Wpisy z tagiem: wisła kraków

niedziela, 14 maja 2017
„Polski” zaciąg w APOEL Nikozja

Latem 2015 r. APOEL Nikozja sprowadził bezpośrednio z polskiej ligi trzech piłkarzy – Mateusza Piątkowskiego, Inakiego Astiza i Semira Stilicia. W sumie to nic nowego, bo APOEL sprowadził już wcześniej wielu piłkarzy z polskiej ligi, ale nie zdarzyło się, aby w jednym okienku transferowym sprowadził trzech z ekstraklasy. Jak zaprezentowali się w sezonie 2015/2016?

Po latach rozpasania i sprowadzania byłych gwiazd europejskiej piłki, w APOELu wprowadzono trochę oszczędności. Pensje gwiazdorów nie zawsze są wysokie, ale też władze klubu starają się szukać doświadczonych, acz tanich piłkarzy. Nic więc dziwnego, że wszyscy trzej piłkarzy, którzy zasilili APOEL z polskiej ligi byli wolnymi zawodnikami. Wszystkim trzem skończyły się kontrakty – hiszpańskiemu obrońcy Inakiemu Astizowi z Legią, bośniackiemu pomocnikowi Semirowi Stiliciowi z Wisłą Kraków, a napastnikowi Mateuszowi Piątkowskiemu z Jagiellonią Białystok.

Inaki_Astiz_w_APOEL_Nikozja

Inaki Astiz po podpisaniu kontraktu z APOEL Nikozja.

Źródło: legionisci.com.

Co ciekawe, już wcześniej w APOELu wystąpiło dziesięciu piłkarzy, którzy wcześniej wystąpili w polskiej lidze – Kamil Kosowski (44 ligowe mecze / 5 bramek), Marcin Żewłakow (43/14), Jean Paulista (Portugalia, 26/3), Roman Oreszczuk (Rosja, 23/5), Wojciech Kowalczyk (16/3), Dudu Biton (Izrael, 13/6), Jarosław Popiela (12/0), Bartłomiej Jamróz (4/0), Adrian Sikora (3/2), Ivan Udarević (Chorwacja, 3/1). Dodatkowo, w kadrze APOELu był jeszcze bramkarz Andrzej Krzyształowicz. Nie wszyscy wymienieni piłkarze trafili do cypryjskiego klubu bezpośrednio z polskiej ligi, ale wszyscy mieli za sobą grę w polskiej ekstraklasie. W odwrotnym kierunku podążyło tylko trzech piłkarzy, przy czym tylko jeden przeszedł do Polski bezpośrednio z APOELU, ale jaki! Portugalczyk Helio Pinto przez siedem sezonów rozegrał w APOELu 189 ligowych meczów, w których zdobył 16 bramek. W tym czasie wywalczył 4 mistrzostwa, 1 puchar i 3 superpuchary Cypru. Stawkę uzupełniają dwaj Macedończycy – Ivan Trickovski (Macedonia, 50/17) i Aleksandar Todorovski (3/0).

Semir_Stilić_w_APOEL_Nikozja

Semir Stilić po podpisaniu kontraktu z APOEL Nikozja.

Źródło: apoelfc.com.cy.

Wracając do trójki piłkarzy z ekstraklasy, to sezon 2015/2016 nie był dla nich zbyt udany. APOEL nie awansował do fazy grupowej Ligi Mistrzów; wyeliminował macedoński FK Vardar Skopje (0:0, 1:1) i duński FC Midtjylland (2:1, 0:1), ale przegrał z kazachskim FK Astana (0:1, 1:1), przeciwko któremu bramkę zdobył Semir Stilić. W grupie Ligi Europy, APOEL nie sprostał Schalke 04 Gelsenkirchen (0:3, 0:1), Sparcie Praga (0:2, 1:3) i Asterasowi Tripolis (2:1, 0:2). Całe szczęście APOEL obronił mistrzostwo Cypru, ale udział „ekstraklasowej trójki” w tym sukcesie nie był znaczący. Stilić rozegrał 16 meczy i zdobył 3 gole, aczkolwiek z reguły grywał tzw. „ogony”. Astiz rozegrał 16 meczów, najczęściej w pełnym wymiarze czasowym. Piątkowski, jak na napastnika, raczej zawiódł. W 14 ligowych meczach zdobył tylko jedną bramkę.

Mateusz_Piątkowski_w_APOEL_Nikozja

Mateusz Piątkowski podczas składania podpisu pod kontraktem z APOEL Nikozja.

Źródło: futbolplus.pl.

W sezonie 2016/2017 wszyscy trzej wymienieni piłkarze pozostawali w kadrze APOEL, ale grał tylko Astiz. Stilić rozwiązał kontrakt już we wrześniu 2016 r., a na początku 2017 r. związał się z klubem, który po raz kolejny wyciągnął do niego pomocną dłoń, czyli z Wisłą Kraków. Piątkowski został zesłany do tamtejszego „klubu kokosa” i postanowił walczyć o swoje pieniądze w FIFA. Podobnie jak Stilić na początku 2017 r. podpisał kontrakt z Wisłą, tyle że Płock. Jak widać przygoda trzech piłkarzy z ekstraklasy z cypryjskim klubem raczej nie była udana.

 

Źródła: własne, 90minut.pl, transfermarkt.pl, legionisci.com, apoelfc.com.cy, futbolplus.pl.

wtorek, 26 lipca 2016
Emmanuel Sarki znalazł spokój i… spadek formy…

Nigeryjski skrzydłowy „Białej Gwiazdy” – Emmanuel Sarki po tym jak błysnął wiosną 2013 roku podpisał trzyletni kontrakt i przestał wyróżniać się. W marcu 2015 r. doznał kontuzji i dopiero latem 2016 r. opuścił Polskę.

25-letni pomocnik trafił do Krakowa za wstawiennictwem byłego piłkarza Wisły, także Nigeryjczyka – Ibrahima Sundaya. Z uwagi jednak na to, że Sarki po odejściu z belgijskiego Waasland-Beveren przez kilka miesięcy pozostawał bez klubu, podpisano z nim tylko półroczny kontrakt. Wisła nie prezentowała się najlepiej, ale Nigeryjczyk wyróżniał się na tle kolegów. W dwunastu meczach zdobył jednego gola i dołożył cztery asysty, a na prawym skrzydle imponował techniką i szybkością. Nic więc dziwnego, że znajdująca się w nienajlepszej kondycji finansowej, Wisła zaproponowała piłkarzowi przedłużenie kontraktu o trzy lata, a nie o rok, jak zakładała umowa zawarta podczas przerwy zimowej. Klub wyszedł z założenia, że Nigeryjczyk jest znakomitą inwestycją, bo albo będzie istotnym ogniwem drużyny, albo zostanie sprzedany zagranicę.

Emmanuel_Sarki_(1)

Źródło: ekstraklasa.org.

Eksperci podkreślali, że Sarki po tułaczce po juniorski klubach, długotrwałej przygodzie z Wasterlo, grze w Izraelu, powrocie do Belgii i pozostawianiu bez klubu, był bardzo zdeterminowany, aby wreszcie znaleźć klub na dłużej. Podkreślano, że Nigeryjczyk potrzebuje spokoju i stabilizacji. Tomasz Kulawik mówił o Sarkim: „Widać w nim potencjał techniczny, ale ma za sobą długą przerwę i zaległości w treningach” (cyt. za weszlo.com).

Sezon 2013/2014 nie był udany ani dla Wisły ani dla Sarkiego. Klub, choć wydawało się, że włączy się do walki o mistrzostwo Polski ostatecznie skończył rozgrywki na piątym miejscu. Zawodnik po prostu zawiódł. Statystyki Sarkiego prędzej powinny wpędzić go w kompleksy niż stanowić powód do dumy. Wystąpił w 36 meczach ligowych, nie zdobył żadnej bramki, zaliczył trzy asysty i dostał trzy żółte kartki. Wynik, jak na zawodnika, który miał być jednym z kluczowych graczy, jest po prostu mizerny. Sarki rzeczywiście wyróżniał się… ale niekonwencjonalną fryzurą i tylko fryzurą!

Pod koniec sezonu 2013/2014 zainteresowanie Sarkim wykazywali działacze występującego w 2. Bundeslidze Ingolstadt (ostatecznie sezon zakończyli na bezpiecznym 10. miejscu). Sarki musiał zapaść im w pamięci po ładnej bramce, którą zdobył w sparingowym meczu Wisła – Wolfsburg (2:1), rozegranym we październiku 2013 roku. Sarki mówił wówczas: „Wisła to mój drugi dom. Lubię tutaj grać i jestem szczęśliwy.” (cyt. za: sport.pl), ale dodawał też, że jeśli będzie konkretna oferta, to nie wyklucza, że odejdzie. Portal transfermarkt.pl oceniał jego wartość rynkową na 650 tys. euro, ale nie znalazł się chętny nawet na wyłożenie mniejszej kwoty. Zainteresowanie ze strony niemieckiego klubu osłabło, ale podobno pojawiło się zainteresowanie ze strony klubów z Portugalii, Norwegii, Grecji, a nawet z Azerbejdżanu (krakow.sport.pl). Sarki przyznał, że latem 2014 nie koncentrował się w pełni na piłce, a transfer do Ingolstadt był „najbardziej realną opcją” (cyt. za weszlo.com). Później rozpuścili ze swoim menadżerem plotkę, że lada chwila podpisze kontrakt z Galatasaray Stambuł, ale nad Bosforem otwierali tylko oczy ze zdziwienia.

Emmanuel_Sarki_(2)

Źródło: wislakrakow.com.

Sarki urodził się w Kadunie i pierwsze piłkarskie kroki stawiał w miejscowym Rancher's Bees FC (Kaduna). Zanim ukończył 18 lat zmieniał kluby jak rękawiczki. Z Rancher's Bees przeniósł się do lokalnego rywala – Gray's International FC. Skauci Chelsea Londyn wypatrzyli go na Młodzieżowych Mistrzostwach Afryki, a później obserwowali na Mistrzostwach Świata U-17 (faza grupowa), rozgrywanych w 2003 r. w Finlandii. Do transferu droga była krótka.

Transfer do Londynu doradził mu jego ojciec chrzestny – Joseph Dosu, który wychowywał go, po tym, jak rodzice i brat Emmanuela zginęli w wypadku samochodowym. Dosu jest byłym bramkarzem, który zdobył mistrzostwo i Puchar Nigerii, złoty medal olimpijski w Sydney w 1996 r. Trzykrotnie wystąpił w pierwszej reprezentacji Nigerii. Został zakupiony przez występującą w Serie „A” AC Regginę, ale nie zagrał żadnego meczu. W 1997 r. uległ wypadkowi samochodowemu, po którym nie wrócił już do poważnej piłki.

Wracając do Sarki’ego, to trafił na Wyspy jako niepełnoletni obywatel kraju spoza Unii Europejskiej i nie mógł grać na Stamford Bridge, dlatego był wypożyczany do południowoamerykańskiego Ajaxu Kapsztad i norweskiego SFK Lynn. W wymienionych klubach grał tylko w juniorskich drużynach, ale razem z nigeryjskimi kolegami, wypożyczonymi z Chelsea – Ezekielem Balą, Johnem Obi Mikelem i Chinedu Obasi. Obi Mikel przebił się do pierwszego składu Chelsea i pierwszej reprezentacji Nigerii, a Obasi trafił do Schalke. Sarki nie mówi dlaczego jego kariera potoczył się gorzej niż kolegów, bo przecież sam nie przyzna, że był słabszy.

Sarki chętnie przypomina swój pobyt w Chelsea i nawiązuje do niego w niemalże każdym wywiadzie epatując znanymi nazwiskami. Przypomina, że przebywał na boisku razem z Drogbą, Lampardem, czy Terrym. Poza tym, mówi, że największy wpływ na niego miał Claude Makelele. Dodaje, że Frank Lampard wiele dla niego zrobił, a Jose Mourinho wiele go nauczył i traktował go raczej jak swojego syna. Tak przynajmniej opowiada Sarki.  Problem tylko w tym, że Sarki nie dodaje, iż większość tego czasu spędził na wypożyczeniach, a w samej Chelsea ani razu nie grał w pierwszej drużynie. Co ciekawe, jako swojego idola nie wskazuje jednak żadnego piłkarzy „The Blues”, tylko Davida Beckhama.

Wiosną 2006 r. trafił do belgijskiego KSV Westerlo. W Jupiler Pro League rozegrał przez cztery lata 73 spotkania, w których zdobył jedną bramkę i siedem asyst. W 2010 r. wygasł jego kontrakt Sarkiego z Chelsea, a on został w Westerlo na kolejny sezon. W sezonie 2011/2012 występował już w izraelskim Ashdod SC (31 meczy, 1 gol). W kolejnym sezonie wrócił do Belgii, a dokładniej do drugoligowego Waasland-Beveren, w którym zagrał 10 meczy, zaliczył dwie asysty i awansował do Jupiler Pro League. Zdecydował się jednak na opuszczenie Belgii wyjaśniając, że „klub miał problemy finansowe” (cyt. za sportowefakty.pl) i zaproponowano mu „fatalne pieniądze” (cyt. za weszlo.com). Sarki uważał, że do tego czasu w Beveren „wszystko szło bardzo dobrze”, ale chyba tak nie szło, skoro obie strony nie doszły do porozumienia.

W sierpniu 2012 r. był bliski porozumienia z Broendby Kopenhaga, ale ze swoim menadżerem nie doszli do porozumienia z klubem. I tutaj Sarki też mówił o problemach finansowych, tyle że dużych. Od tamtej pory pozostawał bezrobotny, choć dzięki uprzejmości jednego ze swoich nigeryjskich kolegów mógł trenować z klubem holenderskiej ligi – drugiej lub trzeciej. W tym zakresie różne źródła rozmijają się, ale fakt jest taki, że Sarki trenował w Holandii. Jesienią 2012 r. dalej był bezrobotny, aż wreszcie Sunday oddał mu wielką przysługę polecając do klubu z ul. Reymonta.

Sarki po przybyciu do Polski w wywiadzie dla portalu wislalive.pl przyznał, że nie znał wcześniej polskiej ligi, ale słyszał o Wiśle i oglądał w telewizji jeden z meczów pomiędzy Standardem Liege a Wisłą. Co ciekawe, po roku w wywiadzie dla footbar.pl powiedział, że nigdy nie oglądał polskiej piłki. Ciekawe…

Trener Wisły, Franz Smuda powiedział w jednym z wywiadów, że przez Sarkiego i Wilde-Donalda Guerriera wywiozą go do domu wariatów, bo obaj nie wypełniają jego założeń taktycznych. Obaj piłkarze dobrze rozumieli się i nic dziwnego, że Guerrier, reprezentant Haiti zmobilizował do gry w tej reprezentacji Sarkiego. Nigeryjczyk przypomniał sobie, że ma haitańskie korzenie. Jego pradziadek (podobno) był misjonarzem i zmarł na Haiti… 123 lata temu. W Krakowie nie dowierzano Sarkiemu i jego wyjazd na zgrupowanie kadry zablokowano z uwagi na wątpliwości związane z dokumentami. Poza tym, we wrześniu, gdy szykował się do wyjazdu na mecz z Chile został zawrócony z Frankfurtu nad Menem do Krakowa, bo nie miał amerykańskiej wizy. Sarki miał uzupełnić dokumenty, ale ostatecznie Smuda namówił go do pozostania w Polsce. Jak się okazało to był dobry pomysł, bo w meczu ósmej kolejki z Zawiszą w Bydgoszczy (4:2), Sarki zaliczył dwie asysty (!!!). W poprzednich 36 meczach zaliczył tylko 3 asysty. Ostatecznie Sarki zadebiutował w reprezentacji Haiti i nawet zgrał w Pucharze Karaibów, w którym jego nowa reprezentacja zajęła 3 miejsce. Wyczyny Sarkiego nie powalały na kolana, a w pamięci kibiców zostanie przede wszystkim niewykorzystany rzut karny. Sarki podkreślał, że nie czuje się związany z Nigerią, którą opuścił w wieku 14-lat w poczuciu „strasznego” dzieciństwa.

W sezonie 2014/2015 Sarki też nie błyszczał. Zaliczył 21 meczów i strzelił tylko jednego gola, choć przyznać trzeba, że osiągnięcie lepszego rezultatu uniemożliwiła mu poważna kontuzja. W marcu 2015 r. zerwał wiązadło krzyżowe przednie. Następnie przeszedł zabieg rekonstrukcji wiązadła. Jesienią zeszłego roku Sarki został nawet powołany do reprezentacji Haiti na mecze eliminacji Mistrzostw Świata, ale z powodu rehabilitacji nie dotarł na zgrupowanie kadry. Zresztą w całym sezonie 2015/2016 nie zagrał w barwach „Białej Gwiazdy” żadnego meczu i nic dziwnego, że nie przedłużono z nim kontraktu.

Sarki to niewątpliwie piłkarz, który potrafi błysnąć umiejętnościami, ale tylko błysnąć, bo nie stać go na regularną grę na dobrym poziomie. Z całą pewnością przeszkodziły mu w tym kontuzje i częste zmiany klubów. Chociaż jego statystyki w T-Mobile Ekstraklasie nie są imponujące (69 meczy, 2 gole), to jednak Sarki należał do wyróżniających się piłkarzy, głównie z powodu fryzury. Aktualnie pozostaje bez klubu, pewnie dlatego, że znowu zaproponowano mu „fatalne warunki finansowe”. Niemniej Sarki należy do tej grupy piłkarzy, która dodała kolorytu polskiej lidze.

 

Źródła: własne, 90minut.pl, transfermarkt.pl, sport.pl, sport.wp.pl, weszlo.com, historiawisly.pl, fifa.com, weltfussball.de, ekstraklasa.org, wislakrakow.com, wislalive.pl, soccerfame.pl, eurosport.onet.pl, footbar.pl, sportowefakty.pl, krakow.sport.pl. J. Schwertner, Obieżyświat z Nigerii znalazł przystań, „Przegląd Sportowy” z dnia 15-16 czerwca 2013 r., s. 10. G. Wojtowicz, Emmanuel Sarki spłoszył Wilki, „Przegląd Sportowy” z dnia 14 października 2013 r., s. 12. Grzegorz Wojtowicz, Nawrócony, „Przegląd Sportowy” z dnia 15 września 2014 r., s. 23.

niedziela, 03 sierpnia 2014
Polskie akcenty na mundialu w Brazylii

Polscy piłkarze po raz drugi z rzędu nie wystąpili na piłkarskich Mistrzostwach Świata kończąc swój udział na słabych eliminacjach. Polskim kibicom nie pozostało więc nic innego, jak poszukiwanie polskich akcentów w składach poszczególnych reprezentacji, na ławkach trenerskich, wśród sędziów, ale także wśród organizatorów… Mundial w Brazylii dał sporo możliwości do takich poszukiwań.

Reprezentacji Polski zabrakło, ale Mistrzostwo Świata zdobyło dwóch Polaków – Miroslav Klose (Lazio Rzym; 5 meczów (3 w pierwszym składzie) / 280 min. / 2 gole) i Lukas Podolski (Arsenal Londyn; 2(1)/54/0). Dodatkowo, Klose strzelając bramki Ghanie i Brazylii stał się najlepszym strzelcem w historii piłkarskich mistrzostw świata (16 goli) wyprzedzając Brazylijczyka Ronaldo. W reprezentacji Anglii wystąpił Phil Jagielka (Everton; 2(2)/180/0), którego dziadek urodził się w Polsce. Kolejnym zawodnikiem z polskimi korzeniami jest obrońca Laurent Koscielny (Arsenal Londyn; 4(2)/222/0), ale nie był zainteresowany występami dla polskiej kadry i odrzucił propozycję spotkania i rozmowy z Franzem Smudą w 2010 r. Następnym zawodnikiem jest napastnik Chris Wondolowski (2(0)/51/0), tyle, że akurat nim nie byli zainteresowani kolejni polscy selekcjonerzy. Szukając zawodników z polskim pochodzeniem można natknąć się na polskobrzmiące nazwisko, ale Mile Jedinak (Crystal Palace) ma pochodzenie chorwackie, a nie polskie.

W przeciwieństwie do mundialu w RPA, tym razem nie było żadnego piłkarza, który reprezentowałby barwy polskiego klubu. Wtedy byli to – Jan Mucha (Słowacja, Legia), Andraż Kirm (Słowenia, Wisła Kraków) i Bojan Isailović (Serbia, Zagłębie Lubin). Tym razem pozostało wymienić tylko tych piłkarzy, którzy w przeszłości reprezentowali barw polskich klubów. W reprezentacji Brazylii wystąpił José Paulo Bezerra Maciel Júnior „Paulinho” (Tottenham; 6(5)/386/0), na którego talencie nie poznał się w sezonie 2007/2008 sztab szkoleniowy ŁKS Łódź (17 meczy).

Junior_Diaz_i_Paulinho

Junior Diaz i Paulinho w meczu polskiej ekstraklasy Wisła Kraków – ŁKS Łódź.

Źródło: tylkoekstraklasa.com.pl.

W rewelacyjnej reprezentacji Kostaryki, która odpadła dopiero w ćwierćfinale – pięć meczy rozegrał Junior Diaz (FSV Mainz; 5(5)/510/0). W latach 2008-2012 (z jednym sezonem przerwy, gdy grał w Club Brugge KV) rozegrał w barwach Wisły Kraków 86 meczy i strzelił 6 gola.

Carlo_Costly_w_barwach_GKS_Bełchatów

Carlo Costly w barwach GKS Bełchatów.

Źródło:lodz.sport.pl.

Występy na fazie grupowej zakończyło dwóch reprezentantów Hondurasu. Napastnik Carlo Costly (Real Espana San Pedro Sula; 3(3)/210/1) w latach 2007-2010 występował (z półrocznym wypożyczeniem do Birmingham City) w GKS Bełchatów, gdzie rozegrał 59 ligowych meczy i zdobył 14 goli. Natomiast, twardy jak skała obrońca Osman Chavez (Qingadao Jonoon; 1(0)/44/0) od 2014 r. reprezentuje barwy drugoligowego chińskiego Qingdao Jonoon, do którego jest wypożyczony z Wisły Kraków do 20 listopada 2014 r. Sprowadzony z CD Platense (Puerto Cortés) rozegrał w latach 2010-2013 w barwach „Białej Gwiazdy” 62mecze, w których zdobył 2 gole. W reprezentacji Hondurasu występował jeszcze pomocnik Oscar „Boniek” Garcia (Houston Dynamo; 3(2)/203/0), który swoje drugie imię zawdzięcza ojcu zachwyconemu grą Zbigniewa Bońka.

Osman_Chavez_po_podpisaniu_kontraktu_z_Wisłą_Kraków

Osman Chavez tuż pod podpisaniu kontraktu z Wisłą Kraków kilka lat temu.

Źródło: autografypiotr.blogspot.com.

Wśród piłkarzy występujących w polskiej ekstraklasie, którzy byli powoływaniu do swojej reprezentacji i wydawało się, że mają szanse na powołanie na mundial znalazło się aż trzech Bośniaków. Boris Pandża (Górnik Zabrze), Semir Stilić (Wisła Kraków) i Stojan Vranjes (Lechia Gdańsk) „odpadali” z kręgu potencjalnych kadrowiczów w różnym okresie czasu. Na występ w Brazylii liczył także Portugalczyk Marco Paixao (Śląsk Wrocław), ale jego pewność siebie ocierającą się o egoizm i zarozumiałość dodatkowo podsycały portugalskie media podkreślające liczbę goli strzelonych w Polsce. Paixao obejrzał mistrzostwa, ale tylko w telewizji.

Na mundialu w Brazylii nie było polskiej reprezentacji, ale nie było też polskiego trenera. Ostatnim był Paweł Janas, który prowadził polską kadrę na mistrzostwach w Niemczech w 2006 r., ale jedynym, który prowadził zagraniczną reprezentację pozostaje Henryk Kasperczak, który w 1998 r. prowadził Tunezję, aczkolwiek pod dwóch porażkach (z Anglią 0:2 i z Kolumbią 0:1), został zwolniony. W sztabie szkoleniowym Holandii podczas mundialu w Brazylii trenerem bramkarzy był Frans Hoek, który w latach 2006-2009 pomagał Leo Benhakkerowi w prowadzeniu polskiej reprezentacji.

Frans_Hoek_-_trener_bramkarzy_reprezentacji_Holandii

Frans Hoek – trener bramkarzy reprezentacji Holandii.

Źródło: vavel.com.

Na mundialu w Brazylii nie było też polskiego sędziego a ostatnim, który prowadził jako główny mecz podczas mistrzostw świata pozostaje Ryszard Wójcik, który w Marsylii sędziował mecz Holandia – Korea Południowa (5:0). W Brazylii był natomiast sędzia, który prowadził mecz w polskiej lidze i był nim sędzia meczu otwarcia, czyli Japończyk Yuichi Nishimura. Azjata fatalnie sędziował i wypaczył wynik meczu, ale dociekliwi wykazali, że już wcześniej zdarzały mu się niechlubne wpadki. Natomiast co do meczów w Polsce, to Nishimura w sierpniu 2008 roku prowadził kolejno cztery mecze w Polsce: GKS Bełchatów – Piast Gliwice (0:0), Lech Poznań – Górnik Zabrze (3:0), Wisła Płock – ŁKS Łomża (8:0, Puchar Polski) i Polonia Warszawa – Śląsk Wrocław (3:0).

Yuichi_Nishimura_-_japoński_sędzia_piłkarski

Yuichi Nishimura – japoński sędzia, który podczas mundialu w Brazylii pokazał na czym polega „gospodarskie” sędziowanie.

Źródło: badweyn.so.

Wreszcie ostatni polski akcent w Brazylii wiąże się z polską myślą, ale nie trenerską, tylko… technologiczną. Na mistrzostwach zainaugurowała technologia Goal-Line, której wynalazcą jest Ryszard Żmuda-Trzebiatowski. A warto jeszcze dodać, że wśród wolontariuszy byli także organizatorzy.

Ryszard_Żmuda-Trzebiatowski

Ryszard Żmuda-Trzebiatowski – wynalazca technologii Goal-Line.

Źródło: eurosport.onet.pl.

Ciekawe, czy za cztery lata w Rosji znowu przyjdzie nam szukanie polskich akcentów na mundialu, czy też będą one dodatkiem do występów polskiej kadry?

 

Źródła: własne, 90minut.pl, przegladsportowy.pl, pilkarskapolska.pl, polskathebest.pl, sportfan.pl, sport.pl, poznan.sport.pl, pl.wikipedia.org, tylkoekstraklasa.com.pl, lodz.sport.pl, autografypiotr.blogspot.com, vavel.com, badweyn.so, eurosport.onet.pl. Mundiale po polsku, Mundial. Historia – wydanie specjalne „Przeglądu Sportowego” Nr 6/2014. Skarb Kibica. Mistrzostwa Świata. Brazylia 2014. Dodatek do „Przeglądu Sportowego” z dnia 12 czerwca 2014 r. Skarb Kibica. Mundial 2014 – podsumowanie. Tygodnik „Przegląd Sportowy” z dnia 16-29 lipca 2014 r., Nr 28-29/2014.

sobota, 05 lipca 2014
Pierwsze trafienie Dossy Juniora w barwach Legii!

W spotkaniu 33. kolejki piłkarskiej ekstraklasy (piątek, 9 maja 2014 r.) pomiędzy Legią, a Wisłą Kraków (5:0) czwartą bramkę dla Legii, a pierwszą w barwach tego klubu zdobył Dossa Junior, Portugalczyk z cypryjskim paszportem.

25-letni obrońca przyszedł do Legii latem zeszłego roku z AEL Limassol, z którym w sezonie 2011/2012 zdobył mistrzostwo Cypru, a w kolejnym wystąpił w fazie grupowej Ligi Europy. Legia zapłaciła za niego około 500 tys. euro, a on przychodził z opinią twardego, nieustępliwego i skutecznego środkowego obrońcy obdarzonego bardzo dobrymi warunkami fizycznymi. Te walory Portugalczyk bardzo szybko potwierdził, choć przyznać trzeba, że początkowo sprawiał wrażenie trochę niepewnego i (co akurat zrozumiałe) nie do końca zgranego z resztą zespołu. Później było już tylko lepiej, a o Dossie Juniorze zaczęto mówić jako o jednym z najlepszych, o ile nie najlepszym obrońcy polskiej ekstraklasy.

2014.05.09_Gol_Dossy_Juniora_w_meczu_z_Wisłą_(1)

Źródło: legia.com.

Od samego początku swojej przygody z Legią, Dossa imponował (i dalej imponuje!) łatwością w dochodzeniu do strzałów głową po dośrodkowaniach z rzutów rożnych. Kibice Legii byli pewni, że strzelenie bramki przez Portugalczyka w ten sposób jest tylko kwestią czasu, ale przez długi czas tak się nie działo. Dossa minimalnie przestrzelił choćby w jesiennych meczach z Pogonią, Ruchem czy Trabzonsporem, choć akurat w tym ostatnim meczu zaliczył nieszczęśliwego, a raczej przypadkowego samobója. Dossa strzelał, a goli nie było, dlatego w wywiadzie dla portalu weszlo.com powiedział: „Albo mam pecha, albo powinienem się bardziej skoncentrować? Chyba już zasłużyłem na gola i jak już strzelę pierwszego, to następne wkrótce przyjdą.”. Jego zdziwienie brakiem skuteczności wynikało z tego, że przez cztery sezony w Limassol zdobył we wszystkich rozgrywkach 13 goli, z czego 6 głową.

Najbliżej strzelenia gola był we wiosennym meczu z Zawiszą Bydgoszcz (2:0), gdy najpierw strzelił gola, ale ze spalonego, a później, już w drugiej połowie, trafił w poprzeczkę! Pech! Ale warto zauważyć, że Dossa był aktywny także w akcjach ofensywnych, a nie tylko po stałych fragmentach gry. Przy wysokim prowadzeniu, ze słabszym przeciwnikiem lubił podłączyć się akcji ofensywnej i wbiec w pole karne. Tak zrobił latem zeszłego roku w meczu z Podbeskidziem (4:0), gdy pospieszył się z oddaniem strzału – uderzył niedokładnie i niecelnie.

2014.05.09_Gol_Dossy_Juniora_w_meczu_z_Wisłą_(2)

Źródło: legionisci.com.

Wreszcie w 59. minucie meczu z „Białą Gwiazdą” strzelił swojego upragnionego i długo wyczekiwanego gola, który był jego pierwszym trafieniem w barwach Legii. Co ciekawe, nie było to dośrodkowanie Tomasza Brzyskiego z rzutu rożnego, tylko dośrodkowanie Michała Żyro w ofensywnej akcji gospodarzy. Dossa znalazł się w polu karnym niczym rasowy napastnik i klasycznym szczupakiem skierował piłkę do bramki zrezygnowanego Michała Miśkiewicza.

Radość Dossy była tak wielka, że nie bacząc na sześć żółtych kartek w meczach ligowych, zdjął koszulkę i rzucił ją na boisko. Oczywiście dostał za to siódmą żółtą kartkę w sezonie, co wykluczyło go z wyjazdowego meczu z Górnikiem Zabrze. Dossa przyznał po meczu, że było to nieodpowiedzialne zachowanie, ale nie potrafił opanować swojej radości.

2014.05.09_Gol_Dossy_Juniora_w_meczu_z_Wisłą_(3)

Źródło: sport.tvp.pl.

Pierwszą bramkę w barwach Legii zdobył dopiero w 37 oficjalnym występie, a jak wyliczył „Przegląd Sportowy” oddał do tego czasu 25 strzałów w 26 ligowych meczach. I jak się później okazało na tych statystykach Dossa Junior poprzestał, bo z powodu kontuzji nie mógł zagrać w meczach z Ruchem, Pogonią i Lechem.

 

Źródła: własne, weszlo.com, legia.com, legionisci.com, sport.pl, 90minut.pl, transfermarkt.de, sport.tvp.pl. R. Błoński, Koncert legionistów, „Przegląd Sportowy” z dnia 10-11 maja 2014 r., s. 2.

niedziela, 29 grudnia 2013
Legia Mistrz Polski 1993, czyli historia odebranego tytułu

Dokładnie 20 lat temu, w 1993 r., tytuł mistrzowski wywalczyła warszawska Legia, po korespondencyjnym pojedynku na większą liczbę strzelonych bramek z ŁKS Łódź. Z tytułu nie cieszyła się jednak długo, ponieważ PZPN postanowił odebrać tytuł Legii i ukarać wszystkie cztery kluby, które brały udział w meczach decydujących o mistrzostwie. Tzw. „mistrzem przy zielonym stoliku” został poznański Lech.

Historia sprzed dwudziestu lat w dalszym ciągu pozostaje żywa w pamięci kibiców, piłkarzy, trenerów i działaczy Legii, którzy mają poczucie krzywdy.

Przed ostatnią kolejką sezonu 1992/1993 wiadomym było, że jeśli Legia i ŁKS wygrają swoje mecze, to o tytule mistrzowskim będzie decydował bilans bramkowy. ŁKS musiał strzelić trzy bramki więcej niż Legia, ponieważ wtedy nie obowiązywała zasada, że o miejscu w tabeli decydował bilans bezpośrednich spotkań, tylko bilans bramkowy. W walce o tytuł liczył się jeszcze poznański Lech, który miał najlepszy bilans bramkowy, ale musiał liczyć, że oba kluby nie wygrają swoich meczów, bowiem przed ostatnią kolejką tracił do nich po jednym punkcie. Kilka kolejek wcześniej wiadomym było, że walka „łeb w łeb” może trwać do ostatniej kolejki, dlatego celem uniknięcia wyścigu bramkowego, dziennikarze proponowali, aby zmienić regulamin rozgrywek I ligi. Wątpliwym była zmiana reguł podczas trwania gry, ale PZPN nie miałby z tym problemu, ponieważ bodajże dwa sezony wcześniej postanowił, że o spadku z ligi będą decydowały baraże. Później, już po całej aferze, działacze Legii przyznawali, że optowali za takim rozwiązaniem, ale PZPN nie był zainteresowany. W każdym razie, żadnych zmian w regulaminie nie było i w ostatniej kolejce stało się to, co miało się stać. Legia wygrała w Krakowie z Wisłą, która nie grała już o nic, 6:0, a ŁKS rozstrzelał u siebie spadkowicza – Olimpię Poznań 7:1.

Janusz_Wójcik_w_górze_-_Legia_Mistrz_Polski_1993!

Od podrzucania trenera Janusza Wójcika, piłkarze Legii rozpoczęli świętowanie zwycięstwa w Krakowie i tytułu Mistrza Polski 1993. Jak się później okazało PZPN wybrał innego mistrza…

Źródło: oddech futbolu.wordpress.com.

Sędziowie obu spotkań – Marian Dusza (Wisła – Legia) i kończący sędziowską karierę Michał Listkiewicz (ŁKS – Olimpia) nie mieli żadnych wątpliwości co do sportowego charakteru meczów i w protokole pomeczowym nie podzielili się swoimi ewentualnymi spostrzeżeniami. Innymi słowy sędziowie uznali, że pojedynki były „czyste”. I może, mimo wątpliwości kibiców co do sportowego charakteru tych meczów, nie byłoby żadnego ciągu dalszego, gdyby nie dziennikarze i Piotr Voigt, wiceprezes i sponsor „Białej Gwiazdy”, a prywatnie właściciel znanego krakowskiego zakładu optycznego. Następnego dnia, w poniedziałek 21 czerwca 1993 r., „Przegląd Sportowy” na pierwszej stronie rozpoczął relację z meczów tytułem „ALE WYGŁUP!!!” a pozostałe gazety codzienne krzyczały na pierwszych stronach o kabarecie, korupcji i ustawieniu meczów. Piotr Voigt grzmiał, że jego piłkarze zagrali nieuczciwie, ale poza osobistym przekonaniem nie miał nic, absolutnie nic – żadnych dowodów. Podobnie jak Ludwik Miętta-Mikołajewicz, prezes Wisły i Zdzisław Kapka, kierownik drużyny, którzy poza pewnością, że mecz został sprzedany, także nie mieli dowodów.

 M._Listkiewicz

Michał Listkiewicz – sędzia meczu ŁKS Łódź – Olimpia Poznań (7:1).

Źródło: pilka-nozna.przegladsportowy.pl.

 Piotr_Voigt

Piotr Voigt - był przekonany o korupcji, ale nie miał dowodów.

Źródło: krakow.naszemiasto.pl.

Voigt przed meczem z Legią zapowiedział, że piłkarze Wisły dostaną 300 milionów złotych ekstra premii za zwycięstwo. Przegrali, a on uznał, że Legia zapłaciła więcej. Nie docierało do niego, że Wisła mogła być w tym meczu dramatycznie słaba. W konsekwencji TS Wisła Kraków powołała specjalną komisję, która przesłuchiwała piłkarzy „Białej Gwiazdy”. Śledztwo klubu nie doprowadziło do niczego, ponieważ żaden z piłkarzy nie potwierdził przekonania Voigta, co więcej żaden nie dał podstaw, jakiegokolwiek punktu zaczepienia do dalszych wątpliwości. Niezależnie od braku dowodów, Zarząd klubu po przeanalizowaniu nagrania video, zapoznaniu się z opiniami trenerów i przeprowadzeniu rozmów wyjaśniających z zawodnikami postanowił ukarać ich zróżnicowanymi karami. Jacek Bobrowicz, Janusz Gałuszka i Zbigniew Gręda zostali ukarani najsurowiej – 6-miesięczną dyskwalifikacją połączoną z nieodnawianiem kontraktów. Niektórych piłkarzy ukarano tylko naganą. Pozostałe kluby nie zrobiły nic. Legia i ŁKS nie miały podstaw, ponieważ uważały, że ich piłkarze wygrali zgodnie z duchem sportu. Olimpia też nic nie zrobiła, ponieważ wcześniej była zdegradowana, a w meczu z ŁKS, aby nie budzić żadnych wątpliwości, odsunięto od składu najstarszych zawodników. Poza tym, sponsor Olimpii, Bolesław Krzyżostaniak nie ukrywał, że przyjaźni się z Januszem Wójcikiem, trenerem Legii i to jemu powinno zależeć na tym, aby Olimpia postawiła ŁKS, jak największy opór. Wójcik w swojej autobiografii pisał, że bał się zadziwiających wyników i w sprawie postawy Olimpii kontaktował się bezpośrednio z Krzyżostaniakiem. Popularny „Bolo” twierdził, że ŁKS wygrał wysoko, bo pomagał mu w tym sędzia, czyli Listkiewicz! A wracając jeszcze do trzech piłkarzy „Białej Gwiazdy” to już nigdy nie zagrali w barwach klubu z Reymonta. A w ekstraklasie grał tylko Gałuszka, ale w barwach Polonii Warszawa i Pogoni Szczecin.

Jacek_Bobrowicz

Jacek Bobrowicz.

Źródło: 90minut.pl.

Janusz_Gałuszka

Janusz Gałuszka.

Źródło: 90minut.pl.

PZPN, ulegając chyba medialno-wiślackim przekonaniu o ustawieniu meczów, postanowił zająć się sprawą. Jeszcze w dniu 21 czerwca 1993 r. Prezydium PZPN (stosunkiem głosów 5:4) zweryfikowało wyniki obu spotkań jako prawidłowe, ale postanowiło nałożyć na wszystkie cztery kluby grzywnę w wysokości 500 milionów złotych do zapłacenia PZPN, pod groźbą wycofania z rozgrywek w następnym sezonie. Oczywiście, wszystkie kluby zapowiedziały, że grzywny nie zapłacą i odwołały się od tej decyzji.

Prezydium rozpatrywało różne warianty, o czym informował wiceprezes PZPN Michał Listkiewicz, który nie widział jako sędzia żadnych nieprawidłowości w meczu ŁKS – Olimpia, a informował o karach nałożonych na kluby. PZPN dyskutował nad rozegraniem decydującego meczu, ale w związku z wylotem ŁKS na tournee do USA, zarzucono ten pomysł. Prezes ŁKS Ireneusz Mintus twierdził, że gdyby zapadła decyzja o meczu, to jego klub przesunąłby wyjazd.

W dniu 24 czerwca 1993 r. poinformowało, że w dniu 8 maja w ligowym meczu Legia – Widzew (2:1) piłkarz gospodarzy Roman Zub grał z podwyższonym poziomem testosteronu, co spowodowało, że Wydział Gier PZPN stosunkiem głosów 6:5 postanowił zweryfikować rezultat meczu, przyznając walkower 3:0 drużynie łódzkiej.

 Roman_Zub

Roman Zub – bohater „afery” dopingowej.

Źródło: fckarpaty.lvic.ua.

Tego samego dnia Prezydium PZPN postanowiło zawiesić wykonanie decyzji w tej sprawie do czasu przedłożenia przez Legię ostatecznych wyników badań antydopingowych, ponieważ Legia wykazywała nieścisłości w dokumentacji dotyczącej badania R. Zuba. Dodatkowo, nałożono na cztery kluby zakaz transferów krajowych i zagranicznych dla zawodników z czterech klubów na okres jednego roku, a dodatkowo ukarać je trzema ujemnymi punktami na starcie nowego sezonu. W ten sposób Prezydium PZPN ukarało cztery podejrzane kluby za to samo domniemane jedynie przestępstwo po raz drugi, nie anulując poprzedniej kary. PZPN naruszył podstawową zasadę prawa karnego, że nie można karać dwa razy za to samo.

W związku z wątpliwościami dotyczącymi wyniku meczu Legia – Widzew, Michał Listkiewicz stwierdził, że „W tej chwili nie ma mistrza Polski” (cyt. za „Przegląd Sportowy”). Mecz o Superpuchar Polski: Legia – GKS Katowice, zaplanowany na niedzielę 27 czerwca 1993 r., został odwołany.

Ostatecznie Legia nie została ukarana walkowerem, ponieważ przedstawiła dokumenty z laboratorium w Moskwie, z których wynikało, że Zub był czysty. Poza tym, do redakcji kilku gazet sportowych dostarczono kserokopię wyników badań antydopingowych przeprowadzonych w drużynie olimpijskiej reprezentacji Polski w dniu 3 lipca 1992 r. W odniesieniu do Aleksandra Kłaka, Dariusza Koseły i Piotra Świerczewskiego przyniosły one wynik pozytywny. Wniosek mógł być tylko jeden – PZPN „ukręcił sprawie łeb”, a Legią chce ukarać. To była tylko dodatkowo okoliczność, bo decydujące znaczenia dla odstąpienia od walkoweru miał fakt, że w regulaminie rozgrywek karę dla klubu przewidziano tylko w sytuacji, gdy w drużynie grało, co najmniej dwóch nieuprawionych zawodników. A co do samego Zuba, to początkowo słuch o nim zaginął, ale później pograł jeszcze dziesięć lat, m.in. w barwach Karpat Lwów i Wołynia Łuck.

PZPN powołał specjalną Komisję do zbadania okoliczności zakończenia sezonu ligowego 1992/93 po przewodnictwem Macieja Kapelczaka. Komisja stosunkiem głosów 8:1 wniosła w dniu 10 lipca 1993 r. do Walnego Zgromadzenia Delegatów PZPN o odrzucenie dotychczasowych kar nałożonych na cztery kluby i utrzymanie wyników osiągniętych na boisku. Wniosek rozwścieczył Ryszarda Kuleszę, byłego trenera reprezentacji Polski. Kulesza wypowiedział swoje pamiętne „Cała Polska widziała, a wy jesteście niewidomi?!”. Delegaci, mimo braku jakiegokolwiek, dowodu, wbrew zasadzie domniemania niewinności zagłosowali, zgodnie z oczekiwaniem pana Kuleszy, czyli 68 przeciw propozycji komisji Kapelczaka, a 20 za.

Ryszard_Kulesza

Ryszard Kulesza (ur. 1931 – zm. 2008) – autor pamiętnego „Cała Polska widziała…”.

Źródło: wyborcza.pl.

W konsekwencji mistrzem Polski został Lech. PZPN zgłosił Lecha do Pucharu Europy Mistrzów Klubowych, a ukarane – Legię i ŁKS – do Pucharu UEFA. Oba kluby, mimo że czuły się pokrzywdzone zaakceptowały taką decyzję tłumacząc, że chociaż start w pucharach może zrekompensować piłkarzom całe zamieszanie. Tak się jednak nie stało, ponieważ UEFA wykluczyła oba kluby z Pucharu UEFA tłumacząc, że zostały podejrzane i ukarane w związku z korupcją. Działacze PZPN wydawali się zdziwieni i zaskoczeni taką decyzją, łącznie z ówczesnym Prezesem – Kazimierzem Górskim. Niektórzy dziennikarze sugerowali, że takie rozwiązanie delegatom UEFA podpowiedział… Eugeniusz Kolator. A co do trenera tysiąclecia, a wtedy Prezesa PZPN, to wtedy też się nie popisał. Nie zajął stanowiska, unikał dziennikarzy. Janusz Wójcik w swojej autobiografii napisał: „Kulesza bruździł, a Górski chował głowę w piasek”.

Piłkarze Legii zwrócili się do pozostałych klubów z prośbą o zrzeczenie się punktów zdobytych w ostatniej kolejce, ale był to tylko akt desperacji, który nie przyniósł im nic więcej niż narażenie się na śmieszność. Legioniści napisali m.in. „Apel kierujemy szczególnie do kolegów z KKS Lech Poznań, głęboko wierząc, ze tytuł wywalczony przy zielonym stoliku nie przyniesie im żadnej satysfakcji.” (cyt. za „Przegląd Sportowy”).

12 lipca 1993 r. realizując uchwałę Walnego Zgromadzenia Delegatów PZPN z dnia 10 lipca zweryfikował tabelę rozgrywek o mistrzostwo I ligi w sezonie 1992/1993 i w komunikacje poinformował, że „KKS Lech Poznań otrzymuje tytuł mistrza Polski (…)”. „Przegląd Sportowy” skomentował decyzję w następujący sposób: Doszło do tego, że mistrza wyłoniono przy stoliku w imię zgodnej nienawiści do Legii i pilnowania swoich interesów. Kierownictwo i trenerzy Lecha przyjęli całą sytuację ze zrozumieniem. Nie byli bezczelni i nie powtarzali wokoło, że są niewinni. Kiedy pokonali Hutnika w Krakowie, goniąc za startem w Pucharze UEFA, nie przejęli się okrzykami z trybun o „złodziejstwie i sprzedawczykach”. Nie walczyli wtedy o tytuł, więc… zostali mistrzami Polski!”.

Red. Janusz Atlas (Tygodnik „Piłka Nożna”) pisał, że od samego początku chodziło o Legię, a nie o pozostałe trzy kluby. Zdaniem Atlasa o decyzji PZPN zdecydowała niechęć do Legii, do Warszawy, do stolicy. Nie bez znaczenia był fakt, że Legia rosła siłę, a w trakcie sezonu 1992/1993 zawarła dwie umowy sponsorskie z FSO na dwa lata za astronomiczną kwotę 2,5 miliarda ówczesnych złotych i z Adidasem. W podobny sposób wypowiadał się Janusz Wójcik. Poza tym, w opinii Atlasa zdecydowała zazdrość i chęć „porządzenia”. Wydaje się, że istotne znaczenie miała także historia Legii – klubu, który jeszcze w latach dziewięćdziesiątych minionego stulecia pod pozorem odbycia służby wojskowej, ściągał najlepszych polskich piłkarzy, poza klubami z Górnego Śląska. Teraz nadarzyła się okazja do ogólnopolskiego odwetu. Poza tym, niechęć do PZPN oraz ówczesnego prezesa i trenera jawnie deklarowali trener Legii Janusz Wójcik i jeden z najlepszych jej piłkarzy – Wojciech Kowalczyk.

Wójcik i Kowalczyk w swoich autobiografiach zwracają uwagę, że ŁKS w całej aferze był faworyzowany. Wynik meczu ŁKS – Olimpia chował się w cieniu afery wywołanej wynikiem meczu Wisła – Legia. Poza tym, spotkanie w Łodzi, w przeciwieństwie do spotkanie w Krakowie, nie zostało objęte postępowaniem prokuratorskim. Wójcik napisał: „Jestem pewien, że ŁKS już wcześniej był typowany na mistrza w Alejach Ujazdowskich. Pośrednim dowodem na to, iż PZPN planował zdobycie tytułu przez ŁKS jest to, że na ostatnie spotkanie, kiedy prowadziliśmy wyraźnie bramkowo, a tylko teoretycznie wszystko mogło się jeszcze zdarzyć, do Łodzi pojechała cała delegacja Polskiego Związku Piłki Nożnej, z prezesem Kazimierzem Górskim. Oni nawet mieli już przygotowane medale, by po meczu wręczyć je piłkarzom ŁKS. A więc mimo że Legia prowadziła, ktoś był bardziej pewny końcowego układu tabeli.”. Kowalczyk oskarża jeszcze red. Tomasza Zimocha o to, że relacjonując w radio mecz ŁKS – Olimpia zachwycał się grą łódzkich piłkarzy i żałując, że nie zostaną mistrzami Polski, bo mecz w Krakowie został ustawiony.

Tomasz_Zimoch

Red. Tomasz Zimoch – wplątany w „aferę” przez W. Kowalczyka.

Źródło: polskieradio.pl.

5 lipca 1995 r. krakowska Prokuratura Rejonowa umorzyła śledztwo w tej sprawie nieznajdując potwierdzenia zarzutu przestępstwa, jakiego rzekomo dopuściła się Legia. Wcześniej w wywiadzie dla tygodnika „Piłka Nożna” prok. Marek Miarczyński powiedział m.in. „(…) wydaje mi się, że ten mecz rzeczywiście nie był rozegrany w sposób naturalny”. Głównym dowodem miał być protokół z przeglądu meczu na taśmie wideo. Ostatecznie jednak prokuratura umorzyła postępowanie. Red. Maciej Polkowski na łamach „Przeglądu Sportowego” informował: „Domniemania, plotki i subiektywne odczucia to zdecydowanie za mało, by obrzucić kogokolwiek sportową anatemą. Miejmy nadzieję, że nowi szefowie piłkarskiej centrali uczynią co w ich mocy, by naprawić krzywdę sprzed dwóch lat.”. Nie naprawili wtedy, nie naprawili też rok wcześniej, gdy mówiło się, że na jubileusz 75-lecia powstania PZPN, Związek odda Legii tytuł.

Sprawa tytułu Mistrza Polski’93 co jakiś czas wraca, głównie za sprawą kibiców i kolejnych prezesów warszawskiego klubu. W grudniu 2004 r. klub wystąpił o zwrot tytułu, a związek odłożył decyzję w sprawie. Wreszcie powołał specjalną komisję, która w styczniu 2007 r. zaopiniowała prośbę Legii negatywnie. Jako argumenty komisja podała: (1) potwierdzenie braku zaangażowania piłkarzy Wisły przez kibiców tego klubu, (2) kary nałożone przez kierownictwo „Białej Gwiazdy” na zawodników oraz (3) konieczność walki z korupcją. Walne Zgromadzenie PZPN odrzuciło wniosek Legii. Ważne, że Legia w swoim wniosku zwracała uwagę, że nie będzie występowała w stosunku do PZPN z roszczeniami o charakterze majątkowym ani żadnym innym.

A co o sprawie mówią sami zainteresowani? Wojciech Kowalczyk napisał o tym meczu w swojej autobiografii: „Czy był kupiony? A w zasadzie za ile? Nie będę ukrywał – nie wiem. Nie wiem, czy był kupiony, bo ja żadnych pieniędzy nie dałem. Nikt mnie o nie nawet nie prosił, co chyba nie jest dziwnym, bo miałem wówczas ledwie 21 lat (…) Mecz z Wisłą był dla mnie normalnym spotkaniem, Z nikim się nie umawiałem. Robiłem to, co potrafię., Strzelałem gole (…) Trzeba podkreślić jedno – Wisła przeciwko nam grała o czapkę gruszek, a my o życiowy sukces.”. W podobny sposób w wywiadzie dla „Przeglądu Sportowego” po dwudziestu latach od meczu wypowiadał się jego uczestników, późniejszy reprezentant Polski – Krzysztof Ratajczyk.

W maju 2013 r. na kilka dni przed meczem Legia – Lech, Stowarzyszenie Kibiców Legii Warszawa, w dwudziestą rocznicę tych wydarzeń, złożyło w klubie pismo, w którym zwróciło się o podjęcie działań mających na celu odzyskanie tytule mistrza Polski 1993. SKLW zwróciło uwagę, że decyzja PZPN została podjęta bez udowodnienia winy i przeprowadzenia jakiegokolwiek postępowania dowodowego, a jedyną podstawą do jej podjęcia wydaje się subiektywne przekonanie o ustaleniu wyników meczów poza boiskiem. Zresztą kibice warszawskiego klubu nie zapominają o odebranym tytule przypominając o tym PZPN i Lechowi Poznań.

Transparent_dla_Lecha

Kibice Legii pamiętają o odebranym tytule.

Źródło: legionisci.com.

Prezes Legii Bogusław Leśnodorski słynie z tego, że wykonuje wiele ruchów „pod kibiców” i tak też stało się z mistrzostwem’93. Na oficjalnej stronie klubu, gdy Legia sięgała po mistrzostwo 2013 wśród lat, w których klub wywalczył mistrzostwo dodano, aczkolwiek inną czcionką „’93”, choć nie dodano tego tytułu do sumarycznej listy trofeów.

Każdy odnajduje się w tej sytuacji na swój sposób. Legia i ŁKS czują się pokrzywdzone karami, a Legia odebranie mistrzostwa. Wisła czuje się oszukana przez swoich piłkarzy, choć po prawdzie, to w Krakowie chyba zapomniano o tych wydarzeniach. Lech przyjął tytuł, a strona internetowa lech24.com stoi na stanowisku, że „Nikt nie ma prawa negować decyzji PZPN-u”. Ma prawo! Abstrahując od tego, że naczelną zasadą państwa prawa jest możliwość odwołania się, to pomijając wspomniane już zasady, należy wspomnieć jeszcze o zasadzie in dubio pro reo, zgodnie z którą wszelkie wątpliwości należy rozstrzygać na korzyść oskarżonego.

Legia zamiast występu w europejskich pucharach wygrała 2:1 mecz sparingowy o Puchar Polonii 1 z włoskim US Cagliari, późniejszym półfinalistą Pucharu UEFA. Legia w kolejnym sezonie sięgnęła po mistrzostwo, choć wątpliwości znowu się pojawiły, bo w meczu decydującym o tytule (Legia – Górnik 1:1), sędzia Sławomir Redziński wyrzucił z boiska aż trzech piłkarzy Górnika. Inna sprawa, że zabrzanie w tym meczu, podobnie jak w rewanżu półfinału Pucharu Polski (Górnik – Legia 2:2), rozegranym kilka dni wcześniej, grali wyjątkowo brutalnie.

Sprawa przycichła, ale afery korupcyjne dopiero były przed PZPN. Sprawy: „Fryzjera”, Arki Gdynia, Korony Kielce, Polaru Wrocław, ustawienia meczu Zagłębie Lubin – Cracovia, czy wielu innych miały to do siebie, że jakieś dowody były, z reguły zeznania świadków, czyli najczęściej piłkarzy. Domniemania i subiektywne odczucia ścierały się z twardymi dowodami, a nie insynuacjami, jak w 1993 r. Nawet we Włoszech w wielkiej aferze „Calciopoli” były nagrania rozmów telefonicznych, z których wynikało korumpowanie sędziów. Dwadzieścia lat temu PZPN postanowił jednak, że dowody nie są potrzebne. Wydaje się jednak, że zwrócenie Legii tytułu wywołałoby jeszcze większe protesty i krzyki oburzenia niż pozostawienie sprawy w takim (niesprawiedliwym) stanie, jakim jest obecnie.

 

Źródła: własne, legionisci.com, legia.net, lech24.com, trzydozera.pl, oddech futbolu.wordpress.com, cwkslegia.ovh.org, pl.wikipedia.org, en.wikipedia.org, pilka-nozna.przegladsportowy.pl, 90minut.pl, fckarpaty.lvic.ua, polskieradio.pl, krakow.naszemiasto.pl. R. Kołtoń, Triumf diabła, „Przegląd Sportowy” z 1993 r. Nr 127 (10 912). M. Zaranek, Wysłuchajmy oskarżonego. Tak broni się Legia, „Przegląd Sportowy” z 1993 r. Nr 127 (10 912). Mistrz ze stolika. „Lech otrzymuje”, „Przegląd Sportowy z dnia 13 lipca 1993 r., s. 1. Apel zawodników Legii, „Przegląd Sportowy” z 1993 r. J. Atlas, Sprzedana liga, Polska Oficyna Wydawnicza „BGW”, Warszawa 1993. Wywiad D. Kurowskiego z prok. M. Miarczyńskim, Tygodnik „Piłka Nożna” z 1995 r. Kto odda Legii tytuł?, „Przegląd Sportowy” z 1995 r. Legia Warszawa. 80 lat „zielonych” – księga jubileuszowa. Kolekcja klubów tom 2, Wydawnictwa GiA, Katowice 1995, s. 157-161. J. Wójcik, Jego Biało-Czerwoni, Krajowa Agencja Promocyjna, Warszawa 1999, s. 109-121. P. Kruszyński (red.), Wykład prawa karnego procesowego, Wydawnictwo Temida 2, Białystok 2003, s. 53 i 57. W. Kowalczyk i K. Stanowski, Kowal. Prawdziwa historia, Zysk i S-ka Wydawnictwo, Poznań 2003, s. 73. R. Błoński, KP Legia Warszawa, Biblioteka Gazety Wyborczej, Warszawa, s. 14. W. Kowalczyk i K. Stanowski, Kowal. Prawdziwa historia, Buchmann Sp. z o. o., Warszawa 2012, s. 95. Legia Warszawa. Album Przeglądu Sportowego nr 2/2013, s. 81-83 i 137.

poniedziałek, 04 listopada 2013
O przygodzie Smudy z Jahn Regensburg

Krakowska Wisła w obecnym sezonie, mimo niemrawego początku spisuje się nadspodziewanie dobrze, a Franz Smuda ma szansę na poprawienie swojego wizerunku mocno nadszarpniętego poprzednią pracą. Warto jednak wrócić do wydarzeń z boisk 2. Bundesligi.

Na początku bieżącego roku Franz Smuda został trenerem ostatniej drużyny 2. Bundesligi, czyli SSV Jahn Regensburg. Drużyna miała minimalne szanse na utrzymanie się w lidze. Zajmowała ostatnie miejsce z dorobkiem 13 punktów w 19 meczach (3 zwycięstwa, 4 remisy, 12 porażek, bramki: 22-34). Smuda poprowadził Regensburg w 15 meczach, w których zdobył zaledwie 6 punktów!!! Portal weszlo.com twierdzi, że gorszy wynik w 2. Bundeslidze zanotował tylko jeden trener. W sezonie 2001/2002 Horst Franz prowadził Babelsberg i wiosną zdobył tylko trzy punkty. Drużyna Smudy osiągnęła fatalny bilans: 1 zwycięstwo, 3 remisy, 11 porażek, przy bilansie bramkowym 22-34. Do miejsca gwarantującego pozostanie w 2. Bundeslidze straciła aż 16 punktów, ale gry przychodził Smuda, to strata wynosiła „tylko” 7 punktów. Co więcej drużyna Smudy nie wygrała 13 kolejnych spotkań, a 5 ostatnich przegrała.

Smuda po klęsce na UEFA Euro 2012 był przymierzany do kilku klubów, m.in. do krakowskiej Wisły i Ferencvarosu Budapeszt, ale tą ostatnią propozycję odrzucił. Sam opowiadał, że miał ofertę z TSV 1860 Monachium, ale nie skorzystał z niej. Zresztą praca w Bundeslidze od zawsze była największym marzeniem Smudy, chyba nawet większym niż prowadzenie polskiej reprezentacji. Franz był już kiedyś łączony z występującymi wówczas w Bundeslidze – Norymbergą i Hansą Rostok, ale ostatecznie tych klubów nie prowadził. Smudę mocno promował jego przyjaciel Andrzej Grajewski, a dodatkowo Franz chętnie opowiadał bajeczki, kto i za ile go chciał, a gdy chodziło o Niemcy, to dodatkowo pojawiał się błysk w jego oczach. Oczywiście, gdy ustalał szczegóły kontraktu z Wisłą, Niemcy też przypomnieli sobie os Smudzie i rzekomo zgłosiło się do niego Dynamo Drezno. Gdy prowadził Legię, to w wywiadzie dla „Naszej Legii” stwierdził, że bardzo chciał zostać w Legii i dlatego odrzucił lukratywną ofertę Arisu Saloniki, a gdyby podał kwotę, to rozwaliłoby dyktafon, na który był nagrywany wywiad. Ot, cały Franio mówiący o szukaniu piłkarzy w kiblu, o farbowanych lisach, czy o piłkarskiej reprezentacji Angoli, która biega gdzieś tam po buszu… Zresztą nieudaną przygodę z Ratyzboną, Smuda wyjaśnił w specyficzny dla siebie sposób, bo uznał, że nie spadł z ligi! Skoro, gdy przejmował klub, który zajmował ostatnie miejsce w lidze i on zostawił ten klub na ostatnim miejscu, to ani z nim nie awansował, ani nie spadł! Logika, którą mógł wymyślić tylko i wyłącznie Franz!

Smuda_w_SSV_Jahn_Regensburg_(1)

Źródło: polandsoccerblog.com.

W udzielonym niedawno wywiadzie dla „Przeglądu Sportowego” Smuda przekonuje, że przyjął pracę w Regensburgu dla frajdy, dla wyzwania i dodaje „Z całym szacunkiem, ale i do Okocimskiego bym poszedł”. Tyle tylko, że w Regensburgu Smuda zarabiał 25 tys. euro miesięcznie, które wykładał prywatny inwestor. Wprawdzie niektóre media podawały kwotę 40 tys. euro miesięcznie, ale była ona zdecydowanie przesadzona.

Początkowo Smuda zaangażował się w pracę w Regensburgu i próbował ściągnąć Polaków. Do transferów Grzegorza Sandomierskiego, Krzysztofa Kotorowskiego, czy Marcina Kikuta nie doszło. Chyba też dlatego, że Franz zrozumiał, że dotknął go swoisty ostracyzm w futbolowym towarzystwie. Zwłaszcza, gdy chciał zorganizować sparing z Wisłą Kraków przebywającą w tym samym ośrodku w Belek, co drużyna z Ratyzbony. Wisła zasłaniając się brakiem wolnych terminów, odmówiła.

Smuda tłumaczył, że nie dysponował odpowiednią kadrą. „- Miałem w drużynie tylko dwóch zawodowców - mówił w wywiadzie dla Rzeczpospolitej, mając na myśli Michaela Hofmanna (41 l.) i Juliana de Guzmana (32 l.). - Pozostali to młodzi chłopcy, wyciągani z czwartej ligi. Wśród nich był (..) Markus Smarzoch. Grał na lewej obronie za 800 euro miesięcznie. Takie to było zawodowstwo.” (cyt. za sport.fakt.pl). Jednak portal weszlo.com przeanalizował kadrę Regensburga z wiosny 2013 r. i stwierdził, że naprawdę niezłym doświadczeniem wpisanym do piłkarskiego CV mogą pochwalić się także inni piłkarze z Regensburga: Christian Rahn – (55 meczów dla HSV, 27 dla 1.FC Koeln, 69 dla Hansy, 82 dla Sankt Pauli, były reprezentant Niemiec do lat 21), Julian Wiessmeier (10 meczów w 1. Bundeslidze dla Norymbergi, reprezentant Niemiec niższych kategorii wiekowych), Carlinhos (wypożyczony z Leverkusen, zagrał 3 mecze dla Bayeru w Lidze Europejskiej), Marco Djuricin (były piłkarz Herthy Berlin na poziomie 1. Bundesligi i 2. Bundesligi), Koke (były piłkarz Olympique Marsylia, Malagi i Arisu Saloniki – 43 mecze w lidze francuskiej, 130 w greckiej, 6 w hiszpańskiej) i Wilson Kamavuaka (5 meczów w 1. Bundeslidze dla Norymbergi).

Smuda dysponował tak słabymi piłkarzami, że do Wisły Kraków chciał ściągnąć z Regensburga de Guzmana, a na testy zaprosił Brazylijczyka Ramona Machado! Skoro byli tacy słabi to, po co chciał ich w Wiśle? Może miało być, jak w przypadku Filipa Burdenskiego, czyli jaki interesik po znajomości ;-) Warto zauważyć, że Smuda nie próbował sprowadzić pod Wawel najlepszego strzelca Regensburga, czyli Francky Sembolo, który zdobył 8 goli i po sezonie zamiast do Wisły trafił do Armini Bielefeld. Z drugiej strony nie ma się czemu dziwić, skoro czołowy strzelec 2. Bundesligi jesienią (7 goli), po przyjściu „fachowca” Smudy w 13 meczach pod jego wodzą zdobył tylko jednego gola, a Smuda szukał mu na boisku innego miejsca niż środek napadu. Co ciekawe Smuda zimą chciał sprowadzić do Ratyzbony Macedończyka Ostoję Stiepanovicia. Wtedy nie udało się, ale w letnim okienku transferowym Smuda dopiął swego i Stiepanović przywdziewa barwy „Białej Gwiazdy”.

Wracając do Smudy i jego metod treningowych w Niemczech, to obnażył je Marcus Smarzoch, który powiedział m.in.: „Niektóre odprawy wyglądały tak, że wchodził, mówił: „grasz ty, ty i ty” i chwilę potem wychodził. Czasami, jeszcze na początku wprowadzał taktykę, ale… jakby to powiedzić. Ma o niej jakieś pojęcie, ale nasz były trener, który wprowadzał nas do 2 Bundesligi był w tej kwestii większym ekspertem. Pamiętam, że po porażkach Smuda często był wściekły - podchodził do gościa i publicznie wygarniał mu jego błędy.” (cyt. za sport.fakt.pl).

Smudę trochę usprawiedliwiał Franz Gerber dyrektor sportowy SSV Jahn Regensburg, który po zakończeniu współpracy stwierdził: „Sądziliśmy, że tak renomowany i doświadczony trener szybko dostrzeże, na czym polega problem naszego zespołu i gdzie pojawiają się niedociągnięcia. Oczekiwaliśmy od trenera więcej, ale także on spodziewał się znacznie więcej po pracy w Regensburgu. Gdyby od początku wiedział, jak sprawy się potoczą, na pewno by do nas nie trafił. Sądził, że uda mu się wpoić piłkarzom swój system gry i filozofię, co jednak nie zafunkcjonowało”. To potwierdzał też Smuda mówiąc, że było gorzej niż sądził. Cytowany przez serwis pilkanozna.pl powiedział m.in.: „Kiedy przyjechałem do Regensburga w styczniu, chciałem jeszcze tego samego dnia uciekać (…) Stadion wygląda dokładnie tak samo, jak wówczas kiedy byłem na nim pierwszy raz - przed 30 laty.”. Ale żeby nie było tak, że Smuda był tłumaczony i głaskany, to dodać trzeba, że lokalni dziennikarze krytykowali Smudę na potęgę. Juergen Scharf, dziennikarz gazety Mitttelbayerische twierdził nawet, że polski szkoleniowiec wszystkich oszukał i przypominał, że Smuda obiecywał walkę o utrzymanie a dyrektor Gerber mówił m.in. „Franciszek Smuda to znany na arenie międzynarodowej fachowiec. Mamy do niego pełne zaufanie i zdajemy sobie sprawę, że powierzamy mu trudne zadanie, gdyż nasza sytuacja w tabeli nie jest dobra. Wierzymy jednak, że jego praca. może odmienić grę naszego zespołu.” (cyt. za sport.pl).

Smuda_w_SSV_Jahn_Regensburg_(2)

Źródło: facebook.com.

Co Smuda pozostawił po sobie w Regensburgu? Szatnię! „(…) kiedy zobaczyłem szatnię, naprawdę chciałem wyjechać. To było pomieszczenie 10 na 10 metrów, w którym zawodnicy się dusili. Wiem, że Jahn Regensburg to najbiedniejszy klub 2.Bundesligi, dysponujący rocznym budżetem na poziomie 3,5 miliona euro, ale postawiłem warunek - albo będzie szatnia z prawdziwego zdarzenia, albo niech szukają innego szkoleniowca. Główny sponsor klubu wywodzi się z branży budowlanej, więc - gdy zespół poleciał na zgrupowanie do Turcji - bez trudu wykonał projekt i zrealizował po dwóch tygodniach. - Teraz komfort w szatni Jahn Regensburg jest już na poziomie 1. Bundesligi, z salą do analizy wideo z prawdziwego zdarzenia i wszystkimi niezbędnymi akcesoriami do codziennej pracy - opisuje Smuda.” (cyt. za pilkanozna.pl).

 

Źródła: własne, futbol1.pl, dziennik.pl, sport.fakt.pl, pilkanozna.pl, weszlo.com, pilka-nozna.przegladsportowy.pl, transfery.info, wisla.krakow.pl, transfermarkt.pl, sportfan.pl, gwizdek24.se.pl, sport.pl, euro sport.yahoo.com, tabelepilkarskie.com, 90minut.pl, pl.wikipedia.org, de.wikipedia.org, facebook.com, polandsoccerblog.com. „Smuda: nie róbcie ze mnie największego dziada” – „Przegląd Sportowy” z dnia 13 września 2013 r., s. 2-3.

czwartek, 25 lipca 2013
Bach, bach, bach KA-RA-BACH!!!!!!

Stało się! Po raz drugi w historii europejskich pucharów polski klub odpadł z klubem z Azerbejdżanu. I po raz drugi pogromcą polskiego klubu był Qarabağ Ağdam. Klub, który nie należy do potentatów azerskiej piłki wywalczył w swojej historii tylko jedno mistrzostwo i trzy Puchary Azerbejdżanu.

O tym, że Piastowi Gliwice, debiutantowi w europejskich pucharach, będzie trudno w rywalizacji z Azerami, było wiadomo już po losowaniu. Piast zawiódł jednak na całej linii. Na wyjeździe przegrał 1:2, choć prowadził 1:0. Dzisiaj, w meczu rewanżowym sytuacja odwróciła się, bo Piast choć przegrywał 0:1 strzelił w ciągu siedmiu minut dwa gole i miał okazje do strzelenia kolejnych. Nie wykorzystał ich i doszło do dogrywki, w której niewiele się działo. W trzeciej minucie drugiej części dogrywki Ulrich Kapolongo wykorzystał krycie „na radar” Damiana Zbozienia, a następnie strzelił w krótki róg bramki Jakuba Szumskiego. Młody golkiper mógł zachować się lepoiej. Piast potrzebował w tym momencie dwóch goli do awansu, ale nie strzelił nawet jednego, a co gorsza nie stworzył sobie żadnej (!) poważnej sytuacji.

Drugi_gol_Karabachu_w_Gliwicach

Radość piłkarzy Karabachu po zdobyciu drugiej bramki w Gliwicach.

Źródło: fakt.pl.

Wstyd! Wprawdzie piłka azerska dzięki petrodolarom ciągle się rozwija, ale oczekiwania i możliwości Piasta pozwalały Ślązakom na myślenie o awansie. Z drugiej jednak strony Qarabağ nie jest jakąś przypadkową drużyną. W sezonie 2010/2011 pewnie wyeliminował krakowską Wisłę prowadzoną przez Henryka Kasperczaka.

Zresztą Wisła nie była pierwszą drużyną, która w tamtym sezonie połamała sobie zęby na tej drużynie. Qarabağ wyeliminował wcześniej Metalurg Skopje (4:1, 1:1) i Portadown (2:1, 1:1). Przygodę z pucharami brutalnie przerwała Borussia Dortmund (0:4, 0:1). Sezon wcześniej Qarabağ wyeliminował Rosenborg Trondheim (0:0, 1:0) i Honkę Espoo (1:0, 2:1), odpadając w rundzie play-off z Twente Enschede (1:3, 0:0). W zeszłym sezonie drużyna z Ağdam odpadła w 3. rundzie eliminacyjnej z Club Brugge (1:0, 1:4). Nic więc dziwnego, że oficjalna strona internetowa Piasta Gliwice informowała: „Faworytem tego starcia był zespół Karabachu, aktualnie jedna z najsilniejszych drużyn z Azerbejdżanu, drużyna ograna już w europejskich pucharach.” (cyt. za piast.gliwice.pl).

Azerskie klub były chłopcami do bicia dla polskich i nie tylko klubów, ale tylko do sezonu 2010/2011. Wcześniej rywalizacja polsko-azerska miała miejsce pięć razy i polskie kluby pewnie ją wygrywały. Wyjątkiem był sezon 2007/2008, gdy Dyskobolia Grodzisk Wielkopolski w dwumeczu z MKT-Araz İmişli strzeliła jednego, jedynego, ale zwycięskiego gola. Niezależnie jednak od tej rywalizacji przewaga polskich klubów była zdecydowana – 10 meczy, 8 zwycięstw, 2 remisy i bramki 34:5. Sezon 2010/2011 zmienił wszystko. Lech w eliminacjach do Ligi Mistrzów wyeliminował Inter Baku dopiero po karnych (1:0, 0:1 k. 8:9), zaś Wisła odpadła z Karabachem. W zeszłym sezonie Lech z trudem wyeliminował Xəzər-Lənkəran (1:1, 1:0) a w tym sezonie odpadł Piast…

Tablica_wyników_Wisła_-_Karabach

Tablica wyników po meczu na Suchych Stawach w 2010 r. niestety nie kłamie.

Źródło: wisla.krakow.pl.

Warto jeszcze przypomnieć, że w zeszłym sezonie, po raz pierwszy drużyna z Azerbejdżanu zagrała w fazie grupowej Ligi Europy, ale nie był nią Karabach, tylko Neftczi Baku. Ağ-qaralar (czarno-biali) wyeliminowali w rundzie play-off APOEL Nikozja, a w fazie grupowej zaprezentowali się znakomicie osiągając dwa remisy z Partizanem Belgrad (0:0, 1:1) i remis z Interem Mediolan (2:2) na San Siro! Poza tym dwukrotnie minimalnie przegrali z Rubinem Kazań (0:1, 0:1) i u siebie z Interem (1:3).

Porażka Piasta jest tym bardziej bolesna, że w tym sezonie odpadły już trzy pozostałe kluby azerskie – Neftczi Baku w eliminacjach Ligi Mistrzów, a Xəzər-Lənkəran i Inter Baku w eliminacjach Ligi Europy). Szkoda, że to akurat polski klub poprawia azerskie nastroje.

Nie wiem, czy sposobem na poprawienie polskich nastrojów będzie zwrócenie uwagi na kilka niespodzianek, a może nawet sensacji. Sparta Praga odpadła ze szwedzkim BK Häcken (2:2, 0:1), Aalborg z gruzińską Dila Gori (0:3, 0:0), IFK Goeteborg z Duklą Trenczyn (0:0, 1:2), Sturm Graz z islandzkim Breiðablik (0:0, 0:1) i chyba największe zaskoczenie Utrecht z luksemburskim FC Differdange 03 (1:2, 3:3). Czy to jakieś pocieszenie? Niewielkie. Średnia to przyjemność, żeby cieszyć się cudzego nieszczęścia.

Z drugiej jednak strony azerskie kluby, używając terminologii Franza Smudy, to nie jakieś tam „ogórki”. W rankingu klubowym UEFA Qarabağ zajmuje miejsce 192. miejsce , tuż za Neftczi Baku. Co ciekawe z polskich klubów wyżej w rankingu jest tylko Lech (94), Wisła (112), Legia (116), i Sląsk (180), natomiast za azerskimki klubami – Ruch (227), Jagiellonia (251), Polonia Warszawa (258). Za Qarabağiem znajdują się tak znane kluby jak np. Gaziantepspor, Servette Genewa, Dundee United, Malomoe FF, IFK Goeteborg, Banik Ostrawa, Sigma Ołomuniec, Hibernian, czy Aberdeen. W rankingu klubowym polskie kluby zajmują 21. miejsce, zaś azerskie 30. i wcale nie jest to ostatnie miejsce, bo sklasyfikowano 53. federacje.

 

Źródła: własne, piast.gliwice.pl, 90minut.pl, qarabagh.com, fakt.pl, wisla.krakow.pl, pl.wikipedia.org.

środa, 22 lutego 2012
Standard Liege – rywal Wisły Kraków

Rywalem Wisły Kraków w rywalizacji o awans do 1/8 finału Ligi Europy jest Standard Liege. W rankingu UEFA, Standard zajmuje 47. miejsce, a w rankingu obejmującym tylko bieżący sezon zajmuje 27. miejsce. Wisła zajmuje odpowiednio 117. i 54. miejsce. W rankingu Międzynarodowej Federacji Historyków i Statystyków Futbolu (IFFHS) Standard znajduje się na bardzo wysokim 16. miejscu, zaś Wisła na 57.

Rywalizacja polsko-belgijska w europejskich pucharach

Potyczka Standardu i Wisły jest dwunastą w historii europejskich pucharów rywalizacją polsko-belgijską. Spośród dotychczasowych jedenastu dwumeczy aż siedmiokrotnie kluby belgijskie były lepsze od polskich, przy czym dwukrotnie Belgowie przechodzili do kolejnej rundy po rzutach karnych, a raz dzięki bramce strzelonej na wyjeździe. Bilans tych 23 meczy, włączając pierwszy mecz Wisły i Standardu, jest korzystny dla klubów z Belgii – 11 zwycięstw, 7 remisów, 5 porażek i bramki 29:21. Wcześniej Standard tylko raz rywalizował z polskim klubem. W sezonie 1970/1971 odpadł w II rundzie Pucharu Europy Mistrzów Klubowych z Legią Warszawa (1:0, 0:2).

Historia

Klub został założony w 1898 roku pod nazwą Standard FC, przez studentów uczelni Saint-Servais w Liège. Inspiracją dla nazwy był Standard Athletic Club, popularny klub brytyjski z siedzibą w Paryżu, który wygrał mistrzostwo Francji w 1894, 1895, 1897, 1898 i 1901 r. O nazwie zdecydowało głosowanie, podczas którego nazwa „Standard” zdystansowała inne propozycje – „Excelsior”, „Sporting”, „Daring” i o jeden głos „umiejętności Liege”. Powszechnie używana nazwa „Standard Liege” jest skrótem od pełnej nazwy w brzmieniu: „Royal Standard de Liège”. Podobną nazwę jak klub z Liege nosi jeszcze FC Standard de Lemba (Demokratyczna Republika Konga) i Standard Baku (Azerbejdżan).

Herb_Standardu_Liege

Herb Standardu Liege.

Źródło: sportbettingreview.co.uk.

Przydomkiem, który noszą piłkarze Standardy jest „Les Rouches”, co w języku francuskim oznacza „Czerwoni”. Przydomek nawiązuje do czerwonych koszulek klubu z Liege. Jak podaje anglojęzyczna wersja wikipedi podaje, że francuskie słowo na czerwono, „Rouge”, gdy jest wymawiane z akcentem Walonii, brzmi jak „Rouche”. Barwy klubu są czerono-białe.

Naturalnym, ale już tylko historycznym rywalem Standardu jest RFC (Royal Football Club) Liege, który w sezonie 1895/1896 występując pod nazwą FC Liegeois wygrał pierwsze mistrzostwo Belgii. Łącznie zdobył 5 tytułów mistrzowskich i jeden Puchar Belgii. Klub został założony w 1892 r., ale mimo pięknej historii popadł w kłopoty finansowe. W 1996 r. spadł do III ligi. Rok wcześniej stadion należący do RFC - Stade Vélodrome de Rocourt został zamknięty, a następnie zburzony. Od tamtej pory klub błąka się po małych stadionach w innych miastach takich jak Ans, Seraing i Tilleur. Z tego też powodu zapracował na przydomek „bezdomni”. FC Liege zasłynęło blokowaniem transferu Jeana Marca Bosmana do Dunkierki, co doprowadziło do wyroku ETS i otwarcia rynku piłkarzy w Unii Europejskiej.

Stadion

Standard rozgrywa swoje mecze na stadionie Maurice Dufrasne, zwanym także Stade de Sclessin, co było jego pierwotną nazwą odnoszącą się do jednej z dzielnic Liege. Stadion leży tuż nad Mozą, czyli rzeką przepływającą przez miasto. Obecną nazwę stadionu zaproponował piąty prezydent klubu i nawiązuje ona do imienia i nazwiska – Maurice Dufrasne’a – prezesa Standardu w latach 1909 (kiedy stadion był budowany) – 1931.

Pojemność stadionu wynosi obecnie 30.023, ale w przeszłości wielokrotnie się zmieniała. Serwis stadiony.net podaje, że pojemnośc stadionu wynosi 29.200. W 1973 r. stadion mógł pomieścić 43 tys. widzów. Gruntowną renowację przeszedł w 1999 r., aby odpowiednio przygotować go na Euro 2000. Meczem otwarcia na przebudowanym stadionie był pojedynek Belgia – Egipt (0:1). Podczas Euro 2000 na stadionie rozegrano trzy mecze grupowe: Niemcy – Rumunia (1:1), Norwegia – Jugosławia (0:1) i Dania – Czechy (0:2).

Stadion_Standardu_Liege

Stadion Standardu Liege – Stade Maurice Dufrasne (Stade de Sclessin).

Źródło: bazastadionow.pl.

Reprezentacja Belgii swoje mecze rozgrywa przede wszystkim na stadionie narodowym, którym jest Stadion Króla Baudouina w Brukseli, który został wzniesiony w 1995 r. w miejscu tragicznego Heysel. Na stadionie Standardu rozegrała do tej pory 23 mecze, z których 12 wygrała, 3 zremisowała i 8 przegrała (bilans bramkowy 46:30). 17 kwietnia 1974 r. w meczu sparingowym z Polską padł remis 1:1. Od wspomnianego meczu z Egiptem, reprezentacja jeszcze tylko trzykrotnie zagościła na stadionie w meczach z Marokiem (4:0, 1999), Estonią (2:0, 2003, el. Euro) i ponownie z Estonią (3:2, 2008, el. MŚ).

Klub planuje przebudowę stadionu, a dokładniej poważną przebudowę ostatniej trybuny, która zostanie połączona z pozostałymi trzema, co uczyni stadion w pełni zadaszonym. Właścicielowi klubu Rolandowi Duchateletowi marzy się, aby przebudowa uczyniła stadion największym centrum konferencyjno-biznesowym w Belgii.

Sukcesy

Standard Liege dziesięciokrotnie zdobywał mistrzostwo Belgii (1958, 1961, 1963, 1969, 1970, 1971, 1982, 1983, 2008, 2009) i sześciokrotnie Puchar Belgii (1954, 1966, 1967, 1981, 1993, 2011). Poza tym cztery razy wygrywał Superpuchar Belgii (1981, 1983, 2008, 2009) i jeden raz Puchar Ligi Belgijskiej (1975). Standard aż 11 razy był wicemistrzem Belgii, 9 razy przegrywał w finale Pucharu Belgii i 3 razy w rywalizacji o Superpuchar Belgii.

Bardziej utytułowanymi belgijskimi klubami są Anderlecht Bruksela i Club Brugge, dlatego mistrzostwa zdobywane przez Standard Liege w 2008 i 2009 były traktowane jako coś przejściowego, krótkotrwałego. Anderlecht jest zdecydowanie najlepszym i najbardziej znanym klubem w Belgii. Zdobył 30 tytułów mistrza Belgii, 9 Pucharów Belgii, 7 Superpucharów Belgii, 2 Puchary Zdobywców Pucharów (1976, 1978), 2 Superpuchary Europy (1976, 1978) i Puchar UEFA (1983). Poza tym dwukrotnie wystąpił w finałach PZP (1977, 1990) i raz w finale Pucharu UEFA (1984).

Club Brugge to drugi klub Belgii pod względem popularności i sukcesów, do których należą: 13 tytułow mistrza Belgii, 10 Pucharów Belgii, 13 Superpucharów Belgii, finał Pucharu Europy (1978) i finał Pucharu UEFA (1976).

Pod względem liczby wywalczonych mistrzostw Belgii lepszym od Standardu jest nie tylko Anderlecht i Club Brugge, ale także Royal Union Saint-Gilloise, który zdobył 11 tytułów.

Europejskie puchary

Największym sukcesem Standardu jest osiągnięcie finału nieistniejącego już Pucharu Zdobywców Pucharów. W sezonie 1981/1982 Standard wyeliminował Florianę La Valettę (3:1, 9:0), Vasas Budapeszt (2:0, 2:1), FC Porto (2:0, 2:2) i Dinamo Tbilisi (1:0, 1:0). W finale rozegranym na stadionie Camp Nou, Belgowie przegrali z FC Barceloną 1:2, choć prowadzili 1:0. W tamtej drużynie grali m.in. Michel Preud'homme, Eric Gerets i Arie Haan.

Poza tym w 1996 r. Standard dotarł do finału Pucharu Intertoto. W sezonie 2009/2010 Standard występował w fazie grupowej Ligi Mistrzów z Arsenalem Londyn (2:3, 0:2), AZ Alkmaar (1:1, 1:1) i Olympiakosem Pireus (1:2, 2:0). Standard zajął 3. miejsce i wiosną 2010 r. grał w Lidze Europejskiej. Wyeliminował Red Bull Salzburg (3:2, 0:0) i Panathinaikos Ateny (3:1, 1:0), ale w ćwierćfinale nie sprostał Hamburgerowi SV (1:2, 1:3).

W obecnym sezonie Standard zaczął udział w europejskich rozgrywkach od III rundy eliminacji Ligi Mistrzów, gdzie uległ FC Zurich (1:1, 0:1) i został przeniesiony do IV rundy eliminacji Ligi Europy. Standard dwukrotnie zwyciężył Helsingborgs IF (1:0, 3:1) i awansował do fazy grupowej. W grupie z Hannoverem (0:0, 2:0), FC Kopenhagą (3:0, 1:0) i Worskłą Ppłtawą (0:0, 3:1) zajął pierwsze miejsce, a w pierwszym meczu fazy pucharowej zremisował w Krakowie z Wisłą 1:1. Standard rozegrał więc 11 meczy w tym sezonie. Zdobył w nich 15 goli. Spośród 9 strzelców najwięcej trafień zanotowali (po 3) zanotowali Kanu i Tchite.

Do dnia dzisiejszego Standard rozegrał w europejskich pucharach 87 meczów (39 zwycięstw, 23 remisy i 25 porażek) z bilansem bramkowym 106:92.

Polacy w Standardzie

W barwach klubu z Liege występowało dotychczas tylko trzech Polaków – Waldemar Jaskulski, Andrzej Kubica i Waldemar Stachowiak, chociaż ten ostatni przez cztery kolejne sezony (począwszy od 1994/1995) nie rozegrał w belgijskim klubie żadnego meczu ligowego. Waldemar Jaskulski przed dwa sezony 1996/1997 i 1997/1998 zagrał w 49 meczach ligowych strzelając trzy gole. Natomiast Andrzej Kubica jesienią 1996 r. w 10 meczach zdobył 2 gole.

Znani piłkarze i trenerzy

Oprócz wspomnianych już trzech piłkarzy (Michel Preud'homme, Eric Gerets, Arie Haan), znanymi zawodnikami Standardu byli m.in. Belgowie – Danny Boffin, Eric Deflandre, Marc Wilmots, Emile Mpenza, Mbo Mpenza, Daniel van Buyten, Axel Witsel i Steven Defour. Wśród obcokrajowców należy wymienić takich piłkarzy jak: Dieumerci Mbokani (Demokratyczna Republika Konga), Sergio Conceicao (Portugalia), Oguchi Onyewu (USA), Milan Jovanović (Serbia), Vedran Runje, Ivica Mornar i Robert Prosinecki (wszyscy trzej – Chorwacja).

Trenerami Standardu byli m.in. Géza Kalocsay (Węgry), Arie Haan (Holandia), René Vandereycken, Aad de Mos (Holandia), Tomislav Ivić (Chorwacja), Michel Preud'homme (Belgia) i László Bölöni (Rumunia).

Budżet

W zeszłym roku klub został przejęty za 43 mln euro przez polityka i biznesmena Rolanda Duchateleta. Wcześniej klubem rządzili Luciano i Dominique d’Onofrio, którzy współpracowali ze zmarłym w 2009 r. Robertem Louisem-Dreyfusem, szwajcarskim właścicielem Olympique Marsylia. To właśnie tych trzech panów przejęło pod koniec lat dziewięćdziesiątych minionego stulecia stojący na skraju bankructwa Standard i uczyniło z niego kuźnię młodych talentów na wzór Ajaxu Amsterdam. To jednak wymagało ryzykownego kroku, bowiem w 2007 r. otworzyli nowoczesną akademię piłkarską, której budowa pochłonęła 18 milionów euro. Pieniądze szybko się zwróciły. W 2008 r. Everton zapłacił, a właściwie przepłacił za Marouane Fellainiego 22 mln euro. Przed rozpoczęciem obecnego sezonu Benfica Lizbona wyłożyła za dobrze znanego „Wasylowi” – Axela Witsela 8 mln euro, a FC Porto za Stevena Defoura 6 mln euro. Jeśli chodzi o zakupy, to Standard jest bardzo oszczędny w wydawaniu pieniędzy. Najdroższym nabytkiem obecnego sezonu jest francuski pomocnik William Vainqueur, za którego Belgowie zapłacili FC Nantes 1,7 mln euro.

Obecna drużyna

Najbardziej znanymi i doświadczonymi piłkarzami w obecnej drużynie są napastnik Mohammed Tchite i pomocnik Jelle Van Damme. O sile drużyny stanowią także młodzi, przebojowi napastnicy – Michy Batshuayi (Belgia) i Gohi Bi Cyriac (Wybrzeże Kości Słoniowej).

Podczas krótkiej przerwy zimowej w Standardzie zaszło kilka kosmetycznych zmian w kadrze drużyny. Z wypożyczenia do Kortijk wrócił izraelski obrońca Rami Gershon. Dołączył on do swojego rodaka Maora Buzaglo sprowadzonego w sierpniu zeszłego roku z Hapoelu Tel Awiw za 440 tys. euro. Buzaglo był jednym z piłkarzy, którym latem interesowała się Legia. Wracając do wzmocnień Standardu to z norweskiego Vikingu Stavanger przybył islandzki pomocnik Birkir Bjarnason, a z FC Nantes napastnik z Togo – Serge Gapke. Poza tym z nigeryjskiego 36 Lions FC wypożyczony został napastnik – Imoh Ezekiel. Standard poniósł też staraty kadrowe. Klub opuściło sześciu graczy graczy – obrońca Victro Ramos (Esporte Club Victoria, wypożyczenie), pomocnicy Papa Camara (Valenciennes, 500 tys. euro), Leroy Labyelle (Maastricht, wypożyczenie) i Franck Berrier (Zulte Waregem) oraz napastnicy Aloys Nong (Mons), Mbaye Leye (Zulte Waregem). Zwolennikiem sprowadzenia Nonga do warszawskiej Polonii był były już dyrektor tego klubu – Włodzimierz Lubański. Z kolei warszawska Legia nawet testowała Moussę Traore, ale nie spełniał on oczekiwań trenera Skorży, a później doznał urazu.

Podsumowanie

Chociaż w ostatnich latach Standard dwukrotnie sięgał po mistrzostwo, to i tak pozostaje w cieniu Anderlechtu i Club Brugie – klubów bardziej utytułowanych, bardziej medialnych i bardziej popularnych. Droga jaką podążają „Czerwoni” polegająca na wychowywaniu własnych piłkarzy w akademii piłkarskiej jest rozwiązaniem, który pozwala przeciwstawić się sile wspomnianych dwóch klubów. Na arenie europejskiej Standardowi idzie jednak gorzej, a Wisła po remisie 1:1 u siebie wcale nie stoi na straconej pozycji w rewanżu.

 

Źródła: własne, standard.sudpresse.be, 90minut.pl, uefa.com, rssf.com, wikipedia.pl, en.wikipedia, stadiony.net, sportbettingreview.co.uk,  M. Heatley, Stadiony piłkarskie Europy, 2006, s. 240-243. „Skarb kibica. Liga Mistrzów sezon 2009/2010” – dodatek do „Przeglądu Sportowego” z dnia 11 września 2009 r., s. 73. P. Wilkowicz, Europa da się lubić, Rzeczpospolita z dnia 17-18 grudnia 2011 r., s. A12. „Skarb kibica. Europejskie puchary. Wiosna 2012” - dodatek do „Przeglądu Sportowego” z dnia 14 lutego 2012 r., s. 17-19.

poniedziałek, 13 lutego 2012
Superpuchar wstydu i ignorancji

Dzisiaj zamiast zaczytywać się w sportowych stronach gazet codziennych po wielkim pojedynku jakim mógł być mecz o Superpuchar Polski między Legią Warszawa a Wisłą Kraków pozostało w dalszym ciągu dyskutowanie na temat przyczyn i konsekwencji odwołania tego meczu.

W środę Ekstraklasa S.A. podjęła decyzję o odwołaniu Superpucharu pod naporem obu klubów, które dały organizatorowi ultimatum. Zagroziły, że jeśli do godz. 16 nie będzie decyzji, to wspólnie odmawiają uczestnictwa w tym niepewnym meczu. Spotkanie władz miasta, policji, Ekstraklasy i innych odpowiedzialnych służb nie przyniosło spodziewanego efektu, więc Ekstraklasa odwołała mecz. Do tego czasu przedstawiciele klubów albo nie zabierali głosu albo wyrażali przekonanie co do zorganizowania meczu. W środę miarka się jednak przebrała, bo zanosiło się, że decyzja zostanie podjęta w piątek popołudniu, na nieco ponad 24 godziny przed meczem. Tylko to pokazuje, że w całej rozgrywce i przepychankach miedzy odpowiedzialnymi organami nie uwzględniono zdania tych najważniejszych, czyli klubów i kibiców.

 Stadion_Narodowy_09.02.2012_(1)

Oczywiście, policja wskaże, że nie mogła zgodzić się na organizację imprezy w obawie o bezpieczeństwo kibiców. Trudno jednak przyjąć taki argument, jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że 29 stycznia Stadion Narodowy został otwarty tylko po to, aby za wszelką cenę przeprowadzić na nim imprezę „Oto jestem!”. Wtedy policja zgłaszała zastrzeżenia, ale w końcu wyraziła zgodę na przeprowadzenie imprezy. Tłumaczenie stróż prawa dla braku zgody na Superpuchar było takie jak zwykle – impreza z udziałem kibiców to impreza podwyższonego ryzyka. Na imprezie otwarcia byli inni widzowie niż na meczu. To prawda, ale bezpieczeństwo takie samo. W tym kontekście śmieszne było otwarcie stadionu na jego oficjalne… otwarcie (!) a następnie… zamknięcie i przystąpienie do dalszych prac budowlanych. Komicznie wyglądały tłumaczenia władz miasta, że Superpuchar nie może się odbyć, bo Stadion Narodowy jest „wielkim placem budowy”. A 29 stycznia nie był?

Niezwracanie uwagi na potrzeby klubów i konieczność odpowiedniego przygotowania się do meczu, jak również ustalenia planu treningów to chyba nowa jakość, którą wyznacza Pani Minister Joanna Mucha. Wszystkie służby nie zainteresowały się zdaniem tych najbardziej zainteresowanych, czyli klubów. Ich potrzeby były permanentnie ignorowane. Czemu się jednak dziwić, skoro Pani Minister na jednej z narad zapytała Kto wybrał drużyny do tego meczu? (cyt. za: romankolton.blog.interia.pl). Co więcej Pani Minister powiedziała: „Tak, posypuję głowę popiołem, rzeczywiście w ostatnich tygodniach popełniłam kilka błędów komunikacyjnych. Skąd to się wzięło? Z prostej przyczyny - braku czasu (…) Zwłaszcza ostatnio długo siedzę nad papierami.” (cyt. za: sport.pl).

Przykre, że policja odmówiła zgody na rozegranie meczu, ale legitymację do takiego postępowania dał jej Premier Donald Tusk, który po rozróbach po finale Pucharu Polski ukarał kilka tysięcy kibiców, w tym posiadaczy karnetów, nakazując wojewodom zamknięcie stadionów Legii i Lecha. Dlaczego? Bo uczestnicy zamieszek mogli znaleźć się na obiektach tych klubów, a policja nie potrafiła ich zatrzymać w ciągu kilku dni, więc została uprawiona do prewencyjnego (!) zamknięcia stadionów. W POlskiej rzeczywistości stadiony można albo (a) zamykać albo (b) nie otwierać.

Teraz Premier milczy, bo o ile surowe podejście do stadionowego chuligaństwa zapewniło mu kilka punktów procentowych, to odwoływanie imprez na Stadionie Narodowym już nie bardzo, zwłaszcza że PO dramatycznie traci poparcie. Premier chyba już zapomniał jak w czerwcu zeszłego roku triumfalnie wręcz obwieścił, że prace na Stadionie Narodowym zakończą się… 30 listopada, a co więcej dodał: „Nie ma żadnych wątpliwości, że Stadion Narodowy będzie gotowy z odpowiednim wyprzedzeniem przed Euro 2012” (cyt. za: gazetaprawna.pl). Na pytanie, czy Stadion Narodowy jest gotowy, żal odpowiadać z litości dla Premiera, który teraz milczy. W końcu jest już po wyborach, a cel w postaci zwycięstwa został osiągnięty. Premier nie ma więc żadnego interesu, aby zajmować się kontrowersyjną sprawą, ale jak przyjdzie do pokazania się w loży VIP to nam (potencjalnym wyborcom) przypomni się podkreślając swój wkład w wybudowanie stadionów i organizację Euro 2012.

Policja wskazuje, że Stadion Narodowy nie nadaje się na mecze klubowe. Bulwersujące jest to, że dopiero teraz zgłasza swoje zastrzeżenia. Po co było budować ten Stadion skoro nie nadaje się na mecze klubowe. Tylko po to, żeby rozegrać na nim 5 meczów w ramach Euro 2012? Skoro odpada Superpuchar, to za chwilę okaże się, że nie można rozgrywać na nim finału Pucharu Polski. Tego problemu na razie nikt nie podnosi, bo jest jeszcze kwestia meczu Polska – Portugalia.

 Stadion_Narodowy_09.02.2012_(2)

Józef Wojciechowski, właściciel Polonii Warszawa, do niedawna był poważnie zainteresowany rozegraniem na Narodowym hitowego meczu Polonia – Śląsk Wrocław, ale w rozmowie z onet.pl stwierdził, że wycofuje się z tego pomysłu. NCS, operatorowi stadionu, pozostaje więc organizacja meczów reprezentacji Polski, ale będzie to utrudnione, bo Grzegorz Lato już dawno mówił, że Narodowy jest za drogi i kadra nie musi tam grać. To jednak nie będzie problem, bo kilka miesięcy temu Pani Minister Mucha zapytana o sposób w jaki Stadion Narodowy będzie zarabiał na siebie wymieniła… koncerty np. Stinga…

Radosław Gilewicz, były reprezentant Polski powiedział dla serwisu sport.pl: „Spotkanie tej rangi musi zostać rozegrane. Nie rozumiem dlaczego nie można przenieść go na inny obiekt (…) To wstyd, że w tej sytuacji nie dojdzie do spotkania”. Problem w tym, że nie chodzi tylko o wstyd. Smutna prawda jest bowiem taka, że jedna z dwóch głównych aren Euro 2012 nie jest jeszcze gotowa na rozegranie meczów, ale najważniejsze, że w grudniu w blasku fleszy Pani Minister pokazała certyfikat dopuszczający Stadion Narodowy do użytkowania. Tylko, do jakiego użytkowania, skoro nie można rozegrać na nim meczu piłkarskiego?

Mam wielką nadzieję, że ktoś, a najlepiej NIK rozliczy budowę Stadionu Narodowego pod kątem rzetelności wydatkowania środków publicznych.


Źródła: własne, romankolton.blog.interia.pl, legioniści.com, onet.pl, sport.pl, ekstraklasa.net, gazetaprawna.pl.

Zdjęcia Stadionu Narodowego zostały wykonane na dwa dni przed planowanym terminem meczu o Superpuchar Polski, czyli w dniu 9 lutego 2012 r.

piątek, 10 lutego 2012
Przed meczami Wisła - Standard Liege (2)

Wisła przygotowuje się do meczu ze Standardem Liege w warunkach względnego spokoju. Kadra pozostała bez zmian, choć z drużyną nie trenują Boguski i Sobolewski. Wyniki sparingów nastrajają raczej optymistycznie, a stadion Wisły, mimo mroźnej pogody, zostanie przygotowany do meczu z Belgami.

Podczas pierwszego zgrupowania w hiszpańskiej Olivie, wiślacy rozegrali dwa sparingi z niemieckimi drugoligowcami. Najpierw przegrali z Eintrachtem Brunszwik 0:2, a następnie zremisowali z FC Sankt Pauli 2:2 (gole: Brud i Jovanović). Po 20 kolejkach 2. Bundesligi, Sankt Pauli zajmuje 5. miejsce z realnymi szansami na awans, zaś Eintracht jest ósmy.

Po zgrupowaniu w Olivie Wisła przeniosła się do portugalskiego Faro, gdzie wzięła udział w turnieju Atlantic Cup. Wszystkie mecze w ramach tego turnieju zostały rozegrane na Estadio Algarve, czyli jednej z aren portugalskiego Euro 2004 nazwanej przez serwis interia.pl „futbolowym jarmarkiem na pustkowiu”. Stadion może pomieścić 30.002 widzów, a że jest położony między dwoma miastami (Faro i Loule), które łącznie zamieszkuje ok. 120 tys. mieszkańców, to z reguły jest pusty. Tak też było na meczach rozgrywanych w ramach Atlantic Cup.

Estadio_Algarve_1

Źródło: port folio.populos.com.

Estadio_Algarve_2

Źródło: albuferia.com.

Wisła pokonała szwedzki Helsingborgs IF 2:0 (Melikson i Biton) i duński Odense BK 1:0 (Melikson). Między tymi dwoma meczami przegrała z duńskim FC Midtjylland 2:3 (Iliev i Garguła), czym zamknęła sobie drogę do finału, w którym Duńczycy zagrali z Dinamem Zagrzeb. Trener Moskal nie narzekał na fakt, że Wisła ukończyła turniej na 3. miejscu, bo po ostatnim meczu miałby tylko 48 godzin na przygotowanie drużyny do finałowego pojedynku. Warto jeszcze dodać, że turnieju oprócz wymienionych drużyn w turnieju występował jeszcze Rapid Wiedeń.

Trenera Moskala nie zmartwił brak awansu do finału, ale zmartwiła go informacja o odwołaniu meczu o Superpuchar, co oznaczało, że pierwszego meczu ze Standardem nie poprzedzi żaden pojedynek o stawkę. Wisła zamiast meczu z Legią, zagra w sobotę na zamkniętym (dla mediów i kibiców) stadionie z Sandecją Nowy Sącz.

Wprawdzie od dawna było wiadomo, że Wisła nie przeprowadzi żadnego transferu, to media obiegło kilka ciekawych informacji transferowych. W pierwszej kolejności wspomnieć należy, że obrońca Śląska Wrocław – Piotr Celeban przedłużył kontrakt ze swoim dotychczasowym klubem, choć media informowały o zainteresowaniu ze strony Norymbergi i właśnie Wisły. Krakowianie podobno interesują się 22-letnim obrońcą Maccabi Hajfa – Sarimem Falahem. Młodzieżowy reprezentant Izraela wart jest ok. 700 tys. euro, tyle tylko, że Maccabi nie wyobraża sobie transferu, a poza tym piłkarzem interesuje się także Borussia Dortmund, co znacznie osłabia szanse na transfer. Poza tym serwis sport.pl powołując się na doniesienia hondurańskiej gazety „La Tribuna” podawał, że Osmana Cheveza chce sprowadzić klub z Chin i Legia Warszawa. Niezależnie od tych dywagacji, wszystko wskazuje na to, że Wisła przystąpi do meczów ze Standardem w najsilniejszym składzie.

 

Źródła: własne, sport.pl, 90minut.pl, onet.pl, interia.pl, przegladsportowy.pl, kicker.de, theatlanticcup.eu, wikipedia,  port folio.populos.com i albuferia.com.

 
1 , 2 , 3
| < Wrzesień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30  
Tagi