Wpisy z tagiem: śląsk wrocław

czwartek, 16 listopada 2017
Gikiewicz szóstym polskim bramkarzem w Bundeslidze?

Po podpisaniu kontraktu przez Rafała Gikiewicza z SC Freiburg pojawiło się w mediach stwierdzenie, że jest on szóstym polskim bramkarzem w Bundeslidze. Częściowo jest to prawdą, ale nie do końca.

Gikiewicz podpisał kontrakt 5 sierpnia 2016 r. Przeniósł się z drugoligowego Eintrechtu Brunszwik za kwotę 1 miliona euro. W sumie, to nie powinno to dziwić. W Brunszwiku spędził dwa sezony w trakcie których wystąpił w 66 meczach 2. Bundesligi. Wpuścił tylko 75 goli (średnia 1,14 gola na mecz), a w 21 meczach (31,8%) zachował czyste konto. W wywiadzie opublikowanym 8 sierpnia 2016 r. przez weszlo.com bramkarz powiedział m.in. „ostatnio dowiedziałem się też, że jestem szóstym bramkarzem z Polski w Bundeslidze”. Będzie to prawdziwe stwierdzenie, jeśli doprecyzujemy, że Gikiewicz ma szansę zostać szóstym bramkarzem z Polski w Bundeslidze, tzn. szóstym, który rozegra w Bundeslidze co najmniej jeden mecz. W pierwszej lidze niemieckiej co najmniej jeden mecz rozegrało dotychczas pięciu polskich bramkarzy (Aleksander Famuła, Adam Matysek, Jakub Wierzchowski, Łukasz Załuska i Przemysław Tytoń).

16 sierpnia 2016 r. w „Przeglądzie Sportowym” opublikowany został wywiad z Gikiewiczem, w którym red. M. Trela zadał mu pytanie Jest pan dopiero szóstym bramkarzem z Polski, który podpisał kontrakt w 1. Bundeslidze. To duże wyróżnienie?”. Problem w tym, że kontrakty z klubami Bundesligi podpisało wcześniej nie pięciu, a siedmiu polskich bramkarz! Skąd ta różnica? Zapewne stąd, że Tomasz Kuszczak i Tomasz Bobel nie rozegrali w swoich klubach żadnego meczu.

Gikiewicz_kontrakt_z_Freiburgiem_2016

Rafał Gikiewicz po podpisaniu kontraktu z SC Freiburg.

Źródło: seginternational.com.

Pierwszym polskim bramkarzem w Bundeslidze był Aleksander Famuła. Wychowanek Sparty Lubliniec wystąpił w 60 ligowych meczach Górnika Zabrze w latach 1981-1982. „Swego czasu w latach 80. uchodzący za jednego z najbardziej utalentowanych polskich golkiperów. Zawodnik urodzony w Lublińcu do Bundesligi trafił w dość nietypowych okolicznościach. Kiedy jego Górnik Zabrze wracał z tournée po Ameryce Południowej, Famuła na lotnisku we Frankfurcie zdecydował się odłączyć od grupy i zostać w Niemczech.” (cyt. za: laczynaspilka.pl). W Niemczech najpierw występował w SG Heidelberg-Kirchheim, skąd po trzech sezonach przeniósł się do Karlsruher SC. Już w pierwszym sezonie świętował awans do Bundesligi, w której wystąpił w 112 meczach przez pięć sezonów (od 1987/1988 do jesieni 1991). W ostatnim sezonie KSC zajęło 8. miejsce – najwyższe, gdy w klubie był Famuła. Co ciekawe, jego następcą był… Oliver Kahn. Karierę zakończył w FC 08 Homburg.

Drugim Polakiem, który dostąpił meczu w Bundeslidze była Adam Matysek (34A). Po występach w Górniku Wałbrzych, Zagłębiu Wałbrzych i 4,5 sezonie w Śląsku Wrocław trafił do 2. Bundesligi, gdzie przez pięć sezonów konsekwentnie budował swoją markę. Przez trzy sezony występował w SC Fortunie Koeln, a przez dwa sezony w FC Gutersloh. Wystąpił w 118 meczach 2. Bundesligi, w których 138 razy wyjmował piłkę z siatki (średnia: 1,17 gola na mecz), a w 39 meczach był niepokonany (33%). Dobre występy nie mogły zostać niezauważone i za kwotę 1 miliona euro przeniósł się do Bayeru Leverkusen. W sezonie 1998/1999 był podstawowym bramkarzem i wystąpił we wszystkich meczach. W kolejnych sezonach było gorzej – 29 i 15 meczów. Po przygodzie z „Aptekarzami” wrócił do Polski, gdzie występował w Zagłębiu Lubin i RKS Radomsko. Łącznie wystąpił w 136 meczach Ekstraklasy. Jeśli chodzi o Bundesligę to wystąpił w 78 meczach, w których wpuścił 73 gole (średnia: 0.94 gola na mecz), a w 27 meczach zachował czyste konto (34,6%). Matysek w dwóch pierwszych sezonach wywalczył dwa wicemistrzostwa Niemiec, choć drugie z nich ma gorzki smak, bowiem Bayer przed ostatnią kolejką miał 3 punkty przewagi nad Bayernem Monachium. Niestety, „Aptekarze” niespodziewanie przegrali na wyjeździe z Unterhaching 0:2, a Bayern pokonał u siebie Werder Brema 3:1.

Kolejnym polskim bramkarzem w Bundeslidze był Jakub Wierzchowski. Po dwóch dobrych sezonach w Ruchu Chorzów bramkarz uchodzący za duży talent przeszedł za 500 tys. euro do mającego wielkie aspiracje Werderu Brema. Zderzenie z rzeczywistością było bolesne. W pierwszym sezonie Wierzchowski nie wystąpił w żadnym meczu, a w drugim w trzech spotkaniach, w których wpuścił pięć goli (średnia 1,67 gola na mecz), a w żadnym meczu nie zachował czystego konta. W obu sezonach Werder kończył rozgrywki na 6. miejscu. Po nieudanej przygodzie z niemiecką ligą, Wierzchowski wrócił do Polski, gdzie występował w Wiśle Płock, Zagłębiu Sosnowiec, Polonii Bytom i Górniku Łęczna. W Ekstraklasie zaliczył 114 meczów.

Na kolejnego polskiego bramkarza w Bundeslidze, a właściwie kolejnych dwóch bramkarzy trzeba było czekać aż dwanaście lat. W sezonie 2015/2016 barw VfB Stuttgart bronił Przemysław Tytoń (14A), który wystąpił w 30 meczach Bundesligi, ale niewiele pomógł, bowiem klub z miasta Mercedesa z hukiem spadł do 2. Bundesligi. Tytoń wpuścił aż 61 goli (średnia: 2,03 na mecz!) i tylko w czterech spotkaniach zachował czyste konto (13,3%). Czternastokrotny reprezentant Polki przeniósł się do Stuttgartu za 1 mln euro z PSV Eindhoven. Łącznie spędził w Eredivisie (w PSV i Rodzie Kerkrade) aż osiem sezonów. Wcześniej występował w Hermanie Zamość i Górniku Łęczna. Obecnie już drugi sezon przeżywa trudne chwile w Deportivo La Coruna.

W tym samym sezonie bramkarzem SV Dartmstadt 98 był Łukasz Załuska (1A). Po dziesięciu sezonach spędzonych w Scottish Premier League, w tym ośmiu w Celtiku Glasgow, spróbował szczęścia w Niemczech. Podobnie jak w Szkocji… siedział na ławce. Zadebiutował niejako na pożegnanie dopiero w ostatniej kolejce w przegranym 0:2 meczu z Borussią M’Gladbach. Po tej krótkiej przygodzie z Bundesligą wrócił do Polski, a dokładniej do Wisły Kraków. Obecnie występuje w Pogoni Szczecin.

W składach klubów Bundesligi było jeszcze dwóch polskich bramkarzy, którzy jednak nie zagrali w żadnym meczu. Tomasz Bobel przed sezonem 1998/1999 po dwóch sezonach w bramce Śląska Wrocław trafił do 2. Bundesligi do Fortuny Koeln (podobnie jak Matysek), gdzie spędził dwa sezony. Później przez trzy sezony występował w MSV Duisburg, a następnie pięć w Erzgebirge Aue. Wymarzona (i wyczekiwana) oferta z Bundesligi jednak nie przyszła. Wiosną 2009 r. Bobel występował w azerskim Neftczi Baku, a następnie podpisał kontrakt z… Bayerem Leverkusen! W drużynie „Aptekarzy” przez dwa sezony był tylko zmiennikiem Rene Adlera i nie wystąpił w żadnym oficjalnym meczu. Później grał jeszcze, a raczej siedział na ławce, w rezerwach Bayeru. Bobel ma na swoim koncie jeden występ w reprezentacji polski do lat 21. W Bundeslidze nie zagrał, ale za to na drugim poziomie rozgrywkowym zaliczył aż 161 występów.

Drugim polskim bramkarzem w kadrze klubu Bundesligi, który nie doczekał się debiutu był Tomasz Kuszczak (11A). Przed sezonem 1999/2000 zamienił Śląsk Wrocław na KFC Uerdingen, z którego przeniósł się już w następnym sezonie do Herthy Berlin. W klubie ze stolicy Niemiec spędził cztery sezony, ale nie wystąpił w żadnym oficjalnym meczu przegrywając rywalizację o miejsce w składzie z Gaborem Kiraly’m i Christianem Fielderem. W tym czasie Kuszczak wystąpił w 87 meczach rezerw Herthy w Oberlidze. Po niemieckiej przygodzie przeniósł się do Anglii, gdzie występował w Premier League (West Bromwich Albion, Manchester United) i Championship (Watford, Brighton, Wolverhampton, Birmingham).

Gikiewicz ma szansę zostać szóstym polskim bramkarzem, który rozegra mecz w Bundeslidze (po Famule, Matysku, Wierzchowskim, Tytoniu i Załusce), ale na pewno nie jest szóstym polskim bramkarzem z kontraktem w Bundeslidze. Tomaszowie – Kuszczak i Bobel już wcześniej podpisali kontrakty odpowiednio z Herthą Berlin i Bayerem Leverkusen, ale nie zadebiutowali w rozgrywkach Bundesligi. Gikiewicz jest więc ósmym polskim bramkarzem związanym umową z klubem Bundesligi.

A swoją drogą to ciekawe, że w Bundeslidze, która przez wiele lat uchodziła za niezwykle przyjazną polskim piłkarzom, w której wystąpiło ponad stu, a w jednym sezonie nawet kilkunastu Polaków, zagrało tylko pięciu polskich bramkarzy.

Gikiewicz podobnie, jak trzech innych polskich bramkarzy (Matysek, Kuszczak i Bobel) zanim trafił do Niemiec był związany ze Śląskiem Wrocław. Czy to oznacza, że wśród obecnych i przyszłych bramkarzy Śląsk należy upatrywać kandydatów do gry w Bundeslidze? Poza tym, Gikiewicz podobnie jak trzech polskich bramkarzy (Famuła, Matysek, Kuszczak) przeniósł się do Bundesligi bezpośrednio z klubu występującego w 2. Bundeslidze, a dodatkowo Bobel przeniósł się z Azerbejdżanu, ale miał za sobą aż dziesięć sezonów na poziomie 2. Bundesligi.

W chwili publikowania tego wpisu Gikiewicz czeka na debiut w Bundeslidze, ale w przeciwieństwie do Bobela i Kuszczaka ma już na swoim koncie debiut w oficjalnym meczu swojego klubu. W październiku 2017 r. wystąpił w wygranym 3:1 z Dynamem Drezno meczu II rundy Pucharu Niemiec (DFB Pokal). Podstawowym bramkarzem jest jednak Alexander Schwolow. Gikiewicz trenuje i cierpliwie czeka na swoją szansę. Może kolejny występ 20 grudnia 2017 r. w meczu 1/8 finału Pucharu Niemiec z Werderem Brema?

 

Polscy bramkarze w Bundeslidze (stan na dzień 14 listopada 2017 r.):

1.Aleksander Famuła – 112 (Karlsruher SC, 1987-1991).

2.Adam Matysek – 78 (Bayer Leverkusen, 1998-2001).

3.Przemysław Tytoń – 30 (VfB Stuttgart, 2015/2016).

4.Jakub Wierzchowski – 3 (Werder Brema, 2001-2003).

5.Łukasz Załuska – 1 (Darmstadt, 2015/2016).

----------------------------

Tomasz Kuszczak – 0 (Hertha Berlin, 2000-2004).

Tomasz Bobel – 0 (Bayer Leverkusen, 2009-2011).

Łukasz Gikiewicz – 0 (SC Freiburg, 2016-?).

 

Źródła: własne, 90minut.pl, transfermarkt.pl, weszlo.com, przegladsportowy.pl, laczynaspilka.pl, bundesblog.blogspot.com, dfb.de, seginternational.com. Czuję, że piszę historię – wywiad red. M. Treli z Rafałem Gikiewiczem, „Przegląd Sportowy” z dnia 16 sierpnia 2016 r., s. 34.

poniedziałek, 13 listopada 2017
Gwiazdy ekstraklasy lądują w Izraelu

Jeszcze na początku lat dziewięćdziesiątych izraelskiej ligi nikt nie traktował poważniej, a jej poziom nie był zbyt wysoki. Swego czasu grało w niej wielu Polaków. Z czasem w Izraelu pojawiły się większe pieniądze, lepsi piłkarze i awanse mistrza kraju do Ligi Mistrzów! Ekstraklasa zaczęła tracić dystans do ligi izraelskiej, a ostatnio gwiazdy ekstraklasy trafiają do Izraela!

Wprawdzie w latach 2010-2012 w ekstraklasie pojawiło się prawie dziesięciu piłkarzy z Izraela, ale było to związane z większymi pieniędzmi, które polskie kluby otrzymały za sprzedaż praw telewizyjnych. Ponad przeciętność wybił się tylko Maor Melikson i Gruzin Włademir Dwaliszwili. I właśnie Melikson w styczniu 2013 roku odchodził z Wisły Kraków (46 meczów ligowych / 6 goli) do francuskiego Valenciennes za 800 tys. euro jako pewna siebie i skonfliktowana z otoczeniem gwiazda ekstraklasy. We Francji mu nie wyszło (52/4), ale latem 2014 r. nie przyjął oferty Legii i możliwości gry w eliminacjach ligi Mistrzów, tylko wolał wrócić do Hapoelu Beer-Szewa.

W podobnych okolicznościach, jak Melikson odchodził z Legii portugalski napastnik Orlando Sa. Przyznać trzeba, że to świetny napastnik (33/14), ale  jego charakter uniemożliwiał mu współpracę z trenerem Bergiem i kolegami z drużyny. Legia otrzymała za niego 1,5 mln euro. W Reading też długo nie zagrzał miejsca. Rozegrał 19 meczy, w których zdobył 5 bramek. Zasłynął niewykorzystanym karnym w ostatniej minucie debiutu z Birmingham (karnego obronił Tomasz Kuszczak), hat-trickiem w meczu z Ipswich Town i czerwoną kartką w meczu z Derby. W styczniu 2016 r. przeniósł się do Maccabi Hajfa i wiosną rozegrał 10 meczów, w których zdobył 2 gole. Obecnie błyszczy w belgijskim Standardzie Liege.

Orlando_Sa_w_Maccabi_Tel_Awiw

Orlando Sa w barwach Maccabi Tel Awiw.

Źródło: isport.co.il.

Latem 2016 r. czeski pomocnik Kamil Vacek opuścił Piasta Gliwice, ponieważ skończyło się roczne wypożyczenie, a Piast nie było stać na wykupienie zawodnika za kwotę 600 tys. euro. Piłkarzem poważnie był zainteresowany Lech, ale poza zainteresowaniem nie podjął nawet rozmów z czeskim klubem. Szybko okazało się, że „najlepszy piłkarz polskiej ligi” (jak mówił o Vacku selekcjoner czeskiej reprezentacji – Peter Vrba) jest za słaby dla Sparty i podjął treningi z drugoligowym FC Vlasim (!!!), z którym Sparta współpracuje. Zresztą, Vacek to nie pierwszy piłkarz, który tak odbił się od stadionu przy Letnej. Rok wcześniej kontrakt ze Spartą podpisał Marco Paixao. Gwiazda ekstraklasy (57/27), ale w Sparcie prawie wcale nie zaistniał. Tymczasem 9 sierpnia 2016 r. Vacek niespodziewanie podpisał kontrakt z Maccabi Haifa. Kwota transferu wyniosła 350 tys. euro. Pod koniec sierpnia 2017 r. Vacek związał się ze Śląskiem Wrocław.

Kamil_Vacek_Maccabi_Haifa

Kamil Vacek w koszulce Maccabi Haifa.

Źródło: isport.blesk.cz.

W tym samym okienku transferowym (17 sierpnia 2016 r.) kontrakt z Bnei Yehuda Tel Awiw podpisał litewski bramkarz Emilijus Zubas, który nie mógł znaleźć sobie klubu. Zubas po wiośnie 2013 r. był wybierany w różnych plebiscytach i konkursach najlepszym bramkarzem polskiej ligi, ale do tej dyspozycji już nigdy nie powrócił.

Emilijus_Zubas_w_Bnei_Yehuda

Emiljus Zubas w barwach Bnei Yehuda Tel Awiw.

Źródło: sportas.lt.

Kilka dni później Legia awansowała do Ligi Mistrzów, a do ostatnich godzin okienka transferowego ważyły się losy transferu Nemanji Nikolicia. Gdy z transakcji króla strzelców ekstraklasy sezonu 2015/2016 wycofał się Hull City, to Maccabi Tel Awiw zaproponowało 3,5 mln euro za transfer definitywny! I tylko to pokazało przepaść miedzy możliwościami finansowymi polskich i izraelskich klubów. Legia i Lech najwięcej płaciły za piłkarzy 1 mln euro. Maccabi potrzebowało napastnika, bowiem (o czym była mowa już wcześniej) Orlando Sa podpisał kontrakt ze Standardem Liege.

Pół żartem, pół serio można dodać, że wiosną 2016 r. w izraelskiej LigaT HaAL występowała jeszcze jedna „gwiazda” z ekstraklasy. 10 meczów w barwach Maccabi Hajfa rozegrał chorwacki bramkarz Marijan Antolović ;-) Swego czasu Chorwat zapowiadał: „Legia zarobi na mnie miliony”… po prostu Gwiazda!

 

Źródła: własne, 90minut.pl, transfermarkt.de, transfermarkt.pl, sport.pl, przegladsportowy.pl, isport.co.il, isport.blesk.cz, sportas.lt.

niedziela, 21 sierpnia 2016
„Eksperci” część 5 – Borek i Rzeźniczak przeceniają Śląsk Wrocław

W sezonie 2011/2012 Śląsk Wrocław dosyć niespodziewanie sięgnął po Mistrzostwo Polski. W następnym sezonie wywalczył Superpuchar Polski, dotarł do przegranego z Legią (0:2, 1:0) finału Pucharu Polski, a rozgrywki ligowe zakończył na wysokim trzecim miejscu, które zapewnił sobie na dwie kolejki przed końcem rozgrywek. Do Mistrza Polski – Legii stracił aż dwadzieścia punktów, a w ostatniej kolejce został rozbity w Warszawie 5:0, ale red. Mateusz Borek i Jakub Rzeźniczak mieli bardzo pozytywne zdanie o wrocławskim klubie.

Redaktor Mateusz Borek wziął udział w debacie „Przeglądu Sportowego” przed rozpoczęciem sezonu 2013/2014 i powiedział m.in.: „Jeśli Śląsk w takim składzie zajął trzecie miejsce w lidze, to co będzie teraz, kiedy zrobił najciekawsze transfery od wielu lat. Wystarczy, że Dudu zagra tak jak w Widzewie, Hołota nadal będzie się rozwijać, a Paixao zachowa skuteczność z Cypru. Śląsk może przegrać z Lechem, czy Legią, ale mistrzostwo zdobywa się kompletem punktów z tymi słabszymi. Śląsk ma potencjał, by grać o najwyższe lokaty.”. Biorąc pod uwagę, że red. Borek jest pracownikiem Polsatu, który w tamtym czasie był pośrednio właścicielem Śląska Wrocław, to takie wypowiedzi, podobnie jak komentowanie meczów Śląska, należało brać z przymrużeniem oka. Swego czasu Polsat transmitował wszystkie domowe, ligowe mecze Śląska i wszystkie w europejskich pucharach. Czy w takich warunkach można mówić o obiektywizmie? Nieważne. Śląsk miał „potencjał, bo grać o najwyższe lokaty”. Może i miał, ale jak to się skończyło, za chwilę wyjaśnię.

M.Borek_na_tle_Polsatu

Red. M. Borek.

Źródło: teleshow.wp.pl.

Natomiast we wrześniu 2013 r. Jakub Rzeźniczak po wygranym 2:1 ligowym meczu Legii ze Śląskiem powiedział: Spotkamy się jeszcze dwa razy w tym sezonie, bo Śląsk jest dobrym zespołem.. W ten sposób „Rzeźnik” dał do zrozumienia, że Śląsk po zakończeniu rundy zasadniczej zagra w tzw. grupie „mistrzowskiej”, czyli po 30. kolejkach będzie powyżej 9. miejsca w ligowej tabeli. Pudło!

J.Rzeźniczak_z_mikrofonem

Jakub Rzeźniczak.

Źródło: info.sport.pl.

Śląsk grał fatalnie i wbrew temu co mówili red. M. Borek i J. Rzeźniczak, po prostu zawiódł. Po rundzie zasadniczej zajął dopiero dwunaste miejsce! Do ósmego miejsca stracił sześć punktów, a nad strefą spadkową miał tylko pięć punktów przewagi. W rundzie finałowej Śląsk zaczął jednak grać na miarę swoich możliwości i aspiracji i dało mu to 9. miejsce, czyli pierwsze w grupie „spadkowej” (walczącej o miejsca 9-16). A przecież Śląsk to „dobry zespół”, który miał „grać o najwyższe lokaty”…

 

Źródło: Jaka jest nasza liga, „Przegląd Sportowy” z dnia 19 lipca 2013 r., s. 20. A. Dawidziuk, Drużyna Levego zginęła od własnej broni, „Przegląd Sportowy” z dnia 30 września 2013 r., s. 8. 90minut.pl.

wtorek, 19 lipca 2016
UEFA uczyniła sobie z polskich klubów dojną krowę

Jak wyliczył portal weszlo.com polskie kluby w ostatnim czasie z tytułu kar za zachowanie kibiców przekazały europejskiej centrali nieco ponad milion euro (stan na dzień 4 sierpnia 2015 r.).

Weszlo.com wzięło pod uwagę kary z ostatnich dwóch sezonów i kilka bardziej spektakularnych z poprzednich sezonów. Polskie kluby płaciły więc:

Legia Warszawa – 648 tys. euro,

Ruch Chorzów – 200 tys. euro,

Śląsk Wrocław – 125 tys. euro,

Lech Poznań – 80 tys. euro,

Piast Gliwice – 5 tys. euro.

Oczywiście część z tych kar jest zasadna, ale doniesienia medialne wskazują, że polskie kluby są karane także z absurdalnych powodów i można odnieść wrażenie, ze UEFA uwzięła się na polskie kluby. Ciągle słyszymy i czytamy o kolejnych karach, niekiedy za drobne przewinienia. Z drugiej strony chyba nikt szczegółowo nie analizował, czy odwołania polskich klubów są uwzględniane i jak to wygląda w innych państwach.

Część polskich mediów grzmiała (i słusznie), gdy Omonia Nikozja nie została ukarana za transparent swoich kibiców wywieszony podczas meczu z Jagiellonią Białystok – „Nasi dziadkowie gonili was aż do Berlina” z uciekającą swastyką.

Oprawa_kibiców_Omonii_Nikozja

Źródło: sport.interia.pl.

Nie można oprzeć się bowiem wrażeniu, że UEFA stosuje podwójne standardy i kluby z Europy Środkowo-Wschodniej traktuje bardziej restrykcyjnie, pobłażając klubom z najsilniejszych lig. Poza tym, czym jest milion euro dla UEFA, która jak pokazał przykład Michela Platini’ego zdaje się robić wałki na znacznie, znacznie większe kwoty…

Michel_Platini_zdjęcie_07.2016

Źródło: ctvnews.ca.


Źródła: własne, weszlo.com, sport.pl, sport.interia.pl, ctvnews.ca.

niedziela, 17 lipca 2016
Weryfikacje

W czwartek, 23 lipca 2015 r. nastąpiła szybka weryfikacja polskich klubów pod kątem ich zdolności do gry w europejskich pucharach. Na etapie II rundy eliminacyjnej Ligi Europy swój udział z europejskimi rozgrywkami zakończyła Jagiellonia Białystok i Śląsk Wrocław. Pozostała tylko Legia Warszawa i Lech Poznań, który uczestniczy w eliminacjach do Ligi Mistrzów.

Przyznać jednak trzeba, że Jagiellonia i Śląsk wylosowały najtrudniejszych rywali spośród wszystkich z jakimi zmierzyły się polskie kluby w tej edycji europejskich pucharów. Czy to zarzut wobec Lecha i Legii? Nie. Oba najlepsze polskie kluby w ostatnich trzech latach zapracowały sobie na handicap w postaci rozstawienia w początkowych rundach, wcześniejszymi korzystniejszymi występami. Ranking nie wziął się znikąd. „Kolejorz” i „wojskowi” kiedyś byli w podobnej sytuacji, jak „Jaga” i WKS, tylko wyeliminowały silniejszych rywali. Jeśli chodzi o ostatnie pięć lat, które liczy się do rankingu, to Lech zagrał w fazie grupowej Ligi Europy eliminując Dnipro Dnieporopietrowsk i tocząc niesamowite boje z „The Citizens”, Juventusem i Salzburgiem. Legia zagrała jeszcze lepiej, bo w ostatnich czterech sezonach aż trzy razy grała w grupie LE. Drogę do rankingu na miarę pierwszej setki UEFA utorowały jej wyjazdowe zwycięstwa z Gaziantepsporem i sensacyjne ze Spartakiem Moskwa.

„Jaga” i Śląsk odpadły, ale wstydu nie przyniosły odpadając po walce. Z drugiej jednak strony oba kluby w czterech meczach nie odniosły zwycięstwa odnosząc bilans dwóch remisów i dwóch porażek. Co więcej, oba kluby nie strzeliły gola i to już powinno martwić.

IFK_Goeteborg_-_Śląsk_Wrocław_(2:0)_2015

IFK Goeteborg – Śląsk Wrocław (2:0)

Źródło: dolnoslaskie.naszemiasto.pl.

Łączny bilans polskich klubów w tym dniu w pucharach był całkiem niezły – osiem zwycięstw, dwa remisy i dwie porażki, przy bilansie bramkowym 20:4. Tyle tylko, że dwa kluby już odpadły… „W III rundzie eliminacji Ligi Europy zagra tylko Legia. To najmniej, odkąd w 2009 roku LE zastąpiła Puchar UEFA, a do fazy grupowej wiodą cztery rundy.” (cyt. za: sport.pl)

Czy coś może cieszyć? Oczywiście, że tak. Nie chodzi o optymizm i wcześniejsze stwierdzenie, że „Jaga” i WKS wstydu nie przyniosły. Obie drużyny w dwóch pierwszych rundach, podobnie zresztą jak Lech i Legia w swoich występach, wygrały wszystkie mecze. To jest ważne, ponieważ do współczynnika krajowego (federacji) liczy się każdy wynik, a więc każde zwycięstwo nawet w I i II rundzie eliminacji. „Dlatego ciułanie punkcików, mecz za meczem, nawet gdy awans wydaje się pewny, jest bardzo ważne (…) Każdy najmniejszy punkt może być na wagę złota. Niekoniecznie tego samego dnia, niekoniecznie za rok, ale za trzy lata może okazać się decydujący.” (cyt. za: sport.pl). Stąd wyjazdowe zwycięstwa Jagiellonii z Kruoją Pakruojis i Śląska z NK Celje nabierają większego znaczenia. Może kiedyś zabraknie tych małych punktów, aby drugi polski klub wystąpił w eliminacjach Ligi Europy? Tak samo, jak w sezonie 2003/2004 w rankingu UEFA zabrakło Polsce do tego osiągnięcia choćby remisu Groclinu Grodzisk Wielkopolski w dwumeczu z Bordeaux.

 

Źródła: własne, sport.pl, legionisci.com, 90minut.pl, dolnoslaskie.naszemiasto.pl.

wtorek, 18 sierpnia 2015
Kuciak zatrzymał braci Paixao!

W rozegranym w czwartek 5 marca 2015 r. rewanżowym meczu ćwierćfinału Pucharu Polski Legia Warszawa pokonała po rzutach karnych Śląsk Wrocław 3:1. Po dogrywce było 1:1. Bohaterem meczu był bramkarz Legii Dusan Kuciak, który obronił rzuty karne egzekwowane przez braci Paixao.

W wyczynie Kuciaka nie byłoby nic dziwnego, gdyby nie kilka istotnych okoliczności. Obronienie rzutu karnego nie jest łatwą sprawą, dlatego Jan Tomaszewski powtarza, że nie ma rzutów karnych dobrze obronionych, tylko są źle wykonane. Dodatkowo, Kuciak nie jest specjalistą w bronieniu rzutów karnych i zdarza mu się to dosyć rzadko. Ostatnio w październikowym meczu Ligi Europy z Metalistem (1:0) rozegranym w Kijowie.

2015.03.05_Legia_-_Śląsk_Wrocław_PP_-_Kuciak_i_M. Paixao

Dusan Kuciak i Marco Paixao.

Kuciak obronił, ale ważne czyje strzały. Pewni siebie, a wręcz zarozumiali bracia Paixao, poniekąd zostali ukarani za swoją butę. Raczej dotyczy to Marco Paixao, który wiele razy dawał do zrozumienia, że nie ma z kim grać we Wrocławiu. Paixao krytykował swoich kolegów z drużyny, władze Śląska, sędziów, a nawet inne kluby. Tym razem na krytykę zasłużył Marco, a niewykorzystany karny przez jego brata spotęgował to niezadowolenie. Trener Pawłowski bagatelizował pudła Portugalczyków wskazując, że na treningach trafiali, a w meczu już nie.

2015.03.05_Legia_-_Śląsk_Wrocław_PP_-_Kuciak_i_F. Paixao

Dusan Kuciak i Marco Paixao.

Warto dodać, że odkąd Portugalczycy znaleźli się w Śląsku (Marco latem 2013 r., a Flavio wiosną 2014 r.), to polubili strzelanie goli Kuciakowi.

28.09.2013, liga, Legia – Śląsk 2:1, gol Marco,

09.03.2014, liga, Śląsk – Legia 1:1, gol Marco,

13.09.2014, liga, Legia – Śląsk 4:3, gol Flavio,

12.02.2015, puchar, Śląsk – Legia 1:1, gol Marco,

05.03.2015, puchar, Legia – Śląsk 1:1, k. 3:1.

Śląsk w ostatnich pięciu meczach z Legią zdobył siedem bramek, z których cztery zdobyli bracia Paixao (57%).


Źródła: własne, 90minut.pl.

 

*** - jak się później okazało, bracia Paixao dalej postanowili psuć humor Kuciakowi. W kolejnych trzech ligowych meczach w 2015 r. zdobyli wszystkie trzy bramki, które Śląsk strzelił Legii:

08.03.2015, liga, Śląsk – Legia 1:3, gol Marco,

17.05.2015, liga, Śląsk – Legia 1:1, gol Flavio,

19.07.2015, liga, Śląsk – Legia 1:4, gol Flavio.

 

Oznacza to, że bracia Paixao zdobyli siedem goli z dziesięciu, które Śląsk zdobył w ostatnich siedmiu meczach z Legią (70%). Taka regularność może robić wrażenie, choć w najważniejszym momencie, w którym Portugalczycy mogli przybliżyć Śląsk do zdobycia trofeum… zawiedli. Co ciekawe, Śląsk żadnego z tych meczów nie wygrał, cztery zremisował i trzy przegrał.

niedziela, 02 lutego 2014
Słowaccy bramkarze w Ekstraklasie

Na polskich boiskach od kilku już lat w każdym sezonie występuje kilku wyróżniających się bramkarzy. Większość z nich łączy narodowość – słowacka. Co więcej kolejny już sezon to Słowacy są najliczniejszą nacją na pozycji bramkarza polskich klubów występujących w ekstraklasie.

Jesienią w kadrach ekstraklasowych zespołów było ośmiu bramkarzy zagranicznych, a wśród nich aż czterech Słowaków – Dusan Kuciak (Legia), Marian Kelemen (Śląsk), Richard Zajac i Ladislav Rybansky (obaj Podbeskidzie Bielsko-Biała). Jeśli chodzi o pozostałych bramkarzy to reprezentują Bośnię i Hercegowinę (Jasmin Burić, Lech), Chorwację (Matko Perdjić, Cracovia), Łotwę (Pavels Steinbors, Górnik) i Ukrainę (Ołeksij Szlakotin, Korona). Wracając do słowackich golkiperów, to w kadrach pierwszoligowych zespołów jest tylko jeden bramkarz zza granicy i jest nim oczywiście Słowak, a dokładniej Marek Igaz z GKS Tychy.

W zeszłym sezonie w polskich klubach z ekstraklasy broniło jeszcze dwóch słowackich bramkarzy – Michal Pesković w Ruchu Chorzów (wcześniej grał w Polonii Bytom, a łącznie wystąpił w 86 meczach) i Dusan Pernis w Pogoni Szczecin (12 meczy). Nowym nabytkiem z lata jest więc Rybansky, który teraz miał opuścić Podbeskidzie, ale jednak pozostał. Wcześniej w barwach polskich klubów występowali także Jan Mucha (Legia – 95 meczy), Boris Pesković (Świt Nowy Dwór, Pogoń Szczecin i Górnik Zabrze – 66 meczy, a w I lidze Świt, Widzew Łódź, Zagłębie Sosnowiec, Wisła Płock – 67 meczy + 2 barażowe, 1 gol), Ivan Trabalik (Wisła Kraków – 9 meczy) i Juraj Balaż (Polonia Bytom – 1 mecz). W klubach pierwszoligowych występowali natomiast: Lubos Hajduch (Termalica Nieciecza), Pavel Pronaj (Odra Opole, ŁKS Łomża, Znicz Pruszków) i Jakub Giertl (Bogdanka Łęczna).

Jan_Mucha_(Everton)

Jan Mucha – w barwach Evertonu, czyli pamiątka z błędnej decyzji.

Źródło: theawayendblog.wordpress.com.

Dlaczego Słowacy?

Słowaccy bramkarze mają bardzo dobrą opinię w Polsce, co zawdzięczają przede wszystkim Janowi Musze. W latach 2005-2010 rozegrał w barwach Legii 128 oficjalnych meczów, w tym 95 w lidze. Słowackich bramkarzy traktuje się rzeczywiście jako dobrych fachowców, co widać po ich liczbie w Ekstraklasie. Wyróżniają się solidnością i pracowitością, a przede wszystkim nie mają wygórowanych wymagań finansowych, ponieważ liga słowacka niewątpliwie prezentuje niższy poziom niż polska ekstraklasa i krążą w niej znacznie mniejsze pieniądze niż w Polsce. W wywiadzie dla 2x45.com.pl potwierdził to Richard Zajac mówiąc m.in.: „Na pewno na Słowacji wasza liga stawiana jest wyżej od naszej. Jest atrakcyjniejsza. Są lepsze stadiony, jest wielu kibiców... Nie mówię, że na każdym spotkaniu, ale porównując do Słowacji, jest dużo lepiej.” (cyt. za 2x45.com.pl).

 

Naprawdę najlepsi

Warto jeszcze zwrócić uwagę na fakt, że w Polsce grają jedni z najlepszych, o ile nie najlepsi słowaccy bramkarze. Doskonale świadczy o tym kadra Słowacji na jedyną dużą imprezę, na którą kadra tego kraju zakwalifikowała się, czyli na Mistrzostwa Świata w RPA w 2010 r. W kadrze znalazło się trzech bramkarzy. Pierwszym był Jan Mucha, który wówczas kończył swoją przygodę z Legią, natomiast pozostałymi – Kuciak i Pernis, którzy w zeszłym sezonie występowali w polskich klubach. Obecnie pierwszym bramkarzem reprezentacji jest Kuciak. W listopadowym meczu Polska – Słowacja (0:2) z powodu kontuzji Kuciaka bronił jednak Matus Kozacik. Być może któryś z polskich klubów zainteresuje się tym bramkarzem, co nie byłoby niczym nowym. Polskie kluby podążając za dobrą opinią, która przylgnęła do słowackich bramkarzy, przyglądają im się, a także testują. Przykładowo, w lipcu 2011 r. Górnik Zabrze testował Jana Novotę, a rok później GKS Bełchatów testował Pavola Penksę. W grudniu zeszłego roku media obiegła informacja, że Legia interesuje się Martinem Dubravką, ale ten niedawni podpisał kontrakt z duńskim zespołem Esbjerg fB. A wracając jeszcze do Kozacika, to trudno będzie wyciągnąć go z solidnej Viktorii Pilzno.

Boris_Pesković_(trener_bramkarzy_Pogoni_Szczecin)

Boris Pesković – obecnie trener bramkarzy Pogoni Szczecin, a wcześniej pierwszy skruszony w tzw. aferze barażowej. To on ujawnił, że wynik barażu między Świtem Nowy Dwór Mazowiecki a Szczakowianką Jaworzno został „ustawiony”.

Źródło: pogonszczecin.pl.

Bramkarze z Czech

W Polsce grali także bramkarze z Czech, ale było ich znacznie mniej, prezentowali niższy poziom i nie występowali w reprezentacjach narodowych. Inna sprawa, że polska liga dla Czechów, w przeciwieństwie do Słowaków, nie jest atrakcyjna. Z tego też powodu można liczyć, że słowaccy bramkarze występujący w Polsce są najlepsi w swoim kraju, zaś czescy to ci, którzy nie znaleźli miejsca w innych klubach. W każdym razie, w ekstraklasie broniło dwóch czeskich bramkarzy: Michal Vaclavik (Zagłębie Lubin, Górnik Zabrze – 40 meczy) i Ivo Schmucker (Szczakowianka Jaworzno – 8 meczy), a w I lidze – Jakub Kafka (GKS Jastrzębie). Na temat ich postawy lepiej spuścić zasłonę milczenia.

 

Bramkarze obcokrajowcy

Skoro jednak jesteśmy przy obcokrajowcach w bramkach polskich klubów, to warto wspomnieć kilku, którzy wyróżniali się swoimi umiejętnościami:

  • Siergiej Szypowskij (Rosja, Hutnik Kraków, Pogoń Szczecin – 166 meczy)
  • Jasmin Burić (Bośnia i Hercegowica, Lech Poznań – 65 meczy)
  • Sergei Pareiko (Estonia, Wisła Kraków – 64 mecze)
  • Bojan Isailović (Serbia, Zagłębie Lubin – 51 meczy)
  • Emilian Dolha (Rumunia, Wisła Kraków, Lech Poznań – 30 meczy)
  • Radostin Stanew (Bułgaria, Legia Warszawa – 23 mecze)
  • Angelo Hugues (Francja, Wisła Kraków – 18 meczy)
  • Ivan Turina (Chorwacja, Lech Poznań – 12 meczy)

Warto jednak zauważyć, że żaden z nich (oprócz Szypowskiego), nie rozegrał więcej meczów niż Kelemen, Mucha, Kuciak i bracia Pesković. To też o czym świadczy…

 

Jesień 2013 r. w wykonaniu słowackich bramkarzy

O dominacji Słowaków niech świadczy fakt, że jesienią rozegrali łącznie 42 mecze ligowe (Rybansky – 12, Kelemen – 11, Kuciak – 10, Zajac – 9), podczas gdy pozostali bramkarze obcokrajowy wystąpili tylko w 17 meczach, z których i tak 16 rozegrał Steinbors.

We wrześniu 2013 r., po rozegraniu 6. kolejek ekstraklasy 2013/2014 były bramkarz reprezentacji Polski Grzegorz Szamotulski utworzył ranking bramkarzy występujących w ekstraklasie. Zawodników podzielił (trochę z przymrużeniem oka) na trzy kategorie: „kozacy”, „czasem słońce, czasem deszcz” i „leszcze bez perspektywy”. Popularny „Szamo” sklasyfikował tylko dwóch słowackich bramkarzy, bo Kelemen przegrał rywalizację z Gikiewiczem, a Zajac z Rybanskym. Na 1. miejscu rankingu znalazł się Dusan Kuciak (oczywiście w kategorii kozacy). „Uzasadnienie w zasadzie zbyteczne (…) Refleks ma na najwyższym poziomie.”. Na ostatnim miejscu znalazł się Rybansky, o którym „Szamo” napisał: „(…) raczej świadomy, że bronić nie umie (…) Współczuję całej obronie, chyba najlepiej by było, żeby się rzucali pod nogi strzelającego, jak w hokeju, skoro on między słupkami rozwalony jak Wanda w kwiatach... Nic nie umie.” (cyt. za weszlo.com).

 

Bez happy endu

Martwić może jedynie to, że żaden ze słowackich bramkarzy, który trafił do Polski, później nie zrobił większej kariery. Nawet, jeśli rozwinął swoje umiejętności, to nie poszedł za tym rozwój sportowy. Co więcej, tylko jeden ze Słowaków trafił z Polski do znacznie lepszego klubu. To oczywiście jak Mucha, ale jego transfer do Evertonu okazał się porażką, bo popularny Jano był tylko rezerwowym, a po 3 niedanych sezonach spędzonych na Wyspach próbuje swoich sił w rosyjskiej Kyrylii Samarze Sowietow. Boris Pesković w trakcie wędrówki między polskimi klubami trafił do portugalskiej Associação Académica de Coimbra, rumuńskiego CFR Cluj (5 ligowych meczów przez półtora sezonu) i słowackiego 1.FC Tatran Prešov. Jego brat obecnie gra w duńskim Viborg FF, a w trakcie przeprowadzek między polskimi klubami zaliczył epizod w greckim Arisie Saloniki (7 meczów). Pernis, Trabalik i Balaż wrócili na Słowację, z tą tylko różnicą, że Trabalik załapał się na intratne finansowo kontrakty z takimi potęgami jak irański Traktor Sazi Tebriz i cypryjski Áris Lemessoú.

Może jednak to się zmieni. Występujący w Legii Dusan Kuciak miał poważną ofertę ze Standardu Liege, a zainteresowanie jego umiejętnościami podobno wyrażał sztab szkoleniowy Interu Mediolan. Transfer Kuciaka do zagranicznego klubu wydaje się kwestią czasu tak samo, jak transfery innych słowackich bramkarzy do polskiej ligi.

Marian_Kelemen_(Śląsk_Wrocław)

Marian Kelemen – bramkarz z największą liczbą występów w polskiej ekstraklasie spośród słowackich bramkarzy.

Źródło: slaskwroclaw.pl.

 

Słowaccy bramkarze w ekstraklasie:

1. Marian Kelemen (Śląsk) – 98*.

2. Jan Mucha (Legia Warszawa) – 95.

3. Michal Pesković (Polonia Bytom, Ruch Chorzów) – 86.

4. Dusan Kuciak (Legia Warszawa) – 67.

5. Boris Pesković (Świt Nowy Dwór, Pogoń Szczecin i Górnik Zabrze) – 66.

6. Richard Zajac (Podbeskidzie Bielsko-Biała) – 54

7. Ladislav Rybansky (Podbeskidzie Bielsko-Biała) – 12.

7. Dusan Pernis (Pogoń Szczecin) – 12.

9. Ivan Trabalik (Wisła Kraków) – 9.

10. Juraj Balaż (Polonia Bytom) – 1.

* - wyboldowani bramkarze, którzy wciąż występują w polskich klubach.

 

Źródła: własne, 2x45.com.pl, gwizdek24.se.pl, bramkarze.pl, futbolnet.webfactional.com, eswupe.pl, ekstraklasa.tv, sport.pl, 90minut.pl, pl.wikipedia.org, legia.net, legionisci.com, transfermarkt.pl, weszlo.com, theawayendblog.wordpress.com, pogonszczecin.pl, slaskwroclaw.pl. Skarb Kibica. Ekstraklasa. Jesień 2013/2014. Dodatek do Przeglądu Sportowego z dnia 19 lipca 2013 r. Skarb Kibica. Ekstraklasa. Liga Polska. 2013/2014. Dodatek do Przeglądu Sportowego z dnia 26 lipca 2013 r.

piątek, 10 stycznia 2014
Nagrody za 2013 r.

Rok 2013, podobnie jak 2012 nie był dobry dla polskiej piłki. Reprezentacja w słabiutkim stylu nie awansowała do mistrzostw świata w Brazylii i spadła w rankingu FIFA na najniższe w historii – 78. miejsce. Kluby ośmieszyły się w europejskich pucharach. Najwięcej radości przyniosła polskim kibicom „polska” Borussia Dortmund z Robertem Lewandowskim na czele znajdująca swój wyraz w finale Ligi Mistrzów i wielomiesięcznej sadze związanej z transferem „Lewego” do Bayernu Monachium. Największą niespodzianką sprawiła jednak kobieca reprezentacja do lat 17, która wywalczyła mistrzostwo Europy, a także… PZPN, który wystarał się o organizację finału Ligi Europy 2015 na Stadionie Narodowym.

 

Piłkarz roku – ROBERT LEWANDOWSKI

Napastnik Borussi Dortmund po raz trzeci z rzędu został piłkarzem roku i z całą pewnością zasłużył na tą nagrodę. Cztery bramki strzelone w pierwszym meczu półfinałowym Ligi Mistrzów przeciwko Realowi Madryt (4:1) sprawiły, że „Lewy” znalazł się na ustach piłkarskich ekspertów i kibiców, ale przede wszystkim – zapisał się na stałe do historii futbolu. Lewandowski jako pierwszy piłkarz w historii europejskich pucharów strzelił „Królewskim” cztery gole. Christo Stoiczkow powiedział o nim dla „Przeglądu Sportowego”: „Robert pasowałby do Barcelony”, a Gianluca Vialli: „Lewandowski to as!”. „Przegląd Sportowy” stwierdził, że Robert Lewandowski rozegrał najlepsze dwanaście miesięcy w swojej karierze, zaś „Lewy” w wywiadzie dla tego tytułu stwierdził: „To najlepszy rok w mojej karierze. Było wiele momentów, które na długo zapamiętam.”.

W 2013 r. Lewandowski rozegrał 59 oficjalnych spotkań – 10 w reprezentacji i 49 w klubie. Był najbardziej eksploatowanym piłkarzem Bundesligi. Dla Borussi zdobył 36 goli – 25 goli w Bundeslidze (14 wiosną i 11 jesienią), 10 w Lidze Mistrzów (4 Realowi, 3 Marsylii i po 1 Szachtarowi, Maladze i Arsenalowi) i 1 w Pucharze Niemiec. Do tego dorobku dołączył 13 asyst. W plebiscycie UEFA na najlepsze piłkarze Europy zajął 5. miejsce. Znalazł się wśród 23 zawodników nominowanych do „Złotej Piłki” FIFA, a w rankingu magazynu „Four Four Two na 100 najlepszy piłkarzy świata zajął 12. miejsce. Podobnie jak rok wcześniej tylko występy w reprezentacji były dla polskiego napastnika rozczarowujące. Rozegrał 10 meczy, ale zdobył 3 gole, z których tylko bramka przeciwko Czarnogórze została zdobyta z gry.

Robert_Lewandowski

Źródło: niezgrani.pl.

Red. M. Kołodziejczyk napisał o nim: Robert wszedł na poziom od dawna nieosiągalny dla polskich piłkarzy. Jeśli któryś z nich ostatnio przebijał się w silnym europejskim klubie, najczęściej był bramkarzem (…) Teraz mamy jednak wreszcie kogoś, kto strzela gole, rozpala wyobraźnię (…) Lewandowski ma szansę przełamać też inne bariery, wejść do świata niedostępnego dotychczas dla polskich piłkarzy(cyt. za „Rzeczpospolita”). Nic więc dziwnego, że w lipcu 2013 r. „Przegląd Sportowy” uznał „Lewego” za jedynego polskiego piłkarza zasługującego w sezon ie 2012/2013 na klasę światową. Przyznać jednak trzeba, że nie był to do końca udany sezon dla Lewego i Borussi. Klub zdobył wicemistrzostwo Niemiec, ale dotarł do finału Ligi Mistrzów, w którym przegrał z Bayernem (1:2). Na osłodę przyszło zwycięstwo nad Bawarczykami w Superpucharze (4:2), ale w Bundeslidze jesienią, BVB dała się jeszcze wyprzedzić Bayerowi Leverkusen. Wiosną Lewandowski przegrał rywalizację o koronę króla strzelców ze Stefanem Kiesslingiem (Bayer Leverkusen) strzelając w całym sezonie 24 bramki, podczas gdy Kiessling strzelił o jedną więcej. Po rundzie jesiennej „Lewy” jest liderem z 11 golami.

Zwieńczeniem doskonałej gry Lewandowskiego było zainteresowanie jego osobą – Bayernu Monachium, Manchesteru United i Realu Madryt, a nagrodą podpisanie 4 stycznia 2014 r. kontraktu z Bayernem, obowiązującego od 1 lipca 2014 r. A pomyśleć, że Felix Magath powiedział o „Lewym”, gdy ten grał jeszcze w polskiej lidze – „Podobno Robert Lewandowski z Lecha ma kosztować pięć milionów euro. Ja nie mogę tyle wydać. Jaką mam gwarancję, że sprawdzi się w Bundeslidze? Przecież to jeszcze młody i niedoświadczony napastnik.” (cyt. za „Magazynem Sportowym”).

Przyznając nagrodę Lewandowskiemu warto jednak wspomnieć o dwóch pozostałych Polakach występujących w Borussi, bo oni też pracowali na sukces „Lewego”. Błaszczykowski zagrał 56 meczy, w których zdobył 12 bramek i zaliczył 13 asyst. Piszczek z powodu kontuzji biodra pauzował przez pół roku, ale wystąpił w 31 meczach, w których zdobyli 4 gole i zanotował 6 asyst.

 

Obcokrajowiec roku – MARCO PAIXÃO

Portugalczyk Marco Paixão to zdecydowanie najlepszy obcokrajowiec, który występował w 2013 r. w ekstraklasie, ale o uznaniu go za najlepszego nie decydowało CV, tylko zasługi, czyli bramki i świetna gra w barwach wrocławskiego Śląska.

Marco_Paixao

Źródło: lovefootball.pl.

Paixão wystąpił w 28 oficjalnych meczach Śląska i zdobył w nich 16 goli, w ekstraklasie zagrał w 21 meczach, zdobywając 10 goli. W klasyfikacji króla strzelców znajduje się na drugiej pozycji. Skuteczność to ogromny atut Portugalczyka, ale jeszcze większym jest jego technika i inteligencja w grze. Wprawdzie jego gra nie porwała Śląska do jakiejś fantastycznej postawy, ale on sam wyróżnia się na tle pozostałych ligowców.

Nagroda jest przyznawana za cały rok, ale żaden z piłkarzy występujących w ekstraklasie wiosną i jesienią nie wyróżnił się na tyle, aby ją otrzymać. O Paixão można mówić w pewnym stopniu jako o odkryciu, zaskoczeniu, ale prawda jest taka, że wielu ekspertów przewidywało, że ten piłkarz wniesie do Śląska i polskiej ligi dużo dobrego. Tak też się stało i nic dziwnego, że pytają o niego Almeria, Celta, czy Legia.


Odkrycie roku – MATEUSZ ZACHARA 

Podobnie jak rok wcześniej odkryciem roku został piłkarz Górnika Zabrze. Wtedy był to Arkadiusz Milik, a w mijającym roku Mateusz Zachara. Napastnik Górnika zadebiutował w ekstraklasie w maju 2011 r., ale jego talent rozbłysł dopiero w 2013 r. Wiosną Zachara zagrał w 9 meczach prezentował się całkiem nieźle, natomiast jesienią otarł się o miano jednej z gwiazd ekstraklasy. W 21 ligowych meczach strzelił aż 10 goli, co oznacza, że więcej (11) bramek ma na koncie tylko Paweł Brożek.

Mateusz_Zachara

Źródło: sport.fakt.pl.

Zachara zasłużył na nagrodę, bo wyróżnia się skutecznością, walecznością, precyzją, techniką. Portal weszlo.com napisał o nim: „Świetny sezon rozgrywa Mateusz Zachara. (…) Niedługo skończy 24 lata i wciąż widzimy w nim bardziej drugiego Jarkę niż Milika (obyśmy kiedyś się tych słów wstydzili). Zderzenie z prawdziwym futbolem mogłoby być bolesne.”. Zainteresowanie Zacharą wyraża kilka klubów, ale trudno powiedzieć, żeby prezentowały poważny futbol. Należą do nich m.in. Vitesse Arnhem, NEC Nijmegen, Maccabi Hajfa, Botew Płowdiw, a także występująca w Segunda Division – SD Ponferradina. Górnik odrzuca jednak oferty opiewające na pół miliona euro. Zachara ma za sobą rundę życia, ale swoje walory musi potwierdzić wiosną, aby transfer stał się faktem.

Do nagrody pretendował jeszcze Mateusz Klich (PEC Zwolle) i Piotr Parzyszek (De Graafschap), ale to Zachara pojawił się niczym królik z kapelusza. Parzyszek strzela duuuużo bramek, ale drugiej ligi holenderskiej nie warto przyrównywać do polskiej ekstraklasy, co potwierdzili Johan Voskamp i Fred Benson. Klich był już wcześniej znanym piłkarzem i do miana odkrycia mógł pretendować raczej w 2010 r. niż teraz. Miniony rok był raczej powrotem Klicha do poważnej piłki po całkowicie nieudanej przygodzie z Wolfsburgiem.

 

Trener roku – JAN URBAN

Nie mogło być innego wyboru. Drużynę roku prowadził Jan Urban, więc on musiał zostać trenerem roku. Cieniem na ten wybór kładą się – jak przy Legii – rozgrywki europejskie, odpadniecie z Pucharu Polski i sześć ligowych porażek, a w tym wstydliwa porażka z „czerwoną latarnią” ekstraklasy, czyli Podbeskidziem, a także porażki z Ruchem, Zawiszą i dwie porażki z Lechią. Urbanowi można zarzucić, że pod koniec roku stracił kontrolę nad drużyną, porażki przyjmował bez emocji, a „czarny październik” po prostu zaakceptował. Pewnie po części z tych powodów stracił posadę na rzecz Norwego Henninga Berga. Urban nie dostał jednak nagrody za przewinienia. Wiosną zrobił z Legią maszynkę do wygrywania, drużynę, która potrafiła przestraszyć każdego rywala. Początek nowego sezonu też był dynamiczny (12 goli w 3 meczach). Legia Urbana tak jak zapowiadał grała polską wersję tiki-taki. Miała przewagę, stwarzała sytuacje bramkowe, ale ze skutecznością było różnie.

Jan_Urban

Źródło: legia.net.

 

Drużyna roku – LEGIA WARSZAWA

W 2012 roku wyróżniona została męska reprezentacja U-17 za 3. miejsce na mistrzostwach Europy, więc w tym roku nagrodę powinny dostać mistrzynie U-17. Postanowiłem jednak wyróżnić Legię Warszawa po raz drugi (wcześniej w 2011 r.), ponieważ zdominowała polskie rozgrywki klubowe.

Legia_-_Mistrz_Polski_2013

Źródło: wprzerwie.pl.

Legia była najlepszym polskim klubem w 2012 r. Po siedmiu latach przerwy sięgnęła po mistrzostwo Polski i podobnie jak w dwóch poprzednich latach (2011, 2012) także po Puchar Polski. Co więcej, Legia jako jedyny polski klub zagrała w Lidze Europy, choć do ostatniej kolejki broniła się, żeby nie zostać najgorszym klubem w historii tych rozgrywek, mimo że nie grała źle (poza meczem z Lazio u siebie). Po jesiennych ligowych rozgrywkach Legia jest liderem tabeli z przewagą pięciu punktów nad Górnikiem. Cieniem na ich ocenę kładą się wspomniane występy w Lidze Europy, a wliczając eliminacje do Ligi Mistrzów – 9 kolejnych meczów bez zwycięstwa, odpadnięcie z Górnikiem Zabrze w Pucharze Polski i aż 6 ligowych porażek. Nie zmienia to jednak faktu, że w 2013 r. to Legia była najlepszym polskim klubem, który przez długie miesiące grał najskuteczniej i najbardziej efektownie. Trzeba przyznać, że w wielkim stylu Legia wywalczyła dublet po osiemnastu latach przerwy.

 

Specjalne wyróżnienie – kobieca reprezentacja Polski U-17 

Młode Polski niespodziewanie sięgnęły w Szwajcarii po Mistrzostwo Europy do lat17, aEwa Pajor została wybrana na najlepszą zawodniczkę turnieju. Niewątpliwie młode Polski (podobnie jak reprezentacja olimpijska) były promykiem nadziei na reprezentacyjne sukcesy w latach kolejnych.

Polska_U-17_-_Mistrzynie_Europy_2013

Źródło: polandsoccerblog.com

 

Podsumowanie

Każdego z laureatów czekają w 2014 roku zmiany. Lewandowski spełni połowę roku w Dortmundzie, a połowę w Monachium. Paixão prawie na pewno nie zagra roku w barwach Śląska. Zachara może nie dokończyć sezonu przy Roosvelta. Urban nie będzie prowadził Legii, a Legia pod wodzą nowego trenera nie powtórzy wyczynu Urbana, czyli dubletu. Piłkarska karuzela trwa w najlepsze!

 

Źródła: własne, 90minut.pl, eurofutbol.pl, pl.wikipedia.org, niezgrani.pl, lovefootball.pl, sport.fakt.pl, legia.net, wprzerwie.pl, polandsoccerblog.com. Krzyczę, bo lekarz mi kazał – wywiad M. Szmigielskiego z Felixem Magathem, „Magazyn Sportowy”, s. 8. „Przegląd Sportowy” z dnia 29 kwietnia 2013 r., s. 4-5. M. Kołodziejczyk, Robert Lewandowski: samolot startuje, „Rzeczpospolita” z dnia 4-5 maja 2013 r., s. 18-19. „Przegląd Sportowy” z dnia 17 czerwca 2013 r., s. 3. „Przegląd Sportowy” z dnia 1 lipca 2013 r. LB, Pół miliona za Zacharę, „Przegląd Sportowy” z dnia 27 grudnia 2013 r., s. 8. T. Włodarczyk, Robert Lewandowski i długo, długo nic…, „Przegląd Sportowy” z dnia 31 grudnia 2013 r. – 1 stycznia 2014 r., s. 16-17.

czwartek, 15 sierpnia 2013
Ćwielong w Bochum, czyli sprawny menadżer

Wytransferowanie za granicę Piotra Ćwielonga to nie lada sztuka. Sprawny menadżer, a takim niewątpliwie jest Jarosław Kołakowski, ma na swoim koncie liczne sukcesy transferowe i do takich sukcesów, aczkolwiek w mniejszym stopniu zaliczyć można transfer „Pepe” do VfL Bochum. Kołakowski zasłynął transferem Kazimierczaka do Porto, a w tym okienku transferowymn Skorupskiego do AS Roma. Transfer Ćwielonga do klubu zagranicznego (nieważne, że do 2. Bundesligi) to naprawdę wyczyn!

Nie jestem fanem talentu i umiejętności Ćwielonga, ale z całą pewnością nie mogę napisać, że „Pepe” nie potrafi grać w piłkę, ale nie mogę też napisać, że był gwiazdą, piłkarzem porywającym tłumy. Wręcz przeciwnie. Ćwielong przypominam wielu piłkarzy, których wyróżniała szybkość, ale gdy znajdywali się tzw. „sytuacjach bramkowych”, to tracili głowę i zachowywali się, jakby po raz pierwszy w życiu mieli kopnąć piłkę. Ćwielong to taki „jeździec bez głowy” pokroju występującego swego czasu w Legii – Portugalczyka Manu. A Ćwielong brak głowy potwierdził wypowiedzią, że „niedziela, godz. 17, pogoda też nie dopisuje do grania w piłkę”.

Portal weszło.com opisywał Ćwielonga w następujący sposób: „Wielokrotnie z niego kpiliśmy, za głupie wypowiedzi, za rażącą nieskuteczność, ale ostatni sezon (a zwłaszcza rundę wiosenną) miał naprawdę dobry. Osiem goli i dwie asysty to bilans, którego po Ćwielongu mało kto się spodziewał. Tym samym piłkarz Śląska zdublował swój najlepszy dorobek, z sezonu 2007/2008. Żałujemy, że odchodzi akurat w momencie, gdy nauczył się grać.” (cyt. za weszlo.com).

Ćwielong karierę zaczynał w juniorach Ruchu Chorzów. Następnie grał w juniorach Stadionu Śląskiego i powrócił do Ruchu. W pierwszej lidze w barwach „Niebieskich” wystąpił w 107 meczach, w których zdobył 28 bramek. Występował w juniorskich i młodzieżowych reprezentacjach Polski – łącznie w 24 meczach, zdobywając w nich 4 bramki. Nic więc dziwnego, że po (wydawałoby się) utalentowanego gracza sięgnęła Wisła Kraków, jednak transfer do „Białej Gwiazdy” zatrzymał rozwój jego kariery. Popularny „Pepe” stał się etatowym rezerwowym, zresztą nie miał szans na rywalizację o miejsce w pierwszym składzie z Pawłem Brożkiem i Markiem Zieńczukiem. Jesienią 2007 r. zagrał tylko w sześciu meczach. Został wypożyczony do Ruchu, w którym w 25 meczach zdobył tylko 4 gole. Wrócił do Wisły Kraków, w barwach której w sumie rozegrał 36 ligowych meczy (4 gole), zdobywając z nią dwukrotnie mistrzostwo Polski (2008 i 2009). W 2010 r. Śląsk wykupił Ćwielonga za sprawą trenera Ryszarda Tarasiewicza, który był zwolennikiem tego transferu. Z Ćwielongiem wiązano spore nadzieje, których nie spełnił. No, może poza ostatnim sezonem, gdy w 28 ligowych meczach zdobył 8 bramek.

Piotr_Ćwielong_w_barwach_Śląska_Wrocław

Ćwielong w barwach Śląska Wrocław.

Źródło: bundesliga.com.

W zeszłym roku, gdy Śląsk wywalczył mistrzostwo, Ćwielong na boisku pojawiał się marginalnie (16 meczów, 1 gol). Nie należał do ulubieńców Oresta Lenczyka, którego nazywał „panem od W-F”. Nic więc dziwnego, że po zakończeniu sezonu mógł szukać nowego pracodawcy. Rozpoczął treningi z Polonią Warszawa, ale w jednym z meczów sparingowych doznał kontuzji i opuścił zgrupowanie w Gutowie Małym.

Ćwielong był na wylocie ze Śląska przed sezonem (dogadał się po jego rozpoczęciu) i po sezonie właściwie też. Klub zaczął się nim interesować w ostatnim miesiącu przed wygaśnięciem kontraktu tylko dlatego, że „Pepe” zaliczył najlepszą rundę w swoim życiu. Prezes Piotr Waśniewski mówił jednak, że Ćwielong zachował się mało uczciwie nie wybierając oferty Śląska. A „Pepe” postawił sprawę jasno: „Naprawdę byliśmy blisko [porozumienia – przyp. autor bloga]. Ale wybrałem Niemcy. Stwierdziłem, że to jest klub, w którym mam szansę się rozwinąć, który ma plan, aby w ciągu dwóch lat awansować do 1. Bundesligi (…) Jak­bym do­stał taką pro­po­zy­cję w stycz­niu, nie roz­ma­wia­li­by­śmy teraz o Bo­chum. Tre­ner Levy już zimą dawał sy­gna­ły pre­ze­so­wi, żeby prze­dłu­żyć ze mną umowę. Myślę, że wtedy na sto pro­cent bym to zro­bił.” (cyt. za eurosport.onet.pl). Wrocławskie wydanie „Gazety Wyborczej” uznało, że Ćwielong był największym objawieniem Śląska w mijającym sezonie uzasadniając to w następujący sposób: „ma za sobą najlepszą rundę w życiu - został najlepszym strzelcem zespołu (8 goli), zdobył dla niego masę ważnych bramek, w ofensywie prezentował skuteczność dotąd niespotykaną” (cyt. za sport.pl). Łącznie w ekstraklasie w barwach trzech klubów rozegrał 143 mecze, w których zdobył tylko 20 bramek. A opieszałość i niezdecydowanie władz Śląska sprawiły, że Dolny Śląsk oprócz Ćwielonga opuścił także Tomasz Jodłowiec i Marcin Kowalczyk.

Bochum zajęło w minionym sezonie 14. miejsce, ale cały czas ma apetytu na awans do Bundesligi. Ćwielong powiedział więc: „Cieszę się na nowe wyzwania i występy w 2. Bundeslidze. VfL Bochum to klub ze sporą renomą w Polsce” (cyt. za eurosport.pl). Zresztą Ćwielong musi zmierzyć się z historią występów polskich piłkarzy w tym klubie. Henryk Bałuszyński, Tomasz Wałdoch i Tomasz Zdebel nie byli przypadkowymi piłkarzami i zawiesili Ćwielongowi poprzeczkę dosyć wysoko. A przecież w Bochum grali także Marcin Mięciel, Andrzej Rudy i Andrzej Iwan. Menadżer piłkarza Jarosław Kołakowski dodał natomiast: „Piotrek podpisał kontrakt aż na cztery lata, mam nadzieję, że w tym czasie Bochum zdoła wywalczyć awans.” (cyt. za weszlo.com).

Piotr_Ćwielong_w_barwach_VfL_Bochum

Ćwielong w barwach VfL Bochum 1848.

Źródło: bundesliga.com.

W Bochum są bardzo zadowoleni z Ćwielonga i aż trudno uwierzyć w słowa cytowane przez polskie media. Trener Peter Neururer narzekał na słabą dyspozycję swoich piłkarzy w ofensywie a komentując transfer Ćwielonga powiedział m.in. „To dynamiczny piłkarz, który bardzo dobrze radzi sobie w sytuacjach jeden na jeden (…) Dzięki niemu będziemy mieli więcej wariantów w ofensywie” (cyt. za eurosport.onet.pl). Natomiast jeden z włodarzy klubu, Heinz Knuewe powiedział: „Obserwowaliśmy Ćwielonga od dłuższego czasu. Pokazał swoją klasę w Polsce, a także na międzynarodowej arenie. Jesteśmy bardzo zadowoleni, że wybrał właśnie nas.” (cyt. za eurosport.onet.pl).

Początek sezonu „Pepe” ma jednak całkiem dobry. W 1. kolejce 2. Bundesligi Bochum wygrało w Berlinie z 1. FC Unionem 2:1, a Ćwielong zebrał pochlebne recenzje. W 2. kolejce Bochum zremisowało z Dynemem Drezno na własnym stadionie 1:1, a Ćwielong zaliczył asystę. Jeszcze lepiej był w następnym meczu będącym I rundą Pucharu Niemiec. Bochum wygrało na wyjeździe z bahlinger SC 3:1, a Ćwielong zdobył dwa gole! W 3. kolejce Bochum przegrało wyjazdowy mecz z FSV Frankfurt 1899 (0:1), a Ćwielong w 85. minucie otrzymał drugą żółtą i w konsekwencji czerwoną kartkę. Trzeba przyznać, że jak na początek sezonu, to „Pepe” zaliczył niezłe otwarcie. Ciekawe, kiedy zacznie irytować kibiców Bochum, bo to tylko kwestia czasu.

 

Źródła:własne, 90minut.pl, pl.wikipedia.org, tuwroclaw.com, ksppolonia.pl, eurosport.onet.pl, sport.pl, weszlo.com, bundesliga.com.

niedziela, 04 sierpnia 2013
Warszawska Starówka, popielniczka i… Club Brugge KV

W dniu dzisiejszym na warszawskiej Starówce w trakcie oczekiwania na zamówienie kelner przyniósł popielniczkę i nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że popielniczka miała trzy herby Club Brugge KV, czyli aktualnego rywala Śląska Wrocław w III rundzie kwalifikacyjnej Ligi Europy.

Popielniczka_Club_Brugge_KV

Nie podejrzewam właściciela, czy kelnerów tej restauracji o złośliwość, antypatię do Śląska, czy swoisty regionalny „patriotyzm”. Pewnie nawet nie zdają sobie sprawy, że taka zwykła popielniczka, dla innych wcale nie musi być taka zwykła. Pewnie nie ma w tym takiej złośliwości, jak choćby w Hiszpanii, gdy Real grał z Juventusem w finale Ligi Mistrzów, a mieniący się tytułem antymadridistów zakładali koszulki… Juve! Ale, żeby nie szukać dalej, to podobnie jak w zeszłym roku na finale Polskiej Ligi Futbolu Amerykańskiego najbardziej (spośród teoretycznie neutralnych kibiców) rywali Warsaw Eagles wspierali kibice ich lokalnych przeciwników, czyli Warsaw Spartans. Widać, że wzorce piłkarskie dosięgają także inne dyscypliny sportu.

Wracając do rywalizacji między Śląskiem a Club Brugge KV, to można powiedzieć, że apetyt rośnie w miarę jedzenia i po niespodziewanym zwycięstwie we Wrocławiu, piłkarze i kibice Śląska zaczynają myśleć o awansie, który wcześniej wydawał się niemożliwym. Swoją drogą podobnie jak w rywalizacji poznańskiego Kolejorza z Żalgirisem Wilno.

Gol_Sebino_Plaku_z_Club_Brugge_KV

Sebino Plaku za chwilę przelobuje bramkarza gości – Mathewa Ryana i zdobędzie jedyną bramkę pierwszego meczu.

Źródło: sportowefakty.pl.

Club Brugge KV został założony 1 listopada 1891 r. Barwy klubu są niebiesko-białe a swoje mecze drużyna z Brugii rozgrywa na Jan Breydelstadion (29.042 miejsc). Do największych sukcesów klubu należą: 13 mistrzostw Belgii (ostatnie w 2005 r.), 20 wicemistrzostw Belgii, 10 Pucharów Belgii (ostatni w 2007 r.), 6 finałów Pucharów Belgii, 13 Superpucharów Belgii (ostatni w 2005 r.). W rozgrywkach europejskich Club Brugge KV dwukrotnie docierał do finału i dwukrotnie przegrywał z FC Liverpool. W sezonie 1975/1976 w finale Pucharu UEFA przegrał z „The Reds” 2:3 i 1:1, choć w pierwszym wyjazdowym meczu prowadził 2:0 do 59 min., a następnie stracił trzy gole w sześć minut! W drugiej próbie wywalczenia europejskiego trofeum – w sezonie 1977/1978 Club Brugge KV przegrał na Wembley w finale Pucharu Europy Mistrzów Krajowych z Liverpoolem 0:1.

W przeszłości w tym klubie występowali Antoni Szymanowski (w latach 1981-1984, 51 ligowych meczy) i Tomasz Dziubiński (1991-1994, 48 ligowych meczy, 11 goli). Zimą 2012 r. bliski przejścia do klubu z Brugii była Ariel Borysiuk (wówczas Legia Warszawa), ale ostatecznie wybrał 1. FC Kaiserslautern.

Club Brugge KV w europejskich pucharach spotykał się z polskimi klubami trzykrotnie. W sezonie 1978/1979 odpadł w I rundzie Pucharu Europy z Wisłą Kraków (2:1, 1:3), ale kolejne dwie rywalizacje rozstrzygnął na swoją korzyść. W sezonie 1991/1992 łatwo uporał się z GKS Katowice w II rundzie nieistniejącego już Pucharu Zdobywców Pucharów (1:0, 3:0), zaś w sezonie 2009/2010 w IV rundzie kwalifikacyjnej do Ligi Europy wygrał z Lechem Poznań dopiero po rzutach karnych (0:1, 1:0 k. 4:3). Wliczając w to ostatnią porażkę ze Śląskiem Wrocław (0:1) bilans Club Brugge KV z polskimi klubami wcale nie jest imponujący – 7 meczów, 4 zwycięstwa, 3 remisy i bramki 8:6.

Natomiast w historii meczów polsko-belgijskich w europejskich pucharach tylko w czterech spośród dwunastu dwumeczów polskie kluby eliminowały Belgów. Dwukrotnie Legia (KSV Waregem i Royal Standard de Liège), Wisła (Club Brugge, o czym mowa wyżej) i właśnie Śląsk, który tylko raz rywalizował z klubem belgijskim, ale za to skutecznie. W sezonie 1975/1976 w II rundzie Pucharu UEFA wrocławianie wyeliminowali Royal Antwerp FC (1:1, 2:1). Czemu nie powtórzyć tego wyczynu i utrzeć nosa (raczej pewnym siebie) Belgom?

 

Źródła: własne, 90minut.pl, sportowefakty.pl, pl.wikipedia.org.

 
1 , 2 , 3
| < Listopad 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30      
Tagi