Wpisy z tagiem: Real Madryt

niedziela, 02 listopada 2014
Po drugiej edycji Super Meczu…

Organizację drugiej edycji Super Meczu można nazwać sukcesem biorąc pod uwagę liczbę widzów i sam fakt, że mecz sparingowy rozegrały w Polsce dwa silne europejskie kluby, a w tym tegoroczny zwycięzca Ligi Mistrzów. Oczywiście żaden z nich nie zagrał za darmo i mecz w Polsce oprócz rywalizacji sportowej przyniósł każdemu z nich zysk. Według eurosport.onet.pl, Real otrzymał za przylot do warszawy półtora miliona euro, a Fiorentina kilkukrotnie mniej.

Zmiana jednego z uczestników?

Na niecały tydzień przed meczem portal weszlo.com podawał, że z uwagi na słabą sprzedaż biletów Fiorentinę miałaby zastąpić Legia. Tak się jednak nie stało z powodu odszkodowania (dwa miliony euro), które organizator miałby zapłacić włoskiej drużynie. Inną sprawą był brak możliwości przeniesienia rozgrywanego dzień wcześniej ligowego meczu Legii w Białymstoku. Trudno jednak uwierzyć, że taki scenariusz był w ogóle rozważany, skoro mecz obejrzało ponad czterdzieści tysięcy widzów.

Dla kibiców…

No właśnie, Super Mecz to przede wszystkim impreza dla widzów, choć przyznać trzeba, że płacą za nią słono, bo najtańsze bilety kosztowały 190 zł. Organizator i kluby zarabiają na tym przedsięwzięciu, ale dla wielu (zwłaszcza młodych fanów) równie cennym jest możliwość obejrzenia swoich idoli, których do tej pory mogli oglądać tylko za pośrednictwem telewizji, czy Internetu. Niewątpliwie idea Super Meczu ma w sobie coś z popularyzacji piłki nożnej. Oczywiście, jest biznesem, ale innych wartości nie można nie dostrzegać.

Niektórzy podśmiewali się z kibiców, że nie dopingowali swoich drużyn i zachowywali się, jakby przyszli do teatru i gdyby nie grupa kibiców Realu (Aguila Blanca), to na stadionie byłoby cicho. To prawda, ale trudno oczekiwać od polskich kibiców, aby dopingowali jeden, czy drugi klub, skoro – nie bójmy się tego powiedzieć – nie znają piosenek uczestników meczu.

Super_Mecz_2014_-_zapowiedź_(1)

Źródło: lipie.futbolowo.pl.

Spuścizna UEFA Euro 2012

Nie da się ukryć, że organizacji takich meczów sparingowych, mimo że opłacanych przez organizatorów, sprzyjają nowe stadiony i organizacja UEFA Eiro 2012. Te dwa ściśle powiązane ze sobą czynniki spowodowały, że znacznie łatwiej namówić na przyjazd do Polski zagraniczne kluby. Trochę jednak Jerzy Dudek przesadzał mówiąc, że Real decydując się na udział w Super Meczu przedstawił „kolejny dowód zaufania do naszego kraju” (cyt. za eurosport.onet.pl). Prasa hiszpańska krytykowała ten mecz w Warszawie wskazując, że to strata czasu i energii dla najważniejszych piłkarzy przed rozpoczęciem sezonu, zwłaszcza między rywalizacją o Superpuchar Europy i Superpuchar Hiszpanii. Po meczu prasa dostrzegła jednak, że ten mecz był wartościowy dla zmienników i nowych piłkarzy szukających zgrania z dotychczasowym składem, czyli dla Navasa, Rodrigueza i Kroosa. Rację ma jednak Dudek w tym, że krytykował stan murawy na Stadionie Narodowym, choć akurat to można trochę tłumaczyć warunkami pogodowymi.  

Warto też zauważyć, że do meczu z udziałem Realu właściwie nie powinno dojść. Organizator  meczy, czyli PSP (Polish Sport Promotion) ujawnił, że władze Realu zastrzegły, iż w przypadku zwycięstwa w Lidze Mistrzów nie przyjadą do Polski. Na szczęscie dla polskich kibiców stało się jednak inaczej – „Królewscy zmienili zdanie”.

Towarzysko, czyli niezadowalająco?

Poziom sportowy meczu, jak przystało na sparing, nie był wysoki. Brakowało wślizgów, fauli, spektakularnych i szybkich akcji. Widać było, że piłkarze oszczędzali siebie i swoich rywali, grając zachowawczo i raczej w spokojnym tempie. Portal weszlo.com pokusił się o bardzo racjonalną oceną meczu pisząc o nim: „Mecz jak mecz, coś pomiędzy spotkaniem gwiazd TVN z politykami, a normalną rywalizacją piłkarską (…) konfrontowanie czegoś takiego z prawdziwym futbolem to mieszkanie różnych systemów walutowych”. Zresztą w pomeczowych wypowiedziach piłkarze i trenerzy podkreślali towarzyski charakter meczu.

„Fałszywy” Ronaldo i inni „kibice”

Niewątpliwie cieniem na organizację meczu kładzie się zachowanie kibica z Elbląga, który wbiegł na murawę w stroju Cristiano Ronaldo. Plus za pomysłowość, ale tylko za pomysłowość, bo jego zachowanie było sprzeczne z prawem i słusznie spotkało się z karą w postaci. W tym miejscu warto dodać, że po raz kolejny nie spisały się służby porządkowe na Stadionie Narodowym, a takie zachowanie jak wbiegnięcie na murawę powinno wywoływać natychmiastową reakcję. Tymczasem stewardzi i ochroniarze chyba myśleli, że z trybun wbiegł prawdziwy piłkarz „Królewskich”. Warto jeszcze dodać, że za wejście na murawę zatrzymano jeszcze sześć osób, w tym m.in. byłego reprezentanta Polski – Marcina Adamskiego, ale żaden z zatrzymanych nie wykonał tego w tak spektakularny sposób jak „fałszywy” Ronaldo.

Niezależnie jednak od pomysłowości, takie zachowania niestety powtarzają się na Stadionie Narodowym i nie wystawiają najlepszej chluby polskim kibicom. Choć z drugiej strony, jeśli stadion jest narodowy, to widocznie takie zachowania mają narodowy charakter!

Moim zdaniem każdy przypadek wbiegnięcia na boisko podczas imprezy masowej powinien być karany z pełną stanowczością niezależnie od tego, czy chodzi o mecz sparingowy, czy też mecz o jakąkolwiek stawkę. Prawo powinno być równe dla wszystkich i powinno wyznaczać pewne minimalne standardy przyzwoitego zachowania, ale skoro Pan Premier sugerował minimalizację kary dla „płetwonurków” z „Basenu Narodowego”, to takie zachowania powtarzają się. 

Operator stadionu, czyli spółka PL.2012+, zapowiedziała poważne konsekwencje wobec formy ochroniarskiej. Nie ma się czemu dziwić skoro po raz kolejny został nadszarpnięty wizerunek Stadionu Narodowego, jako miejsca rozgrywania poważnych imprez sportowych.

Super_Mecz_2014_-_zapowiedź_(2)

Źródło: wroclaw.pl.

Co dalej?

Ciekawe kto zagra w kolejnej edycji Super Meczu w Polsce? Kluby z Bundesligi są częstymi gośćmi w Polsce, a dodatkowo do najlepszego z nich dołączył najlepszy obecnie Polak, więc może Bayern Monachium? Z drugiej strony kluby włoskie, hiszpańskie, francuskie czy angielskie, bardzo rzadko pojawiają się w Polsce. Może tym razem organizator sprowadzi do Polski – Juventus, Milan, czy Manchester United? Inna sprawa, że ściągając na pierwszą edycję Barcelonę, a na drugą Real, organizator zawiesił sobie poprzeczkę oczekiwań i ambicji, bardzo, bardzo wysoko. Dodatkowo, pieniądze i pomysłowość to jeszcze nie wszystko, ponieważ kluby mają swoje plany przygotowań do sezonu, a mecze sparingowe niejednokrotnie wpisują się w politykę i strategię klubu, w tym także otwierania się na nowe państwa. Niemniej zaryzykuję i spróbuję przewidzieć, że w przyszłym roku w Super Meczu zagrają Bayern i Manchester United. Czy słusznie?  

 

Źródła: własne, eurosport.onet.pl, wiadomosci.onet.pl, weszlo.com, sport.pl, gwizdek24.se.pl, lipie.futbolowo.pl, wroclaw.pl. B. Baradyn, Sparingi zmorą Realu, „Przegląd Sportowy” z dnia 18 sierpnia 2014 r., s. 17. Jerzy Dudek „Galaktyczny wykop” – Wielki mecz, tylko czemu na kartoflisku?, „Przegląd Sportowy” z dnia 18 sierpnia 2014 r., s. 20.

sobota, 11 października 2014
Fiorentina pokonała Real Madryt w Super Meczu!

W rozegranej w sobotę 16 sierpnia 2014 r. drugiej edycji Super Meczu ACF Fiorentina niespodziewanie pokonała zwycięzcę tegorocznej Ligi Mistrzów – Real Madryt 2:1. Spotkanie na Stadionie Narodowym obejrzało ponad 40 tys. widzów.

Real po triumfie w Cardiff, gdzie pokonał Sevillę 2:0 w meczu o Superpuchar Europy, przyleciał do Warszawy w prawie najsilniejszym składzie. Zabrakło tylko Luki Modricia i Isco, a jedynymi znanymi, którzy w ogóle nie pojawili się na boisku byli Iker Casillas, Pepe i Gareth Bale. W drużynie Fiorentiny zabrakło tylko reprezentanta Hiszpanii – Joaquina.

2014.08.16_Super_Mecz_(047)

Od pierwszych minut spotkania bardzo aktywny był argentyński skrzydłowy Realu – Angel di Maria. Od kilku dni trwały medialne spekulacje na temat klubu, do którego miałby przenieść się di Maria, a piłkarz na Stadionie Narodowym zachowywał się tak, jakby chciał przekonać władze „Los Blancos” do pozostawienia go w klubie. Już w 3. minucie di Maria zdecydował się na uderzenie sprzed pola karnego, ale było ono niecelne. W 4. minucie po rzucie rożnym wykonywanym przez Fiorentinę piłkę przed własnym polem karym przejął Ronaldo i przebiegł z nią kilkadziesiąt metrów i podał do di Marii. Argentyńczyk zagrał płaską, przekątną piłkę do Cristiano Ronaldo, który zamykał akcję i spokojnym strzałem z pięciu metrów zapewnił „Królewskim” prowadzenie 1:0! Co ciekawe, Ronaldo już po raz trzeci grał na Stadionie Narodowym, ale po raz pierwszy publiczność witała go oklaskami. Zupełnie inaczej niż w sparingu Polska – Portugalia (0:0) i ćwierćfinale UEFA Euro 2012 Portugalia – Czechy (1:0), gdy jedyne na co mógł liczyć ze strony widzów to potężna porcja gwizdów.

2014.08.16_Super_Mecz_(020)

Gratulacje dla Ronaldo.

Dwie minuty później di Maria znowu strzelał sprzed pola karnego, ale tym razem Neto musiał się trochę postarać i odbił jego uderzenie, a po chwili złapał piłkę po słabej dobitce Ronaldo. W 8. minucie groźnie atakowała „Viola”. Borja Valero przerzucił piłkę do linii bocznej, skąd jeden z piłkarzy włoskiej drużyny dośrodkował do Khouma Babacara, ale jego uderzenie nie trafiło w światło bramki. W 13. minucie Marcelo został sfaulowany przy linii bocznej przez Nenada Tomovicia. Obrońcy Fiorentiny wybili piłkę po dośrodkowaniu z rzutu wolnego, ale po raz trzeci sprzed pola karnego strzelił di Maria. Tym razem piłka przeleciała nad poprzeczką. Fiorentina odpowiedziała w 19. minucie strzałem Mario Gomeza, który otrzymał piłkę przed linią szesnastu metrów, obrócił się i strzelił obok słupka. Pięć minut później David Pizzaro z szesnastu metrów strzelił bardzo niecelnie. W 26. minucie z groźnie zapowiadającej się akcji nic nie wyszło, bo James Rodriguez zdecydował się na strzał z ponad trzydziestu metrów, ale nie mógł zagrozić bramce strzeżonej przez Neto. Po chwili Fiorentina przeprowadziła akcję zakończoną zdobyciem gola. Alberto Aquilani przejął piłkę po zgraniu jej przez Xabiego Alonso (co za błąd!) i dośrodkował z prawej strony boiska, a Gomez szczupakiem pokonał debiutującego w bramce Realu – Keylora Navasa. W 26. minucie Fiorentina doprowadziła więc do remisu 1:1. Dwie minuty później „Viola” mogła wyjść na prowadzenie! Marcelo popełnił błąd we własnej szesnastce, piłkę odebrał mu Aquilani i zagrał do Pizzaro. Chilijczyk podciął piłkę w pole karne do Aquilaniego, który uderzył z woleja w poprzeczkę!

2014.08.16_Super_Mecz_(013)

Kilka minut przewagi Fiorentiny próbował przerwać Ronaldo, ale jego strzał zza pola karnego był niecelny i piłka przeleciała kilka metrów obok słupka. W 33. minucie James Rodriguez dośrodkował w pole karne. Ronaldo nie sięgnął piłki, ale obrońcy tak niefortunnie ją wybili, że Sami Khedira przyjął piłkę przed szesnastką, ale jego strzał był bardzo niecelny. Dwie minuty później niecelnie z dystansu uderzał Ronaldo. W 37. minucie Khedira składał się do strzału przed polem karnym, ale zagrał do wychodzącego na czystą pozycję di Marii, który trafił do siatki, ale był na pozycji spalonej.

Do końca pierwszej połowy obie drużyny grały tak, jakby oczekiwały na gwizdek sędziego. Najbardziej aktywnym piłkarzem był di Maria, a z dobrej strony pokazał się też Ronaldo, wspierany przy kreowaniu ofensywnych akcji przez Marcelo. Inna sprawa, że Brazylijczykowi zdarzały się błędy. James Rodriguez próbował się pokazać, szukał gry, ale widać, że mimo umiejętności, jeszcze nie do końca rozumie się z partnerami. Rodriguez szukał gry z di Marią i Ronaldo, ale nie wychodziło mu to najlepiej. Fiorentina z kolei zaprezentowała się całkiem nieźle na tle utytułowanego rywala, choć piłkarze Realu, gdy tylko przyspieszyli z łatwością dostawali się przed pole karne „Violi”.

2014.08.16_Super_Mecz_(017)

W przerwie nastąpiły cztery zmiany w Realu. Za Ronaldo, Marcelo, Jamesa Rodrigueza i Xabiego Alonso weszli na boisko Karim Benzema, Fabio Coentrao, Daniel Carvajal i Toni Kroos. W Fiorentinie nie było zmian. Początek drugiej połowy, podobnie jak i pierwszej, należał do Realu. W 50. minucie di Maria zagrał w pole karne do Karima Benzemy, który strzelił tuż przy słupku, ale był na pozycji spalonej. Sędzia Stefański nie uznał już drugiej bramki strzelonej przez „Królewskich”! Choć przyznać trzeba, że obie decyzje były słuszne. Nie mniej jednak kibice w uwielbieniu dla „Królewskich" gwizdali na decyzję sędziego ile się tylko dało!

Po chwili świetny przechwyt zaliczył Pizzaro i „Viola” wyszła z akcją „dwóch na dwóch”, ale Babacar stracił piłkę w prosty sposób. Real próbował szarpać akcjami di Marii, który starał się, jak tylko mógł. W 54 minucie obrońcy Fiorentiny wybili piłkę po dośrodkowaniu z rzutu rożnego. Kroos zagrał w pole karne do di Marii, ale piłka po jego strzale znalazła drogę do rąk Neto.

2014.08.16_Super_Mecz_(027)

Tempo meczu spadało, a coraz śmielej poczynała sobie Fiorentina, choć też nie szarżowała ze swoimi akcjami ofensywnymi. W 58. minucie Khedira zagrał piłkę w pole karne do Benzemy, który ją przyjął, ale oddał niecelny strzał. Po chwili di Maria spod linii bocznej wbiegł między dwóch rywali, ale gdy był przed polem karnym nieczysto trafił w piłkę i właściwie oddał piłkę brazylijskiemu bramkarzowi Fiorentiny.

Na boisku działo się coraz mniej, a tymczasem w 69. minucie Fiorentina objęła prowadzenie 2:1! Marcos Alonso ograł Khedirę i Alvaro Arbeloę, wbiegł w pole karne i oddał techniczne uderzenie w długi róg. Navas nie miał szans na skuteczną interwencję, a wbiegający Nacho próbował jeszcze ratować sytuację wybiciem piłki, ale nie udało się.

2014.08.16_Super_Mecz_(030)

Za chwilę Marcos Alonso ogra Khedirę i Arbeloę i zdobędzie drugą bramkę do Fiorentiny.

2014.08.16_Super_Mecz_(033)

Piłkarze Fiorentiny gratulują strzelcowi gola.

Real wcale nie rzucił się do odrabiania strat. Wprawdzie w 71. minucie strzelał Carvajal, ale niecelnie. W odpowiedzi „Viola” mogła zdobyć gola na 3:1! Ale potężne uderzenie Juana Manuela Vargasa odbił Navas! Przez kilka następnych minut, gdyby nie zmiany (m.in. w 76 min. wszedł Rafał Wolski) można by uznać, że wiało nudą, gdyby nie „fałszywy” Ronaldo. W 76. minucie na boisko wbiegł „kibic” z Elbląga przebrany za Ronaldo. Przy biernej postawie służb porządkowych przygotowywał się w polu karnym do gry. Uciął sobie pogawędkę z Benzemą, a ochrona nie reagowała! Sędzia Stefański pokazał niesfornemu kibicowi czerwoną kartkę, a niemrawo reagujące służby porządkowe wyręczył jeden ze stewardów. Wstyd dla organizatorów!

2014.08.16_Super_Mecz_(040)

„Fałszywy” Ronaldo na boisku.

W 79. minucie di Maria zagrał pod linię końcową do Coentrao, który z trudem utrzymał się przy piłce i dośrodkował, ale na tyle słabo, że Neto spokojnie złapał piłkę. Trzy minuty później w doskonałej sytuacji znalazł się di Maria, ale będąc sam na sam z Neto postanowił go lobować i szesnastu metrów fatalnie spudłował. Nawet nie trafił w światło bramki! W 86. minucie po podaniu z głębi pola do Josipa Ilicia wyjściem przed pole karne musiał się ratować Navas, który wybił piłkę na aut. Fiorentina grała spokojnie starając się utrzymać korzystny wynik, a Real wcale nie kwapił się do ataków.

W ostatniej minucie meczu po dośrodkowaniu Andrei Lazzariego, Ilicić przyjął piłkę i uderzył z powietrza tuż obok słupka. Niewiele zabrakło, aby piłka wpadła do bramki Navasa. W pierwszej minucie doliczonego czasu gry żółtą kartkę za faul na di Marii otrzymał Stefan Savić. Minutę później niewidoczny w meczu Sergio Ramos uderzył piłkę głową po dośrodkowaniu w pole karne, ale trafił w jednego z obrońców i na strachu się skończyło.

Czwarta drużyna włoskiej Serie „A” pokonała zwycięzców Ligi Mistrzów i zdobywców Pucharu Europy. Real wcale nie zagrał źle, ale trochę niefrasobliwie zwłaszcza w obronie i nieskutecznie w ataku. Piłkarze „Królewskich” potwierdzili, że mecze towarzyskie im nie służą. A amerykańskim turnieju International Champions Cup zremisowali z Interem Mediolan (1:1) i przegrali z AS Romą (0:1) i Manchesterem United (1:3).

W meczu oczywiście brakowało walki, zawziętości a nawet agresji charakterystycznej dla meczów o stawkę, ale w sumie nie ma się czemu dziwić. W końcu to był tylko mecz sparingowy, ale obaj trenerzy powinni być zadowoleni z tego sprawdzianu. W Realu mogli zagrać nowi zawodnicy – Navas, James Rodriguez i Kroos. Fiorentina uzyskała możliwość gry z najlepszym obecnie klubem w Europie, a taka gra jest zawsze wartościowym sprawdzianem. Kibice też powinni być zadowoleni, bo w obu drużynach zagrały prawie wszystkie gwiazdy dodatkowo pokazując (szkoda, że tylko chwilami) szybkość i sztuczki techniczne. Szkoda, że Rafał Wolski w swoim ostatnim (póki co) występie w „Violi” wszedł na boisko dopiero w 76. Minucie, ale niejako na osłodę otrzymał opaskę kapitana. Przed meczem mówiono o wypożyczeniu „Wolaka” do Empoli, a skończyło się na występującym w Serie „B” – Bari.

2014.08.16_Super_Mecz_(045)

Rafał Wolski.

Druga edycja Super Meczu przeszła do historii. Ciekawe, kto zagra w trzeciej, o ile dojdzie do skutku…

 

16 sierpnia 2014 r. godz. 20:45 – Warszawa, Stadion Narodowy

Mecz towarzyski – Super Mecz (II. edycja)

Real Madryt - ACF Fiorentina 1:2 (1:1)

Bramki: Cristiano Ronaldo (4 min.) – Mario Gomez (29 min.) i Marcos Alonso (69 min.).

Real Madryt: Keylor Navas, Alvaro Arbeloa (76 min. Lucas Vazquez), Nacho, Raphael Varane (76 min. Sergio Ramos), Marcelo (46 min. Fabio Coentrao), Sami Khedira (76 min. Alvaro Medran), Xabi Alonso (46 min. Toni Kroos), Asier Illarramendi (76 min. Burgui), Angel di Maria, James Rodriguez (46 min. Daniel Carvajal), Cristiano Ronaldo (46 min. Karim Benzema).

Trener: Carlo Ancelotti (Włochy).

ACF Fiorentina: Norberto Murara Neto, Gonzalo Rodriguez (85 min. Ahmed Hegazy), Nenad Tomović (85 min. Cristiano Piccini), Stefan Savić, Alberto Aquilani (68 min. Joshua Brillante), David Pizarro (76 min. Rafał Wolski), Borja Valero, Marcos Alonso (85 min. Manuel Pasqual), Juan Manuel Vargas (85 min. Andrea Lazzari), Khouma Babacar (76 min. Federico Bernardeschi), Mario Gomez (68 min. Josip Ilicić).

Trener: Vincenzo Montella.

Żółta kartka: Savić (90 min. + 1 za faul).

Sędzia: Daniel Stefański (Bydgoszcz).

Widzów: ponad 40 tys. (eurosport.onet.pl), ok. 45 tys. (sport.pl i gwizdek24.se.pl).

 

Źródła: własne, sportowefakty.pl, eurosport.onet.pl, sport.tvp.pl, gwizdek24.se.pl, pl.wikipedia.org.

wtorek, 05 sierpnia 2014
I po mundialu w Brazylii…

Zakończony mundial w Brazylii był (jak każdy poprzedni) najlepszym w historii, bo najlepiej i najbardziej pamiętamy mundial dopiero, co zakończony. Brazylijski turniej przyniósł sporo niespodzianek, wykreował nowe gwiazdy i pokazał piłkarskiemu światu dużo nowej piłkarskiej jakości. Brazylia doznała jednej z dwóch największych, o ile nie największej porażki, a Niemcy obalili twierdzenie Linekera, że zawsze wygrywają, obalili, bo (prawie jak nigdy) zasłużyli na wygraną.

Przed turniejem najbardziej obawiano się o bezpieczeństwo piłkarzy i kibiców mając na uwadze protesty i zamieszki podczas Pucharu Konfederacji w zeszłym roku. Jeszcze dzień przed rozpoczęciem mistrzostw Brazylia nie wyglądała na miejsce rozgrywania największej światowej imprezy. Gdy jednak nadszedł dzień otwarcia mistrzostw Brazylię ogarnęło istne piłkarskie szaleństwo – dokładnie takie, jakiego się spodziewaliśmy. Demonstracje niezadowolonych były, ale w dużo mniejszym stopniu niż rok temu i dużo mniejsze niż się spodziewano. Brazylia stanęła na wysokości zadania.

 

Turniej, drużyny

Mistrzostwo zdobyli Niemcy, którzy przez cały turniej prezentowali w miarę równą i ofensywną formę, choć zdarzały im się mecze gorsze, jak z Ghaną, czy z Algierią. W finale mieliśmy powtórkę z 1986 i 1990 r., ale tym razem finałowy rywal naszych zachodnich sąsiadów, czyli Argentyna – nie zachwycała. Niemcy pokonywali kolejne rundy w pewnym stylu, a Argentyna prześlizgiwała się korzystając z geniuszu Lionela Messiego.

Niemcy_-_mistrzowie_świata_2014

Niemcy – piłkarscy mistrzowie świata 2014 r.

Źródło: philstar.com.

Nie sposób zapomnieć o Brazylii, która miała zdobyć szósty tytuł mistrzowski i zmazać plamę maracaneo, czyli finałowej porażki z Urugwajem w 1950 r., gdy Canarinhos byli gospodarzem mundialu. Historia lubi się powtarzać – Brazylia nie zdobyła mistrzostwa i doznała drugiej hańbiącej porażki, przegrywając w półfinale z Niemcami 1:7. Ciekawe, czy dla Brazylijczyków bardziej bolesne jest maracaneo z uwagi na ogromny zawód, czy półfinałowa kompromitacja z uwagi na rozmiary porażki. Inna sprawa, że Brazylia nie prezentowała świetnej formy, a mimo zwycięstw cały czas liczyliśmy na przełamanie. Tymczasem gospodarze wspierani pracą sędziów prześlizgiwali się do kolejnych rund korzystając z umiejętności i fantazji Neymara. Gdy jednak zabrakło Neymara szybko okazało się, że Luiz Felipe Scolari nie ma żadnego planu „B” i przygotował drużynę z taktyką pt. „podaj do Neymara”.

Do półfinałów awansowały drużyny, które były wymieniane w gronie faworytów, ale wcześniej w fazie grupowej doszło do wielu niespodzianek i zaskakujących rozstrzygnięć. Przede wszystkim z nienajlepszej strony zaprezentowały się drużyny europejskie. Na tym etapie turnieju odpadły – Hiszpania, Włochy, Anglia, Portugalia i Rosja. Jedyną pozytywną europejską niespodzianką była Grecja, której akurat pomogła głupota piłkarzy Wybrzeża Kości Słoniowej. Co do Czarnego Lądu, to po raz kolejny zawiódł, aczkolwiek pozytywnym zaskoczeniem była Algieria. Fazę grupową przebrnęły dwie z pięciu afrykańskich drużyn, ale odpadły już w 1/8 finału. Najlepiej zaprezentowali się piłkarze z Ameryki Południowej, skoro aż pięć z sześciu z nich awansowało dalej. W fazie grupowej odpadł tylko Ekwador. Co jednak z tego, skoro drabinka turniejowa była tak ułożona, że Brazylia, Kolumbia, Chile i Urugwaj wzajemnie się eliminowały. Argentyna była po drugiej strony drabinki i dotarła aż do finału. Rewelacją turnieju była zdecydowanie Kostaryka, która odpadła z Holandią dopiero w ćwierćfinale i to po karnych. Warto jeszcze przypomnieć, że mecze fazy grupowej zaskakiwały żywiołowym i ofensywnym, wręcz radosnym stylem prezentowanym przez większość drużyn. Faza pucharowa była już mniej atrakcyjna, ponieważ zaczęły się piłkarskie szachy, ale i tak kilka meczów dostarczyło sporych emocji.

 

Piłkarze

Nagrodę dla najlepszego zawodnika turnieju otrzymał Leo Messi, ale ta nagroda wzbudziła sporo kontrowersji. Wydaje się, że z najlepszej strony zaprezentował się król strzelców turnieju, czyli James Rodriguez (Kolumbia). Z bardzo dobrej strony, wyróżniając się ponad przeciętność, zaprezentowali się m.in. Thomas Mueller i Mats Hummels (Niemcy), Javier Mascherano (Argentyna), Alexis Sanchez (Chile) i przede wszystkim Holendrzy – Arjen Robben i Robin Van Persie. Szczególną kategorię stanowią bramkarze. Manuel Neuer (Niemcy) w meczu z Algierią pokazał, że bramkarz może chwilami pełnić rolę ostatniego obrońcy, choć przyznać trzeba, że w meczu finałowym, gdy chciał popisać się taką umiejętnością bezpardonowo staranował Gonzalo Higuaina (Argentyna). W każdym razie, Neuer bronił znakomicie, ale świetnie zaprezentowali się inni bramkarze, a w szczególności – Keylor Navas (Kostaryka), Guillermo Ochoa (Meksyk), David Ospina (Kolumbia), Tim Howard (USA), Rais M’Bolhi (Algieria) i Claudio Bravo (Chile).

 

Trenerzy

Oprócz znanych trenerów, jak Joachim Loew (Niemcy) i Louis van Gaal (Holandia), z dobrej strony pokazało się kilku trenerów bez większych sukcesów do tej pory. Wśród nich należy wymienić takich trenerów, jak Miguel Herrera (Meksyk), Kolumbijczyk Jorge Luis Pinto (Kostaryka), Bośniak Vahid Halihodżić (Algieria) i Argentyńczycy – Alejandro Sabella (Argentyna), Jose Nestor Pekerman (Kolumbia), i Jorge Sampaoli (Chile).

 

Skandale

Kameruńczycy strajkowali przed wylotem do Brazylii domagając się wypłaty zaległych premii. Na miejscu kłócili się ze sobą, a dodatkowo pojawiły się medialne zarzuty o ustawianie meczów! Kłótnia skutkująca wyrzuceniem dwóch piłkarzy z kadry miała miejsce także w ekipie Ghany. Co do Ghańczyków to przed ostatnim grupowym meczem z Portugalią domagali się dodatkowej premii pieniężnej i ją otrzymali (podobno w wysokości 40 tys. dolarów). Smaczku całej sprawie dodaje fakt, że przed meczem Ghana – Portugalia światowe media obiegło zdjęcie Johna Boye całującego plik pieniędzy. Później media obiegło zdjęcie Boye strzelającego samobójczą bramkę…

Johan_Boye_całuje_pieniądze

Johan Boye (Ghana) całuje plik pieniędzy otrzymany przed ostatnim meczem grupowym.

Źródło: sport.pl.

Brutalne faule

Trzy faule zapamiętają kibice mundialu. Po pierwsze, (trzeci w karierze!) atak Luisa „Gryzonia” Suareza, który postanowił zagłębić swoje zęby w barku Włocha Giorgio Chielliniego. Meksykański sędzia Marco Rodriguez nie wiedział co się stało i mimo, że Chiellini demonstracyjnie pokazywał ślad po zębach Suareza. FIFA nie była tak łaskawa i ukarała recydywistę kilkumiesięcznym zawieszeniem.

Chiellini_i_"Gryzoń"_Suarez

Giorgio Chiellini (Włochy) – ofiara ataku Luisa „Gryzonia” Suareza (Urugwaj).

Źródło: purelyfootball.com.

Po drugie, uderzenie Kolumbijczyka Juana Zunigi kolanem w plecy Neymara w absolutnie niegroźnej sytuacji. Faul spowodował pęknięcie jednego z kręgów lędźwiowych Neymara i zakończył jego udziału w mundialu. Po trzecie, bezmyślny atak Franzuza Blaise’a Matuidiego w lewą kostkę Nigeryjczyka Ogenyiego Onaziego. Trudno uwierzyć, że faul, który mógł zakończyć się poważną kontuzją i złamaniem skutkującym wielomiesięczną rekonwalescencją przyniósł „tylko” zwichnięcie. Tak samo trudno uwierzyć, że amerykański sędzia Mark Geiger upomniał Matuidiego tylko żółtą kartką.

 

Rekordy

Niemcy zdobyli czwarty tytuł mistrzowski (wcześniej – 1954, 1974, 1990), czym wyrównali osiągniecie Włoch, a lepsza z pięcioma tytułami pozostaje Brazylia. Ciekawsze jest jednak to, że mundial w Brazylii był piątym z kolei dużym turniejem, na którym Niemcy stanęli na podium! MŚ 2006 – 3. miejsce, ME 2008 – 2. miejsce, MŚ 2010 – 3. miejsce, ME 2012 – 3. miejsce, MŚ 2014 – 1. miejsce. Poza tym, Niemcy w całym turnieju zdobyli 18 bramek i przy 11 golach Brazylii, wyprzedzili Canarinhos w liczbie strzelonych bramek w historii mundiali. Niemcy mają 224 gole, a Brazylia 221. Jednocześnie Niemcy są drużyną, która rozegrała najwięcej meczów (106 przy 104 Brazylii) i straciła najwięcej bramek (121). W klasyfikacji wszechczasów Brazylia wyprzedza jednak Niemcy o 9 punktów (227:218). W najistotniejszej klasyfikacji indywidualnej piłkarz niemiecki wyprzedził brazylijskiego. Miroslav Klose dzięki golom strzelonym Ghanie i właśnie Brazylii stał się najskuteczniejszym strzelcem w historii piłkarskich mistrzostw świata. Pochodzący z Opola zawodnik ma na swoim koncie 16 goli i o jedną bramkę wyprzedził Brazylijczyka Ronaldo, który nie krył, że źle życzy swojemu rywalowi.

Dla Brazylii smutnym rekordem jest największa liczba goli straconych przez gospodarza turnieju. I jeszcze jeden rekord w klasyfikacji indywidualnej. Farid Mondragon (Kolumbia) wystąpił w ostatnim meczu fazy grupowej i został najstarszym piłkarzem mistrzostw (43 lata).

 

Sędziowie

Arbitrzy nie popisywali się, zwłaszcza w pierwszej części mistrzostw, gdy popełniali liczne błędy, a w szczególności gwizdali spalone, których, jak wykazywały powtórki telewizyjne, nie było. Sędziowie mieli też problemy z karaniem zawodników kartkami, jakby otrzymali odgórny przykaz, aby ograniczyć korzystanie z nich. Nie sposób zapomnieć, że w meczu Francja – Szwajcaria (5:2) holenderski sędzia Bjoern Kuipers nie uznał jednej z bramek Karima Benzemy, ponieważ gdy składał się do strzału sędzia zakończył mecz z powodu upływu doliczonego czasu gry! Trudno nie odnieść wrażenia, że sędziowie pomagali Brazylijczykom, jak tylko mogli, a zwłaszcza Japończyk Yuichi Nishimura, który nie pozwolił zrobić gospodarzom krzywdy w meczu otwarcia z Chorwacją.

To tylko subiektywne odczucia, ale mundial 2014 przeszedł do historii sędziowania z dwóch obiektywnych powodów. Po pierwsze, sędziowie mogli korzystać ze spreyu wyznaczającego linię, której piłkarze nie mogli przekroczyć przy wykonywaniu rzutu wolnego lub rożnego. Po drugie, wprowadzono technologię Goal-Line pozwalającą stwierdzić, czy piłka przekroczyła linię bramkową. Z tej technologii sędzia po raz pierwszy skorzystał podczas meczu Francja – Honduras. W 48 min. po strzale Benzemy piłka odbiła się od słupka i od bramkarza Hondurasu – Noela Valladaresa. Sędzia uznał bramkę dla Francji dopiero po analizie Goal-Line.

 

Co jeszcze zapamiętamy?

Odchodząc trochę od wydarzeń czysto piłkarskich z całą pewnością będziemy pamiętali rzut karny wykonywany przez Jamesa Rodrigueza w ćwierćfinałowym meczu z Brazylią. Nie byłoby w nim nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że Kolumbijczykowi towarzyszył pasikonik gigant. Towarzyszył mu od momentu, gdy ustawiał piłkę na jedenastym metrze aż do czasu, gdy pobiegł z piłką do środka boiska.

James_Rodriguez_i_pasikonik_gigant

James Rodriguez (Kolumbia) i jego przyjaciel – pasikonik gigant.

Źródło: sport.wp.pl.

Z całą pewnością zapamiętamy także niespodziewany zabieg taktyczny trenera Holendrów – Luisa van Gaala w ćwierćfinałowym meczu z Kostaryką. W ostatniej minucie dogrywki „Żelazny Tulipan” zachował się niczym szarlatan i zmienił podstawowego bramkarza Jaspera Cillessena wprowadzając Tima Krula. Przecież takich rzeczy się nie robi! A jednak Krul wszedł na rzuty karne, dwa obronił, zapewnił Holendrom awans do półfinału i zakończył swój udział w mistrzostwach.

Krul_zastępuje_Cillessena

Ostatnia minuta dogrywki w ćwierćfinale Holandia – Kostaryka i zmiana bramkarzy. Za Jaspera Cillessena wchodzi Tim Krul!

Źródło: sport.wp.pl.

Van Gaal, mimo odważnych decyzji taktycznych, ma poważanie wśród zawodników, ale takiego poważania reczej nie miał trener Argentyńczyków. Niektórzy uważali, że Alejandro Sabella przede wszystkim starał się nie przeszkadzać swoim zawodnikom. Nic, więc dziwnego, że gdy próbował coś wytłumaczyć Ezquiel’owi Lavezzi’emu… został oblany wodą z biodonu! To zdarzenie nie wyglądało na przypadek.

Lavezzi_oblewa_wodą_Sabellę

Ezquiel Lavezzi oblewa wodą z bidonu trenera Alejandro Sabellę.

Źródło: smk.com.au.

Z całą pewnością zapamiętamy też kozła ofiarnego brazylijskiej porażki, czyli Freda. To fakt, że grał słabo, ale uznanie go winnym mundialowego niepowodzenia byłoby niesprawiedliwe. Złośliwi dodawali, że w całym turnieju, a wystąpił w sześciu meczach, zaliczył jedno udane zagranie. I wcale nie była to bramka strzelona Kamerunowi, tylko symulowanie faulu, po którym japoński sędzia podyktował karnego w meczu otwarcia!

Zapamiętamy też wpadkę organizacyjną Brazylijczyków. Przed meczem Francja – Honduras w Porto Alegre (podobno po raz pierwszy w historii mundialu) nie odegrano hymnów obu reprezentacji. Ale mundial w Brazylii zapamiętamy też dlatego, że zagrał w nim Diego Armando Maradonna! To znaczy zagrał w nim w oczach niestrudzonego Dariusza Szpakowskiego, który komentując dla TVP ćwierćfinał Argentyna – Belgia (1:0), kilkukrotnie pomylił Messiego z Maradonną! Wprawdzie w późniejszych wywiadach próbował tłumaczyć „pomagier” Szpaka, czyli Grzegorz Mielcarski, ale niesmak pozostał.

 

Transfery

O mundialu mówi się, że jest największym targowiskiem świata i nic dziwnego, skoro (przynajmniej w teorii) podczas mundialu spotykają się wszyscy najlepsi piłkarze świata. Trwający przez miesiąc turniej niewątpliwie pozwala na podjęcie decyzji transferowych, bo kreuje nowe gwiazdy i weryfikuje umiejętności dotychczasowych.

Barwy klubowe w trakcie albo po mundialu zmienili tacy piłkarze, jak np. Luis Suarez (Urugwaj; Liverpool – FC Barcelona, 81 mln euro), James Rodriguez (Kolumbia; Monaco – Real Madryt, 80 mln euro), Diego Costa (Brazylia; Atletico Madryt – Chelsea Londyn, 38 mln euro), Alexis Sanchez (Chile; Barcelona – Arsenal, 37,8 mln euro), Toni Kroos (Niemcy; Bayern – Real Madryt, 30 mln euro), Mario Mandżukić (Chorwacja; Bayern Monachium – Atletico Madryt, 22 mln euro), Mathieu Debuchy (Francja; Newcastle – Arsenal Londyn, 15 mln euro), Claudio Bravo (Chile; Real Sociedad – FC Barcelona, 12 mln euro), Keylor Navas (Kostaryka; Levante – Real Madryt, 10 mln euro), David Ospina (Kolumbia; OGC Nice – Arsenal Londyn, 4 mln euro) i Guillermo Ochoa (Meksyk; Ajaccio – Malaga, bez odstępnego).

Jeśli chodzi o trenerów też doszło do kilku ciekawych zmian. O tym, że Luis van Gaal kończy pracę z Holandią po mundialu i odchodzi do Manchesteru United było wiadomo już wcześniej. Mundial przyniósł jednak kilka zmian. Luiz Felipe Scolari, choć początkowo zamierzał trwać na stanowisku, ku uciesze prawie wszystkich Brazylijczyków złożył dymisję. Długo nie był jednak bezrobotny i podjął pracę w Gremio Porto Alegre. Z kolei Bośniak Vahid Halihodżić uniósł się honorem, gdy algierskie media zarzucały mu, że nie pozwala piłkarzom na świętowanie Ramadanu i zamiast przedłużyć kontrakt z algierską federacją przeniósł się do Trabzonu.

Brazylijski mundial przyniósł wiele zdarzeń, które zapamiętamy na długo, ale czy dłużej, niż po zakończeniu mundialu w Rosji?

 

Źródła: własne, eurosport.onet.pl, transfermarkt.pl, philstar.com, sport.pl, purelyfootball.com, sport.wp.pl, smk.com.au. Mundial. Historia – wydanie specjalne „Przeglądu Sportowego” Nr 6/2014. Skarb Kibica. Mistrzostwa Świata. Brazylia 2014. Dodatek do „Przeglądu Sportowego” z dnia 12 czerwca 2014 r. Skarb Kibica. Mundial 2014 – podsumowanie. Tygodnik „Przegląd Sportowy” z dnia 16-29 lipca 2014 r., Nr 28-29/2014.

sobota, 06 kwietnia 2013
Barcelona – Real na Krecie

Podczas pobytu na urlopie na Krecie na jednej z plaż w Rethymno  (trzecie co do wielkości miasto Krety) zauważyłem wywieszoną „do góry kołami” flagę Barcelony. Czy mogli ją wywiesić kibice miejscowego Ergotelisu Iraklion albo OFI Kreta? Raczej nie, bo oba kluby nie rywalizują z Barceloną. To może kibice popularnych w całym kraju Panathinaikosu i Olympiakosu? Być może. Tym bardziej, że w sezonie 2009/2010 Panathinaikos uległ Barcelonie w Lidze Mistrzów 1:5 na Camp Nou i 0:3 u siebie. Podczas tego drugiego meczu, gdy do końca meczu pozostał tylko kwadrans jeden z fanów Panathinaikosu nie wytrzymał upokorzenia i wbiegł na boisko. Dobiegł na odległość kilku metrów od Leo Messiego i pokazał mu co o nim myśli. Wcześniej w sezonie 2005/2006, gdy PAO wyeliminowało Wisłę w eliminacjach LM, w fazie grupowej bezbramkowo zremisował i przegrał 0:5. Dziesięć lat temu w sezonie 2001/2002 w ćwierćfinale tych rozgrywek „Konieczynki” wygrały u siebie 1:0 i przegrały 1:3 na wyjeździe. 

Real_-_Barcelona_na_Krecie_(1)

A może sympatycy innych klubów z Hiszpanii? Valencia, Deportivo, czy Villareal raczej nie wchodzą w grę. Wydaje się więc, że flagę zawiesił (zapewne miejscowy) sympatyk Realu Madryt. Rywalizacja Barcelony i Realu – dwóch chyba najbardziej popularnych klubów na świecie elektryzuje kibiców w różnych zakątkach świata, a Gran Derbi są najchętniej oglądanymi meczami. Oczywiście popularne są Manchester, Chelsea, Arsenal, Bayern czy Juventus z Milanem, ale to Real i Barcelona są na ustach całego piłkarskiego świata.

Real_-_Barcelona_na_Krecie_(2)

Zresztą nie trzeba szukać daleko. W Polsce także jest wielu sympatyków obu hiszpańskich potęg. W kręgu moich bliskich i znajomych jest podobnie. W czasie, gdy Real nie osiągał żadnych sukcesów jeden z moich przyjaciół (zagorzały fan Barcelony) mówił do drugiego (kibic Realu) – „Chcesz zobaczyć jak ktoś w białej koszuli podnosi puchar? To idź w niedzielę do kościoła!” albo „Jak nazywa się ciepły, rozgazowany i posolony Żywiec? Real Madryt!”.

A flagi Barcelony następnego dnia nie było już na plaży…

 

Zdjęcia zostały wykonane w czerwcu 2011 r.

 

Źródła: własne, 90minut.pl i „Leo strzela i irytuje” w Przeglądzie Sportowym z dnia 26 listopada 2010 r., s. 10.

wtorek, 26 października 2010
UEFA Chamiopns League Trophy Tour 2010

W dniach od 15 września – do 17 października miało miejsce niezwykłe wydarzenie – UEFA Champions League Trophy Tour zorganizowane pod patronatem UniCredit (oficjalnego sponsora Ligi Mistrzów w latach 2009-2011). Dzięki temu kibice w wybranych miastach Niemiec, Czech, Polski, Słowacji i Austrii mieli niepowtarzalną szansę zobaczenia pucharu przyznawanego najlepszej drużynie Europy.

Historia

Do 1992 r. puchar był przyznawany zwycięzcy Pucharu Europy Mistrzów Krajowych (PEMK), natomiast od 1992 r. zwycięzcy Ligi Mistrzów, czyli rozgrywek, które zastąpiły Puchar Europy, a jednocześnie umożliwiły uczestnictwo w nich nie tylko mistrzów krajowych. Rozgrywki o Puchar Europy został utworzone w dniu 26 lutego 1955 r. z inicjatywy Gabriela Hanota, reportera francuskiego dziennika sportowego „L'Équipe”.

Srebrny puchar z napisem o wysokości 74 cm i wadze 8 kg zdobi logo UEFA i napis „coupe des clubs champions europens”. Puchar został wykonany w Bernie przez szwajcarskiego jubilera Jörga Stadelmanna. Komitet Wykonawczy UEFA przeznaczył na ten cel podczas posiedzenia w 1967 r. w Wiedniu kwotę 10 tys. franków szwajcarskich. W porównaniu z pierwowzorem zdobytym przez Real Madryt na własność. Nowy, a jednocześnie funkcjonujący do dzisiaj puchar jest większy i ma charakterystyczne większe "uszy".

Puchar Ligi Mistrzów UEFA

Puchar Ligi Mistrzów UEFA z bliska.

Pierwszy z finałów odbył się na paryskim stadionie Parc des Princes, a Real Madryt pokonał Stade de Reims 4:3. W ostatnim finale rozegranym 22 maja tego roku na El Stadio Santiago Bernabeu w Madrycie, Inter Mediolan pokonał Bayern Monachium 2:0.

Najwięcej razy w rozgrywkach zwyciężał Real Madryt (9). Kolejne miejsca w tej zaszczytnej klasyfikacji zajmują AC Milan (7) i FC Liverpool (5). Najczęściej w finałach grał – Real Madryt (12), AC Milan (11) i Bayern Monachium (8). Największymi pechowcami pod względem porażek w finale są Benfica Lizbona i Juventus Turyn. Oba kluby siedmiokrotnie dotarły do finału, ale przegrywały w nim aż pięć razy.

Puchar Mistrzów jest przechodni a na własność zdobyli go piłkarze pięciu klubów. Pierwszym był Real Madryt, gdy w 1966 r. zwyciężył w rozgrywkach po raz szósty. Następnie: Ajax Amsterdam i (1973) i Bayern Monachium (1976), gdy zwyciężali trzy razy z rzędu oraz AC Milan (1994) i FC Liverpool (2005), gdy zwyciężali po raz piąty w ogóle. Oznacza to, że od rozgrywek w sezonie 2005/2006 wręczana jest szósta wersja pucharu. Wymienione kluby w rozgrywkach Ligi Mistrzów są zobowiązane do noszenia na lewym rękawie naszywki oznaczającej wielokrotnego zdobywcę Pucharu Europy. Wyjątkiem spośród tych klubów jest AC Milan, który korzysta z naszywki we wszystkich rozgrywkach a nawet w meczach sparingowych.

Najwięcej bramek w historii najważniejszych klubowych rozgrywek klubowych w Europie zdobył Raul Gonzalez (68), który wyprzedza Ruuda van Nistelrooya (58) i Thierry’iego Henry’iego (50). Warto przypomnieć dokonania strzeleckie legend Pucharu Europy: 49 bramek – Alfredo di Stefano, 47 – Eusebio, 36 – Ferenc Puskas, 35 – Gerd Muller i 30 – Francisco Gento.

Puchar Ligi Mistrzów UEFA

Puchar Ligi Mistrzów z logiem sponsora.

Polskie akcenty

Polski klub nigdy nie zagrał w finale Pucharu Europy, natomiast półfinał tych rozgrywek osiągnęły Legia Warszawa (w sezonie 1969/1970) i Widzew Łódź (1982/1983). Puchar Europy zdobyło tylko pięciu polskich piłkarzy: Zbigniew Boniek (1985 r., Juventus Turyn), Józef Młynarczyk (1987, FC Porto), Sławomir Wojciechowski (2001, Bayern Monachium) i Tomasz Kuszczak (2008, Manchester United).

Po przekształceniu Pucharu Europy w Ligę Mistrzów polskie klub nie odnosiły znaczących sukcesów, przy czym tylko dwóm polskim klubom udało się awansować do fazy zasadniczej Ligi Mistrzów. W sezonie 1995/1996 Legia Warszawa awansowała do ćwierćfinału, natomiast w sezonie 1996/1997 Widzew Łódź zakończył swój udział na rozgrywkach grupowych.

Spośród polskich piłkarzy najwięcej meczy w Lidze Mistrzów UEFA rozegrali: Jerzy Dudek – 46 (Feyenoord Rotterdam, FC Liverpool, Real Madryt), Michał Żewłakow (Anderlecht Bruksela, Olympiakos Pireus) – 31 i Krzysztof Warzycha – 26 (Panathinaikos Ateny). Natomiast najwięcej bramek zdobyli: Krzysztof Warzycha – 8 (Panathinaikos) oraz Emmanuel Olisadebe (Panathinaikos) i Jacek Krzynówek (Bayer Leverkusen) – po 3.

Tegoroczna edycja UEFA Champions League Trophy Tour

Druga edycja UCLTT rozpoczęła się w Monachium z udziałem trzech ambasadorów UEFA, którymi w tym sezonie są Luis Figo, Giovanne Elber i Cafu. Stolicę Bawarii odwiedzili także Lothar Matthaeus, sędzia Markus Merk i prezes Bayeru Leverkusen – Rainer Calmud. W Pradze pojawił się Figo i Vladimir Smir. W Warszawie – Figo, Józef Młynarczyk i Peter Schmeichel. W Bratysławie Figo, Pauleta i Karl-Heinz Riedle a w Wiedniu oprócz dwóch pierwszych także Michael Konsel i piłkarze Rapidu Wiedeń. Dodać trzeba, że trasa przebiegała przez inne miasta, w których puchar dostępny był dla kibiców przez kilka godzin. Wtedy też pojawiały się znane osoby związane z piłką nozną. Przykładowo w Zilinie pojawili się piłkarze miejscowego MSK – aktualnego mistrza Słowacji i uczestnika Ligi Mistrzów.

Co oglądać?

Najważniejszym elementem całego Tour’u był oczywiście Puchar Europy, ale organizatorzy zapewnili także inne ciekawe akcesoria. Przede wszystkim siedem koszulek – Paolo Maldini (AC Milan), Shunsuke Nakamura (Celtic Glasgow), Nottingham Forrest, Lionel Messi (FC Barcelona), Eusebio (Benfica Lizbona), David Pizarro (AS Roma), Javier Zanetti (Inter Mediolan) i David Beckham (Manchester United).

Koszulki z Ligi Mistrzów

Koszulki z Ligi Mistrzów.

Do tego był dostępny kącik z tablicą informującą o przebiegu kariery Luisa Figo, a także gablota z koszulkami klubów, w których występował (Inter Mediolan, Real Madryt, FC Barcelona i Sporting Lizbona). Poza tym kibice mogli obejrzeć z bliska piłki, korki, kartki i gwizdek sędziego, kulki do losowania. Poza tym głowny namiot uzupełniały manekiny Davida Beckhama (AC Milan) i Ronaldinho (FC Barcelona).

Poprzednia edycja UEFA Champions League Trophy Tour

W 2009 r. odbyła się pierwsza edycja UniCredit UEFA Trophy Tour, która objęła Mediolan, Zagrzeb, Bukareszt, Budapeszt i Sofię. Największą gwiazdą w pierwszym z tych miast był Luis Figo. W Zagrzebiu – Slaven Bilić, w Bukareszcie legendarny bramkarz Steauy – Helmut Duckadam, w Budapeszcie – Christian Karembue i Alan Simonsen, natomiast w Sofii Krassimir Bałakow i Peter Schmeichel.

Podsumowanie

Impreza pozwoliła przybliżyć kibicom, którzy Ligę Mistrzów znają tylko z telewizorów, najważniejsze piłkarskie trofeum w Europie. O ile w krajach Europy Zachodniej tour nie wzbudziłby dużego zainteresowania, o tyle w krajach Europy Środkowo-Wschodniej stanowił spore wydarzenie, choć trochę marginalizowane przez media z uwagi na sponsora tytularnego.

środa, 28 października 2009
Królewska hańba

Wprawdzie w dotychczasowych meczach 1/16 finału Pucharu Polski nie było niespodzianki, ale w Hiszpanii w Pucharze Króla doszło wczoraj do sensacji XXI wieku, jak określił w dzisiejszym wydaniu dziennik „As”. Trzecioligowy AD Alcoron rozgromił naszpikowany gwiazdami Real Madryt aż 4:0. Wprawdzie jest jeszcze mecz rewanżowy i Real stać na odniesienie przekonywującego zwycięstwa gwarantującego mu awans, ale wynik poszedł w świat…

Trener Pellegrini może być zdezorientowany, bo przeciwko trzecioligowcom rzucił prawie wszystko, co miał najlepsze. Oczywiście zabrakło Casillasa, Kaki czy Ronaldo, ale i tak Real powinien ten mecz wygrać. Przynajmniej tak wskazywałaby logika. Wyjściowa jedenastka „królewskich” zrobi wrażenie na niejednym silnym europejskim zespole: Dudek - Arbeloa, Drenthe, Albiol, Metzelder - Diarra, Guti, Van der Vaart, Granero - Raul, Benzema. Po raz kolejny okazało się jednak, że nazwiska i pieniądze nie grają a boisko weryfikuje dosłownie wszystko.

Największym pechowcem w klubie z Madrytu jest chyba Jerzy Dudek, dla którego był to pierwszy i być może ostatni mecz w tym sezonie. Dudek broni w meczach Pucharu Króla i sporadycznie w innych meczach, ale słowo „sporadycznie” należy rozumieć jako „wyjątkowo rzadko”. Tymczasem w rewanżu Pellegrini będzie musiał zmobilizować wszystkich piłkarzy i nie posadzi na ławce najlepszych, dlatego Casillas prawdopodobnie zastąpi Dudka. A swoją drogą polski bramkarz ma pecha, bo akurat w Pucharze Króla „królewscy” grają wyjątkowo słabo – nie tylko w tym, ale w każdym z ostatnich kilku sezonów. Dość powiedzieć, że ostatni raz triumfowali w Copa del Rey w 1993 r.

Manuel Pellegrini też nie wspomina pucharowych potyczek najlepiej. W zeszłym sezonie prowadzone przez niego Villarreal przegrało na wyjeździe z Polideportivo Ejido 0:5. Później był tylko remis 1:1 i pożegnanie z Pucharem. W tym roku Pellegrini znowu staje przed trudnym zadaniem.

piątek, 10 lipca 2009
„Królewscy” rządzą

Jak dotąd „Królewscy” są rzeczywiście królami letniego okienka transferowego i mało prawdopodobne, aby ktoś okazał się lepszy.

Po nieudanym sezonie 2008/2009 prezes Realu Madryt Florentino Perez zapowiedział budowanie galaktycznego Realu, który odbierze Barcelonie mistrzostwo Hiszpanii a następnie sięgnie po prymat w Europie. Perez nie poprzestał na słowach i sięgnął po trzech znakomitych piłkarzy. Kaka (67 mln euro), Cristiano Ronaldo (94 mln euro) i Karim Benzama (35 mln euro) to zawodnicy o uznanych na świecie nazwiskach. Dołączyli do nich jeszcze: Raul Albiol z Valencii (15 mln euro) i dwóch zawodników wracających z wypożyczeń: Alvaro Negredo z Almerii i Ezequiel Garay z Racingu Santander. Perez starał się jeszcze o Francka Riberiego, Xabi Alonso i Davida Villę, ale za tego pierwszego Bayern Monachium podyktował zaporową cenę (80 mln euro), drugi był za drogi (40 mln euro) a trzeciemu bliżej na Camp Nou niż na Santiago Bernabeu. Perez oprócz kupowania zawodników postanowił również zarabiać na transferach dlatego już sprzedał Javiera Saviolę do Benfici Lizbona za skromne 5 mln euro natomiast z Vfb Stuttgart podobno jest umówiony na 20 mln euro za Klaasa Jana Huntelaraa. Co więcej FC Porto oferuje aż 25 mln euro za Alvaro Negredo. Dodatkowo Royston Drenthe został wypożyczony do Fiorentiny na jeden sezon z możliwością transferu definitywnego za 9,5 mln euro. Wprawdzie Fabio Cannavaro, Juliena Fauberta i trzeci bramkarz Jordi Codina odeszli na zasadzie wolnych transferów, to jednak lista zawodników na sprzedaż jest bardzo długa. Prezes Realu zapowiedział, że część pieniędzy na transfery będzie pochodziło ze sprzedaży innych piłkarzy, ale póki co, są to jedynie obietnice.

Cristiano_Ronaldo_na_Santiago_Bernabeu

Cristiano Ronaldo witany na Santago Bernabeu przez 80 tys. kibiców Realu Madryt.

Zdjęcie pochodzi z serwisu www.sports.pl.

Czy budowanie drużyny w oparciu o gwiazdy to dobry sposób na sukces? Wydaje się, że i tak i nie. Gwiazdy są zawsze potrzebne, ale gdy gwiazd jest za dużo, to zaczynają się kłócić i nie współpracują, bo ich dominacja i ich gwiazdorstwo są zagrożone. Nie oszukujmy się, że Perez osiągnął wielki sukces ze swoimi „Galacticos”. Ściągnięcie absolutnie najlepszych piłkarzy świata to krok marketingowo doskonały, ale stare piłkarskie porzekadło mówi, że nazwiska nie grają. Jeśli drugie wcielenie „Galacticos” zagra tak jak należy się spodziewać, to wygra Primiera Division, wygra Ligę Mistrzów, ale nie będzie to taka dominacja jak w tym roku Barcelony i nie będzie to ciągłe pasmo sukcesów. Dlaczego? Bo tak uczy historia pierwszych „Galacticos”.

23:20, martinez-4ever , Transfery
Link Komentarze (1) »
środa, 22 kwietnia 2009
Bezmózgi Pepe

Tylko to przychodzi mi na myśl po zobaczeniu faulu Pepe w meczu przeciwko Getafe. W polu karnym „Królewskich" najpierw popchnął rywala, a gdy ten przewrócił się kopnął go z całym impetem w nogi a następnie „przejechał" korkami po plecach lezącego piłkarza. Zgroza, strach i szkoda słów. 

Piłkarskim bandytom mówię stanowcze nie, ale gdy widzę takich piłkarzy jak Pepe i taką kretyńską głupotę, to chce mi się powiedzieć nie dla Pepe i dla jego przyszłej kariery. Futbol wywołuje skrajne emocje i sprawia, że jako piłkarze czy tylko widzowie zachowujemy się w sposób irracjonalny. Faule zdarzają się nawet tym, którzy starają się grać „fair play" i faulują niechcący. Inni często i rozmyślnie faulują, ale to, co zrobił Pepe wymyka się poza wszelkie granice. Sfaulował rywala przez popchnięcie i w tym ułamku sekundy musiał być świadomy, że popełnił faul, ale jemu było mało i chyba ze złości a może ze swojej bezsilności kopnął nie piłkę tylko rywala. Mógł spowodować u niego dotkliwą kontuzję, ale tym i następnym kopnięciem wykazał swój brak szacunku dla drugiego, co gorsze leżącego a znane porzekadło mówi, że nie kopie się leżącego.

Pepe zasłużył na najsurowszą karę i mam nadzieję, że nieprędko wróci do gry a takie bandyckie zachowania nieprędko będą przedmiotem moich wpisów.
 
23:21, martinez-4ever , Kontuzje
Link Komentarze (1) »
| < Grudzień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
Tagi