Wpisy z tagiem: Zagłębie Lubin

sobota, 25 marca 2017
Kto by się spodziewał?

Chyba on sam, czyli łotewski napastnik Cracovii – Deniss Rakels nie spodziewał się, że będzie miał za sobą taką rundę życia. Jesienią 2015 r. olśnił piłkarską Polskę i sprawił, że wreszcie można było docenić jego snajperskie umiejętności. A przecież jeszcze niedawno był niemiłosiernie krytykowany za swoją grę.

W krytyce przodował przede wszystkim portal weszlo.com i przyznać trzeba, że po wspaniałej rundzie Rakelsa docenił jego klasę. Wcześniej weszlo.com poddawało pod wątpliwość umiejętności nie tylko strzeleckie, ale w ogóle piłkarskie, tego piłkarza. Wskazywano go jako przykład piłkarza, który otrzymuje wynagrodzenie, na które zupełnie nie zasługuje. Gdy jednak Rakels „złapał nieprawdopodobny gaz”, to mógł liczyć na przychylne publikacje w tym portalu i stwierdzenie, że „gdyby nie Nikolić, mówiłoby się wyłącznie o tym piłkarzu”.

Snajper Legii (a późniejszy niekwestionowany król strzelców ekstraklasy) – Nemanja Nikolić zdobył 21 goli, zaś Rakels 15, ale weszlo.com zwróciło uwagę, że Nikolić zdobył dwa gole z rzutów karnych, zaś Rakels nie podchodzi do „jedenastek”. Dodatkowo, zwrócono uwagę, że w ostatnich dwóch miesiącach Nikolić strzelił 6 goli, zaś Rakels 11. Chwaląc napastnika Cracovii podkreślono, że: „wynik Łotysza robi tym większe wrażenie, bo zazwyczaj jest wystawiany jako fałszywy skrzydłowy, ma zdecydowanie więcej zadań defensywnych niż Nikolić, mimo wszystko gra w drużynie niżej notowanej i z mniejszym potencjałem, niż Legia Nikolicia” (cyt. za: weszlo.com). Zauważono również, że „piętnaście goli w jednej rundzie to wynik bardzo rzadko spotykany, który w sezonach 2010/2011 i 2012/2013 już dałby koronę króla strzelców” (cyt. za: weszlo.com).

Rakels wreszcie zaczął spełniać pokładane w nim nadzieje – głównie te z początku 2011 roku, kiedy to jako król strzelców ligi łotewskiej przechodził do Zagłębia za 350 tysięcy euro [według transfermarkt.pl 400 tys. euro – przyp. blog]. Od tego czasu zdążył zaliczyć kilka żenujących rund, notować pijackie ekscesy czy nawet zebrać oklep od kibiców za tzw. całokształt.” (cyt. za: weszlo.com).

Deniss Rakels trafiał do siatki rywali z każdym z siedmiu ostatnich meczów Ekstraklasy. W XXI wieku nie było w polskiej lidze zawodnika, który miałby dłuższą strzelecką serię od Łotysza! (…) a tylko dwóch piłkarzy w tym stuleciu miało równie długą passę co snajper Cracovii. W rundzie jesiennej sezonu 2003/2004 w siedmiu kolejnych meczach bramki zdobywał Stanko Svitlica, a rok później jego wyczyn powtórzył Tomasz Frankowski. Deniss Rakels strzelał gole w meczach z Lechią Gdańsk, Wisłą Kraków, Podbeskidziem Bielsko-Biała, Piastem Gliwice, Koroną Kielce i Jagiellonią Białystok. (…) Takiej strzeleckiej serii nie mieli natomiast tak uznani snajperzy jak Maciej Żurawski, Paweł Brożek, Robert Lewandowski, czy Artjoms Rudnevs (…) Rakels (…) jest najskuteczniejszym obcokrajowcem w dziejach Pasów. W 70 dotychczasowych występach zdobył dla krakowian 28 bramek, podczas gdy Saidi Ntibazonkiza, który wcześniej nosił to miano, strzelił 16 goli w 83 spotkaniach.” (cyt. za: sport.pl).

Rok 2015 był najlepszym w kadrze Rakelsa. Dla Cracovii zdobył 21 bramek i zaliczył siedem asyst w 43 występach. Dobrą grą w krakowskim klubie wywalczył sobie miejsce w „11” reprezentacji Łotwy – w 2015 roku zagrał w siedmiu meczach drużyny narodowej. Bramki nie zdobył, ale zaliczył jedną asystę.” (cyt. za: sportowefakty.wp.pl). Nic więc dziwnego, żezajął drugie miejsce w organizowanym przez łotewską federację (LFF) plebiscycie na Piłkarza Roku 2015. Napastnik Cracovii przegrał tylko z bramkarzem FC Sion, Andrisem Vaninsem. Rakels był nominowany do tej nagrody po raz pierwszy w karierze. Głosy w plebiscycie oddawało łotewskie środowisko piłkarskie: trenerzy, zawodnicy oraz dziennikarze. Napastnik Cracovii otrzymał 28 głosów, podczas gdy Andris Vanins zebrał ich aż 57.” (cyt. za: sportowefakty.wp.pl).

Piłkarską karierę Rakels zaczynał w rodzinnym mieście w juniorach Jekabpils S.C. W 2008 r., gdy miał 16 lat przeniósł się do Metalurgsa Lipawa. Najpierw występował w drugiej drużynie, ale jesienią 2009 r. został włączony do pierwszej drużyny. Rozegrał 14 ligowych meczów, w których zdobył 9 goli, a z klubem sięgnął po mistrzostwo Łotwy. Kolejny sezony był dla niego jeszcze lepszy indywidualnie, bo w 26 meczach zdobył 18 goli i sięgnął po koronę króla strzelców. To nie mogło ujść uwadze licznych menadżerów obserwujących młodego, zdolnego i skutecznego napastnika. Już w grudniu 2009 r. był na testach w Sampdorii Genua, a w kwietniu 2010 r. w FC Basel. Ostatecznie wiosną 2011 r. zameldował się w Lubinie. Zagłębie zainwestowało w niego 400 tys. euro (według transfermarkt.pl), podpisało z nim 3,5-letni kontrakt i uprzedzając fakty przyznać trzeba, że nie odzyskało nawet niewielkiej części tych pieniędzy. Rakels nie zdobył nawet jednej ligowej bramki dla „miedziowych”! Ale po kolei…

Deniss_Rakels_w_barwach_Zagłębia_Lubin

Deniss Rakels w barwach "Miedziowych".

Źródło: przegladsportowy.pl.

Wiosną 2011 r. Łotysz rozegrał tylko cztery mecze dla Zagłębia. Oczywiście bez gola. W nowym sezonie szybko zdecydowano, że młody piłkarz potrzebuje ogrania w I lidze, dlatego został wypożyczony do GKS Katowice. W sezonie 2011/2012 wystąpił w 20 meczach i zdobył 5 goli. W kolejnym ponownie zdecydowano o wypożyczeniu. Rakels rozegrał więcej meczów (27), ale strzelił też więcej goli (11). Wtedy wrócił do Zagłębia i wiązano z nim całkiem spore nadzieje rozbudzone niezłą skutecznością w Katowicach. Łotysz w wywiadzie dla „Przeglądu Sportowego” przyznał, że początkowo nie był w stanie grać na odpowiednim poziomie, a Lubin był jego pierwszym klubem zagranicznym, dlatego potrzebował czasu. Odżył dopiero na wypożyczeniu w Katowicach. Tymczasem jesienią 2013 r. zagrał tylko w pięciu ligowych meczach i ani razu nie cieszył się ze zdobytej bramki. Poza tym, prowadził (oględnie mówiąc) rozrywkowy tryb życia. Wreszcie na początku 2014 r. w Lubinie powiedziano głośne i konkretne „dość!”. Zagłębie Lubin rozwiązało za porozumieniem stron kontrakt z Rakelsem ze względu na problemy dyscyplinarne. Niecałe dwa tygodnie później Łotysz niespodziewanie podpisał kontrakt z Cracovią. Wiosna nie była udana, bo w ośmiu meczach dla „Pasów” gola nie zdobył. Przełom przyszedł jesienią 2014 r. Rakels wystąpił w 16 meczach, w których zdobył 6 goli i był w Krakowie bardzo komplementowany. Prezes Janusz Filipiak szczerze przyznał: „Nie spodziewałem się, że Rakels potrafi grać aż tak dobrze (cyt. za: „Przegląd Sportowy”).

Natomiast trener Cracovii – Robert Podoliński mówił: „Mam teraz cichą satysfakcję, bo Deniss został w Cracovii dzięki mnie. Ceniłem go wysoko już wtedy, kiedy grał w pierwszej lidze w Katowicach. Dalej ma „diabła w oczach” i czasem taki piłkarz się przydaje.” (cyt. za: „Przegląd Sportowy”). Rakels razem z Przemysławem Kitą mieli walczyć o miejsce w pierwszej drużynie z Dawidem Nowakiem i Dariuszem Zjawińskim, tymczasem Łotysz przebił się do podstawowego składu. Wpadka dopingowa Nowaka, tylko umocniła pozycję Rakelsa.

Co się zmieniło u łotewskiego napastnika, że zaczął strzelać gole? Można powiedzieć, że się „wyszumiał”, zmężniał i wyciągnął wnioski z błędów młodości. Podoliński podkreślał, że Łotysz „bardzo poprawił się pod względem motorycznym. Biega, walczy, wspiera zespół w defensywie” (cyt. za: „Przegląd Sportowy”). Poza tym, Rakels podobno zaczął zostawać po treningach, aby indywidualnie ćwiczyć strzały. Piłkarz natomiast wyjaśniał: „spadło ze mnie ciśnienie. Zacząłem strzelać gole dzięki trenerowi, który mi ufa” (cyt. za: „Przegląd Sportowy”). A sam Podoliński mówił: „to dla Cracovii bezcenny piłkarz (…) jego statystyki byłyby znacznie lepsze, gdybyśmy mieli w zespole środkowego napastnika, bo Deniss jest stworzony do współpracy z nim. Znacznie lepiej się czuje, gdy może zejść w boczne sektory boiska, wygrać pojedynek, a nie gdy gra na środku ataku.” (cyt. za: „Przegląd Sportowy”). Sezon 2014/2015 Łotysz zakończył z dorobkiem 11 goli w 33 meczach. Ostatnim piłkarzem Cracovii, który strzelił w jednym sezonie 10 goli w ekstraklasie był Dariusz Pawluisiński, w sezonie 2009/2010.

Wreszcie nadeszła jesień 2015 r. Rakels wystąpił w 20 meczach i zdobył aż 15 goli czym pobił najlepszy wynik strzelecki piłkarza „Pasów”, odkąd Cracovia wróciła do ekstraklasy. W sezonie 2004/2005 Piotr Bania zdobył 12 goli. Wprawdzie w jednym sezonie (2012/2013) 15 goli zdobył Vladimir Boljević, ale to było w I lidze. Poza tym, Rakels wyrównał wynik dotychczas najskuteczniejszego strzelca Cracovii w ekstraklasie od powrotu do najwyższej klasy rozgrywkowej w 2004 r. – 26 goli, podobnie jak Dariusz Pawlusiński. „Pasy od czasów Ludwika Gintela i Karola Kossoka, którzy w 1928 i 1930 roku sięgali po koronę króla strzelców, nie miały w swoich szeregach wielu skutecznych piłkarzy.” (cyt. za: „Przegląd Sportowy”).

Snajpera komplementował Jacek Zieliński, trener Cracovii, który zastąpił Podolińskiego, mówiąc: „Jest powtarzalny. Ostatnio, kiedy tylko dotknie piłki, to ta wpada do bramki. Od dłuższego czasu jest w wysokiej dyspozycji, a dodatkowo odpowiada mu styl gry prezentowany przez naszą drużynę.” (cyt. za: „Przegląd Sportowy”).

Deniss Rakels w barwach Cracovii

Deniss Rakels w barwach Cracovii.

Źródło: przegladsportowy.pl.

W przerwie zimowej sezonu 2015/2016 stało się jasne, że łotewski napastnik zmieni barwy klubowe. Łotysz miał zapisane w kontrakcie, że może odejść za pół miliona euro i kilka klubów chciało skorzystać z tej klauzuli odstępnego, m.in. Legia, czemu nie zaprzeczał prezes Leśnodorski. Zanim jednak doszło do transferu, Łotysz bez zgody klubu nie pojawił się na treningu „Pasów”, za co został przesunięty do rezerw. Trener Jacek Zieliński powiedział: „Rakels nie leci do Alicante. Będzie trenował z drugą drużyną w Krakowie. A jak kluby dojdą do porozumienia, to pożegna Cracovię.” (cyt. za: 90minut.pl). Kilka dni później poinformowano, że Rakels został nowym piłkarzem angielskiego Reading FC (II poziom rozgrywkowy). Podpisał kontrakt do lata 2018 r. z opcją przedłużenia o rok.

Rakels w rozmowie z „Przeglądem Sportowym” ujawnił, że zainteresowanie jego osobą w przerwie zimowej wykazały następujące kluby – Club Brugge, Legia, jeden z chińskich zespołów, Greuthrt Furth i Reading. „Belgowie nie byli konkretni, a do Legii po prostu nie chciałem odchodzić. Jeśli miałem odejść z Cracovii, to tylko do zagranicznego klubu. Warszawiacy byli rywalami mojego zespołu i wydawało mi się, że kibice by mnie nie zrozumieli. Wybrałem Anglię, bo była dla mnie priorytetem, a w dodatku Reading było konkretne, oferowało mi wyższą pensję niż Greuther, niemal dwukrotnie wyższą od tej otrzymywanej w Polsce, no i spełniło życzenia Cracovii. (…) Nie mogę komentować kwot pojawiających się w mediach, ale słyszałem, że kosztowałem więcej niż pół miliona euro. Bliższa prawdzie jest kwota 650–675 tysięcy.” (cyt. za: przegladsportowy.pl).

Szkoda, że piłkarz, o którym od pięciu lat było wiadomo, że ma „papiery na granie” odpalił dopiero w ostatnim roku. Szkoda, że Rakels odchodzi, bo jest przykładem kolejnego obcokrajowca, który zabłyśnie i zanim potwierdzi swoją klasę, to już odchodzi do klubu zagranicznego. Z reguły takie historie kończą się bolesną i nieudaną przygodą, wystarczy przytoczyć przykład Marco Paixao w Sparcie Praga. Ale może z Rakelsem będzie inaczej?

 

Źródła: własne, 90minut.pl, transfermarkt.pl, weszlo.com, sport.pl, sportowefakty.wp.pl, przegladsportowy.pl, pl.wikipedia.org. G. Wojtowicz, Łotysz jest największym wygranym tej rundy w zespole Roberta Podolińskiego, „Przegląd Sportowy” z dnia 15 grudnia 2014 r., s. 9. WOJT, Rakels w pogoni za Banią, „Przegląd Sportowy” z dnia 25 maja 2015 r., s. 11. KRIS, Rakels idzie na rekord, „Przegląd Sportowy” z dnia 7 grudnia 2015 r., s. 6. MM, Czy Deniss Rakels trafi do historii klubu?, „Przegląd Sportowy” z dnia 14 grudnia 2015 r., s. 9. W Polsce chce minie tylko Legia – wywiad red. A. Bugajskiego z Denissem Rakelsem, „Przegląd Sportowy: z dnia 18 stycznia 2016 r., s. 22-23. Deniss Rakels sezon po sezonie – wykres z „Przeglądu Sportowego”, brak daty wydania. Rakels w Polsce” – zestawienie z „Przeglądu Sportowego”, brak daty wydania.

piątek, 07 lutego 2014
Bramkarz porównany do Misia Yogi, czyli Michal Vaclavik

Michal Vaclavik zasłynął nie tym, że był tylko jednym z dwóch czeskich bramkarzy występujących w polskiej ekstraklasie, a tym, że kilka lat temu został przyrównany przez Macieja Szczęsnego do Misia Yogi. W ten sposób były reprezentant Polski zakpił z jego umiejętności bramkarskich.

Michal_Vaclavik_-_Miś_Yogi

Michal Vaclavik i Miś Yogi.

Źródło: kompilacja własna na podstawie zdjęć pochodzących z bohemians.cz i bajki-dladzieci.eu.

Pierwsze kroki w zawodowym futbolu Michal Vaclavik stawiał w rodzinnej Ostrawie, w drużynie FC Vitkovice. Następnie przeniósł się do drużyny FC Karvina. W tym czasie zagrał w juniorskich reprezentacjach Czech. W 1993 r. zagrał jeden mecz w reprezentacji U-18, a w latach 1996-1997 wystąpił 8 razy w reprezentacji U-21.

Młody_Michal_Vaclavik

Młody Vaclavik.

Źródło: futbol.cz.

Jesienią 1997 r., jako młody i utalentowany bramkarz, przeniósł się do Slavii Praga, gdzie do 2003 r. rozegrał tylko 20 ligowych meczów. Dodatkowo, jeden występ zaliczył w barwach Viktorii Żiżkov, do której został na krótko wypożyczony. Ze Slavią, Michal zdobył dwa Puchary Czech. Następnie grał w trzech klubach: Marila Pribram, Bohemians Praga i 1. FC Brno. Łącznie w czeskiej lidze wystąpił w 145 meczach (według 90minut.pl, natomiast według idnes.cz w 143 meczach).

Następnym przystankiem w jego karierze było Zagłębie Lubin. W sezonie 2006/2007 rozegrał 20 meczów w barwach „miedziowych” a „Przegląd Sportowy” pisał o nim przed rundą wiosenną, że jest wartościowym zmiennikiem Mariusza Liberdy. Zagłębie sięgnęło po mistrzostwo i Superpuchar Polski, a „PS” piał z zachwytu, że Vaclavik to bardzo mocny punkt Mistrza Polski 2007 i jeden z najlepszych piłkarzy ligi. Kto wie, jak dalej potoczyłaby się jego kariera, gdyby nie kontuzja, którą odniósł jesienią tego samego roku. Następnie walczył o miejsce w bramce z Aleksandrem Ptakiem (trzecim bramkarzem był Radosław Janukiewicz). Vaclavik zagrał ostatecznie tylko 9 meczów (wszystkie jesienią). Zagłębie ukończyło sezon dopiero na 5. miejscu, ale zostało ukarane za korupcję, więc jasnym się stało, ze czeski bramkarz nie pozostanie na Dolnym Śląsku. Vaclavik przeszedł do Górnika Zabrze, gdzie został zmiennikiem Sebastiana Nowaka.

Michal_Vaclavik_w_barwach_Górnika_Zabrze

Vaclavik w barwach Górnika Zabrze.

Źródło: tabelepilkarskie.com.

Jesienią 2008 r. bronił na zmianę z Nowakiem i odnowiła mu się kontuzja, a Górnik grał fatalnie i pod wodzę Henryka Kasperczaka sensacyjnie spadł z ekstraklasy. W tym czasie Vaclavik grywał trochę w Młodej Ekstraklasie a w marcu 2009 r. wystąpił w Derbach Górnego Śląska i pewnie nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że Górnik wygrał z Ruchem 2:1, a on strzelił bramkę z karnego!

Maciej Szczęsny wypowiadając się nt. bramkarzy obcokrajowców, występujących w polskiej lidze powiedział o nich: „raczej nie są bramkarze, tylko ludzie, którzy szukają roboty na tej pozycji. Oczywiście wyłączając z tego grona Janka Muchę i Ivana Turinę. Jak porównuję w Górniku Zabrze Sebastiana Nowaka i Michala Vaclavika, to z jednej strony widzę bramkarza, a z drugiej Misia Yogi. Takich przykładów jest więcej (…)” (cyt. za info.wiadomosci.gazeta.pl).

Swoją przygodę z Górnikiem i polską ekstraklasą zakończył 15 stycznia 2010 r. na 40 ligowych występach, gdy za porozumieniem stron rozwiązał kontrakt. Do końca sezonu występował w MSK Breclav, a w sezonie 2010/2011 grał w FC Hlucin. Ostatni raz zainteresowały się nim media w marcu 2011 r., gdy w drugoligowym meczu FC Karvina – FC Hlucin (3:1) w bramkach obu zespołów wystąpili rówieśnicy (rocznik 1976), wówczas 35-letni – Vaclavik i Jakub Kafka. Wszystko wskazuje na to, że sezon 2010/2011 był ostatnim w jego zawodowej karierze.

Michal_Vaclavik_w_barwach_FC_Hlucin

Parada Vaclavika w październiku 2010 r. w meczu FC Zenit Caslav – FC Hlucin 3:2.

Źródło: svoboda.info.

 

Źródła: własne, 90minut.pl, info.wiadomosci.gazeta.pl, fotbal.idnes.cz, svoboda.info, cs.wikipedia.org, pl.wikipedia.org, bohemians.cz, bajki-dladzieci.eu, futbol.cz, tabelepilkarskie.com. Dodatki do „Przeglądu Sportowego” – „Skarb Kibica. Liga Polska. Wiosna 2006/2007” z dnia 2 marca 2007 r., s. 100; „Skarb Kibica. Liga Polska. Jesień 2007/2008” z dnia 27 lipca 2007 r., s. 94; „Skarb Kibica. Liga Polska. Wiosna 2007/2008” z dnia 22 lutego 2008 r., s. 94; „Skarb Kibica. Liga Polska. Jesień 2008/2009” z dnia 25 lipca 2008 r., s. 42; „Skarb Kibica. Liga Polska. Wiosna 2008/2009”, s. 58.

wtorek, 06 grudnia 2011
Zwycięstwo z obowiązku

W rozegranym w środę 23 listopada zaległym meczu 1. kolejki T-Mobile Ekstraklasy Legia Warszawa pewnie pokonała na własnym stadionie KGHM Zagłębie Lubin 3:0 (1:0) po golach Macieja Rybusa, Miroslava Radovica i Danijela Ljuboji. Dzięki temu zwycięstwu Legia zmniejszyła stratę do literującego Śląska Wrocław do dwóch punktów.

Przed sezonem

W minionym sezonie, gdy Zagłębie okupowało ostatnie miejsce w tabeli Jan Urban zastąpił Marka Bajora na ławce trenerskiej „Miedziowych”. Lubinianie grali skutecznie i zakończyli rozgrywki ligowe na 11. miejscu, a co równie ważne grali całkiem przyjemną piłkę. Przedsezonowe ruchy transferowe pozwalały sądzić, że Zagłębie zagra o coś więcej. W klubie udało się zatrzymać przede wszystkim Szymona Pawłowskiego i Mouhamadou Traoré, a dodatkowo Bojana Isailovica i Davida Abwo. Spośród znaczących piłkarzy klub opuścili: Michał Stasiak (AO Xanthi) oraz Dawid Plizga i Grzegorz Bartczak (Jagiellonia Białystok). W ich miejsce sprowadzono solidnych ligowców, którzy (jak się wydawało) poważnie wzmocnią skład Zagłębie. Ze zdegradowanej Polonii Bytom przyszli Błażej Telichowski i Michal Hanek, a z imienniczki z Warszawy Janusz Gancarczyk i Patryk Rachwał. Dodatkowo Zagłębie przeprowadziło dwa transfery gotówkowe płacąc Widzewowi za Darvydasa Sernasa – 400 tys. euro, a GKS Bełchatów za perspektywicznego Macieja Małkowskiego – 300 tys. euro. Do meczu z Legią spośród 11 ligowych goli Sernas zdobył tylko dwa zaś Małkowski żadnego… A przecież w kadrze Zagłębia jest podobno utalentowany Łotysz – Deniss Rakels (kupiony za 400 tys. euro), wypożyczony jesienią do pierwszoligowego GKS Katowice (14 meczy, 4 gole). Talentem błysnął za to zdobywca czterech goli – Arkadiusz Woźniak.

Przed meczem

Mecz z Legią był trzecim na ławce trenerskiej nowego trenera Pavla Hapala, który pod koniec października zastąpił Jana Urbana po wyjazdowej porażce w Bełchatowie. Do tego czasu bilans Urbana to 3 zwycięstwa, 4 remisy, 5 porażek i bilans bramkowy 10-13. Hapal to były piłkarz m.in. Dukli Praga, Sigmy Ołomuniec, Bayeru Leverkusen, CD Tenerife, Sparty Praga i reprezentacji Czech (21 występów). Największym jego sukcesem trenerskim jest mistrzostwo Słowacji z MSK Żiliną i udział w Lidze Mistrzów. W swoim debiucie w Zagłębiu Hapal doznał kompromitującej porażki na Dialog Arenie z liderem ekstraklasy – Śląskiem Wrocław (1:5). Zwycięstwo w następnej kolejce, także przed własną publicznością, z Polonią Warszawa dawało nadzieję na to, że przy Łazienkowskiej Zagłębie powalczy o punkty.

Były trener Zagłębia – Jan Urban podkreślał przed meczem, że szanse Zagłębia na punkty były większe w meczu zaplanowanym na lipiec, gdy liga była jeszcze wielką niewiadomą, a Legia i Zagłębie znajdowały się w innych miejscach niż teraz. Wystarczy zresztą porównać pierwsze jedenastki, które były przewidziane do gry w lipcu z wyjściowymi składami przed listopadowym meczem. Legia dodatkowo była osłabiona po zatruciu kilku piłkarzy oraz zmęczona i skoncentrowana na meczach z Gaziantepsporem, dlatego w wyjściowej jedenastce przed ligową inauguracją i w meczu rozegranym w listopadzie zaszło aż osiem zmian. Jedynie Jakub Wawrzynik, Miroslav Radović i Danijel Ljuboja ponownie byli przewidziani do pierwszej jedenastki. W przypadku Zagłębia nastąpiło sześć zmian, a miejsce w pierwszym składzie utrzymali: Costa Nhamoinescu, Sergio Reina, Janusz Gancarczyk, Łukasz Hanzel i Darvydas Sernas.

W poprzedniej kolejce na meczu Legia – Lechia na trybunach pojawił się były trener Lechii – Tomasz Kafarski a Lechia przegrała 0:3. Podczas meczu Legii z Zagłębiem na trybunach pojawił się były trener „Miedziowych” – Jan Urban a że historia lubi się powtarzać, to Zagłębie przegrało 0:3.

Pierwsza połowa – Zagłębie nie składa broni

Od pierwszego gwizdka sędziego goście wcale nie grali defensywnie. Już w 4 min. z dwudziestu metrów uderzył Costa Nhamoinesu, a Dušan Kuciak jedynie wypiąstkował piłkę przed siebie. Główkujący Łukasz Hanzel był na pozycji spalonej. Trezy minuty później Wodniak wykorzystał krycie „na radar” i zdecydował się na strzał zza pola karnego, który pewnie złapał Kuciak. „W 14. minucie błąd popełnił Jakub Wawrzyniak, który przepuścił piłkę do Janusza Gancarczyka, a ten mocno uderzył na bramkę, ale Kuciak odbił futbolówkę na rzut rożny.” (za 90minut.pl).

W 16 min. Ljuboja odegrał spod linii bocznej do Radovica, który na dwudziestym piątym metrze rozciągnął grę podając do Rafała Wolskiego. Młody napastnik uderzył z siedemnastu metrów (Bartosz Rymaniak spóźnił się z kryciem i zablokowaniem strzału) a Aleksander Ptak z trudem odbił piłkę. W 19 min. Legia objęła prowadzenie, gdy piękną akcję rozegrali Wolski, Rybus i Ljuboja. Wolski podał do Rybusa, który z pierwszej piłki zagrał do Ljuboji. Serb oddał piłkę piętką (!) do Rybusa, który z siedmiu metrów, mimo ostrego wejścia Telichowskiego, oddał skuteczny strzał na bramkę „miedziowych”.

2011.11.23_Legia_-_Zagłębie_Lubin_1

Radość Legionistów po zdobyciu pierwszej bramki.

Legioniści po strzeleniu gola wcale nie kwapili się do kolejnych ataków traktując ten mecz jako przerywnik przed spotkaniem w Kielcach, dlatego na boisku trwała walka, ale jakby na stendbaju. W 40 min. znowu groźnie zaatakowało Zaglębie. Costa ograł przy bocznej linii dwóch obrońców Legii i wrzucił piłkę na jedenasty metr, skąd Adrian Rakowski uderzył głową wprost w ręce Kuciaka. Z kryciem spóźnił się Wawrzyniak. Po czterech minutach Zagłębie znowu groźnie zaatakowało. Hanzel ograł przed polem karnym Ivicę Vrdoljaka i Inakiego Astiza, a następnie strzelił z szesnastu metrów, ale zbyt lekko, aby zaskoczyć Kuciaka.

Legia prowadziła po pierwszej połowie, ale to goście zasłużyli na pochwały za odwagę i otwartą grę. Zagłębie potwierdziło, że mimo słabych wyników i niskiego miejsca w tabeli ma potencjał i pomysł na grę. Potwierdziło, że chce atakować, a nie tylko się bronić i rzeczywiście przyjechało do Warszawy po punkty, a nie z założeniem, żeby nie przegrać.

Druga połowa – Zagłębie odpuściło

Drugą połowę Zagłębie rozpoczęło od prób ataków na bramkę Legii, ale niewiele z nich wynikało. Legia natomiast w 55 min. powinna podwyższyć prowadzenie. Rybus i Ljuboja rozegrali akcję podobnie jak w sytuacji, po której padł gol tyle, że dwadzieścia metrów wcześniej. „Ryba” podał do Ljuboji, który odegrał piłkę piętką i choć odbiła się od obrońcy gości, to trafiła do Rybusa. Młody legionista uderzył z piętnastu metrów, a piłka odbiła się od kolejnego z piłkarzy gości tak, że zamykający akcję Radović nie trafił do pustej bramki. Po pięciu minutach lider gospodarzy zrehabilitował się za niewykorzystaną akcję strzelając swoją szóstą bramkę w ekstraklasie w tym sezonie. Legia wyprowadziła błyskawiczny kontratak spod własnej bramki. Vrdoljak podał do Rybusa, który zagrał do Radovica niczym Wolski do Kucharczyka w meczu z Rapidem. Serb mając obok siebie Sergio Reinę uderzył zewnętrzną częścią prawej stopy i podwyższył prowadzenie. Od tego momentu grała już tylko Legia konstruując groźne akcje pod bramką Ptaka.

2011.11.23_Legia_-_Zagłębie_Lubin_2

2011.11.23_Legia_-_Zagłębie_Lubin_3

67 min. - za Miroslava Radovica wchodzi na boisko Michał Kucharczyk.

W 75. minucie Legia prowadziła już 3:0. Wolski będąc przed polem karnym zagrał do wbiegającego Rybusa, który podał na długi słupek do zamykającego akcję Ljuboji. Serb zdobył gola, choć jak wykazały powtórki był na minimalnym spalonym. Telichowski nie przeciął podania Rybusa, zaś Rymaniak nie pokrył Ljuboji. W ten sposób Rybus zrewanżował się za asystę Serba przy pierwszej bramce. „Ljubo” strzelił swojego siódmego ligowego gola (pierwszego od 16 października), zaś „Ryba” uzyskał ósmą asystę, co powoduje, że pod tym względem jest najlepszy w lidze.

2011.11.23_Legia_-_Zagłębie_Lubin_4

Borysiuk wybija piłkę po rzucie rożnym.

W 81. minucie Kosecki przejął piłkę w pole karnym gości i walcząc w polu karnym z czterema obrońcami uderzył z siedmiu metrów groźnie, ale obok słupka bramki strzeżonej przez Ptaka. „Po chwili (…) mógł podwyższyć Michał Kucharczyk, ale jego strzał zdołał obronić bramkarz Zagłębia. W 89. minucie Ptak pewnie interweniował po uderzeniu z dystansu Ariela Borysiuka.” (za 90minut.pl).

2011.11.23_Legia_-_Zagłębie_Lubin_5

Janusz Gancarczyk (przy piłce) atakowany przez Jakuba Wawrzyniaka.

Opinie, statystyki…

Mecz z Zagłębiem był 14. meczem ligowym, a piątym, w którym Legia zdobyła trzy bramki (wcześniej z Cracovią, Górnikiem, ŁKS i Lechią). W całym sezonie Legia rozegrała 24. mecze, a w 10 zdobyła minimum trzy bramki – oprócz meczy ligowych, Legia tak często zdobywała gole w meczach z Rozwojem II Katowice i Widzewem (w Pucharze Polski) oraz ze Spartakiem, Hapoelem i Rapidem (w Lidze Europy).

Co do Zagłębie to zaprezentowało się całkiem przyzwoicie, na pewno dużo lepiej niż Lechia, która gościła w Warszawie ledwie kilka dni wcześniej. Lubinianie w przeciwieństwie do Lechici zagrali odważniej, ale i tak stracili trzy bramki, które przybliżyły ich do ostatniego miejsca w tabeli.

…i niedoszły rekord Kuciaka

W meczu z Zagłębiem, swój rekord w liczbie minut bez straty gola, śrubował Duszan Kuciak. Po meczu z „Miedziowymi” miał 735 min. bez straty gola. W kolejnym ligowym meczu (z Koroną Kielce, 26 listopada) Kuciak został pokonany w 24. minucie przez Macieja Korzyma. Licznik Kuciaka zatrzymał się na 759 minutach, co oznaczało, że słowacki bramkarz nie pobił klubowego rekordu należącego do Władysława Grotyńskiego 762 minuty (w sezonie 1970/71). Zabrakło naprawdę niewiele… tylko trzech minut. W klasyfikacji wszechczasów polskiej ligi Kuciak zajmuje czwarte miejsce za wspomnianym już Grotyńskim oraz Piotrem Czają (GKS Katowice/Ruch Chorzów) - 1005 minut (sezon 1969/70) i Kazimierzem Sidorczukiem (Lech Poznań) - 834 (1992/93). W pierwszej „dziesiątce” znajduje się jeszcze dwóch bramkarzy Legii. Na 9. miejscu jest  Grzegorz Szamotulski - 638 (1998/99), zaś na 10. Jan Mucha (Legia) - 634 (koniec 2006/07 i początek 2007/08).

Poprzedniego gola Kuciak stracił w meczu z Polonią Warszawa (18 września). Od tamtej pory Słowak zachowywał czyste konto w spotkaniach z GKS-em Bełchatów, Wisłą Kraków, Ruchem Chorzów, Widzewem Łódź, Lechem Poznań, Jagiellonią Białystok, Lechią Gdańsk i Zagłębiem Lubin.


23 listopada 2011 r., godz. 18:30 – Warszawa (Stadion Wojska Polskiego / Pepsi Arena)

Zaległy mecz 1. kolejki T-Mobile Ekstraklasy 2011/2012


Legia Warszawa 3-0 Zagłębie Lubin


Bramki: Maciej Rybus (19 min.), Miroslav Radović (60 min.) i Danijel Ljuboja (75 min.)

Legia: 12. Dušan Kuciak – 2. Artur Jędrzejczyk, 6. Michał Żewłakow, 15. Iñaki Astiz, 14. Jakub Wawrzyniak – 31. Maciej Rybus, 21. Ivica Vrdoljak (76 min., 5. Janusz Gol), 16. Ariel Borysiuk, 27. Rafał Wolski (79 min., 20. Jakub Kosecki), 32. Miroslav Radović (67 min., 18. Michał Kucharczyk) – 28. Danijel Ljuboja.

Trener: Maciej Skorża.

Zagłębie: 30. Aleksander Ptak – 21. Bartosz Rymaniak, 3. Csaba Horváth, 13. Sergio Reina (78 min., 19. Maciej Małkowski), 6. Błażej Telichowski – 18. Janusz Gancarczyk, 17. Adrian Rakowski (61 min., 88. Kamil Wilczek), 25. Łukasz Hanzel, 11. Arkadiusz Woźniak, 2. Costa Nhamoinesu – 9. Darvydas Šernas (64 min., 99. Mouhamadou Traoré).

Trener: Pavel Hapal (Czechy).

żółta kartka: Woźniak (28 min.).

sędziował: Daniel Stefański (Bydgoszcz).

widzów: 14.654.


Źródła i dane statystyczne: własne, 90minut.pl, „Legia Warszawa” nr 01/2011, s. 4. „Legia Warszawa” nr 07/2011, s. 8-9. „Liga Polska. Część 1. Ekstraklasa. Jesień 2011/12. Skarb Kibica” – dodatek do „Przeglądu Sportowego z dnia 29 lipca 2011 r., s. 136-143. Dodatek „Tylko Piłka” przed 9. kolejką T-Mobile Ekstraklasy 2011/2012, s. 64-65.

wtorek, 02 sierpnia 2011
Piłki wodnej nie było

Zaplanowany na niedzielę, 31 lipca 2011 r. mecz I kolejki T-Mobile Ekstraklasy pomiędzy Legią Warszawa a Zagłębiem Lubin nie odbył się z powodu obfitych opadów deszczu.

31.07.2011_Legia_-_Zagłębie_Lubin_0

Mecz został zaplanowany na godz. 17:00, a po godz. 15 w Warszawie zaczęło padać. Na Pepsi Arenie zjawiło się ok. 15 tys. widzów, którzy też musieli wykazać się nie lada umiejętnościami starając się dotrzeć na stadion tak, żeby nie zmoczyć nóg po kostki. Wejście na trybunę wschodnią od strony ul. Łazienkowskiej (wejście „B”) stało w jednej wielkiej kałuży wody, co widać na poniższym zdjęciu. Nie może więc dziwić, że poirytowani kibice komentowali zaistniałą sytuację słowami wielokrotnie powtarzanymi przez władze Legii: „Nowy stadion – nowa jakość”.

31.07.2011_Legia_-_Zagłębie_Lubin_1

Deszcz padał, padał i padał, ale wydawało się, że mecz jednak odbędzie się. Nawet spiker powiedział, że wprawdzie aura nie sprzyja, ale wszystko powinno przebiegać zgodnie z planem, bo przy Łazienkowskiej jest jedna z najlepszych muraw w Polsce, a swoją drogą ciekawe ile w tym prawdy… Piłkarze przeprowadzili rozgrzewkę, spiker podał składy obu zespołów, a Jan Urban, jak zwykle przy Łazienkowskiej, został przywitany oklaskami. Na kilka minut przed rozpoczęciem meczu w obliżu środka boiska zgromadzili się: sędzia, delegat PZPN i obserwator, co mogło sugerować dyskusję nad zasadnością rozpoczęcia meczu.

31.07.2011_Legia_-_Zagłębie_Lubin_2

O godz. 16:55 spiker ogłosił, że decyzja w sprawie rozegrania meczu zostanie podjęta za ok. 20 min., czyli o 17:15. Po niespełna 10 minutach poinformował, że ostateczna decyzja zostanie podjęta o godz. 17:30. Serwis sport.pl poinformował, że „Specjalista od murawy twierdził, że jeśli przestanie padać albo deszcz będzie mniej intensywny, murawa przyjmie wodę i mecz się zacznie.”. Padać jednak nie przestało, a o godz. 17:30 na boisku pojawili się piłkarze Legii, którzy wyszli podziękować swoim fanom za doping. Nie wszyscy byli ubrani w meczowe stroje, co wyraźnie wskazywało jaka decyzja zostanie podjęta.

31.07.2011_Legia_-_Zagłębie_Lubin_3

W tym czasie na boisku pojawił się sędzia Daniel Stefański, delegat PZPN Robert Kozioł, obserwator i kamerzysta jednej ze stacji TV. Sędzia kilkukrotnie kopnął piłę, ale piłka nie chciała się toczyć, stawała w wodzie.

31.07.2011_Legia_-_Zagłębie_Lubin_4

W tym czasie kibice zgromadzeni na trybunie północnej, świadomi decyzji, jaka zostanie podjęta, skandowali: „K…. mać! Można grać”. Delegat PZPN powiedział natomiast: „To była trudna, ale jednoznaczna decyzja. Nie mogliśmy poddać się presji kibiców.”. Poza tym dodał, że decyzja była konsultowana z piłkarzami obydwu drużyn, którzy przychylili się do niej. (za: legia.com).

A wracając jeszcze do murawy, to wczoraj rzecznik prasowy Legii, Michał Kocięba powiedział: „Drenaż boiska nie był w stanie przyjąć jednorazowo tak dużej ilości wody. Od kiedy deszcz przestał padać, płyta stopniowo sama się osusza i nie wymaga dodatkowych prac. Oczywiście boisko jest nasiąknięte wodą, ale mecz mógłby się odbyć w każdej chwili.”. O jakiej ilości wody mówimy? Polskie Radio podało wczoraj, że w niedzielę w Warszawie spadło 75 litrów wody na m2. „Takiej ulewy w stolicy jeszcze nie było: w 1991 roku w Warszawie spadło na metr kwadratowy „zaledwie” 54 litry wody”.

31.07.2011_Legia_-_Zagłębie_Lubin_5

Rozegranie meczu w takich warunkach nie miałoby sensu z trzech podstawowych powodów. Po pierwsze, wynik spotkania byłby wypaczony. Na pomeczowej konferencji trener Legii, Maciej Skorża, podkreślał, że grą rządziłby przypadek. Jakub Wawrzyniak dodał dla serwisu legia.com: „(…) taktyka obu zespołów ograniczyłaby się do typowego "kopania piłki do przodu". To nie o to chodzi w futbolu.”. Po drugie, kibice nie zobaczyliby dobrego widowiska, choć co poniektórzy mieliby frajdę widząc piłkarzy ślizgających się i próbujących utrzymać równowagę. Po trzecie, piłkarze byliby narażeni na duże ryzyko kontuzji, ponieważ na mokrej nawierzchni gra się przede wszystkim wślizgiem, co podkreślał trener gości, Jan Urban.

Sędzia Stefański uzasadnił decyzję w trzech zdaniach: „Najważniejsze jest zdrowie zawodników, rozpoczęcie meczu wiązałoby się z dużym ryzykiem. Decyzja o przełożeniu była jednogłośna. Czekaliśmy, ile się dało, chcieliśmy grać, ale nie było takiej opcji.” (za: sport.pl).

Spotkanie, zgodnie z obowiązującymi przepisami powinno odbyć się dzisiaj o godz. 12:00. Z uwagi jednak na kibiców i transmisje telewizyjne. Tak się nie stało. Poza tym Legia miałaby przed sobą morderczy tydzień z trzema meczami – w poniedziałek Zagłębie, w czwartek Gaziantepspor i w niedzielę Cracovia na wyjeździe. Zrozumienie dla terminarza Legii zwłaszcza w kontekście meczu w eliminacjach Ligi Europy wykazało Zagłębie. Patryk Rachwał powiedział: „Wydaje mi się, że zgodnie z przepisami, spotkanie mogłoby się odbyć jutro, ale przed Legią ważne spotkanie w Lidze Europejskiej. Warszawianie muszą się do niego odpowiednio przygotować, aby awansować do kolejnej rundy, więc potyczka powinna zostać rozegrana w innym terminie.” A Jan Urban dodał: „(…) nie mogliśmy ryzykować kontuzji i zniszczenia murawy przed arcyważnym spotkaniem Legii w Lidze Europejskiej” (za legia.com).

31.07.2011_Legia_-_Zagłębie_Lubin_6

Na rozgrzewce woda już stała na boisku...

31.07.2011_Legia_-_Zagłębie_Lubin_7

...a po 40 min. wody stało jeszcze więcej.

Patrząc na skład Legii zastanawiający był brak (nawet na ławce rezerwowych) Michała Żewłakowa, Inakiego Astiza i Michała Kucharczyka. Sport.pl podał, że „dwaj pierwsi zatruli się w dniu meczu, a młody skrzydłowy ma lekki uraz i trener nie chciał ryzykować poważniejszego urazu”. Na ławce trochę niespodziewanie usiedli natomiast Ariel Borysiuk i Maciej Rybus. Pierwszy jest chyba myślami przy transferze zagranicznym (wcześniej Udinese, teraz Torino), natomiast drugi prawie tradycyjnie nie ma formy.

Dodać trzeba, że w dotychczasowej historii pojedynków (ligowych i pucharowych) Legii rozegranych zostało 50 spotkań. Legia wygrała 23 razy, Zagłębie wygrało 9 razy, zaś w 18 meczach padł remis. Bilans bramkowy jest korzystny dla Legii (63:38). Cztery z tych spotkań zostały rozegrane w I kolejce ligowej i wszystkie odbyły się w Warszawie w sezonach: 1993/1994 (2:2), 1995/1996 (1:0), 2000/2001 (1:0) i 2009/2010 (4:0). Ten ostatni mecz był ostatnim zwycięskim dla Legii, bo później osiągnęła następujące wyniki: 0:0, 1:2 i 2:2. Żaden nie był jednak rozgrywany w nowym terminie po odwołaniu. Poprzedni odwołany mecz przy Łazienkowskiej miał odbyć się w sezonie 1998/99. Wówczas spotkanie pomiędzy Legią a Pogonią Szczecin zaplanowano na sobotę, 22 maja na godzinę 19. Podobnie jak w minioną niedzielę ulewa uniemożliwiła rozegranie meczu. Następnego dnia o godz. 12:00 spotkanie odbyło się, a Legia wygrała 2:0 po dwóch bramkach Marcina Mięciela.

Mecz zostanie rozegrany w najbliższym możliwym terminie. W przypadku awansu Legii do rozgrywek grupowych Ligi Europy mecz zostanie rozegrany w 22 lub 23 listopada. W przeciwnym wypadku spotkanie odbędzie się w środę 14 września.


31 lipca 2011, 17:00 - Warszawa (Pepsi Arena / Stadion Wojska Polskiego)

Legia Warszawa - Zagłębie Lubin (mecz odwołany z powodu deszczu)

Legia: 84. Wojciech Skaba – 25. Jakub Rzeźniczak, 4. Dickson Choto, 17. Marcin Komorowski, 14. Jakub Wawrzyniak – 32. Miroslav Radović, 5. Janusz Gol, 21. Ivica Vrdoljak, 9. Manu – 7. Michal Hubek, 28. Danijel Ljuboja.

Zagłębie: 50. Bojan Isailović - 2. Costa Nhamoinesu, 27. Michał Hanek, 13. Sergio Reina, 18. Janusz Gancarczyk – 20. David Abwo, 25. Łukasz Hanzel, 14. Damian Dąbrowski, 19. Maciej Małkowski – 9. Darvydas Sernas, 23. Szymon Pawłowski.

sędzia: Daniel Stefański (Bydgoszcz).

widzów: ok. 15 tys.

Dane statystyczne i cytaty na podstawie serwisów: 90minut.pl, sport.pl, legia.com, legioniści.com, polskieradio.pl.

wtorek, 17 maja 2011
Wietrzny remis

W meczu 21. kolejki piłkarskiej ekstraklasy, w zimną i wietrzną sobotę 9 kwietnia 2011 r. warszawska Legia zremisowała z Zagłębiem Lubin 2:2 (1:1) strzelając wyrównującą bramkę w doliczonym czasie gry.

Legia przystępowała do meczu po fatalnej serii trzech ligowych porażek, w tym dwóch na własnym boisku. Bilans Legii w dotychczasowych 21 ligowych meczach z Zagłębiem Lubin wyglądał nadzwyczaj korzystnie – 12 zwycięstw, 8 remisów i tylko jedna porażka (1:2) w sezonie 2006/2007, gdy lublinianie sięgnęli po Mistrzostwo Polski. Bilans bramkowy w tych meczach to 32:11. Oprócz statystyki za gospodarzami przemawiała pewność siebie, motywacja i mimo wszystko umiejętności, bo w meczu z Ruchem, Legia naprawdę nie grała źle... ale tylko do 44 minuty. Poza tym goście przystąpili osłabienie brakiem – Szymona Pawłowskiego, Dawida Plizgi, Costy Nhamoinescu i Mateusza Bartczaka. Nic więc dziwnego, że remis został potraktowany jak porażka.

Przed meczem w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej" Jan Urban, trener Zagłębia, a jeszcze w zeszłym sezonie Legii powiedział, że Legia „może wygrać z każdym zespołem, ale tak samo z każdym może przegrać. Grając z nimi wszystko jest możliwe". I mecz rzeczywiście to potwierdził. Legia urasta do miana najbardziej nieprzewidywalnej drużyny polskiej ligi.

Michał Kołodziejczyk w artykule „Legia cierpliwa jest, łaskawa jest, nie szuka poklasku" napisał o tym meczu w „Rzeczpospolitej" – Legia zremisowała z Zagłębiem Lubin 2:2 po bardzo dziwnym meczu. Niby zasługiwała na zwycięstwo, bo niemal przez 90 minut przeważała (...)".

Natomiast „Gazeta" pisała: „W czwartym z kolei meczu Legia atakowała, ale - tak jak z Bełchatowem, ze Śląskiem i z Ruchem - nie umiała wygrać. W trzech poprzednich meczach nie potrafiła się podnieść po golach, które strzelali jej rywale. W sobotę potrafiła.
I to dwa razy. Tyle że wygraną powinna zapewnić sobie wcześniej.".

Przed_meczem_Legia_-_Zagłębie_Lubin

Przed meczem w głowach Legionisów mogło brzmieć tylko jedno - "Tylko zwycięstwo". 

Gospodarze rozpoczęli od groźnej akcji. Już w 2 min. Jakub Rzeźniczak dośrodkował w pole karne, a Bojan Isailović, bramkarz Zagłębia i reprezentacji Serbii musiał wykazać się nie lada refleksem, aby uprzedzić napastników warszawskiego klubu. W szczególności Michała Kucharczyka, który rozegrał dobry mecz, wykazując dużo zaangażowania i waleczności.

W odpowiedzi Zagłębie przeprowadziło w 7 minucie akcję, która jak się później okazało była pierwszym i ostatnim ostrzeżeniem. Strzał z dystansu Mouhamadou Traoré centymetry minął słupek bramki gospodarzy. W 14 minucie przed polem karnym gospodarzy Traoré podał do Marka Hanzela a ten odegrał do Davida Abwo, przy którym kryciem „na radar" popisał się Jakub Wawrzyniak. Abwo zdecydował się na strzał z około dwudziestu metrów. Wprawdzie strzał był mierzony, ale Wojciech Skaba (który to już raz w tym sezonie?) za późno zareagował i rzucił się jakby od niechcenia. W efekcie Legia przegrywała 0:1. Przez kolejne 73 minuty (!!!) mecz przebiegał pod dyktando Legii, która atakowała z animuszem co raz stwarzając zagrożenie pod bramką Isailovicia.

Kibice_Zagłębia_LubinKibice Zagłębia przebyli ponad 400 km, żeby wspierać swój klub.  

W 21 min. Ivica Vrdoljak stracił, a następnie odzyskał piłkę od Damiana Dąbrowskiego i mimo asysty kolejnego obrońcy gości oddał silny strzał pod poprzeczkę, ale Isailović wybił piłkę poza boisko. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego i strąceniu piłki przez obrońców „Miedziowych" Takesure Chinyama strzelił z sześciu metrów, w stojącego tuż przed nim Michała Stasiaka. W odpowiedzi Traoré wpadł w pole karne, ale mając przy sobie Dicksona Choto przewrócił się. O faulu nie mogło być mowy. Zresztą napastnik gości nawet nie protestował.

W 37 min. po dośrodkowaniu Miroslava Radovica z rzutu rożnego, Kucharczyk z metra strzelił w słupek, a Isailović instynktownie odbił piłkę, która mogła wpaść do bramki. Siedem minut póxniej Kucharczyk ambitnie powalczył o piłkę i odzyskał ją od Abwo, a gdy tylko Bartosz Rymaniak lekko go dotknął, to napastnik gospodarzy padł, jak rażony piorunem. Wprawdzie sędzia Hubert Siejewicz widział dokładnie akcję, bo stał dosłownie kilka metrów od obu piłkarzy to podyktował rzut karny. Jak pokazały telewizyjne powtórki arbiter popełnił błąd.

Do piłki ustawionej na jedenastym metrze podszedł kapitan gospodarzy – Vrdoljak i podobnie jak w meczach z Zagłębiem (na jesieni), Koroną, Arką i Bełchatowem strzelił w lewy dolny róg bramki. Isailović rzucił się w przeciwną stronę, a Vrdoljak cieszył się z piątej ligowej bramki w tym sezonie. Cztery z tych bramek padły z rzutów karnych. Spudłował z Bełchatowem, a do tego dorobku dołożył jeszcze bramkę strzeloną głową w Łodzi w jesiennym meczu z Widzewem.

Przed_meczem_Legia_-_Zagłębie_Lubin

Za chwilę Ivica Vrdoljak zamieni rzut karny na gola.

 

Legioniści_wracają_na_własną_połowę 

Legioniści wracają na własną połowę boiska po bramce Vrdoljaka. 

W drugiej połowie znowu przeważała Legia, ale zamiast strzelać gospodarze przeprowadzali koronkowe akcje sprawiając wrażenia jakby chcieli wejść z piłką do bramki. O tym, że czasami nie warto się zastanawiać, tylko lepiej strzelać gospodarze przekonali się w 87. minucie. Już po 10 sekundach od gwizdka oznaczającego rozpoczęcie drugiej połowy, Maciej Rybus dynamicznie wpadł w pole karne. Podał wzdłuż bramki gości, ale żaden z „Legionistów" nie zamknął akcji. W 53 min

W 53 minucie Kucharczyk ograł w polu karnym Rymaniaka i Dąbrowskiego, a po jego silnym uderzeniu z około dziesięciu metrów, Isailović odbił piłkę. Dopadł do niej Takesure Chinyama, który z linii pięciu metrów trafił prosto w bramkarza stojącego przed nim jakieś dwa metry. Nie ma wątpliwości, że „Tejksiu" (jak mówił na tego piłkarza Urban) najlepszy okres swojej kariery zaliczył, gdy trenerem gospodarzy był właśnie Urban. Wtedy Legia nie potrafiła stworzyć w meczu nawet jednej akcji, a i tak wygrywała. Czar dawnych wspomnień dawno prysł a Chinyama ostatnią bramkę dla Legii zdobył we wrześniu 2009 r. (!). Od tamtej pory jego gra, co najwyżej irytuje, ale przyznać trzeba, że wyjątkowo nękały go kontuzje. Skorża przypomina tonącego, który chwyta się brzytwy i tylko dlatego bezsensownie trzyma „Cziniego" na boisku, a jego goli, jak nie było, tak nie ma. Nie może, więc dziwić, że już w 57 min. za napastnika z Zimbabwe wszedł Michal Hubnik.

Czech też nie zachwycił i w 64 minucie po zgraniu piłki głową przez Kucharczyka, gdy znalazł się przed Isailovicem – fatalnie spudłował. Właściwie to nie wiadomo co chciał zrobić – strzelać? lobować bramarza? Inna sprawa, że znajdował się na spalonym, którego nie zauważył sędzia Siejewicz. W tej samej minucie na boisku pojawił się Felix Ogbuke, którym Skorża zachwycił się podczas pobytu na Cyprze. Trener zapowiadał, że Nigeryjczyk ożywi grę w ataku Legii i rzeczywiście ożywił... kibiców, którzy nie szczędzili mu słów krytyki widząc, jak sprawiał wrażenie kogoś, kto miałby połamać sobie nogi o piłkę. Skorża cały czas powtarza, że z piłkarzy sprowadzonych latem widział tylko Vrdoljaka, odsuwając w ten sposób odpowiedzialność za nieudaną politykę transferową. Tymczasem wypożyczenie Ogbuke z Apollonu Limassol obciąża wyłącznie jego konto.

W międzyczasie po podaniu Abwo do Hanzela ten drugi strzelił z narożnika pola karnego wprost w ręce Skaby. Legioniści też próbowali strzałów z daleka i uderzenie Kucharczyka z ok.30 metrówsprawiła sporo kłopotów Isailovicowi.

Legia_rozgrywa_atak_pozycyjny

Legia rozgrywa atak pozycyjny. 

Gdy do końca meczu pozostawały 3 minuty, a gol dla Legii wydawał się tylko kwestią czasu, to „Miedziowi" zaliczyli trafienie. Stasiak odegrał do Traore, a ten do Wilczka, który strzelał na dwa razy, a piłka po odbiciu się od leżącego Inakiego Astiza przelobowała Skabę. Legia rzuciła się do ataku i po rozegraniu rzutu wolnego wprowadzony w drugiej połowie Alejandro Cabral dośrodkował w pole karne, gdzie znalazł się Michal Hubnik i strzałem głową doprowadził do wyrównania.

Legia zremisowała mecz, który (biorąc pod uwagę przewagę) powinna wygrać, ale tak gra w tym sezonie warszawska drużyna, która o mały włos, nie przegrała tego meczu.

 

9 kwietnia 2011, 18:15 - Warszawa (Stadion Wojska Polskiego)

Legia Warszawa 2-2 Zagłębie Lubin

Bramki: Ivica Vrdoljak (45 min. – karny), Michal Hubník (90 min.) - David Abwo (14 min.), Kamil Wilczek* (87 min.).

Legia: 84. Wojciech Skaba - 25. Jakub Rzeźniczak, 15. Iñaki Astiz, 4. Dickson Choto, 14. Jakub Wawrzyniak - 18. Michał Kucharczyk, 21. Ivica Vrdoljak, 16. Ariel Borysiuk (79 min., 27. Alejandro Cabral), 32. Miroslav Radović, 31. Maciej Rybus (64 min., 77. Felix Ogbuke) - 82. Takesure Chinyama (57 min., 7. Michal Hubník).

Zagłębie: 50. Bojan Isailović - 21. Bartosz Rymaniak, 4. Michał Stasiak, 3. Csaba Horváth, 15. Przemysław Kocot - 20. David Abwo, 25. Łukasz Hanzel, 14. Damian Dąbrowski, 88. Kamil Wilczek (88 min., 11. Arkadiusz Woźniak), 22. Amer Osmanagić (68 min., 90. Patryk Bryła) - 99. Mouhamadou Traoré (90 min., 85. Martins Ekwueme).

żółta kartka: Rymaniak (42 min.).

sędziował: Hubert Siejewicz (Białystok).

widzów: 16 327.

Dane statystyczne na podstawie serwisów: 90minut.pl, sport.pl, legia.com, ekstraklasa.tv, a także „Rzeczpospolitej".

* serwis 90minut.pl uznał, że druga bramka to samobójcze trafienie Iñakiego Astiz, jednak w serwisach ekstraklasa.tv i gazeta.pl uznano, że gola zdobył Kamil Wilczek.  

sobota, 12 grudnia 2009
Za wysokie progi

W czwartkowym meczu 1/8 finału Pucharu Polski piłkarzy ręcznych AZS AWF Warszawa został rozgromiony we własnej hali przez Zagłębie Lubin 43:21 (22:13).

Spotkanie było typowym meczem bez historii, w którym gospodarze nie postawili trudnych warunków rywalowi, bo po prostu nie mogli. Zagłębie było zdecydowanie lepsze od akademików w każdym elemencie gry, a pierwsze minuty meczu wyraźnie wskazywały, że dojdzie do pogromu. Akademicy walczyli ambitnie, ale w meczu z czołowym klubem ekstraklasy to zdecydowanie za mało. Zabrakło bowiem wszystkiego pozostałego, czyli umiejętności i doświadczenia.

AZS AWF Warszawa - Zagłębie Lubin

Warto jeszcze zwrócić uwagę na fakt, że w stolicy (nie licząc sparingowego meczu reprezentacji Polski ze Słowacją w 2008 r.) dawno już nie było meczu z udziałem zespołu grającego w ekstraklasie. Nie bez znaczenie pozostaje fakt, że Zagłębie Lubin największe sukcesy święciło w ostatnich latach – mistrzostwo Polski w 2007 r., wicemistrzostwo w 2005 r. i 2008 r., brązowy medal w 2006 r. i półfinał Challenge Cup w 2007 r. Do tego dochodzi Puchar Polski wywalczony w 1993 r. Wprawdzie w zeszłym sezonie „miedziowi” ukończyli rozgrywki na szóstym miejscu, to jednak tegoroczne aspiracje sięgają walki o medale. Czwartkowy mecz, choć dla lubinian był tylko sparingiem, to potwierdził te aspiracje.

W ćwierćfinale Pucharu Polski, podobnie jak dzisiaj w ekstraklasie Zagłębie spotka się z Azotami Puławy.


AZS AWF Warszawa – Zagłębie Lubin 21:43 (13:22)

AZS AWF: 17. Rybicki, 12. Nowosielski – 3. Bednarski 3, 2. Garwacki, 6. Kapuściński 6, 19. Piotrowski 1, 9. Potuszyński 5, 89. Raczkowski 5, Reszko, 29. Szady, 7. Tylutki 1, 10. Zaręba.

Zagłębie: 16. Malcher, 12. Świrkula – 2. Orzłowski 1, 4. Niedośpiał 6, 7. Tomczak 7, 8. Paweł Adamczak 1, 10. Kozłowski 7, 17. Morawski 2, Migała, 23. Kieliba 5, 24. Jakowlew 1, 27. Nowak 3, 14. Piotr Adamczak 6, 28. Jarowicz 1, 19. Migała 3.

 

niedziela, 30 sierpnia 2009
Zagłębie na dnie

Dzisiejsza porażka Zagłębie na Dialog Arenie z Arką Gdynia 0:2 potwierdziła, że w Lubinie nie dzieje się źle. Jest już bardzo źle!

Zagłębie awansowało do Ekstraklasy w bardzo dobrym stylu a przed sezonem drużyna została wzmocniona przez trzech obcokrajowców – Portugalczyków Fernando Dinisa i Davida Caiado oraz znanego już z występów w Lubinie – Serba Sretena Sretenovica. Wydawało się, że utrzymanie drużyny w niezmienionym składzie i dodatkowo wzmocnienie jej może nawet zapewnić walkę w górnej połówce tabeli. Stabilna kadra zawsze jest atutem. Kolejnym jest nowoczesny stadion, bo wiadomo, że za infrastrukturą przychodzą kibice i sponsorzy a to oznacza dodatkowo wpływy do klubowej kasy. Niewiadomą był nowy trener (Andrzej Lesiak), który po austriackich doświadczeniach miał pokazać co potrafi. Określenie „miał” jest uzasadnione, bo Lesiak nie jest już trenerem „miedziowych” a dodatkowo o stylu, który prezentowała prowadzona przez niego drużyna najchętniej zapomniałby on sam. Wyniki: 0:4, 1:4, 1:4, 0:1 i pucharowa porażka z Piastem Kobylin 1:3 mówią same za siebie. Lesiak nie mógł dalej być trenerem Zagłębia. Zastąpił go Franz Smuda, ale w dzisiejszym meczu drużynę poprowadził Marcin Broniszewski… i nic się nie zmieniło.

Smuda staje przed bardzo trudnym zadaniem, ale decydując się na pracę w Lubinie wiedział co go czeka. Ciekawe zresztą jak potoczy się współpraca między Smudą a Micanskim, którego Franz nie widział w składzie Lecha i de facto skazał na drugoligową banicję. Teraz sytuacja jest zgoła odmienna, bo Micanski jest silnym punktem drużyny i jej najlepszym strzelcem. W zeszłym sezonie strzelił aż 26 bramek, co pozwoliło mu zostać królem strzelców I ligi. W tym sezonie strzelił tylko jedną bramkę, ale trudno strzela się bramki, gdy cała drużyna gra fatalnie. Obaj panowie, najoględniej mówiąc nie darzą się sympatią a kto jak kto, ale Franz znany jest z tego, że przy ustalaniu składu nie zawsze bierze pod uwagę aktualną dyspozycję…

Problemy Zagłębia rozpoczęły się jednak dużo wcześniej niż przed startem obecnego sezonu. Pierwszym negatywnym objawem było znaczne ograniczenie środków przekazywanych na pierwszą drużynę przez właściciela klubu, czyli KGHM. Drugim, było ogłoszenie przez KGHM gotowości do sprzedaży pakietu większościowego. W takiej sytuacji trudno o zapewnienie właściwych warunków do grania w piłkę. Uważam jednak, że piłkarze są profesjonalistami, którzy na boisku powinni prezentować najwyższą formę a dopiero po meczu powinni zastanawiać się nad przyszłością klubu. Finansowa sytuacja Zagłębia jest i tak o niebo lepsza niż np. ŁKS w zeszłym sezonie czy Polonii Bytom albo Piasta Gliwice, dlatego jestem przekonany, że zamieszanie w klubie wokół spraw organizacyjno-własnościowych nie ma znaczącego wpływu na występy lubinian w Ekstraklasie. Drużyna gra fatalnie i albo została źle przygotowana do sezonu, albo umiejętności tych piłkarzy nie pozwalają na grę w najwyższej klasie rozgrywkowej, choć porażka w Pucharze Polski była ich kompromitacją.

| < Wrzesień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30  
Tagi