Wpisy z tagiem: Opis meczu

wtorek, 23 kwietnia 2019
Arka z Superpucharem Polski 2017!

W meczu otwierającym sezon 2017/2018 Arka Gdynia pokonała po rzutach karnych Legią Warszawa 4:3 (w regulaminowym czasie gry 1:1). W wywalczeniu trzeciego w historii „żółto-niebieskich” trofeum spory udział miał łotewski bramkarz Pāvels Šteinbors.

Podopieczni Leszka Ojrzyńskiego byli skazywani na pożarcie, ale nie przestraszyli się krajowego potentata, podjęli wyrównaną walkę i zachowali więcej zimnej krwi w serii rzutów karnych.” (cyt. za: eurosport.onet.pl). Legioniści, zgodnie z zapowiedzią trenera Jacka Magiery przystąpili do meczu w najsilniejszym składzie, jaki był możliwy do wystawienia. Z różnych przyczyn nie zagrali lub nie mogli zagrać – Vadis Odidja Ofoe, Miroslav Radović, Krzysztof Mączyński, Łukasz Moneta i Daniel Chima Chukwu.

Spotkanie mogło zacząć się dla Legii wprost wybornie. W 11. minucie Thibault Moulin dośrodkował z rzutu wolnego z bocznej strefy boiska, Artur Jędrzejczyk uderzył piłkę głową przedłużając tor jej lotu w kierunku bramki, ale sprzed linii bramkowej wybił ją Marcin Warcholak! Dziewięć minut później niespodziewanie Arka objęła prowadzenie. Szybki atak gości samobójczą bramką zakończył Michał Pazdan. Rafał Siemiaszko podał do Grzegorza Piesio, który ograł Jędrzejczyka w bocznej strefie pola karnego przed linią końcową i wstrzelił piłkę na pole bramkowe. „(…) kuriozalnie interweniował Pazdan. Trochę zatańczył breakdance, trochę odganiał osy i ostatecznie wpakował futbolówkę do siatki obok zszokowanego Malarza” (cyt. za: weszlo.com).

2017.07.07_Legia_-_Arka_Superpuchar_(2)

Legia mogła odpowiedzieć już dwie minuty później! Moulin dośrodkował piłkę, a Jędrzejczyk uderzył piłkę głową, a Šteinbors fantastycznie odbił pikę na rzut rożny. Po dośrodkowaniu Dominika Nagy’ego piłka trafiła w słupek, a po chwili Jędrzejczyk uderzył piłkę głową, ale na nieszczęście dla gospodarzy trafiła w stojącego w bramce Michała Marcjanika. Ataki Legii przyniosły skutek w 27. minucie. Guilherme zagrał do Moulina, który wbiegł w pole karne i mimo obecności trzech rywali oddał fantastyczny strzał zewnętrzną częścią stopy z czternastu metrów. Wprawdzie Šteinbors wyciągnął się jak struna, ale nie miał szans na skuteczną interwencję. Stadion oszalał i wydawało się, że lada chwila Legia strzeli następną bramkę. Kolejną groźną akcję legioniści przeprowadzili już trzy minuty później. Guilherme dośrodkował spod linii końcowej do Jarosława Niezgody, którego strzał z pierwszej piłki instynktownie obronił Šteinbors. Po upływie kolejnych dwóch minut Brazylijczyk znalazł się w dobrej sytuacji w polu karnym, ale fatalnie uderzył. W 37. minucie Nagy uderzył piłkę z narożnika pola karnego w kierunku dalszego słupka, ale do celu zabrakło półtora, może dwa metry. Sześć minut później znowu pokazał się Nagy. Dośrodkował, ale strzał głową Niezgody poleciał nad bramką gości. Pierwsza połowa upłynęła pod znakiem przewagi piłkarzy Legii i fantastycznych interwencji Šteinborsa. Legia mogła i powinna prowadzić, ale łotewski bramkarz rozgrywał wielki mecz.

Drugą połowę Arka mogła zacząć od mocnego uderzenia. W 47. minucie znajdujący się w polu karnym Marcjanik uderzył piłkę głową, ale przeleciała nad bramką strzeżoną przez Arkadiusza Malarza. Sześć minut później Piesio uderzył piłkę zza pola karnego, ale piłka przeleciała obok słupka. Legioniści „obudzili się” dopiero po kwadransie od rozpoczęcia drugiej połowy. Najpierw potężny strzał z 25 metrów oddał Moulin, a piłka przeleciała nad bramką. Po minucie Michał Kopczyński oddał strzał z podobnej odległości, ale siła uderzenia była zbyt słaba i Šteinbors złapał piłkę. W kolejnej minucie Arka przeprowadziła groźną akcję, ale Siemaszko zamiast oddać strzał próbował podać do kolegów, a piłkę przejął Pazdan. „W 68. minucie wprowadzony Sebastian Szymański zbiegł ze skrzydła, lecz z jego próbą spokojnie poradził sobie golkiper Arki (…) Legia nadal napierała, ale niewiele z tego wynikało. W drugiej połowie tempo pojedynku spadło i widać było, że piłkarze dopiero wchodzą w ligowy sezon.” (cyt. za: legioniści.com). W 73. minucie została przeprowadzona groźna akcja. Piesio dośrodkował z głębi pola, a (znany z występów w Piaście Gliwice) Ruben Jurado uciekł obrońcom gospodarzy, a piłka po jego strzale głową przeleciała obok słupka. Trzy minuty później przypomniał o sobie Moulin, który oddał strzał sprzed pola karnego, a piłka oczywiście poleciała obok słupka.

W 82. minucie debiutujący w Legii Vamara Sanogo „miał 100 proc. sytuację, ale nie trafił nawet w piłkę” (cyt. za: sport.pl). Jak się później okazało to był pierwszy i jak dotąd jedyny oficjalny występ Francuza w Legii. Niedługo później został wypożyczony do… Zagłębia Sosnowiec. Sanogo zastąpił Kaspera Hamalainena, dla którego był to 50. oficjalny występ w barwach Legii, ale Fin delikatnie mówiąc: „przeszedł obok meczu”. Czas upływał, a Legia nie kwapiła się zdecydowanych i huraganowych ataków (może brakowało siły po okresie przygotowawczym?). W pierwszej minucie doliczonego czasu gry zrobiło się gorąco, ale pod bramką Legii. Warcholak dośrodkował, ale nieprzyjemnie dla Malarza, który był zmuszony, aby przerzucić piłkę nad poprzeczkę. „Arka grała przyzwoicie, lecz ta drużyna nie ma na dziś tyle jakości, by swoją bramkę przed takim rywalem kompletnie zamurować. Musi liczyć na trochę szczęścia i ono dzisiaj było z nimi.” (cyt. za” weszlo.com).

2017.07.07_Legia_-_Arka_Superpuchar_(8)

Piłkarze obu drużyn podczas rzutów karnych.

Ostatni gwizdek sędziego Szymona Marciniaka oznaczał konkurs rzutów karnych, bowiem regulamin meczu o Superpuchar nie przewiduje dogrywki. Piłkarze Arki wykonywali „jedenastki” bezbłędnie, a Malarz ani razu nie wyczuł intencji strzelców. Co innego bohater regulaminowego czasu gry, czyli Šteinbors. Łotysz obronił dwa rzuty karne (wykonywane przez Moulina i Kopczyńskiego), przy dwóch kolejnych wyczuł intencje strzelającego i tylko raz rzucił się w niewłaściwy róg. Šteinbors potwierdził świetną dyspozycję, w przeciwieństwie do najlepszego piłkarza Legii w tym meczu, czyli Moulina. Francuz nie stanął na wysokości zadania i nie wykorzystał swojej „jedenastki”. W ten oto sposób Arka sięgnęła po Superpuchar, czyli trzecie trofeum w historii klubu, po Pucharach Polski (1979 i 2017). Wprawdzie Arka utrzymała się w ekstraklasie w kontrowersyjnych okolicznościach, to jednak okres do maja do lipca 2017 r. jest najlepszym w historii klubu.

2017.07.07_Legia_-_Arka_Superpuchar_(9)

Arkowcy wykonywali „jedenastki” bezbłędnie.

Legia przegrała piąty z rzędu mecz o Superpuchar (czwarty u siebie!), co oznacza, że po raz ostatni wywalczyła to trofeum w 2008 r., gdy trenerem był Jan Urban, a w wygranym meczu z Wisłą Kraków gole strzelali Takesure Chinyama i Piotr Rocki… brzmi jak prehistoria…

WARto jeszcze dodać, że po raz pierwszy w historii polskiej piłki nożnej sędziowie mogli skorzystać z systemu VAR, ale wideoweryfikacja nie była konieczna. Szymon Marciniak jako sędzia główny i Paweł Gil siedzący przed monitorami VAR nie mieli okazji, aby przetestować nowy system w warunkach meczowych.

 

7 lipca 2017, godz. 20:30 – Warszawa, Stadion Wojska Polskiego

Legia Warszawa 1-1 k. 3-4 Arka Gdynia

Bramki: Thibault Moulin (27 min.) – Michał Pazdan (20 min. – samobójcza).

Rzuty karne: 1-0 Mateusz Szwoch, 1-1 Marcin Warcholak, (1-1 Thibault Moulin - obroniony), 1-2 Dawid Sołdecki, 2-2 Guilherme, 2-3 Damian Zbozień, 3-3 Maciej Dąbrowski, 3-4 Rubén Jurado, (3-4 Michał Kopczyński - obroniony)

Legia: 1. Arkadiusz Malarz – 55. Artur Jędrzejczyk (90 min., 23. Mateusz Żyro), 5. Maciej Dąbrowski, 2. Michał Pazdan, 14. Adam Hloušek – 6. Guilherme, 15. Michał Kopczyński, 75. Thibault Moulin, 22. Kasper Hämäläinen (67 min., 9. Vamara Sanogo), 21. Dominik Nagy (64, 53. Sebastian Szymański) – 11. Jarosław Niezgoda (57 min., 20. Mateusz Szwoch).

Rezerwowi, którzy nie zagrali: Jakub Szumski, Rafał Makowski, Konrad Michalak.

Trener: Jacek Magiera.

Arka: 1. Pāvels Šteinbors – 33. Damian Zbozień, 29. Michał Marcjanik, 3. Krzysztof Sobieraj, 23. Marcin Warcholak – 24. Patryk Kun (90 min., 44. Michał Żebrakowski), 8. Marcus Vinícius (63, 4. Dawid Sołdecki), 21. Yannick Kakoko, 17. Adam Marciniak (77 min., 14. Michał Nalepa), 13. Grzegorz Piesio (84, 2. Tadeusz Socha) – 11. Rafał Siemaszko (67 min., 9. Rubén Jurado).

Rezerwowi, którzy nie zagrali: Krzysztof Pilarz – Paweł Wojowski.

Trener: Leszek Ojrzyński.

żółte kartki: Pazdan, Szwoch, Jędrzejczyk – Sobieraj.

sędziował: Szymon Marciniak (Płock).

widzów: 26 756.

temperatura: 20C.

 

Źródła: własne, 90minut.pl, polsatsport.pl, legia.com, legionisci.com, eurosport.onet.pl, sport.pl, weszlo.com, sportowefakty.wp.pl.

sobota, 20 kwietnia 2019
Polki zmiecione przez Serbki, nie zagrają w Mistrzostwach Świata 2018

W ostatnim dniu turnieju kwalifikacyjnego do mistrzostw świata siatkarek Polki gładko przegrały w hali warszawskiego Torwaru z faworyzowanymi Serbkami 0:3 (15:25, 16:25, 15:25). Mecz został rozegrany w niedzielę 28 maja 2017 r. i trwał zaledwie 66 minut.

Zwycięzca turnieju uzyskiwał bezpośredni awans do mistrzostw świata, zaś drużyna, która zajęła drugie miejsce miała jeszcze szansę awansu z turnieju barażowego. Pozostałe drużyny kończyły w Warszawie swoje starania o mistrzostwa świata. Zdecydowanymi faworytkami do pewnego zwycięstwa w turnieju były Serbki (zajmujące 3. miejsce w rankingu FIVB), wicemistrzynie olimpijskie z Rio de Janeiro (2016), wicemistrzynie Pucharu Świata (2015) i brązowe medalistki Mistrzostw Europy (2015). Poza tym, w ostatnich latach zajęły 7. miejsce w World Grand Prix (2016) i Mistrzostwach Świata (2014). Przed turniejem w Warszawie Serbki rozegrały dwa mecze w Belgradzie z Bułgarią. Pierwszy przegrały 2:3, a w drugi zremisowały 2:2. O drugą pozycję i awans do turnieju barażowego miały walczyć grające na podobnym poziomie – Polki (22. FIVB) i Czeszki (25.). Słowaczki (33.) mogły sprawić niespodziankę, ale tylko w meczach z Polkami i Czeszkami. Stawkę uczestników turnieju uzupełniły najsłabsze w tym gronie – Cypryjki (44.) i Islandki (97.).

W kadrze Serbii, która zjawiła się w Warszawie znalazły się aż cztery siatkarki związane z polską Orlen Ligą. Środkowa Stefana Veljković występuje w Chemiku Police od trzech sezonów. W tym klubie występowała także w sezonie 2016/2017 wychodząca na zmiany przyjmująca Jelena Blagojević. Od 2017 r. reprezentuje barwy DevelopRes Rzeszów. W sezonie 2014/2015 w Policach grała przyjmująca Sanja Malagurski, a w latach 2013-2015 atakująca Ana Bjelica. W niedalekiej przeszłości do kadry była powoływana rozgrywająca Danica Radenković, która występuje od 2017 r. w Muszyniace. W tym klubie grała także w sezonie 2014/2015, a w kolejnym reprezentowała barwy Atomu Trefl Sopot.

Serbki wydawały się poza zasięgiem rywalek i gromiły kolejne rywalki 3:0. Polki natomiast wygrały po 3:0 z Cypryjkami i Islandkami, 3:1 ze Słowaczkami, a z Czeszkami niespodziewanie przegrały 2:3 i żeby awansować musiały wygrać z Serbkami. Porażka z Czechami jest o tyle bolesna, że „Biało-Czerwone” prowadziły 2:1 w setach, a później w tie-breaku 8:2 i do końca seta zdobyły tylko… jeden punkt. Zwycięstwo nad południowymi sąsiadkami zapewniało Polkom awans do barażu, nawet w przypadku porażki z Serbią. Niestety wynik meczu z Czechami postawił Polki pod ścianą. Brak zwycięstwa z Serbią oznaczał zakończeniu udziału w eliminacjach, bez szans na grę w barażu!

2017.05.28_Polska_-_Serbia_(10)

W pierwszym secie Serbki rozpoczęły od mocnego uderzenia i na pierwszą przerwę techniczną przechodziły przy prowadzeniu 8:2. Wprawdzie Polkom udało się zmniejszyć stratę do czterech punktów (10:6), to po chwili Serbki zdobyły trzy kolejne punkty (13:6), a na drugą przerwę techniczną schodziły z przewagą dziewięciu punktów (16:7). Największą przewaga wynosiła trzynaście (!) punktów (21:8). „Przyjęcie na poziomie 64-procent pozwoliło im na kreatywną siatkówkę, która zdawała się przerastać biało-czerwone.” (cyt. za: pzps.pl). W końcówce seta przy zagrywce Joanny Wołosz Serbki popełniły kilka błędów i ostatecznie wygrały 25:15. „Jednostronnego seta zakończył autowy serwis Agnieszki Kąkolewskiej.” (cyt. za: siatka.org).

Drugi set był bardziej wyrównany, ale tylko do czasu. Polki prowadziły 4:2, a na pierwszą przerwę techniczną schodziły z minimalnym prowadzeniem (8:7). Później prowadziły Serbki, ale Polki trzymały dystans (16:14). „(…) mogło się jeszcze wydawać, że Polki nawiążą walkę, zwłaszcza że kolejną akcję rozstrzygnęły na swoją korzyść, po tym jak zablokowana została Tijana Bosković. Tyle że pięć kolejnych punktów zdobyły Serbki (21:15), a jedyne "oczko" w tej partii padło po zepsutej zagrywce Bosković.” (cyt. za: eurosport.onet.pl). Zresztą w tym secie „Tijana Bosković (…) zrobiła większą różnicę” (cyt. za: sportowefakty.wp.pl).  Polki wygrały tylko dwie piłki i przegrały seta 16:25. „Asem serwisowym seta zakończyła Tijana Malesević” (cyt. za: sportowefakty.wp.pl).

2017.05.28_Polska_-_Serbia_(74)

Choć reprezentacja Serbii po dwóch wygranych partiach zapewniła sobie udział w przyszłorocznych mistrzostwach świata, na parkiecie pozostała ta sama szóstka. A Polki nadal nie znalazły na nią recepty (…)” (cyt. za: sportowefakty.wp.pl), choć szanse na awans poprzez baraż były, ale trzeba było wygrać trzy kolejne partie. W trzecim secie Serbki prowadziły z przewagą 2-3 punktów, ale Polki dwukrotnie doprowadziły do remisu (4:4, 8:8). Faworytki uzyskały jednak aż dziewięć punktów przewagi (20:11) i stało się jasne, że Polki nie wygrają nawet seta. Ostatecznie Serbki zwiększyły jeszcze przewagę i wygrały 25:15 po ataku Brankicy Mihajlović. „Biało-Czerwone po raz drugi z rzędu nie zagrają w mistrzostwach świata. Cztery lata temu tej szansy pozbawiła je reprezentacja Belgii, podczas turnieju w Łodzi.” (cyt. za: sportowefakty.wp.pl).

Dominacja Serbek w turnieju została potwierdzona nie tylko bezpośrednim awansem do przyszłorocznych mistrzostw świata, ale licznymi nagrodami indywidualnymi. MVP turnieju i najlepszą atakującą została wybrana Tijana Bosković (Serbia). Pozostałe nagrody otrzymały: najlepsza przyjmująca – Brankica Mihajlović (Serbia) i Michaela Mlejnkova (Czechy), najlepsza blokująca – Stefana Veljković (Serbia) i Agnieszka Kąkolewska (Polska), najlepsza libero – Silvija Popović (Serbia) i najlepsza rozgrywająca – Bojana Żivković (Serbia).

2017.05.28_Polska_-_Serbia_(15)

Trener Jacek Nawrocki ma nad czym pracować ze swoimi podopiecznymi.

Trener przegranych Jacek Nawrocki „nie krył, że niektóre zawodniczki nie udźwignęły ciężaru ważnych meczów” (cyt. za: eurosport.onet.pl), zaś prezes PZPS Jacek Kasprzyk wskazywał na szerszy problem polskiej kadry siatkarek widząc jednak szansę na lepsze „Reprezentacja Polski wymaga rewolucji (…) Pierwszy raz od kilku lat nasze kadetki wywalczyły awans na mistrzowską imprezę, więc zaplecze posiadamy. Potrzeba tylko czasu, by dołączyć do najlepszych drużyn w Europie i na świecie (…) Teraz nie czeka nas zmiana pokoleniowa, ale zmiana na kilku pozycjach.” (cyt. za: eurosport.onet.pl).

 

28 maja 2017 r., godz. 20:30, Warszawa, Hala „Torwar”

Turniej kwalifikacyjny Mistrzostw Świata 2018

Polska – Serbia 0:3 (15:25, 16:25, 15:25)

Polska: 5. Agnieszka Kąkolewska 5, Berenika Katarzyna Tomsia 11, 10. Zuzanna Efimienko 3, 14. Joanna Wołosz 1, 16. Natalia Mędrzyk 3, 17. Malwina Smarzek 1, 9. Aleksandra Krzos (libero) – 2. Gabriela Polańska 2, 4. Patrycja Polak,  11. Tamara Kaliszuk, 15. Martyna Grajber 4, 13. Agata Witkowska (libero) oraz zawodniczki, które nie zagrały: 1. Maja Tokarska, 20. Marlena Pleśnierowicz.

Trener: Jacek Nawrocki.

II trener: Waldemar Kawka.

Serbia: 4. Bojana Zivkovic 4, 6. Tijana Malesevic 6, 9. Brankica Mihajlovic 9, 11. Stefana Veljkovic 6, Jovana Stevanovic, 15. Jovana Stevanović 10, 19. Tijana Bosković 21, 17. Silvija Popovic (libero) – 7. Ana Antonijević oraz zawodniczki, które nie zagrały: 1. Bianka Busa, 3. Sanja Malagurski, 5. Mina Popović, 13. Ana Bjelica, 14. Nadja Ninković, 20. Jelena Blagojević (libero).

Trener: Zoran Terzic,

II trener: Branko Kovacevic

Sędziowali: Evgeny Makshanov (Rosja) i Monika Ujhazi (Węgry).

Widzów: 1326.

 

Źródło: własne, sportowefakty.wp.pl, pzps.pl, sport.pl, eurosport.onet.pl, siatka.org, cev.lu. E. Kowalczyk, Polki zaprzepaściły szansę, „Przegląd Sportowy” z dnia 29 maja 2017 r., s. 28-29.

Bezdyskusyjne zwycięstwo Legii nad Lechem daje pozycję lidera

W meczu 34. kolejki Ekstraklasy 2016/2017, rozegranym w środę 17 maja 2017 r., Legia Warszawa pewnie pokonała Lecha Poznań 2:0 (1:0) i po raz pierwszy w sezonie została liderem Ekstraklasy.

Spotkania Legii z Lechem nazywane są polskim klasykiem. Emocje zapewniają kibice, a także piłkarze i trenerzy obu klubów. „Emocje podgrzali dodatkowo piłkarze Lechii, którzy wygrali z dotychczasowym liderem Jagiellonią 4:0. To oznaczało, że kto zwycięży w Warszawie, ten wskoczy na pierwsze miejsce. Lechowi do szczęścia wystarczał też remis.” (cyt. za: eurosport.onet.pl).

2017.05.17_Legia_-_Lech_Poznań_(2)

Legia objęła prowadzenie już w 7. minucie meczu. Maciej Dąbrowski zagrał długą piłkę z własnej połowy do Vadisa Odidja-Ofoe, którego niedokładnie pokrył Tomasz Kędziora, a Jan Bednarek miał za daleko, aby dogonić Belga. Najlepszy piłkarz warszawskiego zespołu strzałem z powietrza z kilku metrów nie dał Matúšowi Putnocký’emu żadnych szans na skuteczną interwencję. W ten sposób zakończyła się seria słowackiego bramkarza – 366 minut bez puszczonej bramki w ekstraklasie.

Strzelca gola na pewno należy pochwalić, ale podającego także. Tym bardziej, że mówimy o obrońcy, który nie jest znany z takich zagrań. Nie może więc dziwić, że portal weszlo.com pisał: „(…) Dąbrowski… No, no, nie spodziewaliśmy się, że na takie rzeczy w ogóle tego faceta stać.”. „Lech po tym golu wyglądał jak sparaliżowany. Nie tylko nie miał pomysłu, jak na niego odpowiedzieć, ale też nadal pozwalał Legii na wiele pod własnym polem karnym.” (cyt. za: sport.pl). „To był dobry fragment w wykonaniu Legii, bo gospodarze stwarzali kolejne sytuacje. W 10. minucie ponownie w roli głównej wystąpił Ofoe. Belg świetnie podał do Dominika Nagy’ego, ale młody Węgier strzelił zbyt lekko i Putnocky złapał piłkę.” (cyt. za: eurosport.onet.pl). W 12. minucie Odidja-Ofoe znakomicie podał do wbiegającego w narożnik pola karnego Guilherme. Brazylijczyk ograł Macieja Wilusza i naciskany przez Bednarka oddał z kilku metrów z ostrego kąta strzał, po którym piłka trafiła tylko w boczną siatkę. „Okres wyraźnej przewagi Legii zakończył Nagy, który po podaniu z głębi pola mógł skopiować wyczyn Ofoe, ale bramkarz Lecha poradził sobie z jego strzałem. Po dobrym pierwszym kwadransie tempo meczu spadło.” (cyt. za: eurosport.onet.pl). W 18. minucie na groźny strzał zza pola karnego zdecydował się Mihai Radut, ale piłka przeleciała nad poprzeczką.

Poznaniacy długimi momentami rozgrywali piłkę na połowie rywala, ale niewiele z tego wynikało. Mieli problemy ze stworzeniem sobie dogodnych szans. Liczyli też na stałe fragmenty, ale najgroźniejszy z nich zakończył się piąstkowaniem Malarza po dośrodkowaniu Raduta.” (cyt. za: lechpoznan.pl). Chwilę później, w 41. minucie Nagy podał do Tomasza Jodłowca, który wbiegł w pole karne i naciskany przez Bednarka oddał strzał w długi róg, Putnocky odbił piłkę, która przeleciała tuż obok słupka. „Lech nie istniał, a Nenad Bjelica stał przy linii z rękami w kieszeni, jakby nie dowierzał. Nie dowierzał w to, co widzi - w to, jak jego zespół oddał pole gry, jak nie potrafi zbudować choćby jednej dobrej akcji, oddać nawet jednego celnego strzału. A Jacek Magiera nawet nie wstał (…), bo Legia w pierwszej połowie grała bezbłędnie.” (cyt. za: sport.pl). Legia kontrolowała przebieg spotkania, a Lech nie potrafił jej zagrozić. Pomysłem na grę „Kolejorza” było zagrywanie długich piłek do osamotnionego Dawida Kownackiego, który został całkowicie wyłączony z gry przez Dąbrowskiego i Michała Pazdana. Inna sprawa, że wystawienie Kownackiego zamiast lidera klasyfikacji najskuteczniejszych, czyli Marcina Robaka, musiało zastanawiać.

Na początku drugiej polowy przypomnieli o sobie goście. W 46. minucie Maciej Makuszewski ograł przy linii bocznej Adama Hlouška (Nagy odpuścił atakowanie Makuszewskiego) i zbiegł w pole karne, skąd z ostrego kąta oddał strzał, po którym Arkadiusz Malarz (chyba trochę asekuracyjnie) odbił piłkę na rzut rożny. „W 52. minucie mogło być 2-0 dla legionistów, ale Miroslav Radović zbyt długo zwlekał z decyzją o strzale i ostatecznie futbolówkę zdołali mu zabrać defensorzy. Za moment z rzutu rożnego dobrze dośrodkował Thibault Moulin i nikomu nie udało się zamknąć akcji.” (cyt. za: legionisci.com).

2017.05.17_Legia_-_Lech_Poznań_(4)

Po godzinie gry trener Bjelica wprowadził Robaka w miejsce Radosława Majewskiego. Były napastnik Pogoni Szczecin i Piasta Gliwice wprowadził sporo ożywienia w szeregach „Kolejorza”, ale efektów nie było. Cztery minuty później na boisku pojawił się Kasper Hämäläinen. Fin w ostatnich dwóch meczach Legii i Lecha był rezerwowym, a w doliczonym czasie gry strzelał decydujące o zwycięstwie bramki. Tym razem zastąpił Nagy’ego. „Już chwilę po wejściu na boisko "Hama" bardzo dokładnie dośrodkował do Guilherme, a ten z dogodnej pozycji oddał niezły strzał, który wylądował jednak w rękach Putnockiego.” (cyt. za: legia.com). Po upływie kolejnych dwóch minut legioniści rozegrali kombinacyjną akcję, po której Guilherme oddał mocny strzał z dwunastu metrów, ale piłka odbiła się od nogi Bednarka i skończyło się tylko na strachu lechitów i rzucie rożnym dla gospodarzy. Dlaczego akcja była kombinacyjna? „Ofoe w niesygnalizowany sposób podał do Radovica w pole karne, ten zagrał piętą do Hlouska, który zostawił piłkę Guilherme.” (cyt. za: eurosport.onet.pl).

Czasu do zakończenia spotkania pozostawało coraz mniej, Legia utrzymywała minimalne prowadzenie, a Lech dalej grał swoje, czyli nie stwarzał zagrożenia pod bramką Malarza. Było to o tyle dziwne, że przecież bramka wyrównująca dawała Lechowi pozycję lidera. Zamiast tego Legia przesuwała grę coraz bliżej bramki „Kolejorza”

W 74. minucie po czterotygodniowej przerwie na boisku pojawił się Michał Kucharczyk, który zastąpił aktywnego w tym meczu Guilherme. „W 78. minucie szarżującego Vadisa Odjidję-Ofoe sfaulował Abdul Aziz Tetteh, za co otrzymał żółtą kartkę.” (cyt. za: legionisci.com). Thibault Moulin oddał strzał z rzutu wolnego z ok. 25 metrów, a piłka wylądowała w rękach Putnocký’ego.

Wreszcie w 83. minucie Jodłowiec zagrał świetną prostopadłą piłkę do Kucharczyka, a że Wołodymyr Kostewycz zagapił się i złamał linię spalonego, to „Kuchy” miał przed sobą tylko bramkarza. Przebiegł kilka metrów, podbił piłkę nad wybiegającym poza pole karne Putnockým, a następnie trochę nieporadnie (co sam przyznał po meczu) skierował ją głową do bramki Lecha. Ten gol praktycznie zakończył spotkanie. Kucharczyk w swoim szesnastym występie przeciwko Lechowi (8 zwycięstw, 3 remisy, 5 porażek) zdobył trzecią bramkę.

2017.05.17_Legia_-_Lech_Poznań_(6)

Radość gospodarzy po zdobyciu drugiej bramki.

Kluczem w całym tym spotkaniu było jednak zagarnięcie sobie środka pola, co gospodarze wykonali bezpardonowo i wręcz bezczelnie. Tercet Vadis – Moulin – Jodłowiec kompletnie zdominował dziś rywala.” (cyt. za: weszlo.com). Co ciekawe, Jodłowiec dopiero po raz czwarty w 2017 r. wystąpił w podstawowym składzie Legii. Wcześniej rywalizację o miejsce w składzie przegrywał z Michałem Kopczyńskim.

Nenad Bjelica, trener Lecha Poznań, nie przekonywał, że istnieje w innej rzeczywistości i na konferencji nie mówił, że Lech był lepszy, a Legia nie miała okazji do zdobycia bramki. Zamiast tego powiedział m.in.: „Gratuluję Legii, bo wygrała zasłużenie. W pierwszej połowie była zdecydowanie lepsza. (…) Legia ma jednego zawodnika, który robi ogromną różnicę. Vadis Odjidja-Ofoe nie pasuje do tej ligi. To świetny piłkarz. Nie chodzi tylko o to, że strzelił piękną bramkę. Inicjował świetne akcje i nie wiedzieliśmy jak go zatrzymać. To był największy problem.” (cyt. za: eurosport.onet.pl). Odidja-Ofoe tym meczem potwierdził, że jego oczekiwania na podwyżkę z 600 tys. euro do miliona euro, są uzasadnione.

Legia odniosła trzecie kolejne zwycięstwo bez straty bramki. Zresztą Malarz pozostawał niepokonany przez ponad 300 minut. „Stołeczni dorzucają więc do swojej kolekcji trzy punkty i na trzy kolejki przed końcem mają dwa „oczka” przewagi nad Lechem, Jagiellonią i Lechią. Podopieczni Jacka Magiery w końcu więc doszli do sytuacji, o której długo opowiadali i na którą cierpliwie czekali – sytuację, w której absolutnie wszystko zależy już tylko od nich.” (cyt. za: weszlo.com).

 

17 maja 2017 r., godz. 20:30 – Warszawa, Stadion Wojska Polskiego

Mecz XXXIV kolejki Ekstraklasy 2016/2017

Legia Warszawa 2-0 Lech Poznań

Bramki: Vadis Odjidja-Ofoe (7 min.) i Michał Kucharczyk (83 min.).

Legia: 1. Arkadiusz Malarz – 55. Artur Jędrzejczyk, 5. Maciej Dąbrowski, 2. Michał Pazdan, 14. Adam Hloušek – 6. Guilherme (74 min., 18. Michał Kucharczyk), 3. Tomasz Jodłowiec, 75. Thibault Moulin, 8. Vadis Odjidja-Ofoe, 21. Dominik Nagy (64 min., 22. Kasper Hämäläinen) – 32. Miroslav Radović (87 min., 15. Michał Kopczyński).

Rezerwowi, którzy nie zagrali: Radosław Cierzniak – Jakub Rzeźniczak, Łukasz Broź, Tomas Necid.

Trener: Jacek Magiera.

Lech: 30. Matúš Putnocký – 4. Tomasz Kędziora, 35. Jan Bednarek, 26. Maciej Wilusz, 22. Wołodymyr Kostewycz – 17. Maciej Makuszewski, 6. Łukasz Trałka, 14. Maciej Gajos (76 min., 55. Abdul Aziz Tetteh), 86. Radosław Majewski (60 min., 11. Marcin Robak), 18. Mihai Răduț (84 min., 25. Paweł Tomczyk) – 24. Dawid Kownacki.

Rezerwowi, którzy nie zagrali: Jasmin Burić – Lasse Nielsen, Tymoteusz Puchacz, Marcin Wasilewski.

Trener: Nenad Bjelica (Chorwacja).

żółte kartki: Guilherme (20 min., za faul), Radović (23 min., za faul), Odjidja-Ofoe – Trałka (29. min, za faul), Tetteh (78. min., za faul).

sędziowali: Daniel Stefański (Bydgoszcz) jako główny oraz Myrmus i Golis.

widzów: 28 820.

temperatura: 19C.

 

Źródła: własne, 90minut.pl, eurosport.onet.pl, legia.com, legioniści.com, lechpoznan.pl, weszlo.com, sport.pl, sportowefakty.wp.pl. R. Błoński, Rewelacyjny Vadis prowadzi do tytułu, s. 2-3. P. Wesołowicz, Legia pobiła Lecha, „Gazeta Wyborcza” z dnia 18 maja 2017 r., s. 22.

piątek, 19 kwietnia 2019
Stelmet zmasakrował Anwil i zdobył Puchar Polski koszykarzy 2017

W meczu finałowym Pucharu Polski koszykarzy 2016/2017 mistrz Polski – Stelmet Zielona Góra pewnie pokonał Anwil Włocławek 79:57 (30:23) i po raz drugi w historii sięgnął po Puchar Polski. Mecz finałowy został rozegrany w niedzielę 19 lutego 2017 r. w Arenie Ursynów w Warszawie.

cvc

środa, 17 kwietnia 2019
Legia nie straciła szans na awans

W pierwszym meczu 1/16 finału Ligi Europy, rozegranym w czwartek 16 lutego 2017 r. Legia Warszawa zremisowała bezbramkowo przed własną publicznością z Ajaxem Amsterdam.

 

cvc

sobota, 06 kwietnia 2019
Legia pokonała Sporting i wiosną zagra w Lidze Europy!

W ostatnim meczu fazy grupowej Ligi Mistrzów 2016/2017, rozegranym 7 grudnia 2016 r. w Warszawie, Legia pokonała Sporting Lizbona 1:0 (1:0) po bramce Guilherme w 30. minucie spotkania. Dzięki temu zwycięstwu Legia zajęła 3. miejsce w grupie (za Realem Madryt i Borussią Dortmund) i awansowała do 1/16 finału Ligi Europy.

 

Cvc.

środa, 03 kwietnia 2019
Blisko kompromitacji

Reprezentacja Polski pokonała Armenię 2:1 (1:1) w meczu eliminacji piłkarskich mistrzostw świata w Rosji w 2018 r., ale styl gry Polaków pozostawiał wiele do życzenia. Zwłaszcza, że Polacy od 30. Minuty grali z przewagą jednego piłkarza, a zwycięską bramkę w ostatniej akcji meczu zdobył niezawodny Robert Lewandowski. Mecz rozegrano we wtorek 11 października 2016 r. na Stadionie Narodowym w Warszawie.

2016.10.11_Polska__Armenia_2

Już w 40. sekundzie w pole karne polskiej reprezentacji wbiegł Kamo Howhannisjan, ale wślizg Artura Jędrzejczyka zapobiegł groźnej akcji. To było poważne ostrzeżenie dla gospodarzy. W 4. minucie dośrodkował Robert Lewandowski, a Maciej Rybus z ostrego kąta strzelił głową w boczną siatkę. Dwie minuty później Piotr Zieliński podał do Lewandowskiego, który instynktownie uderzył piłkę z powietrza obok słupka. W 11. minucie Kamil Grosicki dośrodkował w pole karne, a Łukasz Teodorczyk nie trafił głową w piłkę, choć wydawało się, że znajduje się w doskonałej sytuacji. Dobitka Lewandowskiego została zablokowana. W następnej minucie po kolejnym dośrodkowaniu w pole karne gości, Teodorczyk oddał strzał głową w rękę Warazdata Harojana. To był bezdyskusyjny rzut karny, ale gwizdek słowackiego sędziego Ivana Kružliaka milczał jak zaklęty. W 17. minucie w pole karne dośrodkował Jakub Błaszczykowski, a Teodorczyk wykazał się brakiem wyczucia gry, bowiem wyskoczył do piłki zdecydowanie za wcześnie. Po kilkuminutowym przestoju w grze „w 25. minucie powinniśmy byli otrzymać rzut karny za zagranie ręką przez jednego z rywali po dośrodkowaniu naszego kapitana. Sędzia wskazał jednak tylko na rzut rożny” (cyt. za: eurosport.onet.pl). Po dośrodkowaniu Rybusa (według niektórych źródeł – Zielińskiego) z rzutu rożnego, Lewandowski oddał strzał głową, a znany z występów w polskiej ekstraklasie Lewon Hajrapetjan wybił piłkę z linii bramkowej. Polacy mieli przewagę, stwarzali sytuacje bramkowe, oddawali strzały, ale gra, mimo wszystko, „nie kleiła” się.Po półgodzinie gry posiadanie piłki oscylowało wokół 70-30 procent dla Polski, jednak dzielnie walczący w obronie goście skrzętnie realizowali swój plan wybijania Biało-Czerwonych z rytmu.” (cyt. za: eurosport.onet.pl).

W 28. minucie Gaël Andonian sfaulował Teodorczyka, a dwie minuty później sytuacja powtórzyła się i Ormianin opuścił boisko za czerwoną kartkę będącą następstwem dwóch żółtych kartoników. W tym momencie wydawało się, że los jest niezwykle łaskawy dla Polaków i absolutnie nie ma innej możliwości niż zwycięstwo. Jeśli ktoś myślał, że „Biało-czerwoni” rzucą się na gości, to grubo mylił się. Przewaga jednego gracza zadziałała na Polaków raczej deprymująco niż mobilizująco. W 32. minucie Polacy wykonywali rzut wolny, który zakończył się kompletnym niepowodzeniem, bowiem strzał Grzegorza Krychowiaka został zablokowany. Następnie z powodu kontuzji boisko opuścił Jędrzejczyk, a w jego miejsce pojawił się Paweł Wszołek. „W 41. minucie groźnie zaatakowali goście. Taron Woskanjan przebiegł z futbolówką kilkanaście metrów i podał do Artaka Grigorjana, a ten kopnął bez przyjęcia, ale była to próba niecelna.” (cyt. za: 90minut.pl). To trochę ożywiło gospodarzy. Jeszcze w tej samej minucie, w odpowiedzi, Polacy przeprowadzili szybką akcję, po której Lewandowski przestrzelił oddając uderzenie nad bramką z dwunastu-trzynastu metrów. W 43. minucie Teodorczyk oddał strzał z narożnika pola karnego prosto w ręce bramkarza gości Arsen Beglarjan. W pierwszej minucie doliczonego czasu gry Grosicki oddał strzał prosto w ręce Beglarjana, a w trzeciej doliczonej minucie Krychowiak strzelił z czternastu metrów obok słupka.

2016.10.11_Polska__Armenia_4

Drugą połowę Polacy rozpoczęli fantastycznie, bowiem już w 48. minucie objęli prowadzenie. Po dośrodkowaniu Rybusa w pole karne Lewandowski tak naciskał na Hrajra Mkojana, że ten skierował piłkę do własnej bramki. 1:0 dla Polski.

Niespodziewanie dwie minuty później był remis 1:1! Po faulu Macieja Rybusa, Ormianie wykonywali rzut wolny. Marcos Pizzelli ostro dośrodkował w pole karne, „nabiegający Warazdat Harojan nie trafił w piłkę, ale na tyle zmylił Fabiańskiego, że ten nie zdołał skutecznie interweniować” (cyt. za: Eurosport.onet.pl). Fabiański powiedział po meczu, że wydaje mu się, że w tej sytuacji mógł zrobić coś więcej. „Od kilku meczów w gruncie rzeczy powtarza się ten sam scenariusz. Wyjście na prowadzenie, ostatnio nawet podwyższenie wyniku (dziś dwukrotne!), a i tak ta kadra nie potrafi zamknąć spotkania, z wyrachowaniem wyczekiwać ostatniego gwizdka. To nie przystoi poważnym drużynom. Rzecz ewidentnie do poprawki.” (cyt. za: weszlo.com). Portal sportowefakty.wp.pl zwracał uwagę, że „Reprezentacja Polski ma problem z utrzymanie prowadzenia i dobiciem przeciwnika (…) dziewięć goli puścili w tym roku bramkarze reprezentacji Polski. Aż siedem z nich straciliśmy w drugiej połowie.”.

Trzy minuty po stracie bramki, Polacy przeprowadzili akcję, po której piłka przeleciała wzdłuż bramki, ale nikt nie zamknął akcji i nie skierował piłki do bramki gości. W 61. minucie Lewandowski oddał strzał obok bramki po podaniu spod linii bocznej. Dwie minuty później Krychowiak oddał mocny i niecelny strzał z dwudziestu metrów. W 69. minucie po dośrodkowaniu Wszołka, Lewandowski oddał strzał, po którym bramkarz złapał piłkę. Minutę później Grosicki oddał strzał z dwunastu metrów tuż obok słupka bramki gości. „W 73. minucie groźny kontratak przeprowadzili Ormianie. Araz Özbiliz biegł z futbolówką od połowy boiska, ale w sytuacji sam na sam z Fabiańskim oddał słaby strzał i nie zdołał pokonać polskiego golkipera.” (cyt. za: 90minut.pl). Dodać należy, że Ormianina dogonił przed pole karnym Thiago Cionek i zdecydował się na lob. Sześć minut później w doskonałej sytuacji w polu karnym, po zagraniu Lewandowskiego z klepki, znalazł się Zieliński. Mając przed sobą tylko bramkarza – przymierzył i… lekko, delikatnie podał mu piłkę. „Kilka minut później armeński bramkarz przytomnie interweniował po sytuacyjnym strzale rezerwowego Bartosza Kapustki. Próbował także debiutujący w reprezentacji Kamil Wilczek. Po jego ładnej główce piękną robinsonadą popisał się Beglarjan.” (cyt. za: Eurosport.onet.pl). W 87. minucie Lewandowski „dziubnął” piłkę w ręce bramkarza. „Ataki Polaków „były typowym biciem głową w mur” (cyt. za: legionisci.com).

W trzeciej minucie doliczonego czasu gry Araz Özbiliz wykorzystał błąd Cionka i popędził na polską bramkę, ale gdy zobaczył przed sobą tylko Fabiańskiego, strzelił tylko obok słupka. Ta akcja mogła pogrążyć Polaków i pozbawić ich jakiejkolwiek zdobyczy punktowej w meczu ze słabeuszem, który większą część meczu grał w liczebnym osłabieniu. Tak się jednak nie stało, a że stare piłkarskie porzekadło mówi, że „niewykorzystane sytuacje mszczą się”, to Polacy strzelili gola! Po akcji Ormian, sfaulowany został Bartosz Kapustka. Błaszczykowski z Lewandowskim chwilę porozmawiali, po czym „Błaszczu” precyzyjnie dośrodkował z rzutu wolnego, a „Lewy” pewnym strzałem głową zapewnił Polakom zwycięstwo 2:1!!!Sędzia Ivan Kruzilak nawet nie wznawiał gry. Ormianie leżeli na boisku, chowając twarze w dłoniach.” (cyt. za: sportowefakty.wp.pl).

Po meczu

Po meczu okazało się, że między meczem z Danią a Armenią, Polacy trochę poimprezowali, dlatego ich gra była daleka od poziomu przyzwoitości, którego można oczekiwać od ćwierćfinalisty UEFA Euro 2016. Wystawiając oceny indywidualne, to zwracała uwagę nieporadność i błędy Cionka, słaba gra Zielińskiego, który bez jakiejkolwiek samokrytyki stwierdził – „indywidualnie czuję, że zagrałem dzisiaj dobry mecz” (cyt. za: eurosport.onet.pl). Teodorczyk raczej irytował niż zachwycał, zwłaszcza gdy nieudolnie próbował wymusić rzut karny, choć trzeba mu przyznać, że czerwona kartka dla Andoniana była jego zasługą. „Teo” świetnie rozpoczął sezon w barwach Anderlechtu, ale z „Lewym” zupełnie się nie rozumie i z całą pewnością nie stanowi alternatywy dla kontuzjowanego Arkadiusza Milika. Krychowiak zagrał bardzo słaby mecz, Rybus i Grosicki byli niewidoczni albo popełniali błędy niedokładności, a przecież od tych ofensywnych graczy można wymagać zdecydowanie więcej. Tradycyjnie uratował nas Lewandowski wsparty niezawodnym Błaszczykowskim.

Po meczu Lewandowski podkreślał, że Polacy powinni rozstrzygnąć ten mecz wcześniej, a bez walki i pełnego zaangażowania nie da się wygrać spotkania w tej wyrównanej grupie. Fabiański uzupełnił, że Polacy mieli „trochę” szczęścia, choć trzeba go poprawić i powiedzieć, że w tym meczu, to Polacy mieli „furę” szczęścia.

Trener Nawałka opisał grę Polaków w charakterystyczny dla siebie sposób: „Brakowało spokoju, cierpliwości, rozegrania ataku pozycyjnego na dobrym poziomie, skuteczności. Nie mieliśmy jakości, dlatego przeżywaliśmy tak trudne momenty. Mam nadzieję, że ten mecz będzie dla nas dobrą lekcją.” (cyt. za: sportowefakty.wp.pl) i był to chyba najlepszy komentarz do gry Polaków.

Statystyki

„Biało-czerwoni” posiadali piłkę przez dwa razy więcej czasu niż Ormianie (67% - 33%). Przewagę Polaków odzwierciedlała także liczba strzałów (31:5), a w tym strzałów celnych (9:2), niecelnych (9:0) i zablokowanych (13:0). Poza tym, Polacy wykonywali więcej rzutów różnych (14:3) i oczywiście mieli więcej podań (603:215), w tym celnych podań (545:154) na większym poziomie dokładności (90% - 72%).

Rekordy Lewandowskiego

Lewandowski w meczu z Armenią zdobył bramkę nr 40 w barwach narodowych. W klasyfikacji strzelców wszechczasów reprezentacji zajmował czwarte miejsce za – Kazimierzem Deyną (41), Grzegorzem Lato (45) i Włodzimierzem Lubańskim (48), ale pod względem liczby bramek zdobytych w meczach o punkty zrównał się z Lubańskim (25), który nie strzelił ani jednego gola na mistrzostwach świata bądź Europy. Jak wyliczył portal sportowefakty.wp.pl, bramki „Lewego” przyniosły polskiej reprezentacji 11 punktów.

Polski napastnik strzelił co najmniej jedną bramkę w ósmym kolejnym meczu eliminacji do mistrzostw Europy lub świata. W meczach przeciwko Gruzji, Niemcom, Gibraltarowi, Szkocji, Irlandii, Kazachstanowi, Danii i Armenii zdobył czternaście goli. „Lewy” w dwóch meczach przeciwko Rumunii i Czarnogórze przedłużył serię do 11 meczów i 21 goli.

Zwycięski 11 października

Mecz z Armenią był ósmym rozegranym przez Polską reprezentację w XXI wieku w dniu 11 października, siódmym wygranym i szóstym z wynikiem 2:1 (Węgry, Portugalia, Czechy, Białoruś, Irlandia). Odstępstwa od tego wyniku stanowiło historyczne zwycięstwo 2:0 nad Niemcami i porażka 0:1 z Ukrainą.

Podsumowanie

Portal weszlo.com podkreślał, że Armenia grająca w dziesiątkę bez Mchitarjana na Narodowym nie powinna mieć nic do powiedzenia, a tymczasem pojawiła się „jakaś niepojęta, irracjonalna dramaturgia (…) Pudło Ozbiliza w ostatnich sekundach, ratująca nas od jednej z największych piłkarskich kompromitacji XXI wieku.”. Bardziej gorzko grę Polaków opisał portal sportowefakty.wp.pl: Nie umiemy po prostu wyjść na boisko i zrobić tego, co do nas należy. Nie mamy czegoś, co charakteryzuje dobre drużyny, nie jesteśmy powtarzalni..

 

11 października 2016, godz. 20:45 – Warszawa / Stadion Narodowy

Grupa „E” eliminacji Mistrzostw Świata w Rosji 2018

Polska 2-1 Armenia

Bramki: Hrajr Mkojan (48 min. – samobójcza) i Robert Lewandowski (90 min.) – Marcos Pizzelli (50 min.).

Polska: 22. Łukasz Fabiański – 16. Jakub Błaszczykowski, 15. Kamil Glik, 4. Thiago Cionek, 3. Artur Jędrzejczyk (34 min., 18. Paweł Wszołek) – 11. Kamil Grosicki (70 min., 7. Bartosz Kapustka), 10. Grzegorz Krychowiak, 19. Piotr Zieliński, 13. Maciej Rybus – 14. Łukasz Teodorczyk (85 min., 23. Kamil Wilczek), 9. Robert Lewandowski.

Rezerwowi, którzy nie zagrali: Szczęsny, Boruc – Lewczuk, Mączyński, Jodłowiec, Linetty, Peszko, Dąbrowski, Dawidowicz.

Trener: Adam Nawałka.

Armenia: 1. Arsen Beglarjan – 17. Wahagn Minasjan, 3. Warazdat Harojan, 15. Hrajr Mkojan, 5. Gaël Andonian, 20. Lewon Hajrapetjan – 13. Kamo Howhannisjan (60 min., 23. Araz Özbiliz), 11. Artak Grigorjan, 19. Karen Muradjan (34 min., 4. Taron Woskanjan), 21. Dawit Manojan – 8. Marcos Pizzelli (85 min., 16. Dawit Hakobjan).

Rezerwowi, którzy nie zagrali: Manukjan, Aiwazow – A. Woskanjan, Kartashjan, Korjan, Pogosjan, Badojan, Harutjunjan.

Trener: Varuzhan Sukiasjan.

żółte kartki: Cionek (35 min.), Błaszczykowski (87 min.) – Andonian 2 (28 min. i 30 min.), Beglarjan (73 min.), Mkojan (85 min.).

czerwona kartka: Gaël Andonian (30 min., Armenia, za drugą żółtą).

sędziowali: Ivan Kružliak jako sędzia główny, Martin Balko i Tomaš Mokoš jako sędziowie asystenci i Peter Kralović jako sędzia techniczny (wszyscy – Słowacja).

widzów: 44 786.

temperatura: 7C.

 

Źródła: własne, 90minut.pl, weszlo.com, sportowefakty.wp.pl, eurosport.onet.pl, uefa.com, legionisci.com.

poniedziałek, 18 marca 2019
Hat-trick „Lewego” w meczu z Danią

W swoim drugim występie w eliminacjach do Mistrzostw Świata w Rosji 2018, reprezentacja Polski pokonała w sobotę 8 października 2016 r. na Stadionie Narodowym w Warszawie reprezentację Danii 3:2 (2:0). Wszystkie trzy bramki dla „Biało-czerwonych” zdobył Robert Lewandowski!

Polacy wybiegli w najsilniejszym zestawieniu. Kontuzjowany był jedynie Michał Pazdan. Większość kibiców, komentatorów i ekspertów spodziewało się, że obok Kamila Glika zagra Igor Lewczuk, a tymczasem trener Adam Nawałka postawił na Thiago Cionka.

Polacy zagrali na Narodowym po niemal rocznej przerwie (poprzedni mecz z Islandią (4:2) odbył się w listopadzie 2015 r.), a dla kibiców gospodarzy mecz w Warszawie był okazją do podziękowania piłkarzom, którzy osiągnęli historyczny sukces w postaci ćwierćfinału UEFA Euro 2016, a jednocześnie do zobaczenia, jak prezentują się nasi bohaterowie.

2016.10.08_Polska__Dania_2

W 3. minucie mogło jednak zrobić się bardzo nieprzyjemnie. Viktor Fischer po podaniu Petera Ankersena (wykorzystał złe ustawienie Glika) łatwo wbiegł w pole karne, ale w niezłej sytuacji, choć z ostrego kąta, chyba trochę spanikował i oddał strzał raczej wzdłuż bramki niż w jej kierunku. Polacy mogli odpowiedzieć z przytupem w 10. minucie. Kamil Grosicki dośrodkował w pole karne, a zamykający akcję Arkadiusz Milik oddał strzał głową z ostrego kąta, ale Kasper Schmeichel odbił piłkę. „Duńczycy grali wolno, piłkarze Adama Nawałki nie mieli problemów z przerywaniem ich akcji.” (cyt. za: sport.pl). Nic więc dziwnego, że po meczu Łukasz Fabiański mówił, że w pierwszej połowie nie miał w ogóle zajęcia.

W 17. minucie Piotr Zieliński dopadł do zbyt krótko wybitej futbolówki, ale uderzył bez przyjęcia lewą nogą obok słupka.” (cyt. za: 90minut.pl). Trzy minuty później Grosicki oddał nieudany strzał z pola karnego, po którym piłka kozłowa i łatwo ją złapał duński bramkarz. „Wystarczyła chwila nieuwagi, rywale szybko przerzucili piłkę pod naszą bramkę, sam na sam z Fabiańskim znalazł się Nicolai Jorgensen, ale w ostatniej chwili piłkę wybił Łukasz Piszczek.” (cyt. za: sport.pl). W 20. minucie Grosicki dośrodkował nisko, Simon Kjær potknął się i nie przeciął lotu piłki, a Lewandowski z bliska pokonał Schmeichela, który w tej sytuacji był bez szans na skuteczną interwencję. 1:0, a Lewandowski przedłużył serię meczów eliminacyjnych, w których strzelał co najmniej jedną bramkę do siedmiu. „Przewagę "Biało-czerwonych" udokumentowały także niecelny strzał Zielińskiego i zablokowany Lewandowskiego.” (cyt. za: 90minut.pl).

2016.10.08_Polska__Dania_6

W 33. minucie Grosicki wyprzedził na prawym skrzydle dwóch Duńczyków i zagrał w pole karne. Tam był Lewandowski, który próbował minąć ostatniego obrońcę i prawie mu się to udało, ale na miejscu był Schmeichel. Bramkarzowi Danii nie udało się jednak złapać piłki, razem z Lewandowskim upadli na murawę. Polski napastnik zagarnął piłkę rękę i przesunął ją bliżej bramki. Do siatki trafił Błaszczykowski, ale sędzia słusznie tego gola nie uznał.” (cyt. za: sport.pl). Dwie minuty później Grosicki zagrał długą piłkę w pole karne do Milika, który został sfaulowany przez Jannika Vestergaarda. Włoski sędzia Gianluca Rocchi nie miał wątpliwości i wskazał na „wapno”. Pewnym egzekutorem „jedenastki” był Lewandowski i Polska objęła prowadzenie 2:0. „Lewy” wykonał rzut karny na dwa tempa, co nie spodobało się Schmeichelowi, który protestował, jak oparzony, za co został ukarany żółtym kartonikiem. „W międzyczasie polska obrona skutecznie zablokowała strzały Simona Kjæra i Williama Kvista.” (cyt. za: 90minut.pl).

Podsumowując pierwszą część spotkania trzeba zauważyć, że poza dwoma golami Lewandowskiego, to „Duńczycy długo utrzymywali się przy piłce, ale mało z tego wynikało. Polacy przeciwnie nastawili się na kontrataki oraz grę skrzydłami. Na lewej stronie szalał Kamil Grosicki, który raz po raz nękał swoimi rajdami obrońców rywali.” (cyt. za: polsatsport.pl).

Na drugą połowę obie drużyny wybiegły w składach z jedną zmianą. Milik pod koniec pierwszej połowy upadł na boisko i jak się później okazało doznał poważnej kontuzji – zerwania więzadeł krzyżowych w lewym kolanie. Zastąpił go Karol Linetty, uprzedzając fakty – zupełnie niewidoczny w drugiej połowie. Wśród Duńczyków w miejsce Jørgensena wszedł Yussuf Poulsen i była to zmiana na lepsze.

Dwie minuty po wznowieniu gry po przerwie Lewandowski przejął piłkę po błędzie Andreasa Christensena w środkowej strefie boiska i popędził co sił w nogach w kierunku bramki Schmeichela. Wprawdzie gonili go Vestergaard i wspomniany Christensen, to chyba nie mieli ani wiary, ani szybkości, aby złapać „Lewego”. Polski snajper oddał strzał z ostrego kąta w krótki róg bramki strzeżonej Schmeichela, a że szczęście sprzyja lepszym, to Lewandowski skompletował hat-tricka. 3:0! To był 39 gol Lewandowskiego dla reprezentacji Polski, co oznacza, że w tym momencie więcej bramek miało tylko trzech piłkarzy – Kazimierz Deyna (41), Grzegorz Lato (45) i Włodzimierz Lubański (48).

Duńczycy odpowiedzieli golem już po upływie dwóch minut, w zupełnie niegroźnej sytuacji. Kjaer, przy którym był Piszczek, zagrał piłkę głową do Poulsena, ale ubiegł go Glik, który strzałem głową nie dał szans Fabiańskiemu na złapanie piłki. Niespodziewanie zrobiło się 3:1. Red. M. Kołodziejczyk z portalu sportowefakty.wp.pl pisał o tej sytuacji: „Coś jednak niedobrego dzieje się z koncentracją naszych piłkarzy po przerwie. W Kazachstanie skończyło się to tragicznie, bo mimo prowadzenia Polaków 2:0, anonimowi rywale zdołali doprowadzić do remisu i wywalczyli jeden punkt. W Warszawie sygnał do ataku dla Duńczyków dał Kamil Glik. Chwilę po golu Lewandowskiego strzelił do własnej bramki. Całkiem ładnie, głową. Od tego momentu zaczęliśmy grać nerwowo i brzydko. Pachniało późnym Fornalikiem.”. Warto zauważyć, że to był jeden z najgorszych występów Glika w kadrze. „Przegląd Sportowy” zwracał jednak uwagę, że „gol nie powinien zostać uznany, bo wcześniej jeden z Duńczyków była na spalonym.”.

Niedługo potem Ankersen zgrał piłkę do Yussufa Poulsena, a ten bez namysłu uderzył nad poprzeczką.” (cyt. za: 90minut.pl). W 60. minucie Ankersen zagrał piłkę do Poulsena, który z ostrego kąta oddał strzał odbity jednak przez Fabiańskiego. Dziewięć minut później Ankersen znowu podał do Poulsena, ale tym razem sytuacja miała miejsce w polu karnym „Biało-czerwonych”, którzy popełnili błąd w kryciu. Piszczek spóźnił się i nie trafił w piłkę, a Poulsen, choć źle przyjął piłkę, to miał szczęście, bo piłka pozostała mu przy nodze i mógł oddać strzał. Tym razem nie pomylił się i Polska prowadziła już tylko 3:2.

2016.10.08_Polska__Dania_7

Od tego momentu w szeregach gospodarzy zrobiło się bardzo, bardzo nerwowo, ale obie drużyny, choć walczyły do ostatniego gwizdka sędziego, nie stworzyły już żadnych groźnych sytuacji i korzystny wynik dla Polaków stał się faktem. W ten sposób Polacy zrehabilitowali się za wyjazdową wpadkę z Kazachstanem (2:2), choć styl gry, zwłaszcza w drugiej połowie pozostawiał wiele do życzenia. Jeśli chodzi o dane statystyczne, to wprawdzie Duńczycy częściej byli w posiadaniu piłki (60%) i mieli większą skuteczność podań (90% do 83%), to jednak Polacy oddali więcej strzałów (12 do 10) i więcej celnych strzałów (6 do 2). Po takim meczu trener Nawałka miał spory materiał do analiz.

Warto zauważyć, że pod wodzą Nawałki wtedy, po meczu z Danią, reprezentacja rozegrała na Narodowym sześć meczów o punkty i tylko jednego nie wygrała (remis 2:2 ze Szkocją). Ostatni mecz o punkty kadra przegrała rok wcześniej – z Niemcami (1:3), a przecież na Euro rozegrała aż pięć spotkań. Z drugiej jednak strony w ostatnich czterech meczach (Szwajcaria, Portugalia, Kazachstan i Dania), Polacy zdobywali pierwsi gola, ale wygrali tylko ten ostatni. Co ciekawe, w sierpniu 2013 r.  sparingowym meczu rozegranym w Gdańsku, Polska pokonała Danię 3:2, a schodzącego w 78. minucie Lewandowskiego (strzelca jednego z goli) pożegnały gwizdy. Od tamtej pory sporo się jednak zmieniło…

 

8 października 2016 r., godz. 20:45 - Warszawa / Stadion Narodowy

Grupa „E” eliminacji Mistrzostw Świata w Rosji 2018

Polska 3-2 Dania

Bramki: Robert Lewandowski 3 (20 min., 36 min. – karny, 47 min.) – Kamil Glik (49 min. – samobójcza) i Yussuf Poulsen (69 min.)

Polska: 22. Łukasz Fabiański – 20. Łukasz Piszczek, 15. Kamil Glik, 4. Thiago Cionek, 3. Artur Jędrzejczyk – 16. Jakub Błaszczykowski (89 min., 17. Sławomir Peszko), 10. Grzegorz Krychowiak, 19. Piotr Zieliński, 7. Arkadiusz Milik (46 min., 8. Karol Linetty), 11. Kamil Grosicki (74 min., 13. Maciej Rybus) – 9. Robert Lewandowski.

Rezerwowi, którzy nie zagrali: Boruc. Szczęsny – Dawidowicz, Lewczuk, Jodłowiec, Mączyński, Wszołek – Teodorczyk, Wilczek.

Trener: Adam Nawałka.

Dania: 1. Kasper Schmeichel – 4. Simon Kjær, 6. Andreas Christensen, 3. Jannik Vestergaard (82 min., 8. Thomas Delaney) – 2. Peter Ankersen, 7. William Kvist, 23. Pierre Højbjerg, 10. Christian Eriksen, 5. Riza Durmisi – 11. Viktor Fischer (75 min., 15. Pione Sisto), 9. Nicolai Jørgensen (46 min., 20. Yussuf Poulsen).

Rezerwowi, którzy nie zagrali: Lossl, Ronnow, Bjelland, M. Jorgensen, Sviatchenko, Falk, Schone, Larsen, Cornelius.

Trener: Age Hareide (Norwegia).

żółte kartki: Cionek (53 min. – za faul) – Schmeichel (36 min. – za niesportowe zachowanie) i Eriksen (62 min. – za faul).

sędziowali: Gianluca Rocchi jako sędzia główny, Alessandro Costanzo i Filippo Meli jako sędziowie asystenci i Davide Massa jako sędzia techniczny (wszyscy – Włochy).

widzów: 56 811.

temperatura: 8C.

 

Źródła: własne, 90minut.pl, uefa.com, sport.pl, sportowefakty.wp.pl, polsatsport.pl, sport.tvp.pl, legionisci.com.

sobota, 16 marca 2019
Spalony Hamalainen daje Legii przełomowe zwycięstwo

W sobotę 22 października 2016 r. w meczu 13. kolejki ekstraklasy 2016/2017 Legia Warszawa pokonała w kontrowersyjnych okolicznościach Lecha Poznań 2:1 (0:0). Zwycięską bramkę w doliczonym czasie gry zdobył były piłkarz Lecha – Kasper Hamalainen, który był na pozycji spalonej.

Ekstraklasowy hit znalazł się w cieniu słabej dyspozycji zarówno Legii, jak i Lecha. Obie drużyny przystępowały do meczu ze swoimi problemami. Nic więc dziwnego, że przed meczem Lech zajmował ósme miejsce w lidze (16 punktów, po 4 zwycięstwa, remisy i porażki, bramki 12:14), zaś Legia czwarte… od końca, czyli trzynaste (13 punktów, 3 zwycięstwa – 4 remisy – 5 porażek, bramki 15:15).

2016.10.22_Legia_-_Lech_Poznań_(1)

Pierwsza połowa zdecydowanie zawiodła, a tym samym potwierdziła, że oba kluby znajdują się w poważnym kryzysie. Działo się, oj działo się… naprawdę niewiele. W 13. minucie strzał zza pola karnego nad bramką oddał Maciej Makuszewski. Pięć minut później goście wykonywali pierwszy w tym meczu rzut rożny, ale nic z niego nie wyniknęło. W następnej minucie Szymon Pawłowski oddał strzał, po którym piłka przeleciała obok słupka bramki strzeżonej przez Arkadiusza Malarza. W 21. minucie gospodarze oddali pierwszy strzał, ale piłka po uderzeniu Nemanji Nikolicia nie trafiła w światło bramki, a piłka przeleciała obok słupka. W 30. minucie po dośrodkowaniu Łukasza Brozia piłka po rykoszecie wpadła w ręce Matusa Putnocky’ego W ciągu następnych trzech minut goście wykonywali trzy rzuty rożne, który nie przyniosły spodziewanego efektu.

Mocno cofnięty Lech skupiał się głownie na utrudnianiu gry Wojskowym, a ci w efekcie nie stworzyli przed przerwą wielu klarownych sytuacji, po których mogliby wyjść na prowadzenie.” (cyt. za: legia.com). Problem w tym, że gospodarze stworzyli tylko jedną naprawdę groźną sytuacją i w efekcie pierwsza połowa zdecydowanie rozczarowała. Portal weszlo.com chwalił Abdula Aziza Tetteha określając jego postawę w jednym konkretnym zdaniu – „Spokój, opanowanie, skuteczność w destrukcji i przytomność w rozegraniu”.

W 41. minucie Legia powinna objąć prowadzenie. Jakub Rzeźniczak zagrał piłkę głową do Nikolicia, który odegrał ją do Miroslava Radovicia. Piłka odbiła się od Łukasza Trałki, nie sięgnął jej Jan Bednarek, przejął ją Nikolić, położył Putnock’ego i mając przed sobą tylko bramkę…. nie trafił w nią! Nikolić „wyrzucił” się ze światła bramki, ale to też nie był na tyle ostry kąt, żeby nie skierować piłki do bramki Lecha! Właściwie opis pierwszej połowy można było ograniczyć tylko do opisu tej sytuacji.

Po rozczarowujących czterdziestu pięciu minutach, druga połowa była zaskakująco emocjonująca. Już dwie minut po przerwie legioniści zaprezentowali się z dobrej strony. Guillerhme dośrodkował, a strzał Tomasza Jodłowca, odbił Putnocky. Lech nie pozostał dłużny i trzy minuty później (po podaniu od Abdula Aziza Tetteha) Makuszewski oddał strzał z szesnastu metrów, po którym Malarz odbił piłkę, a Jakub Czerwiński wybił piłkę poza boisko, bo nadbiegał Maciej Gajos. „Kilka chwil później Darko Jevtić podał z rzutu rożnego do stojącego w okolicach szesnastego metra Szymona Pawłowskiego. Pomocnik Lecha uderzył bez przyjęcia, ale źle trafił w piłkę i ta poleciała wysoko nad poprzeczką.” (cyt. za: 90minut.pl).

2016.10.22_Legia_-_Lech_Poznań_(4)

W 59. minucie Gajos dośrodkował, Trałka przedłużył piłkę piętą, a Lasse Nielsen jej nie sięgnął. Następnie po dośrodkowaniu od Radovicia, Nikolić strzelał głową, ale Putnocky nie miał problemów ze złapaniem piłki. Legia za chwilę ponownie stworzyła zagrożenie pod bramką gości. „W 61. minucie Matúš Putnocký pewnie złapał futbolówkę po strzale Miroslava Radovicia.” (cyt. za: 90minut.pl). W tej sytuacji Radović „świetnym dryblingiem zgubił obrońcę w polu karnym Lecha, ale jego mocny strzał wylądował w rękach golkipera rywali” (cyt. za: legia.com). Za moment Thibault Moulin podał piłkę do Michała Kucharczyka, który zagrał do Brozia, a ten z kolei do Nikolicia. Reprezentant Węgier źle uderzył piłkę i Putniocky spokojnie ją złapał.

Po upływie kolejnych trzech minut Legia dopięła swego i objęła prowadzenie 1:0. Gospodarze szybko wyszli z własnej połowy, Nielsen źle obliczył lot piłki i odegrał ją zbyt krótko. Piłkę przejął Kucharczyk i zagrał do Nikolicia, Nielsen nie zdążył za napastnikiem gospodarzy, a Putnocky chyba za wcześnie się rzucił i został pokonany. Superstrzelec Legii zdobył dopiero swojego czwartego ligowego gola, co spowodowało, że z wielkiej radości zdjął koszulkę za co został ukarany żółtą kartką. Trener Jacek Magiera mówił po meczu: „(…) mam z nim do pogadania (…) nie powinien tak robić” (cyt. za: „Fakt”). W 68. minucie Lech mógł doprowadzić do wyrównania, ale Robakowi zabrakło precyzji. Gajos dośrodkował, a Robak główkował z siedmiu metrów nad bramką. Przez kolejnych dwadzieścia minut nie działo się prawie nic. Legia nie kwapiła się do ataków, starając się utrzymać korzystny wynik, zaś Lech niby próbował, ale niewiele groźnego z tego wynikało.

W 80. minucie z rzutu wolnego ładnie zakręcił Guilherme i Putnocky musiał ratować się wybić poza linię końcową. Sześć minut przed końcem regulaminowego czasu gry rezultat mógł podwyższyć Thibault Moulin. Francuz mocno i niedokładnie strzelił zza linii szesnastego metra.” (cyt. za: legionisci.com). Wydawało się, że Legia „dowiezie” do końcowego gwizdka to minimalne prowadzenie, a tymczasem w 89. minucie Michał Kopczyński sfaulował Makuszewskiego. „Kopa” stojąc tyłem do bramki kopnął „Makiego” w nogę, który padł niczym rażony piorunem. Sędzia Szymon Marciniak, mimo protestów gospodarzy, podyktował „jedenastkę”. To był już siódmy karny podyktowany przeciwko Legii w lidze (w trzynastym meczu), podczas gdy w poprzednich rozgrywkach, przeciwko Legii podyktowano tylko… jeden rzut karny. Robak pokonał Malarza, ale trzeba przyznać, że bramkarz Legii był bliski odbicia piłki, bo rzuci się we właściwą stronę. Robak przerwał w ten sposób trwającą 277 minut serię bez gola. Inna sprawa, że dużą niespodzianką było to, że Robak usiadł na ławce.

2016.10.22_Legia_-_Lech_Poznań_(9)

Marcin Robak pokonuje z rzutu karnego Arkadiusza Malarza.

Wprowadzony osiem minut wcześniej Dawid Kownacki pobiegł po piłkę, ale najpierw został powalony przez Guillherme, a następnie Malarz chwycił napastnika Lecha za szyję. „Kownaś” doznał zwiotczenia mięśni i sprawiał wrażenie kogoś, kto nagle nie potrafił zapanować nad swoim ciałem. Po meczu tak opisywał sytuację: „Bramkarz Legii Arkadiusz Malarz chwycił mnie od tyłu, zaczął mnie dusić, nie mogłem załapać oddechu, jeszcze jakieś tam brzydkie słowa do mnie powiedział. Nic nie mogłem nawet zrobić.” (cyt. za: sportowefakty.wp.pl). Po chwili przybiegli pozostali piłkarze Lecha, ale najbardziej agresywny był rezerwowy bramkarz „Kolejorza”, czyli Jasmin Burić, który szarpał Malarza i kto wie, czy by go nie uderzył, gdyby nie to, że Malarz swoje już w życiu przeszedł (zwłaszcza w Grecji i na Cyprze) i nie pozwolił na takie zachowanie. Nic więc dziwnego, że doszło do szamotaniny z udziałem ławek rezerwowych, w tym aktywnego II trenera Legii, czyli „Aco” Vukovicia. W tym czasie trener Magiera postanowił wykorzystać limit zmian i w miejsce Moulina wprowadził Kaspera Hämäläinena. Magiera podobno powiedział do Hamalainena – „Wejdź i strzel gola, masz cztery minuty!” (cyt. za: legia.com).

W trzeciej minucie doliczonego czasu gry Vadis Odidja-Ofoe podał do Brozia, który oddał niezbyt mocny strzał zza pola karnego. Putnocky odbił piłkę („Przegląd Sportowy” uważał, że powinien ją złapać), a wprowadzony zaledwie kilka minut wcześniej, Hamalainen pokonał słowackiego bramkarza „Kolejorza”. Fiński piłkarz strzelił swojego drugiego gola w sezonie. Co ciekawe, Hamalainen strzelił jedynego gola w poprzednim meczu obu klubów rozegranym na tym stadionie, z tą tylko różnicą, że wtedy trafił dla Lech i był to jedyny gol meczu. Hamalainen powiedział po meczu: „Starałem się nie okazywać wielkiej radości, ale w środku aż się we mnie gotowało z emocji.” (cyt. za: „Fakt”), „(…) to jedna z najważniejszych bramek w mojej karierze” (cyt. za: „Przegląd Sportowy”).

Portal weszlo.com podkreślał, że bramka padła „ze spalonego, co warto zaznaczyć sporego, ale też piekielnie trudnego do wychwycenia przez skupienie uwagi na strzelającym”. Sędzia liniowy Paweł Sokolinicki, który nie dopatrzył się pozycji spalonej został odsunięty od meczy, ale Zbigniew Przesmycki przewodniczący Kolegium Sędziów PZPN mówił: „Nie traktowałbym tego w kategorii kary (…) Oczywiście błąd jest ewidentny, ale trudny do wychwycenia w trakcie meczu. To typowa sytuacja, którą można skorygować, używając do tego powtórek wideo.” (cyt. za: eurosport.onet.pl), ale wówczas o systemie VAR jeszcze nikt nie słyszał.

Hipokryzja „Kolejorza”

Swoje żale po meczu chyba najgłośniej wylewał Makuszewski, który stwierdził, że Malarz był agresywny i pierwszy rzucił się do bicia (chyba pomylił go z Buriciem!), Lechici dostali trzy żółte kartki (w rzeczywistości jedną!), Rzeźniczak powinien zostać ukarany żółtą kartką, Hamalainen był na dwumetrowym spalonym (nieprawda!). Przypomniał też o sytuacji z rzutem karnym w meczu… Legia – Jagiellonia, sugerując, że na Łazienkowskiej sędziowie pomagają gospodarzom. Generalnie, piłkarze Lech mówili o kilkumetrowym spalonym, którego „widział każdy na stadionie oprócz sędziego”, ale chyba po obejrzeniu telewizyjnych powtórek musieli zmienić zdanie. Inna sprawa, że zupełnie inaczej patrzyli na sytuację gola ze spalonego, gdy sami byli beneficjentem takiej sytuacji.

Trzy dni po meczu z Legią, Lech zremisował z Wisłą Kraków 1:1 strzelając gola po spalonym. Media przemilczały ten fakt, choć o spalonym Legii grzmiały wyjątkowo głośno. Dawid Kownacki, strzelec gola w meczu z Wisłą powiedział po spotkaniu: „Słyszałem o tym spalonym, lecz muszę przyznać, że nie ma to dla mnie wielkiego znaczenia. Gdy dobijałem strzał Marcina Robaka, miałem klapki na oczach i skupiałem się wyłącznie na piłce. Chciałem trafić do siatki i nie było w tym momencie sensu patrzeć na to co zrobi sędzia (…) los nam coś oddał, ale tylko częściowo, bo to nie jest zdarzenie takiej samej kategorii. Wydaje mi się, że spalony był niewielki. Wiadomo, że na stopklatce wszystko wydaje się proste, ale sytuacja była trudniejsza do oceny, bo doszło do mijanki, więc zupełnie inaczej niż w Warszawie.” (cyt. za: sportowefakty.wp.pl). Szkoda komentarza…

Lech złożył protest do Komisji Legii, domagając się zawieszenia Malarza na trzy mecze i anulowania kary dla Buricia. Malarz po meczu mówił o tej sytuacji: „To było niepotrzebne, niepotrzebnie włączyła się do tego ławka rezerwowych. Przepraszam za to kibiców.” (cyt. za: sportowefakty.wp.pl). Władze „Kolejorza” zapomnieli o agresywnym zachowaniu Tetteha w poprzednim meczu z Legią, czy prowokacjach Trałki wobec Hamalainena. Wtedy Legia nie składała żadnych protestów…

 

22 października 2016, godz. 20:30 – Warszawa, Stadion Legii / Stadion Wojska Polskiego

XIII kolejka Ekstraklasy 2016/2017

Legia Warszawa 2-1 Lech Poznań

Bramki: Nemanja Nikolić (64 min.), Kasper Hämäläinen (90+3 min.) – Marcin Robak (90 min. – karny)

Legia: 1. Arkadiusz Malarz – 28. Łukasz Broź, 4. Jakub Czerwiński, 5. Maciej Dąbrowski (46 min., 18. Michał Kucharczyk), 25. Jakub Rzeźniczak – 6. Guilherme, 3. Tomasz Jodłowiec, 75. Thibault Moulin (90 min., 22. Kasper Hämäläinen), 8. Vadis Odjidja-Ofoe, 32. Miroslav Radović (84 min., 15. Michał Kopczyński) – 11. Nemanja Nikolić.

Rezerwowi, którzy nie zagrali: 33. Radosław Cierzniak, 52. Mateusz Wieteska, 9. Vako Kazaiszwili, 99. Aleksandar Prijović.

Trener: Jacek Magiera.

Lech: 30. Matúš Putnocký – 4. Tomasz Kędziora, 35. Jan Bednarek, 3. Lasse Nielsen, 5. Tamás Kádár – 17. Maciej Makuszewski, 6. Łukasz Trałka (81 min., 86. Radosław Majewski), 55. Abdul Aziz Tetteh, 10. Darko Jevtić (65 min., 11. Marcin Robak), 8. Szymon Pawłowski – 14. Maciej Gajos (81 min., 24. Dawid Kownacki).

Rezerwowi, którzy nie zagrali: 1. Jasmin Burić, 23. Paulus Arajuuri, 26. Maciej Wilusz, 20. Dariusz Formella.

Trener: Nenad Bjelica.

żółte kartki: Rzeźniczak (43 min. za faul), Nikolić (65 min.), Malarz (90+1 min.) – Makuszewski (75 min.), Kownacki (90+1 min.). Wszyscy poza Rzeźniczakiem za niesportowe zachowanie.

czerwona kartka: Burić (90+1 min. za niesportowe zachowanie) jako rezerwowy.

sędziowali: Szymon Marciniak (Płock) jako sędzia główny oraz Sokolinicki i Arys jako sędziowie liniowi.

temperatura: 7C.

widzów: 28 842.

 

Źródła: własne, 90minut.pl, legionisci.com, sportowefakty.wp.pl, legia.com, weszlo.com, eurosport.onet.pl. BAT, Magiera trafił ze zmianami, „Fakt” z dnia 24 października 2016 r. P. Bator, Nikolić nie zapomniał, jak się strzela!, „Fakt” z dnia 24 października 2016 r. P. Bator, Zwycięstwo Legii w cieniu skandalu, „Fakt” z dnia 24 października 2016 r., s. 18. Ten gol mi pomoże – wywiad red. M. Kaliszuka z Kasperem Hamalainenem, „Przegląd Sportowy” z dnia 24 października 2016 r., s. 4. HEN, Niespodziewany pomysł Bjelicy, „Przegląd Sportowy” z dnia 24 października 2016 r., s. 4. A. Dawidziuk, Horror w Warszawie i szczęście Legii, „Przegląd Sportowy” z dnia 24 października 2016 r., s. 2-3. Sędzia przepraszał – wywiad red. A. Dawidziuka z Maciejem Makuszewskim, „Przegląd Sportowy” z dnia 24 października 2016 r., s. 3.

piątek, 05 października 2018
Po takim meczu trudno coś powiedzieć

Historyczny powrót polskiego klubu do Ligi Mistrzów był historyczną porażką. W środę 14 września 2016 r. Legia Warszawa przegrała z Borussią Dortmund 0:6 (0:3). Była to najwyższa domowa porażka polskiego klubu w historii występów w europejskich pucharach.

Przed meczem, czyli obawy Borussi i chaos w Legii

Piłkarze Borussi nie przylecieli do Warszawy w dobrych nastrojach, bowiem w ostatnim meczu ligowym niespodziewanie przegrali w wyjazdowym meczu z RB Lipsk 0:1, choć trzeba zauważyć, że gola stracili w przedostatniej minucie spotkania. Podopieczni Tuchela oddali tylko jeden strzał na bramkę gospodarzy. Lipsk był doskonale przygotowany do meczu – do intensywnego bieganie przez cały mecz i konsekwentnego, wysokiego pressingu. To była wskazówka dla Legii, która też zawiodła. W Niecieczy przegrała 1:2, ale Miroslav Radović mówił: „Będziemy szukać swoich szans.” (cyt. za: „Przegląd Sportowy”). W tabeli ekstraklasy zajmowała dopiero 13. Miejsce z dorobkiem dziewięciu punktów w ośmiu meczach.

Skład Legii zaskakiwał. Z uwagi na czerwoną kartkę Adama Hlouska i kontuzję Michała Pazdana na środku obrony zagrali (po raz pierwszy w takim ustawieniu) Maciej Dąbrowski i Jakub Czerwiński, którzy do Legii przyszli ledwie przed sezonem. Czerwiński w barwach Legii rozgrywał dopiero drugi mecz, a Dąbrowski trzeci. Obaj jeszcze piętnaście meczy wcześniej grali na zapleczu ekstraklasy. Mecz z Borussią był debiutem Czerwińskiego w europejskich pucharach. Guillherme, choć jest nominalnym lewym pomocnikiem, został cofnięty do obrony. W pierwszym składzie pojawił się Gruzin Vako Kazaiszwili, który debiutował, a z drużyną trenował zaledwie dwukrotnie. Bramkostrzelnego Nemanję Nikolicia zastąpił Aleksandar Prijović. Besnik Hasi „od tygodni bezlitośnie wyszydzany zachował się, jakby chciał zostać oskarżony o niepoczytalność.” (cyt. za: sport.pl). Trudno było nie zauważyć, że w pierwszej „jedenastce” pojawili się także inni gracze sprowadzeni latem. Thibault Moulin w Legii rozegrał do tej pory 14 meczy, Steeven Langil 9, a Vadis Odidja-Ofoe 7. Portal weszlo.com trochę ironicznie podkreślał, że w Legii na skrzydle zagrał piłkarz, który w 2016 r. (do meczu z BVB) rozegrał 24 mecze w klubie i nie zaliczył ani gola ani asysty (Langil) i piłkarz, który od 2014 r. w 85 meczach klubowych zdobył 2 gole i wywalczył 4 asysty (Aleksandrow).

2016.09.14_Legia_-_Borussia_Dortmund_(5)

Mecz

Niecelny strzał Steevena Langila oznaczał miłe złego początki. Pierwsza groźna akcja Borussi przyniosła gościom bramkę. Ousmane Dembele dośrodkował z lewego skrzydła na głowę Mario Goetze, który z kilku metrów skierował piłkę do bramki i Borussia objęła prowadzenie 1:0. Guilherme i Vadis Odidja-Ofoe nie upilnowali strzelca zwycięskiej bramki finału mundialu 2014, ale przyznać trzeba, że piłka praktycznie spadła na jego głowę. Rozkojarzeni Legioniści po chwili dopuścili Pierre-Emericka Aubameyanga do sytuacji „sam na sam” z Arkadiuszem Malarzem, ale bramkarz Legii dwukrotnie odbił strzały reprezentanta Gabonu.

Borussia dalej atakowała i praktycznie każde podanie w okolice pola karnego gospodarzy siało popłoch wśród legionistów. W 15. minucie Raphael Guerreiro wrzucił piłkę z rzutu wolnego do Sokratisa Papastathopoulosa, który celną główką pokonał Malarza. Borussia objęła prowadzenie 2:0, ale „koszmar trwał i w 16. minucie błąd popełnił Arkadiusz Malarz, który próbował łapać piłkę za polem karnym” (cyt. za: eurosport.onet.pl). Po dośrodkowaniu z rzutu wolnego „(…) Raphaëla Guerreiro golkiper Legii odbił piłkę przed siebie, potem sparował ją jeszcze na słupek po strzale Aubameyanga oraz obronił uderzenie Marcela Schmelzera, ale wobec dobitki Marca Bartry z najbliższej odległości był już bezradny” (cyt. za: 90minut.pl). Borussia prowadziła już 3:0!W tym momencie Legia przeszła do historii Ligi Mistrzów, bowiem żadna drużyna nie straciła nigdy trzech goli w pierwszych siedemnastu minutach.

W 20. minucie Goetze został zablokowany w polu karnym. Dwie minuty później bez przyjęcia tuż obok słupka strzelił Dembele. W 27. minucie lekko główkował Łukasz Piszczek, a trzy minuty później po dośrodkowaniu Goetze z rzutu wolnego, Papastathopoulos główkował wprost w Malarza. Następnie po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Tomasz Jodłowiec uderzył piłkę głową, co wyglądało „prawie” jak strzał. „Drużyna Thomasa Tuchela bez przerwy skoncentrowana była na piłce i szansach jej odbioru. Ofensywni piłkarze - Pierre-Emerick Aubameyang, Christian Pulisić, Ousmane Dembele czy Mario Goetze byli pierwszymi obrońcami Borussii. Ich szybki, niezwykle agresywny atak kompletnie dezorganizował jakikolwiek pomysł Legii na rozegranie piłki. Zawodnicy Hasiego zmuszani byli do szybkiej wymiany podań, do której są kompletnie nieprzyzwyczajeni. Praktycznie zawsze kończyło się to błędem lub stratą (…) Sytuację na boisku dobrze oddają statystyki meczu z 29. minuty. Posiadanie piłki 79 proc. do 21 proc. na korzyść Borussii. Strzały? 10 (osiem celnych) gości, jeden (zero celnych) Legii.” (cyt. za: legia.sport.pl).

2016.09.14_Legia_-_Borussia_Dortmund_(9)

Następnie „Waleri Kazaiszwili kopnął mocno wprost w jednego z rywali. Lewoskrzydłowy Legii próbował pokonać Romana Bürkiego również w 35. minucie, ale z tym samym rezultatem - piłka odbita od przeciwnika wyleciała na korner.”. (cyt. za: 90minut.pl). W odpowiedzi Aubameyang, po fatalnym zagraniu zagubionego i ociężałego Macieja Dąbrowskiego (chyba pokazywał Gabończykowi, gdzie ma biec), próbował  przelobować Malarza, ale piłka trafiła tylko w boczną siatkę. W 39. minucie upadający w polu karnym Moulin oddał strzał, który był próbą lobu, ale strzelił zbyt lekko i cofający się bramkarz Borussi zdołał bez trudu złapał piłkę. Do końca pierwszej połowy spotkania zagrożenie stwarzali tylko goście. W 39. i 41. minucie strzał zza pola karnego oddał Dembele, ale piłka przeleciała nad bramką Malarza. W 45. minucie Christian Pulišić zagrał piłkę wzdłuż bramki Legii, ale zabrakło jego kolegów, aby zamknąć akcje i cieszyć się z czwartek bramki. Gwizdek sędziego kończący pierwszą połowę mieszał smutek i niedowierzanie z obawami o drugą część meczu.

Początek drugiej połowy to dwa zablokowane strzały Borussii. Najpierw piłka nie dotarła do celu po próbie Christiana Pulišicia, a potem Piszczka. W 51. minucie wpadła już jednak do siatki. Aubameyang podał do Dembélé, piłka po uderzeniu Francuza trafiła w Jakuba Czerwińskiego [według legia.com – Bartosza Bereszyńskiego] i spadła pod nogi Raphaëla Guerreiro, który mierzonym strzałem tuż przy słupku pokonał Malarza.” (cyt. za: 90minut.pl). Borussia prowadziła 4:0! Dwie minuty później w polu karnym Legii zamieszał Goetze, a w 55. minucie nad bramką Malarza strzelił Guerreiro. W 57. minucie po akcji Prijovicia z Moulinem niegroźny strzał w środek bramki oddał Langil. Dwie minuty później Malarz piąstkował po strzale Goetze. „(…) mistrz Polski nie był w stanie rozegrać piłki na przyzwoitym poziomie. Rywale cały czas byli zbyt blisko, reagowali zbyt szybko” (cyt. za: sportowefakty.wp.pl).

2016.09.14_Legia_-_Borussia_Dortmund_(13)

Po godzinie gry skrzydłem ruszył niesamowicie szybki Aubameyang, zostawiając w tyle całą defensywę Legii. Dogranie napastnika do partnera z drużyny było jednak niedokładne. Legia odpowiedziała za kilka chwil, gdy po świetnej centrze z lewej strony bliski szczęścia był wprowadzony Michaił Aleksandrow.” (cyt. za: legionisci.com). W 76. Minucie wprowadzony zaledwie kilkadziesiąt sekund wcześniej Gonzalo Castro „zamknął akcję po podaniu wzdłuż bramki od Pulišicia i trafił do siatki bez przyjęcia” (cyt. za: 90minut.pl). 5:0 dla Borussi! Castro „świetnym podaniem obsłużył Aubameyanga, który uciekł Czerwińskiemu i kopnął nad interweniującym Malarzem. Po drugiej stronie boiska Nemanja Nikolić główkował obok słupka.” (cyt. za: 90minut.pl). 6:0 dla Borussi. Uff, dobrze, że to już był koniec tej strzelaniny…

Statystyki nie pozostawiają żadnych złudzeń. Borussia była częściej w posiadaniu piłki (64%:36%), oddała więcej strzałów (30:2), więcej celnych strzałów (15:2) i miała zdecydowanie większy odsetek celnych podań (93%!!!:78%).

Chuligani też dali „popis”

Jakby sportowego wstydu było mało, to fatalną grę Legii dopełniło fatalne zachowanie kibiców. W trakcie drugiej połowy chuligani Legii próbowali włamać się do sektora zajmowanego przez kibiców gości. Interweniowała ochrona, doszło do bójki. Oliver Mueller, dziennikarz „Die Welt” podkreślał, że w Niemczech spodziewano się takiego zachowania kibiców Legii, dlatego nikt nie jest zaskoczony, choć temat był ważnym newsem.

Zdjęcie z ukrytą w dłoniach twarzą współwłaściciela Legii Dariusza Mioduskiego szybko obeszło media. Ten poważny biznesmen nie mógł uwierzyć w to, co się stało. Mówił po meczu: „Nie rozumiem, o co chodzi ludziom zaczynającym awantury na stadionie. Co chcą osiągnąć. Jak chcą pomóc temu klubowi. Co robią na tym stadionie. Po prostu nie rozumiem.” (cyt. za: sport.pl).

Legia po meczu wydała oświadczenie, w którym przeprosiła kibiców i zapowiedziała wyciągniecie konsekwencji wobec uczestników zamieszek.

Podsumowanie

Porażka Legii jest wypadkową kondycji polskiego futbolu, stosunkowo niskiego budżetu, mizernego poziomu polskiej ligi i braku doświadczenia w grze o wysoką stawkę. Do tego doszły problemy klubu – chaos organizacyjny, rewolucja kadrowa i błędy trenera. Bardziej przykre, że po raz kolejny okazało się, że polskie kluby przy Lidze Mistrzów są tylko ubogim krewnym. Dumę trzeba schować do kieszeni, bo na boisku mistrz Polski nie pokazał niczego godnego uwagi, nawet walki i zaangażowania zabrakło. Sam Mioduski powiedział, że „różnica poziomów była dramatyczna” (cyt. za: sport.pl). Oliver Kahn, ekspert stacji ZDF stwierdził, że Legia to „grupa ogórków” (cyt. za: sportowefakty.wp.pl), a „Bild” uznał, że dla takich klubów, jak Legia nie ma miejsca w Lidze Mistrzów.

Trener Hasi potwierdził, że nie ma pomysłu, jak poradzić sobie z problemami Legii. Od zremisowanego meczu z Dundalk, który dał Legii historyczny awans do LM nie zmieniło się nic. Red. M. Zachodny (legia.sport.pl) zwrócił uwagę, że „pierwszy mecz w Lidze Mistrzów zaczęło tylko trzech piłkarzy, którzy kończyli sezon mistrzostwem w spotkaniu z Pogonią Szczecin.”. Podkreślił, że niczego dobrego nie można spodziewać się po drużynie „której brakuje lidera, chemii i jednoznacznej myśli taktycznej”. Nic dziwnego, że Sylwester Czereszewski, były piłkarz Legii w wywiadzie dla „Przeglądu Sportowego” nie pozostawiał żadnych wątpliwości i mówił: „Na ławce trenerskiej potrzebna jest zmiana.”. Zresztą Czereszewski nie był odosobniony.

Portal weszlo.com jeden z artykułow dotyczących meczu zatytułował – „Zero. Sześć. Łomot. Kompromitacja. Blamaż. Żenada. Upokorzenie. Wstyd, a grę Legii ocenił dosadnie i boleśnie – „nigdy nie widzieliśmy chyba słabszej drużyny, która tak jawnie odpuściłaby jakąkolwiek walkę. Zero zaangażowania. Zero determinacji. Zero waleczności”.

 

14 września 2016 r., godz. 20:45 – Warszawa, Stadion Legii / Stadion Wojska Polskiego

I kolejka fazy grupowej Ligi Mistrzów 2016/2017, Grupa „F”

Legia Warszawa 0-6 Borussia Dortmund

Bramki: Mario Götze (7 min.), Sokrátis Papastathópoulos (15 min.), Marc Bartra (17 min.), Raphaël Guerreiro (51 min.), Gonzalo Castro (76 min.), Pierre-Emerick Aubameyang (87 min.).

Legia: 1. Arkadiusz Malarz – 19. Bartosz Bereszyński, 4. Jakub Czerwiński, 5. Maciej Dąbrowski, 6. Guilherme – 7. Steeven Langil, 3. Tomasz Jodłowiec, 8. Vadis Odjidja-Ofoe, 75. Thibault Moulin (75 min., 32. Miroslav Radović), 9. Waleri Kazaiszwili (66 min., 77. Michaił Aleksandrow) – 99. Aleksandar Prijović (63 min., 11. Nemanja Nikolić).

Rezerwowi, którzy nie zagrali: 33. Radosław Cierzniak – 15. Michał Kopczyński, 22. Kasper Hamalainen, 28. Łukasz Broź.

Trener: Besnik Hasi (Albania).

Borussia: 38. Roman Bürki – 26. Łukasz Piszczek, 25. Sokrátis Papastathópoulos, 5. Marc Bartra, 29. Marcel Schmelzer – 22. Christian Pulišić, 33. Julian Weigl (79 min., 28. Matthias Ginter), 13. Raphaël Guerreiro, 10. Mario Götze (75 min., 27. Gonzalo Castro), 7. Ousmane Dembélé (75 min., 9. Emre Mor) – 17. Pierre-Emerick Aubameyang.

Rezerwowi, którzy nie zagrali: 1. Roman Weidenfeller – 18. Sebastian Rode, 20. Adrian Ramos, 23. Shinji Kagawa.

Trener: Thomas Tuchel.

żółte kartki: Malarz (19 min.), Guilherme (30 min.), Bereszyński (61 min.) – Götze (74 min.).

sędziowali: Siergiej Karasiow jako sędzia główny, Anton Awerianow i Tichon Kalugin jako sędziowie liniowi, Siergiej Lapoczkin i Siergiej Iwanow jako dodatkowi sędziowie asystenci oraz Igor Demeszko jako sędzia techniczny (wszyscy Rosja),

temperatura: 19C,

widzów: 27 304 (według 90minut.pl i legionisci.com), 28 000 (według Eurosport.onet.pl, sportowefakty.wp.pl).

 

Źródła: własne, 90minut.pl, uefa.com, legionisci.com, sportowefakty.wp.pl, legia.sport.pl, sport.pl, weszlo.com, przegladsportowy.com, transfermarkt.pl. Ekstraklasa jest priorytetem – wywiad red. M. Treli z Miroslavem Radoviciem, „Przegląd Sportowy” z dnia 12 września 2016 r., s. 3. M. Trela, Bolesna wpadka przed Legią, „Przegląd Sportowy” z dnia 12 września 2016 r., s. 10. R. Błoński, Czas tego człowieka się skończył, „Fakt” z dnia 16 września 2016 r., s. 18.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 18
| < Kwiecień 2019 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30          
Tagi