Wpisy z tagiem: FC Barcelona

sobota, 25 lipca 2015
Arda Turan rzucił w sędziego butem!

W rozegranym 29 stycznia 2015 r. meczu rewanżowym ćwierćfinału Pucharu Króla: FC Barcelona – Atletico Madryt (3:2). Doszło do niecodziennej sytuacji. Niezadowolony z decyzji sędziego Arda Turan, piłkarz gości, reprezentant Turcji rzucił w sędziego liniowego… butem! Sędzia główny Jesus Gil Manzano ukazał piłkarza za takie haniebne, bulwersujące i sprzeczne z duchem sportu zachowanie, tylko żółtym kartonikiem. W pomeczowym protokole napisał, że Turan wyrzucił buta poza boisko, nie wspominając, że Turek rzucił buta w kierunku sędziego.

Arda_Turan_rzuca_butem_w_sędziego

Turan rzuca butem w kierunku sędziego liniowego.

Źródło: meczenazywo.pl.

Spotkanie toczyło się w dosyć nerwowej atmosferze. Najpierw, przed meczem „Cristian Ansaldi został zatrzymany przez policję po tym, jak wykręcił rękę policjantowi. Funkcjonariusz nie chciał wpuścić kontuzjowanego piłkarza Atletico na mecz, bo ten nie miał przy sobie odpowiednich dokumentów.” (cyt. za: m.sport.pl).

Atletico po porażce w pierwszym meczu na Camp Nou 0:1, szybko odrobiło straty. Już w 1. Minucie bramkę zdobył Fernando Torres, ale wyrównanie „Blaugrany” w 9 minucie (Neymar) sprawiło, że  „Los Rojiblancos” potrzebowali do awansu dwó h bramnek. Nadzieje przywrócił skutecznie wykonany karny przez Raula Garcię w 30 min., ale kolejna dwa trafienia dla Barcelony praktycznie pogrzebały szanse gospodarzy na awans. W 38. Min. samobójczą bramkę strzelił Joao Miranda, a w 41 min. Barcelona objęła prowadzenia po golu Neymara. Starcia, przepychanki, złośliwości i gra na pograniczu faulu była w tym meczu na porządku dziennym, choć chwilami piłkarze jednej i drugiej drużyny zdecydowanie przesadzali.

Po gwizdku na przerwę doszło do przepychanek między Neymarem i Fernando Torresem. Kiedy piłkarze schodzili do szatni Gabi nie wytrzymał i nabluzgał sędziemu. Na drugą odsłonę już nie wyszedł. Otrzymał czerwoną kartkę.” (cyt. za: m.sport.pl).

Wreszcie w 48 min. niezadowolony z decyzji sędziego liniowego Turan rzucił w niego butem. Turecki pomocnik uważał, że był faulowany, a sędzia nie zareagował. To jednak zupełnie nie tłumaczy jego zachowania i powinno spotkać się z dużo bardziej surową karą niż żółta kartka.

Rezerwowy_podaje_buta_Ardzie_Turanowi

Jeden z rezerwowych Atletico Madryt podaje buta Turanowi.

Źródło: funfootball.pl.

To nie był jednak popis niesportowych zachowań ze strony piłkarzy „Los Indios”. „Nerwów na wodzy nie umieli utrzymać też Mario Suarez i Juanfran. Ten pierwszy otrzymał dwie żółte kartki i Atletico kończyło mecz w dziewiątkę. A Juanfran w mało wyszukany sposób próbował wytrącić z równowagi Neymara. Pokazał mu na palcach cyfrę "7", nawiązującą do porażki reprezentacji Brazylii 1:7 z Niemcami w finałach mistrzostw świata.” (cyt. za: przegladsportowy.pl).

Zachowanie Turana i postawa innych piłkarzy Atletico, ale także Barcelony przypominała „Gran Derbi” z czasów, gdy Real był prowadzony przez Jose Mourinho. Piłkarze chwilami sprawiali wrażenia jak bardzo można dokuczyć rywalowi, nie koncentrując się na piłce i meczu. Można by powiedzieć, że demony powróciły… W każdym razie zachowanie Turana jest karygodne i powinno być napiętnowane z całą stanowczością. Tak się jednak nie stało, ponieważ sędzia odpowiedzialny za dodatkowe kary w Pucharze Króla odstąpił od przeprowadzenia postępowania przeciwko Turanowi. Szkoda.

 

Źródła: własne, TVP, m.sport.pl, przegladsportowy.pl, meczenazywo.pl, funfootball.pl, pl.wikipedia.org.

wtorek, 05 sierpnia 2014
I po mundialu w Brazylii…

Zakończony mundial w Brazylii był (jak każdy poprzedni) najlepszym w historii, bo najlepiej i najbardziej pamiętamy mundial dopiero, co zakończony. Brazylijski turniej przyniósł sporo niespodzianek, wykreował nowe gwiazdy i pokazał piłkarskiemu światu dużo nowej piłkarskiej jakości. Brazylia doznała jednej z dwóch największych, o ile nie największej porażki, a Niemcy obalili twierdzenie Linekera, że zawsze wygrywają, obalili, bo (prawie jak nigdy) zasłużyli na wygraną.

Przed turniejem najbardziej obawiano się o bezpieczeństwo piłkarzy i kibiców mając na uwadze protesty i zamieszki podczas Pucharu Konfederacji w zeszłym roku. Jeszcze dzień przed rozpoczęciem mistrzostw Brazylia nie wyglądała na miejsce rozgrywania największej światowej imprezy. Gdy jednak nadszedł dzień otwarcia mistrzostw Brazylię ogarnęło istne piłkarskie szaleństwo – dokładnie takie, jakiego się spodziewaliśmy. Demonstracje niezadowolonych były, ale w dużo mniejszym stopniu niż rok temu i dużo mniejsze niż się spodziewano. Brazylia stanęła na wysokości zadania.

 

Turniej, drużyny

Mistrzostwo zdobyli Niemcy, którzy przez cały turniej prezentowali w miarę równą i ofensywną formę, choć zdarzały im się mecze gorsze, jak z Ghaną, czy z Algierią. W finale mieliśmy powtórkę z 1986 i 1990 r., ale tym razem finałowy rywal naszych zachodnich sąsiadów, czyli Argentyna – nie zachwycała. Niemcy pokonywali kolejne rundy w pewnym stylu, a Argentyna prześlizgiwała się korzystając z geniuszu Lionela Messiego.

Niemcy_-_mistrzowie_świata_2014

Niemcy – piłkarscy mistrzowie świata 2014 r.

Źródło: philstar.com.

Nie sposób zapomnieć o Brazylii, która miała zdobyć szósty tytuł mistrzowski i zmazać plamę maracaneo, czyli finałowej porażki z Urugwajem w 1950 r., gdy Canarinhos byli gospodarzem mundialu. Historia lubi się powtarzać – Brazylia nie zdobyła mistrzostwa i doznała drugiej hańbiącej porażki, przegrywając w półfinale z Niemcami 1:7. Ciekawe, czy dla Brazylijczyków bardziej bolesne jest maracaneo z uwagi na ogromny zawód, czy półfinałowa kompromitacja z uwagi na rozmiary porażki. Inna sprawa, że Brazylia nie prezentowała świetnej formy, a mimo zwycięstw cały czas liczyliśmy na przełamanie. Tymczasem gospodarze wspierani pracą sędziów prześlizgiwali się do kolejnych rund korzystając z umiejętności i fantazji Neymara. Gdy jednak zabrakło Neymara szybko okazało się, że Luiz Felipe Scolari nie ma żadnego planu „B” i przygotował drużynę z taktyką pt. „podaj do Neymara”.

Do półfinałów awansowały drużyny, które były wymieniane w gronie faworytów, ale wcześniej w fazie grupowej doszło do wielu niespodzianek i zaskakujących rozstrzygnięć. Przede wszystkim z nienajlepszej strony zaprezentowały się drużyny europejskie. Na tym etapie turnieju odpadły – Hiszpania, Włochy, Anglia, Portugalia i Rosja. Jedyną pozytywną europejską niespodzianką była Grecja, której akurat pomogła głupota piłkarzy Wybrzeża Kości Słoniowej. Co do Czarnego Lądu, to po raz kolejny zawiódł, aczkolwiek pozytywnym zaskoczeniem była Algieria. Fazę grupową przebrnęły dwie z pięciu afrykańskich drużyn, ale odpadły już w 1/8 finału. Najlepiej zaprezentowali się piłkarze z Ameryki Południowej, skoro aż pięć z sześciu z nich awansowało dalej. W fazie grupowej odpadł tylko Ekwador. Co jednak z tego, skoro drabinka turniejowa była tak ułożona, że Brazylia, Kolumbia, Chile i Urugwaj wzajemnie się eliminowały. Argentyna była po drugiej strony drabinki i dotarła aż do finału. Rewelacją turnieju była zdecydowanie Kostaryka, która odpadła z Holandią dopiero w ćwierćfinale i to po karnych. Warto jeszcze przypomnieć, że mecze fazy grupowej zaskakiwały żywiołowym i ofensywnym, wręcz radosnym stylem prezentowanym przez większość drużyn. Faza pucharowa była już mniej atrakcyjna, ponieważ zaczęły się piłkarskie szachy, ale i tak kilka meczów dostarczyło sporych emocji.

 

Piłkarze

Nagrodę dla najlepszego zawodnika turnieju otrzymał Leo Messi, ale ta nagroda wzbudziła sporo kontrowersji. Wydaje się, że z najlepszej strony zaprezentował się król strzelców turnieju, czyli James Rodriguez (Kolumbia). Z bardzo dobrej strony, wyróżniając się ponad przeciętność, zaprezentowali się m.in. Thomas Mueller i Mats Hummels (Niemcy), Javier Mascherano (Argentyna), Alexis Sanchez (Chile) i przede wszystkim Holendrzy – Arjen Robben i Robin Van Persie. Szczególną kategorię stanowią bramkarze. Manuel Neuer (Niemcy) w meczu z Algierią pokazał, że bramkarz może chwilami pełnić rolę ostatniego obrońcy, choć przyznać trzeba, że w meczu finałowym, gdy chciał popisać się taką umiejętnością bezpardonowo staranował Gonzalo Higuaina (Argentyna). W każdym razie, Neuer bronił znakomicie, ale świetnie zaprezentowali się inni bramkarze, a w szczególności – Keylor Navas (Kostaryka), Guillermo Ochoa (Meksyk), David Ospina (Kolumbia), Tim Howard (USA), Rais M’Bolhi (Algieria) i Claudio Bravo (Chile).

 

Trenerzy

Oprócz znanych trenerów, jak Joachim Loew (Niemcy) i Louis van Gaal (Holandia), z dobrej strony pokazało się kilku trenerów bez większych sukcesów do tej pory. Wśród nich należy wymienić takich trenerów, jak Miguel Herrera (Meksyk), Kolumbijczyk Jorge Luis Pinto (Kostaryka), Bośniak Vahid Halihodżić (Algieria) i Argentyńczycy – Alejandro Sabella (Argentyna), Jose Nestor Pekerman (Kolumbia), i Jorge Sampaoli (Chile).

 

Skandale

Kameruńczycy strajkowali przed wylotem do Brazylii domagając się wypłaty zaległych premii. Na miejscu kłócili się ze sobą, a dodatkowo pojawiły się medialne zarzuty o ustawianie meczów! Kłótnia skutkująca wyrzuceniem dwóch piłkarzy z kadry miała miejsce także w ekipie Ghany. Co do Ghańczyków to przed ostatnim grupowym meczem z Portugalią domagali się dodatkowej premii pieniężnej i ją otrzymali (podobno w wysokości 40 tys. dolarów). Smaczku całej sprawie dodaje fakt, że przed meczem Ghana – Portugalia światowe media obiegło zdjęcie Johna Boye całującego plik pieniędzy. Później media obiegło zdjęcie Boye strzelającego samobójczą bramkę…

Johan_Boye_całuje_pieniądze

Johan Boye (Ghana) całuje plik pieniędzy otrzymany przed ostatnim meczem grupowym.

Źródło: sport.pl.

Brutalne faule

Trzy faule zapamiętają kibice mundialu. Po pierwsze, (trzeci w karierze!) atak Luisa „Gryzonia” Suareza, który postanowił zagłębić swoje zęby w barku Włocha Giorgio Chielliniego. Meksykański sędzia Marco Rodriguez nie wiedział co się stało i mimo, że Chiellini demonstracyjnie pokazywał ślad po zębach Suareza. FIFA nie była tak łaskawa i ukarała recydywistę kilkumiesięcznym zawieszeniem.

Chiellini_i_"Gryzoń"_Suarez

Giorgio Chiellini (Włochy) – ofiara ataku Luisa „Gryzonia” Suareza (Urugwaj).

Źródło: purelyfootball.com.

Po drugie, uderzenie Kolumbijczyka Juana Zunigi kolanem w plecy Neymara w absolutnie niegroźnej sytuacji. Faul spowodował pęknięcie jednego z kręgów lędźwiowych Neymara i zakończył jego udziału w mundialu. Po trzecie, bezmyślny atak Franzuza Blaise’a Matuidiego w lewą kostkę Nigeryjczyka Ogenyiego Onaziego. Trudno uwierzyć, że faul, który mógł zakończyć się poważną kontuzją i złamaniem skutkującym wielomiesięczną rekonwalescencją przyniósł „tylko” zwichnięcie. Tak samo trudno uwierzyć, że amerykański sędzia Mark Geiger upomniał Matuidiego tylko żółtą kartką.

 

Rekordy

Niemcy zdobyli czwarty tytuł mistrzowski (wcześniej – 1954, 1974, 1990), czym wyrównali osiągniecie Włoch, a lepsza z pięcioma tytułami pozostaje Brazylia. Ciekawsze jest jednak to, że mundial w Brazylii był piątym z kolei dużym turniejem, na którym Niemcy stanęli na podium! MŚ 2006 – 3. miejsce, ME 2008 – 2. miejsce, MŚ 2010 – 3. miejsce, ME 2012 – 3. miejsce, MŚ 2014 – 1. miejsce. Poza tym, Niemcy w całym turnieju zdobyli 18 bramek i przy 11 golach Brazylii, wyprzedzili Canarinhos w liczbie strzelonych bramek w historii mundiali. Niemcy mają 224 gole, a Brazylia 221. Jednocześnie Niemcy są drużyną, która rozegrała najwięcej meczów (106 przy 104 Brazylii) i straciła najwięcej bramek (121). W klasyfikacji wszechczasów Brazylia wyprzedza jednak Niemcy o 9 punktów (227:218). W najistotniejszej klasyfikacji indywidualnej piłkarz niemiecki wyprzedził brazylijskiego. Miroslav Klose dzięki golom strzelonym Ghanie i właśnie Brazylii stał się najskuteczniejszym strzelcem w historii piłkarskich mistrzostw świata. Pochodzący z Opola zawodnik ma na swoim koncie 16 goli i o jedną bramkę wyprzedził Brazylijczyka Ronaldo, który nie krył, że źle życzy swojemu rywalowi.

Dla Brazylii smutnym rekordem jest największa liczba goli straconych przez gospodarza turnieju. I jeszcze jeden rekord w klasyfikacji indywidualnej. Farid Mondragon (Kolumbia) wystąpił w ostatnim meczu fazy grupowej i został najstarszym piłkarzem mistrzostw (43 lata).

 

Sędziowie

Arbitrzy nie popisywali się, zwłaszcza w pierwszej części mistrzostw, gdy popełniali liczne błędy, a w szczególności gwizdali spalone, których, jak wykazywały powtórki telewizyjne, nie było. Sędziowie mieli też problemy z karaniem zawodników kartkami, jakby otrzymali odgórny przykaz, aby ograniczyć korzystanie z nich. Nie sposób zapomnieć, że w meczu Francja – Szwajcaria (5:2) holenderski sędzia Bjoern Kuipers nie uznał jednej z bramek Karima Benzemy, ponieważ gdy składał się do strzału sędzia zakończył mecz z powodu upływu doliczonego czasu gry! Trudno nie odnieść wrażenia, że sędziowie pomagali Brazylijczykom, jak tylko mogli, a zwłaszcza Japończyk Yuichi Nishimura, który nie pozwolił zrobić gospodarzom krzywdy w meczu otwarcia z Chorwacją.

To tylko subiektywne odczucia, ale mundial 2014 przeszedł do historii sędziowania z dwóch obiektywnych powodów. Po pierwsze, sędziowie mogli korzystać ze spreyu wyznaczającego linię, której piłkarze nie mogli przekroczyć przy wykonywaniu rzutu wolnego lub rożnego. Po drugie, wprowadzono technologię Goal-Line pozwalającą stwierdzić, czy piłka przekroczyła linię bramkową. Z tej technologii sędzia po raz pierwszy skorzystał podczas meczu Francja – Honduras. W 48 min. po strzale Benzemy piłka odbiła się od słupka i od bramkarza Hondurasu – Noela Valladaresa. Sędzia uznał bramkę dla Francji dopiero po analizie Goal-Line.

 

Co jeszcze zapamiętamy?

Odchodząc trochę od wydarzeń czysto piłkarskich z całą pewnością będziemy pamiętali rzut karny wykonywany przez Jamesa Rodrigueza w ćwierćfinałowym meczu z Brazylią. Nie byłoby w nim nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że Kolumbijczykowi towarzyszył pasikonik gigant. Towarzyszył mu od momentu, gdy ustawiał piłkę na jedenastym metrze aż do czasu, gdy pobiegł z piłką do środka boiska.

James_Rodriguez_i_pasikonik_gigant

James Rodriguez (Kolumbia) i jego przyjaciel – pasikonik gigant.

Źródło: sport.wp.pl.

Z całą pewnością zapamiętamy także niespodziewany zabieg taktyczny trenera Holendrów – Luisa van Gaala w ćwierćfinałowym meczu z Kostaryką. W ostatniej minucie dogrywki „Żelazny Tulipan” zachował się niczym szarlatan i zmienił podstawowego bramkarza Jaspera Cillessena wprowadzając Tima Krula. Przecież takich rzeczy się nie robi! A jednak Krul wszedł na rzuty karne, dwa obronił, zapewnił Holendrom awans do półfinału i zakończył swój udział w mistrzostwach.

Krul_zastępuje_Cillessena

Ostatnia minuta dogrywki w ćwierćfinale Holandia – Kostaryka i zmiana bramkarzy. Za Jaspera Cillessena wchodzi Tim Krul!

Źródło: sport.wp.pl.

Van Gaal, mimo odważnych decyzji taktycznych, ma poważanie wśród zawodników, ale takiego poważania reczej nie miał trener Argentyńczyków. Niektórzy uważali, że Alejandro Sabella przede wszystkim starał się nie przeszkadzać swoim zawodnikom. Nic, więc dziwnego, że gdy próbował coś wytłumaczyć Ezquiel’owi Lavezzi’emu… został oblany wodą z biodonu! To zdarzenie nie wyglądało na przypadek.

Lavezzi_oblewa_wodą_Sabellę

Ezquiel Lavezzi oblewa wodą z bidonu trenera Alejandro Sabellę.

Źródło: smk.com.au.

Z całą pewnością zapamiętamy też kozła ofiarnego brazylijskiej porażki, czyli Freda. To fakt, że grał słabo, ale uznanie go winnym mundialowego niepowodzenia byłoby niesprawiedliwe. Złośliwi dodawali, że w całym turnieju, a wystąpił w sześciu meczach, zaliczył jedno udane zagranie. I wcale nie była to bramka strzelona Kamerunowi, tylko symulowanie faulu, po którym japoński sędzia podyktował karnego w meczu otwarcia!

Zapamiętamy też wpadkę organizacyjną Brazylijczyków. Przed meczem Francja – Honduras w Porto Alegre (podobno po raz pierwszy w historii mundialu) nie odegrano hymnów obu reprezentacji. Ale mundial w Brazylii zapamiętamy też dlatego, że zagrał w nim Diego Armando Maradonna! To znaczy zagrał w nim w oczach niestrudzonego Dariusza Szpakowskiego, który komentując dla TVP ćwierćfinał Argentyna – Belgia (1:0), kilkukrotnie pomylił Messiego z Maradonną! Wprawdzie w późniejszych wywiadach próbował tłumaczyć „pomagier” Szpaka, czyli Grzegorz Mielcarski, ale niesmak pozostał.

 

Transfery

O mundialu mówi się, że jest największym targowiskiem świata i nic dziwnego, skoro (przynajmniej w teorii) podczas mundialu spotykają się wszyscy najlepsi piłkarze świata. Trwający przez miesiąc turniej niewątpliwie pozwala na podjęcie decyzji transferowych, bo kreuje nowe gwiazdy i weryfikuje umiejętności dotychczasowych.

Barwy klubowe w trakcie albo po mundialu zmienili tacy piłkarze, jak np. Luis Suarez (Urugwaj; Liverpool – FC Barcelona, 81 mln euro), James Rodriguez (Kolumbia; Monaco – Real Madryt, 80 mln euro), Diego Costa (Brazylia; Atletico Madryt – Chelsea Londyn, 38 mln euro), Alexis Sanchez (Chile; Barcelona – Arsenal, 37,8 mln euro), Toni Kroos (Niemcy; Bayern – Real Madryt, 30 mln euro), Mario Mandżukić (Chorwacja; Bayern Monachium – Atletico Madryt, 22 mln euro), Mathieu Debuchy (Francja; Newcastle – Arsenal Londyn, 15 mln euro), Claudio Bravo (Chile; Real Sociedad – FC Barcelona, 12 mln euro), Keylor Navas (Kostaryka; Levante – Real Madryt, 10 mln euro), David Ospina (Kolumbia; OGC Nice – Arsenal Londyn, 4 mln euro) i Guillermo Ochoa (Meksyk; Ajaccio – Malaga, bez odstępnego).

Jeśli chodzi o trenerów też doszło do kilku ciekawych zmian. O tym, że Luis van Gaal kończy pracę z Holandią po mundialu i odchodzi do Manchesteru United było wiadomo już wcześniej. Mundial przyniósł jednak kilka zmian. Luiz Felipe Scolari, choć początkowo zamierzał trwać na stanowisku, ku uciesze prawie wszystkich Brazylijczyków złożył dymisję. Długo nie był jednak bezrobotny i podjął pracę w Gremio Porto Alegre. Z kolei Bośniak Vahid Halihodżić uniósł się honorem, gdy algierskie media zarzucały mu, że nie pozwala piłkarzom na świętowanie Ramadanu i zamiast przedłużyć kontrakt z algierską federacją przeniósł się do Trabzonu.

Brazylijski mundial przyniósł wiele zdarzeń, które zapamiętamy na długo, ale czy dłużej, niż po zakończeniu mundialu w Rosji?

 

Źródła: własne, eurosport.onet.pl, transfermarkt.pl, philstar.com, sport.pl, purelyfootball.com, sport.wp.pl, smk.com.au. Mundial. Historia – wydanie specjalne „Przeglądu Sportowego” Nr 6/2014. Skarb Kibica. Mistrzostwa Świata. Brazylia 2014. Dodatek do „Przeglądu Sportowego” z dnia 12 czerwca 2014 r. Skarb Kibica. Mundial 2014 – podsumowanie. Tygodnik „Przegląd Sportowy” z dnia 16-29 lipca 2014 r., Nr 28-29/2014.

piątek, 16 sierpnia 2013
Super Mecz, czyli super… co?

Wprawdzie od meczu sparingowego Lechia Gdańsk – FC Barcelona (2:2, 30 lipca 2013 r.) upłynęły już ponad dwa tygodnie, to jednak można pozwolić sobie na kilka refleksji. Super Mecz miał w sobie niewiele „super”, poza faktem, że do Gdańska przyjechała wielka Barcelona, ale skład, czy okoliczności przyjazdu nie były już takie super…

Okoliczności

Jak pamiętamy mecz nie odbył się w pierwotnym terminie, co wywołało dużo kontrowersji i komentarzy w Polsce. Uważam, że Barcelona, mimo nawrotu choroby Tito Villanovy powinna przyjechać do Gdańska i rozegrać mecz w pierwotnym terminie. Nie oznacza to, że potępiam gesty solidarności z Villanovą, współczucie i troskę o jego zdrowie. Nie. Barcelona powinna przyjechać, bo taką umowę zawarła i czekało na nią ponad 30 tys. widzów. Co więcej, o chorobie Villanovy było wiadomo od dawna i nie chcę przez to powiedzieć, że nie należy mu się współczucie, ale chcę zauważyć, że z nawrotem choroby należało się liczyć.

SuperMecz_Lechia_-_Barcelona_(1)

Źródło: ftb.pl.

Barcelona nie przyjechała m.in. dlatego, że nie miała trenera. To fakt, ale nawet po nominacji Gerardo Martino, do Gdańska i tak przyjechał ten, który mógł przyjechać wcześniej, czyli Jordi Roura. Przecież podczas leczenia Villanovy w Nowym Jorku drużynę prowadził właśnie Roura. Nie było żadnego przekładania meczów. Podobnie, gdy chorował Eric Abidal. Mecze oficjalne i napięty terminarz znacznie utrudniają przekładanie meczów, a sparing można było przełożyć. Barcy łatwiej było z niego zrezygnować lub przełożyć na inny termin. To jest dla mnie jasne, ale uważam, że cała sprawa została trochę rozdmuchana. Przecież tak często mówimy, że zawodowi piłkarze nie mają życia osobistego, nie mają czasu na rodzinę, na ludzkie, przyziemne uczucia. Nie. Nie odbieram im prawa do troski o trenera, ale zgadzam się z red. Dariuszem Tuzimkiem, że było to trochę wyreżyserowane i wpisywało się w powiedzenie „Pepa” Guardioli: „Nie dam się szantażować chorobą Villanovy”. Do czego zmierzam? „Show must go on!”. Może jest to brutalne, ale wcale nie pozbawione empatii. Kluby i piłkarze są uzależnieni od kibiców i emocji, które im dostarczają. W Gdańsku na Barceloną czekało kilkadziesiąt tysięcy kibiców a decyzję o odwołaniu meczu podano na mniej więcej 24 godziny przed rozpoczęciem meczu, choć wydaje się, że decyzja zapadła już wcześniej. Dobrze chociaż, że Blaugrana znalazła termin, aby mimo wszystko zagrać nad Bałtykiem i to się jej chwali.

Prezes klubu Sandro Rosellpodkreślał, że to była decyzja piłkarzy, ale czy na pewno? Czy nie chodziło o pokazanie, że Barcelona to wielka rodzina, to „més que un club” (więcej niż klub), choć pewnie Eric Abidal miałby trochę inne zdanie z uwagi na okoliczności w jakich klub rozstał się z nim. Choć z drugiej strony gestem ponad miarę, bo oddanie Abidalowi przez Carlesa Puyola opaski kapitańskiej w finale Ligi Mistrzów 2011 i umożliwienie mu wzniesienia pucharu na stadionie Wembley. Teraz pokazując solidarność z Villanovą poświęcono kibiców. Czy z tego wpisu bije jad, o plucie którym internautów oskarża red. Przemysław Rudzki? Nie sądzę. Życzę Villanovie powrotu do zdrowia, ale uważam, że Barca mogła potraktować trochę lepiej polskich fanów, co nie oznacza, że zarzucam Katalończykom ignorowanie, poniżanie, czy brak szacunku dla polskiego kibica. Dziwnie jednak na oficjalnej stronie Barcelony wyglądała jednozdaniowa informacja, że klub nie przyjedzie do Polski. Dopiero następnego dnia pojawiły się wyrazy ubolewania.

Nie wiem, czy w Barcelonie pamiętają o tym, ale w listopadzie 2005 r. do Krakowa miał przybyć ówczesny prezes klubu – Joan Laporta i wygłosić referat pt. „The spirit of Football Club Barcelona” (Duch FC Barcelona). Nie przybył w związku z kłopotami rodzinnymi. Nie tworzę spiskowej teorii dziejów, ale trochę przykro, że po raz drugi bezpośrednie spotkanie z tym wspaniałym klubem, mogło nie dojść do skutku.

Konkludując uważam, że w Barcelonie nie do końca przemyślano decyzję o odwołaniu przyjazdu do Gdańska. Prezes Rossell chciał coś zyskać, ugrać, ale nie wiem, czy osiągnął swój cel.

Barcelona w Polsce

Mecz z FC Barceloną nie był pierwszym, w którym Lechia mierzyła się z klubem z Primera Division. W 2010 r. „Biało-zieloni” zremisowali w sparingowym meczu rozegranym na stadionie przy ul. Traugutta z Villareal 1:1. Zresztą kluby znad Bałtyku, co jakiś czas spotykają się z zagranicznymi rywalami. Pogoń Szczecin w tym roku już grała z Olympique Lyon (0:0), zaś dziewięć lat temu z Herthą Berlin (2:2). Natomiast Arka Gdynia na otwarcie nowego stadionu GOSiR zagrała z jedynym rywalem w europejskich pucharach czyli Beroe Stara Zagora z Bułgarii. Poza tym w 2009 r. w spotkaniu rozegranym w ramach obchodów 80-lecia gdyńskiego klubu zremisowała z mocno rezerwowym West Ham United 2:2.

Kluby hiszpańskie (poza europejskimi pucharami) nieczęsto grają w Polsce. Oprócz Barcelony i Villareal jeszcze Sevilla grała nad Wisłą sparingowo. W 2006 r. przegrała z Wisłą 0:1 w meczu na stulecie „Białej Gwiazdy”, zaś w zeszłym roku na Stadionie Narodowym pokonała Legię 2:0.

Przyjazd Barcelony nawet w okrojonym składzie musi cieszyć. Wprawdzie do Polski coraz cześciej na mecze sparingowe przyjeżdżają zagraniczne kluby, to jednak wizyty klubów z najwyższej półki z ligi angielskiej, hiszpańskiej, czy włoskiej są rzadkością. Ostatnimi czasu na sparingi do polski przyjeżdżają czołowe kluby niemieckie, a nie Milan, Inter, Manchester, czy Real. Nie mniej jednak każda taka wizyta przybliża polską kopaną do wielkiej piłki. I nie ma wtedy znaczenia, że są to mecze tylko sparingowe i służą przeglądowi kadr, a nawet głębokich rezerw.

Skład Barcelony

Jeśli chodzi o skład Barcelony, to przyznać trzeba, że przeciętny fan Barcy musiałby przyznać, że część nazwisk piłkarzy, którzy zawitali do Gdańska, była dla niego anonimowa. Do znanych piłkarzy zaliczyć trzeba José Pinto, Martína Montoyę, Marca Bartrę, Adriano, Alexisa Sáncheza, Alexa Songa, Cristiana Tello, Jonathana dos Santos i przede wszystkim Leo Messiego i Neymara. Wprawdzie dwaj ostatni nie zagrali ze sobą razem, to mecz z Lechią był o tyle historyczny, że Neymar zadebiutował w barwach Blaugrany i szybko zetknął się z twardym europejskim futbolem.

Wracając natomiast do składu Barcelony, to zabrakło w nim całej plejady gwiazd – Víctor Valdés, Dani Alves, Gerard Piqué, Carles Puyol, Javier Mascherano, Jordi Alba, Cesc Fàbregas, Xavi Hernández, Andrés Iniesta, Sergio Busquets, Pedro Rodríguez, Isaac Cuenca.

O tym, że większość z nich wogóle nie zagra było wiadomo z dwóch powodów. Po pierwsze, mecze sparingowe, zwłaszcza w początkowej fazie przygotowań do sezonu, są od tego, aby trenerzy dokonywali przeglądu kadr. Po drugie, pod koniec czerwca zakończył się Puchar Konfederacji, co w naturalny sposób spowodowało, że część z piłkarzy urlopy rozpoczęła później. Pytanie tylko, czy wiedział o tym organizator meczu?

SuperMecz_Lechia_-_Barcelona_(2)

Źródło: ftb.pl.

Wynik

Niewątpliwie remis z takim klubem, jak Barcelona nawet w osłabionym składzie jest sporym sukcesem dla młodej drużyny Lechii Gdańska. Wprawdzie to był tylko mecz sparingowy, ale Lechia nawiązała do pamiętnych meczów polskich klubów przeciwko Barcelonie w europejskich pucharach, czyli dwóch remisów 1:1 Lecha Poznań w Pucharze Zdobywców Pucharów w 1998 r., remisu Legii 1:1 na Camp Nou także w tych rozgrywkach, ale rok później i wreszcie zwycięstwa Wisły Kraków 1:0 w eliminacjach Ligi Mistrzów (27 sierpnia 2008 r.).

Podsumowanie

Niezależnie jednak od mojego malkontenctwa – dobrze, że ten mecz się odbył, a dla większości piłkarzy Lechii prawdopodobnie był jedyną szansą na grę przeciwko takiemu rywalowi. Aktualnie Lechia nie ma drużyny, która mogłaby walczyć o udział w europejskich pucharach. Lechia, jak każdy klub z dużego miasta ma ogromny potencjał, ale z różnych powodów nie potrafi go wykorzystać. Mocno przeciętny skład jest pochodną braku poważnego zainteresowania ze strony sponsorów i kibiców a opustoszała PGE Arena sprawia przygnębiające wrażenie. Oczywiście nie dotyczyło to meczu z Barceloną. A początek sezonu w wykonaniu Lechii (2 zwycięstwa, 2 remisy) sugeruje, że piłkarze tego klubu zostali natchnięci do gry przez potyczkę z Barceloną.

 

Źródła: własne, fcbarcelona.pl, fcbarca.com, fcb24.com,sportcom.pl, ekstraklasa.wp.pl, pilka.pl, sport.pl legia.com, futbol.org.pl, 90minut.pl, pl.wikipedia.org, ftb.pl. „Wielkie Kluby Europy” – dodatek do „Przeglądu Sportowego” z dnia 2 maja 2007, s. 16-17. T. Ćwiąkała, Giganci futbolu. FC Barcelona, Warszawa 2013, s. 151-154.

sobota, 06 kwietnia 2013
Barcelona – Real na Krecie

Podczas pobytu na urlopie na Krecie na jednej z plaż w Rethymno  (trzecie co do wielkości miasto Krety) zauważyłem wywieszoną „do góry kołami” flagę Barcelony. Czy mogli ją wywiesić kibice miejscowego Ergotelisu Iraklion albo OFI Kreta? Raczej nie, bo oba kluby nie rywalizują z Barceloną. To może kibice popularnych w całym kraju Panathinaikosu i Olympiakosu? Być może. Tym bardziej, że w sezonie 2009/2010 Panathinaikos uległ Barcelonie w Lidze Mistrzów 1:5 na Camp Nou i 0:3 u siebie. Podczas tego drugiego meczu, gdy do końca meczu pozostał tylko kwadrans jeden z fanów Panathinaikosu nie wytrzymał upokorzenia i wbiegł na boisko. Dobiegł na odległość kilku metrów od Leo Messiego i pokazał mu co o nim myśli. Wcześniej w sezonie 2005/2006, gdy PAO wyeliminowało Wisłę w eliminacjach LM, w fazie grupowej bezbramkowo zremisował i przegrał 0:5. Dziesięć lat temu w sezonie 2001/2002 w ćwierćfinale tych rozgrywek „Konieczynki” wygrały u siebie 1:0 i przegrały 1:3 na wyjeździe. 

Real_-_Barcelona_na_Krecie_(1)

A może sympatycy innych klubów z Hiszpanii? Valencia, Deportivo, czy Villareal raczej nie wchodzą w grę. Wydaje się więc, że flagę zawiesił (zapewne miejscowy) sympatyk Realu Madryt. Rywalizacja Barcelony i Realu – dwóch chyba najbardziej popularnych klubów na świecie elektryzuje kibiców w różnych zakątkach świata, a Gran Derbi są najchętniej oglądanymi meczami. Oczywiście popularne są Manchester, Chelsea, Arsenal, Bayern czy Juventus z Milanem, ale to Real i Barcelona są na ustach całego piłkarskiego świata.

Real_-_Barcelona_na_Krecie_(2)

Zresztą nie trzeba szukać daleko. W Polsce także jest wielu sympatyków obu hiszpańskich potęg. W kręgu moich bliskich i znajomych jest podobnie. W czasie, gdy Real nie osiągał żadnych sukcesów jeden z moich przyjaciół (zagorzały fan Barcelony) mówił do drugiego (kibic Realu) – „Chcesz zobaczyć jak ktoś w białej koszuli podnosi puchar? To idź w niedzielę do kościoła!” albo „Jak nazywa się ciepły, rozgazowany i posolony Żywiec? Real Madryt!”.

A flagi Barcelony następnego dnia nie było już na plaży…

 

Zdjęcia zostały wykonane w czerwcu 2011 r.

 

Źródła: własne, 90minut.pl i „Leo strzela i irytuje” w Przeglądzie Sportowym z dnia 26 listopada 2010 r., s. 10.

czwartek, 19 sierpnia 2010
Porażki Vive Targi Kielce z FC Barceloną Borges

Wprowadzenie, czyli trochę historii

Informacja o prawdopodobnych sparingach Vive z FC Barceloną pojawiła się kilka miesięcy temu, ale jak przyznaje Bogdan Wenta pomysł zrodził się podczas igrzysk olimpijskich w Pekinie, tyle tylko, że Barcelona nie miała wolnych terminów.

Herb FC Barcelona

Trener Vive-Targi Kielce - Bogdan Wenta jest jedynym Polakiem w historii, który występował w jakiejkolwiek zawodowej sekcji Barcelony. Zdobył z nią pięć trofeów – dwa Puchary Zdobywców Pucharów (1993, 1995), dwa Puchary Króla (1993 i 1994), a raz Superpuchar Hiszpanii (1994). W 1995 odszedł do TuS Nettelstedt-Lübbecke, w którym grał 3 lata. Rok po jego odejściu z Barcy, drużyna trenera Valero Rivery zdobyła pierwszy Puchar Europy – trofeum, którego brakuje w kolekcji Wenty. Dyrektorem technicznym Barcelony jest Enric Masip, najlepszy kataloński piłkarz w historii, który grał wspólnie z Wentą. Nic więc dziwnego, że znajomości Wenty oraz pieniądze i zaangażowanie prezesa Servaasa i władz miasta sprowadziły wielka Barcelonę do Polski. Warto wspomnieć, że w historii europejskich pucharów Barcelona tylko raz spotkała się z polskim klubem. W sezonie 2000/2001 w fazie grupowej dwukrotnie pokonała Wybrzeże Gdańsk – 31:22 u siebie i 23:21 na wyjeździe.

FC Barcelona Borges 2010/2011

FC Barcelona Borges w sezonie 2010/11. W górnym rzędzie (od lewej): Igropulo, Noddesbo, Oneto, Jernemyr, Nagy, Rutenka, Sorhaindo, Fernandez; w środkowym rzędzie: Salvador Canals (kierownik zespołu), Sebastia Salas (fizykoterapeuta), Roger Font (trener bramkarzy), Toni Rubiella (drugi trener), Xavi Pascual (główny trener), Oliver Roy (trzeci trener), Josep Antoni Gutiérrez (lekarz), Javi Gutiérrez (asystent trenera); w dolnym rzędzie: Rocas, Tomas, Entrerrios, Sjöstrand, Sarić, Sarmiento, Lorenzana, Garcia.

Zdjęcie pochodzi z serwisu sport.pl.

Barcelona nie tylko najczęściej wygrywała ligę hiszpańską (17), ale przede wszystkim siedmiokrotnie była najlepsza w Europie, wygrywając w Pucharze Europy/Lidze Mistrzów EHF. Barcelona najczęściej grała w finale tych rozgrywek (10), a najpiękniejszy okres w historii klubu związanym jest z trenerem Valero Riverą, który w latach 1996-2000 wygrał Ligę Mistrzów z Blaugraną pięciokrotnie z rzędu. Co więcej, kataloński szkoleniowiec (wcześniej zawodnik) zdobył z FC Barceloną 62 trofea.

Mecze z FC Barceloną zastąpiły tradycyjny turniej Kielce Cup rozgrywany od 2006 r. W trakcie czterech edycji w Kielcach zagrali: Dunaferr SE, Viborg HK, Grasshoppers Zurych, IFK Skövde, Tatran Preszów, Czechowskie Niedźwiedzie (Chehovski Medvedi), US Créteil, Hammarby HB, HSV Hamburg, Pick Szeged, TuS Nettelstedt-Lübbecke, MKS Piotrkowianin Piotrków Trybunalski, Wisła Płock i oczywiście gospodarz – Vive-Targi Kielce.

 

Mecz, czyli pewna Barcelona

Początek piątkowego meczu (13 sierpnia) był wyrównany, choć widać było, że kieleckich piłkarzy paraliżuje obecność tak wielkich piłkarzy na parkiecie w Kielcach. W pierwszych minutach tylko Jurasik i Stojković wykazywali duże zdecydowanie i pewność siebie pod bramka Katalończyków.

Vive prowadziło tylko dwukrotnie (2:1, 6:5), głownie dzięki znakomitej grze Cleverly’ego, który obronił cztery lub pięć strzałów z rzędu. Jego koledzy z pola nie potrafili jednak wykorzystać tej szansy, grając nerwowo, niedokładnie i nieskutecznie. W tym okresie gry raziła przede wszystkim duża liczba strat.

Rastko Stojković

Rastko Stojković wykonuje rzut karny w drugiej połowie meczu.

Wynik oscylował wokół remisu aż do momentu, w którym Barcelona uciekła na trzy bramki (9:12). Gdy Barcelona zwiększyła przewagę do pięciu bramek (10:15), Kielczanie zdobyli dwie bramki, ale ostateczne słowo należało do Katalończyków (12:16), choć mówienie o Katalończykach jest mocno przesadzone, skoro w Barcelonie gra reprezentantów dziewięciu krajów. Dla porównania – w Kielcach grają reprezentanci pięciu krajów, nielicząc Mirzy Dżomby, który występy w reprezentacji Chorwacji ma już za sobą.

Druga połowa rozpoczęła się od dwóch bramek Kielczan, które zmniejszyli stratę do zaledwie dwóch goli (14:16). Niedługo później Kielczanie przegrywali tylko 18:19 i byli w posiadaniu piłki. Szansy na doprowadzenie do remisu nie wykorzystali, a rywal wykorzystał to bezlitośnie. Gdy w 51 min. Dokładnie grająca Barcelona wyszła na trzybramkowe prowadzenie (21:24), chyba tylko najwierniejsi kibice wierzyli w sukces. Ostatecznie, Vive przegrało 26:29 i mimo, że kilkukrotnie wynik był remisowy, to wystarczył chwilowy zryw, by Barcelona prowadziła.

Vive w ataku

Vive w ataku!

Łatwość z jaką gwiazdorzy Barcelony zdobywali bramki powodowała, że trudno było oprzeć się wrażeniu, że Katalończycy grają jakby trochę od niechcenia. Najlepszy zawodnik meczu – Sierhiej Rutenka, jednym zwodem potrafił uciec Kielczanom i całkowicie zmylić bramkarza. Rutenkę wspierał olbrzymi Laszlo Nagy i perfekcyjni skrzydłowi - Juan Garcia i Alberto Rocas. W Vive wyróżniał się Stojković (najwięcej bramek w meczu – 11), doświadczony Jurasik i Cleverly (grał tylko w pierwszej połowie). Nowi zawodnicy zbyt dużo nie grali, ale ambicja i żywiołowość Marka Bulta mogą być ważnym elementem w grze kieleckiej siódemki.

 

Vive Targi Kielce - FC Barcelona Borges 26:29 (12:16)

Vive Targi Kielce: Cleverly, Kotliński - Stojković 11 (3), Rosiński 3, Bult 3, Krieger 3, Jurasik 2, Knudsen 2, Dzomba 1, Jachlewski 1, Grabarczyk, Żółtak, Zaremba, Gliński, Adamuszek, Nat. Kary: 6 minut.

FC Barcelona: Sarić, Sjostrand, Gonzalo Perez - Rutenka 8 (3), Noddesbo 5, Igropulo 4, Rocas 3, Garcia 2, Sarmiento 2, Nagy 2, Tomas 1, Ugalde 1, Oneto 1, Enterrios, Sorhaindo. Kary: 6 minut.

Sędziowali: Mirosław Baum (Warszawa) i Marek Góralczyk (Świętochowice).

Widzów: 4000.

Przebieg - I połowa: 0:1, 2:1, 2:3, 3:3, 3:4, 4:4, 4:5, 6:5, 6:7, 7:7, 7:8, 8:8, 8:10, 9:10, 9:12, 10:12, 10:15, 12:15, 12:16. II połowa: 14:16, 14:17, 15:17, 15:18, 16:18, 16:19, 18:19, 18:21, 20:21, 20:23, 21:23, 21:24, 22:24, 22:26, 23:26, 23:27, 24:27, 24:28, 25:28, 25:29, 26:29.

Dane statystyczne pochodzą z serwisu sport.pl.

-----------------------------------------------------

W sobotnim rewanżu Vive Targi Kielce uległy Barcelonie 19:23 (12:11), mimo że w 37 min. prowadziły 16:13. Przez kolejnych 16 i pół minuty Katalończycy nie pozwolili sobie rzucić bramki z pola i objęli wysokie prowadzenie 23:18, którego nie oddali już do końca meczu.

środa, 31 marca 2010
Waleczny Arsenal

Dwumecz Arsenalu z Barceloną była zapowiadany jako najciekawsza wydarzenie ćwiercfinałów Ligi Mistrzów i wydaje się, że takim rzeczywiście jest. Pierwsza połowa dzisiejszego meczu pomiędzy tymi drużynami nie mogła zawieść nawet największych malkontentów. Jedyne czego w niej zabrakło to gole. Przez pierwsze 20 min. Barcelona miała przygniatającą przewagę, którą przerwał kąśliwy strzał Nasriego, po którym piłka przeleciała obok bramki Barcelony. Do tego momentu Nasri był najbardziej aktywnym piłkarzem „Kanonierów”. Wcześniej miała miejsce kanonada na bramkę „Kanonierów”. Cudów w bramce gospodarzy dokonywał Almunia, a gdy wydawało się, że bramka musi paść wtedy na drodze piłki stawali obrońcy Arsenalu. Almunia popisał się przede wszystkim w sytuacji, w której obronił strzał Ibrahimovica z najbliższej odległości a po chwili efektownie odbił strzał Xaviego. W tym fragmencie gry aktywny był Ibrahimovic, który sporo strzelał, ale niecelnie a do tego zdarzało się, że faulował. Po wspomnianym już strzale Nasriego gra wyrównała się i trochę uspokoiła. Piłkarze Arsenalu nadrabiali braki techniczne i szybkościowe faulami łapiąc żółte kartki a do tego kontuzje, co wymusiło na Wengerze zdjęcie z boiska Arszawina i Gallasa. Dodać jeszcze trzeba, że w 38 min. w znakomitej sytuacji znalazł się Bendtner, ale pierwszy jego strzał obronił Valdes a po drugim piłka wylądowała na słupku. Bendtner tylko postraszył Blaugranę, bo był… na spalonym.

Druga połowa przyniosła nie mniej emocji a do tego padły bramki, które nie rozstrzygnęły sprawy awansu. Dwie bramki Ibrahimovica (47 i 59 min.) wydawały się rozstrzygnąć sprawę awansu, ale wtedy Barca po prostu stanęła. Poza tym nastąpiły dwie brzemienne w skutkach zmiany. Za Sagnę wszedł Walcott a za Ibrahimovica – Henry. Od tego momentu o sile „Kanonierów” stanowił szybki i przebojowy Walcott, który w 69 min. zdobył bramkę kontaktową. Arsenal dalej szukał swojej szansy, a Barcelona dalej grała jakby chciała wygrać najmniejszym nakładem sił. Jej niemoc i nieskuteczność idealnie prezentował zagubiony Henry. Na pięć minut przed końcem składającego się do strzału Fabregasa sfaulował Puyol za co obejrzał żółtą kartkę. „Jedenastkę” skutecznie wykorzystał sam poszkodowany i niemożliwe stało się faktem.

Barcelona, mimo że dominowała przez większą część meczu zaledwie zremisowała z Arsenalem, choć w dalszym ciągu, to Blaugrana jest bliżej awansu. Wydaje się jednak, że pewne zwycięstwo straciła przez minimalizm, który może zemścić się w meczu rewanżowym.

czwartek, 14 maja 2009
Pierwszy skalp

Barcelona sięgnęła po pierwsze trofeum w tym roku - Puchar Króla. Drugie trofeum w postaci mistrzostwa Hiszpanii, jest na wyciągnięcie (co najmniej jednej) ręki, bo przy takiej przewadze i aktualnej grze Blaugrany wydaje się mało prawdopodobne, aby tytuł powędrował do Madrytu. Trzecie trofeum, czyli zwycięstwo w Lidze Mistrzów także jest w zasięgu Barcelony, bo o wszystkim zdecyduje tylko jeden mecz.

Początek finałowego meczu z Athletic Bilbao nie potoczył się po myśli „Katalończyków", bo już w 9 min. Toquero wyprowadził Basków na prowadzenie. Później niby Barcelona przeważała, ale piłkarze z Bilbao nadrabiali braki w sztuce piłkarskiej - zaangażowaniem, walecznością i nieustępliwością. Taka sytuacja utrzymywała się do 31 min., gdy Yaya Toure zdecydował się na mocny strzał spoza pola karnego. Wprawdzie piłka leciała po ziemi i wydawało się, że Iraizoz obroni ten strzał, to jednak bramkarzowi zabrakło kilku centymetrów i piłka zatrzepotała w siatce. Gol był wodą na młyn Barcelony, która jeszcze przed przerwą kilkukrotnie zagroziła bramce Athletic.

Po przerwie gra zaostrzyła się a jedną z kartek dostał Messi. Sędzia uznał, że Argentyńczyk następując na nogę jednego z piłkarzy z Bilbao zasłużył na dodatkową karę w postaci kartki. Messi tłumaczył się sędziemu. Odszedł od niego, po czym wrócił i znowu przekonywał sędziego, że nie zasłużył na żółty kartonik. Wydaje się, że to był kluczowy moment tego meczu, bo rozzłoszczony Messi w kilku kolejnych akcjach zachowywał się tak jakby chciał udowodnić arbitrowi, że jest doskonałym piłkarzem, na kartkę nie zasłużył i gdyby tylko chciał, to przedrylowałby wszystkich piłkarzy rywala. Wreszcie w zamieszaniu podbramkowym złość Messiego zapoczątkowała dziesięć minut, które wstrząsnęły Bilbao. Najpierw Messi strzelił bramkę, następnie podał do Krkicia, który trafił do bramki aż wreszcie Xavi precyzyjnie wykonał rzut wolny i było już po meczu. Wynik 4:1 doskonale oddaje to, co działo się na boisku.

Triumf Barcelony to także wielki triumf Guardioli, który w swoim trenerskim CV mógł pochwalić się tylko prowadzeniem rezerw Barcelony. Guardiola jest uosobieniem coraz bardziej powszechnej tendencji do zatrudniania młodych trenerów, do niedawna piłkarzy, którzy albo prowadzili zespoły niższych klas albo zespoły juniorskie. Obok Guardioli można wymienić Rijkaarda, Van Bastena czy Urbana, czyli trenerów, którzy na wielkie (trenerskie) wody wypłynęli dopiero po niespodziewanej trenerskiej nominacji.

Przyznam, że w zeszłym roku byłem sceptyczny co do gry Barcelony po zatrudnieniu Guardioli. Początki rzeczywiście były trudne, ale widać, że pasja, zaangażowanie i identyfikacja tak z Barceloną, jak i Katalonią pozwoliły młodemu i pozbawionemu doświadczenia trenerowi dokonania czegoś wielkiego. Zanosi się na to, że już w pierwszym sezonie Blaugrana sięgnie po dublet, a może nawet po trzy korony.

19:25, martinez-4ever , PIŁKA NOŻNA
Link Dodaj komentarz »
środa, 06 maja 2009
Czar prysł a piłka (Barca) jest nieprzewidywalna

Barcelona nie zagrała tak finezyjnie i kosmicznie jak w sobotę na Santiago Bernabeu, ale jedna magiczna akcja wystarczyła, aby zapewnić sobie awans. „Katalończycy" zagrali dużo gorzej niż w sobotę, ale w dużej mierze była to zasługa piłkarzy Chelsea, którzy całkowicie zneutralizowali poczynania Blaugrany. 

Przed meczem piłkarze Barcy zapowiadali, że w Londynie zagrają jak w Madrycie, ale piłkarze Chelsea przypominali, że Chelsea to nie Real Madryt i zapewniali, że zagrają zupełnie inaczej niż „Królewscy". Tak też się stało. Barcelona zupełnie nie przypominała drużyny, która w zeszły weekend została obdarzona mianem jednej z najpiękniej grających drużyn w ostatniej dekadzie a nawet w historii piłki nożnej, mimo że jeszcze niczego nie osiągnęła. Dzisiaj okazało się, że takie stwierdzenia były dużo przedwczesne, bowiem Barcelona zupełnie nie zasłużyła na awans. Chelsea nie dość, że perfekcyjnie przeszkadzała w rozgrywaniu akcji, to jeszcze groźnie atakowała i szybko strzeliła bramkę.

Jedna magiczna akcja, w której Messi doskonale podał do Iniesty przed pole karne sprawiła, że jeden (!) jedyny strzał „Katalończyków" w światło bramki zakończył się golem. Było w tym dużo szczęścia i przypadku, bo wcześniej Barcelona nie przeprowadziła żadnej (!) składnej akcji, a ci na których liczono najbardziej, czyli Messi, Eto'o, Keita, Xavi, Iniesta i Dani Alves byli zupełnie niewidoczni. No, może poza tym, że ofensywnie grający Alves pierwsze udane zagranie w pole karne Chelsea zaliczył po 70 min. gry. Do tego czasu raził a nawet irytował swoją niedokładnością.

Chelsea może czuć się rozgoryczona nie tylko, dlatego że dominowała w tym meczu, ale także, dlatego że norweski sędzia nie odgwizdał, co najmniej trzech karnych, które najzwyczajniej należały się „The Blues". Inna sprawa, że notoryczne przewracanie się Drogby przy każdym kontakcie z pikarzem Barcy, było denerwujące, ale ten typ tak już ma. Niezależnie jednak od postawy Drogby sędzia mylił się i robił to wyłącznie na korzyść Barcelony.

Po pierwszym meczu, gdy Guardiola i katalońscy dziennikarze narzekali na sędziego, Hiddink mówił, że to historia i to już było. Po meczu rewanżowym musi zrobić to samo mimo, że prowadzony przez niego klub stracił awans w dramatycznych okolicznościach.
 
23:22, martinez-4ever , PIŁKA NOŻNA
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 22 lutego 2009
Wreszcie...

… przegrała Barcelona. Stało się to, co musiało stać się wcześniej. Nie ma drużyn niepokonanych a każda seria zwycięskich meczów czy nieprzebranych meczów zawsze znajduje swój koniec. Dla Blaugrany tym boleśniejszy, że w derbowym meczu z Espanyolem. Dodatkowo, a to właśnie chyba przelewa czarę goryczy, katem Barcelony okazał się jej wychowanek Ivan de la Pena. Pewnym wytłumaczeniem porażki jest fakt, że przez prawie dwie trzecie meczu Barcelona grała w osłabieniu.

 

Od dawna widać było, że Katalończycy nie grają tak skutecznie i magicznie jak na początku sezonu, ale z drugiej strony to cały czas wystarczało, bo wygrywali. Ostatnie mecze z Espanyolem (w Pucharze Króla) zapowiadały, że rywal tanio skóry nie sprzeda i postawi się faworyzowanej Barcelonie. Tak się stało, co przy kolejnym zwycięstwie Realu Madryt oznacza, że rywalizacja o tytuł mistrzowski wcale nie jest rozstrzygnięta. Siedem punktów straty to dużo i mało, ale do końca sezonu jeszcze czternaście ligowych kolejek a to dużo. Wiele może się jeszcze wydarzyć.

 

Przez wiele tygodni zastanawialiśmy się kiedy Barca wreszcie przegra a teraz zastanawiamy się kiedy wreszcie wygra i czy podniesie się po dwóch bolesnych ciosach. W końcu w dwóch ostatnich kolejkach zdobyła zaledwie jeden punkt a rozpędzony i wściekle goniący Barcelonę – madrycki Real aż sześć. Wcześniej zawracano uwagę, że Real gra świetnie, ale trafił w lidze na rewelacyjną Barcelonę, dlatego seria zwycięstw niewiele mu dawała. Teraz sytuacja się trochę odwróciła, bo potknięcia Barcelony w innych ligach nie spowodowałyby tak znaczącej utraty przewagi, ale Katalończycy mają pecha, bo rewelacyjnie gra Real.

 

Wygląda na to, że Ci, którzy przydzielili już tytuł mistrzowski Barcelonie mogą się srodze zawieść. Wprawdzie Barcelona cały czas ma przewagę nad Realem, ale przewaga stopniała szybciej niż ktokolwiek (oprócz kibiców Królewskich) mógł przypuszczać. Będzie się jeszcze działo…

 

22:08, martinez-4ever , PIŁKA NOŻNA
Link Dodaj komentarz »
piątek, 30 stycznia 2009
Waleczny Espanyol

Wczoraj największy sportowy parias Barcelony (Espanyol) napędził sporo strachu faworyzowanej „Dumie Katalonii”.

 

Barcelona prowadziła już 3:0, ale po niepewnych interwencjach bramkarza Jose Pinto zrobiło się już tylko 3:2. Jakoś tak dzieje się w ostatnich kilku latach, że Espanyol nawet, gdy broni się przed spadkiem to urywa punkty faworyzowanej Barcelonie. Espanyol zawsze był w cieniu Barcelony, ale nie ma się co dziwić skoro największymi sukcesami Espanyolu były cztery Puchary Króla i dwa finały Pucharu UEFA. Tych osiągnięć nie da się porównać z Barceloną.

Espanyol, gnębiony za brak oporu wobec władzy królewskiej i generała Franco, mających siedziby w Madrycie, walczył do końca i tylko jedna bramka spowodowałaby, że piłkarski świat zaparłby dech. Nie wiem czy sukces Espanyolu nie ucieszyłby mnie bardziej niż planowa wiktoria Barcelony.

23:55, martinez-4ever , PIŁKA NOŻNA
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2
| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Tagi