Wpisy z tagiem: reprezentacja polski

poniedziałek, 22 kwietnia 2019
Rozczarowanie

Piłkarskie mistrzostwa Europy do lat 21 rozgrywane w Polsce w drugiej połowie czerwca 2016 r. zakończyły się sukcesem organizacyjnym i frekwencyjnym. Niestety, zabrakło najważniejszego, czyli sukcesu sportowego.

Reprezentacja prowadzona przez Marcina Dornę, mimo wielkich oczekiwań, w trzech meczach zdobyła tylko jeden punkt i nie awansowała do półfinału. Wydawało się, że drużyna, w której zagrają piłkarze o dużych umiejętnościach indywidualnych i doświadczeniu w grze poza granicami Polski (Milik, Zieliński, Linetty, Stępiński, Kapustka, Bielik) wsparci solidnymi i obiecującymi ligowcami mogą nawet powalczyć o medal. Zresztą w takiej nadziei kibice byli utrzymywani przez wiele miesięcy. Problem w tym, że Polacy grali tylko mecze towarzyskie i trudno było ocenić stopień ich przygotowania do turnieju. Portal weszlo.com poszedł nawet dalej i analizując składy rywali Polaków w meczach towarzyskich dowodził, że przeciwnicy „Biało-Czerwonych” wystawiali drugi, a nawet trzeci skład. Forma Polaków była wielką niewiadomą.

Turniej przyniósł wielkie rozczarowanie. Polacy odbili się od ściany. W każdym meczu byli gorsi od rywala. Okazało się, że nasze „gwiazdki”, zwłaszcza te ekstraklasowe, w porównaniu z zagranicznymi rywalami, odstają pod każdym względem.

Logo_UEFA_Euro_Poland_2017

Źródło: twitter.com.

Najsmutniejsze było to, że kadra utalentowanych piłkarzy prowadzona przez (podobno) utalentowanego trenera nie stanowiła drużyny. Trudno było oprzeć się wrażeniu, że w biało-czerwonych strojach biega zbieranina piłkarzy, którzy spotkali się na boisku po raz pierwszy. W pierwszej reprezentacji oprócz indywidualności, które tworzą szkielet drużyny całość stanowi monolit. Słabsi zawodnicy nadrabiają swoje braki walecznością i zaangażowaniem. Szkoda, że kadrowicze Dorny nie wzięli przykładu ze swoich starszych kolegów.

Pewnym utrudnieniem był fakt, że kreowani na liderów drużyny Milik i Zieliński nie otrzymali zgody Napoli na grę w mistrzostwach. Linetty i Stępiński starali się, ale mogli zaprezentować się lepiej. Kapustka już w pierwszym meczu doznał kontuzji, a Bielik nie wystąpił w żadnym meczu. Zresztą Bielik przegrał swoją szansę na jakikolwiek występ po wypowiedzi, w której ostro skrytykował trenera Dornę i jego warsztat pracy. Brak dwójki z Neapolu to poważne osłabienie, ale może nawet lepiej się stało, że nie zagrali, bo w ten sposób można było poznać prawdziwe oblicze polskiej kadry U21.

Polacy przystąpili do turnieju osłabieni i chyba nieprzygotowani do turnieju. Braki kondycyjne widoczne były u co najmniej kilku piłkarzy. Nie przypadkiem wielu z nich nie było w optymalnej formie i przechodziło problemy w rywalizacji o pierwszy skład w klubie.

Wspomniany Bielik narzekał na treningi i chyba miał rację, bo w grze Polaków nie było widać schematów, wyuczonych akcji, czy pojedynczych zagrań, co obciąża trenera Dornę. Tak samo, jak fakt, że trener nie panował nad wydarzeniami na boisku. W meczach ze Słowacją i Szwecją powtórzył się ten sam scenariusz. Polacy stosunkowo szybko strzelali gola, a później oddawali inicjatywę przeciwnikom i tracili dwie bramki. Sytuacja powtórzyła się dwukrotnie, co także obciąża trenera Dornę, który z opóźnieniem reagował na wydarzenia na boisku. Trener Dorna uchodzi za młodego, zdolnego i utalentowanego, ale ten turniej chyba go przerósł tak samo jak, a właściwie przede wszystkim, trenowanych przez niego piłkarzy. Smutne rozczarowanie.

 

Źródła: własne, twitter.com.

sobota, 20 kwietnia 2019
Frekwencyjna porażka turnieju siatkarek

Warszawski turniej kwalifikacyjny do siatkarskich mistrzostw świata kobiet zakończył się porażką tak sportową, jak i frekwencyjną. Polki nie tylko nie awansowały do mistrzostw, ale nie zakwalifikowały się do turnieju barażowego. Co więcej, turniej obejrzało niewielu widzów.

Organizacja jakiejkolwiek imprezy sportowej w dużym mieście, w którym jest wiele różnych atrakcji i możliwości spędzania wolnego czasu, zawsze jest ryzykowna. Z tego też powodu ważne jest odpowiednie rozreklamowanie imprezy, a takiego w Warszawie z całą pewnością nie było. Warszawski Torwar gościł już trzecią dużą imprezę w ostatnim czasie (Puchar Świata w taekwondo i Mistrzostwa Europy w judo), ale wszystkie łączyło to, że w mieście brakowało o nich informacji. Tak naprawdę, spośród imprez organizowanych na Torwarze w ostatnich latach chyba tylko zawody jeździeckiego Pucharu Świata i finał Pucharu Polski piłkarzy ręcznych w 2015 r. mogły liczyć na odpowiednie rozreklamowanie.

Trudno wskazać przyczynę, dla której w Warszawie brakowało informacji o turnieju kwalifikacyjnym siatkarek. Być może organizatorom zabrakło środków na odpowiednią promocję turnieju. Być może liczono, że na fali zainteresowania siatkówką trybuny „same” zapełnią się. Takie jednak myślenie byłoby błędne, bo siatkówka żeńska nawet w okresie sukcesów polskich „Złotek” pozostaje w cieniu męskiej siatkówki.

Logo_turniej_starkarek_Torwar_2017

Źródło: torwar.cos.pl.

Podczas warszawskiego turnieju rozegrano piętnaście meczów, które obejrzało łącznie 5.734 widzów (średnio 382 widzów na mecz). Zgodnie z przewidywaniami najwięcej widzów zgromadziły mecze gospodyń. Pięć meczów Polek obejrzało 4.416 widzów (średnia 883), a pozostałe dziesięć spotkań obejrzało zaledwie 1.318 widzów (średnia 132).

Jak łatwo można było przewidzieć największą widownię zgromadziły mecze rozgrywane przez weekend i mecze rozgrywane najpóźniej. Spotkania odbywały się o godzinie 15:30, 18:00 i 20:30. Pięć meczy rozgrywanych o godz. 15:30 obejrzało łącznie zaledwie 400 widzów (średnia 80), przy czym trzy mecze obejrzało mniej niż stu widzów. Spotkania o 18:00 cieszyły się ponad dwukrotnym zainteresowaniem widzów – 918 (średnia 184), natomiast spotkania o 20:30 to były mecze „Biało-Czerwonych”, dlatego widownia była zdecydowanie najlepsza – 4.416 (średnia 883). Turniej był rozgrywany przez pięć dni i każdego kolejnego dnia liczba widzów stopniowo rosła. Najmniej widzów obejrzało trzy mecze pierwszego dnia turnieju (740), a najwięcej – ostatniego dnia (1.326).

Jak widać frekwencja nie tylko nie powalała na kolana, ale była na granicy przyzwoitości. Warto zastanowić się, czy turniej nie powinien być rozgrywany w mniejszym mieście, a zwłaszcza takim, w którym przyjazd sześciu żeńskich reprezentacji, a zwłaszcza Polek, byłby niesamowitym wydarzeniem.

 

 

Źródła: własne, cev.lu, pl.wikipedia.org.

Polki zmiecione przez Serbki, nie zagrają w Mistrzostwach Świata 2018

W ostatnim dniu turnieju kwalifikacyjnego do mistrzostw świata siatkarek Polki gładko przegrały w hali warszawskiego Torwaru z faworyzowanymi Serbkami 0:3 (15:25, 16:25, 15:25). Mecz został rozegrany w niedzielę 28 maja 2017 r. i trwał zaledwie 66 minut.

Zwycięzca turnieju uzyskiwał bezpośredni awans do mistrzostw świata, zaś drużyna, która zajęła drugie miejsce miała jeszcze szansę awansu z turnieju barażowego. Pozostałe drużyny kończyły w Warszawie swoje starania o mistrzostwa świata. Zdecydowanymi faworytkami do pewnego zwycięstwa w turnieju były Serbki (zajmujące 3. miejsce w rankingu FIVB), wicemistrzynie olimpijskie z Rio de Janeiro (2016), wicemistrzynie Pucharu Świata (2015) i brązowe medalistki Mistrzostw Europy (2015). Poza tym, w ostatnich latach zajęły 7. miejsce w World Grand Prix (2016) i Mistrzostwach Świata (2014). Przed turniejem w Warszawie Serbki rozegrały dwa mecze w Belgradzie z Bułgarią. Pierwszy przegrały 2:3, a w drugi zremisowały 2:2. O drugą pozycję i awans do turnieju barażowego miały walczyć grające na podobnym poziomie – Polki (22. FIVB) i Czeszki (25.). Słowaczki (33.) mogły sprawić niespodziankę, ale tylko w meczach z Polkami i Czeszkami. Stawkę uczestników turnieju uzupełniły najsłabsze w tym gronie – Cypryjki (44.) i Islandki (97.).

W kadrze Serbii, która zjawiła się w Warszawie znalazły się aż cztery siatkarki związane z polską Orlen Ligą. Środkowa Stefana Veljković występuje w Chemiku Police od trzech sezonów. W tym klubie występowała także w sezonie 2016/2017 wychodząca na zmiany przyjmująca Jelena Blagojević. Od 2017 r. reprezentuje barwy DevelopRes Rzeszów. W sezonie 2014/2015 w Policach grała przyjmująca Sanja Malagurski, a w latach 2013-2015 atakująca Ana Bjelica. W niedalekiej przeszłości do kadry była powoływana rozgrywająca Danica Radenković, która występuje od 2017 r. w Muszyniace. W tym klubie grała także w sezonie 2014/2015, a w kolejnym reprezentowała barwy Atomu Trefl Sopot.

Serbki wydawały się poza zasięgiem rywalek i gromiły kolejne rywalki 3:0. Polki natomiast wygrały po 3:0 z Cypryjkami i Islandkami, 3:1 ze Słowaczkami, a z Czeszkami niespodziewanie przegrały 2:3 i żeby awansować musiały wygrać z Serbkami. Porażka z Czechami jest o tyle bolesna, że „Biało-Czerwone” prowadziły 2:1 w setach, a później w tie-breaku 8:2 i do końca seta zdobyły tylko… jeden punkt. Zwycięstwo nad południowymi sąsiadkami zapewniało Polkom awans do barażu, nawet w przypadku porażki z Serbią. Niestety wynik meczu z Czechami postawił Polki pod ścianą. Brak zwycięstwa z Serbią oznaczał zakończeniu udziału w eliminacjach, bez szans na grę w barażu!

2017.05.28_Polska_-_Serbia_(10)

W pierwszym secie Serbki rozpoczęły od mocnego uderzenia i na pierwszą przerwę techniczną przechodziły przy prowadzeniu 8:2. Wprawdzie Polkom udało się zmniejszyć stratę do czterech punktów (10:6), to po chwili Serbki zdobyły trzy kolejne punkty (13:6), a na drugą przerwę techniczną schodziły z przewagą dziewięciu punktów (16:7). Największą przewaga wynosiła trzynaście (!) punktów (21:8). „Przyjęcie na poziomie 64-procent pozwoliło im na kreatywną siatkówkę, która zdawała się przerastać biało-czerwone.” (cyt. za: pzps.pl). W końcówce seta przy zagrywce Joanny Wołosz Serbki popełniły kilka błędów i ostatecznie wygrały 25:15. „Jednostronnego seta zakończył autowy serwis Agnieszki Kąkolewskiej.” (cyt. za: siatka.org).

Drugi set był bardziej wyrównany, ale tylko do czasu. Polki prowadziły 4:2, a na pierwszą przerwę techniczną schodziły z minimalnym prowadzeniem (8:7). Później prowadziły Serbki, ale Polki trzymały dystans (16:14). „(…) mogło się jeszcze wydawać, że Polki nawiążą walkę, zwłaszcza że kolejną akcję rozstrzygnęły na swoją korzyść, po tym jak zablokowana została Tijana Bosković. Tyle że pięć kolejnych punktów zdobyły Serbki (21:15), a jedyne "oczko" w tej partii padło po zepsutej zagrywce Bosković.” (cyt. za: eurosport.onet.pl). Zresztą w tym secie „Tijana Bosković (…) zrobiła większą różnicę” (cyt. za: sportowefakty.wp.pl).  Polki wygrały tylko dwie piłki i przegrały seta 16:25. „Asem serwisowym seta zakończyła Tijana Malesević” (cyt. za: sportowefakty.wp.pl).

2017.05.28_Polska_-_Serbia_(74)

Choć reprezentacja Serbii po dwóch wygranych partiach zapewniła sobie udział w przyszłorocznych mistrzostwach świata, na parkiecie pozostała ta sama szóstka. A Polki nadal nie znalazły na nią recepty (…)” (cyt. za: sportowefakty.wp.pl), choć szanse na awans poprzez baraż były, ale trzeba było wygrać trzy kolejne partie. W trzecim secie Serbki prowadziły z przewagą 2-3 punktów, ale Polki dwukrotnie doprowadziły do remisu (4:4, 8:8). Faworytki uzyskały jednak aż dziewięć punktów przewagi (20:11) i stało się jasne, że Polki nie wygrają nawet seta. Ostatecznie Serbki zwiększyły jeszcze przewagę i wygrały 25:15 po ataku Brankicy Mihajlović. „Biało-Czerwone po raz drugi z rzędu nie zagrają w mistrzostwach świata. Cztery lata temu tej szansy pozbawiła je reprezentacja Belgii, podczas turnieju w Łodzi.” (cyt. za: sportowefakty.wp.pl).

Dominacja Serbek w turnieju została potwierdzona nie tylko bezpośrednim awansem do przyszłorocznych mistrzostw świata, ale licznymi nagrodami indywidualnymi. MVP turnieju i najlepszą atakującą została wybrana Tijana Bosković (Serbia). Pozostałe nagrody otrzymały: najlepsza przyjmująca – Brankica Mihajlović (Serbia) i Michaela Mlejnkova (Czechy), najlepsza blokująca – Stefana Veljković (Serbia) i Agnieszka Kąkolewska (Polska), najlepsza libero – Silvija Popović (Serbia) i najlepsza rozgrywająca – Bojana Żivković (Serbia).

2017.05.28_Polska_-_Serbia_(15)

Trener Jacek Nawrocki ma nad czym pracować ze swoimi podopiecznymi.

Trener przegranych Jacek Nawrocki „nie krył, że niektóre zawodniczki nie udźwignęły ciężaru ważnych meczów” (cyt. za: eurosport.onet.pl), zaś prezes PZPS Jacek Kasprzyk wskazywał na szerszy problem polskiej kadry siatkarek widząc jednak szansę na lepsze „Reprezentacja Polski wymaga rewolucji (…) Pierwszy raz od kilku lat nasze kadetki wywalczyły awans na mistrzowską imprezę, więc zaplecze posiadamy. Potrzeba tylko czasu, by dołączyć do najlepszych drużyn w Europie i na świecie (…) Teraz nie czeka nas zmiana pokoleniowa, ale zmiana na kilku pozycjach.” (cyt. za: eurosport.onet.pl).

 

28 maja 2017 r., godz. 20:30, Warszawa, Hala „Torwar”

Turniej kwalifikacyjny Mistrzostw Świata 2018

Polska – Serbia 0:3 (15:25, 16:25, 15:25)

Polska: 5. Agnieszka Kąkolewska 5, Berenika Katarzyna Tomsia 11, 10. Zuzanna Efimienko 3, 14. Joanna Wołosz 1, 16. Natalia Mędrzyk 3, 17. Malwina Smarzek 1, 9. Aleksandra Krzos (libero) – 2. Gabriela Polańska 2, 4. Patrycja Polak,  11. Tamara Kaliszuk, 15. Martyna Grajber 4, 13. Agata Witkowska (libero) oraz zawodniczki, które nie zagrały: 1. Maja Tokarska, 20. Marlena Pleśnierowicz.

Trener: Jacek Nawrocki.

II trener: Waldemar Kawka.

Serbia: 4. Bojana Zivkovic 4, 6. Tijana Malesevic 6, 9. Brankica Mihajlovic 9, 11. Stefana Veljkovic 6, Jovana Stevanovic, 15. Jovana Stevanović 10, 19. Tijana Bosković 21, 17. Silvija Popovic (libero) – 7. Ana Antonijević oraz zawodniczki, które nie zagrały: 1. Bianka Busa, 3. Sanja Malagurski, 5. Mina Popović, 13. Ana Bjelica, 14. Nadja Ninković, 20. Jelena Blagojević (libero).

Trener: Zoran Terzic,

II trener: Branko Kovacevic

Sędziowali: Evgeny Makshanov (Rosja) i Monika Ujhazi (Węgry).

Widzów: 1326.

 

Źródło: własne, sportowefakty.wp.pl, pzps.pl, sport.pl, eurosport.onet.pl, siatka.org, cev.lu. E. Kowalczyk, Polki zaprzepaściły szansę, „Przegląd Sportowy” z dnia 29 maja 2017 r., s. 28-29.

Hokejowa katastrofa

W piątek 28 kwietnia 2017 r. reprezentacja Polski w hokeju na lodzie miała walczyć z Austrią o zwycięstwo i przedłużenie szans na grę w hokejowej elicie, a tymczasem przegrała kompromitująco 0:11.

Polacy występowali w turnieju Dywizji IA, rozgrywanym w Kijowie. We wcześniejszych meczach przegrali z Koreą Południową 2:4 i z Kazachstanem 0:1 po dogrywce oraz pokonali Ukrainę 2:1 i Węgry 2:0. Polacy zachowali szanse na awans, ale potrzebowali własnego zwycięstwa i korzystnego rezultatu w jednym z dwóch innych meczów.

O meczu z Austrią

Pojedynek z Austrią był po prostu fatalny. Austriacy „Od samego początku zepchnęli nasz zespół do głębokiej defensywy. Byli bardziej zdeterminowani, lepiej zorganizowani i znacznie szybciej poruszali się po lodzie. Kreowali też groźniejsze okazje i co najważniejsze z ogromną łatwością zdobywali bramki.” (cyt. za: hokej.net). W pomeczowych relacjach podkreślano, że Austriacy byli skuteczni do bólu i wychodziło im niemalże wszystko, w przeciwieństwie do Polaków. „Biało-czerwoni” marnowali swoje sytuacje strzeleckie i nie potrafili wykorzystać nawet rzutu karnego.

2017.04.28_Polska_-_Austria_(1)

Źródło: wmia2017.com.

Polski hokeista Krystian Dziubiński powiedział po meczu: „To jest blamaż, dla nas przede wszystkim. Jest nam wstyd za to co się stało (…) Po prostu nie wyszedł nam ten mecz całkowicie. Byliśmy wszędzie spóźnieni. (…) Przepraszam jeszcze raz wszystkich za tą porażkę (…) Rywal miał swój dzień, wszystko im wchodziło a nawet więcej jak wszystko.” (cyt. za hokej.net). Natomiast trener Jacek Płachta przyznał, że nie wie, co się stało i dlaczego mecz z Austrią zakończył się kompromitacją. Płachta podkreślał, że ten wynik nie może zatrzeć dobrej gry Polaków w poprzednich meczach i ważnym jest, aby wyciągnąć wnioski z całego turnieju i porażki z Austrią.

Porażki z Austrią można było się spodziewać, bowiem poziom drużyn występujących na zapleczu elity jest raczej wyrównany. Trudno było jednak przewidzieć takie rozmiary tej klęski. Obiektywnie patrząc Austriacy są lepsi – mają lepszą reprezentację, lepsze kluby i większe pieniądze inwestowane w hokej. W rankingu IIHF Austria zajmuje 17. miejsce, zaś Polska jest niewiele niżej, na 20. miejscu.

Jeszcze w zeszłym roku w katowickim turnieju Dywizji IA, Polacy pokonali Austrię, ówczesnego spadkowicza z najwyższego szczebla MŚ, 1:0 w Katowicach. Dwa lata wcześniej Polacy przegrali z Austrią 2:4 w turnieju EIHC (Euro Ice Hockey Challenge), rozgrywanym w Janowie.

2017.04.28_Polska_-_Austria_(2)

Źródło: wmia2017.com.

Historyczny wymiar kompromitacji

Tak wysokiej porażki z Austrią, „Biało-czerwoni” doznali… 70 lat temu. W Mistrzostwach Świata w Pradze w 1947 r. Polska przegrała z Austrią 2:10. Ostatni raz wynikiem dwucyfrowym Polacy przegrali w 1995 r. W ówczesnej grupie „B” ulegli Słowacji 0:10. Zresztą klęska z Austrią była największa od MŚ w 1989 r., kiedy w MŚ w Sztokholmie przegrali z Czechosłowacją 0:15. W tamtym turnieju Polacy zanotowali ostatnią porażkę 0:11 (z Kanadą), a poza tym przegrali różnicą jedenastu goli z ZSRR (1:12). Od tamtej pory tylko dwukrotnie udało im się awansować do hokejowej elity (1991, 2001). Ostatni raz w turnieju mistrzowskim jedenaście goli Polacy stracili w Bratysławie 4 maja 1992 roku, gdy przegrali 1:11 z Niemcami. Smutne jest to, że od czasu utworzenia Dywizji IA w światowym hokeju w 2011 roku, aż do tej pory żadna ekipa nie pokonała innej różnicą większą niż sześć goli!

Podsumowanie

Pozostaje pocieszyć się tym, że mecz z Austrią jest już poza nami, przez trzy lata z rzędu Polacy walczą o awans do elity, a najwyższej porażki 0:20 Polacy doznali ponad 40 lat temu, gdy 11 kwietnia 1973 r. przegrali takim wynikiem w Moskwie w meczu z gospodarzami.

 

Źródła: własne, wmia.2017.com, iihf.com, sport.pl, sportowefakty.wp.pl, eurosport.onet.pl, hokej.net pl.wikipedia.org.

wtorek, 16 kwietnia 2019
Lewandowski oglądał loty narciarskie

Robert Lewandowski był gościem specjalnym w Oberstdorfie podczas konkursu lotów narciarskich w ramach Pucharu Świata (5 lutego 2017 r.). Obecność futbolowej gwiazdy i celebryty jest dobrą okazją do głębszej refleksji nad propagowaniem skoków narciarskich.

Dzień wcześniej Bayern zremisował w Bundeslidze z Schalke Gelsenkirchen 1:1 po golu Lewandowskiego. Polski napastnik wykorzystując okazję przemierzył z przyjaciółmi 170 kilometrów dzielących Monachium i Oberstdorf, aby obejrzeć wspomniane zawody.

Obecność Lewandowskiego była niespodzianką i wywołała spore poruszenie, nawet wśród skoczków! Do zdjęć w pierwszej kolejności pozowali dwaj najlepsi skoczkowie obu konkursów rozgrywanych w Oberstdorfie, czyli Stefan Kraft i Andreas Wellinger. Właśnie w takiej kolejności stanęli na podium i w sobotę i w niedzielę. Do zdjęcia z „Lewym” pozowali także Polacy – Maciej Kot i Piotr Żyła (razem) oraz Stefan Hula. Poza tym, Lewandowskiego uchwycono na niepozowanych fotkach z Kamilem Stochem, choć skoczek z Zębu nie był zbyt radosny po zajęciu 9. miejsca, a także z Walterem Hoferem i Stefanem Horngacherem.

Wellinger_Lewandowski_Kraft

Źródło: sportowefakty.wp.pl.

Komentujący zawody w studio TVP, Rafał Kot, były fizjoterapeuta kadry, a prywatnie ojciec Macieja Kota, przypomniał, że przy okazji innych konkursów specjalnymi gwiazdami byli Niki Lauda i Valentino Rossi. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że FIS za mało robi dla popularyzacji skoków narciarskich. Jeśli chodzi o obecność celebrytów, to jest ona raczej sporadyczna. Warto wspomnieć, że kilka lat temu podczas konkursów w Zakopanem gościem specjalnym był Leo Beenhakker.

Dodatkowo, FIS robi za mało, aby uatrakcyjnić przebieg rywalizacji. Wygląda to tak, jakby po Turnieju Czterech Skoczni, w których zadebiutowała rywalizacja w systemie KO w pierwszej serii skoków, działacze FIS spoczęli na laurach. Oczywiście, później pojawiła się rywalizacja drużyn mieszanych, a także pomiary wiatru, rekompensaty, dodatkowe punkty, itd., ale zamiast uatrakcyjnić odbiór zawodów, to został on utrudniony. FIS w kwestii uatrakcyjnienia skoków ma jednak trudne zadanie. W przeciwieństwie bowiem do biegów narciarskich, czy narciarstwa alpejskiego, trudno jest rozegrać zawody pokazowe albo wymyślić nową formę rywalizacji. Nawet małej skoczni nie wybuduje się szybko z uwagi na skomplikowany proces budowniczy, jak i niewspółmiernie wysokie koszty. W przypadku biegów, czy narciarstwa alpejskiego, możliwości są ogromne. Biegi są przecież rozgrywane na ulicach miast. A co do rywalizacji, to dziwi, że FIS nie próbuje rozegrać, nawet celem przetestowania, rywalizacji w systemie KO, ale dla szesnastu lub ośmiu skoczków. FIS nie wprowadza rywalizacji drużyn dwuosobowych, na wzór sprintów drużynowych w biegach narciarskich albo np. rywalizacji na trzech skoczniach o różnych punktach konstrukcyjnych w tym samym mieście. FIS wreszcie nie zaprasza gwiazd światowego sportu i kontestuje ogromne zainteresowanie skokami narciarskimi w Austrii, Niemczech i Polsce. O słabnącym zainteresowaniu w Norwegii i innych państwach, nawet szkoda wspominać…

A wracając jeszcze do Lewandowskiego, to nazwał skoczków narciarskich „szaleńcami”, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu, bowiem chciał w ten sposób wyrazić swoje uznanie dla odwagi skoczków.

 

Źródła: własne, TVP, sportowefakty.wp.pl, pl.wikipedia.org.

Polacy z Pucharem Prezydenta IHF!

Polscy piłkarze ręczni zdobyli 23 stycznia 2017 r. Puchar Prezydenta Międzynarodowej Federacji Piłki Ręcznej po pokonaniu Argentyny 24:22. Media, a zwłaszcza TVP, epatowały tym zwycięstwem, jak nie wiadomo jakim sukcesem. Problem w tym, że był to typowy puchar pocieszenia dla największych przegranych, a polscy szczypiorniści ukończyli Mistrzostwa Świata na dalece niezadowalającym 17. miejscu.

Odmłodzona kadra prowadzona przez Talanta Dujszebajewa w fazie grupowej odniosła tylko jedno zwycięstwo w pięciu meczach. Polacy pokonali Japonię 26:25, ale przegrali z Norwegią 20:22, Brazylią 24:28, Rosją 20:24 i Francją 25:26. Wprawdzie nie były to zdecydowane porażki, a Polacy zasłużyli na słowa uznania za waleczność, ale mimo wszystko nie awansowali do zasadniczej fazy turnieju, czyli fazy pucharowej. W swojej grupie zajęli 5. miejsce i pozostało im rywalizować o miejsca 17-24. Najpierw „Biało-czerwoni” (nie bez problemów) pokonali Tunezję 28:26. W meczu o 17. miejsce, którego stawką, co wielokrotnie podkreślano w TVP, był Puchar Prezydenta TVP, Polacy zmierzyli się z Argentyną. Rywale, wbrew informacjom podawanym przez media (także na antenie TVP) wcale nie zajmowali 18. miejsce na każdych Mistrzostwach Świata od 2005 r. W 2005 r. rzeczywiście zajęli 18. miejsce, ale w 2007 – 16., 2009 – 18., 2011 – 12., 2013 – 18. i 2015 – 12. Prawdą jest natomiast, że od 2005 r. w każdej kolejnej edycji przegrywali swój ostatni mecz w turnieju.

Polacy wygrali ten mecz 24:22, choć porażka była naprawdę blisko, bowiem przegrywali już 17:22, a wspaniała gra w końcowej fazie meczu pozwolił wznieść to niezwykle cenne trofeum. Zresztą, czytając i słuchając dziennikarzy wypadałoby zastanowić się, czy Puchar Prezydenta IHF nie powinien być wymieniany wśród innych sukcesów „Biało-czerwonych” osiągniętych podczas mistrzostw świata, jak srebrny medal (2007) i trzy brązowe medale (1982, 2009, 2015)? Prawda jest jednak taka, że 17. miejsce to najniższe miejsce w historii występów męskiej reprezentacji podczas turnieju mistrzostw świata! Spośród 24 edycji rozegranych przed turniejem we Francji 2017, Polacy wystąpili w 14, a najgorsze miejsce jakie dotąd zajmowali to 14. (1970 i 1986).

Polacy_z_Pucharem_Prezydenta_IHF_2017

„Biało-czerwoni” z Pucharem Prezydenta IHF 2017.

Źródło: zprp.pl.

Jak widać w przypadku reprezentacji Polski to był rzeczywiście puchar pocieszenia. Zwłaszcza, że dwa kolejne mecze reprezentacji rozegrane w maju 2017 r. z Białorusią (porażka i remis) praktycznie pogrzebały szanse na awans do Mistrzostw Europy 2018. Mecze z naszymi wschodnimi sąsiadami zakończyły również przygodę Talanta Dujszebajewa z kadrą.

Kirgiz objął kadrę po nieudanym EuroHandballu 2016 rozegranym w Polsce i zastąpił Michaela Bieglera. Awansował z kadrą do Igrzysk Olimpijskich w Rio 2016, a także do francuskich Mistrzostw Świata 2017. W Rio Polacy nie grali dobrze, zwłaszcza w fazie grupowej, ale osiągnęli wysokie 4. miejsce, które rozbudziło apetyty i oczekiwania. Eksperci i byli zawodnicy podkreślali, że miejsce tuż za podium nie oddaje realnego stanu polskiej piłki ręcznej. Odmłodzenie kadry musiało odbić się na wynikach. Tak się stało podczas mistrzostw globu, ale gorzej, że Polacy kompletnie zawiedli podczas eliminacji do EuroHandballu. Wydawało się, że grupa z Serbią, Rumunią i Białorusią, choć wyrównana, nie powinna sprawić Polakom kłopotów w awansie. Tak się nie stało. Okazało się, że czasy twardzieli Bogdana Wenty już minęły, a następcy sporo muszą się jeszcze uczyć.

Dujszebajew zakończył pracę z kadrą z fatalnym bilansem osiągniętym w 29 meczach – 10 zwycięstw, 2 remisy i 17 porażek. Do tego dochodzą 3 zwycięstwa w nieoficjalnych meczach. Między sierpniem 2016, a styczniem 2017 Polacy osiągnęli mało chlubną serię dziesięciu kolejnych porażek. Utytułowany trener zawiódł, ale bardziej rozczarowujące było to, że kadra grała bez pomysłu, a Dujszebajew pozostawił ją w  totalnej rozsypce. Szansę na wykazanie się jako trener kadry otrzymał Piotr Przybecki.    

 

Źródła: własne, sportowefakty.wp.pl, sport.pl, pl.wikipedia.org, zprp.pl. W. Osiński, Nasze Orły dostały drugie życie, „Przegląd Sportowy” z dnia 16 stycznia 2017 r., s. 4-5. W. Osiński, Dziś bitwa o trofeum pocieszenia, „Przegląd Sportowy” z dnia 23 stycznia 2017 r., s. 6-7.

poniedziałek, 15 kwietnia 2019
Nagrody bloga za 2016 r.

W 2016 r. wydarzeniem nr 1 dla polskiej piłki był start Polaków w UEFA Euro 2016. Sukces jakim był ćwierćfinał zaowocował nagrodami dla Roberta Lewandowskiego, Adama Nawałki i reprezentacji Polski. Zresztą aż cztery z pięciu nagród powędrowały do tych samych laureatów, co rok wcześniej, bowiem obcokrajowcem roku został Nemanja Nikolić.

Piłkarz roku – ROBERT LEWANDOWSKI

Robert Lewandowski był zdecydowanie najlepszym polskim piłkarzem w 2016 r. Równą, wysoką, wręcz światową formę utrzymał przez cały rok, choć oczywiście miał gorsze okresy, to jednak liczby przemawiają zdecydowanie za nim. Z Bayernem wywalczył mistrzostwo, Puchar i Superpuchar Niemiec, a jesień 2016 r. Bayern zakończył na pozycji lidera Bundesligi. Trochę poniżej oczekiwań Bayern wypadł w Lidze Mistrzów, gdzie wiosną 2016 r. odpadł w ćwierćfinale z późniejszym finalistą – Atletico Madryt, a jesienią zajął w swojej grupie drugie miejsce właśnie za Atletico. Z reprezentacją „Lewy” osiągnął historyczny ćwierćfinał Euro 2016, a jesień „Biało-czerwoni” zakończyli pozycją lidera w swojej grupie eliminacji do mundialu w Rosji. Lewandowski był kluczowym piłkarzem tak Bayernu, jak i reprezentacji. W 2016 r. rozegrał 61 oficjalnych meczów (49 w Bayernie, 12 w reprezentacji Polski), w których zdobył aż 47 bramek i zaliczył 7 asyst! Rok wcześniej strzelił 49 goli w oficjalnych meczach (Cristiano Ronaldo 57, a Lionel Messi 51). Lewandowski po raz drugi w swojej karierze został królem strzelców Bundesligi (pierwszym od z co najmnej 30 bramkami w sezonie), a eliminacji mundialu zakończył jesienią jako lider klasyfikacji strzelców.

Seryjnym strzelaniem goli jesienią przesunął się na 2. miejsce w klasyfikacji strzelców polskiej kadry. Zdobył 42 gole i do liderującego Włodzimierza Lubańskiego tracił tylko sześć trafień. W Bukareszcie pobił jeden rekord należący do Lubańskiego – w pierwszych czterech meczach zaliczył bowiem siedem goli i był liderem klasyfikacji strzelców eliminacji do mundialu w Rosji. „Lewy” miał szansę jako pierwszy w historii piłkarz zostać jednocześnie królem strzelców eliminacji Euro i mundialu. Poza tym, pobił inny rekord – trafił do siatki w dziewięciu kolejnych meczach eliminacyjnych. Lewandowski podkreślał jednak, że nie interesują go indywidulane rekordy, jeśli nie są poparte sukcesami drużyny.

Lewandowski_strzela_gola_Portugalii_jastrzabpostpl

Radość Roberta Lewandowskiego po zdobyciu bramki przeciwko Portugalii.

Źródło: jastrzabpost.pl.

W Bundeslidze strzelił łącznie 133 gole i razem z Brazylijczykiem Giovanie Elberem zajmuje drugie miejsce na liście najskuteczniejszych obcokrajowców w historii Bundesligi i 23. wogóle. Do liderującego Claudio Pizzaro brakuj mu jednak 57 goli. „Lewy” w 2016 r. strzelił w Bundeslidze 27 goli, to jego najlepszy wynik. Do tej pory 25 strzelił w 2013 i 2015 r.

Lewandowski zajął 5. miejsce w rankingu najlepszych strzelców w rozgrywkach międzynarodowych 2016 r., prowadzonym przez Międzynarodową Federację Historyków i Statystyków Futbolu (IFFHS). Zdobył 15 bramek – 7 dla Bayernu w Lidze Mistrzów i 8 dla reprezentacji. Natomiast w rankingu IFFHS strzelców ligowych zajął 7. miejsce (30 goli).

To wszystko musi robić wrażenie! Żaden inny Polak nie zaliczył tak udanego roku. Pozostali zaliczali dobre występy przez jedną rundę i na tym się kończyło. Kroku „Lewemu” dotrzymywał tylko Kamil Glik, ale i sukcesy i osiągnięcie były znacznie mniejsze. Dobrze prezentował się Grzegorz Krychowiak, który zdobył z Sevillą po raz drugi Puchar Ligi Europy, ale po letnim transferze do PSG nie było już tak różowo. „Lewy”, jak mało który Polak zasłużył na tą nagrodę po raz szósty z rzędu.

Obcokrajowiec roku – NEMANJA NIKOLIĆ

Serbski napastnik z węgierskim paszportem był maszynką do strzelania goli. Wprawdzie nie strzelał jak jesienią 2015 r., gdy trafiał ze skutecznością kałasznikowa (21 ligowych goli), to jednak przez cały 2016 r. zdobył aż 30 goli w oficjalnych meczach Legii (19 w lidze, 5 w Pucharze Polski, 6 w eliminacjach i fazie grupowej Ligi Mistrzów). Nikolić walnie przyczynił się do sukcesów warszawskiego klubu na stulecie. Wprawdzie nie był playmakerem i nie zaliczył dziesiątek asyst, to wywiązywał się ze swojego zdania najlepiej jak mógł. Strzelał, strzelał i strzelał, a takich piłkarzy w polskiej lidze (zwłaszcza obcokrajowców) wcale nie było tak dużo w całej jej historii. Nikolić nie był jednak powszechnie doceniany z trzech powodów – nie był takim superstrzelcem, jak jesienią 2015, nie był tak widoczny i nie absorbował uwagi kibiców, jak piłkarze drugiej linii i wreszcie nie uzależniał od siebie swojej drużyny, jak np. Kamil Vacek Piasta Gliwice albo Konstantin Vassiljew Jagiellonię Białystok. Nie można zapomnieć o wkładzie Nikolicia w awans do Ligi Mistrzów. To właśnie on strzelił pięć pierwszych goli Legii w eliminacjach do fazy grupowej. Nikolić jako jeden z pięciu obcokrajowców z polskiej ekstraklasy wystąpił na UEFA Euro 2016 (dwa mecze i tylko 39 minut).

Nikoli_2016_polsatsportpl

Nemanja Nikolić.

Źródło: polsatsport.pl.

Odkrycie roku – JAN BEDNAREK

Defensor Lech dokonał w 2016 znacznego progresu w swojej karierze. W Lech zadebiutował jesienią 2013 roku i w sezonie 2013/2014 dołożył jeszcze jeden występ. W kolejnym zagrał także dwa razy. Latem 2015 roku został wypożyczony do Górnika Łęczna, gdzie jesienią wystąpił w dziewięciu ligowych meczach (w pięciu od pierwszej minuty), ale gdy naszedł 2016 rok zobaczyliśmy nowego Jana Bednarka. Wiosną (jeszcze w barwach Górnika Łęczna) zagrał w ośmiu ligowych meczach, a w tym we wszystkich siedmiu w grupie spadkowej i we wszystkich od pierwszej minuty. Wprawdzie Górnik Łęczna spadł do I ligi, to jednak Bednarek był chyba największym wygranym drużyny z Lubelszczyzny. Gdy wrócił do Lecha niespodziewanie stał się podstawowym piłkarzem drużyny, która miała walczyć o mistrzostwo. Bednarek wystąpił w 19 oficjalnych meczach „Kolejorza” (15 w lidze, 4 w Pucharze Polski) i zdobył jedną bramkę. W latach 2013-2015 Bednarek wystąpił łącznie w 13 ligowych meczach, a w samym tylko 2016 r. w 23 w każdym od pierwszej minuty i w każdym prawie do ostatniego gwizdka sędziego. Świetne warunki fizyczne, pewność siebie, zdecydowanie i dobra gra głową wyróżniały młodego lechitę. Wprawdzie było wiadomo, że jest utalentowany, ale jego talent wystrzelił właśnie w 2016 r., a rekordowy transfer do Southamptonu (6 mln euro) latem 2017 r. nikogo nie mógł dziwić.

Bednarek_gol_przeciwko_Cracovii

Radość Jana Bednarka po zdobyciu bramki przeciwko Cracovii.

Źródło: okiemlechity.blogspot.com.

Trener roku – ADAM NAWAŁKA

Kontrkandydata nie było. Dobre występy kadry zarówno w pierwszej połowie roku (Euro!!!), jak i drugiej (eliminacje do mundialu) były możliwe dzięki trenerowi. Oczywiście, Nawałka w przeciwieństwie do swoich poprzedników otrzymał do gry w kadrze piłkarzy, którzy stanowią o sile swoich klubów i są rozpoznawalni w Europie. Fabiański, Glik, Piszczek, Krychowiak, Milik i Lewandowski to piłkarze znakomici, ale trzeba było ułożyć ich w drużynę, odpowiednio ustawić na boisku, zapewnić im partnerów do gry i znaleźć zmienników.

A.NawalkapodczaskonferencjiEuro2016sportpl

Adam Nawałka podczas konferencji prasowej w trakcie UEFA Euro 2016.

Źródło: sport.pl.

Drużyna roku – REPREZENTACJA POLSKI

Wybór mógł być tylko jeden – reprezentacja Polski! Historyczny ćwierćfinał UEFA Euro 2016 to największy sukces kadry narodowej od 34 lat i 3. miejsca w hiszpańskim mundialu. Co więcej, jesienią kadra, mimo remisu z Kazachstanem, potwierdziła wysoką formę, a trzy kolejne zwycięstwa z Danią, Armenią i Rumunią wywindowały „Biało-czerwonych” na pozycję lidera w swojej grupie. Reprezentacja grała na tym samym poziomie, tworzyła dobrze funkcjonujący kolektyw, w którym każdy piłkarz zna swoje miejsce w szeregu. I nawet „afera hotelowa” nie może zmienić tego wizerunku, z takiej reprezentacji można być dumnym. W 2016 r. reprezentacja nie przegrała żadnego meczu o punkty, a z późniejszym mistrzem Europy odpadła na Euro dopiero po karnych.

Reprezentacja_Polski_przed_wierfinaem_Euro_2016_pzpnpl

Reprezentacja Polski przed meczem ćwierćfinałowym UEFA Euro 2016.

Źródło: pzpn.pl.

W klubowej piłce niezłą skutecznością na stulecie klubu wykazała się Legia – mistrzostwo, puchar i awans do Ligi Mistrzów, ale jesień przyniosła też fatalne występy w lidze, kompromitującą porażkę z Borussią Dortmund i odpadniecie z Pucharu Polski z pierwszoligowym Górnikiem Zabrze. To, co popsuł Besnik Hasi, ratował z niezłym skutkiem Jacek Magiera – trzecie miejsce w lidze po jesieni i niespodziewany awans do1/16 finału Ligi Europy. Słodko-gorzki rok jubileuszu nie mógł jednak przyćmić sukcesów reprezentacji.

 

Źródła: własne, 90minut.pl, sport.pl, jastrzabpost.pl, okiemlechity.blogspot.com, polsatsport.pl, pzpn.pl. „Fakt” z dnia 24-26 grudnia 2016 r., s. 20-21. T. Włodarczyk, „Lewy” wyznacza nowe granice, „Przegląd Sportowy” z dnia 14 listopada 2016 r., s. 4. M. Szmigielski, Kolekcjoner goli oraz rekordów, „Przegląd Sportowy” z dnia 5 grudnia 2016 r., s. 16.

sobota, 06 kwietnia 2019
Lewandowski – mistrz ciętej riposty

W rozegranym 11 listopada 2016 r. meczu eliminacji mundialu 2018, reprezentacja Polski pokonała w Bukareszcie Rumunię 3:0 (1:0). Dwie bramki w końcówce meczu zdobył Robert Lewandowski odpowiadając w ten sposób na zachowanie kibiców gospodarzy.

Na National Arena Polacy prowadzili od 11. minuty, gdy gola po pięknym rajdzie zdobył Kamil Grosicki. Polacy dominowali w tym meczu. Nie stwarzali sobie dogodnych sytuacji, ale zupełnie zneutralizowali poczynania gospodarzy.

Dla Rumunów był to mecz ostatniej szansy, bo przecież stracili punkty w meczach z Czarnogórą i Kazachstanem i może dlatego kibice, jak i piłkarze nie wytrzymali napięcia. Rumuńscy kibice rzucali na boisko petardy, aż wreszcie w 54. minucie spotkania jedna z nich wybuchła w polu karnym „Biało-Czerwonych” tuż obok Lewandowskiego. Polski napastnik został ogłuszony i padł na murawę. Wprawdzie sędzia przerwał na chwilę spotkanie, ale zrobiło się niebezpiecznie, a polscy piłkarze mogli czuć się zagrożeni.

Lewandowski_-_wybuch_petardy_(1)

Na zdjęciu po lewej stronie widać petardę wybuchającą w pobliżu Roberta Lewandowskiego.

Źródło: party.pl.

Lewandowski_-_wybuch_petardy_(2)

Źródło: pap.pl.

W polskich mediach przetoczyła się fala spekulacji, czy sędzia powinien przerwać mecz, ale (ku mojemu zdziwieniu) prezes PZPN Zbigniew Boniek, jak i były prezes Michał Listkiewicz zgodnie stwierdzili, że sędzia podjął prawidłową decyzję o kontynuowaniu spotkania.

Oszołomiony Lewandowski wrócił do gry, a przez kilka minut sprawiał rażenie nieobecnego, jakby nie wiedział, co się dzieje. W końcu jednak wziął sprawy w swoje ręce i doskonale odpowiedział kibicom gospodarzy, czyli tak, jak najlepiej potrafi – strzelając dwie bramki. W 82. minucie i 90. minucie z rzutu karnego potwierdził przewagę i dominację Polski w tym spotkaniu.

Lewandowski_wykonuje_karnego_w_Bukareszcie

Lewandowski ustala wynik meczu Rumunia – Polska (0:3) skutecznie egzekwując rzut karny w doliczonym czasie gry.

Źródło: sport.dziennik.pl.

Co ważne, gdy Lewandowski leżał na murawie, Polacy nie awanturowali się z rumuńskimi piłkarzami i kibicami. Nie szukali żadnego rewanżu, tylko podeszli do sprawy jak profesjonaliści. Swoje uwagi i zapewne poczucie niebezpieczeństwa zgłosili do sędziego. Rumuńskim piłkarzom nic nie mówili, bo przecież to nie ich wina, że tak zachowują się ich kibice. Zresztą na twarzach rumuńskich piłkarzy widać było zakłopotanie, zażenowanie i po prostu wstyd. A Lewandowski zachował się z największą klasą. Emocje i energię, które mógł stracić na niepotrzebne gestykulowanie i wyrażanie swojego niezadowolenia zostawił na ostatnie dziesięć minut meczu.

O karach wymierzonych rumuńskiej federacji przez FIFA szkoda nawet wspominać z uwagi na niezrozumiałą pobłażliwość.

 

Źródła: własne, 90minut.pl, sport.pl, party.pl, pap.pl, sport.dziennik.pl.

środa, 03 kwietnia 2019
Blisko kompromitacji

Reprezentacja Polski pokonała Armenię 2:1 (1:1) w meczu eliminacji piłkarskich mistrzostw świata w Rosji w 2018 r., ale styl gry Polaków pozostawiał wiele do życzenia. Zwłaszcza, że Polacy od 30. Minuty grali z przewagą jednego piłkarza, a zwycięską bramkę w ostatniej akcji meczu zdobył niezawodny Robert Lewandowski. Mecz rozegrano we wtorek 11 października 2016 r. na Stadionie Narodowym w Warszawie.

2016.10.11_Polska__Armenia_2

Już w 40. sekundzie w pole karne polskiej reprezentacji wbiegł Kamo Howhannisjan, ale wślizg Artura Jędrzejczyka zapobiegł groźnej akcji. To było poważne ostrzeżenie dla gospodarzy. W 4. minucie dośrodkował Robert Lewandowski, a Maciej Rybus z ostrego kąta strzelił głową w boczną siatkę. Dwie minuty później Piotr Zieliński podał do Lewandowskiego, który instynktownie uderzył piłkę z powietrza obok słupka. W 11. minucie Kamil Grosicki dośrodkował w pole karne, a Łukasz Teodorczyk nie trafił głową w piłkę, choć wydawało się, że znajduje się w doskonałej sytuacji. Dobitka Lewandowskiego została zablokowana. W następnej minucie po kolejnym dośrodkowaniu w pole karne gości, Teodorczyk oddał strzał głową w rękę Warazdata Harojana. To był bezdyskusyjny rzut karny, ale gwizdek słowackiego sędziego Ivana Kružliaka milczał jak zaklęty. W 17. minucie w pole karne dośrodkował Jakub Błaszczykowski, a Teodorczyk wykazał się brakiem wyczucia gry, bowiem wyskoczył do piłki zdecydowanie za wcześnie. Po kilkuminutowym przestoju w grze „w 25. minucie powinniśmy byli otrzymać rzut karny za zagranie ręką przez jednego z rywali po dośrodkowaniu naszego kapitana. Sędzia wskazał jednak tylko na rzut rożny” (cyt. za: eurosport.onet.pl). Po dośrodkowaniu Rybusa (według niektórych źródeł – Zielińskiego) z rzutu rożnego, Lewandowski oddał strzał głową, a znany z występów w polskiej ekstraklasie Lewon Hajrapetjan wybił piłkę z linii bramkowej. Polacy mieli przewagę, stwarzali sytuacje bramkowe, oddawali strzały, ale gra, mimo wszystko, „nie kleiła” się.Po półgodzinie gry posiadanie piłki oscylowało wokół 70-30 procent dla Polski, jednak dzielnie walczący w obronie goście skrzętnie realizowali swój plan wybijania Biało-Czerwonych z rytmu.” (cyt. za: eurosport.onet.pl).

W 28. minucie Gaël Andonian sfaulował Teodorczyka, a dwie minuty później sytuacja powtórzyła się i Ormianin opuścił boisko za czerwoną kartkę będącą następstwem dwóch żółtych kartoników. W tym momencie wydawało się, że los jest niezwykle łaskawy dla Polaków i absolutnie nie ma innej możliwości niż zwycięstwo. Jeśli ktoś myślał, że „Biało-czerwoni” rzucą się na gości, to grubo mylił się. Przewaga jednego gracza zadziałała na Polaków raczej deprymująco niż mobilizująco. W 32. minucie Polacy wykonywali rzut wolny, który zakończył się kompletnym niepowodzeniem, bowiem strzał Grzegorza Krychowiaka został zablokowany. Następnie z powodu kontuzji boisko opuścił Jędrzejczyk, a w jego miejsce pojawił się Paweł Wszołek. „W 41. minucie groźnie zaatakowali goście. Taron Woskanjan przebiegł z futbolówką kilkanaście metrów i podał do Artaka Grigorjana, a ten kopnął bez przyjęcia, ale była to próba niecelna.” (cyt. za: 90minut.pl). To trochę ożywiło gospodarzy. Jeszcze w tej samej minucie, w odpowiedzi, Polacy przeprowadzili szybką akcję, po której Lewandowski przestrzelił oddając uderzenie nad bramką z dwunastu-trzynastu metrów. W 43. minucie Teodorczyk oddał strzał z narożnika pola karnego prosto w ręce bramkarza gości Arsen Beglarjan. W pierwszej minucie doliczonego czasu gry Grosicki oddał strzał prosto w ręce Beglarjana, a w trzeciej doliczonej minucie Krychowiak strzelił z czternastu metrów obok słupka.

2016.10.11_Polska__Armenia_4

Drugą połowę Polacy rozpoczęli fantastycznie, bowiem już w 48. minucie objęli prowadzenie. Po dośrodkowaniu Rybusa w pole karne Lewandowski tak naciskał na Hrajra Mkojana, że ten skierował piłkę do własnej bramki. 1:0 dla Polski.

Niespodziewanie dwie minuty później był remis 1:1! Po faulu Macieja Rybusa, Ormianie wykonywali rzut wolny. Marcos Pizzelli ostro dośrodkował w pole karne, „nabiegający Warazdat Harojan nie trafił w piłkę, ale na tyle zmylił Fabiańskiego, że ten nie zdołał skutecznie interweniować” (cyt. za: Eurosport.onet.pl). Fabiański powiedział po meczu, że wydaje mu się, że w tej sytuacji mógł zrobić coś więcej. „Od kilku meczów w gruncie rzeczy powtarza się ten sam scenariusz. Wyjście na prowadzenie, ostatnio nawet podwyższenie wyniku (dziś dwukrotne!), a i tak ta kadra nie potrafi zamknąć spotkania, z wyrachowaniem wyczekiwać ostatniego gwizdka. To nie przystoi poważnym drużynom. Rzecz ewidentnie do poprawki.” (cyt. za: weszlo.com). Portal sportowefakty.wp.pl zwracał uwagę, że „Reprezentacja Polski ma problem z utrzymanie prowadzenia i dobiciem przeciwnika (…) dziewięć goli puścili w tym roku bramkarze reprezentacji Polski. Aż siedem z nich straciliśmy w drugiej połowie.”.

Trzy minuty po stracie bramki, Polacy przeprowadzili akcję, po której piłka przeleciała wzdłuż bramki, ale nikt nie zamknął akcji i nie skierował piłki do bramki gości. W 61. minucie Lewandowski oddał strzał obok bramki po podaniu spod linii bocznej. Dwie minuty później Krychowiak oddał mocny i niecelny strzał z dwudziestu metrów. W 69. minucie po dośrodkowaniu Wszołka, Lewandowski oddał strzał, po którym bramkarz złapał piłkę. Minutę później Grosicki oddał strzał z dwunastu metrów tuż obok słupka bramki gości. „W 73. minucie groźny kontratak przeprowadzili Ormianie. Araz Özbiliz biegł z futbolówką od połowy boiska, ale w sytuacji sam na sam z Fabiańskim oddał słaby strzał i nie zdołał pokonać polskiego golkipera.” (cyt. za: 90minut.pl). Dodać należy, że Ormianina dogonił przed pole karnym Thiago Cionek i zdecydował się na lob. Sześć minut później w doskonałej sytuacji w polu karnym, po zagraniu Lewandowskiego z klepki, znalazł się Zieliński. Mając przed sobą tylko bramkarza – przymierzył i… lekko, delikatnie podał mu piłkę. „Kilka minut później armeński bramkarz przytomnie interweniował po sytuacyjnym strzale rezerwowego Bartosza Kapustki. Próbował także debiutujący w reprezentacji Kamil Wilczek. Po jego ładnej główce piękną robinsonadą popisał się Beglarjan.” (cyt. za: Eurosport.onet.pl). W 87. minucie Lewandowski „dziubnął” piłkę w ręce bramkarza. „Ataki Polaków „były typowym biciem głową w mur” (cyt. za: legionisci.com).

W trzeciej minucie doliczonego czasu gry Araz Özbiliz wykorzystał błąd Cionka i popędził na polską bramkę, ale gdy zobaczył przed sobą tylko Fabiańskiego, strzelił tylko obok słupka. Ta akcja mogła pogrążyć Polaków i pozbawić ich jakiejkolwiek zdobyczy punktowej w meczu ze słabeuszem, który większą część meczu grał w liczebnym osłabieniu. Tak się jednak nie stało, a że stare piłkarskie porzekadło mówi, że „niewykorzystane sytuacje mszczą się”, to Polacy strzelili gola! Po akcji Ormian, sfaulowany został Bartosz Kapustka. Błaszczykowski z Lewandowskim chwilę porozmawiali, po czym „Błaszczu” precyzyjnie dośrodkował z rzutu wolnego, a „Lewy” pewnym strzałem głową zapewnił Polakom zwycięstwo 2:1!!!Sędzia Ivan Kruzilak nawet nie wznawiał gry. Ormianie leżeli na boisku, chowając twarze w dłoniach.” (cyt. za: sportowefakty.wp.pl).

Po meczu

Po meczu okazało się, że między meczem z Danią a Armenią, Polacy trochę poimprezowali, dlatego ich gra była daleka od poziomu przyzwoitości, którego można oczekiwać od ćwierćfinalisty UEFA Euro 2016. Wystawiając oceny indywidualne, to zwracała uwagę nieporadność i błędy Cionka, słaba gra Zielińskiego, który bez jakiejkolwiek samokrytyki stwierdził – „indywidualnie czuję, że zagrałem dzisiaj dobry mecz” (cyt. za: eurosport.onet.pl). Teodorczyk raczej irytował niż zachwycał, zwłaszcza gdy nieudolnie próbował wymusić rzut karny, choć trzeba mu przyznać, że czerwona kartka dla Andoniana była jego zasługą. „Teo” świetnie rozpoczął sezon w barwach Anderlechtu, ale z „Lewym” zupełnie się nie rozumie i z całą pewnością nie stanowi alternatywy dla kontuzjowanego Arkadiusza Milika. Krychowiak zagrał bardzo słaby mecz, Rybus i Grosicki byli niewidoczni albo popełniali błędy niedokładności, a przecież od tych ofensywnych graczy można wymagać zdecydowanie więcej. Tradycyjnie uratował nas Lewandowski wsparty niezawodnym Błaszczykowskim.

Po meczu Lewandowski podkreślał, że Polacy powinni rozstrzygnąć ten mecz wcześniej, a bez walki i pełnego zaangażowania nie da się wygrać spotkania w tej wyrównanej grupie. Fabiański uzupełnił, że Polacy mieli „trochę” szczęścia, choć trzeba go poprawić i powiedzieć, że w tym meczu, to Polacy mieli „furę” szczęścia.

Trener Nawałka opisał grę Polaków w charakterystyczny dla siebie sposób: „Brakowało spokoju, cierpliwości, rozegrania ataku pozycyjnego na dobrym poziomie, skuteczności. Nie mieliśmy jakości, dlatego przeżywaliśmy tak trudne momenty. Mam nadzieję, że ten mecz będzie dla nas dobrą lekcją.” (cyt. za: sportowefakty.wp.pl) i był to chyba najlepszy komentarz do gry Polaków.

Statystyki

„Biało-czerwoni” posiadali piłkę przez dwa razy więcej czasu niż Ormianie (67% - 33%). Przewagę Polaków odzwierciedlała także liczba strzałów (31:5), a w tym strzałów celnych (9:2), niecelnych (9:0) i zablokowanych (13:0). Poza tym, Polacy wykonywali więcej rzutów różnych (14:3) i oczywiście mieli więcej podań (603:215), w tym celnych podań (545:154) na większym poziomie dokładności (90% - 72%).

Rekordy Lewandowskiego

Lewandowski w meczu z Armenią zdobył bramkę nr 40 w barwach narodowych. W klasyfikacji strzelców wszechczasów reprezentacji zajmował czwarte miejsce za – Kazimierzem Deyną (41), Grzegorzem Lato (45) i Włodzimierzem Lubańskim (48), ale pod względem liczby bramek zdobytych w meczach o punkty zrównał się z Lubańskim (25), który nie strzelił ani jednego gola na mistrzostwach świata bądź Europy. Jak wyliczył portal sportowefakty.wp.pl, bramki „Lewego” przyniosły polskiej reprezentacji 11 punktów.

Polski napastnik strzelił co najmniej jedną bramkę w ósmym kolejnym meczu eliminacji do mistrzostw Europy lub świata. W meczach przeciwko Gruzji, Niemcom, Gibraltarowi, Szkocji, Irlandii, Kazachstanowi, Danii i Armenii zdobył czternaście goli. „Lewy” w dwóch meczach przeciwko Rumunii i Czarnogórze przedłużył serię do 11 meczów i 21 goli.

Zwycięski 11 października

Mecz z Armenią był ósmym rozegranym przez Polską reprezentację w XXI wieku w dniu 11 października, siódmym wygranym i szóstym z wynikiem 2:1 (Węgry, Portugalia, Czechy, Białoruś, Irlandia). Odstępstwa od tego wyniku stanowiło historyczne zwycięstwo 2:0 nad Niemcami i porażka 0:1 z Ukrainą.

Podsumowanie

Portal weszlo.com podkreślał, że Armenia grająca w dziesiątkę bez Mchitarjana na Narodowym nie powinna mieć nic do powiedzenia, a tymczasem pojawiła się „jakaś niepojęta, irracjonalna dramaturgia (…) Pudło Ozbiliza w ostatnich sekundach, ratująca nas od jednej z największych piłkarskich kompromitacji XXI wieku.”. Bardziej gorzko grę Polaków opisał portal sportowefakty.wp.pl: Nie umiemy po prostu wyjść na boisko i zrobić tego, co do nas należy. Nie mamy czegoś, co charakteryzuje dobre drużyny, nie jesteśmy powtarzalni..

 

11 października 2016, godz. 20:45 – Warszawa / Stadion Narodowy

Grupa „E” eliminacji Mistrzostw Świata w Rosji 2018

Polska 2-1 Armenia

Bramki: Hrajr Mkojan (48 min. – samobójcza) i Robert Lewandowski (90 min.) – Marcos Pizzelli (50 min.).

Polska: 22. Łukasz Fabiański – 16. Jakub Błaszczykowski, 15. Kamil Glik, 4. Thiago Cionek, 3. Artur Jędrzejczyk (34 min., 18. Paweł Wszołek) – 11. Kamil Grosicki (70 min., 7. Bartosz Kapustka), 10. Grzegorz Krychowiak, 19. Piotr Zieliński, 13. Maciej Rybus – 14. Łukasz Teodorczyk (85 min., 23. Kamil Wilczek), 9. Robert Lewandowski.

Rezerwowi, którzy nie zagrali: Szczęsny, Boruc – Lewczuk, Mączyński, Jodłowiec, Linetty, Peszko, Dąbrowski, Dawidowicz.

Trener: Adam Nawałka.

Armenia: 1. Arsen Beglarjan – 17. Wahagn Minasjan, 3. Warazdat Harojan, 15. Hrajr Mkojan, 5. Gaël Andonian, 20. Lewon Hajrapetjan – 13. Kamo Howhannisjan (60 min., 23. Araz Özbiliz), 11. Artak Grigorjan, 19. Karen Muradjan (34 min., 4. Taron Woskanjan), 21. Dawit Manojan – 8. Marcos Pizzelli (85 min., 16. Dawit Hakobjan).

Rezerwowi, którzy nie zagrali: Manukjan, Aiwazow – A. Woskanjan, Kartashjan, Korjan, Pogosjan, Badojan, Harutjunjan.

Trener: Varuzhan Sukiasjan.

żółte kartki: Cionek (35 min.), Błaszczykowski (87 min.) – Andonian 2 (28 min. i 30 min.), Beglarjan (73 min.), Mkojan (85 min.).

czerwona kartka: Gaël Andonian (30 min., Armenia, za drugą żółtą).

sędziowali: Ivan Kružliak jako sędzia główny, Martin Balko i Tomaš Mokoš jako sędziowie asystenci i Peter Kralović jako sędzia techniczny (wszyscy – Słowacja).

widzów: 44 786.

temperatura: 7C.

 

Źródła: własne, 90minut.pl, weszlo.com, sportowefakty.wp.pl, eurosport.onet.pl, uefa.com, legionisci.com.

poniedziałek, 01 kwietnia 2019
Armenia - rywal reprezentacji Polski

Jednym z przeciwników polskiej reprezentacji w eliminacjach do turnieju finałowego mistrzostw świata w Rosji w 2018 r. była reprezentacja Armenii uchodząca za outsidera, ale takiego, który jest niezwykle niewygodny, zwłaszcza w meczach rozgrywanych u siebie.

Wstęp

Po losowaniu eliminacji do mundialu 2018 „Przegląd Sportowy” charakteryzował przeciwnika Polaków następująco: „Ormianie nigdy nie grali w wielkim turnieju, ale w eliminacjach ostatniego mundialu nieoczekiwanie włączyli się do walki o awans, gromiąc między innymi Duńczyków 4:0 na wyjeździe (..) Największą gwiazdą drużyny jest Henrich MIchtarjan (…) Inna znana postać to bramkarz Roman Berezowski z Dynama Moskwa (…)”.

Herb

Herb Ormiańskiego Związku Piłki Nożnej jest okrągły. Znajduje się w nim futbolówka przed którą widoczny jest zarys gór nawiązujący do Araratu – masywu wulkanicznego (5137 m n.p.m.), który znajduje się na terenie Turcji i jest oddalony od Armenii o 16 km. Ararat jest jednak „symbolem Armenii, wyeksponowanym pośrodku jej godła i częstym motywem w sztuce. Góra, położona na historycznie ormiańskich terenach, chociaż obecnie poza terytorium kraju, jest głęboko zakorzeniona w świadomości Ormian. Jest obecna w ich literaturze i sztuce. Ararat jest też widoczny aż ze stolicy Armenii – Erywania (…) Ormianie swoje pochodzenie wywodzą od Hajka, prawnuka Noego (syn Togarma, syna Gomera, syna Jafeta), którego arka osiadła na górze Ararat (…).” (cyt. za: p.wikipedia.org). Na czerwonym obwodzie w górnej części herbu znajduje się biały napis „Football Federation Armenia”, zaś w dolnej, pomarańczowej części – skrót nazwy federacji w języku ormiańskim.

FFA_Armenia_logo

fanonfutbol.fandom.com.

Historia

Wprawdzie Armenia powstała w 1992 r., to jednak sukcesy ormiańskim sportowców zaczęły się niezwykle dawno temu. „Trdat III, ormiański książę, a późniejszy król, wygrał złoto w zapasach podczas 265 igrzysk olimpijskich (281 r.) (…) Varazdat, ormiański książę, a późniejszy król, wygrał złoto w boksie podczas 291 igrzysk olimpijskich (385 r.)” (cyt. za: weszlo.com).

Początków ormiańskiej piłki nożnej należy szukać w czasach Imperium Osmańskiego, gdy na początku XX wieku, pierwsze ormiańskie kluby były zakładane w Konstantynopolu, Smyrnie i wielu innych miastach. Pierwszy mecz między ormiańskim a tureckim klubem został rozegrany w 1906 r. Ormiański klub Balta-Liman spotkał się z Galatasaray. Balta-Liman został później rozwiązany, ale powstały kluby Araks i Tork.

Po rewolucji październikowej 1917 w Rosji na Armenię z zachodu i wschodu napadli Turcy. W 1918 proklamowano utworzenie Demokratycznej Republiki Armenii. W 1920 roku Turcja zajęła większość jej terytorium, bolszewicy wcielili pozostałą część do Związku Radzieckiego. 29 listopada 1920 została utworzona Armeńska SRR, która była częścią państwa radzieckiego przed powstaniem ZSRR 30 grudnia 1922, od 12 marca 1922 razem z Gruzją i Azerbejdżannem wchodziła w skład ZSRR jako część Zakaukaskiej Federacyjnej SRR, a 5 grudnia 1936 weszła w skład ZSRR bezpośrednio.” (cyt. za: pl.wikipedia.org). Pierwsza edycja mistrzostw Zakaukaskiej FSRR startowała w sezonie 1924, a rozgrywki z przerwami były organizowane do 1935 r. „W 1925 ormiańscy uchodźcy z Turcji założyli w Erywaniu pierwszy na terenie Armenii klub piłkarski Nairi, w 1934 roku w Giumri powstał Karmir Drosz, a potem następne. W 1934 po raz pierwszy startowały mistrzostwa wśród klubów. Potem od 1936 mistrzostwa Armeńskiej SRR rozgrywane spośród drużyn towarzystw sportowych pomiędzy ormiańskimi zespołami, które nie uczestniczyli w rozgrywkach Mistrzostw ZSRR. W sezonie 1941 mistrzostwa Armeńskiej SRR zostały zawieszone tak jak w końcu czerwca nastąpiła okupacja niemiecka. W 1945 ponownie startują mistrzostwa Armeńskiej SRR.” (cyt. za: pl.wikipedia.org). Największe sukcesy w latach siedemdziesiątych XX wieku odnosił Aratat Erywań, który powstał 10 maja 1935 r. jako Spartak i przyjmuje się, że był pierwszym profesjonalnym ormiańskim klubem piłki nożnej. „Po drugiej wojnie światowej Ormianie byli najbogatszym krajem spośród byłych republik radzieckich, a po odzyskaniu niepodległości w 1992 roku, najmniejszym byłym państwem wchodzącym w skład ZSRR, występującym na arenie międzynarodowej.” (cyt. za: polskatimes.pl).

W lipcu 1990 Armenia ogłosiła niepodległość, potwierdzoną w referendum 21 września 1991. W dniu 18 stycznia 1992 r. powstał Ormiański Związek Piłki Nożnej - Football Federation of Armenia (FFA), który w tym samym roku został członkiem FIFA, a w następnym UEFA. Pierwszy mecz reprezentacja (niepodległej) Armenii rozegrała w dniu 12 października 1992 r. w Erywaniu. Spotkania z Mołdawią zakończyło się bezbramkowym remisem. W 1993 r. Armenia nie rozegrała żadnego meczu, a pierwsze zwycięstwo osiągnęła w swoim trzecim występie, gdy pokonała Maltę 1:0 (Erywań, 16 lipca 1994 r.). Czwarty mecz reprezentacji był jednocześnie debiutem w meczu o punkty. 7 września 1994 r. Armenia przegrała w Brukseli z Belgią 0:2 w eliminacjach UEFA Euro 1996. Niecałe pięć lat od pierwszego meczu Ormianie ponieśli w ciągu trzech miesięcy dwie najwyższe porażki w historii – 0:7 z Chile (Santiago de Chile, 5 stycznia 1997 r.) i Gruzją (Tbilisi, 30 marca 1997 r.). Najwyższe zwycięstwo Armenia odniosła nad Gwatemalą 7:1 (Los Angeles, 28 maja 2016).

Przed meczem z Polską, Armenia wystąpiła w pięciu eliminacjach do mundialu (od eliminacji do MŚ 1998) i sześciu do EURO (od eliminacji do Euro 1996). Tylko dwa razy zdarzyło się, że Armenia nie zajęła ostatniego lub przedostatniego miejsca. W eliminacjach do mundialu 1998 zajęła 4. miejsce na 6 drużyn (1-5-4, bramki 8:17), a w eliminacjach do Euro 2012 zajęła 3. miejsce wśród 6 drużyn (5-2-3, bramki: 22:10). Łącznie Armenia rozegrała 109 meczów eliminacyjnych, z których 20 wygrała, 25 zremisowała, 64 przegrała, przy łącznym bilansie bramkowym 93:181.

Niespodziewanie Ormianie włączyli się w walkę o awans, a dokładniej o baraże do polsko-ukraińskiego Euro 2012. „Zakończyli wówczas zmagania w grupie B na trzecim miejscu z najwyższym dorobkiem strzelonych bramek (22) i po dwóch fantastycznych zwycięstwach ze Słowacją (3:1 i 0:4). Ostatecznie Armenia musiała uznać wyższość Rosji i Irlandii, jednak ostatni mecz z Wyspiarzami, którego wynik decydował o tym który zespół wystąpi w barażach, wzbudził sporo kontrowersji. Bohaterem najważniejszego meczu w historii Armenii niestety okazał się sędzia. Arbiter Eduardo Gonzalez w 26 minucie spotkania wyrzucił z boiska bramkarza gości Romana Berezowskiego, który poza polem karnym miał zatrzymać groźny strzał napastnika ręką. Powtórki pokazały, że sędzia się pomylił i to podwójnie. Ręka rzeczywiście była ale przy przyjęciu piłki przed strzałem, pomógł nią sobie Irlandczyk Simon Cox. Ostatecznie gospodarze wygrali ten mecz 2:1, ale na Euro dostali tęgie lanie. Po tym spotkaniu piłkarska federacja Armenii złożyła oficjalny protest, ten jednak został odrzucony.” (cyt. za: polskatimes.pl). „Do dziś nie wiadomo dlaczego ówczesny selekcjoner [Vardar Winasyan – przyp. autor bloga] stracił swoją posadę (…) To poskutkowało tym (…)” (cyt. za: weszlo.com) że na zwycięstwo w meczu o punkty Armenia musiała czekać ponad trzy lata.

W eliminacjach do mundialu 2014 rozegranego w Brazylii osiągnęli kilka imponujących wyników, jak zwycięstwo z Czechami 2:1 na wyjeździe, zwycięstwo z Bułgarią 2:1 u siebie, remis z Włochami 2:2 w Neapolu, zwycięstwo z Danią 4:0 w Kopenhadze. Szanse na awans pogrzebali przegrywając z Maltą 0:1 u siebie. Armenia wywalczyła 13 punktów (4 zwycięstwa, remis, 5 porażek, bilans bramkowy: 12:13) i w grupie zajęła przedostatnie, piąte miejsce, ale do drugiej Danii straciła zaledwie trzy punkty.

Sukcesy

Ormianie nigdy nie awansowali na wielką imprezę, najbliżej byli tego w eliminacjach UEFA Euro 2012. Wysyłali jedynie swoich zawodników w ramach reprezentacji ZSRR. Najwyższe miejsce jakie Armenia zajmowała w rankingu FIFA to 30. (2014), zaś najniższe – 159. (1994). Do meczu z Polską przystępowała z miejsca nr 112.

Stadion

Reprezentacja Armenii swoje domowe spotkania rozgrywa na dwóch stadionach w Erywaniu– Hrazdan i Republikańskim. W ostatnim czasie ten drugi częściej gości drużynę narodową, zaś pierwszy jedynie w przypadku spotkań, które mogą cieszyć się dużą popularnością.

Stadion Hrazdan jest wielofunkcyjnym obiektem wybudowanym z okazji 50-lecia sowietyzacji Armenii. Pierwszy pomysł budowy stadionu w głębokiej dolinie rzeki Hrazdan pojawił się w latach 1950, gdy to miejsce zostało uznane za „naturalny amfiteatr” przez członka rady ministrów ZSRR, Anastasa Mikoyana. Jednak konkretne plany budowy nowego obiektu zaczęto wdrażać w latach 1960., a ich finałem było rozpoczęcie budowy ogromnego 75-tysięcznika latem 1969. (…) Mimo rozmiarów i trudnego położenia, prace ukończono w zaledwie 18 miesięcy i otwarcie w obecności samego Leonida Breżniewa odbyło się już w listopadzie 1970. Projekt autorstwa dwóch ormiańskich architektów (Koryun Hakobyan, Gurgen Musheghyan) wykorzystał ideę „naturalnego amfiteatru” - trybuny obniżają się z zachodu na wschód, w kierunku rzeki, pozwalając widzom oglądać nie tylko mecz, ale i panoramę wschodniej części Erewania. Efektowny projekt i szybka budowa pozwoliły stadionowi uzyskać rządową nagrodę dla najlepszej budowy w 1971.”. (cyt. za: stadiony.net).

Hrazdan_Stadium

Stadion Hrazdan.

Źródło: stadiony.net.

Początkowo pojemność obiektu wynosiła ok. 75 widzów, co czyniło Hrazdan piątym co do wielkości stadionem w ZSRR, ale już mecz inauguracyjny zgromadził nadkomplet 78 tys., co do dnia dzisiejszego stanowi rekord frekwencji. Pierwsze spotkanie rozegrano 19 maja 1971 r., a Ararat Erywań pokonał Kajrat Ałmaty 3:0.

Hrazdan jedenaście razy gościł finały krajowego pucharu (1992-2000 i 2013-2014), mecze o Superpuchar Armenii, a w 1978 r. dwa spotkania kadry ZSRR (z Grecją 2:0 i z Finlandią 10:2). W latach 1992-1999 pełnił funkcję narodowego obiektu Armenii do czasu, gdy kadra przeniosła się na mniejszy Stadion Republikański. Swoje mecze rozgrywały tutaj także Ararat Erywań (w latach 1971–2015) i Kilikia Erywań (w latach 1992–2011). Ćwierćfinał Pucharu Europy rozegrany 19 marca 1975 r. między Araratem a Bayernem Monachium (1:0) zgromadził 70 tys. widzów. W 1985 r. Hrazdan gościł sześć meczów (pięć grupowych i ćwierćfinał) młodzieżowych mistrzostw świata FIFA World Youth Championship) rozgrywanych w ZSRR.

Rekord frekwencji podczas meczu reprezentacji Armenii padł 9 października 1996 r., gdy spotkanie eliminacji mundialu 1996 z Niemcami (1:5) obejrzało 42 tys. widzów. Po raz ostatni reprezentacja zagrała na Hrazdanie 12 października 2012 r. z Włochami (1:3) w eliminacjach mundialu 2014. Spotkanie obejrzało 32 tys. widzów.

Stadion był przebudowywany trzykrotnie - w 2002 r., 2005-2008 i 2012. „W 2004 roku stadion został sprywatyzowany, a w latach 2005-2008 obiekt przeszedł wymianę ławek na krzesełka, zmieniając pojemność na nieco ponad 54 tysiące. W 2012 roku ruszyła kolejna modernizacja, której celem było zapewnienie infrastruktury na poziomie pozwalającym ubiegać się o finały europejskich pucharów.” (cyt. za: stadiony.net). Głównym problemem obiektu, oprócz tego, że jest przestarzały jest problem z jego zapełnieniem. Obiekt jest niefunkcjonalny i nie odpowiada bieżącym potrzebom ormiańskiej piłka, która nie cieszy się zainteresowaniem pozwalającym na jego utrzymanie. „Rząd Armenii umieścił obiekt w planie prywatyzacji na lata 2017-2020, ale nie ma chętnych, którzy chcą przejąć go w obecnej formie. Lokalizacja jest co prawda malownicza i atrakcyjna, ale prace rozbiórkowe na stromym zboczu rzeki Hrazdan same w sobie będą ogromnym wyzwaniem.” (cyt. za: stadiony.net).

Stadion Republikański im. Wazgena Sarkisjana jest obiektem piłkarskim i lekkoatletycznym wybudowanym na wschodzie śródmieścia Erywania w latach 1933-1935. W 1953 r. podwyższono trybuny, co zwiększyło pojemność obiektu do 20 tys. miejsc. Kolejna „modernizacja miała rozpocząć się w 1995 roku, jednak z braku środków nie wystartowała. Ostatecznie udało się przeprowadzić warte ok. 3 mln $ prace w latach 1999-2000, gdy nad widownią pojawił się dach, a pojemność spadła poniżej poziomu 15 tys. krzesełek. W tym samym czasie Armenia zmagała się z niepokojem po strzelaninie w parlamencie, w wyniku której zginęło 8 ważnych urzędników państwowych, w tym premier Vazgen Sargsyan. Na mocy specjalnego dekretu obiektowi nadano imię zabitego polityka, jednak po dziś dzień znany jest przede wszystkim jako Stadion Republikański. Jak na ironię nie należy do skarbu państwa, ale do samorządu Erywania.” (cyt. za: stadiony.net). W latach 1953-1999 obiekt był nazywany – Dinamo Stadium. Ostatnią renowację przeprowadzono w 2008 r., pojemność zmniejszyła się do 14 403 miejsc, a stadion od tej pory „służy jako arena meczów międzynarodowych, zastąpiwszy stadion Hrazdan” (cyt. za: stadiony.net).

Stadion_Republikanski_Erywan

Stadion Republikański im. Wazgena Sarkisjana.

Źródło: stadiony.net.

Na stadionie rozegrano trzynaście finałów Pucharu Armenii (2002-2007, 2009-2011, 2015-2018) i mecze o Superpuchar Armenii. Swoje domowe mecze rozgrywały na obiekcie takie kluby jak Pjunik Erywań, Uliss FC i założony w 2018 r. Ararat-Armenia. Rekord frekwencji (16 000) został pobity 11 października 2003 r. podczas meczu eliminacji UEFA Euro 2004 z Hiszpanią (0:4)

Portal weszlo.com wziął pod uwagę mecze reprezentacji Armenii, w tym także towarzyskie, od 2010 r. i zwrócił uwagę, że Armenia zdobywa u siebie średnio 1,29 punktu na mecz, zaś na wyjeździe 0,74. Niewątpliwie na takie wyniki wpływ ma wysokie położenie stadionu w Erywaniu (ponad 1000 m n.p.m.), długa i męcząca podróż, co jest związane z odległym położeniem Armenii, a także bardzo żywiołowo reagujący kibice. Poza tym, polscy reprezentanci, którzy wystąpili na tym stadionie zwracają uwagę na inne aspekty. Marek Saganowski podkreślał, że „Takie drużyny są zawsze bardzo zmotywowane” (cyt. za: eurosport.onet.pl), zaś Jacek Krzynówek zwracał uwagę na problemy gospodarzy z odpowiednim przygotowaniem murawy.

Stroje

W domowych meczach Armenia występuje w strojach w barwach narodowych, czyli czerwono-niebiesko-pomarańczowym. Czerwony symbolizuje Wyżynę Ormiańską, niezależność Ormian i wolność. Niebieski symbolizuje Armenię, by żyła pod spokojnym niebem. Pomarańczowy symbolizuje talent twórczy i pracowity charakter mieszkańców Armenii. Dostawcami sprzętu były – Puma, Lotto, Hummel i Adidas, a od 2018 r. Macron.

Rekordziści

Najwięcej meczów dla kadry* – 132 (w latach 1992-2012) rozegrał Sargis Hovsepyan, legenda ormiańskiego futbolu – solidny prawy obrońca, który przez pięć lat reprezentował barwy Zenitu Sankt Petersburg. Następni pod względem liczby meczów to Roman Berezovsky – 94 (1996-2015) i Henrik Mchitaryan – 82 (od 2007).

Najwięcej bramek w kadrze* zdobył Henrik Mchitaryan – 27 (od 2007). Drugim w tej klasyfikacji jest Yura Movisyan – 14 (od 2010), zaś trzecie miejsce zajmuje trzech piłkarzy z 11 bramkami: Artur Petrosyan (1992-2004), Marcos Pizzelli (od 2004) i Gevorg Ghazaryan (od 2007).

Najbardziej znanym i utytułowanym ormiańskim piłkarzem jest Henrik Mchitaryan, ale Ormianie lubią podkreślać, że ormiański pochodzenie miało także dwóch reprezentantów Francji – Youri Djorkaeff (82 mecze w reprezentacji, 28 goli) i Alain Boghossian. Najbardziej znanymi na świecie osobami z ormiańskimi korzeniami są – Robert Kardashian, Kim Kardashian, Andre Agassi, Cher i Garri Kasparow.

Wracając do Henrika Mchitaryana, to jego ojciec Hamlet rozegrał w barwach Araratu 170 meczów, a w 1984 r. został wicekrólem strzelców ligi ZSRR. Matka Henricha jest szefową departamentu ds. reprezentacji narodowej w armeńskim związki piłki nożnej, a siostra pracuje w UEFA. W 2013 r. Borussia Dortmund pobiła swój rekord transferowy płacąc Szachtorowi Donieck za Henricha 27,5 miliona euro. Po trzech sezonach Ormianin zmienił klub na Manchester United, który wyłożył za niego 42 miliony euro. Od sześciu lat nieprzerwanie zostaje piłkarzem roku.

Piłkarze

W kadrze na mecze eliminacyjne z Rumunią i Polską znalazło się 23 piłkarzy, z których 12 występowało wówczas w lidze ormiańskiej, a 11 w ligach zagranicznych (Iran – 3, Cypr i Ukraina – po 2, Francja, Anglia, ZEA i Turcja po 1). Uwagę zwraca, że żaden z powołanych piłkarzy nie występował w lidze rosyjskiej. Wracający po kontuzji Mchitaryan był oszczędzany i nie wystąpił w tych meczach, dlatego uwagę należało zwrócić na naturalizowanego Brazylijczyka – Marcosa Pizelli’ego i Ormianina holenderskiego pochodzenia (urodzonego w Turcji) Arasa Ozbiliza.

Trenerzy

Trenerem reprezentacji Armenii w 2016 r. był rekordzista pod względem występów w kadrze narodowej, czyli Sargis Hovespyan. Pierwszym trenerem reprezentacji (niepodległej) Armenii został Eduard Markarow. Później wielokrotnie zatrudniano obcokrajowców – Oscar Lopez (Argentyna), Mihai Stoichita (Rumunia), Bernand Casoni (Francja), Henk Wisman (Holandia), Ian Portfeield (Szkocja), Tom Jones (Anglia), Jan Borge Poulsen (Dania) i Bernard Challandes (Szwajcaria). Najdłużej jednak z kadrą pracował Ormnianin Vardan Minasyan. Przez pięć lat (2009-2014) prowadził kadrę w 39 meczach (14 zwycięstw, 4 remisy, 21 porażek).

Mecze z Polską

Przed meczem rozegranym w październiku 2016 r. reprezentacje Polski i Armenii rozegrały 5 meczów, z których Polska wygrała 3, w jednym padł remis i jeden mecz Polacy przegrali. W dwóch meczach rozegranych w Erywaniu, „Biało-czerwoni” nie odnieśli zwycięstwa. W eliminacjach mundialu 2002 kadra Engela zremisowała 1:1, zaś w eliminacjach UEFA Euro 2008, kadra Leo Beenhakkera sensacyjnie przegrała 0:1. Polskim klubom występującym w Erywaniu w ramach meczów w europejskich pucharach 1995/1996 wiodło się ze zmiennym szczęściem. Najpierw Zagłębie Lubin pokonało w rundzie wstępnej Pucharu UEFA, Szirak Giumri 1:0, co dało „Miedziowym" awans do kolejnej rundy (w Lubinie padł bezbramkowy remis). Dwa dni później w rewanżowym meczu rundy wstępnej Pucharu Zdobywców Pucharów Ararat Erewań pokonał GKS Katowice 2:0 i w karnych 5:4 i wyeliminował podopiecznych Mariana Dziurowicza.

Portal weszlo.com zwracał uwagę, że o ile po 2000 r. reprezentacja radzi sobie całkiem nieźle podczas wyjazdów w okolice Kaukazu (7 meczy, 4 zwycięstwa – 2 remisy – 1 porażka), to jednak Armenia na tle Gruzji, Kazachstanu i Azerbejdżanu jest wyjątkiem (2 mecze, 0 zwycięstw – 1 remis – 1 porażka, bramki 1:2).

Ormiańscy piłkarze w Polsce

Najbardziej znanym Ormianinem, który grał w Polsce był Vahan Gevorgyan (Wahan Geworgian), który przybył do naszego kraju jako bezpaństwowiec. W dniu 20 maja 2003 r. otrzymał polskie obywatelstwo i nawet rozegrał jeden mecze w pierwszej reprezentacji. Gevorgyan występował w barwach Petrochemii/Petro/Orlenu/Wisły Płock, Jagielloni Białystok, ŁKS Łódź, KSZO Ostrowiec i Zawiszy Bydgoszcz. W latach 1999-2014 rozegrał w ekstraklasie 236 meczy, w których zdobył 30 bramek.

W ekstraklasie wystąpiło tylko trzech piłkarzy z ormiańskim paszportem – obrońca Lewon Hajrapetjan (Lechia Gdańsk, wiosna 2011 – jesień 2012 i Widzew Łódź jesienią 2013; łącznie w ekstraklasie 47 meczy, bez bramek), obrońca Robert Arzumanjan (Jagiellonia Białystok, wiosna 2011 – lato 2012; 11/0) i urodzony w Łodzi pomocnik Aghwan Papikjan (ŁKS Łódź 2011/2012; 8/0, a poza tym I liga – GKS Bełchatów i Raków Częstochowa oraz II liga – Olimpia Grudziądz), który w 2016 r. otrzymał polskie obywatelstwo. Wszyscy trzej wystąpili w pierwszej reprezentacji Armenii. W kadrze ŁKS Łódź w sezonie 2011/2012 był jeszcze brat Aghwana – Wolodija Papikjan (urodzony dla odmiany w Erewaniu), ale nie rozegrał żadnego meczu w ekstraklasie. Później reprezentował rezerwy Bełchatowa i Borutę Zgierz.

W niższych ligach sporadycznie pojawiają się Ormianie, np. pomocnik Artur Minasjan (Resovia Rzeszów – II liga, wiosna 2010), obrońca Rafael Safarjian (Calisia Kalisz – II liga, wiosna 2012) i Dawit Wahan (Sandecja Nowy Sącz – I liga, jesień 2018).

Portal weszlo.com często przypomina, że strukturach kibicowskich Piasta Gliwice działa Ormianin Vartan Ayvazyan – redaktor naczelny strony internetowej kibiców Piasta i rzecznik prasowy oficjalnego stowarzyszenia kibiców tego klubu.

Złośliwi twierdzą, że najbardziej znanymi osobami z ormiańskim pochodzeniem związanymi z Polską nie są piłkarze, tylko np. Sonia Bohosiewicz, Robert Makłowicz, czy ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zalewski (Isahakian-Zaleski). W sumie nic dziwnego, skoro „Ormianie to bowiem jedna z najstarszych mniejszości narodowych w Polsce, która na początku tego roku [2016 – przyp. blog] świętowała 650-lecie swojej obecności w granicach naszego państwa.” (cyt. za: weszlo.com).

Ormiańskie kluby

Oficjalne Mistrzostwa Armenii są rozgrywane od 1992 r. Najbardziej utytułowanym ormiańskim klubem jest Pjunik Erywań, który zdobył 11 tytułów mistrzowskich. Kolejne w tej klasyfikacji są Szirak Giumri – 4 i Kilikia Erywań -3. Najwięcej miejsc na ligowym podium (stan na maj 2018 r.) ma jednak Szirak – 16 (4-7-5) przed Pjunikiem – 13 (11-0-2) i Banancem Erywań – 10 (1-6-3). Puchar Armenii najczęściej zdobywał Pjunik – 8 przed  Miką Asztarak – 6 i Araratem Erywań – 5. Natomiast Siperpuchar Armenii jeszcze bardziej został zdominowany przez Pjunik, który wywalczył aż 9 trofeów, zaś Szirak – 4 i pięć innych klubów po 1.

W okresie, gdy Armenia wchodziła w skład ZSRR najbardziej utytułowanym ormiańskim klubem był Ararat Erywań, który wywalczył dublet ZSRR, czyli mistrzostwo i puchar w 1973 r., dystansując Dynamo Kijów, Spartak Moskwa, Dynamo Moskwa i Dynamo Tbilisi. W następnym sezonie awansował do ćwierćfinału Pucharu Europy, w którym przegrał z późniejszym triumfatorem – Bayernem Monachium. Ararat wywalczył Puchar ZSRR jeszcze w 1975 r., zaś w finale wystąpił w 1954 r. i 1976 r. Wicemistrzostwo ZSRR wywalczył w 1971 r. i 1976 r. Obecnie w rozgrywkach europejskich kluby z Armenii praktycznie nie istnieją. Z reguły na kilkanaście startów udaje się wygrać jeden dwumecz.

Trochę więcej miejsca należy poświęcić rozgrywkom ligowym w Armenii. W 2016 r. do rywalizacji ligowej przystąpiło tylko sześć klubów grających ze sobą po sześć razy. „(…) zaplecze ekstraklasy stanowią niemal wyłącznie rezerwy pierwszoligowych klubów” (cyt. za: sportowefakty.wp.pl). Aghwan Papikjan mówi o ormiańskiej lidze: „(…) poziomem do Polski, czy innych europejskich lig równać im się trudno. To nie jest jakaś porządna liga. (…) Tylko te mecze to były jakieś pikniki. Przychodziło na nie po 50 osób, a czasem mniej. To wyglądało jak sparingi.” (cyt. za: sport.pl). Według portali weszlo.com średnia frekwencja na meczach ormiańskiej ekstraklasy wynosi około 500 osób. Portal weszlo.com przedstawił szczegółową analizę Armenii, która „na płaszczyźnie sportowej prezentuje się katastrofalnie. Wszechobecne przekręty, prywatne gierki możnych włodarzy i brak jakichkolwiek zasad sprawiają, że futbol to niekończące się źródło dochodu dla lokalnych biznesmenów i zmartwień dla kibiców. Dźwięk brzęczących monet jest tam zdecydowanie częstszy od radosnego śpiewu fanów, którzy rokrocznie obserwują postępującą degrengoladę.” (cyt. za: weszlo.com).

Od 2003 r. Prezesem AFF jest Ruben Hayrapetyan określany przez weszlo.com jako inteligentny, sprytny, cwany i nepotyczny główny finansujący ormiańskiej piłki, a jednocześnie symbol wszystkich negatywnych wydarzeń w tamtejszej piłce. Hayrapatyan jest magnatem „rynku włókienniczego i tytoniowego, którego od lat ścigają aktywiści za rzekome zabójstwo wojskowej lekarki we własnej restauracji.” (cyt. za: sportowefakty.wp.pl). Hayrapetyan jest oskarżany o manipulacje cen cukru na rynku oraz oszustwa podatkowe. Pjunik Erywań „w latach 2001-2010 nieprzerwanie triumfował w tych rozgrywkach. Wtedy to klubem zarządzał oczywiście Hayrapetyan, który nie liczył się z pieniędzmi i bez oporów ściągał zawodników ze wszystkich kontynentów świata. Ponadto sowicie sponsorował sędziów, którzy pozwalali jego drużynie na bezwzględne panowanie w ligowej tabeli. Teraz, oficjalnie, klub jest własnością milionera oligarchy – Samuela Aleksanyana, który podobnie jak wielu jego kolegów po fachu, ma w swoich papierach kilka zarzutów dotyczących krętactw finansowych. W kuluarach nie milkną jednak rozmowy dotyczące rzeczywistego finansowania klubu. Według obserwatorów lwia część budżety płynie do Erywania dzięki Rubenowi, który pieniądze związkowe wciąż chętnie przeznacza na rozwój klubu. Nota bene formalnym prezesem Piuniku jest syn Rubena – Rafik. W kilku innych jeszcze klubach Hayrapetyan również obsadził najwyższe stanowiska swoimi krewnymi, co pozwala mu umywać ręce od zarzutów dotyczących finansowania klubów z budżetu federacji.” (cyt. za: weszlo.com). Przed meczem z Polską rozegranym w październiku 2017 r. Hayrapetyan podniósł ceny biletów tak, że najtańsze kosztowały 10 euro, podczas gdy w sąsiednim Azerbejdżanie 2-3 euro. W ten sposób prezes chciał uciszyć niezadowolenie kibiców. Wysokie ceny biletów odbiły się na frekwencji, ale Hayrapetyan tym się nie przejmował.

Podsumowanie

Problemem ormiańskiej piłki, oprócz niskiego poziomu, jest brak stabilizacji. „Możni włodarze albo powoli nudzą się swoimi zabawkami, albo w ich sakiewkach nieśmiało przebija się dno i czas zaciąć ciąć koszty. Przyszłość całej ormiańskiej piłki stoi więc pod wielkim znakiem zapytania i nic dziwnego, że z ust komentatorów bije przede wszystkim strach i groza. Brak sponsorów, brak pieniędzy z praw telewizyjnych, korupcja – marazm do kwadratu.” (cyt. za: weszlo.com). Jedynym pocieszeniem jest, że rozrzutni oligarchowie nie zapomnieli o akademiach i szkołach młodzieżowych. Od początku 2014 r. powstało siedem kompleksów piłkarskich w Armenii. Być może są one zwiastunem lepszych czasów dla ormiańskiego futbolu. Jeśli chodzi o reprezentację, to mimo słabego poziomu piłkarskiego, jest ona niewygodnym rywalem, który co jakiś czas (niestety) sprawia niespodziankę…

 

*-według stanu na dzień 26 marca 2019 r.

 

Źródło: własne, weszlo.com, sport.pl, sportowefakty.wp.pl, 90minut.pl, przegladsportowy.pl, eurosport.onet.pl, laczynaspilka.pl, polskatimes.pl, pl.wikipedia.org, en.wikipedia.org, fifa.com, transfermarkt.pl, fanonfutbol.fandom.com, stadiony.net. R. Błoński, Na razie wszyscy są zadowoleni…, „Przegląd Sportowy” z dnia 27 lipca 2015 r., s. 14-15.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 10
| < Kwiecień 2019 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30          
Tagi