Wpisy z tagiem: Ruch Chorzów

sobota, 06 maja 2017
Szkoda Podbeskidzia?

Podbeskidzie Bielsko-Biała przez kilka chwil było w grupie mistrzowskiej Ekstraklasy sezonu 2015/2016, ale na skutek zamieszania proceduralnego, zagrało w grupie spadkowej i z hukiem spadło do I ligi.

Po 30. (ostatniej) kolejce sezonu zasadniczego ekstraklasy 2015/2016 Lechia Gdańsk, Ruch Chorzów i Podbeskidzie Bielsko-Biała zgromadziły po 38 punktów. Bilans bezpośrednich meczów między klubami ustalał kolejność – Lechia, Ruch i Podbeskidzie, co powodowało, że Ruch grał w grupie mistrzowskiej, a Podbeskidzie w grupie spadkowej.

Wtedy do Lechii… wrócił jeden punkt! Kilka miesięcy wcześniej Komisja ds. Licencji Klubowych PZPN ukarała Lechię Gdańsk odjęciem jednego punktu za zaległości finansowe. Komisja Odwoławcza podtrzymała decyzję, ale Lechia napisała skargę do Trybunału Arbitrażowego przy PKOl, który wstrzymał wykonanie decyzji. Do Lechii wrócił więc odebrany punkt i Gdańszczanie mieli 39 pkt, zaś Ruch Chorzów i Podbeskidzie po 38 pkt. O wyprzedzeniu Ruchu przez Podbeskidzie decydowała… klasyfikacja Fair Play, która powodowała, że to Ruch miał grać w grupie spadkowej. „Niebiescy” protestowali. Ostatecznie Lechia (chyba po mediacji Zbigniewa Bońka, Prezesa PZPN) wycofała swoją skargę, czyli pogodziła się z utratą punktu. W takim układzie, to Ruch był w grupie mistrzowskiej, a nie Podbeskidzie. Tym razem protestowali „Górale”, ale to już nie miało żadnego znaczenia.

Spadek_Podbeskidzia_2016_(2)

Źródło: radiobielsko.pl.

W grupie spadkowej Podbeskidzie nie wygrało żadnego meczu! Co więcej w siedmiu spotkaniach, w tym czterech u siebie, wywalczyło tylko jeden punkt! Można żałować Podbeskidzia, że było już w grupie mistrzowskiej i przez proceduralne rozgrywki straciło pewne utrzymanie. Z drugiej jednak strony wszystko było w rękach, a raczej w nogach piłkarzy spod Klimczoka, tymczasem, oni w bezpośrednich pojedynkach z rywalami do utrzymania się w ekstraklasie polegli na całej linii i potwierdzili, że nie zasługują na ekstraklasę. Bo przecież w decydujących meczach nie przegrywali z potężnymi (jak na polskie warunki) klubami jak Legia, czy Lech. Nie przegrywali też z rewelacyjnym Piastem Gliwice, tylko grali z tymi, od których podobno byli lepsi.

Spadek_Podbeskidzia_2016_(2)

Źródło: bielskobiala.naszemiasto.pl.

Damian Chmiel, pomocnik Podbeskidzia trafnie podsumował spadek „Górali”: „To co zrobiliśmy wcześniej zasługiwało na szacunek. Podnieśliśmy się po rundzie jesiennej. Zimowaliśmy na ostatnim miejscu, a potem byliśmy bardzo blisko grupy mistrzowskiej. Ale umówmy się, nie byliśmy w niej. Znaleźliśmy się w niej tylko na chwilę, przez zamieszanie, które gdzieś się pojawiło (…) powiedzmy sobie jednak szczerze, jakbyśmy byli drużyną to byśmy się utrzymali (…) nie jestem jeszcze w stanie wytłumaczyć tego spadku (…) życie skarało nas za minimalizm.” (cyt. za: „Przegląd Sportowy”).

Nie czas żałować Podbeskidzia, gdy nie dało piłkarskich argumentów do pozostania w ekstraklasie.

 

Źródła: własne, 90minut.pl, radiobielsko.pl, bielskobiala.naszemiasto.pl. A. Bugajski, J. Radomski, Liga utknęła w martwym punkcie, „Przegląd Sportowy z dnia 11 kwietnia 2016 r., s. 14-15. To się w pale nie mieści! – wywiad red. M. Treli z Damianem Chmielem, „Przegląd Sportowy” z dnia 12 maja 2016 r., s. 7.

wtorek, 19 lipca 2016
UEFA uczyniła sobie z polskich klubów dojną krowę

Jak wyliczył portal weszlo.com polskie kluby w ostatnim czasie z tytułu kar za zachowanie kibiców przekazały europejskiej centrali nieco ponad milion euro (stan na dzień 4 sierpnia 2015 r.).

Weszlo.com wzięło pod uwagę kary z ostatnich dwóch sezonów i kilka bardziej spektakularnych z poprzednich sezonów. Polskie kluby płaciły więc:

Legia Warszawa – 648 tys. euro,

Ruch Chorzów – 200 tys. euro,

Śląsk Wrocław – 125 tys. euro,

Lech Poznań – 80 tys. euro,

Piast Gliwice – 5 tys. euro.

Oczywiście część z tych kar jest zasadna, ale doniesienia medialne wskazują, że polskie kluby są karane także z absurdalnych powodów i można odnieść wrażenie, ze UEFA uwzięła się na polskie kluby. Ciągle słyszymy i czytamy o kolejnych karach, niekiedy za drobne przewinienia. Z drugiej strony chyba nikt szczegółowo nie analizował, czy odwołania polskich klubów są uwzględniane i jak to wygląda w innych państwach.

Część polskich mediów grzmiała (i słusznie), gdy Omonia Nikozja nie została ukarana za transparent swoich kibiców wywieszony podczas meczu z Jagiellonią Białystok – „Nasi dziadkowie gonili was aż do Berlina” z uciekającą swastyką.

Oprawa_kibiców_Omonii_Nikozja

Źródło: sport.interia.pl.

Nie można oprzeć się bowiem wrażeniu, że UEFA stosuje podwójne standardy i kluby z Europy Środkowo-Wschodniej traktuje bardziej restrykcyjnie, pobłażając klubom z najsilniejszych lig. Poza tym, czym jest milion euro dla UEFA, która jak pokazał przykład Michela Platini’ego zdaje się robić wałki na znacznie, znacznie większe kwoty…

Michel_Platini_zdjęcie_07.2016

Źródło: ctvnews.ca.


Źródła: własne, weszlo.com, sport.pl, sport.interia.pl, ctvnews.ca.

niedziela, 20 lipca 2014
Legia przegrała z Ruchem, ale została Mistrzem Polski 2013/2014

W rozegranym w niedzielę 25 maja 2014 r. meczu XXXV kolejki T-Mobile Ekstraklasy 2013/2014 warszawska Legia przegrała na własnym stadionie z chorzowskim Ruchem 1:2 (0:1). Legioniści świętowali tytuł mistrzowski już dzień wcześniej, gdy Lech Poznań bezbramkowo zremisował u siebie z Pogonią Szczecin.

Bez dwóch zdań informacja o wywalczeniu tytułu mistrzowskiego miała wpływ na grę gospodarzy. Abstrahując od sposobu świętowania, dzień wcześniej Marek Saganowski i kapitan Ivica Vrdoljak razem z prezesem Bogusławem Leśnodorskim i pracownikami klubu udekorowali Kolumnę Zygmunta III Wazy szalikiem Legii. Takie atrakcje nie wpływają dobrze na koncentrację, choć akurat w zeszłym roku Legia po sobotniej informacji o wywalczeniu mistrzostwa rozbiła trzeci w tabeli Śląsk 5:0.

Jakub Rzeźniczak zapowiadał, że Legia będzie walczyła o wyrównanie klubowego rekordu w postaci dziewięciu kolejnych zwycięstw z przełomu 1931 i 1932 roku oraz w sezonie 2005/2006, a Vrdoljak powiedział: „Strata punktów z Ruchem nie wchodzi w grę.” (cyt. za: sport.pl). Trener legionistów Henning Berg powiedział: „Piłkarze nie nadużywali alkoholu podczas świętowania” (cyt. za: sport.pl), ale na zapowiedziach się skończyło i na boisku nie było widać potwierdzenia dla tych wypowiedzi.

Piłkarze Ruch utworzyli dobrowolny szpaler wykazując swoje wyrazy szacunku dla nowego mistrza. Co ciekawe Ruch jest jedyną drużyną, która utworzyła szpaler w tym i w poprzednim sezonie, z tą tylko różnicą, że w zeszłym roku był obowiązkowy. Niezależnie jednak od tego, „Niebiescy” utworzyli szpaler, złożyli gratulacje, po czym… wygrali z nowym Mistrzem Polski!!!

2014.05.25_Legia_-_Ruch_Chorzów_(001)

Piłkarze Ruchu w szpalerze oklaskują nowego mistrza Polski.

Kibice na trybunie północnej utworzyli napis z kartonów „mistrz”, a poniżej transparent z napisem Stawiamy kropkę nad „i”, tyle tylko, że tej kropki nad „i” piłkarze nie postawili sprawiając wrażenie, jakby zeszło z nich całe ciśnienie po osiągnięciu celu jakim było mistrzostwo. Niezależnie jednak od tego, dziesiąty tytuł mistrzów Polski uprawnia Legię do noszenia złotej gwiazdki na koszulkach. Oprócz Legii z takiego przywileju  mogą skorzystać w Polsce tylko trzy kluby – Ruch Chorzów, Górnik Zabrze (po 14 tytułów) i Wisła Kraków (13 tytułów). W tym miejscu warto jednak przypomnieć, że klub cały czas przypomina o mistrzostwie zabranym przez PZPN w 1993 r. w różny sposób nawiązując do tego sukcesu.

2014.05.25_Legia_-_Ruch_Chorzów_(004)

Oprawa kibiców Legii nie doczekała się spełnienia na boisku, bo kropki nad „i”, czyli zwycięstwa nie było.

I jeszcze jedno, istotne w kontekście walki o upragnioną Ligę Mistrzów. Ostatni raz Legia zdobyła dwa tytuły z rzędu w 1995 r. i wtedy… awansowała do Ligi Mistrzów! Czy zgodnie z powiedzeniem, że „historia lubi się powtarzać”, spełni się marzenie o grze w elicie?

Przechodząc do najważniejszego tego dnia, czyli do meczu – już w 2. minucie Legia mogła objąć prowadzenie. Tomasz Brzyski dośrodkował z rzutu rożnego, piłkę przedłużył Iñaki Astiz, a zamykający akcję Rzeźniczak uderzył piłkę nieczysto, próbując ją w ogóle uderzyć. Piłka przeleciała nad bramką, ale to była groźna akcja.

2014.05.25_Legia_-_Ruch_Chorzów_(008)

Dwanaście minut później Ivica Vrdoljak popisał się znakomitym prostopadłym podaniem za obrońców do Miroslava Radovicia. Serb przyjął piłkę na klatkę piersiową, lecz jego dalsze zamiary zdołał uprzedzić Krzysztof Kamiński. Chwilę później Bartosz Bereszyński spod końcowej linii podał do znajdującego się w polu karnym Radovicia, jednakże znajdujący się w znakomitej sytuacji napastnik nie zdołał opanować futbolówki i nie zdołał oddać strzału.” (cyt. za: 90minut.pl).

W 25. minucie Michał Żyro podał do Miroslava Radovicia, który zagrał piłkę w pole karne, a zamykający akcję Michał Kucharczyk wślizgiem uderzył piłkę tylko w boczną siatkę. Kucharczykowi udało się oddać strzał, mimo że blisko niego był Marcin Malinowski. „Ruch starał się odpowiedzieć strzałem z dystansu Grzegorza Kuświka.” (cyt. za: legia.net). W 29. minucie miała miejsce jedna z kluczowych akcji meczu. Po dośrodkowaniu Marka Zieńczuka z rzutu rożnego, Bereszyński próbował odbić piłkę głową na wysokości kolan, ale przewrócił się i dotknął piłki ręką. Decyzja sędziego Szymona Marciniaka z Płocka mogła być tylko jedna – rzut karny! Do piłki ustawionej na jedenastym metrze podszedł Filip Starzyński i pewnym strzałem pokonał Dusana Kuciaka.

2014.05.25_Legia_-_Ruch_Chorzów_(020)

Bartosz Bereszyński przewraca się we własnym polu karnym i zagrywa piłkę ręką.

2014.05.25_Legia_-_Ruch_Chorzów_(023)

Filip Starzyński pewnie egzekwuje „jedenastkę” i wyprowadza gości na prowadzenie.

Po upływie kolejnych czterech minut Ruch przeprowadził kolejną groźną akcję. Daniel Dziwniel uderzył mocno zza pola karnego, a stojący przed nim Bereszyński nie zablokował piłki. Kuciak z trudem odbił piłkę, ale sędzia Marciniak nie zauważył tego i nakazał grę od bramki gospodarzy. „W odpowiedzi, również z dystansu, na uderzenie zdecydował się Żyro. Futbolówkę po jego strzale bez problemu złapał Kamiński.” (cyt. za: 90minut.pl). W doliczonym czasie gry niemrawo grająca Legia mogła i powinna zdobyć bramkę. Brzyski dośrodkował na w pole bramkowe, a Tomasz Jodłowiec z kilku metrów, może dwóch uderzył głową i… nie trafił w bramkę.

2014.05.25_Legia_-_Ruch_Chorzów_(011)

Pierwsza połowa była wyrównana, choć z przewagą Legii. Inna sprawa, że w porównaniu z poprzednimi, wiosennymi spotkaniami Legii (no może poza meczami z Lechią i Lechem), gospodarze grali bez zawziętości, zaangażowania i odpowiedniego pressingu. W konsekwencji pozwoli „Niebieskim” na spokojne rozgrywanie piłki i konstruowanie akcji ofensywnych. Gra toczyła się głównie w środkowej części boiska i pełna była licznych niecelnych podań i fauli.

Początek drugiej połowy był jeszcze bardziej nudny i męczący dla kibiców niż pierwsza partia. „W 52. minucie Kucharczyk zdecydował się na strzał z około 25 metrów. Piłka po mocnym uderzeniu skrzydłowego Legii przeleciała obok bramki.” (cyt. za: 90minut.pl). W 55. minucie Żyro ograł w polu karnym Macieja Sadloka i uderzył mocno z woleja, ale Kamiński popisał się nie lada umiejętnościami odbijając piłkę po strzale Żyro. „Po godzinie gry wprowadzony przed momentem Marek Saganowski uderzał głową po wrzutce z lewej strony. Doświadczony napastnik był minimalnie niedokładny.” (cyt. za: legionisci.com).

Później Ruch ponownie zagroził bramce gospodarzy. Marek Szyndrowski podał do Zieńczuka, który uderzył piłkę z pola karnego, a Kuciak po raz kolejny z trudem wybił piłkę na rzut rożny. Legioniści byli dalej rozkojarzeni. Starzyński dośrodkował piłkę z rzutu rożnego, a Rzeźniczak zapomniał o skutecznym kryciu i Piotr Stawarczyk z pięciu metrów pokonał głową Kuciaka. Słowak nie miał szans na interwencję, a Rzeźniczak przekonał się, że gadanie o dziewiątym kolejnym ligowym zwycięstwie nie wystarczy i musi być wsparte grą, zaangażowaniem i pełną koncentracją. „Rzeźnik” zapomniał o kryciu i Legia straciła bramkę…

2014.05.25_Legia_-_Ruch_Chorzów_(030)

Jeśli ktoś myślał, że Legia rzuci się do ataku, to grubo się mylił. Gospodarze zareagowali na stratę drugiej bramki, tak samo, jak na stratę pierwszej, czyli… ze spokojem! Oczywiście, Legioniści podjęli próbę zmiany wyniku i było widać postęp w ich grze, ale cały czas było to bezradne bicie głową w mur. Od starty bramki praktycznie tylko trzy razy zagrozili bramce Kamińskiego. Ruch ewidentnie cofnął się i nastawił na kontry. „W 67. minucie Bartosz Bereszyński wykorzystał błąd obrony rywali, wpadł w ich pole karne, lecz w kluczowym momencie niedokładnie dograł do czekającego przed bramką Marka Saganowskiego.” (cyt. za: legionisci.com). W 73. minucie Żyro wbiegł do linii końcowej w pole karnym i wyłożył piłkę Orlando Sa, ale Portugalczyk strzelił za lekko, aby zaskoczyć Kamińskiego. Dwie minuty później Legia zdobyła kontaktową bramkę. Żyro, podobnie jak przy akcji z Sa, podał piłkę w polu karnym do kolegi z drużyny, a Miroslav Radović, mimo że strzelał z linii szesnastego metra posłał piłkę w długi róg bramki strzeżonej przez Kamińskiego.

Radović jako jeden z nielicznych zawodników Legii wyróżniał się w tym meczu i wykazywał niezmierną ochotę do gry. Bramka z Ruchem była jego czternastym ligowym trafieniem, co jest jego rekordem w karierze. Legia strzeliła honorową bramkę, ale wcale nie ruszyła do ataku. Niby coś próbowała, ale wcale nie była blisko zdobycia bramki wyrównującej. „Pięć minut przed końcem regulaminowego czasu gry Marek Saganowski zwiódł Stawarczyka i zdecydował się na strzał, lecz jego uderzenie zdołał zablokować Sadlok.” (cyt. za: 90minut.pl).

2014.05.25_Legia_-_Ruch_Chorzów_(028)

Goście nie forsowali tempa, grali z kontrataku, a ich kontry były akurat groźne. Legia natomiast ze spokojem podeszła do tego meczu i boiskowych wydarzeń. Statystyki pokazują, że Legia miała przewagę w posiadaniu piłki (65% - 35%), strzałach niecelnych (16:7) i rzutach rożnych (9:2), ale w strzałach celnych byłe remis (4:4), no i w najważniejszej kategorii, czyli bramkach Ruch był lepszy. Legia swoją grą nie przekonywała i trudno zgodzić się z trenerem Bergiem, który stwierdził, że jego piłkarzom zabrakło wykończenia akcji, a „Ruch chyba miał więcej szczęścia” (cyt. za: sportowefakty.pl). Jan Kocian, trener Ruchu powiedział z kolei, że jego drużyna zagrała przede wszystkim konsekwentnie. I to jest dobre określenie dla gry Ruchu, który grał o utrzymanie trzeciego miejsca w ekstraklasie i zachowanie szans na wicemistrzostwo.

Legia przegrała w tym roku po raz pierwszy na wiosnę, bo porażki walkowerem z Jagiellonią trudno liczyć, ale sympatycy warszawskiego klubu szybko o tym zapomnieli. Po meczu nastąpiło to na co kibice czekali przez rok – mistrzowska feta. Tym razem klub wystąpił do miasta o stosowne pozwolenia i autobus z piłkarzami Legii wyruszył w triumfalny przejazd ulicami stolicy. Kulminacja nastąpiła około godziny dziewiętnastej, gdy autobus pojawił się na warszawskiej starówce, owacyjnie witany przez kilkadziesiąt tysięcy fanów. Później skierował się w stronę stadionu przy ulicy Łazienkowskiej prowadząc tłumy kibiców. „Rzecznik stołecznej policji st. asp. Mariusz Mrozek poinformował PAP, że podczas zgromadzenia kibiców doszło do kilku incydentów. Używano petard hulkowych, rac świetlnych i flar. Niektórzy uczestnicy fety byli nietrzeźwi. Kilka osób zostało doprowadzonych na komisariaty.” (cyt. za: eurosport.onet.pl).

W tym roku było zdecydowanie spokojniej niż rok temu, w 2006 r., czy w 2002 r. Jedynym „zgrzytem” były śmieci pozostawione po kibicach w postaci pozostałości po racach, kubkach po piwie i potłuczonych butelkach. Chwilami było jednak niebezpiecznie, gdy nietrzeźwi kibice rzucali petardy lub odpalali race w wielotysięcznym tłumie…

Na trzy kolejki przed końcem, jeszcze przed meczem z Ruchem, Legia Warszawa zdobyła Mistrzostwo Polski w sezonie 2013/2014.

 2014.05.25_Legia_-_Ruch_Chorzów_(044)

 2014.05.25_Legia_-_Ruch_Chorzów_(053)

2014.05.25_Legia_-_Ruch_Chorzów_(055)

2014.05.25_Legia_-_Ruch_Chorzów_(057)

2014.05.25_Legia_-_Ruch_Chorzów_(063)

2014.05.25_Legia_-_Ruch_Chorzów_(068)

2014.05.25_Legia_-_Ruch_Chorzów_(075)

 

25 maja 2014, godz. 15:30 – Warszawa (Stadion Wojska Polskiego / Pepsi Arena)

XXXV kolejka T-Mobile Ekstraklasy 2013/2014

Legia Warszawa 1-2 Ruch Chorzów

Bramki: Miroslav Radović (75 min.) – Filip Starzyński (30 min. – rzut karny) i Piotr Stawarczyk (62 min.).

Legia: 12. Dušan Kuciak – 19. Bartosz Bereszyński, 25. Jakub Rzeźniczak, 15. Iñaki Astiz, 17. Tomasz Brzyski – 33. Michał Żyro, 21. Ivica Vrdoljak, 3. Tomasz Jodłowiec, 8. Ondrej Duda (58 min., 9. Marek Saganowski), 18. Michał Kucharczyk (65 min., 70. Orlando Sá) – 32. Miroslav Radović.

Trener: Henning Berg (Norwegia).

Ruch: 12. Krzysztof Kamiński – 20. Marek Szyndrowski, 32. Marcin Malinowski, 2. Piotr Stawarczyk, 21. Maciej Sadlok – 5. Marek Zieńczuk, 4. Łukasz Surma, 16. Bartłomiej Babiarz (84 min., 34. Maciej Jankowski), 7. Filip Starzyński, 3. Daniel Dziwniel (90 min., 96. Rołand Gigołajew) – 9. Grzegorz Kuświk (88 min., 29. Kamil Włodyka).

Trener: Jan Kocian (Czechy).

żółte kartki: Vrdoljak (72 min. – za faul), Saganowski (77 min. – za faul) – Babiarz (66 min. – za faul), Szyndrowski (78 min. – za faul), Zieńczuk (89 min. – za zagranie piłki ręką).

sędziował: Szymon Marciniak (Płock) jako główny oraz Skolnicki i Nejman.

temperatura: 14C.

widzów: 27.617.

 

Źródła: własne, 90minut.pl, skrotymeczow.net, legionisci.com, legia.com, sportowefakty.pl, legia.net, sport.pl, eurosport.onet.pl. M. Kołodziejczyk, Jak to się robi w Warszawie, „Rzeczpospolita” z dnia 26 maja 2014 r., s. A18. „Przegląd Sportowy” z 26 maja 2014 r., s. 11-13. Legia Warszawa. Oficjalny program meczowy, 2014, Nr 8 (8), s. 22.

czwartek, 26 grudnia 2013
O sporcie w Muzeum Produkcji Zapałek w Częstochowie

Częstochowa, jak dla mnie – przyjezdnego, robi raczej przygnębiające wrażenie. Największą atrakcją turystyczną, a jednocześnie wizytówką miasta jest bazylika i klasztor na Jasnej Górze z obrazem Matki Boskiej Częstochowskiej. Przeciętny turysta zwróci jeszcze uwagę na filharmonię, teatr, kilka kin i kilka muzeów, a wśród nich trzy należące Szlaku Zabytków Techniki województwa śląskiego – Muzeum Górnictwa Rud Żelaza, Muzeum Historii Kolei i Muzeum Produkcji Zapałek, któremu zamierzam poświęcić ten wpis.

2013.07.13_Muzeum_Produkcji_Zapałek_(1)

Jasna Góra w Częstochowie.

Jeśli chodzi o wymiar sportowy Częstochowy to też nie jest z nim najlepiej. Przez lata wizytówką klubu była siatkarska męska sekcja AZS, która w latach dziewięćdziesiątych minionego stulecia dominowała w Polsce. Akademicy zdobyli sześć tytułów mistrza Polski, 6 srebrnych i 4 brązowe medale mistrzostw Polski, 2 Puchary Polski, 7 finałów Pucharu Polski, Superpuchar Polski, Challenge Cup (2012) i 3. miejsce w Top Teams Cup (2002). Przeprowadzka z hali w sportowo-widowiskowej „Polonia” (opis meczu ligowego Częstochowa – Resovia rozegranego w 2010 r. w tej hali znajduje się tutaj) do nowej hali na Zawodziu jesienią 2012 r. zbiegła się z fatalną postawą klubu (o nowej hali pisałem przy okazji tegorocznego finału Pucharu Polski siatkarzy – opisując mecze półfinałowe i podsumowując organizację Pucharu Polski). Hala została wybudowana tuż obok stadionu żużlowego Arena Częstochowa, na którym występuje miejscowy Włókniarz (o stadionie pisałem w kontekście lipcowego półfinału Drużynowego Pucharu Świata – tutaj i tutaj). „Lwy” wywalczyły w Drużynowych Mistrzostwach Polski – 4 złote, 3 srebrne i 5 brązowych medali, a do tego Klubowy Puchar Europy (2004). W mieście działa jeszcze klub piłkarski Raków Częstochowa, do którego największych sukcesów nalezą finał Pucharu Polski w 1967 r. i występy w ekstraklasie, a w tym 8. miejsce w sezonie 1995/1996, ale to stare dzieje, bo obecnie klub występuje w II lidze.

Jaki jest więc związek między zapałkami a sportem w polskim „świętym mieście”?

Historia zapałek i częstochowskiej fabryki

Pierwsze zapałki zostały wynalezione w Chinach w 508 r., a pierwsze europejskie zapałki wyprodukowano w Paryżu w 1805 r. Fabrykę zapałek w Częstochowie założono niecałe 80 lat później, a dokładniej w 1881 r. Dokonali tego niemieccy przemysłowcy – Julian Huch i Karol von Gehlig. Produkcję zapałek rozpoczęto w 1882 r. W 1912 r. nowym właścicielem fabryki zostało Towarzystwo Akcyjne W.A. Łapszyn z Petersburga z Zarządem na Królestwo Polskie w Warszawie. Warto bowiem przypomnieć, że tereny dzisiejszej Polski znajdowały się pod zaborami. W 1913 r. pożar strawił większość drewnianych budynków, ale już w następnym roku odbudowano i zmodernizowano fabrykę. W tym samym roku nakręcono film „Pożar zapałczarni”, który stanowi jeden z najstarszych zabytków polskiej kinematografii.

2013.07.13_Muzeum_Produkcji_Zapałek_(2)

W latach 1922-1923 powstało Polskie Towarzystwo Przemysłu Zapałczanego S.A., które wykupiło Fabrykę Zapałek w Częstochowie. W 1925 r. Minister Skarbu Władysław Grabski ustanowił monopol na sprzedaż zapałek. W 1930 r. kolejny pożar uszkodził część maszyn i zabudowań. W tym samym roku zakład odbudowano i zmodernizowano wyposażając go w maszyny firmy „Durlach”, które funkcjonują do dnia dzisiejszego! W trakcie drugiej wojny światowej fabryka była pod zarządem niemieckim, a po wojnie została upaństwowiona aż do 1997 r., gdy przekształcono ją w spółkę akcyjną z udziałami pracowników. W 2002 r. powstało Muzeum Produkcji Zapałek, którego częścią jest fabryka. „Muzeum przez kilka lat utrzymywało się ze środków działającej do 2010 r. fabryki, która zaprzestała działalność po wpisaniu jej do rejestru zabytków. Niestety, kolejny pożar, a zwłaszcza koszty związane z usuwaniem jego skutków i doprowadzenia maszyn do sprawności technicznej, spowodowały m.in. zaległości podatkowe, z którymi muzeum ma kłopot do dziś.” (cyt. za onet.pl).

2013.07.13_Muzeum_Produkcji_Zapałek_(3)

Częstochowskie Zakłady Zapałczane podzieliły los innych polskich potentatów zapałczanych – Sianowa (działalność w latach 1845 – 2007) i Bystrzycy Kłodzkiej (1897 – 2007). Działalność na skalę produkcyjną prowadzi (chyba tylko) fabryka w Czechowicach-Dziedzicach założone w 1919 r. Poza tym funkcjonuje mnóstwo małych producentów zajmujących się produkcją zapałek reklamowanych, do kominka, do grilla, jak np. Wołoszyn w Warszawie (od 1994), Euromatch w Bystrzycy Kłodzkiej (od 1995), B.L. Match Zapałki w Koszalinie (od 1996).

Zwiedzanie muzeum

Muzeum (jak już było wspomniane we wstępie) należy do Szlaku Zabytków Techniki województwa śląskiego. Jest jedynym czynnym muzeum zapałek w Europie oraz najstarszą fabryką zapałek w Polsce.

Warto zauważyć, że jest to muzeum nie zapałek, tylko produkcji zapałek, co oznacza, że ukazuje cały cykl produkcji zapałek, wykorzystującym linię technologiczną z lat trzydziestych XX wieku, kiedy w ciągu godziny produkowano ponad 5 mln zapałek! Wprawdzie maszyny nie są włączane w trakcie zwiedzania, ale i tak robią wrażenie. Tym bardziej, że technologia produkcji nie zmieniła się w praktyce od 1913 r. do dnia dzisiejszego.

Zwiedzanie uzupełniają dwie sale. W jeden oprócz dokumentów związanych z przemysłem zapałczanym znajduje się stała wystawa „Rzeźb z jednej zapałki” Anatola Karonia. Dodatkowo, w tej sali, a także w drugiej umieszczono kolekcję zapałczanych pudełek i etykiet. Całość dopełnia projekcja dwóch filmów – wspomniany już „Pożar zapałczarni” i film prezentujący działanie fabryki.

Sportowe etykiety

W połowie XIX wieku zapałki zaczęto umieszczać w pudełkach z wysuwaną szufladką. Początkowo na powierzchni pudełka znajdowały się etykiety z informacją o producencie, a później również z innymi treściami, co dało początek filumenistyce. „Filumenistyka (gr. philéō = lubię + łac. lumen = światło, ozdoba) to dziedzina nauki i pasji hobbystycznej, która zajmuje się zbiorami etykiet zapałczanych oraz historią niecenia i użytkowania ognia.” (cyt. za pl.wikipedia.org). W 1964 r. założono jedyne w Polsce i jedne z niewielu w Europie Muzeum Filumenistyczne w Bystrzycy Kłodzkiej.

Wśród licznych etykiet i pudełek można natknąć się w Muzeum na etykiety i pudełka nie tylko z elementami sportowymi, ale ewidentnie związane z klubami czy igrzyskami olimpijskimi. Wśród pudełek zauważyć można pudełka sprzed kilkudziesięciu lat z etykietami Stali Mielec, Legii Warszawa i AC Milan.

2013.07.13_Muzeum_Produkcji_Zapałek_(4)

2013.07.13_Muzeum_Produkcji_Zapałek_(5)

2013.07.13_Muzeum_Produkcji_Zapałek_(6)

Dodatkowo, na tablicy z etykietami oprócz herbu Legii są jeszcze herby Górnika Zabrze i Ruchu Chorzów.

2013.07.13_Muzeum_Produkcji_Zapałek_(6)

Przeglądając zdjęcia dostępne w Internecie na prywatnych stronach można znaleźć historyczne etykiety nawiązujące do Wyścigu Pokoju, Totalizatora Sportowego, Igrzysk Olimpijskich, czy znanego hasła „Sport to zdrowie”. W samym muzeum można doszukać się znacznie więcej, a w sklepiku z suwenirami można nawet kupić zapałki z etykietami z Mistrzostw Świata w piłce nożne, które w 1994 r. zostały rozegrane w USA (World Cup 1994).

Czasy się zmieniają, a zapałki pozostają reliktem przeszłości, tak samo jak muzeum, które za kilkadziesiąt lat może zostać zastąpione muzeum zapalniczek.

 

Zdjęcia zostały wykonane w dniu 13 lipca 2013 r. 

 

Źródła: własne, zapalki.pl, zabytkitechniki.pl, filumenistyka.lbl.pl, filumenistyka.ovh.org, muzeum.filumenista.pl, onet.pl, pl.wikipedia.org, woloszyn.com.pl, matches.com.pl, euromatch.com, zapalki.com, onet.pl, 90minut.pl.

poniedziałek, 20 maja 2013
Nagrody za 2012 r.

Z prawie półrocznym opóźnieniem przedstawiam Nagrody Bloga nofootballnofun.blox.pl za 2012 r. Niestety nie było to dobry rok dla polskiej piłki a UEFA Euro 2012 zakończyło się (spodziewanym) niepowodzeniem polskich piłkarzy i przekonaniem Franza Smudy o bezbłędności. 

Piłkarz roku – ROBERT LEWANDOWSKI

Nie mogło być innego rozstrzygnięcia niż uznanie, że Robert Lewandowski był najlepszym polskim piłkarzem w 2012 r. Prawdą jest, że „Lewy” zawiódł na UEFA Euro 2012, ale prawdą jest, że zawiodła drużyna i każdy piłkarz z osobna. Lewandowski strzelił jedną bramkę i zapisał się w historii nie tylko polskiej, ale i europejskiej piłki nożnej, bowiem strzelił gola otwierającego UEFA Euro 2012. Występy w klubie przyniosły Lewandowskiemu mistrzostwo i Puchar Niemiec, w którym został królem strzelców (7 goli, w tym 3 jesienią 2011 r.). Wprawdzie, Borussia przegrała z Bayernem mecz o Superpuchar, to jednak znakomicie zaprezentowała się w Lidze Mistrzów i zapewniła sobie wyjście z „grupy śmierci”, w której rywalizowali z Realem Madryt, Manchesterem City i Ajaxem Amsterdam. „Lewy” strzelił 4 gole w 6 meczach Ligi Mistrzów, a w kadrze dalej zawodził. Po UEFA Euro 2012 nie strzelił żadnego gola w siedmiu meczach a passa meczów bez reprezentacyjnego gola wyniosła w 2012 r. – 702 minuty.

Nagrody_Bloga_2012_-_R._Lewandowski

Źródło: footballspeak.com.

Nie było jednak wątpliwości, że Lewandowski jako jedyny polski piłkarz prezentował klasę światową. W 2012 r. w oficjalnych meczach zdobył 31 goli (29 dla Borussi i tylko 2 dla reprezentacji Polski). Kontrkandydatem do tej nagrody mogli być tylko koledzy z Borussi, czyli Jakub Błaszczykowski (13 goli i 16 asyst w 40 meczach Borussi) i ewentualnie Łukasz Piszczek. Mimo niepowodzenia na Euro – to był rok „Lewego”.

 

Obcokrajowiec roku – DANIJEL LJUBOJA

Tak naprawdę, to nie było innej możliwości. Ljuboja prezentował się najlepiej spośród obcokrajowców biegających po boiskach ekstraklasy. Wiosną (podobnie jak cała Legia) nie zachwycał, ale w dalszym ciągu grał niekonwencjonalnie i z zaangażowaniem. Poza tym przyczynił się do pewnego zdobycia Pucharu Polski strzelając gola w kieleckim finale. Jesienią Ljuboja (podobnie jak cała Legia) grał już znacznie lepiej i był dużo bardziej skuteczniejszy. W 21 meczach strzelił aż 14 goli, co mogło być spowodowane tym, że nowy kontrakt zapewniał mu 6 tys. euro za każdego gola. W 2012 r. Ljuboja strzelił 19 goli w 40 meczach Legii. Inni wyróżniający się obcokrajowcy (Maor Melikson, Abdou Razack Traore, Prejuce Nakoulma) błyszczeli tylko krótkimi okresami a Artjom Rudnevs i Dudu Biton grali tylko wiosną. Ljuboji tak naprawdę zabrakło konkurencji.

Nagrody_Bloga_2012_-_D._Ljuboja

Źródło: tabelepilkarskie.com.

 

Odkrycie roku – ARKADIUSZ MILIK

Zdecydowanie Arkadiusz Milik! I nawet nie chodzi o to, że w 27 meczach Górnika strzelił 11 bramek i że Leverkusen zapłaciło za niego 2,6 mln euro, ale o to, że pojawił się znikąd. Milk zadebiutował jesienią w składzie Górnika i tak już zostało. Kontrkandydatem mógłby zostać, chyba bardziej błyskotliwy (i na boisku i w mediach) Jakub Kosecki (28 meczy w barwach Legii i Lechii, 11 goli), tyle tylko, że „Kosa” debiutował w ekstraklasie już w sezonie 2009/2010 i tak naprawdę kwestią czasu było rozwinięcie jego talentu, zwłaszcza, że odziedziczył go po jednym z najlepszych polskich piłkarzy w ostatnich kilku dekadach. Wracając do Milika, to pojawił się w ekstraklasie zupełnie niespodziewanie, ale odszedł z niej już spodziewanie, zresztą jako reprezentant Polski. W przeciwieństwie do Koseckiego jego atutem nie jest szybkość, tylko technika, panowanie nad piłką i precyzja.

Nagrody_Bloga_2012_-_A._Milik

Źródło: bialystok.gazeta.pl.

 

Drużyna roku – POLSKA U-17 (3. miejsce na Euro)

Polscy kibice mieli ogromną nadzieję na to, że drużyną roku we wszelkich plebiscytach będzie reprezentacja Polski. Zresztą wypowiedzi Franza Smudy też na to wskazywały, ale skończyło się jak zwykle… Wybranie polskiej drużyny roku to nie lada wyzwanie. Mistrz Polski – Śląsk Wrocław fatalnie grał w pucharach a jesienią zawodził w lidze. Legia zdobyła Puchar Polski i została mistrzem jesieni, ale wiosną frajersko przegrała mistrzostwo. Poza tym, wiosną po walce, bo po walce, ale odpadła ze Sportingiem Lizbona w 1/16 finału Ligi Europy, a w nowej edycji pucharów wprawdzie najlepiej z polskich klubów zaprezentowała się w europejskich pucharach, ale na własne życzenie nie awansowała do fazy grupowej Ligi Europy. Wisła Kraków też grała wiosną 2012 r. w 1/16 finału Ligi Europy i podobnie jak Legia po walce odpadła (ze Standardem Liege), tyle tylko, że o wszystkim, co było później kibice „Białej Gwiazdy” najchętniej zapomnieliby.

Nagrody_Bloga_2012_-_Polska_U-17

Źródło: futbolnews.pl.

Postanowiłem wyróżnić kadrę U-17, ponieważ była to jedyna polska drużyna, która odniosła sukces w 2012 r. Poza tym, w najważniejszym roku dla polskiej piłki nożnej zamiast sukcesu kadry seniorów, sukces osiągnęli juniorzy i chwała im za to.

 

Trener roku – Waldemar Fornalik

Trenerem roku miał być Franz Smuda, ale wyszło jak zawsze, choć pewnie sam Franz przyznałby sobie nagrodę „Trener Roku”. Trener mistrza Polski – Orest Lenczyk stracił pracę jesienią, a trener zdobywcy Pucharu Polski, który frajersko stracił mistrzostwo Polski, czyli Maciej Skorża przestał być trenerem Legii już po sezonie 2011/2012. Jedynym trenerem, który mógł pochwalić się sukcesami i wiosną i jesienią był Waldemar Fornalik. Najpierw z przeciętnym kadrowo Ruchem Chorzów sięgnął po wicemistrzostwo Polski i finał Pucharu Polski. Ruch z pucharami pożegnał się szybko, ale jesienią Fornalik nadspodziewanie dobrze poprowadził kadrę w meczach z Czarnogórą i Anglią. Spokojny i wyważony Fornalik pokazał, że mimo trudności można z kadrą zagrać o coś więcej niż honor a remisy w tych dwóch meczach przywróciły kibicom wiarę w polską kadrę.

Nagrody_Bloga_2012_-_W._Fornalik

Źródło: sport.wp.pl.

Podsumowanie

Trwający już rok 2013 zbliża się do półmetka i zapewne przyniesie zmiany wśród zdobywców nagród, choć niektórzy, jak np. Robert Lewandowski zaciekle walczy o kolejny triumf, ciekawe tylko w barwach jakiego klubu? Bayernu? Chelsea? Realu?

 

Źródła: własne, 90minut.pl, wikipedia.pl, footballspeak.com, tabelepilkarskie.com, bialystok.gazeta.pl, futbolnews.pl, sport.wp.pl. Różne wydania „Przeglądu Sportowego” z 2011, 2012 i 2013 r. R. Stec, Od wielkich klęsk od małej nadziei, „Gazeta Wyborcza” z dnia 24-26 grudnia 2012 r., s. 33.

środa, 30 maja 2012
Finał Pucharu Polski w Kielcach pod znakiem kiboli

Mecz finałowy Pucharu Polski, choć był jednostronnym widowiskiem, to jednak z uwagi na kibiców obu drużyn, a zwłaszcza „wylosowanego” gospodarza, czyli Legii, dostarczył dodatkowych emocji. Jeszcze półtora roku temu pewnie nie napisałbym o „kibolach”, ale terminologia permanentnie stosowana przez „Gazetę Wyborczą” w zeszłym roku sprawiła, że kibice Legii zaczęli śpiewać o sobie – „Ole! To my kibole”. Skoro sami zainteresowani nazywają siebie „kibolami”, to tytuł tego wpisu jest jak najbardziej uzasadniony.

Oba kluby otrzymały do dyspozycji po 3.100 biletów i czytając fora internetowe można odnieść wrażenie, że w Legii rozeszły się (prawie) wszystkie, natomiast w Chorzowie trochę zostało tych biletów. Oczywiście stanowiło to podstawę do dyskusji, których kibiców było więcej. Wizualnie wydawało się, że raczej „Niebiescy” są liczniejszą grupą, ale zapewne wynikało to faktu, że kibice Legii byli wpuszczani na swoją trybunę do jakiejś 70 minuty. Obserwując spotkanie trudno było oprzeć się wrażeniu, że mecz został zorganizowany dla kibiców obu drużyn, bo sektory neutralne (wzdłuż boiska) nie były zapełnione, a dodatkowo zajmowało je sporo kibiców, którzy w trakcie meczu wyciągnęli swoje barwy (w zdecydowanej większości, o ile nie wszyscy – Legii). To trochę smutne, że mecz nie wzbudził zainteresowania mieszkańców Kielc, a samo miasto w ogóle nie postarało się o promocję tego meczu. Nie mam żadnych wątpliwości, że Finał Pucharu Polski 2012 nie był piłkarskim świętem. A mógł być… Stadion Narodowy, czy Baltic Arena w tym czasie stały puste. Trudno po raz kolejny nie zadać pytania o sens budowy stadionu za prawie 2 mld zł, na którym nie można rozgrywać najważniejszych meczów w tym kraju…

2012.02.24_Finał_Pucharu_Polski_-_kibice_Ruchu

Wracając do sektorów neutralnych, to organizacja wejścia na trybunę naprzeciwko trybuny głównej, niewątpliwie stanowiła jeden z powodów, dla których Policja wydała negatywną opinię co do organizacji meczu. Dlaczego? Dlatego, że kibice „neutralni” wchodzili „ramię w ramię” z kibicami Ruchu! Skandal! Jedną bramką wchodzili „neutrale” a drugą „Niebiescy”. Później ochrona łaskawie udostępniła kibicom neutralnym drugą bramkę. Jak się okazało część kibiców „neutralnych” wcale nie była „neutralna” i nie kryła się ze swoimi sympatiami klubowymi, więc doszło do co najmniej jednej szamotaniny.

Co do kibiców (kiboli) Legii, to w sezonie 2011/2012 byli objęci zakazem wyjazdowym na mecze wyjazdowe rozgrywane w ramach rozgrywek o Puchar Polski. Jedyną możliwością, aby kibice Legii obejrzeli ten mecz było uczynienie Legii gospodarzem. Los okazał się przyjazny dla Legii i jej kibiców i Legia stała się gospodarzem. Wprawdzie tylko na papierze, ale to już wystarczyło, żeby kibole Legii mogli zająć miejsce na jednej z trybun za bramką. Legia była gospodarzem meczu w… Kielcach, ale była gospodarzem. Co więc z kibicami, którzy mieli zakaz stadionowy, skoro Legia była gospodarzem? Mogli wejść na stadion (!), bo… mecz nie odbywał się na stadionie Legii, a zakaz stadionowy obowiązuje tyle mecze na tym stadionie, a że Legia była gospodarzem, ale w Kielcach, to zakaz stadionowy nie obowiązywał. Trudno oprzeć się wrażeniu, że taka postawa nosi znamiona „frontem do kibica” a swoją drogą, to nie może dziwić tytuł artykułu na sport.pl pn. „PZPN i Legia kiboli zaprosiły, to kibol podymił”.

2012.04.24_Finał_Pucharu_Polski_-_kibice_Legii

Ledwo mecz się rozpoczął, a z sektora zajmowanego przez kibiców Legii poleciały na boisko race i petardy hukowe. Jedna z nich wybuchła dosłownie trzy metry od bramkarza gospodarzy – Dusana Kuciaka, który mocno zdenerwowany odwrócił się do kibiców i wykonał gesty w stylu „Co wy robicie???”. Co jakiś czas z sektora legionistów leciały petardy hukowe, które zaczynają być ich znakiem firmowym, a u zwykłych kibiców wzbudzają poczucie dyskomfortu. Kibice Ruchu odpalili kilka rac, ale w przeciwieństwie do swoich warszawskich odpowiedników żadnej nie rzucili na boisko.

Po trzeciej bramce dla Legii stało się to, co wcześniej, czy później musiało się stać. Sędzia Hubert Siejewicz został zmuszony do przerwania spotkania, bowiem na murawę poleciały race i petardy hukowe, ale przede wszystkim odpalono fajerwerki i świece dymne, które skutecznie zadymiły znaczną część boiska. Część fajerwerków odbijała się od dachu trybuny i tam eksplodowała. Chyba tylko cudem nie stało się nic poważniejszego. Odpalający race robili to przede wszystkim pod banerem o wymiarach 60 m X 5 m „Obrońcy Trofeum” ukrywając się w ten sposób przed monitoringiem. Trochę można zrozumieć kluby, które zakazują kibicom wnoszenia na stadion tego typu opraw meczowych.

2012.04.24_Finał_Pucharu_Polski_-_przerwanie_meczu

Kibiców o spokój prosił kapitan drużyny Michał Żewłakow, który pomimo, że grał w Polonii, to jednak mocno przywiązał się do Legii i naprawdę sprawia wrażenie piłkarza, któremu naprawdę zależy. Czy kibice to akceptują trudno powiedzieć. Po chwili pod trybunę kibiców Legii udała się serbska delegacja z ulubieńcami kiboli – Miroslavem Radovicem i Danijelem Ljuboją, którzy także prosili o spokój i umożliwienie dokończenia meczu.

2012.04.24_Finał_Pucharu_Polski_-_Radović_i_Ljuboja

Portal sport.pl zwrócił uwagę na fakt, że na wniesienie tak dużej liczby materiałów pirotechnicznych zezwolili przedstawiciele firmy ochroniarskiej Impel, która wygrała przetarg na ochronę Stadionu Narodowego (również podczas Euro), a podobne błędy popełniła podczas meczu Legia – Sevilla.

Tuż przed ostatnim gwizdkiem przed trybuną kibiców Legii stanął szpaler policjantów z prewencji, aby uniemożliwić wbiegnięcie kibiców na boisko. I choć wydawało się, że część z kiboli stojących w pierwszych rzędach przygotowuje się do sprintu po płycie boiska, to jednak powtórki z Bydgoszczy nie było.

2012.04.24_Finał_Pucharu_Polski_-_szpaler_Policji

Po meczu, gdy piłkarze Legii podchodzili do własnych kibiców, Puchar został przejęty przez Radovica, który przedarł się przez szpaler policjantów z prewencji i dumnie wręczył go Piotrowi S. ps. „Staruch”.

2012.04.24_Finał_Pucharu_Polski_-_Radović

Ciekawe, co wtedy czuł Jakub Rzeźniczak? Spoliczkowanie Rzeźniczaka przez „Starucha” w kwietniu zeszłego roku nie spotkało się z wyraźnym działaniem ze strony władz klubu. Warto przypomnieć, że kilka tygodni później w Bydgoszczy, gdzie Legia wygrała Puchar Polski 2010/2011 po meczu z Lechem, Puchar został wręczony „Staruchowi” przez ówczesnego kapitana Legii – Ivicę Vrdoljaka.

2012.04.24_Finał_Pucharu_Polski_-_Staruch

To pokazuje jaką siłę (mimo wszystko) mają w klubie kibice i jak bardzo liczą się z nimi piłkarze, a raczej każdy z osobna. Z drugiej strony (dwukrotne) przekazanie Pucharu „Staruchowi” pokazuje, że w Legii nie ma żadnej solidarności między piłkarzami, skoro kapitanowie zespołu układają się z człowiekiem, który uderzył ich kolegę z drużyny… A swoją drogą, może to była cena jaką piłkarze (klub?) zapłacili za względny spokój na trybunach i nie wbiegnięcie na boisko?

Wydział Dyscypliny PZPN nie pozostał obojętny wobec zachowania kibiców i ukarał kluby dotkliwymi karami pieniężnymi w wysokości - 70 tys. zł (Legia) i 50 tys. zł (Ruch). Poza tym kibice Legii nie wezmą udziału w czterech kolejnych meczach wyjazdowych swojego klubu, zaś kibice Ruchu w trzech.

 

Źródła: własne, sport.pl, kibice.net.

wtorek, 08 maja 2012
Legia po raz piętnasty z Pucharem Polski!

W rozegranym w Kielcach we wtorek 24 kwietnia 2012 r. finale Pucharu Polski Legia Warszawa pokonała Ruch Chorzów 3:0 (2:0) i obroniła trofeum wywalczone w zeszłym sezonie. Bramki dla lidera Ekstraklasy zdobyli: Danijel Ljuboja, Miroslav Radović i Michał Żyro. 

Przed meczem Legia faworytem statystyków...

Przed meczem statystycy wskazywali, że Legia nie przegrała w Pucharze Polski przez 14 kolejnych spotkań, a ostatnią drużyną, która pokonała legionistów w tych rozgrywkach był… Ruch Chorzów! Miało to miejsce dokładnie 16 marca 2009 r. w Chorzowie. Ruch wygrał wtedy 1:0 po golu Artura Sobiecha. Kolejna ciekawostka, na którą warto było zwrócić uwagę to fakt, że oba kluby spotykają się w czwartej kolejnej edycji Pucharu Polski. Ruch był lepszy w półfinale sezonu 2008/2009 (1:0, 1:0) i ćwierćfinale sezonu 2009/2010 (1:0, 1:2 po dogrywce), ale w zeszłym sezonie musiał uznać wyższość Legii w ćwierćfinale tych rozgrywek (1:1, 0:2).

Na korzyść Legii przemawiała także historia występów w Pucharze Polski. Legia wygrała te rozgrywki aż 14 razy (najwięcej w Polsce), zaś sześciokrotnie przegrała w finale. Ruch wygrał Puchar tylko trzykrotnie, ostatni raz w 1996 r., zresztą w Warszawie, ale na stadionie Polonii. Poprzednie dwa sukcesy (1951, 1974) Ruch zanotował w Warszawie, na stadionie Legii!!! Poza tym chorzowianie pięciokrotnie przegrali finał tych rozgrywek.

a Ruch faworytem fachowców...

Gra jaką oba kluby prezentowały w tygodniach poprzedzających mecz przemawiała za Ruchem, mimo że na początku kwietnia „Niebiescy” przegrali przy Łazienkowskiej 0:2. Eksperci wskazywali jednak, że Ruch sprawiał wrażenie drużyny lepszej, grającej piłką, kombinacyjnie i z polotem, zaś Legia zamęczała swoją grą – bez pomysłu, szybkości i pewności siebie.

W Kielcach w barwach Legii zabrakło pauzującego za żółte kartki Nacho Novo, zaś w Ruchu z tego samego powodu nie zagrali: Arkadiusz Piech, Igor Lewczuk i Tomas Josl. Bez wątpienia, to Ruch był bardziej osłabiony z powodu braku swojego najlepszego gracza, czyli Piecha.

Pierwsza połowa, czyli Puchar prawie dla Legii

Legioniści od początku spotkania kontrolowali przebieg wydarzeń na boisku. Przede wszystkim opanowali środek boiska, tradycyjnie już (co pojawiało się nawet w gorszych meczach) zdecydowanie częściej byli w posiadaniu piłki, a do tego wysoko przesunęli formację defensywną i praktycznie nie popełniali błędów, grając (niespodziewanie) tak, jak ostatnio raczej mówiło się o Ruchu, czyli kombinacyjnie i z pomysłem.

Już w 5. minucie w dobrej „sytuacji znalazł się Miroslav Radović, ale naciskany przez obrońcę oddał lekki strzał w Michala Peškoviča” (cyt. za: 90minut.pl). Trzy minuty później Legia objęła prowadzenie po strzale Danijela Ljuboji. Jakub Wawrzyniak zagrał wzdłuż linii bocznej do Michała Żyro, który urwał się spod opieki Rafała Grodzickiego i zagrał w pole karne, gdzie Radović, mimo obecności Piotra Stawarczyka, wślizgiem podał piłkę do Ljuboji, choć raczej wyglądało, że próbował strzelać, ale nie zdążył do piłki. Serbski napastnik przyjął piłkę i w czasie, gdy Marek Szyndrowski reklamował spalonego, strzelił nad bezradnie interweniującym Peškovičem.

Niewątpliwie ustawiła ona przebieg meczu, ale przyznać trzeba, że legioniści zasłużyli na tą bramkę przeważając od pierwszego gwizdka sędziego Huberta Siejewicza. Dodatkowo, chorzowianie z reguły nie tracą bramki jako pierwsi i też z reguły nie tracą bramek w pierwszych minutach meczu. Dla „Niebieskich” to była nowa i trudna sytuacja, w której nie potrafili się odnaleźć, na co wpływ miał także brak wspomnianego już Piecha. Nie było bowiem do kogo zagrać długiej piłki, aby przetrzymać ją, dać chwilę odpocząć, a może nawet skonstruować groźną akcję. Maciej Jankowski został całkowicie wyłączony przez Artura Jędrzejczyka, a Andrzej Niedzielan był tylko cieniem samego siebie.

Legia, jakby nauczona doświadczeniem wiosennych meczów, poszła za ciosem i atakowała stwarzając kolejne groźne sytuacje. W 12. minucie Peškovič wyszedł daleko z bramki, ale Radović pogubił się i skończyło się tylko na strachu chorzowian. Trzy minuty później „Niebiescy” oddali pierwszy strzał na bramkę Dušana Kuciaka, ale uderzenie Marka Zieńczuka z piętnastu metrów nie sprawiło słowackiemu bramkarzowi żadnych problemów.

W 29. minucie Legia powinna podwyższyć prowadzenie. Ljuboja podał piłkę obok Grodzickiego do Żyro, który uwolnił się spod opieki Szyndrowskiego. Popularny „Żyrek” doszedł do piłki na dwudziestym metrze, wbiegł w pole karne i strzelił z dwunastu metrów, ale doskonałą interwencją popisał się Peškovič, który odbył piłkę ręką na rzut rożny. Do piłki ustawionej w rogu boiska podszedł Radović i podał do Michała Kucharczyka, który przymierzył z dwudziestu metrów, a piłka chyba otarła się jeszcze, od któregoś z piłkarzy Ruchu i interweniujący Peškovič wybił ją przed siebie. Ljuboja natychmiast dobiegł do piłki i strzelił gola, ale asystent sędziego Siejewicza zasygnalizował pozycję spaloną. Słusznie, bo oprócz Ljuboji na spalonym byli Ivica Vrdoljak i Iñaki Astiz.

W 41. minucie Legia udokumentowała swoją przewagę drugą bramką. Radović przejął piłkę na własnej połowie przebiegł kilkadziesiąt metrów i podał piłkę na lewą stronę do Żyro, który został trochę wyrzucony do linii bocznej, ale przejął piłkę i podobnie jak przy pierwszej bramce dośrodkował na pierwszy słupek, przy biernej postawie Grodzickiego. Radović uwolnił się spod opieki Stawarczyka i strzelił z pierwszej piłki z pięciu metrów w okienko bramki Peškovičem.

Legioniści zaprezentowali się w pierwszej połowie znakomicie, a największe słowa uznania powinny zostać skierowane nawet nie do Żyro, tylko do dwóch najbardziej doświadczonych piłkarzy Legii, wręcz weteranów Michała Zewłakowa i Ljuboji. Żewłakow wrócił do formacji obronnej Legii po kontuzji i doskonale było widać jak duży wpływ ma na Jędrzejczyka, którego instruował, jak ma się ustawiać. Ljuboja zagrał doskonale jako… rozgrywający, zastawiał się, odgrywał do partnerów i ciężko było odebrać mu piłkę, choć oczywiście też zdarzały się straty. Legia prowadziła zasłużenie.

Druga połowa, czyli mecz skończył się w 56. minucie

Chorzowianie rozpoczęli drugą połowę odważniej i od razu mogło przynieść to skutki. W 51. minucie na przebojową akcję zdecydował się Grodzicki, ale zanim oddał strzał obrońcy Legii odebrali mu piłkę. „Niedługo później pod bramką Kuciaka było jeszcze groźniej. Łukasz Janoszka podał do Andrzeja Niedzielana, który w trudnej pozycji oddał lekki strzał.” (cyt. za: 90minut.pl). Ruch atakował groźniej, ale to Legia zdobyła trzecią bramkę.

W 56. minucie Kuciak wybijał piłkę z własnego pola karnego, a na połowie Ruchu Żyro wyskoczył wyżej od Łukasza Burligi i przedłużył lot piłki do Ljuboji, który zagrał do Żyry wbiegającego między Stawarczyka i Pawła Lisowskiego (Grodzicki przyglądał się tej akcji). Pomocnik Legii mając przed sobą Peškoviča tym razem nie zmarnował doskonałej okazji i strzelił gola, który praktycznie zakończył jakiekolwiek emocje w tym spotkaniu. Żyro strzelił swoją czwartą bramkę w tej edycji Pucharu Polski zrównując się z dotychczasowym samodzielnym liderem tej klasyfikacji strzelców – Cwetanem Genkowem z Wisły Kraków.

Legionistom chciało się grać jeszcze tylko przez kilka minut. W tym czasie Kucharczyk niecelnie uderzał piłkę przewrotką. Jeszcze kilkukrotnie zagrozili bramce Ruchu, zagrali kilka razy efektownie piętką i właściwie odpuścili grę z pełnym zaangażowaniem. Później, Legia ewidentnie oszczędzała się przed decydującą batalią o mistrzostwo Polski, zaś Ruch oczekiwał już tylko na ostatni gwizdek sędziego. W 70 min. sędzia Siejewicz był zmuszony do przerwania spotkania z uwagi na zadymienie boiska i rzucanie przez kibiców Legii w kierunku boiska petard, rac i świec dymnych.

Po wznowieniu spotkania gra nie uległa zmianie. Ruch groźniej zaatakował w ostatnich minutach. Kilkukrotnie swoimi umiejętnościami popisał się Kuciak, zaś ostatnią szansę na zdobycie gola zmarnował Zieńczuk, który w 89 minucie uderzył z rzutu wolnego wykonywanego zza pola karnego prosto w mur.

Ostatni gwizdek sędziego rozpoczął wielkie święto w szeregach Legii. Przyznać trzeba, że zdobywcy Pucharu Polski zagrali najlepszy mecz na wiosnę. Nawet w meczu ze Śląskiem we Wrocławiu (4:0), czy ze Sportingiem w Warszawie (2:2) nie mieli takiej przewagi, jak w Kielcach. Zadziwiające, że ten doskonały mecz przypadł akurat w tak istotnym i prestiżowym momencie jakim był finał Pucharu Polski. Inna sprawa, że na tle poprzednich meczów Legia zagrała znakomicie. Czy to zapowiedź mistrzostwa Polski?

 

24 kwietnia 2012, godz. 18:00 - Kielce (Stadion Miejski Arena Kielc)

Finał Puchar Polski 2011/2012

Legia Warszawa 3-0 Ruch Chorzów

Bramki: Danijel Ljuboja (8 min.), Miroslav Radović (41 min.) i Michał Żyro (56 min.).

Legia: 12. Dušan Kuciak – 2. Artur Jędrzejczyk, 6. Michał Żewłakow (87 min., 27. Rafał Wolski), 15. Iñaki Astiz, 14. Jakub Wawrzyniak (70 min., 11. Tomasz Kiełbowicz) – 18. Michał Kucharczyk, 21. Ivica Vrdoljak, 5. Janusz Gol, 32. Miroslav Radović, 33. Michał Żyro (83 min., 25. Jakub Rzeźniczak) – 28. Danijel Ljuboja.

Trener: Maciej Skorża.

Ruch: 33. Michal Peškovič – 21. Łukasz Burliga, 15. Rafał Grodzicki, 2. Piotr Stawarczyk, 20. Marek Szyndrowski (46 min., 6. Wojciech Grzyb) – 5. Marek Zieńczuk, 23. Marcin Malinowski (33 min., 31. Paweł Lisowski), 28. Gábor Straka, 7. Maciej Jankowski, 14. Łukasz Janoszka – 32. Andrzej Niedzielan (57 min., 9. Paweł Abbott).

Trener: Waldemar Fornalik.

żółte kartki: Ljuboja, Kucharczyk, Rzeźniczak, Vrdoljak – Burliga.

sędziował: Hubert Siejewicz (Białystok).

widzów: 10.000.

 

Źródła: własne, 90minut.pl, sport.tvp.pl, sport.pl, legia.com, legionisci.com, klubkibicarp.pl, pzpn.pl. 

niedziela, 15 kwietnia 2012
Lider lepszy od wicelidera, czyli Legia wygrała z Ruchem

W rozegranym w Wielką Sobotę 7 kwietnia 2012 r. hitowym pojedynku 25. kolejki T-Mobile Ekstraklasy Legia Warszawa pokonała Ruch Chorzów 2:0 (0:0). Ruch przystępował do meczu jako wicelider ze startą zaledwie jednego punktu. Po meczu strata powiększyła się do czterech „oczek”. Jak przystało na hitowe mecze w tym sezonie, a zwłaszcza z udziałem Legii, mecz można określić mianem – „z dużej chmury mały deszcz”.

2012.04.07_Legia_-_Ruch_Chorzów_(1)

Kibice Legii znowu „przypomnieli” o sobie.

Pierwsza połowa była wyrównana, ale ze wskazaniem na Legię, której piłkarze atakowali gości już w środkowej strefie boiska, albo nawet na ich połowie, skutecznie uniemożliwiając wyprowadzenie akcji. Legionistom brakowało jednak ostatniego podania, albo Chorzowianie orientowali się w zamierzeniach legionistów i w ostatniej chwili przerywali dobrze zapowiadające się akcje.

W 4 minucie Michał Żyro strzelił z lewej strony na bramkę Michal Peškoviča, ale słowacki bramkarz niepewnie interweniując tylko odbił piłkę. W 6. minucie Miroslav Radović odebrał piłkę Gaborowi Strace i podał na prawa stronę do Danijela Ljuboji, który dośrodkował w pole karne, a Michał Peškoviča uprzedził Rafała Wolskiego, ale uderzył piłkę prosto w Wolskiego i skończyło się tylko na strachu.

2012.04.07_Legia_-_Ruch_Chorzów_(2)

W początkowej fazie meczu bardzo dobrze prowadzący zawody Hubert Siejewicz trochę zbyt pobłażliwie reagował na niesportowe, powtarzające się zachowania Marcina Malinowskiego, który kopał piłkę po gwizdku, odpychał legionistów i często miał uwagi do decyzji sędziego.

2012.04.07_Legia_-_Ruch_Chorzów_(3)

2012.04.07_Legia_-_Ruch_Chorzów_(4)

Marcin Malinowski nie odstawiał nogi.

W 26 min. legioniści przeprowadzili groźną akcję. Wolski, mimo że chyba był ciągnięty za koszulkę, zagrał piłkę ze środka boiska na lewą stronę do Michała Kucharczyka, który podał w pole karne do wbiegającego Ljuboji. Strzał Serba doskonale zablokował Piotr Stawarczyk. Dwie minuty później Legia znowu groźnie zaatakowała. Przechwyt na własnej połowie, ale w środkowej części boiska, zaliczył Wolski i podał na prawą stronę do Ljuboji, który na wysokości pola karnego zatrzymał się, zmylił obrońcę i dośrodkował na piąty metr a Kucharczyk skoczył do piłki niemalże z miejsca i fatalnie spudłował. Jego strzał głową nie trafił nawet w bramkę gości.

Chorzowianie ograniczyli się do długich podań w kierunku Arkadiusza Piecha i Macieja Jankowskiego, ale obaj zostali skutecznie wyłączeni z gry. Nie dochodzili do podań i Ruch był pozbawiony swojej siły. W 43 min. Chorzowianie przeprowadzili najgroźniejszą akcję w tej części meczu. Wyprowadzili piłkę z własnej połowy a znajdujący się w środku boiska (zupełnie niewidoczny) Łukasz Janoszka zagrał długą piłkę do Piecha, który wbiegł w pole karne i wyłożył piłkę do nabiegającego Straki, do którego nie podbiegł ani Jakub Wawrzyniak, ani Marcin Żewłakow. Straka strzelił z szesnastu metrów tylko obok słupka bramki strzeżonej przez Kuciaka, a była to wymarzona sytuacja, aby strzelić gola. A wracając do tej akcji, to Janoszka tuż po podaniu został ścięty równo z trawą przez Wolskiego za co warszawski pomocnik słusznie został ukarany żółtą kartką.

2012.04.07_Legia_-_Ruch_Chorzów_(5)

Po Arkadiuszu Piechu spodziewano się więcej.

Drugą połowę, podobnie jak pierwszą, goście rozpoczęli od groźnej akcji, która przy odrobinie szczęścia mogła zakończyć się golem. W 53 min. Marek Szyndrowski podał do Piecha, który z linii środkowej zagrał między dwóch obrońców gospodarzy do Jankowskiego. Młody napastnik pobiegł pod pole karne Legii, gdzie prostym zwodem na prawą stronę ograł najpierw Żewłakowa, a następnie Tomasza Kiełbowicza, ale jego strzał doskonale odbił Dušan Kuciak.

Cztery minuty później Legia prowadziła 1:0. Kuciak, chyba poirytowany problemami w rozegraniu wybił piłkę w kierunku Ljuboji, który powalczył o nią z Szyndrowskim i wykorzystał niezdecydowanie dwóch pozostałych obrońców podając między nimi do Radovica, który chwilę zwlekał z rozegraniem aż wreszcie, wykorzystując niezdecydowanie Stawarczyka, podał w pole karne do Kucharczyka. Piłka odbiła się jeszcze od Rafała Grodzickiego, a Kucharczyk uderzył z prawej strony nie do obrony przez Peškoviča.

Ruch od razu po stracie bramki próbował odpowiedzieć akcją Marka Zieńczuka, który w tym meczu zagrał trochę poniżej oczekiwań. Były piłkarz Wisły i Lechii „uderzył na bramkę Kuciaka. Słowak zdołał jednak na wykroku odbić piłkę nogą.” (cyt. za: 90minut.pl). Niedługo później po dośrodkowaniu w pole karne przewrotką strzelał Wawrzyniak, ale piłka odbiła się od nóg jednego z obrońców i wyszła poza boisko.

W 68. minucie po sygnalizacji sędziego technicznego z boiska zaczął schodzić Kucharczyk, którego zmieniał Nacho Novo. Tymczasem sędzia Siejewicz nie przerwał gry i Ruch błyskawicznie przeniósł piłkę pod pole karne Legii. Piech mając na plecach Wawrzyniaka podał z linii szesnastu metrów do wbiegającego Jankowskiego, którego strzał wybronił Kuciak.

2012.04.07_Legia_-_Ruch_Chorzów_(6)

Nacho Novo zmienia Michała Kucharczyka.

W 83. munucie stało się jasne, że Ruchowi trudno będzie wywalczyć choćby punkt po tym, jak Legia zdobyła drugiego gola. Radović zagrał w pole karne go Novo, który przyjął piłkę na klatkę piersiową, a następnie odegrał do biegnącego niczym rakieta Kiełbowicza. Lewy obrońca Legii skupił na sobie uwagę dwóch obrońców Ruchu, a następnie odegrał piłkę na piąty metr, gdzie nabiegali Ljuboja i Novo. Serb celnie uderzył piłkę do bramki gości i Legia prowadziła już 2:0. Dwie minuty później Straka dośrodkował z rzutu wolnego w pole karne Legii, a strzał głową Szyndrowskiego, po koźle, pewnie złapał Kuciak.

2012.04.07_Legia_-_Ruch_Chorzów_(7)

Radość legionistów po zdobytym golu.

W ostatniej minucie spotkania składną akcję przeprowadzał duet obcokrajowców w barwach Legii Novo-Ljuboja, ale tego drugiego nieprzepisowo powstrzymywał Szyndrowski i obejrzał drugi, a w konsekwencji czerwony kartonik. W drugiej minucie doliczonego czasu gry doskonałą szansę na zdobycie swojego premierowego gola w barwach Legii miał Novo. Po podaniu Radovica z głębi pola wbiegł w pole karne i tak długo zwlekał z oddaniem strzału, zastanawiając się chyba, którą nogą ma uderzyć, że jego strzał został zablokowany przez wślizg Grodzickiego. Po tej akcji można zrozumieć dlaczego Novo nie przebił się do pierwszego składu Sportingu Gijon i w Legii jest tylko rezerwowym.

Ruch zdecydowanie zawiódł. Drużyna określona mianem rewelacji wiosny zagrała zdecydowanie poniżej oczekiwań, ale także poniżej swoich możliwości. Inna sprawa, że pressing legionistów uniemożliwił na rozwinięcie skrzydeł przez Piecha i Jankowskiego. Zresztą chorzowianie sprawiali wrażenie, jakby nastawili się na obronę ustawioną kilkadziesiąt metrów przed własną bramkę i liczyli na zagrywanie szybkich piłek do Piecha. Tyle tylko, że tych piłek albo nie było, albo były przejmowane przez środkowych Legii, czyli Żewłakowa i Astiza. Legia też nie zagrała wielkiego spotkania, tyle tylko, że była skuteczniejsza i wykorzystała błędy rywala.

7 kwietnia 2012, godz. 13:30 - Warszawa (Stadion Wojska Polskiego / Pepsi Arena)

25. kolejka T-Mobile Ekstraklasy 2011/2012

Legia Warszawa 2-0 Ruch Chorzów

Bramki: Michał Kucharczyk (57 min.) i Danijel Ljuboja (83 min.).

Legia: 12. Dušan Kuciak – 14. Jakub Wawrzyniak, 6. Michał Żewłakow, 15. Iñaki Astiz, 11. Tomasz Kiełbowicz – 18. Michał Kucharczyk (70 min., 9. Nacho Novo), 21. Ivica Vrdoljak, 27. Rafał Wolski (64 min., 35. Daniel Łukasik), 32. Miroslav Radović, 33. Michał Żyro – 28. Danijel Ljuboja (90 min., 22. Ismael Blanco).

Trener: Maciej Skorża.

Ruch: 33. Michal Peškovič – 21. Łukasz Burliga, 15. Rafał Grodzicki, 2. Piotr Stawarczyk, 20. Marek Szyndrowski – 5. Marek Zieńczuk (71 min., 9. Paweł Abbott), 28. Gábor Straka, 23. Marcin Malinowski, 7. Maciej Jankowski (86 min., 6. Wojciech Grzyb), 14. Łukasz Janoszka – 18. Arkadiusz Piech (80 min., 32. Andrzej Niedzielan).

Trener: Waldemar Fornalik.

żółte kartki: Wolski (44 min. – za faul) i Kiełbowicz (72 min. – za faul) – Straka (42 min. – za faul) i Szyndrowski (70 min. – za faul).

czerwona kartka: Szyndrowski (90 min. – za drugą żółtą).

sędziował: Hubert Siejewicz (Białystok).

widzów: 19.552.

 

Źródła: własne, 90minut.pl, ekstraklasa.tv, sport.pl, legionisci.com i „Przegląd Sportowy” z dnia 10 kwietnia 2012 r., s. 20-21.

piątek, 13 maja 2011
Piech królem Łazienkowskiej

W rozegranym w sobotę 2 kwietnia 2011 r. meczu 20. kolejki piłkarskiej Ekstraklasy warszawska Legia uległa Ruchowi Chorzów 2:3 (2:1), mimo że prowadziła 2:0. Wszystkie bramki dla gości zdobył Arkadiusz Piech.

Przed meczem Maciej Skorża mówił, że musi zresetować swoich piłkarzy i sprawić, żeby zagrali nie myśląc o porażkach w dwóch ostatnich meczach ligowych. Przyczyn porażek upatrywał w mentalności piłkarzy i braku zaangażowania. I to mu się udało – zresetował piłkarzy, którzy do 45 min. zagrali znakomicie, ale w doliczonym czasie gry, a zwłaszcza po przerwie nastąpił drugi i nieodwracalny reset, który trwał jeszcze długo, długo po tym meczu. Michał Kołodziejczyk, dziennikarz „Rzeczpospolitej” napisał o tym meczu w artykule pt. „Wisła blisko tytułu, Legia na krawędzi” m.in.: „Jeśli po 45 minutach meczu Legii z Ruchem ktoś powiedziałby, że goście mają szansę na zwycięstwo, mógłby zostać uznany za niepoczytalnego. Legia prowadziła 2:0 po bramkach Macieja Rybusa i Miroslava Radovica, pokazując, jak działa zapowiedziany „reset” Macieja Skorży.”.

Kibice_Ruchu_przy_Łazienkowskiej

Kibiców Ruchu było więcej przy Łazienkowskiej niż podczas meczu w Pucharze Polski...

Kibice_Legii_w_ligowym_meczu_z_Ruchem

...a kibice Legii byli w ilości, jak zwykle... 

Pierwszą groźną akcję przeprowadzili legioniści. Takesure Chinyama podał do Miroslava Radovica, który zewnętrzną częścią stopy strzelił wysoko ponad bramką gości. Po upływie niecałej minuty Michał Kucharczyk dośrodkował w pole karne, gdzie powracający po kontuzji Maciej Rybus przyjął piłkę wypuszczając ją przed siebie i silnym strzałem z siedmiu metrów w długi róg bramki Matko Perdijić otworzył wynik spotkania. W ten oto sposób pierwszy strzał w światło bramki okazał się strzałem celnym.

 Legia_-_Ruch_2:3

W 24 min. Jakub Wawrzyniak zagrał do znajdującego się przed polem karnym Chinyamy, który sprytnie odegrał do Miroslava Radovica myląc Zelijko Dokicia. „Rado” ograł Piotra Stawarczyka i silnym strzałem z kilku metrów nie dał szans Perdijicowi. W tym momencie komentator transmitującego ten mecz Canal+ powiedział: „Jak widać Legia całkowicie kontroluje ten mecz”. Legia grała szybko, skutecznie, z polotem i ładnie dla oka. Wydawało się, że rozniesie „Niebieskich” jeszcze przed przerwą.

 Legia_-_Ruch_2:3

W 29 min. po dośrodkowaniu Marka Zieńczuka strzał głową Stawarczyka znalazł drogę prosto w ręce Marijana Antolovica, który po meczu w Bełchatowie zastąpił Wojciecha Skabę. Trzy minuty później aktywny w tym meczu Wawrzyniak dośrodkował w pole karne, a w zamieszaniu podbramkowym z jedenastu metrów strzelał Radović, ale znalazł się w niewygodnej pozycji, a dodatkowo przeszkadzał mu obrońca gości, dlatego lekkie uderzenie bez wysiłku wyłapał Perdijić. W 38 min. zza pola karnego strzelił Jakub Rzeźniczak, ale piłka powędrowała wysoko, wysoko ponad bramką gości. W 44 min. Rybus strzelił z szesnastu metrów, ale źle ułożył stopę i nie trafił nawet w bramkę.

W doliczonym czasie gry w zupełnie niegroźnej sytuacji Marcin Komorowski nie przeciął podania z własnej połowy Stawarczyka do Arkadiusza Piecha, który wyskoczył zza pleców „Komora” i strzałem między nogami Antolovica zdobył kontaktową bramkę. I to wystarczyło, żeby komentator Canal+ powiedział: „Myślę, że ten mecz może się naprawdę odmienić”.

 Legia_-_Ruch_2:3

Pięć minut po przerwie z rzutu wolnego z niewiele ponad dwudziestu metrów Rybus strzelił tuż obok słupka. Nie upłynęły cztery minuty a w odpowiedzi Ariel Jakubowski strzelił głową nad bramką Antolovica. W 60 min. znowu pokazał się Rybus, który strzelił zza pola karnego, po ziemi, tuż obok słupka. Po upływie dwóch minut, w polu karnym znalazł się Kucharczyk, ale strzelił zdecydowanie za lekko, aby pokonać Perdijica.

W 64. minucie Wojciech Grzyb dośrodkował w pole karne gospodarzy, gdzie Piech ubiegł Dejana Kelhara i strzałem głową z pięciu metrów pokonał Antolovica. Nie upłynęły dwie minuty a Ruch prowadził przy Łazienkowskiej! Perdijić wybił piłkę, którą na połowie legionistów rozegrali na jeden kontakt – Łukasz Janoszka i Maciej Jankowski, który zagrał do Piecha. Niski napastnik ponownie był sprytniejszy od dużo większego Kelhara i po raz trzeci pokonał Antolovica.

Legia_-_Ruch_2:3 

Ruch nabrał wiatru w żagle, a Legia dosłownie przestała grać. W 75 minucie Janoszka podał do Piecha, który wycofał piłkę do Zieńczuka, ale był piłkarz Lechii strzelił nad bramką Antolovica. Po upływie czterech minut Zieńczuk strzelił gola po podaniu (jakżeby inaczej) Piecha, ale był na pozycji spalonej.

Legia szarpnęła jeszcze dwa razy. W 84 min. podanie Michala Hubnika przeciął Dokić i o mało nie trafił do własnej bramki. Pięć minut później Felix Ogbuke strzelił tylko w boczną siatkę, a w odpowiedzi Jankowski w sytuacji sam na sam podciął piłkę, która przeleciała obok bramki gospodarzy.

Legia przegrała, a jej piłkarze nie potrafili uwierzyć w to, co się stało. Wraz z ostatnim gwizdkiem sędziego Musiała rozpoczęły się przeraźliwe gwizdy pod adresem legionistów, którzy nie wiedzieli, co ze sobą zrobić i snuli się po boisko w okolicach środkowej części boiska obawiając się chyba konfrontacji z własnymi fanami. Przyznać trzeba, że przez cały mecz gospodarze mogli liczyć na ciągły doping własnych kibiców, ale po meczu kibice pokazali, co sądzą na temat gry swoich „ulubieńców”.

Legia_-_Ruch_2:3 Do piłkarzy Legii nie docierała świadomość, że przegrali mecz z Ruchem.

Legia_-_Ruch_2:3

Schodzących z boiska piłkarzy Legii żegnały przerażliwe gwizdy, na które... zasłużyli! 

--------------------------------------------

Tak fatalnie grającej, w sensie, że nieskutecznej Legii, nie pamięta już chyba nikt, bo o sezonie 1990/1991, gdy Legia raczej broniła się przed spadkiem nie warto wspominać. Fakty mówią same za siebie – 3 porażki z rzędu, 9 porażek w 20 meczach, ujemny bilans bramkowy, 4 porażki na własnym stadionie w całym sezonie (bardziej gościnny jest tylko stadion Cracovii), więcej bramek w lidze straciły tylko Cracovia, Górnik i Korona. Na wiosnę mniej punktów zdobyły tylko Korona, Jagiellonia, Polonia Bytom i Arka, a więcej bramek straciły Korona i Polonia Bytom.

Najdziwniejsze jest to, że podobnie jak w meczu ze Śląskiem czy Bełchatowem, legioniści nie grali źle, po czym na skutek indywidualnego błędu stracili bramkę, i mimo, że przeważali, stwarzali sytuacje, byli częściej w posiadaniu piłki, to tracili kolejne bramki. Szukając analogii z rundą jesienną, to bardzo podobnie było w początkowej fazie rundy. Legioniści po stracie bramki nie mogli się podnieść. Wyjątkiem były mecze z Cracovią, Lechem i Górnikiem, gdy w ostatnich sekundach meczu zapewniali sobie zwycięstwo. Teraz Legia wróciła do złych nawyków.

Można gdybać, ale wydaje się, że sytuacja wojskowych byłaby zupełnie inna, gdyby w meczu ze Śląskiem - Radović nie popełnił błędu w kryciu, sędzia odgwizdał spalonego przy drugiej bramce, Vrdoljak strzelił karnego w Bełchatowie, a Komorowski nie popełnił błędu w przyjęciu piłki w doliczonym czasie pierwszej połowy w ostatnim meczu. Zmierzam do tego, że dużo racji ma Jakub Wawrzyniak, który w wywiadzie dla „Gazety” stwierdził, że statystyki wyglądają fatalnie, ale gra nie jest zła. I ma dużo racji, ale problem w tym, że klasowe drużyny niezależnie od stylu gry – zdobywają punkty. Wawrzyniak powiedział też: graliśmy dobrze, mieliśmy korzystny wynik, doping kibiców”, „spróbujmy wygrać jakiś mecz”, „zwycięstwa Legii to coś normalnego, porażki są czymś wyjątkowym (…) jesteśmy lepsi niż jesienią, brakuje tylko umiejętności przetrwania ciężkich chwil”, „pracuję w świetnych warunkach, dostaję pieniądze i chcę coś dać od siebie w zamian”.

Legia jest na wiosnę ewenementem zwłaszcza jeśli chodzi o brak skuteczności. Zresztą na wygranie meczu z Legią jest prosty sposób należy stworzyć sobie od jednej do trzech sytuacji w całym meczu i wykorzystać je, choć nie jest to trudne, bo bramkarze bronią tylko to, co muszą i nie wykazują większych umiejętności. Ani Skaba, ani Antolović nie mają takiej charyzmy, jak Robakiewicz, Szczęsny, Kowalewski, Boruc, Fabiański czy Mucha, którzy byli rzeczywistym wzmocnieniem drużyny i poza incydentalnymi wpadkami bronili w nieprawdopodobnych sytuacjach.

Nie sposób odnieść wrażenia, że legioniści popadli w grzech pychy, niczym piłkarze Bayernu Monachium – walczymy o mistrzostwo, inni są słabsi i grają gorzej, ale oprócz gadania nie ma żadnego (!) grania… Przykładowo Radović przed meczem z Ruchem stwierdził, że wyniki Wisły nie do końca odzwierciedlają dyspozycję krakowskiego zespołu, który nie gra niczego wielkiego, a od Legii różni się tylko tym, że zbiera punkty.

Podczas pomeczowego rozbiegania piłkarzy ze stolicy doszło do bardzo nieprzyjemnego zdarzenia. Piotr Staruchowicz, ps. „Staruch” znieważył, opluł i uderzył w twarz Jakuba Rzeźniczaka mówiąc po chwili (co uchwyciła kamera Orange Sport) „Niech szanuje mordę, k***a, gnój je**ny!” (według niektórych źródeł” „Niech szanuje mordę, k***a, albo wraca do Widzewa”). Staruchowicza zdenerwował Rzeźniczak, który używając słów powszechnie uznanych za obelżywe wyraził swoje niezadowolenie z powodu gwizdów kibiców. W Legii powróciła więc sytuacja z 1998 r., gdy dzień po porażce w Poznaniu (0:3) pobici zostali Roman Oreszczuk i Tomasz Sokołowski.

Po dwóch dniach od zdarzenia piłkarz i kibic wydali oświadczenie, w którym poinformowali, że poniosły ich emocje. Legia natomiast przywróciła klubowy zakaz stadionowy orzeczony wobec Piotra P. Dwuletni zakaz został nałożony w październiku 2009 r., gdy Staruchowicz zaintonował po ogłoszeniu informacji o śmierci Jana Wejcherta – „jeszcze jeden, jeszcze jeden”. Zakaz został zawieszony pod koniec 2010 r.

Warto zauważyć, że ostani hat-trick w lidze także miał miejsce przy Łazienkowskiej – Legia przegrała z Wisłą 0:3 po bramkach Pawła Brożka, który zimą zasilił walczący o mistrzostwo Turcji Trabzonspor.

 

2 kwietnia 2011, godz. 16:15 - Warszawa (Stadion Wojska Polskiego)


Legia Warszawa 2-3 Ruch Chorzów

 
Bramki: Maciej Rybus (8 min.), Miroslav Radović (24 min.) - Arkadiusz Piech 3 (45 min., 64 min. i 66 min.)


Legia: 1. Marijan Antolović - 25. Jakub Rzeźniczak, 13. Dejan Kelhar, 17. Marcin Komorowski, 14. Jakub Wawrzyniak - 32. Miroslav Radović, 21. Ivica Vrdoljak, 27. Alejandro Cabral (75 min., 5. Janusz Gol), 18. Michał Kucharczyk (71 min., 7. Michal Hubník), 31. Maciej Rybus (76 min., 77. Felix Ogbuke) - 82. Takesure Chinyama.


Ruch: 30. Matko Perdijić - 6. Wojciech Grzyb (83 min., 8. Krzysztof Nykiel), 4. Željko Đokić, 2. Piotr Stawarczyk, 29. Ariel Jakubowski - 5. Marek Zieńczuk, 22. Andrej Komac (77 min., 31. Paweł Lisowski), 23. Marcin Malinowski, 7. Maciej Jankowski, 14. Łukasz Janoszka (90 min., 17. Michał Pulkowski) - 18. Arkadiusz Piech.


żółte kartki: Wawrzyniak - Stawarczyk, Piech, Perdijić.


sędziował: Tomasz Musiał (Kraków).


widzów: 17 300.

 

Dane statystyczne na podstawie serwisów: 90minut.pl, sport.pl, onet.pl, legia.com, ekstraklasa.tv, a także „Rzeczpospolitej”.

środa, 13 kwietnia 2011
Legia w półfinale Pucharu Polski. Dwa gole Vrdoljaka.

W rozegranym w dniu 15 marca 2011 r. rewanżowym meczu ćwierćfinału Pucharu Polski Legia Warszawa pokonała Ruch Chorzów 2:0 (1:0) i awansowała do półfinału rozgrywek. Obie bramki dla Legii zdobył kapitan drużyny – Ivica Vrdoljak.

Kibice_Legii

Piłkarze Legii, jak zwykle mogli liczyć na doping swoich fanów.

Kibice_Ruchu_Chorzów

"Niebiescy" byli wspierani przez grupę najwierniejszych fanatyków, którzy w wietrzny wtorek zawitali przy Łazienkowskiej.

Legioniści przystępowali do meczu z chęcią przerwania niekorzystnej passy. W dwóch poprzednich sezonach Ruch Chorzów był klubem, który kończył przygodę Legii w Pucharze Polski. W zeszłym sezonie w ćwierćfinale Legia przegrała w Chorzowie 0:1, a u siebie wygrała 2:1 po dogrywce. Dwa lata temu Ruch dwukrotnie wygrywał w półfinale po 1:0. W tym sezonie w przeciwieństwie do pozostałych Legia nie przegrała pierwszego meczu. Dwa tygodnie wcześnie przy Cichej padł remis 1:1.

W składzie Legii w porównaniu do ostatniego meczu nastąpiły cztery zmiany. Astiza, Borysiuka, Manu i Hubnika zastąpili Kelhar, Cabral, Wolski i Mezenga. W Ruchu było dużo więcej zmian. Tylko trzech zawodników wystąpiło w pierwszej jedenastce przeciwko Legii i w poprzednim meczu przeciwko Bełchatowowi (Grodziski, Stawarczyk i Straka). Kolejnych trzech, którzy wcześniej wchodziło z ławki, przy Łazienkowskiej zagrało w pierwszym składzie (Janoszka, Komac i Abbott). Wreszcie trzech piłkarzy z wyjściowej jedenastki przeciwko GKS, weszło w drugiej połowie (Dokić, Jankowski i Piech). Jak widać trener Maciej Skorża postawił na stabilizację, a trener Waldemar Fornalik na rotację chyba do końca nie wierząc w wyeliminowanie Legii.

Rzut_wolny_dla_Ruchu

Rzut wolny dla Ruchu Chorzów.

Pierwsza połowa, a zwłaszcza pierwsze dwa kwadranse były zaprzeczeniem futbolu w jakiejkolwiek postaci a z boiska wiało nudą. Wprawdzie w 9 min. Rafał Wolski strzelił w boczną siatkę bramki strzeżonej przez Michala Peskovica, a strzał z rzutu wolnego Gabora Straki sprawił Wojciechowi Skabie dużo problemów, to jednak można powiedzieć, że nie działo się nic.

Andrej_Komac_wykonuje_rzut_wolny

Andrej Komac przygotowuje się do wykonania rzutu wolnego.

Pierwszy strzał legioniści oddali dopiero w 38 min. za sprawą Michała Kucharczyka. Ten sam zawodnik w doliczonym czasie gry zdecydował się na strzał z trzydziestu metrów a słowacki bramkarz debiutujący w bramce Ruchu (na jesieni był wolnym piłkarzem, a w zeszłym sezonie grał w Arisie Saloniki) nie chwycił piłki, która opuściła boisko. Po dośrodkowaniu Miroslava Radovica celnym uderzeniem głową popisał się Ivica Vrdoljak.

Radość_Legionistów

Radość gospodarzy po zdobyciu pierwszego gola.

Po przerwie Legia poszła za ciosem. Atakowała dosłownie cały czas. W 54 min. Radovic oddał silny strzał zza pola karnego, a Pesković odbił piłkę przez siebie, a nabiegający Alejandro Cabral nie miał miejsca na oddanie strzału i piłka trafiła w ręce bramkarza. Dwie minuty później po dośrodkowaniu Kucharczyka kapitan Legii – Vrdoljak strzelił obok słupka. To było ostrzeżenie, z którego „Niebiescy” nie skorzystali, bowiem w 59 min. Jakub Wawrzynika po podaniu Kucharczyka wycofał piłkę do nabiegającego Vrdoljaka, który silnym uderzeniem w krótki róg zapewnił Legii dwubramkową przewagę. Przyznać jednak trzeba, że interwencję zasłoniętemu Peskovicowi utrudnił fakt, że piłka odbiła się od nóg Pawła Abbotta. Prowadzenie uśpiło Legię, bo po chwili Arkadiusz Piech główkował najpierw w słupek, a po kilkunastu sekundach tuż obok słupka bramki gospodarzy.

Główkuje_Vrdoljak

W 56 min. Vrdoljak główkował niecelnie.

Legia powróciła jednak do ataków i w 64 min. Wolski po podaniu Wawrzyniaka przeniósł piłkę nad poprzeczką. Chorzowianie stwarzali zagrożenie tylko po dośrodkowaniach, zwłaszcza z rzutów rożnych. W 71 min. po takiej akcji gospodarze przejęli piłkę, ale podanie Radovica w pole karne do Rzeźniczka było za głębokie i skończyło się tylko na strachu gości. Trzy minuty później piłka przechodziła, jak po sznurku przed polem karnym gości, ale strzał Rzeźniczaka pewnie chwycił Pesković. W ostatnich minutach meczu dwie akcje Rzeźniczak – Kucharczyk mogły zakończyć się bramkami. Najpierw w 89 min. Kucharczyk po podaniu „Rzeźnika” był mocno naciskany przez obrońcę Ruchu i strzelił nad bramką Peskovica, a w doliczonym czasie gry bramkarz gości fantastycznie obronił strzał głową Kucharczyka.

Legia rozegrała niezły mecz i stworzyła stosunkowo dużo sytuacji, ale podobnie jak we wszystkich meczach na wiosnę raziła nieskutecznością. Najwięcej zastrzeżeń można mieć do Kucharczyka. Z drugiej jednak strony wydaje się, że do niezłej formy powraca Radović, podobnie jak Vrdoljak, który jest absolutnym liderem drużyny. Zresztą po meczu przyznał, że nie pamięta kiedy po raz ostatni w jednym meczu strzelił dwie bramki. Absolutnie najlepszym piłkarzem Legii w tym meczu był Jakub Rzeźniczak, który po raz kolejny pokazał Manu, jak należy grać skrzydłami.

Jeśli chodzi o Ruch, to goście kilkukrotnie zagrozili bramce Legii, ale tak naprawdę chyba nie wierzyli w osiągnięcie korzystnego wyniku. W drużynie „Niebieskich” cały mecz rozegrał Paweł Abbott, którzy po przygodzie z Wyspami Brytyjskimi wrócił do Polski. W poprzednich wiosennych meczach (1:3 z Wisłą, 2:1 z Bełchatowem) rozegrał w sumie 10 minut. Przy Łazienkowskiej rozczarował. Poza agresywną grą i sfaulowaniem Skaby nie wyróżnił się niczym szczególnym.

W półfinale Legia spotka się z Lechią Gdańsk.


15 marca 2011, godz. 18:30 - Warszawa (Stadion Wojska Polskiego)

Legia Warszawa 2-0 Ruch Chorzów

Bramki: Ivica Vrdoljak 2 (45 min. i 59 min.)

Legia: 84. Wojciech Skaba - 25. Jakub Rzeźniczak, 13. Dejan Kelhar, 17. Marcin Komorowski, 14. Jakub Wawrzyniak - 32. Miroslav Radović, 21. Ivica Vrdoljak (82 min., 5. Janusz Gol), 27. Alejandro Cabral, 28. Rafał Wolski (73 min., 9. Manú), 18. Michał Kucharczyk - 80. Bruno Mezenga (66 min., 77. Felix Ogbuke).

Ruch: 33. Michal Peškovič - 29. Ariel Jakubowski (69 min., 4. Željko Đokić), 15. Rafał Grodzicki, 2. Piotr Stawarczyk, 11. Łukasz Derbich - 10. Sebastian Olszar (77 min., 7. Maciej Jankowski), 31. Paweł Lisowski, 22. Andrej Komac, 28. Gábor Straka (46 min., 18. Arkadiusz Piech), 14. Łukasz Janoszka - 99. Paweł Abbott.

żółta kartka: Jakub Wawrzyniak.

sędziował: Adam Lyczmański (Bydgoszcz).

widzów: 10 000.

Dane statystyczne na podstawie serwisów: 90minut.pl i sport.pl.

| < Listopad 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30      
Tagi