Wpisy z tagiem: Zawisza Bydgoszcz

sobota, 30 sierpnia 2014
Legia zlekceważyła Superpuchar Polski

Nie ma żadnych wątpliwości, że Legia zlekceważyła Superpuchar, mecz, rywali, telewidzów i kibiców. Jest to o tyle dziwne, że mówimy o jednym z najlepszych i najbardziej utytułowanych klubów, który kreuje się na najbogatszy, najlepiej zorganizowany i wyznaczający nowe standardy w Polsce.

O tym, że z organizacją meczu finałowego nie jest dobrze można było dowiedzieć się w niedzielę poprzedzającą środowy mecz. Właściciel Zawiszy Bydgoszcz, Radosław Osuch groził, że wycofa swój klub z meczu o Superpuchar. Poinformował, że nie ma podpisanej umowy i o wszystkim dowiaduje się z mediów. Dodawał, że padały deklaracje, ale na papierze niczego nie było. Wypowiedzi Osucha szybko spacyfikował rzecznik PZPN Jakub Kwiatkowski, który powiedział, że nikt nie informował związku o możliwości odmowy występu, która zgodnie z regulaminem wiąże się z karą w wysokości 500 tys. zł. Kluby nie zgłaszały też żadnych zastrzeżeń. Dodał, że nie ma potrzeby podpisywania żadnej umowy, ponieważ taka została podpisana między PZPN a Legią „z uwagi na fakt, że jest ona oficjalnym organizatorem spotkania” (cyt. za warszawa.sport.pl). Inna sprawa, że do pełnienia roli organizatora przez Legię poważne zastrzeżenia miał Osuch.

Właściciel Zawiszy zapowiadał, że Legia nie zagra w najsilniejszym składzie, tylko z pięcioma juniorami. Osuch uznał, że takie podejście do meczu jest niepoważne i zamiast meczu z osłabioną Legią wolałby zagrać sparing z zespołem, który nie będzie eksperymentował ze składem. W niektórych wypowiedziach Osuch był jeszcze bardziej dosadny mówiąc np. „Nie po to wygrywaliśmy Puchar Polski, żeby teraz ktoś robił sobie z nas jaja. Dla mnie to jest poniżające.” (cyt. weszlo.com).

Wprawdzie prezes Legii Bogusław Leśnodorski i trener Henning Berg zapowiadali, że Legia walczy o Superpuchar, ale kadra na mecz z Zawiszą mówiła coś zupełnie innego. Berg odpierał zarzuty, że legioniści zagrają w rezerwowym składzie, filozofując, że „dwójka” Legii gra w trzeciej lidze. Norweski trener przypomniał również, że klub dysponuje grupą świetnych piłkarzy o zbliżonym poziomie, ale wystawienie sześciu debiutantów i posadzenie kolejnych pięciu na ławce zdecydowanie, także przeczyło słowom prezesa i trenera.

2014.07.09_Przed_meczem_o_Superpuchar

Dla obu klubów mecz o Superpuchar miał być przetarciem przed rozgrywkami w europejskich pucharach, ale nie był, bo dla Legii ważniejszy był sparing z Hapoelem Beer Szewa. Trener Berg jeszcze przed meczem nie pozostawił żadnych wątpliwości mówiąc, że spotkanie z Hapoelem zostało zaplanowane dużo wcześniej jako ostatni sparing przez rozpoczęciem walki w Europie. Berg zaznaczył, że Legia nie miała zbyt wielu okazji, aby spotkać się z solidnymi europejskimi zespołami i dlatego zależało jej na meczu z Hapoelem. Informacja o Superpucharze pojawiła się cztery tygodnie przed meczem, a klub nie chciał zmieniać swoich planów. Legia wybrała sparing z Hapoelem zamiast meczu o stawkę jakim był Superpuchar, niby dlatego, że Hapoel to „solidny europejski klub”. Takie tłumaczenie jest o tyle dziwne, że zeszłosezonowe wicemistrzostwo klubu z Beer Szewy było jednym z największych sukcesów w historii klubu! Hapoel jest średniakiem, ale nie w Europie, tylko w Izraelu! Analiza historii klubu wyraźnie to potwierdza, ale widać, że w Legii ktoś nie odrobił lekcji i nie wywiązał się ze swoich obowiązków. O wątpliwej sile klubu stanowiła jego krótka przygoda z pucharami. Oczywiście, można powiedzieć, że Zawisza wcale nie jest lepszy, skoro w sparingu rozegranym kilka dni wcześniej Hapoel pokonał Zawiszę 1:0. Tyle tylko, że to wszystko sparingi, a nie mecz o stawkę, o którym marzy każdy piłkarz.

Osuch narzekał, że jego zawodnicy mogli trenować przed meczem tylko na bocznym boisku, bo na głównej płycie Legia grała sparing z Hapoelem. Twierdził, że w żadnej normalnej lidze klub nie rozgrywa meczu sparingowego przed meczem o Superpuchar. Potwierdził to także prezes PZPN Zbigniew Boniek dodając, że Legia zachowała się mało profesjonalnie i mogła to lepiej zorganizować. Boniek podkreślał, że to prezes Leśnodorski zabiegał o organizację meczu o Superpuchar, a jak przyszło co do czego zaczął traktować mecz jak zbyteczny. Leśnodorski powiedział przecież: „Przydadzą się nie tylko sparingi z zagranicznymi rywalami, ale także poważny mecz o stawkę przy pełnych trybunach.” (cyt. za warszawa.sport.pl). Albo zapomniał, albo zmienił zdanie. Boniek powiedział wtedy: „Uważam, że Bogusław Leśnodorski jest inteligentny i oddany, ale w klubie mu czasami robią pod górkę.” (cyt. za warszawa.sport.pl). Nikt nie sądził chyba, że miesiąc później ta wypowiedź nabierze innego znaczenia…

Gdy kilka lat temu dyrektorem sportowym został w Legii Mirosław Trzeciak, to podkreślał, że taki klub jak Legia musi walczyć o trofea, bo liczą się tylko trofea. Wprawdzie okres pracy Trzeciaka był nieudany, a wystarczy wspomnieć wybranie Arruabareny zamiast Lewandowskiego, to Trzeciak powiedział niezwykle istotną rzecz, która w Legii powinna być zaszczepiona każdemu piłkarzowi, już od wieku juniora. Cytowany wcześniej Boniek w tym kontekście powiedział, że kluczowi piłkarze Legii, którzy spędzili mecz na trybunach mówili, że woleliby wyjść na boisko. Boniek dodał, że Każdy zawodnik chce osiągać sukcesy. Wmówienie prezesowi, że sparing jest ważniejszy niż Superpuchar to komedia (cyt. za legionisci.com). Potwierdził to także Jan Urban i Dariusz Dziekanowski, który kpił z Berga mówiąc, że zwycięstwo z Hapoelem postawi w gablocie klubu.

Postawa Legii dziwi o tyle, że Superpuchar stanowi trofeum, które najłatwiej zdobyć, a w Polsce z różnych powodów nie jest rozgrywany regularnie. W ostatnich latach, gdy Legia co sezon mogłaby grać w takim meczu, to albo nie jest rozgrywany, albo Legia podchodzi do niego niepoważnie. W 2011 r. mecz o Superpuchar między Wisłą a Legią był odkładany aż do lutego 2012 r., gdy Policja wspólnie z Ministrą Muchą zablokowali jego rozegranie. W tym samym roku, tyle że w sierpniu Legia zagrała na swoim stadionie ze Śląskiem, ale przy niskiej widowni przegrała po rzutach karnych. Wtedy „kibice” z Żylety zbojkotowali mecz w geście solidarności z „kibicami” Śląska. Skutecznie zniechęcili pozostałą część widowni, która nie zjawiła się na trybunach. Legii w tym meczu zdecydowanie zabrakło wsparcia ze strony kibiców. Rok później Ekstraklasa S.A. uznała, że ważniejsza od organizacji meczu o Superpuchar jest reforma ligi. W tym roku Legia zabiegała o organizację meczu, który w końcu zlekceważyła. Próby przywrócenia prestiżu tym rozgrywkom spełzły, za sprawą Legii, na niczym. Niesmak pozostał.

 

Źródła: własne, eurosport.onet.pl, warszawa.sport.pl, bydgoszcz.sport.pl, legionisci.com, weszlo.com.

wtorek, 26 sierpnia 2014
Superpuchar Polski 2014 dla Zawiszy Bydgoszcz!

W środę 9 lipca 2014 r. Zawisza Bydgoszcz pokonała na wyjeździe warszawską Legią 3:2 (1:1) i sięgnęła po Superpuchar Polski. Cieniem na spotkanie finałowe kładzie się wystawienie przez gospodarzy mocno eksperymentalnego składu.

Zgodnie z podejrzeniami właściciela Zawiszy – Radosława Osucha, Legia przystąpiła do meczu o Superpuchar w mocno osłabionym składzie. Wprawdzie trener gospodarzy Henning Berg twierdził, że rezerwy Legii grają w III lidze, ale skład Legii był mocno, mocno rezerwowy i filozoficzne słowa norweskiego szkoleniowca nie mogły tego zmienić. Fakty były takie, że w podstawowe jedenastce znalazło się aż sześciu debiutantów (Igor Lewczuk, Arkadiusz Piech, Mateusz Wieteska, Robert Bartczak, Adam Ryczkowski i Bartłomiej Kalinkowski), a na ławce usiadło kolejnych pięciu (Łukasz Budziłek, Mateusz Hołownia, Kamil Kurowski, Łukasz Moneta i Grzegorz Tomasiewicz)! Czy w tej sytuacji Legia mogła realnie myśleć o zwycięstwie? Oczywiście nie mogła. Analiza składów znalazła odzwierciedlenie po zakończeniu meczu, gdy wynik był korzystny dla gości.

Początkowe minuty spotkania szybko potwierdziły, że Legii, trudno będzie o zdobycie (prestiżowego?) trofeum. Trudno było odnieść wrażenie, że w Legii grało czterech doświadczonych piłkarzy (Bartosz Bereszyński, Jakub Kosecki, Ivica Vrdoljak, Marek Saganowski), wspieranych przez sprowadzonego latem Lewczuka. Młodzi przeszkadzali i bezładnie biegali po boisku. Konrad Jałocha była niepewny w bramce, a Arkadiusz Piech zupełnie nie rozumiał się z kolegami. Akcjom legionistów brakowało płynności i dokładności.

Wprawdzie w 6. minucie po faulu na Koseckim rzut wolny wykonywał Marek Saganowski, ale trafił w mur. Dobitka Piecha także trafiła w mur. Goście odpowiedzieli trzy minuty później także strzałem z rzutu wolnego, a piłka po uderzeniu Piotra Petasza i rykoszecie sprawiła Konradowi Jałosze duże trudności przy interwencji.

2014.07.09_Superpuchar_(011)

Marek Saganowski przygotowuje się do wykonania rzutu wolnego w 6. minucie spotkania.

Później po podaniu Luisa Carlosa w dobrej sytuacji znalazł się Alvarinho, ale jego strzał zablokował Wieteska. W 23. minucie groźnie strzelał Mateusz Bartczak, ale piłka przeleciała obok słupka. W 26. minucie Carlos oddał mocny strzał z pola karnego, a Jałocha choć odbił piłkę, to napędził kibicom sporo stracha, bo odbił piłkę w przeciwnym kierunku niż się rzucił. Ostrzeżenia Luisa Carlosa nie poskutkowały, więc w kolejnej groźnej akcji, piłka po strzale Brazylijczyka znalazła drogę do bramki gospodarzy. Wszystko rozpoczęło się od wycofania piłki do tyłu przez Lewczuka. Bartczak nie pozbył się piłki, ale wdał się w bezsensowny drybling, po którym stracił piłkę. Następnie dwa szybki podania (w tym drugie Jakuba Wójcickiego) i Carlos znalazł się w sytuacji „oko w oko” z Jałochą. Brazylijczyk nie dał szans bramkarzowi Legii i Zawisza objęła prowadzenie 1:0. Błąd w tej akcji popełnił Bartczak, ale także Wieteska, który zamiast pilnować Carlosa pobiegł w kierunku Lewczuka.

2014.07.09_Superpuchar_(014)

Paweł Strąk po przypadkowym starciu z Jakubem Koseckim na chwilę stracił przytomność!

Kilkadziesiąt sekund później w doskonałej sytuacji znalazł się Jakub Wójcicki, ale w ostatniej chwili przeszkodził mu w oddaniu strzału jeden z gospodarzy. W 34. minucie po prostopadłym podaniu w groźnej sytuacji ponownie mógł znaleźć się Carlos, ale Jałocha odważnym wyjście w stylu Manuela Neunera zapobiegł dojściu do piłki przez brazylijskiego skrzydłowego.

2014.07.09_Superpuchar_(019)

Rzut rożny dla Zawiszy.

W 38. Minucie po dośrodkowaniu Kalinkowskiego niecelnie strzelił głową Lewczuk. Chwilę później dobrą sytuację wypracował sobie Ryczkowski, ale fatalnie spudłował. Legia dalej atakowała. W 43 minucie gospodarze przeprowadzili akcję, po której mogło paść wyrównanie. Kosecki podał do Piecha, ale jego próba strzału z pola karnego została zablokowana. Do piłko doszedł jednak Saganowski, ale jego uderzenia także zostało zablokowane. Gospodarze zostali przy piłce, ale strzał Vrdoljaka był nie celny.

Minutę później Vrdoljak poprawił się, ale nie dlatego, że celnie strzelił, a dlatego, że celnie podawał. Najpierw powalczył w polu karnym o piłkę z Joshuą Silvą, dobiegł do linii końcowej, ograł Silvę i podał wzdłuż bramki do debiutanta siedemnastoletniego Ryczkowskiego, któremu pozostało tylko przyłożyć nogę. Legia doprowadziła do wyrównania 1:1.

Druga połowa lepiej zaczęła się dla gospodarzy, których akcje wydawały się bardziej płynne niż w pierwszej połowie i przy odrobinie szczęścia mogli liczyć na gola. Tyle, że gospodarze nie stwarzali zagrożenia pod bramką Zawiszy. Tymczasem goście przeprowadzili pierwszą groźną akcję w 54. minucie i od razu zdobyli bramkę! Alvarinho podał piłkę do Luisa Carlosa, który ograł przy linii bocznej Bartosza Bereszyńskiego jak dzieciaka i oddał, a właściwie idealnie wyłożył piłkę Alvarinho, który nie dał żadnych szans bramkarzowi gospodarzy. Zawisza objął prowadzenie 2:1. Inna sprawa, że w tym meczu Bereszyński grał na obcej mu lewej obronie i Carlos kręcił nim, jak chciał. Warto jeszcze zauważyć, co wykazały dopiero telewizyjne powtórki, że Carlos w chwili podania był na minimalnym spalonym.

2014.07.09_Superpuchar_(026)

Luis Carlos w meczu o Superpuchar był koszmarem Bartosza Bereszyńskiego.

A co do spalonego, to w 60. minucie kolejną groźną akcję przeprowadził Zawisza, ale na szczęście dla gospodarzy zepsuł ją Wagner, który w kluczowym momencie podał do znajdującego się właśnie na pozycji spalonej Bernardo Vasconcelosa. Minutę później gospodarze mogli i powinni wyrównać. Saganowski doskonale podał prostopadle do Koseckiego, który mimo asysty obrońcy – Silvy, przelobował debiutującego w bramce Zawiszy – Grzegorza Sandomierskiego, ale trafił w słupek. Nadbiegający André Micael dotknął piłkę ręką! Ale gwizdek sędziego Bartosza Frankowskiego milczał. Piłkę przejął Piech, ale zamiast podawać do lepiej ustawionych za wszelką cenę próbował oddać strzał stojąc tyłem do bramki i nic dobrego z tego nie mogło wyniknąć i nie wyniknęło.

W 66. minucie w pole karnym przewrócił się Ryczkowski a strzał w Sandomierskiego oddał Lewczuk. Sędzia odgwizdał spalonego. Telewizyjne powtórki wykazały, że Kamil Drygas kopnął Ryczkowskiego w polu karnym, czym uniemożliwił mu przeprowadzenie akcji. Sędziowie tego nie zauważyli, a sędzia Frankowski odgwizdał spalonego, na którym był Lewczuk. Spalony rzeczywiście był, ale wcześniej był faul na Ryczkowskim. Legioniści dopięli swego w 71. minucie. Po dośrodkowaniu Kalinkowskiego z rzutu rożnego wyrównującą bramkę strzałem głową zdobył Marek Saganowski. Legia – Zawisza 2:2.

Od tego momentu gospodarze, którzy już wcześniej przejęli inicjatywę, dominowali na boisku i wydawało się, że nie dość, że nie stracą bramki, to jeszcze w tym eksperymentalnym składzie mogą pokusić się o zwycięstwo! Niewiele brakowało, aby taki scenariusz się ziścił. W 84. minucie po doskonałym podaniu Kurowskiego w idealnej sytuacji na piątym metrze znalazł się Saganowski, ale nie trafił w bramkę! Jak popularny „Sagan” nie tylko nie strzelił bramki, ale jak nie trafił w ogóle w światło bramki, wie tylko on sam. Według innych źródeł to nie było podanie Kurowskiego, tylko nieudany strzał Łukasza Monety.

2014.07.09_Superpuchar_(008)

Marek Saganowski strzelił gola, ale powinien też strzelić drugiego i zwycięskiego gola!

Marek Saganowski mógł zostać bohaterem meczu, ale na sześć minut przed końcem zmarnował piłkę meczową. Co ciekawe, poprzednia edycja Superpucharu – w 2012 r. także została rozegrana na stadionie Legii i w tedy także jednym z negatywnych bohaterów był „Sagan”. Legia przegrała ze Śląskiem Wrocław 2:4 w karnych (w regulaminowym czasie 1:1), a napastnik gospodarzy w serii rzutów karnych zmarnował swoją „jedenastkę”, ale sędzia nakazał powtórkę i Saganowski ponownie jej nie wykorzystał!

Wróćmy jednak do 2014 r. Stare piłkarskie porzekadło mówi, że niewykorzystane sytuacje się mszczą. I w pierwszej minucie doliczonego czasu gry Vahan Gevorgyan ograł Bartczaka i strzelił w kierunku bramki. Wprawdzie Jałocha był zasłonięty, ale przy swoim zasięgu ramion powinien złapać piłkę, a przynajmniej tak się wydawało. Piłka wtoczyła się do bramki i Zawisza był krok od sukcesu. Minutę później ręką w polu karnym Zawiszy zagrał Petasz, ale sędzia Frankowski podjął po raz kolejny niekorzystną dla gospodarzy decyzję.

2014.07.09_Superpuchar_(018)

Mateusz Bartczak chciałby jak najszybciej zapomnieć o meczu o Superpuchar, ponieważ zawinił przy dwóch bramkach.

Zawisza wygrał 3:2 i po raz pierwszy sięgnął po Superpuchar Polski, będąc w tym meczu drużyną lepszą i skuteczniejszą. Wprawdzie mocno osłabieni gospodarze mieli szanse na zwycięstwo w tym meczu, ale Saganowski nie wykorzystał doskonałej sytuacji. Piękny sen Zawiszy, a raczej Radosława Osucha trwa. Klub, pomimo konfliktu z kibicami, w ciągu dwóch miesięcy osiągnał historyczne sukcesy, czyli Puchar Polski i Superpuchar. W nagrodę po raz pierwszy wystąpił w europejskich pucharach, a dokładniej w eliminacjach Ligi Europy.

Legia zawiodła lekceważąc Superpuchar, Zawiszę i swoich kibiców. Wprawdzie Henning Berg przypomniał na konferencji, że sędzia mógł podyktować dla Legii trzy rzuty karne, ale prawda jest taka, że Berg jest winien samemu sobie. Skoro zdecydował się na eksperymenty, to nie powinien się dziwić, że wygrał Zawisza.

 

9 lipca 2014 r., godz. 19:00 – Warszawa (Stadion Wojska Polskiego / Pepsi Arena)

Mecz o Superpuchar Polski 2014

Legia Warszawa 2-3 Zawisza Bydgoszcz

Bramki: Adam Ryczkowski (44 min.), Marek Saganowski (71 min.) – Luís Carlos (30 min.), Alvarinho (54 min.), Vahan Gevorgyan (90 min.).

Legia: 91. Konrad Jałocha – 27. Robert Bartczak, 4. Igor Lewczuk, 5. Mateusz Wieteska, 19. Bartosz Bereszyński (90 min., 39. Mateusz Hołownia) – 20. Jakub Kosecki, 21. Ivica Vrdoljak, 76. Bartłomiej Kalinkowski (73 min., 66. Kamil Kurowski), 9. Marek Saganowski, 45. Adam Ryczkowski (74 min., 73. Łukasz Moneta) – 11. Arkadiusz Piech.

Rezerwowi, którzy nie zagrali: 1. Łukasz Budziłek, 82. Grzegorz Tomasiewicz.

Trener: Henning Berg (Norwegia).

Zawisza: 12. Grzegorz Sandomierski – 11. Sebastian Ziajka, 4. André Micael, 3. Joshua Silva, 2. Piotr Petasz – 22. Luís Carlos (78 min., 23. Jorge Kadú), 15. Paweł Strąk (46 min., 26. Korneliusz Sochań), 14. Kamil Drygas, 10. Jakub Wójcicki (72 min., 19. Vahan Gevorgyan), 8. Alvarinho (55 min., 28. Wágner) – 5. Bernardo Vasconcelos.

Rezerwowi, którzy nie zagrali: 1. Andrzej Witan, 18. Damian Ciechanowski, 30. Maciej Kona.

Trener: Jorge Paixao (Portugalia).

żółte kartki: Vrdoljak, Piech – Petasz, Drygas, Bernardo Vasconcelos.

sędziował: Bartosz Frankowski (Toruń).

widzów: 11.826 (według 90minut.pl), 12.000 (według legionisci.com).

 

Źródła: własne, 90minut.pl, legia.com, legionisci.com, legia.sport.pl, weszlo.com.

piątek, 04 lipca 2014
Powrót Króla „Sagana”

Wynik spotkania 31. kolejki piłkarskiej ekstraklasy sezonu 2013/2014 pomiędzy warszawską Legią a Zawiszą Bydgoszcz (2:0) ustalił w 88. minucie spotkania Marek Saganowski i pewnie nie byłoby w tej informacji nic specjalnego, gdyby nie fakt, że popularny „Sagan” strzelił gola półtorej minuty od swojego powrotu na boisko. Przerwa trwała ponad pół roku, a Saganowski odrodził się niczym feniks z popiołów, już po raz trzeci w karierze!!!!!

Z reguły jest tak, że kibice wstają i oklaskują zawodnika, który schodzi z boiska, ale w tym meczu wstali jeszcze zanim dowiedzieli się kto zejdzie. Ważniejsze było to, że na boisku miał się pojawić MAREK SAGANOWSKI. Owacja była taka, że sam przyznał w wywiadzie dla portalu sport.pl, że poczuł ciarki na plecach i łezka zakręciła się w oku. Nie spodziewał się, ale na taką owację i takie przyjęcie zasłużył swoją zaciętością, swoim charakterem i swoim szacunkiem dla klubu i kibiców.

2014.04.26_Legia_-_Zawisza_-_powrót_Sagana

Zdjęcie nie jest najlepszej jakości, ale to historyczna chwila. Z boiska schodzi Ondrej Duda, a w jego miejsce przygotowuje się do wejścia Marek Saganowski.

„Sagan” wszedł na boisko, a gdy kibice zaczęli śpiewać „Sagan gol!”, wysłuchał ich oczekiwań i po 74 sekundach trafił do bramki strzeżonej przez Wojciecha Kaczmarka!!!!! Cudowny powrót i wielka radość. Bohaterem i najlepszym piłkarzem tego meczu powinien być strzelec pierwszego gola i asystent przy drugim, czy Michał Żyro. Tak się jednak nie stało, bo czterominutowy występ „Sagana” był wystarczający. To on przyćmił Żyro i był bohaterem tego meczu.

W tym powrocie było coś magicznego, niezwykłego. Gol „Sagana”, mimo że ustalał wynik meczu był fetowany wyjątkowo, ale prawdą jest, że to była wyjątkowa chwila. Nie tylko dla Legii, ale też dla polskiego futbolu. I nawet nie chodzi o to, że „Sagan” puka do elitarnego klubu strzelców stu ligowych goli, tylko o to, że jego postawa zasługuje na docenienie.

Radość_Saganowskiego_po_powrocie_na_boisko

Radość „Sagana”, Ivicy Vrdoljaka i Bartosza Bereszyńskiego.

Źródło: wprost.pl.

Pierwszy powrót miał miejsce po ciężkim wypadku motocyklowym, którego „Sagan” doznał jako 20-letni niezwykle utalentowany piłkarz zmierzającego po tytuł ŁKS Łódź. Saganowski już wtedy miał na koncie 10 ligowych występów w barwach Feyenoordu Rotterdam i HSV Hamburg, a w Polsce był już gwiazdą (23 gole w 56 ligowych meczach). Kontuzja sprawiła, że po ostatnim ligowym meczu nie podpisał podobno już zaklepanego kontraktu z Borussią Dortmund – zwycięzcą Ligi Mistrzów w sezonie 1996/1997. Podobno Ottmar Hitzfeld był nim zachwycony. ŁKS zdobył drugie w historii mistrzostwo, a Saganowski wrócił na boisko dopiero w lutym 1999 r., ale to już nie był ten sam piłkarz. Niby dalej waleczny, ale przede wszystkim nieskuteczny, a może nawet trochę bojaźliwy. Nic więc dziwnego, że ŁKS zamienił na Orlen Płock, z którego z kolei przeszedł do Odry Wodzisław. Piłkarz był, co najwyżej cieniem samego siebie sprzed kontuzji, dlatego w ciągu czterech sezonów w barwach tych klubów zdobył zaledwie 13 bramek w 92 meczach. Niemniej jednak „Sagan” podniósł się po ciężkiej kontuzji po raz pierwszy.

W sierpniu 2002 r. nastąpił moment zwrotny w jego karierze – trafił do Mistrza Polski – Legii Warszawa. To było chyba wtedy najlepsze, co mogło mu się przydarzyć. Dragomir Okuka, ówczesny trener wojskowych stawiał przede wszystkim na przygotowanie fizyczne i zaangażowanie, a nie na boiskowe popisy. Nic więc dziwnego, że szybko znalazł nić porozumienia z przebrzmiałą nadzieją polskiego futbolu. Co więcej, Okuka wprowadzał Saganowskiego do składu stopniowo, będąc świadomym jego braków w przygotowaniu do sezonu. Serbski szkoleniowiec doprowadził „Sagana” do takiego stanu, że w 17 ligowych meczach zdobył 10 goli. W trakcie trzysezonowej przygody z Legią piłkarz zdobył 41 goli w 67 ligowych meczach. Kibiców z Łazienkowskiej ujął walecznością, zaangażowaniem i oczywiście skutecznością. Nie bez znaczenia był fakt, że „Sagan” cały czas podkreślał, że jest emocjonalnie związany z ŁKS, ale szanuje Legię i jej kibiców i jest wdzięczny za to, że wrócił do wysokiej formy.

Nie mogło więc dziwić, że latem 2005 r. Saganowski odszedł za niecały milion euro do portugalskiej Vitorii Guimaraes, gdzie zagrał w fazie grupowej Pucharu UEFA (3 gole), ale w Polsce został zapamiętany przede wszystkim dlatego, że strzelił zwycięskiego gola w meczu Vitorii przy ul. Reymonta w Krakowie. Później za 1,6 miliona euro trafił do Troyes, gdzie nie pograł. Następnie był Southampton, w którym z Grzegorzem Rasiakiem trafiali dosyć regularnie. Następnie „Sagan” został wypożyczony do duńskiego Aalborgu, gdzie spełnił swoje marzenie i zagrał w Lidze Mistrzów, a nawet strzelił gola. Wprawdzie w najważniejszych europejskich rozgrywkach Saganowski nie zagrał z polską drużyną, ale duński klub wcale nie był chłopcem do bicia. Aalborg zremisował u siebie z Manchesterem United i Villareal, a dodatkowo pokonał Celtic Glasgow z Arturem Borucem w bramce. Później była jeszcze przygoda „Sagana” z greckim Atromitos i oczekiwany powrót do Polski, do ŁKS Łódź. Saganowski wracał do kraju z dorobkiem 39 goli w 154 meczach w zagranicznych ligach, a warto dodać, że w prawie każdym letnim okienku transferowym był kandydatem powrotu na Łazienkowską. W Warszawie wspominano go z nostalgią i niesamowitym szacunkiem. „Sagan” wrócił jednak ratować ŁKS przed spadkiem do I ligi. W sezonie 2011/2012 w 29 ligowych meczach zdobył 6 goli i nawet przypomniał się kibicom przy Łazienkowskiej, gdy trafił w poprzeczkę bramki strzeżonej przez Dusana Kuciaka. ŁKS nie utrzymał się w ekstraklasie, z czego skorzystała Legia, a dokładniej Jan Urban, który był wielkim zwolennikiem sprowadzenia Saganowskiego do Warszawy. Urban był krytykowany, że partnerem w ataku 34-letniego Danijela Ljuboji będzie jego rówieśnik, czyli Saganowski, ale szybko się okazało, kto miał rację.

Niestety, przed meczem 7. kolejki sezonu 2012/2013 (z Wisłą Kraków) okazało się, że z powodu problemów z sercem (!!!!!) Saganowski nie będzie mógł zagrać, a jego odpoczynek od gry potrwa trochę dłużej. W tym momencie miał świetne statystyki – 4 gole w 6 ligowych meczach i 9 goli w 14 oficjalnych meczach we wszystkich rozgrywkach. Z kibicami przy Łazienkowskiej przywitał się hat-trickiem zdobytym w meczu eliminacji Ligi Europy z Metalurgsem Liepawa (5:1). Zanim jednak lekarze zgodzili się na powrót Saganowskiego upłynęły cztery długie miesiące, a on już w debiucie strzelił Olimpii Grudziądz dwa gole w pierwszym meczu ćwierćfinału Pucharu Polski. Pomimo takiej przerwy sezon zakończył z bardzo dobrymi statystykami – 10 goli w 19 ligowych meczach i 20 goli w 32 oficjalnych meczach we wszystkich rozgrywkach. Dla porównania największy gwiazdor klubu z Pepsi Areny mógł pochwalić się gorszymi statystykami – odpowiednio 12/26 i 16/32. „Sagan”, mimo chwil zwątpienia i niepewności, podniósł się po raz drugi.

Oczekiwanie_na_powrót_Saganowskiego

Jesienią 2012 r. koledzy z drużyny okazali Saganowskiemu wsparcie.

Źródło: natemat.pl.

Radość nie potrwała jednak zbyt długo. Legia odpadła z eliminacji Ligi Mistrzów, a Saganowski w wyjazdowym meczu z Jagiellonią został brutalnie wycięty przez Jakuba Tosika. W swoim rozgoryczeniu i złości nie ukrywał, że ma żal do Tosika, który atakował jego nogi, a nie piłkę. Miał żal również do sędziego Tomasza Musiała, który nie odgwizdał nawet faulu, a przecież „Sagan” na skutek niezgodnego z przepisami zagrania doznał ciężkiej kontuzji.

Saganowski_o_kulach

Saganowski wątpił, ale rehabilitację ma już za sobą.

Źródło: sport.wp.pl.

Do tego czasu statystyki miał (jak zwykle przed kontuzją) naprawdę dobre – 3 gole w 5 ligowych meczach i 6 goli w 12 oficjalnych meczach we wszystkich rozgrywkach. „Sagan” od razu zapowiedział, że podejmuje walkę o powrót na boisku, ale później przyznawał w wywiadach, że było mu naprawdę ciężko, że miał wiele chwil zwątpienia i zastanawiał się nad sensem powrotu na boisku. 35-latek dopiął jednak swego i podniósł się po raz trzeci!!!!

Sagan wrócił i od razu przypomniał się kibicom najlepiej jak tylko potrafi, czyli strzelił gola. Oto cały CHARAKTERNY MAREK SAGANOWSKI.

RESPECT!!!

 

Źródła: własne, 90minut.pl, legia.com, transfermarkt.de, pl.wikipedia.org, wprost.pl, natemat.pl, sport.wp.pl.

czwartek, 03 lipca 2014
W Warszawie lało, a Legia i tak zagrała z Zawiszą

Spotkanie 31. kolejki piłkarskiej ekstraklasy pomiędzy Legią Warszawa, a Zawiszą Bydgoszcz odbyło się 26 kwietnia 2014 r., mimo że w Warszawie w dniu meczu prawie cały czas padał deszcz. Co bardziej zapobiegliwi mogli obawiać się, że spotkanie nie dojdzie do skutku, ale ani klub ani żadna strona internetowa, nawet nieoficjalna, nie informowała o warunkach panujących na Pepsi Arenie.

Obawy można było mieć w związku z meczem rezerw z MKS Kutno (1:1). Wprawdzie odbyło się o godzinie 13:00 i nie w Warszawie, tylko w pobliskim Sulejówku, ale internetowe relacje wskazywały na bardzo trudne warunki do gry. Od zakończenia meczu upłynęło kilka godzin, a deszcz w Warszawie nie przestawał padać. To mogła być zła wróżba…

Dopiero na około półtorej godziny przed meczem na oficjalnej stronie (w przedmeczowej relacji live) pojawiła się informacja, że murawa jest nasiąknięta wodą, ale mecz jest niezagrożony. Nie było to oficjalny komunikat klubu, ale czy musiał być, skoro organizator meczu nie miał wątpliwości, że mecz dojdzie do skutku?

2014.04.26_Deszczowy_mecz_Legia_-_Zawisza_(1)

W Warszawie padało przez niemalże cały dzień, ale nie był to ulewa na miarę tej, która uniemożliwiła rozegranie meczu ligowego z Zagłębiem Lubin w lipcu 2011 r. Prawdopodobnie opady były niewiele mniejsze od tych, które doprowadziły do „Basenu Narodowego” (w październiku 2012 r.), ale organizatorzy meczu ligowego, w przeciwieństwie do meczu Polska – Anglia, stanęli na wysokości zadania i odpowiednio przygotowali murawę do spotkania. Drenaż zadziałał i sprawdziło się to, co prawie cztery lata temu powiedział specjalista od murawy przy Łazienkowskiej, „że jeśli przestanie padać albo deszcz będzie mniej intensywny, murawa przyjmie wodę i mecz się zacznie”. Problemem dla drenażu jest zbyt duży opad w krótki czasie.

2014.04.26_Deszczowy_mecz_Legia_-_Zawisza_(2)

Jak się okazało polskie stadiony nie są technicznymi niedoróbkami, a zarządzający nimi wcale nie są dziećmi, którzy dostali bardzo, bardzo drogą zabawkę. Wystarczy podejmować racjonalne decyzje, a nie kombinować przy drenażu, albo jakości murawy.

 

Źródła: własne, legia.com, legionisci.com, legia.net, 90minut.pl.

wtorek, 09 kwietnia 2013
Victor Agali bez klubu – czyżby zakończył karierę?

Victor Agali (były reprezentant Nigerii) w styczniu zeszłego roku był testowany przez pierwszoligowego Zawszę Bydgoszcz. Od tamtej pory pozostaje bez klubu, co może oznaczać, że zakończył karierę.

Agali ma za sobą występy m.in. w Olympique Marsylia, Hansie Rostock, Schalke Gelsenkirchen i OGC Nice. Najlepszy okres w jego karierze związany jest z występami w Bundeslidze. Na dworcu PKP w Bydgoszczy pojawił się w dniu 20 stycznia 2012 r. W barwach Zawiszy rozegrał trzy mecze sparingowe (Nielba Wągrowiec 0:0, Olimpia Elbląg 1:2, Warta Poznań 2:1), w których strzelił jednego gola. Po sparingu z OKS 1945 Olsztyn (0:0) na oficjalnej stronie Zawiszy pojawił się komunikat: „Po dzisiejszym sparingu sztab szkoleniowy podjął decyzję, w myśl której, Victor Agali nie zostanie zawodnikiem Bydgoskiego Zawiszy.”. Informacja klubu wskazywała, jakby decyzję podjęto po sparingu z OKS 1945 Olsztyn, ale akurat w tym meczu Agali nie zagrał.

Victor_Agali_na_dworcu_PKP_w_Bydgoszczy

Agali wysiada z pociągu na dworcu PKP w Bydgoszczy.

Źródło: pomorska.pl.

Klub nie poinformował o przyczynach rezygnacji i tak pozostało. Biorąc pod uwagę fakt, że właściciel klubu Radosław Osuch jest jednocześnie piłkarskim menedżerem, można przypuszczać, że Osuch i Agali zawarli gentelmen agreement, że przyczyn odstąpienia od zawarcia umowy nie będą podawali, aby nie odstraszyć potencjalnych kontrahentów podstarzałego gwiazdora. Podstarzałego, bo Agali w momencie podjęcia treningów z Zawiszą miał już na karku 34 lata. Wracając natomiast do menadżera Osucha, to reprezentował takich piłkarzy jak np. Grzegorz Sandomierski, Artur Jędrzejczyk, Maciej Sadlok, Tomasz Jodłowiec, Filip Burkhardt, Marcin Kikut, Jacek Kiełb, Tomasz Jarzębowski, Vahan Gevorgyan, Łukasz Garguła i Paweł Brożek.

Victor_Agali_w_sparingu_z_Olimpią_Elbląg

Agali w meczu przeciwko Olimpii Elbląg.

Źródło: express.bydgoski.pl.

Do transferu do Zawiszy nie doszło, a Agali nie został najsłynniejszym i najbardziej znanym piłkarzem biegającym po boiskach pierwszoligowych. Pomijając polskich piłkarzy, to chyba najsłynniejszym jest Austriak Gilbert Prilasnig, który wiosną 2007 r. rozegrał w barwach Miedzi Legnica 6 meczów. Pech Prilasinga jednak w tym, że Miedź wszystkie sześć meczy przegrała z bilansem bramkowym 1:13. Jedynym, co wyróżniało Prilasinga to CV, w którym widniało 16 meczów w reprezentacji Austrii, a także występy dla takich klubów jak Sturm Graz, Aris Saloniki, FC Karnten.

Wracając do Agali’ego to przeszukując internet nie znalazłem żadnego newsa informującego o jego obecnej sytuacji i nazwie klubu, w którym występuje. Wszystkie kończą się co najwyżej na testach w Zawiszy lub poprzedzającej je grze dla chińskiego Jiangsu Sainty F.C. Nawet dobrze poinformowany serwis transfermarkt.de zatrzymuje karierę Agali’ego na występie w Chinach. Wygląda na to, że Nigeryjski piłkarz zakończył karierę, a to z kolei może oznaczać, że na testy w Polsce przyjechał w fatalnej dyspozycji, albo podupadając już na zdrowiu.

 

Źródła: własne, wkszawisza.pl, numer10.blox.pl, 90minut.pl, wkszawisza.pl, sportmarketing.pl, express.bydgoski.pl i pomorska.pl.

| < Wrzesień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30  
Tagi