można już mówić o piłce nożnej, nie można mówić o niczym. To bez znaczenia. Futbol to sport dla mężczyzn, ale są granice. Dla mnie noga czy zawodnik są znacznie ważniejsze niż sport. Trzeba mieć szacunek. Nie chciałbyś, żeby coś takiego przytrafiło się najgorszemu wrogowi”.


Co dalej?

Lekarze podają różne terminy powrotu „Wasyla” na boisko – od 8 do 12 miesięcy, przy czym niektórzy mówią nawet o możliwości zakończenia kariery. Prawda jest jednak taka, że nie można spekulować na temat jakichkolwiek terminów, ponieważ każde złamanie jest inne. Każdy człowiek różnie znosi choroby, urazy czy dolegliwości a co dopiero takie ekstremalne zdarzenia. Podstawowy problem jaki pojawia się przy złamaniu to tempo zrostu kości i gojenia ran skórnych. Istotne znaczenie będzie miała gęstość kości „Wasyla” a także przyswajalność wapnia przez jego organizm.

Jedno jest pewne – „Wasyl” to charakterny chłopak i nie podda się. Jego serdeczny przyjaciel – Dariusz Dudka poinformował dziennikarzy, że „Nie jest za dobrze... Każdy, nawet największy twardziel, w obliczu takiej tragedii może się zmienić nie do poznania. Wasyl jest załamany, przeżywa ten wypadek. Przez głowę przechodzą mu różne myśli. Jedna nigdy z niej nie umyka: Co by było, gdybym zachował się inaczej, co mogłem zmienić w tamtej sytuacji”. Z drugiej jednak strony treść sms’a, którego Wasilewski wysłał do dziennikarzy, a którego opublikował serwis sport.pl nie pozostawia złudzeń, że polski piłkarz nie podda się i będzie walczył o powrót do zdrowia - „Dzięki bardzo. Może to zabrzmi banalnie ale jak to się mówi, co cię nie zabije, to cię wzmocni!!!!!!!”.

Selekcjoner polskiej kadry powiedział o Wasilewskim, że „jest jak skała, nie da się go przewrócić. Pod względem fizycznym i mentalnym” sugerując, że Wasilewski wróci do gry. Nie przypadkiem asystent Beenhakkera, Rafał Ulatowski powiedział, że polskiej kadrze wyrwane zostało serce, bo Wasilewski jak wychodził na boisko walczył za dwóch. W tym kontekście Jakub Błaszczykowski dodał: „Marcin trzymał wszystkich za pysk. Często żartował, ale potrafił ochrzanić. Jak tylko ktoś odpuszczał, sporo się musiał od niego nasłuchać” a Ulatowski przypominał, że „Kiedy w kwietniu w Kielcach prowadziliśmy z San Marino do przerwy 4:0, tym, który mobilizował, najwięcej krzyczał i kazał nie odpuszczać do ostatniej sekundy, był właśnie Marcin”.

Otuchy Wasilewskiemu niech dodaje fakt, że podobnych złamań doznali już Djibril Cisse i Henrik Larsson. Pierwszy z nich miał pecha, bo w ciągu 18 miesięcy złamał najpierw jedną a później drugą nogę. Larsson po rehabilitacji wrócił, żeby zagrać swój najlepszy sezon w karierze, wtedy w barwach Celticu Glasgow. Oczywiście są i negatywne przypadki jak Luca Nilisa, który na boisko już nie wrócił, ale w przypadku Nilisa nie bez znaczenia był jego wiek i skomplikowane złamanie.

Pech Anderlechtu.

Popularne „Fiołki” oprócz straty Wasilewskiego poniosły jeszcze jedną bolesną stratę. Zaledwie kilka minut przed dramatem „Wasyla” boisko musiał opuścić pomocnik Anderlechtu i reprezentacji Czech – Jan Polak, który zerwał wiązadła krzyżowe w kolanie. Warto przypomnieć, że pod koniec listopada zeszłego roku złamani kości strzałkowej doznał czeski bramkarz Anderlechtu – Daniel Zitka. Od tamtej pory nie zagrał w oficjalnym meczu Anderlechtu…

Komentarze w Belgii.

Belgijskie media są oburzone zachowaniem Wotsela. Telewizja Belgacom TV uznała, że faul był na tyle drastyczny, że ograniczyła do minimum relację z tego wydarzenia i postanowiła nie pokazywać zbliżeń. Dziennik „Le Soir” atak Witsela nazwał „strasznym”. Gazeta „La Libre Belgique” nazwała zachowanie Witsela „niewybaczalnym aktem” dodając, że „Po obejrzeniu tego, co się stało, trudno mówić o piłce nożnej, o prawdziwym futbolu”. Zresztą w podobnym tonie wypowiadali się na oficjalnej stronie Anderlechtu piłkarze tego klubu: Mbark Boussoufa, Tom De Sutter, Olivier Deschacht i Matias Juarez. Trener „Fiołków” dodał: „Atmosfera w naszej szatni w przerwie przypominała pogrzeb. Grobowa cisza i przerażenie. To, co działo się na boisku, to nie był futbol. Chciałbym o tym wszystkim jak najszybciej zapomnieć”. Dyrektor generalny Anderlechtu Herman Van Holsbeeck powiedział: „To, co się stało w niedzielę, wzbudziło moje obrzydzenie. W sporcie, jak w życiu, konieczne jest minimum szacunku dla innych”.

Jeszcze w trakcie meczu głos zabrała dyrekcja głównego sponsora Standardu – operatora sieci komórkowej Base, która potępiła „brutalny czyn” Witsela, zapowiedziała poparcie nawet najbardziej surowych sankcji dla piłarza uzasadniając, że „takie zachowanie jest sprzeczne z wartościami i normami naszej firmy”.

W poniedziałkowym wydaniu dziennika „Le Soir” Jean-Pierre Casting, który jest lekarzem klubu SC Charleroi powiedział: „Szokujące w tej sprawie jest to, że rana została spowodowana przez innego piłkarza, który w pewnym sensie zabił kolegę. To skandaliczne, umyślne działanie i moim zdaniem problem jest bardziej natury etycznej niż medycznej. Nie można w tym przypadku mówić o feralnym przypadku”. Dodał, że kontuzja, której uległ Wasilewski jest „najgorsza, jaka może przydarzyć się piłkarzowi”.

Wasyl, Wasyl, trzymaj się!

Cytaty pochodzą z serwisu sport.pl.

21:20, martinez-4ever , Kontuzje
Link Dodaj komentarz »
piątek, 24 kwietnia 2009
Smutek Wichniarka

Polski napastnik i podpora Arminii Bielefeld, Artur Wichniarek podczas wczorajszego treningu doznał kontuzji, która może wykluczyć go z gry do końca sezonu. Do zakończenia rozgrywek Bundesligi pozostało sześć kolejek a klub Polaka ma zaledwie jeden punkt przewagi nad strefą spadkową. To akurat żadna nowość, bo Arminia jak tylko gra w Bundeslidze, to z reguły balansuje nad strefą degradacji.

Brak „Wichniara" w składzie „Die Arminen" to poważne osłabienie, bo Polak jest postacią charyzmatyczną, wręcz ikoną klubu, z którym jest związany od 2000 r. Wprawdzie w tym okresie 2,5 roku spędził w Herthcie Berlin, ale tam był tylko jednym z wielu a w Arminii jest po prostu królem, stąd też przydomek „Koenig Artur".

Wprawdzie Wichniarek zapadł na jakąś niemoc strzelecką, bo nie może strzelić gola od 771 minut, ale w dalszym ciągu jest jedną z najważniejszych postaci w Bielefeld. Początek wiosny był fantastyczny, bo Wichniarek w dwóch meczach strzelił dwie bramki. W tym momencie miał 12 trafień, czyli dokładnie tyle ile w najlepszym swoim sezonie w Bundeslidze (2002/2003). Wydawało się, że mając przed sobą piętnaście kolejnych meczy niemożliwością jest, aby „Król Artur" nie pobił tego osiągnięcia. Dodatkowo wobec kontuzji Vedrana Ibisevica z Hoffenheim eksperci zaczęli upatrywać „Wichniara" jako poważnego kandydata do korony króla strzelców. Rzeczywistość okazało się jednak wyjątkowo brutalna, bo już w następnym meczu przeciwko Hamburger SV (20. kolejka) Polak nie wykorzystał karnego, co skutecznie zablokowało jego zdolności strzeleckie na osiem następnych kolejek.

Wprawdzie Wichniarek jest nieskuteczny, ale o jego wartości dla Arminii najlepiej świadczy fakt, że spośród 22 goli jakie Arminia strzeliła w Budndeslidze aż 12 strzelił Wichniarek, mimo że w dziewięciu kolejnych meczach był nieskuteczny. Pod względem liczby zdobytych bramek zespołem gorszym od Arminii jest pewniak do spadku do 2. Bundesligi - Karlsruher SC (20 bramek), ale nie jest powiedziane, że wobec braku Wichniarka, to KSC utrzyma się kosztem Arminii.

Tagi: bundesliga
20:53, martinez-4ever , Kontuzje
Link Dodaj komentarz »
środa, 22 kwietnia 2009
Bezmózgi Pepe

Tylko to przychodzi mi na myśl po zobaczeniu faulu Pepe w meczu przeciwko Getafe. W polu karnym „Królewskich" najpierw popchnął rywala, a gdy ten przewrócił się kopnął go z całym impetem w nogi a następnie „przejechał" korkami po plecach lezącego piłkarza. Zgroza, strach i szkoda słów. 

Piłkarskim bandytom mówię stanowcze nie, ale gdy widzę takich piłkarzy jak Pepe i taką kretyńską głupotę, to chce mi się powiedzieć nie dla Pepe i dla jego przyszłej kariery. Futbol wywołuje skrajne emocje i sprawia, że jako piłkarze czy tylko widzowie zachowujemy się w sposób irracjonalny. Faule zdarzają się nawet tym, którzy starają się grać „fair play" i faulują niechcący. Inni często i rozmyślnie faulują, ale to, co zrobił Pepe wymyka się poza wszelkie granice. Sfaulował rywala przez popchnięcie i w tym ułamku sekundy musiał być świadomy, że popełnił faul, ale jemu było mało i chyba ze złości a może ze swojej bezsilności kopnął nie piłkę tylko rywala. Mógł spowodować u niego dotkliwą kontuzję, ale tym i następnym kopnięciem wykazał swój brak szacunku dla drugiego, co gorsze leżącego a znane porzekadło mówi, że nie kopie się leżącego.

Pepe zasłużył na najsurowszą karę i mam nadzieję, że nieprędko wróci do gry a takie bandyckie zachowania nieprędko będą przedmiotem moich wpisów.
 
23:21, martinez-4ever , Kontuzje
Link Komentarze (1) »
niedziela, 12 kwietnia 2009
Bojar, Bojar trzymaj się!

W sobotnim meczu ekstraklasy Piast Gliwice - Lech Poznań (1:2), piłkarz gospodarzy Marcin Bojarski doznał złamania kości strzałkowej (łac. fibula). W 38 min. spotkania nie atakowany „Bojar" ambitnie podążył za piłką i wybił ją sprzed linii autowej, ale rozpędzony wpadł na bieżnię znajdującą się tuż obok boiska, pośliznął się i przewrócił. Po przewiezieniu do szpitala okazało się, że „Bojar" złamał kość strzałkową. Piłkarz powiedział, że czeka go zabieg i sześć tygodni przerwy w treningach. Praktyka pokazuje jednak, że przy tego rodzaju złamaniach powrót na boiska trwa znacznie dłużej. Sebastian Szałachowski także złamał strzałkę tylko, że we wrześniu 2008 r. i miał wrócić do gry pod koniec kwietnia 2009 r. (po 6 miesiącach), ale inne problemy zdrowotne uniemożliwiają mu udany powrót do gry, choć kość zrosła się. Bramkarz Anderlechtu Bruksela - Daniel Zitka złamał kość strzałkową pod koniec listopada 2008 r. i do tej pory, czyli po upływie ponad 4 miesięcy, nie wrócił na boisko.

Szczęście w nieszczęściu w przypadku Bojarskiego polega na tym, że złamał „tylko" kość strzałkową, bo złamanie jej jednocześnie z kością piszczelową oznaczałoby powrót na boisko za 10-12 miesięcy. Niezależnie jednak od tego, dużo będzie zależało od tempa zrostu. Może się okazać, że po upływie kilku miesięcy nie ma zrostu (jak w moim przypadku) albo jest zrost, ale opóźniony.

Oprócz dramatu piłkarza przykrym było patrzenie jak Bojarski zwijał się z bólu a Lech nie wybił piłki na aut w geście fair play, tylko przeprowadził defensywną akcję, która na szczęście nie zakończył się bramką. Wprawdzie Bojarski przebywał poza boiskiem i nie trzeba było przerywać gry, aby umożliwić udzielenie mu pomocy lekarskiej, ale pozostaje pewien niesmak, choć Lechici grali zgodnie z przepisami.

23:06, martinez-4ever , Kontuzje
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 12 marca 2009
Kolejna kontuzja Eduardo

Chorwacki napastnik Edurado doznał kolejnej kontuzji! Podczas wczorajszego meczu Ligi Mistrzów z AS Roma, Eduardo nabawił się w dogrywce urazu pachwiny i nie zagra w ligowym meczu z Blackburn Rovers.

W Rzymie Eduardo wszedł na boisko w końcowych minutach regulaminowego czasu gry. Podczas konkursu rzutów karnych jako pierwszy podszedł do piłki ustawione na jedenastym metrze i... spudłował. Trener „Kanonierów" Aresene Wenger nie ma wątpliwości, że niewykorzystanie „jedenastki" było związane z kontuzją.

Eduardo powrócił do Arsenalu po prawie rocznej przerwie spowodowanej koszmarnym złamanie kostki. Powrócił na krótko, bo doznał kolejnego urazu. W niedzielnym meczu pucharowym z Burnley strzelił fantastyczną bramkę zewnętrzną częścią lewej stopy (bramka palce lizać!). Wczoraj zagrał z Romą, ale znowu czeka go rekonwalescencja i przerwa w grze. Nie ma wątpliwości, ze Chorwat jest piłkarzem o ponadprzeciętnych umiejętnościach, ale kontuzje coraz bardziej utrudniają rozwój jego kariery. Czy to już koniec nieszczęścia, czy dopiero początek kolejnych urazów, kontuzji i przerw w grze? W sytuacji w jakiej znalazł się ten piłkarz nie trudno o załamanie...
23:45, martinez-4ever , Kontuzje
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 03 marca 2009
Kontuzja Muchy

Jak podała oficjalna strona warszawskiej Legii Jan Mucha nie będzie trenował przez najbliższe dwa tygodnie. W trakcie piątkowych derby Warszawy doznał naderwania mięśnia łydki. Wprawdzie uważano, że Słowak doznał naciągnięcia mięśnia, ale szczegółowe badania wykazały, że kontuzja jest poważniejsza niż pierwotnie przypuszczano.

O roli popularnego Janka Muchy w Legii niech świadczy fakt, że pomimo pierwotnej diagnozy trenerzy Urban i Dowhań nie chcieli dopuścić do siebie myśli, że Słowak nie zagra w najbliższym meczu. Obaj bagatelizowali kontuzję bramkarza wskazując, że bardzo często wydaje się, że kontuzja jest poważna a piłkarz gra w najbliższym meczu. Tym razem było odwrotnie łudzono się, że uraz jest drobny a okazał się poważniejszy.

Dzisiaj wiadomo, że Mucha nie zagra w niedzielę z Odrą a za dwa tygodnie może nie zagrać w Białymstoku. Jedynym, który nie robi z tego tragedii jest właśnie Mucha, który powtarza, że nie ma ludzi nie zastąpionych a Skaba i Machnowskyj trenują w Legii, żeby grać. Poza tym podkreśla duże umiejętności i możliwości obu bramkarzy.

Nie ma wątpliwości co do tego, że w ten sposób Mucha mobilizuje kolegów. Czy jest w tym przesada i zbytnia kurtuazja trudno powiedzieć, ale Mucha właśnie taki jest. Chwali kolegów z drużyny, wspiera ich i na tyle na ile może pomaga. Dodatkowo wydaje się, że Janek swoimi wypowiedziami przygotowuje sobie grunt pod transfer. Nie da się bowiem ukryć, że słowacki bramkarz pokazał się w polskiej lidze z bardzo dobrej strony. Zachwyty obserwatorów polskiej ligi przyćmiło jednak zainteresowanie Słowaków, którzy dostrzegli w Janku kandydata na reprezentacyjnego bramkarza. Mucha zagrał w reprezentacji w kilku sparingach a gdyby nie kontuzja zagrałby przeciwko Polsce w meczu eliminacyjnym w Bratysławie. Słowak, mimo kontuzji jest na fali wznoszącej. Eksperci z uznaniem wypowiadają się o jego możliwościach i dziwią się, że taki piłkarz nie jest pierwszym bramkarzem reprezentacji Słowacji. Nic więc dziwnego, że Mucha poczuł, że to jest „właściwy moment" i już zimą niespodziewanie dla wszystkich powiedział, że w przypadku interesującej propozycji rozważy ją. Nie powiedział, że odrzuci, że Legia jest najważniejsza tylko, że rozważy ewentualną zagraniczną ofertę. Kibice Legii oczekiwaliby deklaracji pozostania w Legii, ale taki już los bramkarzy tego klubu, że po dobrych występach przychodzi im transfer do solidnego zagranicznego klubu, że wspomnę Boruca, Fabiańskiego, Kowalewskiego czy Szamotulskiego.

Tagi: Legia
22:41, martinez-4ever , Kontuzje
Link Dodaj komentarz »
sobota, 21 lutego 2009
Pechowiec Garguła

Wczorajszy mecz ćwierćfinału Pucharu Ekstraklasy był niezwykle pechowy dla Łukasza Garguły, który spędził na nim zaledwie 6 minut i może okazać się, że był to jego jedyny występ podczas tegorocznej wiosny. W niegroźnej sytuacji bramkarz Legii Wojciech Skaba wybijał piłkę i trafił nią w głowę odwracającego się Garguły, który przewrócił się. Boisko opuścił przy asyście sztabu medycznego bełchatowian. Wiadomo, że doznał kontuzji, ale jakiej dokładnie – tego jeszcze nie wiadomo. Serwisy internetowej wymieniają różne urazy: skręcenie stawu kolanowego, naciągnięcie wiązadeł pobocznych stawu kolanowego, uszkodzenie wiązadła krzyżowego i uraz wiązadła przyśrodkowego w kolanie. Serwis sports.pl ośmieszył się podając informację, że Garguła: „zderzył się w polu karnym z bramkarzem drużyny ze stolicy i musiał opuścić plac gry”. Nie było żadnego kontaktu między Skabą a Gargułą. Reprezentant Polski niefortunnie upadł po uderzeniu piłką, choć komentujący spotkanie Marek Chojnacki wskazywał, że to prawdopodobnie jakiś uraz ucha bądź głowy.

 

Dzisiaj Garguła miał przejść dokładne badania, aby dokładnie zdiagnozować uraz jakiego doznał. Póki co oficjalnych komunikatów jeszcze nie ma, ale wiadomo, że kontuzja dotyczy stawu kolanowego.

Działacze Bełchatowa mogą żałować, że kilka tygodni temu nie zgodzili się na transfer „Guły” do Wisły. Można zrozumieć, że chcieli jeszcze przez pół roku skorzystać z tego piłkarza, ale z drugiej strony piłkarz dał wyraźny sygnał, że przyszłość wiąże z Krakowem a nie z Bełchatowem. Działacze Wisły proponowali nawet niezłą sumę za wcześniejsze zwolnienie Garguły z kontraktu, ale Bełchatów nie przystał na to i może się czuć jak pies ogrodnika, który sam nie ma i obcemu nie da.

18:10, martinez-4ever , Kontuzje
Link Dodaj komentarz »
piątek, 20 lutego 2009
Jeszcze o Eduardo

Okazuje się, że powrót Eduardo da Silvy na angielskie boiska był jak przysłowiowa beczka miodu z łyżką dziegciu. Chorwacki piłkarz w trakcie meczu z Cardiff City doznała kontuzji uda, która wykluczy go z najbliższych trzech meczów Kanonierów.

Pech? Złośliwi powiedzą, że Eduardo już tak ma, ale prawdę powiedziawszy to obecna kontuzja jest drobiazgiem w porównaniu z tym, co ten piłkarz już przeszedł. W każdym razie znowu czeka go leczenie, choć tym razem wyjątkowo krótkie.

17:27, martinez-4ever , Kontuzje
Link Dodaj komentarz »
środa, 18 lutego 2009
Eduardo da Silva wrócił!

Jestem pod wielkim wrażeniem powrotu do gry chorwackiego napastnika Arsenalu Londyn Eduardo da Silvy. Po ciężkiej kontuzji, jakiej doznał w lutym zeszłego roku, doszedł do zdrowia, grał w rezerwach Arsenalu a w ostatnim tygodniu w reprezentacji Chorwacji i meczu pucharowym przeciwko Cardiff City.

 

Każdy powrót do zdrowia po ciężkiej kontuzji a taką jest właśnie złamanie kości stanowi powód do zadowolenia i wiary w możliwości organizacji człowieka. W przypadku da Silvy było to złamanie kości stawu skokowego z zerwaniem wszystkich wiązadeł. Dla mnie niesamowitym herosem pod względem takich powrotów jest Djibril Cisse, który wrócił po dwukrotnym w ciągu 18 miesięcy złamaniu kości strzałkowej i piszczelowej. Da Silva, Cisse czy Larsson to dowody na to, że można się podnieść po kontuzji i grać na podobnym, jeśli nie lepszym poziomie (patrz Henrik Larsson). To jest też dowód na to, że my amatorscy piłkarze – zwykli śmiertelnicy, też mamy jakąś szansę na powrót do normalności. Oczywiście nie ma wątpliwości co do faktu, że zawodowi piłkarze są otoczeni specjalistyczną opieką a na ich powrót do zdrowia pracuje cały sztab ludzi. Piłkarze przyjmują niesamowite leki pobudzające organizm do leczenia. Dodatkowo ciężko pracują podczas rehabilitacji, aby powrócić do zdrowia. Z drugiej jednak strony są też negatywne przypadki piłkarzy, który przy podobnych kontuzjach nie wrócili już do gry w piłkę, jak np. David Busst, Luc Nilis, czy Marcin Molek. Media zawsze informują o piłkarzach powracających do zdrowia, przezwyciężających kontuzję. Milczą natomiast o tych, którym się nie udało. O tych, których organizmy odmówiły współpracy i nie chciały już wrócić do sportu. Dzisiaj doskonale wiem co czują i w jakim stanie są tacy, dla których mecz, w którym doznali kontuzji był ich ostatnim w karierze. Wiem co to znaczy, gdy chęci i ambicja przegrywają z możliwościami a jedyną nadzieją jest wiara w normalne chodzenie…

 
09:22, martinez-4ever , Kontuzje
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 05 lutego 2009
Kontuzja „Tito”

Wygląda na to, że kariera Alberto Ortiza Moreno „Tito" w warszawskiej Legii dobiegła już końca.

We wtorkowym sparingu z Górnikiem Łęczna (2:3) doznał złamania piątej kości śródstopia i jak donosi „Gazeta Wyborcza": „W piątek 24-letni Hiszpan będzie miał operację - zostanie mu wkręcona śruba w nogę. I to, prawdopodobnie, będzie jego jedyna pamiątka z gry w stolicy". Bolesne to stwierdzenie, ale niestety prawdziwe. Nie dość, że „Tito" nic nie osiągnął to kontuzja zahamuje rozwój jego kariery na co najmniej trzy miesiące.

Złamanie_1  Złamanie_2

Informacje na temat kontuzji „Tito" są dosyć skąpe. Trudno cokolwiek wyrokować, bo każde złamanie jest inne, inaczej powstaje, inaczej przebiega leczenie, rehabilitacja i powrót do zdrowia. Niezależnie jednak od tego każde złamanie dla sportowca, a zwłaszcza dla piłkarza, gdy dotyczy kości stopy jest poważną kontuzją, ale akurat to złamanie nie wiąże się, a przynajmniej nie powinno wiązać z bolesnymi dolegliwościami. Poza tym jak wskazuje doświadczenie po tej kontuzji można wrócić do wysokiej formy. Jakub Błaszczykowski doznał jej w lipcu 2005 r., a Lionel Messi dokładnie 12 listopada 2006 r. Messi wrócił do gry po 14 tygodniach. Ja zaś doznałem takiego złamania w połowie lipca 2008 r. a pod koniec września, czyli po 10 tygodniach wróciłem do gray, choć zawodowym piłkarzem nie jestem a leczenie ograniczyło się do opatrunku gipsowego, ponieważ złamanie było bez przemieszczenia kości. W przypadku sportowców leczenie powinno być operacyjne. Najbardziej popularna jest metoda DeLee z użyciem śruby wkręcanej wzdłuż do środka kości. Wydaje się, że zespolenie z użyciem śruby może przyspieszyć zrost odłamów kostnych

Hiszpański obrońca latem został wypożyczony z rezerw Espanyolu Barcelona na rok. „Tito" wystąpił w zaledwie ośmiu oficjalnych meczach Legii (dwa w Ekstraklasie i sześć w Pucharze Ekstraklasy) i trudno się spodziewać, aby Legia chciała przedłużyć wypożyczenie albo wykupić tego piłkarza. Tym bardziej, że „Tito" podobnie jak wcześniej Antonio Martin Aguilera „Balbino" i Mikel Arrubarena nie wywalczył sobie miejsca w pierwszym składzie Legii. Podobnie jak Inaki Descarga, ale on rokuje jeszcze nadzieję na dobrą grę. Chlubnym wyjątkiem od tej reguły pozostaje Inaki Astiz.

Legia już tej zimy chętnie oddałaby „Tito", tak jak wcześniej Aruuabarenę, ale nie było chętnych na tego piłkarza. Wprawdzie Trzeciak mówił, że „Tito" dostanie swoją szansę, ale ostatnimi czasy Trzeciak mówi dużo i niewiele z tego wynika.

Nieudane doświadczenia Legii z hiszpańskimi piłkarzami chyba niczego nie nauczyły innych polskich klubów. Jon Andoni Garcia Arambillet „Jonan" miał dołączyć do Zagłębia Lubin. 25-letni ofensywny pomocnik trzecioligowej SE Eivissa-Ibiza ma za sobą występy w młodzieżowej reprezentacji Hiszpanii. Natomiast drugoligowy Jarota Jarocin testuje Gabriela Batally Puyuelo. Trudno oprzeć się jednak wrażeniu, że jeden Astiz wiosny nie czyni a umiejętności hiszpańskich piłkarzy starających się o angaż w Polsce pozostają niestety takie same...

A „Tito" szczerze życzę jak najszybszego powrotu do zdrowia.

Zdjęcia pochodzą ze strony: http://willard.fm.interia.pl/zlamanieVkoscisrodst.htm.

Tagi: Legia
08:41, martinez-4ever , Kontuzje
Link Dodaj komentarz »
| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Tagi