Wpisy z tagiem: ekstraklasa

sobota, 04 listopada 2017
Rzadko się zdarza

Przez polską ekstraklasę przewinęło się wielu zagranicznych trenerów. Niewielu miało jednak znane w Europie nazwisko i CV, a jeszcze mniej było takich, którzy po pracy w Polsce znaleźli lepsze miejsce zatrudnienia. To się naprawdę rzadko zdarza, a tymczasem Stanisław Czerczesow, po zakończeniu współpracy z Legią został selekcjonerem reprezentacji Rosji! Zostało to ogłoszone 11 sierpnia 2016 r.

Czerczesow podobno miał oferty ze Spartaka Moskwa, Lokomotiwu Moskwa i Red Bull Salzburg. Ostatecznie jednak został trenerem Sbornej, co po pracy w Legii, należy uznać za spory awans i docenienie pracy, którą wykonał w Polsce.

Czerczesow_(Legia)_podczas_konferencji_prasowej

Stanisław Czerczesow podczas konferencji prasowej jako trener Legii Warszawa.

Źródło: legia.net.

Czerczesow_(Rosja)_podczas_konferencji_prasowej

Stanisław Czerczesow podczas konferencji prasowej jako selekcjoner Sbornej.

Źródło: sport.tvp.pl.

Lepsze miejsca pracy pod względem prestiżu i poziomu gry (a nie finansowym!), po przygodzie z ekstraklasą znalazło tylko pięciu trenerów. Wspomniany Czerczesow, Dan Petrescu, Frantisek Straka, Rivardo Moniz i następca Czerczesowa w Legii, czyli Besnik Hasi.

Dan Petrescu miał niewielkie doświadczenie (Sportul Studentesc, Rapid Bukareszt), gdy trafił pod Wawel, gdzie nie zagrzał zbyt długo miejsca. Później wywalczył z nieistniejącym już klubem Unirea Urziceni – mistrzostwo Rumunii (2009) i awans do fazy grupowej Ligi Mistrzów, co otworzyło mu drogę do kontraktów w Kubaniu Krasnodar, Dynamie Moskwa, Targu Mures, CFR Cluj oraz w klubach z Chn, Kataru i ZEA.

Frantisek Straka, legenda Sparty Praga, po spuszczeniu Arki Gdynia do 1. ligi, co przypłacił płaczem podczas konferencji prasowej objął, choć na krótko, stery w… największym rywalu Sparty, czyli Slavii Praga. Później prowadził znane w Polsce kluby zza południowej granicy, czyli 1. FK Pribam i Slovan Bratysława.

Holender Ricardo Moniz całkiem nieźle spisywał się w roli trenera Lechii Gdańsk, ale z powodów osobistych zrezygnował z kontynuowania współpracy i… odnalazł się w TSV 1860 Monachium. Wprawdzie to klub tylko z 2. Bundesligi, ale o sporym potencjale, zainteresowaniu i prestiżu.

Ostatnim w tym prestiżowym gronie jest Besnik Hasi. Albańczyk zastąpił Czerczesowa na stanowisku trenera Legii i osiągnął historyczny sukces w postaci awansu do Ligi Mistrzów po dwudziestu latach przerwy, jednak o reszcie jego pobytu w Warszawie lepiej nie mówić. W kolejnym sezonie Hasi prowadził Olympiakos Pireus i powtórzyła się sytuacja z Warszawy, czyli awans do Ligi Mistrzów i szybkie zwolnienie.

Ciekawie potoczyły się losy czeskiego szkoleniowca Josefa Csaplara, który po niespodziewanym wywalczeniu z Wisłą Płock Pucharu Polski i Superpucharu w 2006 zapracował sobie na pracę w lepszych klubach czeskiej ligi, czyli Viktorii Żiżkov i Slovanie Liberec. Młodym i utalentowanym trenerem, co udowodnił w NAC Breda był Robert Maaskant, ale później nie było lepiej – Groningen, Dynamo Mińsk, asystent w Columbus Crew, ponownie NAC Breda i Go Ahed Eagles. W 2017 r. zakończył karierę trenera

Portugalczyk Quim Machado miał budować potęgę Lechii, a tymczasem mocno zawiódł. Później pracował w klubach o podobnym, średnim poziomie jak np. Vitoria Setubal, Belenenses. Podobnie wyglądała historia innego portugalskiego trenera Jorge Paixao, który mając doświadczenie w postaci pracy z Estrelą Amadora i Farense objął Zawiszę Bydgoszcz. Później pracował m.in. w Olhanense i znowu w Farense, czyli prowadził kluby o podobnym poziomie sportowym.

Ciekawą grupę stanowią szkoleniowcy, którzy po prowadzeniu polskich ligowców w końcu prowadzili młodzieżowe reprezentacje (U-21). Dragomir Okuka po przygodzie z Legią szkolił serbską młodzieżówkę, z którą dotarł nawet do półfinału mistrzostw Europy (2006). Poza tym pracował bez sukcesów w Omonii Nikozja, Lokomotiwie Sofia, Kavalii i klubach chińskich (wicemistrzostwo Chin i trener roku w 2012). Pavel Hapal po zakończeniu pracy z Zagłębiem Lubin prowadził FK Senica, a później młodzieżową reprezentację Słowacji, z którą wystąpił nawet podczas polskiego UEFA Euro U-21 w 2017 r. Werner Liczka prowadził natomiast po przygodzie z „Czarnymi koszulami” młodzieżową reprezentację Czech, a później Górnika Zabrze, Wisłę Kraków, Dyskobolię Grodzisk Wielkopolski i dwukrotnie tymczasowo Banika Ostrawa. Znany z Wisły Płock Drażen Besek prowadził reprezentację Chin do lat 23.

Znamiennym jest, że część trenerów (zwłaszcza z Czech i Słowacji) po podjęciu pracy w polskim klubie kontynuuje tutaj karierę i tylko zmienia kluby, albo co jakiś czas wraca do Polski (Bohumil Panik, Libor Pala, Petr Nemec, Jan Kocian, Dusan Radolsky).

Polskie kluby prowadziło kilku trenerów, którzy byli znakomitymi i znanymi w Europie piłkarzami, ale w karierze trenerskiej już się nie popisali, a po zakończeniu przygody z ekstraklasą, nie otrzymali żadnej interesującej oferty. Wyjątkami byli Petrescu, Czerczesow i Straka, ale wspomnianą tendencję potwierdzają Jose Maria Bakero, Henning Berg (po ponad półrocznej przerwie od zwolnienia w Legii objął Videoton), Jan Kocian, Lubos Kubik, Radoslav Latal, Thomas von Heesen, czy legendarny (nie żyjący już) piłkarz i trener Vitesse Arnhem – Theo Bos.

Polskie kluby nie stać jeszcze na zatrudnianie znanych i uznanych trenerów, dlatego pojawiają się raczej znani byli piłkarze, którzy różnie sprawdzają się w roli szkoleniowców. Raczej są na początku swojej trenerskiej kariery, dlatego łatwiej sprowadzić ich do Polski. Niektórzy po przygodzie z ekstraklasą robią jednak postęp, a przykłady Petrescu, czy Czerczesowa muszą napawać optymizmem.

 

Źródła: własne, sport.pl, pl.wikipedia.org, legia.net, sport.tvp.pl. A. Dawidziuk, Czerczesow nie dostał ofert, „Przegląd Sportowy” z dnia 30 maja 2016 r., s. 10.

środa, 24 maja 2017
Niezrozumiały parasol ochronny nad Drągowskim

Bartłomiej Drągowski jest utalentowanym bramkarzem, reprezentantem młodzieżowej reprezentacji Polski i wyróżniającym się piłkarzem młodego pokolenia. Jak każdemu młodemu zdarzają się nierozsądne zachowania, ale dlaczego roztoczono nad nim parasol ochronny?

Bramkarz Jagiellonii w sierpniu 2015 r. znalazł się jedenastce serwisu Transfermarkt składającej się z najdroższych zawodników, którzy mieli wówczas mniej niż 18 lat. Niewątpliwie doceniono, że walnie przyczynił się do wywalczenia przez Jagiellonię 3. miejsca w ekstraklasie. W 29 spotkaniach wpuścił 30 goli i aż dziesięciokrotnie zachował czyste konto. Za sezon 2014/2015 otrzymał dwie statuetki na Gali Ekstraklasy – Bramkarz sezonu i Odkrycie sezonu. W lipcu 2014 r. był wyceniany na 50 tys. euro, a w chwili ogłaszania jedenastki już 2,5 mln euro. Nic więc dziwnego, że media donosiły o zainteresowaniu ze strony np. Chelsea, Juventusu i Beskitasu Stambuł. Niestety emocje brały często górę nad racjonalnym zachowaniem polskiego talentu…

„Pozdrowienia” dla kibiców Legii

W maju 2015 r. podczas meczu grupy mistrzowskiej Legia Warszawa pokonała Jagiellonię 1:0 strzelając bramkę z (podobno kontrowersyjnego) rzutu karnego w doliczonym czasie gry. Bramkarz Jagiellonii już na boisku kipiał złością i agresją. Po końcowym gwizdku najpierw ruszył w kierunku sędziego, ale został powstrzymany, a później pokazywał „fucki” kibicom gospodarzy:

Drągowski_pozdrawia_kibiców_Legii

Bartłomiej Drągowski „pozdrawia” kibiców Legii – maj 2015 r.

Źródło: legia. com za weszlo.com.

Trzy tygodnie później Drągowski został ukarany przez Komisję Ligi Ekstraklasy SA grzywną w wysokości 10 tysięcy złotych, a mógł zostać nawet zdyskwalifikowany. Prawie rok później, w lutym 2016 r. Drągowski przyjechał z Jagiellonią na stadion Legii. Przed meczem trochę prowokował mówiąc: „Myślę, że zostanę w Warszawie ładnie przywitany przez kibiców gospodarzy i też się muszę z nimi ładnie przywitać.” (cyt. za: legionisci.com). Nie było mu to jednak w głowie. „Jaga” przegrała 0:4, a trybuny śpiewały: „Ile wypuściłeś? Hej, Drążek, ile wpuściłeś?”.

Agresja wobec rezerwowego

Po porażce z Lechią Gdańsk (0:3) w październiku 2015 r. Drągowski miał pretensje do siedzącego na ławce 21-letniego lewego obrońcę Jonatana Strusa. Drągowski wykonał ruch głową w kierunku obrońcy, jakby chciał go uderzyć, albo raczej nastraszyć. Sytuację załagodzili koledzy z drużyny. Portal weszlo.com kpił, że „Drążek” miał pretensje, że Straus nie pokrył, zawalił, tylko zapomniał, że ten nie grał.

Palce w pośladki rywala

W grudniu 2015 r. w meczu Jagiellonia – Górnik Zabrze (2:3) Drągowski „skierował swoje palce w stronę pośladków Szymona Skrzypczaka, napastnika gości” (cyt. za: slask.sport.pl). Znany śląski dziennikarz Paweł Czado pisał o tej sytuacji: „Preferencje seksualne Drągowskiego mnie nie interesują, to wyłącznie tylko jego sprawa. Uważam jednak, że nie powinien ich demonstrować podczas gry w piłkę nożną, na oczach tysięcy ludzi.” (cyt. za: slask.sport.pl).

Drągowski_i_pośladki_Skrzypczaka

Bartłomiej Drągowski i Szymon Skrzypczak – grudzień 2015 r.

Źródło: futbolfejs.pl.

Drągowski niespodziewanie za swoje oburzające zachowanie uniknął kary! Zbigniew Mrowiec, szef Komisji Ligi, wyjaśnił na łamach „Sportu”: „Naszym zdaniem, zawodnik Jagiellonii uszczypnął zawodnika Górnika w pośladek. Nie dopatrzyliśmy się przekroczenia granic nietykalności cielesnej w takim stopniu, który by wymagał naszej reakcji. Zresztą, po zachowaniu bramkarza można przypuszczać, że podobne "uszczypliwości" w ferworze walki obaj panowie czynili sobie w tym meczu wielokrotnie.” (cyt. za: slask.sport.pl). Co więcej, za bramkarzem „Jagi” wstawił się poszkodowany! Szymon Skrzypczak powiedział w wywiadzie dla weszlo.com: Szczerze mówiąc… ja dopiero później zczaiłem się, o co chodzi. Podczas meczu nic nie czułem, to było bardziej muśnięcie. Wszystko wynikło z tego, że niby mu przeszkadzałem. Ja normalnie stałem i blokowałem. A potem wyszła z tego taka afera. Chciał mnie uszczypać, ale przez rękawice nawet nie był w stanie tego zrobić tak, żebym cokolwiek poczuł. Pewnie chciał mnie sprowokować, żebym mu odwinął albo coś.”.

Być może Drągowski zapatrzył się na Chilijczyka Gonzalo Jarę, który w ćwierćfinale Copa America 2016 włożył palec między pośladki Urugwajczyka Edinsona Cavaniego? Sędzia nie zauważył zdarzenia, ale Jara został ukarany dyskwalifikacją do końca turnieju, zaś Christian Heidel, dyrektor sportowy FSV Mainz, w którym grał Jara, zapowiedział surowe konsekwencje.

Symulowanie w Gdańsku

Kwintesencja skandalicznych zachowań Drągowskiego przyszła w marcu 2016 r. W meczu Lechia Gdańsk – Jagiellonia (5:1) „w 63. minucie położył się na murawie z powodu rzekomego trafienia przedmiotem z trybun” (cyt. za: trójmiasto.sport.pl). Z trybuny zajmowanej przez kibiców gospodarzy został rzucony jakiś drobny przedmiot, prawdopodobnie zapalniczka, który upadł kilka metrów obok Drągowskiego. Bramkarz Jagiellonii, złapał się za łokieć, padł na murawę i zwijał się z bólu. Niewiele to pomogło. Jagiellonia przegrywała wówczas 1:3, a gdy skończyło się pajacowanie „Drążka” Milos Krasić pewnie wykorzystał jedenastkę. Drągowski zaliczył fatalny występ i nie chodzi tylko o symulowanie w opisanej sytuacji. „Przegląd Sportowy” przyznał notę 2 (katastrofalnie) w dziesięciostopniowej skali wskazując, że źle zachował się przy trzecim golu, kłócił się z sędziami, odstawił cyrk przy rzucie karnymi i prowokował kibiców Lechii.

Drągowski_symuluje_w_Gdańsku

Bartłomiej Drągowski symuluje w Gdańsku – marzec 2016 r.

Źródło: weszlo.com.

Bramkarz Jagiellonii wypowiadał się po meczu następująco: „Nie wiem, czym zostałem trafiony, ale nie było to mocne uderzenie. Był rzut karny i chciałem wytrącić Krasicia z równowagi.” (cyt. za: weszlo.com). „Nie ukrywam, że trochę śmiesznie to wyszło i na dobrą sprawę mogłem całą sytuację rozegrać inaczej. Było to kompletnie niepotrzebne. Mogłem nie padać i nie pajacować, ale w trakcie meczu człowiek nie myśli i działa pod wpływem chwili (…) Kibice rzucili zapalniczkę i to ich wina. Ja mogłem to wykorzystać.” (cyt. za: trójmiasto.sport.pl). Weszło komentowało sytuację dosyć jednoznacznie: „Drągowski po raz kolejny udowadnia, że w jego głowie hula wiatr o wiele silniejszy, niż ten który położył go dziś na murawie. To żenujące udawanie, że ręka jest złamana, ta prośba o zmianę, ta rozmowa z Probierzem. Naprawdę, to było tak przykre, tak idiotyczne, tak groteskowe, że czekaliśmy aż Drągowski sam się ze wstydu zapadnie pod ziemię. Niestety, nie zrobił tego, a sądzimy, że chłop dalej będzie brnął w ten idiotyzm.” (cyt. za: weszlo.com)

Po meczu z Lechią, trener Jagiellonii – Michał Probierz wydał oświadczenie, w którym poinformował, że symulowanie kontuzji przez Drągowskiego było jego pomysłem (!!!). W wywiadzie dla weszlo.com trener Probierz starał się tłumaczyć wszystkie zachowania „Drążka” mówiąc, że w ostatnim czasie wiele wydarzyło się w jego życiu. „Sam widziałem, że odbiła mu woda sodowa i rozmawiałem z nim o tym. Pamiętajmy, że to chłopak z 97. Rocznika. Nie jeden starszy nie poradziłby sobie z taką otoczką, a co dopiero taki młody. Powinniśmy go czasem chronić (…) Uważam, że Bartek jest cały czas w ryzach”. Probierz tłumaczy bramkarza wiekiem mówiąc, że w wieku 18 lat nierealnym jest kontrolowanie emocji, a piłkarz zbiera doświadczenia życiowe.

Za bronienie utalentowanego bramkarza zabrał się także Cezary Kulesza, prezes Jagiellonii, który powiedział: „Bartek to bardzo grzeczny i ułożony chłopak. Ja czytając różne informacje, że mam z nim problemy i z powodu jego charakteru nie mogę go upilnować, jestem w szoku. Jak można takie rzeczy o nim pisać, skoro to jest nieprawdą? Nigdy nie było z nim żadnych problemów wychowawczych.” (cyt.: eurosport.onet.pl).

Podsumowanie

Utalentowany bramkarz niewątpliwie ma problem z trzymaniem nerwów na wodzy, ale przykład idzie z góry, bo powiedzieć, że trener Michał Probierz jest ekspresyjny, to mało powiedzieć. Dodatkowo, może liczyć na specjalne traktowanie przez władze klubu i Komisję Ligi, chyba tylko dlatego, że jest utalentowany. Problem w tym, że w ten sposób można mu zrobić tylko krzywdę, bo jeśli dalej będzie przyzwolenie na jego głupie zachowania, to aż strach pomyśleć, co będzie później... i może dobrze się stało, że latem 2016 r. Drągowski przeniósł się do Florencji za 3,2 mln euro. Przynajmniej decydenci nie będą musieli chować głowy w piasek przy kolejnych „popisach” bramkarza. A może Drągowski na obczyźnie oprócz umiejętności czysto piłkarskich, poprawi również umiejętność zachowania „chłodnej głowy”.

 

Źródła: własne, weszlo.com, przegladsportowy.pl, sport.pl, slask.sport.pl, trojmiasto.sport.pl eurosport.onet.pl, legionisci.com, legia.com, 90minut.pl. M. Wąsowski, Nerwy Drągowskiego, „Przegląd Sportowy” z dnia 5 października 2015 r., s. 11. P. Wiśniewski, Zmiennicy Piotra Nowaka zagrali na piątkę, „Przegląd Sportowy” z dnia 7 marca 2016 r., s. 6-7.

niedziela, 21 maja 2017
Białostocka fabryka transferów

W ostatnich latach Jagiellonia Białystok stała się klubem, z którego przed rozpoczęciem sezonu odchodzą kluczowi i wyróżniający się piłkarze. Zmieniają się trenerzy, kibice i piłkarze, a „Jaga” zarabia na transferach.

Jagiellonia nie osiąga zbyt wielu sukcesów, ale stale zarabia na transferach. Klub, który nie jest tak medialny i rozpoznawalny, jak Legia, Lech, czy Wisła w ostatnich latach do perfekcji opanował sztukę promowania mniej znanych piłkarzy i sprzedawania ich (głownie) zagranicę. Duża w tym zasługa Michała Probierza, ale przyznać trzeba, że kolejni trenerzy otrzymywali i otrzymują w Białymstoku dużą swobodę we wprowadzaniu do składu nowych piłkarzy, a zwłaszcza młodych i dobrze rokujących wychowanków.  Oczywiście Jagiellonii jeszcze daleko do transferowego rozmachu Legii, czy Lecha, ale w Białymstoku trudniej o wypromowanie piłkarzy. Jagiellonia albo nie grała w pucharach wcale, albo grała przez chwilę, dlatego tym bardziej należy docenić umiejętność transferowania kolejnych piłkarzy, zwłaszcza przy niewielkim  budżecie i dużo mniejszych możliwościach finansowych niż Legia i Lech.

20 spośród 23 najdroższych, czyli opiewających na najwyższą kwotę, transferów z Jagiellonii zostało przeprowadzone po sezonie 2006/2007. To właśnie w tym sezonie Jagiellonia awansowała do ekstraklasy, w której gra nieprzerwalnie. Łatwo więc dojść do wniosku, że awans do ekstraklasy zwiększył przychody Jagiellonii z tytuły transferów.

Herb_Jagiellonii_Białustok_ligapolska.net

Źródło: ligapolska.net.

Od sezonu 2015/2016 „Jaga” przeprowadziła aż pięć z czołowej „dziesiątki” najdroższych transferów z klubu. Przyniosły one zysk w kwocie 5,9 mln euro, podczas gdy transfery tej „dziesiątki” przyniosły łącznie 10,9 mln euro. Jak więc widać najdroższe transfery są przeprowadzane w ostatnim czasie. Dzieje się tak dlatego, że „Jaga” gra całkiem niezłą piłkę.

Nie może więc dziwić, że zimą 2017 r., gdy na transfer do Białegostoku zdecydował się Ziggy Gordon, to powiedział: „Wiem też, że Jagiellonia jest takim klubem, w którym piłkarze często robią duże postępy i wskakują na wyższy poziom. To dobre miejsce, żeby się wypromować (…)” (cyt. za: sportowefakty.wp.pl).

 

Najdroższe transfery z Jagiellonii Białystok (stan na dzień 21 maja 2017 r.):

  1. Bartłomiej Drągowski – 2016/2017, AC Fiorentina, 3,2 mln euro.
  2. Grzegorz Sandomierski – 2011/2012, Genk, 1,9 mln euro.
  3. Patryk Tuszyński – 2015/2016, Rizespor, 1 mln euro.
  4. Maciej Makuszewski – 2012/2013, Terek Grozny, 1 mln euro
  5. Kamil Grosicki – 2010/2011, Sivasspor, 900 tys. euro
  6. Dani Quintana – 2014/2015, Al. Ahli, 700 tys. euro.
  7. Michał Pazdan – 2015/2016, Legia, 700 tys. euro.
  8. Maciej Gajos – 2015/2016, Lech, 500 tys. euro.
  9. Tomasz Kupisz – 2013/2014, Chievo Verona, 500 tys. euro.
  10. Nika Dżalamidze – 2015/2016, Rizespor, 500 tys. euro

 

Źródła: własne, transfermarkt.pl, weszlo.com, ligapolska.net.

sobota, 20 maja 2017
Dziwna przypadłość Legii prowadzonej przez Henninga Berga

W okresie, gdy trenerem Legii była Norweg Henning Berg, warszawski klub grał fatalnie w ostatnich meczach ligowych przed przerwą na mecze reprezentacji. Spośród ośmiu takich meczy Legia wygrała tylko jeden!

Berg został ogłoszony trenerem Legii w grudniu 2013 r. W pierwszym meczu poprzedzającym przerwę na mecz reprezentacji (marzec 2014, Polska – Szkocja 0:1) Legia przegrała z Jagiellonią, choć był to walkower spowodowany awanturami na trybunach. Nie mniej jednak Legia zagrała słabo, a bezbramkowy remis do przerwy był dla legionistów (z przebiegu meczu) dosyć korzystny. Kolejna przerwa, tym razem w maju przed meczem Niemcy – Polska (0:0), została poprzedzona efektowną wygraną nad Wisłą Kraków (5:0) przybliżającą Legię do drugiego z kolei Mistrzostwa Polski (2013, 2014).

H.Berg_sportwppl

Henning Berg.

Źródło: sport.wp.pl.

W nowym sezonie 2014/2015, Legia przegrała wszystkie trzy wyjazdowe mecze poprzedzające mecze reprezentacji – z Podbeskidziem Bielsko-Biała 1:2 (wrzesień 2014, Gibraltar – Polska 0:7), z Piastem Gliwice 1:3 (październik 2014, Polska – Niemcy 2:0 i Polska – Szkocja 2:2) i Pogonią Szczecin 1:2 (listopad 2014, Gruzja – Polska 0:4 i Polska – Szwajcaria 2:2). W marcu 2015 r. Legia przegrała w Poznaniu z Lechem 1:2 tuż przed meczem Irlandia – Polska (1:1). W sezonie 2015/2016 było nieco lepiej bowiem Legia zremisowała dwa wyjazdowe mecze przed meczami reprezentacji – z Jagiellonią Białystok 1:1 (wrzesień 2015, Niemcy – Polska 3:1 i Polska – Gibraltar 8:1) i z Górnikiem Zabrze 2:2 (październik 2015, Szkocja – Polska 2:2 i Polska – Irlandia 2:1). W tych ośmiu meczach Legia zdobyła zaledwie pięć punktów na możliwych dwadzieścia cztery! Bilans Legii to 1 zwycięstwo, 2 remisy i 5 porażek, przy bramkach 12:15. Trochę Legię tłumaczy fakt, ale tylko trochę, że aż sześć z tych ośmiu meczów zagrała na wyjeździe, choć Legia prowadzona przez Jacka Magierę pokazała, że na wyjazdach można seryjnie zdobywać punkty. Dodatkowym utrudnieniem było zachowanie kibiców w jednym z domowych meczów i punkty stracone przy „zielonym stoliku”.

W analizie nie zostały uwzględnione ostatnie mecze w sezonie, ponieważ nie były one „przerwami na reprezentację”. Mecze zakończyły sezon, ale faktem jest, że po nich grała reprezentacja. Takie dwa mecze Legia rozegrała u siebie i oba wygrała – w czerwcu 2014 r. z Lechem Poznań 2:0 (przed meczem Polska – Litwa 2:1) i w czerwcu 2015 r. z Górnikiem Zabrze 2:0 (przed meczem Polska – Gruzja 4:0 i Polska – Grecja 0:0).

Wracając do Berga, to jego następca już w pierwszym meczu Legii przed przerwą na reprezentację doprowadził wojskowych do zwycięstwa. Stanisław Czerczesow poprowadził bowiem Legię do zwycięstwa nad Pogonią Szczecin (listopad 2015, Polska – Islandia 4:2, Polska – Czechy 3:1).

Berga już w Legii nie ma, więc Legia gra lepiej w meczach ligowych przez przerwami na reprezentację.

 

Źródła: własne, 90minut.pl, sport.wp.pl.

piątek, 19 maja 2017
Wszystkie grzechy Berga

Skoro w poprzednim wpisie przedstawiłem statystyki i błędy popełnione przez Stanisława Czerczesowa należałoby przypomnieć co zdecydowało o zwolnieniu jego poprzednika, czyli Henninga Berga.

Henning Berg prowadził Legię w 97 oficjalnych meczach, z których legioniści 59 wygrali, 17 zremisowali i 21 przegrali przy bilansie bramkowym 177:86. W ekstraklasie, którą podobno Legia ma zdominować pod jego ręką wojskowi wygrali tylko 58% meczów (37 z 64). W ostatnich ośmiu ligowych meczach, w których był trenerem wojskowi wygrali… tylko raz!

Największe sukcesy Norwega to mistrzostwo Polski zdobyte w 2014 roku, krajowy puchar wygrany rok później oraz awans do 1/16 finału Ligi Europy w sezonie 2014/15 (…) Legia Henninga Berga była drużyną pucharową. Do fazy grupowej tych europejskich Norweg awansował dwa razy z rzędu i wygrał 15 z 21 rozegranych w Europie spotkań, osiągając wysoki procent zwycięstw - 71%. (…) dzięki 15 zwycięstwom Berga w europucharach znacznie wzrósł współczynnik UEFA Legii. W efekcie legioniści w kolejnych sezonach będą rozstawieni w decydujących meczach eliminacji do faz grupowych Ligi Mistrzów lub Ligi Europy. Sam fakt osiągnięcia dwa razy z rzędu awansu do fazy grupowej UEL zapewni Bergowi stałe miejsce w historii całej polskiej piłki nożnej.” (cyt. za: legia.com).

Przygotowanie fizyczne

Okres przygotowawczy między jesienią 2013, a wiosną 2014 był zaskoczeniem dla wielu piłkarzy bowiem ćwiczenia nie były zbyt obciążające. Część piłkarzy przyzwyczajona do innych metod treningowych organizowała sobie dodatkowe zajęcia. Przerwa była jednak krótka, a piłkarze mogli bazować na przygotowaniu jeszcze z czasów trenera Jana Urbana. Legia zdobyła mistrzostwo i wydawało się, że wszystko jest pod kontrolą. Później Berg pracował już na swoje konto i wtedy było widać, że legioniści są często spóźnieni, start do piłki pozostawia wiele do życzenia i w ogóle brakuje im tzw. „świeżości”.

Henning_Berg_konferencja_prasowa

Źródło: eurosport.onet.pl.

Rotacja

Berg został trenerem Legii w grudniu 2013 r. i na wiosnę przyszłego roku w ogóle nie rotował składem. Niezależnie od formy grali ci sami piłkarze i trudno było zrozumieć dlaczego norweski szkoleniowiec z uporem stawia na skrzydłowego – Henrika Ojamę. Tyle tylko, że wtedy Legia grała wyłącznie w ekstraklasie. Na jesieni, gdy doszedł Puchar Polski i eliminacji Ligi Mistrzów oraz Liga Europy, rotacji było aż za dużo. Zwłaszcza na początku sezonu, czyli po zakończeniu okresu przygotowawczego (!), gdy teoretycznie zawodnicy powinni być gotowi do ciężkiej gry.

Tak naprawdę trudno było zorientować się kto tworzy pierwszy skład, a kto drugi. Co więcej, taka sytuacja niekorzystanie wpływała też na poczucie stabilizacji zawodników powodując stan permanentnej niepewności. W kilku meczach Legia zagrała w eksperymentalnym składzie, ale zdobyła komplet punktów. Na wiosnę i jesień 2015 r. już tak dobrze nie było i rotacje składem kończyły się przykrymi stratami punktów. „O regresie zespołu świadczy średnia liczba punktów zdobywanych na przestrzeni trzech sezonów pracy Berga: 2013/14 - 2,44 punktu na mecz, 2014/15 - 1,89 punktu na mecz, 2015/16 - 1,55 punktu na mecz.” (cyt. za” legia.com).

„Przegląd Sportowy” podkreślał, że rotacje w wykonaniu Berga były szkodliwe – pozbawiały zespół atutu ogrania, stanowiły przykład lekceważenia kibiców (dlatego frekwencja przy Łazienkowskiej spadała) i poważnie ograniczały prawdziwą rywalizację o miejsce na boisku.

Niekonsekwencja

Berg był niekonsekwentny jeśli chodzi o skład i przesadne rotacje, ale był też niekonsekwentny wobec piłkarzy. Ojamaa grał chyba tylko dlatego, że podobnie jak Berg świetnie mówił w języku angielskim. Portugalczyk Orlando Sa zasłużył na odsunięcie od składu, czy karę finansową, ale Berg z jednej strony mówił, że nie akceptuje jego zachowań i rzeczywiście odsuwał od kadry, a później wprowadzał na boisko. Poza tym wydaje się, że obu panom zabrakło chęci porozumienia, ale od Berga można było oczekiwać więcej. Berg szanował Radovicia, ale gdy okazało się, że Serb odchodzi do Chin, to trener nie pozwolił mu zagrać w meczu Ligi Europy z Ajaxem, odsyłając go na trybuny Areny A.

Orlando_sa_i_Henning_Berg

Orlando Sa i Henning Berg nie mieli po drodze.

Źródło: przegladsportowy.pl.

Mydlenie oczu, brak reakcji i pewność siebie

Trener Legii cały czas uważał, że jego drużyna rozgrywa dobre mecze, a gdy były gorsze, to nie wiedział jaka była w tym przyczyna, a przynajmniej nie chciał o tym mówić. Legia grała co najmniej nieprzekonująco całą wiosnę 2015 r. i część jesieni 2015 r., gdy przedłużała się seria meczów bez zwycięstwa, ale Norweg nie potrafił wstrząsnąć drużyną. Nie potrafił sprawić, aby grała lepiej, a miał na to naprawdę dużo czasu. Legia grała po prostu bez stylu, chyba że jest stylem gry był „brak stylu”. Berg nie miał sobie nic do zarzucenia. Co więcej, nie miał honoru, aby złożyć rezygnację. Z drugiej strony można powiedzieć, że wierzył cały czas w drużynę i wiedział, że lada chwila przyjdą wyniki. Problem jednak w tym, że nie było zwiastunów tej poprawy i Berg wyglądał na kogoś, kto nie wie, co ma zrobić.

Lekceważenie Superpucharu Polski

W 2014 r. Berg w meczu o Superpuchar Polski wystawił drużynę, w której połowa składała się z debiutantów. Nic więc dziwnego, że przegrała z Zawiszą Bydgoszcz 2:3. Bulwersujący jest jednak fakt, że dzień wcześniej Legia zagrała na własnym stadionie sparing z Hapoelem Beer Szewa, w którym wystąpiła w najsilniejszym składzie! Rok później Legia przegrała w Poznaniu z Lechem 1:3 będąc drużyną zdecydowanie gorszą. Berg zaskoczył tym, że potraktował mecz o to trofeum jako poligon doświadczalny i pozwolił sobie na kilka eksperymentów.

Podsumowanie

Z perspektywy czasu zupełnie inaczej wygląda wypowiedź z marca 2015 r. byłego bramkarza Legii – Jacka Kazimierskiego, który powiedział, że Berg po prostu nie pasuje do Legii.

 

Źródła: własne, eurosport.onet.pl, przegladsportowy.pl. Król jest nagi! – wywiad red. A. Bugajskiego z Jackiem Kazimierskim, „Przegląd Sportowy” z dnia 2 marca 2015 r., s. 4. A. Dawidziuk, Legia: Wiosenne błędy norweskiego trenera, „Przegląd Sportowy” z dnia 13 kwietnia 2015 r., s. 5.

środa, 17 maja 2017
Statystyki Czerczesowa

Rosyjski trener zastąpił Henninga Berga w trybie awaryjnym, aby ratować sezon, w którym na stulecie klubu Legia miała zdobyć dublet. Zadanie zrealizował, a Legia niespodziewanie nie przedłużyła z nim kontraktu na kolejny sezon. Czas pożegnania to także czas posumowania jego pracy w Warszawie.

Stanisław Czerczesow prowadził Legię w 35 oficjalnych meczach (w ekstraklasie, Pucharze Polski i Lidze Europy). Legia wygrała 23 mecze, 6 zremisowała i 6 przegrała (bilans bramkowy 63:29). Na jesieni 2015 r. Czerczesow poprowadził Legię w dziesięciu ligowych meczach, z których Legia 7 wygrała, 2 zremisowała i 1 przegrała (bilans bramkowy 18:8), ale porażka była szczególna, bo w prestiżowym meczu z Lechem Poznań przed własną publicznością. Co więcej, w tabeli jesiennych meczów od przejęcia Czerczesowa przez Legię, właśnie Lech i Legia zgromadziły najwięcej punktów, czyli 23. O miejscu pierwszym w tej wyjątkowej tabeli decydował bilans bezpośrednich meczów przemawiający na korzyść Lecha. Kolejne trzy kluby w tej klasyfikacji, czyli Piast, Cracovia i Ruch zdobyły po 18 punktów. W Warszawie najważniejsze było to, że Legia jesienią odrobiła 5 punktów do liderującego Piasta.

Na wiosnę Legia też nie był najlepsza! W szesnastu ligowych meczach zdobyła 33 punkty (10 zwycięstw, 3 remisy i 3 porażki, bilans bramkowy 28:11). Dokładnie taki sam bilans (10-3-3, bramki 28:11) miało Zagłębie Lubin, ale podobnie jak Lech na jesieni, tak „Miedziowi” na wiosnę mieli lepszy bilans bezpośrednich meczów z Legią. Oba spotkania zostały rozegrane w Lubinie. W meczu sezonu zasadniczego Zagłębie przegrało 1:2, ale w grupie mistrzowskiej wygrało 2:0. Wracając do tabeli meczów na wiosnę. Zagłębie i Legia wyprzedziły Lechię Gdańsk o 5 punktów. Piast w tej klasyfikacji był dopiero szósty ze stratą 9 punktów do Legii.

W tabeli ekstraklasy sezonu 2015/2016 uwzględniającej okres od XII kolejki, czyli tej, w której Czerczesow zadebiutował jako trener Legii, klub z Warszawy nie miał sobie równych. Legia zdobyła 56 punktów (17 zwycięstw, 5 remisów, 4 porażki, bramki 46:19) i wyprzedziła Zagłębie Lubin o dwanaście punktów, Lecha Poznań o trzynaście, a Piasta Gliwice o czternaście punktów. W ciągu tych 26 kolejek Legia była zdecydowanie najlepsza. Zdobyła najwięcej punktów, odniosła najwięcej zwycięstw, strzeliła najwięcej bramek (razem z Cracovią), poniosła najmniej porażek i straciła najmniej bramek. Czerczesow uczynił ze stadionu przy Łazienkowskiej prawie twierdzę, bo Legia zdobyła tam aż 35 z 56 punktów (11-2-1 30:6). Na wyjazdach lepiej od Legii, choć nieznacznie grały Zagłębie (o 3 pkt) i Lech (o 1 pkt), choć trzeba pamiętać, że „Miedziowi” zagrali o jeden, a „Kolejorz” o dwa mecze więcej.

Czerczesow_po_Pucharze_Polski_2016

Czerczesow po triumfie w Pucharze Polski 2016 na Stadionie Narodowym.

Źródło: fakt.pl.

Czeczesow jest zadaniowcem. Został sprowadzony do Legii, aby zdobyć dublet i cel zrealizował. Statystyki Legii prowadzonej przez rosyjskiego trenera są znakomite, ale analiza meczów wiosennych w 2016 r. dostarcza ciekawego materiału do przemyśleń. W pierwszych siedmiu ligowych meczach Legia odniosła sześć zwycięstw i jedną porażkę (bramki 15:6), choć była to dotkliwa porażka 0:3 w wyjazdowym meczu z Termaliką Bruk-Bet Nieciecza. Problem w tym, że od wyjazdowego zwycięstwa z Lechem Poznań (2:0, 28 marca 2016 r.) zaczęły się problemy… Legia nie wygrała dwóch kolejnych meczy, ale to można jeszcze pominąć. Gorzej, że spośród dziewięciu ligowych meczy wygrała cztery, zremisowała trzy i przegrała dwa, przy bilansie bramkowym 13:5. W tych dziewięciu meczach zdobyła 15 punktów, podczas gdy w pierwszych siedmiu 18 punktów. Co więcej, z czterech meczy wyjazdowych (po zwycięstwie w Poznaniu) nie wygrała żadnego i nie strzeliła w nich żadnej bramki! Legia zanotowała dwa bezbramkowe remisy i dwie porażki 0:2. Jeśli chodzi o mecze domowe, to po wspomnianym zwycięstwie z Lechem, Legia zremisowała z Lechią, ale już w czterech meczach rundy mistrzowskie lała przeciwników jak zawodowy bokser amatorskiego debiutanta. W meczach z Lechem, Cracovią, Piastem i Pogonią odniosła komplet zwycięstw z bilansem bramkowym 12:0. Niby to tylko statystyki, ale już one pokazują, że końcówka sezonu nie była najlepsza w wykonaniu Legii. Co więcej, była ogromna różnica w grze Legii w meczach przed własną publicznością i w meczach wyjazdowych. To musiało wzbudzić niepokój właścicieli Legii.

Przechodząc do sposobu gry Legii, to wcale nie było on oszałamiający. Czerczesow lubił powtarzać, że „pressing to jego stan umysłu”, ale nie w każdym meczu Legia potrafiła zdominować przeciwnika. Początek rundy wiosennej, a zwłaszcza domowy mecz z Jagiellonią pokazały to, czego oczekiwał rosyjski trener. Zwłaszcza mecz z „Jagą”, gdy goście w pierwszym kwadransie spędzili na połowie Legii mniej niż pół minuty. Z tym pressingiem i wypełnianiem założeń taktycznych nakreślonych przez trenera było różnie, ale przyznać trzeba Czerczesowowi, że Legia pod jego wodzą gromadziła punkty. Legia prowadzona przez Berga chwilami nie grała gorzej, ale to rosyjski trener sprawił, że legioniści walczyli, starali się, angażowali i byli skuteczniejsi niż pod wodzą norweskiego trenera. Mecze na remis Legia Berga remisowała, albo przegrywała, a Legia Czerczesowa wygrywała! Tutaj była różnica.

Rosyjski trener był wymagający i wprowadził ciężkie treningi. Za Berga piłkarze wojskowych albo narzekali na słabą intensywność okresu przygotowawczego albo dodatkowo trenowali. Za Czerczesowa po prostu ciężko pracowali, bo wiedzieli, że muszą przyjść efekty tej pracy. To też duży plus dla byłego trenera Tereka Grozny i Dynama Moskwa.

Czerczesow miał duże poczucie humoru, ale był nerwowy, zwłaszcza podczas konferencji prasowych, gdy bardzo łatwo się obrażał. Nie dał powiedzieć złego słowa na temat piłkarzy, tylko mówił o szacunku, a z równowagi wyprowadzały go prozaiczne pytania o to, dlaczego Legia nie może zagrać dwóch meczy z rzędu na wysokim poziomie!

Cieniem na pracę Czerczesowa w Legii trochę kładzie się polityka transferowa, czy trochę szerzej – kadrowa. Trener nie wprowadzał do kadry młodych piłkarzy klubu mówiąc o Akademii Legii jako o „przedszkolu”. To musiało zaboleć właścicieli Legii, a zwłaszcza Dariusza Mioduskiego, dla którego AL była „oczkiem w głowie”. Czerczesow może przesadził z tym porównaniem i w swoich wypowiedziach powinien być bardziej lojalny wobec pracodawcy, ale z drugiej strony miał konkretne zadanie do zrealizowania i wprowadzanie młodych piłkarzy było ryzykowne. Poza tym, trener powiedział po prostu prawdę… Druga sprawa to transfery. Przed wiosną 2016 r. Legia przeprowadziła transferową ofensywę (Jędrzejczyk, Borysiuk, Hlousek, Hamalainen, Cierzniak, Aleksandrow i Niezgoda), ale nie jest tajemnicą, że liczono na Sprowadzenie do Legii rosyjskich piłkarzy, których miał przyciągnąć Czerczesow. Problem w tym, że Legia nie jest w stanie konkurować z rosyjskimi klubami w kwestii wynagrodzeń. Z tego powodu rosyjskie media nie traktowały na poważnie wszelkich doniesień o zainteresowaniu klubu z Warszawy piłkarzami z Rosji. Skończyło się na sprowadzeniu dwóch byłych legionistów – z ligi rosyjskiej (Jędrzejczyk, FK Krasnodar) i z ekstraklasy, ale z doświadczeniem w Rosji (Borysiuk, Lechia Gdańsk, a kiedyś Wołga Niżni Nowogród). Dodatkowo, jak później wyjawił Michał Żewłakow, piłkarzem sprowadzonym na wyraźną prośbę Czerczesowa był Michaił Aleksandrow, a to już najlepiej o trenerze nie świadczy.

Po opuszczeniu Legii, Czerczesow dał odczuć kibicom w Warszawie, że Legia jest mu bliska i ma sentyment do wojskowego klubu. Wprawdzie to jest trener, który dopiero buduje swoją karierę, ale jego przywiązanie do klubu i piłkarzy Legii musi cieszyć.

 

Źródła: własne, 90minut.pl, legionisci.com, weszlo.com, sport.pl, fakt.pl.

sobota, 06 maja 2017
Szkoda Podbeskidzia?

Podbeskidzie Bielsko-Biała przez kilka chwil było w grupie mistrzowskiej Ekstraklasy sezonu 2015/2016, ale na skutek zamieszania proceduralnego, zagrało w grupie spadkowej i z hukiem spadło do I ligi.

Po 30. (ostatniej) kolejce sezonu zasadniczego ekstraklasy 2015/2016 Lechia Gdańsk, Ruch Chorzów i Podbeskidzie Bielsko-Biała zgromadziły po 38 punktów. Bilans bezpośrednich meczów między klubami ustalał kolejność – Lechia, Ruch i Podbeskidzie, co powodowało, że Ruch grał w grupie mistrzowskiej, a Podbeskidzie w grupie spadkowej.

Wtedy do Lechii… wrócił jeden punkt! Kilka miesięcy wcześniej Komisja ds. Licencji Klubowych PZPN ukarała Lechię Gdańsk odjęciem jednego punktu za zaległości finansowe. Komisja Odwoławcza podtrzymała decyzję, ale Lechia napisała skargę do Trybunału Arbitrażowego przy PKOl, który wstrzymał wykonanie decyzji. Do Lechii wrócił więc odebrany punkt i Gdańszczanie mieli 39 pkt, zaś Ruch Chorzów i Podbeskidzie po 38 pkt. O wyprzedzeniu Ruchu przez Podbeskidzie decydowała… klasyfikacja Fair Play, która powodowała, że to Ruch miał grać w grupie spadkowej. „Niebiescy” protestowali. Ostatecznie Lechia (chyba po mediacji Zbigniewa Bońka, Prezesa PZPN) wycofała swoją skargę, czyli pogodziła się z utratą punktu. W takim układzie, to Ruch był w grupie mistrzowskiej, a nie Podbeskidzie. Tym razem protestowali „Górale”, ale to już nie miało żadnego znaczenia.

Spadek_Podbeskidzia_2016_(2)

Źródło: radiobielsko.pl.

W grupie spadkowej Podbeskidzie nie wygrało żadnego meczu! Co więcej w siedmiu spotkaniach, w tym czterech u siebie, wywalczyło tylko jeden punkt! Można żałować Podbeskidzia, że było już w grupie mistrzowskiej i przez proceduralne rozgrywki straciło pewne utrzymanie. Z drugiej jednak strony wszystko było w rękach, a raczej w nogach piłkarzy spod Klimczoka, tymczasem, oni w bezpośrednich pojedynkach z rywalami do utrzymania się w ekstraklasie polegli na całej linii i potwierdzili, że nie zasługują na ekstraklasę. Bo przecież w decydujących meczach nie przegrywali z potężnymi (jak na polskie warunki) klubami jak Legia, czy Lech. Nie przegrywali też z rewelacyjnym Piastem Gliwice, tylko grali z tymi, od których podobno byli lepsi.

Spadek_Podbeskidzia_2016_(2)

Źródło: bielskobiala.naszemiasto.pl.

Damian Chmiel, pomocnik Podbeskidzia trafnie podsumował spadek „Górali”: „To co zrobiliśmy wcześniej zasługiwało na szacunek. Podnieśliśmy się po rundzie jesiennej. Zimowaliśmy na ostatnim miejscu, a potem byliśmy bardzo blisko grupy mistrzowskiej. Ale umówmy się, nie byliśmy w niej. Znaleźliśmy się w niej tylko na chwilę, przez zamieszanie, które gdzieś się pojawiło (…) powiedzmy sobie jednak szczerze, jakbyśmy byli drużyną to byśmy się utrzymali (…) nie jestem jeszcze w stanie wytłumaczyć tego spadku (…) życie skarało nas za minimalizm.” (cyt. za: „Przegląd Sportowy”).

Nie czas żałować Podbeskidzia, gdy nie dało piłkarskich argumentów do pozostania w ekstraklasie.

 

Źródła: własne, 90minut.pl, radiobielsko.pl, bielskobiala.naszemiasto.pl. A. Bugajski, J. Radomski, Liga utknęła w martwym punkcie, „Przegląd Sportowy z dnia 11 kwietnia 2016 r., s. 14-15. To się w pale nie mieści! – wywiad red. M. Treli z Damianem Chmielem, „Przegląd Sportowy” z dnia 12 maja 2016 r., s. 7.

piątek, 05 maja 2017
Trzy rykoszety dają Legii mistrzostwo

W meczu ostatniej kolejki Ekstraklasy sezonu 2015/2016 warszawska Legia zapewniła sobie tytuł mistrzowski pokonując na własnym stadionie Pogoń Szczecin 3:0 (1:0). Wszystkie trzy bramki padły po rykoszetach od nóg piłkarzy gości. Mecz został rozegrany w niedzielę 15 maja 2016 r.

Legia przystąpiła do meczu jako faworyt do zdobycia tytułu Mistrza Polski 2015/2016, bowiem zwycięstwo Legii nad Pogonią zapewniało tytuł bez względu na wynik Piasta Gliwice. Obie drużyny miały tyle samo punktów, ale Legię premiowała wyższa pozycja po rundzie zasadniczej. Pogoń natomiast miała szanse na awans na piątą lokatę.

W szeregach gospodarzy można było wyczuć nie tyle nerwowość, co niepewność. Zwłaszcza, że w poprzedniej kolejce Stanisław Czerczesow, trener gospodarzy dokonał małego sabotażu. W Gdańsku Legia wystawiła na wpół rezerwowy skład i przegrała z Lechią 0:2, co przy wyjazdowym zwycięstwie Piasta w Chorzowie 3:0, sprawiło, że obie drużyny zrównały się punktami. Gospodarze rozpoczęli mecz w dokładnie takim samym ustawieniu, jak tydzień wcześniej, gdy rozgromili głównego rywala do mistrzowskiego tytułu – Piasta Gliwice (4:0).

Piłkarze Legii narzucili ostry pressing i starali się trzymać gości na ich połowie. Pogoń ustawiła się głęboko i od początku dała do zrozumienia, że nie zamierza rozwijać gospodarzom mistrzowskiego dywanu.” (cyt. za: sportowefakty.wp.pl). „Przez pierwsze kilkanaście minut legioniści nie mogli przedostać się przez obronę Pogoni i widać było, że mają w głowach ciężar tego meczu.” (cyt. za: legionisci.com). „W 9. minucie po faulu na Kasperze Hämäläinenie z prawej strony pola karnego Guilherme uderzył z rzutu wolnego lewą nogą, ale piłka pofrunęła tylko nad poprzeczką. Goście mogli odpowiedzieć już trzy minuty później - Ádám Gyurcsó ruszył prawą stroną i zagrał płasko przed bramkę do nieupilnowanego Wladimera Dwaliszwili. Na szczęście dla legionistów na posterunku był Artur Jędrzejczyk i wybił futbolówkę.” (cyt. za: 90minut.pl).

2016.05.15_Legia_-_Pogoń_(6)

Guilherme przygotowuje się do wykonania rzutu wolnego w 9. minucie.

W 14. minucie podanie Adama Hlouska w pole karne przeciął Jakub Czerwiński, ale piłka trafiła do Tomasza Jodłowca, który zdecydował się na strzał z osiemnastu metrów. Piłka odbiła się od Czerwińskiego, zmylił Słowika i wturlała się do bramki gości. Legia objęła prowadzenie i dublet na stulecie zaczynał być coraz bliżej. Można powiedzieć, że historia lubi się powtarzać, bo „Jodła” zdobył jedyną bramkę w wygranym przez Legię meczu z Pogonią w listopadzie 2015 r. Od momentu strzelenia bramki gospodarze jeszcze bardziej zacieśnili szyki w obronie.

2016.05.15_Legia_-_Pogoń_(7)

Legioniści wracają na własną połowę po objęciu prowadzenia.

W 21. minucie przed szansą znów stanął "Jodła", jednak tym razem był nieco niedokładny.” (cyt. za: legionisci.com). W 26. minucie nadeszła korzystna wiadomość z Gliwic. Piast przegrywał z Zagłębiem Lubin 0:1 po golu Michala Papadopulosa, a to oznaczało, że Legia była coraz bliżej mistrzostwa. W 27. minucie Guilherme oddał strzał z około dwudziestu metrów, ale piłka przeleciała obok słupka. Cztery minuty później Pogoń przeprowadziła najgroźniejszą swoją akcję w meczu. Mateusz Lewandowski dośrodkował w pole karne, a Dwaliszwili lepiej wyskoczył do piłki niż kryjący go Michał Pazdan i Adam Hlousek. Gruzin oddał strzał głową, a Arkadiusz Malarz z najwyższym trudem odbił piłkę zmierzającą w światło bramki. Malarz potwierdził, że w mistrzowskim sezonie, po odejściu Dusana Kuciaka do Hull City, stała się kluczową postacią drużyny. W 19 meczach wpuścił zaledwie 13 goli i aż 11 razy zachował czyste konto. „Potem na placu gry nie działo się zbyt wiele. Gospodarze kontrolowali wydarzenia na boisku, a szczecinianie nie mogli poradzić sobie ze szczelną warszawską obroną.” (cyt. za: legionisci.com). W 45. minucie Nikolić doszedł do piłki zagranej z głębi pola w „szesnastkę”, ale piłka po jego strzale z woleja wpadła wprost w ręce Słowika.

Cztery minuty po rozpoczęciu drugiej połowy spotkania kibice gospodarzy zadymili boisko, a sędzia Daniel Stefański przerwał mecz na osiem minut do czasu, gdy widoczność poprawiła się na tyle, żeby kontynuować rywalizację. Na tym jednak atrakcje skończyły się na długie minuty.

2016.05.15_Legia_-_Pogoń_(20)

2016.05.15_Legia_-_Pogoń_(23)

2016.05.15_Legia_-_Pogoń_(25)

Obydwie drużyny ograniczały się do prowizorycznych ataków, a legioniści wyglądali tak, jakby w przerwie dowiedzieli się jaki wynik do przerwy jest w Gliwicach.” (cyt. za: legionisci.com). Na boisku nie działo się zbyt wiele, a gra toczył się głownie w środkowej strefie boiska. „Malarz najbardziej musiał się wysilić przy obronie strzału Dawida Korta z 58. minuty, ale później okazało się, że zawodnik Pogoni i tak był na spalonym.” (cyt. za: eurosport.onet.pl). W 72. minucie Rafał Murawski podał piłkę do Adama Frączczaka, ale przejął ją Hlousek, który dośrodkował w pole karne do Hamalainena. Piłka po strzale Fina z pierwszej piłki przeleciała jednak obok słupka.

2016.05.15_Legia_-_Pogoń_(32) 

W 83. minucie w środkowej strefie boiska piłkę Kortowi odebrał Jędrzejczyk i zagrał do Jodłowca, który wypatrzył Nikolicia. Piłka po strzale Węgra odbiła się od nóg interweniującego wślizgiem Czerwińskiego i po raz drugi zaskoczyła Słowika.

 2016.05.15_Legia_-_Pogoń_(29)

Radość legionistów po drugiej bramce.

Po trzech minutach Legia podwyższyła prowadzenie. Piłka chodziła jak po sznurku Nikolić – Kucharczyk – Guilherme – Hamalainen. Guilherme podał do Hamalainena piętka, co wprawiło w osłupienie Jarosława Fojuta. Piłka po strzale Fina po nogach Ricardo Nunesa wpadła do bramki myląc Słowika. Trzeci gol dla Legii i trzeci po rykoszecie!

2016.05.15_Legia_-_Pogoń_(34)

W ostatniej minucie meczu na boisko wszedł Marek Saganowski. To jego ostatni oficjalny mecz w barwach Legii.

Mecz z Pogonią Szczecin był, jak cały sezon w pigułce. Dużo gry przeciętnej, czasem nudnej i kilka fenomenalnych zrywów.” (cyt. za: sportowefakty.wp.pl). Legia wygrała ten mecz i mistrzostwo Polski – bez finezji i zachwytów, no może poza pressingiem i wynikami na własnym stadionie w rundzie mistrzowskiej (1:0, 4:0, 4:0, 3:0). Wojskowi zdobyli 12 tytuł mistrzowski (11 oficjalny), ale aż 3 (i 3 Puchary Polski) w ostatnich czterech latach.

2016.05.15_Legia_-_Pogoń_(44)

Po meczu pozwolono kibicom (po raz pierwszy od 14 lat!) wejść na murawę. Skorzystało z tego około kilku tysięcy widzów. „Ucierpiał Michał Kucharczyk, który wskakując na podium poślizgnął się i rozciął rękę.” (cyt. za przegladsportowy.pl). Później kilkanaście tysięcy osób świętowało z piłkarzami na Placu Zamkowym.

2016.05.15_Legia_-_Pogoń_(68)

 

15 maja 2016 r., godz. 18:00 – Warszawa, Stadion Legii / Stadion Wojska Polskiego

XXXVII kolejka Ekstraklasy 2015/2016

Legia Warszawa 3-0 Pogoń Szczecin

Bramki: Jakub Czerwiński (14 min. – samobójcza), Nemanja Nikolić (83 min.), Kasper Hämäläinen (86 min.).

Legia: 1. Arkadiusz Malarz – 5. Artur Jędrzejczyk, 4. Igor Lewczuk, 2. Michał Pazdan, 14. Adam Hloušek – 6. Guilherme, 3. Tomasz Jodłowiec, 7. Ariel Borysiuk, 22. Kasper Hämäläinen (90 min., 9. Marek Saganowski), 18. Michał Kucharczyk – 11. Nemanja Nikolić (90 min., 77. Michaił Aleksandrow).

Rezerwowi, którzy nie zagrali: 33. Radosław Cierzniak, 25. Jakub Rzeźniczak, 28. Łukasz Broź, 17. Tomasz Brzyski, 23. Stojan Vranjes.

Trener: Stanisław Czerczesow (Rosja).

Pogoń: 1. Jakub Słowik – 9. Adam Frączczak, 4. Jakub Czerwiński, 3. Jarosław Fojut, 33. Mateusz Lewandowski (72 min., 93. Łukasz Zwoliński) – 7. Ádám Gyurcsó (73 min., 27. Takafumi Akahoshi), 6. Rafał Murawski, 23. Mateusz Matras, 10. Dawid Kort (90 min., 14. Miłosz Przybecki), 77. Ricardo Nunes – 11. Wladimer Dwaliszwili.

Rezerwowi, którzy nie zagrali: 66. Dawid Kudła, 19. Jakub Piotrowski, 21. Sebastian Rudol, 29. Marcin Listkowski.

Trener: Czesław Michniewicz.

żółte kartki: Pazdan (25 min.), Nikolić (84 min.) – Matras.

sędziował: Daniel Stefański (Bydgoszcz).

temperatura: 11C.

widzów: 29 381.

 

Źródła: własne, 90minut.pl, ekstraklasa.tv, legionisci.com, sportowefakty.wp.pl, legia.com, eurosport.onet.pl, wiadomości.onet.pl, legia.sport.pl, przegladsportowy.pl, weszlo.com. „Przegląd Sportowy” z dnia 16 maja 2016 r., s. 2-3.

wtorek, 02 maja 2017
Legia zdemolowała Piasta w meczu o (prawie) mistrzostwo

W niedzielę 8 maja 2016 r. Legia rozgromiła Piasta Gliwice 4:0 (2:0) i na dwie kolejki przez końcem Ekstraklasy 2015/2016 znacznie przybliżyła się do tytułu mistrzowskiego. Piast, choć przegrał zasłużył na pochwały za otwartą grę.

Spotkanie lepiej rozpoczęli piłkarze Piasta, którzy sprawiali lepsze wrażenie, częściej byli przy piłce i a konstruowane akcje były przygotowane i przemyślane. Wprawdzie nie stworzyli sobie żadnej klarownej sytuacji, to wydawało się, że jest to tylko kwestią czasu. Legia była cofnięta i trochę zagubiona. „(…) na początku meczu żadna z drużyn nie zamierzała się odsłonić.” (cyt. za: eurosport.onet.pl). Taki przebieg spotkania nie mógł dziwić. Piast grał ostrożnie, ale z polotem, a Legia wydawała się podtrzymywać „formę” ze słabych pojedynków z Zagłębiem Lubin i Lechem Poznań w finale Pucharu Polski.

2016.05.08_Legia_-_Piast_Gliwice_(3)

Pierwszy celny strzał został oddany w 16. minucie przez Martina Nešpora, który kopnął z bardzo daleka, ale zrobił to zbyt słabo i Arkadiusz Malarz bez trudu złapał piłkę. Siedem minut później Kasper Hämäläinen uderzył z linii pola karnego, lecz Jakub Szmatuła skutecznie interweniował.” (cyt. za: 90minut.pl). „W 23. minucie na prawej stronie pokazał się Nemanja Nikolic, dośrodkował w pole karne Piasta, gdzie akcję celnym strzałem zakończył Kasper Hamalainen. Za chwilę węgierski napastnik główkował po centrze od Michała Kucharczyk i legioniści zyskali tylko rzut rożny.” (cyt. za: legionisci.com).

2016.05.08_Legia_-_Piast_Gliwice_(5)

Guilherme biegnie do narożnika pola karnego, aby wykonać rzut rożny, po którym Legia zdobędzie pierwszego gola.

W 28. minucie Legia objęła prowadzenie! Po dośrodkowaniu Guilherme z rzutu rożnego, przedłużeniu piłki przez Hamalainena, przyjęciu przez Artura Jędrzejczyka na piątym metrze, Igor Lewczuk pewnym strzałem z najbliższej odległości skierował piłkę do bramki.Zespół z Gliwic, najskuteczniejszy w tym sezonie w lidze w zdobywaniu goli ze stałych fragmentów gry, poległ od własnej broni.” (cyt. za: sportowefakty.wpl.pl). Lewczuk czekał na zdobycie bramki w ekstraklasie 376 dni. Poprzednią bramkę zdobył 29 kwietnia 2015 r. w meczu z Pogonią Szczecin (2:1). Zdobycie bramki przez Legię jeszcze niczego nie oznaczało, choćby dlatego, że w poprzednich dwóch ligowych meczach między tymi drużynami, to Legia pierwsza strzelała gola, a i tak nie potrafiła wygrać meczu.

2016.05.08_Legia_-_Piast_Gliwice_(10)

Patrik Mraz przygotowuje się do wykonania rzutu wolnego.

Trzy minuty później gorąco było pod bramką Malarza. Patrik Mráz dośrodkował piłkę z rzutu wolnego, Hebert przedłużył piłkę głową, a strzał Uroša Koruna (też głową) odbił się od głowy Adama Hlouška. W 39. minucie miała miejsce kolejna groźna akcja gości w polu karnym Legii, ale spóźniony Kamil Vacek zamiast trafić w piłkę, trafił w nogi Jędrzejczyka, za co został ukarany żółtą kartkę. Piast nie zwalniał tempa i w 42. minucie na strzał z ponad dwudziestu metrów zdecydował się Saša Živec. „Pomocnik Piasta huknął z daleka przy biernym ataku Tomasza Jodłowca” (cyt. za: legionisci.com). Malarz z trudem odbił piłkę.

Piast atakował, ale to Legia podwyższyła prowadzenie. W ostatniej minucie pierwszej połowy. Błąd Koruna wykorzystał Ariel Borysiuk, który przejął jego podanie. Legioniści rozegrali szybki kontratak, Kucharczyk zagrał piłkę w pole karne, Nikolić przepuścił piłkę a Guilherme przyjął piłkę na piętnastym metrze, dobrze sobie ustawił i oddał na tyle mocny strzał, że piłka po rękach Jakuba Szmatuły znalazła drogę do gliwickiej bramki.

2016.05.08_Legia_-_Piast_Gliwice_(12)

Radość legionistów po bramce Guilherme.

Legia prowadziła więc do przerwy 2:0, ale Piast prezentował się naprawdę dobrze, choć wydawało się, że to zupełnie za mało, aby odwrócić losy tego spotkania.

Drugą połowę spotkania gospodarze rozpoczęli zdecydowanie lepiej i odważniej niż pierwszą. W 52. minucie Nikolić przejął podanie piłkarzy Piasta i świetnie podał do Hamalainena, który mimo obecności Koruna oddał płaski strzał, a Szmatuła z trudem łapał piłkę na raty. Dwie minuty później Jodłowiec odebrał piłkę Vackowi w środkowej strefie boiska i uruchomił znajdującego się na skrzydle Kucharczyka. Pomocnik Legii świetnie podał zewnętrzną częścią stopy, a zamykający akcję Hamalainen, wykorzystał zdezorientowanie Heberta i z najbliższej odległości wpakował piłkę do bramki. 3:0! Hamalainen po raz pierwszy od transferu do Legii w przerwie zimowej rozpoczął mecz w pierwszym składzie, co zawdzięczał kontuzji Aleksandara Prijovicia w finale Pucharu Polski. O występie Fina zdecydowało nieszczęście Szwajcara, ale „Hama” skorzystał na tym i zaprezentował się bardzo dobrze.

W 59. minucie zaatakował Piast za sprawą Martina Bukaty. Słowak kopnął sprzed szesnastki, ale Malarz ponownie zaliczył skuteczną interwencję.” (cyt. za: 90minut.pl). Dziesięć minut później Hebert sfaulował w polu karnym Guilherme. Polski sędzia eksportowy – Szymon Marciniak podyktował rzut karny, a skutecznym wykonawcą okazał się Nikolić, choć Szmatuła wyczuł intencje strzelca i był bliski odbicia piłki. Węgier zdobył swoją 27. ligową bramkę w sezonie.

2016.05.08_Legia_-_Piast_Gliwice_(20)

Nemanja Nikolić przygotowuje się do wykonania rzutu karnego.

W 75. minucie gospodarze rozegrali niemal identyczną akcję, jak w 54. minucie. Michaił Aleksandrow zagrał piłkę do Kucharczyka, który podał w pole karne, ale nie do Hamalainena, tylko do Nikolicia, który zamiast strzelić postanowił ośmieszyć Mraza. Podbił nad nim piłkę, ale do oddania strzału głową zabrakło już miejsca. „W odpowiedzi Gerard Badía zagrał do Nešpora, a napastnik Piasta uderzył niecelnie.” (cyt. za: 90minut.pl). Legioniści mieli jeszcze jedną szansę na zdobycie bramki. W 87. minucie Aleksandrow podał w polu karnym do Nikolicia, który z dziewięciu metrów strzelił tylko obok słupka. Spotkanie zakończyło się więc pewnym i efektownym zwycięstwem lidera 4:0.

2016.05.08_Legia_-_Piast_Gliwice_(27)

Radoslav Latal w pomeczowych wypowiedział podkreślał, że Legia zasłużyła na wygraną, a dla kilku jego piłkarzy „to był pierwszy mecz o taką stawkę, przed tak liczną publicznością i nie wszyscy sobie z tym poradzili.” (cyt. za: eurosport.onet.pl). Choć ten mecz był demonstracją siły Legii, to stało się tak tylko dlatego, że spełniony został podstawowy warunek – Piast zagrał otwarcie i dlatego został brutalnie wypunktowany. Stało się tak dlatego, że w piątek trener Latal mówił „na pewno nie jedziemy się bronić” (cyt. za: legia.sport.pl), a „w niedzielę Piast przez całe spotkanie grał otwarcie, ryzykowanie, zapraszając rywali do uderzania ich z kontry nawet gdy przegrywali już czterema bramkami.” (cyt. za: legia.sport.pl).

Piast po raz trzeci w sezonie stracił co najmniej cztery gole. Wcześniej w meczach z Górnikiem Zabrze (2:5) i Zagłębiem Lubin (1:4). Poza tym, nie wygrał dziewięciu meczów z rzędu na wyjeździe notując pięć remisów i cztery porażki. Ostatni raz triumfował na obiekcie rywali w…. listopadzie 2015 r., gdy pokonał Termalikę Bruk-Bet Nieciecza (5:3).

Na dwie kolejki przed końcem Legia wypracowała sobie przewagę trzech punktów nad Piastem, a właściwie czterech, ponieważ przy równej liczbie punktów, wyższe miejsce po sezonie zasadniczym gwarantuje Legii pierwszeństwo. W ten sposób szanse Piasta na zostanie „polskim Leicester City” znacznie zmalały, choć „wicemistrzostwo dla takiego klubu jak Piast to i tak rewelacyjny wynik.” (cyt. za: weszlo.com).

 

8 maja 2016 r., godz. 18:00 – Warszawa, Stadion Legii / Stadion Wojska Polskiego

XXXV kolejka Ekstraklasy 2015/2016

Legia Warszawa 4-0 Piast Gliwice

Bramki: Igor Lewczuk (28 min.), Guilherme (45 min.), Kasper Hämäläinen (54 min.), Nemanja Nikolić (69 min., z rzutu karnego).

Legia: 1. Arkadiusz Malarz – 5. Artur Jędrzejczyk, 4. Igor Lewczuk, 2. Michał Pazdan, 14. Adam Hloušek – 6. Guilherme (73 min., 77. Michaił Aleksandrow), 3. Tomasz Jodłowiec (78 min., 23. Stojan Vranješ), 7. Ariel Borysiuk, 22. Kasper Hämäläinen, 18. Michał Kucharczyk (81 min., 16. Michał Masłowski) – 11. Nemanja Nikolić.

Rezerwowi, którzy nie zagrali: 33. Radosław Cierzniak, 19. Bartosz Bereszyński, 17. Tomasz Brzyski, 9. Marek Saganowski.

Trener: Stanisław Czerczesow (Rosja).

Piast: 1. Jakub Szmatuła – 26. Bartosz Szeliga, 88. Uroš Korun, 91. Hebert, 2. Patrik Mráz – 19. Mateusz Mak (73, 21. Gerard Badía), 5. Marcin Pietrowski, 25. Kamil Vacek (79, 77. Igor Sapała), 12. Saša Živec (56, 90. Josip Barišić), 82. Martin Bukata – 16. Martin Nešpor.

Rezerwowi, którzy nie zagrali: 31. Dobrivoj Rusov, 9. Radosław Murawski, 11. Paweł Moskwik, 22. Tomasz Mokwa.

Trener: Radoslav Latal (Czechy).

żółte kartki: Vacek (39 min., za faul), Sapała (80 min., za faul).

sędziowali: Szymon Marciniak (Płock) jako główny oraz Sokolnicki i Siejka.

temperatura: 18C.

widzów: 29 245.

 

Źródła: własne, 90minut.pl, ekstraklasa.tv, legia.com, legionisci.com, eurosport.onet.pl, weszlo.com, sportowefakty.wp.pl, legia.sport.pl. „Przegląd Sportowy” z dnia 9 maja 2016 r., s. 1-3 i 11.

poniedziałek, 24 kwietnia 2017
Prijović strzelił gola na wagę zwycięstwa z Lechem, ale powinien strzelić cztery

W meczu 31. kolejki piłkarskiej Ekstraklasy sezonu 2015/2016 warszawska Legia pokonała w ligowym klasyku poznańskiego Lecha 1:0 (0:0). Zwycięską bramkę w 62. minucie spotkania zdobył Aleksandar Prijović, który w cały meczu zmarnował trzy doskonałe sytuacje. Spotkanie zostało rozegrane w piątek 15 kwietnia 2016 r.

Tuż przed rozpoczęciem spotkania doszło do symbolicznej ceremonii uhonorowania Lucjana Brychczego, którego imieniem dzień wcześniej oficjalnie została nazwana Trybuna Południowa. „Kici” na  środek murawy został wyprowadzony przez kapitana gospodarzy – Jakuba Rzeźniczaka.

Agresywnie, nie przebierając w środkach, do przodu, najchętniej właśnie do Nikolicia. Tak Legia zaczęła mecz z Lechem. I to w zasadzie było do przewidzenia, bo odkąd na Łazienkowskiej pracuje Rosjanin, jego drużyna gra właśnie w takim stylu. Słowem, chce dominować. I z Lechem dominowała, ale tylko w pierwszych minutach.” (cyt. za: legia.sport.pl). „Kilka minut po rozpoczęciu gry Ondrej Duda prostopadle zagrał do wychodzącego na czystą pozycję Michaiła Aleksandarowa, którego zdążył uprzedzić Jasmin Burić.” (cyt. za: legionisci.com). „(…) inicjatywę przejęli piłkarze Legii Warszawa, którzy po raz pierwszy zagrozili bramce Jasmina Buricia po świetnym dośrodkowaniu Aleksandrowa i uderzeniu piłki głową przez Nemanję Nikolicia.” (cyt. za: legia.com). „(…) w 14. minucie groźną akcję przeprowadziła Legia. Nemanja Nikolić zagrał w kierunku bramki gości, a Aleksandar Prijović przyjął piłkę i znalazł się przed Jasminem Buriciem, który zdołał obronić jego strzał.” (cyt. za: 90minut.pl). W tej sytuacji „lechici” zastawili nieudaną pułapkę ofsajdową. Dwie minuty później „groźnie było jeszcze po centrze Dudy, ale ze strzałem aktywnego w ofensywie Hlouska dobrze poradzili sobie defensorzy gości.” (cyt. za: legia.com).

2016.04.15_Legia_Lech_Poznań_(1)

Po kwadransie przewagi Legii gra wyrównała się i toczyła raczej w środku pola. A swoją drogą w przypadku Legii ustawionego dosyć eksperymentalnie. Z powodu kontuzji Tomasza Jodłowca na boisku znalazło się miejsce dla dwóch defensywnych graczy – Michała Pazdana i Ariela Borysiuka. Rozbijali ataki Lecha, ale w grze do przodu brakowało im kreatywności i wsparcia ze strony Ondreja Dudy.

W 21. minucie Marcin Kamiński naciskany przez Nikolicia podał do Paulusa Arajuuri’ego, który postanowił wycofać piłkę do Buricia. Zrobił to jednak za lekko i piłkę przejął Prijović, który znalazł się w sytuacji „sam na sam” z bośniackim bramkarzem. „Prijo” stracił jednak głowę i strzelił za wcześnie – z osiemnastu metrów i tylko obok słupka! Jeśli miał obawy co do strzału to mógł podać do lepiej ustawionego Nikolicia. Sześć minut później przypomnieli o sobie goście. Po przerzucie Łukasza Trałki (według niektórych źródeł – Tomasza Kędziory), Karol Linetty zgrał piłkę głową (przerzucając nad Arturem Jędrzejczykiem) do Darko Jevticia, który z narożnika pola karnego oddał strzał w boczną siatkę.  W 36. minucie aktywny i bardzo widoczny Nickie Bille Nielsen, mimo obecności Borysiuka oddał mocny strzał z dwudziestu metrów, ale Arkadiusz Malarz odbił piłkę. Po upływie siedmiu minut Nikolić przerzucił piłkę nad obrońcą Lecha do Prijovicia, który po raz trzeci stanął oko w oko” z Buriciem i… ponownie nie wykorzystał doskonałej sytuacji! Tym razem uderzył piłkę z całych sił nad bramką gości. Pierwsza połowa upłynęła pod znakiem przewagi Legii, ale przewaga była widoczna przede wszystkim w pierwszym kwadrancie gry, a później obrona Lech popełniała katastrofalne błędy, za które nie była karcona tylko dzięki nieskuteczności Prijovicia. A warto dodać, że już w dwóch poprzednich meczach (z Lechią i Pogonią) „Prijo” nie wykorzystał dobrych sytuacji.

Drugą połowę lepiej zaczęli goście Linetty „tuż po przerwie wyprowadził kontrę, przebiegł z piłką kilkadziesiąt minut, podał w polu karnym do Macieja Gajosa, ale ten zmarnował wysiłek kolegi.” (cyt. za: sportowefakty.wp.pl). W 52. minucie Nielsen minął Adama Hlouska i oddał strzał z ostrego kąta pod poprzeczkę, ale Malarz odbił piłkę. „Swoją szansę mieli także legioniści – Borysiuk popisał się dobrym prostopadłym podaniem, a po dośrodkowaniu Aleksandrowa z lewej strony boiska bliscy dojścia do piłki byli ofensywni piłkarze Legii.” (cyt. za: legia.com). Gra, podobnie jak w pierwszej połowie, toczyła się teraz głównie w środku boiska, a Stanisław Czerczesow, trener gospodarzy, chcąc pobudzić swoich piłkarzy do lepszej gry przygotowywał zmianę. Boisko miał opuścić Prijović, ale w 62. minucie Kamiński podał w pobliżu środka boiska do Abdula Aziza Tetteha, który po zdecydowanym wślizgu Pazdana stracił piłkę. Obrońca Legii podał do Nikolicia, który z kolei oddał piłkę do Prijovicia. Szwajcar oddał strzał z dwudziestu metrów tuż przy słupku i Legia objęła prowadzenie! Prijović strzelił gola w najtrudniejszej sytuacji w porównaniu z trzema z pierwszej połowy. W ten sposób „Prijo” pozostał na boisku zniechęcając swojego szkoleniowca do dokonania zmiany.

2016.04.15_Legia_Lech_Poznań_(7)

Radość gospodarzy po bramce Prijovicia. Przy ławce rezerwowych widać przygotowanego do zmiany Kaspara Hamalainena.

Zadowolona z prowadzenia Legia trochę cofnęła się, zacieśniła szyki obronne i liczyła na kontry. W 72. Minucie mogła się jednak przeliczyć. Nielsen prostym zwodem ograł Rzeźniczaka, jak dziciaka a piłka po jego strzale odbiła się tylko od słupka bramki strzeżonej przez Malarza! To powinien być remis! „Chwilę później po zamieszaniu w polu karnym Legii w dogodnej sytuacji znalazł się Paulus Arajuuri, ale obrońca gości z bliskiej odległości nie potrafił oddać celnego uderzenia.” (cyt. za: legia.com). Legioniści oddali inicjatywę Lechowi, który nie miał argumentów do tego, że zdominować rywala i poważnie zagrozić bramce Malarza. Tempo gry ponownie spadło.

2016.04.15_Legia_Lech_Poznań_(13)

Abdul Aziz Tetteh nie może zaliczyć występu przy Łazienkowskiej na „plus”.

Lech próbował atakować, a na to tylko czekali gospodarze. „Po długim podaniu Borysiuka Węgier zdołał urwać się obrońcom, ale tuż przed próbą oddania strzału dobrym wślizgiem powstrzymał go Paulus Arajuuri.” (cyt. za: legia.com). W 87. minucie Prijović zagrał długą piłkę do Nikolicia, który przebiegł prawie połowę boiska, ale nie wchodził w drybling z Kamińskim, aż wreszcie gdy zdecydował się na strzał zrobił to zbyt lekko i Burić złapał piłkę. „Kilka chwil później Michał Kucharczyk zacentrował w pole karne z lewej strony boiska, a strzał z woleja oddał Kasper Hämäläinen, jednak trafił wprost w bramkarza.” (cyt. za: 90minut.pl). W trzeciej minucie doliczonego czasu gry Legia przeprowadziła kolejną kontrę. Nikolić podał obok Kamińskiego do Prijovicia, który mając przed sobą tylko Buricia… znowu trafił w bramkarza! Inna sprawa, że Burić wybiegł na jedenasty metr, skrócił kąt strzału i utrudnił Szwajcarowi możliwość oddania precyzyjnego strzału.

Legia wygrała z Lechem na własnym stadionie po raz pierwszy od 1 czerwca 2014 r., gdy wygrywając 2:0 potwierdziła mistrzowską formę. W kolejnych trzech meczach nie potrafiła wygrać. We wrześniu 2014 r. w dramatycznych okolicznościach zremisowała 2:2, a po meczu zapamiętano przede wszystkim centro-strzał Tomasza Brzyskiego. W maju 2015 r., tydzień po wywalczeniu Pucharu Polski, Legia raczej niespodziewanie przegrała 1:2, a w październiku 2015 r. przegrała 0:1, choć była zdecydowanie lepsza, a Lech bronił korzystnego wyniku. W czwartej próbie udało się wreszcie wygrać, ale prawda jest taka, że Legia nie zagrała wybitnego meczu. Miała przewagę, ale tylko fragmentami, bo jej gra w przekroju całego meczu była szarpana. Lech nie zagrał dobrego meczu, ale nie zagrał też fatalnego. Gospodarze dochodzili do sytuacji strzeleckich po indywidualnych błędach obrońców. Piłkarzom „Kolejorza” zabrakło chyba trochę odwagi, bo umiejętności niewątpliwie mają. Goście odgrażali się, że za nieco ponad dwa tygodnie zrewanżują się na Stadionie Narodowym w finale Pucharu Polski. 

 

15 kwietnia 2016 r., godz. 20:30 – Warszawa, Stadion Legii / Stadion Wojska Polskiego

XXI kolejka T-Mobile Ekstraklasy 2015/2016

Legia Warszawa 1-0 Lech Poznań

Bramka: Aleksandar Prijović (62 min.).

Legia: 1. Arkadiusz Malarz – 5. Artur Jędrzejczyk, 4. Igor Lewczuk, 25. Jakub Rzeźniczak, 14. Adam Hloušek – 77. Michaił Aleksandrow (59 min., 6. Guilherme), 7. Ariel Borysiuk, 2. Michał Pazdan (71 min., 22. Kasper Hämäläinen), 99. Aleksandar Prijović, 8. Ondrej Duda (51 min., 18. Michał Kucharczyk) – 11. Nemanja Nikolić.

Rezerwowi, którzy nie zagrali: 33. Radosław Cierzniak, 19. Bartosz Bereszyński, 17. Tomasz Brzyski, 15. Michał Kopczyński.

Trener: Stanisław Czerczesow (Rosja).

Lech: 1. Jasmin Burić – 4. Tomasz Kędziora, 23. Paulus Arajuuri, 35. Marcin Kamiński, 5. Tamás Kádár – 14. Maciej Gajos (82 min., 29. Kamil Jóźwiak), 6. Łukasz Trałka, 55. Abdul Aziz Tetteh, 7. Karol Linetty, 10. Darko Jevtić (73 min., 8. Szymon Pawłowski) – 19. Nicki Bille Nielsen (84 min., 24. Dawid Kownacki).

Rezerwowi, którzy nie zagrali: 27. Krzysztof Kotorowski, 3. Vladimir Volkov, 15. Dariusz Dudka, 21. Keeba Ceesay.

Trener: Jan Urban.

żółte kartki: Kucharczyk, Borysiuk, Guilherme, Lewczuk, Jędrzejczyk - Trałka, Jóźwiak.

sędziował: Daniel Stefański (Bydgoszcz).

temperatura: 11C.

widzów: 28 286.

 

Źródło: własne, 90minut.pl, ekstraklasa.tv, legionisci.com, legia.com, eurosport.onet.pl, weszlo.com, sportowefakty.wp.pl, legia.sport.pl.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9
| < Grudzień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
Tagi