Wpisy z tagiem: PZPN

sobota, 06 maja 2017
Szkoda Podbeskidzia?

Podbeskidzie Bielsko-Biała przez kilka chwil było w grupie mistrzowskiej Ekstraklasy sezonu 2015/2016, ale na skutek zamieszania proceduralnego, zagrało w grupie spadkowej i z hukiem spadło do I ligi.

Po 30. (ostatniej) kolejce sezonu zasadniczego ekstraklasy 2015/2016 Lechia Gdańsk, Ruch Chorzów i Podbeskidzie Bielsko-Biała zgromadziły po 38 punktów. Bilans bezpośrednich meczów między klubami ustalał kolejność – Lechia, Ruch i Podbeskidzie, co powodowało, że Ruch grał w grupie mistrzowskiej, a Podbeskidzie w grupie spadkowej.

Wtedy do Lechii… wrócił jeden punkt! Kilka miesięcy wcześniej Komisja ds. Licencji Klubowych PZPN ukarała Lechię Gdańsk odjęciem jednego punktu za zaległości finansowe. Komisja Odwoławcza podtrzymała decyzję, ale Lechia napisała skargę do Trybunału Arbitrażowego przy PKOl, który wstrzymał wykonanie decyzji. Do Lechii wrócił więc odebrany punkt i Gdańszczanie mieli 39 pkt, zaś Ruch Chorzów i Podbeskidzie po 38 pkt. O wyprzedzeniu Ruchu przez Podbeskidzie decydowała… klasyfikacja Fair Play, która powodowała, że to Ruch miał grać w grupie spadkowej. „Niebiescy” protestowali. Ostatecznie Lechia (chyba po mediacji Zbigniewa Bońka, Prezesa PZPN) wycofała swoją skargę, czyli pogodziła się z utratą punktu. W takim układzie, to Ruch był w grupie mistrzowskiej, a nie Podbeskidzie. Tym razem protestowali „Górale”, ale to już nie miało żadnego znaczenia.

Spadek_Podbeskidzia_2016_(2)

Źródło: radiobielsko.pl.

W grupie spadkowej Podbeskidzie nie wygrało żadnego meczu! Co więcej w siedmiu spotkaniach, w tym czterech u siebie, wywalczyło tylko jeden punkt! Można żałować Podbeskidzia, że było już w grupie mistrzowskiej i przez proceduralne rozgrywki straciło pewne utrzymanie. Z drugiej jednak strony wszystko było w rękach, a raczej w nogach piłkarzy spod Klimczoka, tymczasem, oni w bezpośrednich pojedynkach z rywalami do utrzymania się w ekstraklasie polegli na całej linii i potwierdzili, że nie zasługują na ekstraklasę. Bo przecież w decydujących meczach nie przegrywali z potężnymi (jak na polskie warunki) klubami jak Legia, czy Lech. Nie przegrywali też z rewelacyjnym Piastem Gliwice, tylko grali z tymi, od których podobno byli lepsi.

Spadek_Podbeskidzia_2016_(2)

Źródło: bielskobiala.naszemiasto.pl.

Damian Chmiel, pomocnik Podbeskidzia trafnie podsumował spadek „Górali”: „To co zrobiliśmy wcześniej zasługiwało na szacunek. Podnieśliśmy się po rundzie jesiennej. Zimowaliśmy na ostatnim miejscu, a potem byliśmy bardzo blisko grupy mistrzowskiej. Ale umówmy się, nie byliśmy w niej. Znaleźliśmy się w niej tylko na chwilę, przez zamieszanie, które gdzieś się pojawiło (…) powiedzmy sobie jednak szczerze, jakbyśmy byli drużyną to byśmy się utrzymali (…) nie jestem jeszcze w stanie wytłumaczyć tego spadku (…) życie skarało nas za minimalizm.” (cyt. za: „Przegląd Sportowy”).

Nie czas żałować Podbeskidzia, gdy nie dało piłkarskich argumentów do pozostania w ekstraklasie.

 

Źródła: własne, 90minut.pl, radiobielsko.pl, bielskobiala.naszemiasto.pl. A. Bugajski, J. Radomski, Liga utknęła w martwym punkcie, „Przegląd Sportowy z dnia 11 kwietnia 2016 r., s. 14-15. To się w pale nie mieści! – wywiad red. M. Treli z Damianem Chmielem, „Przegląd Sportowy” z dnia 12 maja 2016 r., s. 7.

poniedziałek, 01 maja 2017
Legia zdobyła Puchar Polski 2016 w cieniu dymu z rac

W poniedziałek 2 maja 2016 r. po słabiutkim meczu Legia Warszawa pokonała Lecha Poznań 1:0 (0:0) w meczu finałowym Pucharu Polski. Zwycięską bramkę w 69. Minucie spotkania zdobył Aleksandar Prijović. Niestety, dali znać o sobie kibice Lecha, którzy odpalili kilkadziesiąt rac, a kilka rzucili na boisko, czym doprowadzili do przerwania spotkania na kilkanaście minut.

Spotkanie lepiej mogli rozpocząć piłkarze „Kolejorza”. Już w 5. minucie słupek uratował Legię od utraty bramki! Gergő Lovrencsics dośrodkował z rzutu wolnego, Arkadiusz Malarz wypiąstkował piłkę, którą na linii pola karnego przyjął Szymon Pawłowski. Skrzydłowy Lecha oddał mocny strzał, po którym (ku rozpaczy poznańskich kibiców) piłka wylądowała tylko na słupku. Legia odpowiedziała siedem minut później.  Adam Hloušek odebrał piłkę Lovrencsicsowi i podał do Nemanji Nikolicia, który oddał mocny strzał z ponad dwudziestu metrów. Jasmin Burić odbił piłkę na rzut rożny. Dwie minuty później znowu pokazał się Lovrencsis, ale tym razem pod bramką Legii. Przyjął piłkę po precyzyjnym przerzucie Pawłowskiego, wbiegł w pole karne, a piłkę po jego mocnym strzale z kilku metrów, Michał Pazdan wybił wślizgiem na rzut rożny. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego, w polu bramkowym Legii powstało zamieszanie, po którym Marcin Kamiński oddał mocny strzał z kilku metrów. Piłka poleciała jednak wysoko nad bramką. Pierwszy kwadrans był całkiem obiecujący, ale później było gorzej, dużo gorzej. Na boisku nie działo się zbyt wiele. Obie drużyny niby próbowały atakować, ale w pierwszej kolejności starały się nie stracić bramki, dlatego z boiska wiało nudą.

2016.05.02_Finał_Pucharu_Polski_(27)

Dopiero w 32. minucie miała miejsca godna uwagi akcja. Łukasz Trałka odebrał piłkę Tomaszowi Jodłowcowi i zagrał długą piłkę z własnej połowy w kierunku Dawida Kownackiego, który wypuścił sobie piłkę do linii bocznej i umożliwił (już w polu karnym) skuteczną interwencję Michałowi Pazdanowi. Obrońca Legii wybił piłkę na rzut rożny.

Legia też miała swoją groźną akcję przed przerwą. W 43. minucie legioniści rozgrywali rzut wolny z prawej strony boiska, tuż za polem karnym. Michał Kucharczyk wycofał piłkę do stojącego przed „szesnastką” Ariela Borysiuka, który oddał płaski i niezbyt mocny strzał. Piłka odbiła się od obrońców Lecha i trafiła w nogi Ondreja Dudy, który trochę z przypadku odegrał do Aleksandara Prijovicia. Szwajcar oddał strzał z kilku metrów, ale posłał piłkę wysoko nad bramką Buricia. Co do słowackiego pomocnika to był to kolejny mecz, w którym zawiódł.

2016.05.02_Finał_Pucharu_Polski_(29)

Przed rozpoczęciem drugiej połowy meczu.

Pierwsza połowa zdecydowanie zawiodła, a w drugiej, jak się później okazało, piłkarze utrzymali marny poziom. W 51. minucie Karol Linetty zagrał piłkę w pole bramkowe, ale Malarz pewną interwencją uprzedził Lovrencsicsa. Później nie działo się zbyt wiele. Dominowała głównie walka o odzyskanie piłki. Wreszcie w 67. minucie Michał Kucharczyk wyprzedził na skrzydle Tamasa Kadara i dośrodkował w „szesnastkę”, gdzie Kamiński uprzedził Prijovicia i wybił piłkę na rzut rożny.

W 69. minucie spotkania, losy meczu zostały rozstrzygnięte. Linetty próbował odebrać piłkę Guillherme, ale po jego wślizgu piłka poleciała w pole bramkowe, gdzie Prijović w ekwilibrystyczny sposób (w stylu Zlatana Ibrahimovicia) posłała piłkę do bramki Lecha. Burić nie miał szans na skuteczną interwencję, a Kamiński tylko bezradnie przyglądał się uderzeniu Szwajcara zewnętrzną częścią stopy. Legia objęła prowadzenie 1:0!Kamiński mocno uderzył z rzutu wolnego, a Malarz pewnie złapał piłkę odbitą jeszcze od jednego z zawodników stojących w murze.” (cyt. za: 90minut.pl). Wydawało się, że od tego momentu Lech ruszy do przodu, i może tak by się stało, gdyby „Kolejorzowi” nie przeszkodzili jego kibice.

Poznańscy fani zaczęli rzucać race na boisko. Jedna trafiła nawet w nogę Malarza, który nie symulował, nie zwijał się z bólu, tylko… pomagał stewardom w usunięciu płonących rac. Niewątpliwie sytuacja, która trwała przez kilkanaście minut zagrażała zdrowiu bramkarza Legii, podobnie jak przebywanie na boisku w takich warunkach po wznowieniu gry. Wydaje się, że sędzia Szymon Marciniak mógł podjąć odważną decyzję i przerwać mecz, ale chyba przestraszył się ewentualnych skutków. Inna sprawa, że Malarz zapewnił go o gotowości do gry, a inni piłkarze też nie domagali się przerwania meczu. „Przegląd Sportowy” pisał o zachowaniu Marciniaka: „Na siłę starał zapobiec skandalowi, ale zdrowie Malarza było zagrożone.” (cyt. za: „Przegląd Sportowy”).

2016.05.02_Finał_Pucharu_Polski_(32)

Po kilkunastu minutach oczekiwania aż zgasną racę, mecz został wznowiony. Kamiński oddał strzał z dziesięciu metrów w nogi Hlouska, choć szkoda, że zachował się samolubnie i nie odegrał do niepilnowanego i stojącego przed polem karnym Kamila Jóźwiaka. W odpowiedzi Kucharczyk wbiegł w pole karne i upadł po starciu z Abdulem Azizem Tettehem, ale sędzia podjął chyba słuszną decyzję nie wskazując na „wapno”. Później słaby strzał Jóźwiaka został zablokowany.

Warto jeszcze dodać, że w jednym z niepozornych starć w powietrzy Prijovicia z Tettehem, ten pierwszy doznał złamania ręki i nie zagrał do końca sezonu. W ostatniej akcji meczu Michaił Aleksandrow wbiegł w pole karne i mimo, że przeszkadzał mu Maciej Gajos, oddał strzał, tylko, że w żaden sposób tak lekkie uderzenie, nie mogło zaskoczyć Buricia. W sumie ten strzał dobrze podsumował mecz finałowy, bo anemiczny strzał był tak samo słaby jak cały mecz.

Legia zdobyła osiemnasty Puchar Polski, zaś Lech tą porażką praktycznie pogrzebał swoje szanse na występ w europejskich pucharach w kolejnym sezonie.Stawka spotkania sparaliżowała wyraźnie dwa najmocniejsze kadrowo zespoły naszej ekstraklasy.” (cyt. za: sportowefakty.wp.pl). „Spotkanie nie było porywającym widowiskiem, dominowała walka w środku pola i uważna gra w obronie.” (cyt. za: Eurosport.onet.pl). Legioniści nie stosowali swojego ulubionego w ostatnim czasie pressingu.

2016.05.02_Finał_Pucharu_Polski_(43)

Legioniści odbierają Puchar Polski na trybunie honorowej…

2016.05.02_Finał_Pucharu_Polski_(44)

…i świętują z kibicami.

Jako pierwszy medal za zdobycie Pucharu odebrał Lucjan Brychczy, 83-letni były piłkarz Legii (przez osiemnaście lat), a obecnie członek sztabu szkoleniowego. Legioniści świętowali, ale umiarkowanie, bo celem na sezon 2015/2016 był dublet, aby uczcić stulecie klubu.

Wracając do zachowania kibiców, to PZPN zapowiedział surowe kary, a prezes Boniek mówił o wydarzeniach na trybunach: „To porażka polskiej piłki.” (cyt. za: „Przegląd Sportowy”). Lech został ukarany grzywną 250 tys. zł, zakazem rozgrywania meczów z udziałem publiczności w kolejnej edycji pucharu polski, pozbawieniem prawa wysyłania zorganizowanych grup kibiców na mecze pucharowe na najbliższy rok i zakazem udziału kibiców w meczach wyjazdowych do końca tego sezonu ligowego. Część kar niestety anulowano lub zmniejszono po odwołaniu „Kolejorza”. To po co karać?

Oba kluby zostały również obciążone kosztami zniszczeń spowodowanych przez swoich kibiców. Straty wstępnie oszacowano na 100 tys. zł, ale późniejsze doniesienia medialne wskazywały 180 tys. zł. Koszty zostały spowodowane zniszczeniem albo uszkodzeniem 600 krzesełek, zniszczeniem filtrów klimatyzacji, przepaleniem kabli, uszkodzeniem  jedne z bram wjazdowych, zdewastowaniem toalet i ściany korytarza, uszkodzeniem szklanych barierek i zużyciem 30 gaśnic. Czy takie muszą być skutki organizacji meczu finałowego o Puchar Polski?

 

2 maja 2016 r., godz. 16:00 – Warszawa, Stadion Narodowy (PGE Narodowy)

Finał Pucharu Polski 2015/2016

Lech Poznań 0-1 Legia Warszawa

Bramka: Aleksandar Prijović (69 min.).

Lech Poznań: 1. Jasmin Burić - 4. Tomasz Kędziora, 23. Paulus Arajuuri, 35. Marcin Kamiński, 5. Tamás Kádár - 11. Gergő Lovrencsics (90 min., 29. Kamil Jóźwiak), 6. Łukasz Trałka (79 min., 14. Maciej Gajos), 55. Abdul Aziz Tetteh, 7. Karol Linetty, 8. Szymon Pawłowski - 24. Dawid Kownacki (87 min., 10. Darko Jevtić).

Rezerwowi, którzy nie zagrali: 27. Krzysztof Kotorowski - 3. Vladimir Volkov, 21. Keeba Ceesay, 26. Maciej Wilusz.

Trener: Jan Urban.

Legia Warszawa: 1. Arkadiusz Malarz - 5. Artur Jędrzejczyk, 4. Igor Lewczuk, 2. Michał Pazdan, 14. Adam Hloušek - 8. Ondrej Duda (67 min., 6. Guilherme), 3. Tomasz Jodłowiec, 7. Ariel Borysiuk, 11. Nemanja Nikolić (83 min., 77. Michaił Aleksandrow), 18. Michał Kucharczyk - 99. Aleksandar Prijović (90 min., 22. Kasper Hämäläinen).

Rezerwowi, którzy nie zagrali: 33. Radosław Cierzniak - 19. Bartoisz Bereszyński, 17. Tomasz Brzyski, 23. Stojan Vranjes.

Trener: Stanisław Czerczesow (Rosja).

żółte kartki: Pawłowski (42 min., za faul), Trałka (56 min., za faul)– Prijović (38 min., za faul), Pazdan (90+2 min., za faul), Jędrzejczyk (90+10 min., za faul), Guilherme (90+11 min.,za faul).

sędziowali: Szymon Marciniak (Płock) jako sędzia główny oraz Sokolnicki i Listkiewicz jako sędziowie liniowi oraz Paweł Raczkowski i Tomasz Musiał jako dodatkowi sędziowie oraz Radosław Siejka jako sędzia techniczny.

widzów: 48 563.

 

Źródła: własne, 90minut.pl, polsatsport.pl, legionisci.com, eurosport.onet.pl, sportowefakty.wp.pl, warszawa,sport.pl, poznan.sport.pl, przegladsportowy.pl, legia.com. Marciniak poprowadzi finał, „Przegląd Sportowy” z dnia 25 kwietnia 2016 r., s. 5. „Przegląd Sportowy” z dnia 4 maja 2016 r., s. 2-3. B. Kubiak, Puchar pełen rac, „Gazeta Wyborcza” z dnia 4 maja 2016 r., s. 22. „Nie myślałem o symulowaniu” – wywiad red. K. Fersztera z Arkadiuszem Malarzem, „Gazeta Stołeczna” – bezpłatny dodatek do „Gazety Wyborczej” z dnia 4 maja 2016 r., s. 8.

sobota, 29 kwietnia 2017
Przed finałem Pucharu Polski 2016 Legia Warszawa – Lech Poznań

W finale Pucharu Polski sezonu 2015/2016 zmierzyły się dwa najlepsze polskie kluby ostatnich sezonów, czyli Legia Warszawa i Lech Poznań, dla których mecz na Stadionie Narodowym był… 54 w sezonie!

Finał_Pucharu_Polski_2016

Źródło: eurosport.onet.pl.

Historia Pucharu Polski

Pierwsza edycja Pucharu Polski została rozegrana w 1926 r. W meczu finałowym Wisła Kraków pokonała Spartę Lwów 2:1. Losy pierwszych finalistów potoczyły się diametralnie różnie, bo Wisła została jednym z najbardziej utytułowanych polskich klubów, a Sparta nigdy nie zagrała na najwyższym szczeblu rozgrywkowym i już nie istnieje.

Najwięcej Pucharów Polski zdobyła Legia Warszawa (17), a kolejne kluby w tej klasyfikacji to Górnik Zabrze (6), Lech Poznań (5), Wisła Kraków i Zagłębie Sosnowiec (po 4). Najwięcej przegranych finałów mają na swoim koncie Górnika Zabrze i Ruch Chorzów (po 7), a poza tym – Wisła Kraków, Legia Warszawa (po 6) i GKS Katowice (5).

61 finałów rozegrano w 21 miastach. Najczęściej grano w Warszawie (19), Chorzowie (10), Łodzi (6) oraz Poznaniu i Krakowie (po 5), przy czym 9 razy finał odbywał się w formie dwumeczu.

Najwięcej goli w meczach finałowych zdobył Włodzimierz Lubański (Górnik Zabrze) – 9. Co więcej, Lubański jako jedyny piłkarz zaliczył w finałach dwa hat-tricki (jeden raz 3 gole, jeden raz 4 gole). Jednym hat-trickiem może pochwalić się czterech piłkarzy – Henryk Kempny (Legia), Ernest Pohl i Jerzy Wilim (obaj Górnik) oraz Jan Furtok (GKS Katowice).

„Przegląd Sportowy” wybrał „Jedenastkę wszechczasów Pucharu Polski”: Henryk Bolesta (Widzew) – Adam Topolski (Legia), Stanisław Oślizło (Górnik Zabrze), Piotr Piekarczyk (GKS Katowice), Wojciech Rudy (Zagłębie Sosnowiec) – Miroslav Radović (Legia), Zygfryd Szołtysik (Górnik Z.), Leszek Pisz (Legia) – Lucjan Brychczy (Legia), Włodzimierz Lubański (Górnik Z.), Mirosław Okoński (Legia / Lech).

Rekord frekwencji w meczu finałowym Pucharu Polski został pobity 1 maja 1963 r. na Stadionie Śląskim w Chorzowie, gdy mecz Zagłębia Sosnowiec z Ruchem Chorzów (2:0) oglądało 70 000 widzów. Kolejne dwa wyniki frekwencji to 55 000 (1 maja 1986 r., Stadion Śląski, GKS Katowice – Górnik Zabrze 4:1) i 45 322 (2 maja 2015 r., Stadion Narodowy, Legia – Lech 2:1).

Sezon 2015/2016

Legia i Lech w drodze do finału nie przepracowały się zbytnio. Legia awansowała z kompletem zwycięstw, zaś Lech tylko z jednym straconym golem. Lech wyeliminował Olimpię Grudziądz (2:0), Ruch Chorzów (1:0), Zagłębie Lubin (1:0, 1:0) i Zagłębie Sosnowiec (1:0, 1:1). Legia natomiast była lepsza od Górnika Łęczna (2:0), Lechii Gdańsk (4:1), Chojniczanki Chojnice (2:1, 4:1) i Zawiszy Bydgoszcz (4:0, 2:1).

Najlepsi strzelcy tej edycji Pucharu to Nemanja Nikolić (Legia) – 6 goli, Aleksandar Prijović (obaj Legia Warszawa) – 4 gole oraz Kamil Drygas, Szymon Lewicki (obaj Zawisza Bydgoszcz), Damian Łanucha (Stal Stalowa Wola), Szymon Matuszek (Dolcan Ząbki), Eryk Sobków (Zagłębie Lubin) i Radosław Wiśniewski (Błękitni Stargard Szczeciński).

Araszkiewicz_losowanie_PP_2016

Kuriozalne losowanie i moment popełnienia błędu przez Jarosława Araszkiewicza.

Źródło: tvn24.pl.

Ta edycja rozgrywek zostanie zapamiętana z powodu kuriozalnego losowania, które odbyło się na jesieni. Najpierw Jarosław Araszkiewicz odczytał „9” jako „6”, a później system informatyczny błędnie przyporządkował jedną parę do miejsca w drabince. W efekcie wyniki losowania zostały skorygowane.

Legia i Lech w Pucharze Polski

Oba zespołu rozegrały przeciwko sobie 10 meczów w Pucharze Polski. Lech wygrał 2, zremisował 3 i przegrał 5 (bilans bramkowy 9:16). We wszystkich rozgrywkach oba kluby rozegrały 122 oficjalne mecze, z których 51 wygrała Legia, 37 Lech, zaś 33 razy był remis. W finale Pucharu Polski oba kluby spotkały się pięciokrotnie. Legia była lepsza trzykrotnie i są to jednocześnie jedyne trzy porażki „Kolejorza” w meczach finałowych.

W 1980 r. Legia pokonała Lecha w Częstochowie 5:0. W 1988 r. Lech pokonał Legię w Łodzi po rzutach karnych 3:2. W meczu padł remis 1:1. W 2004 r. finał rozgrywano w formie dwumeczu. Lech wygrał w pierwszym meczu u siebie 2:0, a na wyjeździe obronił zaliczkę, bo przegrał tylko 0:1. W 2011 r. w Bydgoszczy Legia wygrała w rzutach karnych 5:4 (po dogrywce było 1:1). Wreszcie w 2015 r. na Stadionie Narodowym Legia wygrała 2:1.

Mecz finałowy 2016 odbył się w Warszawie dlatego warto zauważyć, że Legia aż siedmiokrotnie zdobywała Puchar Polski po meczach w Warszawie. Czterokrotnie na własnym stadionie przy ul. Łazienkowskiej, dwa razy na Stadionie X-lecia i raz na Stadionie Narodowym. Przegrała tylko dwa razy (1952 i 2004). Lech natomiast w Warszawie, na stadionie Legii wygrywał Puchar Polski dwa razy – w 1984 (3:0 z Wisłą Kraków) i w 2004 r. (0:1 z Legią, ale pierwszy mecz wygral 2:0).

Dwóch piłkarzy grało w finałach zarówno w barwach Lecha, jak i Legii – Mirosław Okoński i Henryk Miłoszewski. Jak się później okazało bardziej spektakularnego wyczynu dokonał Kasper Hamalainen, który w finale w 2015 r. wystąpił w barwach Lecha w meczu przeciwko Legii, a w finale 2016 r. zagrał dla Legii przeciwko Lechowi. Hamalainen jesienią wystąpił w trzech meczach Pucharu Polski w barwach Lecha, a później przeniósł się do Warszawy, więc przed meczem finałowym był pewien, że triumf w Pucharze Polski 2016 będzie mógł wpisać do swojego piłkarskiego CV.

Tylko jeden z piłkarzy Lecha w sezonie 2015/2016 zdobył Puchar Polski z „Kolejorzem” – Krzysztof Kotorowski. W edycji 2008/2009 wystąpił w trzech meczach, ale w finale przeciwko Ruchowi Chorzów (1:0 po dogrywce) bronił nieżyjący już Chorwat Ivan Turina. Ciekawostką jest to, że w ostatnich trzech finałach z udziałem Lecha (2009, 2011, 2015), Bośniacki bramkarz Jasmin Burić zawsze był rezerwowym. Natomiast wśród piłkarzy Legii najwięcej zwycięskich finałów ma na swoim koncie Michał Kucharczyk – 4. W 2011, 2012 i 2015 r. wystąpił w decydujących spotkaniach, zaś w 2013 r. wystąpił w pierwszych z dwóch finałowych spotkań. Jakub Rzeźniczak ma w swoim dorobku 3 Puchary. Igor Lewczuk zdobywał Puchar Polski z trzema różnymi klubami! W 2010 r. triumfował z Jagiellonią, w 2014 r. z Zawiszą Bydgoszcz, a w 2015 r. z Legią, choć akurat ten mecz przesiedział na ławce rezerwowych.

Przed meczem

Lech wygrał tylko jedno z ostatnich ośmiu spotkań, a w rundzie finałowej ekstraklasy był bardzo nieskuteczny. W czterech meczach zdobył tylko dwa gole i oba w tym samym meczu (2:2 z Piastem Gliwice). Legia natomiast przegrała ostatni (ligowy) mecz poprzedzający warszawski finał (0:2 z Zagłębiem Lubin na wyjeździe), a z ostatnich sześciu meczów wygrała tylko dwa.

Łukasz Trałka oceniał, że największym atutem Legii jest szybki atak, a słabością pozostawienie dużych przestrzeni po stracie piłki. Natomiast Jakub Rzeźniczak wskazywał, że największym atutem Lecha jest Szymon Pawłowski, a największą słabością… „gorąca głowa Łukasza Trałki” (cyt. za: „Przegląd Sportowy”), czym pewnie nawiązywał do zachowania Trałki wobec Hamalainena w marcowym meczu oby klubów w Poznaniu. Marcin Kamiński powiedział natomiast: „W ostatnim czasie zagraliśmy tyle razy przeciwko Legii, że doskonale znamy jej słabe strony i wiemy jak ją zaatakować.” (cyt. za: „Przegląd Sportowy”). Igor Lewczuk podkreślał, że choć Legia przegrała z Lechem mecz o Superpuchar (1:3) i jesienne spotkanie ligowe w Warszawie (0:1), to w dwóch ostatnich meczach była lepsza (2:0 w Poznaniu, 1:0 w Warszawie).

Jeśli chodzi o sytuację kadrową, to w dniu meczu okazało się, że w Lechu nie może zagrać Nicki Bille Nielsen. W Legii natomiast do dyspozycji trenera Czerczesowa byli leczący ostatnio kontuzje Tomasz Jodłowiec i Michał Pazdan. Najważniejsze było jednak, że trener nie musiał martwić się o występ super ataku. Nemanja Nikolić i Aleksandar Prijović, którzy w całym sezonie we wszystkich rozgrywkach zdobyli razem 49 goli i mieli 17 asyst.

Organizacja

Spotkanie pokaże 26 kamer, w tym 3 super slow motion i jedna ultra slow motion. Firma, która wyprodukowała sygnał zaangażowała do pracy 100 osób i dwa wozy transmisyjne. Murawę na Stadion Narodowy przewiozło 25 tirów z plantacji pod Szczecinem. W każdym samochodzie było 18 rolek trawy.

Podsumowanie

PZPN zrobił dużo, aby nadać finałowi Pucharu Polski odpowiednią rangę, ale i tak nie uniknął wpadki z losowaniem. Dla rozwoju tej imprezy dużym bonusem jest, że w finale spotykają się dwa najlepsze kluby, choć niegrające absolutnie najlepszej piłki. Faworytem była Legia zmierzająca po dublet na stulecie klubu.

 

Źródła: własne, 90minut.pl, tvn24.pl, eurosport.onet.pl. „Przegląd Sportowy” z dnia 2-3 maja 2016 r., s. 2-3 i 13-20. P. Zych, Wielka bitwa o puchar, „Gazeta Wyborcza”, z dnia 2-3 maja 2016 r., s. 20-21. B. Kubiak, Zacząć od pucharu, „Gazeta Stołeczna” – dodatek do „Gazety Wyborczej” z dnia 2-3 maja 2016 r., s. 8.

czwartek, 18 sierpnia 2016
„Eksperci” – część 2. Zbigniew Boniek wyśmiewa starania Polski i Ukrainy o organizację Euro 2012

Prawie cztery i pół roku przez rozpoczęciem UEFA Euro 2012, gdy jeszcze nie było wiadomo, kto będzie gospodarzem imprezy, Zbigniew Boniek w wypowiedzi przytoczonej przez „Magazyn Sportowy”, wyraźnie powiedział, że Polska nie ma szans na organizację. „Przecież wszyscy wiedzą, że Euro za pięć lat odbędzie się we Włoszech. Czy ktoś kiedyś widział, aby finały mistrzostw Europy odbyły się w kraju, gdzie autostrady, czy hotele są w dużej części wirtualne. Co ja mówię w dużej części, jeśli chodzi o stadiony, czy autostrady, to ich po prostu nie ma. Mamy już rok 2007 i naprawdę nie ma żadnych szans, abyśmy szybko zbudowali bazę, która zadowoli UEFA.”.

Z.Boniek_drapie_się_w_głowę

Źródło: legia.net.

Turniej ostatecznie, jak wszystkim dobrze wiadomo, odbył się w Polsce i na Ukrainie. Włosi byli faworytami, dlatego „Zibi” musiał być zdziwiony. Większe zdziwienie ogarnęło chyba jego przyjaciela – Michela Platiniego, który ogłaszał decyzję Komitetu Wykonawczego.

M.Platini_ogłasza_gospodarza_euro_2012

Źródło: gregory501.blox.pl.

 

Źródło: R. Kołtoń, Futbol – największy bank świata, „Magazyn Sportowy” – bezpłatny dodatek do „Przeglądu Sportowego” z dnia 9 lutego 2007 r., s. 11.

sobota, 06 sierpnia 2016
„Jedenastu z odzysku”

Pod takim tytułem ukazał się w 2010 r. w Newsweeku artykuł wskazujący, że „już wkrótce o sile polskiej reprezentacji mogą decydować piłkarze, którzy urodzili się za granicami”. Spośród jedenastu piłkarzy wymienionych w tej drużynie w reprezentacji Polski zagrało dotychczas czterech.

Artykuł był następstwem poważnego zainteresowania Franza Smudy, ówczesnego selekcjonera reprezentacji Polski, piłkarzami „którzy dzięki polskim przodkom mogą starać się o nasz paszport”. Smudzie wytykano, że naturalizowanych piłkarzy na przykładzie reprezentacji Niemiec nazywał „farbowanymi lisami”. Później Smuda próbował się jakoś tłumaczyć stwierdzając: „Nie chcę w kadrze farbowanych reprezentantów takich jak Roger czy Olisadebe, którzy z Polską nie mają wiele wspólnego. Ale tych, którzy mają polskie korzenie, bacznie obserwujemy. Nie jesteśmy Brazylią i nie możemy sobie pozwolić na przeoczenie żadnego talentu”. Roger i Olisadebe rzeczywiście byli przykładami piłkarzy bez polskich korzeni, którzy zagrali w reprezentacji. Mówienie jednak o korzeniach było próbą uzasadnienia przez Franza poszukiwania piłkarzy, którzy dopiero staną się polskimi. Zresztą Smuda przyparty do muru w jednym z wywiadów przyznał, że nie ma dobrych piłkarzy w Polsce i gdzieś ich musi znaleźć, a nie znajdzie ich „w kiblu”.

Zarówno Jerzy Engel, Paweł Janas, jak i Leo Beenhakker wprowadzali takich piłkarzy, ale z największym rozmachem za sprawę zabrał się właśnie Smuda…

Farbowany lis - wilk w owczej skórze

Przykład „farbowanego lisa” - wilk w owczej skórze.

Źródło: fanatik.ogicom.pl.

Warto zwrócić uwagę, że sprawa gry w polskiej kadrze piłkarzy o polskich korzeniach była w mediach dyskutowana już wcześniej. Dziennikarze chętnie wspominali o polskich przodkach Petera Schmeichela i Youri Djorkaeffa. Później był „wałkowany” temat gry w reprezentacji m.in. Dariusza Wosza, Andrewa „Andy” Johnsona, Felipe Luisa Kasmirskiego, Manuela Arboledy, Mauro Cantoro, Ivo Pękalskiego, czy Paolo Dybali. Działaczy PZPN, kibiców i dziennikarzy najbardziej bolał fakt, że w reprezentacji Niemiec brylowali Polacy – Miroslav Klose i Lukas Podolski. Aby nie przeoczyć polskich piłkarzy grających poza granicami kraju, PZPN utworzył sekcję monitoringu i rozwoju młodych piłkarzy. Jej szefem został Maciej Chorążyk.

We wspomnianym artykule, opublikowanym sześć lat temu przedstawiono tytułową „jedenastkę z odzysku”, czyli drużynę, którą tworzą „piłkarze o polskich korzeniach, których w światowych klubach odnaleźli Michał Chorążyk i jego ludzie”:

Martin Kompalla (wówczas: 18 lat, Borussia Moenchengladbach) – Timothee Kolodziejczak (19, Olympique Lyon), Laurent Koscielny (25, FC Lorient), Damien Perquis (26, FC Sochaux), Sebastian Boenisch (23, Werder Brema) – Alan Stulin (20, 1. FC Kaiserslautern), Ludovic Obraniak (26, OSC Lille), Adam Matuszczyk (21, 1. FC Koeln), Adam Bodzek (25, MSV Duisburg) – Robert Acquafresca (23, Atalanta Bergamo), Patryk Schikowski (18, Bayer Leverkusen).

Spośród tych jedenastu piłkarzy w polskiej kadrze wystąpiło dotychczas czterech – Obraniak, Perquis, Boenisch i Matuszczyk. Pierwszy debiutował za kadencji Leo Beenhakkera, a pozostali trzej dostali szansę debiutu dzięki Franzowi Smudzie. Smuda chciał jeszcze w kadrze Laurenta Koscielnego, z którym miał się spotkać przy okazji meczu towarzyskiego Legia – Arsenal. Do spotkania jednak nie doszło, bo Koscielny wybrał występy dla „Trójkolorowych”. Za kadencji Smudy był jeszcze temat gry Acquafresci, ale chyba bardziej za sprawą Zbigniewa Bońka, ówczesnego wiceprezesa PZPN, a nie Smudy. Franz wprowadził jednak do kadry innego „farbowanego lisa” – Eugena Polanskiego.

Później o możliwych występach mówiono w przypadku Maora Meliksona (rozważał grę dla polskiej kadry) i Miroslav Radović (nigdy nie potwierdził, że chce grać dla „Biało-czerwonych”). W kadrze zagrał jednak inny piłkarz, choć o polskich korzeniach – Thiago Cionek.

W reprezentacji Polski zagrało dotychczas dokładnie jedenastu piłkarzy – naturalizowanych albo posiadających dwa paszporty. W sumie tworzą całkiem ciekawą drużynę, choć brakuje w niej bramkarza. Akurat na tej pozycji w Polsce jest wielu specjalistów i nie może dziwić fakt, że nie było potrzeby obsadzania bramki „przyszywanym” Polakiem.

 

Reprezentanci Polski w piłce nożnej – naturalizowani albo „odzyskani” (według kolejności debiutu, stan na dzień 6 sierpnia 2016 r.):

Kolejno – imię i nazwisko (kraj, w którym piłkarz mógł występować), data debiutu, ówczesny trener reprezentacji,  liczba meczów w reprezentacji / liczba bramek, występy w innej reprezentacji.

Tomasz Zdebel (Niemcy) – 29.03.2000, Jerzy Engel, 14/0,

Emmanuel Olisadebe (Nigeria) – 16.08.2000, Jerzy Engel, 25/11,

Wahan Geworian (Armenia) – 11.07.2004, Paweł Janas, 1/0,

Roger Guerreiro (Brazylia) – 27.05.2008, Leo Beenhakker, 25/4,

Sebastian Tyrała (Niemcy) – 14.12.2008, Leo Beenhakker, 1/0, występy w kadrze Niemiec U-16, U-17, U-19, U-20 i U-21,

Ludovic Obraniak (Francja) – 12.08.2009, Leo Beenhakker, 34/6, występy w kadrze Francji U-20 i U-21,

Adam Matuszczyk (Niemcy) – 29.05.2010, Franz Smuda, 21/1,

Sebastian Boenisch (Niemcy) – 04.09.2010, Franz Smuda, 14/0, występy w kadrze Niemiec U-20 i U-21,

Eugen Polanski (Niemcy) – 10.08.2011,  Franz Smuda, 19/0, występy w kadrze Niemiec U-16, U-17, U-18, U-19 i U-21,

Damien Perquis (Francja) – 06.09.2011, Franz Smuda, 14/1, występy w kadrze Francji U-21,

Thiago Cionek (Brazylia) – 13.05.2014, Adam Nawałka, 7/0.

Wśród wymienionych piłkarzy dominują „farbowane lisy”, czyli piłkarze, którzy nie mieli żadnych związków z Polską, poza grą w naszym kraju (Olisadebe, Roger Guerreiro) albo reprezentujący w młodości inne kraje (Obraniak, Perquis, Boenisch, Polanski, Tyrała), niezależnie od narodowości ich przodków i miejsca urodzenia. Odrębnym przypadkiem jest Thiago Cionek, którego pradziadek był Polakiem, a on urodził się w Brazylii i nie grał dla żadnej (juniorskiej lub młodzieżowej) reprezentacji tego kraju. Tomasz Zdebel i Adam Matuszczyk posiadali paszporty dwóch państw, choć obaj urodzili się w Polsce. Dodatkowo, Matuszczyk miał realne szanse na grę w młodzieżowej reprezentacji Niemiec. Natomiast Wahan Geworigan przed otrzymaniem polskiego obywatelstwa miał status bezpaństwowca.

Najwięcej do kadry wniósł zdobywca największej liczby goli (11) spośród w/w piłkarzy – Olisadebe, natomiast najwięcej meczy rozegrał Obraniak (34). Większość zawodników zadebiutowała w latach 2008-2011, co było związane z pewnym startem Polaków w UEFA Euro 2008 i 2012. To tylko potwierdza, że piłkarze chcieli zagrać w wielkiej imprezie, ale także wypromować się do lepszego klubu. Nie wchodząc w szczegóły, głownie z powodu słabych występów Polaków – żadnemu nie udało się.

 

Źródła: własne, sport.se.pl, polsatsport.pl, sportowefakty.wp.pl, 90minut.pl, sport.wp.pl, transfermarkt.pl, pl.wikipedia.org, fanatik.ogikom.pl. Nasz człowiek w Barcelonie?, Metro, brak daty wydania. B. Janiszewski, Jedenastu z odzysku, Newsweek 2010, nr 22, z dnia 30 maja 2010 r., s. 46-47.

piątek, 10 stycznia 2014
Nagrody za 2013 r.

Rok 2013, podobnie jak 2012 nie był dobry dla polskiej piłki. Reprezentacja w słabiutkim stylu nie awansowała do mistrzostw świata w Brazylii i spadła w rankingu FIFA na najniższe w historii – 78. miejsce. Kluby ośmieszyły się w europejskich pucharach. Najwięcej radości przyniosła polskim kibicom „polska” Borussia Dortmund z Robertem Lewandowskim na czele znajdująca swój wyraz w finale Ligi Mistrzów i wielomiesięcznej sadze związanej z transferem „Lewego” do Bayernu Monachium. Największą niespodzianką sprawiła jednak kobieca reprezentacja do lat 17, która wywalczyła mistrzostwo Europy, a także… PZPN, który wystarał się o organizację finału Ligi Europy 2015 na Stadionie Narodowym.

 

Piłkarz roku – ROBERT LEWANDOWSKI

Napastnik Borussi Dortmund po raz trzeci z rzędu został piłkarzem roku i z całą pewnością zasłużył na tą nagrodę. Cztery bramki strzelone w pierwszym meczu półfinałowym Ligi Mistrzów przeciwko Realowi Madryt (4:1) sprawiły, że „Lewy” znalazł się na ustach piłkarskich ekspertów i kibiców, ale przede wszystkim – zapisał się na stałe do historii futbolu. Lewandowski jako pierwszy piłkarz w historii europejskich pucharów strzelił „Królewskim” cztery gole. Christo Stoiczkow powiedział o nim dla „Przeglądu Sportowego”: „Robert pasowałby do Barcelony”, a Gianluca Vialli: „Lewandowski to as!”. „Przegląd Sportowy” stwierdził, że Robert Lewandowski rozegrał najlepsze dwanaście miesięcy w swojej karierze, zaś „Lewy” w wywiadzie dla tego tytułu stwierdził: „To najlepszy rok w mojej karierze. Było wiele momentów, które na długo zapamiętam.”.

W 2013 r. Lewandowski rozegrał 59 oficjalnych spotkań – 10 w reprezentacji i 49 w klubie. Był najbardziej eksploatowanym piłkarzem Bundesligi. Dla Borussi zdobył 36 goli – 25 goli w Bundeslidze (14 wiosną i 11 jesienią), 10 w Lidze Mistrzów (4 Realowi, 3 Marsylii i po 1 Szachtarowi, Maladze i Arsenalowi) i 1 w Pucharze Niemiec. Do tego dorobku dołączył 13 asyst. W plebiscycie UEFA na najlepsze piłkarze Europy zajął 5. miejsce. Znalazł się wśród 23 zawodników nominowanych do „Złotej Piłki” FIFA, a w rankingu magazynu „Four Four Two na 100 najlepszy piłkarzy świata zajął 12. miejsce. Podobnie jak rok wcześniej tylko występy w reprezentacji były dla polskiego napastnika rozczarowujące. Rozegrał 10 meczy, ale zdobył 3 gole, z których tylko bramka przeciwko Czarnogórze została zdobyta z gry.

Robert_Lewandowski

Źródło: niezgrani.pl.

Red. M. Kołodziejczyk napisał o nim: Robert wszedł na poziom od dawna nieosiągalny dla polskich piłkarzy. Jeśli któryś z nich ostatnio przebijał się w silnym europejskim klubie, najczęściej był bramkarzem (…) Teraz mamy jednak wreszcie kogoś, kto strzela gole, rozpala wyobraźnię (…) Lewandowski ma szansę przełamać też inne bariery, wejść do świata niedostępnego dotychczas dla polskich piłkarzy(cyt. za „Rzeczpospolita”). Nic więc dziwnego, że w lipcu 2013 r. „Przegląd Sportowy” uznał „Lewego” za jedynego polskiego piłkarza zasługującego w sezon ie 2012/2013 na klasę światową. Przyznać jednak trzeba, że nie był to do końca udany sezon dla Lewego i Borussi. Klub zdobył wicemistrzostwo Niemiec, ale dotarł do finału Ligi Mistrzów, w którym przegrał z Bayernem (1:2). Na osłodę przyszło zwycięstwo nad Bawarczykami w Superpucharze (4:2), ale w Bundeslidze jesienią, BVB dała się jeszcze wyprzedzić Bayerowi Leverkusen. Wiosną Lewandowski przegrał rywalizację o koronę króla strzelców ze Stefanem Kiesslingiem (Bayer Leverkusen) strzelając w całym sezonie 24 bramki, podczas gdy Kiessling strzelił o jedną więcej. Po rundzie jesiennej „Lewy” jest liderem z 11 golami.

Zwieńczeniem doskonałej gry Lewandowskiego było zainteresowanie jego osobą – Bayernu Monachium, Manchesteru United i Realu Madryt, a nagrodą podpisanie 4 stycznia 2014 r. kontraktu z Bayernem, obowiązującego od 1 lipca 2014 r. A pomyśleć, że Felix Magath powiedział o „Lewym”, gdy ten grał jeszcze w polskiej lidze – „Podobno Robert Lewandowski z Lecha ma kosztować pięć milionów euro. Ja nie mogę tyle wydać. Jaką mam gwarancję, że sprawdzi się w Bundeslidze? Przecież to jeszcze młody i niedoświadczony napastnik.” (cyt. za „Magazynem Sportowym”).

Przyznając nagrodę Lewandowskiemu warto jednak wspomnieć o dwóch pozostałych Polakach występujących w Borussi, bo oni też pracowali na sukces „Lewego”. Błaszczykowski zagrał 56 meczy, w których zdobył 12 bramek i zaliczył 13 asyst. Piszczek z powodu kontuzji biodra pauzował przez pół roku, ale wystąpił w 31 meczach, w których zdobyli 4 gole i zanotował 6 asyst.

 

Obcokrajowiec roku – MARCO PAIXÃO

Portugalczyk Marco Paixão to zdecydowanie najlepszy obcokrajowiec, który występował w 2013 r. w ekstraklasie, ale o uznaniu go za najlepszego nie decydowało CV, tylko zasługi, czyli bramki i świetna gra w barwach wrocławskiego Śląska.

Marco_Paixao

Źródło: lovefootball.pl.

Paixão wystąpił w 28 oficjalnych meczach Śląska i zdobył w nich 16 goli, w ekstraklasie zagrał w 21 meczach, zdobywając 10 goli. W klasyfikacji króla strzelców znajduje się na drugiej pozycji. Skuteczność to ogromny atut Portugalczyka, ale jeszcze większym jest jego technika i inteligencja w grze. Wprawdzie jego gra nie porwała Śląska do jakiejś fantastycznej postawy, ale on sam wyróżnia się na tle pozostałych ligowców.

Nagroda jest przyznawana za cały rok, ale żaden z piłkarzy występujących w ekstraklasie wiosną i jesienią nie wyróżnił się na tyle, aby ją otrzymać. O Paixão można mówić w pewnym stopniu jako o odkryciu, zaskoczeniu, ale prawda jest taka, że wielu ekspertów przewidywało, że ten piłkarz wniesie do Śląska i polskiej ligi dużo dobrego. Tak też się stało i nic dziwnego, że pytają o niego Almeria, Celta, czy Legia.


Odkrycie roku – MATEUSZ ZACHARA 

Podobnie jak rok wcześniej odkryciem roku został piłkarz Górnika Zabrze. Wtedy był to Arkadiusz Milik, a w mijającym roku Mateusz Zachara. Napastnik Górnika zadebiutował w ekstraklasie w maju 2011 r., ale jego talent rozbłysł dopiero w 2013 r. Wiosną Zachara zagrał w 9 meczach prezentował się całkiem nieźle, natomiast jesienią otarł się o miano jednej z gwiazd ekstraklasy. W 21 ligowych meczach strzelił aż 10 goli, co oznacza, że więcej (11) bramek ma na koncie tylko Paweł Brożek.

Mateusz_Zachara

Źródło: sport.fakt.pl.

Zachara zasłużył na nagrodę, bo wyróżnia się skutecznością, walecznością, precyzją, techniką. Portal weszlo.com napisał o nim: „Świetny sezon rozgrywa Mateusz Zachara. (…) Niedługo skończy 24 lata i wciąż widzimy w nim bardziej drugiego Jarkę niż Milika (obyśmy kiedyś się tych słów wstydzili). Zderzenie z prawdziwym futbolem mogłoby być bolesne.”. Zainteresowanie Zacharą wyraża kilka klubów, ale trudno powiedzieć, żeby prezentowały poważny futbol. Należą do nich m.in. Vitesse Arnhem, NEC Nijmegen, Maccabi Hajfa, Botew Płowdiw, a także występująca w Segunda Division – SD Ponferradina. Górnik odrzuca jednak oferty opiewające na pół miliona euro. Zachara ma za sobą rundę życia, ale swoje walory musi potwierdzić wiosną, aby transfer stał się faktem.

Do nagrody pretendował jeszcze Mateusz Klich (PEC Zwolle) i Piotr Parzyszek (De Graafschap), ale to Zachara pojawił się niczym królik z kapelusza. Parzyszek strzela duuuużo bramek, ale drugiej ligi holenderskiej nie warto przyrównywać do polskiej ekstraklasy, co potwierdzili Johan Voskamp i Fred Benson. Klich był już wcześniej znanym piłkarzem i do miana odkrycia mógł pretendować raczej w 2010 r. niż teraz. Miniony rok był raczej powrotem Klicha do poważnej piłki po całkowicie nieudanej przygodzie z Wolfsburgiem.

 

Trener roku – JAN URBAN

Nie mogło być innego wyboru. Drużynę roku prowadził Jan Urban, więc on musiał zostać trenerem roku. Cieniem na ten wybór kładą się – jak przy Legii – rozgrywki europejskie, odpadniecie z Pucharu Polski i sześć ligowych porażek, a w tym wstydliwa porażka z „czerwoną latarnią” ekstraklasy, czyli Podbeskidziem, a także porażki z Ruchem, Zawiszą i dwie porażki z Lechią. Urbanowi można zarzucić, że pod koniec roku stracił kontrolę nad drużyną, porażki przyjmował bez emocji, a „czarny październik” po prostu zaakceptował. Pewnie po części z tych powodów stracił posadę na rzecz Norwego Henninga Berga. Urban nie dostał jednak nagrody za przewinienia. Wiosną zrobił z Legią maszynkę do wygrywania, drużynę, która potrafiła przestraszyć każdego rywala. Początek nowego sezonu też był dynamiczny (12 goli w 3 meczach). Legia Urbana tak jak zapowiadał grała polską wersję tiki-taki. Miała przewagę, stwarzała sytuacje bramkowe, ale ze skutecznością było różnie.

Jan_Urban

Źródło: legia.net.

 

Drużyna roku – LEGIA WARSZAWA

W 2012 roku wyróżniona została męska reprezentacja U-17 za 3. miejsce na mistrzostwach Europy, więc w tym roku nagrodę powinny dostać mistrzynie U-17. Postanowiłem jednak wyróżnić Legię Warszawa po raz drugi (wcześniej w 2011 r.), ponieważ zdominowała polskie rozgrywki klubowe.

Legia_-_Mistrz_Polski_2013

Źródło: wprzerwie.pl.

Legia była najlepszym polskim klubem w 2012 r. Po siedmiu latach przerwy sięgnęła po mistrzostwo Polski i podobnie jak w dwóch poprzednich latach (2011, 2012) także po Puchar Polski. Co więcej, Legia jako jedyny polski klub zagrała w Lidze Europy, choć do ostatniej kolejki broniła się, żeby nie zostać najgorszym klubem w historii tych rozgrywek, mimo że nie grała źle (poza meczem z Lazio u siebie). Po jesiennych ligowych rozgrywkach Legia jest liderem tabeli z przewagą pięciu punktów nad Górnikiem. Cieniem na ich ocenę kładą się wspomniane występy w Lidze Europy, a wliczając eliminacje do Ligi Mistrzów – 9 kolejnych meczów bez zwycięstwa, odpadnięcie z Górnikiem Zabrze w Pucharze Polski i aż 6 ligowych porażek. Nie zmienia to jednak faktu, że w 2013 r. to Legia była najlepszym polskim klubem, który przez długie miesiące grał najskuteczniej i najbardziej efektownie. Trzeba przyznać, że w wielkim stylu Legia wywalczyła dublet po osiemnastu latach przerwy.

 

Specjalne wyróżnienie – kobieca reprezentacja Polski U-17 

Młode Polski niespodziewanie sięgnęły w Szwajcarii po Mistrzostwo Europy do lat17, aEwa Pajor została wybrana na najlepszą zawodniczkę turnieju. Niewątpliwie młode Polski (podobnie jak reprezentacja olimpijska) były promykiem nadziei na reprezentacyjne sukcesy w latach kolejnych.

Polska_U-17_-_Mistrzynie_Europy_2013

Źródło: polandsoccerblog.com

 

Podsumowanie

Każdego z laureatów czekają w 2014 roku zmiany. Lewandowski spełni połowę roku w Dortmundzie, a połowę w Monachium. Paixão prawie na pewno nie zagra roku w barwach Śląska. Zachara może nie dokończyć sezonu przy Roosvelta. Urban nie będzie prowadził Legii, a Legia pod wodzą nowego trenera nie powtórzy wyczynu Urbana, czyli dubletu. Piłkarska karuzela trwa w najlepsze!

 

Źródła: własne, 90minut.pl, eurofutbol.pl, pl.wikipedia.org, niezgrani.pl, lovefootball.pl, sport.fakt.pl, legia.net, wprzerwie.pl, polandsoccerblog.com. Krzyczę, bo lekarz mi kazał – wywiad M. Szmigielskiego z Felixem Magathem, „Magazyn Sportowy”, s. 8. „Przegląd Sportowy” z dnia 29 kwietnia 2013 r., s. 4-5. M. Kołodziejczyk, Robert Lewandowski: samolot startuje, „Rzeczpospolita” z dnia 4-5 maja 2013 r., s. 18-19. „Przegląd Sportowy” z dnia 17 czerwca 2013 r., s. 3. „Przegląd Sportowy” z dnia 1 lipca 2013 r. LB, Pół miliona za Zacharę, „Przegląd Sportowy” z dnia 27 grudnia 2013 r., s. 8. T. Włodarczyk, Robert Lewandowski i długo, długo nic…, „Przegląd Sportowy” z dnia 31 grudnia 2013 r. – 1 stycznia 2014 r., s. 16-17.

niedziela, 29 grudnia 2013
Legia Mistrz Polski 1993, czyli historia odebranego tytułu

Dokładnie 20 lat temu, w 1993 r., tytuł mistrzowski wywalczyła warszawska Legia, po korespondencyjnym pojedynku na większą liczbę strzelonych bramek z ŁKS Łódź. Z tytułu nie cieszyła się jednak długo, ponieważ PZPN postanowił odebrać tytuł Legii i ukarać wszystkie cztery kluby, które brały udział w meczach decydujących o mistrzostwie. Tzw. „mistrzem przy zielonym stoliku” został poznański Lech.

Historia sprzed dwudziestu lat w dalszym ciągu pozostaje żywa w pamięci kibiców, piłkarzy, trenerów i działaczy Legii, którzy mają poczucie krzywdy.

Przed ostatnią kolejką sezonu 1992/1993 wiadomym było, że jeśli Legia i ŁKS wygrają swoje mecze, to o tytule mistrzowskim będzie decydował bilans bramkowy. ŁKS musiał strzelić trzy bramki więcej niż Legia, ponieważ wtedy nie obowiązywała zasada, że o miejscu w tabeli decydował bilans bezpośrednich spotkań, tylko bilans bramkowy. W walce o tytuł liczył się jeszcze poznański Lech, który miał najlepszy bilans bramkowy, ale musiał liczyć, że oba kluby nie wygrają swoich meczów, bowiem przed ostatnią kolejką tracił do nich po jednym punkcie. Kilka kolejek wcześniej wiadomym było, że walka „łeb w łeb” może trwać do ostatniej kolejki, dlatego celem uniknięcia wyścigu bramkowego, dziennikarze proponowali, aby zmienić regulamin rozgrywek I ligi. Wątpliwym była zmiana reguł podczas trwania gry, ale PZPN nie miałby z tym problemu, ponieważ bodajże dwa sezony wcześniej postanowił, że o spadku z ligi będą decydowały baraże. Później, już po całej aferze, działacze Legii przyznawali, że optowali za takim rozwiązaniem, ale PZPN nie był zainteresowany. W każdym razie, żadnych zmian w regulaminie nie było i w ostatniej kolejce stało się to, co miało się stać. Legia wygrała w Krakowie z Wisłą, która nie grała już o nic, 6:0, a ŁKS rozstrzelał u siebie spadkowicza – Olimpię Poznań 7:1.

Janusz_Wójcik_w_górze_-_Legia_Mistrz_Polski_1993!

Od podrzucania trenera Janusza Wójcika, piłkarze Legii rozpoczęli świętowanie zwycięstwa w Krakowie i tytułu Mistrza Polski 1993. Jak się później okazało PZPN wybrał innego mistrza…

Źródło: oddech futbolu.wordpress.com.

Sędziowie obu spotkań – Marian Dusza (Wisła – Legia) i kończący sędziowską karierę Michał Listkiewicz (ŁKS – Olimpia) nie mieli żadnych wątpliwości co do sportowego charakteru meczów i w protokole pomeczowym nie podzielili się swoimi ewentualnymi spostrzeżeniami. Innymi słowy sędziowie uznali, że pojedynki były „czyste”. I może, mimo wątpliwości kibiców co do sportowego charakteru tych meczów, nie byłoby żadnego ciągu dalszego, gdyby nie dziennikarze i Piotr Voigt, wiceprezes i sponsor „Białej Gwiazdy”, a prywatnie właściciel znanego krakowskiego zakładu optycznego. Następnego dnia, w poniedziałek 21 czerwca 1993 r., „Przegląd Sportowy” na pierwszej stronie rozpoczął relację z meczów tytułem „ALE WYGŁUP!!!” a pozostałe gazety codzienne krzyczały na pierwszych stronach o kabarecie, korupcji i ustawieniu meczów. Piotr Voigt grzmiał, że jego piłkarze zagrali nieuczciwie, ale poza osobistym przekonaniem nie miał nic, absolutnie nic – żadnych dowodów. Podobnie jak Ludwik Miętta-Mikołajewicz, prezes Wisły i Zdzisław Kapka, kierownik drużyny, którzy poza pewnością, że mecz został sprzedany, także nie mieli dowodów.

 M._Listkiewicz

Michał Listkiewicz – sędzia meczu ŁKS Łódź – Olimpia Poznań (7:1).

Źródło: pilka-nozna.przegladsportowy.pl.

 Piotr_Voigt

Piotr Voigt - był przekonany o korupcji, ale nie miał dowodów.

Źródło: krakow.naszemiasto.pl.

Voigt przed meczem z Legią zapowiedział, że piłkarze Wisły dostaną 300 milionów złotych ekstra premii za zwycięstwo. Przegrali, a on uznał, że Legia zapłaciła więcej. Nie docierało do niego, że Wisła mogła być w tym meczu dramatycznie słaba. W konsekwencji TS Wisła Kraków powołała specjalną komisję, która przesłuchiwała piłkarzy „Białej Gwiazdy”. Śledztwo klubu nie doprowadziło do niczego, ponieważ żaden z piłkarzy nie potwierdził przekonania Voigta, co więcej żaden nie dał podstaw, jakiegokolwiek punktu zaczepienia do dalszych wątpliwości. Niezależnie od braku dowodów, Zarząd klubu po przeanalizowaniu nagrania video, zapoznaniu się z opiniami trenerów i przeprowadzeniu rozmów wyjaśniających z zawodnikami postanowił ukarać ich zróżnicowanymi karami. Jacek Bobrowicz, Janusz Gałuszka i Zbigniew Gręda zostali ukarani najsurowiej – 6-miesięczną dyskwalifikacją połączoną z nieodnawianiem kontraktów. Niektórych piłkarzy ukarano tylko naganą. Pozostałe kluby nie zrobiły nic. Legia i ŁKS nie miały podstaw, ponieważ uważały, że ich piłkarze wygrali zgodnie z duchem sportu. Olimpia też nic nie zrobiła, ponieważ wcześniej była zdegradowana, a w meczu z ŁKS, aby nie budzić żadnych wątpliwości, odsunięto od składu najstarszych zawodników. Poza tym, sponsor Olimpii, Bolesław Krzyżostaniak nie ukrywał, że przyjaźni się z Januszem Wójcikiem, trenerem Legii i to jemu powinno zależeć na tym, aby Olimpia postawiła ŁKS, jak największy opór. Wójcik w swojej autobiografii pisał, że bał się zadziwiających wyników i w sprawie postawy Olimpii kontaktował się bezpośrednio z Krzyżostaniakiem. Popularny „Bolo” twierdził, że ŁKS wygrał wysoko, bo pomagał mu w tym sędzia, czyli Listkiewicz! A wracając jeszcze do trzech piłkarzy „Białej Gwiazdy” to już nigdy nie zagrali w barwach klubu z Reymonta. A w ekstraklasie grał tylko Gałuszka, ale w barwach Polonii Warszawa i Pogoni Szczecin.

Jacek_Bobrowicz

Jacek Bobrowicz.

Źródło: 90minut.pl.

Janusz_Gałuszka

Janusz Gałuszka.

Źródło: 90minut.pl.

PZPN, ulegając chyba medialno-wiślackim przekonaniu o ustawieniu meczów, postanowił zająć się sprawą. Jeszcze w dniu 21 czerwca 1993 r. Prezydium PZPN (stosunkiem głosów 5:4) zweryfikowało wyniki obu spotkań jako prawidłowe, ale postanowiło nałożyć na wszystkie cztery kluby grzywnę w wysokości 500 milionów złotych do zapłacenia PZPN, pod groźbą wycofania z rozgrywek w następnym sezonie. Oczywiście, wszystkie kluby zapowiedziały, że grzywny nie zapłacą i odwołały się od tej decyzji.

Prezydium rozpatrywało różne warianty, o czym informował wiceprezes PZPN Michał Listkiewicz, który nie widział jako sędzia żadnych nieprawidłowości w meczu ŁKS – Olimpia, a informował o karach nałożonych na kluby. PZPN dyskutował nad rozegraniem decydującego meczu, ale w związku z wylotem ŁKS na tournee do USA, zarzucono ten pomysł. Prezes ŁKS Ireneusz Mintus twierdził, że gdyby zapadła decyzja o meczu, to jego klub przesunąłby wyjazd.

W dniu 24 czerwca 1993 r. poinformowało, że w dniu 8 maja w ligowym meczu Legia – Widzew (2:1) piłkarz gospodarzy Roman Zub grał z podwyższonym poziomem testosteronu, co spowodowało, że Wydział Gier PZPN stosunkiem głosów 6:5 postanowił zweryfikować rezultat meczu, przyznając walkower 3:0 drużynie łódzkiej.

 Roman_Zub

Roman Zub – bohater „afery” dopingowej.

Źródło: fckarpaty.lvic.ua.

Tego samego dnia Prezydium PZPN postanowiło zawiesić wykonanie decyzji w tej sprawie do czasu przedłożenia przez Legię ostatecznych wyników badań antydopingowych, ponieważ Legia wykazywała nieścisłości w dokumentacji dotyczącej badania R. Zuba. Dodatkowo, nałożono na cztery kluby zakaz transferów krajowych i zagranicznych dla zawodników z czterech klubów na okres jednego roku, a dodatkowo ukarać je trzema ujemnymi punktami na starcie nowego sezonu. W ten sposób Prezydium PZPN ukarało cztery podejrzane kluby za to samo domniemane jedynie przestępstwo po raz drugi, nie anulując poprzedniej kary. PZPN naruszył podstawową zasadę prawa karnego, że nie można karać dwa razy za to samo.

W związku z wątpliwościami dotyczącymi wyniku meczu Legia – Widzew, Michał Listkiewicz stwierdził, że „W tej chwili nie ma mistrza Polski” (cyt. za „Przegląd Sportowy”). Mecz o Superpuchar Polski: Legia – GKS Katowice, zaplanowany na niedzielę 27 czerwca 1993 r., został odwołany.

Ostatecznie Legia nie została ukarana walkowerem, ponieważ przedstawiła dokumenty z laboratorium w Moskwie, z których wynikało, że Zub był czysty. Poza tym, do redakcji kilku gazet sportowych dostarczono kserokopię wyników badań antydopingowych przeprowadzonych w drużynie olimpijskiej reprezentacji Polski w dniu 3 lipca 1992 r. W odniesieniu do Aleksandra Kłaka, Dariusza Koseły i Piotra Świerczewskiego przyniosły one wynik pozytywny. Wniosek mógł być tylko jeden – PZPN „ukręcił sprawie łeb”, a Legią chce ukarać. To była tylko dodatkowo okoliczność, bo decydujące znaczenia dla odstąpienia od walkoweru miał fakt, że w regulaminie rozgrywek karę dla klubu przewidziano tylko w sytuacji, gdy w drużynie grało, co najmniej dwóch nieuprawionych zawodników. A co do samego Zuba, to początkowo słuch o nim zaginął, ale później pograł jeszcze dziesięć lat, m.in. w barwach Karpat Lwów i Wołynia Łuck.

PZPN powołał specjalną Komisję do zbadania okoliczności zakończenia sezonu ligowego 1992/93 po przewodnictwem Macieja Kapelczaka. Komisja stosunkiem głosów 8:1 wniosła w dniu 10 lipca 1993 r. do Walnego Zgromadzenia Delegatów PZPN o odrzucenie dotychczasowych kar nałożonych na cztery kluby i utrzymanie wyników osiągniętych na boisku. Wniosek rozwścieczył Ryszarda Kuleszę, byłego trenera reprezentacji Polski. Kulesza wypowiedział swoje pamiętne „Cała Polska widziała, a wy jesteście niewidomi?!”. Delegaci, mimo braku jakiegokolwiek, dowodu, wbrew zasadzie domniemania niewinności zagłosowali, zgodnie z oczekiwaniem pana Kuleszy, czyli 68 przeciw propozycji komisji Kapelczaka, a 20 za.

Ryszard_Kulesza

Ryszard Kulesza (ur. 1931 – zm. 2008) – autor pamiętnego „Cała Polska widziała…”.

Źródło: wyborcza.pl.

W konsekwencji mistrzem Polski został Lech. PZPN zgłosił Lecha do Pucharu Europy Mistrzów Klubowych, a ukarane – Legię i ŁKS – do Pucharu UEFA. Oba kluby, mimo że czuły się pokrzywdzone zaakceptowały taką decyzję tłumacząc, że chociaż start w pucharach może zrekompensować piłkarzom całe zamieszanie. Tak się jednak nie stało, ponieważ UEFA wykluczyła oba kluby z Pucharu UEFA tłumacząc, że zostały podejrzane i ukarane w związku z korupcją. Działacze PZPN wydawali się zdziwieni i zaskoczeni taką decyzją, łącznie z ówczesnym Prezesem – Kazimierzem Górskim. Niektórzy dziennikarze sugerowali, że takie rozwiązanie delegatom UEFA podpowiedział… Eugeniusz Kolator. A co do trenera tysiąclecia, a wtedy Prezesa PZPN, to wtedy też się nie popisał. Nie zajął stanowiska, unikał dziennikarzy. Janusz Wójcik w swojej autobiografii napisał: „Kulesza bruździł, a Górski chował głowę w piasek”.

Piłkarze Legii zwrócili się do pozostałych klubów z prośbą o zrzeczenie się punktów zdobytych w ostatniej kolejce, ale był to tylko akt desperacji, który nie przyniósł im nic więcej niż narażenie się na śmieszność. Legioniści napisali m.in. „Apel kierujemy szczególnie do kolegów z KKS Lech Poznań, głęboko wierząc, ze tytuł wywalczony przy zielonym stoliku nie przyniesie im żadnej satysfakcji.” (cyt. za „Przegląd Sportowy”).

12 lipca 1993 r. realizując uchwałę Walnego Zgromadzenia Delegatów PZPN z dnia 10 lipca zweryfikował tabelę rozgrywek o mistrzostwo I ligi w sezonie 1992/1993 i w komunikacje poinformował, że „KKS Lech Poznań otrzymuje tytuł mistrza Polski (…)”. „Przegląd Sportowy” skomentował decyzję w następujący sposób: Doszło do tego, że mistrza wyłoniono przy stoliku w imię zgodnej nienawiści do Legii i pilnowania swoich interesów. Kierownictwo i trenerzy Lecha przyjęli całą sytuację ze zrozumieniem. Nie byli bezczelni i nie powtarzali wokoło, że są niewinni. Kiedy pokonali Hutnika w Krakowie, goniąc za startem w Pucharze UEFA, nie przejęli się okrzykami z trybun o „złodziejstwie i sprzedawczykach”. Nie walczyli wtedy o tytuł, więc… zostali mistrzami Polski!”.

Red. Janusz Atlas (Tygodnik „Piłka Nożna”) pisał, że od samego początku chodziło o Legię, a nie o pozostałe trzy kluby. Zdaniem Atlasa o decyzji PZPN zdecydowała niechęć do Legii, do Warszawy, do stolicy. Nie bez znaczenia był fakt, że Legia rosła siłę, a w trakcie sezonu 1992/1993 zawarła dwie umowy sponsorskie z FSO na dwa lata za astronomiczną kwotę 2,5 miliarda ówczesnych złotych i z Adidasem. W podobny sposób wypowiadał się Janusz Wójcik. Poza tym, w opinii Atlasa zdecydowała zazdrość i chęć „porządzenia”. Wydaje się, że istotne znaczenie miała także historia Legii – klubu, który jeszcze w latach dziewięćdziesiątych minionego stulecia pod pozorem odbycia służby wojskowej, ściągał najlepszych polskich piłkarzy, poza klubami z Górnego Śląska. Teraz nadarzyła się okazja do ogólnopolskiego odwetu. Poza tym, niechęć do PZPN oraz ówczesnego prezesa i trenera jawnie deklarowali trener Legii Janusz Wójcik i jeden z najlepszych jej piłkarzy – Wojciech Kowalczyk.

Wójcik i Kowalczyk w swoich autobiografiach zwracają uwagę, że ŁKS w całej aferze był faworyzowany. Wynik meczu ŁKS – Olimpia chował się w cieniu afery wywołanej wynikiem meczu Wisła – Legia. Poza tym, spotkanie w Łodzi, w przeciwieństwie do spotkanie w Krakowie, nie zostało objęte postępowaniem prokuratorskim. Wójcik napisał: „Jestem pewien, że ŁKS już wcześniej był typowany na mistrza w Alejach Ujazdowskich. Pośrednim dowodem na to, iż PZPN planował zdobycie tytułu przez ŁKS jest to, że na ostatnie spotkanie, kiedy prowadziliśmy wyraźnie bramkowo, a tylko teoretycznie wszystko mogło się jeszcze zdarzyć, do Łodzi pojechała cała delegacja Polskiego Związku Piłki Nożnej, z prezesem Kazimierzem Górskim. Oni nawet mieli już przygotowane medale, by po meczu wręczyć je piłkarzom ŁKS. A więc mimo że Legia prowadziła, ktoś był bardziej pewny końcowego układu tabeli.”. Kowalczyk oskarża jeszcze red. Tomasza Zimocha o to, że relacjonując w radio mecz ŁKS – Olimpia zachwycał się grą łódzkich piłkarzy i żałując, że nie zostaną mistrzami Polski, bo mecz w Krakowie został ustawiony.

Tomasz_Zimoch

Red. Tomasz Zimoch – wplątany w „aferę” przez W. Kowalczyka.

Źródło: polskieradio.pl.

5 lipca 1995 r. krakowska Prokuratura Rejonowa umorzyła śledztwo w tej sprawie nieznajdując potwierdzenia zarzutu przestępstwa, jakiego rzekomo dopuściła się Legia. Wcześniej w wywiadzie dla tygodnika „Piłka Nożna” prok. Marek Miarczyński powiedział m.in. „(…) wydaje mi się, że ten mecz rzeczywiście nie był rozegrany w sposób naturalny”. Głównym dowodem miał być protokół z przeglądu meczu na taśmie wideo. Ostatecznie jednak prokuratura umorzyła postępowanie. Red. Maciej Polkowski na łamach „Przeglądu Sportowego” informował: „Domniemania, plotki i subiektywne odczucia to zdecydowanie za mało, by obrzucić kogokolwiek sportową anatemą. Miejmy nadzieję, że nowi szefowie piłkarskiej centrali uczynią co w ich mocy, by naprawić krzywdę sprzed dwóch lat.”. Nie naprawili wtedy, nie naprawili też rok wcześniej, gdy mówiło się, że na jubileusz 75-lecia powstania PZPN, Związek odda Legii tytuł.

Sprawa tytułu Mistrza Polski’93 co jakiś czas wraca, głównie za sprawą kibiców i kolejnych prezesów warszawskiego klubu. W grudniu 2004 r. klub wystąpił o zwrot tytułu, a związek odłożył decyzję w sprawie. Wreszcie powołał specjalną komisję, która w styczniu 2007 r. zaopiniowała prośbę Legii negatywnie. Jako argumenty komisja podała: (1) potwierdzenie braku zaangażowania piłkarzy Wisły przez kibiców tego klubu, (2) kary nałożone przez kierownictwo „Białej Gwiazdy” na zawodników oraz (3) konieczność walki z korupcją. Walne Zgromadzenie PZPN odrzuciło wniosek Legii. Ważne, że Legia w swoim wniosku zwracała uwagę, że nie będzie występowała w stosunku do PZPN z roszczeniami o charakterze majątkowym ani żadnym innym.

A co o sprawie mówią sami zainteresowani? Wojciech Kowalczyk napisał o tym meczu w swojej autobiografii: „Czy był kupiony? A w zasadzie za ile? Nie będę ukrywał – nie wiem. Nie wiem, czy był kupiony, bo ja żadnych pieniędzy nie dałem. Nikt mnie o nie nawet nie prosił, co chyba nie jest dziwnym, bo miałem wówczas ledwie 21 lat (…) Mecz z Wisłą był dla mnie normalnym spotkaniem, Z nikim się nie umawiałem. Robiłem to, co potrafię., Strzelałem gole (…) Trzeba podkreślić jedno – Wisła przeciwko nam grała o czapkę gruszek, a my o życiowy sukces.”. W podobny sposób w wywiadzie dla „Przeglądu Sportowego” po dwudziestu latach od meczu wypowiadał się jego uczestników, późniejszy reprezentant Polski – Krzysztof Ratajczyk.

W maju 2013 r. na kilka dni przed meczem Legia – Lech, Stowarzyszenie Kibiców Legii Warszawa, w dwudziestą rocznicę tych wydarzeń, złożyło w klubie pismo, w którym zwróciło się o podjęcie działań mających na celu odzyskanie tytule mistrza Polski 1993. SKLW zwróciło uwagę, że decyzja PZPN została podjęta bez udowodnienia winy i przeprowadzenia jakiegokolwiek postępowania dowodowego, a jedyną podstawą do jej podjęcia wydaje się subiektywne przekonanie o ustaleniu wyników meczów poza boiskiem. Zresztą kibice warszawskiego klubu nie zapominają o odebranym tytule przypominając o tym PZPN i Lechowi Poznań.

Transparent_dla_Lecha

Kibice Legii pamiętają o odebranym tytule.

Źródło: legionisci.com.

Prezes Legii Bogusław Leśnodorski słynie z tego, że wykonuje wiele ruchów „pod kibiców” i tak też stało się z mistrzostwem’93. Na oficjalnej stronie klubu, gdy Legia sięgała po mistrzostwo 2013 wśród lat, w których klub wywalczył mistrzostwo dodano, aczkolwiek inną czcionką „’93”, choć nie dodano tego tytułu do sumarycznej listy trofeów.

Każdy odnajduje się w tej sytuacji na swój sposób. Legia i ŁKS czują się pokrzywdzone karami, a Legia odebranie mistrzostwa. Wisła czuje się oszukana przez swoich piłkarzy, choć po prawdzie, to w Krakowie chyba zapomniano o tych wydarzeniach. Lech przyjął tytuł, a strona internetowa lech24.com stoi na stanowisku, że „Nikt nie ma prawa negować decyzji PZPN-u”. Ma prawo! Abstrahując od tego, że naczelną zasadą państwa prawa jest możliwość odwołania się, to pomijając wspomniane już zasady, należy wspomnieć jeszcze o zasadzie in dubio pro reo, zgodnie z którą wszelkie wątpliwości należy rozstrzygać na korzyść oskarżonego.

Legia zamiast występu w europejskich pucharach wygrała 2:1 mecz sparingowy o Puchar Polonii 1 z włoskim US Cagliari, późniejszym półfinalistą Pucharu UEFA. Legia w kolejnym sezonie sięgnęła po mistrzostwo, choć wątpliwości znowu się pojawiły, bo w meczu decydującym o tytule (Legia – Górnik 1:1), sędzia Sławomir Redziński wyrzucił z boiska aż trzech piłkarzy Górnika. Inna sprawa, że zabrzanie w tym meczu, podobnie jak w rewanżu półfinału Pucharu Polski (Górnik – Legia 2:2), rozegranym kilka dni wcześniej, grali wyjątkowo brutalnie.

Sprawa przycichła, ale afery korupcyjne dopiero były przed PZPN. Sprawy: „Fryzjera”, Arki Gdynia, Korony Kielce, Polaru Wrocław, ustawienia meczu Zagłębie Lubin – Cracovia, czy wielu innych miały to do siebie, że jakieś dowody były, z reguły zeznania świadków, czyli najczęściej piłkarzy. Domniemania i subiektywne odczucia ścierały się z twardymi dowodami, a nie insynuacjami, jak w 1993 r. Nawet we Włoszech w wielkiej aferze „Calciopoli” były nagrania rozmów telefonicznych, z których wynikało korumpowanie sędziów. Dwadzieścia lat temu PZPN postanowił jednak, że dowody nie są potrzebne. Wydaje się jednak, że zwrócenie Legii tytułu wywołałoby jeszcze większe protesty i krzyki oburzenia niż pozostawienie sprawy w takim (niesprawiedliwym) stanie, jakim jest obecnie.

 

Źródła: własne, legionisci.com, legia.net, lech24.com, trzydozera.pl, oddech futbolu.wordpress.com, cwkslegia.ovh.org, pl.wikipedia.org, en.wikipedia.org, pilka-nozna.przegladsportowy.pl, 90minut.pl, fckarpaty.lvic.ua, polskieradio.pl, krakow.naszemiasto.pl. R. Kołtoń, Triumf diabła, „Przegląd Sportowy” z 1993 r. Nr 127 (10 912). M. Zaranek, Wysłuchajmy oskarżonego. Tak broni się Legia, „Przegląd Sportowy” z 1993 r. Nr 127 (10 912). Mistrz ze stolika. „Lech otrzymuje”, „Przegląd Sportowy z dnia 13 lipca 1993 r., s. 1. Apel zawodników Legii, „Przegląd Sportowy” z 1993 r. J. Atlas, Sprzedana liga, Polska Oficyna Wydawnicza „BGW”, Warszawa 1993. Wywiad D. Kurowskiego z prok. M. Miarczyńskim, Tygodnik „Piłka Nożna” z 1995 r. Kto odda Legii tytuł?, „Przegląd Sportowy” z 1995 r. Legia Warszawa. 80 lat „zielonych” – księga jubileuszowa. Kolekcja klubów tom 2, Wydawnictwa GiA, Katowice 1995, s. 157-161. J. Wójcik, Jego Biało-Czerwoni, Krajowa Agencja Promocyjna, Warszawa 1999, s. 109-121. P. Kruszyński (red.), Wykład prawa karnego procesowego, Wydawnictwo Temida 2, Białystok 2003, s. 53 i 57. W. Kowalczyk i K. Stanowski, Kowal. Prawdziwa historia, Zysk i S-ka Wydawnictwo, Poznań 2003, s. 73. R. Błoński, KP Legia Warszawa, Biblioteka Gazety Wyborczej, Warszawa, s. 14. W. Kowalczyk i K. Stanowski, Kowal. Prawdziwa historia, Buchmann Sp. z o. o., Warszawa 2012, s. 95. Legia Warszawa. Album Przeglądu Sportowego nr 2/2013, s. 81-83 i 137.

niedziela, 01 stycznia 2012
Silni, czyli słabi – logika PZPN

Wybierając sparingpartnera polskiej kadry przed ostatni meczem na Euro, PZPN po raz kolejny zadrwił z polskich kibiców. Okazało się, że „mocny zespół z Europy, który nie awansował do finałów Euro” w logice PZPN oznacza to samo, co „słabsza drużyna od Bułgarii i Słowacji”, czyli Liechtenstein lub Malta. Pozostaje pogratulować ludziom z PZPN dobrego humoru i robienia z kibiców „tata wariata”.

Jeszcze w październiku 2011 r. Konrad Paśniewski, dyrektor reprezentacji Polski w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” przeprowadzonym przez red. Roberta Błońskiego powiedział: „2 czerwca na stadionie Legii zagramy z mocnym zespołem z Europy, który nie awansuje do finałów ME. Jako gospodarz mistrzostw możemy zorganizować go u siebie, ale na żadnej z aren Euro. Miesiąc przed imprezą stadiony przejmuje UEFA.” (wydanie „Gazety Wyborczej” z dnia 6 października 2011 r., s. 36).

Odpowiadając na pytanie kto mógłby zostać tym silnym rywalem, który nie zakwalifikował się na Euro należałoby wymienić przede wszystkim drużyny, które odpadły w barażach – Turcję, Bośnię i Hercegowinę, Estonię i Czarnogórę. Ostatni zespół nie mógłby zostać sparingpartnerem bowiem Polska spotka się z nim w eliminacjach do mundialu w Brazylii już 7 września. Estonia, mimo że zagrała w barażach, to nie może zostać nazwana silnym rywalem, zwłaszcza, że wyraźnie uległa Irlandii. Pozostaje, więc Turcja oraz Bośnia i Hercegowina, choć do Bośniaków można mieć wątpliwości, skoro Polacy zagrali z nimi 16 grudnia sparing w tureckiej Antalyi. Inną sprawą jest, że tak naprawdę była to olimpijska reprezentacja Bośni i Hercegowiny. Z reprezentacji, które grały w barażach, rywalem kadry Smudy mogłaby zostać Turcja. Patrząc na bieżący ranking FIFA (z dnia 21 grudnia 2011 r.) najwyższe miejsca spośród reprezentacji, które nie zagrają na Euro 2012 zajmują: Szwajcaria (17. miejsce), wspomniana już Bośnia i Hercegowina (20), Norwegia (25), Słowenia (26), Serbia (27) i Turcja (28). Dodatkowo można dodać jeszcze do tej listy zawsze groźne reprezentacje Belgii (41), Szkocji (47) i Austrii (70).

Tymczasem w dniu 12 grudnia 2011 r. Onet.pl cytował za PAP wypowiedź Paśniewskiego, który zmienił zdanie i mówił: „Nie znamy na razie rywala, ale na pewno będzie to słabsza drużyna od wymienionych wcześniej”, a wcześniej w kontekście majowego zgrupowania kadry w austriackim Lienzu wymienił reprezentacje Słowacji i Bułgarii. 21 grudnia 2011 r. prawie wszystko stało się jasne. Onet.pl zacytował wypowiedź Paśniewskiego dla PAP: „Praktycznie w przeddzień ME spotkamy się z Liechtensteinem lub Maltą. Z jednej strony nie chcemy angażować wszystkich sił, bo za kilka dni czeka nas inauguracja Euro, a z drugiej strony to będzie prezent dla kibiców”. W ten oto sposób po raz kolejny okazało się, że logika PZPN nie idzie w parze z jakąkolwiek logiką, konsekwencją i poważnym traktowaniem kibiców. Futbalnews.pl skomentował tą sytuację w następujący sposób „Początkowo rywalem Polaków miała być Austria, Turcja bądź Szwajcaria, ale najwyraźniej uznano, że lepiej będzie jeśli Biało-czerwoni wygrają wysoko i wprawią się w dobry nastrój.”.

Ewentualny argument, że wysokie zwycięstwo ma poprawić nastroje przed meczem otwarcia zbiję śmiechem i przypomnę jak w czerwcu zeszłego roku Hiszpania wygrała w Murcji z kadrą Smudy 6:0, a w pierwszym meczu na mundialu w RPA przegrała ze Szwajcarią (0:1). Polska na jakiekolwiek straty punktowe w meczu z Grecją nie może sobie pozwolić, tym bardziej, że jak pokazały mundiale 2002 i 2006 oraz Euro 2008 porażka w pierwszym meczu praktycznie kończyła udział Polski w dużej imprezie.

Patrząc na ranking FIFA najgorszymi europejskimi drużynami są: Liechtenstein (132), Mołdawia (136), Kazachstan (138), Malta (156), Andora (206) i San Marino (206). Reprezentacje Mołdawii i Kazachstanu są znacznie silniejsze niż wskazuje na to ranking i mogłyby pokusić się o niespodziankę w meczu z Polską, dlatego lepiej ich uniknąć. Poza tym z Mołdawią i San Marino (podobnie jak ze wspomnianą już Czarnogórą) spotkamy się w eliminacjach do najbliższego mundialu. Pierwszy mecz z Mołdawią odbędzie się już we wrześniu 2012 r., a z San Marino w marcu 2013 r. Pozostają więc Liechtenstein, Malta i Andora. A biorąc pod uwagę zapatrzenie Smudy na Niemcy i jego niemiecki paszport, to idealnym kandydatem wydaje się Liechtenstein. Przed nieudanym dla Niemców Euro 2000 nasi zachodni sąsiedzi pokonali we Freiburgu Liechtenstein 8:2 (2:1). Polska kadra jeszcze nigdy w historii nie grała z Liechtensteinem…

Decyzja o słabym rywalu jest o tyle zaskakująca, że ostatnimi rywalami Polaków przed trzema poprzednimi mistrzostwami były znacznie silniejsze zespoły. Przed mundialem w Japonii i Korei w pożegnalnym meczu Polska pokonała przy Łazienkowskiej Estonię 1:0 (0:0) po golu Macieja Żurawskiego. Później na miejscu Polacy zagrali jeszcze nieoficjalny mecz z koreańskim klubem. Przed mundialem w Niemczech, w pożegnalnym meczu przed polską publicznością kadra przegrała z Kolumbią 1:2 (0:1) na Stadionie Śląskim. Gola zdobył Ireneusz Jeleń, a Tomasz Kuszczak właśnie w tym meczu popisał się wypuszczeniem strzału bramkarza gości. W ostatnim meczy przed mundialem, Polska pokonała w Wolfsburgu po słabym meczu Chorwatów 1:0 (0:0). Gola zdobył Ebi Smolarek. Wreszcie przed ostatnim Euro, kadra prowadzona przez Leo Beenhakkera zremisowała na Stadionie Śląskim z Danią 1:1 (1:1) a gola z rzutu karnego zdobył Maciej Żurawski.

Logikę kierownictwa polskie kadry i działaczy PZPN mogą zrozumieć tylko oni sami.

 

Źródła: własne, sport.pl, onet.pl, futbol news.pl, wikipedia.pl, „Gazeta Wyborcza” z dnia 6 października 2011 r., s. 36.

sobota, 31 grudnia 2011
Obrotny PZPN, czyli Polska wygrała w czerwcu z Argentyną B czy C?

W rozegranym 5 czerwca 2011 r. sparingowym meczu piłkarskim rozegranym na stadionie Legii reprezentacja Polski pokonała reprezentację Argentyny 2:1 (1:0). Wprawdzie od tego meczu upłynęło ponad pół roku, to z perspektywy czasu wypadałoby przeanalizować skład Argentyny. Trudno bowiem oprzeć się wrażeniu, że w Warszawie gości wystawili reprezentację „B” albo nawet „C”.

Kilka dni wcześniej (1 czerwca) Argentyna przegrała w Abudży z Nigerią 1:4, a honorowego gola dla „Albicelestes” w ósmej minucie doliczonego czasu gry z rzutu karnego zdobył Mauro Boselli.

Trener Batista cały czas powtarzał, że te dwa mecze to przegląd rezerw, młodych zdolnych piłkarzy, którzy grają w Europie. Jak się okazało później, poszukiwanie rezerw miało sens, zwłaszcza w kontekście odpadnięcia przez Argentynę już w ćwierćfinale (!!!) Copa America, które było rozgrywane w… Argentynie!!!

Sporo emocji wywołał w Polsce rezerwowy skład Argentyny i wysokie ceny biletów. Podobne obiekcje dotyczyły Francuzów, którzy kilka dni później (10 czerwca) także przy Łazienkowskiej zagrali z kadrą Smudy i wygrali 1:0. Jak się okazało Laurent Blanc, trener Francuzów dokonał pewnych zmian w składzie, ale (1) na pewno mniejszych niż trener Argentyny i (2) mimo wszystko Francja zagrała w prawie najsilniejszym zestawieniu.

Ucinając głosy niezadowolenia Tomasz Cieślik ze Sportfive, cytowany przez portal sport.pl powiedział: „Mówienie, że rywale zagrają rezerwami, to też mit. Laurent Blanc buduje nową drużynę, a każdy kibic w składzie Argentyny znajdzie kilkanaście nazwisk rozpoznawalnych w Europie, z których część pojedzie na Copa América. Zmienia się też otoczenie, stadiony są nowoczesne, a ich zabezpieczenie kosztuje niemało, PZPN ponosi większe koszty. A zresztą, czy te ceny odbiegają od historycznych cen na mecze kadry?”.

Argentyńczycy wystąpili w Warszawie w składzie:

Adrián Gabbarini (CA Independiente) –

Pablo Zabaleta (Manchester City; w 46 min. zastąpił go Emiliano Insúa, Galatasaray SK),

Mateo Musacchio (Villarreal CF),

Federico Fazio (Sevilla FC; w 46 min. zastąpił go Fernando Belluschi (FC Porto),

Cristian Ansaldi (Rubin Kazań) –

Nicolas Bertolo (Real Saragossa; w 46 min. zastąpił go Botinelli),

Mario Bolatti (Internacional Porto Alegre),

Alejandro Cabral (Legia Warszawa; w 68. min. zastąpił go Mauro Formica (Blackburn Rovers FC),

Pablo Piatti (Almeria) –

Marco Ruben (Villarreal),

Jonathan Cristaldo (Metalist Charków)

Przynależność klubowa dotyczy okresu, w którym piłkarze grali z Polską.

Reprezentacja_Argentyny_-_Warszawa_czerwiec_2011

Reprezentacja Argentyny przed meczem w Warszawie.

Źródło: przegląd sportowy.pl.

Z kadry powołanej na mecze z Nigerią i Polską żaden z piłkarzy nie zagrał na Copa America 2007 r. Wprawdzie początkowo w kadrze na te dwa mecze i na Copa America 2011 był Nicolas Otamendi (FC Porto), który na mundialu w RPA zagrał w 3 meczach, ale ostatecznie (najprawdopodobniej z powodu kontuzji) został z kadry wycofany.

Co więcej tylko dwóch piłkarzy z kadry na te dwa mecze znalazło się w kadrze na Copa America 2011 r. Ezequiel Garay i Pablo Zabaleta, z tą tylko różnicą, że Garay zagrał tylko z Nigerią, bo w meczu z Polską odpoczywał z powodu urazu lewej kostki. Natomiast Zabaleta zagrał w obu meczach. Podczas Copa America 2011 Garay w ogóle nie zagrał, zaś Zabaleta wystąpił w trzech meczach w pełnym wymiarze czasowym.

W meczu z Polską nie zagrały największe gwiazdy Argentyny – Lionel Messi, Carlos Tévez, Ángel Di María i Sergio Agüero. Zabrakło także takich piłkarzy jak: Martín Demichelis, Javier Zanetti, Esteban Cambiasso, Nicolás Burdisso, Gabriel Heinze, Juan Sebastián Verón, Fernando Gago, Gonzalo Higuaín, Walter Samuel, Javier Mascherano, Javier Pastore, Martín Palermo, Diego Milito, Gabriel Milito, Maxi Rodríguez, Éver Banega i Sergio Romero. Nie wspomnę już, że reprezentantami Argentyny są także: Robert Ayala, Javier Saviola, Herman Crespo, Juan Roman Riquelme, Pablo Aimar, Marcelo Gallardo, Fabricio Coloccini, Roberto Abbondanzieri, Lucas Biglia, Marcos Rojo i Nicolás Pareja.

Nic więc dziwnego, że relacjonując mecz portal sport.pl donosił, że „Polska reprezentacja pokonała na stadionie Legii ogołoconą z gwiazd reprezentację Argentyny”. Problem tylko w tym, że Argentyna nie była ogołocona tylko z gwiazd, ale także ze wszystkich podstawowych kadrowiczów. Onet.pl informował, że „Argentyna - zgodnie z zapowiedziami - w Warszawie zjawiła się w mocno rezerwowym składzie”.

W barwach gości zagrał ówczesny piłkarz Legii – Alejandro Cabral. Jego powołanie dziwiło, ale z drugie strony trener Batista chciał sprawdzić, jak spisuje się Mistrz Świata do lat 20 z 2007 r. Trudno było oprzeć się wrażeniu, że wpływ na powołanie Cabrala mógł mieć fakt, że „Albicelestes” zagrali w Polsce i to na stadionie Legii, w której występował Cabral. Choć takie twierdzenie stało w sprzeczności z faktem, że w chwili ogłaszania kadry do końca nie było wiadomo z kim Argentyna zagra. Cabral zadebiutował jednak nie przy Łazienkowskiej, tylko w Abudży, gdzie zagrał 33 minuty.

Alejandro_Cabral_i_Kuba_Błaszczykowski

Alejandro Cabral i Kuba Błaszczykowski.

Źródło: sport.pl.

Jeśli jednak występy w Legii miały znaczenie, to trenerowi Batiście można było podpowiedzieć, że w Wiśle Kraków grał obrońca Andres Rios, a jeszcze w zeszłym roku w barwach Odry Wodzisław biegał Mauro Cantoro, który w polskiej lidze zaliczył 176 występów. Cantoro, choć niektórym trudno w to uwierzyć, w zamierzchłej przeszłości reprezentował Argentynę w kadrze dla lat 17, o czym zapomniał, gdy pojawiła się opcja powołania go do polskiej kadry. Kontynuując polski wątek w kontekście powołań do reprezentacji Argentyny, to zauważyć trzeba, że trener Batista powołał tylko jednego bramkarza, rezygnując z wcześniej powołanych Ustariego i Navarro. Zasadnym wydawało się powołanie Martina Gregora Hermana, który od wiosny reprezentuje barw drugoligowego (obecnie trzecioligowego) Startu Otwock. Wprawdzie jest to trzeci poziom rozgrywkowy w Polsce, ale najważniejsze przecież, że Herman grał w Polsce, jest Argentyńczykiem i na treningi przed meczem z Polską miałby blisko z podwarszawskiego Otwocka.

Dla PZPN ważny był również wymiar statystyczny, bo w 12 oficjalnym meczu z Argentyną udało się wygrać po raz trzeci. Wcześniej podczas Mistrzostw Świata w RFN’1974 (3:2) i w meczu towarzyskim rozegranym w Buenos Aires w 1981 r. (2:0). Bilans Polski w meczach z Argentyną to trzy zwycięstwa, dwa remisy i siedem porażek przy bilansie bramkowym 12:20.

Jak widać kadra Argentyny na Copa America 2011 i mecz z Polską to dwie inne bajki, ale przedstawiciel Sportfive i PZPN woleli zaklinać rzeczywistość i tłumaczyć, że to „przecież Argentyna”! To trochę tak, jak Dariusz Szpakowski komentując mecz z Brazylią w Recife w czerwcu 1995 r. przekonywał, żeby utrzymać korzystny wynik… 1:2…

 

Źródła: własne, sport.pl, ca2011.com, 90minut.pl, legia.com, futbolnet.pl, onet.pl, przegląd sportowy.pl.

czwartek, 10 września 2009
Stało się…

Piłkarskie Mistrzostwa Świata w 2010 r. polscy piłkarze obejrzą co najwyżej w telewizji i stanie się tak tylko ze względu na ich fatalną postawę na boisku, którą można nazywać wstydem, blamażem, kompromitacją, żenadą, itd. Akurat język polski jest na tyle bogaty, że epitetów na postawę biało-czerwonych znajdziemy bez liku.

Dużo by mówić na temat przyczyn słabej postawy reprezentacji. Niewątpliwie największą odpowiedzialność ponosi trener. Beenhakker może powiedzieć, że nie miał komfortowych warunków pracy i to jest prawda, ale prawdą też jest, że nie raz i nie dwa zachowywał się w sposób irracjonalny okazując butę wobec działaczy PZPN czy dziennikarzy. Dzisiaj Lato może mówić,  że już dawno chciał zwolnić selekcjonera, który podejmując pracę w Feyenoordzie zaprzepaścił szanse na awans i skupiał się na rozgrywkach holenderskiej Eredivisie zamiast na polskiej ekstraklasie.

Leo_Beenhakker

Leo, to już koniec!

Zdjęcie pochodzi z blogu: podpoprzeczke.blox.pl.

Beenhakker sprowadził reprezentację do tego samego miejsca, w którym była, gdy on obejmował funkcję selekcjonera. Reprezentacja grała bez ładu, bez składu, bez polotu i jakiejkolwiek myśli taktycznej. Pierwszy (z Finlandią 1:3) i zapewne ostatni mecz (ze Słowenią 0:3) były łudząco podobne ze względu na styl zwany „bez stylu”.

Leo zrobił dużo dobrego dla polskiej kadry, ale jego poprzednicy w postaci Engela i Janasa nie zdołali awansować do dwóch wielkich imprez, z tą tylko różnicą, że on po nieudanej pierwszej imprezie otrzymał kolejną szansę, dlatego Leo zostanie bardziej zapamiętany haniebnymi występami przeciwko Słowacji, Irlandii Północnej czy Słowenii niż zwycięstwami nad Portugalią czy Czechami, bo polska kadra sięgnęła piłkarskiego dnia.

Jeśli trenerem zostanie Stefan Majewski, którego wielkim orędownikiem jest Antoni Piechniczek albo trenerem zostanie Jerzy Władysław Engel, którego z kolei popiera Zbigniew Boniek, to marazm będzie trwał nadal.

Myślę, że na podsumowanie pracy Beenhakkera przyjdzie jeszcze czas, zwłaszcza wtedy, gdy opadną emocje. Leo zawiódł przede wszystkim nas, kibiców, bo w tej, nie oszukujemy się, stosunkowo łatwiej, choć wyrównanej grupie, nawet nie nawiązał walki o awans, mimo, że cały czas opowiadał, że kadra robi postępy…

 
1 , 2
| < Grudzień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
Tagi