Wpisy z tagiem: piłka nożna

środa, 24 kwietnia 2019
Kabaret z transferem Freddy’ego Adu do Sandecji Nowy Sącz

Na początku sierpnia 2017 r. była nadzieja amerykańskiego soccera – Freddy Adu nie przeszedł testów medycznych w beniaminku ekstraklasy – Sandecji Nowy Sącz. Przymiarki do „transferu” pojawiły się pod koniec lutego.

W połowie pierwszej dekady XXI wieku świat oszalał na punkcie Adu. Urodzony w Ghanie, a wychowany w Stanach Zjednoczonych nastolatek robił furorę w juniorskich reprezentacjach Jankesów (32 bramki w 48 meczach!), a w D.C. United zadebiutował w wieku 15 lat. Co ciekawe, do I zespołu wprowadzał go Piotr Nowak. W styczniu 2006 roku, mając 16 lat i 234 dni, zaliczył pierwszy występ w dorosłej kadrze USA i do dziś jest najmłodszym reprezentantem Stanów Zjednoczonych w historii (…)” (cyt. za: sportowefakty.wp.pl). W reprezentacji rozegrał 17 meczy, w których zdobył dwie bramki.

FreddyAdunalotniskusportpl

Freddy Adu - tuż po przylocie do Polski.

Źródło: sport.pl.

„(…) w wieku 14 lat zadebiutował w MLS w zespole DC United. Podpisał milionowy kontrakt z firmą Nike oraz nagrał reklamę z legendarnym Pele, do którego go porównywano.” (cyt. za: sport.pl). W 2007 r. odszedł do Real Salt Lake, a stamtąd za 1,5 mln euro do Benfiki. Do 2011 r. w drużynie „Orłów” zagrał łącznie 16 ligowych meczy i strzelił w nich 3 bramki. Prezentował się słabo, więc ciągle był wypożyczany – AS Monaco, Belenenses, Aris Saloniki i Caykur Rizespor. Rozwiązał kontrakt z Benficą i wrócił do USA, gdzie odzyskał oddech w prowadzonej przez Nowaka Philadelpii Union, dla której w latach 2011-2013 rozegrał 35 meczy w MLS strzelając w nich 7 goli. „W barwach tego klubu zdobył swoją ostatnią bramkę w meczu o stawkę - we wrześniu 2012 roku.” (cyt. za: sportowefakty.wp.pl). Nie ustabilizował formy i zdecydował się szukać szczęścia w coraz słabszych klubach – Bahia (Brazylia), Jagodina (Serbia), Kuopion Palloseura (Finlandia) i Tampa Bay Rowdies (NASL – II poziom rozgrywkowy w USA). W czasie, gdy interesowała się nim Sandecja pozostawał bez klubu. Serwis sportwefakty.wp.pl opisywał Adu w następujący sposób: „Z biegiem czasu coraz mniej przypominał profesjonalnego piłkarza, przede wszystkim pod względem sylwetki. Ostatniego gola Adu strzelił blisko pięć lat temu, a niedawno parał się reklamowaniem odkurzaczy w internecie.”.

Portal sport.pl poinformował (…), że piłkarz otrzymał propozycję półrocznego kontraktu i miesięcznych zarobków wynoszących 4 tysiące euro. Szkoleniowiec pierwszoligowego zespołu nie wierzy własnym uszom. Wszystkiemu zaprzecza, mimo że informację potwierdzał prezes i dyrektor sportowy klubu.” (cyt. za: sportowefakty.wp.pl). Radosław Mroczkowski, trener Sandecji dementował pojawiające się w marcu informacje, że Adu przyleciał do Polski i był nawet na testach medycznych. Mroczkowski powiedział: „Nie był u nas na testach i w ogóle nawet przez chwilę nie było tematu jego transferu (…) Nie planowałem Adu ani w treningach, ani w meczach kontrolnych. W końcu mam coś do powiedzenia, prawda? (…) W szatni jest sporo żartów na ten temat, może piłkarz ciągle czeka, aż ktoś odbierze go z dworca w Nowym Sączu?” (cyt. za: sportowefakty.wp.pl).

Andrzej Danek prezes klubu w wywiadzie dla sport.pl poinformował, że transferem zajmuje się Arkadiusz Aleksander (Pełnomocnik Zarządu MKS Sandecja ds. Sportowych), który złożył menadżerowi Adu „konkretną propozycję”, ale nie uzyskał żadnej odpowiedzi. Inne źródła informowały, że piłkarz otrzymał propozycję z Azji i dlatego nie podjął rozmów z „Biało-czarnymi”.

W chwili zamieszania z Adu, Sandecja zajmowała 8. miejsce w 1. lidze z dorobkiem 27 punktów w 17 meczach i miała do rozegrania dwa zaległe mecze. Na wiosnę 2017 r. zdobyła 34 punkty, wygrała I ligę i awansowała do ekstraklasy. Temat Adu powrócił, choć „wydawało się, że Sandecja zrezygnuje z tego transferu ze względu na wysokie wymagania finansowe Amerykanina.” (cyt. za: sport.pl).

FreddyAdunarynkuwNowym_Sczufaktpl

Freddy Adu na rynku w Nowym Sączu

Źródło: fakt.pl.

Na przełomie lipca i sierpnia Adu pojawił się jednak w Polsce i nie przeszedł testów medycznych pod okiem doktora Tomasza Cisonia. Po analizie wyników postanowiono podziękować zawodnikowi zamykając mu możliwość udziału z meczu sparingowym drużyny rezerw z Hartem Tęgoborze.

FreddyAdutestymedycznesandecjacompl

O przyszłości Freddy’ego Adu w Polsce podobno zdecydowały testy medyczne.

Źródło: sandecja.com.pl.

Okazuje się, że sytuacja z niepoinformowaniem trenera powtórzył się, bo Mroczkowski grzmiał w mediach: „To jakiś żart. Czytam w mediach o testach. Zapytałem dyrektora, (Arkadiusz Aleksander - red.) dlaczego nic mi o tym nie powiedział. A on na to, że przecież wysłał mi SMS-a, że "będzie piłkarz na testach”. No i że wszyscy wiedzieli. Marketing wiedział, pracownicy w klubie wiedzieli... No tak, tylko trener nie wiedział, że będzie testował piłkarza” (cyt. za: sportowefakty.wp.pl).

Wszystko stało się jednak zrozumiałe po wpisie Arkdiusza Aleksandra na tweeterze – „My swój cel minimum osiągnęliśmy już po pięciu minutach jego pobytu w Polsce. (cyt. za: port.interia.pl). Można to odczytać w ten sposób, że klub z Nowego Sącza w ogóle  nie był zainteresowany podpisaniem kontraktu, tylko był zainteresowany, aby w mediach pojawiły się informacje o klubie. Nie może więc dziwić, że prezes i dyrektor sportowy klubu nie konsultowali z trenerem sprowadzenia tego, konkretnego piłkarza. Adu poczuł się urażony („Przez lata byłem wykorzystywany przez zbyt wielu ludzi dla popularności i nie pozwolę, żeby znowu się to wydarzyło.” – cyt. za: sport.interia.pl), a postawę A. Aleksandra i Sandencji Nowy Sącz krytykowano nawet w USA.

Adu poszerzył grono znanych piłkarzy, którzy bezskutecznie starali się o angaż w polskim klubie, tyle że np. Victor Agali (Nigeria, Zawisza Bydgoszcz 2012), Raul Bravo (Hiszpania, Legia Warszawa 2013), czy Taye Taiwo (Nigeria, Legia Warszawa 2015) trenowali i grali w sparingach. Adu, jak wszystko na to wskazuje, został potraktowany przedmiotowo i nawet nie dostał szansy na zaprezentowanie swoich umiejętności, abstrahując od tego, jaki one są.

 

Źródła: własne, sport.pl, sportowefakty.wp.pl, eurosport.onet.pl, transfermarkt.pl, sport.interia.pl, pl.wikipedia.org, fakt.pl, sandecja.com.pl.

wtorek, 23 kwietnia 2019
Arka z Superpucharem Polski 2017!

W meczu otwierającym sezon 2017/2018 Arka Gdynia pokonała po rzutach karnych Legią Warszawa 4:3 (w regulaminowym czasie gry 1:1). W wywalczeniu trzeciego w historii „żółto-niebieskich” trofeum spory udział miał łotewski bramkarz Pāvels Šteinbors.

Podopieczni Leszka Ojrzyńskiego byli skazywani na pożarcie, ale nie przestraszyli się krajowego potentata, podjęli wyrównaną walkę i zachowali więcej zimnej krwi w serii rzutów karnych.” (cyt. za: eurosport.onet.pl). Legioniści, zgodnie z zapowiedzią trenera Jacka Magiery przystąpili do meczu w najsilniejszym składzie, jaki był możliwy do wystawienia. Z różnych przyczyn nie zagrali lub nie mogli zagrać – Vadis Odidja Ofoe, Miroslav Radović, Krzysztof Mączyński, Łukasz Moneta i Daniel Chima Chukwu.

Spotkanie mogło zacząć się dla Legii wprost wybornie. W 11. minucie Thibault Moulin dośrodkował z rzutu wolnego z bocznej strefy boiska, Artur Jędrzejczyk uderzył piłkę głową przedłużając tor jej lotu w kierunku bramki, ale sprzed linii bramkowej wybił ją Marcin Warcholak! Dziewięć minut później niespodziewanie Arka objęła prowadzenie. Szybki atak gości samobójczą bramką zakończył Michał Pazdan. Rafał Siemiaszko podał do Grzegorza Piesio, który ograł Jędrzejczyka w bocznej strefie pola karnego przed linią końcową i wstrzelił piłkę na pole bramkowe. „(…) kuriozalnie interweniował Pazdan. Trochę zatańczył breakdance, trochę odganiał osy i ostatecznie wpakował futbolówkę do siatki obok zszokowanego Malarza” (cyt. za: weszlo.com).

2017.07.07_Legia_-_Arka_Superpuchar_(2)

Legia mogła odpowiedzieć już dwie minuty później! Moulin dośrodkował piłkę, a Jędrzejczyk uderzył piłkę głową, a Šteinbors fantastycznie odbił pikę na rzut rożny. Po dośrodkowaniu Dominika Nagy’ego piłka trafiła w słupek, a po chwili Jędrzejczyk uderzył piłkę głową, ale na nieszczęście dla gospodarzy trafiła w stojącego w bramce Michała Marcjanika. Ataki Legii przyniosły skutek w 27. minucie. Guilherme zagrał do Moulina, który wbiegł w pole karne i mimo obecności trzech rywali oddał fantastyczny strzał zewnętrzną częścią stopy z czternastu metrów. Wprawdzie Šteinbors wyciągnął się jak struna, ale nie miał szans na skuteczną interwencję. Stadion oszalał i wydawało się, że lada chwila Legia strzeli następną bramkę. Kolejną groźną akcję legioniści przeprowadzili już trzy minuty później. Guilherme dośrodkował spod linii końcowej do Jarosława Niezgody, którego strzał z pierwszej piłki instynktownie obronił Šteinbors. Po upływie kolejnych dwóch minut Brazylijczyk znalazł się w dobrej sytuacji w polu karnym, ale fatalnie uderzył. W 37. minucie Nagy uderzył piłkę z narożnika pola karnego w kierunku dalszego słupka, ale do celu zabrakło półtora, może dwa metry. Sześć minut później znowu pokazał się Nagy. Dośrodkował, ale strzał głową Niezgody poleciał nad bramką gości. Pierwsza połowa upłynęła pod znakiem przewagi piłkarzy Legii i fantastycznych interwencji Šteinborsa. Legia mogła i powinna prowadzić, ale łotewski bramkarz rozgrywał wielki mecz.

Drugą połowę Arka mogła zacząć od mocnego uderzenia. W 47. minucie znajdujący się w polu karnym Marcjanik uderzył piłkę głową, ale przeleciała nad bramką strzeżoną przez Arkadiusza Malarza. Sześć minut później Piesio uderzył piłkę zza pola karnego, ale piłka przeleciała obok słupka. Legioniści „obudzili się” dopiero po kwadransie od rozpoczęcia drugiej połowy. Najpierw potężny strzał z 25 metrów oddał Moulin, a piłka przeleciała nad bramką. Po minucie Michał Kopczyński oddał strzał z podobnej odległości, ale siła uderzenia była zbyt słaba i Šteinbors złapał piłkę. W kolejnej minucie Arka przeprowadziła groźną akcję, ale Siemaszko zamiast oddać strzał próbował podać do kolegów, a piłkę przejął Pazdan. „W 68. minucie wprowadzony Sebastian Szymański zbiegł ze skrzydła, lecz z jego próbą spokojnie poradził sobie golkiper Arki (…) Legia nadal napierała, ale niewiele z tego wynikało. W drugiej połowie tempo pojedynku spadło i widać było, że piłkarze dopiero wchodzą w ligowy sezon.” (cyt. za: legioniści.com). W 73. minucie została przeprowadzona groźna akcja. Piesio dośrodkował z głębi pola, a (znany z występów w Piaście Gliwice) Ruben Jurado uciekł obrońcom gospodarzy, a piłka po jego strzale głową przeleciała obok słupka. Trzy minuty później przypomniał o sobie Moulin, który oddał strzał sprzed pola karnego, a piłka oczywiście poleciała obok słupka.

W 82. minucie debiutujący w Legii Vamara Sanogo „miał 100 proc. sytuację, ale nie trafił nawet w piłkę” (cyt. za: sport.pl). Jak się później okazało to był pierwszy i jak dotąd jedyny oficjalny występ Francuza w Legii. Niedługo później został wypożyczony do… Zagłębia Sosnowiec. Sanogo zastąpił Kaspera Hamalainena, dla którego był to 50. oficjalny występ w barwach Legii, ale Fin delikatnie mówiąc: „przeszedł obok meczu”. Czas upływał, a Legia nie kwapiła się zdecydowanych i huraganowych ataków (może brakowało siły po okresie przygotowawczym?). W pierwszej minucie doliczonego czasu gry zrobiło się gorąco, ale pod bramką Legii. Warcholak dośrodkował, ale nieprzyjemnie dla Malarza, który był zmuszony, aby przerzucić piłkę nad poprzeczkę. „Arka grała przyzwoicie, lecz ta drużyna nie ma na dziś tyle jakości, by swoją bramkę przed takim rywalem kompletnie zamurować. Musi liczyć na trochę szczęścia i ono dzisiaj było z nimi.” (cyt. za” weszlo.com).

2017.07.07_Legia_-_Arka_Superpuchar_(8)

Piłkarze obu drużyn podczas rzutów karnych.

Ostatni gwizdek sędziego Szymona Marciniaka oznaczał konkurs rzutów karnych, bowiem regulamin meczu o Superpuchar nie przewiduje dogrywki. Piłkarze Arki wykonywali „jedenastki” bezbłędnie, a Malarz ani razu nie wyczuł intencji strzelców. Co innego bohater regulaminowego czasu gry, czyli Šteinbors. Łotysz obronił dwa rzuty karne (wykonywane przez Moulina i Kopczyńskiego), przy dwóch kolejnych wyczuł intencje strzelającego i tylko raz rzucił się w niewłaściwy róg. Šteinbors potwierdził świetną dyspozycję, w przeciwieństwie do najlepszego piłkarza Legii w tym meczu, czyli Moulina. Francuz nie stanął na wysokości zadania i nie wykorzystał swojej „jedenastki”. W ten oto sposób Arka sięgnęła po Superpuchar, czyli trzecie trofeum w historii klubu, po Pucharach Polski (1979 i 2017). Wprawdzie Arka utrzymała się w ekstraklasie w kontrowersyjnych okolicznościach, to jednak okres do maja do lipca 2017 r. jest najlepszym w historii klubu.

2017.07.07_Legia_-_Arka_Superpuchar_(9)

Arkowcy wykonywali „jedenastki” bezbłędnie.

Legia przegrała piąty z rzędu mecz o Superpuchar (czwarty u siebie!), co oznacza, że po raz ostatni wywalczyła to trofeum w 2008 r., gdy trenerem był Jan Urban, a w wygranym meczu z Wisłą Kraków gole strzelali Takesure Chinyama i Piotr Rocki… brzmi jak prehistoria…

WARto jeszcze dodać, że po raz pierwszy w historii polskiej piłki nożnej sędziowie mogli skorzystać z systemu VAR, ale wideoweryfikacja nie była konieczna. Szymon Marciniak jako sędzia główny i Paweł Gil siedzący przed monitorami VAR nie mieli okazji, aby przetestować nowy system w warunkach meczowych.

 

7 lipca 2017, godz. 20:30 – Warszawa, Stadion Wojska Polskiego

Legia Warszawa 1-1 k. 3-4 Arka Gdynia

Bramki: Thibault Moulin (27 min.) – Michał Pazdan (20 min. – samobójcza).

Rzuty karne: 1-0 Mateusz Szwoch, 1-1 Marcin Warcholak, (1-1 Thibault Moulin - obroniony), 1-2 Dawid Sołdecki, 2-2 Guilherme, 2-3 Damian Zbozień, 3-3 Maciej Dąbrowski, 3-4 Rubén Jurado, (3-4 Michał Kopczyński - obroniony)

Legia: 1. Arkadiusz Malarz – 55. Artur Jędrzejczyk (90 min., 23. Mateusz Żyro), 5. Maciej Dąbrowski, 2. Michał Pazdan, 14. Adam Hloušek – 6. Guilherme, 15. Michał Kopczyński, 75. Thibault Moulin, 22. Kasper Hämäläinen (67 min., 9. Vamara Sanogo), 21. Dominik Nagy (64, 53. Sebastian Szymański) – 11. Jarosław Niezgoda (57 min., 20. Mateusz Szwoch).

Rezerwowi, którzy nie zagrali: Jakub Szumski, Rafał Makowski, Konrad Michalak.

Trener: Jacek Magiera.

Arka: 1. Pāvels Šteinbors – 33. Damian Zbozień, 29. Michał Marcjanik, 3. Krzysztof Sobieraj, 23. Marcin Warcholak – 24. Patryk Kun (90 min., 44. Michał Żebrakowski), 8. Marcus Vinícius (63, 4. Dawid Sołdecki), 21. Yannick Kakoko, 17. Adam Marciniak (77 min., 14. Michał Nalepa), 13. Grzegorz Piesio (84, 2. Tadeusz Socha) – 11. Rafał Siemaszko (67 min., 9. Rubén Jurado).

Rezerwowi, którzy nie zagrali: Krzysztof Pilarz – Paweł Wojowski.

Trener: Leszek Ojrzyński.

żółte kartki: Pazdan, Szwoch, Jędrzejczyk – Sobieraj.

sędziował: Szymon Marciniak (Płock).

widzów: 26 756.

temperatura: 20C.

 

Źródła: własne, 90minut.pl, polsatsport.pl, legia.com, legionisci.com, eurosport.onet.pl, sport.pl, weszlo.com, sportowefakty.wp.pl.

Przed meczem o Superpuchar 2017 Legia – Arka Gdynia

W meczu o Superpuchar Polski 2017 zmierzą się mistrz Polski i gospodarz meczu, czyli Legia Warszawa i zdobywca Pucharu Polski – Arka Gdynia.

Superpuchar

Legia jest klubem, który najczęściej grał o Superpuchar – aż jedenaście razy, ale wygrał tylko czterokrotnie (1989, 1994, 1997, 2008). Więcej sukcesów w tych rozgrywkach ma na swoim koncie poznański Lech, który wygrywał sześciokrotnie w dziewięciu meczach. Arka będzie w Warszawie debiutowała w meczu o Superpuchar.

Mecze między Legia i Arką

Dotychczas oba kluby rozegrały 30 meczów, w których zdecydowanie lepszy bilans ma Legia (20 zwycięstw, 7 remisów, 3 porażki i bramki 48:21). „26 razy obie drużyny spotykały się w ramach rozgrywek ligowych, pozostałe cztery mecze rozegrane zostały w ramach Pucharu Polski.” (cyt. za: legia.com). Ostatni mecz między tymi klubami został rozegrany w Warszawie, a Arka niespodziewanie wygrała 3:1.

Okres przygotowawczy

Do sezonu Legia przygotowywała się na zgrupowaniu w Warce. Rozegrała dwa mecze – z Wisłą Płock (3:0) i Radomiakiem Radom (2:0). Co ciekawe, w obu meczach bramkę zdobył Daniel Chima Chukwu. Arka tradycyjnie już zgrupowanie miała we Władysławowie. Podopieczni Leszka Ojrzyńskiego w sparingach nie zachwycili. Zremisowali z APOEL Nikozja (1:1), a następnie przegrali z beniaminkiem Ekstraklasy – Sandecją Nowy Sącz (0:2) i mistrzem Łotwy – Spartaksem Jurmała (1:2).

Legia_-_Arka_przed_Superpucharem_2017

Źródło: bilety.legia.com.

Sytuacja kadrowa i transfery

Z Legii odeszli piłkarze, o których odejściu mówiono już od dawna, czyli Jakub Rzeźniczak, Waleri Kazaiszwili i Tomas Necid. W ich miejsce sprowadzono Łukasza Monetę i Krzysztofa Mączyńskiego, a z wypożyczeni wrócili m.in. Konrad Jałocha i Mateusz Szwoch (obaj zresztą z Arki Gdynia!), a także Michał Masłowski, Robert Bartczak, Jakub Szumski i Jarosław Niezgoda. Poza tym, niejasna jest sytuacja Vadisa Odjidji-Ofoe, Łukasza Brozia i Steevena Langila, a w każdej chwili może odejść Michał Pazdan. Legia interesuje się podobno obrońcą Denisem Vavro (Słowacja, MSK Żilina) i napastnikiem Ognjenem Mudrinskim (Serbia, FK Spartak Subotica). Z powodu kontuzji i urazów w Legii nie zagrają – wspomniany Chukwu, a także Tomasz Jodłowiec, Michał Kucharczyk i Miroslav Radović.

Z Arką pożegnali się wspomniani już Jałocha i Szwoch, a także Josip Barisić, Miroslav Bożok, Dariusz Formella, Przemysław Trytko i Przemyslaw Stolc. W ich miejsce sprowadzono m.in. Krzysztofa Pilarza, Adama Dancha, Grzegorza Piesio, Rubena Jurado.

W klubie pozostała największa gwiazda, czyli Rafał Siemiaszko, który w zeszłym sezonie zdobył jedenaście ligowych bramek. Najważniejszą zdobył… ręką w meczu z Ruchem Chorzów. Poza tym dołożył trzy trafienia w Pucharze Polski, a w tym pierwszą bramkę w finale Pucharu Polski (2:1 z Lechem Poznań po dogrywce).

Warto zauważyć, ze kilka dni przed meczem o Superpuchar zaledwie „20-letni Dominik Midak, syn biznesmena Włodzimierza Midaka, nabył 60 procent akcji klubu i został jej większościowym właścicielem.” (cyt. za: legionisci.com).

Historyczny mecz

Piątkowy mecz będzie pierwszym w historii polskiej piłki, podczas którego sędziowie oficjalnie korzystać będą z systemu wideo powtórek - VAR. Wyznaczony do sędziowania piątkowego spotkania Szymon Marciniak jest póki co jedynym polskim sędzią posiadającym uprawnienia do używania tego systemu.” (cyt. za: legia.com). Legia gra o przełamanie serii czterech przegranych meczów o Superpuchar (2012, 2014, 2015, 2016), a Arka o pierwszy Superpuchar w historii klubu.

Podsumowanie

Forma piłkarzy u progu sezonu jest wielką niewiadomą, ale przed tym meczem faworyt może być tylko jeden.

 

Źródła: własne, legionisci.com, sport.pl, legia.com, 90minut.pl, pl.wikipedia.org, bilety.legia.com.

poniedziałek, 22 kwietnia 2019
Rozczarowanie

Piłkarskie mistrzostwa Europy do lat 21 rozgrywane w Polsce w drugiej połowie czerwca 2016 r. zakończyły się sukcesem organizacyjnym i frekwencyjnym. Niestety, zabrakło najważniejszego, czyli sukcesu sportowego.

Reprezentacja prowadzona przez Marcina Dornę, mimo wielkich oczekiwań, w trzech meczach zdobyła tylko jeden punkt i nie awansowała do półfinału. Wydawało się, że drużyna, w której zagrają piłkarze o dużych umiejętnościach indywidualnych i doświadczeniu w grze poza granicami Polski (Milik, Zieliński, Linetty, Stępiński, Kapustka, Bielik) wsparci solidnymi i obiecującymi ligowcami mogą nawet powalczyć o medal. Zresztą w takiej nadziei kibice byli utrzymywani przez wiele miesięcy. Problem w tym, że Polacy grali tylko mecze towarzyskie i trudno było ocenić stopień ich przygotowania do turnieju. Portal weszlo.com poszedł nawet dalej i analizując składy rywali Polaków w meczach towarzyskich dowodził, że przeciwnicy „Biało-Czerwonych” wystawiali drugi, a nawet trzeci skład. Forma Polaków była wielką niewiadomą.

Turniej przyniósł wielkie rozczarowanie. Polacy odbili się od ściany. W każdym meczu byli gorsi od rywala. Okazało się, że nasze „gwiazdki”, zwłaszcza te ekstraklasowe, w porównaniu z zagranicznymi rywalami, odstają pod każdym względem.

Logo_UEFA_Euro_Poland_2017

Źródło: twitter.com.

Najsmutniejsze było to, że kadra utalentowanych piłkarzy prowadzona przez (podobno) utalentowanego trenera nie stanowiła drużyny. Trudno było oprzeć się wrażeniu, że w biało-czerwonych strojach biega zbieranina piłkarzy, którzy spotkali się na boisku po raz pierwszy. W pierwszej reprezentacji oprócz indywidualności, które tworzą szkielet drużyny całość stanowi monolit. Słabsi zawodnicy nadrabiają swoje braki walecznością i zaangażowaniem. Szkoda, że kadrowicze Dorny nie wzięli przykładu ze swoich starszych kolegów.

Pewnym utrudnieniem był fakt, że kreowani na liderów drużyny Milik i Zieliński nie otrzymali zgody Napoli na grę w mistrzostwach. Linetty i Stępiński starali się, ale mogli zaprezentować się lepiej. Kapustka już w pierwszym meczu doznał kontuzji, a Bielik nie wystąpił w żadnym meczu. Zresztą Bielik przegrał swoją szansę na jakikolwiek występ po wypowiedzi, w której ostro skrytykował trenera Dornę i jego warsztat pracy. Brak dwójki z Neapolu to poważne osłabienie, ale może nawet lepiej się stało, że nie zagrali, bo w ten sposób można było poznać prawdziwe oblicze polskiej kadry U21.

Polacy przystąpili do turnieju osłabieni i chyba nieprzygotowani do turnieju. Braki kondycyjne widoczne były u co najmniej kilku piłkarzy. Nie przypadkiem wielu z nich nie było w optymalnej formie i przechodziło problemy w rywalizacji o pierwszy skład w klubie.

Wspomniany Bielik narzekał na treningi i chyba miał rację, bo w grze Polaków nie było widać schematów, wyuczonych akcji, czy pojedynczych zagrań, co obciąża trenera Dornę. Tak samo, jak fakt, że trener nie panował nad wydarzeniami na boisku. W meczach ze Słowacją i Szwecją powtórzył się ten sam scenariusz. Polacy stosunkowo szybko strzelali gola, a później oddawali inicjatywę przeciwnikom i tracili dwie bramki. Sytuacja powtórzyła się dwukrotnie, co także obciąża trenera Dornę, który z opóźnieniem reagował na wydarzenia na boisku. Trener Dorna uchodzi za młodego, zdolnego i utalentowanego, ale ten turniej chyba go przerósł tak samo jak, a właściwie przede wszystkim, trenowanych przez niego piłkarzy. Smutne rozczarowanie.

 

Źródła: własne, twitter.com.

Sezon 2016/2017 był wyjątkowy dla Legii Warszawa pod względem rzutów karnych

Niefrasobliwość piłkarzy Legii w sezonie 2016/2017 przyniosła rywalom w ekstraklasie aż dziesięć rzutów karnych, z czego osiem jesienią, podyktowanych między V a XIV kolejką.

W sezonie 2016/2017 sędziowie podyktowali przeciwko Legii 10 rzutów karnych, podobnie jak przeciwko Bruk-Termalice. Tyle, że „Słonie” wykonywały jeszcze 7 „jedenastek”, a Legia tylko trzy. Pod względem różnicy między wykonywanymi, a bronionymi karnymi Legia z wynikiem -7 zdecydowanie odstawała od kolejnej pod tym względem drużyny, czyli Piasta Gliwice (-4). Klub z Gliwic był tym, który wykonywał najmniej rzutów karnych (2). Najwięcej „jedenastek” wykonywali piłkarze Wisły Plock (11) i Lecha Poznań (10). Największą różnicę między wykonywanymi a bronionymi karnymi miały wspomniane już Wisła Plock (6), Lech Poznań (5) i Arka Gdynia (5).

Dziesięć karnych podyktowanych przeciwko Legii to więcej niż w poprzednich pięciu sezonach łącznie!!! W sezonie 2011/2012 – 1, 2012/2013 – 1, 2013/2014 – 4, 2014/2015 – 2, 2015/2016. W tym czasie legioniści wykonywali aż 27 rzutów karnych notując w każdym sezonie dodatni bilans między karnymi wykonywanymi a bronionymi. Zdecydowanie wybijał się pod tym względem sezon 2012/2013 z bilansem +8 (9 wykonywanych, 1 broniony).

W poprzednich pięciu sezonach tylko przeciwko jednej drużynie sędziowie podyktowali 10 jedenastek (Górnik Łęczna, 2015/2016). Rekordzistą w sezonie 2014/2015 był Ruch Chorzów (8), w sezonie 2013/2014 – Korona Kielce i Górnik Zabrze (po 9), 2012/2013 – Pogoń Szczecin (8), a w sezonie 2011/2012 – Podbeskidzie Bielsko-Biała (7).

Formacja obronna popełniała katastrofalne błędy, a decyzje sędziów były słuszne, choć w przypadku kilku sytuacji sędziowie może wybroniliby się, gdyby ich gwizdek milczał. Warto zauważyć, że pięć rzutów karnych zostało spowodowane zagraniem piłki ręką. Legioniści narzekali na skrupulatność sędziów, ale w odpowiedzi portal weszlo.com wskazał, że w tych meczach sędziowie powinni podyktować przeciwko Legii… kolejne cztery (ewidentne) rzuty karne!

Po dwa rzuty karne sprokurowali ci, na których bardzo liczono w grze obronnej, czyli Michał Pazdan (po Euro 2016 mianowany przez kibiców „ministrem obrony narodowej”) i kapitan drużyny – Jakub Rzeźniczak. Dwa karne spowodował też Michał Kopczyński, ale on wchodzi do drużyny i można go tłumaczyć niedoświadczeniem. Po jednym rzucie karnym mają na sumieniu Adam Hlousek, Artur Jędrzejczyk, Maciej Dąbrowski i Arkadiusz Malarz.

 

Karne podyktowane przeciwko Legii w sezonie 2016/2017 w ekstraklasie:

1.Michał Pazdan blokuje ręką strzał Grzegorza Piesio (V kolejka, 13 sierpnia 2016, Górnik Łęczna – Legia 1:0), ale Arkadiusz Malarz obronił rzut karny wykonywany przez Grzegorza Bonina.

Karny_nr_1__Malarz_broni_Bonina_sportdziennikpl

Źródło: sport.dziennik.pl.

2.Jakub Rzeźniczak zgarnia piłkę ręką sprzed Gergela (VIII kolejka, 10 września 2016, Termalika Bruk-Bet Nieciecza – Legia 2:1). Vlastimir Jovanović wykorzystuje rzut karny.

Karny_nr_2__Jovanovi_pokonuje_Malarza_interiapl

Źródło: interia.pl.

3.Michał Kopczyński podcina Kędziorę (VIII kolejka, 10 września 2016, Termalika Bruk-Bet Nieciecza – Legia 2:1). Wojciech Kędziora wykorzystuje rzut karny.

4.Michał Pazdan blokuje ręką strzał Janoszki (IX kolejka, 18 września 2016, Legia – Zagłębie Lubin 2:3). Krzysztof Janus wykorzystuje rzut karny.

Karny_nr_4__Janus_pokonuje_Malarza_przegladsportowypl

Źródło: przegladsportowy.pl.

5.Adam Hlousek blokuje ręką dośrodkowanie (X kolejka, 23 września 2016, Wisła Kraków – Legia 0:0). Arkasziu Malarz broni strzał Denisa Popovicia z rzut karnego.

Karny_nr_5__Malarz_broni_karnego_Popovicia__przeglasportowypl

Źródło: przeglasportowy.pl.

6.Jakub Rzeźniczak uderza w twarz Matrasa (XII kolejka, 14 października 2016, Pogoń Szczecin – Legia 3:2). Adam Frączczak wykorzystuje rzut karny.

Karny_nr_6__Frczczak_pokonuje_Malarza_ekstraklasatv

Źródło: przegladsportowy.pl.

7.Michał Kopczyński podcina Macieja Makuszewskiego (XIII kolejka, 22 października 2016, Legia – Lech Poznań 2:1). Marcin Robak wykorzystuje rzut karny.

Karny_nr_7__Robak_pokonuje_Malarza_weszlocom

Źródło: weszlo.com.

8.Arkadiusz Malarz taranuje Rymaniaka (XIV kolejka, 28 października 2016, Korona Kielce – Legia 2:4). Miguel Palanca wykorzystuje rzut karny.

Karny_nr_8__Palanca_pokonuje_Malarza_legioniscicom

Źródło: legionisci.com.

9.Artur Jędrzejczyk zagrywa piłkę ręką (XXX kolejka, 22 kwietnia 2017, Cracovia – Legia 1:2). Karnego wykorzystuje Damian Dąbrowski.

Karny_nr_9__D.Dbrowski_pokonuje_Malarza_ekstraklasatv

Źródło: ekstraklasa.tv.

10.Maciej Dąbrowski fauluje Pawła Brożka (XXXI kolejka, 30 kwietnia 2017, Legia – Wisła Kraków 1:1). Karnego wykorzystuje Petar Brlek.

Karny_nr_10__Brlek_pokonuje_Malarza_ekstraklasatv

Źródło: ekstraklasa.tv.

W tym czasie, gdy rywale Legii wykonywali aż dziesięć karnych, mistrzowie Polski wykonywali tylko trzy, zresztą dwa niewykorzystane niewykorzystany (Nemanja Nikolić w meczu z Zagłębiem Lubin i Miroslav Radović w meczu z Pogonią Szczecin; trafił tylko Guilherme przeciwko Bruk-Bet Termalice Nieciecza). Częściej legioniści strzelali karne w europejskich pucharach – Nikolić 2 (w meczach z HSK Zrjinski Mostar i Dundalk FC) i Radović 1 (w meczu z Realem Madryt).

Legia w dziewięciu ligowych meczach, w których rywale wykonywali rzut karny nie radziła sobie. Na 27 punktów możliwych do zdobycia, wywalczyła tylko 11 (3 zwycięstwa, 2 remis, 4 porażki, bramki 14:14). W jedynym meczu, który w sezonie 2016/2017 Legia rozegrała w Pucharze Polski też została ukarana rzutem karnym. W meczu 1/16 finału Pucharu Polski przeciwko Górnikowi Zabrze Radosław Cierznik obronił strzał Romana Gergela. Działo się to tuż przed przerwą meczu, w którym Legia prowadziła 2:0. Ostatecznie przegrała po dogrywce 2:3, co potwierdza, że Legii „nie idzie” w meczach, w których przeciwko niej są dyktowane rzuty karne.

Karny_nr_11__Cierzniak_karnego_Gergela_polsatsport

Źródło: polsatsport.pl.

Arkadiusz Malarz obronił tylko (a może aż) dwa rzuty karne spośród dziesięciu wykonywanych przeciwko Legii w ekstraklasie, czyli popisał się skutecznością na poziomie 20%. Na pokrzepienie i dla przypomnienia można przypomnieć, że Malarz w debiucie w barwach Legii w przegranym 1:3 meczu XX kolejki sezonu 2014/2015 (15 lutego 2015) obronił rzut karny wykonywany przez Macieja Gajosa:

Karny_nr_12_Malarz_broni_strza_Gajosa_legiacom

Źródło: legia.com.

 

Źródła: własne, 90minut.pl, przegladsportowy.pl, sport.dziennik.pl, interia.pl, przegladsportowy.pl, legionisci.com, weszlo.com, ekstraklasa.tv, polsatsport.pl, legia.com.

niedziela, 21 kwietnia 2019
„Eksperci” część 14 – Mario Maloca nie docenił Legii

Mario Maloca, chorwacki defensor Lechii Gdańsk, w sezonie 2016/2017 był pewien o wyższości swojego klubu nad Legią. Wyniki meczów mocno zweryfikowały jego pogląd.

Przed jesiennym meczem sezonu 2016/2017 pomiędzy Legią, a Lechią Gdańsk, stoper lechistów – Mario Maloca powiedział: „Mamy lepszy zespół niż Legia, mamy lepszego trenera i lepszą atmosferę w drużynie. Uważam, że gramy najlepiej w Polsce. Widać to przede wszystkim po ostatnich wynikach. Musimy to kontynuować. Czas na zwycięstwo w Warszawie” (cyt. za: sport.pl). Piłkarz, który z uwagi na swoją dobrą grę był wówczas nazywany „generałem” gdańskiej defensywy, dał się ponieść emocjom i pewności siebie.

Legia rzeczywiście słabo grała jesienią, a ligowe występy łączyła z fazą grupową Ligi Mistrzów. Przed meczem z Lechią zajmowała w ligowej tabeli trzecie miejsce od końca, czyli 14. z dorobkiem 10 punktów (2 zwycięstwa, 2 remisy, 4 porażki, bramki 10:12). Lechia była liderem z 22 punktami (7-1-2, 16:10). Na nieszczęście chorwackiego defensora, mecz z jego klubem był dla Legii debiutem w roli trenera Jacka Magiery. Efekt był niespodziewany. Legia pewnie rozbiła Lechię 3:0, oddając w tym meczu 34 strzały, w tym 16 celnych. Maloca został ukarany w tym meczu żółtą kartką, a według „Przeglądu Sportowego” był „rozkojarzony i spóźniony”.

Maloca_walczy_o_pik_z_Radovicem__sportinteriapl.

Mario Maloca walczy o piłkę z Miroslavem Radovicem.

Źródło: sport.interia.pl.

Wiosną 2017 r., a dokładniej 19 marca, Lechia gościła Legię na własnym stadionie i wydawało się, że tym razem Maloca w pojedynku z Legia będzie miał dużo więcej szczęścia. Po jego bramce w 48. minucie „Biało-zieloni” prowadzili 1:0, ale później Maloca popełnił dwa błędy. W 58. minucie nie upilnował Michała Kucharczyka, który zdobył bramkę wyrównującą, a w 87. minucie wybił piłkę wprost pod nogi Kucharczyka, który strzałem zza pola karnego pokonał Dusana Kuciaka i zapewnił Legii wygraną. Maloca zaliczył swoistą „asystę” i po meczu przepraszał za ten błąd.

Obie drużyny spotkały się jeszcze raz. W grupie mistrzowskiej, w ostatniej kolejce sezonu, przy Łazienkowskiej padł bezbramkowy remis, a oba kluby zachowały swoje miejsca w tabeli. Maloca w meczu z Legią ukarany został żółtą kartką i nie wyróżnił się niczym specjalnym. Legia została mistrzem Polski 2017, a Lechia nie poprawiła 4. miejsca i nie wystąpiła w europejskich pucharach. Lechia ostatecznie straciła do Legi pięć punktów, co oznacza, że przez 27 kolejek (od 10. kolejki) zdobyła 17 punktów mniej od Legii, a przecież Maloca mówił, że Lechia ma lepszy zespół, trenera i atmosferę w drużynie… albo się pomylił, albo mistrzostwo zdobyła gorsza drużyna…

W lipcu 2017 r. Chorwat został wypożyczony do występującego w 2. Bundeslidze – SpVgg Greuther Furth. Przygodę z Lechią zakończył na 60 ligowych występach i 4 golach. Zagrał w pięciu ligowych meczach przeciwko Legii, w których Lechia 1 wygrała i po dwa zremisowała (bilans bramkowy 4:6).

 

Źródła: własne, 90minut.pl, transfermarkt.com, pl.wikipedia.org, sport.interia.pl. A.Dawidziuk, Odmieniona Legia odrabia straty, „Przegląd Sportowy” z dnia 3 października 2016 r., s. 2. „Przegląd Sportowy” z dnia 20 marca 2017 r., s. 3-4.

Marcjanik idzie w ślady Żewłakowa

W sezonie 2016/2017 Michał Marcjanik z Arki Gdynia strzelił aż trzy samobójcze bramki w Ekstraklasie. W ten sposób nawiązał do czterech bramek samobójczych strzelonych przez Michała Żewłakowa dla Legii w różnych rozgrywkach w latach 2011-2013.

Marcjanik jest wychowankiem Arki, a sezon 2016/2017 był jego debiutanckim w Ekstraklasie. Zaprezentował się nadzwyczaj dobrze, jak na 22-latka. Wystąpił w aż 30 meczach, w tym 29 w pełnym wymiarze czasowym, a do tego strzelił 2 gole i aż 3 samobóje.

Marcjanik_po_samobóju_w_Lubinie

Marcjanik po strzeleniu bramki samobójczej w Lubinie.

Źródło: ekstraklasa.tv.

Swoisty samobójczy hat-trick zaczął kompletować pod koniec sezonu zasadniczego. W XXVIII kolejce (8 kwietnia 2017 r.) trafił do własnej bramki w meczu z Pogonią Szczecin (1:5), w XXIX kolejce (17 kwietnia 2017 r.) z Lechią Gdańsk (1:2), a w XXVII kolejce z Zagłębiem Lubin (3:1). Co ciekawe, Marcjanik wszystkie trzy samobóje strzelił w meczach wyjazdowych i w każdym w drugiej połowie. Może wynikało to z braku koncentracji młodego defensora?

Można powiedzieć, że Marcjanik poszedł w ślady Żewłaka, tyle że karierę zaczął od samobójów, którymi były reprezentant Polski karierę kończyć. Gdyby jeszcze Marcjanik poszedł w ślady byłego piłkarza Anderlechtu, Olympiakosu i Legii pod względem prezentowanego poziomu piłkarskiego, to zrobiłby świetną karierę, a reprezentacja Adama Nawałki zyskała solidnego defensora.

 

Źródła: własne, 90minut.pl, ekstraklasa.tv.

Klątwa Probierza

Po meczu Jagiellonia Białystok – Korona Kielce (4:1) w XXV kolejce Ekstraklasy 2016/2017 Michał Probierz ówczesny trener Jagiellonii Białystok powiedział: „Trzeba pogratulować Lechowi dubletu”, a tymczasem Poznaniacy przegrali finał Pucharu Polski, a ligę zakończyli na najniższym stopniu podium.

Początek wiosny Lech rzeczywiście miał znakomity, ale od słów wypowiedzianych przez Probierza 12 marca 2017 r. „Kolejorz” wywalczył 22 punkty (6 zwycięstw, 4 remisy, 2 porażki) – tyle samo, co Lechia Gdańsk, ale mniej niż Legia – 28 punktów (8 zwycięstw, 4 remisy, 0 porażek) i Jagiellonia – 23 punkty (6 zwycięstw, 5 remisów, 1 porażka). Co ciekawe, Probierz wypowiedział cytowane słowa po wygranym meczu, gdy prowadzona przez niego drużyna miała punkt przewagi nad Lechem.

Probierz_podczas_konferencji_prasowej_2017

Źródło: twojmecz.pl.

Można przypuszczać, że celem tej wypowiedzi było zdjęcie presji i oczekiwań z piłkarzy Jagiellonii, a nie realna ocena sytuacji w tabeli, bo przecież „Jaga” była wówczas liderem, a o mistrzostwo walczyła do ostatniej sekundy sezonu! Probierz nie chciał jednak przyznać, że jego klub walczy o mistrzostwo i ma szanse na wygranie ligi. Zapewne z tego powodu powiedział o dublecie Lecha. Później mówił, że o mistrzostw walczą trzy kluby na „L”, a Jaga jest tylko dodatkiem, jak również, że sędziowie pomagają Legii. Takie wypowiedzi akurat w przypadku Probierza nie dziwią.

Wracając do Lecha, to jak na ironię - Probierz pochwalił „Kolejorza” po wygranym wyjazdowym meczu z Arką Gdynia (4:1), a w finale Pucharu Polski Lech przegrał na Stadionie Narodowym z… Arką (1:2)!

Dla klubu z Poznania najlepiej byłoby, gdyby Probierz nie przepowiadał mu sukcesów.

 

Źródła: własne, sportowefakty.wp.pl,90minut.pl, twojmecz.pl.

Jakby się czuli?

W niedzielę 4 czerwca 2017 r. w meczu ostatniej kolejki Ekstraklasy 2016/2017 Lechia Gdańsk walczyła w Warszawie z Legią, a korespondencyjnie z Jagiellonią Białystok i Lechią Gdańsk o Mistrzostwo Polski. Ostatecznie Lechia zakończyła rozgrywki poza podium, ale ciekawe jakby swoją radość okazywało czterech byłych piłkarzy Legii reprezentujących Lechię?

W barwach Lechii wystąpiło czterech piłkarzy, którzy wcześniej reprezentowali barwy Legii. Słowacki bramkarz Dusan Kuciak występował w Legii od jesieni 2011 r. do początku 2016 r. Przez pięć sezonów rozegrał 131 meczów ligowych, wywalczył po trzy Mistrzostwa Polski i Puchary Polski. Dla „Lechistów” przed meczem z Legią rozegrał 16 ligowych meczy będąc silnym punktem zespołu.

Jakub Wawrzyniak występował w Legii od sezonu 2007/2008 do jesieni 2008 r., a następnie od wiosny 2010 r. do jesieni 2014 r. Przez siedem sezonów rozegrał 127 meczów ligowych, w których zdobył siedem bramek. Wywalczył cztery Puchary Polski, dwa Mistrzostwa Polski i Superpuchar Polski. W Lechii od wiosny 2015 r. rozegrał trzy sezony – 77 ligowych meczy.

Wawrzyniak_i_Jędrzejczyk_czerwiec_2017

Jakub Wawrzyniak walczy o piłkę z Arturem Jędrzejczykiem. Kiedyś koledzy z jednej drużyny, teraz walczą po przeciwnych stronach boiska.

Źródło: sport.tvp.pl.

Ariel Borysiuk grał dla Legii przez sześć sezonów – od wiosny 2008 r. do jesieni 2011 r. i od wiosny 2016 r. Rozegrał 103 mecze ligowe, w których zdobył cztery bramki. Wywalczył cztery Puchary Polski i jedno Mistrzostwo Polski. W Lechii grał w sezonie 2014/2015, jesienią 2015 r. i od wiosny 2017 r. Dla „Biało-Zielonych” rozegrał 68 meczy ligowych, w których zdobył trzy bramki.

Czwartym do brydża jest Rafał Wolski, który był związany z Legią od 2008 r. do początku 2013 r. W klubie z Warszawy zadebiutował wiosną 2011 r. i przez dwa sezony rozegrał 25 meczy strzelając w nich sześć goli. Zdobył dwa Puchary Polski. W Lechii gra od początku sezonu 2016/2017 i przed meczem z Legią rozegrał dla niej 33 mecze ligowe, strzelając trzy gole.

Co ciekawe, wszyscy czterej wymienieni piłkarze najwięcej czasu w swoich karierach byli związani z Legią i za wyjątkiem Wolskiego najwięcej ligowych meczy rozegrali właśnie w Legii. Z tego powodu, ciekawe jak wszyscy czterej czują się przyjeżdżając w roli gościa na dobrze im znany stadion w Warszawie. Ciekawe jakby się czuli, gdy zwyciężając nad Legią sięgnęliby po Mistrzostwo Polski? Tego jednak nie dowiemy się przynajmniej do końca kolejnego sezonu.

 

Źródła: własne, 90minut.pl, sport.tvp.pl.

A może zmienić zasady wyboru króla strzelców?

W sezonie 2016/2017 królem strzelców ekstraklasy zostało dwóch piłkarzy – Marcin Robak (Lech Poznań) i Marco Paixao (Lechia Gdańsk), ale patrząc nawet historycznie, to król jest tylko jeden. Może należałoby określić zasady w sposób zapewniający wyłonienie tylko jednego króla strzelców?

Robak i Paixao zdobyli po 18 bramek, ale komentatorzy i eksperci wyżej cenią osiągnięcia Paixao. Przede wszystkim dlatego, że Robak aż 8 goli zdobył z rzutów karnych, a Paixao tylko 4, choć trzeba przyznać, że zaliczył też jedno pudło. Robak rozegrał 37 meczy, co daje średnią 0,49 gola na mecz, zaś Paixao 35 meczy, co daje nieco lepszą średnią – 0,51 gola na mecz.

Królem strzelców ekstraklasy, zgodnie z obowiązującymi przepisami, zostaje piłkarz, który zdobył najwięcej goli. Jeśli jednak największą liczbę goli ma więcej niż jeden piłkarzy, to każdy z nim jest tytułowany królem strzelców.

W belgijskiej Jupiler League przy równej liczbie bramek decyduje liczba goli zdobytych na wyjeździe. Dzięki temu królem strzelców w sezonie 2016/2017 został Łukasz Teodorczyk (Anderlecht Bruksela), a nie Henry Onyekuru (KAS Eupen). Obaj zdobyli po 22 gole, ale Teodorczyk na wyjeździe zdobył 15 goli, a jego rywal 12.

Robak_i_M.Paixao

Źródło: gol24.pl.

A gdyby zastosować taką zasadę w Polsce, to zyskałby Robak, który zdobył na wyjeździe 8 goli, przy 4 golach Paixao. Co ciekawe, obaj napastnicy rywalizowali o koronę także w sezonie 2013/2014. Robak, wówczas piłkarz Piasta Gliwice i Pogoni Szczecin zdobył 22 gole, a Paixao (wtedy Śląsk Wrocław) tylko o jednego mniej. Robak zdobył 6 bramek z rzutów karnych (+ jedno pudło), zaś Paixao 4 (wszystkie „jedenastki”  celne). Na wyjazdach obaj zdobyli po 9 goli.

Osiągnięcie Robaka jest deprecjonowane z uwagi na stosunkowo dużą liczbę bramek zdobytych z rzutów karnych, ale czy słusznie? Przecież każda bramka jest bramką, niezależnie od tego w jaki sposób została zdobyta. A gol z rzutu karnego jest mniej istotny, tylko dlatego, że nie jest golem zdobytym z akcji? Czy można mu przypisać jakąś ułomność? Zdecydowanie nie. Zresztą sposób zdobycia bramki nie ma znaczenia, bo jak mówi stare piłkarskie (choć może i wędkarskie) porzekadło „liczy się to, co jest w sieci”.

Robak jest krytykowany, ale czy jego winą jest, że Lech gra właśnie w taki sposób, który sprzyja rzutom karnym? A sam Robak wykorzystuje nadarzającą się okazję i jest w tym bezbłędny, skoro w sezonie 2016/2017 wykorzystał wszystkie „jedenastki”. Robakowi wypomina się jedenastki, a gdy Robert Lewandowski zabrał się za egzekutora rzutów karnych, to cała piłkarska polska tylko mu przyklasnęła. W końcu zwiększył swoje szanse na liczne nagrody i indywidualne osiągnięcia. Robakowi taką możliwość jednak odbiera się.

Wartościowanie goli nie ma sensu. Przyznawanie większej wartości bramkom z gry niż na przykład bramkom zdobytym ze stałych fragmentów gry, nie prowadzi do niczego dobrego. Można przecież wartościować bramki ze względu na to, czy dają punkty, czy są zdobywane w meczach przegranych. Można przygotować przeliczniki i algorytmy, ale nie dajmy się zwariować!

 

Źródła: własne, 90minut.pl, gol24.pl.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 49
| < Kwiecień 2019 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30          
Tagi