Wpisy z tagiem: Leo Beenhakker

wtorek, 26 października 2010
Niesamowite! PSV – Feyenoord 10:0. Co zrobi Don Leo?

W niedzielnym spotkaniu 10. kolejki holenderskiej Eredivisie PSV Eindhoven zmiażdżyło Feyenoord Rotterdam 10:0 (2:0). Taki wynik musi szokować, choć Feyenoord od 34. minuty grał w osłabieniu po drugiej żółtej kartce Kelvina Leerdama. To jednak marne wytłumaczenie z uwagi na rozmiary porażki a dodatkowo mecze na szczycie słabej polskiej Ekstraklasy pokazują, że w osłabieniu można odwrócić losy meczu.

Wynik szokuje tym bardziej, że naprzeciwko siebie stanęły dwa z trzech najbardziej utytułowanych klubów Holandii. PSV Eindhoven w swojej historii sięgnęło po Puchar Europy, Puchar UEFA, 21 tytułów mistrzowskich Eredivisie i po 8 Pucharów i Superpucharów Holandii. Feyenoord to zdobywca Pucharu Europy, Pucharu Interkontynentalnego, dwóch Pucharów UEFA, 14 tytułów mistrzowskich Eredivisie i 11 Pucharów Holandii. Od liczby trofeów zdobytych przez oba kluby musi zawrócić się w głowie, ale od wyniku jeszcze bardziej.

PSV - Feyenoord 10:0

Zdjęcie pochodzi z serwisu www.feyenoord24.net.

Wprawdzie podopieczni Freda Ruttena przystępowali do niedzielnego meczu z pozycji lidera i zdecydowanego faworyta tego meczu, to jednak wyniki szokuje. Ciekawe, co w obecnej sytuacji zrobią władze Feye?

Z polskiego punktu widzenia wynik meczu jest o tyle interesujący, że dyrektorem sportowym w Rotterdamie jest były selekcjoner polskiej kadry – Leo Beenhakker. Nie da się ukryć, że za sprowadzeniem Mario Beena na ławkę trenerską Feye a także za polityką transferową klubu z Rotterdamu stoi właśnie Leo. Jednak Holender w jakże nam znanym swoim stylu robi dobrą minę do złej gry i mówi (cytaty za wp.pl): „Mamy fantastyczny sztab szkoleniowy (…) to, co stało się w meczu z PSV, było okropne. Sięgnęliśmy dna. Ale jesteśmy silni i przetrwamy złe chwile, mogę to zagwarantować”. Widać, że Leo nie wyciągnął żadnych wniosków z pracy w Polsce, niczego się nie nauczył a kurczowe trzymanie się stołka pozostało mu do dzisiaj.

Tak jak wynik meczu poszedł w świat a wzmianki o nim znajdują się we wszystkich serwisach sportowych, tak cała Europa czeka teraz z wypiekami na twarzy na decyzje władz Feyenoordu.

czwartek, 10 września 2009
Stało się…

Piłkarskie Mistrzostwa Świata w 2010 r. polscy piłkarze obejrzą co najwyżej w telewizji i stanie się tak tylko ze względu na ich fatalną postawę na boisku, którą można nazywać wstydem, blamażem, kompromitacją, żenadą, itd. Akurat język polski jest na tyle bogaty, że epitetów na postawę biało-czerwonych znajdziemy bez liku.

Dużo by mówić na temat przyczyn słabej postawy reprezentacji. Niewątpliwie największą odpowiedzialność ponosi trener. Beenhakker może powiedzieć, że nie miał komfortowych warunków pracy i to jest prawda, ale prawdą też jest, że nie raz i nie dwa zachowywał się w sposób irracjonalny okazując butę wobec działaczy PZPN czy dziennikarzy. Dzisiaj Lato może mówić,  że już dawno chciał zwolnić selekcjonera, który podejmując pracę w Feyenoordzie zaprzepaścił szanse na awans i skupiał się na rozgrywkach holenderskiej Eredivisie zamiast na polskiej ekstraklasie.

Leo_Beenhakker

Leo, to już koniec!

Zdjęcie pochodzi z blogu: podpoprzeczke.blox.pl.

Beenhakker sprowadził reprezentację do tego samego miejsca, w którym była, gdy on obejmował funkcję selekcjonera. Reprezentacja grała bez ładu, bez składu, bez polotu i jakiejkolwiek myśli taktycznej. Pierwszy (z Finlandią 1:3) i zapewne ostatni mecz (ze Słowenią 0:3) były łudząco podobne ze względu na styl zwany „bez stylu”.

Leo zrobił dużo dobrego dla polskiej kadry, ale jego poprzednicy w postaci Engela i Janasa nie zdołali awansować do dwóch wielkich imprez, z tą tylko różnicą, że on po nieudanej pierwszej imprezie otrzymał kolejną szansę, dlatego Leo zostanie bardziej zapamiętany haniebnymi występami przeciwko Słowacji, Irlandii Północnej czy Słowenii niż zwycięstwami nad Portugalią czy Czechami, bo polska kadra sięgnęła piłkarskiego dnia.

Jeśli trenerem zostanie Stefan Majewski, którego wielkim orędownikiem jest Antoni Piechniczek albo trenerem zostanie Jerzy Władysław Engel, którego z kolei popiera Zbigniew Boniek, to marazm będzie trwał nadal.

Myślę, że na podsumowanie pracy Beenhakkera przyjdzie jeszcze czas, zwłaszcza wtedy, gdy opadną emocje. Leo zawiódł przede wszystkim nas, kibiców, bo w tej, nie oszukujemy się, stosunkowo łatwiej, choć wyrównanej grupie, nawet nie nawiązał walki o awans, mimo, że cały czas opowiadał, że kadra robi postępy…

piątek, 04 września 2009
Beenhakker w Feye - ocena

Z uwagi na zbliżające się mecze kadry ucichła sprawa pracy Leo Beenhakkera w Feyenoordzie Rotterdam. Mecze reprezentacji znów wlewają nadzieję w serca polskich kibiców a to, co złe i niedobre można wybaczyć polskim działaczom, piłkarzom i trenerom, o ile kadra wygra dwa najbliższe mecze i przedłuży swoje szanse na awans do przeszłorocznych Mistrzostw Świata.

Póki co nie ma tematu współpracy Don Leo z Feyenoordem, ale już teraz można ocenić dokonania Beenhakkera w klubie z De Kuip. Najlepiej pasuje do tego „z dużej chmury mały deszcz”. Spośród przedsezonowych spekulacji dotyczących transferów przeprowadzanych przez Feye sprawdziło się niewiele a rola trenera polskiej kadry rzeczywiście miać wymiar wyłącznie doradczy. Co ciekawe mimo kosmetycznych zmian Feyenoord wrócił do gry na niezłym poziomie i plasuje się w czołówce Eredivisie. A zmian było niewiele. Kadrę, jak to się ładnie mówi, przewietrzono.

Najważniejszym było utrzymanie w klubie największych gwiazd, czyli Makaaya, Tomassona, van Bronckhorsta, de Guzmana, Bruinsa i El Ahmadiego. I to się udało! Z kluczowych graczy odszedł tylko rewelacyjny Luc Castaignos a Michael Mols zakończył karierę. Kilku piłkarzy odeszło, a kilku kolejnych (w tym Michała Janotę) wypożyczono do Excelsioru Rotterdam, z którym ponownie nawiązana została ścisła współpraca, której zwolennikiem był podobno Beenhakker. W kadrze Excelsioru znajduje się już dziesięciu graczy wypożyczonych z Feye.

Jeśli natomiast chodzi o transfery do klubu, to raczej mało prawdopodobne, aby Leo odegrał jakąś znaczącą rolę w ich przygotowaniu bądź realizacji. Do rywalizacji o pozycję pierwszego bramkarza wrócił Erwin Mulder, wypożyczony wcześniej do Excelsioru. Do defensywy ściągnięto z Aresnału Kijów Hiszpana Daniego Fernandeza, który w zeszłym sezonie reprezentował barwy NEC Nijmegen. Wypożyczono także Serba Aleksandara Ignjativica z FK Borac Cacak. Jeśli chodzi o pomocników to nowym nabytkiem jest wypożyczony z FC Nantes Serb Stefan Babović. Do napadu sprowadzono kosztem 3,5 mln euro reprezentanta Wybrzeża Kości Słoniowej Sekou Cisse z Rody Kerkrade. Nie udało się sprowadzić Japończyka Keisukę Hondę (VVV Venlo) i Davida Depetisa (Trenczyn), co i tak wydawało się bardziej prawdopodobne niż medialne spekulacje o zainteresowaniu Erwinem Hofferem (Rapie Wiedeń) i Dannym Koevermensem (PSV Eindhoven). Feyenoord interesował się także takimi piłkarzami jak: Michael Bradley (Borussia Moenchengladbach), Joey Didulica (AZ Alkmaar), Nourdin Boukhari (NAC Breda) i Morten Nielsen. Nieprawdą okazały się także doniesienia o usilnych próbach Beenhakkera, aby sprowadzić na De Kuip  czterech reprezentantów Polski – Dudka, Przyrowskiego, Rogera i Smolarka.

Niewątpliwie wpływ na politykę kadrową Feyenoordu ma jego nienajlepsza sytuacja finansowa, ale nie zmienia to faktu, że rola Beenhakkera została zdecydowanie przeceniona i rozdmuchana przez polskie media.

środa, 19 sierpnia 2009
Jeszcze o meczu z Grecją

Towarzyski mecz reprezentacji Polski z Grecją nasunął pewne wątpliwości co do zasadności wyboru sparingpartnerów. Polskiej reprezentacji, a zwłaszcza polskim kibicom brakuje meczów reprezentacji a już tym bardziej z silnymi, znanymi i utytułowanymi przeciwnikami. Z całym szacunkiem dla naszych ostatnich rywali, to jednak nie zaliczam ich do tego grona. Wprawdzie Grecja była Mistrzem Europy, ale w 2004 r. a obecnie nie wzbija się ponad przeciętność, co potwierdziła meczem w Bydgoszczy.

Polska nie gra z rywalami pokroju Holandii, Włoch, Anglii, Niemiec czy Hiszpanii, a jeśli zdarzają się takie spotkania, to incydentalnie i najczęściej poza granicami kraju. PZPN tłumaczy się potrzebami wskazywanymi przez selekcjonera i wysokimi kosztami związanymi ze sprowadzeniem silnych rywali do Polski.

Można zgodzić się z argumentem związanym z wyborem rywali pod kątem określonego stylu gry, z reguły zbliżonego do rywali w eliminacjach dużych imprez. Z dwóch natomiast powodów zupełnie nie można zgodzić się z argumentem finansowym. Po pierwsze, polskim kibicom po prostu należy się towarzyski mecz z atrakcyjnym rywalem. Po drugie, PZPN do popularyzacji piłki nożnej w Polsce powinien od czasu do czasu trochę dołożyć a nie liczyć na zarobki z tytułu praw do transmisji telewizyjnych i kontraktów reklamowych.

W dniu gdy Polska grała z Grecją, przeciwnikiem Rosji była Argentyna a Estonii – Brazylia. To, że Rosja zagrała z drużyną Maradonny raczej nie dziwi, ale że Estonię, w przeciwieństwie do Polski, było stać na sprowadzenie „Canarinhos” irytuje.

wtorek, 16 czerwca 2009
Feyenoord, Beenhakker, Transfery i …Polacy

Objęcie przez Leo Beenhakkera „społecznej” funkcji doradcy zarządu Feyenoordu Rotterdam spowodowało spekulacje transferowe, w których pojawili się również Polacy. Podstawą do tych rozważań i samych transferów jest fakt, że Feyenoord jest zadłużony aż na 21 mln euro. Prezes klubu Eric Gudde nie dramatyzuje i zapowiada, że klub z De Kuip ma trzyletni plan podczas, którego dług zostanie zredukowany. Z tego też powodu dosyć powszechna jest opinia, że z Feye odejdzie kilku najlepszych piłkarzy a wśród nich mogą znaleźć się: Roy Makaay, Jonathan de Guzman, Luigi Bruins i Karim El Ahmadi. Największe gwiazdy Feyenoordu zawiodły w zeszłym sezonie, dlatego trudno będzie znaleźć kupców na tych piłkarzy. Roy Makaay strzelił w Eredivisie w zeszłym sezonie – 9 bramek (rok wcześniej 13), co było wynikiem poniżej oczekiwań, ale Makaay podobnie jak Jon Dahl Tomasson (4 bramki w 3 meczach) leczył kontuzje. Giovanni van Bronckhorst i Michael Mols też zagrali poniżej oczekiwań. Mols zapowiada zakończenie kariery, co zmusza Feye do zakupu klasowego napastnika. De Guzmanem interesuje się zadłużona po uszy Valencia, choć w jej przypadku sprzedaż Davida Villi może odmienić los „Nietoperzy”. Klub z De Kuip może opuścić także utalentowany szesnastolatek Luc Castaignos, którego kusi Arsenal Londyn, choć Castaignos stawia warunek – chce zostać w Feyenoordzie na wypożyczeniu. Kwota transferu ma opiewać na 4 mln funtów. Niektóre z mediów podały nawet informację, że transfer został już dokonany, ale oficjalna strona internetowa Arsenalu milczy na ten temat.

Jeszcze w kwietniu klub poinformował sześciu piłkarzy, że modą szukać sobie nowych klubów, bo nie są brani w składzie na nowy sezon. Wśród nich znaleźli się: Serginho Greene, Theo Lucius, Nicky Hofs, Glenn Kobussen, Henk Timmer oraz Dwight Tiendalli. Hofs wraca z wypożyczenia z Vitesse Arnhem. Możliwe, że taki sam los, czyli powrót z wypożyczenia i zakończenie współpracy z Feyenoordem, spotka egipskiego bramkarza Sherifa Ekramego (Ankaragucu) i Holendra Hanne Hagarego (Excelsior Rotterdam).

Jeśli chodzi o transfery do Feyenoordu to póki co nowy trener Mario Been sprowadził obrońcę NEC Nijmegen – Daniego Fernendeza. Właśnie na transfery tego piłkarzy i Seku Cisse otrzymał pieniądze od inwestorów. O ile Fernandez przystał na propozycję Feye, to Cisse, mimo wcześniejszych deklaracji o chęci współpracy z Beenem, oświadczył, że chce grać w Twente Enschede. Napastnikiem reprezentacji Wybrzeża Kości Słoniowej interesuje się także Everton i Portsmouth, dlatego możliwe, że Cisse trafi do Anglii, bo Roda będzie chciała wynegocjować jak najwyższą kwotę za ten transfer. Wiadomo, że Feyenoord ze swoimi długami odpadnie z rywalizacji o tego piłkarza. Podobnie zresztą jak ze starań o napastnika Rapidu Wiedeń – Erwina Hoffera (2,5 mln euro) oraz rozgrywającego PSV Eindhoven – Dannego Koevermansa. Hoffer strzelił w zeszłym sezonie w austriackiej lidze 27 bramek, dlatego wzbudził zainteresowanie takich klubów jak Hertha Berlin i Tottenham Londyn a Koevermans w 2007 roku trafił do PSV z AZ Alkmaar za 6 mln euro, więc pewnym jest, że PSV będzie chciał odzyskać część tej kwoty a Feyenoordu nie będzie stać na spełnienie oczekiwań klubu z Eindhoven.

Grafika pochodzi ze strony www.e-fotbal.ro

Grafika pochodzi ze strony www.e-fotbal.ro

Wydaje się, że w tej sytuacji stosunkowo tani polscy piłkarze mają szansę na grę w Feyenoordzie. Beenhakker podobno nie decyduje o transferach, ale doradza Mario Beenowi i zarządowi, więc możliwe, że zaproponuje również nazwisko, którego z polskich piłkarzy, ale czy po ostatnim roku w wykonaniu naszej kadry ktokolwiek z Feye zainteresuje się nimi? Z drugiej jednak strony pamiętamy jak Zbigniew Boniek poinformował w „Cafe Futbol”, że włoski menadżer Antonio Caliendo został odesłany właśnie do Beenhakkera, gdy chciał zaproponować klubowi z Rotterdamu któregoś ze swoich graczy. Leo twierdzi, że chce wypełnić kontrakt z PZPN, ale całkiem niedawno Tomasson udzielił wywiadu, w którym stwierdził, że cieszy się na przyszły sezon i możliwość współpracy z Beenem i Beenhakkerem. Wypytywany na tę okoliczność jedyny (jak do tej pory) polski piłkarz w Feyenoordzie – Michał Janota dyplomatycznie odmówił komentarzy i wywiadów związanych z osobą Beenhakkera. Inna sprawa, że Janota był poirytowany brakiem zainteresowania jego osobą ze strony polskich mediów. Dopiero, gdy Beenhakker zaczął współpracę z Feye telefon Janoty dzwonił kilka razy dziennie.

Pierwszym kandydatem do gry w Feyenoordzie jest Roger Guerreiro. Z jednej strony piłkarz Legii twierdzi, że jest w klubie niechciany, ale z drugiej strony władze klubu uważają, że Roger odrzucił bajeczny kontrakt. Za rok Roger stanie się wolnym piłkarzem, ale teraz kosztuje zaledwie 300 tys. euro, czyli kwotę, którą Feye może wydać. Jeśli Beenhakker w tej chwili rzeczywiście ma coś do powiedzenia w Rotterdamie, to Roger zawita na De Kuip jeszcze tego lata.

Drugim kandydatem jest szanowany i chwalony w Rotterdamie Jerzy Dudek. Feyenoord chce pozbyć się pierwszego bramkarza – Timmera, dlatego Mario Been podjął rozmowy z Denisem Gentenaarem i właśnie Dudkiem. Gentenaar, dotychczas trzeci bramkarz Ajaxu Amsterdam przyjął jednak ofertę beniaminka Eredivisie – VVV Vento, natomiast Dudek dostał niespodziewaną propozycję przedłużenia kontraktu z Realem a dodatkowo kilka ofert z bliskiej mu Anglii. Dudek waha się i wydaje się, że skusi go opcja gry w galaktycznym Realu, choć czeka z ostateczną decyzją na rozwój wypadków w Realu. Póki co Real kupił „jedynie” Kakę a zapowiadane transfery Ronaldo, Villi i Riberiego nie zostały (jeszcze?) sfinalizowane.

Trzecim piłkarzem jest Euzebiusz Smolarek. Wprawdzie nie pojawiał się w dotychczasowych spekulacjach, ale trudno nie zauważyć, że Beenhakker, mimo nieporozumień z Ebim, w dalszym ciągu ceni Smolarka i bardzo mu ufa, o czym świadczy powołanie na mecze eliminacyjne z Irlandią Północną i San Marino. Sytuacja Smolarka jest w dalszym ciągu niepewna. Racing Santander chce pozbyć się Polaka, ale chętnych na rezerwowego napastnika Boltonu, nie ma. Może Feyenoord skorzysta z tej okazji. Niedawne doniesienia o transferze do Arisie Saloniki i zapowiadana jeszcze w styczniu wymiana na Eliero Elię z Twente Enschede okazały się nieprawdziwe.

Sam Beenhakker pytany o Polaków, których sprowadzi do Feyenoordu wyjątkowo denerwuje się i najchętniej powiedziałby coś o „dirty questions”. Trudno jednak nie oczekiwać, aby trener kadry narodowej nie polecał piłkarzy z tego kraju do klubu, w którym pracuje jako dyrektor, trener czy doradca. Przecież gdyby Guus Hiddink został w Chelsea Londyn naturalnym byłyby pytania o rosyjskich piłkarzy, którzy zagrają w „The Blues”. Problemem Feyenoordu są jednak finanse a problemem Beenhakkera jego stosunki z dziennikarzami i wyniki polskiej kadry. Może się okazać, że nowych Polaków w Rotterdamie nie będzie.

poniedziałek, 08 czerwca 2009
Przed meczem z Irakiem – jest super, jest super, więc o co Ci chodzi?!

Bez dwóch zdań polska reprezentacja zawiodła w meczu z RPA, ale czy na pewno była to reprezentacja? Takie miano przypisuje się drużynie, która reprezentuje dane państwo i przynajmniej teoretycznie grają w niej najlepsi piłkarze tego państwa. W przypadku drużyny, która wystąpiła dwa dni temu tak nie było.

„Reprezentacja” została utworzona trochę w pośpiechu, trochę z przypadku. Trudno było oczekiwać, aby taki „kolektyw” zagrał jak przystało na kadrę narodową. Z drugiej jednak strony od co najmniej kilku piłkarzy można było oczekiwać zaangażowania i gryzienia trawy, aby wykorzystali swoją szansę na pokazanie się nie tylko trenerowi, ale także szerszej widowni. Leo zmuszony odmowami czołowych piłkarzy (Boruc, Błaszczykowski), kontuzjami i leczeniem urazów (Fabiański, Jeleń, Nowak, Brożek), a także innymi okolicznościami zmuszony został do prowadzenia drużyny, której sobotni występ poddaje pod wątpliwość sens całego zgrupowania w Afryce.

Beenhakker zachowuje się jednak tak, jak w ostatnim czasie przyzwyczaił nas do tego, czyli nie widzi problemu w tym w czym wszyscy dookoła upatrują ten problem a poza tym szuka winnych wszędzie tylko nie u siebie. Tym razem krytykuje piłkarzy, a zwłaszcza tych najbardziej doświadczonych, za brak zaangażowania, ale jednocześnie zapomina, że to on prowadził kadrę w tym meczu! Zagrali piłkarzy, których on dobrał i zmianami nie potrafił zmusić do lepszej gry. Co do zawodników, którzy pojawili się w kadrze, bo podobno są przyszłością reprezentacji (Peszko, Wilk, Trałka czy Komorowski), to trzeba zadać pytanie kto bardziej zawinił – Leo powołując ich, czy oni sami potwierdzając swoją grą, że na powołania nie zasłużyli. Oczywiście powołania były przypadkowe i wymuszone różnymi trudnościami, ale czy nie lepiej było powiedzieć to jeszcze przed meczem z RPA zamiast rozpływać się w zachwytach nad „kadrą”. Na nieszczęście Don Leo po raz kolejny okazało się, że boisko weryfikuje wszystkie poglądy i oceny.

czwartek, 23 kwietnia 2009
Spokój Prezesa

Grzegorz Lato odkąd został Prezesem PZPN zaskakuje swoją łagodnością i pobłażaniem dla Leo Beenhakkera. Gdy stanowisko prezesa piastował Michał Listkiewicz, Lato należał do jednego z najzagorzalszych krytyków Holendra a jednocześnie zwolenników i obrońców polskiej myśli szkoleniowej. Widać, że punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia...

Lato ze spokojem przyjął porażkę w Belfaście i dał Beenhakkerowi gwarancje dalszej pracy z polską kadrą. Dalszej w kontekście eliminacji do Mistrzostw Świata 2010 w RPA. Co więcej, ze spokojem przyjął nieobecność Don Leo na posiedzeniu Zarządu PZPN. O ile przez długi czas za trenerem przemawiały wyniki, o tyle od pewnego czasu jedyne przekonuje o nie zwalnianiu go to wysoka odprawa, którą należałoby wypłacić w przypadku zerwania kontraktu.

Przyczyną nieobecności Leo na posiedzeniu jest podobno spotkanie z Hiddinkiem i Wengerem, ale konia z rzędem temu kto domyśli się o czym trenerzy rozmawiają i czy jest to związane z polską kadrą. Beenhakker jako pracownik PZPN powinien uczestniczyć w spotkaniach, naradach i posiedzeniach, na które jest zapraszany. Brak uczestnictwa można usprawiedliwić innymi ważnymi sprawami, ale związanymi wyłącznie z polską kadrą. Jeśli Beenhakker w tym czasie załatwia swoje prywatne sprawy, albo jak wskazuje praktyka ostatnich miesięcy, sprawy związane z Feyenoordem, to jest to podstawa do zwolnienia go na skutek nie wywiązywania się z obowiązków w ramach stosunku pracy. Uważam, że Leo powinien poprowadzić kadrę do końca eliminacji a dopiero wtedy będzie można ocenić całokształt jego pracy, a zwłaszcza to, co działo się po awansie do Euro 2008.

Postawa Prezesa jest ważna, bo pomimo negatywnych wypowiedzi i skrajnych stanowisk, Lato w swoim działaniu zachowuje spokój, którego w obecnej sytuacji najbardziej potrzebuje polska kadra.

środa, 25 lutego 2009
Engel za Beenhakkera?

Dzisiejszą informację dziennika „Polska" o ewentualnym zastąpieniu Beenhakkera Engelem w przypadku braku zwycięstwa w Belfaście traktuję z przymrużeniem oka. W końcu dziennikarze coś muszą pisać.

Zwalnianie trenera w trakcie eliminacji do wielkiej imprezy jest zawsze ryzykowne. Następca zwalnianego trenera znajduje się w bardzo trudnej sytuacji, ale z drugiej strony ma silne alibi w przypadku niepowodzenia. Jeśli nie wywalczy awansu, to zawsze powie, że poprzednik wszystko zepsuł. Poza tym piłkarze muszą zmienić styl gry i dostosować się do nowego szkoleniowca. Wprawdzie zamiana Janasa na Bońka była dobrym posunięciem, ale zanim kadrowicze zrozumieli o co chodzi Janusowi trochę czasu upłynęło. Moim zdaniem lepiej, gdy jeden trener prowadzi kadrę w eliminacjach do samego ich końca. Nigdy nie wiadomo czy rywale nie zaczną grać dla nas i z beznadziejnej sytuacji można wyjść obronną ręką. Uważam, że jeśli ktoś coś zaczął to powinien mieć możliwość skończenia tego, chyba że wyjątkowo się do tego nie nadaje. Beenhakker nadaje się do trenowania polskiej kadry, nawet w przypadku braku oczekiwanej wiktorii w Belfaście.

Engel nie może zostać trenerem kadry, bo słynne porzekadło mówi, że „dwa razy nie wchodzi się do tej samej rzeki". Dodatkowo pamiętamy okoliczności w jakich kadra żegnała się z Engelem, czyli występ polskiej kadry na mundialu w Japonii i Korei Południowej w 2002 r. Kolejny argument przeciwko Engelowi to fakt, że miał zbyt długą przerwę w prowadzeniu jakiegokolwiek zespołu. Niebawem upłyną trzy lata.

Engelowi w kadrze mówię stanowcze „Nie".
sobota, 14 lutego 2009
W co gra Beenhakker?

Feyenoord Rotterdam oficjalnie poinformował, że Leo Beenhakker przyjął propozycję objęcia funkcji doradcy technicznego kierownictwa „Feye” do końca trwającego sezonu. Leo zapewnił, że będzie pozostawał w cieniu, bez kontraktu, bez pieniędzy, bez oficjalnej funkcji. Informacja Feyenoordu zadaje się temu przeczyć. Zanosi się na kolejny konflikt na linii PZPN-Beenhakker, bo Grzegorz Lato powiedział, że nie zgodził się na żadną formę współpracy trenera z jakąkolwiek inną drużyną.

 

Beenhakker najpierw otrzymał propozycję objęcia funkcji trenera Feyenoordu i prowadzenia go wraz z reprezentacją Polski. Lato nie zgodził się, co w związku z nieudanymi meczami reprezentacji jesienią należy uznać za słuszne, bo Leo powinien skoncentrować się na najbliższych meczach reprezentacji. Wprawdzie trener zapewnia, że obie funkcje nie kolidowałyby ze sobą, ale nie oszukujmy się, że Beenhakker dalej pracowałby z takim zaangażowaniem w Polsce jak do tej pory a trzeba przyznać, że to zaangażowanie maleje. Z drugiej strony Leo daje coraz więcej powodów, dla których należy sądzić, że kwestią czasu jest porzucenie polskiej kadry i związanie się z Feyenoordem.

 

Lato postąpił jak przystało na każdego pracodawcę. Płaci (niemało), wymaga i chce mieć pracownika na wyłączność. Odmowa nie zdenerwowała Beenhakkera tak jak ujawnienie jego pytania o możliwość współpracy z klubem z Rotterdamu. Leo był wściekły, że jego rozmowa z prezesem PZPN trafiła na łamy gazet i być może na złość Prezesowi PZPN Beenhakker przyjął propozycję doradztwa. Podkreślił jednak, że będzie to robił wyłącznie w swoim czasie wolnym i nikt nie będzie mu dyktował co w tym czasie będzie robił. Lato częściowo zgadza się z tym twierdzeniem, bo nie zamierza dysponować wolnym czasem Beenhakkera, ale nie wyraża zgody, aby w tym czasie współpracował z jakąkolwiek inną drużyną.

 

Odnoszę wrażenie, że Beenhakker zostając doradcą Feyenoordu przygotowuje się do przejęcia tego klubu w nowym sezonie niezależnie od wyników osiągniętych przez polską reprezentację. Częściowo potwierdzają to słowa samego Beenhakkera: „Chcę pracować z myślą o przyszłym sezonie, wprowadzając rozwiązania i struktury, które pozwolą trenerowi zespołu działać w optymalnych warunkach.”. Wydaje się, że w przypadku braku awansu do Mistrzostwa Świata w 2010 roku winny będzie tylko trener a podjęcie współpracy z „Feye” będzie mu wypominane przy każdym niepowodzeniu polskiej kadry.

 

A jeszcze niedawno Leo mówił: „Pracujemy na rzecz całego narodu. Reprezentujemy Polskę. Jestem bardzo szczęśliwy, że ludzie tak interesują się reprezentacją.”…

 

Cytaty pochodzą z serwisu sport.pl.

 

wtorek, 23 grudnia 2008
Warzycha, Nowak, Piechniczek i Beenhakker, czyli przedświąteczny galimatias

Ponad tydzień temu pisząc o zainteresowaniu Sunderlanu Leo Beenhakkerem, wskazywałem kariery trenerskie byłych selekcjonerów polskiej reprezentacji, podważając prymat „polskiej szkoły trenerskiej". Tymczasem dzisiaj okazało się, że Robert Warzycha zastąpił na stanowisku trenera mistrzów MLS (Columbus Crew) Sigfrieda Schmida. Wprawdzie Warzycha nie prowadził reprezentacji Polski, ale trudno zaliczyć go do fachowców z polskiej szkoły trenerskiej. Swoje pierwsze szlify trenerskie Warzycha zdobywał właśnie w Columbus, gdy tymczasowo pełnił funkcję pierwszego trenera. W zeszłym, mistrzowskim sezonie był asystentem w sztabie szkoleniowym klubu z Columbus.

Przy okazji wypadałoby wspomnieć jeszcze jednego byłego reprezentanta Polski. Piotr Nowak, bo o nim mowa w latach 2004-2006 prowadził D.C. United, z którym już w pierwszym sezonie pracy zdobył mistrzostwo MLS. Od 2007 r. jest trenerem reprezentacji USA under-23 i asystentem trenera pierwszej reprezentacji USA, choć długo wydawało się, że właśnie on zastąpi legendarnego Bruce'a Arenę. Warzycha i Nowak, to trenerzy młodego pokolenia, którzy najpiękniejsze momenty swojej piłkarskiej kariery zdobyli poza granicami kraju. Obaj rozpoczęli karierę trenerską także poza Polską, czyli „polską szkołą trenerską". Wprawdzie MLS, to nie Bundesliga czy Premier League, ale to MLS wykształciła piłkarzy, którzy grali ćwierćfinale Mistrzostw Świata w 2002 r.

Pozostając jeszcze przy tych trenerskich dywagacjach, to Franz Smuda, mimo sukcesów z Lechem otwarcie powiedział w wywiadzie dla „Gazety", że chciałby poprowadzić klub Bundesligi - Zawsze chciałem i chcę nadal pracować w Bundeslidze. Miałem takie możliwości i propozycje, ale wówczas byłem związany z kontraktem z polskim klubem. Niestety nie miałem takiej oferty, gdy byłem trenerem do wzięcia".

A Antoni Piechniczek na łamach prasy zaprosił na wigilijną kolację Leo Beenhakkera, który w opinii Józefa Wojciechowskiego, właściciela Polonii Warszawa, w styczniu na 90 procent pożegna się z reprezentacją. Czyżby nadtrener Piechniczek zaprosił Beenhakkera na pożegnalną kolację?

 
1 , 2
| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Tagi