Wpisy z tagiem: PlusLiga

sobota, 10 stycznia 2015
Takich mistrzostw jeszcze nie było!

Siatkarskie mistrzostwa świata 2014 r. były historycznymi z wielu powodów, a jednym z nich była liczba uczestniczących w nich zawodników i trenerów, którzy reprezentowali w różnym czasie polską ligę. Nie było chyba żadnej imprezy siatkarskiej, nawet Mistrzostw Europy z tak dużą liczbą wspomnianych zawodników.

Odliczając reprezentację Polski, to w trzynastu reprezentacjach wystąpiło wielu zawodników, którzy wcześniej byli zawodnikami polskich klubów, albo w chwili rozgrywania mistrzostw mieli podpisane kontrakty z polskimi klubami na obecny sezon. Świadomie nie dokonuję takiego podziału liczbowego, ponieważ przynależność klubowa poszczególnych zawodników była zmienna, nawet w trakcie trwania turnieju. W każdym razie zawodników bez doświadczenia w polskiej lidze nie było tylko w tak egzotycznych reprezentacjach, jak Kamerun, Wenezuela, Tunezja, Korea Południowa, Chiny, Japonia, Egipt, Meksyk i Iran oraz w silnych – Rosji i Kubie, które już z założenia mają kadrowiczów wyłącznie z własnej ligi.

W reprezentacji wicemistrzów świata, a więc Brazylii dwóch zawodników jest związanych z ZAKSĄ Kędzierzyn Koźle. Felipe Fonteles występował tam kiedyś przez jeden sezon, a Lucas Loh występuje w obecnych rozgrywkach.

Felipe_Fonteles_(Brazylia,_ZAKSA)

Felipe Fonteles w barwach ZAKSY Kędzierzyn Koźle.

Źródło: opole.gazeta.pl.

Dużo więcej zawodników powiązanych z Polską znalazło się w barwach brązowych medalistów, czyli naszych zachodnich sąsiadów – Niemców. Aż sześciu z nich w obecnym sezonie gra w PlusLidze – Lukas Kampa, Dirk Westphal (obaj Czarni Radom), Jochen Schops (Resovia), Denys Kaliberda (Jastrzębski), Sebastian Schwarz (Lotos Gdańsk) i Ferdinand Tille (Skra Bełchatów), przy czym tylko Westphal i Schops grali w Polsce w zeszłym sezonie. Dodatkowo, dwa sezony w barwach Resovii rozegrał najlepszy niemiecki siatkarz ostatnich lat – Georg Grozer, a jeden sezon w Jastrzębskim – Simon Tischer. Trenerem reprezentacji Niemiec jest Belg – Vital Heynen, który od grudnia 2013 r. jest również trenerem Delecty Bydgoszcz. W sztabie szkoleniowym Niemców podczas mundialu był także Roberto Santilli, były szkoleniowiec Jastrzębskiego Węgla (przez trzy lata!), a od 31 grudnia 2014 r. – MKS Będzin.

Georgy_Grozer_(Niemcy,_Resovia)

Georg Grozer w barwach Assecco Resovii Rzeszów.

Źródło: sport.wp.pl.

Jako ciekawostkę można dodać fakt, że libero Niemców był Markus Steuerwald – brat Patricka Steuerwalda, który zaliczył w swojej karierze jednosezonową przygodę w warszawskiej Politechnice.

Wśród zajmujących miejsce tuż za podium Francuzów wystąpiło czterech zawodników związanych z polskimi klubami.  Obecnie w Polsce, a dokładniej w Bełchatowie gra Nicolas Marechal, który przyszedł z Jastrzębia. W poprzednim sezonie Marechal nie był jednak jedynym reprezentantem Francji w polskiej lidze, ponieważ w Bełchatowie grał Samuel Tuia. Wcześniej barwy polskich klubów reprezentowali także Rafael Redwitz (Resovia) i Antonin Rouzier (ZAKSA Kędzierzyn-Koźle).

Antonin_Rouzier_(Francja,_ZAKSA)

Antonin Rouzier w barwach ZAKSY Kędzierzyn-Koźle.

Źródło: nto.pl.

Na siódmym miejscu polskiego mundial ukończyły dwie reprezentacje z Ameryki Północnej – USA i Kanada, a w obu reprezentacjach wystąpili zawodnicy występujący w teraźniejszości, albo w przeszłości w polskiej lidze. Jeśli chodzi o Kanadyjczyków to w sumie takich zawodników jest pięciu. Od nowego sezonu w Bydgoszczy grają Steven Marshall i Justin Duff. W zeszłym sezonie grali natomiast Dustin Schneider (ZAKSA) i Daniel Lewis (ZAKSA, a wcześniej także Skra), a kilka lat temu Dallas Soonias (Czarni).

W reprezentacji USA także wystąpiło pięciu zawodników. W obecnym sezonie spośród amerykańskich uczestników mundialu w Plus Lidze gra trzech – Paul Lotman (Resovia), Russell Holmes (także Resovia, a wcześniej Jastrzębski) i Murphy Troy (Lotos Gdańsk). Spośród nich tylko Lotman grał w Polsce w poprzednim sezonie, a dodatkowo w Bydgoszczy grali – Carson Clark i Garrett Muagututia.

Dziewiątą lokatę zajęły reprezentacje Finlandii i Serbii, w których także wystąpiło kilku zawodników powiązanych z Plus Ligą. Trenerem Finów jest Tuomas Sammelvuo, który kiedyś grał dla ZAKSY, a jeśli chodzi o zawodników to na polskich parkietach występowali także Antti Siltala (Bydgoszcz) i Olli Kunnari (Olsztyn). Oddzielną historię stanowią bracia bliźniacy. Od tego sezonu Mikko Oivanen gra w barwach Czarnych Radom, a wcześniej występował także w Rzeszowie i Gdańsku. Natomiast Matti Oivanen w zeszłym sezonie grał w Olsztynie. Co ciekawe, statystykiem reprezentacji Finlandii jest pracujący na codzień w Kędzierzynie-Koźlu – Kamil Sołoducha.

W reprezentacji Serbii pięciu zawodników ma CV wpisane kluby z Polski. W obecnym sezonie w Polsce grają – Srecko Lisinac (Skra, w zeszłym sezonie wypożyczony do SCC Berlin, a wcześniej do Częstochowy), Aleksa Brdjović (Skra, podobnie jak w zeszłym sezonie) i Marko Ivović (Resovia). Wcześniej w Polsce grali Nikola Kovacević (Resovia) i największa obecnie gwiazda serbskiej siatkówki – Aleksandar Atanasijević (Skra).

Aleksandar_Atanasijević_(Serbia,_Skra)

Aleksandar Atanasijević w barwach Skry Bełchatów.

Źródło: lovevolleyballintheleadrolewithyou.blogspot.com.

Jedenaste miejsce zajęła Argentyna, której czterech zawodników dobrze zna polskie hale. Nicolas Uriarte i Facundo Conte (Skra), Jose Luis Gonzalez (BBTS Bielsko-Biała) i Pablo Bengolea (Olsztyn). Wszyscy czterej grali w Plus Lidze w zeszłym sezonie, a obecnie brakuje tylko ostatniego, który wrócił do ojczyzny.

Na trzynastej pozycji mistrzostwa świata ukończyły chyba dwa największe rozczarowania polskiego turnieju, czyli Włochy i Bułgaria. W reprezentacji Italii wystąpił Michelle (Michał) Baranowicz, który ma za sobą jeden sezon w Rzeszowie i Dragan Travica, syn byłego trenera Resovii Ljubomira Travicy. Jeśli natomiast chodzi o Bułgarów, to ich trenerem jest legendarny Płamen Konstantinow, który przez jeden sezon jako zawodnik występował w Jastrzębiu.

Plamen_Konstantinow_(Bułgaria,_Jastrzębie)

Płamen Konstantinow w barwach Jastrzębskiego Węgla w koszulce z numerem 17.

Źródło: sport.interia.pl.

Podobnie jak w zeszłym sezonie barwy Resovii reprezentuje Nikołaj Penczew. W Polsce swoją przygodę z siatkówką zaczynał przygodę od Kielc, w których od tego sezonu występuje jego młodszy brat – Rozalin Penczew!

W reprezentacji Australii wystąpiło trzech zawodników, którzy mieli doświadczenie z polskimi rozgrywkami, ale nie Plus Ligi, tylko I ligi! Benjamin Bell jeszcze w zeszłym sezonie reprezentował barwy Ślepska Suwałki. Kilka lat wcześniej dwaj inni Australijczycy wywalczyli ze swoimi zespołami awans do najwyższej klasy rozgrywkowej, ale nie było im dane zadebiutować w niej. Tymi „szczęśliwcami” są Greg (Grigory) Sukochev (Fart Kielce) i Thomas Edgar (Trefl Gdańsk).

Na siedemnastym miejscu mistrzostwa świata ukończyła Belgia, a w jej składzie Simon van de Voorde, który w zeszłym roku grał w Jastrzębiu. Ostatnie 24. miejsce zajęły ex aequo cztery reprezentacje – Kamerun, Egipt, Portoryko i Tunezja. Wiele lat temu w polskiej lidze występował Portorykańszyk Jose Rivera, w Jastrzębiu.

Wprawdzie, jak zaznaczyłem na wstępie, powyższe zestawienie nie obejmuje polskich zawodników występujących w polskiej lidze, ale wspomnieć należy nie zawodnika, a trenera, który stoi za wielkim sukcesem polskiej reprezentacji. Stephane Antiga jeszcze w zeszłym sezonie był zawodnikiem Skry Bełchatów, a w Polsce także – Delecty Bydgoszcz.

Stephane_Antiga_(Francja,_Skra)

Stephane Antiga w barwach Skry Bełchatów.

Źródło: sport.wp.pl.

Jeśli chodzi o największe zagraniczne gwiazdy polskich klubów, w całej historii rozgrywek ligowych, to Antiga zajmuje miejsce w pierwszym rzędzie razem z Konstantinowem, Abramowem i Falascą.

Duża liczba zagranicznych zawodników występujących w polskich klubach, podczas mistrzostw świata pokazuje siłę polskiej siatkówki, polskich klubów i polskiej ligi, która pod względem sportowym jest ustawiana tuż za ligą włoską i rosyjską. Oczywiście, w lidze tureckiej są znacznie większe pieniądze niż w Polsce, choć właściciele klubów i sponsorzy nie szczędzą środków na wspieranie polskiej siatkówki. Zagranicznych siatkarzy, choć raczej nie największe gwiazdy, przyciągają do Polski – poziom gry, sukcesy w europejskich pucharach i atmosfera towarzysząca rozgrywkom. Warto jeszcze zauważyć, że najwięcej byłych i obecnych reprezentantów poszczególnych reprezentacji, o ile grało w Polsce, to z reguły reprezentuje barwy czterech klubów – ZAKSA, Resovia, Skra i Jastrzębie, co zasadniczo odzwierciedla ich siłę w polskich rozgrywkach.

 

Źródła: własne, plusliga.pl, pl.wikipedia.org, slepsksuwalki.pl, opole.gazeta.pl, sport.wp.pl, nto.pl,  lovevolleyballintheleadrolewithyou.blogspot.com, sport.interia.pl. „Skarb Kibica. Siatkówka. Plusliga. Sezon 2010/2011” – bezpłatny dodatek do „Przeglądu Sportowego” z dnia 23 października 2010 r. „Skarb Kibica. Siatkówka. Plusliga. Plusliga kobiet. Sezon 2011/2012” – bezpłatny dodatek do „Przeglądu Sportowego” z dnia 8 października 2011 r. „Magazyn Przegląd Sportowy” nr 39 (59) - bezpłatny dodatek do „Przeglądu Sportowego” z dnia 9 października 2012 r. „Skarb Kibica. Siatkówka. Plusliga. Sezon 2013/2014” – bezpłatny dodatek do „Przeglądu Sportowego” z dnia 11 października 2013 r. „Skarb Kibica. Mistrzostwa Świata w siatkówce Polska 2014” – bezpłatny dodatek do „Przeglądu Sportowego” z dnia 29 sierpnia 2014 r. „Tygodnik Przegląd Sportowy” nr 39/2014 z dnia 1-7 października 2014 r. J. Pindera, Nadzieje równie wielkie jak obawy, „Rzeczpospolita” z dnia 30-31 sierpnia 2014 r., s. 14. M. Lew, Rusza liga mistrzów świata, „Metro” z dnia 3-5 października 2014 r., s. 19.

sobota, 15 marca 2014
Politechnika wygrała z Resovią po ponad trzech latach!

AZS Politechnika Warszawska niespodziewanie pokonała Resovię Rzeszów (27:25, 23:25, 25:21, 27:25) w hali stołecznego „Torwaru” w meczu 17. kolejki PlusLigi sezonu 2013/2014. Mecz został rozegrany w niedzielę 26 stycznia 2014 r.

Przed meczem

Obie drużyny przystępowały do meczu w zupełnie innych nastrojach. Resovia dosyć łatwo pokonała u siebie Skrę Bełchatów 3:0, a na wyjeździe 3:1 z belgijskim Knack Roeselare w Lidze Mistrzów. Politechnika miała za sobą wstydliwą porażkę 1:3 z KPS Siedlce w Pucharze Polski i porażkę 1:3 u siebie z Czarnymi Radom. W derbach Mazowsza „Polibuda” miała walczyć o zwycięstwo, a tak naprawdę nie podjęła walki. Zupełnie inaczej niż w meczu z Resovią.

Warto jeszcze dodać, że oba klubu znajdują się w zupełnie innej kondycji i finansowej i sportowej. Politechnika to drużyna, której celem jest awans do fazy plaf-off, czyli zajęcie ósmego miejsca. Marcin Nowak opisuje sytuację klubu w następujący sposób: „Mamy średnią drużynę, z przeciętnym budżetem i zaległościami,  nie mamy żadnej presji na wynik” (cyt. za warszawa.sport.pl). Na wypłaty zawodnicy czekają do października, choć prezes Jolanta Dolecka jak zwykle mówi, że sponsorzy pojawią się już za chwilę. Politechnika kolejny już sezon jest drużyną budowaną za niewielkie pieniądze, wsparte tylko obietnicami. Skład tworzą zawodnicy albo niechciani w innych klubach albo wchodzący do seniorskiej siatkówki. Natomiast Resovia to główny kandydat do tytułu mistrzowskiego, który w tym sezonie mierzył również w sukces w Lidze Mistrzów. Resovia zdobyła mistrzostwo Polski w dwóch poprzednich sezonach, a z podium nie schodzi od pięciu sezonów! W tym czasie zagrała w finale i półfinale Pucharu CEV, a także ćwierćfinale Ligi Mistrzów. Politechnika osiągnęła tylko 5. i 6. miejsce w PlusLidze, a także finał Pucharu Challenge.

2013.01.26_Politechnika_-_Resovia_(1)

Mecz

W pierwszej partii walka „punkt za punkt” trwała do wyniku 7:7. Później gospodarzom wychodziło absolutnie wszystko i stopniowo zwiększali prowadzenie, które w kulminacyjnym momencie osiągnęło aż osiem punktów (18:10, 19:11). Resovia nieznacznie zmniejszyła przewagę, a od stanu 24:18 dla miejscowych wygrała aż sześć piłek z rządu i doprowadziła do remisu po 24. Po chwili był remis po 25 i dwa błędy popełnili goście. Najpierw Paul Lotman zepsuł zagrywkę, a po chwili Dawid Gunia zablokował Piotra Nowakowskiego. Politechnika niespodziewanie wygrała pierwszego seta 27:25. Gospodarze zaskoczyli przede wszystkim blokiem. W ten sposób zdobyli aż dziesięć punktów w pierwszym secie. Resovia sprawiała wrażenie zagubionej. Problemy rozpoczynały się od słabego przyjęcia, które prowadziło do nieskutecznego ataku. Poza tym, trener Andrzej Kowal nie reagował na wydarzenia na boisku. Nie wiedzieć czemu trzymał na boisku Paula Lotmana, chyba na tzw. „przełamanie”. Amerykanin zdobył tylko dwa punkty, atakował ze strachem w oczach i aż pięciokrotnie był blokowany. Do tego popełnił dosyć istotny błąd na zagrywce w końcówce seta. Warto jeszcze dodać, że kibice Resovii obawiali się, że po serii dobrych meczów z silnymi rywalami załamanie może przyjść w meczu ze słabszą drużyną. Pierwszy set meczu z Politechniką potwierdził te obawy.

2013.01.26_Politechnika_-_Resovia_(2)

W drugim secie na dłużej w barwach gości pojawili się Peter Veres i Dawid Konarski. Politechnika prowadził 3:1, ale gdy wydawało się, że „Sovia” przejmuje inicjatywę, to gospodarze potrafili „wyciągnąć” wynik z 7:9 na 10:9. Później lepszy okres gry zanotowała Resovia i objęła prowadzenie 16:12, ale na krótko, bo cztery punkty z rzędu zdobyli gospodarze (16:16), którzy po chwili objęli prowadzenie 19:17. W tym czasie punktowymi atakami popisywał się Dawid Gunia. Politechnika prowadziła jeszcze 21:19, ale ostatecznie przegrała 23:25 po ataku Dawida Konarskiego. Duży wkład w sukces gości miała zagrywka Łukasza Perłowskiego. Wydawało się, że wszystko wróciło do normy…

2013.01.26_Politechnika_-_Resovia_(3)

…jednak trzecia partia niespodziewanie padła łupem gospodarzy. Wyrównana walka trwała w początkowej fazie seta do stanu 10:8. Politechnicy zwiększyli prowadzenie do wyniku 13:9, ale dzięki mocnym serwisom Konarskiego goście zniwelowali stratę do zaledwie dwóch punktów (13:11). Gospodarze wygrali sześć z pięciu kolejnych piłek i objęli prowadzenie różnicą sześciu punktów (18:12). Resovia zbliżyła się jeszcze dwukrotnie na trzy punkty (21:18, 23:20), ale to było wszystko na co było stać gości. Po skutecznym ataku Macieja Pawlińskiego Politechnika wygrała trzecią partię 25:21. Wśród gospodarzy punktowali przede wszystkim wspomniany Pawliński, a także Gontariu, Gunia i Szalpuk. Wśród gości aż 9 punktów w tej partii zdobył Konarski, ale zawodził Veres.

2013.01.26_Politechnika_-_Resovia_(4)

Gdy wydawało się, że w ostatniej partii wreszcie Resovia zagra jak na mistrza Polski przystało, to Politechnika pokazała, że w tym meczu jest niezwykle mocna. Gospodarze rozpoczęli od prowadzenia 5:0 (!), które zwiększyli do sześciu punktów (10:4). Goście zniwelowali stratę nawet do jednego punktu (11:10, 12:11), ale Politechnika co chwila uciekała na dystans kilku punktów (16:12, 20:16). Politechnika prowadziła jeszcze 21:19 i 22:20, ale Konarski dobył trzy punkty z rzędu, a Perłowski dołożył blokiem kolejny. Resovia prowadziła więc 24:22 i miała tie-breaka na wyciągnięcie ręki. Dwa ataki Gontariu doprowadziły jednak do remisu. Resovia odpowiedziała punktem Lotmana (25:24), ale później dwa punkty atakiem zdobył Artur Szalpuk, a następnie Nikolay Penczev zaatakował w aut i niespodzianka stała się faktem.

2013.01.26_Politechnika_-_Resovia_(5)

Krzysztof Ignaczak – patrzył i nie wierzył w to, co się stało.

Przyczyny porażki Resovii

O zwycięstwie Politechniki zdecydowała duża liczba bloków (23) i skuteczność w ataku. Politechnika była lepsza w tym elemencie gry aż o 10% (51% – 41%). W związku z tym przewaga Resovii w przyjęciu (61% – 47%) nie miała większego znaczenia. Błędów w przyjęciu i asów obie ekipy zanotowały tyle samo (po sześć). Kluczowe znaczenie dla wyniku meczu miała też różnica w grze najlepszych zawodników w obu drużynach. Najlepszy z „Politechników”, a jednocześnie MVP meczu – Adrian Gontariu zdobył 31 punktów przy 57-procentowej skuteczności. Najlepszy z gości – Dawid Konarski zdobył dziesięć punktów mniej przy gorszej skuteczności (40%), a dodatkowo aż dziewięć razy dał się zablokować. A warto przypomnieć, że Adrian Gontariu, choć mocno zaprzeczał, to jednak podświadomie był zmotywowany do dobrego występu akurat w tym meczu. W sezonie 2011/2012 zdobył z Resovią mistrzostwo Polski, ale był przede wszystkim rezerwowym. Z drugiej strony nie ma się czemu dziwić, skoro jego rywalem do miejsca w składzie był niesamowity Gyory Grozer.

2013.01.26_Politechnika_-_Resovia_(6)

Adrian Gontariu – MVP meczu.

Szukając przyczyn porażki mistrzów Polski z 2012 i 2013 r. można wskazać na brak Oliega Achrema i Grzegorza Kosoka, ale to żadne wytłumaczenia, ponieważ Resovia dysponuje szeroką, wyrównaną i chyba najlepszą kadrą wśród drużyn PlusLigi. Jakub Bednaruk stwierdził, że jego drużyna dobrze „czytała” grę rywali, a Dawid Gunia przyznał, że na rozgrzewce odniósł wrażenie, że „Resovia nie przyłożyła się do niej” (cyt. za warszawa.sport.pl). Trzeba jednak przyznać, że Politechnika rozegrała najlepszy mecz w sezonie, a wynik zeskoczył samych zawodników, co przyznał Juraj Zatko, słowacki rozgrywający gospodarzy.

2013.01.26_Politechnika_-_Resovia_(7)

Trener Politechniki – Jakub Bednaruk.

Trochę historii…

Po takich meczach mówi się, że to był mecz, w którym jedna drużyna wygrała z drugą, ale dziesięć kolejnych przegrałaby. I co ciekawe takie porównanie  idealnie pasuje do rywalizacji Politechniki z Resovią. „Inżynierowie” ostatni raz wygrali z Resovią 27 października 2010 r. (3:2 na „Torwarze”), a następnie przegrali osiem kolejnych meczów ligowych, a gdyby policzyć Puchar Polski to będzie dziewięć kolejnych porażek. 

Porażka z Politechniką była dla Resovii dopiero trzecią w tym sezonie. Wcześniej przegrała w lidze tylko z Jastrzębskim Węglem i PGE Skrą Bełchatów. Kibice stołecznego klubu liczyli, że ten mecz dowiódł, że ich faworyci mogą powalczyć z każdym. Rzeczywistość szybko sprowadziła ich na ziemię. Politechnika praktycznie bez walki przegrała dwa kolejne mecze po 0:3 z ZAKSĄ na wyjeździe i Jastrzębskim u siebie. Resovia natomiast wygrała z Effectorem Kielce i Lotosem Gdańsk.

Ostatecznie Resovia z bilansem 18 – 4 (przegrała jeszcze tylko z ZAKSĄ) zajęła 1. miejsce w rundzie zasadniczej, zaś Politechnika z bilansem 9 – 13 zajęła 7. miejsce. W ćwierćfinałach Resovia gra z Effectorem Kielce, a Politechnika ze Skrą Bełchatów.

 

26 stycznia 2014 r., godz. 20:00, Warszawa, Hala Widowiskowo-Sportowa „Torwar”

17. kolejka PlusLigi siatkarzy sezon 2013/2014

AZS Politechnika Warszawska – Asseco Resovia Rzeszów 3:1 (27:25, 23:25, 25:21, 27:25)

AZS Politechnika:  Maciej Pawliński 11, Marcin Nowak 7, Juraj Zatko 9, Artur Szalpuk 14, Dawid Gunia 13, Adrian Radu Gontariu 31, Michał Potera (Libero) – Maciej Olendarek, Przemysław Smoliński.

Trener: Jakub Bednaruk.

Asseco Resovia Rzeszów: Paul Lotman 7, Piotr Nowakowski 11, Jochen Schops 4, Fabian Drzyzga, Łukasz Perłowski 9, Peter Veres 6, Krzysztof Ignaczak (Libero) – Dawid Konarski 21, Lukas Tichacek, Nikolay Penczev 8.

Trener: Andrzej Kowal.

Sędzia pierwszy: Tomasz Flis (Kraków).

Sędzia drugi: Paweł Burkiewicz (Kraków).

Komisarz ligi: Andrzej Skorupa.

MVP meczu: Adrian Radu Gontariu.

Widzów: 4.000.

 

Źródła: własne, warszawa.sport.pl, rzeszow.sport.pl, azspw.com, assecoresovia.pl, siatka.org, plusliga.pl. „Siatkówka. PlusLiga Sezon 2013/2014” – bezpłatny dodatek do „Przeglądu Sportowego” z dnia 11 października 2013 r., s. 6 i 11. Kamil Składowski, EKO, AJ, Zemstra Gontariu na byłym klubie była słodka, „Przegląd Sportowy” z dnia 27 stycznia 2014 r., s. 20.

czwartek, 27 października 2011
AZS Politechnika u progu nowego sezonu – część 4. Europejskie puchary.

Gdy stało się jasne, że Politechnika będzie rywalizowała o co najwyżej 5. miejsce trener Panas wyraźnie mówił: „gramy o puchary dla Warszawy”, zresztą tak reklamowano w stolicy pierwsze dwa mecze z Delectą. Dodatkowo członkowie zarządu klubu podkreślali, że celem „Inżynierów” jest zakwalifikowanie do rozgrywek europejskich.

Stało się to akurat w sezonie, gdy polskie kluby skrytykowały organizację europejskich rozgrywek, a zwłaszcza Pucharu CEV. Politechnika będzie grała w Challenge Cup, ale nie można było wykluczyć, że będzie to CEV Cup. Wprawdzie prezesi polskich klubów negatywnie wypowiadali się o europejskich rozgrywkach, ale życie, a dokładniej kibice i sponsorzy weryfikują ich stanowisko. Zdzisław Grodziecki, Prezes Jastrzębskiego Węgla wyraźnie stwierdził, że polskie kluby nie stać na solidarny ruch, bo każdy ma swoje interesy. Skra Bełchatów nie narzeka na puchary, Resovia właściwie też nie. Najgłośniej protestowali prezesi ZAKSY (Kazimierz Pietrzykiewicz) i Częstochowy (Konrad Pakosz), przy czym ten ostatni zapowiedział rezygnację z pucharów w przyszłym sezonie. Z drugiej jednak strony za nieprzystąpienie do pucharów grozi każdemu klubowi dwuletnia karencja na występy w Europie. Niezależnie jednak od przyczyn Częstochowianie zgłosili się do CEV Cup. W konsekwencji losowania Politechnicy zmierzą się w grudniu ze zwycięzcą meczu dwumeczu Metallurg Zhlobin (Białoruś) - Nyborg Bergen (Norwegia). W pierwszym meczu Białorusini wygrali u siebie 3:1. Mecz rewanżowy zostanie rozegrany w najbliższą niedzielę (30 października) o godz. 20.

Gdyby pokonali tę przeszkodę, to w 1/16 finału zmierzą się z przegranym 1/16 Pucharu CEV, czyli holenderskim Apeldorn albo Marina Kastela (Chorwacja). Gdyby uporali się także z tym rywalem, to w 1/8 finału spotkają się ze zwycięzcą takiego meczu [przegrany 1/8 CEV: Argo de Sete (FRA) - Dinamo Bukareszt] - [Dynamo Krasnodar (ROS) - Nieman Grodno (BLS)]. Wydaje się, że przeciwnicy są za silni, ale jakby trafili do ćwierćfinału, to w nim (w zależności) od wyników poszczególnych rund mogą spotkać się m.in. z Galatasaray Stambuł (i to jest najbardziej prawdopodobne) albo Duklą Liberec bądź Lokomotiwem Charków.

Nie jest tajemnicą, że do rozgrywek pucharowych dokłada się, ale niezależnie od tego, Politechnika, czy w ogóle Warszawa bardzo liczy na starty w Europie. Z drugiej jednak strony udział w dodatkowych rozgrywkach spowoduje zwiększenie liczby meczów, a tym samym większy wysiłek siatkarzy. Złośliwi twierdzą, że przez awans do pucharów, to był ostatni sezon, w którym Politechnika mogła coś ugrać, zwłaszcza że słabiutko zaprezentował się Jastrzębski Węgiel.

 

Źródła: cev.lu, azspw.com i  sport.pl.

środa, 26 października 2011
AZS Politechnika u progu nowego sezonu – część 3. Sparingi.

Mecze sparingowe rozegrane przez Politechników nie nastrajały optymistycznie, a obawy szybko się potwierdziły. Oto wykaz meczów sparingowych rozegranych przez stołeczny zespół:

Mława:

Lotos Trefl Gdańsk 3:1 (23:25, 30:28, 25:23, 25:23)

Lotos Trefl Gdańsk 1:3 (19:25, 25:23, 20:25, 16:25)

Mecz charytatywny w Pionkach:

Fart Kielce 1:3 (16:25, 13:25, 25:21, 23:25)

Warszawa:

Algieria 2:3 (25:19, 25:18, 18:25, 22:25, 12:15)

III Mazurski Turniej Piłki Siatkowej Mężczyzn o Puchar Prezydenta Miasta Ełku

Delecta Bydgoszcz 0:3 (22:25, 21:25, 23:25)

ASPS Pekpol Ostrołęka 3:2 (25:23, 33:35, 19:25, 25:20, 20:18)

Ostróda:

Indykpol AZS UWM Olsztyn 3:1 (19:25, 25:20, 25:20, 25:20)

VI. Memoriał Zdzisława Ambroziaka. Warszawa:

ZAKSA Kędzierzyn-Koźle 0:3 (22:25, 20:25, 21:25)

Fart Kielce 0:3 (20:25, 20:25, 23:25)

Tytan AZS Częstochowa 0:3 (21:25, 25:27, 17:25).


W 10 meczach Politechnika odniosła tylko 3 zwycięstwa przy bilansie setów 13:25. Niepokój może budzić fakt, że w czterech meczach rozegranych w Arenie Usynów, „Inżynierowie” wygrali tylko dwa… sety! A podczas Memoriału Z. Ambroziaka, który miał być generalną próbą przed nowym sezonem doznali sromotnej porażki przegrywając wszystkie trzy meczy po 3:0. Dla porównania – przed zeszłym sezonem, „Politechnicy” po raz pierwszy w historii wygrali w Memoriale, a później pozytywnie zaskakiwali w PlusLidze.

Pewnym wytłumaczeniem słabszych wyników jest fakt, że do drużyny dosyć późno dołączyli obcokrajowcy grający na Mistrzostwa Europy: Patrick Steuerwald (Niemcy, 15. miejsce, bilans meczów 0-3), Ardo Kreek (Estonia, 12., 1-3) i Vid Jakopin (Słowenia, 9., 2-2). Jest to jakimś wytłumaczeniem, ale wszyscy trzej grali w Memoriale…

Trener Panas na pewno próbował różnych rozwiązań taktycznych i zmian w ustawieniu, ale wyniki muszą budzić obawy. Wydaje się, że w tym składzie Politechniki nie stać na walkę o miejsca 1-6, bo „Inżynierom” uciekł nie tylko ogromnie wzmocniony Jastrzębski Węgiel, ale także (co potwierdzają wyniki) Delecta Bydgoszcz i (mimo zwycięstwa w 4. kolejce Plus Ligi) Fart Kielce.


Źródła: własne i azspw.com.

wtorek, 25 października 2011
AZS Politechnika u progu nowego sezonu – część 2. Skład i transfery.

W składzie Politechniki przed rozpoczynającym się sezonem nastąpiły poważne zmiany kadrowe, które niewątpliwie już wpłynęły na poziom sportowy prezentowany przez drużynę z Warszawy. Jak wypadła analiza składu na sezon 2011/2012?

Rozgrywający

Drużynę opuścił zarówno Maikel Salas Moreno, jak i Bartłomiej Neroj (GTPS Gorzów Wielkopolski). W ich miejsce przybył reprezentant Niemiec – Patrick Steuerwald (Perugia Volley) i Maciej Gorzkiewicz (Joker Piła). Do PlusLigi zgłoszono także Mateusza Biernata z Młodej Ligi. Salas i Neroj uzupełniali się, bo była między nimi niewielka, choć z przewagą na Salasa, różnica umiejętności. Teraz między Steuerwaldem a Gorzkiewiczem jest przepaść. Zarówno w umiejętnościach, jak i doświadczeniu. Właśnie to ostatnie mocno przemawia za Niemcem, dlatego wydaje się, że w tej formacji Politechnika wzmocniła się, choć gdyby drugi rozgrywający był pokroju Neroja, to niewątpliwie byłoby to pełne wzmocnienie na tej pozycji.

Warto dodać, że nazwisko Steuerwald jest znane w Europie, ale nie za sprawą Patricka, tylko Marcusa. Brat rozgrywającego Politechniki gra na pozycji libero w Paris Volley, a wcześniej w VfB Friedrischafen (cztery mistrzostwa Niemiec, dwa Puchary Niemiec, zwycięstwo w Lidze Mistrzów 2007).

Przyjmujący

Przyjście Słoweńca Vida Jakopina z rewelacyjnego ACH Bled (4. miejsce w Lidze Mistrzów 2009/2010) i Macieja Krzywieckiego ze Stali Nysa nie wypełni luki powstałej po odejściu do Jastrzębskiego Węgla duetu Zbigniew Bartman – Michał Kubiak. W klubie pozostali Krzysztof Wierzbowski i Wojciech Zaliński. Na tej pozycji zdecydowane osłabienie.

Środkowi

Na tej pozycji zachowano status quo. Dariusz Szulik odszedł do GTPS Gorzów Wlkp. a jego miejsce zajął Maciej Zajder z Pamapolu Wieluń. Poza tym w drużynie pozostali: Janusz Gałązka, Marcin Nowak i Ardo Kreek. Wydaje się, że Zajder się lepszy i bardziej perspektywiczny od Szulika, ale w związku z tym, że prawdopodobnie będzie tylko zmiennikiem uznaję, że na tej pozycji siła Politechniki pozostaje bez zmian.

Atakujący

Na tej pozycji, podobnie jak na pozycji rozgrywającego doszło do całkowitej wymiany zawodników. Jak Król odszedł do Farta Kielce jeszcze w trakcie minionego sezonu, a dokładniej w grudniu 2010 r. Z Ukraińcem Oleksandrem Stasenką i Robertem Pryglem nie przedłużono kontraktów. Pierwszy wrócił na Ukrainę (prawdopodobnie do Lokomotiwu Charków), a drugi do rodzinnego miasta i Czarnych Radom. Politechnikę zasilili natomiast: Grzegorz Szymański z Delecty Bydgoszcz i Paweł Mikołajczak z Jadaru Radom. Wydaje się, że mimo przyjścia byłego reprezentanta Polski, jakim jest Szymański, to warszawska drużyna doznała osłabienia. Stasenko i Prygiel prezentowali poziom zbliżony do Szymańskiego, którego zmiennikiem będzie niedoświadczony Mikołajczak.

W mediach pojawiały się informacje, że do Politechniki mógłby trafić Piotr Gruszka, gdy pozostawał bez przynależności klubowej, ale kapitan reprezentacji Polski przyznał, że w ogóle nie było takiego tematu i jest to wyłącznie wymysł mediów, a jego obecności na trybunach podczas jednego z meczów Politechniki nie można wiązać z transferem. Drugim siatkarzem był Czech – Jakub Novotny, którego menadżerowie polecali prezes Doleckiej. Politechnikę odstraszała duża liczba kontuzji czeskiego atakującego, dlatego jeszcze latem Czech podpisał trzyletni kontrakt z Jihostrojem Czeskie Budziejowice.

Libero

W drużynie pozostał Damian Wojtaszek, a dodatkowo zgłoszono do rozgrywek Macieja Olenderka (SMS PZPS Spała), jakby przeczuwając, że po Wojtaszka zgłosi się silniejsza drużyna. W trakcie okienka transferowego zainteresowanie tym siatkarzem wykazywała m.in. Resovia.

Podsumowanie

Jak wynika z przedstawionego porównania Politechnika osłabiła się, ale nie ma się czemu dziwić, skoro największe gwiazdy klubu odeszły. W zeszłym sezonie zawodnicy Politechniki szesnastokrotnie byli wybierani MVP Meczu PlusLigi. W warszawskim zespole nie ma już pięciu siatkarzy, którzy w sumie zdobyli tą nagrodę 13 razy (5 – Bartman, 4 – Kubiak, 2 – Stasenko, 1 – Prygiel i Salas). Pozostało natomiast trzech, którzy zdobywali MVP jednokrotnie (Kreek, Wojtaszek i Żaliński). To pokazuje tylko, że z Politechniki odeszli kluczowi gracze.

Najbardziej szkoda odejścia Barmana i Kubiaka, czyli zdecydowanych liderów drużyny. Bartman odbudował się Warszawie, zaś Kubiak potwierdził, że doświadczenie zdobyte we Włoszech procentuje. Obaj odeszli, bo mogli. Bartman podpisał kontrakt na jeden rok, zaś Kubiak był wypożyczony z Padwy, a jego kontrakt wykupił Jastrzębski Węgiel. Tyle tylko, że szkoda, tak po ludzku szkoda, że obaj poszli za kasą i sukcesami do Jastrzębia. Bartman mówił o przywiązaniu do Warszawy i chęci stabilizacji, czyli pozostaniu w Politechnice na dłużej niże jeden sezon, ale widocznie zmienił zdanie. Kubiak nie składał takich deklaracji i zabrał dopiero głos, gdy prezes Dolecka twierdziła, że jest siatkarzem „Polibudy”. W tym sporze władze ligi przyznały rację siatkarzowi, a nie klubowi z Warszawy.

Sytuacja kadrowa pokazuje, że władze klubu nie wykorzystały właściwie sukcesu zeszłego sezonu – zarówno sportowego i medialnego. Akademicy wydają się słabsi niż w zeszłym sezonie, ale tą opinię zweryfikują tylko wyniki na parkiecie. Póki co weryfikują ją pozytywnie, bo Politechnika gra poniżej oczekiwań. Największym problemem drużyny oprócz braku umiejętności pozostaje brak lidera, kogoś kto w trudnym momencie weźmie na siebie ciężar gry. W zeszłym sezonie byli to Bartman i Kubiak, ale w razie potrzeby aktywni byli także inni gracze. Politechnika przed trudnym wyzwaniem w tym sezonie, ale wydaje się, że miejsce szóste byłoby spełnieniem marzeń kibiców z Warszawy.

 

Źródła: własne, azspw.com, plusliga.pl i wikipedia.pl.

niedziela, 23 października 2011
AZS Politechnika u progu nowego sezonu – część 1. Podsumowanie sezonu 2010/2011.

Politechnika ma za sobą najlepszy sezon w historii. Wprawdzie piąte miejsce zajęła także w sezonie 2005/2006, ale w tym roku dodatkowo uzyskała promocję do europejskich pucharów. Choćby z tego powodu AZS Politechnika Warszawska u progu nowego sezonu zostanie przeanalizowana pod kątem: minionego sezonu (część 1), składu i transferów (część 2), sparingów (część 3) i europejskich pucharów (część 4).

Sezon już się rozpoczął i Politechnika w pięciu meczach poniosła aż cztery porażki. Wpisy z cyklu "AZS Politechnika u progu nowego sezonu" z różnych powodów nie mogły jednak zostać opublikowane wcześniej.

W pierwszej fazie rozgrywek Politechnika zdobyła 29 punktów wygrywając 10 z 18 meczów. „Inżynierowie” skuteczni byli przede wszystkim u siebie, gdzie wygrali aż 7 meczów, z czego pięć za 3 punkty. Silniejsze okazały się tylko ekipy AZS Częstochowa (1:3) i co było do przewidzenia Skry Bełchatów (0:3). Z drużynami, które awansowały do II fazy rozgrywek (miejsca 1-6) Politechnika wygrała 4 z 10 meczów i zdobyła 11 punktów. Szczególne znaczenie miały zwycięstwa z Resovią (3:2) i ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle (3:1). Powód do dumy dało rozbicie Jastrzębskiego Węgla, który zaliczył najsłabszy sezon od 10 lat (3:1 u siebie i 3:0 na wyjeździe). Bilans meczów z tie-breakami to 1:2.

Do drugiej rundy Politechnika przystępowała z 5. miejsca. Były szanse na 4. miejsce, ale strata do Częstochowy była zbyt duża, natomiast ZAKSA po przestoju po kontuzji Świderskiego grała coraz lepiej. Częstochowa zdobyła sporo punktów zwłaszcza na początku, co wynikało z faktu, że na Mistrzostwach Świata zagrał tylko Nowakowski, a dodatkowo AZS dosyć luźno podszedł do rywalizacji w Challange Cup, gdzie ostatecznie odpadł z Maccabi Tel Awiw. W każdym razie, Politechnika o „czwórkę” walczyła z Częstochową. Gdzie więc zgubiła punkty, który zabrakło w ostatecznym rozrachunku? Na pewno w dwóch meczach z bezpośrednim rywalem, czyli AZS, z którym dwukrotnie przegrała po 1:3. Poza tym „Inżynierowie” w Olsztynie zdobyli tylko 1 punkt, a z Fartem Kielce dwa punkty (3:2 u siebie i 1:3 na wyjeździe).

W drugiej fazie rozgrywek Politechnika zdobyła 10 punktów, wygrała tylko 3 z 10 meczów, z czego dwa u siebie. Można powiedzieć, że w porównaniu z bilansem z czołową „szóstką” z pierwszej rundy było niemalże identycznie. Wtedy 11 punktów i bilans meczów 4-6. Politechnikom zabrakło trochę szczęścia, bo piątego seta grali w sześciu meczach, a wygrali go tylko dwa razy. Dodatkowo jedno zwycięstwo przypadło w meczu o pietruszkę. Politechnika pokonała Skrę 3:2 u siebie, gdy było już wiadomo, że Skra przystępuje do półfinałów z pierwszego miejsca, zaś „Polibuda” zagra z Delectą o 5. miejsce, czyli prawo występów w Challenge Cup. Z tego też powodu trener Panas dokonał zmian w składzie i ustawieniu w meczu poprzedzającym rywalizację ze Skrą, a wtedy Politechnika niespodziewanie uległa Delekcie 0:3 u siebie. W decydującej rozgrywce Politechnika okazała się lepsza wygrywając z bydgoszczanami 3 mecze (3:0, 3:1, 3:1).

W Pucharze Polski, Politechnika pokonała w Ostródzie AZS Olsztyn a następnie w meczu ćwierćfinałowym przegrała w Legionowie z Resovią 1:3.

To, co był największą wartością Politechniki to drużyna – walcząca i pewna swoich umiejętności. Drużyna, w której doświadczenie (Nowak, Salas, Prygiel) przeplatało się z młodością (Kubiak, Żaliński) i nutką szaleństwa (Bartman). Politechnika miała swoje gwiazdy, ale pozostawała daleko w tyle za Skrą, Resovią, Kędzierzynem, czy nawet Jastrzębiem. Trener Panas stworzył zespół, który osiągnął historyczny sukces. W całym sezonie 2010/2011 Politechnika rozegrała 33 mecze, z których wygrała nieco ponad połowę – 17. Wywalczyła 5. miejsce będące przepustką do Challenge Cup oraz doszła do ćwierćfinału Pucharu Polski. Wydaje się, że to był sezon, w którym Politechnika mogła „ugrać” coś więcej. Transfery, wyniki sparingów i perspektyw gry w pucharach nie nastrajają optymistycznie.

 

Źródła: własne, azspw.com, plusliga.pl.

środa, 20 kwietnia 2011
Skra poległa w Warszawie!!!

W rozegranym w dniu 30 marca meczu ostatniej kolejki drugiej fazy rozgrywek Polskiej Ligi Siatkówki AZS Politechnika Warszawska pokonała Skrę Bełchatów 3:2 (18:25, 26:24, 25:22, 20:25, 15:11).

Choć mecz nie miał większego znaczenia dla układu tabeli, to jednak okazał się historycznym. Przede wszystkim dlatego, że Politechnika po raz pierwszy w historii ligowych pojedynków ze Skrą wygrała w Warszawie. Spośród 23 dotychczasowych meczów, Politechnika wygrała tylko dwa i to na wyjeździe. Bilans meczów dla Politechniki był fatalny (w Warszawie 10 porażek z bilansem setów 6:30, a w Bełchatowie 2 zwycięstwa i 11 porażek przy setach 14:36). Tylko w trzech meczach dochodziło do tie-breaków. Politechnika przełamała więc niemoc w meczach w Warszawie.

Wystawia_Maikel_Salas_Moreno

Zbyszkowi Bartmanowi piłkę wystawia Maikel Salas Moreno.

Poza tym „Inżynierowie” dołączyli do Resovii, Trentina, Knack Roeselare i Zanitu Kazań, czyli jedynych zespołów, które pokonały w tym sezonie Skrę. Przed meczem w stolicy bilans meczów gości wynosił 40 zwycięstw w 45 meczach w tym sezonie (88,9% zwycięstw), podczas gdy Politechniki 12 zwycięstw w 27 meczach (44,4% zwycięstw). Co więcej Politechnika okazała się drugą polską drużyną w tym sezonie, a pierwszą w tym roku kalendarzowym, która pokonała bełchatowian.

Pierwszy set nie zapowiadał takiego rozstrzygnięcia, bowiem Skra kontrolowała jego przebieg. Goście spokojnie budowali przewagę, ale od stanu 9:5 popełnili kilka błędów i gospodarze doprowadzili do remisu po 11. Wprawdzie Skra uciekła na kilka punktów (16:12), ale dla uspokojenia gry przy stanie 18:15 dla Skry, trener Jacek Nawrocki zastapił Pawła Woickiego pierwszym rozgrywającym, czyli Miguelem Falascą. Skra grała już tylko lepiej i wygrała zasłużenie 25:18.

Kłótnia_Bartmana

Kapitan gospodarzy (Z. Bartman) nie byłby sobą, gdyby nie kłócił się z sędziami.

Druga partaia była bardziej wyrównana, a wynik prawie cały czas oscylował wokół remisu – 5:5, 6:8, 9:9, 11:10 (pierwsze prowadzenie Politechniki w meczu), 14:16, 16:16. Gdy jednak Skra objęła prowadzenie 22:19 wydawało się, że najlepsza polska drużyna wygra seta bez trudu doskonały strateg, jakim jest Radosław Panas wziął czas, aby wybić gości z uderzenia…i to mu się udało. Gospodarze doprowadzili do remisu po 22 i choć po chwili Skra prowadziła 23:22, to jednak przegrała tego seta, bo popełniła trzy kardynalne błędy. Najpierw Bartosz Kurek zaserwował w siatkę. Następnie Paweł Zatorski przyjął tak, że wystawił piłką na zbicie przez gospodarzy. Wreszcie przy próbie ataku gości, Marcin Możdżonek nie trafił w piłkę. W ten oto sposób Skra przegrała drugiego seta na własne życzenie – 24:26.

Siatkarze_Skry_Bełchatów

Siatkarze Skry Bełchatów.

Trzecia miała pokazać jak bardzo goście są zmotywowani do pewnego zwycięstwa, ale to gospodarze wykazali większą wole walki. Podobnie jak w poprzedniej partii, także w tym secie było bardzo wyrównanie – 4:4, 7:5, 7:9 i 9:9 po najdłuższej akcji meczu. Gospodarze objęli prowadzenie 12:10 a następnie przegrali trzy piłki. Panas wziął czas a serwujący po przerwie Marcin Możdzonek trafił w siatkę. Następnie znowu trwała zażarta i wyrównana walka – 15:16, 17:16, 19:17, 22:20 i 22:22. Przy wyniku 23:22 Panas posłał na zagrywkę Wierzbowskiego, który zaliczył dwa asy serwisowe (!!!). W takim momencie meczu!

Czwartą partię goście rozpoczęli od prowadzenia 5:1, ale niedługo później prowadzili zaledwie 7:6. Później było trochę nerwowo dla gości (16:12, 16:14, 18:17), ale od stanu 21:18 Skra kontrolowała już wynik seta i wygrała 25:20, doprowadzając do ostatniej partii.

Obrona_Stasenki

Obrona MVP Meczu - Oleksandra Statsenki.

W tie-braku wynik oscylował wokół remisu, choć na początku to goście przeważali (3:1). Później trwała wyrównana walka, ale od stanu 7:6 gospodarze poczuli wiatr w żagle. Wygrali dwie kolejne piłki i przewagi trzech punktów nie oddali już do końca wygrywając sensacyjnie 15:11.

Wprawdzie Skra grała w eksperymentalnym składzie z trzema atakującymi, Mariusz Wlazły w ogóle nie grał, a Michał Winiarski i Daniel Pliński niewiele, to jednak zwycięstwo Politechniki było zasłużone. Przyznać jednak trzeba, że gospodarze też byli osłabieni brakiem odkrycia PlusLigi, czyli Michała Kubiaka.

Przegrana_Skra

Zasępione miny siatkarzy Skry po zakończeniu meczu.

Meczem ze Skrą, gospodarze pożegnali się z halą Torwar, w której spisywali się nadwyraz dobrze. Pokonując wyżej notowanych przeciwników (Resovia 3:2, ZAKSA 3:1, Skra 3:2), Delectę (3:0) i przegrywając ze Skrą (0:3). Jest wielce prawdopodobne, że przy takim zainteresowaniu kibiców meczami Politechniki, jak w tym sezonie, „Inżynierowi” częściej będą gościli na Torwarze.

 

30 marca 2011 r., godz. 20:00, Hala „Torwar”

AZS Politechnika Warszawska – PGE Skra Bełchatów 3:2 (18:25, 26:24, 25:22, 20:25, 15:11).

AZS Politechnika: Marcin Nowak 5, Maikel Salas Moreno 5, Zbigniew Bartman 20, Ardo Kreek 12, Oleksandr Statsenko 24, Wojciech Żaliński 20, Damian Wojtaszek (L) – Krzysztof Wierzbowski 2, Bartłomiej Neroj.

PGE Skra Bełchatów: Karol Kłos 4, Paweł Woicki, Michał Winiarski 9, Marcin Możdżonek 6, Stephane Antiga 15, Bartosz Kurek 21, Paweł Zatorski (L) – Daniel Pliński 3, Jakub Novotny 13, Miguel Angel Falasca 3, Radosław Wnuk

Sędziowali: Mariusz Gadzina, Piotr Dudek.

Komisarz ligi: Józef Sałek.

MVP meczu: Oleksandr Statsenko.

Widzów: 4.000 (podczas meczu spiker podał liczbę widzów – 4.200).

Statystyki pochodzą z oficjalnego portalu PlusLigi – www.plusliga.pl.

sobota, 02 kwietnia 2011
Jak się nie wygrywa 2:0, to przegrywa się 2:3…

W rozegranym awansem w dniu 5 marca meczu 8 kolejki drugiej fazy rozgrywek Polskiej Ligi Siatkówki AZS Politechnika Warszawska pokonała Tytan AZS Częstochowa 3:2 (22:25, 20:25, 25:22, 26:24, 15:9).

Przed spotkaniem Politechnicy myśleli przede wszystkim o tym, żeby przełamać złą passę w meczach przeciwko częstochowianom. W tym sezonie warszawianie przegrali z AZS Częstochowa u siebie 1:3 i na wyjeździe 1:3 i 2:3, mimo że w tym drugim meczu prowadzili 2:0. Tym razem historia się odwróciła, bo to częstochowianie nie potrafili wykorzystać nadarzającej się szansy na zwycięstwo za trzy punkty.

Siatkarze_Politechniki_Warszawskiej

Siatkarze Politechniki Warszawskiej.

W secie pierwszym trwała wyrównana walka, ale tylko do wyniku 5:5. Później goście zdobyli 7 punktów z rzędu. Politechnicy odrobili jednak znaczną część straty, a od wyniku 13:15 utrzymywała się 2-3 punktowa przewaga częstochowian. Wprawdzie gospodarze doprowadzili do wyniku 19:20, ale końcówka seta zdecydowanie należała do akademików z Częstochowy, którzy tego seta wygrali 25:22.

W drugim secie, podobnie jak w pierwszym wyrównana walka trwała tylko na początku seta. Gospodarze prowadzili na pierwszej przerwie technicznej 8:7, ale na drugiej przegrywali 12:16. Goście zwiększali przewagę (13:19, 14:21), ale nawet rozluźnienie w końcówce nie przeszkodziło im w wygranej 25:20. W tym momencie wydawało się, że siatkarze z Częstochowy dopełnią dzieła zniszczenia i pewnie wygrają 3:0…

Kolejną partię pewni siebie częstochowianie rozpoczęli od prowadzenia 4:2, by za chwilę przegrywać 4:5. Na pierwszej przerwie technicznej goście prowadzili 8:7, a gdy po chwili zdobyli 4 punkty z rzędu wydawało się, że kontrolują przebieg tego seta i wygrają w trzech setach. Tymczasem z wyniku 12:7 zrobiło się 13:15 i tej straty częstochowianie już nie odrobili przegrywając tego seta 22:25. Dobre zmiany w tym secie dali Krzysztof Wierzbowski, nękający gości trudną zagrywką, i Janusz Gałązka.

W czwartej partii historia powtórzyła się, bowiem Politechnika prowadziła wyrównaną walkę tylko w początkowej fazie seta (4:4), by po chwili przegrywać 5:10. Goście, podobnie jak w poprzednim secie nie zrobili użytku z pięciopunktowej przewagi, a niebawem na tablicy wyników pojawił się remis 12:12 a później 16:16. W tym momencie na skutek podwójnego odbicia i żółtej kartki dla Michała Kubiaka za niesportowe zachowanie Częstochowa objęła prowadzenie 18:16 i… nie wykorzystała go. „Inżynierowie” doprowadzili do remisu 19:19 a później 21:21, by po chwili wyjść na pierwsze prowadzenie w tym secie – 22:21. Po emocjonującej końcówce gospodarze wygrali seta 26:24 i doprowadzili do remisu w całym spotkaniu.

Politechnika_-_Częstochowa

Najbardziej sporna sytuacja meczu - żółta kartka dla Michała Kubiaka.

Tie-break nie miał historii. Od wyniku 4:4, gospodarze zdobyli cztery kolejne punkty. Wprawdzie goście zmniejszyli dystans do dwóch punktów (7:9), ale to był tylko łabędzi śpiew, bowiem gospodarze pewnie wygrali ostatniego seta 15:9.

Politechnika wygrała mecz, ponieważ Radosław Panas miał większe pole do manewru. W trudnych sytuacjach szukał optymalnych rozwiązań i korzystał z rezerwowych. Podobnie jak Marek Kardos skorzystał z jedenastu zawodników, z których dziewięciu zdobyło punkty, ale co najważniejsze zawodnicy spoza pierwszej szóstki zdobyli dla Politechniki 18 punktów, przy zaledwie czterech punktach częstochowian. Po raz kolejny potwierdziło się, że siłą Politechniki jest stosunkowo wyrównany skład, natomiast problemem AZS Częstochowa wąska ławka i przywiązanie trenera Kardosa do siedmiu zawodników.

Dodatkowo wśród gości najbardziej zawiedli najbardziej doświadczeni zawodnicy, czyli Krzysztof Gierczyński i Dawid Murek, których skuteczność w ataku była wyjątkowo niska – odpowiednio 21% i 20%. Obaj zaliczyli zaledwie 9 skutecznych ataków spośród 44 wykonanych. Skuteczność w ataku pozostałych częstochowian była dwukrotnie wyższa – Janeczek 51%, Wiśniewski 50% i Nowakowski 43%. Dla porównania wśród Politechników najlepsi zaliczyli wysoką skuteczność – Żaliński 55%, Nowak 57%, Kreek i Gałązka po 50%. Jeśli dodać do tego fakt, że Politechnika straciła więcej punktów z zagrywki, z przyjęcia zagrywki, ataku i bloku, to doskonale widać, że niedyspozycja Gierczyńskiego i Murka miała fatalne skutki dla gości.

Po dobrym początku sezonu częstochowianie wydają się coraz bardziej zmęczeni, natomiast Politechnika nie rezygnuje z walki o półfinał PLS.

 

5 marca 2011 r., godz. 14:45, Arena „Ursynów”

AZS Politechnika Warszawska – Tytan AZS Częstochowa 3:2 (22:25, 20:25, 25:22, 26:24, 15:9).

AZS Politechnika: Michał Kubiak 9, Marcin Nowak 15, Maikel Salas Moreno 1, Oleksandr Statsenko 5, Ardo Kreek 5, Wojciech Żaliński 20, Damian Wojtaszek (L) – Janusz Gałązka 4, Krzysztof Wierzbowski 3, Robert Prygiel 11, Bartłomiej Neroj.

Tytan AZS Częstochowa: Krzysztof Gierczyński 7, Piotr Nowakowski 6, Dawid Murek 8, Fabian Drzyzga 2, Bartosz Janeczek 22, Łukasz Wiśniewski 9, Michał Dębiec (L) – Michał Żuk 1, Wojciech Gradowski 2, Miłosz Hebda 1, Jakub Oczko.

Sędziowali: Maciej Maciejewski, Mariusz Gadzina.

Komisarz ligi: Andrzej Skorupa.

MVP meczu: Wojciech Żaliński.

Widzów: 2.000.

 

Statystyki pochodzą z oficjalnego portalu PlusLigi – www.plusliga.pl.

środa, 19 stycznia 2011
Wymęczone zwycięstwo Politechniki

W rozegranym wczoraj meczu przedostatniej, 17. kolejki fazy zasadniczej Plusligi AZS Politechnika Warszawska pokonała Fart Kielce 3:2 (25:23, 15:25, 22:25, 25:22, 15:12).

Przed spotkaniem wydawało się, że faworyt mógł być tylko jeden. Gospodarze zapewnili sobie miejsce w „szóstce”, zaś Fart, mimo niezłego sezonu, będzie walczył o miejsca 7-10, choć wydaje się znacznie mocniejszy niż Pamapol Wieluń i AZS Olsztyn. W ostatnich trzech meczach kielczanie ponieśli trzy dotkliwe porażki – kolejno: z Resovią 1:3, z Wieluniem 0:3 i Kędzierzynem 1:3. Politechnika pokonała zaś w świetnym stylu Delectę i Pamapol 3:0, a między tymi meczami dość niespodziewanie przegrała w Olsztynie po tie-breaku. Wczorajszy mecz udowodnił jednak, że nie warto polegać wyłącznie na statystykach.

Fart, czyli nowa drużyna

Zresztą trudno nie wspomnieć, że Fart Kielce jest dosyć ciekawą drużyną. Powstał w 2007 r. i wystartował w II lidze w miejsce Chemika Bydgoszcz. W następnym sezonie zanotował awans do I ligi, a w zeszłym sezonie wyeliminował Trefla Gdańsk w walce o PlusLigę. Obecny sezon będzie, więc najlepszym w historii klubu, chyba że spadnie on do I ligi. Fart powtórzył historię piłkarzy kieleckiej Korony, która sezon po sezonie awansowała do wyższej klasy rozgrywkowej, choć tam pojawił się wątek korupcyjny. Zapotrzebowanie na siatkówkę i w ogóle na sport (Korona i Vive-Targi) sprawiły, że drużyna z Kielc zyskała silnego sponsora i mocne wsparcie władz miasta. Nic więc dziwnego, że do klubu udało się ściągnąć kilku byłych reprezentantów różnych krajów – Roberta Szczerbaniuka (Polska), Adama Kamińskiego (Kanada), Richarda Lambourne’a (USA) i Francuzów – Ludovica Castarda i znakomitego Xaviera Kapfera. Do nich dochodzi jeszcze niezwykle doświadczony Maciej Dobrowolski, co oznacza, że w Kielcach zbudowano naprawdę niezłą ekipę, która dzielnie walczyła o czołową „szóstkę”. W Warszawie faworytem byli jednak gospodarze, choć w pierwszej rundzie przegrali w Kielcach 1:3.

Politechnika_-_Fart_Kielce

Przy siatce...

Relacja z meczu

W pierwszym secie trwała wyrównana walka przez niemalże cały czas jego trwania. Wprawdzie na pierwszą przerwę techniczną gospodarze schodzili ze stratą dwóch punktów, to jednak na drugą schodzili prowadząc dwoma punktami. Po przerwie Fart wygrał trzy piłki, ale Politechnika odrobiła jednopunktową stratę a później utrzymywała dwa punkty przewagi. Seta zakończył szybkim atakiem Ardo Kreek. Wydawało się, że zwycięstwo przyjdzie Politechnice nieco trudniej niż z Wieluniem, ale zostanie odniesione w trzech szybkich partiach. Było jednak inaczej…

Drugi set był typowym setem bez historii. Warszawianie stracili dystans już na początku seta (1:5) i nie dość, że go nie odzyskali, to goście stale zwiększali przewagę punktową, która urosła do 11 punktów (6:17). Przy takim wyniku trudno było odrobić straty tym bardziej, że Politechnika grała bez przyjęcia, bez asekuracji i bez skutecznego ataku. Trener Panas próbował ratować się zmianami, ale doprowadziły one tylko do chwilowego, zresztą nieznacznego odrobienia strat z 6:17 do 9:17. Gospodarze przegrali tego seta, jak najbardziej zasłużenie w stosunku 15:25.

Zdenerwowany_Radosław_Panas

Zdenerwowany Radosław Panas - stały widok podczas meczu z Fartem.

Kolejna partia była bardzo wyrównania a wynik zmieniał się jak w kalejdoskopie. Początkowo Politechnika utrzymywała jednopunktową przewagę, ale od wyniku 10:11, to Fart bronił wyniku przy grze punkt za punkt. Wreszcie od stanu 14:16 gospodarze wyszli na prowadzenie 18:17 a od stanu 22:21 przestali grać, głownie za sprawą stojącego na zagrywce Szczerbaniuka. Serwisy środkowego z Kielc sprawiły dużo kłopotów „Inżynierom”, którzy przegrali cztery kolejne piłki i trzeciego seta w stosunku 22:25.

Czwarty set znowu stał pod znakiem dużych emocji i podobnie jak poprzedni był niezwykle wyrównany, o czym może świadczyć wynik: 5:3, 7:6, 7:8, 9:8, 12:10, 13:14, 15:17, 20:19. W końcówce więcej zimnej krwi zachowali gospodarze i wygrali 25:22.

Tie-break „Politechnice” rozpoczęli z dużym animuszem i pewnością siebie, dlatego wypracowali sobie kilkupunktową przewagę – 8:4, 10:5. Gdy przy stanie 10:7 Castard odpuścił przechodzącą piłkę błędnie zakładając, że opuści boisko, wydawało się, że Politechnika bezpiecznie dowiezie zwycięstwo do końca meczu. Gospodarze po raz kolejny postanowi jednak wprowadzić trochę niepewności i po chwili na tablicy wyników widniał wynik 12:11. „Inżynierowie” zagrali jednak dokładniej wygrali set 15:12, choć zwycięstwo nie przyszło im łatwo.

Atakuje_Zbigniew_Bartman

Atakuje Zbigniew Bartman.

MVP meczu został wybrany Robert Prygiel, który w mojej ocenie nie zasłużył na takie wyróżnienie. Trudno wyróżnić wśród gospodarzy zawodnika, który był najlepszy, bo każdy partaczył nawet w najprostszych sytuacjach. Prygiel popisał się jednak co najmniej kilkoma wyjątkowo nieudanymi zagraniami. Prędzej na wyróżnienie zasłużył Michał Kubiak (19 punktów, skuteczność w ataku 50%) albo Damian Wojtaszek niż wspomniany już Prygiel (12 punktów, skuteczność w ataku 48%). Wydaje się, że komisarz ligi na ten mecz – Andrzej Skorupa nie do końca przemyślał swój wybór, ale w ten sposób doskonale wpisał się w dyskusję dotyczącą przyznawania MVP przez kolegialne ciało.

Oceniając poszczególnych zawodników warto zwrócić uwagę, że wśród gospodarzy znacznie poniżej oczekiwań i poziomu, który w tym sezonie prezentowali, spisali się Maikel Sala Moreno i Marcin Nowak. Zbigniew Bartman był jak zwykle wyjątkowo impulsywny, ale w przypadku każdego niepowodzenia rozkładał ręce i wymownie spoglądał na kolegów. Jeśli zaś chodzi o gości, to świetny mecz rozegrali obaj Francuzi – Kapfer i Castard. Ten drugi nie dość, że był skuteczny w ataku, to chwilami niesamowicie bronił. Dodatkowo dobrze na rozegraniu spisywał się Dobrowolski i aż dziw bierze, że goście przegrali ten mecz.

 

18 stycznia 2011 r., godz. 18:00, Hala „Arena Ursynów”

AZS Politechnika Warszawska – Fart Kielce 3:2 (25:23, 15:25, 22:25, 25:22, 15:12)

AZS Politechnika: Maikel Salas Moreno, Robert Prygiel 12, Zbigniew Barman 17, Michał Kubiak 18, Ardo Kreek 10, Marcin Nowak 7, Damian Wojtaszek (libero) oraz Oleksandr Statsenko 4, Bartłomiej Neroj 2, Krzysztof Wierzbowski, Wojciech Żaliński 3.

Fart Kielce: Maciej Dobrowolski 5, Sławomir Jungiewicz 11, Xavier Kapfer 15, Ludovic Castard 13, Miłosz Zniszczoł 8, Robert Szczerbaniuk 5, Richard Lambourne (libero) oraz Jan Król, Adam Kamiński.

Sędziowali: Waldemar Niemczura, Piotr Król.

Komisarz ligi: Andrzej Skorupa.

MVP meczu: Radosław Prygiel.

Widzów: 1.900.

Statystyki pochodzą z oficjalnego portalu PlusLigi – www.plusliga.pl.

czwartek, 30 grudnia 2010
Politechnika bliżej „szóstki”

W rozegranym w dniu wczorajszym meczu 14. kolejki siatkarskiej PlusLigi AZS Politechnika Warszawska pokonała Delectę Bydgoszcz 3:0 (25:21, 25:22, 25:21).

Pierwszy set miał bardzo ciekawe oblicze z uwagi na seryjnie zdobywane punkty przez na przemian każdą z drużyn. Delecta od początku wypracowywała sobie niewielką przewagę, jednak przy stanie 6:3 przegrała piłkę a na zagrywce stanął Michał Kubiak, który nękał tak długo gości aż wreszcie posłał piłkę poza boisko. Wtedy jednak na tablicy wyników widniał wynik 13:6 dla „inżynierów”. Kubiak zaliczył kilka asów a niemalże każda jego zagrywka utrudniała rozegranie bydgoszczanom, u których przyjęcie po prostu nie istniało. Zresztą przebieg tego seta potwierdzał znaną siatkarską prawdę, że przyjęcie jest kluczem do sukcesu. W dalszej części tej partii gospodarze wyszli na najwyższe prowadzenie w tym secie 15:7. Później jednak zaczęła grać Delecta, która doszła Politechnikę na trzy punkty (23:20). Gospodarze wygrali pierwszego seta 25:21.

Wystawia_Michał_Masny

Wystawia Michał Masny.

Drugi set okazał się kluczowym dla losów meczu. Cały czas wynik oscylował wokół remisu, bądź jedna z drużyn uzyskiwała, co najwyżej dwupunktową przewagę. Od stanu 18:20, zwłaszcza, gdy na zagrywce pojawił się niespodziewanie Krzysztof Wierzbowski, Politechnika wyszła na prowadzenie 24:21 i stało się jasne, że tego seta nie przegra. Seta skutecznym atakiem zakończył Michał Kubiak, który gasł w oczach i widać, że chyba po kontuzji nie doszedł jeszcze do pełnej dyspozycji. Wprawdzie grał bardzo dobrze, ale zabrakło tak charakterystycznego dla niego błysku. Podobnie zresztą było z Maikelem Salasem Moreno, który z całą pewnością zagrał dużo słabiej niż w poprzednich meczach. Dla równowagi jednak wysoki poziom na siatce utrzymywał Marcin Nowak, a niemalże na wyżyny swoich umiejętności wspiął się impulsywny Zbigniew Bartman.

Politechnika przy siatce.

Politechnika przy siatce.

Przebieg trzeciego seta do drugiej przerwy technicznej był podobny. Politechnika prowadziła 13:11 i przegrała trzy piłki z rzędu, a następnie wygrała cztery piłki i przy stanie 17:14 wydawało się, że kontroluje przebieg spotkania. Gdy jednak z wyniku 21:17 zrobiło się 21:20 nawet najzagorzalszym kibicom gospodarzy musiało mocniej zabić serce. Po chwili Politechnika prowadziła 23:20 i zwycięstwa w tym secie, jak i całym meczu, nie wypuściła już z rąk. Tym razem jednak nie było spektakularnego ataku, tylko Andrzej Wrona zaserwował w siatkę.

Gospodarze zagrali trochę słabiej niż np. z ZAKSĄ, ale z drugiej strony rywal zagrał słabiej. Widać było, że Politechnice brakuje spokoju, ale być może wpływ na taki stan miała dosyć duża waga spotkania. Wśród gości nerwowość pojawiała się w każdym secie a jedynym, który mógł wyjechać z Warszawy z czystym sumieniem był Grzegorz Szymański. Obaj trenerzy żywiołowo reagowali przy ławce rezerwowych, ale różnica między nimi była taka, że we wczorajszym meczu to Radosław Panas miał lepszych i bardziej zdyscyplinowanych wykonawców planu, jakim było zwycięstwo.

Radosław_Panas

Radosław Panas...

Waldemar_Wspaniały

...i dostojnie paradujący wzdłuż boiska - Waldemar Wspaniały.

Dzięki zwycięstwu za trzy punkty, Politechnika nie tylko umocniła się na piątej pozycji, ale zaczyna deptać po piętach czwartej ZAKSIE. Miejsce poza szóstką, choć teoretycznie możliwe, przy tak grającej Politechnice, wydaje się nierealne.

 

29 grudnia 2010 r., godz. 19:00, Hala „Towar”

AZS Politechnika Warszawska – Delecta Bydgoszcz 3:0 (25:21, 25:22, 25:21)

AZS Politechnika: Michał Kubiak 17, Marcin Nowak 6, Maikel Salas Moreno 1, Zbigniew Barman 15, Oleksandr Statsenko 6, Ardo Kreek 6, Damian Wojtaszek (L) – Krzysztof Wierzbowski.

Delecta Bydgoszcz: Grzegorz Szymański 13, Andrzej Wrona 7, Martin Sopko 6, Antti Siltala 2, Michał Masny, Wojciech Jurkiewicz 3, Krzysztof Andrzejewski (L) - Stanisław Pieczonka 4, Wojciech Serafin, Piotr Lipiński, Dawid Konarski 6.

Sędziowali: Paweł Burkiewicz, Piotr Dudek.

Komisarz ligi: Piotr Rybiński.

MVP meczu: Zbigniew Bartman.

Widzów: 4.250.

Statystyki pochodzą z oficjalnego portalu PlusLigi – www.plusliga.pl.

 
1 , 2
| < Wrzesień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30  
Tagi