Wpisy z tagiem: Polonia Warszawa

poniedziałek, 19 maja 2014
Młodzicy Polonii znacznie lepsi od MKS Grójec

W niedzielę 23 marca 2014 r. w mistrzostwach województwa mazowieckiego w koszykówce młodzików młodszych (rocznik 2001) MKS Polonia Warszawa pokonała MKS Grójec 63:49.

Od początku spotkania przeważali gospodarze, którzy grali szybciej, dokładniej, pewniej i przede wszystkim skuteczniej. Różnica w wyszkoleniu, przeglądzie pola, przemyśleniu konstruowanych akcji i warunkach fizycznych była widoczna gołym okiem. Różnica polegała też na tym, że w przypadku Polonii można mówić o szerokiej selekcji, zaś w przypadku MKS o grupie zawodników – głównie kolegów z jednej klasy.

2014.03.23_Polonia_-_MKS_Grójec_(1)

Po pierwszej połowie zanosiło się na pogrom. Polonia prowadziła różnicą 20 punktów, jednak w drugich dwudziestu minutach sytuacja na boisku trochę się zmieniła. Wprawdzie w III kwarcie przewaga gospodarzy przekroczyła 20 punktów, to jednak goście stopniowo ją zmniejszali. Przede wszystkim trener gospodarzy częściej dokonywał zmian wprowadzając na boisko zawodników, którzy do tej pory grali mniej. Poza tym, poloniści zatracili swoją skuteczność, a wiatru w żagle nabrali goście. Młodzi zawodnicy z Grójca poczynali sobie na tyle dobrze, że wykorzystując wspomniane zdarzenia związane z gospodarzami wygrali ostatnią kwartę 17:9. Gdyby jednak stwierdzić, że zabrakło im czasu na odrobienie strat byłoby to nieprawdziwe, ponieważ trener gospodarzy umiejętnie zarządzał siłami swoich zawodników, a zwycięstwo nie było zagrożone, ani przez chwilę.

2014.03.23_Polonia_-_MKS_Grójec_(2)

----

Ostatecznie Polonia z bilansem 9 zwycięstw – 1 porażka zdobyła wicemistrzostwo województwa mazowieckiego. Taki sam bilans osiągnęła zwycięska drużyna SKK Siedlce. Zresztą obie drużyny w tej kategorii wiekowej w województwie mazowieckim wydają się poza zasięgiem pozostałych klubów. MKS Grójec ukończyło rozgrywki na 4. miejscu z bilansem 4 zw. – 6 por. W rundzie kwalifikacyjnej Polonia wygrała swoją grupę z bilansem 10-0, choć do rywalizacji liczył się bilans 8-0 z uwagi na nieuwzględnianie wyników Piotrówki II Radom. MKS Grójec z bilansem 8-2 zajął 2. miejsce w swojej grupie, w której zresztą rywalizował z Siedlcami.

 

„Afera” z trenerem

Nie pisałbym o tym meczu, gdyby nie fakt, że kilka dni później na portalu sport.pl pojawił się całkiem spory artykuł o konflikcie Grzegorza Nurowskiego, trenera Polonii z rodzicami zawodników. Czworo rodziców chłopców trenujących koszykówkę w Polonii w roczniku 2001 postanowiło przenieść ich do klubu Jagiellonka. Przeszkadzało im wulgarne zachowanie trenera w stosunku do dzieci i przymuszenie do posłania dzieci do wskazywanej przez klub szkoły. Dodatkowo, klub za wydanie tzw. listów czystości, czyli dokumentu potwierdzającego, że zawodnik nie jest związany z żadnym klubem, zażądał 4 tys. złotych.

Jeśli chodzi o trenera, to nie zaprzeczył, że w przypływie stresu i emocji mogło się zdarzyć, że użył w stosunku do swoich zawodników „niecenzuralnego słowa” (cyt. za sport.pl). Zauważył jednak, że nigdy rodzice nie zgłaszali zastrzeżeń co do sposobu prowadzenia przez niego drużyny. Koordynator grup młodzieżowych klubu potwierdził, że „w niektórych przypadkach było rzeczywiście za ostro, padało trochę więcej wulgaryzmów.” (cyt. za sport.pl). Trener uważa jednak, że całą sprawę rozdmuchali rodzice, ich ambicje i próba wpłynięcia na kierowanie drużyną. Władze klubu w rozmowie z portalem sport.pl potwierdziły, że istnieje konflikt między rodzicami czołowych rodziców a trenerem.

Pomijając zachowanie trenera, to rodzice stanowczo odmówili wykupienia listów czystości za kwotę zaproponowaną przez klub. Podobno zaproponowali 1-1,5 tys. zł, choć klub uważa, że była to kwota 300 zł. Ten swoisty ekwiwalent za wyszkolenie powinien zapłacić nowy klub, ale w praktyce płacą go rodzice. Podkreślają oni, że również ponoszą koszty – obozów, wpisowego na turnieje, leczenia, kontuzji, ewentualnej rehabilitacji, sprzętu, a także comiesięczne składki. Słusznie zauważają, że Regulamin PZKosz jest stosowany tak samo do zawodowców, jak do ich dzieci, którzy nie są koszykarzami, tylko kandydatami na nich. Klub odpiera te zarzuty wskazując, że rodzice podpisali w imieniu dzieci deklarację członkowską stanowiącą, że zawodnik będzie przestrzegał regulaminu PZKosz.

Polonia ma problemy sportowe i finansowe. Spektakularnych sukcesów brakuje, a na szkolenie dzieci i młodzieży w 2014 r. otrzymała z miasta 530 tys. zł, czyli o 86 tys. mniej niż rok wcześniej. „Polonia choć w skali kraju niczym się nie wyróżnia, w Warszawie jest wiodącym klubem, jeśli chodzi o szkolenie młodzieży. Przy Konwiktorskiej szkoli się grupy w każdej kategorii wiekowej.” (cyt. za sport.pl). Nie może więc dziwić, że klub zdecydował się na wyznaczenie ekwiwalentu w maksymalnej wysokości, choć mieści się on w widełkach 100 zł – 4 tys. zł. Dotyczy to wyszkolenia zawodnika-wychowanka, zmieniającego barwy po raz pierwszy. Klub tłumaczy się jednak, że PZKosz nie przedstawił żadnych kryteriów jakimi powinien kierować się klub określając wysokość ekwiwalentu.

Katarzyna Dulnik, wiceprezes WOZKosz ds. sportowo-szkoleniowych, była wieloletnia zawodniczka Polonii i reprezentacji Polski, wyraziła w tej sprawie swoje prywatne zdanie: „Nie widzę powodu, by płacić za 13-latka 4 tys. złotych. To nie są reprezentanci Polski, to są dzieci.” (cyt. za sport.pl). Nowy klub, a raczej rodzice mogą nie płacić ekwiwalentu za szkolenie, ale okres karencji, po którym zawodnik uzyskuje status wolnego, trwa trzy sezony. W przypadku kandydatów na koszykarzy taka przerwa może oznaczać tylko uniemożliwienie rozwoju i wprowadzenia do wielkiej kariery. Trzy lata treningów bez oficjalnych meczów o jakąkolwiek stawkę i brak jakiejkolwiek rywalizacji to scenariusz, który trudno sobie wyobrazić przez dorosłego, a co dopiero przez dziecko.

Klub poinformował, że „Trener Nurowski od przyszłego sezonu nie będzie prowadził rocznika 2001” (cyt, za sport.pl), aczkolwiek portal wskazuje, że ta decyzja niekoniecznie była spowodowana konsekwencjami dyscyplinarnymi.

 

Komentarz

Ta sprawa pokazuje wszystkie zasadnicze problemy sportu młodzieżowego, czyli:

- trenera, który zachowuje się w wulgarny sposób i nie panuje nad emocjami,

- rodziców, którzy mają ambicje (może nawet przerośnięte),

- klubu, który daje przyzwolenie na zachowanie trenera, a jednocześnie ima się wszelkich możliwych, aczkolwiek zgodnych z prawem sposobów, aby zapewnić sobie dalszą egzystencję,

- wreszcie władz centralnych w postaci PZKosz, które nie do końca sprawują kontrolę nad rywalizacją dzieci i młodzieży, choćby poprzez brak szczegółowych regulaminów dla różnych kategorii wiekowych.

Jeśli chodzi o moje odczucia dotyczące zachowania trenera Nurowskiego, to uważam, że zachowywał się w sposób ekspresyjny i emocjonalny, ale z całą pewnością nie gorszy niż trenera z Grójca. A jeśli chodzi o rodziców, to ich „doping” nosił znamiona kierowania drużyną, podpowiadania komu podać piłkę i komentowania pracy sędziów.

 

23 marca 2014 r., godz. 10:15, Hala „Polonii” (ul. Konwiktorska)

Mistrzostwa Województwa Mazowieckiego 2013/2014 w koszykówce rocznika 2001 – Młodzik młodszy

MKS Polonia Warszawa – MKS Grójec 63:49 (19:8, 23:14, 12:10, 9:17)

MKS Polonia Warszawa: Adrian Chmura, Grzegorz Długosz 3, Jakub Giedronowicz 11, Kacper Gordon 12, Mateusz Malechowski 7, Michał Olejnik 4, Krystian Rafalski 2, Paweł Snopek 11, Maciej Szewczyk 6, Piotr Szymański 0, Jakub Trzciński 0, Kamil Wójcik 7.

Trener: Grzegorz Nurowski.

MKS Grójec: Jakub Dąbrowski 0, Patryk Duszak 0, Apolinary Frączak 7, Dawid Grochowski 0, Karol Joźwiak 4, Bartosz Krzyżanowski 2, Jakub Żak 9, Franciszek Malesa 3, Kamil Marcjanek 6, Miłosz Piecyk 0, Sebastian Sypulski 8, Dominik Zaręba 10.

Widzów: 50 (według bloga).

 

Źródła: wozkosz.pl, pl.wikipedia.org. Ł. Cegliński, Awantura o dzieci. Trener krzyczy, rodzice mają pretensje, Polonia chce tysięcy, warszawa.sport.pl.

wtorek, 27 marca 2012
Smak derbów?

Każde derby wyzwalają w piłkarzach i zwolennikach obu drużyn z tego samego miasta dodatkowe emocje, które czasami przekraczają bariery przyzwoitości i dobrego zachowania. Podczas minionych derby Warszawy piłkarze zostawili waleczność tylko na wypadek mówienia o niej w wywiadach dla mediów. A kibice, a przynajmniej część z nich, była w swoim żywiole, bo to przecież derby!

 2012.03.16_Legia_-_Polonia_W._kibice_8

Legioniści przy huku petard zaprezentowali oprawę, w której podkreślili swoje przywiązanie do rac świetlnych. Zresztą kilka rac stanowiło elementy oprawy. Jeśli chodzi o petardy, to jedna z nich stworzyła realne zagrożenie dla zdrowia piłkarza gości, Tomasza Brzyskiego, gdy eksplodowała nieco ponad metr od jego stopy. Swoją drogą można zastanowić się jak race i petardy znalazły się na stadionie? Może za cichym przyzwoleniem władz klubu, które dążąc do zapełnienia stadionu, znacznie odpuściły w walce z chuliganami? W drugiej połowie na balkonie na górnej trybunie płonęły szaliki gości. Oprócz tego pojawiły się bluzgi, ale to już na tyle „normalne”, że wspominać nie trzeba.

2012.03.16_Legia_-_Polonia_W._kibice_1

2012.03.16_Legia_-_Polonia_W._kibice_2

2012.03.16_Legia_-_Polonia_W._kibice_3 

Goście aniołkami nie byli i ułożyli kartoniadę ubliżającą Legii, a do tego (oczywiście) bluzgali. W drugiej połowie kilku kibiców gospodarzy wbiegło na murawę próbując sprowokować polonistów. Skończyło się na schwytaniu „odważnych” i szczelniejszym zabezpieczeniu sektora gości przez ochronę.

2012.03.16_Legia_-_Polonia_W._kibice_4

2012.03.16_Legia_-_Polonia_W._kibice_5

2012.03.16_Legia_-_Polonia_W._kibice_6 

2012.03.16_Legia_-_Polonia_W._kibice_7 

Kary finansowe dla obu klubów są nieuchronne. Ale czy wystarczy zapłacenie kary i dalsze przyzwalanie na takie zachowania? Czy tego właśnie chcemy? Czy każde derby mają oznaczać takie samo zachowanie? W jakimś stopniu jestem w stanie zrozumieć wzajemne ubliżanie kibicom przeciwnej drużyny, ale poczucia bezkarności i braku poszanowania dla podstawowych zasad życia w społeczeństwie już nie rozumiem. Poważnym incydentem była eksplozja petardy przy piłkarzu, choć oglądając powtórki trudno oprzeć się wrażeniu, że ktoś celował w piłkarza „Czarnych Koszul”.

Czy to jest smak derbów?

poniedziałek, 26 marca 2012
Słabiutkie derby

Po wyjątkowo słabych derby Warszawy, Legia zremisowała bezbramkowo z Polonią w rozegranym w piątek 16 marca 2012 r. meczu 20. kolejki T-Mobile Ekstraklasy. Wprawdzie mecz przy stadionie Legii przyciągnął rekordową (jak na ligowy pojedynek) liczbę 29.017 widzów, to jednak kibice, dziennikarze i sami piłkarze chcieliby o takim meczu jak najszybciej zapomnieć. Powiedzenie, że „mecz się odbył”, to zdecydowanie za mało. Oglądając pojedynek lidera z czwartą drużyną ekstraklasy po prostu bolały zęby.

Gra toczyła się głownie w środkowej strefie boiska, bo Polonia przede wszystkim nie chciała przegrać. Goście rzadko kiedy wyprowadzali ataki, zresztą z reguły ograniczone do zagrania piłki w kierunku Albańczyka Edgara Çaniego i Gruzina Wladimera Dwaliszwiliego. Legioniści atakowali bez przekonania i bez pomysłu. Faktem jest, że Polonia grała przede wszystkim na „zero z tyłu”, ale to i tak nie tłumaczy legionistów, którzy zaprezentowali się zdecydowanie poniżej oczekiwań.

W 9 min. Danijel Ljuboja po odegraniu piłki przez Miroslava Radovica zdecydował się na strzał z ok. 35 min., ale piłkę zmierzająca pod poprzeczkę Sebastian Przyrowski wybił poza boisko. W 13 min. Radović uderzył z zza pola karnego, ale wysoko, wysoko nad bramką gości. Cztery minuty później Rafał Wolski dośrodkował spod linii bocznej w środkowej części boiska w pole karne, gdzie niespodziewanie znalazł się Jakub Wawrzyniak. Obrońca gospodarzy przemierzył jednak fatalnie, a piłka po jego strzale głową nie poleciała nawet w światło bramki. Te trzy akcje mogły zapowiadać, że Legia się rozpędza i kwestią czasu jest strzelenie gola. Tak się jednak nie stało, bo Polonia zatroszczyła się o skuteczną obronę.

2012.03.16_Legia_-_Polonia_W._(1)

Rzadki widok – piłka w polu karnym Legii.

W 18 min. Maciej Sadlok wrzucił piłkę z rzutu wolnego bitego dokładnie z linii środkowej boiska w pole karne. Cani zgrał głową do środka boiska, Tomasz Jodłowiec przedłużył podanie głową, a Janusz Gol strzelił głową tuż obok słupka bramki strzeżonej przez Dušana Kuciaka. Niewiele brakowało, aby goście objęli prowadzenie po samobójczym trafieniu „bohatera z Moskwy”. Siedem minut później „Czarne Koszule” przeprowadziły najgroźniejszą akcję w całym meczu. Iñaki Astiz w dziwny sposób próbował zatrzymać Pawła Wszołka, który uciekł mu i dośrodkował w pole karne, gdzie w polu bramkowym Artur Jędrzejczyk szybkim wślizgiem wybił piłkę spod nóg zabiegającego Caniego. Przez kolejnych prawie dwadzieścia minut niewiele działo się na boisku. Dopiero w 43 min. Dwaliszwili zdecydował się na strzał z okolic narożnika pola karnego, a mocno podkręcona piłka nabrała dziwnej rotacji, ale minęła spojenia słupka z poprzeczką w bramce legionistów. W pierwszej połowie zagotowało się jeszcze pod bramką Przyrowskiego, gdy Ljuboja zagrał w polu karnym do nikogo, a walczący o piłkę Michał Kucharczyk próbował wymusić na arbitrze rzut karny po rzekomym faulu Jodłowca. Legionista słusznie otrzymał żółtą kartkę, co tylko potwierdziło, jak słaba i zdesperowana musiała być Legia skoro jej piłkarz próbował wymusić „jedenastkę”.

2012.03.16_Legia_-_Polonia_W._(2)

Danijel Ljuboja był dokładnie kryty.

W drugiej połowie z lepszej strony pokazali się gospodarze, ale nie zmieniło to ogólnego wrażenia po meczu. W 51 min. Aleksandar Todorovski sfaulował Michała Kucharczyka przed polem karnym. Po minucie Ljuboja wykonywał rzut wolny z około 23 metrów, ale jego strzał odbił Przyrowski. Po upływie dwóch kolejnych minut do wykonania rzutu rożnego przygotowywał się Tomasz Brzyski, a wtedy przypomnieli o sobie chuligani spod znaku Legii, którzy rzucili petardę w kierunku pomocnik gości. Petarda wybuchła dosłownie metr od Brzyskiego i za to należy się Legii kara, ale sam Brzyski już po wybuchu chyba symulował, że coś mu się stało. Wprawdzie złapał się za prawe ucho, bo prawdopodobnie został ogłuszony, ale uklęknął i chyba coś próbował wymusić na prowadzącym zawody. Sędzia Szymon Marciniak z Płocka po krótkiej rozmowie z Brzyskim nakazał mu rozegranie rzutu rożnego.

2012.03.16_Legia_-_Polonia_W._(3)

Danijel Ljuboja wykonuje rzut wolny.

W 62 min. Ljuboja ponownie wykonywał rzut wolny. Tym razem Kucharczyka sfaulował Adam Kokoszka, a Ljuboja strzelał dokładnie z 24,3 m. niemalże na wprost bramki. Jego uderzenie z kozłem tuż nad ziemią Przyrowski z trudem sparował na rzut rożny. Przez następnych piętnaście minut z boiska wiało nudą. W 77 min. Kokoszka osłabił swój zespół po tym jak otrzymał żółtą kartkę za faul na Rafale Wolskim, a że była to jego druga żółta kartka, musiał opuścić boisko. W środkowej strefie boiska Ljuboja wyskoczył wyżej od Sadloka i zgrał piłkę głową do Wolskiego, który zaczął wyprzedzać Kokoszkę. Były reprezentant Polski widząc, że Wolski wychodzi na czystą sytuację złapał go za koszulkę i trzymał tak długo aż sędzia odgwizdał faul.

2012.03.16_Legia_-_Polonia_W._(4)

Adam Kokoszka schodzi z boiska po otrzymaniu czerwonej kartki.

W końcówce spotkania dwie doskonałe sytuacje miał wprowadzony w 73 min. za Radovica Nacho Novo. Najpierw w 84 min. po dośrodkowaniu spod linii bocznej, Hiszpan zamykał akcję i na siódmym metrze mógł dokładnie przymierzyć w długi róg, ale zamiast tego nie trafił w ogóle w bramkę. Kiks, który będzie mu długo wypominany. Jakby tego było mało, to w drugiej minucie doliczonego czasu gry po dośrodkowaniu Jakuba Rzeźniczaka w pole karne, Novo wyskoczył między Sadloka i Đorđe Čotrę i z siedmiu metrów strzelił głową wprost w Przyrowskiego. Jak Hiszpan strzelił dla Glasgow Rangers 47 ligowych goli, skoro w Legii ma problemy w dogodnych sytuacjach?

Derby rozczarowały, choć po meczu Michał Żewłakow przekonywał sport.pl, że takie są właśnie mecze derbowe, w których dominuje walka, a nie piękno futbolu. Problem w tym, że tej walki i chęci udowodnienia kto jest lepszy w mieście nie było. Walka ustąpiła wyrachowaniu i (chyba panicznej?) obawie przed porażką.

 

16 marca 2012, godzina 20:30 - Warszawa (Stadion Wojska Polskiego / Pepsi Arena)

22. kolejka T-Mobile Ekstraklasy 2011/2012

Legia Warszawa 0-0 Polonia Warszawa

Legia: 12. Dušan Kuciak – 2. Artur Jędrzejczyk, 6. Michał Żewłakow, 15. Iñaki Astiz, 14. Jakub Wawrzyniak – 27. Rafał Wolski, 25. Jakub Rzeźniczak, 5. Janusz Gol (71 min., 21. Ivica Vrdoljak), 32. Miroslav Radović (71 min., 33. Michał Żyro), 18. Michał Kucharczyk (73 min., 9. Nacho Novo) – 28. Danijel Ljuboja.

Trener: Maciej Skorża.

Polonia: 81. Sebastian Przyrowski – 26. Aleksandar Todorovski, 13. Adam Kokoszka, 21. Maciej Sadlok, 5. Đorđe Čotra – 7. Paweł Wszołek (81 min., 24. Jakub Tosik), 6. Tomasz Jodłowiec, 28. Łukasz Piątek, 14. Wladimer Dwaliszwili, 22. Tomasz Brzyski (66 min., 29. Pavel Šultes) – 9. Edgar Çani (73 min., 20. Aviram Baruchyan).

Trener: Jacek Zieliński.

żółte kartki: Kucharczyk (45. min., za próbę wymuszenia rzutu karnego) – Kokoszka (61 min., za faul), Jodłowiec (72 min., za faul) i Šultes (89 min., za faul).

czerwona kartka: Adam Kokoszka (77. min., za drugą żółtą – za faul taktyczny).

sędziował: Szymon Marciniak (Płock).

widzów: 29.017.

 

Źródła: własne, 90minut.pl, ekstraklasa.tv, legia.com i sport.pl.

piątek, 08 kwietnia 2011
Derby dla Legii

W meczu 17. kolejki piłkarskiej ekstraklasy, rozegranym w niedzielę 6 marca 2011 r. spośród dwóch warszawskich drużyn lepsza okazała się Legia, która zwyciężyła Polonię 1:0 (1:0).

Derby_Warszawy

Derby Warszawy, a Legia jak przed każdym meczem u siebie podkreśla przywiązanie do stolicy.

Derby, jak na derby przystało były emocjonujące, zacięte i pełne nieustannej walki. Szkoda tylko, że praktycznie rzecz biorąc grała tylko jedna drużyna – Legia. Dość powiedzieć, że przez cały mecz goście oddali tylko jeden strzał, który mógł zagrozić bramce strzeżonej przez Wojciecha Skabę. Legioniści tylko własnej nieskuteczności mogą zawdzięczać, że wygrali w najmniejszy z możliwych sposobów. Nic więc dziwnego, że po meczu trener gości Theo Bos mówił, że gospodarze wygrali zasłużenie i byli zdecydowanie lepsi.

Oprawa_Legionistów_1

Prowokacyjna oprawa kibiców Legii - "Jedna jest siła w tym mieście. Legia to potęga a wy kim jesteście?".

Oprawa_Legionistów_2

Legioniści od początku narzucili swój styl gry. Atakowali piłkarzy „Czarnych Koszul” wysokim pressingiem. Gdy, któryś z polonistów dochodził do piłki natychmiast pojawiało się przy nim 2-3 graczy „wojskowych”, a jeśli tylko udało mu się przedrzeć, natychmiast był zatrzymywany, nie zawsze przepisowo.

Oprawa_Polonistów_1

Kibice Polonii też zaprezentowali się, jak przystało na Derby Warszawy.

Oprawa_Polonistów_2

W 10 min. Miroslav Radovic dynamicznie wbiegł w pole karne, ale uprzedził go JakubTosik. Serb upadł jednak w polu karnym i niesłusznie domagał się odgwizdania rzutu karnego. Później z dystansu strzelił Michał Kucharczyk, ale Sebastian Przyrowski niezbyt pewnie interweniował i odbił piłkę na rzut rożny. Następnie obrońcom w czarnych koszulkach uciekł Manu, ale w polu karnym zdążył tylko przyjąć piłkę, bo natychmiast złapał ją Przyrowski. W 14 min. po dośrodkowaniu Jakuba Rzeźniczaka z prawej strony boiska Kucharczyk strzelił głową wprost w Przyrowskiego. Niewiarygodne, że tak akcja nie zakończyła się bramką! W 26 min. tym razem z lewej strony boiska dobrze dysponowany Radovic zagrał do Michala Hubnika, który strzelił między nogami Przyrowskiego. Bramkarz Polonii odbił piłkę, ale nabiegający Maciej Sadlok skierował ją do bramki. Na trybunach rozpoczęło się szaleństwo.

Derby, czyli walka na całego

Derby, czyli walka na całego.

W odpowiedzi Polonia przeprowadziła najgroźniejszą akcję, ale gapiostwa obrońców Legii nie wykorzystał Artur Sobiech, który z szesnastu metrów strzelił bez przekonania tak, że Skaba bez wysiłku złapał piłkę lecącą nad jego głową. A dodać trzeba, że pozostałe dwie groźne sytuacje Polonistów w tej części meczu wynikały z niefrasobliwości Skaby, który w 8 minucie nie złapał, tylko wypuścił przed siebie piłkę, gdy Marcin Komorowski blokował Sobiecha. Natomiast w 39 min. Adrian Mierzejewski uprzedził Skabę, ale bramka choć pusta znajdowała się pod ostrym kątem a dodatkowo w polu karnym pojawiło się kilku legionistów. Następnie pod dośrodkowaniu Kucharczyka, piłkę strącił Hubnik, ale zamykający akcję Rzeźniczak nie zdążył do piłki. Pierwsza połowa upłynęła więc pod znakiem zdecydowanej przewagi Legii.

Rzut_rożny_dla_Legii

Rzut rożny dla Legii.

W drugiej połowie przez pierwsze 15 min. gospodarze nie mogli odnaleźć odpowiedniego rytmu gry. Poloniści zdominowali ich, bo legioniści grali niedokładnie i nerwowo. Niezależnie od tego, to Legia przeprowadziła bardzo groźną akcję. W 53 min. dośrodkował Rzeźniczak, a Hubnik strzelił głową. Przyrowski odbił piłkę, więc Hubnik dobijał nogą, a bramkarz znowu odbił piłkę. Doskonałe interwencje! Piłka trafiła jeszcze do Manu, ale ten po raz kolejny potwierdził, że nie potrafi strzelać. W 76 min. znowu dośrodkował Rzeźniczak, ale Kucharczyk strzelił wprost w ręce Przyrowskiego. Minutę później w pole karne wpadł Kucharczyk. Dariusz Pietrasiak trącił go w nogę, a młody reprezentant Polski efektownie padł na murawę. Sędzia Hubert Siejewicz uznał, że Kucharczyk symulował i ukarał go żółtą kartką. Legioniści nie zwalniali jednak tempa. W 80 min. Radović dograł do Kucharczyka, ale Przyrowski odważnie wybiegł z bramki i złapał piłkę. Dwie minuty później Kucharczyk znowu wystąpił w głównej roli. Rzeźniczak podał do Kucharczyka, który z kilku metrów, mając przed sobą tylko Przyrowskiego strzelił wysoko, wysoko nad bramką. Poirytowany Rzeźniczak w 90 min. postanowił przesądzić losy spotkania, okiwał kilku polonistów, ale jego strzał odbił znakomity w tym dniu Przyrowski.

W 90 min. sędzia przerwał mecz na kilka minut, bowiem „kibice” zajmujący trybunę północną rzucali na boisko świece dymne, race i petardy hukowe. Wstyd! Porozumienie klubu z kibicami po raz pierwszy od zakończenia konfliktu latem 2010 r. zostało wystawione na wielką próbę. Legia nie uniknie kary, a zachowanie kibiców? Szkoda słów. Fakt, że wyglądało to efektownie, ale po co przeszkadzać piłkarzom? Lata upływają i nie zmienia się nic…

Race_na_Legii

Kibice Legii doprowadzają do przerwania spotkania.

W doliczonym czasie gry kilkukrotnie zakotłowało się pod bramką Skaby, ale żaden z polonistów nie miał nawet okazji, żeby strzelić w kierunku bramki.

Zamieszanie_pod_bramką_Legii

Zamieszanie pod bramką Legii, ale Skaba pewnie chwyta piłkę.

Wiosenne derby Warszawy zakończyły się pierwszym od pięciu lat zwycięstwem Legii, czyli drużyny zdecydowanie lepszej, tyle że bardzo nieskutecznej. Wśród zwycięzców z bardzo dobrej strony pokazał się Rzeźniczak, a także aktywny choć nieskuteczny Kucharczyk, a także Hubnik i twardy, jak skała Vrdoljak. W ogóle legioniści poza pierwszymi piętnastoma minutami drugiej połowy i wielką indolencją strzelecką zagrali dobry mecz, który może napawać optymizmem przed batalią o Mistrzostwo Polski. Wśród gości wyróżnić można tylko Przyrowskiego, który sprawił, że za ten mecz Polonię spotkał najmniejszy wymiar kary.

 

6 marca 2011, godz. 17:00 - Warszawa (Stadion Wojska Polskiego)

Legia Warszawa 1-0 Polonia Warszawa

Bramka: Maciej Sadlok (26 min. - sam.)

Legia Warszawa: 84. Wojciech Skaba - 25. Jakub Rzeźniczak, 15. Iñaki Astiz, 17. Marcin Komorowski, 14. Jakub Wawrzyniak - 9. Manú, 21. Ivica Vrdoljak, 27. Alejandro Cabral (53 min., 5. Janusz Gol), 32. Miroslav Radović (90 min., 28. Rafał Wolski), 18. Michał Kucharczyk (88 min., 77. Felix Ogbuke) - 7. Michal Hubník.

Polonia Warszawa: 81. Sebastian Przyrowski - 24. Jakub Tosik, 6. Tomasz Jodłowiec, 21. Maciej Sadlok, 5. Đorđe Čotra - 32. Bruno (73 min., 23. Paweł Wszołek), 20. Patryk Rachwał (64 min., 3. Dariusz Pietrasiak), 18. Łukasz Trałka, 10. Adrian Mierzejewski, 7. Janusz Gancarczyk (46 min., 44. Miloš Adamović) - 90. Artur Sobiech.

żółte kartki: Kucharczyk (77 min.), Rzeźniczak (86 min.), Vrdoljak (90 min.) – Tosik (22 min.), Rachwał (45 min.), Pietrasiak (85 min.), Adamović (86 min.).

sędziował: Hubert Siejewicz (Białystok).

widzów: 22 894.

 

Dane statystyczne na podstawie serwisów: 90minut.pl, ekstraklasa.tv, gazeta.pl oraz „Przeglądu Sportowego”.

środa, 29 grudnia 2010
Niezmienna wizja Wojciechowskiego

Dzisiejsza decyzja o zwolnieniu Pawła Janasa z funkcji trenera Polonii Warszawa, choć zasadna i oczekiwana od dłuższego czasu, upewnia w przekonaniu, że przy Konwiktorskiej wszystko zostaje po staremu.

Z całą pewnością trener Janas zasłużył na zwolnienie. Prowadzona przez niego Polonia w 10 ligowych meczach wywalczyła 10 punktów (2 zwycięstwa i po 4 remisy i porażki; bramki 15:15), podczas gdy jego poprzednik – Jose Mari Bakero osiągnął taki rezultat w liczbie meczów mniejszej o połowę (3 zwycięstwa i po jednym remisie i porażce; bramki 8:3). Dodatkowo Polonia prowadzona przez Janasa z trudem prześliznęła się przez dwie rundy Pucharu Polski strzelając w Pruszkowie zwycięskiego gola w doliczonym czasie gry, a w Ostrowcu Świętokrzyskim zapewniając sobie awans dopiero w dogrywce. Za Janasem nie przemawiały wyniki sportowe, a w tym kontekście warto trochę inaczej spojrzeć na dokonania Bakero przy Konwiktorskiej w tym sezonie. Inna sprawa, że zwolnienie Janasa wpisuje się w styl kierowania klubem wyznaczany przez prezesa Józefa Wojciechowskiego. Były selekcjoner reprezentacji Polski jest trzynastym trenerem Polonii zwolnionym z tej funkcji od czasu przejęcia klubu przez Wojciechowskiego. Być może właściciel „Czarnych Koszul” postanowił pobić nieżyjącego już Jesusa Gila, prezesa Atletico Madryt, który w ciągu 16 lat zwolnił 26 trenerów.

W każdym razie zwolnienie trenera, to pierwszy dowód na brak zmian w zarządzaniu klubem. Drugim jest obszar poszukiwania następcy trenera. Media podawały nazwisko Jana Urbana, a sam Wojciechowski chciał zatrudnić, choć nie wiedział w jakiej roli, Jacka Zielińskiego i Piotra Nowaka. W rozmowie z „Super Expressem” prezes powiedział to, co słyszeliśmy przed zatrudnieniem Bakero w zeszłym roku, czyli: „Nowy szkoleniowiec na pewno będzie cudzoziemcem, w Polsce nie widzę odpowiedniego kandydata”. Dzisiaj na giełdzie kandydatów do stołka trenerskiego w Polonii wymienia się Dragomira Okukę, znanego z prowadzenia Legii i Wisły oraz byłego trenera Feyenoordu Rotterdam i reprezentacji Węgier – Erwina Koemana i Miodraga Jesica, który prowadził m.in. CSKA Sofia i Partizana Belgrad.

Trzecim dowodem jest uzasadnienie do zwolnienia Daniela Purzyckiego, o czym Wojciechowski poinformował w swoim stylu: „W tym czasie nie zrobił nic takiego, bym płacił mu pensję na angielskim poziomie”.

Prezes_Wojciechowski_i_jego_doradcy

Prezes Wojciechowski i jego doradcy, sympatycy „Czarnych Koszul”.

Zdjęcie pochodzi z serwisu futbolnews.pl.

Czwarty i piąty dowód konsekwentnego kierowania klubem stanowi ekspansja na rynku transferowym. „Czarne Koszule” wyszukują zawodników, którym kończą się kontrakty i można ich pozyskać albo za darmo albo za niewielkie pieniądze – czwarty dowód. W ten sposób Polonia pozyskała Janusza Gancarczyka, Jakuba Tosika, Patryka Rachwała, Dariusza Pietrasiaka, Euzebiusza Smolarka, Arkadiusza Onyszko (wszyscy za darmo) i Bruno (z Jagiellonii za 180 tysięcy euro). W tym okienku transferowym Polonia przymierza się do trzech piłkarzy, którym kontrakty wygasają z końcem czerwca 2011 r. Dwoma pierwszymi są obrońcy rywala zza miedzy, czyli Jakub Rzeźniczak i Jakub Wawrzyniak. Trzecim jest Hubert Wołąkiewicz z Lechii Gdańsk, choć on prawdopodobnie porozumiał się już z Lechem Poznań. Dodatkowo Polonia wypożyczy Aleha Wieracіłę, białoruskiego obrońcę Dynama Mińsk.

Prezes Wojciechowski zasłynął również tym, że ściąga piłkarzy za ogromne pieniądze i oferuje kontrakty należące najwyższych w ekstraklasie (piąty dowód). Za dwóch piłkarzy Ruchu Chorzów – Artura Sobiecha i Macieja Sadloka – Polonia zapłaciła odpowiednio 1 mln i 700 tys. euro. Euzebiusz Smolarek może liczyć na roczne wynagrodzenie rzędu 400 tys. euro, a Sobiech 300 tys. euro. Dawid Nowak podpisał kontrakt na poziomie 380 tys. euro rocznie, ale później zrezygnował z niego. W tym miesiącu Wojciechowski zaproponował (według „Faktu”) Jagiellonii Białystok 1 mln euro za Grzegorza Sandomierskiego. Co więcej, prezes w jednym z wywiadów zapowiedział, że jest gotowy zapłacić 500 tys. euro za Łukasza Załuskę. Manuela Arboledę kusił taką kwotą w ramach rocznego kontraktu.

Potwierdzeń na stałą (i wyjątkowo impulsywną) politykę prowadzenia klubu jest dużo więcej, ale mimo zmian personalnych, prezes Wojciechowski jest konsekwentny w swojej wizji kierowania klubem piłkarskim.

Źródła: sport.pl, onet.pl, 90minut.pl.

środa, 10 listopada 2010
Jose Mari Bakero w Lechu Poznań, czyli dziwna decyzja włodarzy Lecha

Decyzja o zastąpieniu Jacka Zielińskiego przez Jose Marię Bakero jest co najmniej dziwna, a już z całą pewnością zaskakująca i nieelegancka. Nie ulega żadnym wątpliwościom, że Lech prowadzony przez Zielińskiego spisywał się w tym roku w rozgrywkach ligowych fatalnie a jedynie dobre wyniki w Lidze Europy pozwalały mieć nadzieję na poprawę gry także na polskich boiskach.

Zieliński zupełnie nie zasłużył na zwolnienie w tym momencie w jakim się znalazł. Wydawało się, bowiem że „Kolejorz” złapał właściwy rytm, skoro efektownie wygrał dwa ważne mecze. Najpierw pokonał 4:1 na wyjeździe Cracovię w Pucharze Polski a tydzień temu wygrał przy Bułgarskiej prestiżowe starcie z „Białą Gwiazdą” także 4:1. I gdy w kilkudniowej perspektywie pozostawał kolejny ważny mecz, tym razem z Manchesterem City, decydenci zaskoczyli wszystkich i zwolnili Zielińskiego. Jest to o tyle dziwne, że nowy trener nie mógł przygotować drużyny do tego meczu. Mógł natomiast dodatkowo zmobilizować piłkarzy i dokonać ustawień, co zresztą jak się później okazało Bakero uczynił bardzo dobrze. Zmiana miała charakter tylko kosmetyczny, bo Bakero od poniedziałku do czwartku nie mógł dokonać żadnych zasadniczych zmian. A dodać trzeba, że Hiszpan miał ułatwione zadanie, bo po pierwsze Lech, jak się wydawało, jest na fali wznoszącej, a po drugie poznaniacy niesamowicie mobilizują się na mecze w Lidze Europy.

Jacek_Zieliński

Jacek Zieliński może żegnać Lecha z podniesioną głową.

Zdjęcie pochodzi z portalu poznan.naszemiasto.pl.

Co do samego Bakero aż prosi się, żeby zadać pytanie: co ten trener dał Polonii Warszawa? I od razu można odpowiedzieć, że nic oprócz swojego nazwiska. Faktem jest, że obronił Polonię przed spadkiem, ale 13 miejsce nie może powodować zachwytu, tym bardziej, że bilans 17 meczy, w których Bakero prowadził Polonię w zeszłym sezonie jest wyjątkowo przeciętny – 6 zwycięstw, 5 remisów, 6 porażek i bilans bramkowy 15-16. Po niezłym początku w obecnym sezonie Bakero nieznacznie poprawił swój bilans – 9 zwycięstw, 6 remisów, 7 porażek i bilans bramkowy 23-20. Najwięcej bramek dla „Czarnych koszul” zdobyli w tym czasie: Daniel Gołębiewski – 5, Łukasz Piątek – 3, Bruno, Adrian Mierzejewski, Euzebiusz Smolare i Artur Sobiech – po 2. Pozostali zawodnicy zdobyli po jednym golu (Trałka, Ivanovski, Jodłowiec, Brzyski, Mayoral).

Zresztą to było niezmiernie ciekawe, że po zakończeniu współpracy z Polonią, Hiszpan został w Polsce, niewątpliwie tylko po to, żeby przyjąć jakąś ofertę pracy, bo w ojczyźnie jest raczej wyśmiewany z powodu swoich „umiejętności” trenerskich. Najpierw pojawiło się zainteresowanie ze strony Śląska Wrocław, a dokładniej tej części decydentów, która jest związana z Zygmuntem Solorzem. Reszta, związana z władzami miasta nie chciała medialnego trenera, o znanym nazwisku i wybrała Oresta Lenczyka, który w zeszłym tygodniu na pewno podbudował swoich piłkarzy mówiąc, że gdyby wiedział, że jest tak źle, to na pewno nie zdecydowałby się na pracę we Wrocławiu. W międzyczasie pojawiła się informacja, że Christo Stoiczkow stara się pomóc Bakero w objęciu funkcji trenera reprezentacji Bułgarii. Trenerem został jednak Lothar Matthaeus. Później Bakero negocjował z profesorem Januszem Filipiakiem, ale właściciel Cracovii uznał, że żądania Hiszpana są wygórowane i zdecydował się na wykupienie kontraktu Jurija Szatałowa z Polonii Bytom. Gdy wydawało się, że Bakero spokojnie wróci do Hiszpanii nagle pojawiła się zaskakująca informacja o tym, że były piłkarz Barcelony negocjuje z Lechem. Kibice „Kolejorza” skandowali podczas meczu z Wisłą – „Chcemy trenera a nie Bakera”, ale władze klubu pozostały głuche.

Bakero pojawił się w Lechu nieco ponad tydzień temu a już od kilku dni mówi się, że będzie chciał ściągnąć do Poznania swojego rodaka, którego wcześniej wprowadził do Polonii. Nie da się jednak ukryć, że prezes Józef Wojciechowski postawi sprawę bardzo ambicjonalnie i nie puści Andreu Mayorala do Lecha. Warto zauważyć, że Mayoral dopiero w tym sezonie zagrał kilka dobrych meczy a za zeszły sezon był raczej krytykowany. Inni zawodnicy sprowadzeni przez Bakero na Konwiktorską, czyli Nigeryjczycy Dolapho Omotayo Ayewoh i Cypren Uche oraz Chilijczyk César Alexis Cortés Pinto, praktycznie nie zaistnieli w zespole „Czarnych Koszul”. Co do polskich piłkarzy sprowadzonych na Konwiktorską, to tajemnicą poliszynela jest, że transfery osobiście przeprowadzał sam prezes.

Trudno tak do końca ocenić warsztat trenerski Bakero, skoro wtajemniczeni podkreślają, że w zeszłym sezonie miał nadtrenera w postaci Stefana Majewskiego, a w tym – Pawła Janasa. Kluczowe decyzje podejmowała 12-osobowa rada drużyny. Wydaje się, że w Lechu, Bakero będzie miał większą swobodę decyzyjną, ale cierpliwość włodarzy Lecha, jak pokazał przypadek Zielińskiego, też jest ograniczona.

 

Debiut_Bakero_na_ławce_trenerskiej_Lecha_Poznań

Debiut Bakero na ławce trenerskiej Lecha Poznań.

Zdjęcie pochodzi z portalu interia.pl.

Ciekawe, że kibice Polonii, po niezłym początku (3 zwycięstwa, remis i porażka) już tęsknią za Hiszpanem, bo jego następca Bakero w pięciu meczach zdobył dziesięć punktów, zaś jego następca – Paweł Janas spisuje się dużo gorzej i w sześciu meczach zdobył 6 punktów (1 zwycięstwo, 3 remisy i 2 porażki). Sam Wojciechowski zatęsknił za Zielińskim, którego jakiś czas temu zwolnił z Polonii. Cyrk!

O tym, że Bakero (póki co) nie jest zbawcą, świadczy niedzielna porażka z Ruchem, a zwycięstwo z Manchesterem City to duża zasługa Jacka Zielińskiego. Przyznać jednak trzeba, że hiszpański trener wiedział jak zachować się w tej niezręcznej sytuacji i zadedykował zwycięstwo Zielińskiemu.

Nie ma wątpliwości, że liga z Bakero będzie dużo ciekawsza, ale czy Lechowi przyniesie to korzyści? Bakero w ciągu kilku dni znalazł się w bardzo trudnej sytuacji, bo porażka z Ruchem spowodowała spadek Lecha na przedostatnie miejsce a zwycięstwo z Manchesterem City sprawiło, że awans Lecha do fazy pucharowej Ligi Europy jest na wyciągnięcie ręki. Bakero wiedział jednak na co się decyduje i stoi przed niepowtarzalną szansą udowodnienia, że zna się na trenerskim fachu, choć prezes Wojciechowski ma swoje zdanie i zapewne nie zmieni go.

środa, 03 marca 2010
Ostatni taki mecz...

Dzisiejszy mecz reprezentacji Polski z reprezentacją Bułgarii miał duże znaczenie historyczne. Był bowiem pierwszym i zapewne ostatnim oficjalnym meczem polskiej kadry na stadionie warszawskiej Polonii. Trudno wyobrazić sobie, aby po wybudowaniu Stadionu Narodowego i stadionu Legii, reprezentacja zagrała właśnie przy Konwiktorskiej. Tym bardziej, że nowoczesnych stadionów w związku z przygotowaniami do Euro 2012 będzie już tylko więcej a gdyby w Kielcach było lotnisko, to Warszawa nie oglądałaby ani Rumunów w listopadzie zeszłego roku ani Bułgarów w dniu dzisiejszym.

Co do samego meczu, to drużyna prowadzona przez Franciszka Smudę była po prostu lepsza. W pierwszej połowie gra była wyrównana, choć z nieznaczną przewagą Polski, w której wyróżniała się formacja ofensywna z Błaszczykowski, Obraniakiem, Peszko i Lewandowskim. Błaszczykowski co chwila szarpał prawym skrzydłem aż wreszcie w 42 minucie wbiegł z prawej strony pola karnego Bułgarów i mocnym strzałem w długi róg pokonał Dimityra Iwankowa. W ostatniej minucie pierwszej połowy Kuba ponownie urwał się obrońcom, ale tym razem tylko dośrodkował. Rafał Murawski trafił w słupek a dwie dobitki Peszki obronił Iwankow. Przyznać jednak trzeba, że wcześniej groźną okazję stworzyli sobie Bułgarzy. W 21 min. Berbatow strzelał głową, piłka przeszła między rękoma Kuszczaka, który zachował się dość niepewnie, i obok słupka polskiej bramki.

Polska - Bułgaria 2:0

Polska - Bułgaria - odsłuchanie hymnów obu państw.

W drugiej połowie Polacy poczynali sobie coraz śmielej aż wreszcie w 62 min. szybkim kontrataku Kuba zagrał do Lewandowskiego, który przyjął piłkę głową zagrywając przed siebie a następnie pokonał bramkarza rywali. Polacy dominowali na boisku, choć brakowało klarownych sytuacji bramkowych. Po strzeleniu drugiej bramki zamiast pójść za ciosem oddali pole Bułgarom, którzy kilkukrotnie wprowadzili trochę zamieszania pod polską bramką. Dla równowagi Błaszczykowski zdecydował się na indywidualną akcję, po której zamiast oddać strzał przewrócił się a z kolei Rybus strzałem z daleka zmusił Iwankowa do większego wysiłku.

Polska - Bułgaria 2:0

Bułgarzy wznawiają grę po utracie drugiej bramki.

Polska wygrała zasłużenie, a Blaszczykowski był zdecydowanie najlepszym piłkarzem na boisku. Wprawdzie nie był to rewelacyjny występ kadry, to jednak musiał wlać trochę optymizmu w serca kibiców, choć przyznać trzeba, że po Bułgarach spodziewano się znacznie więcej.

wtorek, 10 listopada 2009
Czy chodziło tylko o nazwisko?

Zatrudnienie Jose Marii Bakero w Polonii Warszawa jest bardzo dużą niespodzianką. Józef Wojciechowski znany z nieszablonowych zachowań zatrudnił trenera „z nazwiskiem”. Bakero nie osiągnął żadnych sukcesów trenerskich, choć jako piłkarz z całą pewnością może pochwalić się karierą, która stawia go wśród najsłynniejszych hiszpańskich piłkarzy przełomu lat 80. i 90. Jako trener Bakero prowadził samodzielnie Malagę B w Secunda Division oraz Real Sociedad San Sebastian w siedmiu meczach kończących sezon 2005/2006. Poza tym pełnił funkcję asystenta u boku Louisa Van Gaala w Barcelonie oraz Ronalda Koemana w Valencii.

Doświadczenia Bakero są niewielkie, ale z drugiej strony prezes Wojciechowski wpisał się w ogólnoeuropejską tendencję zatrudniania młodych trenerów, którzy dopiero zaczynają przygodę z wielką trenerską piłką a do niedawna byli znakomitymi piłkarzami. W ostatnim czasie tak było z Rijkaardem, Van Bastenem, czy niesamowitym Guardiolą. Najwidoczniej prezes Wojciechowski uznał, że skoro Guardiola i Bakero grali razem, a Pepe osiągnął wielki sukces jako trener Blaugrany, to Bakero osiągnie podobny sukces z „Czarnymi koszulami”, choć tylko w polskich warunkach. Tyle tylko, że po czterech meczach Bakero może podzielić los kilku poprzednich szkoleniowców ekipy z Konwiktorskiej. Wojciechowski wyraźnie powiedział, że do konkretnych rozmów obaj panowie usiądą dopiero po zakończeniu jesiennej rywalizacji w ekstraklasie. Do tego czasu, Bakero po wstępnym rekonesansie może uznać, co jest wielce prawdopodobne, że Polska nie jest najlepszym miejscem na kontynuowanie trenerskiej kariery.

Jose_Maria_Bakero

Trener Jose Maria Bakero.

Zdjęcie pochodzi z serwisu ekstraklasa.wp.pl.

Trzeba przyznać, że do tej pory w Polsce zatrudnionych było tylko dwóch trenerów „z nazwiskiem”, ale zarówno Beenhakker i Petrescu nie wykorzystali w pełni swojej myśli szkoleniowej, choć każdy z nich z zupełnie innych powodów. Czy dołączy do nich Bakero?

Dziennikarzy już dzisiaj elektryzuje debiut Bakero, który przypadnie na prestiżowe derby Warszawy. Poza tym najbliższego przeciwka Polonii prowadzi Jan Urban, który grał i zdobywał pierwsze szlify trenerskie w ojczyźnie Bakero. Zresztą Urban jest kolejnym przykładem byłego piłkarza rzuconego na głęboką trenerską wodę.

Zastanawia mnie jeszcze na ile Bakero wykorzysta swoje nazwisko do motywowania piłkarzy. Przecież nie do końca chodzi o jego umiejętności trenerskie tylko o fakt, że grał w wielkiej Barcelonie prowadzonej przez Johana Cruyffa. W Polonii jest co najmniej kilku piłkarzy z pokolenia, które musiało pamiętać tą Barcelonę i zachwycać się jej grą. Z tego powodu Bakero ma trochę ułatwione zadanie, ale tak naprawdę, to nie ma żadnego znaczenia, bo prezes Wojciechowski jest konkretnym człowiekiem i zatrudnił Bakero, aby ten wygrywał a mecz z Legią jest doskonałą okazją, że poprawić nastroje na Konwiktorskiej.

środa, 07 stycznia 2009
Przyrowski w Londynie

Na razie wiadomo tylko tyle, że Sebastian Przyrowski przebywa w Londynie i podobno negocjuje warunki kontraktu z Tottenhamem Londyn.

Przyrowski to ciekawa postać polskiej piłki. Najpierw dobre występy w Groclinie doprowadziły go do reprezentacji Polski, która (chyba) spowodowała u niego przypływ wody sodowej. Przyrowski zaczął popełniać takie błędy, że z czystym sumieniem można było postawić go w jednym rzędzie z Marcinem Cabajem. Później znacznie się poprawił a w tym sezonie w Polonii, czyli dalej w Groclinie, śrubował rekord meczy bez wpuszczonej bramki. Większa to była zasługa formacji defensywnej Polonii, bo przecież trudno wskazać mecz, który Przyrowski wybronił Czarnym Koszulom. To jednak nie ma znaczenia, bo fakty są takie, że Przyrowski jest młodym, zdolnym i ambitnym bramkarzem.

W Anglii muszą mieć dobre zdanie o polskich piłkarzach, bo tutaj z bardzo dobrej strony pokazali się Dudek, Kuszczak i Fabiański a w sąsiedniej Szkocji - Boruc, Załuska, Szamotulski i Małkowski. Czy dojdzie do transferu Przyrowskiego trudno powiedzieć. Pewnym paradoksem jest to, że Przyrowski miałby zastąpić w bramce Kogutów Heurelho Gomesa, który latem 2008 przyszedł na White Hart Lane ucinając spekulacje na temat ewentualnego transferu Artura Boruca.
21:28, martinez-4ever , Transfery
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 04 stycznia 2009
Jodłowiec w Napoli?
Napoli próbowało latem, próbuje też zimą przekonać Tomasza Jodłowca do gry we Włoszech. 24-letni obrońca wbrew oczekiwaniom władz Polonii i Napoli czeka z transferem do zakończenia bieżącego sezonu. W Polonii ma pewne miejsce w pierwszej jedenastce a w Neapolu jedynie zapewnienie, że będzie podstawowym graczem. Do takiej deklaracji Jodłowiec (i słusznie) podchodzi z przymrużeniem oka. W Polonii rozegra do końca sezonu 13 meczy w lidze i ewentualnie kilka meczy w Pucharze Polski i Pucharze Ekstraklasy. Jeśli nie przytrafią mu się kontuzje, kartki czy znaczna obniżka formy - zagra we wszystkich meczach. Jodłowiec chce zagrać w Polonii pełny sezon, ale czy warto zagrać w tych 13-20 meczach ryzykując możliwość transferu do Napoli? Przecież cierpliwość działaczy Napoli może się niebawem wyczerpać. Z drugiej strony przejście do innego klubu w trakcie sezonu jest dosyć ryzykowne tym bardziej, że w głowach mamy casus Matusiaka, który zupełnie nie poradził sobie w US Palermo, a przechodził tam właśnie w zimie jako młody, zdolny. Postępowanie Jodłowca jest ryzykowne z punktu widzenia jego przyszłej kariery a jednocześnie wykazuje dużą dojrzałość, bo piłkarz wydaje się być pewien swoich umiejętności, które pozwolą mu na dalszy rozwój. Jak na polskie warunki, to niebywałe, że młody piłkarz ze spokojem podchodzi do transferu zagranicznego.
23:49, martinez-4ever , Transfery
Link Dodaj komentarz »
| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Tagi