Wpisy z tagiem: Bayern Monachium

poniedziałek, 15 maja 2017
Lewandowski po raz drugi królem strzelców Bundesligi. Polscy napastnicy w Europie.

Robert Lewandowski został królem strzelców Bundesligi w sezonie 2015/2016, czym powtórzył swoje osiągnięcie z sezonu 2013/2014. Pozostali polscy snajperzy występujący w innych ligach zagranicznych zaprezentowali się dużo lepiej niż w latach poprzednich.

Lewandowski zdobył 30 bramek i o pięć trafień wyprzedził Gabończyka Pierre Emericka Aubameyanga (Borussia Dortmund) i aż o dziesięć swojego klubowego kolegę, czyli Thomasa Muellera. „Lewy” zdobył aż o trzynaście więcej goli niż w poprzednim sezonie i o dziesięć więcej niż dwa sezony wcześniej, gdy sięgał po koronę króla strzelców. Na dorobek „Lewego” w sezonie 2015/2016 złożyło się 30 bramek, z których 22 zdobył prawą nogą, 5 lewą nogą i 3 głową. Zdecydowana większość to bramki „z gry”. Tylko dwa gole strzelił z rzutów karnych. „Lewy” strzelał gole trzynastu klubom Bundesligi.

Lewy_królem_strzelców_Bundesligi_2015-2016

Lewandowski odebrał od redaktora naczelnego „Kickera” statuetkę armaty dla najlepszego strzelca Bundesligi sezonu 2015/2016.

Źródło: businessinsider.com.pl.

Polski napastnik został najskuteczniejszym obcokrajowcem jeśli chodzi o liczbę bramek strzelonych w jednym sezonie. Do tej pory rekord należał do Holendra Klaasa-Jana Huntelaara (Schalke) – 29 bramek. Wynik Polaka jest też najlepszym osiągnięciem od 29 lat, gdy po raz ostatni została złamana bariera 30 goli. Wyczyn Polaka docenił ówczesny trener Bayernu Pep Guardiola, który powiedział: „Strzelić 30 goli to naprawdę nie jest takie proste.” (cyt. za: „Przegląd Sportowy”).

W klasyfikacji wszechczasów Bundesligi napastnik Bayernu zajmuje 27. miejsce (121 goli) i do prowadzącego Gerda Muellera traci… 244 gole. Do sukcesów indywidualnych „Lewy” dołożył sukcesy klubowe, czyli dublet i półfinał Ligi Mistrzów. Polski napastnik ma na swoim koncie już cztery mistrzostwa Niemiec, w tym dwa z Bayernem i dwa Puchary Niemiec, w tym jeden z Bayernem.

W innych ligach z bardzo dobrej strony pokazał się Arkadiusz Milik (Ajax Amsterdam), który został trzecim strzelcem holenderskiej Eredivisie. Polak zdobył 21 goli, ale tytuł króla strzelców przegrał jednak zdecydowanie z Vincentem Janssenem (AZ Alkmaar, 27 goli) i Luukiem de Jongiem (PSV Eindhoven, 26 goli).

Arkadiusz_Milik_w_barwach_Ajaxu

Arkadiusz Milik świętuje zdobycie jednej z bramek dla Ajaxu Amsterdam.

Źródło: sempreinter.com.

Magiczną liczbę dziesięciu goli wyrównało jeszcze tylko dwóch strzelców, aczkolwiek w słabszych ligach – Adrian Mierzejewski (Al-Nassr Rijad, Arabia Saudyjska) i Adrian Cieślewicz (The New Saints FC, Walia). Oznacza to, że w sezonie 2015/2016 czterech Polaków strzeliło dziesięć lub więcej bramek w zagranicznych ligach. W poprzednim sezonie (wliczając grających systemem jesień-wiosna) takim osiągnięciem mogło pochwalić się siedmiu Polaków, a dwa sezony wcześniej – pięciu. Wynik z tego sezonu jest więc gorszy niż w latach poprzednich, ale z drugiej strony kilku polskich strzelców pokazało z bardzo dobrej strony w silnych ligach europejskich. Przede wszystkim skrzydłowi – Kamil Grosicki i Maciej Rybus. Wprawdzie nie zdobyli dziesięciu lub więcej bramek, ale byli naprawdę blisko.

„Grosik” zagrał fantastyczny sezon w Stade Rennais FC i zdobył 9 goli. „Ryba” z kolei wreszcie błysnął w Tereku Grozny i zdobył 8 goli. Obaj pobili swoje rekordy jeśli chodzi o liczbę bramek strzelonych w jednym sezonie w rozgrywkach ligowych. Co więcej, 7 goli w Bundeslidze zdobył Artur Sobiech. To był jego piaty sezon w Hannover 96 i najlepsze osiągnięcie strzeleckie w lidze niemieckiej. We włoskiej Serie „A” 5 goli dla Empoli FC zdobył Piotr Zieliński.

Jeśli chodzi o inne ligi to warto wspomnieć, że Arkadiusz Piech zdobył 9 goli dla cypryjskiego AEL Limassol, choć zagrał tylko 13 meczów wiosennych. Po pięć goli zdobyli Łukasz Teodorczyk (Dynamo Kijów) i Kamil Wilczek (Broendby Kopenhaga).

Polacy strzelali też w niższych ligach, ale bez oszałamiających wyników. W 2. Bundeslidze siedem goli dla 1. FC Kaiserslautern zdobył Kacper Przybyłko. W Serie „B” 6 goli dla Brescii Calcio zdobył wypożyczony z AC Chievo Calcio Tomasz Kupisz. W trzeciej lidze niemieckiej siedem goli zdobył Rafał Kazior (SV Werder Brema 1899 II), a pięć Sebastian Tyrała (RC Rot- Weiss Erfurt).

Wśród Polaków grających w ligach według systemu jesień-wiosna należy wyróżnić tylko dwóch strzelców Przemysław Trytko (FK Atyrau, Kazachstan) zdobył siedem goli, zaś Łukasz Cieślewicz (B 36 Torshavn, wyspy Owcze) – pięć.

Polscy piłkarze, którzy w sezonie 2015/2016 zdobyli co najmniej 10 goli w zagranicznych rozgrywkach ligowych:

  1. Robert Lewandowski (FC Bayern Monachium, Bundesliga) – 30 (32 mecze).
  2. Arkadiusz Milik (Ajax Amsterdam, Eredivisie) – 21 (31 meczy).
  3. Adrian Mierzejewski (Al-Nassr Rijad, Arabia Saudyjska) – 10 (19 meczy).
  4. Adrian Cieślewicz (The New Saints FC, Walia) – 10 (30 meczy).

To był całkiem obiecujący sezon jeśli chodzi o strzeleckie osiągnięcia Polaków. Trudno oprzeć się stwierdzeniu, że pozostaje czekać na więcej, czyli na kolejne bramki Lewandowskiego, eksplozję talentu Milika i popisy Polaków w najsilniejszych ligach Europy.

 

Źródła: własne, 90minut.pl, pilkanozna.pl, polsatsport.pl, businessinsider.com.pl, sempreinter.com. M. Szmigielski, Takiego króla w Bundeslidze jeszcze nie było, „Przegląd Sportowy” z dnia 16 maja 2016 r., s. 18-19.

środa, 29 marca 2017
Nagrody Bloga za 2015 r.

Rok 2015 stał przede wszystkim pod znakiem sukcesu reprezentacji jakim był awans do UEFA Euro 2016. Klubom zabrakło sukcesów na arenie europejskiej, ale po czteroletniej przerwie, dwa wystąpiły w fazie grupowej Ligi Europy. Poza tym, z bardzo dobrej strony zaprezentowało się kilku polskich piłkarzy występujących zagranicą.

Piłkarz roku – ROBERT LEWANDOWSKI

Polscy piłkarze otrzymali wiele nagród i wyróżnień zarówno w połowie roku (za sezon 2014/2015), jak również na koniec roku. Oprócz Lewandowskiego świetny sezon zaliczyli Grzegorz Krychowiak, Kamil Glik i Łukasz Fabiański. Lewandowski trzymał równą i wysoką formę przez cały sezon. Pod tym względem z „Lewym” mógł równać się tylko Krychowiak, ale to Lewandowski był najlepszy i stanowił o sile tak Bayernu, jak i reprezentacji. Co więcej, jego osiągnięcia były widoczne i komentowane w Europie.

Lewandowski_5_goli_przeciwko_Wolfsburgowi

Lewandowski świętuje zdobycie pięciu bramek w meczu przeciwko VfL Wolfsburg.

Źródło: malaysiaoutlook.com.

W 2015 r. zdobył 49 bramek w oficjalnych meczach – 38 dla Bayernu i 11 dla reprezentacji. Lewandowski zdobył więcej bramek niż Cristiano Ronaldo i Lionel Messi! Największe wrażenie zrobiło pięć goli w dziewięć minut w ligowym meczu z Wolfsburgiem (5:1) i hat-trick z Gruzją (4:0). Z Bayernem wywalczył mistrzostwo Niemiec, ale pozostałe rozgrywki (Puchar Niemiec i Liga Mistrzów) Bawarczycy zakończyli na półfinale. Z reprezentacją Polski wywalczył upragniony awans do UEFA Euro 2016, został królem strzelców i najlepszym piłkarzem eliminacji! „Lewy” był jednak prawdziwym liderem polskiej reprezentacji. Oprócz tego, że strzelał ważne bramki (Szkocja!), to jeszcze brał na siebie ciężar gry, utrzymywał piłkę i umiejętnie prowadził grę.

Lewandowski był najlepszym strzelcem w międzynarodowych rozgrywkach w 2015 r. w rankingu prowadzonym przez Międzynarodową Federację Historyków i Statystyków Futbolu (IFFHS). Zdobył 22 bramki – po 11 dla Bayernu w Lidze Mistrzów i 11 dla reprezentacji.

Obcokrajowiec roku – NEMANJA NIKOLIĆ

Serb z węgierskim paszportem trafił do Polski latem 2015 r. i szybko potwierdził, że jego instynkt strzelecki nie jest przypadkiem. Nikolić wystąpił w 36 oficjalnych meczach Legii, w których zdobył aż 25 bramek, dlatego zapracował sobie na przydomek „Nigolić”. Najlepiej radził sobie w ekstraklasie, gdzie już po jesiennych rozgrywkach mógł być prawie pewien tytułu króla strzelców – 21 meczy, 21 goli. Trochę gorzej szło mu w pozostałych rozgrywkach – Liga Europy – 10 meczy, 2 gole, Puchar Polski – 4/2 i Superpuchar – 1/0.

Nemanja_Nikolic_Legia_2015

Źródło: hundarytoday.hu.

Nikolić nie zachwyca szybkością, ale jest dokładny, pewny siebie i skuteczny aż do bólu. Poza tym, jak przystało na typowego snajpera – króla pola karnego zawsze wie, gdzie się ustawić, a dodatkowo piłka „szuka go”, niczym swego czasu Stanko Svitlicę. Wprawdzie Nikolić rozegrał tylko pół roku w Polsce to żaden inny obcokrajowiec nie grał tak błyskotliwie i równo przez cały sezon, aby zagrozić Serbowi w tym wyróżnieniu.

Odkrycie roku – BARTOSZ KAPUSTKA

Młody pomocnik przebojem wdarł się do pierwszej jedenastki Cracovii, do reprezentacji Polski i polskiej piłki. W 2014 r. miał na swoim koncie 10 ligowych meczy (i jedną bramkę) i 2 mecze Pucharu Polski (i jedną bramkę). Tymczasem w 2015 r. stopniowo wprowadzany przez trenera Jacka Zielińskiego do pierwszej drużyny „Pasów” stał się jednym z jej kluczowych graczy. W lidze rozegrał 33 mecze i strzelił 3 bramki, a w Pucharze Polski 3 mecze i jedną bramkę. Kapustka wyróżniał się szybkością, znakomitą techniką i doskonałym opanowaniem piłki. Trener Adam Nawałka uważnie obserwował młodego piłkarza i niejako w nagrodę, na zachętę – pozwolił mu zadebiutować w meczu z Gibraltarem. Kapustka odpłacił się golem. Powtórzył to samo z Islandią i tylko z Czechami się nie udało. To był znakomity rok dla Kapustki – od rezerwowego do reprezentacji Polski. Żaden inny polski piłkarz nie zrobił tak dużego przeskoku.

Bartosz_Kapustka_Cracovia_2015

Źródło: gazetakrakowska.pl.

Trener roku – ADAM NAWAŁKA

Nawałka to pierwszy polski trener, który wywalczył awans do turnieju finałowego mistrzostw Europy. Wprawdzie po raz pierwszy w turnieju wystąpiły 24 drużyny i Nawałka miał łatwiej niż poprzednicy, to jednak awansem może pochwalić się tylko on.

Adam_Nawałka_2015

Źródło: itasportpress.it.

Trener Nawałka to skupiony na pracy wytrawny strateg i maniak ciężkiej pracy dbający o atmosferę w kadrze. Trener „Biało-Czerwonych” nie bał się zmian w kadrze i odważnych decyzji, dlatego zbiera ich owoce.

Drużyna roku – REPREZENTACJA POLSKI

„Biało-czerwoni” wywalczyli bezpośredni awans do turnieju finałowego UEFA Euro 2016 grając pewnie i zdecydowanie. To dopiero trzeci turniej finałowy z udziałem Polaków, a drugi wywalczony na boisku. Gra drużyny opierała się na szkielecie Fabiański – Glik – Krychowiak – Milik – Lewandowski. Po ciężkich bojach z Irlandią i Szkocją awans stał się faktem.

W 2015 r. Polacy rozegrali 9 meczy, z których 5 wygrali (4:0 Gruzja, 8:1 Gibraltar, 2:1 Irlandia, 4:2 Islandia, 3:1 Czechy), 3 zremisowali (0:0 Grecja, 1:1 Irlandia, 2:2 Szkocja) i 1 przegrali (1:3 Niemcy), przy znakomitym bilansie bramkowym 31:11. Po zakończonych jesiennych meczach eliminacyjnych Polacy wygrali dwa mecze sparingowe z innymi finalistami UEFA Euro 2016, czyli Islandią i Czechami. Niby nic wielkiego, ale Franz Smuda mógł o tym tylko pomarzyć. Reprezentacja nie tylko wywalczyła awans, ale (w większości meczy) grała ładną, ofensywną piłkę. Nawet w przegranym meczu z Niemcami, „Biało-Czerwoni” zasłużyli na pochwały.

Reprezentacja_Polski_świętuje_awans_do_UEFA_Euro_2016

Źródło: tylkopilka.pl.

Reprezentacji nie mogły zagrozić drużyny klubowe. Mistrzostwo wywalczył Lech Poznań, a Puchar Polski – Legia. Jesienią oba kluby, mimo awansu do fazy grupowej Ligi Europy, prezentowały się słabiutko. Dorównanie sukcesowi reprezentacji był poza ich zasięgiem.

 

Źródła: własne, 90minut.pl, iffhs.de, malaysiaoutlook.com, hundarytoday.hu, gazetakrakowska.pl, itasportpress.it, tylkopilka.pl. T. Włodarczyk, Lewy przejął rządy w redakcji, „Przegląd Sportowy” z dnia 21 grudnia 2015 r., s. 2-3. J. Kręcidło, Hiszpanie zakochali się w Polaku, „Przegląd Sportowy” z dnia 28 grudnia 2015 r., s. 17.

poniedziałek, 27 marca 2017
Prestiżowe wyróżnienia dla polskich piłkarzy w 2015 roku

Latem 2015 r. polscy piłkarze (Lewandowski, Glik, Krychowiak, Fabiański) byli wyróżniani za sezon 2014/2015. Oprócz indywidualnych wyróżnień, byli także wybierani do jedenastek sezonu. Koniec roku przyniósł z kolei wyróżnienia w perspektywie rocznej, choć dotyczyły tylko Lewandowskiego i Krychowiaka.

Robert Lewandowski zdobył 49 bramek w oficjalnych meczach w roku 2015. W pamięci kibiców pozostanie pięć goli w dziewięć minut w ligowym meczu przeciwko Wolfsburgowi oraz tytuł król strzelców i tytuł najlepszego piłkarza eliminacji UEFA Euro 2016. „Lewy” został nominowany do Złotej Piłki FIFA. Choć polscy dziennikarze podsycali nadzieje, to polski napastnik nie znalazł się nawet w pierwszej „trójce”. Lewandowski „zajął pierwsze miejsce w rankingu strzelców obejmującym rozgrywki międzynarodowe w 2015 roku, a opracowanym przez Międzynarodowe Stowarzyszenie Historyków i Statystyków Futbolu (IFFHS). Pod uwagę brane były występy w reprezentacji i klubie.” (cyt. za: sport.pl). Lewandowski w europejskich pucharach i w reprezentacji zdobył 22 gole. O dwa trafienia wyprzedził Ahmeda Khalila (Zjednoczone Emiraty Arabskie, Al Ahli Dubaj) i o trzy Cristiano Ronaldo (Portugalia, Real Madryt).

Lewandowski zajął 5. miejsce w rankingu stu najlepszych piłkarzy opublikowanym przez największy francuski dziennik sportowy – „L’Equpie”. Wyprzedzili go tylko gwiazdorzy Primera Division – Lionel Messi, Neymar, Luis Suarez i Cristiano Ronaldo. W tym samym rankingu Grzegorz Krychowiak został sklasyfikowany dopiero na… 86. miejscu.

Krychowiak najlepszy w Sevilli w 2015

Krychowiak najlepszym piłkarzem FC Sevilla w 2015 r.!

Źródło: sport.tvn24.pl.

Krychowiak doczekał się jednak innych, niezmiernie prestiżowych wyróżnień. Najpierw w plebiscycie gazety „Estadio Deportivo” został wybrany najlepszym piłkarzem FC Sevilla w 2015 r. Kibice oddali na niego 39% głosów (kolejnego zawodnika wyprzedził o 15%). Następnie Krychowiak został wybrany do jedenastki roku „France Football”.

„Jedenastka” Europy w 2015 r. według „France Football”.

Źródło: futbolplus.pl.

"France Football" to jedno z najbardziej prestiżowych czasopism piłkarskich. Powstało w 1946 roku, od 1956 roku wręczało „Złotą Piłkę", czyli nagrodę dla najlepszego piłkarza grającego w Europie. W 2010 roku połączono plebiscyt "France Football" oraz nagrodę dla Piłkarza Roku FIFA. W ten sposób przyznaje się Złotą Piłkę FIFA. (cyt. za: sport.pl).

Poza tym, Krychowiak znalazł się w najlepszej jedenastce pierwszej części sezonu ligi hiszpańskiej, według portalu statystycznego WhoScored.

Biorąc pod uwagę, że kolejny rok, to rok UEFA Euro 2016 pozostaje mieć nadzieję, że polscy piłkarze otrzymają kolejne nazwy i wyróżnienia.

 

Źródła: własne, sport.pl, sport.tvn24.pl, futbolplus.pl.

czwartek, 24 marca 2016
„Lewy” nie obronił korony króla strzelców Bundesligi. Polscy napastnicy w Europie

Robertowi Lewandowskiemu nie udało się obronić wywalczonej rok wcześniej korony króla strzelców Bundesligi, choć trzeba raczej powiedzieć, że nie obronił armaty, bo taką statuetkę otrzymują najlepsi strzelcy ligi niemieckiej.

„Lewy” z 17 bramkami razem z kolegą klubowym – Arjenem Robbenem został wicekrólem. Najlepszym strzelcem Bundesligi w sezonie 2014/2015 był Alexander Meier (Eintracht Frankfurt) z 19 golami. Niedosyt pozostaje ogromny, bo Meier był długo kontuzjowany, a później dołączył do niego Robben. Co więcej, Lewandowski mniej goli w jednym sezonie w Bundeslidze (8) strzelił tylko w debiutanckim sezonie 2010/2011, a później jego snajperski licznik pokazywał kolejny 22, 23 i 20. Gdyby tylko powtórzył… Niestety, „Lewemu” było bardzo trudno, bo Pep Guardiola często sadzał go na ławce rezerwowych, z niezrozumiałych powodów w ogóle nie wystawiał na boisku, albo ustawiał taktykę, do której Robert Lewandowski po prostu nie pasował. Innym utrudnieniem były kontuzje i samolubna gra Robbena. Nic nie zmieni jednak faktu, że Lewandowski strzelił w Bundeslidze 90 goli i stopniowo pnie się w klasyfikacji najlepszych strzelców Bundesligi.

Robert_Lewandowski_-_Bayern_Monachium

Robert Lewandowski.

Źródło: naszapilka.com.

Lewandowski był poważnym kandydatem do tytułu króla strzelców Bundesligi, ale jesienią wydawało się, że szanse w swoich ligach mają jeszcze dwaj inni Polacy. Arkadiusz Milik (Ajax Amsterdam) późną jesienią osiągnął naprawdę wysoką formę i mógł włączyć się do walki o tytuł króla strzelców Eredivisie, a już co najmniej zostać jednym z czołowych strzelców. Słaba wiosna sprawiła jednak, że Polak zdobył 11 goli, czyli połowę dorobku króla strzelców ligi holenderskiej – Mempisa Depaya (PSV Eindhoven). Milik ostatecznie zajął dopiero 13. miejsce w klasyfikacji strzelców. Dobry początek miał też Kamil Biliński w Dinamie Bukareszt, ale później było już tylko gorzej i strzelanie zakończył (podobnie jak Milik) na jedenastu golach.

Spośród innych polskich piłkarzy grających zagranicą tylko trzem udało się strzelić co najmniej dziesięć goli, ale żaden nie zrobił tego w poważnej lidze. Piotr Parzyszek, który przez dwa sezony strzelał na potęgę w drugoligowym holenderskim De Graafschap, tym razem strzelił dwanaście goli w drugiej lidze belgijskiej dla Koninklijke Sint-Truidense VV.

Jedenaście goli w trzeciej lidze niemieckiej zdobył Rafał Kazior. Niestety jego klub (KSV Holstein Kiel von 1900), mimo zajęcia 3. miejsca, nie awansował do 2. Bundesligi, ponieważ przegrał w barażach. Co ciekawe w poprzednim sezonie Kazior zdobył dla swojego klubu tylko jednego gola w 35 meczach. Dziesięć goli w amatorskiej lidze w Walii zdobył Adrian Cieślewicz (The New Saints FC), ale przynajmniej mógł świętować potrójną koronę.

Blisko magicznej liczby dziesięciu goli było tylko dwóch piłkarzy Adrian Mierzejewski (8 goli, 24 mecze, Al-Nassr) i niespodziewanie Kamil Glik (7 goli, 32 mecze, FC Torino), a reszta Polaków strzelała albo mało, albo wcale.

Jeśli chodzi o polskich piłkarzy, którzy w 2014 r. występowali w ligach grających systemem rocznym, czyli wiosna-lato, to tylko jeden strzelił dziesięć goli. Jakub Wilk zanotował 10 trafień dla Żalgirisu Wilno i przyczynił się do wywalczenia dubletu. Blisko magicznej „dziesiątki” był Łukasz Cieślewicz, którego 8 goli dało B36 Torshavn mistrzostwo Wysp Owczych.

 

Polscy piłkarze, którzy w sezonie 2014/2015 zdobyli co najmniej 10 goli w zagranicznych rozgrywkach ligowych:

1. Robert Lewandowski (FC Bayern Monachium, Bundesliga) – 17 (31 meczy).

2. Piotr Parzyszek (Koninklijke Sint-Truidense VV, druga liga belgijska) – 12 (31 meczy).

3. Arkadiusz Milik (Ajax Amsterdam, Eredivisie) – 11 (21 meczy).

4. Kamil Biliński (Dinamo Bukareszt, pierwsza liga rumuńska) – 11 (33 mecze).

5. Rafał Kazior (KSV Holstein Kiel von 1900) – 11 (35 meczy).

6. Adrian Cieślewicz (The New Saints FC) – 10 (28 meczy).

+ Jakub Wilk (Żalgiris Wilno) – 10 (31 meczy) – wiosna-jesień 2014.

 

Analizując bramki strzelane przez polskich piłkarzy w ligach zagranicznych można stwierdzić: „Lewandowski i długo, długo nic”. Jeszcze tylko Milk w poważnej lidze strzela całkiem przyzwoicie, a w pozostałych ligach polscy napastnicy praktycznie niestety nie istnieją.

W porównaniu z sezonem 2013/2014 trzeba stwierdzić, że jest jednak postęp. Wtedy tylko trzech zawodników strzeliło co najmniej dziesięć goli. Przede wszystkim wymienić trzeba Roberta Lewandowskiego, który z dwudziestoma golami dla Borussi Dortmund został królem strzelców Bundesligi. Piotr Parzyszek zaliczył 16 goli dla drugoligowego holenderskiego vbv De Graafschap, a David Blacha 10 goli dla trzecioligowej niemieckiej Hansy Rostock. Całkiem blisko „dziesiątki” był Łukasz Gikiewicz – 7 goli dla cypryjskiej AS Omonii Lefkossias i Waldemar Sobota – 6 goli dla Club Brugge KV.

Jeśli chodzi o polskich piłkarzy, którzy w 2014 r. występowali w ligach grających systemem rocznym, czyli wiosna-lato, to dwóch strzeliło dziesięć goli.  Kamil Biliński z 21 golami został drugim strzelcem ligi litewskiej, a do tego zdobył z Żalgirisem Wilno potrójną koronę. Łukasz Cieślewicz zdobył 12 goli dla B36 Torshavn i mistrzostwo Wysp Owczych. Blisko dziesięciu trafień był Tomasz Zahorski – 9 goli dla występującego w amerykańskiej NASL San Antonio Scorpions.

 

Polscy piłkarze, którzy w sezonie 2013/2014 zdobyli co najmniej 10 goli w zagranicznych rozgrywkach ligowych:

1. Robert Lewandowski (Borussia Dortmund, Bundesliga) – 20 (33 mecze).

2. Piotr Parzyszek (vbv De Graafschap, druga liga holenderska) – 16 (20 meczy).

3. David Blacha (Hansa Rostock, trzecia liga niemiecka) – 10 (35 meczy).

+ Kamil Biliński (Żalgiris Wilno, liga litewska) – 21 (31 meczy) – wiosna-jesień 2014.

+ Łukasz Cieślewicz (B36 Torshavn, liga Wysp Owczych) – 12 (21 meczy) – wiosna-jesień 2014.

 

Czy w sezonie 2015/2016 będzie lepiej? Duże nadzieje wiążemy ponownie z Lewandowskim i Milikiem, ale może pozytywnie zaskoczy, któryś z reprezentacyjnych skrzydłowych, jak Grosicki, czy Rybus.

 

Źródła: własne, 90minut.pl, naszapilka.com.

środa, 23 marca 2016
Fantastyczny sezon 2014/2015 polskich piłkarzy w ligach zagranicznych

Do kolejnych pochwał i wyróżnień dla Roberta Lewandowskiego już się przyzwyczailiśmy. „Lewy” jako jedyny polski piłkarz był wymieniany jako gracz „international level”, tymczasem sezon 2014/2015 sprawił, że z całą pewnością dołączyli do niego Kamil Glik i Grzegorz Krychowiak, a blisko był Łukasz Fabiański.

Robert Lewandowski, mimo transferu do Bayernu, nie zawiódł. Wydawało się, że przejście z Borussi Dortmund do Bayernu osłabi pozycję polskiego napastnika i sprawi, że będzie strzelał mniej goli. „Lewy” pokazał jednak, że zna się na piłkarskim fachu i w debiutanckim sezonie w Bawarii w 31 ligowych meczach zdobył 17 goli. Razem z innymi rozgrywkami zaliczył 49 meczów, w których zdobył 25 goli. To naprawdę świetne statystyki! Oczywiście pozostaje niedosyt zarówno indywidualny, jak i klubowy, bo wszystkie zamierzone cele nie zostały osiągnięte. Lewandowski nie obronił korony króla strzelców Bundesligi. Kontuzje Alexandra Meiera i Aarjena Robbena wcale nie ułatwiły „Lewemu” powtórzenia zeszłorocznego sukcesu, podobnie jak niezrozumiałe trzymanie go na ławce przez Pepa Guardiolę, czy złamanie kości twarzy i w konsekwencji gra w masce. Bayern zdobył mistrzostwo, ale niespodziewanie odpadł w półfinale Pucharu Niemiec z Borussią Dortmund oraz w półfinale Ligi Mistrzów z Barceloną.

Kamil Glik staje się nie tylko kluczowym graczem Torino, ale czołowym obrońcą Serie „A”! „Byki” do końca sezonu mocno biły się o możliwość gry w eliminacjach do Ligi Europy, ale ostatecznie skończyły na 9. miejscu. Glik zanotował najlepszy sezon w życiu. Rozegrał 32 ligowe mecze, w których strzelił 7 goli (we wszystkich rozgrywkach 43 mecze i 8 gole), co sprawiło, że stał się drugim najskuteczniejszym snajperem zespołu po Fabio Quagliarellim (13 goli) i jednym z najskuteczniejszych obrońców Europy. Strzelając siedem goli w jednym sezonie Serie „A” Glik wyrównał osiągnięcie Zbigniewa Bońka z sezonu 1985/1986 w barwach AS Roma, choć potrzebował do tego mniejszej liczby meczów (29). Co jednak ważniejsze, Glik został wybrany do „jedenastki” sezonu przez „La Gazzetta Dello Sport”!!!!! W „jedenastce” Serie „A” umieściło go także „Tempo” – magazyn „Przeglądu Sportowego”. Latem wiele klubów wykazywało zainteresowanie Glikiem, ale najbardziej zdeterminowane było Galatasaray Stambuł, które podobno oferowało Torino nawet 10 milionów euro. Polski obrońca pozostał jednak we Włoszech. Pytanie tylko, na jak długo pozostał w Torino?

11_Serie_A_2014-2015_według_La_Gazzetta

Jedenastka Serie „A” 2014/2015 według „La Gazetta Dello Sport”

Źródło: laczynaspilka.pl.

Kolejnym Polakiem, który zaliczył w minionym sezonie występy na poziomie klasy światowej był Grzegorz Krychowiak. Wydawało się, że transfer ze Stade Reims do Sevilla FC to pomyłka. Naprawdę latem zeszłego roku trudno było sobie wyobrazić, że Krychowiak będzie cokolwiek znaczył w klubie z Andaluzji. Polak zadebiutował w przegranym meczu o Superpuchar Europy (0:2 z Realem Madryt) i pozostawił po sobie dobre wrażenie, a później było już tylko lepiej. Rozegrał 32 ligowe mecze i strzelił 2 gole (we wszystkich rozgrywkach 47 meczów i 3 gole). Z Sevillą bił się o Ligę Mistrzów, ale skończyło się „tylko” na 5. miejscu, więc nie pozostało nic innego, jak wywalczyć promocję poprzez Ligę Europy. I tak się stało! Sevilla z Krychowiakiem w składzie wygrała Ligę Europy, a Krychowiak zdobył bramkę w meczu finałowym rozegranym na Stadionie Narodowym. To był piękny wieczór i piękny sezon dla Krcyhowiaka. Nic więc dziwnego, że do „jedenastki” Primera Division wybrały go – prestiżowy madrycki dziennik „Marca” i angielska stacja telewizyjna „Sky Sport”. Czytelnicy „Marci” wybrali Krychowiaka szóstym najlepszym pomocnikiem ligi za Jamesem Rodriguezem, Toni Kroosem, Nolito, Sergio Busquetsem i Danielem Parejo. Zainteresowanie Polakiem podobno wykazywały PSG i Atletico Madryt, ale Sevilla nie chciała pozbywać się swojego walczaka.

11_Primera_Division_2014-2015_według_Marci

Jedenastka Primera Division 2014/2015 według „Marca”.

Źródło: sport.pl.

Najlepiej z Polaków w Premier League, prezentował się Łukasz Fabiański. Debiutancki sezon w Swansea AFC był dla „Fabiana” znakomity. „Łabędzie” zakończyli rozgrywki Premier League na 8. miejscu, a Fabiański ciągle był wyróżniany. Z końcem roku 2014 „France Football” wymienił polskiego golkipera wśród dziesięciu najlepszych europejskich bramkarzy! Niewiele brakło, aby wspólnie z Joe Hartem (Manchester City) otrzymał „Złote Rękawice”, czyli nagrodę dla bramkarza, który najczęściej zachowywał czyste konto. „Bamby” nie stracił bramki w trzynastu meczach, a w czternastym, który mógł mu dać nagrodę stracił gola w 57 minucie. Zabrakło zaledwie… 33 minut. Niemniej jednak, „Fabian” mógł cieszyć się z trzech nagród w Swansea AFC – gracz sezonu (ale to nie oznacza najlepszy piłkarz sezonu), najlepszy piłkarz z zagranicy i najlepszy debiutant. Poza tym, magazyn „Four Four Two” wybrał go do „jedenastki” sezonu Premier League, a serwis WhoScored.com do „jedenastki” sezonu 2014/2015 w Europie.

Fabiański_bramkarz_Premier_League_2014-2015_FFT

Łukasz Fabiański – najlepszy bramkarz Premier League 2014/2015 według magazynu „FourFourTwo”.

Źródło: fourfourtwo.com.

Fabiański nie jest już młodym bramkarzem, ponieważ skończył 30 lat. Wydaje się, że stracił jednak sporo czasu siedząc na ławce Arsenalu, choć z drugiej strony cały czas uczył się i starał się wykorzystać ten czas najlepiej. Po wywalczeniu Pucharu Anglii w 2014 r. wiedział, że dla kontynuowania poważnej kariery musi zmienić klub. Arsen Wenger namawiał go na pozostanie, ale „Fabian” był niesamowicie przekonany co do słuszności swojej decyzji, jak również wyboru klubu. Swansea wydawało się peryferiami zawodowego futbolu w Anglii, ale Fabiański w wielu wywiadach podkreślał, że wie co roni i że przemyślał swoją decyzję.

11_Europy_2014-2015_według_WhoScored

Jedenastka sezonu 2014/2015 w Europie według serwisu „WhoScored.com”

Źródło: sport.tvn24.pl.

Na solidne wyróżnienia zasłużyło też kilku innych Polaków. Świetnie jesienią prezentował się Arkadiusz Milik i nawet przez chwilę wydawało się, że nominowany do nagrody „Golden Boy” może walczyć o koronę króla strzelców Eredivisie. Wiosna była jednak znacznie gorsza, a napastnik reprezentacji Polski miał poważne problemy z ustabilizowaniem formy. Na dobrą sprawę błysnął tylko w dwumeczu 1/16 finału Ligi Europy z Legią. Nie mniej z Ajaxem wywalczył wicemistrzostwo, a sam z przyzwoitym wynikiem 21 ligowych meczów i 11 goli. Przemysław Tytoń z rezerw PSV Eindhoven wskoczył do bramki Elche FC, gdzie rozegrał 32 mecze. Wpuścił sporo goli, ale pokazał swój kunszt bramkarski. Elche nie było stać na wykupienie polskiego bramkarza, ale aż dziw bierze, że nie znaleźli się na niego chętni w Hiszpanii. Ostatecznie został zakupiony przez VfB Stuttgart. Marcin Wasilewski, pomimo początkowego siedzenia na trybunach i ławce rezerwowych Leicester City rozegrał 25 meczów i strzelił gola! To był pierwsza bramka polskiego piłkarza w Premier League od 23 lat!

Z dobrej strony pokazało się także dwóch reprezentantów Polski, grających w Bundeslidze. Eugen Polanski zakończył sezon z TSG 1899 Hoffenheim na wysokiej 8. pozycji z bardzo dobrym dorobkiem indywidualnym: 30 meczów – 5 goli, a wliczając rozgrywki Pucharu Niemiec 33 mecze – 6 goli. To był rekordowy sezon pod względem ligowych goli Polanskiego. Drugim Polakiem, który świetnie zaprezentował się w Bundeslidze był Paweł Olkowski. Zagrał w 27 ligowych meczach 1. FC Koln (12. miejsce) i zdobył 2 gole, będąc nawet wybieranym do „jedenastki” kolejki „Kickera”. Jak na debiutancki sezon, to naprawdę bardzo dobre wyniki. We francuskiej Ligue1 kilkukrotnie błysnął Kamil Grosicki (Stade Rennais, 19 meczów), ale tego piłkarza stać na znacznie więcej.

Lewandowski, Glik, Krychowiak i Fabiański sprawili, że „polski piłkarz” to marka, o której zaczynają mówić w czołowych ligach Europy. Apetyt rośnie w miarę jedzenia, więc czekamy na więcej!

 

*** Dane statystyczne, jeśli chodzi o rozgrywki ligowe za 90minut.pl.

 

Źródła: własne, 90minut.pl, sport.pl, laczynaspilka.pl, fourfourtwo.com, sport.tvn24.pl. M. Dobosz, Zaskakujący sezon polskich gwiazd, „Tempo. Magazyn Przeglądu Sportowego” Nr 14 (25) – bezpłatny dodatek do „Przeglądu Sportowego” z dnia 29 maja 2015 r., s. 16-17.

wtorek, 16 czerwca 2015
Nagrody Bloga za 2014 r.

Rok 2014 r. przyniósł polskiemu futbolowi pozycję lidera w grupie eliminacji UEFA Euro 2016 i zwycięstwo nad mistrzami świata, czyli Niemcami. Legia awansowała do 1/16 finału Ligi Europy, a Robert Lewandowski wywalczył koronę króla strzelców Bundesligi, a następnie przeniósł się z Borussi Dortmund do Bayernu Monachium. To była całkiem udany rok.

 

Piłkarz roku – ROBERT LEWANDOWSKI

Tradycyjnie najlepszym polskim piłkarzem (po raz czwarty z rzędu!) był Robert Lewandowski. Wiosną wywalczył koronę króla strzelców Bundesligi, a po przeprowadzce do Bayernu Monachium stał się silnym ogniwem drużyny, choć początkowo był mocno krytykowany. Dodatkowo, Lewandowski znacznie poprawił grę w reprezentacji i choć nie zachwycał skutecznością, to w kluczowych meczach z Niemcami, Szkocją i Gruzją poświęcał się dla drużyny. W sześciu meczach zdobył cztery gole, ale z najsłabszymi rywalami, czyli z Gibraltarem (hat-trick) i z Litwą (z karnego).  

Robert_Lewandowski_w_barwach_Bayernu_Monachium

Źródło: man-news.com.

Kontrkandydatem dla „Lewego” do nagrody roku mógł być Arkadiusz Milik, ale po prawdzie, to Milik zaprzepaścił szanse słabą wiosną w barwach Augsburga. Jesienią może nawet lepiej prezentował się niż Lewandowski, ale nagroda jest przyznawana za cały rok, a nie tylko jedną rundę. Poza tym, w czasie, gdy Milik próbował przekonać do siebie trenera Ajaxu bramkami w Pucharze Holandii, to Lewandowski strzelał w Lidze Mistrzów. „Lewy” wybił się na poziom światowy i nie schodzi z niego, strzelając kolejne gole. Przyznać jednak trzeba, że spore postępy zrobił Milik, ale także Grzegorz Krychowiak (Sevilla) i Fabiański (Swansea City).

 

Obcokrajowiec roku – MIROSLAV RADOVIĆ

Serbski pomocnik był absolutnym liderem Mistrza Polski 2013 i 2014, piłkarzem, który zapewniał spokój i pewność w grze warszawskiej drużyny. Poza tym, Radović zdecydowanie wyróżniał się na tle innych obcokrajowców i piłkarzy występujących w polskiej lidze. Nie może więc dziwić, że został nagrodzony przez samych piłkarzy i po zakończeniu sezonu 2013/2014 odebrał nagrodę dla najlepszego piłkarza i najlepszego pomocnika T-Mobile Ekstraklasy.

Miroslav_Radović_w_2014_r.

Źródło: legionisci.com.

W 2014 r. rozegrał w barwach Legii 33 oficjalne mecze, w których zdobył aż 21 bramek. W meczach w europejskich pucharach rozegrał 8 meczy, w których zdobył 6 goli. Z dorobkiem 15 goli został najlepszym strzelcem w historii występów Legii w europejskich pucharach (nie licząc Pucharu Intertoto). Radović jest drugim w historii obcokrajowcem, który otrzymuje nagrodę „Obcokrajowca roku” od bloga nofootballnofun.blox.pl. W 2012 r. nagrodę otrzymał inny Serb grający w Legii – Danijel Ljuboja.

 

Odkrycie roku – DAWID KOWNACKI

Osiemnastoletni pomocnik Lecha zadebiutował w pierwszej drużynie 6 grudnia 2013 r. w ligowym meczu z Wisłą Kraków (2:0). W całym 2014 r. rozegrał 26 ligowych meczów, w których zdobył 4 bramki. Kownacki błyszczał w młodzieżowych reprezentacjach Polski, a w najwyższej klasie rozgrywkowej potwierdził swoje atuty. Oprócz szybkości i niezłej techniki zaprezentował bardzo inteligentną grę z przemyślanymi i niekonwencjonalnymi zagraniami. Jeśli jego kariera potoczy się tak, jak do tej pory, to powołanie do debiut w pierwszej reprezentacji jest tylko kwestią czasu.

Dawid_Kownacki_w_2014_r.

Źródło: ekstraklasa.org.

 

Trener roku – HENNING BERG

Norweski szkoleniowiec doprowadził Legię do Mistrzostwa Polski 2014, choć przyznać trzeba, że część wkładu w ten sukces miał poprzedni trener, czyli Jan Urban. Berg awansował z Legią do 1/16 finału Ligi Europy. Gra Legii, zwłaszcza w meczach z Celtikiem mogła się podobać. Siła ofensywna drużyny i łatwość z jaką stwarzała sytuacje bramkowe utwierdzała wszystkich w rosnącej przewadze nad polskimi konkurentami, a także efektach pracy Berga. Trenerowi można, a nawet trzeba zarzucić zbyt częste, chwilami nielogiczne rotowanie składem i zlekceważenie Superpucharu Polski. Niezależnie jednak od tego żaden trener w Polsce nie osiągnął w 2014 r., co Legia pod wodzą Berga. Co więcej, żaden klub nie grał tak pewnie i regularnie, jak Legia.

Henning_Berg_w_2014_r.

Źródło: natemat.pl.

Berg poprowadził Legią w 50 meczach, w których zanotował 35 zwycięstw, 5 remisów, 10 porażek i blians bramkowy 101:42. Mecze z Jagiellonią i rewanż z Celtikiem zostały potraktowane jako porażki (walkower), zaś pucharowe zwycięstwo nad Pogonią (po dogrywce) jako zwycięstwo. Henning Berg jest trzecim trenerem Legii z nagrodą „Trener roku”. Wcześniej taką nagrodą zostali wyróżnienie Maciej Skorża (2011) i Jan Urban (2013).

 

Drużyna roku – LEGIA WARSZAWA

Zespół z Warszawy z dziesięciopunktową przewagą zdobył w 2014 r. Mistrzostwo Polski, które poparł naprawdę niezłą grą, a jesień zakończył na fotelu lidera. Jesienna gra Legii i przede wszystkim wyjazdowe zwycięstwa musiały robić wrażenie. Dodatkowo, Legia wyciągnęła wnioski z zeszłego sezonu i zaprezentowała się z bardzo dobrej strony w europejskich pucharach awansując do 1/16 finału Ligi Europy, notując niespotykaną serię sześciu kolejnych zwycięstw.

Legia_Warszawa_-_jesień_sezonu_2014/2015

Legia Warszawa – kadra na jesień sezonu 2014/2015.

Źródło: legionisci.com.

Cieniem na zespół z Warszawy kładą się: chuligańskie wybryki podczas meczu z Jagiellonią, zlekceważenie Superpucharu, remis z Saint Patrick’s Athletic, walkower z Celtikiem, rasistowskie zachowanie kibiców w Lokeren i jesienne wpadki w lidze z niżej notowanymi drużynami. Niezależnie jednak od tych okoliczności, to przez cały 2014 rok Legia była najlepsza w Polsce, a do tego dołożyła znakomite występy w Europie, których wyznacznikiem jest zwycięstwo 4:1 nad Celtikiem w naprawdę fantastycznym stylu.

Nie sposób nie wspomnieć o występach reprezentacji Polski, która wydaje się powracać na właściwe tory. Polacy są liderami grupy eliminacyjnej UEFA Euro 2016, co zawdzięczają przede wszystkim zwycięstwu nad Mistrzami Świata, czyli Niemcami. Wprawdzie pozostał niedosyt po remisie ze Szkocją, ale z drugiej strony kadra odniosła pewne zwycięstwo na zawsze trudnym terenie w Gruzji. Prawdziwa weryfikacja gry polskiej kadry nastąpi dopiero w 2015 r., a zwłaszcza jesienią. Kadra, mimo zwycięstwa nad Niemcami jeszcze niczego nie osiągnęła, ponieważ eliminacje nie zakończyły się. Legia zdobyła kolejne trofeum, jest na dobrej drodze po kolejne sukcesy, a w Europie pokazała się z bardzo dobrej strony, dlatego to ten klub, a nie reprezentacja zasłużył na nagrodę. Nagrodę dla najlepszego klubu Legia otrzymała także w 2011 i 2013 roku.

Polscy piłkarze zapewnili w 2014 r. sporo sukcesów i emocji. Czekamy na więcej!

 

Źródła: własne, 90minut.pl, man-news.com, legionisci.com, ekstraklasa.org, natemat.pl.

piątek, 19 września 2014
Wpadki, kompromitacje i upokorzenia Legii w europejskich pucharach

Remis z Saint Patrick’s Athletic nie był pierwszą i zapewne nie był też ostatnią wpadką piłkarzy Legii w europejskich pucharach. Do takich meczów pasują również słowa – „wstyd”, „kompromitacja” i „żenada”. Legia, w przeciwieństwie do innych polskich klubów, choć często gra w pucharach, to rzadko odnotowuje takie spektakularne wpadki. Niemniej trochę ich się zdarzyło i zasadniczo można podzielić je na trzy grupy – wysokie porażki, porażki lub remisy z niżej notowanymi przeciwnikami i nieoczekiwane odpadnięcia z pucharów.

Przejdźmy więc do analizy tych wpadek, zmierzając do największych i najbardziej kompromitujących występów Legii w europejskich rozgrywkach.

Wymęczone zwycięstwo z amatorami z Luksemburga

Na ostatniej pozycji umieszczam zwycięstwo 2:1 w rewanżu z Etzellą Ettelbrueck z Luksemburga. Tak, zwycięstwo. Od Legii zawsze oczekuje się zwycięstw, ale także stylu i pewności siebie. Tymczasem w meczu 1/128 finału Pucharu UEFA 2001/2002 Legia męczyła się niemiłosiernie z amatorami z Luksemburga. W pierwszym meczu wygrała 4:0, ale minimalizm zaprezentowany przed własną publicznością jest karygodny.

Wyjazdowy remis z Finami

W sezonie 1996/1997 Legia pokonała w pierwszym meczu II rundy Pucharu UEFA fiński Haka Valkeakoski 3:0, a w rewanżu zremisowała 1:1. Wprawdzie sprawa awansu była przesądzona, ale i tak remis z drużyną z Finlandii chluby nie przynosi.

Remis w Lipawie

W sezonie 2012/2013 w II rundzie kwalifikacji Ligi Europy, Legia wyeliminowała w dwumeczu łotewski Metalurgs Lipawa (Liepaja), ale w pierwszym meczu zremisowała 2:2, choć dwukrotnie prowadziła. Nonszalancja, zbytnia pewność siebie i może nawet pycha sprawiły, że z kraju, w którym w piłkę gra się niezbyt poważnie, Legia wracała tylko z remisem. Rewanż był już popisem Legii, a dokładniej Marka Saganowskiego, który ustrzelił hat-tricka, a Legia wygrała 5:1. Tak słabej drużyny jak Metalurgs już dawno nie było przy Łazienkowskiej, dlatego wyjazdowy remis tym bardziej ciąży na reputacji „wojskowych”.

Metalurgs_-_Legia_(2:2)

Metalurg Lipawa – Legia (2:2).

Źródło: legia.net.

Cztery porażki 0:3

Cztery razy w historii Legia przegrywała w europejskich pucharach 0:3, ale tylko raz przegrała w takim wyniku na własnym stadionie. W sezonie 1960/1961 Legia przegrała na wyjeździe w pierwszym meczu 1/16 Pucharu Europy Mistrzów Krajowych (dalej: PEMK) 0:3 z duńskim Aarhus GF. W rewanżu wygrała honorowo 1:0. Następnie, w pierwszym, wyjazdowym meczu przegrała 0:3 w 1/16 finału Pucharu Zdobywców Pucharów (dalej: PZP) z Chemie Lipsk (NRD). W rewanżu legioniści przegrywali po 28 minutach 0:2, ale w końcówce meczu uratowali remis 2:2. Na kolejną tak wysoką porażkę trzeba było czekać prawie 40 lat. W pierwszym meczu II rundy eliminacji Ligi Mistrzów 2002/2003 Legia przegrała na Camp Nou z FC Barceloną 0:3, choć akurat przegrać z Blaugraną w takim stosunku bramkowym, to żaden wstyd. W rewanżu Legia przegrała 0:1. Następnie w takim stosunku Legia przegrała w przedostatniej kolejce Ligi Europy 2011/2012 z PSV Eindhoven 0:3 u siebie. W pierwszej kolejce Legia przegrała na wyjeździe z PSV 0:1.

Legia_-_PSV_(0:3)

Czerwona kartka posypała wszystko, czyli Legia - PSV Eindhoven 0:3.

Źródło: se.pl.

Pięć porażek 0:4

W sezonie 1956/1957 Legia zadebiutowała w europejskich pucharach i w swoim pierwszym  meczu w 1/16 finału PEMK przegrała na wyjeździe z (wtedy) czechosłowackim Slovanem Bratysława 0:4. W rewanżu wygrała tylko 2:0.

W sezonie 1964/1965 w pierwszym meczu ćwierćfinału PZP, Legia przegrała u siebie z TSV 1860 Monachium 0:4. W rewanżu padł bezbramkowy remis i to Niemcy awansowali do półfinału. Inna sprawa, że w sezonie 1968/1969 Legia zrewanżowała się TSV w 1/32 finału Pucharu Miast Targowych i wygrała 6:0 u siebie i 3:2 na wyjeździe.

W sezonie 1971/1972 Legia przegrała 0:4 w pierwszym (wyjazdowym) meczu 1/16 finału Pucharu UEFA 0:4 z Rapidem Bukareszt. U siebie Legia wygrała 2:0 i choć szybko zdobyła oba gole (w 2 i 6 minucie), to nie udało się odrobić strat z Bukaresztu. Podobnie jak w przypadku TSV wielki rewanż przyszedł pod latach. Oba klubu spotkały się w fazie grupowej Ligi Europy 2011/2012, a legioniści dwukrotnie wygrali z Rapidem – 1:0 na wyjeździe i 3:1 u siebie.

Na kolejną porażką 0:4 trzeba było czekać aż do 1994 r. W eliminacjach do Ligi Mistrzów 1994/1995 po porażce 0:1 u siebie z Hajdukiem Split, Legia przegrała na wyjeździe 0:4. W sezonie 1995/1996 Legia jako pierwszy polski klub w historii awansowała do Ligi Mistrzów. W inauguracyjnej kolejce pokonała norweski Rosenborg Trondheim 3:1, ale ponad dwa miesiące później w przedostatniej kolejce grupowej przegrała w Norwegii 0:4. Po prawie dwudziestu latach Rosenborg znowu przypomniał się Legii i znowu nie były to miłe chwile. W sezonie 2012/2013 oba kluby spotkały się w IV rundzie eliminacji Ligi Europy. W Warszawie padł remis 1:1 a w Trondheim wygrali gospodarze, choć w obu meczach, to Legia pierwsza strzelała gola. Rosenborg awansował do Ligi Europy, a Legii pozostało roztrząsanie porażki.

Remis z Vardarem

W rewanżu I rundy eliminacji Ligi Mistrzów 2002/2003, Legia na własnym stadionie zremisowała 1:1 z Vardarem Skopje z Macedonii. Wynik rywalizacji był raczej rozstrzygnięty, bo w pierwszym meczu Legia wygrała 3:1 na wyjeździe, a w rewanżu straciła gola dopiero, gdy prowadziła 1:0. Niemniej jednak remis na własnym stadionie z klubem z Macedonii to raczej wpadka niż wynik nad, którym można przejść do porządku dziennego. Remis był o tyle dotkliwy, że w sezonie 1999/2000 Legia spotkała się z Vardarem w I rundzie Pucharu UEFA i rozbiła klub z Macedonii wygrywając 5:0 na wyjeździe i 4:0 u siebie.

Porażka z Cypryjczykami

W pierwszym meczu II rundy Pucharu UEFA 1999/2000 Legia przegrała w Larnace z Anothorsis Famagusta 0:1. Futbol cypryjski nie był wtedy tak ceniony, jak obecnie i choć Legia miała przewagę w tym spotkaniu, to porażkę z Anorthosis można był potraktować tylko w kategorii wstydu. W rewanżu legioniści, choć nie bez kłopotów, pokonali Anorthosis 2:0 i awansowali do kolejnej rundy.

Remis z Białorusinami

W sezonie 2008/2009 Legia spotkała się w I rundzie kwalifikacji Pucharu UEFA z białoruskim FK Homel. Faworyt mógł być tylko jeden. Tymczasem w pierwszym spotkaniu padł zaskakujący bezbramkowy remis, który przed rewanżem wcale nie stawiał legionistów w lepszej sytuacji. W rewanżu w 20 min. warszawianie stracili bramkę i zanosiło się na największą w historii kompromitację warszawskiego klubu w europejskich pucharach. Legioniści wbili jednak gospodarzom cztery gole i wygrali 4:1.

Legia_-_FK_Homel_(0:0)

O piłkę walczy Hiszpan Mikel Arruabarena, więc już wiadomo dlaczego Legia zremisowała z białoruskim FK Homel 0:0.

Źródło: blog.zw.com.pl.

Remis z amatorami z Lurgan

W pierwszym meczu 1/32 finału PZP 1997/1998 Legia zremisowała na wyjeździe 1:1 z Glenavonem Lurgan – amatorskim klubem z Irlandii Północnej. W rewanżu Legia wygrała 4:0, ale remis z amatorami nie należy do najpiękniejszych kart w historii wojskowych.

Odpadniecie z PAOK Saloniki

W sezonie 1973/1974 Legia została wyeliminowana w 1/16 finału PZP przez PAOK Saloniki po remisie 1:1 u siebie i porażce 0:1 na wyjeździe. Grecki futbol stał wtedy na o wiele niższym poziomie niż obecnie, dlatego to odpadnięcie można potraktować jako niemiłą niespodziankę.

Odpadnięcie z FC Zurich

W sezonie 2005/2006 Legia odpadła w 1/128 finału Pucharu UEFA ze szwajcarskim FC Zurich po dwóch porażkach – 0:1 u siebie i 1:4 na wyjeździe. Szwajcaria nie stała wtedy tak wysoko zarówno w reprezentacyjnej, jak i klubowej hierarchii, jak teraz. Wiadomo było, że Legię czeka trudna rywalizacja, ale wydawało się, że awans jest jak najbardziej w zasięgu ręki, tym bardziej, że Legia nie mierzyła się z Grasshopperem Zurich, czy FC Basel. Przedmeczowe spekulacje okazały się błędne, a pracowici Szwajcarzy pokazali Legii miejsce w europejskim szyku. Inna sprawa, że trener Jacek Zieliński zupełnie nie radził sobie na stanowisku trenera.

Ligi Europy 2013/2014

Zeszły sezon był niezwykły, ponieważ legioniści rozegrali w pucharach aż dwanaście meczy, ale podlegali nieustannej krytyce. Po pierwsze, dlatego że odpadli z walki o Ligę Mistrzów ze Steauą Bukareszt, a po wyjazdowym remisie 1:1, Liga Mistrzów była na wyciągnięcie ręki. Po drugie, dlatego że po męczarniach z amatorskim mistrzem Walii – The New Saints (3:1, 1:0) zanotowali niechlubną serię czterech remisów z rzędu, która przekształciła się w dziewięć meczów bez zwycięstwa. Po trzecie, przez dłuższy czas zanosiło się, że Legia będzie najgorszym klubem w historii fazy grupowej Ligi Europy. Po pięciu meczach bilans Legii wynosił pięć porażek i bramki 0:8. Dopiero w ostatniej kolejce Legia wygrała na wyjeździe z Apollonem Limassol, choć i tak zajęła ostatnie miejsce w grupie. Po czwarte, Legia przegrała mecz z Cypryjczykami u siebie 0:1. Oczywiście, liga cypryjska stoi na znacznie wyższym poziomie niż kilka, czy kilkanaście lat temu, ale Apollon, to nie APOEL Nikozja! Po piąte wreszcie, za zachowanie chuliganów Legii, odpalanie rac i sprzyjanie przez klub tym zachowaniom, spotkanie z Apollonem odbyło się przy pustych trybunach…

Remis z amatorami z Irlandii

W II rundzie kwalifikacji Ligi Mistrzów obecnego sezonu Legia zremisowała u siebie z amatorskim mistrzem Irlandii – Saint Patrick’s Athletic 1:1. Wynik jest o tyle wstydliwy, że Legia zremisowała z klubem amatorskim pochodzącym z kraju, w którym liga jest słabiutka. Dodatkowo, Legia zremisowała u siebie i to w pierwszym meczu, co oznacza, że przed meczem rewanżowym, to Pats byli w lepszej sytuacji! O tym, że Legia zagrała słabo i wyrównała w doliczonym czasie gry można tylko wspomnieć.

Porażka z Bayernem 3:7

W rewanżowym meczu 1/32 finału Pucharu UEFA Legia przegrała u siebie z Bayernem Monachium 3:7. Wyniki udało się trochę „poprawić”, bo jeszcze w 84 min. było 1:6. A w pierwszym meczu Legia przegrała tylko 1:3. Nigdy wcześniej, ani później polski klub nie stracił tylu bramek w europejskich pucharach w meczu rozgrywanym na własnym boisku. Nigdy też w pucharowym meczu z udziałem polskiego, rozgrywanym w Polsce nie padło dziesięć goli.

Demolka na Estadio Mestalla

Najwyższa porażka w historii występów Legii w europejskich pucharach miała miejsce 1 listopada 2001 r. Legia przegrała w rewanżu 1/32 finału Pucharu UEFA z CF Valencią 1:6. Po pierwszym meczu, w którym po świetnej grze Legia zremisowała na własnym stadionie 1:1 można było mieć nadzieje na dobry wynik. Ale nadzieje zgasły szybko, bo już w 39 minucie było 0:4, w 70 minucie – 0:5…

 

Oprócz zasadniczych rozgrywek organizowanych przez UEFA, Legia pięć razy w historii rywalizowała w rozgrywkach Pucharu Intertoto (1968, 1974, 1977, 1986, 2007) i zanotowała w nich dwa wstydliwe wyniki. W 1986 r. przegrała na wyjeździe z czechosłowacką Sigmą Ołomuniec 0:3. Natomiast w 2007 r. w wyjazdowym meczu z litewską Vetrą Wilno przegrywała do przerwy 0:2, ale po wtargnięciu kibiców Legii na boisko klub został ukarany walkowerem 0:3 i wykluczeniem z europejskich pucharów.

Można jeszcze tylko wspomnieć, że wstydliwe wyniki warszawianie notowali w meczach sparingowych z europejskimi klubami. Sparingi rządzą się swoimi prawami, ale o wyjazdowych porażkach np. 1:4 z Le Havre w połowie lat dziewięćdziesiątych, czy 1:6 z FC Basel w 2006 r., kibice i statystycy będą pamiętali jeszcze długo.

------------

Wpis powstawał pod koniec lipca i choć można było spodziewać się, że do listy wpadek i kompromitacji Legii dołączy rywalizacja z Celtikiem Glasgow, to chyba nikt nie spodziewał się, że dołączenie nastąpi z powodów pozasportowych…

 

Źródła: własne, przegladsportowy.pl, legia.net, se.pl, blog.zw.com.pl. Robert Błoński, KP Legia Warszawa. Biblioteka Gazety Wyborczej, Oficyna Wydawnicza Atena, Poznań 2008. Gowarzewski, Legia najlepsza jest… Kolekcja klubów, tom 13, Wydawncitwo GiA, Katowice 2013. K. Wójkowski, Legia Warszawa w Europejskich Pucharach. Historia klubu i jego kibiców na piłkarskich arenach, Warszawa 2013. M. Kaliszuk, Bywały złe wyniki, ale ten jest najgorszy, Przegląd Sportowy z dnia 18 lipca 2014 r., s. 4.

niedziela, 27 lipca 2014
Pucharowych żniw niestety nie było

Sezon 2013/2014 w europejskiej piłce nożnej był dla Polaków wyjątkowy, choćby z tego powodu, że Robert Lewandowski został królem strzelców Bundesligi a we włoskiej Serie „A” wystąpiło aż ośmiu polskich piłkarzy. Sezon był wyjątkowy także dlatego, że Polacy występujący za granicą mieli szanse na wywalczenie pucharów czternastu krajów. Udało się tylko w czterech – w Anglii, Holandii, Włoszech (to trochę naciągane) i na Litwie.

Ale po kolei. Takiego sezonu na pewno nie było w historii polskiej piłki nożnej. W finałach krajowych pucharów wystąpiło piętnaście klubów, w kadrach których występowało osiemnastu Polaków. Jak się później okazało przynależność klubowa wcale nie gwarantuje występu w meczu finałowym, a sam mecz finałowy nie jest synonimem sukcesu. O tym ostatnim niestety boleśnie przekonało się jedenaście klubów z trzynastoma Polakami w kadrach na ten sezon.

Oczywiście, już wcześniej już były sezony, w których w finałach krajowych pucharów występowało w jednym sezonie kilku Polaków, ale takiego „wysypu” to jeszcze nie było. A dodatkowo, należy zwrócić uwagę, że nie były to finału „u jakiś ogórków”, jakby to powiedział złotousty Franz Smuda, ale były to finały w poważnych piłkarsko krajach. Spośród państw, które goszczą pięć najsilniejszych lig (Anglia, Hiszpania, Włochy, Francja i Niemcy), tylko w Hiszpanii w finale nie wystąpił żaden klub z polskim piłkarzem. Trudno się jednak dziwić, skoro o Pucharu Króla zagrały Real i Barcelona.

Wracając jednak do Polaków to szansę na zdobycie pucharu mieli także w Rosji, Rumunii, Bułgarii, Chorwacji, Szkocji, Walii, Azerbejdżanie i Austrii.

Zdecydowanie największym wygranym został Łukasz Fabiański, który na Wembley w swoim ostatnim oficjalnym meczu w barwach Arsenalu wywalczył jedyne trofeum w trakcie siedmioletniej przygody z „Kanonierami” – Puchar Anglii 2013/2014. Arsenal pokonał po dogrywce Hull City AFC 3:2, choć już po ośmiu minutach przegrywał 0:2. Fabiański wystąpił we wszystkich poprzednich meczach pucharowych w tym sezonie, ale bohaterem był po półfinale, gdy Arsenal wygrał 4:2 w rzutach karnych z Wigan (w regulaminowym czasie 1:1), a polski bramkarz obronił dwa rzuty karne.

Łukasz_Fabisńki_z_Pucharem_Anglii_2013/2014

Łukasz Fabiański (Arsenal Londyn) z Pucharem Anglii w sezonie 2013/2014.

Źródło: bravo.pl.

Fabiański zagrał i mógł cieszyć się z trofeum, ale na ławce rezerwowych cały mecz przesiedział pierwszy bramkarz „Kanonierów”, czyli Wojciech Szczęsny. Były piłkarz Agrykoli Warszawa marzył o występie w meczu finałowym, ale menadżer Arsène Wenger był konsekwentny i postawił na Fabiańskiego. Szczęsnemu pozostała radość przez łzy, bo ten ambitny bramkarz na pewno jak zwykle emocjonalnie podszedł do siedzenia na ławce.

Warto jeszcze przypomnieć, że trzy lata temu Szczęsny wystąpił na Wembley w finale Pucharu Ligi, ale po jego nieporozumieniu z Laurentem Koscielnym, Birmingham City zdobyło zwycięskiego gola. Szczęsny miał nadzieję na rehabilitację, ale musi czekać do kolejnego sezonu. Przynajmniej jego przeciwnikiem do miejsca w bramce nie będzie Fabiański, który po zakończeniu sezonu podpisał kontrakt z drużyną Swansea City. Skoro zaglądamy do archiwum, to Jerzy Dudek zdobył Puchar Ligi Angielskiej w sezonie 2002/2003.

Wojciech_Szczęsny_z_Pucharem_Anglii_2013/2014

Wojciech Szczęsny (Arsenal Londyn) z Pucharem Anglii w sezonie 2013/2014.

Źródło: pzp.info.pl.

Trzecim obok Fabiańskiego i Szczęsnego zdobywcą pucharu w silnym piłkarsko kraju w 2014 r. jest Igor Łasicki, choć w jego przypadku trudno mówić o tym, że zdobył Puchar Włoch. Łasicki był w szerokiej kadrze SSC Napoli, ale ani razu nie zagrał w Pucharze Włoch, a w lidze zadebiutował dopiero w ostatniej kolejce (tutaj). Napoli w finale pokonało na Stadio Olimpico Fiorentinę 3:1 (2:1), a mecz rozpoczął się z 45-minutowym opóźnieniem z powodu zamieszek kibiców. Barwy Fiorentiny reprezentuje Rafał Wolski, ale w tym meczu też nie zagrał. Według niektórych źródeł siedział na ławce rezerwowych wedle innych nie było go na ławce rezerwowych. W sumie nie ważne – Wolski nie wszedł na boisko, a „Viola” przegrała.

Zamieszki_przed_finałem_Pucharu_Włoch_2013/2014_(1)

Zamieszki przed finałem Pucharu Włoch 2013/2014 – poza stadionem…

Źródło: si24.it.

Zamieszki_przed_finałem_Pucharu_Włoch_2013/2014_(2)

...i na stadionie.

Źródło: sport.pl.

Igor_Łasicki_(SSC_Napoli)_2013/2014

Igor Łasicki (SSC Napoli) – zdobywca Pucharu Włoch 2013/2014 tylko „na papierze”.

Źródło: football-waldenburg.blogspot.com.

Finał Puchar Francji zakończył się porażką dla Kamila Grosickiego. Jego Stade Rennes (Rennais) przegrało w Saint-Denis na Stade de France z En Avant Guingamp 0:2 (0:1). Grosicki grał do 52. minuty, a zmienił go Paul-Georges Ntep. Co ciekawe, oba kluby spotkały się już w finale Pucharu Francji w 2009 r. i wtedy także zwyciężyło Guingamp (2:1), zdobywając to trofeum po raz pierwszy w historii.

Z polskiego punktu widzenia najbardziej bolesna była jedna porażka „polskiej” Borussi Dortmund. Westfalczycy przegrali w finale Pucharu Niemiec po dogrywce z Bayernem Monachium 0:2 (0:0, 0:0). Cały mecz w barwach Borussi rozegrali Łukasz Piszczek i Robert Lewandowski, a poza kadrą z powodu kontuzji pozostał Jakub Błaszczykowski. Mecz na Olympiastadionie w Berlinie był ostatnim oficjalnym występem „Lewego” w barwach Borussi, ale Polak nie zachwycił. Zagrał słabo, a po wspaniałym finale z 2012 r., gdy Borussia rozbiła Bayern 5:2, a „Lewy” ustrzelił hat-tricka – pozostały tylko wspomnienia. Inna sprawa, że do porażki Borussi przyczynili się sędziowie. Jak wykazały powtórki piłka po strzale Mattsa Hummelsa w 64 min. przekroczyła linię bramkową. Gwizdek sędziego jednak milczał. Średnie to pocieszenie, skoro drugi dublet z rzędu zgarnął największy rywal Borussi.

Lewandowski_bez_Pucharu_Niemiec_2013/2014

Puchar Niemiec 2013/2014 nie dla Roberta Lewandowskiego.

Źródło: wpolityce.pl.

W pięciu silnych pucharach piłkarskich Polacy sięgnęli po dwa puchary krajowe – w Anglii (po raz pierwszy w historii!) i we Włoszech, choć Igora Łasickiego wymieniamy raczej z kronikarskiego obowiązku i z przymrużeniem oka.

W krajach, których ligi wybijają się ponad przeciętność tylko Mateusz Klich mógł cieszyć się z sukcesu. Jego prowincjonalny PEC Zwolle zdobył pierwsze w historii trofeum – Puchar Holandii (KNVB Beker) 2013/2014. Wcześniej klub mógł pochwalić się tylko dwoma finałami (1928, 1977), a warto dodać, że najwyższe miejsce, na którym ukończyli sezon w Eredivisie to… 8(!!!). W meczu finałowym rozegranym w Wielką Niedzielę na rotterdamskim De Kuip, PEC niespodziewanie rozbił/zdemolował/zmiażdżył* (*niepotrzebne skreślić) 5:1 (4:1) Ajax Amsterdam, który pewnie zmierzał po tytuł mistrzowski.

Spotkanie nie rozpoczęło się najlepiej dla graczy z Zwolle. Już 3. minucie Ajax objął prowadzenie, a trzy minuty później fani Ajaxu obrzucili pole karne swoje drużyny racami i świecami dymnymi:

Race_podczas_finału_Pucharu_Holandii_2013/2014

Źródło sportfan.pl.

Mecz został przerwany, a po przerwie grała już tylko drużyna PEC. Mateusz Klich spędził na boisku cały mecz. Zaliczył jedną asystę i brał udział w dwóch bramkowych akcjach, ale gdyby nie nonszalancja kolegów (zwłaszcza przy wysokim prowadzeniu) mógł liczyć na więcej asyst. Na ławce rezerwowych Zwolle pozostał były napastnik Lechii Gdańsk – Fred Benson (jesienią 2011 r. 11 ligowych meczy, 1 gol).

Mateusz_Klich_(PEC_Zwolle)_Pucharu_Holandii_2013/2014

Mateusz Klich w szatni PEC Zwolle z Pucharem Holandii 2013/2014.

Źródło: sportowefakty.pl.

Takiej radości, jak Klich nie zaznał Artur Jędrzejczyk. Jego FK Krasnodar, który był rewelacją rosyjskiej ligi i zakończył rozgrywki na 5. miejscu, przegrał w Kaspijsku na Anży-Ariena finał Pucharu Rosji z FK Rosów 5:6 w rzutach karnych. Po 120 minutach wynik był bezbramkowy. Jędrzejczyk spędził na boisku całe spotkanie. Oba kluby prezentowały w sezonie ligowym podobną dyspozycję, dlatego tak zacięta walka w meczu finałowym nikogo nie powinna dziwić. Wydawało się jednak, że Krasnodar po wyeliminowaniu w półfinale walczącego wówczas o mistrzostwo CSKA Moskwa (1:0 na wyjeździe), prezentuje lepszą formę. Tak się jednak nie cało. Ciekawostką jest fakt, że trenerem FK Krasnodar jest były piłkarz Ruchu Chorzów – Oleg Kononow (3 mecze wiosną 1995 r.).

Także po rzutach karnych porażkę zaliczył Łukasz Szukała. Jego Steaua Bukareszt (mistrz Rumunii 2014) przegrała na National Arena w Bukareszcie w finale Pucharu Rumunii z Astrą Giurgiu po rzutach karnych 2:4. W normalnym czasie gry padł bezbramkowy remis. Steaua od 54 minuty grała w osłabieniu, ale w dogrywce, a dokładnie w 98. minucie siły obu drużyn wyrównały się. Szukała spędził na boisku cały mecz, został ukarany żółtą kartką i skutecznie egzekwował jedenastkę w serii rzutów karnych. Niestety dla niego nieskuteczni byli Fernando Varela i Mihai Pintilii. Co ciekawe, podobnie jak w przypadku Pucharu Rosji, także w Rumunii zwycięzca pucharu ma polski wątek. W barwach Astry Giurgiu występował były zawodnik Arki Gdynia – Mirko Ivanovski z Macedonii, ale akurat w tym meczu był poza kadrą. Ivanovski zaliczył niezły sezon – 17 meczy, 6 goli i od nowego sezonu występuje w CFR Cluj. W Arce w sezonie 2010/2011 w 27 meczach w ekstraklasie strzelił tylko trzy gole. W kolejnym sezonie już w I lidze w 17 meczach – 3 gole.

Finały przegrało dwóch polskich bramkarzy ze słonecznych państw. W finale Pucharu Bułgarii Botew Płowdiw, którego piłkarzem jest Adam Stachowiak, przegrał w Burgas z mistrzem kraju – Łudogorcem Razgrad 0:1 (0:0). Polski bramkarz rozegrał całe spotkanie, podobnie jak były piłkarz Wisły Kraków – Czech Tomáš Jirsák. Finalistą Pucharu Chorwacji była drużyna Dinamo Zagrzeb, w której występował Grzegorz Sandomierski. Dinamo przegrało w dwumeczu z HNK Rijeka (0:1, 0:2), a polski bramkarz w chwili rozgrywania meczów finałowych już nie był piłkarzem „Niebieskich”, ponieważ jeszcze w kwietniu rozwiązał kontrakt.

Kolejnym bramkarzem, który przegrał krajowy puchar był Radosław Cierzniak (Dundee United FC). Wystąpił w meczu finałowym o Puchar Szkocji, ale nie był to udany występ. Jego drużyna uległa na Celtic Park drużynie Saint Johnstone FC 0:2 (0:1), a sam Cierzniak nie będzie wspominał tego występu najlepiej, ponieważ zawinił przy jednej z bramek. Tym samym Cierzniak jeszcze nie dostąpi zaszczytu tytułowania się zdobywcą Pucharu Szkocji jak inni polscy piłkarze (Dariusz Adamczuk, Artur Boruc, Maciej Żurawski i Łukasz Załuska).

Przechodząc do krajów ze słabymi ligami (wyłączając Polskę), to sukces odniósł tylko jeden Polak – Jakub Wilk. Polski obrońca zagrał w zwycięskim dla Żalgirisu Wilno finale Pucharu Litwy. Żalgiris pokonał w Ucianie w obecności nieco ponad 3 tys. widzów drużynę Banga Gargždai 2:1 (2:0), a Wilk nie dość, że zagrał w całym spotkaniu, to jeszcze w 13. minucie otworzył wynik spotkania.

Żalgiris_Wilno_z_Pucharem_Litwy_2014

Piłkarze Żalgirisu świętują zdobycie Pucharu Litwy 2014. Na zdjęciu widoczny także Jakub Wilk.

Źródło: epilka.pl.

Cały mecz w barwach Żalgirisu rozegrał znany z polskich boisk Georgas Freidgeimas (kiedyś ŁKS Łódź), a na ławce rezerwowych znalazł się Eivinas Zagurskas (w przeszłości gracz Nielby Wągrowiec, Bogdanki Łęczna i Wisły Płock). Żalgiris powtórzył sukces z zeszłego roku, gdy także wygrał Puchar Litwy. Dodatkowo, sięgnął po mistrzostwo, które cały czas może zdobyć w tym sezonie.

Trenerem Żalgirisu od sierpnia 2012 r. pozostaje Marek Zub – jedyny polski trener, który z zagraniczną drużyną zdobył puchar europejskiego kraju w 2014 r.

Marek_Zub_-_trener_Żalgirisu_Wilno

Marek Zub – trener Żalgirisu Wilno.

Źródło: uefa.com.

W finale (dużo mniej prestiżowego) Pucharu Walii wystąpiła drużyna Aberystwyth Town FC, którego piłkarzem jest Krzysztof Nalborski. Aberystwyth przegrało w Wrexham z dobrze znanym warszawskiej Legii – The New Saints FC (mistrz Walii 2014) 2:3, choć po trzynastu minutach prowadziło 2:0 i pierwszą bramkę straciło w 74 minucie. Nalborski pojawił się na boisku w 84. minucie gry przy stanie 2:2.

Finał Pucharu Azerbejdżanu przegrała drużyna Dawida Pietrzkiewicza – Qəbələ FK, ale polski bramkarz znalazł się poza kadrą na to spotkanie. Qəbələ FK przegrał w rzutach karnych 2:3 z Neftczi Baku. W regulaminowym czasie gry padł wynik 1-1 (0-0, 1-1, 1-1). Polski bramkarz. Mecz został rozegrany w Baku na stadionie im. Tofika Bahramova.

Jedynym Polakiem, który wystąpił w finale pucharu krajowego reprezentując barwy drugoligowca był Tomasz Wisio. Jego SK Niederösterreich Sankt Pölten (zgodnie z przewidywaniami) uległo w Klagenfurcie w finale Pucharu Austrii mistrzowi kraju – FC Salzburg 2:4 (1:2). Polski obrońca rozegrał całe spotkanie i choć występował już w sześciu klubach w Austrii, Grecji i Niemczech (Pasching, LASK Linz, AÓ Xánthi, GS Ergotélis, Arminia Bielefeld, RB Lipsk), to cały czas pozostaje bez poważnego sukcesu w karierze, poza wicemistrzostwem Europy U-16 (1999).

Podsumowując występy Polaków warto jeszcze przyjrzeć się ile czasu spędzili na boiskach podczas meczów finałowych. Do tej analizy nie włączam jednak Grzegorza Sandomierskiego i Wojciecha Szczęsnego. Sandomierski nie był już piłkarzem Dinama Zagrzeb, gdy ten klub rozgrywał mecze finałowe, a od Szczęsnego i Fabiańskiego trudno oczekiwać, aby jednocześnie występowali na boisku. Biorąc pod uwagę również dogrywki okazuje się, że Polacy spędzili w meczach finałowych 1.108 minut na możliwych 1.650 minut. Oznacza to, że byli na boisku przez 67% możliwego czasu. Wniosek jest taki, że w klubach, które wystąpiły w meczach finałowych są solidnymi graczami, ale nie kluczowymi, bo wtedy procent sięgnąłby 75 i więcej.

 

 

POLACY W FINAŁACH KRAJOWYCH PUCHARÓW W EUROPIE W SEZONIE 2013/2014

 

ZDOBYWCY PUCHARÓW

ANGLIA

Łukasz Fabiański (Arsenal Londyn), 120 minut.

Wojciech Szczęsny (Arsenal Londyn), na ławce rezerwowych.

 

WŁOCHY

Igor Łasicki (SSC Napoli), poza kadrą meczową.

 

HOLANDIA

Mateusz Klich (PEC Zwolle), 90 minut, 1 asysta.

 

LITWA

Jakub Wilk (Żalgiris Wilno), 90 minut, 1 gol.

 

FINALIŚCI PUCHARÓW

 

NIEMCY

Jakub Błaszczykowski (Borussia Dortmund), poza kadrą meczową,

Robert Lewandowski (Borussia Dortmund), 120 minut,

Łukasz Piszczek (Borussia Dortmund), 120 minut.

 

WŁOCHY

Rafał Wolski (AC Fiorentina), na ławce rezerwowych (poza kadrą meczową?).

 

FRANCJA

Kamil Grosicki (Stade Rennes), 52 minuty.

 

ROSJA

Artur Jędrzejczyk (FK Krasnodar), 120 minut.

 

RUMUNIA

Łukasz Szukała (Steaua Bukareszt), 120 minut, gol w serii rzutów karnych, żółta kartka.

 

BUŁGARIA

Adam Stachowiak (Botew Płowdiw), 90 minut.

 

CHORWACJA

Grzegorz Sandomierski (Dinamo Zagrzeb), poza kadrą meczową – w momencie rozgrywania meczu nie był już piłkarzem Dinama.

 

SZKOCJA

Radosław Cierzniak (Dundee United FC), 90minut.

 

WALIA

Krzysztof Nalborski (Aberystwyth Town FC), 6 minut.

 

AZERBEJDŻAN

Dawid Pietrzkiewicz (Qəbələ FK), poza kadrą meczową.

 

AUSTRIA

Tomasz Wisio (SK Niederösterreich Sankt Pölten), 90minut.

 

Źródła: własne, 90minut.pl, transfermarkt.pl, sport.pl, polsatsport.pl, weszlo.com, sportowefakty.pl, sport.tvn24.pl, eurosport.onet.pl, sport.wp.pl, sport.tvp.pl, ekstraklasa.net, peczwolle.nl, zalgiris-vilnius.lt, livesports.pl, pl.wikipedia.org, en.wikipedia.org, bravo.pl, pzp.info.pl, si24.it, sport.pl, football-waldenburg.blogspot.com, polityce.pl, sport fan.pl, epilka.pl, uefa.com.

wtorek, 11 czerwca 2013
Finał Ligi Mistrzów oglądany w Kopenhadze

Tegoroczny finał Ligi Mistrzów rozegrany w sobotę 25 maja oglądałem w ogrodzie „Tivoli” w Kopenhadze, gdzie kilkuset kibiców zebrało się przy telebimie w prowizorycznej strefie kibica.

„Tivoli” to jednocześnie ogród, jak i park rozrywki. Założony został w 1843 r. nawiązując do nieistniejących już paryskich ogrodów o nazwie „Jardin de Tivoli”. Miejsce dla Kopenhagi dosyć istotne, bo stanowiące centrum rozrywki miasta. W czasie, gdy kilkaset emocjonowało się finałem Ligi Mistrzów reszta ogrodu funkcjonowała normalnie. Atrakcje w postaci wesołego miasta, kawiarenki i restauracje, a także hotel działały jakby nic ważnego się nie działo. Finał Ligi Mistrzów był tylko dodatkiem, uzupełnieniem do normalnego rytmu pracy w tym miejscu.

Finał_Ligi_Mistrzów_w_ogrodzie_Tivoli_(1)

Dla oglądających mecz Bayernu z Borussią na scenie ustawiono telebim, a poza tym dwie prowizoryczne trybuny i parasol, pod którym sprzedawano piwo Heineken. Można więc powiedzieć, że jeden z głównych sponsorów Ligi Mistrzów utworzył coś w rodzaju Fan Parku, Fan Zone, ale od razu trzeba dodać, że w porównaniu ze standardami wyznaczonymi podczas UEFA Euro 2012, była to mini Fan Zone. Dla tego browaru istotne było „pokazanie” się w mieście stanowiącym siedzibę innego wielkiego browaru, czyli Carlsberga. Taki policzek dla konkurencji.

Od początku tygodnia do odwiedzenia Tivoli zachęcały plakaty reklamujące możliwość obejrzenia niemieckiego finału, wskazując jednocześnie, że pięć piw kosztuje 175 duńskich koron, czyli ok. 90 zł, co jak na skandynawskie standardy było ceną przystępną. Piwa były sprzedawane w plastikowych kubeczkach, które łączyła tekturowa nakładka z rączką do wygodnego przenoszenia. Zresztą podobny patent był stosowany przez Carlsberg podczas UEFA Euro 2012. Co ciekawe, widzowie sami po sobie sprzątali zostawiając co najwyżej tekturę, ponieważ w samoobsługowych automatach można było odzyskać kaucję za kubek, która była doliczana przy zakupie. Nie może więc dziwić, że widzowie nie pozostawili po sobie pobojowiska, tylko nieznacznie zaśmiecony teren zieleni przed sceną. Warto jeszcze dodać, że wstęp do Tivoli, nawet w przypadku niekorzystania z żadnych atrakcji kosztuje 95 duński koron (ok. 50 zł), czyli równowartość nieco mniej niż dwóch piw kupionych „na mieście”.

Finał_Ligi_Mistrzów_w_ogrodzie_Tivoli_(2)

Trudno powiedzieć, że Kopenhaga żyła tym meczem, ale od środy w prasie codziennej zarówno tej płatnej, jak i bezpłatnej (np. mx – metroexpress) publikowano artykuły nawiązujące do meczu finałowego. Równie dużo, a może nawet więcej miejsca zajmowały teksty zapowiadające rewanżową walkę bokserską w londyńskiej O2 Arenie Duńczyka Mikkela Kesslera (bilans walk wtedy: 46 zwycięstw, 35 przez nokaut, 2 porażki) z Brytyjczykiem Carlem Frochem (30 zwycięstw, 22 KO, 2 porażki), której stawką był tytuł mistrza świata IBF i WBA w wadze superśredniej. Podczas transmisji meczu na telebimie na pasku informacyjnym pojawiła się zapowiedź tej walki, ale oglądania po meczu nie było, choćby z tego powodu, że walkę nadawano w systemie pay-periview.

Przechodząc natomiast do samego meczu, to wśród oglądających (sądząc po koszulkach) pojawili się zarówno kibice Borussi, jak i Bayernu. Bardziej widoczni byli fani Bayernu, ale którzy byli głośniej trudno powiedzieć. Na boiskowe wydarzenia reagowała też (teoretycznie) neutralna część publiczności, ale mimo wszystko odpowiedzenie na pytanie o preferencje wśród kibiców, jest niemożliwe. Wracając jeszcze fanów klubów w koszulkach obu klubów, to stanowili oni niewielką część wśród ogółu kilkusetosobowej widowni, ale część widoczną. Niektórzy fani wykazywali wieloletnie przywiązanie zakładając np. trykot Borussi sprzed prawie dwudziestu lat – z reklamą Die Continentale! Wpływ na zainteresowanie niemiecką piłką w Danii ma niewątpliwie położenie obu krajów, transmisje z Bundesligi w duńskiej telewizji i duńscy piłkarze biegający po niemieckich boiskach. Może jakieś znaczenia ma też przenikanie kultury niemieckiej na Półwysep Jutlandzki, ale to tylko zgadywanie…

Finał_Ligi_Mistrzów_w_ogrodzie_Tivoli_(3)

Emocje były, ale bez przesadnych, negatywnych, czy agresywnych zachowań, które są domeną „podpitych Polaczków” ;-)

 

Źródła: własne, tivoli.dk, boxrec.com, bokser.org, pl.wikipedia.org. „Przegląd Sportowy” z dnia 27 maja 2013 r., s. 36. Różne wydania mx – metroexpress.

| < Październik 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
Tagi