Wpisy z tagiem: ekstraklasa

środa, 24 kwietnia 2019
Kabaret z transferem Freddy’ego Adu do Sandecji Nowy Sącz

Na początku sierpnia 2017 r. była nadzieja amerykańskiego soccera – Freddy Adu nie przeszedł testów medycznych w beniaminku ekstraklasy – Sandecji Nowy Sącz. Przymiarki do „transferu” pojawiły się pod koniec lutego.

W połowie pierwszej dekady XXI wieku świat oszalał na punkcie Adu. Urodzony w Ghanie, a wychowany w Stanach Zjednoczonych nastolatek robił furorę w juniorskich reprezentacjach Jankesów (32 bramki w 48 meczach!), a w D.C. United zadebiutował w wieku 15 lat. Co ciekawe, do I zespołu wprowadzał go Piotr Nowak. W styczniu 2006 roku, mając 16 lat i 234 dni, zaliczył pierwszy występ w dorosłej kadrze USA i do dziś jest najmłodszym reprezentantem Stanów Zjednoczonych w historii (…)” (cyt. za: sportowefakty.wp.pl). W reprezentacji rozegrał 17 meczy, w których zdobył dwie bramki.

FreddyAdunalotniskusportpl

Freddy Adu - tuż po przylocie do Polski.

Źródło: sport.pl.

„(…) w wieku 14 lat zadebiutował w MLS w zespole DC United. Podpisał milionowy kontrakt z firmą Nike oraz nagrał reklamę z legendarnym Pele, do którego go porównywano.” (cyt. za: sport.pl). W 2007 r. odszedł do Real Salt Lake, a stamtąd za 1,5 mln euro do Benfiki. Do 2011 r. w drużynie „Orłów” zagrał łącznie 16 ligowych meczy i strzelił w nich 3 bramki. Prezentował się słabo, więc ciągle był wypożyczany – AS Monaco, Belenenses, Aris Saloniki i Caykur Rizespor. Rozwiązał kontrakt z Benficą i wrócił do USA, gdzie odzyskał oddech w prowadzonej przez Nowaka Philadelpii Union, dla której w latach 2011-2013 rozegrał 35 meczy w MLS strzelając w nich 7 goli. „W barwach tego klubu zdobył swoją ostatnią bramkę w meczu o stawkę - we wrześniu 2012 roku.” (cyt. za: sportowefakty.wp.pl). Nie ustabilizował formy i zdecydował się szukać szczęścia w coraz słabszych klubach – Bahia (Brazylia), Jagodina (Serbia), Kuopion Palloseura (Finlandia) i Tampa Bay Rowdies (NASL – II poziom rozgrywkowy w USA). W czasie, gdy interesowała się nim Sandecja pozostawał bez klubu. Serwis sportwefakty.wp.pl opisywał Adu w następujący sposób: „Z biegiem czasu coraz mniej przypominał profesjonalnego piłkarza, przede wszystkim pod względem sylwetki. Ostatniego gola Adu strzelił blisko pięć lat temu, a niedawno parał się reklamowaniem odkurzaczy w internecie.”.

Portal sport.pl poinformował (…), że piłkarz otrzymał propozycję półrocznego kontraktu i miesięcznych zarobków wynoszących 4 tysiące euro. Szkoleniowiec pierwszoligowego zespołu nie wierzy własnym uszom. Wszystkiemu zaprzecza, mimo że informację potwierdzał prezes i dyrektor sportowy klubu.” (cyt. za: sportowefakty.wp.pl). Radosław Mroczkowski, trener Sandecji dementował pojawiające się w marcu informacje, że Adu przyleciał do Polski i był nawet na testach medycznych. Mroczkowski powiedział: „Nie był u nas na testach i w ogóle nawet przez chwilę nie było tematu jego transferu (…) Nie planowałem Adu ani w treningach, ani w meczach kontrolnych. W końcu mam coś do powiedzenia, prawda? (…) W szatni jest sporo żartów na ten temat, może piłkarz ciągle czeka, aż ktoś odbierze go z dworca w Nowym Sączu?” (cyt. za: sportowefakty.wp.pl).

Andrzej Danek prezes klubu w wywiadzie dla sport.pl poinformował, że transferem zajmuje się Arkadiusz Aleksander (Pełnomocnik Zarządu MKS Sandecja ds. Sportowych), który złożył menadżerowi Adu „konkretną propozycję”, ale nie uzyskał żadnej odpowiedzi. Inne źródła informowały, że piłkarz otrzymał propozycję z Azji i dlatego nie podjął rozmów z „Biało-czarnymi”.

W chwili zamieszania z Adu, Sandecja zajmowała 8. miejsce w 1. lidze z dorobkiem 27 punktów w 17 meczach i miała do rozegrania dwa zaległe mecze. Na wiosnę 2017 r. zdobyła 34 punkty, wygrała I ligę i awansowała do ekstraklasy. Temat Adu powrócił, choć „wydawało się, że Sandecja zrezygnuje z tego transferu ze względu na wysokie wymagania finansowe Amerykanina.” (cyt. za: sport.pl).

FreddyAdunarynkuwNowym_Sczufaktpl

Freddy Adu na rynku w Nowym Sączu

Źródło: fakt.pl.

Na przełomie lipca i sierpnia Adu pojawił się jednak w Polsce i nie przeszedł testów medycznych pod okiem doktora Tomasza Cisonia. Po analizie wyników postanowiono podziękować zawodnikowi zamykając mu możliwość udziału z meczu sparingowym drużyny rezerw z Hartem Tęgoborze.

FreddyAdutestymedycznesandecjacompl

O przyszłości Freddy’ego Adu w Polsce podobno zdecydowały testy medyczne.

Źródło: sandecja.com.pl.

Okazuje się, że sytuacja z niepoinformowaniem trenera powtórzył się, bo Mroczkowski grzmiał w mediach: „To jakiś żart. Czytam w mediach o testach. Zapytałem dyrektora, (Arkadiusz Aleksander - red.) dlaczego nic mi o tym nie powiedział. A on na to, że przecież wysłał mi SMS-a, że "będzie piłkarz na testach”. No i że wszyscy wiedzieli. Marketing wiedział, pracownicy w klubie wiedzieli... No tak, tylko trener nie wiedział, że będzie testował piłkarza” (cyt. za: sportowefakty.wp.pl).

Wszystko stało się jednak zrozumiałe po wpisie Arkdiusza Aleksandra na tweeterze – „My swój cel minimum osiągnęliśmy już po pięciu minutach jego pobytu w Polsce. (cyt. za: port.interia.pl). Można to odczytać w ten sposób, że klub z Nowego Sącza w ogóle  nie był zainteresowany podpisaniem kontraktu, tylko był zainteresowany, aby w mediach pojawiły się informacje o klubie. Nie może więc dziwić, że prezes i dyrektor sportowy klubu nie konsultowali z trenerem sprowadzenia tego, konkretnego piłkarza. Adu poczuł się urażony („Przez lata byłem wykorzystywany przez zbyt wielu ludzi dla popularności i nie pozwolę, żeby znowu się to wydarzyło.” – cyt. za: sport.interia.pl), a postawę A. Aleksandra i Sandencji Nowy Sącz krytykowano nawet w USA.

Adu poszerzył grono znanych piłkarzy, którzy bezskutecznie starali się o angaż w polskim klubie, tyle że np. Victor Agali (Nigeria, Zawisza Bydgoszcz 2012), Raul Bravo (Hiszpania, Legia Warszawa 2013), czy Taye Taiwo (Nigeria, Legia Warszawa 2015) trenowali i grali w sparingach. Adu, jak wszystko na to wskazuje, został potraktowany przedmiotowo i nawet nie dostał szansy na zaprezentowanie swoich umiejętności, abstrahując od tego, jaki one są.

 

Źródła: własne, sport.pl, sportowefakty.wp.pl, eurosport.onet.pl, transfermarkt.pl, sport.interia.pl, pl.wikipedia.org, fakt.pl, sandecja.com.pl.

poniedziałek, 22 kwietnia 2019
Sezon 2016/2017 był wyjątkowy dla Legii Warszawa pod względem rzutów karnych

Niefrasobliwość piłkarzy Legii w sezonie 2016/2017 przyniosła rywalom w ekstraklasie aż dziesięć rzutów karnych, z czego osiem jesienią, podyktowanych między V a XIV kolejką.

W sezonie 2016/2017 sędziowie podyktowali przeciwko Legii 10 rzutów karnych, podobnie jak przeciwko Bruk-Termalice. Tyle, że „Słonie” wykonywały jeszcze 7 „jedenastek”, a Legia tylko trzy. Pod względem różnicy między wykonywanymi, a bronionymi karnymi Legia z wynikiem -7 zdecydowanie odstawała od kolejnej pod tym względem drużyny, czyli Piasta Gliwice (-4). Klub z Gliwic był tym, który wykonywał najmniej rzutów karnych (2). Najwięcej „jedenastek” wykonywali piłkarze Wisły Plock (11) i Lecha Poznań (10). Największą różnicę między wykonywanymi a bronionymi karnymi miały wspomniane już Wisła Plock (6), Lech Poznań (5) i Arka Gdynia (5).

Dziesięć karnych podyktowanych przeciwko Legii to więcej niż w poprzednich pięciu sezonach łącznie!!! W sezonie 2011/2012 – 1, 2012/2013 – 1, 2013/2014 – 4, 2014/2015 – 2, 2015/2016. W tym czasie legioniści wykonywali aż 27 rzutów karnych notując w każdym sezonie dodatni bilans między karnymi wykonywanymi a bronionymi. Zdecydowanie wybijał się pod tym względem sezon 2012/2013 z bilansem +8 (9 wykonywanych, 1 broniony).

W poprzednich pięciu sezonach tylko przeciwko jednej drużynie sędziowie podyktowali 10 jedenastek (Górnik Łęczna, 2015/2016). Rekordzistą w sezonie 2014/2015 był Ruch Chorzów (8), w sezonie 2013/2014 – Korona Kielce i Górnik Zabrze (po 9), 2012/2013 – Pogoń Szczecin (8), a w sezonie 2011/2012 – Podbeskidzie Bielsko-Biała (7).

Formacja obronna popełniała katastrofalne błędy, a decyzje sędziów były słuszne, choć w przypadku kilku sytuacji sędziowie może wybroniliby się, gdyby ich gwizdek milczał. Warto zauważyć, że pięć rzutów karnych zostało spowodowane zagraniem piłki ręką. Legioniści narzekali na skrupulatność sędziów, ale w odpowiedzi portal weszlo.com wskazał, że w tych meczach sędziowie powinni podyktować przeciwko Legii… kolejne cztery (ewidentne) rzuty karne!

Po dwa rzuty karne sprokurowali ci, na których bardzo liczono w grze obronnej, czyli Michał Pazdan (po Euro 2016 mianowany przez kibiców „ministrem obrony narodowej”) i kapitan drużyny – Jakub Rzeźniczak. Dwa karne spowodował też Michał Kopczyński, ale on wchodzi do drużyny i można go tłumaczyć niedoświadczeniem. Po jednym rzucie karnym mają na sumieniu Adam Hlousek, Artur Jędrzejczyk, Maciej Dąbrowski i Arkadiusz Malarz.

 

Karne podyktowane przeciwko Legii w sezonie 2016/2017 w ekstraklasie:

1.Michał Pazdan blokuje ręką strzał Grzegorza Piesio (V kolejka, 13 sierpnia 2016, Górnik Łęczna – Legia 1:0), ale Arkadiusz Malarz obronił rzut karny wykonywany przez Grzegorza Bonina.

Karny_nr_1__Malarz_broni_Bonina_sportdziennikpl

Źródło: sport.dziennik.pl.

2.Jakub Rzeźniczak zgarnia piłkę ręką sprzed Gergela (VIII kolejka, 10 września 2016, Termalika Bruk-Bet Nieciecza – Legia 2:1). Vlastimir Jovanović wykorzystuje rzut karny.

Karny_nr_2__Jovanovi_pokonuje_Malarza_interiapl

Źródło: interia.pl.

3.Michał Kopczyński podcina Kędziorę (VIII kolejka, 10 września 2016, Termalika Bruk-Bet Nieciecza – Legia 2:1). Wojciech Kędziora wykorzystuje rzut karny.

4.Michał Pazdan blokuje ręką strzał Janoszki (IX kolejka, 18 września 2016, Legia – Zagłębie Lubin 2:3). Krzysztof Janus wykorzystuje rzut karny.

Karny_nr_4__Janus_pokonuje_Malarza_przegladsportowypl

Źródło: przegladsportowy.pl.

5.Adam Hlousek blokuje ręką dośrodkowanie (X kolejka, 23 września 2016, Wisła Kraków – Legia 0:0). Arkasziu Malarz broni strzał Denisa Popovicia z rzut karnego.

Karny_nr_5__Malarz_broni_karnego_Popovicia__przeglasportowypl

Źródło: przeglasportowy.pl.

6.Jakub Rzeźniczak uderza w twarz Matrasa (XII kolejka, 14 października 2016, Pogoń Szczecin – Legia 3:2). Adam Frączczak wykorzystuje rzut karny.

Karny_nr_6__Frczczak_pokonuje_Malarza_ekstraklasatv

Źródło: przegladsportowy.pl.

7.Michał Kopczyński podcina Macieja Makuszewskiego (XIII kolejka, 22 października 2016, Legia – Lech Poznań 2:1). Marcin Robak wykorzystuje rzut karny.

Karny_nr_7__Robak_pokonuje_Malarza_weszlocom

Źródło: weszlo.com.

8.Arkadiusz Malarz taranuje Rymaniaka (XIV kolejka, 28 października 2016, Korona Kielce – Legia 2:4). Miguel Palanca wykorzystuje rzut karny.

Karny_nr_8__Palanca_pokonuje_Malarza_legioniscicom

Źródło: legionisci.com.

9.Artur Jędrzejczyk zagrywa piłkę ręką (XXX kolejka, 22 kwietnia 2017, Cracovia – Legia 1:2). Karnego wykorzystuje Damian Dąbrowski.

Karny_nr_9__D.Dbrowski_pokonuje_Malarza_ekstraklasatv

Źródło: ekstraklasa.tv.

10.Maciej Dąbrowski fauluje Pawła Brożka (XXXI kolejka, 30 kwietnia 2017, Legia – Wisła Kraków 1:1). Karnego wykorzystuje Petar Brlek.

Karny_nr_10__Brlek_pokonuje_Malarza_ekstraklasatv

Źródło: ekstraklasa.tv.

W tym czasie, gdy rywale Legii wykonywali aż dziesięć karnych, mistrzowie Polski wykonywali tylko trzy, zresztą dwa niewykorzystane niewykorzystany (Nemanja Nikolić w meczu z Zagłębiem Lubin i Miroslav Radović w meczu z Pogonią Szczecin; trafił tylko Guilherme przeciwko Bruk-Bet Termalice Nieciecza). Częściej legioniści strzelali karne w europejskich pucharach – Nikolić 2 (w meczach z HSK Zrjinski Mostar i Dundalk FC) i Radović 1 (w meczu z Realem Madryt).

Legia w dziewięciu ligowych meczach, w których rywale wykonywali rzut karny nie radziła sobie. Na 27 punktów możliwych do zdobycia, wywalczyła tylko 11 (3 zwycięstwa, 2 remis, 4 porażki, bramki 14:14). W jedynym meczu, który w sezonie 2016/2017 Legia rozegrała w Pucharze Polski też została ukarana rzutem karnym. W meczu 1/16 finału Pucharu Polski przeciwko Górnikowi Zabrze Radosław Cierznik obronił strzał Romana Gergela. Działo się to tuż przed przerwą meczu, w którym Legia prowadziła 2:0. Ostatecznie przegrała po dogrywce 2:3, co potwierdza, że Legii „nie idzie” w meczach, w których przeciwko niej są dyktowane rzuty karne.

Karny_nr_11__Cierzniak_karnego_Gergela_polsatsport

Źródło: polsatsport.pl.

Arkadiusz Malarz obronił tylko (a może aż) dwa rzuty karne spośród dziesięciu wykonywanych przeciwko Legii w ekstraklasie, czyli popisał się skutecznością na poziomie 20%. Na pokrzepienie i dla przypomnienia można przypomnieć, że Malarz w debiucie w barwach Legii w przegranym 1:3 meczu XX kolejki sezonu 2014/2015 (15 lutego 2015) obronił rzut karny wykonywany przez Macieja Gajosa:

Karny_nr_12_Malarz_broni_strza_Gajosa_legiacom

Źródło: legia.com.

 

Źródła: własne, 90minut.pl, przegladsportowy.pl, sport.dziennik.pl, interia.pl, przegladsportowy.pl, legionisci.com, weszlo.com, ekstraklasa.tv, polsatsport.pl, legia.com.

niedziela, 21 kwietnia 2019
„Eksperci” część 14 – Mario Maloca nie docenił Legii

Mario Maloca, chorwacki defensor Lechii Gdańsk, w sezonie 2016/2017 był pewien o wyższości swojego klubu nad Legią. Wyniki meczów mocno zweryfikowały jego pogląd.

Przed jesiennym meczem sezonu 2016/2017 pomiędzy Legią, a Lechią Gdańsk, stoper lechistów – Mario Maloca powiedział: „Mamy lepszy zespół niż Legia, mamy lepszego trenera i lepszą atmosferę w drużynie. Uważam, że gramy najlepiej w Polsce. Widać to przede wszystkim po ostatnich wynikach. Musimy to kontynuować. Czas na zwycięstwo w Warszawie” (cyt. za: sport.pl). Piłkarz, który z uwagi na swoją dobrą grę był wówczas nazywany „generałem” gdańskiej defensywy, dał się ponieść emocjom i pewności siebie.

Legia rzeczywiście słabo grała jesienią, a ligowe występy łączyła z fazą grupową Ligi Mistrzów. Przed meczem z Lechią zajmowała w ligowej tabeli trzecie miejsce od końca, czyli 14. z dorobkiem 10 punktów (2 zwycięstwa, 2 remisy, 4 porażki, bramki 10:12). Lechia była liderem z 22 punktami (7-1-2, 16:10). Na nieszczęście chorwackiego defensora, mecz z jego klubem był dla Legii debiutem w roli trenera Jacka Magiery. Efekt był niespodziewany. Legia pewnie rozbiła Lechię 3:0, oddając w tym meczu 34 strzały, w tym 16 celnych. Maloca został ukarany w tym meczu żółtą kartką, a według „Przeglądu Sportowego” był „rozkojarzony i spóźniony”.

Maloca_walczy_o_pik_z_Radovicem__sportinteriapl.

Mario Maloca walczy o piłkę z Miroslavem Radovicem.

Źródło: sport.interia.pl.

Wiosną 2017 r., a dokładniej 19 marca, Lechia gościła Legię na własnym stadionie i wydawało się, że tym razem Maloca w pojedynku z Legia będzie miał dużo więcej szczęścia. Po jego bramce w 48. minucie „Biało-zieloni” prowadzili 1:0, ale później Maloca popełnił dwa błędy. W 58. minucie nie upilnował Michała Kucharczyka, który zdobył bramkę wyrównującą, a w 87. minucie wybił piłkę wprost pod nogi Kucharczyka, który strzałem zza pola karnego pokonał Dusana Kuciaka i zapewnił Legii wygraną. Maloca zaliczył swoistą „asystę” i po meczu przepraszał za ten błąd.

Obie drużyny spotkały się jeszcze raz. W grupie mistrzowskiej, w ostatniej kolejce sezonu, przy Łazienkowskiej padł bezbramkowy remis, a oba kluby zachowały swoje miejsca w tabeli. Maloca w meczu z Legią ukarany został żółtą kartką i nie wyróżnił się niczym specjalnym. Legia została mistrzem Polski 2017, a Lechia nie poprawiła 4. miejsca i nie wystąpiła w europejskich pucharach. Lechia ostatecznie straciła do Legi pięć punktów, co oznacza, że przez 27 kolejek (od 10. kolejki) zdobyła 17 punktów mniej od Legii, a przecież Maloca mówił, że Lechia ma lepszy zespół, trenera i atmosferę w drużynie… albo się pomylił, albo mistrzostwo zdobyła gorsza drużyna…

W lipcu 2017 r. Chorwat został wypożyczony do występującego w 2. Bundeslidze – SpVgg Greuther Furth. Przygodę z Lechią zakończył na 60 ligowych występach i 4 golach. Zagrał w pięciu ligowych meczach przeciwko Legii, w których Lechia 1 wygrała i po dwa zremisowała (bilans bramkowy 4:6).

 

Źródła: własne, 90minut.pl, transfermarkt.com, pl.wikipedia.org, sport.interia.pl. A.Dawidziuk, Odmieniona Legia odrabia straty, „Przegląd Sportowy” z dnia 3 października 2016 r., s. 2. „Przegląd Sportowy” z dnia 20 marca 2017 r., s. 3-4.

Marcjanik idzie w ślady Żewłakowa

W sezonie 2016/2017 Michał Marcjanik z Arki Gdynia strzelił aż trzy samobójcze bramki w Ekstraklasie. W ten sposób nawiązał do czterech bramek samobójczych strzelonych przez Michała Żewłakowa dla Legii w różnych rozgrywkach w latach 2011-2013.

Marcjanik jest wychowankiem Arki, a sezon 2016/2017 był jego debiutanckim w Ekstraklasie. Zaprezentował się nadzwyczaj dobrze, jak na 22-latka. Wystąpił w aż 30 meczach, w tym 29 w pełnym wymiarze czasowym, a do tego strzelił 2 gole i aż 3 samobóje.

Marcjanik_po_samobóju_w_Lubinie

Marcjanik po strzeleniu bramki samobójczej w Lubinie.

Źródło: ekstraklasa.tv.

Swoisty samobójczy hat-trick zaczął kompletować pod koniec sezonu zasadniczego. W XXVIII kolejce (8 kwietnia 2017 r.) trafił do własnej bramki w meczu z Pogonią Szczecin (1:5), w XXIX kolejce (17 kwietnia 2017 r.) z Lechią Gdańsk (1:2), a w XXVII kolejce z Zagłębiem Lubin (3:1). Co ciekawe, Marcjanik wszystkie trzy samobóje strzelił w meczach wyjazdowych i w każdym w drugiej połowie. Może wynikało to z braku koncentracji młodego defensora?

Można powiedzieć, że Marcjanik poszedł w ślady Żewłaka, tyle że karierę zaczął od samobójów, którymi były reprezentant Polski karierę kończyć. Gdyby jeszcze Marcjanik poszedł w ślady byłego piłkarza Anderlechtu, Olympiakosu i Legii pod względem prezentowanego poziomu piłkarskiego, to zrobiłby świetną karierę, a reprezentacja Adama Nawałki zyskała solidnego defensora.

 

Źródła: własne, 90minut.pl, ekstraklasa.tv.

Klątwa Probierza

Po meczu Jagiellonia Białystok – Korona Kielce (4:1) w XXV kolejce Ekstraklasy 2016/2017 Michał Probierz ówczesny trener Jagiellonii Białystok powiedział: „Trzeba pogratulować Lechowi dubletu”, a tymczasem Poznaniacy przegrali finał Pucharu Polski, a ligę zakończyli na najniższym stopniu podium.

Początek wiosny Lech rzeczywiście miał znakomity, ale od słów wypowiedzianych przez Probierza 12 marca 2017 r. „Kolejorz” wywalczył 22 punkty (6 zwycięstw, 4 remisy, 2 porażki) – tyle samo, co Lechia Gdańsk, ale mniej niż Legia – 28 punktów (8 zwycięstw, 4 remisy, 0 porażek) i Jagiellonia – 23 punkty (6 zwycięstw, 5 remisów, 1 porażka). Co ciekawe, Probierz wypowiedział cytowane słowa po wygranym meczu, gdy prowadzona przez niego drużyna miała punkt przewagi nad Lechem.

Probierz_podczas_konferencji_prasowej_2017

Źródło: twojmecz.pl.

Można przypuszczać, że celem tej wypowiedzi było zdjęcie presji i oczekiwań z piłkarzy Jagiellonii, a nie realna ocena sytuacji w tabeli, bo przecież „Jaga” była wówczas liderem, a o mistrzostwo walczyła do ostatniej sekundy sezonu! Probierz nie chciał jednak przyznać, że jego klub walczy o mistrzostwo i ma szanse na wygranie ligi. Zapewne z tego powodu powiedział o dublecie Lecha. Później mówił, że o mistrzostw walczą trzy kluby na „L”, a Jaga jest tylko dodatkiem, jak również, że sędziowie pomagają Legii. Takie wypowiedzi akurat w przypadku Probierza nie dziwią.

Wracając do Lecha, to jak na ironię - Probierz pochwalił „Kolejorza” po wygranym wyjazdowym meczu z Arką Gdynia (4:1), a w finale Pucharu Polski Lech przegrał na Stadionie Narodowym z… Arką (1:2)!

Dla klubu z Poznania najlepiej byłoby, gdyby Probierz nie przepowiadał mu sukcesów.

 

Źródła: własne, sportowefakty.wp.pl,90minut.pl, twojmecz.pl.

Jakby się czuli?

W niedzielę 4 czerwca 2017 r. w meczu ostatniej kolejki Ekstraklasy 2016/2017 Lechia Gdańsk walczyła w Warszawie z Legią, a korespondencyjnie z Jagiellonią Białystok i Lechią Gdańsk o Mistrzostwo Polski. Ostatecznie Lechia zakończyła rozgrywki poza podium, ale ciekawe jakby swoją radość okazywało czterech byłych piłkarzy Legii reprezentujących Lechię?

W barwach Lechii wystąpiło czterech piłkarzy, którzy wcześniej reprezentowali barwy Legii. Słowacki bramkarz Dusan Kuciak występował w Legii od jesieni 2011 r. do początku 2016 r. Przez pięć sezonów rozegrał 131 meczów ligowych, wywalczył po trzy Mistrzostwa Polski i Puchary Polski. Dla „Lechistów” przed meczem z Legią rozegrał 16 ligowych meczy będąc silnym punktem zespołu.

Jakub Wawrzyniak występował w Legii od sezonu 2007/2008 do jesieni 2008 r., a następnie od wiosny 2010 r. do jesieni 2014 r. Przez siedem sezonów rozegrał 127 meczów ligowych, w których zdobył siedem bramek. Wywalczył cztery Puchary Polski, dwa Mistrzostwa Polski i Superpuchar Polski. W Lechii od wiosny 2015 r. rozegrał trzy sezony – 77 ligowych meczy.

Wawrzyniak_i_Jędrzejczyk_czerwiec_2017

Jakub Wawrzyniak walczy o piłkę z Arturem Jędrzejczykiem. Kiedyś koledzy z jednej drużyny, teraz walczą po przeciwnych stronach boiska.

Źródło: sport.tvp.pl.

Ariel Borysiuk grał dla Legii przez sześć sezonów – od wiosny 2008 r. do jesieni 2011 r. i od wiosny 2016 r. Rozegrał 103 mecze ligowe, w których zdobył cztery bramki. Wywalczył cztery Puchary Polski i jedno Mistrzostwo Polski. W Lechii grał w sezonie 2014/2015, jesienią 2015 r. i od wiosny 2017 r. Dla „Biało-Zielonych” rozegrał 68 meczy ligowych, w których zdobył trzy bramki.

Czwartym do brydża jest Rafał Wolski, który był związany z Legią od 2008 r. do początku 2013 r. W klubie z Warszawy zadebiutował wiosną 2011 r. i przez dwa sezony rozegrał 25 meczy strzelając w nich sześć goli. Zdobył dwa Puchary Polski. W Lechii gra od początku sezonu 2016/2017 i przed meczem z Legią rozegrał dla niej 33 mecze ligowe, strzelając trzy gole.

Co ciekawe, wszyscy czterej wymienieni piłkarze najwięcej czasu w swoich karierach byli związani z Legią i za wyjątkiem Wolskiego najwięcej ligowych meczy rozegrali właśnie w Legii. Z tego powodu, ciekawe jak wszyscy czterej czują się przyjeżdżając w roli gościa na dobrze im znany stadion w Warszawie. Ciekawe jakby się czuli, gdy zwyciężając nad Legią sięgnęliby po Mistrzostwo Polski? Tego jednak nie dowiemy się przynajmniej do końca kolejnego sezonu.

 

Źródła: własne, 90minut.pl, sport.tvp.pl.

A może zmienić zasady wyboru króla strzelców?

W sezonie 2016/2017 królem strzelców ekstraklasy zostało dwóch piłkarzy – Marcin Robak (Lech Poznań) i Marco Paixao (Lechia Gdańsk), ale patrząc nawet historycznie, to król jest tylko jeden. Może należałoby określić zasady w sposób zapewniający wyłonienie tylko jednego króla strzelców?

Robak i Paixao zdobyli po 18 bramek, ale komentatorzy i eksperci wyżej cenią osiągnięcia Paixao. Przede wszystkim dlatego, że Robak aż 8 goli zdobył z rzutów karnych, a Paixao tylko 4, choć trzeba przyznać, że zaliczył też jedno pudło. Robak rozegrał 37 meczy, co daje średnią 0,49 gola na mecz, zaś Paixao 35 meczy, co daje nieco lepszą średnią – 0,51 gola na mecz.

Królem strzelców ekstraklasy, zgodnie z obowiązującymi przepisami, zostaje piłkarz, który zdobył najwięcej goli. Jeśli jednak największą liczbę goli ma więcej niż jeden piłkarzy, to każdy z nim jest tytułowany królem strzelców.

W belgijskiej Jupiler League przy równej liczbie bramek decyduje liczba goli zdobytych na wyjeździe. Dzięki temu królem strzelców w sezonie 2016/2017 został Łukasz Teodorczyk (Anderlecht Bruksela), a nie Henry Onyekuru (KAS Eupen). Obaj zdobyli po 22 gole, ale Teodorczyk na wyjeździe zdobył 15 goli, a jego rywal 12.

Robak_i_M.Paixao

Źródło: gol24.pl.

A gdyby zastosować taką zasadę w Polsce, to zyskałby Robak, który zdobył na wyjeździe 8 goli, przy 4 golach Paixao. Co ciekawe, obaj napastnicy rywalizowali o koronę także w sezonie 2013/2014. Robak, wówczas piłkarz Piasta Gliwice i Pogoni Szczecin zdobył 22 gole, a Paixao (wtedy Śląsk Wrocław) tylko o jednego mniej. Robak zdobył 6 bramek z rzutów karnych (+ jedno pudło), zaś Paixao 4 (wszystkie „jedenastki”  celne). Na wyjazdach obaj zdobyli po 9 goli.

Osiągnięcie Robaka jest deprecjonowane z uwagi na stosunkowo dużą liczbę bramek zdobytych z rzutów karnych, ale czy słusznie? Przecież każda bramka jest bramką, niezależnie od tego w jaki sposób została zdobyta. A gol z rzutu karnego jest mniej istotny, tylko dlatego, że nie jest golem zdobytym z akcji? Czy można mu przypisać jakąś ułomność? Zdecydowanie nie. Zresztą sposób zdobycia bramki nie ma znaczenia, bo jak mówi stare piłkarskie (choć może i wędkarskie) porzekadło „liczy się to, co jest w sieci”.

Robak jest krytykowany, ale czy jego winą jest, że Lech gra właśnie w taki sposób, który sprzyja rzutom karnym? A sam Robak wykorzystuje nadarzającą się okazję i jest w tym bezbłędny, skoro w sezonie 2016/2017 wykorzystał wszystkie „jedenastki”. Robakowi wypomina się jedenastki, a gdy Robert Lewandowski zabrał się za egzekutora rzutów karnych, to cała piłkarska polska tylko mu przyklasnęła. W końcu zwiększył swoje szanse na liczne nagrody i indywidualne osiągnięcia. Robakowi taką możliwość jednak odbiera się.

Wartościowanie goli nie ma sensu. Przyznawanie większej wartości bramkom z gry niż na przykład bramkom zdobytym ze stałych fragmentów gry, nie prowadzi do niczego dobrego. Można przecież wartościować bramki ze względu na to, czy dają punkty, czy są zdobywane w meczach przegranych. Można przygotować przeliczniki i algorytmy, ale nie dajmy się zwariować!

 

Źródła: własne, 90minut.pl, gol24.pl.

sobota, 20 kwietnia 2019
Bezdyskusyjne zwycięstwo Legii nad Lechem daje pozycję lidera

W meczu 34. kolejki Ekstraklasy 2016/2017, rozegranym w środę 17 maja 2017 r., Legia Warszawa pewnie pokonała Lecha Poznań 2:0 (1:0) i po raz pierwszy w sezonie została liderem Ekstraklasy.

Spotkania Legii z Lechem nazywane są polskim klasykiem. Emocje zapewniają kibice, a także piłkarze i trenerzy obu klubów. „Emocje podgrzali dodatkowo piłkarze Lechii, którzy wygrali z dotychczasowym liderem Jagiellonią 4:0. To oznaczało, że kto zwycięży w Warszawie, ten wskoczy na pierwsze miejsce. Lechowi do szczęścia wystarczał też remis.” (cyt. za: eurosport.onet.pl).

2017.05.17_Legia_-_Lech_Poznań_(2)

Legia objęła prowadzenie już w 7. minucie meczu. Maciej Dąbrowski zagrał długą piłkę z własnej połowy do Vadisa Odidja-Ofoe, którego niedokładnie pokrył Tomasz Kędziora, a Jan Bednarek miał za daleko, aby dogonić Belga. Najlepszy piłkarz warszawskiego zespołu strzałem z powietrza z kilku metrów nie dał Matúšowi Putnocký’emu żadnych szans na skuteczną interwencję. W ten sposób zakończyła się seria słowackiego bramkarza – 366 minut bez puszczonej bramki w ekstraklasie.

Strzelca gola na pewno należy pochwalić, ale podającego także. Tym bardziej, że mówimy o obrońcy, który nie jest znany z takich zagrań. Nie może więc dziwić, że portal weszlo.com pisał: „(…) Dąbrowski… No, no, nie spodziewaliśmy się, że na takie rzeczy w ogóle tego faceta stać.”. „Lech po tym golu wyglądał jak sparaliżowany. Nie tylko nie miał pomysłu, jak na niego odpowiedzieć, ale też nadal pozwalał Legii na wiele pod własnym polem karnym.” (cyt. za: sport.pl). „To był dobry fragment w wykonaniu Legii, bo gospodarze stwarzali kolejne sytuacje. W 10. minucie ponownie w roli głównej wystąpił Ofoe. Belg świetnie podał do Dominika Nagy’ego, ale młody Węgier strzelił zbyt lekko i Putnocky złapał piłkę.” (cyt. za: eurosport.onet.pl). W 12. minucie Odidja-Ofoe znakomicie podał do wbiegającego w narożnik pola karnego Guilherme. Brazylijczyk ograł Macieja Wilusza i naciskany przez Bednarka oddał z kilku metrów z ostrego kąta strzał, po którym piłka trafiła tylko w boczną siatkę. „Okres wyraźnej przewagi Legii zakończył Nagy, który po podaniu z głębi pola mógł skopiować wyczyn Ofoe, ale bramkarz Lecha poradził sobie z jego strzałem. Po dobrym pierwszym kwadransie tempo meczu spadło.” (cyt. za: eurosport.onet.pl). W 18. minucie na groźny strzał zza pola karnego zdecydował się Mihai Radut, ale piłka przeleciała nad poprzeczką.

Poznaniacy długimi momentami rozgrywali piłkę na połowie rywala, ale niewiele z tego wynikało. Mieli problemy ze stworzeniem sobie dogodnych szans. Liczyli też na stałe fragmenty, ale najgroźniejszy z nich zakończył się piąstkowaniem Malarza po dośrodkowaniu Raduta.” (cyt. za: lechpoznan.pl). Chwilę później, w 41. minucie Nagy podał do Tomasza Jodłowca, który wbiegł w pole karne i naciskany przez Bednarka oddał strzał w długi róg, Putnocky odbił piłkę, która przeleciała tuż obok słupka. „Lech nie istniał, a Nenad Bjelica stał przy linii z rękami w kieszeni, jakby nie dowierzał. Nie dowierzał w to, co widzi - w to, jak jego zespół oddał pole gry, jak nie potrafi zbudować choćby jednej dobrej akcji, oddać nawet jednego celnego strzału. A Jacek Magiera nawet nie wstał (…), bo Legia w pierwszej połowie grała bezbłędnie.” (cyt. za: sport.pl). Legia kontrolowała przebieg spotkania, a Lech nie potrafił jej zagrozić. Pomysłem na grę „Kolejorza” było zagrywanie długich piłek do osamotnionego Dawida Kownackiego, który został całkowicie wyłączony z gry przez Dąbrowskiego i Michała Pazdana. Inna sprawa, że wystawienie Kownackiego zamiast lidera klasyfikacji najskuteczniejszych, czyli Marcina Robaka, musiało zastanawiać.

Na początku drugiej polowy przypomnieli o sobie goście. W 46. minucie Maciej Makuszewski ograł przy linii bocznej Adama Hlouška (Nagy odpuścił atakowanie Makuszewskiego) i zbiegł w pole karne, skąd z ostrego kąta oddał strzał, po którym Arkadiusz Malarz (chyba trochę asekuracyjnie) odbił piłkę na rzut rożny. „W 52. minucie mogło być 2-0 dla legionistów, ale Miroslav Radović zbyt długo zwlekał z decyzją o strzale i ostatecznie futbolówkę zdołali mu zabrać defensorzy. Za moment z rzutu rożnego dobrze dośrodkował Thibault Moulin i nikomu nie udało się zamknąć akcji.” (cyt. za: legionisci.com).

2017.05.17_Legia_-_Lech_Poznań_(4)

Po godzinie gry trener Bjelica wprowadził Robaka w miejsce Radosława Majewskiego. Były napastnik Pogoni Szczecin i Piasta Gliwice wprowadził sporo ożywienia w szeregach „Kolejorza”, ale efektów nie było. Cztery minuty później na boisku pojawił się Kasper Hämäläinen. Fin w ostatnich dwóch meczach Legii i Lecha był rezerwowym, a w doliczonym czasie gry strzelał decydujące o zwycięstwie bramki. Tym razem zastąpił Nagy’ego. „Już chwilę po wejściu na boisko "Hama" bardzo dokładnie dośrodkował do Guilherme, a ten z dogodnej pozycji oddał niezły strzał, który wylądował jednak w rękach Putnockiego.” (cyt. za: legia.com). Po upływie kolejnych dwóch minut legioniści rozegrali kombinacyjną akcję, po której Guilherme oddał mocny strzał z dwunastu metrów, ale piłka odbiła się od nogi Bednarka i skończyło się tylko na strachu lechitów i rzucie rożnym dla gospodarzy. Dlaczego akcja była kombinacyjna? „Ofoe w niesygnalizowany sposób podał do Radovica w pole karne, ten zagrał piętą do Hlouska, który zostawił piłkę Guilherme.” (cyt. za: eurosport.onet.pl).

Czasu do zakończenia spotkania pozostawało coraz mniej, Legia utrzymywała minimalne prowadzenie, a Lech dalej grał swoje, czyli nie stwarzał zagrożenia pod bramką Malarza. Było to o tyle dziwne, że przecież bramka wyrównująca dawała Lechowi pozycję lidera. Zamiast tego Legia przesuwała grę coraz bliżej bramki „Kolejorza”

W 74. minucie po czterotygodniowej przerwie na boisku pojawił się Michał Kucharczyk, który zastąpił aktywnego w tym meczu Guilherme. „W 78. minucie szarżującego Vadisa Odjidję-Ofoe sfaulował Abdul Aziz Tetteh, za co otrzymał żółtą kartkę.” (cyt. za: legionisci.com). Thibault Moulin oddał strzał z rzutu wolnego z ok. 25 metrów, a piłka wylądowała w rękach Putnocký’ego.

Wreszcie w 83. minucie Jodłowiec zagrał świetną prostopadłą piłkę do Kucharczyka, a że Wołodymyr Kostewycz zagapił się i złamał linię spalonego, to „Kuchy” miał przed sobą tylko bramkarza. Przebiegł kilka metrów, podbił piłkę nad wybiegającym poza pole karne Putnockým, a następnie trochę nieporadnie (co sam przyznał po meczu) skierował ją głową do bramki Lecha. Ten gol praktycznie zakończył spotkanie. Kucharczyk w swoim szesnastym występie przeciwko Lechowi (8 zwycięstw, 3 remisy, 5 porażek) zdobył trzecią bramkę.

2017.05.17_Legia_-_Lech_Poznań_(6)

Radość gospodarzy po zdobyciu drugiej bramki.

Kluczem w całym tym spotkaniu było jednak zagarnięcie sobie środka pola, co gospodarze wykonali bezpardonowo i wręcz bezczelnie. Tercet Vadis – Moulin – Jodłowiec kompletnie zdominował dziś rywala.” (cyt. za: weszlo.com). Co ciekawe, Jodłowiec dopiero po raz czwarty w 2017 r. wystąpił w podstawowym składzie Legii. Wcześniej rywalizację o miejsce w składzie przegrywał z Michałem Kopczyńskim.

Nenad Bjelica, trener Lecha Poznań, nie przekonywał, że istnieje w innej rzeczywistości i na konferencji nie mówił, że Lech był lepszy, a Legia nie miała okazji do zdobycia bramki. Zamiast tego powiedział m.in.: „Gratuluję Legii, bo wygrała zasłużenie. W pierwszej połowie była zdecydowanie lepsza. (…) Legia ma jednego zawodnika, który robi ogromną różnicę. Vadis Odjidja-Ofoe nie pasuje do tej ligi. To świetny piłkarz. Nie chodzi tylko o to, że strzelił piękną bramkę. Inicjował świetne akcje i nie wiedzieliśmy jak go zatrzymać. To był największy problem.” (cyt. za: eurosport.onet.pl). Odidja-Ofoe tym meczem potwierdził, że jego oczekiwania na podwyżkę z 600 tys. euro do miliona euro, są uzasadnione.

Legia odniosła trzecie kolejne zwycięstwo bez straty bramki. Zresztą Malarz pozostawał niepokonany przez ponad 300 minut. „Stołeczni dorzucają więc do swojej kolekcji trzy punkty i na trzy kolejki przed końcem mają dwa „oczka” przewagi nad Lechem, Jagiellonią i Lechią. Podopieczni Jacka Magiery w końcu więc doszli do sytuacji, o której długo opowiadali i na którą cierpliwie czekali – sytuację, w której absolutnie wszystko zależy już tylko od nich.” (cyt. za: weszlo.com).

 

17 maja 2017 r., godz. 20:30 – Warszawa, Stadion Wojska Polskiego

Mecz XXXIV kolejki Ekstraklasy 2016/2017

Legia Warszawa 2-0 Lech Poznań

Bramki: Vadis Odjidja-Ofoe (7 min.) i Michał Kucharczyk (83 min.).

Legia: 1. Arkadiusz Malarz – 55. Artur Jędrzejczyk, 5. Maciej Dąbrowski, 2. Michał Pazdan, 14. Adam Hloušek – 6. Guilherme (74 min., 18. Michał Kucharczyk), 3. Tomasz Jodłowiec, 75. Thibault Moulin, 8. Vadis Odjidja-Ofoe, 21. Dominik Nagy (64 min., 22. Kasper Hämäläinen) – 32. Miroslav Radović (87 min., 15. Michał Kopczyński).

Rezerwowi, którzy nie zagrali: Radosław Cierzniak – Jakub Rzeźniczak, Łukasz Broź, Tomas Necid.

Trener: Jacek Magiera.

Lech: 30. Matúš Putnocký – 4. Tomasz Kędziora, 35. Jan Bednarek, 26. Maciej Wilusz, 22. Wołodymyr Kostewycz – 17. Maciej Makuszewski, 6. Łukasz Trałka, 14. Maciej Gajos (76 min., 55. Abdul Aziz Tetteh), 86. Radosław Majewski (60 min., 11. Marcin Robak), 18. Mihai Răduț (84 min., 25. Paweł Tomczyk) – 24. Dawid Kownacki.

Rezerwowi, którzy nie zagrali: Jasmin Burić – Lasse Nielsen, Tymoteusz Puchacz, Marcin Wasilewski.

Trener: Nenad Bjelica (Chorwacja).

żółte kartki: Guilherme (20 min., za faul), Radović (23 min., za faul), Odjidja-Ofoe – Trałka (29. min, za faul), Tetteh (78. min., za faul).

sędziowali: Daniel Stefański (Bydgoszcz) jako główny oraz Myrmus i Golis.

widzów: 28 820.

temperatura: 19C.

 

Źródła: własne, 90minut.pl, eurosport.onet.pl, legia.com, legioniści.com, lechpoznan.pl, weszlo.com, sport.pl, sportowefakty.wp.pl. R. Błoński, Rewelacyjny Vadis prowadzi do tytułu, s. 2-3. P. Wesołowicz, Legia pobiła Lecha, „Gazeta Wyborcza” z dnia 18 maja 2017 r., s. 22.

piątek, 19 kwietnia 2019
Najpiękniejsze dni w karierze Gerarda Badii

Hiszpański pomocnik Piasta Gliwice – Gerard Badia strzelił pięć goli w trzech kolejnych ligowych meczach w marcu 2017 r. i został wybrany piłkarzem miesiąca ekstraklasy. To zdecydowanie najlepszy okres w karierze tego piłkarza.

4 marca 2017 r. Piast Gliwice przegrał z Wisłą Kraków 1:2, a jedynego gola dla gospodarzy zdobył Badia. 10 marca Piast wygrał na wyjeździe ze Śląskiem Wrocław 4:3, a Badia ustrzelił pierwszego w karierze hat-tricka (według samego zainteresowanego był to jego najlepszy mecz w karierze). 18 marca Piast pokonał u siebie Arkę Gdynia 3:2, a jedną z bramek dla Piasta zdobył oczywiście Badia.

Profesjonalne granie zaczynał w klubie CF Gava (25 ligowych meczy / 3 bramki). Później reprezentował barwy rezerw Realu Murcia (12/0) i CD Guadalajara. Po pierwszym sezonie spędzonym na trzecim poziomie rozgrywkowym (20/1), jego klub awansował do Secunda Division, gdzie Badia rozegrał dwa sezony (39/2) aż wreszcie usłyszał od trenera, że jest zbyt słaby i odstaje od reszty drużyny. Następnie związał się z trzecioligowym SD Noja (18/1), ale nie dostawał wynagrodzenia przez pół roku i pogodził się, że będzie pracował w firmie rodziny jego żony zajmującej się oponami samochodowymi, a dodatkowo będzie grał za 800 euro w lokalnym klubie czwartoligowym. Wtedy jednak pojawiła się oferta Piasta Gliwice, który ostatecznie wykupił Badię za zaledwie 75 tys. euro. Od 2014 r. do zakończenia sezonu 2015/2016 rozegrał dla gliwickiego klubu 76 meczy, w których zdobył 6 bramek. Osiągnął też największy klubowy sukces w swojej karierze, czyli wicemistrzostwo Polski. W Hiszpanii był jednym z wielu, bardzo wielu przeciętych piłkarzy, a w Polsce stał się wyróżniającym piłkarzem i jedną z gwiazd Piasta Gliwice.

Przed sezonem 2016/2017 kończył mu się kontrakt, ale postanowił zostać w Gliwicach, aby gra w piłce codziennie przynosiła mu radość. Nic więc dziwnego, że portal weszlo.com charakteryzuje Hiszpańskiego napastnika w trzech słowach: stale uśmiechnięty facet. On sam skromnie mówi o sobie „Jestem Gerard, normalny facet, nie jakiś pan piłkarz.” i dodaje, że jego największą zaletą jest gra lewą nogą. Z udzielanych przez niego wywiadów można wywnioskować, że jego zdaniem kluczem do sukcesu są – ciężka praca, trening i zaangażowanie.

„Przegląd Sportowy” w „Skarbie Kibica” przed rundą wiosenną sezonu 2016/2017 wskazał Hiszpana jako ulubieńca kibiców Piasta Gliwice opisując go w następujący sposób: „Katalończyk w Gliwicach jest traktowany jak maskotka drużyny, ale i gwiazda. Czy wchodzi na boisko na ostatnie pięć minut, czy gra od początku, zawsze może liczyć na owację kibiców Piasta. Badia mocno zżył się z klubem, utożsamia się z Piastem i dlatego jest uwielbiany przez fanów. Mimo że trener Latal nie zawsze na niego stawia, to jednak potrafi zrobić różnicę. Pod koniec roku był najlepszym piłkarzem gliwiczan. Nic więc dziwnego, że fani oraz pracownicy działu marketingu drżą na myśl o odejściu Badii. Katalończyk wciąż nie przedłużył kontraktu, który wygasa po sezonie i jego przyszłość w klubie jest niewiadomą.”.

Gerard_Badia_hattrick_ze_lskiem_przegladsportowypl

Źródło: przegladsportowy.pl.

Trochę już poznał polską ekstraklasę, dlatego w wywiadzie dla weszlo.com powiedział, że najbardziej niedocenianym ligowcem jest Filip Starzyński, a najbardziej przereklamowanym Bartosz Kapustka. Najbardziej dał mu się we znaki, co oznacza, że najbardziej wymagającym był Arkadiusz Głowacki. Największego symulanta nie wskazał.

Jaki jest prywatnie Badia? Lubi posłuchać Coldplay i Andreę Bocellego. Śledzi wyniki MotoGP i ogląda też tenis ziemny. Jego ulubionym klubem piłkarskim jest Barcelona, bo jak był dzieckiem koszulkę tego klubu dostał od swojej matki. Na łóżkiem wieszał plakaty Rivaldo, a obecnie oprócz Ekstraklasy i LaLiga ogląda jeszcze mecze Premiership. Jeździ samochodem Volvo X3. Przyjaźni się ze znanym piłkarzem – Oriolem Romeu (Barcelona, Chelsea, Valencia, Stuttgart, Southampton). Na zgrupowaniach pokój dzielił z Brazylijczykiem Hebertem.

Gerard Badia jest kolejnym piłkarzem potwierdzającym, że przeciętniach z trzeciej ligi Hiszpańskiej może stać się jeśli nie gwiazdą, to jednym z najlepszych piłkarzy ligi. Szlaki Gerardowi przetarli Inaki Astiz, Ruben Jurado, Dani Quintana, Airam Cabrera, a po nim podążali Carlitos i Jesus Imaz.

Trener Wdowczyk przed rozpoczęciem sezonu 2017/2018 zdecydował, ze Hiszpan będzie zakładał opaskę kapitańską w Piaście. Z tej decyzji nie cieszył się zbyt długo, bowiem już w pierwszej kolejce sezonu 2017/2018 doznał kontuzji w wyjazdowym meczu z Cracovią (1:1). Kolejny mecz zagrał dopiero w grudniu 2017 r.

 

Źródła: własne, 90minut.pl, pl.wikipedia.org, transfermarkt.pl, przegladsportowy.pl. K. Brommer, Badia kapitanem gliwiczan, „Przegląd Sportowy” z dnia 10 lipca 2017 r., s. 20. „Skarb Kibica. Ekstraklasa sezon 2016/2017 – wiosna” – bezpłatny dodatek do przeglądu Sportowego” z dnia 10 lutego 2017 r., s. 83. KRIS, Pech Hiszpana, „Przegląd Sportowy” z dnia 17 lipca 2017 r., s. 23.

poniedziałek, 08 kwietnia 2019
Superstrzelec Nikolić (niestety) pożegnał się z Legią

18 grudnia 2016 r. okazał się ostatnim dniem, w którym Serb z węgierskim paszportem – Nemanja Nikolić wystąpił w barwach warszawskiej Legii. Nikolić pożegnał się z klubem i kibicami w najlepszy z możliwych sposobów, czyli hat-trickiem ustrzelonym w zwycięskim meczu z Górnikiem Łęczna (5:0).

Nikolić przychodził do Legii latem 2015 r. jako trzykrotny król strzelców ligi węgierskiej (2009/2010, 2013/2014, 2014/2015). Filigranowy napastnik (180 cm, 80 kg) od 2010 r. w 149 ligowych meczach strzelił dla Videotonu FC Fehervar 87 bramek. „Przychodził za darmo, wraz z zakończeniem kontraktu, co musiało budzić wątpliwości.” (cyt. za: weszlo.com). Początek rzeczywiście nie był najlepszy. W debiucie w Legii, w wyjazdowym meczu z Lechem Poznań o Superpuchar zaprezentował się blado, jak cała drużyna, która poległa z kretesem 1:3. W kolejnym meczu, Legia pokonała rumuńskie FC Botosani 1:0 w eliminacjach Ligi Europy. Legia nie zachwyciła, a Nikolić irytował częstymi spalonymi. Na swojego pierwszego gola dla Legii czekał 219 minut. Przełamał się w trzecim występie dla warszawskiego klubu. W 1. kolejce ekstraklasy, w 71. minucie wyjazdowego spotkania z Górnikiem Łęczna (2:0), zdobył pierwszego gola. Po kwadransie dołożył drugiego i tak się zaczęła fantastyczna strzelanina w jego wykonaniu.

2018.12.18_Nikolic_caluje_herb_Legii

Źródło: futbolfejs.pl.

Wyjątkowy król strzelców

Sezon 2015/2016 zakończył z rzadko spotykanym w polskich realiach wynikiem strzeleckim – 28 bramek w 37 meczach. Co więcej, strzelił co najmniej jednego gola każdemu z piętnastu ligowych rywali Legii. Jedynie Pogoni Szczecin musiał strzelić gola w grupie mistrzowskiej, bo pozostałym klubom strzelił bramkę w sezonie zasadniczym. Został pierwszym piłkarzem od 1958 r., który dokonał tej sztuki.

Tylko czterokrotnie król strzelców polskiej ligi zdobył więcej bramek niż Nikolić. Takimi superstrzelcami byli – Henryk Reyman (Wisła Kraków) 37 goli w 1927 r., Ernest Wilimowski (Ruch Wielkie Hajduki Chorzów) 33 gole w 1934 r., Józef Kohut (Wisła Kraków) – 31 goli w 1931 r. i Marek Koniarek (Widzew Łódź) – 29 goli w sezonie 1995/1996.

Królami strzelców w barwach Legii byli Ernest Pol, Henryk Kempny, Lucjan Brychczy (trzykrotnie), Krzysztof Adamczyk, Dariusz Dziekanowski, Sylwester Czereszewski, Stanko Svitlica i Takesure Chinyama. Z Nikoliciem może się równać jedynie Svitlica, który w sezonie 2002/2003 w 30 ligowych meczach zdobył 24 bramki i jako pierwszy obcokrajowiec w historii polskiej ligi został królem strzelców. Po Svitlicy, a przed Nikoliciem jeszcze trzech obcokrajowców zostało królem strzelców, ale oni również nie przebili wyniku Serba. Artjoms Rudnevs (Łotwa, Lech Poznań) w sezonie 2011/2012 w 29 meczach zdobył 22 gole, choć początek miał fantastyczny. W pierwszych dziewięciu ligowych meczach zdobył aż czternaście goli (w tym trzy kat-tricki!), ale później już nie był tak super skuteczny. Wspomniany Takesure Chinyama (Zimbabwe, Legia) w sezonie 2008/2009, podobnie jak Paweł Brożek, zdobył 19 goli, choć piłkarz Legii zagrał w 26 meczach, a piłkarz Wisły w jednym meczu więcej. Robert Demjan (Słowacja, Podbeskidzie Bielsko-Biała) został niespodziewanym królem strzelców w sezonie 2012/2013 z mizernym dorobkiem 14 goli w 30 meczach.

Sukcesy w Polsce

Nikolić był w Legii tylko półtora roku, ale w tym czasie wywalczył, oprócz tytułu króla strzelców, dublet na stulecie Legii, awans do fazy grupowej Ligi Mistrzów, w której Legia zajęła 3. miejsce i w konsekwencji promocję do 1/16 finału Ligi Europy. Jesienią sezonu 2016/2017 zdobył 12 bramek w 19 meczach i opuszczając Polskę był liderem klasyfikacji strzelców. Zajął 8. miejsce w rankingu najlepszych strzelców w rozgrywkach ligowych 2016 r., prowadzonym przez Międzynarodową Federację Historyków i Statystyków Futbolu (IFFHS). Zdobył 27 bramek (Robert Lewandowski był 7. z 30 golami).

W czasie gry w barwach Legii awansował z reprezentacją Węgier do turnieju finałowego UEFA Euro 2016 we Francji, gdzie wystąpił w dwóch meczach, a reprezentacja odpadła w 1/8 finału.

Na stałe w historii Legii

W Legii rozegrał 86 meczów, w których zdobył 55 bramek i miał 13 asyst. W lidze w 56 meczach zdobył 40 bramek, w europejskich pucharach w 21 meczach zdobył 8 goli, w Pucharze Polski w 8 meczach zdobył 7 goli. Jedynie w Superpucharze Polski nie zdobył bramki dla Legii (w jednym występie). Być może przygoda z Ligą Mistrzów nie do końca mu wyszła, bo w fazie grupowej grał mało, ale gola i tak strzelił.

W klasyfikacji strzelców wszechczasów zajmuje 20. miejsce, a przecież do osiągniecia tego potrzebował zaledwie półtora roku! „86 spotkań wystarczyło Nemanji Nikoliciowi, by na stałe zapisać się wśród czołowych strzelców w historii Legii Warszawa. Z 55 trafieniami wyprzedził Wojciecha Kowalczyka (54 gole / 151 meczów) i zrównał się z Jerzym Podbrożnym (55 goli / 99 meczów). Średnia goli "Niko" to 0,64 gola na mecz. Z historycznej dwudziestki tylko trzech zawodników miało lepszą: Marian Łańko 0,88 (75/85), Henryk Kempny 0,75 (58/77) i Ernest Pol 0,78 (56/72).” (cyt. za: legionisci.com).

Jak grał Nikolić?

Portal weszlo.com charakteryzuje jego sposób gry następująco: „Unikalny spryt. Instynkt. Umiejętność wywarcia presji na nieszczególnie gramotnych obrońcach, których w lidze nie brakuje. Magic touch. Dwa dotknięcia piłki, trzy bramki. Sam styl pożegnania – sześć goli w trzech ostatnich meczach – mówi wszystko.” I podkreśla, że „gdy zarzucało mu się, że nie zdobywa mocniejszym rywalom – od razu wkładał im dublety, gdy zarzucało się, że nie potrafi trafić w pucharach – momentalnie rozwiewał wątpliwości”. Serwis legionisci.com zwracał uwagę na inne aspekty jego gry: „typowy list pola karnego - aż 49 goli zdobył z obrębu "szesnastki". Szybkość nie była jego atutem, ale szybkość podjęcia decyzji o strzale wielokrotnie zaskakiwała bramkarzy.”. Sam Nikolić powiedział: „Czasami miałem dobre mecze, czasami gorsze, ale zawsze uczciwie pracowałem.” (cyt. za: „Przegląd Sportowy”).

Smutek

Nikolić został zdjęty z boiska w 78. minucie meczu z Górnikiem Łęczna popłakał się. Ta piękna historia zatoczyła koło. Pierwszego gola w barwach Legii strzelił przeciwko „Zielono-czarnym” i ostatniego strzelił przeciwko temu samemu klubowi. Szkoda, że odszedł, bo drugiego takiego napastnika tak w Legii, jak i w polskiej lidze trudno będzie znaleźć.

Po odejściu Nikolicia miałem nadzieję, że wróci do Legii, niekoniecznie dlatego, że przygoda w Chicago Fire będzie nieudana. Nikolić udzielił jednak wywiadu, w którym wyraźnie powiedział, ze rozdział zatytułowany „Legia” jest już zakończony. Swój instynkt strzelecki potwierdził już w pierwszym sezonie, gdy w 31 meczach zdobył 24 gole i został królem strzelców MLS. Oto cały (Król) Nikolić!

 

Źródła: własne, 90minut.pl, weszlo.com, legionisci.com, legia.com, legia.net, pl.wikipedia.org, futbolfejs.pl, ekstraklasa.tv. Perfekcyjny mecz – wywiad red. M. Kaliszuka z Nemanją Nikoliciem, „Przegląd Sportowy” z dnia 19 grudnia 2016 r., s. 3.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 10
| < Kwiecień 2019 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30          
Tagi