Wpisy z tagiem: piłka nożna

piątek, 02 listopada 2018
Dania – rywal reprezentacji Polski

Przeciwnikiem polskiej reprezentacji w eliminacjach mistrzostw świata w Rosji 2018 była reprezentacja Danii kojarzona z określeniem „duński dynamit”, które zaczęło obowiązywać od 1984 r. Wcześniej Duńczycy mogli pochwalić się tylko czterema medalami Igrzysk Olimpijskich i awansem do turnieju finałowego Mistrzostw Europy (wtedy jeszcze Pucharu Narodów) w 1964 r. Od Euro rozegranego dwadzieścia lat później Duńczycy stali się niemalże etatowym uczestnikiem wielkich imprez. Przemiana pokoleniowa zaowocowała regresem, z którego „Czerwono-biali” stopniowo jednak wychodzą.

Barwy, herb, stroje, przydomki

Barwy reprezentacji, podobnie jak herb federacji nawiązują do flagi Królestwa Danii (biały krzyż na czerwonym tle). W związku z tym pierwszy przydomek duńskiej reprezentacji to „Czerwono-biali”, czyli De Rød-Hvide. Podczas Mistrzostw Europy we Francji w 1984 r. Dania dorobiła się określenia „Duński dynamit” (Danish Dynamite), które trwa do dnia dzisiejszego. Reprezentacja Danii zaprezentowała się we Francji, jak nigdy wcześniej, pokazując efektowny i skuteczny futbol. W okresie pracy Mortena Olsena (2000-2015) reprezentacja była nazywana „Gangiem Olsena” (Olsen-Banden), co nawiązywało do serii kultowych komedii o grupie złodziei nieudaczników, której przywódca nazywał się tak samo, jak ówczesny trener, czyli Olsen. Po awansie do Euro 2012 reprezentacja była nazywana przez duńską prasę „Olsen’s Eleven”, parafrazując tytuł filmu „Ocean’s Eleven”.

Herb_DBU

Herb DBU.

Źródło: twitter.com.

Stroje Danii są czerwono-białe i w latach 1979-2004 i od 2016 r. są dostarczane przez duńskiego producenta sprzętu sportowego, czyli firmę Hummel, znaną raczej z produkcji sprzętu do piłki ręcznej. W latach 2004-2016 sprzęt dostarczał adidas.

Historia

W 1889 r. został założony Ogólnokrajowy Związek Piłkarski (DBU – Dansk Boldspil-Union). Pięć lat później DBU został członkiem FIFA, a następnie jednym z założycieli powstałej w 1954 r. UEFA. Obecnie DBU dzieli się na sześć regionalnych związków. Według danych z 2012 r. w Danii zarejestrowanych było ok. 300 tys. piłkarzy i dokładnie 1635 klubów.

W 1906 r. Dania złożona z piłkarzy Kopenhaskiego Związku Piłki Nożnej (KBU) zdobyła złoty medal nieoficjalnych Igrzysk Olimpijskich rozegranych w Atenach. W półfinale Dania pokonała klub ze Smyrny (obecnie Izmir) z Imperium Osmańskiego 5:1, a w finale grecki klub z Aten 9:0

Pierwsze dwa oficjalne mecze międzypaństwowe Dania rozegrała podczas Igrzysk w Londynie. 19 października 1908 Dania pokonała Francję „B” 9:0, a trzy dni później odniosła najwyższe zwycięstwo w historii pokonując Francję „A” aż 17:1. Sophus Nielsen zdobył wtedy 10 goli. Najwyższa porażka przyszła jeszcze przed II Wojną Światową. 16 maja 1937 r. Dania przegrała we… Wrocławiu z Niemcami (III Rzeszą) 0:8.

Przez ponad siedemdziesiąt lat swojego istnienia największymi sukcesami duńskiej reprezentacji były medale olimpijskie – trzy srebrne (Londyn 1908, Sztokholm 1912, Rzym 1960) i jeden brązowy (Londyn 1948). W finałach Igrzysk Olimpijskich Dania przegrywała kolejno z Wielką Brytania 0:2 (1908) i 2:4 (1912) oraz z Jugosławią 1:3 (1960). W meczu o brązowy medal pokonała Wielką Brytanię 5:3 (1948).

W maju 1913 r. Dania rozegrała pierwszy mecz ze swoim największym rywalem, czyli Szwecją, wygrywając 8:0. Obie reprezentacje rozegrały ponad sto meczów, z których zaledwie kilka miało status meczów o punkty.

Przez długie lata dla DBU ważniejszym od wielkich imprez piłkarskich były Mistrzostwa Nordyckie, które rozgrywano od 1924 do 2001. Turniej został zainicjowany przez DBU po tym, jak w 1919 r. zakończyła się umowa między federacjami – duńską, szwedzką i norweską, zgodnie z którą trzy reprezentacje były zobowiązane do rozgrywania ze sobą po dwa mecze rocznie. W mistrzostwach uczestniczyły Dania, Szwecja, Norwegia i Finlandia, a w późniejszych latach także Islandia i Wyspy Owcze. Podczas jeden edycji, która z reguły trwała cztery lata każda reprezentacja rozgrywała dwanaście meczy. W efekcie Dania wystąpiła w 147 meczach (75 zwycięstw, 23 remisy, 49 porażek, bramki 323:218). Dania zawsze zajmowała miejsce na podium Mistrzostw Nordyckich. Spośród czternastu edycji, Dania wygrała trzy, siedmiokrotnie była druga, a czterokrotnie trzecia.

W 1964 r. w drugiej edycji Pucharu Narodów (Mistrzostw Europy) Dania zajęła czwarte miejsce, co zawdzięczała słabym rywalom w eliminacjach. Duńczycy wyeliminowali Maltę (6:1, 3:1), Albanię (4:0, 0:1) oraz Luksemburg (3:3, 2:2 i 1:0) i w ten sposób dotarli do turnieju finałowego, w którym zagrały tylko cztery drużyny. Najpierw w półfinale przegrali z ZSRR 0:3, a następnie w meczu o trzecie miejsce ulegli Węgrom 1:3 pod dogrywce, w obecności zaledwie 4 tys. widzów na stadionie Barcelony. Warto zauważyć, że Ole Madsen strzelił w eliminacjach aż 11 goli, ale w turnieju finałowym już żadnego.

W 1977 r. Allan Simonen został laureatem „Złotej Piłki”. Żaden inny duński piłkarz nie powtórzył tego osiągnięcia. Simonsen 3. miejsce zajął w 1983 r., natomiast w czołowej „piątce” plebiscytu znalazło się jeszcze tylko trzech duńskich piłkarzy. Preben Elkjaer Larsen zajął 2. miejsce w 1985 r., 3. w 1984 r. i 4. w 1986 r. Michael Laudrup był 4. w 1985 r. i 5. w 1993 r. Natomiast bramkarz Peter Schmeichel zajął 5. miejsce w 1992 r.

Bardzo ważne zmiany dla duńskiej piłki nastąpiły w 1978 i 1979 roku. W 1978 r. piłka nożna została profesjonalnym sportem w Danii, a siedem lat później pierwszą profesjonalną drużyną w Danii zostało Broendby IF. W 1979 r. trenerem reprezentacji został urodzony we Wrocławiu Niemiec Sepp Piontek, dzięki któremu Dania weszła na zupełnie nowy poziom gry w piłkę. Prowadzona przez niego drużyna przez jedenaście lat wywalczył trzy kolejne awanse do dużych imprez (Euro 1984, Mundial 1986 i Euro 1988). Piontek już nigdy takich sukcesów nie odnosił, a prowadził reprezentacje Turcji i Grenlandii, Bursaspor, Aalborg i Silkeborg. Pracę w Danii poprzedziło doświadczenie trenerskie w Werderze Brema, Fortunie Duesseldorf i FC St. Pauli. Uzupełnieniem zmiany statusu piłkarzy i powołaniem nowego selekcjonera było zawarcie pierwszej umowy sponsorskiej z browarem Carlsberg.

Sepp_Piontek

Sepp Piontek.

Źródło: billedbladet.dk.

Wracając do Piontka. Jego praca przyniosła efekty po kilku latach. Dania awansowała bowiem do turnieju finałowego UEFA Euro 1984, w którym wystąpiło osiem drużyn podzielonych na dwie grupy. W fazie grupowej Duńczycy przegrali z Francją 0:1 oraz pokonali Jugosławia 5:0 i Belgię 3:2. W półfinale Dania zremisowała z Hiszpanią 1:1 i przegrała w rzutach karnych 4:5. Znakomicie grali przede wszystkim Preben Elkjaer-Larsen i Frank Arnesen. Kadra prowadzona przez Piontka składała się z piłkarzy rozsianych po klubach w całej Europie. Aż czternastu z nich grało na co dzień w ligach zagranicznych.

Warto dodać, że awans do turnieju finałowego Mistrzostw Europy w 1984 r. zapoczątkował fantastyczną serię duńskiej reprezentacji, która przez dwadzieścia lat (1984-2004) awansowała do 9 spośród rozgrywanych w tym czasie 11 imprez mistrzowskich. Później przyszedł jednak regres i w latach 2006-2016 Dania awansowała tylko do dwóch spośród sześciu wielkich imprez.

Podczas mistrzostw świata w 1986 r. Dania odpadła w 1/8 finału, a przygodę z UEFA Euro 1988 zakończyła po trzech porażkach na fazie grupowej. Brak awansu na mistrzostwa świata w 1990 r. spowodował rezygnację Piontka, który został zastąpiony Richardem Moellerem Nielsenem. Nowy trener był asystentem Piontka, wcześniej pracował samodzielnie z Odense, Esbjerg, reprezentacją do lat 21 i krótko z reprezentacją futsalową.

W eliminacjach do szwedzkiego UEFA Euro 1992 (ostatniego rozgrywanego w formule ośmiozespołowej), Dania zajęła w swojej grupie eliminacyjnej 2. miejsce za Jugosławią i nie wywalczyła awansu. UEFA nie zezwoliła jednak Jugosławii na start w Euro ze względu na sankcje ONZ nałożone na kraj w związku z prowadzeniem działań wojennych w Bośni. Jednym z nich była zakaz kontaktów sportowych. 31 maja 1992 r. UEFA ogłosiła swoją decyzję, dokładnie na 10 dni przed rozpoczęciem mistrzostw. Reprezentacja Jugosławii przebywała już w Szwecji, ale musiała wracać, zaś legenda głosi, że trener Duńczyków przerwał remont kuchni i zaczął ściągać reprezentantów z wakacji. To jednak nie do końca była prawda, ponieważ Duńczycy przygotowywali się do meczu towarzyskiego ze Wspólnotą Niepodległych Państw. Być może Nielsen chcąc wzmocnić drużynę zadzwonił do kilku piłkarzy (prawdopodobnie do wielkiego nieobecnego, czyli Michaela Laudrupa), ale wcale nie było tak, że Duńczycy byli całkowicie nieprzygotowani.

W fazie grupowej, początkowo nie zachwycali, bowiem bezbramkowo zremisowali z Anglią i przegrali ze Szwecją 0:1. W ostatnim meczu pokonali, prowadzoną przez Michele Platiniego, Francję 2:1 i niespodziewanie awansowali do półfinału. Tam też sprawili niespodziankę. Pokonali mistrzów Europy, czyli Holandię 5:4 w rzutach karnych (w regulaminowym czasie gry było 2:2). Następnie w finale pokonali faworyzowanych i pewnych siebie Niemców, mistrzów świata sprzed dwóch lat.

Dania_-_Mistrz_Europy_1992

Dania – Mistrz Europy 1992.

Źródło: ekstranladet.dk.

Podczas turnieju rozbłysły gwiazdy Petera Schmeichela i Briana Laudrupa, a z bardzo dobrej strony zaprezentował się także Henrik Larson (3 gole, tyle samo co Dennis Bergkamp, Tomas Brolin i Karl-Heinz Riedle). Spośród dwudziestu duńskich piłkarzy tylko siedmiu występowało poza granicami kraju – Schmeichel (Manchester United), Brian Laudrup (Bayern Monachium), Flemming Povlsen (Borussia Dortmund), John Sivebaek (AS Monaco), Lars Olsen (Trabzonspor), Henrik Andersen (1. FC Koeln) i Bent Christensen Arensoe (Schalke Gelsenkirchen). W trakcie turnieju duńskich kibiców nazywano „roliganami” w odróżnieniu od chuliganów, ponieważ „rolig” po duński oznacza „spokojny”.

Na mistrzostwach świata w USA (1994), Danii zabrakło, ale rok później zwyciężyła w Pucharze Konfederacji FIFA. Najpierw w fazie grupowej pokonała gospodarzy, czyli Arabię Saudyjską 2:0, a następnie Meksyk 1:1 karne 4:2. W turnieju nie rozgrywano półfinałów, więc Dania awansowała do finału, w którym niespodziewanie pokonała Argentynę 2:0. W kolejnym roku w Anglii rozgrywano mistrzostwa Europy, a obrońcy tytułu zawiedli i swój udział zakończyli na fazie grupowej, choć zdobyli 4 punkty. DBU rozwiązała kontrakt z Nielsenem za porozumieniem stron. Szkoleniowiec prowadził później bez sukcesów reprezentacje Finlandii i Izraela.

Następcą Nielsene został Szwed Bo „Bosse” Johansson, który miał za sobą trenerską pracę m.in. w Kalmar, Osters, Panioniosie, reprezentacji Islandii, Silkeborgu i HJK Helsinki. Johansson doprowadził Danię do największego sukcesu w mistrzostwach świata, czyli do ćwierćfinału Coupe du Monde’98. W fazie grupowej Dania pokonała Arabię Saudyjską 1:0, zremisowala z RPA 1:1 i przegrała z Francją 1:2. Następnie rozgromiła Nigerię 4:1 w 1/8 finału, ale w ćwierćfinale przegrała z Brazylią 2:3.

Podczas Euro 2000 Dania poniosła trzy porażki i zakończyła turniej z wstydliwym bilansem bramkowym 0:8. Nic więc dziwnego, że Johansson odszedł. Później prowadził m.in. IFK Goeteborg i Molde FK.

Następcą Johanssena został Morten Olsen, który jako piłkarz wywalczył brąz mistrzostw Europy (1984) oraz Puchar UEFA (1983) i trzy mistrzostwa Belgii (1981, 1985, 1986) w barwach Anderlechtu Bruksela. Był pierwszym duńskim piłkarzem, który rozegrał w reprezentacji ponad sto meczów. Jako trener prowadził Broendby IF (dwa mistrzostwa Danii – 1990, 1991), FC Koeln i Ajax Amsterdam (dublet 1998). Co ciekawe, we wszystkich tych trzech klubach prowadził Andrzeja Rudego!

„Gang Olsena” dotarł do 1/8 finału mistrzostw świata w Japonii i Korei (2002) i ćwierćfinale UEFA Euro w Portugalii (2004), po porażce 0:3 z Czechami. Podczas turnieju doszło do skandynawskiego skandalu z udziałem Danii. W ostatniej serii spotkań fazy grupowej spotykały się reprezentacje Danii i Szwecji. Już przed meczem było wiadomo, że do awansu obu drużynom wystarcza remis 2:2, niezależnie od wyniku równolegle rozgrywanego meczu Włochy – Bułgaria. I taki właśnie wynik (2:2) padł w tym meczu. Wprawdzie Szwedzi wyrównującą bramkę zdobyli w 89. minucie meczu (Mattias Jonson), to jednak niesmak i wątpliwości pozostały.

Następnie Duńczykom nie udało się awansować do mistrzostw świata w Niemczech (2006) i UEFA Euro w Austrii i Szwajcarii (2008). Olsen pozostał na stanowisku i „Czerwono-biali” awansowali do dwóch kolejnych dużych imprez – mundialu w RPA (2010) i UEFA Euro w Polsce i na Ukrainie, ale obie kończyli na fazie grupowej. Kolejne dwie imprezy odbyły się już bez Danii – mundial w Brazylii (2014) i UEFA Euro we Francji (2016).

W eliminacjach do UEFA Euro 2016, Duńczycy zajęli dopiero 3. miejsce w swojej grupie. Wprawdzie grupa była wyrównana (poza Portugalią, która nie wygrała tylko jednego z ośmiu meczów), to jednak „Duński dynamit” nie odpalił a piłkarze Danii zaprezentowali się przeciętnie. Na własnym stadionie pokonali Aremię (2:1) i Serbię (2:0) i zremisowali bezbramkowo z Albanią. Na wyjeździe pokonali Serbię (3:1) i zremisowali z Albanią (1:1) i Armenią (0:0). Dodatkowo, dwukrotnie przegrali 0:1 z Portugalią. Z uwagi na zwiększenie liczby uczestników turnieju finałowego do 24, Dania stanęła jeszcze przed jedną szansą, czyli awansu poprzez baraż. Tam jednak lepszym okazał się największy rywal, czyli Szwecja (1:2, 2:2).

„Duńczycy mówią, że jak na 5,5-milionowy kraj, to na kadencję Olsena absolutnie nie można narzekać (…) Olsen chciał już zrezygnować z pracy po polsko-ukraińskim turnieju, ale zmienił zdanie. Teraz sam podjął decyzję o rozstaniu, choć pod koniec pracy nie miał już najlepszej prasy. (…) Dania potrzebowała zmian, nie podjął się ich Michael Laudrup, któremu zaproponowano pracę” (cyt. za: sportowefakty.wp.pl), choć na swojego następcę wskazywał go Olsen. Trenerem został Norweg Age Hareide.

Przed meczem z Polską, Dania była na odległym 46. miejscu w rankingu FIFA. Później jeszcze obsunęła się w rankingu i przez moment w 2017 r. była na najniższym w historii – 51. miejscu. Na najwyższym miejscu – trzecim, Dania była w 1997 r.

Sukcesy

Największe sukcesy reprezentacji Danii to mistrzostwo (1992), brązowy medal (1984) i 4. miejsce (1964) w mistrzostwach Europy, Puchar Konfederacji (1995) oraz ćwierćfinał mistrzostw świata (1998). W dalszej kolejności należy wspomnieć medale Igrzysk Olimpijskich – trzy srebrne (1908, 1912, 1960) i jeden brązowy (1960) oraz ćwierćfinał mistrzostw świata (1998).

Stadion

Swoje domowe mecze reprezentacja Danii rozgrywa na stadionie Parken, który jest największym obiektem sportowym Królestwa. Obiekt został wybudowany w latach 1990-1992 i stanął na miejscu wyburzonego Idrætsparken.

Wielofunkcyjny stadion o nazwie Idrætsparken został otwarty 25 maja 1911 r. i miał 52 377 miejsc. Tylu widzów było podczas meczu Dania – Szwecja w 1961 r. „Był on niezwykle szczęśliwy dla piłkarskiej reprezentacji, która w latach 80. przez 9 lat pozostała niepokonana na tym stadionie, w tym aż 15 meczów z rzędu wygrywała. Ostatni mecz, jaki rozegrano na starym stadionie był mecz z Jugosławią 14 listopada 1990.”, zakończony porażką 0:2 (cyt. za: pl.wikipedia.org). Reprezentacja Danii rozegrała na nim łącznie 232 mecze (125 zwycięstw, 41 remisów, 66 porażek). Na stadionie swoje domowe mecze rozgrywał także klub Kjoebenhavns Boldklub. W trakcie budowy nowego obiektu (Parken) Dania rozegrała pięć meczów jako gospodarz. Trzy spotkania odbyły się w Odense, a po jednym w Aarhus i Broendby.

Parken został wybudowany przez inwestora – Baltica Finans A/S, mającego gwarancje DBU, że przez piętnaście lat reprezentacja rozegra na stadionie wszystkie mecze międzypaństwowe. Koszt budowy wyniósł 640 milionów koron duńskich (ok. 85,3 miliona euro). W 1998 r. Baltica Finans A/S sprzedała stadion klubowi FC Kopenhaga za 138 milionów koron duńskich wraz z sąsiadującymi budynkami biurowymi. Obiekt jest zarządzany przez Parken Sport & Entertainment.

Parken-1

Budowa zakończyła się we wrześniu 1992 r. i przygotowano dokładnie 30 tys. krzesełek dla widzów, „a co warte podkreślenia: od najbardziej oddalonego siedzenia do środka boiska jest zaledwie 100 m (brak bieżni)” (cyt. za: pl.wikipedia.org). Stadion ma rozsuwany dach, a ciekawa w konstrukcji obiektu jest jeszcze to, że „trybuny nie mają narożników. Zamiast nich znalazły się przestrzenie użytkowe z biurami i restauracjami.” (cyt. za: stadiony.net).

Obiekt podlegał rozbudowanie i przebudowie w 2002 r. i 2009 r. (wg stadiony.net). Obecnie pojemność wynosi 38 065 miejsc, w tym (według portalu stadiony.net) 300 miejsc VIP i 126 miejsc dla prasy. Moc oświetlenia według Wikipedii to 2 000 luxów.

Inauguracja obiektu odbyła się 9 września 1992 r. rewanżem za finał UEFA Euro 1992. Niemcy pokonały Danię 2:1. Jesienią 1993 r. Parken otrzymał cztery gwiazdki UEFA, co umożliwiło mu organizację dwóch finałów europejskich pucharów – finału Pucharu Zdobywców Pucharów w 1994 r. (Arsenal – AC Parma 1:0) i finał Pucharu UEFA 2000 (Galatasaray – Arsenal 0:0 k. 4:1). Poza tym, obiekt był miejscem rozgrywania turnieju finałowego Mistrzostw Europy 2011 (organizowanych wspólnie z Polską) i dwóch meczów piłki ręcznej – w lidze duńskiej (2011, AG Kopenhaga – Bjerringbro-Silkeborg) i w Lidze Mistrzów EHF (ćwierćfinał 2012, AG Kopenhaga – FC Barcelona 29:23). Od 2003 r. na stadionie odbywa się żużlowy turniej Grand Prix Danii. Stadion będzie jednym z trzynastu obiektów UEFA Euro 2020. Rozegrane zostaną na nim trzy mecze fazy grupowej i jeden mecz 1/8 finału.

Parken-2

Na Parken organizowane są liczne koncerty muzyczne z udziałem m.in. Coldplay, Beyoncé, Jay-Z, Whitney Houston, Take That, Pink, Madonna, Britney Spears, AC/DC, Pink Floyd, Eric Clapton, Red Hot Chili Peppers, Celine Dion, Tiësto, Depeche Mode, The Rolling Stones, U2, Bon Jovi, The Black Eyed Peas, Pet Shop Boys, Kashmir, Pharrell, Robbie Williams, George Michael, R.E.M., Metallica, Bruce Springsteen, Muse, Tina Turner, David Bowie, Roger Waters, Paul McCartney, Lady Gaga, Justin Bieber, One Direction, Guns N' Roses. W 2001 r. i 2014 r. odbył się tu Konkurs Piosenki Eurowizji. Największym echem odbił się jednak koncert Michaela Jacksona 14 sierpnia 1997 r., na który sprzedano aż 60 tys. widzów, co jest rekordem frekwencji. Jeśli chodzi o wydarzenia sportowe, to najwięcej widzów 42.099 zgromadził mecz Dania – Grecja (1:0), rozegrany 8 października 2005 r. w ramach eliminacji mistrzostw świata w 2006 r. Rekord frekwencji ligi duńskiej (41.201) został ustanowiony 30 kwietnia 2006 r. podczas meczu FC Kopenhaga – Broendby (0:0).

Rekordziści

Ponad sto występów w reprezentacji ma swoim koncie ośmiu piłkarzy: Peter Schmeichel – 129 (w latach 1987-2001), Dennis Rommedahl – 126 (2000-2013), Jon Dahl Tomasson – 112 (1997-2010), Thomas Helveg – 108 (1994-2007), Michael Laudrup – 104 (1982-1998), Martin Jorgensen (1997-2011) i Morten Olsen – po 102 (1970-1989) oraz Thomas Sorensen – 101 (1999-2012).

Ponad trzydzieści bramek w reprezentacji zdobyło natomiast sześciu piłkarzy: Poul „Tist” Nielsen (1912-1925) i Jon Dahl Tomasson (1997-2010) po 52, Pauli Jorgensen – 44 (1925-1939), Ole Madsen – 42 (1958-1969), Preben Elkjaer-Larsen – 38 (1977-1988) i Michael Laudrup – 37 (1982-1998). Dokładnie trzydzieści bramek ma nie do końca spełniony talent, ekscentryczny i przyciągający kłopoty Nicklas Bendtner (od 2006).

Najwięcej meczów podczas mistrzostw świata rozegrał Martin Jorgensen – 12 (1998, 2002, 2010), a najwięcej goli zdobył Jon Dahl Tomasson – 5 (2002, 2010).

W 2008 r. powstała duńska galeria sław, do której w 2012 r. wchodziło siedmiu piłkarzy (m.in. Peter Schmeichel, Allan Simonsen) oraz złota drużyna z 1992 r., brązowa z 1984 r. oraz trener Sepp Piontek.

Trenerzy

Posada trenera reprezentacji Danii jest bardzo stabilnym miejscem pracy. Od 1908 r. to stanowisko było zajmowane przez zaledwie jedenastu trenerów, ale dwukrotnie kadrą kierował komitet trenerów, łącznie przez 38 lat (1920-1956 i 1967-1969), ale tylko w 47 meczach. Rekordzistami są wspomniani wcześniej – Morten Olsen – 167 meczów (!), Sepp Piontek – 115 i Richard Moeller Nielsen – 73.

Age Hareide to norweski szkoleniowiec, który zastąpił Mortena Olsena po nieudanych eliminacjach UEFA Euro 2016. Hareide przez pięć lat prowadził reprezentację Norwegii bez awansu do mistrzostw Europy lub świata. Jest jedynym szkoleniowcem, który wywalczył skandynawskiego „Wielkiego Szlema”, czyli mistrzostwo Szwecji (z Helsingborgiem), Norwegii (z Rosenborgiem) i Danii (z Broeondby). Nigdy nie prowadził drużyny poza Skandynawią, a ma w dorobku jeszcze pracę z Molde FK, Orgryte, Vikingiem Stavanger i Malmoe FF. „Troels Bager Thoegersen: - Jego najważniejsza decyzja to gra systemem 3-5-2. Chce grać futbol dynamiczny, atakować prosto. Wziął też pod uwagę, że w Danii mamy wielu wysokiej klasy środkowych obrońców. Za Olsena zawsze mieliśmy duże posiadanie piłki, za to mało szans na gola.” (cyt. za: sportowefakty.wp.pl)

Mecze z Polską

Przed meczem w październiku 2016 r. bilans to 21 meczy pomiędzy Danią i Polską jest korzystny dla „duńskiego dynamitu” (12 zwycięstw, 2 remisy, 7 porażek, bramki: 43-35). Dania rozegrała przeciwko reprezentacji Polski trzy mecze w Warszawie, w których padły osiągnęła wyniki 1:3 (1937), 2:1 (1949), 0:5 (1970). Ostatni mecz pomiędzy „Czerwono-białymi”, a „Biało-czerwonymi” został rozegrany 14 sierpnia 2013 r. w Gdańsku i zakończył się zwycięstwem Polski 3:2. To był ten mecz, który przeszedł do historii z powodu wygwizdania Roberta Lewandowskiego.

Duńczycy w Ekstraklasie

Pierwszym duńskim piłkarzem w polskiej lidze był obrońca Jan Frederiksen, który wiosną 2018 r. rozegrał w Wiśle Kraków 11 meczów. Kolejnymi byli napastnik Nicki Bille Nielsen (Lech Poznań, wiosna 2016 – jesień 2017; 32 mecze / 4 gole) i obrońca Lasse Nielsen (Lech Poznań, lato 2016 – jesień 2017; 32/1). W latach następnych po rozegraniu meczu Polska – Dania do ekstraklasy trafili także obrońcy Fredrik Helstrup (Arka Gdynia, od sezonu 2017/2018) i Mikkel Kirkeskov (Piast Gliwice, od wiosny 2018) oraz napastnicy – Nickolai Brock-Madsen (Cracovia, wiosna 2018; 11/1), Morten Rasmussen (Pogoń Szczecin, wiosna 2018; 11/1) i Christian Gytkjaer (Lech Poznań, od sezonu 2017/2018). Duńczycy z reguły dużo czasu w Polsce nie grzeją i dosyć szybko zmieniają otoczenie. Z reguły ich występom w Polsce towarzyszy rozczarowanie. Całkowitym wyjątkiem w tym towarzystwie jest Gytkjaer, który wniósł nową duńską jakość do ekstraklasy, a przede wszystkim, co cieszy fanów „Kolejorza” wniósł też skuteczność.

Duńskie kluby

Najbardziej utytułowanymi i znanymi duńskimi klubami są FC Kopenhaga i Broendby IF. FC Kopenhaga powstał w 1992 r. w wyniku połączenia Boldklubben 1903 z jednym z najstarszych klubów Europy – Kjoebenhavn Boldklub (założonym w 1876 r.!) i stał się absolutnym hegemonem, usuwając w cień dotychczasowego dominatora, czyli Broendby IF. Warto dodać, że Broendby leży na przedmieściach Kopenhagi, a z uwagi na przynależność do okręgu Kopenhagi (Koebenhavns Amt) klub błędnie bywa nazywany „Broendby Kopenhaga”.

Najwięcej tytułów mistrzowskich wywalczył Kjoebenhavn Boldklub – 15, FC Kopenhaga – 12 i Broendby – 10. Najwięcej triumfów w Pucharze Danii rozgrywanym od 1955 r. wywalczył Aarhus GF – 9, FC Kopenhaga – 8 i Broendby – 7. W latach 1994-2004 rozgrywano Superpuchar, po który sięgały: Broendby – 4, FC Kopenhaga – 3 oraz AB i Viborg po 1 razie. W latach 2005-2006 rozegrano dwie edycje Pucharu Ligi, w którym najlepszy dwukrotnie okazało się Broendby.

FC Kopenhaga triumfowała także w dwóch edycjach Royal League, czyli rozgrywek z udziałem czterech najlepszych klubów z trzech lig skandynawskich (duńskiej, szwedzkiej i norweskiej). Działo się to w sezonach 2004/2005 i 2005/2006. W sezonie 2006/2007 rozegrano ostatnią edycję RL i FC Kopenhaga awansowała do finału, ale uległa… Broendby.

Największymi sukcesami w europejskich pucharach są półfinał Pucharu UEFA w sezonie 1990/1991 autorstwa Broendby i awans do 1/8 finału Ligi Mistrzów wywalczony przez FC Kopenhaga w sezonie 2010/2011.

Podsumowanie

Po losowaniu grup eliminacyjnych do mistrzostw świata w Rosji, „Przegląd Sportowy” pisał, że „Duńczycy cały czas balansują na granicy wejścia do wielkiego turnieju (…) Wielkich piłkarzy już nie mają.” i wskazał na Christiana Eriksena, Daniela Aggera i Nicklasa Bendtnera. Przed meczem z Polską liderami kadry są Christian Eriksen (Tottenham), bramkarz Kasper Schmeichel (Leicester City) oraz doświadczony Simon Kjaer (Fenerbahce Stambuł). Natomiast coraz większe znaczenie mają młodzi i utalentowani – obrońca Andreas Christensen (Borussia Moenchengladbach) oraz pomocnicy: Lasse Schöne (AFC Ajax), Pierre Højbjerg (Southampton FC) i Pione Sisto (RC Celta de Vigo).Warto zauważyć, że w poprzedzającym mecz z Polską spotkaniu z Armenią (1:0), średnia wieku w Danii nie przekroczyła 24 lat.

Kamil Wilczek, napastnik Broendby IF powiedział, że: „Duńska reprezentacja zmieniła się, nie ma gwiazd i tylu piłkarzy znanych szerszej publiczności co kiedyś, ale to poukładany zespół (…) W Danii bardzo liczą na awans ich drużyny do mistrzostw świata. Nie grali na EURO 2016, więc teraz bardzo im zależy.” (cyt. za: „Przegląd Sportowy”).

 

Źródło: własne, 90minut.pl, rsssf.com, sportowefakty.wp.pl, fifa.com, stadiony.net, stadiumguide.com, fck.dk, pl.wikipedia.org, en.wikipedia.org, billedbladet.dk, ekstrabladet.dk, twitter.com. „Skarb Kibica. France’98” – „Magazyn Sportowy” nr 23 (60) z dnia 5 czerwca 1998 r., dodatek do „Przeglądu Sportowego”. „Twoje Euro 2000” – „Magazyn Sportowy” z dnia 9 czerwca 2000 r. – bezpłatny dodatek do „Przeglądu Sportowego”, s. 54-55 i 62. „Mundial 2002” – dodatek do „Przeglądu Sportowego” z dnia 31 maja 2002 r., s. 35. „Skarb Kibica. Portugalia Euro 2004” – „Magazyn Sportowy” z dnia 11 czerwca 2004 r. – dodatek do „Przeglądu Sportowego”, s. 52-53. „Gwiazdy Euro. Historia piłkarskich mistrzostw Europy 1960-2004” – bezpłatny dodatek do tygodnika „Newsweek”, brak daty wydania, s. 16-17. M. Heatley, Stadiony piłkarskie Europy, Dom Wydawniczy Bellona, Warszawa 2006, s. 110-111. „Kolekcja Euro 2008. Historia mistrzostw Europy (3). Zeszyt 7.” – dodatek do „Przeglądu Sportowego” z dnia 25 marca 2008, s. 6-9. „Skarb Kibica. RPA 2010. Mistrzostwa Świata w piłce nożnej” – dodatek do „Przeglądu Sportowego” z dnia 11 czerwca 2010 r., s. 102-104. Piłkarskie Mistrzostwa Europy – Album Mistrzostw Europy, „Przegląd Sportowy” nr 1/2012. UEFA Euro 2012. Oficjalny Program, s. 60-62.  „Skarb Kibica Euro 2012” – dodatek do „Przeglądu Sportowego” z dnia 6 czerwca 2012 r., s. 116-121. R. Błoński, Na razie wszyscy są zadowoleni…, „Przegląd Sportowy” z dnia 27 lipca 2015 r., s. 14-15. S. Szczepłek, Moja historia futboli. Tom 1 – Świat, Wydawnictwo Sine Qua Non, Kraków 2015, s. 248-252. „Euro Historia. Od Francji do Francji” – wydanie specjalne „Przeglądu Sportowego” nr 1/2016. Duńczycy bardzo liczą na awans do finałów MŚ – wywiad red. K. Brommera z Kamilem Wilczkiem, „Przegląd Sportowy” z dnia 3 października 2016 r., s. 9. E. Różycka (red.), Kluby piłkarskie wszechczasów, Warszawa 2017, s. 61. „Mistrzostwa Świata Rosja 2018. Skarb Kibica” – bezpłatny dodatek do „Przeglądu Sportowego” z dnia 14 czerwca 2018 r., s. 150-153.

wtorek, 09 października 2018
„W stulecie tradycji W.K.S. Legia 1916-1939”

Pod takim tytułem od końca maja 2016 r. można było obejrzeć wystawę, nieformalnie nawiązującą do obchodów stulecia klubu Legii Warszawa.

2016.09.17_Wystawa_WKS_Legia_(1)

Wystawa powstała we współpracy Stowarzyszenia Społeczno-Kulturalnego w Europie z Towarzystwem Przyjaciół Warszawy – Oddział Żoliborsko-Bielański oraz Muzeum Sportu i Turystyki w Warszawie. Honorowy patronat nad wysławą objął Andrzej Strejlau, były trener Legii i reprezentacji Polski.

Plenerowa ekspozycja, składająca się z dziewiętnastu tablic (plansz) miała charakter mobilny i była pokazana w różnych częściach Warszawy. Najpierw była prezentowana na ogrodzeniu parku im. S. Żeromskiego przy pl. Wilsona na Żoliborzu, gdzie 24 maja odbyło się uroczyste otwarcie wystaw. Następnie ekspozycję można było oglądać na ogrodzeniu Parku im. gen. J. Sowińskiego na Woli, a później na terenie targowiska „Zieleniak” na Ochocie.

Jak podawała oficjalna strona wystawy: „Ekspozycja ma skoncentrować się na tematyce historycznej, opisać pewien kontekst w którym drużyna rodziła się, ukazany dzięki kilkudziesięciu fotografiom tych, którzy z początkiem lat 20. stworzyli W.K.S. Legia. Historia Klubu zostaje opowiedziana do 1939 r.” (cyt. za: 100legia.com.pl).

Prezentowane na tablicach zdjęcia nawiązywały do powstania klubu i pierwszych lat po jego założeniu. Z tego powodu są zdjęcia Władysława Groele (współzałożyciela i pierwszego prezesa WKS Legia), Stanisława Mielecha (pomysłodawcy nazwy „Drużyna Legionowa” i zdobywca pierwszej bramki w historii Legii), Pawła Akimowa (pierwszego obcokrajowca w barwach Legii) a także obserwujących w 1916 r. mecze Legii, a właściwie „Drużyny Legionowej” – brygadiera Józefa Piłsudskiego, m.in. z pułkownikiem Edwardem Rydzem-Śmigłym, pułkownikiem Kzimierzem Sosnkowski i kapitanem Michałem Karasziewiczem-Tokarzewskiem.

2016.09.17_Wystawa_WKS_Legia_(3)

Jest też zdjęcie z pierwszym trofeum w historii klubu, czyli Pucharem Polskiego Towarzystwa Eugenicznego (1926). Zdjęcia nawiązują m.in. do międzynarodowych meczów piłkarzy Legii z WAC Wiedeń, Juventusem Bukareszt, Racing Club Paris, czy meczu w Morawskiej Ostravie. Na jednym z fotosów widoczny jest Henryk Martyna podczas meczu międzynarodowgo Polska – Jugosławia.

Wystawa, podobnie zresztą, jak inne w ostatnim czasie wystawy związane z Legią (np. „100 lat Legii Warszawa”), przedstawiała zdjęcia różnych sekcji wojskowego klubu. Oprócz piłki nożnej są to szermierka, tenis ziemny (Polska – Chiny 1939), hokej na lodzie, lekkoatletyka, zapasy, strzelectwo i sporty motocyklowe.

2016.09.17_Wystawa_WKS_Legia_(8)

Hokeiści Legii w Krynicy.

Sporą ciekawostką jest zdjęcie z biegu na 5 km w ramach międzynarodowych zawodów lekkoatletycznych rozegranych 19 września 1930 r. na stadionie Legii. Na zdjęciu biegną wielcy mistrzowie – Fin Paavo Nurmi przed Januszem Kusocińskim:

2016.09.17_Wystawa_WKS_Legia_(6)

Szczególne znaczenie mają jednak zdjęcia pokazujące akt erekcyjny stadionu Legii, a także jego wygląd w 1934 r., czyli cztery lata po wybudowaniu. W tamtym czasie stadion Legii (z torem kolarskim wokół boiska) był elementem całego kompleksu sportowgo wraz z basenem pływackim, kortami tenisowymi i boiskami piłkarskimi Agrykoli.

 2016.09.17_Wystawa_WKS_Legia_(5)

Akt erekcyjny Stadionu „Legii” im. Marszałka J. Piłsudskiego.

 2016.09.17_Wystawa_WKS_Legia_(9)

Niestety na planszach są też drobne wpadki – (1) literówka w opisie jednego ze zdjęć, (2) prezentacja zdjęć z meczów Korony Warszawa bez żadnego wyjaśnienia, że doszło do fuzji tego klubu z Legią i (3) zaprezentowanie zwycięzcy pierwszego w historii biegu Belweder – Stare Miasto (Biegu Belwederskiego, 1920). Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że zwycięzcą był Zygmunt Strubel z Polonii Warszawa. Prezentowanie w wystawie poświęconej Legii sukcesu największego lokalnego rywala jest co najmniej zastanawiające.

Pomysł na wystawę i wykorzystanie interesujących zdjęć zasługują na pochwałę, ale z wykonaniem było trochę gorzej. Wystawa była niedopracowana, bo pomijając wymienione wcześniej błędy, zabrakło opisów odnoszących się do poszczególnych zdjęć i tłumaczących kontekst, którego dotyczą. Niemniej jednak była kolejnym przedsięwzięciem wpisującym się w obchody stulecia klubu, choć nieoficjalnym.

 

Zdjęcia wykonano 17 września 2016 r. podczas ekspozycji na ogrodzeniu Parku im. gen. J. Sowińskiego na warszawskiej Woli.

 

Źródła: własne, 100legia.com.pl, eurosport.onet.pl, pl.wikipedia.org.

piątek, 05 października 2018
Po takim meczu trudno coś powiedzieć

Historyczny powrót polskiego klubu do Ligi Mistrzów był historyczną porażką. W środę 14 września 2016 r. Legia Warszawa przegrała z Borussią Dortmund 0:6 (0:3). Była to najwyższa domowa porażka polskiego klubu w historii występów w europejskich pucharach.

Przed meczem, czyli obawy Borussi i chaos w Legii

Piłkarze Borussi nie przylecieli do Warszawy w dobrych nastrojach, bowiem w ostatnim meczu ligowym niespodziewanie przegrali w wyjazdowym meczu z RB Lipsk 0:1, choć trzeba zauważyć, że gola stracili w przedostatniej minucie spotkania. Podopieczni Tuchela oddali tylko jeden strzał na bramkę gospodarzy. Lipsk był doskonale przygotowany do meczu – do intensywnego bieganie przez cały mecz i konsekwentnego, wysokiego pressingu. To była wskazówka dla Legii, która też zawiodła. W Niecieczy przegrała 1:2, ale Miroslav Radović mówił: „Będziemy szukać swoich szans.” (cyt. za: „Przegląd Sportowy”). W tabeli ekstraklasy zajmowała dopiero 13. Miejsce z dorobkiem dziewięciu punktów w ośmiu meczach.

Skład Legii zaskakiwał. Z uwagi na czerwoną kartkę Adama Hlouska i kontuzję Michała Pazdana na środku obrony zagrali (po raz pierwszy w takim ustawieniu) Maciej Dąbrowski i Jakub Czerwiński, którzy do Legii przyszli ledwie przed sezonem. Czerwiński w barwach Legii rozgrywał dopiero drugi mecz, a Dąbrowski trzeci. Obaj jeszcze piętnaście meczy wcześniej grali na zapleczu ekstraklasy. Mecz z Borussią był debiutem Czerwińskiego w europejskich pucharach. Guillherme, choć jest nominalnym lewym pomocnikiem, został cofnięty do obrony. W pierwszym składzie pojawił się Gruzin Vako Kazaiszwili, który debiutował, a z drużyną trenował zaledwie dwukrotnie. Bramkostrzelnego Nemanję Nikolicia zastąpił Aleksandar Prijović. Besnik Hasi „od tygodni bezlitośnie wyszydzany zachował się, jakby chciał zostać oskarżony o niepoczytalność.” (cyt. za: sport.pl). Trudno było nie zauważyć, że w pierwszej „jedenastce” pojawili się także inni gracze sprowadzeni latem. Thibault Moulin w Legii rozegrał do tej pory 14 meczy, Steeven Langil 9, a Vadis Odidja-Ofoe 7. Portal weszlo.com trochę ironicznie podkreślał, że w Legii na skrzydle zagrał piłkarz, który w 2016 r. (do meczu z BVB) rozegrał 24 mecze w klubie i nie zaliczył ani gola ani asysty (Langil) i piłkarz, który od 2014 r. w 85 meczach klubowych zdobył 2 gole i wywalczył 4 asysty (Aleksandrow).

2016.09.14_Legia_-_Borussia_Dortmund_(5)

Mecz

Niecelny strzał Steevena Langila oznaczał miłe złego początki. Pierwsza groźna akcja Borussi przyniosła gościom bramkę. Ousmane Dembele dośrodkował z lewego skrzydła na głowę Mario Goetze, który z kilku metrów skierował piłkę do bramki i Borussia objęła prowadzenie 1:0. Guilherme i Vadis Odidja-Ofoe nie upilnowali strzelca zwycięskiej bramki finału mundialu 2014, ale przyznać trzeba, że piłka praktycznie spadła na jego głowę. Rozkojarzeni Legioniści po chwili dopuścili Pierre-Emericka Aubameyanga do sytuacji „sam na sam” z Arkadiuszem Malarzem, ale bramkarz Legii dwukrotnie odbił strzały reprezentanta Gabonu.

Borussia dalej atakowała i praktycznie każde podanie w okolice pola karnego gospodarzy siało popłoch wśród legionistów. W 15. minucie Raphael Guerreiro wrzucił piłkę z rzutu wolnego do Sokratisa Papastathopoulosa, który celną główką pokonał Malarza. Borussia objęła prowadzenie 2:0, ale „koszmar trwał i w 16. minucie błąd popełnił Arkadiusz Malarz, który próbował łapać piłkę za polem karnym” (cyt. za: eurosport.onet.pl). Po dośrodkowaniu z rzutu wolnego „(…) Raphaëla Guerreiro golkiper Legii odbił piłkę przed siebie, potem sparował ją jeszcze na słupek po strzale Aubameyanga oraz obronił uderzenie Marcela Schmelzera, ale wobec dobitki Marca Bartry z najbliższej odległości był już bezradny” (cyt. za: 90minut.pl). Borussia prowadziła już 3:0!W tym momencie Legia przeszła do historii Ligi Mistrzów, bowiem żadna drużyna nie straciła nigdy trzech goli w pierwszych siedemnastu minutach.

W 20. minucie Goetze został zablokowany w polu karnym. Dwie minuty później bez przyjęcia tuż obok słupka strzelił Dembele. W 27. minucie lekko główkował Łukasz Piszczek, a trzy minuty później po dośrodkowaniu Goetze z rzutu wolnego, Papastathopoulos główkował wprost w Malarza. Następnie po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Tomasz Jodłowiec uderzył piłkę głową, co wyglądało „prawie” jak strzał. „Drużyna Thomasa Tuchela bez przerwy skoncentrowana była na piłce i szansach jej odbioru. Ofensywni piłkarze - Pierre-Emerick Aubameyang, Christian Pulisić, Ousmane Dembele czy Mario Goetze byli pierwszymi obrońcami Borussii. Ich szybki, niezwykle agresywny atak kompletnie dezorganizował jakikolwiek pomysł Legii na rozegranie piłki. Zawodnicy Hasiego zmuszani byli do szybkiej wymiany podań, do której są kompletnie nieprzyzwyczajeni. Praktycznie zawsze kończyło się to błędem lub stratą (…) Sytuację na boisku dobrze oddają statystyki meczu z 29. minuty. Posiadanie piłki 79 proc. do 21 proc. na korzyść Borussii. Strzały? 10 (osiem celnych) gości, jeden (zero celnych) Legii.” (cyt. za: legia.sport.pl).

2016.09.14_Legia_-_Borussia_Dortmund_(9)

Następnie „Waleri Kazaiszwili kopnął mocno wprost w jednego z rywali. Lewoskrzydłowy Legii próbował pokonać Romana Bürkiego również w 35. minucie, ale z tym samym rezultatem - piłka odbita od przeciwnika wyleciała na korner.”. (cyt. za: 90minut.pl). W odpowiedzi Aubameyang, po fatalnym zagraniu zagubionego i ociężałego Macieja Dąbrowskiego (chyba pokazywał Gabończykowi, gdzie ma biec), próbował  przelobować Malarza, ale piłka trafiła tylko w boczną siatkę. W 39. minucie upadający w polu karnym Moulin oddał strzał, który był próbą lobu, ale strzelił zbyt lekko i cofający się bramkarz Borussi zdołał bez trudu złapał piłkę. Do końca pierwszej połowy spotkania zagrożenie stwarzali tylko goście. W 39. i 41. minucie strzał zza pola karnego oddał Dembele, ale piłka przeleciała nad bramką Malarza. W 45. minucie Christian Pulišić zagrał piłkę wzdłuż bramki Legii, ale zabrakło jego kolegów, aby zamknąć akcje i cieszyć się z czwartek bramki. Gwizdek sędziego kończący pierwszą połowę mieszał smutek i niedowierzanie z obawami o drugą część meczu.

Początek drugiej połowy to dwa zablokowane strzały Borussii. Najpierw piłka nie dotarła do celu po próbie Christiana Pulišicia, a potem Piszczka. W 51. minucie wpadła już jednak do siatki. Aubameyang podał do Dembélé, piłka po uderzeniu Francuza trafiła w Jakuba Czerwińskiego [według legia.com – Bartosza Bereszyńskiego] i spadła pod nogi Raphaëla Guerreiro, który mierzonym strzałem tuż przy słupku pokonał Malarza.” (cyt. za: 90minut.pl). Borussia prowadziła 4:0! Dwie minuty później w polu karnym Legii zamieszał Goetze, a w 55. minucie nad bramką Malarza strzelił Guerreiro. W 57. minucie po akcji Prijovicia z Moulinem niegroźny strzał w środek bramki oddał Langil. Dwie minuty później Malarz piąstkował po strzale Goetze. „(…) mistrz Polski nie był w stanie rozegrać piłki na przyzwoitym poziomie. Rywale cały czas byli zbyt blisko, reagowali zbyt szybko” (cyt. za: sportowefakty.wp.pl).

2016.09.14_Legia_-_Borussia_Dortmund_(13)

Po godzinie gry skrzydłem ruszył niesamowicie szybki Aubameyang, zostawiając w tyle całą defensywę Legii. Dogranie napastnika do partnera z drużyny było jednak niedokładne. Legia odpowiedziała za kilka chwil, gdy po świetnej centrze z lewej strony bliski szczęścia był wprowadzony Michaił Aleksandrow.” (cyt. za: legionisci.com). W 76. Minucie wprowadzony zaledwie kilkadziesiąt sekund wcześniej Gonzalo Castro „zamknął akcję po podaniu wzdłuż bramki od Pulišicia i trafił do siatki bez przyjęcia” (cyt. za: 90minut.pl). 5:0 dla Borussi! Castro „świetnym podaniem obsłużył Aubameyanga, który uciekł Czerwińskiemu i kopnął nad interweniującym Malarzem. Po drugiej stronie boiska Nemanja Nikolić główkował obok słupka.” (cyt. za: 90minut.pl). 6:0 dla Borussi. Uff, dobrze, że to już był koniec tej strzelaniny…

Statystyki nie pozostawiają żadnych złudzeń. Borussia była częściej w posiadaniu piłki (64%:36%), oddała więcej strzałów (30:2), więcej celnych strzałów (15:2) i miała zdecydowanie większy odsetek celnych podań (93%!!!:78%).

Chuligani też dali „popis”

Jakby sportowego wstydu było mało, to fatalną grę Legii dopełniło fatalne zachowanie kibiców. W trakcie drugiej połowy chuligani Legii próbowali włamać się do sektora zajmowanego przez kibiców gości. Interweniowała ochrona, doszło do bójki. Oliver Mueller, dziennikarz „Die Welt” podkreślał, że w Niemczech spodziewano się takiego zachowania kibiców Legii, dlatego nikt nie jest zaskoczony, choć temat był ważnym newsem.

Zdjęcie z ukrytą w dłoniach twarzą współwłaściciela Legii Dariusza Mioduskiego szybko obeszło media. Ten poważny biznesmen nie mógł uwierzyć w to, co się stało. Mówił po meczu: „Nie rozumiem, o co chodzi ludziom zaczynającym awantury na stadionie. Co chcą osiągnąć. Jak chcą pomóc temu klubowi. Co robią na tym stadionie. Po prostu nie rozumiem.” (cyt. za: sport.pl).

Legia po meczu wydała oświadczenie, w którym przeprosiła kibiców i zapowiedziała wyciągniecie konsekwencji wobec uczestników zamieszek.

Podsumowanie

Porażka Legii jest wypadkową kondycji polskiego futbolu, stosunkowo niskiego budżetu, mizernego poziomu polskiej ligi i braku doświadczenia w grze o wysoką stawkę. Do tego doszły problemy klubu – chaos organizacyjny, rewolucja kadrowa i błędy trenera. Bardziej przykre, że po raz kolejny okazało się, że polskie kluby przy Lidze Mistrzów są tylko ubogim krewnym. Dumę trzeba schować do kieszeni, bo na boisku mistrz Polski nie pokazał niczego godnego uwagi, nawet walki i zaangażowania zabrakło. Sam Mioduski powiedział, że „różnica poziomów była dramatyczna” (cyt. za: sport.pl). Oliver Kahn, ekspert stacji ZDF stwierdził, że Legia to „grupa ogórków” (cyt. za: sportowefakty.wp.pl), a „Bild” uznał, że dla takich klubów, jak Legia nie ma miejsca w Lidze Mistrzów.

Trener Hasi potwierdził, że nie ma pomysłu, jak poradzić sobie z problemami Legii. Od zremisowanego meczu z Dundalk, który dał Legii historyczny awans do LM nie zmieniło się nic. Red. M. Zachodny (legia.sport.pl) zwrócił uwagę, że „pierwszy mecz w Lidze Mistrzów zaczęło tylko trzech piłkarzy, którzy kończyli sezon mistrzostwem w spotkaniu z Pogonią Szczecin.”. Podkreślił, że niczego dobrego nie można spodziewać się po drużynie „której brakuje lidera, chemii i jednoznacznej myśli taktycznej”. Nic dziwnego, że Sylwester Czereszewski, były piłkarz Legii w wywiadzie dla „Przeglądu Sportowego” nie pozostawiał żadnych wątpliwości i mówił: „Na ławce trenerskiej potrzebna jest zmiana.”. Zresztą Czereszewski nie był odosobniony.

Portal weszlo.com jeden z artykułow dotyczących meczu zatytułował – „Zero. Sześć. Łomot. Kompromitacja. Blamaż. Żenada. Upokorzenie. Wstyd, a grę Legii ocenił dosadnie i boleśnie – „nigdy nie widzieliśmy chyba słabszej drużyny, która tak jawnie odpuściłaby jakąkolwiek walkę. Zero zaangażowania. Zero determinacji. Zero waleczności”.

 

14 września 2016 r., godz. 20:45 – Warszawa, Stadion Legii / Stadion Wojska Polskiego

I kolejka fazy grupowej Ligi Mistrzów 2016/2017, Grupa „F”

Legia Warszawa 0-6 Borussia Dortmund

Bramki: Mario Götze (7 min.), Sokrátis Papastathópoulos (15 min.), Marc Bartra (17 min.), Raphaël Guerreiro (51 min.), Gonzalo Castro (76 min.), Pierre-Emerick Aubameyang (87 min.).

Legia: 1. Arkadiusz Malarz – 19. Bartosz Bereszyński, 4. Jakub Czerwiński, 5. Maciej Dąbrowski, 6. Guilherme – 7. Steeven Langil, 3. Tomasz Jodłowiec, 8. Vadis Odjidja-Ofoe, 75. Thibault Moulin (75 min., 32. Miroslav Radović), 9. Waleri Kazaiszwili (66 min., 77. Michaił Aleksandrow) – 99. Aleksandar Prijović (63 min., 11. Nemanja Nikolić).

Rezerwowi, którzy nie zagrali: 33. Radosław Cierzniak – 15. Michał Kopczyński, 22. Kasper Hamalainen, 28. Łukasz Broź.

Trener: Besnik Hasi (Albania).

Borussia: 38. Roman Bürki – 26. Łukasz Piszczek, 25. Sokrátis Papastathópoulos, 5. Marc Bartra, 29. Marcel Schmelzer – 22. Christian Pulišić, 33. Julian Weigl (79 min., 28. Matthias Ginter), 13. Raphaël Guerreiro, 10. Mario Götze (75 min., 27. Gonzalo Castro), 7. Ousmane Dembélé (75 min., 9. Emre Mor) – 17. Pierre-Emerick Aubameyang.

Rezerwowi, którzy nie zagrali: 1. Roman Weidenfeller – 18. Sebastian Rode, 20. Adrian Ramos, 23. Shinji Kagawa.

Trener: Thomas Tuchel.

żółte kartki: Malarz (19 min.), Guilherme (30 min.), Bereszyński (61 min.) – Götze (74 min.).

sędziowali: Siergiej Karasiow jako sędzia główny, Anton Awerianow i Tichon Kalugin jako sędziowie liniowi, Siergiej Lapoczkin i Siergiej Iwanow jako dodatkowi sędziowie asystenci oraz Igor Demeszko jako sędzia techniczny (wszyscy Rosja),

temperatura: 19C,

widzów: 27 304 (według 90minut.pl i legionisci.com), 28 000 (według Eurosport.onet.pl, sportowefakty.wp.pl).

 

Źródła: własne, 90minut.pl, uefa.com, legionisci.com, sportowefakty.wp.pl, legia.sport.pl, sport.pl, weszlo.com, przegladsportowy.com, transfermarkt.pl. Ekstraklasa jest priorytetem – wywiad red. M. Treli z Miroslavem Radoviciem, „Przegląd Sportowy” z dnia 12 września 2016 r., s. 3. M. Trela, Bolesna wpadka przed Legią, „Przegląd Sportowy” z dnia 12 września 2016 r., s. 10. R. Błoński, Czas tego człowieka się skończył, „Fakt” z dnia 16 września 2016 r., s. 18.

sobota, 22 września 2018
Borussia Dortmund – rywal Legii Warszawa

Pierwszym rywalem mistrza Polski w elitarnej Lidze Mistrzów UEFA po prawie dwudziestoletniej przerwie była Borussia Dortmund, klub o jeden z największych frekwencji na domowych meczach na świecie, kojarzony w Polsce głownie z powodu występów trzech Polaków.

 

Historia

Za założeniem Borussi stali członkowie katolickiej organizacji wspierającej emigrantów z polskich terenów, którzy mieli problemy z ułożeniem sobie życia w protestanckim Dortmundzie – „Dreifaltigkeit” (niem. Trójca Święta), według innych źródeł „Junglingssodalitat” (niem. Bractwo młodzieńcze). Wsparcie polegało też na organizowaniu czasu wolnego, a w tym gry w piłkę nożną. Przewodniczący organizacji – kapelan Hubert Dewald nie był zadowolony z takiej formy spędzania czasu w niedzielę, bo widział w niej grzeszną działalność, dlatego wprowadził dodatkowe msze święte w niedzielę w pobliżu Borsigplatz, gdzie grali młodzi Polacy. 19 grudnia 1909 r. buntownicy spotkali się w knajpie „Zum Wildschutz” przy Oesterholz Strasse 19 i powołali klub piłkarski – Ballspiel Verein Borussia, czyli w skrócie BVB.

Herb_Borussi_Dortmund

Źródło: nk.pl.

Prawie rok później (3 grudnia 1910 r.) Borussia została przyjęta do Zachodniopruskiego Związku Piłki Nożnej, a pierwszy oficjalny mecz rozegrała 15 stycznia 1911, pokonując VfB Dortmund 9:3. 14 lutego 1913 r. doszło do fuzji Borussi z dwoma innymi klubami z Dortmundu (Britannia i Rhenania; według innych źródeł – VfB i Dortmunder FC 95). Wtedy też ustalono barwy BVB na żółto-czarne. 3 maja 1925 r. Borussia rozegrała pierwszy mecz z największym lokalnym rywalem, czyli Schalke 04 Gelsenkirchen (2:4). Cztery lata później (1929) ma miejsce pierwszy poważny kryzys finansowy Borussi.

W 1937 r. Borussia przeniosła się ze stadionu Weisse Wiese na Rote Erde. Sześć lat później miał miejsce drugi poważny kryzys finansowy Borussi. „Za czasów rządów Adolfa Hitlera klub nie chciał współpracować z nazistami i odmawiał wysyłania piłkarzy na front. Jednak rządząca wówczas w Niemczech NSDAP siłą zaciągała coraz młodszych zawodników do wojska. Klubowi działacze protestowali, a w związku z tym nie mogli liczyć na państwowe dofinansowanie. Wówczas kibice złożyli się na działalność Borussii, znowu ratując klub przed upadkiem.” (cyt. za: „Wielkie kluby Europy: Borussia Dortmund”). Prezydent klubu August Busse już wcześniej odmówił wstąpienia do partii przez co został usunięty z klubu, ale roku banicji wrócił i zaraził swoim myśleniem inne osoby związane z BVB. 8 maja 1945 r. zakończyła się II Wojna Światowa, a Anglicy kontrolujący Zachodnie Niemcy nakazali likwidację wszystkich klubów sportowych, ale 15 lipca tego samego roku wycofali się ze swojej decyzji.

18 maja 1947 r. Borussia odniosła pierwszy sukces, bowiem pokonała Schalke 3:2 w finale mistrzostw Północnej Nadrenii-Westfalii. 9 maja 1951 r. Borussia rozegrała pierwszy mecz poza granicami Niemiec. W ramach tournée po Wielkiej Brytanii zremisowała 1:1 z Derby County. Pięć lat później BVB wywalczyła pierwsze mistrzostwo Niemiec pokonując w decydującym meczu Karlsruher SC 4:2. Rok później Borussia obroniła tytuł. W 1963 r. wywalczyła trzecie mistrzostwo Niemiec, po którym klub popadł w kolejny kryzys finansowy, bowiem działacze składali piłkarzom obietnice bez pokrycia. Warto zauważyć, że Borussię tworzyły także inne sekcje, m.in. lekkoatletyki, tenisa stołowego, boksu, piłki ręcznej, ale od samego początku istnienia klubu największe znaczenie miała sekcja piłkarska.

W 1965 r. Borussia wywalczyła pierwszy w historii Puchar Niemiec (2:0 z Alemanią Aachen), a w następnym sezonie sięgnęła po Puchar Zdobywców Pucharów Niespodziewanie wygrywając w Glasgow z Liverpool FC 2:1 po dogrywce. W 1972 r. Borussia spadła z Bundesligi, a dwa lata później popadła w poważne problemy finansowe, mimo że kibice zgodzili się, aby po spadku nie obniżać cen biletów. Po kolejnych dwóch latach Borussia wróciła do najwyższej klasy rozgrywkowej. 29 kwietnia 1978 r. Borussia poniosła najwyższą porażkę w Bundeslidze – 0:12 z Borussią Moenchengladbach. Cztery i pół roku później, dokładnie 6 listopada 1982 r. BVB odniosła najwyższe ligowe zwycięstwo pokonując Arminię Bielefeld 11:1, choć do przerwy był remis 1:1. W 1984 r. Borussia tonie w długach, ale ratuje ją miasto, które powołuje zarząd kryzysowy mający uratować klub przed bankructwem.

W 1989 r. BVB wywalczyła pierwsze od 23 latach trofeum. W finale Pucharu Niemiec pokonała Werder Brema 4:1. Był to drugi w historii Puchar dla BVB. Dwa lata później Borussia wystąpiła w finale Pucharu UEFA, w którym zdecydowanie lepszym był Juventus Turyn (1:3, 0:3). „Sukcesy w Pucharze UEFA pozwoliły im zainwestować miliony marek w niemieckich piłkarzy, którym we Włoszech wiodło się średnio, ale którzy byli bardzo wysoko wyceniani.” (cyt. za: „Przegląd Sportowy”). Borussia była pierwszym niemieckim klubem, który zaczął odkupować znaczących niemieckich piłkarzy z ligi włoskiej. Od lata 1992 r. z Włoch pozyskano Matthiasa Sammera (Inter Mediolan), Karla-Heinza Riedle (Lazio Rzym), Stefana Reutera, Andreasa Moellera i Julio Cesara (wszyscy trzej – Juventus Turyn) i Leonardo Rodrigueza (Atalanta Bergamo).

Skład Borussi w grudniu 1994 r. „Przeglad Sportowy” wyceniał na 54 miliony marek (Klos – Sammer, Julio Cesar, Schmidt – Reuter, Zorc, Freund, Reinhardt, Moeller – Riedle, Chapuisat). Transfer Sammera z Interu do BVB był najdroższym w historii Bundesligi (8,5 mln marek), poprawionym rok później przez Andreasa Moellera i Julio Cesara z Juventusu, za których BVB zapłaciła 12 mln marek. Pieniądze i jakość piłkarzy przełożyły się w 1995 r. na pierwsze od 32 lat mistrzostwo Niemiec.

Rok później Borussia obroniła tytuł, a zapowiedzią do największego sukcesu w historii klubu było Euro’96 rozegrane w Anglii. Reprezentacja Niemiec sięgnęła po Mistrzostwo Europy, a w jej składzie wystąpiło pięciu piłkarzy BVB – Matthias Sammer (2 gole, wybrany najlepszym piłkarzem mistrzostw), Andreas Moeller (1), Steffen Freund, Stefan Reuter i Jurgen Kohler. W reprezentacji Czechy – wicemistrzów Europy zagrał Patrik Berger (1 gol – w finale z karnego), w reprezentacji Szwajcarii – Stephane Chapuisat, a w reprezentacji Portugalii – Paulo Sousa, który po Euro został piłkarzem BVB.

28 maja 1997 r. BVB jako trzeci niemiecki klub (po Bayernie i Hamburgerze SV) sięgnęła po Puchar Europy pokonując w finale Ligi Mistrzów Juventus Turyn 3:1. Co ciekawe, był to jubileuszowy – setny mecz Borussi w europejskich pucharach, a na dodatek rozegrany na stadionie znienawidzonego rywala, czyli Bayernu Monachium. Pod koniec 1997 r. Borussia do Pucharu Europy dołożyła Puchar Interkontynentalny pokonując Belo Horizonte 2:0.

Jesienią 2000 r. Borussia weszła na giełdę jako pierwszy niemiecki klub. Na sprzedaży 13,5 miliona akcji klub zarobił 120 milionów euro, z których większość przeznaczyła na (głównie nietrafione) transfery i zwiększenie wynagrodzenia piłkarzy. Sukces giełdowego debiutu zapoczątkował poważne problemy finansowe. Jeszcze w 2002 r. Borussia wywalczyła szóste w historii mistrzostwo Niemiec i wystąpiła w finale Pucharu UEFA, choć w Rotterdamie przegrała 2:3 z Feyenoordem. Dwa lata później długi klubu szacowane były na 184 mln euro! Nowi szefowie – prezes Reinhard Rauball i Hans-Joachim Watzke podjęli, jak się później okazało, skutecznej misji ratowania klubu. W ciągu trzech lat klub spłacił aż 90% zobowiązań. Kilkadziesiąt milionów euro udało się zyskać dzięki sprzedaży nazwy stadionu, ale znaczenie miała zmiana organizacji klubu, odstąpienie od przepłacania piłkarzy i postawienie na młodych i utalentowanych graczy, głownie spośród pochodzących z regionu. Rauball i Watzke powtarzali, że chodzi przede wszystkim o stabilizację i rozwój akademii klubu. Sukces finansowy oznaczał problemy sportowe, bo redukcja długu wymagała wielu ustępstw, a w tym osłabienie pionu sportowego. W efekcie w sezonie 2006/2007 Borussia zajęła w Bundeslidze dopiero 13. miejsce – najgorsze od dwudziestu lat.

W sezonach 2010/2011 i 2011/2012 Borussia wywalczył dwa (siódme i ósme) mistrzostwa Niemiec i Puchar Niemiec po fantastycznym zwycięstwie 5:2 nad Bayernem (hat-trick Lewandowskiego!). W kolejnych dwóch sezonach Borussia zdobyła dwa wicemistrzostwa Niemiec i w 2013 r. zagrała w finale Ligi Mistrzów na Wembley, gdzie przegrała 1:2 z Bayernem. W sezonie 2014/2015 Borussia zaliczyła regres i zajęła dopiero 7. miejsce w lidze. W trakcie trwania sezonu Jurgen Klopp ogłosił, że odejdzie z klubu (później okazało się, że został szkoleniowcem Liverpool FC). Jego następcą został Thomas Tuchel, który podobnie, jak Klopp pracę w BVB poprzedził pracą w FSV Mainz.

Sezon 2015/2016 Borussia zakończyła na drugim miejscu w Bundeslidze z dorobkiem 78 punktów (bramki 80:17), co jest rekordem jeśli chodzi o wicemistrzów Niemiec. BVB jako jedyny klub nie przegrał żadnego meczu na własnym stadionie, co przydarzyło się nawet Bayernowi. Najlepszymi strzelcami klubu byli – Pierre-Emerick Aubameyang (25 goli), Marco Reus (12), Henrich Mchitarjan (11), Adrian Ramos (9) i Shinji Kagawa (9). Aubameyang nie został jednak królem strzelców, bo o pięć bramek więcej zdobył Robert Lewandowski (Bayern Monachium). Najwięcej asyst mieli – Mchitarjan (20!), Kagawa (9), Gonzalo Castro (7), Aubameyang i Matthias Ginter (po 6). Najwięcej żółtych kartek (po 5) otrzymali Mchitarjan i Julian Weigl.

 

Nazwa, barwy i przydomki

Nazwa klubu „Borussia” pochodziła od piwa podawanego w knajpie „Zum Wildschutz”. Po łacinie oznacza „Prusy”, ale założyciele nie wiedzieli o tym. Nazwę Borussia nosi także popularny klub z Moenchengladbach, a także kilkanaście innych, mniej utytułowanych, jak np. Tennis Borussia Berlin, czy SV Borussia Wuppertal.

Jeśli chodzi o herb klubu, to „Do 1919 na koszulkach Borussii widniało czarne B, symbolizujące nazwę Borussii. W tymże roku klub oficjalnie zarejestrowano w sądzie i lokalny grafik Eduard Birk wykonał logo Borussii, które z nieznacznymi zmianami przetrwało do dziś. Było to koło, z czarną obwolutą, w które wpisane były litery „B, V, B” („V” na górze, „B” równolegle do siebie poniżej) oraz cyfry „09” ustawione poniżej „V”. Taki też herb widnieje na koszulkach piłkarzy BVB po dziś dzień (…). W sezonie 1976/77 logo BVB zastąpiono wizerunkiem głowy lwa, którego otaczał napis „BV Borussia 09 e.V. Dortmund”. Był to symbol ówczesnego sponsora Borussii firmy Samson, która za tę operację zapłaciła klubowi z Westfalii 100 tysięcy marek niemieckich.” (cyt. za: pl.wikipedia.org).

Początkowo Borussia grała w niebiesko-białych strojach z czerwoną szarfą (pasem poprzecznym) symbolizującą powiązanie z ludem pracującym. Zrezygnowano z nich, ponieważ barwy niebiesko-białe miał największy rywal, czyli Schalke Gelsenkirchen. W 1913 r. po fuzji z innymi dortmundzkimi klubami ustalono barwy BVB na czarno-żółte, dlatego klub potocznie jest nazywany „czarno-żółci”. W połowie lat dziewięćdziesiątych XX w. rezerwowy kolor koszulek był biały, a w sezonie 2007/2008 BVB grało z czerwonymi koszulkami rezerwowymi, krytykowanymi za podobieństwo do barw Bayernu Monachium. W międzyczasie był też koszulki ciemnoszare.

 

Stadion

Początkowo piłkarze BVB zbierali się na Borsigplatz, co przeszkadzało kapelanowi Hubertowi Dewaldowi, dlatego piłkarze przenieśli się na miejsce nazywane później Weisse Wiese, czyli „Biała Łąka”. „Dziś w tym miejscu znajduje się basen, a dookoła roztacza się park Hoescha (Hoeschpark). 14 sierpnia 1924 utworzono w okolicach polany trybuny dla widzów, jednakże przed wybuchem wojny klub został zmuszony do opuszczenia stadionu – spowodowane było to pracami fortyfikacyjnymi wykonywanymi w parku Hoescha.” (cyt. pl.wikipedia.org).

W 1937 r. Borussia przeniosła się na wybudowany jedenaście lat wcześniej przez Hansa Strobela – Rote Erde, czyli „Czerwona Ziemia”. Obiekt mógł pomieścić ponad 30 tys. widzów i korzystało z niego wiele drużyn. Borussia grała tym do 1974 r., gdy wybudowano Westfalenstadion, czyli największy obiekt piłkarskich Mistrzostw Świata 1974 (42 tys.), które w tym samym roku odbyły się w Niemczech.  „(…) w trakcie II wojny światowej obiekt został poważnie uszkodzony, przeszedł remont i rozbudowę, w latach 50. i 60. mieszcząc maksymalnie nawet 42 tysiące widzów. Dziś stadion ma status zabytku, nadany w 2008. Dotyczy to nie tylko trybun, ale też kamiennych murów otaczających je, na czele z bramą maratońską na południu. Główna trybuna na zachodzie jest dziś bardzo bliska wejściom na Westfalenstadion, który po rozbudowach przyćmił Rote Erde. Dziś ze stadionu korzystają głównie rezerwy Borussii (…) Nominalnie pojemność do dziś jest wysoka – wynosi 25 tys. osób. Jednak w praktyce dopuszczalna liczba to 10 tys. osób, w tym 3 tys. na ławkach trybuny głównej.” (cyt. za: stadiony.net). Na Rote Erde reprezentacja Niemiec rozegrała dwa mecze. W 1935 r. pokonała Irlandię 3:1 w meczu towarzyskim, a w 1967 r. pokonała Albanię 6:0 w meczu eliminacji Mistrzostw Europy 1968.

Westfalenstadion został zaplanowany już 1965 r., a jego budowę sfinansowało miasto Dortmund (32,7 mln marek). Obiekt kilkukrotnie przebudowywano – 1992 r., 1999 r. (zwiększono pojemność do 69 tys.), 2006 (83 tys. kosztem 200 mln euro). „Dzięki całkowitemu zadaszeniu, zwartej bryle i świetnej widoczności stadion bywa uznawany za jeden z najlepszych na świecie do oglądania meczów piłkarskich.” (cyt. za: stadiony.net). W 2005 r. prawa do nazwy stadionu (do 2011 r.) sprzedano firmie Signal Iduna przyniosła klubowi 120 mln euro. Obecnie jest to największy stadion w Niemczech (81 359 miejsc) i jeden z największych w Europie. Większe są tylko Camp Nou, Wembley, Estadio Santiago Bernabeu, Croke Park i  Twickenham Stadium. Największe wrażenie robi trybuna południowa o dużym kącie nachylenia, która zawiera 25 tys,. miejsc stojących albo 10,5 tys. miejsc siedzących i jest nazywana „Die Gelbe Wand”, czyli „żółta ściana”.

Signal_Iduna_Park_(1)

Signal Iduna Park (1)

Źródło: robertharding.com.

Westfalenstadion był pierwszym piłkarskim obiektem w kraju pozbawionym bieżni piłkarskiej. 2 kwietnia 1974 r. w inauguracyjnym meczu na Westfalenstadion Borussia poniosła bolesną porażkę 0:3 z największym rywalem, czyli Schalke. W 1974 na stadionie rozegrano cztery mecze Mistrzostw Świata: Zair – Szkocja 0:2, Holandia – Szwecja 0:0, Holandia – Bułgaria 4:1 i Holandia – Brazylia 2:0. W 2001 r. na obiekcie rozegrany został niesamowity finał Pucharu UEFA, w którym Liverpool FC pokonał Departivo Alaves 5:4 po dogrywce. Pięć lat później podczas Mistrzostw Świata rozegrano sześć meczów – cztery w fazie grupowej (Niemcy – Polska 1:0, Trynidad i Tobago – Szwecja 0:0, Japonia – Brazylia 1:4, Togo – Szwajcaria 0:2), jeden w 1/8 finału (Brazylia – Ghana 3:0) i jeden w półfinale (Niemcy – Włochy 0:2).

Signal_Iduna_Park_(2)

Signal Iduna Park (2)

Źródło: tripadvisor.co.uk.

W maju 2006 r. na terenie starego lotniska Dortmund-Brackel otworzono centrum szkoleniowe klubu składające się z jedenastu boisk, w tym dziewięciu trawiastych i dwóch ze sztuczną trawą.

 

Sukcesy

Największymi sukcesami klubu są zwycięstwo w 1997 r. w Lidze Mistrzów (Pucharze Europy Mistrzów Krajowych) i Pucharze Interkontynentalnym, a także w Pucharze Zdobywców Pucharów w 1966 r. Poza tym, Borussia wystąpiła w finale Ligi Mistrzów (2013) i dwukrotnie w finale Pucharu UEFA (1993, 2002).

Jeśli chodzi o sukcesy w rywalizacji krajowej, to Borussia wywalczyła 8 tytułów mistrza Niemiec (1956, 1957, 1963, 1995, 1996, 2002, 2011, 2012), 4 Puchary Niemiec (1965, 1989, 2012, 2017) i 5 Superpucharów Niemiec (1989, 1995, 1996, 2013, 2014). Więcej tytułów mistrza Niemiec zdobył tylko Bayern (26 przed sezonem 2016/2017) i 1. FC Nuernberg (9).

Poza tym, Borussia zdobyła 7 wicemistrzostw Niemiec (1949, 1961, 1966, 1992, 2013, 2014, 2016), 6 trzecich miejsc w lidze niemieckiej (1965, 1967, 1997, 2001, 2003, 2017). W tabeli wszechczasów Bundesligi przed sezonem 2016/2017 Borussia zajmowała miejsce tuż za podium z dorobkiem 2611 punktów (50 sezonów, 728 zwycięstw, 427 remisów, 507 porażek, bramki 2915:2355). Czołowe trzy miejsca zajmowały: Bayern Monachium (3443 punkty), Werder Brema (2684) i Hamburger SV (2664).

 

Europejskie puchary

W sezonie 1965/1966 Borussia wywalczyła Puchar Zdobywców Pucharów. BVB jako trzeci niemiecki klub (po Eintrachcie Frankfurt i TSV 1980 Monachium) wystąpiła w finale europejskiego pucharu, a następnie jako pierwszy zdobyła trofeum. W finale rozegranym 5 maja 1966 r. na stadionie Hampden Park w Glasgow pokonała po dogrywce Liverpool FC 2:1. Wcześniej Borussia wyeliminowała Florianę La Valetta (5:1, 8:0), CSKA Sofia (3:0, 2:4), Atletico Madryt (1:1, 1:0) i West Ham United (2:1, 3:1).

Największy sukces Borussia odniosła jednak w sezonie 1996/1997, gdy wygrała Ligę Mistrzów pokonując w finale Juventus Turyn 3:1. W fazie grupowej BVB rywalizowała z Atletico Madryt (1:0, 1:2), Widzewem Łódź (2:1, 2:2) i Steauą Bukareszt (3:0, 5:3). W drodze do finału wyeliminowała AJ Auxerre (3:1, 1:0) i Manchester United. (1:0, 1:0).

BVB_-_zwycięstwo_LM_1997

Piłkarze Borussi świętują zwycięstwo w Lidze Mistrzów w 1997 r.

Źródło: rfbl.pl.

Sezon 2016/2017 był jedenastym sezonem Borussi w Lidze Mistrzów. Najdłużej brakowało jej w elitarnych rozgrywkach od 2003 do 2011 roku. Klubowym rekordzistą pod względem występów w Lidze Mistrzów był Roman Weidenfeller (35 meczów). Spośród zawodników znajdujących się w kadrze w sezonie 2016/2017 najwięcej goli w LM miał Marco Reus (12). Najmłodszym graczem Borussi w tych rozgrywkach jest Ibrahim Tanco, który debiutował w 1995 r. w wieku osiemnastu lat. Najwięcej meczy w europejskich pucharach rozegrał Stefan Reuter (86), zaś najwięcej goli strzelił Robert Lewandowski (18).

Najwyższą wygraną Borussia odniosła w 1965 r., gdy wygrała z maltańską Florianą La Valettą w Pucharze Zdobywców Pucharów 8:0. Najwyższą porażkę Borussia poniosła w 1987 r., gdy przegrała z Club Brugge w Pucharze UEFA 0:5.

 

Mecze z polskimi klubami

Borussia tylko raz (przed rywalizacją z Legią) rywalizowała z polskim klubem w europejskich pucharach. W sezonie 1996/1997 Borussia spotkała się w fazie grupowej Ligi Mistrzów z Widzewem Łódź. Na własnym stadionie wygrała 2:1, a na wyjeździe zremisowała 2:2. Dodatkowo, latem 1971 r. dwukrotnie przegrała 1:2 z ROW-em Rybnik w ramach Pucharu Intertoto.

Znacznie częściej Borussia rozgrywała w Polsce mecze sparingowe. W maju 2006 r. przegrała (w mocno rezerwowym składzie) z Koroną Kielce 1:4. W październiku 2007 r. zremisowała z Legią 2:2, choć przegrywała 0:2. W maju 2011 r. bezbrakowo zremisowała w Poznaniu z Lechem, a w lipcu 2012 r. wygrała przy Łazienkowskiej z Legią 1:0. Wreszcie w sierpniu 2014 r. pokonała we Wrocławiu Śląsk 3:0. Rezerwy Borussi, będące wówczas beniaminkiem 3. ligi niemieckiej, rozegrały na przełomie czerwca i lipca 2012 r. trzy sparingi, w których rozgromiły Sokoła Ostródę 9:1, wygrały ze Stomilem Olsztyn 4:0 i przegrały z Olimpią Grudziądz 1:2.

Przed sezonem 2016/2017 niemieckie i polskie kluby rozegrały w europejskich pucharach 64 mecze, z których niemieckie kluby wygrały 38, polskie kluby wygrały tylko 9, a 17 pojedynków zakończyło się remisem. Bilans bramkowy w tych meczach jest korzystny dla klubów niemieckich (141:68).

Legia spotkała się z niemieckimi klubami czterokrotnie w europejskich pucharach. W sezonie 1964/1965 Legia odpadła z TSV 1860 Monachium w ćwierćfinale Pucharu Zdobywców Pucharów (0:4, 0:0). W sezonie 1968/1969 Legia zrewanżowała się „Lwom”, które wyeliminowała w I rundzie Pucharu Miast Targowych (6:0, 3:2). W sezonie 1988/1989 „Legioniści” musieli uznać wyższość Bayernu Monachium w I rundzie Pucharu UEFA (1:3, 3:7), a w sezonie 2002/2003 Schalke w II rundzie tych rozgrywek (2:3, 0:0). Legia rozegrała z niemieckimi klubami 8 meczy, z których po 2 wygrała i zremisowała, a 4 przegrała (bilans bramkowy 15:19).

 

Polacy w Borussii

W ponad stuletniej „historii BVB zawodników z polskimi nazwiskami przewinęło się kilkudziesięciu. W zdecydowanej większości byli potomkami emigrantów, którzy opuścili nasz kraj lub też zostali z Polski wywiezieni (…) Olbrzymia liczba polskich nazwisk w statystykach klubu z Dortmundu to oczywiście efekt masowej emigracji pod koniec XIX wieku. Wówczas do Zagłębie Ruhry wyjechało kilkadziesiąt tysięcy Polaków, głownie ze wschodu kraju, czyli zaboru rosyjskiego. To właśnie ich potomkowie grali później z różnym powodzeniem w Borussii, ale zdecydowana większość uważała się już za Niemców, próbując zniemcza swoje nazwiska. Również i dziś w drużynie rezerw Borussi pojawia się wiele swojsko brzmiących nazwisk. To z kolei dzieci emigrantów z okresu stanu wojennego.” (cyt. za: „Wielkie kluby Europy: Borussia Dortmund”). Wśród nazwisk z polskobrzmiącymi nazwiskami, którzy jednak nie byli Polakami można wymienić  takich zawodników jak np. Gunter Kutowski, Hans Tilkowski, Friedhelm „Timo” Konietzka, Heinrich Kwiatkowski, Alwin Schlebrowski, Max Michallek, Helmuth Kapitulski.

W barwach Borussii występowało kilku Polaków. Najbardziej znany jest „tercet” – Jakub Błaszczykowski (8 sezonów, od 2007/2008 do 2014/2015 – 253 mecze / 32 bramki, w tym 197 meczy ligowych / 27 bramek), Robert Lewandowski (4 sezony od 2010/2011 do 2013/2014 – 187/103, w tym w lidze 131/73) i występujący do dnia dzisiejszego Łukasz Piszczek (od 2010/2011 do dnia dzisiejszego, w lidze 204/14). Poza tym, w barwach BVB wystąpili – Euzebiusz Smolarek (od wiosny 2005 do jesieni 2007, w lidze: 81/25), Sebastian Tyrała (2006-2007, w lidze: 7/0), Tadeusz Krafft (w ligowym sezonie 1985/1986: 3/0) i Joachim Siwek (1977/1978 w Pucharze Niemiec: 1/2). Poza tym w drużynie juniorów BVB występowali David Blacha, Patrick Dytko, Michał Janicki, David Kopacz, Mateusz Ostaszewski i Marcus Piossek. Niektórzy z nich występowali także w drugiej drużynie Borussi.

 

Znani piłkarze w historii Borussii

Najwięcej oficjalnych meczy w barwach Borussi rozegrali: Michael Zorc 561 (1981-1998), Stefan Reuter 410 (1992-2004), Lars Ricken – 403 (1994-2009), Dieter Kurrat – 368 (1956-1974) i Lothar Huber – 365 (1974-1986). Najwięcej bramek zdobyli: Alfred Preissler – 174 (1946-1949 i 1951-1959), Manfred Burgsmuller – 158 (1976-1983), Michael Zorc – 155 (1981-1998), Lothar Emmerich – 146 (1960-1969) i Friedhelm Konietzka – 145 (1958-1965).

Wśród legend i ikon klubu „Przegląd Sportowy” wymienia przed wszystkim – trzech Alfredów, czyli Kelbassa, Niepieklo i Preissler; tercet napastników, którzy w latach pięćdziesiątych robili w Niemczech prawdziwą furorę. Dwóch pierwszych to „potomkowie polskich emigrantów, którzy pod koniec XIX wieku przenieśli się do zachodniej części Prus” (cyt. za: „Wielkie kluby Europy: Borussia Dortmund”). Pozostałymi są Matthias Sammer, Michael Zorc, Lars Rocken, Stephane Chapuisat, Jurgen Kohler, Karl-Heinz Riedle, Norbert Dickel (zagrał na własne ryzyko w finale Pucharu Niemiec 1989 i po meczu musiał zakończyć karierę), Lothar Emmerich (w zwycięskiej edycji Pucharu Zdobywców Pucharów 1965/1966 zdobył rekordowe 14 goli), Jurgen Wegmann (grał w Borussi, Schalke i Bayernie), Andreas Moller, Wolfgand de Beer (bramkarz, który deklarował miłość do BVB i przez dekadę zagrał tylko w 20 meczach). Warto dodać, że Michael Zorc rozegrał 463 ligowe mecze dla Borussi, co jest klubowym rekordem. Strzelił w nich 131 goli. „Uważany był za jednego z najlepszych wykonawców rzutów karnych w historii niemieckiej ekstraklasy, z 57 prób wykorzystał 49.” (cyt. za: „Program meczowy”).

Indywidualne statystyki są istotne, ale „Piłkarze, którzy sumiennie wykonują swoje obowiązki, są w Dortmundzie wyjątkowo cenienie, bowiem zdecydowana większość kibiców wie, co to ciężka praca. Niemal trzy czwarte fanów BVB to byli pracownicy zlikwidowanych hut i kopalni, którzy wciąż zarabiają na życie fizyczną pracą.” (cyt. za: „Wielkie kluby Europy: Borussia Dortmund”).

Jeśli chodzi o trenerów to zdecydowanie na pierwszy plan wybija się Ottmar Hitzfeld – autor sukcesów z drugiej połowy lat dziewięćdziesiątych XX wieku. Trenerami o znanych nazwiskach byli (z różnym powodzeniem) Otto Rehhagel, Udo Lattek, Karlheinz Feldkamp i Erich Ribbeck.

 

Budżet i finanse

Borussia to tak naprawdę spółka akcyjna, która pod nazwą Borussia Dortmund GmbH & Co. Kommanditgesellschaft auf Aktien jest notowana na giełdzie papierów wartościowych. Posiadaczami akcji spółki jest około 27 tys. osób. „Głównymi udziałowcami spółki są BlueBay Asset Management Ltd. (17,09%) i Morgan Stanley (16,25%). Florian Homm, jeden z regionalnych biznesmenów posiada ponad 13% akcji. Sporą część posiadają także Albrecht Knauf (5,0%) i Bernd Geske (7,66%). Udziałowcami BVB są także goool.de czy BVB Stadion GmbH” (cyt. za: pl.wikipedia.org).

 

Obecna drużyna

Przed rozpoczęciem sezonu 2016/2017 z Dortmundu odeszło trzech najlepszych piłkarzy (Mchitarjan, Manchester United, 42 mln euro; Mats Hummels, Bayern Monachium, 35 mln euro; Ilkay Gundogan, Manchester City, 27 mln euro), mimo że na początku 2016 r. Hans-Joerg Watzke, prezes klubu deklarował, że pozostaną w Dortmundzie. Poza tym, klub opuścił Leitner (Lazio Rzym, 2 mln euro) i Błaszczykowski (VfL Wolfsburg, 5 mln euro).

Klub zarobił na transferach 111 mln euro i prawie wszystko wydał. Sprowadzeni zostali mistrzowie świata – Andre Schurrle (VfL Wolfsburg, 30 mln euro) i Mario Goetze (Bayern Monachium, 22 mln euro), a także Ousmane Dembele (Stade Rennais, 15 mln euro), Sebastian Rode (Bayern Monachium, 12 mln euro), Raphael Guerreiro (FC Lorient, 12 mln euro), Marc Barta (Barcelona, 8 mln euro) i Emre Mor (FC Nordsjaelland, 7 mln euro). Mikel Merino (Osasuna Pampeluna, 2 mln euro).

Przed sezonem 2016/2017 Borussia zarobiła najwięcej spośród klubów Bundesligi, a drugi pod tym względem Bayern zarobił „tylko” 70 mln euro. Borussia wydała najwięcej spośród klubów Bundesligi, prawie dwa razy więcej niż drugie pod tym względem Schalke Gelsenkirchen (stan na dzień 19 sierpnia 2018 r.).

Pierwszą jedenastkę klubu (Burki – Schmelzer, Bartra, Sokratis, Piszczek – Reus, Castro, Goetze, Weigl, Schurrle – Aubameyang) transfermarkt.de wycenił na 222 mln euro, ale czwórka najbardziej ofensywnych piłkarzy była wyceniona na ponad połowę tej kwoty, dokładnie 138 mln euro. „Przegląd Sportowy” wyceniał całą kadrę Borussi na 339,4 mln euro.

Radosław Gilewicz opisywał grę Borussii przed meczem z Legią następująco: „(…) piłkarze Thomasa Tuchela nie dają za bardzo dojść rywalowi do piłki, pod tym względem przypominają drużyny prowadzone przez Pepa Guardiolę. Ale zespół Thomasa Tuchela gra też rewelacyjnie z kontry i czasami chyba aż za bardzo marnuje ten element na rzecz ataku pozycyjnego” (cyt. za: „Skarb Kibica. Liga Mistrzów 2016/2017”).

 

Podsumowanie

„(…) Borussia to kult. W regionie, gdzie panuje największe w Niemczech bezrobocie, to jakby wentyl, który pozwala oderwać się od codziennych problemów. Dortmund to nieciekawe miasto, pozbawione zabytków czy atrakcji. Miasto, które ma jedynie Borussię. Fenomen, który ściąga na każde spotkanie blisko 80 tysięcy kibiców, bez względu na to, na którym miejscu tabeli się znajduje.” (cyt. za: „Wielkie kluby Europy: Borussia Dortmund”).

 

Źródła: własne, 90minut.pl, hppn.pl, zczuba.pl, stadiony.net, pl.wikipedia.org, en.wikipedia.org, ostroda.wm.pl, nk.pl, robertharding.com, tripadvisor.co.uk, rfbl.pl. H. Biliński (red.), Encyklopedia piłkarska Fuji. Tom 6. Puchar Zdobywców. Historia PEZP, Wydawnictwo GiA, Katowice 1993. „PS” z wizytą w wielkich klubach (1) – Borussia Dortmund, „Przegląd Sportowy” z 1994 r., Nr 245 (11 281), s. 8-9.  UEFA Champions League Statistics Handbook Sesaon 1995/1996.  UEFA Champions League Statistics Handbook Sesaon 1996/1997. M. Heatley, Stadiony piłkarskie Europy, Dom Wydawniczy Bellona, Warszawa 2006, s. 16-21. „Wielkie kluby Europy: Borussia Dortmund” – dodatek do „Przeglądu Sportowego” z dnia 31 lipca 2007 r.  M. Szuba, Kibicowska potęga. Wielkie Kluby Świata: Borussia Dortmund, „Nasza Legia” nr 05(08)/2009, s. 37-39. „Przegląd Sportowy” z dnia 2-3 maja 2011 r., s. 4-5. „Legia Warszawa” nr 10(19)/2012, s. 11. „Nasza Legia” nr 08(47)/2012, s. 58. T. Ćwiąkała, Giganci futbolu: Borussia Dortmund, Grupa Wydawnicza Foksal, Warszawa 2013. A.Dawidziuk, Rywale mocni, nie mamy nic do stracenia, „Przegląd Sportowy” z dnia 26 sierpnia 2016 r., s. 2-3. „Skarb kibica. Liga Niemiecka 2016/2017” – dodatek do „Przeglądu Sportowego” z dnia 26 sierpnia 2016 r., s. 8-9 i 26-27. „Skarb kibica. Liga Mistrzów 2016/2017” – dodatek do „Przeglądu Sportowego” z dnia 9 września 2016 r., s. 22-23 i 79. „Legia Warszawa. Program meczowy. Legia Warszawa – Borussia Dortmund” z dnia 14 września 2016 r. E. Różycka (red.), Kluby piłkarskie wszechczasów, Warszawa 2017, s. 16.

sobota, 14 kwietnia 2018
Łukasz Gikiewicz jeszcze piłkarzem, czy już turystą?

Odwiedzający egzotyczne (z polskiego punktu widzenia) ligi Łukasz Gikiewicz nazywany jest już „turystą”, a nie piłkarzem. A jakie jest jego zdanie?

Od momentu opuszczenia Śląsk Wrocław w niezbyt przyjemnych okolicznościach, po ujawnieniu, że Patrik Mraz przyszedł na trening „wczorajszy”, Gikiewicz gra w ligach, na które patrzy się z przymrużeniem oka. Najpierw była jednak przygoda z ligą, która więcej znaczy w Europie niż ekstraklasa, ale jest postrzegana jako „gorszy” sort. Mowa o lidze cypryjskiej. Sezon 2013/2014 „Giki” spędził w Omonii Lefkossias (22 ligowe mecze, 7 goli – rekord Gikiewicza w jednym ligowym sezonie). Wiosnę 2014 r. spędził w Kazachstanie, a dokładniej w Tobole Kostanaj (12/0). Wówczas Kazachstan była dla nas trzecim światem, ale wyeliminowanie Legii przez Astanę, zweryfikowało takie myślenie. Jesienią 2014 r. Gikiewicz wrócił na Cypr, a dokładniej do AEL Limassol (10/3). Kolejne dwie rundy, to kolejne dwa kluby, ale piłkarsko było tylko gorzej. Wiosnę 2015 r. polski napastnik spędził w Lewskim Sofia (6/2), a jesień 2015 r. w saudyjskim Al.-Wehda Club (8/0). Następnie 2016 rok spędził w lidze… tajskiej! Z punktu widzenia polskiego hejtera, ups…. kibica, to był już zjazd. Najpierw grał w Ratchaburi FC (13/1), z którym zdobył nawet krajowy puchar, a jesienią 2016 r. grał już dla BEC-Tero Sasana FC (8/3). Od wiosny 2017 r. występuje w jordańskim Al-Faisaly S.C. W pierwszym sezonie rozegrał 11 ligowych meczy i zdobył 5 bramek. Wywalczył z klubem mistrzostwo, puchar krajowy, superpuchar i niespodziewany finał Azjatyckiej Ligi Mistrzów. Dla Śląska wystąpił w 55 meczach w ekstraklasie, w których zdobył 9 bramek (średnia 0,16 bramki na mecz). Nieco lepiej szło mu na obczyźnie. W 90 ligowych meczach zdobył 21 bramek (średnia 0,23).

Gikiewicz_z_tygrysem

Źródło: weszlo.com.

Gikiewicz protestuje, gdy słyszy, że jest turystą, a nie piłkarzem. Komentując postrzeganie go jako piłkarza, którego zadowala gra w słabszych ligach wielokrotnie wyjaśniał, że przyjmował oferty, które były jedynymi w tamtym czasie. „Giki” zwraca uwagę, że piłkarz bez kontraktu czeka wyłącznie na telefon swojego menadżera, a gdy ten nie dzwoni piłkarz denerwuje się i chce po prostu grać. Niekiedy jest mu absolutnie wszystko jedno do jakiego klubu może trafić, byle tylko grać. Gikiewicz w wywiadzie dla weszlo.com powiedział: „(..) ludzie mówią, że marnuję karierę – chociaż w moim przypadku to bardziej przygoda – a nie wiedzą, że oferty, które przyjmowałem, to były jedyne opcje, jakie w danej chwili miałem. Byłem bardzo bliski podpisania kontraktu z Astrą Giurgiu czy Dynamem Drezno, praktycznie byłem dogadany też w Izraelu, ale rozsypywało się to na ostatniej prostej. A wtedy nie masz wielkiego wyboru, bierzesz to, co ci pozostało.”. Dodawał też: „zdaję sobie sprawę, że przede mną jeszcze trzy-cztery lata gry i chcę z tego okresu jak najwięcej wyciągnąć. (…) Korzystam z każdego dnia (…) ale ja bym nie umiał siedzieć! Ja chcę grać, mam już 29 lat. Dobrze się prowadzę, wszystko jest podporządkowane piłce, ale wiem, że czas ucieka. Już siwego włosa dzisiaj zobaczyłem na czubku głowy. Liczy się frajda. Nie będziemy grali do końca świata.”.

Gikiewicz zwracał uwagę, że ligi, w których grał, jak bułgarska, czy tajska są z założenia postrzegane jako słabe, ale nikt w Polsce ich nie ogląda i tak naprawdę nie wie, jaki jest w nich poziom. Kibice i komentatorzy ulegają stereotypom, a poziom ligi oceniają na podstawie poziomu gry reprezentacji. Odnosząc się do zwiedzania krajów, w których grał, „Giki” mówi prostu – korzystam z okazji i z tego, że jestem w danym miejscu.

Niejako w uzupełnieniu wywiadów Gikiewicza w zakresie „piłkarskiej turystyki” wypowiedział się Łukasz Skowron, były bramkarz Wisły Płock, Polonii Warszawa, Jagielloni Białystok, Arki Gdynia, zresztą także dla portalu weszlo.com. Wprawdzie Skworon nie ma takiego doświadczenia w grze w egzotycznych ligach, jak Gikiewicz, to jednak grał w lidze cypryjskiej (AEL Limassol), irlandzkiej (St Patrick’s Athletic) i drugiej lidze portugalskiej (SC Olhanense). Zwrócił on uwagę, że młodzi piłkarze chcą poznawać nowe kraje, nowych ludzi, trenerów i nowe spojrzenia na piłkę, zwłaszcza gdy przed nimi kariera średniaka.

Gikiewicz podróżuje po świecie, gra w egzotycznych (z polskiego punktu widzenia) ligach. Tak. Podróżuje, zwiedza, robi sobie fajne fotki, ale przede wszystkim cały czas gra. Nie jest to kariera na miarę Lewandowskiego, czy Milka, ale na miarę możliwości i szczęścia Łukasza Gikiewicza. To jest kariera „Gikiego” i przebiega w taki, a nie inny sposób. On sam nie narzeka i jest zadowolony. Do turysty jeszcze mu brakuje…

 

Źródła: własne, weszlo.com, 90minut.pl.

sobota, 24 marca 2018
RB Lipsk pod ostrzałem

Niemiecki klub RB Lipsk jest ciągle krytykowany za to, że za jego istnieniem i sukcesami stoją pieniądze, a nie tradycja, historia i tożsamość. Jest krytykowany, choć przesadnie nie wydaje dostępnych mu pieniędzy.

RasenBallsport, bo taka jest oficjalna nazwa klubu, powstał w 2009 roku na bazie SSV Markranstädt i począwszy od Oberligi Nordost (piąty poziom rozgrywkowy) zanotował awans do Bundesligi, ale właściciele klubu stawiają sobie wyższe cele.

RB_Lipsk_-_przekreślony_herb

Źródło: rp-online.de.

Drużynie sponsorowanej przez Red Bulla zarzuca się, że nie ma tradycji. To prawda, ale czy to oznacza, że nie może już powstać żaden klub na świecie, bo nie ma tradycji? Absurd. Kibice innych klubów zarzucają RB Lipsk, że bez pieniędzy sponsora nie byłoby klubu i jego sukcesów, czyli kolejnych awansów. To też prawda, ale czym byłyby takie kluby, jak np. Real Madryt, Barcelona, czy Bayern Monachium – bez pieniędzy? Nikt nie ma przecież wątpliwości, że w zawodowym sporcie, nawet przy ogromnym talencie i umiejętnościach, bez pieniędzy trudno o poważny sukcesów. Kibice zżymają się jednak, gdy patrzą na PSG, Chelsea, czy Manchester City zasilane obrzydliwie dużymi kwotami pieniędzy, które psują piłkarski rynek i rozpieszczają piłkarskie gwiazdy. Wprawdzie wymienione trzy kluby mają historię, tradycję, tożsamość i szacunek wielu fanów, to niesmak budzi wspieranie ich mocno przesadzonymi pieniędzmi. Czy tak samo funkcjonuje RB Lipsk?

Zdecydowanie nie! Nieograniczone możliwości finansowe sponsora i właściciela klubu nie oznaczają, że do Lipska sprowadzane są gwiazdy światowego formatu, jak do wspomnianych wcześniej trzech klubów. Wręcz przeciwnie! W Lipsku trudno szukać znanych nazwisk, to raczej gra w Lipsku sprawia, że piłkarze pracują na swoje nazwisko. Co, więcej klub mocno postawił na współpracę z młodzieżą, co zdecydowanie można pochwalić. Zdarzało się, że na poziomie 3. Bundesligi, czy później 2. Bundesligi Lipsk, a właściwie Red Bull wydawał ogromne kwoty na mało znanych piłkarzy, ale zawsze łączyło ich to, że w opinii władz RB zaliczali się do grona młodych, zdolnych… W Lipsku bowiem postawiono na budowę solidnych fundamentów, dlatego zainwestowano w akademię i skauting.

Część klubów Bundesligi ma problemy w wysupłaniem kilku milionów euro na zakup piłkarza, a tymczasem RB przeprowadziło w swojej historii aż siedem transferów za minimum 10 mln euro. W odwrotnym kierunku przeprowadzono tylko dwa takie transfery, ale na Gwinejczyku Naby Keicie klub zarobił na czysto 41 mln euro. Keita został ściągnięty z RB Salzburg za 24 mln euro, a odszedł do Liverpoolu za 65 mln euro! Rozrzutności jednak nie było.

RB_LIpsk_-_transparent

Źródło: der-betze-brennt.de.

RB Lipsk jest dalekie od typowego modelu klubu, którego właścicielem staje się potwornie bogaty podmiot. Zachłyśnięcie dopływem gotówki następuje szybko, ale RB wyłamuje się z tego schematu. Docenić trzeba, że swój awans do niemieckiej elity RB wywalczyło na boisku, a nie poprzez kupienie licencji od upadającego lub bankrutującego klubu. Co więcej, w Lipsku mogli ściągnąć wielu znanych piłkarzy (podobnie jak robią to siostrzane kluby spod znaku „Czerwonego Byka” z Salzburga i Nowego Jorku. Nie robią jednak tego, a pieniądze są wydatkowane naprawdę rozsądnie.

Dzięki pieniądzom Red Bulla zdecydowanie ożywiona zostanie wschodnioniemiecka piłka. Poważnym problemem dla DFB jest znaczna dysproporcja dysproporcja między klubami zachodnioniemieckimi i wschodnioniemieckimi. W Bundeslidze, po zjednoczeniu Niemiec grały tylko cztery kluby ze wschodnich Niemiec (Hansa Rostock, Energie Cottbus, Dynami Drezno i VfB Lipsk), a po raz ostatni w… 2009 roku!

Trudno oprzeć się wrażeniu, że krytyka skierowana do RB Lipsk jest trochę z zazdrości, trochę dla zasady, a trochę z obawy, że na horyzoncie pojawił się trudny rywal.

 

Źródła: własne, weszlo.com, sportowefakty.wp.pl, pl.wikipedia.org, de.wikipedia.org, transfermarkt.de, rp-online.de,  der-betze-brennt.de. „Skarb kibica. Liga niemiecka 2016/17” – dodatek do „Przeglądu Sportowego” z dnia 26 sierpnia 2016 r., s. 4 i 48-49.

piątek, 26 stycznia 2018
Ostatnia porażka

W środę 10 sierpnia 2016 r. Górnik Zabrze wyeliminował Legię Warszawa z Pucharu Polski. Górnik wygrał 3:2 po dogrywce, choć do przerwy przegrywał 0:2. Wynik meczu był niespodzianką, bo Legia przystępowała do niego jako obrońca trofeum i mistrz Polski, a Górnik reprezentował I ligę po degradacji z ekstraklasy. Co więcej, legioniści przegrali w roku obchodów stulecia powstania klubu. Poza tym porażka w Pucharze Polski przyszła po ponad dwóch i pół roku.

Poprzedni mecz w Pucharze Polski Legia przegrała 965 dni wcześniej. 18 grudnia 2013 r. Legia przegrała w 1/8 finału Pucharu Polski w wyjazdowym meczu z… Górnikiem Zabrze (1:3). Tyle tylko, że wtedy Legia była liderem ekstraklasy, a Górnik wiceliderem. Ówczesny trener legionistów – Jan Urban nie za bardzo przejął się porażką, a kilka dni później nie był już trenerem Legii. Zastąpił go Henning Berg, który w kolejnym sezonie sięgnął po Puchar Polski, podobnie zresztą jak jego następca, czyli Stanisław Czerczesow. W tym czasie Legia rozegrała 14 meczy, z których 12 wygrała (w tym jeden po dogrywce), 2 zremisowała i osiągnęła bilans bramkowy 36:9.

2016.08.10_Górnik_-_Legia_3:2_PP

Źródło: legia.net.

Co ciekawe, ówczesny Prezes Legii – Bogusław Leśnodorski jeszcze w sezonie 2015/2016 udzielił takiej wypowiedzi: „W przyszłym sezonie możemy zmienić podejście do rozgrywek Pucharu Polski. Chodzi mi zwłaszcza o rundę jesienną, kiedy będziemy grali w europejskich pucharach. Nie mówię, że zlekceważymy te rozgrywki, ale bardzo możliwe jest, że zmienimy priorytety.” (oba cytaty za: sport.pl). Tak się jednak nie stało i Legia wystąpiła w Zabrzu w najmocniejszym zestawieniu, ale drużyna prowadzona przez Besnika Hasiego grała fatalnie.

Nieco wcześniej Legia popisała się jeszcze lepszą serią, gdy była niepokonana w Pucharze Polski przez cztery lata (!). W sezonie 2009/2010 Legia przegrała w pierwszym meczu ćwierćfinałowym z Ruchem Chorzów 0:1. Następnie Legia wygrała mecz rewanżowy 2:1 po dogrywce i odpadła, a później sięgnęła po trzy Puchary Polski (dwa z Maciejem Skorżą i jeden z Janem Urbanem). W tym czasie Legia rozegrała 22 mecze, z których 18 wygrała (w tym jeden po dogrywce), 4 zremisowała i osiągnęła bilans bramkowy 48:12. Legia przegrała dopiero 8 maja 2013 r., gdy w rewanżowym meczu finałowym uległa 0:1 Śląskowi Wrocław. Sięgnęła jednak po trofeum, bo na wyjeździe wygrała 2:0. Porażki z Ruchem i Śląskiem dzieliło… 1513 dni.

W sezonie 2017/2018 Legia buduje swoją nową serię meczów bez porażki. Wygrała cztery mecze z bilansem bramkowym 15:4. W półfinale zmierzy się z… Górnikiem Zabrze, a historia lubi się powtarzać…

 

Źródło: własne, 90minut.pl, pl.wikipedia.org, sport.pl, infor.pl, legia.net. „Przegląd Sportowy” z dnia 4 maja 2016 r., s. 3.

czwartek, 25 stycznia 2018
„Eksperci” część 10 – Andrzej Niedzielan nie wykazał pokory i został „ukarany”

Przed meczem X kolejki Ekstraklasy 2010/2011 Korona Kielce - Legia Warszawa, piłkarz gospodarzy Andrzej Niedzielan powiedział, że „Legia jest słaba”. Ówczesny lider klasyfikacji strzelców, reprezentujący ówczesnego wicelidera Ekstraklasy, chyba nie spodziewał się, że wypowiedział te słowa w złą godzinę.

Wypowiedź Niedzielana musiała zdziwić, ale nie dlatego, że chodziło o Legię, tylko dlatego, że rzadko się zdarza, aby piłkarze jednej drużyny negatywnie oceniali piłkarzy innej drużyny. Z reguły, gdy dochodzi do meczu zdecydowanego lidera z absolutnym outsiderem, który notuje dłuuuuugą serię porażek, albo co najmniej meczów bez zwycięstwa, słyszymy: „patrzymy na siebie”, „nie oglądamy się na innych”, „statystyki nie grają”, „rywal ma swoje problemy, a my swoje”, „to będzie trudny mecz”, a w przypadku meczów wyjazdowych – oklepane „gramy na trudnym terenie”. Szczytem pewności siebie wydają się wypowiedzi: „gramy o trzy punkty” albo „wygramy!”. Przytoczone powiedzenia wynikają z kurtuazji, wzajemnego szacunku, swego rodzaju solidarności zawodowej i obawy narażenia się na śmieszność w przypadku niepowodzenia. Niektórzy piłkarze mają świadomość, że „każda seria kiedyś się kończy” i że „kiedyś musi przyjść przełamanie”, dlatego wolą ugryźć się w język i zachować dla siebie to, co naprawdę myślą. Zresztą niektórzy mówią, że „piłkarze są od grania, a nie od gadania”. Zdarzają się negatywne oceny rywali, ale stanowią one margines i wielokrotnie są związane z konfliktami między poszczególnymi piłkarzami albo negatywnymi doświadczeniami piłkarza z danym klubem. Najwidoczniej Andrzej Niedzielan w tamtym czasie zapomniał o tym.

Co przyświecało „Wtorkowi”, gdy wygłaszał taką, a nie inną opinię o Legii? Trudno do końca powiedzieć. W tamtym czasie Legia rzeczywiście grała zdecydowanie poniżej oczekiwań, a „truskawkowy zaciąg” i nowy stadion wcale jej nie pomagał. Po dziewięciu kolejkach Legia zajmowała 8. miejsce z dwunastoma punktami (4 zwycięstwa, 5 porażek, bramki 7:13). Korona grała rewelacyjne i był wiceliderem z dorobkiem dwudziestu punktów (6 zwycięstw, 2 remisy, 1 porażka, bramki 15:8) i stratą zaledwie dwóch punktów do Jagiellonii Białystok. Duża w tym zasługa samego Niedzielana, który w dziewięciu meczach ligowych zdobył osiem goli. Początek sezonu „Wtorek” miał rewelacyjny i w każdym z pierwszych sześciu meczy strzelał co najmniej jedną bramkę (łącznie zdobył siedem goli). W dziewiątej kolejce doznał jednak kontuzji i nie mógł zagrać przeciwko Legii. Niedzielan czuł się pewnie, a po takim starcie sezonu, to nie może dziwić. Oceniając Legią musiał być też przekonany o sile Korony.

A.Niedzielan_(Korona_Kielce)_2010/2011

Andrzej Niedzielan w barwach Korony Kielce w sezonie 2010/2011.

Źródło: przegladsportowy.pl.

Wypowiedź Niedzielana była jednak także emocjonalna. Trudno nie zapomnieć, że kilka lat wcześniej w meczu na stadionie przy Łazienkowskiej, Niedzielan walcząc o piłkę kopnął Artura Boruca, który powalił go na ziemię. Po zakończeniu meczu, piłkarze Groclinu Grodzisk Wielkopolski świętowali zwycięstwo 2:0, ubliżając gospodarzom, co doprowadziło do przepychanek między piłkarzami. Wydaje się, że ten mecz pozostał w pamięci Niedzielana, dlatego, gdy nadarzyła się okazja, aby wbić szpilę legionistom, po prostu zrobił to.

Niedzielan został jednak ukarany za swój brak pokory bardzo boleśnie. Korona przegrała z Legią aż 1:4, a przecież Legia (zdaniem Niedzielana) była słaba. Faktem jest, że gościom pomogła czerwona kartka Zbigniewa Małkowskiego, ale nie jest winą legionistów, że Małkowski sfaulował Radovicia w sytuacji „sam na sam”. Ostatecznie sezon 2010/2011 Legia, mimo fatalnego początku sezonu, ukończyła na 3. miejscu z dorobkiem 49 punktów (15 zwycięstw, 4 remisy, 11 porażek, bramki 45:38) i Pucharem Polski. Korona zajęła odległe 13. miejsce z 37 punktami (10 zwycięstw, 7 remisów, 13 porażek, bramki 34:48), co oznacza, że od meczu z Legią w 21 ligowych meczach Korona odniosła tylko… 4 zwycięstwa. Co więcej, od słów Niedzielana, że „Legia jest słabalegioniści zdobyli od koroniarzy o 20 punktów więcej. „Wtorkowi” też się nie wiodło. Po wyleczeniu kontuzji wystąpił w szesnastu ligowych meczach, w których zdobył tylko cztery bramki, w tym jedną z rzutu karnego. Dwanaście goli dało Niedzielanowi wraz z Abdoulem Razackiem Traore tytuł wicekróla strzelców, za Tomaszek Frankowskim, który zdobył o dwie bramki więcej.

Niedzielan mógł osobiście potwierdzić, że „Legia jest słaba”. W maju 2011 r. oba kluby spotkały się przy pustych trybunach stadionu przy Łazienkowskiej (skutek zamieszek po bydgoskim finale Pucharu Polski). Korona choć prowadziła 1:0, to przegrała 1:3, a Niedzielan nie wyróżnił się niczym nadzwyczajnym.

Czasami warto zastanowić się nad oceną najbliższego rywala.

 

Źródła: własne, 90minut.pl, przegladsportowy.pl.

piątek, 01 grudnia 2017
Jugosłowiański Lech

Trener Franciszek Smuda oparł grę poznańskiego Lecha w sezonie 2008/2009 na obcokrajowcach uzupełniając ich bardzo dobrymi polskimi piłkarzami. Większość wśród poznańskich obcokrajowców stanowili piłkarze wywodzący się z krajów byłej Jugosławii.

Na jesieni 2008 r. w meczach ligowych Lecha wystąpiło pięciu piłkarzy z byłej Jugosławii – Ivan Turina (Chorwacja), Ivan Durdević (Serbia), Zlatko Tanevski (Macedonia), Dmitrije Injać (Serbia) i Semir Stilić (Bośnia i Hercegowina). Do tego dochodzą czterej obcokrajowcy z innych państw: Manuel Arboleda (Kolumbia), Luis Henriquez (Panama), Anderson Cueto i Hernan Rengifo (obaj Peru). Spośród 21 piłkarzy, którzy jesienią zagrali w Ekstraklasie w barwach Lecha tylko dwunastu stanowili Polacy a resztę obcokrajowcy.

Djurdjević_Injać_i_Golik_w_Lechu

Piłkarze z państw byłej Jugosławii w barwach Lecha – Djurdjević, Injać i Golik.

Źródło: igol.pl.

Zimą Lech pozyskał czterech kolejnych graczy z krajów byłej Jugosławii: Chorwata Gordana Golika i trzech Bośniaków: Jasmina Buricia, Harisa Handżica i Fenena Salcinovica, którego wypożyczył do końca sezonu do norweskiego Sandefjord Fotball. A dodać należy, że wśród testowanych piłkarzy był Serb Miodrag Stosić i Brazylijczyk Carlom Mendes „Cadu”. Trener Smuda z dużym dystansem wypowiadał się o nowych nabytkach Lecha wskazując, że to „melodia przyszłości” a nie piłkarze, którzy są w stanie skutecznie rywalizować miejsce w składzie. W ten sposób Franz zasugerował, że miał niewielki wpływ na transfery, o których decydują działacze. Złośliwi przypomnieli jednak, że o Stilicu też wypowiadał się negatywnie. Smuda mówił wtedy, że kupiono kota w worku a on nie miał możliwości sprawdzenia tego piłkarza. Później zmienił jednak zdanie.

Lech w jugosłowiańskim wydaniu sprawdził się, a zwłaszcza czwórka piłkarzy – Burić, Djurdjević, Injac i Stilić. Fotel lidera po jesiennych rozgrywkach ekstraklasy i awans do fazy grupowej, a następnie 1/16 finału Pucharu UEFA potwierdziły, że dobranie akurat tych piłkarzy było właściwe.

Ostatecznie Lech w sezonie 2008/2009 wywalczył Puchar Polski i 3. miejsce w Ekstraklasie. W kolejnym sezonie pod wodzą Jacka Zielińskiego, Lech sięgnął po Superpuchar i mistrzostwo Polski, a także awansował do fazy grupowej Ligi Europy. Został zwolniony w listopadzie 2010 r., a jego dzieło (w tym awans do 1/16 finału Ligi Europy) kontynuował Jose Maria Bakero. Kluczowymi piłkarzami Lecha w tym czasie byli oczywiście „Jugole” – Djurdjević, Injać i Stilić.

Lech_przed_meczem_z_MC_listopad_2010

Listopad 2010 r. Lech przed historycznym meczem z Manchesterem City (3:1). W składzie ośmiu obcokrajowców (a w tym Burić, Djurdjević, Injać i Stilić) i tylko trzech Polaków (Bosacki, Peszko i Kikut).

Źródło: onet.pl.

Jak to było w innych klubach?

Kierunek jugosłowiański już kiedyś odniósł w Polsce sukces. W 2002 r. warszawska Legia prowadzona przez Serba Drogomira Okukę sięgnęła po Mistrzostwo Polski i Puchar Ligi. Kluczowymi piłkarzami tego klubu byli wówczas Aleksandar Vuković i Stanko Svitlica. Na ławce siedział Macedończyk Marjan Gierasimovski a w rezerwach kolejny Serb – Goran Njamculović.

Z kolei brazylijska przygoda Legii nie była dobrym rozwiązaniem, co potwierdził sezon 2006/2007 (Elton, Junior i Hugo Alcantara) a jedynie Edison i Roger potwierdzili swoją klasę. Podobnie nienajlepszą okazała się hiszpańska opcja firmowana przez Mirosława Trzeciaka i Jana Urbana. Mikel Arruabarena, Inaki Descarga, Balbino i Tito zawiedli. Jedynie Inaki Astiz okazał się wzmocnieniem klubu na lata.

Do historii przejdzie jednak przede wszystkim „Brasiliana” Antoniego Ptaka, która w sezonie 2006/2007 spuściła szczecińską Pogoń do I ligi (wtedy II ligi). Całego zastępu obcokrajowców tyle, że w Widzewie Łódź próbował także Dariusz Wdowczyk, który zasłynął tym, że w jednym z meczów sparingowych RTS-u wystawił jedenastkę złożoną z samych obcokrajowców. Wtedy nikt nie przypuszczał nawet, że taka sytuacja może mieć miejsce w lidze. Antoni Ptak potwierdził jednak, że może…

Ile znaczyli jugosłowiańscy piłkarze Lecha?

Dmitrije Injać występował w Lechu od wiosny 2007 r. do 2014 r. z przerwą na leczenie kontuzji i grę w Polonii Warszawa. Wystąpił w 156 ligowych meczach i zdobył 5 goli. Ivan Djurdjević związał się z Lechem jesienią 2007 r. aż do wiosny 2013 r., czyli do końca jego kariery. Dał się poznać jako charakterny piłkarz, który stał się prawdziwym lechitą. Zagrał w 105 ligowych meczach i zdobył 4 gole. Semir Stilić od sezonu 2008/2009 zagrał w Lechu przez cztery sezony, w których dużo dawał drużynie, ale po początkowych zachwytach nie zawsze utrzymywał wysoką formę. Pomimo tego wystąpił w 106 ligowych meczach, w których zdobył 18 goli. Wilkie talent, który był łączony z Celtikiem Glasgow robił karierę w… Karpatach Lwów, Gazientepsporze, APOEL Nikozja i Wiśle Kraków. Trochę zapomniany Zlatko Tanevski przez trzy lata (wiosna 2007 – wiosna 2010) wystąpił w 44 ligowych meczach, w których zdobył jednego gola. Później występował jeszcze w GKS Bełchatów i Vardarze Skopje. Natomiast Ivan Turina wystąpił tylko w dwunastu meczach sezonu 2008/2009. Poźniej występował krótko w Dinamo Zagrzeb i przez prawie trzy lata w AIK Solna. Zmarł w 2013 r. najprawdopodobniej z powodu niewydolności serca.

Spośród zawodników ściągniętych zimą 2008 r. jako inwestycja w przyszłość tylko Jasmin Burić okazał się słusznym wyborem. Zadebiutował w lidze w październiku 2009 r. i rozegrał od tamtej pory jako piłkarz Lecha rozegrał 122 ligowe mecze. Gordan Golik rozegrał w Lechu tylko dwa ligowe mecze jesienią 2009 r. Od sezonu 2011/2012 występuje w średnich klubach chorwackich, z półroczną przerwę na ligę serbską. Haris Handżić też nie zachwycił, a jesienią 2009 r. rozegrał tylko jeden mecz. Wiosną 2010 r. wrócił do FK Sarajevo, a później brał m.in. w Liechtensteinie (FC Vaduz), Rosji (FK Ufa), Chorwacji (HNK Rijeka) i na Węgrzech (Debreczyn). Fenenowi Salcinovicowi nie było dane zdebiutować w Lechu. Po wypożyczeniu do Norwegii wrócił do Bośni, a później grał także w HNK Rijeka i Sandefjord Fotball.

Podsumowanie

Jak widać jugosłowiański zaciąg sprawdził się w Poznaniu, a Injać, Djurdjević, Stilić i Burić stanowili o sile „Kolejorza”. Nie sprawdzili się piłkarze (za wyjątkiem Buricia), którzy byli sprowadzani jako inwestycja w przyszłość, zresztą żaden z nich nie zrobił poważnej kariery. Ciekawe, że Lech później zainteresował się bardziej rynkiem węgierskim i skandynawskim.

 

Źródła: własne, 90minut.pl, pl.wikipedia.org, sport.pl, igol.pl, onet.pl.

czwartek, 30 listopada 2017
Jak Barcelona miała zostać Ajaxem, czyli nieudany eksperyment

Był rok 1997, a Barcelona pozostawała bez zwycięstwa w Lidze Mistrzów od 1992 r., gdy rozegrano ostatnią edycję Pucharu Europy, a w rodzimej lidze na zwycięstwo czekała już trzy lata. Postanowiono więc, że trenerem zostanie uznawany za najlepszego w Europy – Holender Louis van Gaal. Czy ktoś jednak spodziewał się, że Barcelonę zasili tak wielu piłkarzy z Holandii?

Kto inny, jak nie van Gaal miał pomóc Barcelonie w odniesieniu sukcesu? Holenderski trener z grupą początkowo nikomu nieznanych piłkarzy Ajaxu Amsterdam sięgnął m.in. po Puchar UEFA w 1992 r., a w 1995 r. wygrał Ligę Mistrzów detronizując wielki i faworyzowany AC Milan. W kolejnym sezonie dotarł do finału Ligi Mistrzów, w którym dopiero po rzutach karnych odpadł z Juventusem, a w następnym Juventus okazał się lepszy w półfinale. Tak, to był zdecydowanie trener dla Barcelony.

Van Gaal rozpoczął pracę w Barcelonie, a wraz z nim jego dwóch byłych podopiecznych z Ajaxu, którzy przybyli po nieudanych przygodach z AC Milanem, czyli Michael Reiziger i Winston Bogarde. Van Gaal ściągnął także z Rody Kerkrade swojego rodaka – bramkarza Ruuda Hespa.

Praca holenderskiego szkoleniowca w sezonie 1997/1998 rozpoczęła się od dotkliwej porażki w Superpucharze z Realem Madryt (2:1, 1:4). Później jednak Barcelona wygrała ligę wyprzedzając drugi Athletic Bilbao o 9 punktów, a w finale Pucharu Króla pokonała po rzutach karnych Mallorcę. Cieniem na występy Barcelony w tamtym sezonie kładzie się Liga Mistrzów. Barcelona w grupie z Newcastle, Dynamem Kijów i PSV Eindhoven zajęła… ostatnie miejsce, a hańbą okryła się po dwóch porażkach z Dynamem Kijów – 0:3 na wyjeździe i 0:4 u siebie.

Sukcesy właściwie były, a zabrakło najważniejszego, dlatego posłuchano van Gaala i latem 1998 r. sprowadzono trzech kolejnych Holendrów! Boudewijn Zenden i Phillip Cocu przyszli z PSV Eindhoven, a Patrick Kluivert, który już pracował z van Gaalem w Ajaxie, podobnie jak Reiziger i Bogarde, przyszedł po nieudanej przygodzie z AC Milan. Sezon 1998/1999 Blaugrana rozpoczęła od dwóch niespodziewanych porażek z Mallorcą w meczach o Superpuchar (0:1, 1:2). W ćwierćfinale Pucharu Króla, Barcelona przegrała dwukrotnie z Valenicą (2:3, 3:4). Ligę hiszpańską jednak wygrała z przewagą jedenastu punktów nad Realem Madryt, ale Liga Mistrzów podobnie, jak w poprzednim sezonie była rozczarowaniem, bowiem w swojej grupie Barcelona musiała uznać wyższość Manchesteru United i Bayernu Monachium wyprzedzając tylko Broendby Kopenhaga. Co ciekawe, w styczniu 1998 r. do Barcelony dołączyło… kolejnych dwóch Holendrów. Bracia Frank i Ronald de Boer przyszli z Ajaxu, z którym największe sukcesy świętowali oczywiście z van Gaalem.

Kluivert_i_van_Gaal_w_Barcelonie

Trening Barcelony – Louis van Gaal instruuje Patricka Kluiverta.

Źródło: marca.com.

Początek sezonu 1999/2000 potwierdzał, że w Barcelonie nie dzieje się dobrze, bowiem w Superpucharze przegrała z Valencią (0:1, 3:3). W Pucharze Króla, Barca odpadła z Atletico Madryt w półfinale. Po porażce w pierwszym meczu 0:3, Barcelona zasłaniała się problemami kadrowymi i brakiem terminów w związku z występami w Lidze Mistrzów, aż w końcu odmówiła gry i została ukarana walkowerem 0:3. W lidze lepsze o pięć punktów było Deportivo La Coruna, a w Lidze Mistrzów Barcelona odpadła dopiero w półfinale. Balaugrana pewnie przeszła dwie fazy grupowe, choć przyznać trzeba, że nie miała godnych siebie przeciwników. W ćwierćfinale, drużyna van Gaala po porażce na Stamford Bridge 1:3, doprowadziła do dogrywki a następnie wygrała 5:1. W półfinale, po porażce w pierwszy m meczu 1:4 z Valencią trudno było o optymizm. W rewanżu Barcelona wygrała 2:1, ale to było zdecydowanie za mało i katalońska drużyna odpadła. To był sezon pełen upokorzeń i goryczy, dlatego rozstanie z trenerem było pewne, czego od dłuższego czasu domagali się kibice machając białymi chusteczkami. Van Gaal zostawił po sobie holenderską kolonię, bowiem  do siedmiu piłkarzy z tego państwa, latem 2000 r. dołączył ściągnięty za rekordowe 40 milionów euro Marc Overmars.

Bracia_de_Boer_w_Barcelonie

Bracia de Boer, czyli przykład holenderskiego zaciągu w Barcelonie.

Źródło: dailymail.co.uk.

Van Gaal po przygodzie w Katalonii został trenerem reprezentacji Holandii, przegrał eliminacje do mundialu w 2002 r., a następnie… powrócił do Barcelony! Co przyświecało decydentom katalońskiego klubu trudno zrozumieć. Jedno z powiedzeń mówi, że dwa razy nie wchodzi się do tej samej rzeki, a przecież pierwsza przygoda holenderskiego szkoleniowca skończyła się niepowodzeniem. Van Gaal popracował tylko przez siedem miesięcy i pod koniec stycznia 2003 r. jego kontrakt został rozwiązany. W lidze Barcelona grała fatalnie, a w Pucharze Króla skompromitowała się po porażce w 1/32 finału z występującą w trzeciej lidze (Segunda Division B) Novelda CF 2:3. W Lidze Mistrzów było zdecydowanie lepiej. W pierwszej fazie grupowej przeciwko FC Brugge, Galatasaray i Lokomotiw Moskwa, piłkarze van Gaala odnieśli komplet zwycięstw. Drugą rundę grupową rozpoczęli od zwycięstw z Bayerem Leverkusen i Newcastle, ale van Gaalowi nie było dane dokończyć swojego dzieła. Philippe Christanval, środkowy obrońca z Francji, który grał w Barcelonie w latach 2001-2003 powiedział, że po zwolnieniu z obowiązków trenera, van Gaal przyszedł do szatni i „płakał jak dziecko”. „Był twardy, zimny, a tu został zniszczony.” (cyt. za: irishmirror.ie).

Oprócz braku sukcesów w Lidze Mistrzów, Holendrowi zarzucano, że masowo ściągał swoich rodaków, w tym sześciu, z którymi pracował wcześniej w Ajaxie. Łącznie ściągnął ich dziewięciu, a w tym samym czasie na boisku przebywało nawet ośmiu. Do ściągnięcia dziewięciu Holendrów, van Gaal potrzebował tylko trzech lat, podczas gdy w całej dotychczasowej historii Barcelony było tylko sześciu Holendrów (Johan Cruyff, Johan Neeskens, Danny Muller, Ronald Koeman, Richard Witschge, Jordi Cruyff). Ściągniecie holenderskich piłkarzy przez van Gaala było kosztowną inwestycją, bowiem według transfermarkt.pl ich transfery pochłonęły 99,8 mln euro (w tym 40 mln euro za Overmarsa), co jak na tamte czasy było sporą kwotą. Barcelona na transferach tych piłkarzy zarobiła zaledwie14,7 miliona euro, co daje ponad 85 milionów euro deficytu! Co ciekawe, jedynym piłkarzem, za którego Barcelona dostała więcej niż sama zapłaciła był Ruud Hesp. Barca zapłaciła Rodzie Kerkradzie 1,1 miliona euro, a dostała od Fortuny Sittard 1,2 miliona euro. Trzeba przyznać, że z tytułu samych kwot transferowych, holenderski eksperyment był dosyć drogi.

Okres pracy van Gaala w Barcelonie (zwany „holenderskim”) jest znany przede wszystkim z powodu dużej liczby holenderskich piłkarzy w kadrze Blaugrany. Poza tym, kibice pamiętają bolesne porażki z Dynamem Kijów i Valencią. Z drugiej jednak strony, gdy van Gaal był trenerem klub wzbogacił się o dwa mistrzostwa i Puchar Króla. Trofeów mogło i powinno być więcej, ale nie jest też tak, że praca van Gaala to pasmo porażek, upokorzeń i wstydu. Barcelona osiągnęła to na co ją było stać w swoim holenderskim eksperymencie, inną sprawą jest fakt, że okres ten przypadł na świetną grę Valencii, która zgarnęła Barcelonie Superpuchar, półfinał Pucharu Króla i finał Ligi Mistrzów. Próbując osiągnąć sukces w Lidze Mistrzów władze Barcelony gdzieś się pogubiły i chyba na zbyt wiele pozwoliły van Gaalowi w kwestii kształtowania polityki kadrowej. Pogubił się też trener, który pomimo późniejszych sukcesów z Alkmaar i Bayernem, jest uznawany za tego, któremu w Barcelonie nie udało się i od tej pory zaliczał zjazd, „jadąc” na opinii wypracowanej jeszcze z Ajaxem.

 

Źródła: własne, transfermarkt.pl, pl.wikipedia.org, en.wikipedia.org, irishmirror.ie, marca.com, dailymail.co.uk. Holendrzy w Barcelonie, „Przegląd Sportowy”, brak numeru i daty wydania.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 46
| < Listopad 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    
Tagi