Wpisy z tagiem: Lechia Gdańsk

niedziela, 21 kwietnia 2019
„Eksperci” część 14 – Mario Maloca nie docenił Legii

Mario Maloca, chorwacki defensor Lechii Gdańsk, w sezonie 2016/2017 był pewien o wyższości swojego klubu nad Legią. Wyniki meczów mocno zweryfikowały jego pogląd.

Przed jesiennym meczem sezonu 2016/2017 pomiędzy Legią, a Lechią Gdańsk, stoper lechistów – Mario Maloca powiedział: „Mamy lepszy zespół niż Legia, mamy lepszego trenera i lepszą atmosferę w drużynie. Uważam, że gramy najlepiej w Polsce. Widać to przede wszystkim po ostatnich wynikach. Musimy to kontynuować. Czas na zwycięstwo w Warszawie” (cyt. za: sport.pl). Piłkarz, który z uwagi na swoją dobrą grę był wówczas nazywany „generałem” gdańskiej defensywy, dał się ponieść emocjom i pewności siebie.

Legia rzeczywiście słabo grała jesienią, a ligowe występy łączyła z fazą grupową Ligi Mistrzów. Przed meczem z Lechią zajmowała w ligowej tabeli trzecie miejsce od końca, czyli 14. z dorobkiem 10 punktów (2 zwycięstwa, 2 remisy, 4 porażki, bramki 10:12). Lechia była liderem z 22 punktami (7-1-2, 16:10). Na nieszczęście chorwackiego defensora, mecz z jego klubem był dla Legii debiutem w roli trenera Jacka Magiery. Efekt był niespodziewany. Legia pewnie rozbiła Lechię 3:0, oddając w tym meczu 34 strzały, w tym 16 celnych. Maloca został ukarany w tym meczu żółtą kartką, a według „Przeglądu Sportowego” był „rozkojarzony i spóźniony”.

Maloca_walczy_o_pik_z_Radovicem__sportinteriapl.

Mario Maloca walczy o piłkę z Miroslavem Radovicem.

Źródło: sport.interia.pl.

Wiosną 2017 r., a dokładniej 19 marca, Lechia gościła Legię na własnym stadionie i wydawało się, że tym razem Maloca w pojedynku z Legia będzie miał dużo więcej szczęścia. Po jego bramce w 48. minucie „Biało-zieloni” prowadzili 1:0, ale później Maloca popełnił dwa błędy. W 58. minucie nie upilnował Michała Kucharczyka, który zdobył bramkę wyrównującą, a w 87. minucie wybił piłkę wprost pod nogi Kucharczyka, który strzałem zza pola karnego pokonał Dusana Kuciaka i zapewnił Legii wygraną. Maloca zaliczył swoistą „asystę” i po meczu przepraszał za ten błąd.

Obie drużyny spotkały się jeszcze raz. W grupie mistrzowskiej, w ostatniej kolejce sezonu, przy Łazienkowskiej padł bezbramkowy remis, a oba kluby zachowały swoje miejsca w tabeli. Maloca w meczu z Legią ukarany został żółtą kartką i nie wyróżnił się niczym specjalnym. Legia została mistrzem Polski 2017, a Lechia nie poprawiła 4. miejsca i nie wystąpiła w europejskich pucharach. Lechia ostatecznie straciła do Legi pięć punktów, co oznacza, że przez 27 kolejek (od 10. kolejki) zdobyła 17 punktów mniej od Legii, a przecież Maloca mówił, że Lechia ma lepszy zespół, trenera i atmosferę w drużynie… albo się pomylił, albo mistrzostwo zdobyła gorsza drużyna…

W lipcu 2017 r. Chorwat został wypożyczony do występującego w 2. Bundeslidze – SpVgg Greuther Furth. Przygodę z Lechią zakończył na 60 ligowych występach i 4 golach. Zagrał w pięciu ligowych meczach przeciwko Legii, w których Lechia 1 wygrała i po dwa zremisowała (bilans bramkowy 4:6).

 

Źródła: własne, 90minut.pl, transfermarkt.com, pl.wikipedia.org, sport.interia.pl. A.Dawidziuk, Odmieniona Legia odrabia straty, „Przegląd Sportowy” z dnia 3 października 2016 r., s. 2. „Przegląd Sportowy” z dnia 20 marca 2017 r., s. 3-4.

Jakby się czuli?

W niedzielę 4 czerwca 2017 r. w meczu ostatniej kolejki Ekstraklasy 2016/2017 Lechia Gdańsk walczyła w Warszawie z Legią, a korespondencyjnie z Jagiellonią Białystok i Lechią Gdańsk o Mistrzostwo Polski. Ostatecznie Lechia zakończyła rozgrywki poza podium, ale ciekawe jakby swoją radość okazywało czterech byłych piłkarzy Legii reprezentujących Lechię?

W barwach Lechii wystąpiło czterech piłkarzy, którzy wcześniej reprezentowali barwy Legii. Słowacki bramkarz Dusan Kuciak występował w Legii od jesieni 2011 r. do początku 2016 r. Przez pięć sezonów rozegrał 131 meczów ligowych, wywalczył po trzy Mistrzostwa Polski i Puchary Polski. Dla „Lechistów” przed meczem z Legią rozegrał 16 ligowych meczy będąc silnym punktem zespołu.

Jakub Wawrzyniak występował w Legii od sezonu 2007/2008 do jesieni 2008 r., a następnie od wiosny 2010 r. do jesieni 2014 r. Przez siedem sezonów rozegrał 127 meczów ligowych, w których zdobył siedem bramek. Wywalczył cztery Puchary Polski, dwa Mistrzostwa Polski i Superpuchar Polski. W Lechii od wiosny 2015 r. rozegrał trzy sezony – 77 ligowych meczy.

Wawrzyniak_i_Jędrzejczyk_czerwiec_2017

Jakub Wawrzyniak walczy o piłkę z Arturem Jędrzejczykiem. Kiedyś koledzy z jednej drużyny, teraz walczą po przeciwnych stronach boiska.

Źródło: sport.tvp.pl.

Ariel Borysiuk grał dla Legii przez sześć sezonów – od wiosny 2008 r. do jesieni 2011 r. i od wiosny 2016 r. Rozegrał 103 mecze ligowe, w których zdobył cztery bramki. Wywalczył cztery Puchary Polski i jedno Mistrzostwo Polski. W Lechii grał w sezonie 2014/2015, jesienią 2015 r. i od wiosny 2017 r. Dla „Biało-Zielonych” rozegrał 68 meczy ligowych, w których zdobył trzy bramki.

Czwartym do brydża jest Rafał Wolski, który był związany z Legią od 2008 r. do początku 2013 r. W klubie z Warszawy zadebiutował wiosną 2011 r. i przez dwa sezony rozegrał 25 meczy strzelając w nich sześć goli. Zdobył dwa Puchary Polski. W Lechii gra od początku sezonu 2016/2017 i przed meczem z Legią rozegrał dla niej 33 mecze ligowe, strzelając trzy gole.

Co ciekawe, wszyscy czterej wymienieni piłkarze najwięcej czasu w swoich karierach byli związani z Legią i za wyjątkiem Wolskiego najwięcej ligowych meczy rozegrali właśnie w Legii. Z tego powodu, ciekawe jak wszyscy czterej czują się przyjeżdżając w roli gościa na dobrze im znany stadion w Warszawie. Ciekawe jakby się czuli, gdy zwyciężając nad Legią sięgnęliby po Mistrzostwo Polski? Tego jednak nie dowiemy się przynajmniej do końca kolejnego sezonu.

 

Źródła: własne, 90minut.pl, sport.tvp.pl.

A może zmienić zasady wyboru króla strzelców?

W sezonie 2016/2017 królem strzelców ekstraklasy zostało dwóch piłkarzy – Marcin Robak (Lech Poznań) i Marco Paixao (Lechia Gdańsk), ale patrząc nawet historycznie, to król jest tylko jeden. Może należałoby określić zasady w sposób zapewniający wyłonienie tylko jednego króla strzelców?

Robak i Paixao zdobyli po 18 bramek, ale komentatorzy i eksperci wyżej cenią osiągnięcia Paixao. Przede wszystkim dlatego, że Robak aż 8 goli zdobył z rzutów karnych, a Paixao tylko 4, choć trzeba przyznać, że zaliczył też jedno pudło. Robak rozegrał 37 meczy, co daje średnią 0,49 gola na mecz, zaś Paixao 35 meczy, co daje nieco lepszą średnią – 0,51 gola na mecz.

Królem strzelców ekstraklasy, zgodnie z obowiązującymi przepisami, zostaje piłkarz, który zdobył najwięcej goli. Jeśli jednak największą liczbę goli ma więcej niż jeden piłkarzy, to każdy z nim jest tytułowany królem strzelców.

W belgijskiej Jupiler League przy równej liczbie bramek decyduje liczba goli zdobytych na wyjeździe. Dzięki temu królem strzelców w sezonie 2016/2017 został Łukasz Teodorczyk (Anderlecht Bruksela), a nie Henry Onyekuru (KAS Eupen). Obaj zdobyli po 22 gole, ale Teodorczyk na wyjeździe zdobył 15 goli, a jego rywal 12.

Robak_i_M.Paixao

Źródło: gol24.pl.

A gdyby zastosować taką zasadę w Polsce, to zyskałby Robak, który zdobył na wyjeździe 8 goli, przy 4 golach Paixao. Co ciekawe, obaj napastnicy rywalizowali o koronę także w sezonie 2013/2014. Robak, wówczas piłkarz Piasta Gliwice i Pogoni Szczecin zdobył 22 gole, a Paixao (wtedy Śląsk Wrocław) tylko o jednego mniej. Robak zdobył 6 bramek z rzutów karnych (+ jedno pudło), zaś Paixao 4 (wszystkie „jedenastki”  celne). Na wyjazdach obaj zdobyli po 9 goli.

Osiągnięcie Robaka jest deprecjonowane z uwagi na stosunkowo dużą liczbę bramek zdobytych z rzutów karnych, ale czy słusznie? Przecież każda bramka jest bramką, niezależnie od tego w jaki sposób została zdobyta. A gol z rzutu karnego jest mniej istotny, tylko dlatego, że nie jest golem zdobytym z akcji? Czy można mu przypisać jakąś ułomność? Zdecydowanie nie. Zresztą sposób zdobycia bramki nie ma znaczenia, bo jak mówi stare piłkarskie (choć może i wędkarskie) porzekadło „liczy się to, co jest w sieci”.

Robak jest krytykowany, ale czy jego winą jest, że Lech gra właśnie w taki sposób, który sprzyja rzutom karnym? A sam Robak wykorzystuje nadarzającą się okazję i jest w tym bezbłędny, skoro w sezonie 2016/2017 wykorzystał wszystkie „jedenastki”. Robakowi wypomina się jedenastki, a gdy Robert Lewandowski zabrał się za egzekutora rzutów karnych, to cała piłkarska polska tylko mu przyklasnęła. W końcu zwiększył swoje szanse na liczne nagrody i indywidualne osiągnięcia. Robakowi taką możliwość jednak odbiera się.

Wartościowanie goli nie ma sensu. Przyznawanie większej wartości bramkom z gry niż na przykład bramkom zdobytym ze stałych fragmentów gry, nie prowadzi do niczego dobrego. Można przecież wartościować bramki ze względu na to, czy dają punkty, czy są zdobywane w meczach przegranych. Można przygotować przeliczniki i algorytmy, ale nie dajmy się zwariować!

 

Źródła: własne, 90minut.pl, gol24.pl.

piątek, 19 kwietnia 2019
Ciekawe transfery obcokrajowców

W przerwie zimowej sezonu 2016/2017 do piłkarskiej ekstraklasy trafiło kilku nowych obcokrajowców, którzy (jak się wówczas wydawało) mogli podnieść poziom polskiej ligi. 

1.Tomas Necid (Czechy, Bursaspor – Legia Warszawa, wypożyczenie: 200 tys. euro).

Absolutnie największym hitem tego okienka transferowego było wypożyczenie przez Legię z Bursaspor Kulubu czeskiego napastnika Tomasa Necida (44 mecze w reprezentacji, 12 bramek). Legia wypożyczyła Czecha za 200 tys. euro z opcją pierwokupu w kwocie 2 mln euro. Necid został królem strzelców mistrzostw Europy U-17 (2006) i U-19 (2008). Na pierwszej imprezie Czesi wywalczyli wicemistrzostwo, a na drugiej dotarli do półfinału. Jesienią 2008 r. w 16 ligowych meczach Slavii zdobył 11 bramek i od 1 stycznia 2009 r. reprezentował barwy CSKA Moskwa (kwota transferu: 4,5 mln euro). W Rosji nie był już tak skuteczny. Następnie był wypożyczany do Slavii i PAOK Saloniki. Odżył w sezonie 2014/2015, gdy zdobył 11 ligowych bramek dla PEC Zwolle. Wynik ten powtórzył w kolejnym sezonie, ale już dla Bursasporu. Jesień 2016 była jednak rozczarowaniem. W wystąpił tylko w sześciu meczach ligi tureckiej, a we wszystkich rozgrywkach w 12 meczach i strzelił  2 gole. Do Legii został sprowadzony, aby grać regularnie, poprawić formę i wrócić do pierwszej „jedenastki” Bursasporu.

Tomas_Necid_z_koszulka_legiacom

Tomas Necid po podpisaniu kontraktu prezentuje koszulkę Legii Warszawa.

Źródło: legia.com.

2.Gino van Kessel (Curacao, Slavia Praga – Lechia Gdańsk, wypożyczenie).

Lechia wypożyczyła Gino van Kessela ze Slavii Praga, a suma odstępnego w przypadku transferu definitywnego wynosiła 1,5 mln euro. Van Kessel urodził się w Holandii, ale reprezentuje Curacao (7 bramek w 10 meczach), skąd pochodzi jego matka. Został królem strzelców ligi słowackiej 2015/2016 w barwach AS Trencin, dla którego strzelił 17 goli i zanotował 8 asyst w 33 meczach i przeniósł się do Slavii Praga (1,2 mln euro). Czeska przygoda nie przebiegała jednak najlepiej (2 bramki w 7 meczach), a napastnikowi zarzucano, że po pierwszych meczach w roli rezerwowego nie angażował się, odpuścił walkę o miejsce w pierwszym składzie i zaniedbywał grę w obronie.

Gino_van_Kessel_z_koszulka_Lechii_sportowefaktywppl

Gino van Kessel po podpisaniu kontraktu prezentuje koszulkę Lechii Gdańsk.

Źródło: sportowefakty.wp.pl.

3.Nadir Ciftci (Turcja, Celtic Glasgow – Pogoń Szczecin, wypożyczenie)

Turecki napastnik wychowywał się w angielskim Portsmouth. Trafił tam jako 15-latek i zapłacono za niego równowartość pół miliona złotych (…) W lipcu 2011 roku sprzedano go do Turcji, ale zarówno tam, jak i później w NAC Breda, nie potrafił przebić się do składu.” (cyt. za: sportowefakty.wp.pl). Latem 2015 r. podpisał kontrakt z Dundee United i już w pierwszym sezonie strzelił 11 bramek w lidze i zanotował 8 asyst. W kolejnym sezonie zdobył 14 bramek. Dla Dundee United rozegrał 68 ligowych meczy. „(…) znany z dobrego charakteru, grający zadziornie, ale zawsze w granicach zdrowego rozsądku (…)” (cyt. za: sportowefakty.wp.pl), jednak w maju 2015 r. podczas derbowego meczu z Dundee FC puściły mu nerwy i ugryzł McAlistera, dlatego nazywany był tureckim Luisem Suarezem. „Piłkarza spotkało sześciomeczowe zawieszenie i wielka bura ze strony środowiska. Turek był na cenzurowanym, ale mimo to (…) Celtic i tak wydał na niego 1,5 miliona funtów. Niestety w nowym zespole nie grał dobrze, dostawał mało szans, a gdy już się pojawiał na murawie, to nie zachwycał.” (cyt. za: sportowefakty.wp.pl). W sezonie 2015/2016 wystąpił w 11 ligowych meczach w barwach Celtów i strzelił 4 bramki. Wiosną 2016 r. został wypożyczony do tureckiego Eskişehirspor Kulübü (12 meczy, 4 gole). Jesienią 2016 r. zagrał tylko jeden mecz dla Celtiku.

Nadir_Ciftci_z_koszulk_Pogoni__deadlinenewscouk

Nadir Ciftci po podpisaniu kontraktu prezentuje koszulkę Pogoni Szczecin.

Źródło: deadlinenews.co.uk.

4.Cillian Sheridan (Irlandia, Omonia Nikozja – Jagiellonia Białystok, 300 tys. euro)

Irlandczyk trafił do Celticu w wieku 17 lat. Przez trzy lata (2006-2008) zagrał w lidze szkockiej tylko 14 meczy (4 gole). Po dwóch latach zaliczył nawet epizod w Lidze Mistrzów przeciwko Manchesterowi United. Irlandczyk (uprawiał też futbol gaelicki) grał mało, często był kontuzjowany i niewiele wnosił dla pierwszej drużyny, dlatego często był wypożyczany (Motherwell FC, Plymouth, Saint Johnstone FC). W sierpniu 2010 r. CSKA Sofia wykupiło Sheridana za 370 tys. euro. W lidze bułgarskiej zagrał 3 mecze bez gola i został wypożyczony do Saint Johnstone FC. Później rozwiązał kontrakt z CSKA i zaczepił się w Kilmarnock. Latem 2013 roku nadeszły jednak lepsze dni. Podpisał kontrakt z APOEL Nikozja. Przez dwa sezony zagrał w 46 ligowych meczach, w których zdobył (tylko 8 goli). Zdobył dwa mistrzostwa, dwa Puchary i Superpuchar Cypru; występował w Lidze Mistrzów. Niska skuteczność sprawiła, że kolejne dwa sezony był zawodnikiem Omonii Nikozja (54 ligowe mecze, 23 gole). Wprawdzie nie strzelał, jak na zawołanie, to jednak swoją grą dużo dawał zespołowi.

„Przegląd Sportowy” podkreślał, że „W normalnych okolicznościach trudno byłoby wyciągnąć go z Nikozji, ale klub ma obecnie problemy z płynnością finansową i szuka oszczędności.”. „Z polskim klubem o rosłego, bo mierzącego blisko dwa metry piłkarza, walczyły też kluby z Chin i Korei Płd., ale on wolał zostać w Europie, bo liczy na powołanie do reprezentacji Irlandii.” (cyt. za: sport.pl). Omonia w oficjalnym komunikacie informowała: „Tracimy ważnego piłkarza, ale taka była jego wola, a my odniesiemy z tego tytułu korzyści finansowe, bo i tak latem mógłby od nas odejść za darmo” (cyt. za: sport.pl).

Sheridan_z_koszulk_Jagiellonii_przegladsportowypl

Cillian Sheridan po podpisaniu kontraktu prezentuje koszulkę Jagiellonii Białystok.

Źródło: przegladsportowy.pl.

Michał Probierz, ówczesny trener Jagiellonii tak charakteryzował Irlandczyka: „Od dwumeczu z Omonią Nikozja (0:1 z lipca 2015; jedynego gola strzelił właśnie Sheridan – przyp. red.) w eliminacjach Ligi Europy. Wtedy zaczęliśmy się nim interesować. Sprowadziliśmy go dopiero ostatniej zimy, bo wcześniej nie było nas na niego stać. Sytuacja na rynku transferowym się zmieniła i udało się go pozyskać. Bez niego nasze szanse na zajęcie wysokiego miejsca w tym sezonie byłyby zdecydowanie niższe. Fajnie, że Cillian szybko wszedł do zespołu, zaaklimatyzował się i zaczął grać. Świetnie pracuje podczas treningów, strzela gole. Ogólnie to bardzo fajny, otwarty chłopak. Duże wzmocnienie.” (cyt. za: „Przegląd Sportowy”).

Co ciekawe, przejściowy upadek negocjacji z Omonią Nikozja, sprawił że „Jaga” chciała sprowadzić Anthony'ego Stokesa, który „zagrał 9 razy w reprezentacji swojego kraju, ma na koncie również ponad 130 występów w Celticu Glasgow i 58 goli. Od tego sezonu występuje w Blackburn Rovers, gdzie strzelił jednego gola w siedmiu meczach. Ostatnio Stokes dużo czasu spędzał na sali sądowej. Przyznał się do zaatakowania... sobowtóra Elvisa Presleya w jednym z klubów nocnych. Będąc pod wpływem alkoholu uderzył go głową i złamał mu nos oraz wybił kilka zębów. Groziła mu kara pozbawienia wolności, ale ostatecznie dostał "jedynie" grzywnę w wysokości 30 tys. euro” (cyt. za: sport.pl). Alternatywą dla Sheridana był także Martin Dolezal z FK Jablonec (jesienią 2016 - 13 występów, 4 bramki i 3 asysty). „Jaga” negocjowała także z rozgrywającym tego klubu – Martinem Pospisilem, którego udało się sprowadzić w lipcu 2017 r.

5.Arvydas Novikovas (Litwa, VfL Bochum – Jagiellonia Białystok, transfer definitywny, bez odstępnego).

Od sezonu 2008/2009 nieprzerwanie występuje poza granicami kraju. W lidze szkockiej w barwach Hearts (trafił tam oczywiście za sprawą kontrowersyjnego biznesmena Vladimira Romanova) i St. Johnstone przez pięć sezonów rozegrał 71 meczów (średnio na sezon 14,2) strzelając 6 goli. Jim Jefferies, były trener „Serc” mówił o Litwinie: „ma duży talent” (cyt. za: przegladsportowy.pl). Następnie występował w 2. Bundeslidze – w Erzgebirge Aue przez dwa sezony 41 meczy, 5 goli, a przez kolejne półtora sezonu w VfL Bochum (20 meczy). Odszedł, bo podobno nie było mu po drodze z trenerem Bochum – Gertjanem Verbeekiem.

ArvydasNovikovaszkoszulkaJagielloniibialystokwyborczapl

Arvydas Novikovas po podpisaniu kontraktu prezentuje koszulkę Jagiellonii Białystok.

Źródło: bialystok.wyborcza.pl.

Jesienią 2016 r. wystąpił we wszystkich czterech meczach eliminacji do rosyjskiego mundialu, a w meczu z Maltą strzelił nawet gola. Trener reprezentacji Litwy Edgaras Jankauskas mówił o nim: „Nawet nie grając był ważną postacią w moim zespole. Brak praktyki meczowej wychodził jednak w końcówkach spotkań, gdy nie miał już siły (…) Konsultował ze mną ten transfer i namawiałem go, by przeszedł do Białegostoku.” (cyt. za: przegladsportowy.pl). Novikovas nie uznawał chyba lojalności, bo krytykował Jankauskasa i uważał, że wszystko jest w porządku.

6.Milan Borjan (Kanada, Łudogorec Razgrad – Korona Kielce, wypożyczenie).

Kanadyjski bramkarz serbskiego pochodzenia ma także obywatelstwo chorwackie. Przed wojną w byłej Jugosławii uciekał dwukrotnie, dlatego w swoim CV ma urugwajski Club Nacional Montevideo i argentyńskie River Plate i Quilmes AC. Oficjalnych meczów tam jednak nie rozegrał. Od sezonu 2009/2010 zmieniał kluby jak rękawiczki – FK Rad (36 ligowych występów), Sivasspor (43) i FC Vaslui (16). Od jesieni 2014 r. do końca 2016 r. rozegrał w barwach Łudogorca zaledwie 18 ligowych meczów (z przerwą na wypożyczenie do Radnickiego Nis, gdzie zagrał 15 meczy), ale zdobył trzy mistrzostwa kraju. Jest doświadczonym i ekspresyjnie reagującym bramkarzem, który prawie każdą udaną interwencję świętuje, jak bramkarz piłki ręcznej. Trochę brakuje mu jednak meczowych występów.

Milan_Borjan_z_koszulk_Korony__arkowcypl

Milan Borjan po podpisaniu kontraktu prezentuje koszulkę Korony Kielce.

Źródło: arkowcy.pl.

  1. Ziggy Gordon (Szkocja, Patrick Thisle – Jagiellonia Białystok, transfer definitywny, bez odstępnego).

Prawy obrońca ma dwa obywatelstwa. Urodził się w Szkocji, ale jego dziadkowie pochodzili z Krakowa. Dziadek walczył w Armii gen. W. Andersa. W 2011 r. Ziggy wystąpił w reprezentacji Szkocji do lat 10, ale przyznaje, że gdyby otrzymał powołanie do polskiej kadry, to nie odrzuciłby go. Jeszcze do dziesiątego roku życia uczęszczał z siostrą do polskiej szkółki niedzielnej w Glasgow. Młody Zygmunt został mistrzem Szkocji do lat 13 w… szachach! W wieku dziesięciu lat „zaczął treningi w jednej z najlepszych szkockich akademii, czyli Hamilton Academical. Zasłużył się dla tego klubu, rozegrał w nim 161 meczów, debiutował w szkockiej Premier League już w wieku 17 lat. Spadał z nim z Premier League i wracał z nim do elity.” (cyt. za: sportowefakty.wp.pl).

Ziggy_Gordon_podpisuje_kontrakt_z_Jagiellonia_gol24pl

Ziggy Gordon podpisuje kontrakt z Jagiellonią Białystok.

Źródło: gol24.pl.

W maju 2016 r. dziennik "The Scotsman" umieścił go na liście dwunastu najlepszych obrońców w Szkocji. Już wtedy interesowała się nim Jagiellonia, ale dwa miesiące później Gordon przeszedł do klubu Partick Thistle, gdzie był podstawowym piłkarzem. Jesienią 2016 r. rozegrał 14 ligowych meczy. Andrew McGilvray z „Daily Record” mówi o nim: „Bardzo solidny obrońca, który od czasu do czasu błysnął w ofensywie strzelając gola albo świetnie dośrodkowując (…) Dobrze czyta grę, dobrze odbiera piłkę i potrafi być zagrożeniem w ataku. Jedyny minus, jaki mi przychodzi do głowy, to brak szybkości.” (cyt. za: sportowefakty.wp.pl).

  1. Jaroslav Mihalik (Słowacja, Slavia Praga – Cracovia, wypożyczenie: 15 tys. euro).

Sprowadzenie 22-letniego Mihalika, które w swojej ojczyźnie uchodzi za talent, to inwestycja w przyszłość. Słowacki napastnik od 2011 r. przez pięć lat reprezentował barwy MSK Żilina (102 ligowe mecze, 22 bramki). W 2016 r. za kwotę 1 miliona euro został sprowadzony przez Slavię Praga, ale grał znacznie mniej niż oczekiwał (20 ligowych meczy, 2 bramki), dlatego nalegał na transfer do „Pasów”. Mihalik obawiał się, że nieregularne występy pozbawią go udziału w rozgrywanych w Polsce Mistrzostwach Europy U-21 (2017).

Jaroslav_Mihalik_z_koszulk_Cracovii_sportonetpl

Jaroslav Mihalik po podpisaniu kontraktu prezentuje koszulkę Cracovii.

Źródło: sport.onet.pl.

Uwagę zwracali obcokrajowcy, którzy wracali do polskiej ligi – Semir Stilić (Bośnia i Hercegowina) i Dusan Kuciak (Słowacja). Wprawdzie nie są to gwiazdy europejskiego futbolu, ale ich powrót do Polski zapewniał pewne minimum prezentowanego poziomu. Wpis dotyczy jednak nowych obcokrajowców, dlatego zostali oni pominięci w zestawieniu.

 

Z uwagi na fakt, że wpis jest publikowany ponad dwa lata po w/w transferach można dokonać ich oceny. Niestety, cztery transfery okazały się całkowicie nietrafione (Necid, van Kessel, Ciftci i Gordon). Mihalik zaczął na tyle dobrze, że skłonił Cracovię do wykupienia go ze Slavii Praga za niebagatelną kwotę 850 tys. euro, ale później popadł w konflikt z władzami klubu i niejako za karę został wypożyczony do Żiliny. Borjan stanowił wzmocnienie dla Korony, ale wystąpił tylko w 14 meczach. Po zakończeniu okresu wypożyczenia zmienił klub i chyba niespodziewanie stał się podstawowym bramkarzem Crveny Zvezdy Belgrad, z która zdobył mistrzostwo Serbii. Sheridan i Novikovas stali się podstawowymi graczami „Jagi”. Irlandczykowi wiodło się różnie, ale wzmocnił siłę ofensywną klubu z Podlasia (52 ligowe mecze, 17 bramek). Novikovas do tej pory reprezentuje barwy Jagiellonii (76 ligowych meczy, 21 bramek) i wydaje się, że z rundy na rundę prezentuje coraz wyższy poziom. Z ośmiu transferów tylko jeden można określić mianem pełnej sukcesu, mimo ciętego języka Novikovasa.

 

Źródła: własne, 90minut.pl, sportowefakty.wp.pl, weszlo.com, przegladsportowy.pl, sport.pl, pl.wikipedia.org, transfermarkt.pl, transfermarkt.com, legia.com, deadlinenews.co.uk, bialystok.wyborcza.pl, arkowcy.pl, gol24.pl, sport.onet.pl. M. Wąsowski, Lider zaczyna zakupy, „Przegląd Sportowy” z dnia 7-8 stycznia 2017 r., s. 18. M. Trela, Pasy stają się coraz bardziej słowackie, „Przegląd Sportowy” z dnia 7-8 stycznia 2017 r., s. 18. M. Wąsowski, P. Wolosik, Lider szuka napastnika, „Przegląd Sportowy” z dnia 16 stycznia 2017 r., s. 17. P. Bator, Czeski snajper na poł roku, „Przegląd Sportowy” z dnia 30 stycznia 2017 r., s. 19. G. Rudynek, To może być najdroższy piłkarz w ekstraklasie, „Przegląd Sportowy” z dnia 6 lutego 2017 r., s. 8. M. Kaliszuk, Litwin o niewyparzonym języku i dużym talencie, „Przegląd Sportowy” z dnia 6 lutego 2017 r., s. 10. Ł. Grabowski, Chłopiec, który rozwoził gazety, „Przegląd Sportowy” z dnia 3 marca 2017 r., s. 21. M. Kaliszuk, Mocno nietypowe piłkarz, „Przegląd Sportowy” z dnia 3 marca 2017 r., s. 24-25. „Skarb Kibica. Extra. Ekstraklasa Sezon 2016/2017 – wiosna” – bezpłatny dodatek do „Przeglądu Sportowego” z dnia 6 marca 2017 r., s. 6-7. W lidze pomaga się Legii – wywiad red. M. Wąsowskiego z Michałem Probierzem, „Przegląd Sportowy” z dnia 18 kwietnia 2017 r., s. 9.

sobota, 04 listopada 2017
Rzadko się zdarza

Przez polską ekstraklasę przewinęło się wielu zagranicznych trenerów. Niewielu miało jednak znane w Europie nazwisko i CV, a jeszcze mniej było takich, którzy po pracy w Polsce znaleźli lepsze miejsce zatrudnienia. To się naprawdę rzadko zdarza, a tymczasem Stanisław Czerczesow, po zakończeniu współpracy z Legią został selekcjonerem reprezentacji Rosji! Zostało to ogłoszone 11 sierpnia 2016 r.

Czerczesow podobno miał oferty ze Spartaka Moskwa, Lokomotiwu Moskwa i Red Bull Salzburg. Ostatecznie jednak został trenerem Sbornej, co po pracy w Legii, należy uznać za spory awans i docenienie pracy, którą wykonał w Polsce.

Czerczesow_(Legia)_podczas_konferencji_prasowej

Stanisław Czerczesow podczas konferencji prasowej jako trener Legii Warszawa.

Źródło: legia.net.

Czerczesow_(Rosja)_podczas_konferencji_prasowej

Stanisław Czerczesow podczas konferencji prasowej jako selekcjoner Sbornej.

Źródło: sport.tvp.pl.

Lepsze miejsca pracy pod względem prestiżu i poziomu gry (a nie finansowym!), po przygodzie z ekstraklasą znalazło tylko pięciu trenerów. Wspomniany Czerczesow, Dan Petrescu, Frantisek Straka, Rivardo Moniz i następca Czerczesowa w Legii, czyli Besnik Hasi.

Dan Petrescu miał niewielkie doświadczenie (Sportul Studentesc, Rapid Bukareszt), gdy trafił pod Wawel, gdzie nie zagrzał zbyt długo miejsca. Później wywalczył z nieistniejącym już klubem Unirea Urziceni – mistrzostwo Rumunii (2009) i awans do fazy grupowej Ligi Mistrzów, co otworzyło mu drogę do kontraktów w Kubaniu Krasnodar, Dynamie Moskwa, Targu Mures, CFR Cluj oraz w klubach z Chn, Kataru i ZEA.

Frantisek Straka, legenda Sparty Praga, po spuszczeniu Arki Gdynia do 1. ligi, co przypłacił płaczem podczas konferencji prasowej objął, choć na krótko, stery w… największym rywalu Sparty, czyli Slavii Praga. Później prowadził znane w Polsce kluby zza południowej granicy, czyli 1. FK Pribam i Slovan Bratysława.

Holender Ricardo Moniz całkiem nieźle spisywał się w roli trenera Lechii Gdańsk, ale z powodów osobistych zrezygnował z kontynuowania współpracy i… odnalazł się w TSV 1860 Monachium. Wprawdzie to klub tylko z 2. Bundesligi, ale o sporym potencjale, zainteresowaniu i prestiżu.

Ostatnim w tym prestiżowym gronie jest Besnik Hasi. Albańczyk zastąpił Czerczesowa na stanowisku trenera Legii i osiągnął historyczny sukces w postaci awansu do Ligi Mistrzów po dwudziestu latach przerwy, jednak o reszcie jego pobytu w Warszawie lepiej nie mówić. W kolejnym sezonie Hasi prowadził Olympiakos Pireus i powtórzyła się sytuacja z Warszawy, czyli awans do Ligi Mistrzów i szybkie zwolnienie.

Ciekawie potoczyły się losy czeskiego szkoleniowca Josefa Csaplara, który po niespodziewanym wywalczeniu z Wisłą Płock Pucharu Polski i Superpucharu w 2006 zapracował sobie na pracę w lepszych klubach czeskiej ligi, czyli Viktorii Żiżkov i Slovanie Liberec. Młodym i utalentowanym trenerem, co udowodnił w NAC Breda był Robert Maaskant, ale później nie było lepiej – Groningen, Dynamo Mińsk, asystent w Columbus Crew, ponownie NAC Breda i Go Ahed Eagles. W 2017 r. zakończył karierę trenera

Portugalczyk Quim Machado miał budować potęgę Lechii, a tymczasem mocno zawiódł. Później pracował w klubach o podobnym, średnim poziomie jak np. Vitoria Setubal, Belenenses. Podobnie wyglądała historia innego portugalskiego trenera Jorge Paixao, który mając doświadczenie w postaci pracy z Estrelą Amadora i Farense objął Zawiszę Bydgoszcz. Później pracował m.in. w Olhanense i znowu w Farense, czyli prowadził kluby o podobnym poziomie sportowym.

Ciekawą grupę stanowią szkoleniowcy, którzy po prowadzeniu polskich ligowców w końcu prowadzili młodzieżowe reprezentacje (U-21). Dragomir Okuka po przygodzie z Legią szkolił serbską młodzieżówkę, z którą dotarł nawet do półfinału mistrzostw Europy (2006). Poza tym pracował bez sukcesów w Omonii Nikozja, Lokomotiwie Sofia, Kavalii i klubach chińskich (wicemistrzostwo Chin i trener roku w 2012). Pavel Hapal po zakończeniu pracy z Zagłębiem Lubin prowadził FK Senica, a później młodzieżową reprezentację Słowacji, z którą wystąpił nawet podczas polskiego UEFA Euro U-21 w 2017 r. Werner Liczka prowadził natomiast po przygodzie z „Czarnymi koszulami” młodzieżową reprezentację Czech, a później Górnika Zabrze, Wisłę Kraków, Dyskobolię Grodzisk Wielkopolski i dwukrotnie tymczasowo Banika Ostrawa. Znany z Wisły Płock Drażen Besek prowadził reprezentację Chin do lat 23.

Znamiennym jest, że część trenerów (zwłaszcza z Czech i Słowacji) po podjęciu pracy w polskim klubie kontynuuje tutaj karierę i tylko zmienia kluby, albo co jakiś czas wraca do Polski (Bohumil Panik, Libor Pala, Petr Nemec, Jan Kocian, Dusan Radolsky).

Polskie kluby prowadziło kilku trenerów, którzy byli znakomitymi i znanymi w Europie piłkarzami, ale w karierze trenerskiej już się nie popisali, a po zakończeniu przygody z ekstraklasą, nie otrzymali żadnej interesującej oferty. Wyjątkami byli Petrescu, Czerczesow i Straka, ale wspomnianą tendencję potwierdzają Jose Maria Bakero, Henning Berg (po ponad półrocznej przerwie od zwolnienia w Legii objął Videoton), Jan Kocian, Lubos Kubik, Radoslav Latal, Thomas von Heesen, czy legendarny (nie żyjący już) piłkarz i trener Vitesse Arnhem – Theo Bos.

Polskie kluby nie stać jeszcze na zatrudnianie znanych i uznanych trenerów, dlatego pojawiają się raczej znani byli piłkarze, którzy różnie sprawdzają się w roli szkoleniowców. Raczej są na początku swojej trenerskiej kariery, dlatego łatwiej sprowadzić ich do Polski. Niektórzy po przygodzie z ekstraklasą robią jednak postęp, a przykłady Petrescu, czy Czerczesowa muszą napawać optymizmem.

 

Źródła: własne, sport.pl, pl.wikipedia.org, legia.net, sport.tvp.pl. A. Dawidziuk, Czerczesow nie dostał ofert, „Przegląd Sportowy” z dnia 30 maja 2016 r., s. 10.

czwartek, 25 maja 2017
Nie będzie Lotto Lubelskie Cup 2016

Zeszłoroczny turniej zakończył się frekwencyjną porażką, ale organizatorzy nie mieli sobie nic do zarzucenia. Co więcej przekonywali, że kluby chwaliły sobie funkcjonalność obiektu, murawę i boiska treningowe. Przedstawiciel urzędu marszałkowskiego przekonywał natomiast, że impreza na stałe wpisze się w kalendarz wydarzeń promujących Lubelszczyznę. Podkreślano też, że turniej ma duży potencjał, bo… jest duże zapotrzebowanie na futbol w regionie.

To było w 2015 roku, a co się okazało w 2016 r.? Turniej nie został zorganizowany. A jak w sezonie 2015/2016 zaprezentowali się uczestnicy Lotto Lubelskie Cup 2015?

Zwycięzca turnieju, czyli Hannover’96 zaliczył najgorszy sezon spośród wszystkich uczestników turnieju. Niemiecki klub zajął ostatnie – 18. Miejsce w Bundeslidze. W 34 meczach zdobył zaledwie 25 punktów (średnia 0,74), do przedostatniego (także spadkowicza) – VfB Stuttgart stracił 8 punktów, zaś do miejsca barażowego, szesnastego aż jedenaście. To przepaść. Puchar Niemiec (DFB Pokal) także zakończył się niepowodzeniem „Die Roten”. Odpadli już w II rundzie po wyjazdowej porażce 1:2 z SV Darmstadt 98.

Lechia Gdańsk zajęła w Lublinie 2. miejsce, a w lidze zaprezentowała się dużo lepiej niż H96. Lechiści zajęli 5. miejsce w Ekstraklasie, choć po zakończeniu sezonu zasadniczego byli dopiero na 7. miejscu. W 37 meczach zdobyli 52 punkty (średnia 1,41). W Pucharze Polski odpadli w 1/8 finału po wyjazdowej porażce 1:4 z późniejszym zdobywcą Pucharu, czyli Legią Warszawa.

Szachtar Donieck sezon 2015/2016 może uznać za naprawdę udany. Niecałe dwa tygodnie po lubelskim turnieju pokonał w Odessie Dynamo Kijów i sięgnął po Superpuchar Ukrainy. Po drugie trofeum „Górnicy” sięgnęli na zakończenie sezonu, gdy pokonali Zorię Ługańsk 2:0 w finale Pucharu Ukrainy, rozegranym na Arenie Lwów. Jedyne niepowodzenie zaliczyli w lidze, którą ukończyli na drugim miejscu ze stratą siedmiu punktów do Dynama Kijów. Szachtar wywalczył 63 punkty w 25 meczach (średnia 2,52). Dodatkowo, Alex Teixeira został królem strzelców z 23 golami. Drugiego w klasyfikacji strzelców – Andrija Jarmolenkę (Dynamo Kijów) wyprzedził aż o dziesięć trafień.

Szachtar_z_Pucharem_Ukrainy_2015-2016

Piłkarze Szachtara Donieck wywalczyli Puchar Ukrainy 2016.

Źródło: sport.tvp.pl.

W europejskich pucharach Szachtar zaprezentował się ze zmiennym szczęściem. Po wyeliminowaniu Fenerbahce Stambuł (0:0, 3:0) i Rapidu Wiedeń (1:0, 2:2) awansował do fazy grupowej Ligi Mistrzów. Tam zajął trzecie miejsce, choć w sześciu meczach zdobył tylko trzy punkty, a rywalizował z Realem Madryt (0:4, 3:4), PSG (0:3, 0:2) i Malmo FF (0:1, 4:0). Na wiosnę 2016, Szachtar startował już w fazie pucharowej Ligi Europy, w której wyeliminował Schalke Gelsenkirchen (0:0, 3:0), Anderlecht Bruksela (3:1, 1:0), Sporting Braga (2:1, 4:0) i zatrzymał się dopiero w półfinale na rywalizacji z Sevillą (2:2, 1:3).

AS Monaco zakończyło lubelski turniej na ostatnim miejscu, ale sezon 2015/2016 był dla klubu z malutkiego księstwa naprawdę niezły. Klub zakończył Ligue 1 na trzecim miejscu z dorobkiem 65 punktów w 38 meczach (średnia 1,71). ASM wywalczyło tyle samo punktów, co wicemistrzowie, czyli Olympique Lyon, ale strata do zasilanego katarskimi pieniędzmi PSG wyniosła aż 31 punktów! Rozgrywki w Pucharze Francji (Coupe de France), Monaco zakończyło już na 1/8 finału po wyjazdowej porażce 1:2 z Sochaux. Występy w europejskich pucharach też nie wypadły dla Monaco okazale. Czerwono-biali bezskutecznie rywalizowali o awans do Ligi Mistrzów. Wprawdzie wyeliminowali szwajcarski Young Boys Berno (3:1, 4:0), ale w IV decydującej rundzie eliminacji okazali się gorsi od Valencii (1:3, 2:1). Monaco wystąpiło więc w fazie grupowej Ligi Europy, gdzie rywalizowało z Anderlechtem Bruksela (1:1, 0:2), Tottenhamem Hotspur (1:1, 1:4) i Karabachem Agdam (1:0, 1:1). Zajęło trzeciej miejsce w grupie, co zakończyło przygodę z rozgrywkami europejskimi na jesieni 2015 r.

Przypomnieć trzeba, że przedstawiciel urzędu marszałkowskiego, który na organizację Lotto Lubelskie Cup 2015 wydał prawie milion złotych brutto, powiedział: „(…) jednokrotne wydanie pieniędzy na taką imprezę jest wyrzuceniem kasy w błoto.”. Skoro nie było kontynuacji turnieju, więc wniosek jest taki, że urząd marszałkowski wyrzucił ten milion złotych w błoto.

 

Źródła: własne, 90minut.pl, pl.soccerway.com, sport.tvp.pl, pl.wikipedia.org, de.wikipedia.org.

sobota, 06 maja 2017
Szkoda Podbeskidzia?

Podbeskidzie Bielsko-Biała przez kilka chwil było w grupie mistrzowskiej Ekstraklasy sezonu 2015/2016, ale na skutek zamieszania proceduralnego, zagrało w grupie spadkowej i z hukiem spadło do I ligi.

Po 30. (ostatniej) kolejce sezonu zasadniczego ekstraklasy 2015/2016 Lechia Gdańsk, Ruch Chorzów i Podbeskidzie Bielsko-Biała zgromadziły po 38 punktów. Bilans bezpośrednich meczów między klubami ustalał kolejność – Lechia, Ruch i Podbeskidzie, co powodowało, że Ruch grał w grupie mistrzowskiej, a Podbeskidzie w grupie spadkowej.

Wtedy do Lechii… wrócił jeden punkt! Kilka miesięcy wcześniej Komisja ds. Licencji Klubowych PZPN ukarała Lechię Gdańsk odjęciem jednego punktu za zaległości finansowe. Komisja Odwoławcza podtrzymała decyzję, ale Lechia napisała skargę do Trybunału Arbitrażowego przy PKOl, który wstrzymał wykonanie decyzji. Do Lechii wrócił więc odebrany punkt i Gdańszczanie mieli 39 pkt, zaś Ruch Chorzów i Podbeskidzie po 38 pkt. O wyprzedzeniu Ruchu przez Podbeskidzie decydowała… klasyfikacja Fair Play, która powodowała, że to Ruch miał grać w grupie spadkowej. „Niebiescy” protestowali. Ostatecznie Lechia (chyba po mediacji Zbigniewa Bońka, Prezesa PZPN) wycofała swoją skargę, czyli pogodziła się z utratą punktu. W takim układzie, to Ruch był w grupie mistrzowskiej, a nie Podbeskidzie. Tym razem protestowali „Górale”, ale to już nie miało żadnego znaczenia.

Spadek_Podbeskidzia_2016_(2)

Źródło: radiobielsko.pl.

W grupie spadkowej Podbeskidzie nie wygrało żadnego meczu! Co więcej w siedmiu spotkaniach, w tym czterech u siebie, wywalczyło tylko jeden punkt! Można żałować Podbeskidzia, że było już w grupie mistrzowskiej i przez proceduralne rozgrywki straciło pewne utrzymanie. Z drugiej jednak strony wszystko było w rękach, a raczej w nogach piłkarzy spod Klimczoka, tymczasem, oni w bezpośrednich pojedynkach z rywalami do utrzymania się w ekstraklasie polegli na całej linii i potwierdzili, że nie zasługują na ekstraklasę. Bo przecież w decydujących meczach nie przegrywali z potężnymi (jak na polskie warunki) klubami jak Legia, czy Lech. Nie przegrywali też z rewelacyjnym Piastem Gliwice, tylko grali z tymi, od których podobno byli lepsi.

Spadek_Podbeskidzia_2016_(2)

Źródło: bielskobiala.naszemiasto.pl.

Damian Chmiel, pomocnik Podbeskidzia trafnie podsumował spadek „Górali”: „To co zrobiliśmy wcześniej zasługiwało na szacunek. Podnieśliśmy się po rundzie jesiennej. Zimowaliśmy na ostatnim miejscu, a potem byliśmy bardzo blisko grupy mistrzowskiej. Ale umówmy się, nie byliśmy w niej. Znaleźliśmy się w niej tylko na chwilę, przez zamieszanie, które gdzieś się pojawiło (…) powiedzmy sobie jednak szczerze, jakbyśmy byli drużyną to byśmy się utrzymali (…) nie jestem jeszcze w stanie wytłumaczyć tego spadku (…) życie skarało nas za minimalizm.” (cyt. za: „Przegląd Sportowy”).

Nie czas żałować Podbeskidzia, gdy nie dało piłkarskich argumentów do pozostania w ekstraklasie.

 

Źródła: własne, 90minut.pl, radiobielsko.pl, bielskobiala.naszemiasto.pl. A. Bugajski, J. Radomski, Liga utknęła w martwym punkcie, „Przegląd Sportowy z dnia 11 kwietnia 2016 r., s. 14-15. To się w pale nie mieści! – wywiad red. M. Treli z Damianem Chmielem, „Przegląd Sportowy” z dnia 12 maja 2016 r., s. 7.

niedziela, 23 kwietnia 2017
Stadion Legii przed meczem z Lechią Gdańsk [Fotorelacja]

W sobotę 2 kwietnia 2016 r. warszawska Legia, lider piłkarskiej ekstraklasy, podejmowała w meczu XXIX kolejki Lechię Gdańsk. Jak wyglądał stadion gospodarzy przed meczem?

Na dwa dni przed meczem nie było już dostępnych biletów, a przynajmniej taką informację podał klub. Na dwie i pół godziny przed meczem przed obiektem „kręciło” się jednak trochę ludzi. Dwie godziny przed meczem na stadion przyjechał prezes i współwłaściciel Legii, czyli Bogusław Leśnodorski. Stadion był jednak jeszcze pusty:

2016.04.02_Przed_meczem_Legia_-_Lechia_Gdańsk_(1)

Wyjątek stanowił sektor zajmowany przez kibiców gości, który stopniowo zapełniał się:

2016.04.02_Przed_meczem_Legia_-_Lechia_Gdańsk_(2)

Jeśli chodzi o kibiców gospodarzy, to trybuna zajmowana przez najzagorzalszych i najgłośniejszych fanów Legii, czyli „Żyleta” była jeszcze pusta, ale widoczne były elementy oprawy przygotowanej na ten mecz:

2016.04.02_Przed_meczem_Legia_-_Lechia_Gdańsk_(3)

Piłkarze Legii przyjechali na stadion klubowym autobusem około półtorej godziny przed rozpoczęciem meczu:

2016.04.02_Przed_meczem_Legia_-_Lechia_Gdańsk_(4)

Na godzinę i 15 minut przed pierwszym gwizdkiem sędziego za bramkami wejściowymi, czyli na terenie stadionu było trochę, dosłownie „trochę” kibiców:

2016.04.02_Przed_meczem_Legia_-_Lechia_Gdańsk_(5)

Na koronie stadionu było niewiele lepiej, choć akurat poniższe zdjęcie prezentuje trybunę zachodnią, na której VIPy pojawiają się w ostatniej chwili:

2016.04.02_Przed_meczem_Legia_-_Lechia_Gdańsk_(6)

Ponad trzy kwadranse przed rozpoczęciem meczu to czas, w którym na rozgrzewkę udali się bramkarze Legii:

2016.04.02_Przed_meczem_Legia_-_Lechia_Gdańsk_(7)

Jakieś dziesięć minut później na murawie pojawili się pozostali piłkarze gospodarzy:

2016.04.02_Przed_meczem_Legia_-_Lechia_Gdańsk_(8)

Niecałe dwadzieścia minut przed początkiem spotkania kibicom ukazała się część przygotowanej przez kibiców Legii oprawy. Nie da się ukryć, że robiła wrażenie:

2016.04.02_Przed_meczem_Legia_-_Lechia_Gdańsk_(9)

Wreszcie nadeszła pora na rozpoczęcie meczu:

2016.04.02_Przed_meczem_Legia_-_Lechia_Gdańsk_(10)

 

Źródło: własne.

sobota, 11 marca 2017
Legijny kompleks Maricia

Marko Marić, dziewiętnastoletni chorwacki bramkarz Lechii Gdańsk zaprezentował się jesienią 2015 r. z bardzo dobrej strony, ale dziwnym trafem trzy poważne błędy popełnił w meczach z warszawską Legią.

Marko Marić dołączył do Lechii latem 2015 r. Wcześniej rozegrał w barwach Rapidu Wiedeń osiem ligowych meczów, z czego siedem w zeszłym sezonie. Bramkarz odmówił podpisania długoletniego transferu z austriackim klubem, dlatego został sprzedany za pół miliona euro do SG 1899 Hoffenheim. Niemiecki klub natychmiast wypożyczył go do „Biało-Zielonych”. „Nie było to niespodzianką, gdyż interesy tego piłkarza reprezentuje Roger Wittmann, który jest m.in. jednym z inwestorów zagranicznych w gdańskim klubie.” (cyt. za: sport.trojmiasto.pl). Marić ma za sobą występy w reprezentacji Austrii U16 oraz reprezentacji Chorwacji U16, U17 i U18, ale do pierwszej jest mu daleko, choć uchodzi za duży talent.

Chorwat wpuścił jesienią 31 goli w 22 meczach (21 ligowych i 1 w Pucharze Polski), ale 7 było dziełem Legii (22,6%). Młody bramkarz prezentował się bardzo solidnie, ale gdy przychodziło do meczów z Legią, zapominał o swoich nie małych już umiejętnościach i przy trzech golach popełnił błędy. Problem w tym, że w żadnym innym meczu nie zdarzyło mu się zaliczyć takich „baboli”.

24 września 2015 r. Legia pokonała Lechię w 1/8 finału Pucharu Polski 4:1, a Marić nie popisał się przy dwóch bramkach. Najpierw, w 24. minucie po dośrodkowaniu z rzutu rożnego nieporadnie zachował się przy próbie nie tyle łapania, co obserwowania podbitej piłki, którą głową do bramki skierował Aleksandar Prijović. W 62. minucie piłka po strzale Tomasza Brzyskiego z rzutu wolnego trafiła w poprzeczkę i spadła wprost pod nogi Nemanji Nikolicia, który pewnie skierował ją do bramki. Błąd Maricia polegał na tym, że za bardzo wyszedł przed bramkę, co uniemożliwiło mu skuteczną interwencję. Thomas von Heesen, trener Lechii Gdańsk, powiedział na pomeczowej konferencji:Proszę mnie nie pytać o Marko Maricia. Patrząc na to, co dziś robił jestem w szoku i muszę się z tym przespać. To młody zawodnik, chcę porozmawiać z nim w szatni o tym, co się stało i dopiero to komentować.” (cyt. za: przegladsportowy.pl). Lechia odpadła z Pucharu Polski, a Marić miał o czym myśleć i mówił „Już nie mogę się doczekać ligowego spotkania z Legią. Bardzo chciałbym zrehabilitować się za spotkanie w Pucharze Polski, gdzie kompletnie zawaliłem. Mam nadzieję, że tym razem będzie inaczej i wygramy.” (cyt. za: eurosport.onet.pl). Niestety Marić myślał o Legii chyba za dużo…

Marić_i_Jodłowiec

Marko Marić w walce o piłkę z Tomaszem Jodłowcem.

Źródło: legionisci.com.

Miesiąc później, a dokładnie 31 października 2015 r. oba kluby spotkały się w Gdańsku w meczu XIV kolejki T-Mobile Ekstraklasy. Tym razem Marić ponownie popełnił błąd, ale jaki! W 50. minucie Gerson wycofał piłkę ze środkowej strefy boiska do bramkarza. Futbolówka podskoczyła ma nierówności odbiła się od kolana Maricia i poleciała w kierunku Nikolicia, który pewnym strzałem zdobył bramkę.

Nikolić_pokonał_Maricia

Nemanja Nikolić cieszy się po bramce. W tle główny winowajca – Marko Marić.

Źródło: legia.com.

Lechia po jesieni zajmuje 10. miejsce w lidze, ale pod względem straconych bramek jest na siódmym miejscu. Za Piastem, Legią, Pogonią, Lechem, Koroną i Wisłą. Marić, jeśli dalej będzie grał w Lechii, spotka się z Legią w rundzie rewanżowej, a może także w grupie mistrzowskiej, jeśli klub z Gdańska awansuje do czołowej „ósemki”. Mniej meczów z Legią, to mniej stresów dla Maricia.

 

Źródła: własne, 90minut.pl, legionisci.com, sport.trojmiasto.pl, transfermarkt.pl, eurosport.onet.pl, legionisci.com, przegladsportowy.pl, legia.com. R. Błoński, Legia skuteczna i walcząca do końca, „Przegląd Sportowy” z dnia 2 listopada 2015 r., s. 6-7.

niedziela, 14 sierpnia 2016
Polskie transfery last minute

Ostatni dzień okienka transferowego przynosił gorączkowe godziny w wielu klubach, jak również redakcjach sportowych gazet i serwisów internetowych. W ostatnich dniach, a nawet w ostatnich godzinach każdego sierpnia było i ciekawie i nerwowo, ale w Polsce jakoś spokojnie. W tym roku to się zmieniło. Przeprowadzonych zostało wiele transferów między polskimi klubami, jak również z udziałem polskich piłkarzy za granicą.

Na pierwszy plan wysuwają się transfery polskich piłkarzy z udziałem włoskich klubów. Przede wszystkim Jakub Błaszczykowski zamienił Borussię Dortmund na Fiorentinę. Dwaj Polacy z Sampdorii Genua zmienili kluby. Bartosz Salamon na zasadzie transferu definitywnego przeszedł do występującego w Serie „B” Cagliari, a Paweł Wszołek został wypożyczony z opcją pierwokupu do Hellas Verona. Poza włoskim kierunkiem dwa transfery były związane z klubami niemieckimi. Bramkarz Łukasz Załuska, z którym Celtic Glasgow nie przedłużył kontraktu związał się z beniaminkiem Bundesligi, czyli Darmstadt. Dodatkowo, jeden z polskich piłkarzy wrócił do kraju. Sławomir Peszko przeszedł z FC Koeln do Lechii Gdańsk.

Jakub_Błaszczykowski_z_koszulką_Fiorentiny

Jakub Błaszczykowski z koszulką Fiorentiny.

Źródło: gazzettaworld.gazzetta.it.

Skoro o Lechii Gdańsk mowa, to jeśli chodzi o transfery w Polsce, to „Lechiści” byli najbardziej aktywni spośród polskich klubów. Wypożyczyli serbskiego obrońcę Nikolę Lekovicia do Partizana Belgrad, Bartłomieja Pawłowskiego do Korony Kielce, a Adama Dźwigałę do Górnika Zabrze. Lechia sprowadził dwóch pomocników – Aleksandra Kovacevicia z Crveny Zvezdy Belgrad i Michała Chrapka (ostatnio Calcio Catania). Niewiele brakowało, żeby Damian Łukasik został wypożyczony do portugalskiej Vitorii de Setubal. Dwa bardzo ciekawe transfery przeprowadziła Jagiellonia Białystok, bo z jednej strony sprzedała Macieja Gajosa, co było kwestią czasu, zwłaszcza, że poważne zainteresowanie wykazywały dwa najlepsze polskie kluby. Ostatecznie za kwotę 400 tys. euro Gajos trafił do Lecha Poznań. W jego miejsce „Jaga” sprowadziła z Górnika Łęczna reprezentanta Litwy – Fedora Cernycha. Polską ekstraklasę opuścił natomiast wyróżniający się Słowak – Robert Pich, który za 350 tys. euro (według sport.pl) trafił do 2. Bundesligi do 1. FC Kaiserslautern, gdzie dołączył do Mateusza Klicha, Kacpra Przybyłko, znanego z Lechii Gdańsk Antonio Colaka i zakontraktowanego ledwie kilka godzin wcześniej Marcusa Piosska (SC Preussen Munster 06).

Maciej_Gajos_z_koszulką_Lecha_Poznań

Maciej Gajos prezentuje koszulkę Lecha Poznań.

Źródło: esktraklasa.net.

Ciekawie było też w I lidze. Sylwester Patejuk zamienił ekstraklasowe Podbeskidzie Bielsko-Biała na Zawiszę Bydgoszcz, a dwaj piłkarze, którzy rozwiązali kontrakty z klubami ekstraklasy dołączyli do I ligi. Bartosz Iwan (wcześniej Górnik Zabrze) został piłkarzem GKS Katowice, a Adrian Paluchowski (wcześniej Termalika Bruk-Bet Nieciecza) Zagłębia Sosnowiec.

Wspomnieć należy o kilku interesujących transferach, które miały miejsce w ciągu kilku ostatnich dni sierpnia, ale nie były transferami ostatniego dnia. Absolutnym hitem było zakontraktowanie przez Lechię Gdańsk chorwackiego pomocnika – Milosa Krasicia, który w ostatnich latach notuje spadek po równi pochyłej. Ludovic Obraniak po powrocie do Werderu Brema z wypożyczenia do Rizesporu, znalazł nowego pracodawcę w postaci Maccabi Hajfa. Legia ściągnęła z Lechii bośniackiego pomocnika – Stojana Vranjesa i rozwiązała kontrakt z niechcianym Henrikiem Ojamaą. Były piłkarzy klubu z Warszawy – Wladimir Dwaliszwili, po rozwiązaniu kontraktu z duńskim Odense BK, zakotwiczył w Pogoni Szczecin. Portowców opuścił natomiast utalentowany Dominik Kun i przeniósł się do pierwszoligowej Wisły Płock. Poza tym, Górnik Zabrze zasilił bułgarski obrońca Paweł Widenow, który kiedyś grał w Zagłębiu Lubin, a ostatnio w Serie „B” w Trapani Calcio.

Koniec tegorocznego okienka transferowego w Polsce był niezwykle ciekawy, ale wydaje się, że polskie kluby dopiero uczą się przeprowadzania transferów „last minute”. Inna sprawa, że wiele klubów czeka na piłkarzy, którzy nigdzie nie znajdą zatrudnienia i są do wzięcia bez kwoty odstępnego. Ciekawe które kluby skorzystają na takiej promocji?

 

Źródła: własne, 90minut.pl, sport.pl, weszlo.com, transfermarkt.pl, polskapilka24.pl, gazzettaworld.gazzetta.it, esktraklasa.net.

 
1 , 2 , 3
| < Kwiecień 2019 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30          
Tagi