Wpisy z tagiem: śląsk wrocław

niedziela, 21 sierpnia 2016
„Eksperci” część 5 – Borek i Rzeźniczak przeceniają Śląsk Wrocław

W sezonie 2011/2012 Śląsk Wrocław dosyć niespodziewanie sięgnął po Mistrzostwo Polski. W następnym sezonie wywalczył Superpuchar Polski, dotarł do przegranego z Legią (0:2, 1:0) finału Pucharu Polski, a rozgrywki ligowe zakończył na wysokim trzecim miejscu, które zapewnił sobie na dwie kolejki przed końcem rozgrywek. Do Mistrza Polski – Legii stracił aż dwadzieścia punktów, a w ostatniej kolejce został rozbity w Warszawie 5:0, ale red. Mateusz Borek i Jakub Rzeźniczak mieli bardzo pozytywne zdanie o wrocławskim klubie.

Redaktor Mateusz Borek wziął udział w debacie „Przeglądu Sportowego” przed rozpoczęciem sezonu 2013/2014 i powiedział m.in.: „Jeśli Śląsk w takim składzie zajął trzecie miejsce w lidze, to co będzie teraz, kiedy zrobił najciekawsze transfery od wielu lat. Wystarczy, że Dudu zagra tak jak w Widzewie, Hołota nadal będzie się rozwijać, a Paixao zachowa skuteczność z Cypru. Śląsk może przegrać z Lechem, czy Legią, ale mistrzostwo zdobywa się kompletem punktów z tymi słabszymi. Śląsk ma potencjał, by grać o najwyższe lokaty.”. Biorąc pod uwagę, że red. Borek jest pracownikiem Polsatu, który w tamtym czasie był pośrednio właścicielem Śląska Wrocław, to takie wypowiedzi, podobnie jak komentowanie meczów Śląska, należało brać z przymrużeniem oka. Swego czasu Polsat transmitował wszystkie domowe, ligowe mecze Śląska i wszystkie w europejskich pucharach. Czy w takich warunkach można mówić o obiektywizmie? Nieważne. Śląsk miał „potencjał, bo grać o najwyższe lokaty”. Może i miał, ale jak to się skończyło, za chwilę wyjaśnię.

M.Borek_na_tle_Polsatu

Red. M. Borek.

Źródło: teleshow.wp.pl.

Natomiast we wrześniu 2013 r. Jakub Rzeźniczak po wygranym 2:1 ligowym meczu Legii ze Śląskiem powiedział: Spotkamy się jeszcze dwa razy w tym sezonie, bo Śląsk jest dobrym zespołem.. W ten sposób „Rzeźnik” dał do zrozumienia, że Śląsk po zakończeniu rundy zasadniczej zagra w tzw. grupie „mistrzowskiej”, czyli po 30. kolejkach będzie powyżej 9. miejsca w ligowej tabeli. Pudło!

J.Rzeźniczak_z_mikrofonem

Jakub Rzeźniczak.

Źródło: info.sport.pl.

Śląsk grał fatalnie i wbrew temu co mówili red. M. Borek i J. Rzeźniczak, po prostu zawiódł. Po rundzie zasadniczej zajął dopiero dwunaste miejsce! Do ósmego miejsca stracił sześć punktów, a nad strefą spadkową miał tylko pięć punktów przewagi. W rundzie finałowej Śląsk zaczął jednak grać na miarę swoich możliwości i aspiracji i dało mu to 9. miejsce, czyli pierwsze w grupie „spadkowej” (walczącej o miejsca 9-16). A przecież Śląsk to „dobry zespół”, który miał „grać o najwyższe lokaty”…

 

Źródło: Jaka jest nasza liga, „Przegląd Sportowy” z dnia 19 lipca 2013 r., s. 20. A. Dawidziuk, Drużyna Levego zginęła od własnej broni, „Przegląd Sportowy” z dnia 30 września 2013 r., s. 8. 90minut.pl.

wtorek, 19 lipca 2016
UEFA uczyniła sobie z polskich klubów dojną krowę

Jak wyliczył portal weszlo.com polskie kluby w ostatnim czasie z tytułu kar za zachowanie kibiców przekazały europejskiej centrali nieco ponad milion euro (stan na dzień 4 sierpnia 2015 r.).

Weszlo.com wzięło pod uwagę kary z ostatnich dwóch sezonów i kilka bardziej spektakularnych z poprzednich sezonów. Polskie kluby płaciły więc:

Legia Warszawa – 648 tys. euro,

Ruch Chorzów – 200 tys. euro,

Śląsk Wrocław – 125 tys. euro,

Lech Poznań – 80 tys. euro,

Piast Gliwice – 5 tys. euro.

Oczywiście część z tych kar jest zasadna, ale doniesienia medialne wskazują, że polskie kluby są karane także z absurdalnych powodów i można odnieść wrażenie, ze UEFA uwzięła się na polskie kluby. Ciągle słyszymy i czytamy o kolejnych karach, niekiedy za drobne przewinienia. Z drugiej strony chyba nikt szczegółowo nie analizował, czy odwołania polskich klubów są uwzględniane i jak to wygląda w innych państwach.

Część polskich mediów grzmiała (i słusznie), gdy Omonia Nikozja nie została ukarana za transparent swoich kibiców wywieszony podczas meczu z Jagiellonią Białystok – „Nasi dziadkowie gonili was aż do Berlina” z uciekającą swastyką.

Oprawa_kibiców_Omonii_Nikozja

Źródło: sport.interia.pl.

Nie można oprzeć się bowiem wrażeniu, że UEFA stosuje podwójne standardy i kluby z Europy Środkowo-Wschodniej traktuje bardziej restrykcyjnie, pobłażając klubom z najsilniejszych lig. Poza tym, czym jest milion euro dla UEFA, która jak pokazał przykład Michela Platini’ego zdaje się robić wałki na znacznie, znacznie większe kwoty…

Michel_Platini_zdjęcie_07.2016

Źródło: ctvnews.ca.


Źródła: własne, weszlo.com, sport.pl, sport.interia.pl, ctvnews.ca.

niedziela, 17 lipca 2016
Weryfikacje

W czwartek, 23 lipca 2015 r. nastąpiła szybka weryfikacja polskich klubów pod kątem ich zdolności do gry w europejskich pucharach. Na etapie II rundy eliminacyjnej Ligi Europy swój udział z europejskimi rozgrywkami zakończyła Jagiellonia Białystok i Śląsk Wrocław. Pozostała tylko Legia Warszawa i Lech Poznań, który uczestniczy w eliminacjach do Ligi Mistrzów.

Przyznać jednak trzeba, że Jagiellonia i Śląsk wylosowały najtrudniejszych rywali spośród wszystkich z jakimi zmierzyły się polskie kluby w tej edycji europejskich pucharów. Czy to zarzut wobec Lecha i Legii? Nie. Oba najlepsze polskie kluby w ostatnich trzech latach zapracowały sobie na handicap w postaci rozstawienia w początkowych rundach, wcześniejszymi korzystniejszymi występami. Ranking nie wziął się znikąd. „Kolejorz” i „wojskowi” kiedyś byli w podobnej sytuacji, jak „Jaga” i WKS, tylko wyeliminowały silniejszych rywali. Jeśli chodzi o ostatnie pięć lat, które liczy się do rankingu, to Lech zagrał w fazie grupowej Ligi Europy eliminując Dnipro Dnieporopietrowsk i tocząc niesamowite boje z „The Citizens”, Juventusem i Salzburgiem. Legia zagrała jeszcze lepiej, bo w ostatnich czterech sezonach aż trzy razy grała w grupie LE. Drogę do rankingu na miarę pierwszej setki UEFA utorowały jej wyjazdowe zwycięstwa z Gaziantepsporem i sensacyjne ze Spartakiem Moskwa.

„Jaga” i Śląsk odpadły, ale wstydu nie przyniosły odpadając po walce. Z drugiej jednak strony oba kluby w czterech meczach nie odniosły zwycięstwa odnosząc bilans dwóch remisów i dwóch porażek. Co więcej, oba kluby nie strzeliły gola i to już powinno martwić.

IFK_Goeteborg_-_Śląsk_Wrocław_(2:0)_2015

IFK Goeteborg – Śląsk Wrocław (2:0)

Źródło: dolnoslaskie.naszemiasto.pl.

Łączny bilans polskich klubów w tym dniu w pucharach był całkiem niezły – osiem zwycięstw, dwa remisy i dwie porażki, przy bilansie bramkowym 20:4. Tyle tylko, że dwa kluby już odpadły… „W III rundzie eliminacji Ligi Europy zagra tylko Legia. To najmniej, odkąd w 2009 roku LE zastąpiła Puchar UEFA, a do fazy grupowej wiodą cztery rundy.” (cyt. za: sport.pl)

Czy coś może cieszyć? Oczywiście, że tak. Nie chodzi o optymizm i wcześniejsze stwierdzenie, że „Jaga” i WKS wstydu nie przyniosły. Obie drużyny w dwóch pierwszych rundach, podobnie zresztą jak Lech i Legia w swoich występach, wygrały wszystkie mecze. To jest ważne, ponieważ do współczynnika krajowego (federacji) liczy się każdy wynik, a więc każde zwycięstwo nawet w I i II rundzie eliminacji. „Dlatego ciułanie punkcików, mecz za meczem, nawet gdy awans wydaje się pewny, jest bardzo ważne (…) Każdy najmniejszy punkt może być na wagę złota. Niekoniecznie tego samego dnia, niekoniecznie za rok, ale za trzy lata może okazać się decydujący.” (cyt. za: sport.pl). Stąd wyjazdowe zwycięstwa Jagiellonii z Kruoją Pakruojis i Śląska z NK Celje nabierają większego znaczenia. Może kiedyś zabraknie tych małych punktów, aby drugi polski klub wystąpił w eliminacjach Ligi Europy? Tak samo, jak w sezonie 2003/2004 w rankingu UEFA zabrakło Polsce do tego osiągnięcia choćby remisu Groclinu Grodzisk Wielkopolski w dwumeczu z Bordeaux.

 

Źródła: własne, sport.pl, legionisci.com, 90minut.pl, dolnoslaskie.naszemiasto.pl.

wtorek, 18 sierpnia 2015
Kuciak zatrzymał braci Paixao!

W rozegranym w czwartek 5 marca 2015 r. rewanżowym meczu ćwierćfinału Pucharu Polski Legia Warszawa pokonała po rzutach karnych Śląsk Wrocław 3:1. Po dogrywce było 1:1. Bohaterem meczu był bramkarz Legii Dusan Kuciak, który obronił rzuty karne egzekwowane przez braci Paixao.

W wyczynie Kuciaka nie byłoby nic dziwnego, gdyby nie kilka istotnych okoliczności. Obronienie rzutu karnego nie jest łatwą sprawą, dlatego Jan Tomaszewski powtarza, że nie ma rzutów karnych dobrze obronionych, tylko są źle wykonane. Dodatkowo, Kuciak nie jest specjalistą w bronieniu rzutów karnych i zdarza mu się to dosyć rzadko. Ostatnio w październikowym meczu Ligi Europy z Metalistem (1:0) rozegranym w Kijowie.

2015.03.05_Legia_-_Śląsk_Wrocław_PP_-_Kuciak_i_M. Paixao

Dusan Kuciak i Marco Paixao.

Kuciak obronił, ale ważne czyje strzały. Pewni siebie, a wręcz zarozumiali bracia Paixao, poniekąd zostali ukarani za swoją butę. Raczej dotyczy to Marco Paixao, który wiele razy dawał do zrozumienia, że nie ma z kim grać we Wrocławiu. Paixao krytykował swoich kolegów z drużyny, władze Śląska, sędziów, a nawet inne kluby. Tym razem na krytykę zasłużył Marco, a niewykorzystany karny przez jego brata spotęgował to niezadowolenie. Trener Pawłowski bagatelizował pudła Portugalczyków wskazując, że na treningach trafiali, a w meczu już nie.

2015.03.05_Legia_-_Śląsk_Wrocław_PP_-_Kuciak_i_F. Paixao

Dusan Kuciak i Marco Paixao.

Warto dodać, że odkąd Portugalczycy znaleźli się w Śląsku (Marco latem 2013 r., a Flavio wiosną 2014 r.), to polubili strzelanie goli Kuciakowi.

28.09.2013, liga, Legia – Śląsk 2:1, gol Marco,

09.03.2014, liga, Śląsk – Legia 1:1, gol Marco,

13.09.2014, liga, Legia – Śląsk 4:3, gol Flavio,

12.02.2015, puchar, Śląsk – Legia 1:1, gol Marco,

05.03.2015, puchar, Legia – Śląsk 1:1, k. 3:1.

Śląsk w ostatnich pięciu meczach z Legią zdobył siedem bramek, z których cztery zdobyli bracia Paixao (57%).


Źródła: własne, 90minut.pl.

 

*** - jak się później okazało, bracia Paixao dalej postanowili psuć humor Kuciakowi. W kolejnych trzech ligowych meczach w 2015 r. zdobyli wszystkie trzy bramki, które Śląsk strzelił Legii:

08.03.2015, liga, Śląsk – Legia 1:3, gol Marco,

17.05.2015, liga, Śląsk – Legia 1:1, gol Flavio,

19.07.2015, liga, Śląsk – Legia 1:4, gol Flavio.

 

Oznacza to, że bracia Paixao zdobyli siedem goli z dziesięciu, które Śląsk zdobył w ostatnich siedmiu meczach z Legią (70%). Taka regularność może robić wrażenie, choć w najważniejszym momencie, w którym Portugalczycy mogli przybliżyć Śląsk do zdobycia trofeum… zawiedli. Co ciekawe, Śląsk żadnego z tych meczów nie wygrał, cztery zremisował i trzy przegrał.

niedziela, 02 lutego 2014
Słowaccy bramkarze w Ekstraklasie

Na polskich boiskach od kilku już lat w każdym sezonie występuje kilku wyróżniających się bramkarzy. Większość z nich łączy narodowość – słowacka. Co więcej kolejny już sezon to Słowacy są najliczniejszą nacją na pozycji bramkarza polskich klubów występujących w ekstraklasie.

Jesienią w kadrach ekstraklasowych zespołów było ośmiu bramkarzy zagranicznych, a wśród nich aż czterech Słowaków – Dusan Kuciak (Legia), Marian Kelemen (Śląsk), Richard Zajac i Ladislav Rybansky (obaj Podbeskidzie Bielsko-Biała). Jeśli chodzi o pozostałych bramkarzy to reprezentują Bośnię i Hercegowinę (Jasmin Burić, Lech), Chorwację (Matko Perdjić, Cracovia), Łotwę (Pavels Steinbors, Górnik) i Ukrainę (Ołeksij Szlakotin, Korona). Wracając do słowackich golkiperów, to w kadrach pierwszoligowych zespołów jest tylko jeden bramkarz zza granicy i jest nim oczywiście Słowak, a dokładniej Marek Igaz z GKS Tychy.

W zeszłym sezonie w polskich klubach z ekstraklasy broniło jeszcze dwóch słowackich bramkarzy – Michal Pesković w Ruchu Chorzów (wcześniej grał w Polonii Bytom, a łącznie wystąpił w 86 meczach) i Dusan Pernis w Pogoni Szczecin (12 meczy). Nowym nabytkiem z lata jest więc Rybansky, który teraz miał opuścić Podbeskidzie, ale jednak pozostał. Wcześniej w barwach polskich klubów występowali także Jan Mucha (Legia – 95 meczy), Boris Pesković (Świt Nowy Dwór, Pogoń Szczecin i Górnik Zabrze – 66 meczy, a w I lidze Świt, Widzew Łódź, Zagłębie Sosnowiec, Wisła Płock – 67 meczy + 2 barażowe, 1 gol), Ivan Trabalik (Wisła Kraków – 9 meczy) i Juraj Balaż (Polonia Bytom – 1 mecz). W klubach pierwszoligowych występowali natomiast: Lubos Hajduch (Termalica Nieciecza), Pavel Pronaj (Odra Opole, ŁKS Łomża, Znicz Pruszków) i Jakub Giertl (Bogdanka Łęczna).

Jan_Mucha_(Everton)

Jan Mucha – w barwach Evertonu, czyli pamiątka z błędnej decyzji.

Źródło: theawayendblog.wordpress.com.

Dlaczego Słowacy?

Słowaccy bramkarze mają bardzo dobrą opinię w Polsce, co zawdzięczają przede wszystkim Janowi Musze. W latach 2005-2010 rozegrał w barwach Legii 128 oficjalnych meczów, w tym 95 w lidze. Słowackich bramkarzy traktuje się rzeczywiście jako dobrych fachowców, co widać po ich liczbie w Ekstraklasie. Wyróżniają się solidnością i pracowitością, a przede wszystkim nie mają wygórowanych wymagań finansowych, ponieważ liga słowacka niewątpliwie prezentuje niższy poziom niż polska ekstraklasa i krążą w niej znacznie mniejsze pieniądze niż w Polsce. W wywiadzie dla 2x45.com.pl potwierdził to Richard Zajac mówiąc m.in.: „Na pewno na Słowacji wasza liga stawiana jest wyżej od naszej. Jest atrakcyjniejsza. Są lepsze stadiony, jest wielu kibiców... Nie mówię, że na każdym spotkaniu, ale porównując do Słowacji, jest dużo lepiej.” (cyt. za 2x45.com.pl).

 

Naprawdę najlepsi

Warto jeszcze zwrócić uwagę na fakt, że w Polsce grają jedni z najlepszych, o ile nie najlepsi słowaccy bramkarze. Doskonale świadczy o tym kadra Słowacji na jedyną dużą imprezę, na którą kadra tego kraju zakwalifikowała się, czyli na Mistrzostwa Świata w RPA w 2010 r. W kadrze znalazło się trzech bramkarzy. Pierwszym był Jan Mucha, który wówczas kończył swoją przygodę z Legią, natomiast pozostałymi – Kuciak i Pernis, którzy w zeszłym sezonie występowali w polskich klubach. Obecnie pierwszym bramkarzem reprezentacji jest Kuciak. W listopadowym meczu Polska – Słowacja (0:2) z powodu kontuzji Kuciaka bronił jednak Matus Kozacik. Być może któryś z polskich klubów zainteresuje się tym bramkarzem, co nie byłoby niczym nowym. Polskie kluby podążając za dobrą opinią, która przylgnęła do słowackich bramkarzy, przyglądają im się, a także testują. Przykładowo, w lipcu 2011 r. Górnik Zabrze testował Jana Novotę, a rok później GKS Bełchatów testował Pavola Penksę. W grudniu zeszłego roku media obiegła informacja, że Legia interesuje się Martinem Dubravką, ale ten niedawni podpisał kontrakt z duńskim zespołem Esbjerg fB. A wracając jeszcze do Kozacika, to trudno będzie wyciągnąć go z solidnej Viktorii Pilzno.

Boris_Pesković_(trener_bramkarzy_Pogoni_Szczecin)

Boris Pesković – obecnie trener bramkarzy Pogoni Szczecin, a wcześniej pierwszy skruszony w tzw. aferze barażowej. To on ujawnił, że wynik barażu między Świtem Nowy Dwór Mazowiecki a Szczakowianką Jaworzno został „ustawiony”.

Źródło: pogonszczecin.pl.

Bramkarze z Czech

W Polsce grali także bramkarze z Czech, ale było ich znacznie mniej, prezentowali niższy poziom i nie występowali w reprezentacjach narodowych. Inna sprawa, że polska liga dla Czechów, w przeciwieństwie do Słowaków, nie jest atrakcyjna. Z tego też powodu można liczyć, że słowaccy bramkarze występujący w Polsce są najlepsi w swoim kraju, zaś czescy to ci, którzy nie znaleźli miejsca w innych klubach. W każdym razie, w ekstraklasie broniło dwóch czeskich bramkarzy: Michal Vaclavik (Zagłębie Lubin, Górnik Zabrze – 40 meczy) i Ivo Schmucker (Szczakowianka Jaworzno – 8 meczy), a w I lidze – Jakub Kafka (GKS Jastrzębie). Na temat ich postawy lepiej spuścić zasłonę milczenia.

 

Bramkarze obcokrajowcy

Skoro jednak jesteśmy przy obcokrajowcach w bramkach polskich klubów, to warto wspomnieć kilku, którzy wyróżniali się swoimi umiejętnościami:

  • Siergiej Szypowskij (Rosja, Hutnik Kraków, Pogoń Szczecin – 166 meczy)
  • Jasmin Burić (Bośnia i Hercegowica, Lech Poznań – 65 meczy)
  • Sergei Pareiko (Estonia, Wisła Kraków – 64 mecze)
  • Bojan Isailović (Serbia, Zagłębie Lubin – 51 meczy)
  • Emilian Dolha (Rumunia, Wisła Kraków, Lech Poznań – 30 meczy)
  • Radostin Stanew (Bułgaria, Legia Warszawa – 23 mecze)
  • Angelo Hugues (Francja, Wisła Kraków – 18 meczy)
  • Ivan Turina (Chorwacja, Lech Poznań – 12 meczy)

Warto jednak zauważyć, że żaden z nich (oprócz Szypowskiego), nie rozegrał więcej meczów niż Kelemen, Mucha, Kuciak i bracia Pesković. To też o czym świadczy…

 

Jesień 2013 r. w wykonaniu słowackich bramkarzy

O dominacji Słowaków niech świadczy fakt, że jesienią rozegrali łącznie 42 mecze ligowe (Rybansky – 12, Kelemen – 11, Kuciak – 10, Zajac – 9), podczas gdy pozostali bramkarze obcokrajowy wystąpili tylko w 17 meczach, z których i tak 16 rozegrał Steinbors.

We wrześniu 2013 r., po rozegraniu 6. kolejek ekstraklasy 2013/2014 były bramkarz reprezentacji Polski Grzegorz Szamotulski utworzył ranking bramkarzy występujących w ekstraklasie. Zawodników podzielił (trochę z przymrużeniem oka) na trzy kategorie: „kozacy”, „czasem słońce, czasem deszcz” i „leszcze bez perspektywy”. Popularny „Szamo” sklasyfikował tylko dwóch słowackich bramkarzy, bo Kelemen przegrał rywalizację z Gikiewiczem, a Zajac z Rybanskym. Na 1. miejscu rankingu znalazł się Dusan Kuciak (oczywiście w kategorii kozacy). „Uzasadnienie w zasadzie zbyteczne (…) Refleks ma na najwyższym poziomie.”. Na ostatnim miejscu znalazł się Rybansky, o którym „Szamo” napisał: „(…) raczej świadomy, że bronić nie umie (…) Współczuję całej obronie, chyba najlepiej by było, żeby się rzucali pod nogi strzelającego, jak w hokeju, skoro on między słupkami rozwalony jak Wanda w kwiatach... Nic nie umie.” (cyt. za weszlo.com).

 

Bez happy endu

Martwić może jedynie to, że żaden ze słowackich bramkarzy, który trafił do Polski, później nie zrobił większej kariery. Nawet, jeśli rozwinął swoje umiejętności, to nie poszedł za tym rozwój sportowy. Co więcej, tylko jeden ze Słowaków trafił z Polski do znacznie lepszego klubu. To oczywiście jak Mucha, ale jego transfer do Evertonu okazał się porażką, bo popularny Jano był tylko rezerwowym, a po 3 niedanych sezonach spędzonych na Wyspach próbuje swoich sił w rosyjskiej Kyrylii Samarze Sowietow. Boris Pesković w trakcie wędrówki między polskimi klubami trafił do portugalskiej Associação Académica de Coimbra, rumuńskiego CFR Cluj (5 ligowych meczów przez półtora sezonu) i słowackiego 1.FC Tatran Prešov. Jego brat obecnie gra w duńskim Viborg FF, a w trakcie przeprowadzek między polskimi klubami zaliczył epizod w greckim Arisie Saloniki (7 meczów). Pernis, Trabalik i Balaż wrócili na Słowację, z tą tylko różnicą, że Trabalik załapał się na intratne finansowo kontrakty z takimi potęgami jak irański Traktor Sazi Tebriz i cypryjski Áris Lemessoú.

Może jednak to się zmieni. Występujący w Legii Dusan Kuciak miał poważną ofertę ze Standardu Liege, a zainteresowanie jego umiejętnościami podobno wyrażał sztab szkoleniowy Interu Mediolan. Transfer Kuciaka do zagranicznego klubu wydaje się kwestią czasu tak samo, jak transfery innych słowackich bramkarzy do polskiej ligi.

Marian_Kelemen_(Śląsk_Wrocław)

Marian Kelemen – bramkarz z największą liczbą występów w polskiej ekstraklasie spośród słowackich bramkarzy.

Źródło: slaskwroclaw.pl.

 

Słowaccy bramkarze w ekstraklasie:

1. Marian Kelemen (Śląsk) – 98*.

2. Jan Mucha (Legia Warszawa) – 95.

3. Michal Pesković (Polonia Bytom, Ruch Chorzów) – 86.

4. Dusan Kuciak (Legia Warszawa) – 67.

5. Boris Pesković (Świt Nowy Dwór, Pogoń Szczecin i Górnik Zabrze) – 66.

6. Richard Zajac (Podbeskidzie Bielsko-Biała) – 54

7. Ladislav Rybansky (Podbeskidzie Bielsko-Biała) – 12.

7. Dusan Pernis (Pogoń Szczecin) – 12.

9. Ivan Trabalik (Wisła Kraków) – 9.

10. Juraj Balaż (Polonia Bytom) – 1.

* - wyboldowani bramkarze, którzy wciąż występują w polskich klubach.

 

Źródła: własne, 2x45.com.pl, gwizdek24.se.pl, bramkarze.pl, futbolnet.webfactional.com, eswupe.pl, ekstraklasa.tv, sport.pl, 90minut.pl, pl.wikipedia.org, legia.net, legionisci.com, transfermarkt.pl, weszlo.com, theawayendblog.wordpress.com, pogonszczecin.pl, slaskwroclaw.pl. Skarb Kibica. Ekstraklasa. Jesień 2013/2014. Dodatek do Przeglądu Sportowego z dnia 19 lipca 2013 r. Skarb Kibica. Ekstraklasa. Liga Polska. 2013/2014. Dodatek do Przeglądu Sportowego z dnia 26 lipca 2013 r.

piątek, 10 stycznia 2014
Nagrody za 2013 r.

Rok 2013, podobnie jak 2012 nie był dobry dla polskiej piłki. Reprezentacja w słabiutkim stylu nie awansowała do mistrzostw świata w Brazylii i spadła w rankingu FIFA na najniższe w historii – 78. miejsce. Kluby ośmieszyły się w europejskich pucharach. Najwięcej radości przyniosła polskim kibicom „polska” Borussia Dortmund z Robertem Lewandowskim na czele znajdująca swój wyraz w finale Ligi Mistrzów i wielomiesięcznej sadze związanej z transferem „Lewego” do Bayernu Monachium. Największą niespodzianką sprawiła jednak kobieca reprezentacja do lat 17, która wywalczyła mistrzostwo Europy, a także… PZPN, który wystarał się o organizację finału Ligi Europy 2015 na Stadionie Narodowym.

 

Piłkarz roku – ROBERT LEWANDOWSKI

Napastnik Borussi Dortmund po raz trzeci z rzędu został piłkarzem roku i z całą pewnością zasłużył na tą nagrodę. Cztery bramki strzelone w pierwszym meczu półfinałowym Ligi Mistrzów przeciwko Realowi Madryt (4:1) sprawiły, że „Lewy” znalazł się na ustach piłkarskich ekspertów i kibiców, ale przede wszystkim – zapisał się na stałe do historii futbolu. Lewandowski jako pierwszy piłkarz w historii europejskich pucharów strzelił „Królewskim” cztery gole. Christo Stoiczkow powiedział o nim dla „Przeglądu Sportowego”: „Robert pasowałby do Barcelony”, a Gianluca Vialli: „Lewandowski to as!”. „Przegląd Sportowy” stwierdził, że Robert Lewandowski rozegrał najlepsze dwanaście miesięcy w swojej karierze, zaś „Lewy” w wywiadzie dla tego tytułu stwierdził: „To najlepszy rok w mojej karierze. Było wiele momentów, które na długo zapamiętam.”.

W 2013 r. Lewandowski rozegrał 59 oficjalnych spotkań – 10 w reprezentacji i 49 w klubie. Był najbardziej eksploatowanym piłkarzem Bundesligi. Dla Borussi zdobył 36 goli – 25 goli w Bundeslidze (14 wiosną i 11 jesienią), 10 w Lidze Mistrzów (4 Realowi, 3 Marsylii i po 1 Szachtarowi, Maladze i Arsenalowi) i 1 w Pucharze Niemiec. Do tego dorobku dołączył 13 asyst. W plebiscycie UEFA na najlepsze piłkarze Europy zajął 5. miejsce. Znalazł się wśród 23 zawodników nominowanych do „Złotej Piłki” FIFA, a w rankingu magazynu „Four Four Two na 100 najlepszy piłkarzy świata zajął 12. miejsce. Podobnie jak rok wcześniej tylko występy w reprezentacji były dla polskiego napastnika rozczarowujące. Rozegrał 10 meczy, ale zdobył 3 gole, z których tylko bramka przeciwko Czarnogórze została zdobyta z gry.

Robert_Lewandowski

Źródło: niezgrani.pl.

Red. M. Kołodziejczyk napisał o nim: Robert wszedł na poziom od dawna nieosiągalny dla polskich piłkarzy. Jeśli któryś z nich ostatnio przebijał się w silnym europejskim klubie, najczęściej był bramkarzem (…) Teraz mamy jednak wreszcie kogoś, kto strzela gole, rozpala wyobraźnię (…) Lewandowski ma szansę przełamać też inne bariery, wejść do świata niedostępnego dotychczas dla polskich piłkarzy(cyt. za „Rzeczpospolita”). Nic więc dziwnego, że w lipcu 2013 r. „Przegląd Sportowy” uznał „Lewego” za jedynego polskiego piłkarza zasługującego w sezon ie 2012/2013 na klasę światową. Przyznać jednak trzeba, że nie był to do końca udany sezon dla Lewego i Borussi. Klub zdobył wicemistrzostwo Niemiec, ale dotarł do finału Ligi Mistrzów, w którym przegrał z Bayernem (1:2). Na osłodę przyszło zwycięstwo nad Bawarczykami w Superpucharze (4:2), ale w Bundeslidze jesienią, BVB dała się jeszcze wyprzedzić Bayerowi Leverkusen. Wiosną Lewandowski przegrał rywalizację o koronę króla strzelców ze Stefanem Kiesslingiem (Bayer Leverkusen) strzelając w całym sezonie 24 bramki, podczas gdy Kiessling strzelił o jedną więcej. Po rundzie jesiennej „Lewy” jest liderem z 11 golami.

Zwieńczeniem doskonałej gry Lewandowskiego było zainteresowanie jego osobą – Bayernu Monachium, Manchesteru United i Realu Madryt, a nagrodą podpisanie 4 stycznia 2014 r. kontraktu z Bayernem, obowiązującego od 1 lipca 2014 r. A pomyśleć, że Felix Magath powiedział o „Lewym”, gdy ten grał jeszcze w polskiej lidze – „Podobno Robert Lewandowski z Lecha ma kosztować pięć milionów euro. Ja nie mogę tyle wydać. Jaką mam gwarancję, że sprawdzi się w Bundeslidze? Przecież to jeszcze młody i niedoświadczony napastnik.” (cyt. za „Magazynem Sportowym”).

Przyznając nagrodę Lewandowskiemu warto jednak wspomnieć o dwóch pozostałych Polakach występujących w Borussi, bo oni też pracowali na sukces „Lewego”. Błaszczykowski zagrał 56 meczy, w których zdobył 12 bramek i zaliczył 13 asyst. Piszczek z powodu kontuzji biodra pauzował przez pół roku, ale wystąpił w 31 meczach, w których zdobyli 4 gole i zanotował 6 asyst.

 

Obcokrajowiec roku – MARCO PAIXÃO

Portugalczyk Marco Paixão to zdecydowanie najlepszy obcokrajowiec, który występował w 2013 r. w ekstraklasie, ale o uznaniu go za najlepszego nie decydowało CV, tylko zasługi, czyli bramki i świetna gra w barwach wrocławskiego Śląska.

Marco_Paixao

Źródło: lovefootball.pl.

Paixão wystąpił w 28 oficjalnych meczach Śląska i zdobył w nich 16 goli, w ekstraklasie zagrał w 21 meczach, zdobywając 10 goli. W klasyfikacji króla strzelców znajduje się na drugiej pozycji. Skuteczność to ogromny atut Portugalczyka, ale jeszcze większym jest jego technika i inteligencja w grze. Wprawdzie jego gra nie porwała Śląska do jakiejś fantastycznej postawy, ale on sam wyróżnia się na tle pozostałych ligowców.

Nagroda jest przyznawana za cały rok, ale żaden z piłkarzy występujących w ekstraklasie wiosną i jesienią nie wyróżnił się na tyle, aby ją otrzymać. O Paixão można mówić w pewnym stopniu jako o odkryciu, zaskoczeniu, ale prawda jest taka, że wielu ekspertów przewidywało, że ten piłkarz wniesie do Śląska i polskiej ligi dużo dobrego. Tak też się stało i nic dziwnego, że pytają o niego Almeria, Celta, czy Legia.


Odkrycie roku – MATEUSZ ZACHARA 

Podobnie jak rok wcześniej odkryciem roku został piłkarz Górnika Zabrze. Wtedy był to Arkadiusz Milik, a w mijającym roku Mateusz Zachara. Napastnik Górnika zadebiutował w ekstraklasie w maju 2011 r., ale jego talent rozbłysł dopiero w 2013 r. Wiosną Zachara zagrał w 9 meczach prezentował się całkiem nieźle, natomiast jesienią otarł się o miano jednej z gwiazd ekstraklasy. W 21 ligowych meczach strzelił aż 10 goli, co oznacza, że więcej (11) bramek ma na koncie tylko Paweł Brożek.

Mateusz_Zachara

Źródło: sport.fakt.pl.

Zachara zasłużył na nagrodę, bo wyróżnia się skutecznością, walecznością, precyzją, techniką. Portal weszlo.com napisał o nim: „Świetny sezon rozgrywa Mateusz Zachara. (…) Niedługo skończy 24 lata i wciąż widzimy w nim bardziej drugiego Jarkę niż Milika (obyśmy kiedyś się tych słów wstydzili). Zderzenie z prawdziwym futbolem mogłoby być bolesne.”. Zainteresowanie Zacharą wyraża kilka klubów, ale trudno powiedzieć, żeby prezentowały poważny futbol. Należą do nich m.in. Vitesse Arnhem, NEC Nijmegen, Maccabi Hajfa, Botew Płowdiw, a także występująca w Segunda Division – SD Ponferradina. Górnik odrzuca jednak oferty opiewające na pół miliona euro. Zachara ma za sobą rundę życia, ale swoje walory musi potwierdzić wiosną, aby transfer stał się faktem.

Do nagrody pretendował jeszcze Mateusz Klich (PEC Zwolle) i Piotr Parzyszek (De Graafschap), ale to Zachara pojawił się niczym królik z kapelusza. Parzyszek strzela duuuużo bramek, ale drugiej ligi holenderskiej nie warto przyrównywać do polskiej ekstraklasy, co potwierdzili Johan Voskamp i Fred Benson. Klich był już wcześniej znanym piłkarzem i do miana odkrycia mógł pretendować raczej w 2010 r. niż teraz. Miniony rok był raczej powrotem Klicha do poważnej piłki po całkowicie nieudanej przygodzie z Wolfsburgiem.

 

Trener roku – JAN URBAN

Nie mogło być innego wyboru. Drużynę roku prowadził Jan Urban, więc on musiał zostać trenerem roku. Cieniem na ten wybór kładą się – jak przy Legii – rozgrywki europejskie, odpadniecie z Pucharu Polski i sześć ligowych porażek, a w tym wstydliwa porażka z „czerwoną latarnią” ekstraklasy, czyli Podbeskidziem, a także porażki z Ruchem, Zawiszą i dwie porażki z Lechią. Urbanowi można zarzucić, że pod koniec roku stracił kontrolę nad drużyną, porażki przyjmował bez emocji, a „czarny październik” po prostu zaakceptował. Pewnie po części z tych powodów stracił posadę na rzecz Norwego Henninga Berga. Urban nie dostał jednak nagrody za przewinienia. Wiosną zrobił z Legią maszynkę do wygrywania, drużynę, która potrafiła przestraszyć każdego rywala. Początek nowego sezonu też był dynamiczny (12 goli w 3 meczach). Legia Urbana tak jak zapowiadał grała polską wersję tiki-taki. Miała przewagę, stwarzała sytuacje bramkowe, ale ze skutecznością było różnie.

Jan_Urban

Źródło: legia.net.

 

Drużyna roku – LEGIA WARSZAWA

W 2012 roku wyróżniona została męska reprezentacja U-17 za 3. miejsce na mistrzostwach Europy, więc w tym roku nagrodę powinny dostać mistrzynie U-17. Postanowiłem jednak wyróżnić Legię Warszawa po raz drugi (wcześniej w 2011 r.), ponieważ zdominowała polskie rozgrywki klubowe.

Legia_-_Mistrz_Polski_2013

Źródło: wprzerwie.pl.

Legia była najlepszym polskim klubem w 2012 r. Po siedmiu latach przerwy sięgnęła po mistrzostwo Polski i podobnie jak w dwóch poprzednich latach (2011, 2012) także po Puchar Polski. Co więcej, Legia jako jedyny polski klub zagrała w Lidze Europy, choć do ostatniej kolejki broniła się, żeby nie zostać najgorszym klubem w historii tych rozgrywek, mimo że nie grała źle (poza meczem z Lazio u siebie). Po jesiennych ligowych rozgrywkach Legia jest liderem tabeli z przewagą pięciu punktów nad Górnikiem. Cieniem na ich ocenę kładą się wspomniane występy w Lidze Europy, a wliczając eliminacje do Ligi Mistrzów – 9 kolejnych meczów bez zwycięstwa, odpadnięcie z Górnikiem Zabrze w Pucharze Polski i aż 6 ligowych porażek. Nie zmienia to jednak faktu, że w 2013 r. to Legia była najlepszym polskim klubem, który przez długie miesiące grał najskuteczniej i najbardziej efektownie. Trzeba przyznać, że w wielkim stylu Legia wywalczyła dublet po osiemnastu latach przerwy.

 

Specjalne wyróżnienie – kobieca reprezentacja Polski U-17 

Młode Polski niespodziewanie sięgnęły w Szwajcarii po Mistrzostwo Europy do lat17, aEwa Pajor została wybrana na najlepszą zawodniczkę turnieju. Niewątpliwie młode Polski (podobnie jak reprezentacja olimpijska) były promykiem nadziei na reprezentacyjne sukcesy w latach kolejnych.

Polska_U-17_-_Mistrzynie_Europy_2013

Źródło: polandsoccerblog.com

 

Podsumowanie

Każdego z laureatów czekają w 2014 roku zmiany. Lewandowski spełni połowę roku w Dortmundzie, a połowę w Monachium. Paixão prawie na pewno nie zagra roku w barwach Śląska. Zachara może nie dokończyć sezonu przy Roosvelta. Urban nie będzie prowadził Legii, a Legia pod wodzą nowego trenera nie powtórzy wyczynu Urbana, czyli dubletu. Piłkarska karuzela trwa w najlepsze!

 

Źródła: własne, 90minut.pl, eurofutbol.pl, pl.wikipedia.org, niezgrani.pl, lovefootball.pl, sport.fakt.pl, legia.net, wprzerwie.pl, polandsoccerblog.com. Krzyczę, bo lekarz mi kazał – wywiad M. Szmigielskiego z Felixem Magathem, „Magazyn Sportowy”, s. 8. „Przegląd Sportowy” z dnia 29 kwietnia 2013 r., s. 4-5. M. Kołodziejczyk, Robert Lewandowski: samolot startuje, „Rzeczpospolita” z dnia 4-5 maja 2013 r., s. 18-19. „Przegląd Sportowy” z dnia 17 czerwca 2013 r., s. 3. „Przegląd Sportowy” z dnia 1 lipca 2013 r. LB, Pół miliona za Zacharę, „Przegląd Sportowy” z dnia 27 grudnia 2013 r., s. 8. T. Włodarczyk, Robert Lewandowski i długo, długo nic…, „Przegląd Sportowy” z dnia 31 grudnia 2013 r. – 1 stycznia 2014 r., s. 16-17.

czwartek, 15 sierpnia 2013
Ćwielong w Bochum, czyli sprawny menadżer

Wytransferowanie za granicę Piotra Ćwielonga to nie lada sztuka. Sprawny menadżer, a takim niewątpliwie jest Jarosław Kołakowski, ma na swoim koncie liczne sukcesy transferowe i do takich sukcesów, aczkolwiek w mniejszym stopniu zaliczyć można transfer „Pepe” do VfL Bochum. Kołakowski zasłynął transferem Kazimierczaka do Porto, a w tym okienku transferowymn Skorupskiego do AS Roma. Transfer Ćwielonga do klubu zagranicznego (nieważne, że do 2. Bundesligi) to naprawdę wyczyn!

Nie jestem fanem talentu i umiejętności Ćwielonga, ale z całą pewnością nie mogę napisać, że „Pepe” nie potrafi grać w piłkę, ale nie mogę też napisać, że był gwiazdą, piłkarzem porywającym tłumy. Wręcz przeciwnie. Ćwielong przypominam wielu piłkarzy, których wyróżniała szybkość, ale gdy znajdywali się tzw. „sytuacjach bramkowych”, to tracili głowę i zachowywali się, jakby po raz pierwszy w życiu mieli kopnąć piłkę. Ćwielong to taki „jeździec bez głowy” pokroju występującego swego czasu w Legii – Portugalczyka Manu. A Ćwielong brak głowy potwierdził wypowiedzią, że „niedziela, godz. 17, pogoda też nie dopisuje do grania w piłkę”.

Portal weszło.com opisywał Ćwielonga w następujący sposób: „Wielokrotnie z niego kpiliśmy, za głupie wypowiedzi, za rażącą nieskuteczność, ale ostatni sezon (a zwłaszcza rundę wiosenną) miał naprawdę dobry. Osiem goli i dwie asysty to bilans, którego po Ćwielongu mało kto się spodziewał. Tym samym piłkarz Śląska zdublował swój najlepszy dorobek, z sezonu 2007/2008. Żałujemy, że odchodzi akurat w momencie, gdy nauczył się grać.” (cyt. za weszlo.com).

Ćwielong karierę zaczynał w juniorach Ruchu Chorzów. Następnie grał w juniorach Stadionu Śląskiego i powrócił do Ruchu. W pierwszej lidze w barwach „Niebieskich” wystąpił w 107 meczach, w których zdobył 28 bramek. Występował w juniorskich i młodzieżowych reprezentacjach Polski – łącznie w 24 meczach, zdobywając w nich 4 bramki. Nic więc dziwnego, że po (wydawałoby się) utalentowanego gracza sięgnęła Wisła Kraków, jednak transfer do „Białej Gwiazdy” zatrzymał rozwój jego kariery. Popularny „Pepe” stał się etatowym rezerwowym, zresztą nie miał szans na rywalizację o miejsce w pierwszym składzie z Pawłem Brożkiem i Markiem Zieńczukiem. Jesienią 2007 r. zagrał tylko w sześciu meczach. Został wypożyczony do Ruchu, w którym w 25 meczach zdobył tylko 4 gole. Wrócił do Wisły Kraków, w barwach której w sumie rozegrał 36 ligowych meczy (4 gole), zdobywając z nią dwukrotnie mistrzostwo Polski (2008 i 2009). W 2010 r. Śląsk wykupił Ćwielonga za sprawą trenera Ryszarda Tarasiewicza, który był zwolennikiem tego transferu. Z Ćwielongiem wiązano spore nadzieje, których nie spełnił. No, może poza ostatnim sezonem, gdy w 28 ligowych meczach zdobył 8 bramek.

Piotr_Ćwielong_w_barwach_Śląska_Wrocław

Ćwielong w barwach Śląska Wrocław.

Źródło: bundesliga.com.

W zeszłym roku, gdy Śląsk wywalczył mistrzostwo, Ćwielong na boisku pojawiał się marginalnie (16 meczów, 1 gol). Nie należał do ulubieńców Oresta Lenczyka, którego nazywał „panem od W-F”. Nic więc dziwnego, że po zakończeniu sezonu mógł szukać nowego pracodawcy. Rozpoczął treningi z Polonią Warszawa, ale w jednym z meczów sparingowych doznał kontuzji i opuścił zgrupowanie w Gutowie Małym.

Ćwielong był na wylocie ze Śląska przed sezonem (dogadał się po jego rozpoczęciu) i po sezonie właściwie też. Klub zaczął się nim interesować w ostatnim miesiącu przed wygaśnięciem kontraktu tylko dlatego, że „Pepe” zaliczył najlepszą rundę w swoim życiu. Prezes Piotr Waśniewski mówił jednak, że Ćwielong zachował się mało uczciwie nie wybierając oferty Śląska. A „Pepe” postawił sprawę jasno: „Naprawdę byliśmy blisko [porozumienia – przyp. autor bloga]. Ale wybrałem Niemcy. Stwierdziłem, że to jest klub, w którym mam szansę się rozwinąć, który ma plan, aby w ciągu dwóch lat awansować do 1. Bundesligi (…) Jak­bym do­stał taką pro­po­zy­cję w stycz­niu, nie roz­ma­wia­li­by­śmy teraz o Bo­chum. Tre­ner Levy już zimą dawał sy­gna­ły pre­ze­so­wi, żeby prze­dłu­żyć ze mną umowę. Myślę, że wtedy na sto pro­cent bym to zro­bił.” (cyt. za eurosport.onet.pl). Wrocławskie wydanie „Gazety Wyborczej” uznało, że Ćwielong był największym objawieniem Śląska w mijającym sezonie uzasadniając to w następujący sposób: „ma za sobą najlepszą rundę w życiu - został najlepszym strzelcem zespołu (8 goli), zdobył dla niego masę ważnych bramek, w ofensywie prezentował skuteczność dotąd niespotykaną” (cyt. za sport.pl). Łącznie w ekstraklasie w barwach trzech klubów rozegrał 143 mecze, w których zdobył tylko 20 bramek. A opieszałość i niezdecydowanie władz Śląska sprawiły, że Dolny Śląsk oprócz Ćwielonga opuścił także Tomasz Jodłowiec i Marcin Kowalczyk.

Bochum zajęło w minionym sezonie 14. miejsce, ale cały czas ma apetytu na awans do Bundesligi. Ćwielong powiedział więc: „Cieszę się na nowe wyzwania i występy w 2. Bundeslidze. VfL Bochum to klub ze sporą renomą w Polsce” (cyt. za eurosport.pl). Zresztą Ćwielong musi zmierzyć się z historią występów polskich piłkarzy w tym klubie. Henryk Bałuszyński, Tomasz Wałdoch i Tomasz Zdebel nie byli przypadkowymi piłkarzami i zawiesili Ćwielongowi poprzeczkę dosyć wysoko. A przecież w Bochum grali także Marcin Mięciel, Andrzej Rudy i Andrzej Iwan. Menadżer piłkarza Jarosław Kołakowski dodał natomiast: „Piotrek podpisał kontrakt aż na cztery lata, mam nadzieję, że w tym czasie Bochum zdoła wywalczyć awans.” (cyt. za weszlo.com).

Piotr_Ćwielong_w_barwach_VfL_Bochum

Ćwielong w barwach VfL Bochum 1848.

Źródło: bundesliga.com.

W Bochum są bardzo zadowoleni z Ćwielonga i aż trudno uwierzyć w słowa cytowane przez polskie media. Trener Peter Neururer narzekał na słabą dyspozycję swoich piłkarzy w ofensywie a komentując transfer Ćwielonga powiedział m.in. „To dynamiczny piłkarz, który bardzo dobrze radzi sobie w sytuacjach jeden na jeden (…) Dzięki niemu będziemy mieli więcej wariantów w ofensywie” (cyt. za eurosport.onet.pl). Natomiast jeden z włodarzy klubu, Heinz Knuewe powiedział: „Obserwowaliśmy Ćwielonga od dłuższego czasu. Pokazał swoją klasę w Polsce, a także na międzynarodowej arenie. Jesteśmy bardzo zadowoleni, że wybrał właśnie nas.” (cyt. za eurosport.onet.pl).

Początek sezonu „Pepe” ma jednak całkiem dobry. W 1. kolejce 2. Bundesligi Bochum wygrało w Berlinie z 1. FC Unionem 2:1, a Ćwielong zebrał pochlebne recenzje. W 2. kolejce Bochum zremisowało z Dynemem Drezno na własnym stadionie 1:1, a Ćwielong zaliczył asystę. Jeszcze lepiej był w następnym meczu będącym I rundą Pucharu Niemiec. Bochum wygrało na wyjeździe z bahlinger SC 3:1, a Ćwielong zdobył dwa gole! W 3. kolejce Bochum przegrało wyjazdowy mecz z FSV Frankfurt 1899 (0:1), a Ćwielong w 85. minucie otrzymał drugą żółtą i w konsekwencji czerwoną kartkę. Trzeba przyznać, że jak na początek sezonu, to „Pepe” zaliczył niezłe otwarcie. Ciekawe, kiedy zacznie irytować kibiców Bochum, bo to tylko kwestia czasu.

 

Źródła:własne, 90minut.pl, pl.wikipedia.org, tuwroclaw.com, ksppolonia.pl, eurosport.onet.pl, sport.pl, weszlo.com, bundesliga.com.

niedziela, 04 sierpnia 2013
Warszawska Starówka, popielniczka i… Club Brugge KV

W dniu dzisiejszym na warszawskiej Starówce w trakcie oczekiwania na zamówienie kelner przyniósł popielniczkę i nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że popielniczka miała trzy herby Club Brugge KV, czyli aktualnego rywala Śląska Wrocław w III rundzie kwalifikacyjnej Ligi Europy.

Popielniczka_Club_Brugge_KV

Nie podejrzewam właściciela, czy kelnerów tej restauracji o złośliwość, antypatię do Śląska, czy swoisty regionalny „patriotyzm”. Pewnie nawet nie zdają sobie sprawy, że taka zwykła popielniczka, dla innych wcale nie musi być taka zwykła. Pewnie nie ma w tym takiej złośliwości, jak choćby w Hiszpanii, gdy Real grał z Juventusem w finale Ligi Mistrzów, a mieniący się tytułem antymadridistów zakładali koszulki… Juve! Ale, żeby nie szukać dalej, to podobnie jak w zeszłym roku na finale Polskiej Ligi Futbolu Amerykańskiego najbardziej (spośród teoretycznie neutralnych kibiców) rywali Warsaw Eagles wspierali kibice ich lokalnych przeciwników, czyli Warsaw Spartans. Widać, że wzorce piłkarskie dosięgają także inne dyscypliny sportu.

Wracając do rywalizacji między Śląskiem a Club Brugge KV, to można powiedzieć, że apetyt rośnie w miarę jedzenia i po niespodziewanym zwycięstwie we Wrocławiu, piłkarze i kibice Śląska zaczynają myśleć o awansie, który wcześniej wydawał się niemożliwym. Swoją drogą podobnie jak w rywalizacji poznańskiego Kolejorza z Żalgirisem Wilno.

Gol_Sebino_Plaku_z_Club_Brugge_KV

Sebino Plaku za chwilę przelobuje bramkarza gości – Mathewa Ryana i zdobędzie jedyną bramkę pierwszego meczu.

Źródło: sportowefakty.pl.

Club Brugge KV został założony 1 listopada 1891 r. Barwy klubu są niebiesko-białe a swoje mecze drużyna z Brugii rozgrywa na Jan Breydelstadion (29.042 miejsc). Do największych sukcesów klubu należą: 13 mistrzostw Belgii (ostatnie w 2005 r.), 20 wicemistrzostw Belgii, 10 Pucharów Belgii (ostatni w 2007 r.), 6 finałów Pucharów Belgii, 13 Superpucharów Belgii (ostatni w 2005 r.). W rozgrywkach europejskich Club Brugge KV dwukrotnie docierał do finału i dwukrotnie przegrywał z FC Liverpool. W sezonie 1975/1976 w finale Pucharu UEFA przegrał z „The Reds” 2:3 i 1:1, choć w pierwszym wyjazdowym meczu prowadził 2:0 do 59 min., a następnie stracił trzy gole w sześć minut! W drugiej próbie wywalczenia europejskiego trofeum – w sezonie 1977/1978 Club Brugge KV przegrał na Wembley w finale Pucharu Europy Mistrzów Krajowych z Liverpoolem 0:1.

W przeszłości w tym klubie występowali Antoni Szymanowski (w latach 1981-1984, 51 ligowych meczy) i Tomasz Dziubiński (1991-1994, 48 ligowych meczy, 11 goli). Zimą 2012 r. bliski przejścia do klubu z Brugii była Ariel Borysiuk (wówczas Legia Warszawa), ale ostatecznie wybrał 1. FC Kaiserslautern.

Club Brugge KV w europejskich pucharach spotykał się z polskimi klubami trzykrotnie. W sezonie 1978/1979 odpadł w I rundzie Pucharu Europy z Wisłą Kraków (2:1, 1:3), ale kolejne dwie rywalizacje rozstrzygnął na swoją korzyść. W sezonie 1991/1992 łatwo uporał się z GKS Katowice w II rundzie nieistniejącego już Pucharu Zdobywców Pucharów (1:0, 3:0), zaś w sezonie 2009/2010 w IV rundzie kwalifikacyjnej do Ligi Europy wygrał z Lechem Poznań dopiero po rzutach karnych (0:1, 1:0 k. 4:3). Wliczając w to ostatnią porażkę ze Śląskiem Wrocław (0:1) bilans Club Brugge KV z polskimi klubami wcale nie jest imponujący – 7 meczów, 4 zwycięstwa, 3 remisy i bramki 8:6.

Natomiast w historii meczów polsko-belgijskich w europejskich pucharach tylko w czterech spośród dwunastu dwumeczów polskie kluby eliminowały Belgów. Dwukrotnie Legia (KSV Waregem i Royal Standard de Liège), Wisła (Club Brugge, o czym mowa wyżej) i właśnie Śląsk, który tylko raz rywalizował z klubem belgijskim, ale za to skutecznie. W sezonie 1975/1976 w II rundzie Pucharu UEFA wrocławianie wyeliminowali Royal Antwerp FC (1:1, 2:1). Czemu nie powtórzyć tego wyczynu i utrzeć nosa (raczej pewnym siebie) Belgom?

 

Źródła: własne, 90minut.pl, sportowefakty.pl, pl.wikipedia.org.

czwartek, 04 lipca 2013
Legia przypieczętowała mistrzostwo „piątką” nad ustępującym mistrzem

W niedzielę 2 czerwca 2013 r. w ostatniej kolejce T-Mobile Ekstraklasy nowy mistrz Polski Legia Warszawa pokonał na własnym stadionie ustępującego Mistrza – Śląsk Wrocław aż 5:0 (4:0). Hat-tricka już w pierwszej połowie ustrzelił Marek Saganowski, który ma na koncie 93 ligowe bramki. Legia z dubletem kończy najlepszy sezon od 18 lat, ale mistrzostwo Legii było pierwsze od siedmiu lat i dopiero trzecie w XXI wieku.

Właściwie miałem nie pisać o tym meczu, ale był niezwykle wyjątkowy, zwłaszcza pod względem statystyki i zdarzeń, które mu towarzyszyły. Rzadko się zdarza, aby nowy mistrz demolował ustępującego mistrza takim wynikiem, jaki padł w Warszawie, zwłaszcza, że działo się to w ostatniej kolejce, gdy Legia grała tylko o prestiż poprzedzający mistrzowską fetę.

 

Jaka mobilizacja?

Przed meczem wiadomo było, że Legii nic już nie odbierze mistrzowskiego tytułu. Śląsk walczył natomiast o trzecie miejsce w korespondencyjnym pojedynku z Piastem Gliwice. Można było się zastanawiać, czy Legia przystąpi do ostatniego meczu odpowiednio zmobilizowana. Poprzednie dwa pojedynki tylko zremisowała, a dzień wcześniej prezes Bogusław Leśnodorski i kapitan Legii Michał Żewłakow zawiesili szalik Legii na szyi Zygmunta III Wazy na warszawskiej starówce. Towarzyszyli im Marek Saganowski i Dominik Furman. Czy to było odpowiednie przygotowywanie się do ostatniego meczu sezonu?

 

Historia i statystyki

Legia rozpoczęła ligowy sezon od efektownego zwycięstwa (4:0 z Koroną Kielce) i zakończyła go także efektowną wygraną. Co ciekawe w obu meczach legioniści ustrzelili hat-tricka tyle tylko, że w meczu z Koroną strzelcem trzech goli był Danijel Ljuboja, a ze Śląskiem – Saganowski. Co więcej, w pierwszym mecz rozegranym na swoim stadionie w mijającym sezonie (włączając mecze pucharowe) Legia rozgromiła w meczu kwalifikacji do Ligi Europy 5:1 łotewski Metalurgs Lipawa. Także w tym meczu padł hat-trick a jego strzelcem był… Saganowski.

35-letni napastnik przez cały sezon powtarzał, że zdobędzie dziesięć ligowym goli i w meczu ze Śląskiem spełnił swoją obietnicę. Gdyby nie dziewięć spotkań, które musiał opuścić w rundzie jesiennej, gdy zaistniało podejrzenie choroby serca, to pewnie powalczyłby o koronę króla strzelców. Saganowski został trzecim strzelcem Legii (10 goli) wyprzedzając Jakub Koseckiego (9 goli). Lepszymi byli zdobywcy dwunastu goli, czyli Ljuboja i Władimir Dwaliszwili, aczkolwiek ten ostatni siedem goli zdobył w barwach „Czarnych Koszul”.

Warto jeszcze dodać, że zwycięstwo nad Śląskiem było najwyższym ligowym zwycięstwem w sezonie. Podobny wynik zanotowała Korona w meczu z Jagiellonią i Polonia Warszawa wygrywając na wyjeździe z Bełchatowem. Co więcej, wygrana ze Śląskiem była najwyższą wygraną Legii od sierpnia 2007 r., kiedy to wojskowi pokonała u siebie Zagłębie Sosnowiec także 5:0. Łącznie z tym meczem przez sześć lat Legia zdobyła pięć lub więcej goli tylko w pięciu meczach we wszystkich rozgrywkach.

Legia przełamała niekorzystną passę spotkań ze Śląskiem na własnym stadionie. Ostatni raz wygrała z wrocławianami w listopadzie 2008 r. (4:0). Po tym meczu przystąpiono do budowy nowego stadionu, na którym Śląsk był lepszy wygrywając z Legią trzy razy i remisując dwukrotnie.

 

Mecz

Kibice Legii przygotowali mistrzowską oprawę, a następnie zadymili stadion, co opóźniło rozpoczęcie meczu o kwadrans. Czy jest to właściwy sposób na świętowanie? Niech każdy odpowie sobie na to pytanie w zgodzie z własnymi przekonaniami.

2013.07.05_Legia_-_Śląsk_(1)

2013.07.05_Legia_-_Śląsk_(2)

2013.07.05_Legia_-_Śląsk_(3)

Kiedy wreszcie dym opuścił stadion przy Łazienkowskiej można było wreszcie grać i już w pierwszej minucie Legia mogła objąć prowadzenie. Znajdujący się w polu karnym Tomasz Jodłowiec otrzymał podanie od Michała Kucharczyka i odegrał do nabiegającego Marka Saganowskiego, którego strzał był jednak niecelny. Po chwili na strzał zdecydował się Piotr Ćwielong i też niewiele mu zabrakło do pokonania bramkarza. Śląsk dalej szukał swoich szans. W 9. minucie Sebastian Mila dośrodkował z rzutu rożnego, a strzał głową Łukasza Gikiewicza minął słupek o centymetry. Później Mila groźnie, ale niecelnie uderzył z woleja. Śląsk stwarzał groźniejsze sytuacje i wydawało się, że jako pierwszy strzeli gola. Tymczasem w 12. minucie Legia przeprowadziła bardzo groźną akcję. Jodłowiec podał do Kucharczyka, który rozpędzony wpadł w pola karne gości, ale strzelił jak zwykle niecelnie. Tym razem trafił tylko w boczną siatkę. To było ostrzeżenie, a po chwili przyszedł cios. W następnej minucie Jakub Rzeźniczak podał obok Krzysztofa Ostrowskiego do Kucharczyka (w akcji nie zorientował się Adam Kokoszka), który dośrodkował w pole karne a Marek Saganowski skoczył wyżej od Rafał Grodzickiego i pokonał Rafała Gikiewicza. 1:0 dla Legii.

2013.07.05_Legia_-_Śląsk_(4)

Radość legionistów po zdobyciu pierwszej bramki.

Kibice nie zdążyli jeszcze dobrze usiąść, a Legia prowadziła już 2:0! Miroslav Radović przejął piłkę przy linii środkowej a Saganowski odegrał na skrzydło do Kucharczyka, który przerzucił piłkę na drugie skrzydło, gdzie Kosecki znalazł się oko w oko z bramkarzem gości, ale odegrał do lepiej ustawionego Saganowskiego, który zdobył swoją drugą bramkę w tym meczu.

2013.07.05_Legia_-_Śląsk_(5)

Radość legionistów po zdobyciu drugiej bramki.

Te dwie minuty dosłownie wstrząsnęły Śląskiem i odebrały gościom ochotę do gry, ale nie na długo. W 22. minucie Łukasz Gikiewicz znalazł się w sytuacji sam na sam z Dusanem Kuciakiem, ale z tego pojedynku to słowacki bramkarz wyszedł zwycięsko. Trzy minuty później Saganowski mógł i powinien ustrzelić hat-tricka, ale w sytuacji jeden na jednego z Rafałem Gikiewiczem strzelił prosto w niego. Co się odwlecze, to jednak, nie uciecze. W 32. minucie Dominik Furman doskonale podał w pole karne do Koseckiego, którego sfaulował Grodzicki. Do wykonywania jedenastki wyznaczony był Radović i to on wziął piłkę w swoje ręce, ale trybuny domagały się, aby karnego wykonywał Saganowski i w końcu to on (wypychany przez Koseckiego) podszedł do jedenastki. Strzelił mocno i celnie, a Legia objęła prowadzenie 3:0.

2013.07.05_Legia_-_Śląsk_(6)

Marek Saganowski zamienia rzut karny na gola i w ciągu 19 minut kompletuje klasycznego hat-tricka.

Trzy minuty później Furman doskonale podał do Radovica, ale jego strzał obronił Gikiewicz. W 39. minucie legioniści przejęli piłkę na połowie rywala a Radović doskonale wypatrzył Kucharczyka, który znalazł się w sytuacji sam na sam z Gikiewiczem, uderzył z pierwszej piłki i Legia prowadziła już 4:0!

2013.07.05_Legia_-_Śląsk_(7)

Radość legionistów po zdobyciu czwartej bramki.

Śląsk w pierwszej połowie jeszcze tylko raz poważniej zagroził bramce gospodarzy, gdy zza szesnastki uderzył Waldemar Sobota, ale piłka przeleciała obok słupka. Legia prowadziła do przerwy różnicą czterech goli i losy spotkania wydawały się już rozstrzygnięte.

Drugą połowę lepiej zaczęli gospodarze. W 50. minucie Bartosz Bereszyński (zastąpił w przerwie Rzeźniczaka) uderzył z ostrego kąta, ale nie trafił nawet w bramkę. Po chwili w dogodnej sytuacji znalazł się Radović, ale zwlekał z oddaniem strzału i rywale przejęli piłkę. W 54. minucie niecelnie z dystansu strzelił Kucharczyk. Sześć minut później Radović zwieńczył dzieło zniszczenia. Kosecki pokręcił rywalami w ich polu karnym, uciekł Tadeuszowi Sosze, który chyba go faulował, ale „Kosa” odegrał do Radovica, który z około ośmiu metrów huknął bez zastanowienia tuż przy słupku i Legia prowadziła 5:0! Radović od razu pobiegł w kierunku stojącego przy linii bocznej Danijelowi Ljuboji, ale się z nim wyściskać i zadedykować mu tego gola.

2013.07.05_Legia_-_Śląsk_(8)

Piłkarze Legii cieszą się z piątego gola.

2013.07.05_Legia_-_Śląsk_(9)

2013.07.05_Legia_-_Śląsk_(10)

2013.07.05_Legia_-_Śląsk_(11)

W 68. minucie kolejny raz strzelał Łukasz Gikiewicz, ale był to strzał niecelny. W 72 min. strzelca trzech bramek i bohatera tego meczu – Marka Saganowskiego pożegnały rzęsiste brawa. W jego miejsce wprowadzony został Danijel Ljuboja przyjęty z owacjami. Uprzedzając fakty, to dziennikarze zauważyli, że podczas wręczania medali, wchodząc na mistrzowskie podium Ljuboji zabrakło kultury, bowiem nie podał ręki prezesowi Bogusławowi Leśnodorskiemu.

2013.07.05_Legia_-_Śląsk_(12)

Ostatni mecz Ljuboji w barwach Legii.

Minutę później z dośrodkowania Soboty wyszedł niespodziewanie strzał, który zaskoczył Kuciaka, ale piłka trafiła w poprzeczkę. W 78. minucie schodzącego z boiska Dicksona Choto żegnały brawa a koledzy ustawili mi szpaler żegnając brawami. W jego miejsce wszedł Żewłakow, którego przywitał szpaler kolegów z boiska. Obaj rozegrali swoje ostatnie mecze w barwach Legii z tą tylko różnicą, że Choto wraca grać w Zimbabwe, a Żewłakow kończy piłkarską karierę.

2013.07.05_Legia_-_Śląsk_(13)

Legia zwarła szyki na ostatnie minuty, aby potwierdzić, kto w tym sezonie był najlepszy na polskich boiskach. W 80. minucie Radović odegrał piętą do Koseckiego, który mając przed sobą tylko Rafała Gikiewicza przestrzelił. Cztery minuty później Radović znowu podał do Koseckiego, który chyba zmęczony już tym meczem trafił w biegnącego obrońcę. W doliczonym czasie gry „Kosa” próbował wymusić karnego za co został ukarany żółtą kartką. Legia wygrała ze Śląskiem 5:0 będąc drużyną zdecydowanie lepszą.

2013.07.05_Legia_-_Śląsk_(14)

A co do Śląska, to trochę komiecznie wyglądało, gdy po tak wysokiej porażce, nagle zaczęli cieszyć się, jakby nie wiadomo co się stało, ale byłow wiadomo. Śląsk cieszył się z brązowych medali, ponieważ Piast Gliwice przegrał u siebie z Bełchatowem 2:3 i Śląsk obronił trzecią pozycję. Z tego też powodu piłkarze Śląska bagatelizowali wysoką porażkę wskazując, że wynik meczu z Legią nie może przesłonić całego sezonu, który Śląsk zakończył na trzecim miejscu. Przemysław Kaźmierczak powiedział:  „Legia delikatnie nas skarała i zagrała bardzo skutecznie, mimo naszych sytuacji na początku spotkania (…) Szkoda takiego wyniku na zakończenie, ale z drugiej strony też cieszymy się, że utrzymaliśmy to trzecie miejsce.” (cyt. za slaskwroclaw.pl). Podobnie wypowiedział się Tadeusz Socha: „Wiadomo, że taka porażka w ostatnim meczu sezonu w Warszawie strasznie boli, a w takich wymiarach to naprawdę jest ona bardzo dotkliwa. Nie możemy też tylko patrzeć na to przez pryzmat jednego meczu.” (cyt. za slaskwroclaw.pl). Natomiast Sebastian Mila przyczyn wysokiej porażki upatrywał w nastawieniu piłkarzy gospodarzy do tego meczu: „Legia grała już na luzie, bez żadnego ciśnienia. To też powodowało, że czuli się bardzo swobodnie.” (cyt. za slaskwroclaw.pl).

Portal sport.pl trafnie ocenił postawę ustępujących Mistrzów Polski w ostatni meczu – „Niby wynik osłodził ostatecznie brązowy medal, ale fakt pozostaje faktem: Śląsk w Warszawie się skompromitował. I akurat nie ma znaczenia, że na początku meczu stworzył sobie kilka okazji bramkowych. Postawa wrocławian w destrukcji, innych słów nie znajduje, była po prostu straszna. Najzwyczajniej w świecie niegodna ustępujących mistrzów Polski.”.

2013.07.05_Legia_-_Śląsk_(15)

2013.07.05_Legia_-_Śląsk_(16)

2013.07.05_Legia_-_Śląsk_(17)

 

Mistrzowska feta, czyli „nie ma róży bez kolców”

Poprzednie dwa tytuły mistrzowskie (2002, 2006) były świętowane na starówce, co zakończyło się w obu przypadkach demolką i poważnymi zniszczeniami kiosków, pubów, autobusów i tramwajów. Władze ratusza próbowały zażegnać i dyskutowały z Legią nt. organizacji fety mistrzowskiej w bardziej bezpiecznym miejscu. Uzgodniono Agrykolę, ale i tak część kibiców powędrowała na starówkę.

2013.07.05_Legia_-_Śląsk_(18)

2013.07.05_Legia_-_Śląsk_(19)

2013.07.05_Legia_-_Śląsk_(20)

Policja zatrzymała 96 osób, z czego mniej więcej dwie trzecie na placu Zamkowym. 15 zatrzymanych zostało skazanych w trybie przyspieszonym za zakłócanie porządku publicznego. Orzeczono wobec nich dwuletnie zakazy wstępu na imprezy masowe i grzywny w wysokości od 300 do 800 zł. Kolejnych 19 zatrzymanych usłyszało zarzuty dotyczące napaści na funkcjonariuszy, naruszenia nietykalności cielesnej, uszkodzenia radiowozu, posiadania narkotyków. Dodatkowo, w związku z meczem 164 osoby zostały ukarane mandatami (m.in. za zakłócanie porządku), a przeciwko czterem kolejnym skierowano wnioski o ukaranie do sądu.

Zdecydowana większość kibiców zachowywała się poprawnie świętując tytuł mistrzowski 2013 r. 

 

2 czerwca 2013, 16:15 – Warszawa (Stadion Wojska Polskiego / Pepsi Arena)

30. kolejka T-Mobile Ekstraklasy 2012/2013

Legia Warszawa 5-0 Śląsk Wrocław

Bramki: Marek Saganowski 3 (13 min., 15 min. i 32  min. – karny), Michał Kucharczyk (39 min.) i Miroslav Radović (62 min.).

Legia: 12. Dušan Kuciak – 25. Jakub Rzeźniczak (46 min., 19. Bartosz Bereszyński), 15. Iñaki Astiz, 4. Dickson Choto (78 min., 6. Michał Żewłakow), 17. Tomasz Brzyski – 18. Michał Kucharczyk, 3. Tomasz Jodłowiec, 37. Dominik Furman, 32. Miroslav Radović, 20. Jakub Kosecki – 9. Marek Saganowski (72 min., 28. Danijel Ljuboja).

Trener: Jan Urban.

Śląsk: 33. Rafał Gikiewicz – 24. Tadeusz Socha, 15. Rafał Grodzicki, 3. Adam Kokoszka, 2. Krzysztof Ostrowski (46 min., 17. Mariusz Pawelec) – 5. Waldemar Sobota, 16. Dalibor Stevanović, 10. Mateusz Cetnarski (34 min., 26. Przemysław Kaźmierczak), 11. Sebastian Mila (66 min., 9. Sylwester Patejuk), 20. Piotr Ćwielong – 27. Łukasz Gikiewicz.

Trener: Stanislav Levy (Czechy).

żółte kartki: Kosecki (90+3 min. za próbę wykoszenia rzutu karnego) – Ł. Gikiewicz (65 min. za faul), Socha (90+1 min. za faul).

sędziował: Tomasz Garbowski (Kluczbork) jako główny oraz Sadczuk i Tokarski.

widzów: 31.284 (według „Przegląd Sportowego”), 30.787 (według 90minut.pl i legionisci.com).

 

Źródła: własne, 90minut.pl, sport.pl, eurosport.onet.pl, ekstraklasa.tv, slaskwroclaw.pl, legia.com, legionisci.com. "Przegląd Sportowy" z dnia 3 czerwca 2013 r., s. 4. 

środa, 12 czerwca 2013
Sebastian Mila zostaje w Śląsku Wrocław!

Jedna z tegorocznych odysei transferowych transferowych wreszcie zakończona. W piątek 31 maja Sebastian Mila podpisał nowy kontrakt ze Śląskiem Wrocław i pozostanie w klubie na trzy lata. Mila podobnie, jak Robert Lewandowski, czy Aleksandar Tonew mógł śledzić w gazetach kolejne doniesienia o swoim transferze i klubach, które wiązano z jego osobą, ale wśród wymienionych piłkarzy – jako pierwszy zdecydował się na podpisanie kontraktu.

Informacja o tym, że Mila może opuścić swój dotychczasowy klub pojawiła się tuż po zakończeniu rundy jesiennej. Problemem nie była nawet podwyżka (ok. 70 tys. zł netto miesięcznie), tylko kwota, którą pomocnik chciał otrzymać za podpisanie kontraktu (600 tys. zł). Biorąc pod uwagę jego wiek (31 lat) takie działanie nie mogło dziwić. Bliżej mu bowiem do końca niż początku kariery i trudno też spodziewać się występów w reprezentacji Polski, czy finale Ligi Mistrzów. Mila pomyślał o zbliżającej się emeryturze i chciał zarobić na podpisaniu nowego kontraktu. „Zarówno jego menedżer, jak i sam piłkarz podkreślają, że będzie to ostatni dobry kontrakt, jaki w swojej karierze podpisze Mila. Pomocnik ma 30 lat i chce wynegocjować jak najlepsze warunki.” (cyt. za sport.pl).

W związku z tym pojawiły się medialne doniesienia o egzotycznych kierunkach stanowiących swoiste piłkarskie eldorado jak Azerbejdżan, czy Chiny. Wydaje się jednak, że była to przemyślana i odpowiednio przygotowana gra przez piłkarza i jego menadżera. Obnażyła ją wypowiedź prezesa Neftczi Baku, który powiedział, że nie ma szans, aby Mila w jego klubie zarabiał 450 tys. euro rocznie, a przecież sam „Roger” mówił dla sport.pl: „Jak nie będę miał innych ofert, wyjeżdżam do Azerbejdżanu” (cyt. za sport.pl). Przyznać jednak trzeba, że o rozmowach z izraelskimi klubami informował serwis azertag.gov.az. Dodatkowo, azerska liga wcale nie jest tak egzotyczna jak mogłoby się wydawać. W zeszłym sezonie 2012/2013 grali w niej Marcin Burkhardt i Dawid Pietrzkiewicz (obaj Simurq Zaqatala) oraz Łukasz Sapela (Rəvan Baku) a cztery lat temu Tomasz Bobel zaliczył trzy występy w barwach Neftczi Baku.

Porozumienia ze Śląskiem nie było, a obie strony przerzucały się odpowiedzialnością za niepodpisanie kontraktu. Piotr Waśniewski, Prezes Śląska dyplomatycznie mówił: „Oczekiwania Sebastiana są troszeczkę zbyt wygórowane” (cyt. za sport.pl.). Im bliżej końca sezonu, tym coraz więcej klubów było wymienianych wśród potencjalnych pracodawców „Rogera”. Zainteresowanie Milą wykazywała Wisła Kraków a sam piłkarz powiedział dla „Dziennika Polskiego”: „To mógłby być mój nowy zespół” (cyt. za sport.pl). Biorąc pod uwagę, że nowym trenerem Wisły został zostać niechętny piłkarzowi Franz Smuda, to takie rozwiązanie wydaje się teraz mało prawdopodobne. Onet.pl donosił z kolei, że piłkarza (a także Johana Voskampa) obserwuje izraelski Hapoel Beer Szewa. Piłkarz nie ukrywał także, że zainteresowanie wykazuje Chicago Fire.

Sport.pl sugerował, że Milą może być zainteresowana Lechia Gdańsk, w której „piłkarz zaczynał profesjonalną przygodę i wielokrotnie podkreślał, że chciałby ją zakończyć w tej drużynie” (cyt. za sport.pl). A już pod podpisaniu kontraktu ze Śląskiem informowano, że wśród zainteresowanych było belgijskie Beveren.

Tajemnicą poliszynela jest, że Mila chciałby grać w Legii Warszawa, ale temat po jego śpiewach na mistrzowskiej fecie w maju 2012 r. został zamknięty na zawsze. Jan Urban, trener Legii pytany o możliwy transfer za każdym razem ucina temat w ten sam sposób: „Na pewno nie będziemy się starać o Sebastiana, on także tu nie przyjdzie. Był jednym z chórzystów i wiemy, jakie miałby tu życie.” (cyt. za ekstraklasa.net). Warto zauważyć, że Mila w przeciwieństwie do (podobno) legendy warszawskiego klubu – Wojciecha Kowalczyka, czy gwiazdki pokroju Andrzeja Niedzielana, zawsze wypowiada się o klubie z Łazienkowskiej z uznaniem i szacunkiem. No, poza jedną wpadką na wrocławskim rynku, które skutecznie uniemożliwiła mu jakiekolwiek przymiarki do warszawskiego klubu…

Sebastian_Mila_-_maj_2013_r.

Wydawało się, że Sebastian Mila odchodzi w tylko sobie znanym kierunku, a on… pozostał w Śląsku!

W dniu 22 maja „Super Express” opublikował wypowiedź prezesa Śląska, który powiedział m.in.: „(…) niebawem przedstawimy mu nową propozycję umowy”. Pięć dni później dla onet.pl (po wygranym meczu 3:0 z Jagiellonią w Białymstoku) Mila powiedział m.in.: „Nie dostałem propozycji przedłużenia umowy i temat jest już dla mnie zamknięty. Od razu mówię, że nie mam do nikogo żalu. W Śląsku przeżyłem wiele fajnych chwil. Byłem kapitanem zespołu, zdobyliśmy mistrzostwo, Superpuchar Polski, graliśmy w europejskich pucharach. To cenne wspomnienia.”. Wydawało się więc, że sprawa jest zakończona a tymczasem media obwieściły przedłużenie kontraktu! Najwidoczniej obie strony doszły do konsensusu uznając, że wzajemnie siebie potrzebują a dalsza współpraca jest uzasadniona. Śląsk zwiększył swoją ofertę dla Mili. Podobno prowadzący negocjacje prezes kontaktował się w tym czasie z właścicielem klubu, zaś Mila prawdopodobnie obniżył swoje oczekiwania.

Znamienne, że w dniu podpisania kontraktu przez Milę „Przegląd Sportowy” pisał: „Niewielu zawodników wywiera w polskiej lidze takie piętno na swój zespół, jak Sebastian Mila na Śląsk Wrocław. Każda jego boiskowa myśl, każde zagranie wpływa na to, jakie rozwiązanie wybierze drużyna Stanislava Levy’ego (…) mało jest przesłanek, żeby Mila został we Wrocławiu. Zatrzymanie zawodnika powinno być priorytetem dla szefów Śląska.”. Wcześniej w tym samym tonie dla „Super Expressu” wypowiadał się prezes Śląska: „To piłkarz, który ma istotny wpływ na postawę zespołu, kreuje jego poczynania podkreślając, że bardzo chce, aby Mila pozostał w Śląsku.”.

Kariera Sebastiana Mili tak naprawdę rozpoczęła się w 2003 r., gdy jako piłkarz Groclinu Dyskobolii Grodzisk Wielkopolski strzelił z rzutu wolnego gola w wyjazdowym meczu Pucharu UEFA z Manchesterem City (1:1). Od 2005 r. Mila reprezentował już barwy Austrii Wiedeń. W Groclinie w latach 2002-2004 rozegrał 74 ligowe mecze strzelając w nich 14 goli. Przed przeprowadzką do Wielkopolski Bałtyku Koszalin, Lechii Gdańsk, Lechii/Polonii Gdańsk i Orlenu Płock. Wracając do transferu nad Dunaj, to Mila nie zrobił tam spodziewanej kariery. Wprawdzie w latach 2005-2006 zdobył dwa mistrzostwa i jeden puchar Austrii, to jednak 36 ligowych meczów i 4 gole nie robią wrażenia. Mila nie grał dużo, z reguły końcówki meczów, a od sierpnia 2006 r. przestał być powoływany do reprezentacji Polski. Kolejne dwa transfery były próbą wyjścia z marazmu i wydawało się upadającego talentu. W 2007 r. „Roger” reprezentował norweską Valerangę Oslo (14 meczów), a wiosną 2008 r. ŁKS Łódź (12 meczów). Latem 2008 r. Mila dołączył do Śląska Wrocław i odbudował swoją formę a jego kariera nabrała rozpędu. W tym czasie rozegrał nawet dwa mecze w kadrze (w 2011 r. z Bośnią i Hercegowiną, a w 2012 r. z Portugalią). Obecnie ma na koncie 30 meczów i 5 bramek w reprezentacji Polski. Przez pięć sezonów rozegrał w barwach Śląska 158 meczów zdobywając w nich 32 bramki. W lidze rozegrał 129 meczów, strzelając w nich 26 goli. Mila wywalczył ze Śląskiem: Mistrzostwo Polski (2012), Wicemistrzostwo Polski (2011), 3. miejsce w Ekstraklasie (2013), Puchar Ligi (2009), Superpuchar (2012) i finał Pucharu Polski (2013). Od wielu sezonów jest najlepszym asystentem ligi. W mijającym sezonie zaliczył trzynaście asyst i otrzymał nagrodę dla najlepszego pomocnika sezonu. W 2011 i 2012 r. honorowany był prestiżowym tytułem Ligowca Roku. Od 2010 roku pełni funkcję kapitana drużyny.

 

Źródła: własne, sport.pl, 90minut.pl, 2x45.com.pl, onet.pl, ekstraklasa.net, slaskwroclaw.pl, pl.wikipedia.org. „Super Express” z dnia 22 maja 2013 r., s. 17. „Przegląd Sportowy” z dnia 31 maja 2013 r., s. 6.

 
1 , 2
| < Wrzesień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30  
Tagi