Wpisy z tagiem: Legia

piątek, 26 stycznia 2018
Ostatnia porażka

W środę 10 sierpnia 2016 r. Górnik Zabrze wyeliminował Legię Warszawa z Pucharu Polski. Górnik wygrał 3:2 po dogrywce, choć do przerwy przegrywał 0:2. Wynik meczu był niespodzianką, bo Legia przystępowała do niego jako obrońca trofeum i mistrz Polski, a Górnik reprezentował I ligę po degradacji z ekstraklasy. Co więcej, legioniści przegrali w roku obchodów stulecia powstania klubu. Poza tym porażka w Pucharze Polski przyszła po ponad dwóch i pół roku.

Poprzedni mecz w Pucharze Polski Legia przegrała 965 dni wcześniej. 18 grudnia 2013 r. Legia przegrała w 1/8 finału Pucharu Polski w wyjazdowym meczu z… Górnikiem Zabrze (1:3). Tyle tylko, że wtedy Legia była liderem ekstraklasy, a Górnik wiceliderem. Ówczesny trener legionistów – Jan Urban nie za bardzo przejął się porażką, a kilka dni później nie był już trenerem Legii. Zastąpił go Henning Berg, który w kolejnym sezonie sięgnął po Puchar Polski, podobnie zresztą jak jego następca, czyli Stanisław Czerczesow. W tym czasie Legia rozegrała 14 meczy, z których 12 wygrała (w tym jeden po dogrywce), 2 zremisowała i osiągnęła bilans bramkowy 36:9.

2016.08.10_Górnik_-_Legia_3:2_PP

Źródło: legia.net.

Co ciekawe, ówczesny Prezes Legii – Bogusław Leśnodorski jeszcze w sezonie 2015/2016 udzielił takiej wypowiedzi: „W przyszłym sezonie możemy zmienić podejście do rozgrywek Pucharu Polski. Chodzi mi zwłaszcza o rundę jesienną, kiedy będziemy grali w europejskich pucharach. Nie mówię, że zlekceważymy te rozgrywki, ale bardzo możliwe jest, że zmienimy priorytety.” (oba cytaty za: sport.pl). Tak się jednak nie stało i Legia wystąpiła w Zabrzu w najmocniejszym zestawieniu, ale drużyna prowadzona przez Besnika Hasiego grała fatalnie.

Nieco wcześniej Legia popisała się jeszcze lepszą serią, gdy była niepokonana w Pucharze Polski przez cztery lata (!). W sezonie 2009/2010 Legia przegrała w pierwszym meczu ćwierćfinałowym z Ruchem Chorzów 0:1. Następnie Legia wygrała mecz rewanżowy 2:1 po dogrywce i odpadła, a później sięgnęła po trzy Puchary Polski (dwa z Maciejem Skorżą i jeden z Janem Urbanem). W tym czasie Legia rozegrała 22 mecze, z których 18 wygrała (w tym jeden po dogrywce), 4 zremisowała i osiągnęła bilans bramkowy 48:12. Legia przegrała dopiero 8 maja 2013 r., gdy w rewanżowym meczu finałowym uległa 0:1 Śląskowi Wrocław. Sięgnęła jednak po trofeum, bo na wyjeździe wygrała 2:0. Porażki z Ruchem i Śląskiem dzieliło… 1513 dni.

W sezonie 2017/2018 Legia buduje swoją nową serię meczów bez porażki. Wygrała cztery mecze z bilansem bramkowym 15:4. W półfinale zmierzy się z… Górnikiem Zabrze, a historia lubi się powtarzać…

 

Źródło: własne, 90minut.pl, pl.wikipedia.org, sport.pl, infor.pl, legia.net. „Przegląd Sportowy” z dnia 4 maja 2016 r., s. 3.

czwartek, 25 stycznia 2018
„Eksperci” część 10 – Andrzej Niedzielan nie wykazał pokory i został „ukarany”

Przed meczem X kolejki Ekstraklasy 2010/2011 Korona Kielce - Legia Warszawa, piłkarz gospodarzy Andrzej Niedzielan powiedział, że „Legia jest słaba”. Ówczesny lider klasyfikacji strzelców, reprezentujący ówczesnego wicelidera Ekstraklasy, chyba nie spodziewał się, że wypowiedział te słowa w złą godzinę.

Wypowiedź Niedzielana musiała zdziwić, ale nie dlatego, że chodziło o Legię, tylko dlatego, że rzadko się zdarza, aby piłkarze jednej drużyny negatywnie oceniali piłkarzy innej drużyny. Z reguły, gdy dochodzi do meczu zdecydowanego lidera z absolutnym outsiderem, który notuje dłuuuuugą serię porażek, albo co najmniej meczów bez zwycięstwa, słyszymy: „patrzymy na siebie”, „nie oglądamy się na innych”, „statystyki nie grają”, „rywal ma swoje problemy, a my swoje”, „to będzie trudny mecz”, a w przypadku meczów wyjazdowych – oklepane „gramy na trudnym terenie”. Szczytem pewności siebie wydają się wypowiedzi: „gramy o trzy punkty” albo „wygramy!”. Przytoczone powiedzenia wynikają z kurtuazji, wzajemnego szacunku, swego rodzaju solidarności zawodowej i obawy narażenia się na śmieszność w przypadku niepowodzenia. Niektórzy piłkarze mają świadomość, że „każda seria kiedyś się kończy” i że „kiedyś musi przyjść przełamanie”, dlatego wolą ugryźć się w język i zachować dla siebie to, co naprawdę myślą. Zresztą niektórzy mówią, że „piłkarze są od grania, a nie od gadania”. Zdarzają się negatywne oceny rywali, ale stanowią one margines i wielokrotnie są związane z konfliktami między poszczególnymi piłkarzami albo negatywnymi doświadczeniami piłkarza z danym klubem. Najwidoczniej Andrzej Niedzielan w tamtym czasie zapomniał o tym.

Co przyświecało „Wtorkowi”, gdy wygłaszał taką, a nie inną opinię o Legii? Trudno do końca powiedzieć. W tamtym czasie Legia rzeczywiście grała zdecydowanie poniżej oczekiwań, a „truskawkowy zaciąg” i nowy stadion wcale jej nie pomagał. Po dziewięciu kolejkach Legia zajmowała 8. miejsce z dwunastoma punktami (4 zwycięstwa, 5 porażek, bramki 7:13). Korona grała rewelacyjne i był wiceliderem z dorobkiem dwudziestu punktów (6 zwycięstw, 2 remisy, 1 porażka, bramki 15:8) i stratą zaledwie dwóch punktów do Jagiellonii Białystok. Duża w tym zasługa samego Niedzielana, który w dziewięciu meczach ligowych zdobył osiem goli. Początek sezonu „Wtorek” miał rewelacyjny i w każdym z pierwszych sześciu meczy strzelał co najmniej jedną bramkę (łącznie zdobył siedem goli). W dziewiątej kolejce doznał jednak kontuzji i nie mógł zagrać przeciwko Legii. Niedzielan czuł się pewnie, a po takim starcie sezonu, to nie może dziwić. Oceniając Legią musiał być też przekonany o sile Korony.

A.Niedzielan_(Korona_Kielce)_2010/2011

Andrzej Niedzielan w barwach Korony Kielce w sezonie 2010/2011.

Źródło: przegladsportowy.pl.

Wypowiedź Niedzielana była jednak także emocjonalna. Trudno nie zapomnieć, że kilka lat wcześniej w meczu na stadionie przy Łazienkowskiej, Niedzielan walcząc o piłkę kopnął Artura Boruca, który powalił go na ziemię. Po zakończeniu meczu, piłkarze Groclinu Grodzisk Wielkopolski świętowali zwycięstwo 2:0, ubliżając gospodarzom, co doprowadziło do przepychanek między piłkarzami. Wydaje się, że ten mecz pozostał w pamięci Niedzielana, dlatego, gdy nadarzyła się okazja, aby wbić szpilę legionistom, po prostu zrobił to.

Niedzielan został jednak ukarany za swój brak pokory bardzo boleśnie. Korona przegrała z Legią aż 1:4, a przecież Legia (zdaniem Niedzielana) była słaba. Faktem jest, że gościom pomogła czerwona kartka Zbigniewa Małkowskiego, ale nie jest winą legionistów, że Małkowski sfaulował Radovicia w sytuacji „sam na sam”. Ostatecznie sezon 2010/2011 Legia, mimo fatalnego początku sezonu, ukończyła na 3. miejscu z dorobkiem 49 punktów (15 zwycięstw, 4 remisy, 11 porażek, bramki 45:38) i Pucharem Polski. Korona zajęła odległe 13. miejsce z 37 punktami (10 zwycięstw, 7 remisów, 13 porażek, bramki 34:48), co oznacza, że od meczu z Legią w 21 ligowych meczach Korona odniosła tylko… 4 zwycięstwa. Co więcej, od słów Niedzielana, że „Legia jest słabalegioniści zdobyli od koroniarzy o 20 punktów więcej. „Wtorkowi” też się nie wiodło. Po wyleczeniu kontuzji wystąpił w szesnastu ligowych meczach, w których zdobył tylko cztery bramki, w tym jedną z rzutu karnego. Dwanaście goli dało Niedzielanowi wraz z Abdoulem Razackiem Traore tytuł wicekróla strzelców, za Tomaszek Frankowskim, który zdobył o dwie bramki więcej.

Niedzielan mógł osobiście potwierdzić, że „Legia jest słaba”. W maju 2011 r. oba kluby spotkały się przy pustych trybunach stadionu przy Łazienkowskiej (skutek zamieszek po bydgoskim finale Pucharu Polski). Korona choć prowadziła 1:0, to przegrała 1:3, a Niedzielan nie wyróżnił się niczym nadzwyczajnym.

Czasami warto zastanowić się nad oceną najbliższego rywala.

 

Źródła: własne, 90minut.pl, przegladsportowy.pl.

poniedziałek, 27 listopada 2017
Jak Podbrożny (nie) strzelał w Lidze Mistrzów

Jerzy Podbrożny w połowie lat dziewięćdziesiątych był czołowym strzelcem polskiej ligi. W europejskich pucharach, a zwłaszcza w Lidze Mistrzów i później zagranicą już tak skuteczny nie był. Dwukrotny król strzelców polskiej ligi (jeszcze w barwach Lecha Poznań), w Lidze Mistrzów trafił tylko raz i jego grze przyjrzymy się przez pryzmat cytatów z „Przeglądu Sportowego”.

31 maja 1995 r. Legia pokonała w meczu XXII kolejki polskiej ligi, Raków Częstochowa 3:0 (2:0) i zdobyła mistrzostwo Polski w sezonie 1994/1995. Dwie bramki dla Legii zdobył Zbigniew Mandziejewicz, a trzecią dołożył Jerzy Podbrożny. To był drugi mecz Legii, który oglądałem na stadionie przy Łazienkowskiej. Pamiętam, jak po jednej z niewykorzystanych sytuacji przez „Gumę”, siedzący obok mnie ojciec nie mógł się nadziwić, jak Podbrożny mógł nie trafić. Wtedy odwrócił się do nas jeden ze stałych bywalców (karneciarzy) i powiedział: „Proszę Pana, on tu nie w takich sytuacjach pudłował. Wiem, co mówię, bo wszystkie mecze oglądam.”. Taki był właśnie Podbrożny – z jeden strony superstrzelec, a z drugiej strony marnował doskonale sytuacje. W ówczesnej Legii nie było to problemem, bo drużyna była tak silna w każdej formacji, że stwarzała mnóstwo sytuacji w prawie każdym meczu.

Dwa miesiące później Legia (z Podbrożnym) w składzie rozpoczęła walkę o historyczny, pierwszy awans polskiego klubu do Ligi Mistrzów. Jak „Przegląd Sportowy” relacjonował występy „Gumy”?

 

Runda eliminacyjna Ligi Mistrzów 1995/1996

09.08.1995 Legia – IFK Goeteborg 1:0.

Grał 87 minut i został zmieniony przez Ryszarda Stańka, gol z rzutu karnego w 49. minucie, żółta kartka.

Podbrożny pędzi sam na bramkarza. Ravelli to jednak wielki cwaniak, nie wychodzi do napastnika, czeka i broni strzał z ostrego kąta.” [wszystkie cytaty z meczów za „Przeglądem Sportowym”].

 

23.08.1005 IFK Goeteborg – Legia 1:2

Grał 90 minut.

Supersnajper z Łazienkowskiej dryblował, przepychał się i strzelał, ale bez niezbędnego fartu. Chwaląc pana Jurka nie można mu jednak nie wytknąć pewnej nonszalancji.” Zresztą sam piłkarz przyznał to po meczu mówiąc: „Może zbyt nonszalancko grałem po zdobyciu wyrównującej bramki.”.

Last musnął piłkę ręką a futbolówka spadła pod nogi Podbrożnego, który jednak za długo zwlekał ze strzałem.

Lewandowski ponownie wrzucił ze skrzydła, Podbrożny strzelił głową, ale za słabo.”.

Podbrożny_przeciwko_IFK_Goeteborg

Podbrożny atakowany przez dwóch piłkarzy IFK Goeteborg.

Źródło: sport.tvp.pl.

Faza grupowa

13.09.1995 Legia – Rosenborg Trondheim 3:1

Nie grał.

 

27.09.1995 Spartak Moskwa – Legia 2:1

Nie grał.

 

18.10.1995 Legia – Blackburn Rovers 1:0

Grał cały mecz, strzelił bramkę w 26. minucie.

Jeszcze ze skrzydła podaje Pisz i Podbrożny z linii pola bramkowego przenosi futbolówkę nad poprzeczką.”.

 

01.11.1995 Blackburn Rovers – Legia 0:0

Grał 45. minut, zmienił go Cezary Kucharski

Wieszczycki oddaje Podbrożnemu. Potężne uderzenie i Tim Flowers wybija piłkę ręką.

Po meczu powiedział: „Zszedłem z boiska po pierwszej połowie, bo grałem słabo.”.

Podbrożny_przeciwko_Blackburn

Podbrożny w meczu przeciwko Blackburn – jedynym w Lidze Mistrzów, w którym zdobył bramkę.

Źródło: przegladsportowy.pl.

22.11.1995 Rosenborg Trondheim – Legia 4:0

Grał cały mecz.

Podbrożny przyjmuje piłkę na udo, strzela, ale w nogi Kucharskiego.”.

 

06.12.1995 Legia – Spartak Moskwa 0:1

Grał cały mecz.

Podbrożny z czterech metrów uderzył wysoko nad poprzeczką.  Czasami tak bywa… Piękna akcja, wyborna sytuacja a gola nie ma.”.

 

Ćwierćfinał

06.03.1996 Legia – Panathinaikos Ateny 0:0

Grał cały mecz.

Strzał Podbrożnego obok bramki.”.

Podbrożny nie doszedł do dośrodkowania Bednarza.

Najładniejsza z dotychczasowych akcji Legii, zainicjowana przez Sokołowskiego, ale bramki i tak by nie było, ponieważ Podbrożny był na spalonym.”.

 

20.03.1996 Panathinaikos Ateny – Legia 3:0

Grał cały mecz.

Sędzia odgwizduje spalonego, ale Podbrożny udaje, że nie słyszy i strzela. Z trzech metrów w słupek do pustej bramki. Aż przykro na to patrzeć.”.

 

Podsumowanie występów Podbrożnego w Lidze Mistrzów

„Guma” wystąpił w sześciu meczach Ligi Mistrzów przez 495 minut. Strzelił jedną bramkę, ale sytuacji strzeleckich miał znacznie więcej. Najdogodniejszych sytuacji w domowych meczach z Blackurn i Spartakiem nie wykorzystał. Zamiast w bramkę celował nad bramką. Oto cały „Gumiś”.

Podbrożny zajmuje obecnie 12. miejsce w klasyfikacji najlepszych strzelców polskiej ligi. Zdobył 122 gole dla… siedmiu klubów – Igloopolu Dębica (7), Lecha Poznań (48), Legii (45), Zagłębia Lubin (11), Pogoni Szczecin (6), Amiki Wronki (1) i Widzewa Łódź. Był nawet dziesiąty, ale został wyprzedzony przez Tomasza Frankowskiego (168) i Pawła Brożka (138). W latach 1994-1996 Podbrożny rozegrał w barwach Legii 99 meczów, w których zdobył 55 goli. W lidze zagrał 78 razy i zdobył 45 bramek. W Warszawie był krótko, ale taką skutecznością i sukcesami na stałe zapisał się w historii Legii i trafił do galerii sław tego klubu.

 

Źródła: własne, legia.net, legionisci.com, 90minut.pl, sport.tv.pl, przegladsportowy.pl. Różne archiwalne wydania „Przeglądu Sportowego” z 1995 r. UEFA Champions League. Statistics Handbook Sesaon 1996/1997. A. Gowarzewski, Encyklopedia piłkarska FUJI. Kolekcja klubów. Tom 13. Legia najlepsza jest…, Wydawnictwo GiA, Katowice 2013, s. 204-207. „Skarb Kibica. Ekstraklasa sezon 2017/2018 – jesień” – bezpłatny dodatek do „Przeglądu Sportowego” z dnia 14 lipca 2017 r., s. 103.

poniedziałek, 13 listopada 2017
Gwiazdy ekstraklasy lądują w Izraelu

Jeszcze na początku lat dziewięćdziesiątych izraelskiej ligi nikt nie traktował poważniej, a jej poziom nie był zbyt wysoki. Swego czasu grało w niej wielu Polaków. Z czasem w Izraelu pojawiły się większe pieniądze, lepsi piłkarze i awanse mistrza kraju do Ligi Mistrzów! Ekstraklasa zaczęła tracić dystans do ligi izraelskiej, a ostatnio gwiazdy ekstraklasy trafiają do Izraela!

Wprawdzie w latach 2010-2012 w ekstraklasie pojawiło się prawie dziesięciu piłkarzy z Izraela, ale było to związane z większymi pieniędzmi, które polskie kluby otrzymały za sprzedaż praw telewizyjnych. Ponad przeciętność wybił się tylko Maor Melikson i Gruzin Włademir Dwaliszwili. I właśnie Melikson w styczniu 2013 roku odchodził z Wisły Kraków (46 meczów ligowych / 6 goli) do francuskiego Valenciennes za 800 tys. euro jako pewna siebie i skonfliktowana z otoczeniem gwiazda ekstraklasy. We Francji mu nie wyszło (52/4), ale latem 2014 r. nie przyjął oferty Legii i możliwości gry w eliminacjach ligi Mistrzów, tylko wolał wrócić do Hapoelu Beer-Szewa.

W podobnych okolicznościach, jak Melikson odchodził z Legii portugalski napastnik Orlando Sa. Przyznać trzeba, że to świetny napastnik (33/14), ale  jego charakter uniemożliwiał mu współpracę z trenerem Bergiem i kolegami z drużyny. Legia otrzymała za niego 1,5 mln euro. W Reading też długo nie zagrzał miejsca. Rozegrał 19 meczy, w których zdobył 5 bramek. Zasłynął niewykorzystanym karnym w ostatniej minucie debiutu z Birmingham (karnego obronił Tomasz Kuszczak), hat-trickiem w meczu z Ipswich Town i czerwoną kartką w meczu z Derby. W styczniu 2016 r. przeniósł się do Maccabi Hajfa i wiosną rozegrał 10 meczów, w których zdobył 2 gole. Obecnie błyszczy w belgijskim Standardzie Liege.

Orlando_Sa_w_Maccabi_Tel_Awiw

Orlando Sa w barwach Maccabi Tel Awiw.

Źródło: isport.co.il.

Latem 2016 r. czeski pomocnik Kamil Vacek opuścił Piasta Gliwice, ponieważ skończyło się roczne wypożyczenie, a Piast nie było stać na wykupienie zawodnika za kwotę 600 tys. euro. Piłkarzem poważnie był zainteresowany Lech, ale poza zainteresowaniem nie podjął nawet rozmów z czeskim klubem. Szybko okazało się, że „najlepszy piłkarz polskiej ligi” (jak mówił o Vacku selekcjoner czeskiej reprezentacji – Peter Vrba) jest za słaby dla Sparty i podjął treningi z drugoligowym FC Vlasim (!!!), z którym Sparta współpracuje. Zresztą, Vacek to nie pierwszy piłkarz, który tak odbił się od stadionu przy Letnej. Rok wcześniej kontrakt ze Spartą podpisał Marco Paixao. Gwiazda ekstraklasy (57/27), ale w Sparcie prawie wcale nie zaistniał. Tymczasem 9 sierpnia 2016 r. Vacek niespodziewanie podpisał kontrakt z Maccabi Haifa. Kwota transferu wyniosła 350 tys. euro. Pod koniec sierpnia 2017 r. Vacek związał się ze Śląskiem Wrocław.

Kamil_Vacek_Maccabi_Haifa

Kamil Vacek w koszulce Maccabi Haifa.

Źródło: isport.blesk.cz.

W tym samym okienku transferowym (17 sierpnia 2016 r.) kontrakt z Bnei Yehuda Tel Awiw podpisał litewski bramkarz Emilijus Zubas, który nie mógł znaleźć sobie klubu. Zubas po wiośnie 2013 r. był wybierany w różnych plebiscytach i konkursach najlepszym bramkarzem polskiej ligi, ale do tej dyspozycji już nigdy nie powrócił.

Emilijus_Zubas_w_Bnei_Yehuda

Emiljus Zubas w barwach Bnei Yehuda Tel Awiw.

Źródło: sportas.lt.

Kilka dni później Legia awansowała do Ligi Mistrzów, a do ostatnich godzin okienka transferowego ważyły się losy transferu Nemanji Nikolicia. Gdy z transakcji króla strzelców ekstraklasy sezonu 2015/2016 wycofał się Hull City, to Maccabi Tel Awiw zaproponowało 3,5 mln euro za transfer definitywny! I tylko to pokazało przepaść miedzy możliwościami finansowymi polskich i izraelskich klubów. Legia i Lech najwięcej płaciły za piłkarzy 1 mln euro. Maccabi potrzebowało napastnika, bowiem (o czym była mowa już wcześniej) Orlando Sa podpisał kontrakt ze Standardem Liege.

Pół żartem, pół serio można dodać, że wiosną 2016 r. w izraelskiej LigaT HaAL występowała jeszcze jedna „gwiazda” z ekstraklasy. 10 meczów w barwach Maccabi Hajfa rozegrał chorwacki bramkarz Marijan Antolović ;-) Swego czasu Chorwat zapowiadał: „Legia zarobi na mnie miliony”… po prostu Gwiazda!

 

Źródła: własne, 90minut.pl, transfermarkt.de, transfermarkt.pl, sport.pl, przegladsportowy.pl, isport.co.il, isport.blesk.cz, sportas.lt.

niedziela, 12 listopada 2017
Co się działo z Radoviciem, gdy opuścił Legię?

W lutym 2015 roku w niezbyt przyjemniej atmosferze Miroslav Radović opuścił Legię i przeniósł się do Chin. Półtora roku później w ostatnim dniu okienka transferowego serbski piłkarz ponownie związał się z warszawski klubem.

Po prawie dziesięciu latach spędzonych w Legii (329 oficjalnych meczów, 77 bramek), w przededniu pierwszego meczu 1/16 finału Ligi Europy z Ajaxem Amsterdam, Miroslav Radović zdecydował się na transfer do drugoligowego chińskiego klubu – Henei China Fortune. „Rado” nie ukrywał, że takiej oferty pod względem finansowym już nie otrzyma, a biorąc pod uwagę jego wiek i potrzebę utrzymania rodziny, zdecydował się na transfer. Przyznawał, że trudno mu opuścić Legię i ma nadzieję, że kibice będą dla niego wyrozumiali, postawią się w jego sytuacji i wezmą pod uwagę to, co zrobił dla klubu przez wiele lat. Część kibiców zrozumiała Radovicia, ale część postanowiła hejtować. To na pewno Radovicia bolało, tak samo jak to, że ówczesny trener Legii, czyli Henning Berg odesłał go na trybuny Areny A.

Co ciekawe, w listopadzie 2013 r. Radović miał propozycję z klubu z Korei Południowej. „Chodziło o klub, który grał w finale Azjatyckiej Ligi Mistrzów. Warunki finansowe byłyby kosmiczne, ale sportowo byłby to spadek (…) Gdyby decydowały finanse, to od dawna nie byłoby mnie w Polsce. Czuję jednak ogromny sentyment do Legii, bo wiele zawdzięczam klubowi.” (cyt. za: warszawa.sport.pl). Po półtora roku, „Rado” zmienił zdanie. Inna sprawa, że na jego transferze (biorąc pod uwagę wiek piłkarza – 31 lat) Legia zarobiła naprawdę godziwe pieniądze. Branżowy i wiarygodny portal transfermarkt.pl podał kwotę 2 mln euro, a w mediach pojawiała się również kwota 2,2 mln euro. To nie zmieniło faktu, że Radović opuścił Legię. Później okazało się, że był to jedynie początek przerwy w występach, dla Legii, dlatego warto prześledzić karierę Radovicia w tym okresie.

Radović_w_Chinach

Radović w jednym z pięciu występów w drugiej lidze chińskiej w barwach Henei China Fortune.

Źródło: legia.info.pl.

W Chinach „Rado” zaczął całkiem nieźle. W pięciu meczach strzelił dwa gole i razem z rodakiem Nenadem Milijasem (wcześniej m.in. Crvena Zvezda i Wolverhampton) stanowił o sile swojego nowego klubu, do którego ściągnął go Radomir Antić. W pięciu meczach spędził na boisku 430 minut (średnio 86 minut) i we wszystkich wychodził w pierwszej „jedenastce”. Później było już tylko gorzej. Radović doznał kontuzji barku. Pierwsza operacja, którą przeszedł w Pekinie, była nieudana. Druga została przeprowadzona w Niemczech i zakończyła się sukcesem. Serb wrócił do zdrowia, ale stracił sporo czasu. W międzyczasie (lipiec 2015 r.) został przeniesiony do rezerw, aż wreszcie w styczniu 2016 r. rozwiązał kontrakt i został wolnym zawodnikiem. Zgodnie z oczekiwaniami podjął rozmowy z Legią, ale nie porozumiał się w sprawie długości kontraktu. Klub zaproponował Serbowi tylko półroczny kontrakt z opcją przedłużenia zabezpieczając się na wypadek, gdyby Radović po długiej przerwie (od kwietnia 2015 r.) był bez formy. „Bratko” podobno zgodził się na stosunkowo niskie dochody (10 tys. euro miesięcznie), ale to też nie wystarczyło do podpisania kontraktu. Decydujące znaczenie zapewne miał fakt, że zwolennikiem tego transferu nie był ówczesny trener Legii – Stanisław Czerszesow. Radović szukał więc nowego klubu.

Pojawiło się zainteresowanie ze strony Cracovii i jeszcze jednego polskiego klubu. „Rado” powiedział, że nie był to Lech, ale nie chciał zdradzić nazwy klubu. Poza tym, przypominał, że: „od wielu lat powtarzam, że nie wyobrażam sobie, bym w Polsce mógł grać w innym klubie niż Legia. To ona jest w moim sercu i każdy to wie.” (cyt. za: legia.sport.pl).

Na początku lutego 2016 r. Radović dosyć niespodziewanie podpisał półtoraroczny kontrakt z Olimpiją Ljublana. „Rado” nie ukrywał, że podpisał kontrakt z Olimpiją, aby odbudować się. Wystąpił w 14 meczach (1.188 minut, czyli średnio 85 minut), w których strzelił dwa gole i zaliczył dwie asysty. Tylko w jednym spotkaniu wszedł na boisko z ławki.

Radović_w_Olimpiji_Lublana

Radović w barwach Olimpiji Lublana w meczu ligi słoweńskiej.

Źródło: youtube.com.

„Rado” przyczynił się do odzyskania przez Olimpiję mistrzostwa Słowenii po… dwudziestu jeden latach (!) i skorzystał z klauzuli, że po wywalczeniu mistrzostwa może rozwiązać kontrakt. Serb nie chciał jednak powiedzieć dlaczego rozwiązał kontrakt. Raczej unikał podania konkretnej przyczyny – „Nie wiem, nie potrafię tego racjonalnie wytłumaczyć. Na pewno wpływ na to miała osoba trenera Marko Nikolicia, który odszedł z klubu.” (cyt. za: legia.sport.pl). O słoweńskiej przygodzie mówi, że była krótka, ale udana.

Latem 2016 r. znowu pojawił się temat powrotu do Legii, ale przeciwnikiem tego rozwiązania był Dariusz Mioduski, jeden z trzech ówczesnych współwłaścicieli Legii. Następnie Serb poleciał do Budapesztu i podjął rozmowy z Henningiem Bergiem, który został trenerem Videotonu Szekerfehervar, „ale sprawa szybko upadła, bo chwilę później odezwał się Partizan” (cyt. za: legia.sport.pl). Ciekawe, że niewiele brakowało, aby drogi Berga i Radovicia znowu zbiegły się, mimo że Norweg uniemożliwił Radoviciowi występ w meczu Ligi Europy w Amsterdamie. To tylko pokazuje, jak bardzo Berg ceni umiejętności serbskiego pomocnika. Ostatecznie Radović, przy wydatnej pomocy Danijela Ljuboji trafił do (drugiego obok Legii) klubu, z którym jest silnie związany emocjonalnie, czy do Partizana Belgrad.

Radović_podpisuje_kontrakt_z_Partizanem_Belgrad

Czerwiec 2016 – podpisanie kontraktu Miroslava Radovicia z Partizanem Belgrad. Od lewej: Danijel Ljuboja (kiedyś piłkarz Legii Warszawa, obecnie menadżer piłkarski), Miroslav Radović (kiedyś piłkarz Legii Warszawa) i Ivica Iliev (kiedyś piłkarz Wisły Kraków, obecnie dyrektor sportowy Partizana Belgrad).

Źródło: gol24.pl.

Po koniec sierpnia „Rado” odszedł jednak z Partizana (!) mając w perspektywie grę z Legią w Lidze Mistrzów, co było jego marzeniem. Już po podpisaniu kontraktu z mistrzem Polski przyznał, że „punktem zapalnym było odpadnięcie z pucharów” (cyt. za: legia.sport.pl). Klub z Belgradu niespodziewanie odpadł już w II rundzie eliminacji Ligi Europy z Zagłębiem Lubin. Po dwóch bezbramkowych remisach okazał się gorszy w rzutach karnych. Gdy zostawiał Partizana zajmował on dopiero 7. miejsce ze stratą dziewięciu punktów do liderującej Crveny Zvezdy. W klubie nie działo się dobrze, a w mediach pojawiły się wypowiedzi osób związanych z klubem zmierzające do szukania kozłów ofiarnych. W opinii Radovicia byli nimi starsi i utytułowani zawodnicy, czyli on sam, Waleri Bożinow i Sasza Ilić. „Rado” rozegrał dla Partizana 7 ligowych meczów, strzelając dwa gole (494 minuty, średnio 71 minut) i 2 mecze w Lidze Europy. Tylko w jednym z tych dziewięciu spotkań nie rozpoczął meczu od pierwszego gwizdka sędziego.

Radović_w_barwach_Partizana_przeciwko_Zagłębiu_Lubin

Miroslav Radović (Partizan Belgrad) i Maciej Dąbrowski (Zagłębie Lubin) w meczu II rundy eliminacji Ligi Europy. Nieco ponad miesiąc później obaj spotkali się w szatni… Legii Warszawa. Czy ktokolwiek mógł się tego spodziewać?

Źródło: sport.interia.pl.

Roman Kołtoń o nieobecności Radovica pisał następująco: „Chiny, Słowenia, Serbia – kontuzje albo przeciętne występy to zapis kariery Radovica po opuszczeniu Legii w lutym 2015 roku.” (cyt. za: polsatsport.pl). Trudno do końca zgodzić się z tym zdaniem, bo „Rado”, choć nie grał wybitnie, to mimo wszystko, prezentował wysoki poziom, a trenerzy we wszystkich trzech klubach wystawiali go w pierwszym składzie.

Transfer Radovicia do Legii miał tylu zwolenników, co przeciwników. Jak czas pokazał, sceptycy powrotu Serba do Warszawy, po prostu nie mieli racji.

 

Źródła: własne, legia.com, transfermarkt.pl, weszlo.com, warszawa.sport.pl, legia.sport.pl, polsatsport.pl, transfermarkt.pl, 90minut.pl, pl.wikipedia.org, legia.info.pl, youtube.com, gol24.pl, sport.interia.pl. Oficjalny Program Meczowy. Legia Warszawa nr 3-4 (25-26) 2015, s. 15. A. Dawidziuk, Radović nie wróci do Legii, „Przegląd Sportowy” z dnia 1 lutego 2016 r., s. 23. Radović w Słowenii, „Przegląd Sportowy” z dnia 8 lutego 2016 r., s. 16.

sobota, 11 listopada 2017
Legia awansowała do Ligi Mistrzów!

Po dwudziestu jeden latach przerwy polski klub dokonał (wydawało się) niemożliwego i awansował do Ligi Mistrzów w sezonie 2016/2017. Nie przyszło to legionistom łatwo, a dodatkowo spotkała ich krytyka za nienajlepszy styl i… szczęście w losowaniu.

 

Legia_w_LM_(1)

Źródło: legia.com.

Legioniści nie zachwycali i choć eliminowali kolejnych rywali, to swoją grą nie przekonywali. Słabsza dyspozycja szła jednak w parze z korzystnym losowaniem w każdej rundzie. Nie można jednak zapomnieć, że Legia na to „szczęście” zapracowała solidną grą w poprzednich sezonach i budowaniem wysokiego rankingu UEFA. Oczywiście, korzystne wyniki w innych parach, a zwłaszcza porażki zespołów rozstawionych, pozwoliły Legii na rozstawienie w ostatniej, decydującej rundzie. Nie było ono arbitralną decyzją władz UEFA, tylko efektem ciężko wypracowanego rankingu.

Legia_w_LM_(2)

Michał Kucharczyk oddaje strzał, po którym Legia zapewnia sobie remis w rewanżu z Dundalk FC i pieczętuje awans do fazy grupowej Ligi Mistrzów.

Źródło: eurosport.onet.pl.

Począwszy od sezonu 2011/2012 Legia eliminowała kolejnych rywali i tylko raz (w sezonie 2012/2013) nie awansowała do fazy grupowej Ligi Europy. Co więcej, dwukrotnie awansowała do 1/16 finału tych rozgrywek. Nie ma żadnej innej polskiej drużyny, która w tym okresie grała tak skutecznie. Z reguły, gdy zaczyna się poważne granie, to z polskich klubów zostaje tylko Legia, ewentualnie jeszcze Lech, choć w ostatnich latach zdarzały mu się wpadki z Żalgirisem Wilno, czy Stjarnan.

Legia_w_LM_(3)

Radość piłkarzy Legii po awansie do Ligi Mistrzów 2016/2017.

Źródło: polskieradio.pl.

W każdym sezonie nadchodzi taki moment, gdy Legia jest krytykowana za swoją grą w europejskich pucharach. Niekiedy jest to zasłużona krytyka, ale prawda jest taka, że polski ranking UEFA buduje właśnie Legia. I teraz w eliminacjach do Ligi Mistrzów Mistrz Polski 2016 zebrał owoce swojej solidnej, konsekwentnej i powtarzalnej gry.

 

Źródła: własne, legia.com, eurosport.onet.pl, polskieradio.pl.

piątek, 10 listopada 2017
„Eksperci” część 8 – Czy trener Dundalk FC zna przepisy?

Stephen Kenny po pierwszym meczu IV rundy eliminacji Ligi Mistrzów sezonu 2016/2017 wściekał się na sędziego Deniza Aytekina z Niemiec, ale bardziej ośmieszył się nieznajomością przepisów albo twórczą interpretacją zasady gry w piłkę nożną.

W 55. minucie meczu Dundalk FC – Legia Warszawa (18 sierpnia 2016 r.) strzał Stevena Langila (wtedy jeszcze piłkarza Legii) zablokował Andy Boyle, ale zrobił to tak niefortunnie, że blokując piłkę został trafiony w rękę.

Stephen_Kenny_-_trener_Dundalk_FC

Stephen Kenny – trener Dundalk FC.

Źródło: irishmirror.ie.

Kenny grzmiał po meczu: Trudno nam zaakceptować decyzję sędziego o podyktowaniu rzutu karnego dla Legii. Piłka nie zmierzała w światło bramki, pozycja ciała naszego zawodnika była naturalna, a ręka znajdowała się blisko ciała. Uważam, że nie powinno być tego karnego.” (cyt. za: eurosport.onet.pl). Czytając taką wypowiedź trudno nie parsknąć śmiechem. Okazuje się bowiem, że w opinii trenera gospodarzy po zagraniu piłki ręką w polu karnym sędzia powinien uwzględnić, czy piłka zmierzała w światło bramki! Jak widać Kenny ze swoimi nowatorskimi pomysłami mógłby starać się o uczestniczenie w pracach komisji FIFA, która zajmuje się zmianami w przepisach gry w piłkę nożną. Trudno uwierzyć, że trener piłkarski opowiada takie rzeczy. Reszty wypowiedzi trudno nawet komentować, bo Boyle próbując zablokować strzał Langila wykonał wślizg, z którego wyszło raczej blokowanie piłki ciałem. Trudno więc mówić o naturalnej pozycji ciała obrońcy Dundalk. Tak samo, jak trudno mówić, że ręka znajdowała się blisko ciała, skoro ewidentnie odstawała od klatki piersiowej i zwiększała powierzchnię ciała.

Zdaniem Kenny'ego nie był to jedyny błąd arbitra: „Moi zawodnicy cały czas byli faulowani, ale sędzia nie karał legionistów żółtymi kartkami. Nasz zawodnik raz dopuścił się przewinienia i sędzia od razu podyktował rzut karny. Nie zasłużyliśmy na tę porażkę. Teraz jesteśmy w bardzo trudnej sytuacji i będzie nam ciężko odrobić straty.” (cyt. za: eurosport.onet.pl). Przez trenera Irlandczyków przemawiało rozgoryczenie i żal, że Dundalk FC nie wykorzystał atutu własnego boiska. Narzekanie na sędziego, zwłaszcza w kwestii rzutu karnego nie miało żadnego uzasadnienia w przebiegu boiskowych wydarzeń.

 

Źródła: własne, eurosport.onet.pl, 90minut.pl, irishmirror.ie.

sobota, 04 listopada 2017
Rzadko się zdarza

Przez polską ekstraklasę przewinęło się wielu zagranicznych trenerów. Niewielu miało jednak znane w Europie nazwisko i CV, a jeszcze mniej było takich, którzy po pracy w Polsce znaleźli lepsze miejsce zatrudnienia. To się naprawdę rzadko zdarza, a tymczasem Stanisław Czerczesow, po zakończeniu współpracy z Legią został selekcjonerem reprezentacji Rosji! Zostało to ogłoszone 11 sierpnia 2016 r.

Czerczesow podobno miał oferty ze Spartaka Moskwa, Lokomotiwu Moskwa i Red Bull Salzburg. Ostatecznie jednak został trenerem Sbornej, co po pracy w Legii, należy uznać za spory awans i docenienie pracy, którą wykonał w Polsce.

Czerczesow_(Legia)_podczas_konferencji_prasowej

Stanisław Czerczesow podczas konferencji prasowej jako trener Legii Warszawa.

Źródło: legia.net.

Czerczesow_(Rosja)_podczas_konferencji_prasowej

Stanisław Czerczesow podczas konferencji prasowej jako selekcjoner Sbornej.

Źródło: sport.tvp.pl.

Lepsze miejsca pracy pod względem prestiżu i poziomu gry (a nie finansowym!), po przygodzie z ekstraklasą znalazło tylko pięciu trenerów. Wspomniany Czerczesow, Dan Petrescu, Frantisek Straka, Rivardo Moniz i następca Czerczesowa w Legii, czyli Besnik Hasi.

Dan Petrescu miał niewielkie doświadczenie (Sportul Studentesc, Rapid Bukareszt), gdy trafił pod Wawel, gdzie nie zagrzał zbyt długo miejsca. Później wywalczył z nieistniejącym już klubem Unirea Urziceni – mistrzostwo Rumunii (2009) i awans do fazy grupowej Ligi Mistrzów, co otworzyło mu drogę do kontraktów w Kubaniu Krasnodar, Dynamie Moskwa, Targu Mures, CFR Cluj oraz w klubach z Chn, Kataru i ZEA.

Frantisek Straka, legenda Sparty Praga, po spuszczeniu Arki Gdynia do 1. ligi, co przypłacił płaczem podczas konferencji prasowej objął, choć na krótko, stery w… największym rywalu Sparty, czyli Slavii Praga. Później prowadził znane w Polsce kluby zza południowej granicy, czyli 1. FK Pribam i Slovan Bratysława.

Holender Ricardo Moniz całkiem nieźle spisywał się w roli trenera Lechii Gdańsk, ale z powodów osobistych zrezygnował z kontynuowania współpracy i… odnalazł się w TSV 1860 Monachium. Wprawdzie to klub tylko z 2. Bundesligi, ale o sporym potencjale, zainteresowaniu i prestiżu.

Ostatnim w tym prestiżowym gronie jest Besnik Hasi. Albańczyk zastąpił Czerczesowa na stanowisku trenera Legii i osiągnął historyczny sukces w postaci awansu do Ligi Mistrzów po dwudziestu latach przerwy, jednak o reszcie jego pobytu w Warszawie lepiej nie mówić. W kolejnym sezonie Hasi prowadził Olympiakos Pireus i powtórzyła się sytuacja z Warszawy, czyli awans do Ligi Mistrzów i szybkie zwolnienie.

Ciekawie potoczyły się losy czeskiego szkoleniowca Josefa Csaplara, który po niespodziewanym wywalczeniu z Wisłą Płock Pucharu Polski i Superpucharu w 2006 zapracował sobie na pracę w lepszych klubach czeskiej ligi, czyli Viktorii Żiżkov i Slovanie Liberec. Młodym i utalentowanym trenerem, co udowodnił w NAC Breda był Robert Maaskant, ale później nie było lepiej – Groningen, Dynamo Mińsk, asystent w Columbus Crew, ponownie NAC Breda i Go Ahed Eagles. W 2017 r. zakończył karierę trenera

Portugalczyk Quim Machado miał budować potęgę Lechii, a tymczasem mocno zawiódł. Później pracował w klubach o podobnym, średnim poziomie jak np. Vitoria Setubal, Belenenses. Podobnie wyglądała historia innego portugalskiego trenera Jorge Paixao, który mając doświadczenie w postaci pracy z Estrelą Amadora i Farense objął Zawiszę Bydgoszcz. Później pracował m.in. w Olhanense i znowu w Farense, czyli prowadził kluby o podobnym poziomie sportowym.

Ciekawą grupę stanowią szkoleniowcy, którzy po prowadzeniu polskich ligowców w końcu prowadzili młodzieżowe reprezentacje (U-21). Dragomir Okuka po przygodzie z Legią szkolił serbską młodzieżówkę, z którą dotarł nawet do półfinału mistrzostw Europy (2006). Poza tym pracował bez sukcesów w Omonii Nikozja, Lokomotiwie Sofia, Kavalii i klubach chińskich (wicemistrzostwo Chin i trener roku w 2012). Pavel Hapal po zakończeniu pracy z Zagłębiem Lubin prowadził FK Senica, a później młodzieżową reprezentację Słowacji, z którą wystąpił nawet podczas polskiego UEFA Euro U-21 w 2017 r. Werner Liczka prowadził natomiast po przygodzie z „Czarnymi koszulami” młodzieżową reprezentację Czech, a później Górnika Zabrze, Wisłę Kraków, Dyskobolię Grodzisk Wielkopolski i dwukrotnie tymczasowo Banika Ostrawa. Znany z Wisły Płock Drażen Besek prowadził reprezentację Chin do lat 23.

Znamiennym jest, że część trenerów (zwłaszcza z Czech i Słowacji) po podjęciu pracy w polskim klubie kontynuuje tutaj karierę i tylko zmienia kluby, albo co jakiś czas wraca do Polski (Bohumil Panik, Libor Pala, Petr Nemec, Jan Kocian, Dusan Radolsky).

Polskie kluby prowadziło kilku trenerów, którzy byli znakomitymi i znanymi w Europie piłkarzami, ale w karierze trenerskiej już się nie popisali, a po zakończeniu przygody z ekstraklasą, nie otrzymali żadnej interesującej oferty. Wyjątkami byli Petrescu, Czerczesow i Straka, ale wspomnianą tendencję potwierdzają Jose Maria Bakero, Henning Berg (po ponad półrocznej przerwie od zwolnienia w Legii objął Videoton), Jan Kocian, Lubos Kubik, Radoslav Latal, Thomas von Heesen, czy legendarny (nie żyjący już) piłkarz i trener Vitesse Arnhem – Theo Bos.

Polskie kluby nie stać jeszcze na zatrudnianie znanych i uznanych trenerów, dlatego pojawiają się raczej znani byli piłkarze, którzy różnie sprawdzają się w roli szkoleniowców. Raczej są na początku swojej trenerskiej kariery, dlatego łatwiej sprowadzić ich do Polski. Niektórzy po przygodzie z ekstraklasą robią jednak postęp, a przykłady Petrescu, czy Czerczesowa muszą napawać optymizmem.

 

Źródła: własne, sport.pl, pl.wikipedia.org, legia.net, sport.tvp.pl. A. Dawidziuk, Czerczesow nie dostał ofert, „Przegląd Sportowy” z dnia 30 maja 2016 r., s. 10.

czwartek, 02 listopada 2017
Duński koszmar Berga

FC Midtjylland to klub, który będzie śnił się po nocach Henningowi Bergowi. W ciągu niespełna roku „Wilki” przyczyniły się do jego zwolnienia z Legii, a następnie wyeliminowały jego nowy klub – Videoton FC Fehervar w III rundzie eliminacji Ligi Europy. We wrześniu 2015 r.

Legia niespodziewania przegrała na wyjeździe z FC Midtjylland 0:1 w pierwszej kolejce fazy grupowej Ligi Europy. Ta porażka tylko dopełniła całą serię nieudanych meczów Legii, a Bogusław Leśnodorski, prezes Legii przyznał, że właśnie po tej porażce już wiedział, że trzeba zmienić trenera. Legia rozegrała jeszcze pięć meczów pod wodzą Norwega, ale na początku października za Berga pojawił się nowy szkoleniowiec – Stanisław Czerczesow.

FCMidtjyllandLegia10

FC Midtjylland – Legia 1:0 (17 września 2015 r.)

Źródło: legia.sport.pl.

Berg nie chciał zrezygnować z niemałych dochodów, bo miał kontrakt ważny do połowy 2018 r., dlatego obciążał listę płac warszawskiego klubu. Nic więc dziwnego, że z wielką ulgą przyjęto w Warszawie informację, że Berg został trenerem Videotonu.

Berg pod podpisaniu kontraktu na Węgrzech.

Źródło: legionisci.com.

Nowy klub Norwega rozpoczął swój udział w eliminacjach Ligi Europy już od I rundy. Najpierw wyeliminował (nie bez kłopotów) mołdawski Zaria Balti (3:0, 0:2), a następnie serbski FK Cukaricki Belgrad (2:0, 1:1). W III rundzie na drodze Videotonu stanął FC Midtjylland. W Felcsut, gdzie swoje domowe mecze rozgrywał Videoton goście wygrali 1:0. W rewanżu Videoton wygrał w regulaminowym czasie gry 1:0, ale Duńczycy zdobyli bramkę w dogrywce. Mecz zakończył się remisem 1:1, który dał awans FC Midtjylland.

Midtjylland_-_Videoton

FC Midtjylland – FC Videoton Fenervar 1:1 po dogrywce (4 sierpnia 2016 r.)

Źródło: b.dk.

Duńczycy w ciągu niecałego roku dwukrotnie odcisnęli swoje piętno na karierze Henninga Berga. Czy będzie okazja do rewanżu?

 

Źródła: własne, 90minut.pl, weszlo.com, legia.sport.pl, legionisci.com, b.dk.

 

wtorek, 31 października 2017
Mało kto pamięta o sporze Legii i AS Trencin

Rywalem Legii w III rundzie eliminacji do Ligi Mistrzów 2016/2017 była słowacka drużyna AS Trencin. Cztery lata temu oba kluby były bliskie współpracy, ale pokłóciły się o piłkarza.

Na początku 2012 r. pojawiła się informacja, że Legia i AS Trencin będą ze sobą współpracowały. Współpraca miała polegać na wymianie zawodników i doświadczeń. Podobno Legia była zainteresowana sprowadzeniem trzech piłkarzy ze słowackiego klubu. W lipcu 2012 r. okazało się jednak, że współpraca nie jest możliwa. Legia rozpoczęła negocjacje w sprawie indywidualnego kontraktu z paragwajskim talentem – Jorge Ramonem Salinasem Martinezem, któremu skończyła się umowa z… AS Trencin!

Jorge Salinas w barwach AS Trencin.

Źródło: legionisci.com.

Działacze klubu z Trenczyna zarzucali swoim odpowiednikom z Warszawy, że postępowali nieelegancko. Robert Rybnicek, dyrektor sportowy słowackiego klubu powiedział: „Legia obserwowała Salinasa od kilku miesięcy i prowadziła z nim rozmowy za naszymi plecami. To jest dla mnie dziwne tym bardziej, że klub z Warszawy chciał nawiązać z nami współpracę. Tak to jednak w piłce bywa. Salinas dla nas to już przeszłość.” (cyt. za: przegladsportowy.pl). Legia nie złamała prawa, ale w kontekście planowanej współpracy zachowała się, w opinii Słowaków, niewłaściwie.

Marek Jóźwiak, ówczesny dyrektor sportowy Legii mówił: „Obecnie pracujemy nad jego transferem” (cyt. za: sport.tvp.pl), bowiem klub z Trenczyna opóźniał się w poinformowaniu Legii, jak wysokiego ekwiwalentu za wyszkolenie zawodnika zażąda klub z Trenczyna. „Przegląd Sportowy” sugerował, że Legia nie będzie musiała płacić ekwiwalentu, bowiem Trenczyn miał zaległości finansowe wobec Paragwajczyka sięgające czterech miesięcy. Dlatego na poczet ekwiwalentu mógł zostać zaliczony dług wobec zawodnika.

Salinas_2012_po_podpisaniu_kontraktu_z_Legią

Jorge Salinas po podpisaniu kontraktu z Legią.

Źródło: sportowefakty.wp.pl (za legia.com).

Sam zainteresowany tak przedstawiał swoją sytuację: „Klub z Trencina chciał, abym został. Chociaż byłem już wolnym zawodnikiem, to Słowacy robili problemy z moim przejściem do Legii. Mając 17 lat podpisałem trzyletnią umowę z klubem ze Słowacji. Kiedy kontrakt dobiegł końca przedstawiciele Trencina twierdzili, że obowiązuje jeszcze przez dwa lata.” (cyt. za: gol24.pl). Ostatecznie Salinas został piłkarzem Legii. Jak zakończyła się sprawa ekwiwalentu trudno powiedzieć, ale portal transfermarkt.pl podaje, że Legia zapłaciła za Paragwajczyka 10 tys. euro.

Gra nie była warta świeczki, bo Salinas spędził w Legii tylko jeden sezon. Wystąpił w 16 meczach, w których zdobył jedną bramkę (w lidze – 13 meczów, w Pucharze Polski – 2 mecze i 1 gol, w eliminacjach Ligi Europy – 1 mecz). Wystąpił też w jednym meczu Młodej Ekstraklasy. W Trenczynie przez trzy sezony wystąpił w 66 ligowych meczach, w których zdobył 14 goli.

Jedyna_bramka_Salinasa_w_brwach_Legii

Strzał, po którym Salinas zdobędzie swoją jedyną bramkę w barwach Legii. Wyjazdowy mecz Pucharu Polski z Piastem Gliwice.

Źródło: legionisci.com.

Na koniec warto jeszcze dodać, że „Trencin jest często nazywany słowacką odpowiedzią na FC Porto. Chodzi o to, że (…) podobnie jak Portugalczycy, choć w dużo mniejszej skali, ściąga za grosze młodych i zdolnych zawodników, rozwija ich talent i po kilku latach sprzedaje do niezłych klubów za dużo większe pieniądze. (…) To nie przypadek, że od 2010 roku zarobili na transferach około 10 milionów euro.” (cyt. za: przegladsportowy.pl). Na Salinasie jednak nie zarobili… Legia zresztą też nie zarobiła…

 

Źródła: własne, przegladsportowy.wp.pl, legionisci.com, legia.net, sport.tvp.pl, gol24.pl, sportowefakty.wp.pl, eurosport.onet.pl, legia.com, 90minut.pl, pl.wikipedia.org.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 22
| < Lipiec 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
Tagi