Wpisy z tagiem: siatkówka

środa, 15 listopada 2017
Chuligańska siatkówka

Siatkówka od wielu lat należała do dyscyplin, o których mówi się, że są przeznaczone dla trochę innych odbiorców niż powszechna i popularna piłka nożna. Siatkówka od początków swojego istnienia była kojarzona ze środowiskami akademickimi, można być powiedzieć: „inteligenckimi”. Tymczasem, w latach 2010-2012 doszło do kilku chuligańskich wybryków rodem z piłkarskich aren. Od tamtej pory takich zdarzeń nie było albo media nie informowały o nich.

Podczas siatkarskich meczów, co jakiś czas dochodziło do drobnych incydentów, głównie w Grecji i Turcji. Po rozpadzie Jugosławii, powstaniu nowych państw i dopuszczeniu tych krajów do europejskich rozgrywek, „gorąco” zaczyna być także w innych państwach, ale można przyjąć w uproszczeniu, że punktem zapalnym jest południe Europy.

Kraje Europy Zachodniej – Francja, Niemcy, czy Hiszpania, póki co bronią się przed chuligaństwem. Po części wynika to z faktu, że kluby piłkarskie nie mają swoich odpowiedników w siatkówce. W przeciwieństwie do południa Europy, gdzie piłkarska rywalizacja między Panathinaikosem a Olympiakosem, Fenerbahce a Galatasaray, czy Partizanem a Crveną Przenosi się do siatkarskich hal. Póki co Polska broni się przed chuligaństwem na trybunach, ale nie na parkiecie, o czym świadczy bójka w meczu I ligi w 2011 r.!

Casus Iraklisu Saloniki

Kibice Iraklisu wszczynali burdy podczas praskiego turnieju finałowego Ligi Mistrzów w 2009 r., a rok później (3 lutego 2010 r.) rozrabiali podczas meczu Pucharu CEV z EA Patras. Po pierwszych rozróbach klub został ukarany finansowo, a pod drugich wykluczony z pucharów na jeden sezon! Działacze CEV zapowiedzieli, że wypowiedzieli zdecydowaną wojnę z chuligaństwem.

Siatkarscy_kibice_Iraklisu_Saloniki

Źródło: cev.lu.

CEV była bezlitosna i nie popatrzyła na Iraklis łaskawszym okiem ze względu na osiągnięcia klubu w Europie (dwukrotnie finał Ligi Mistrzów – 2004 i 2009 oraz 3. miejsce w 2002) i Grecji (cztery tytuły mistrzowskie, pięć pucharów i dwa superpuchary). CEV wydawała się nieugięta…

Odpalenie rac przez kibiców CSKA Sofia

W lutym 2010 r. podczas pierwszego meczu pierwszej rundy play off Ligi Mistrzów pomiędzy CSKA Sofia a Resovią Rzeszów dali o sobie znać miejscowi kibice. Przy prowadzeniu Rzeszowian 2:0 w setach bułgarscy fani odpalili race, co spowodowało przerwanie meczu na blisko 40 minut, a później w hali „Samokov” w Sofii zgasło światło.

Ówczesny trener Asseco Resovii - Ljubomir Travica (trener Asseco Resovii) powiedział dla oficjalnego portalu klubu assecoresovia.pl: „Przez pierwsze dwa sety graliśmy bardzo dobrze i szkoda, że kibice bułgarscy zrobili wszystko żeby przerwać naszą dobrą passę. Niestety takie sytuacje, które nie mają nic wspólnego z siatkówką i są dla tej dyscypliny bardzo szkodliwe, zdarzają się od czasu do czasu, zwłaszcza w Bułgarii, Grecji, czy Turcji”. Aleksander Popow, trener CSKA Sofia bagatelizował sprawę mówiąc: „Uważam również, że nie powinniśmy osądzać naszych kibiców. Zdaję sobie sprawę z tego, że teraz pojawi się wiele komentarzy i opinii na ich temat, ale my nie mamy do nich pretensji. Oni bardzo chcieli nam wspierać i akurat wybrali taką drogę do tego. Minusem tej sytuacji jest to, że najprawdopodobniej zostaniemy ukarani finansowo, ale takie jest życie…”.

Siatkarscy_kibice_CSKA_Sofia

Źródło: youtube.com.

CSKA rzeczywiście zostało ukarane. Po pierwsze, klub z Sofii musiał zapłacić karę w wysokości 10 tys. euro. Po drugie, fani bułgarskiego zespołu otrzymali zakaz wstępu na mecz rewanżowy, który odbył się 17 lutego w Rzeszowie, a wcześniej zarezerwowali 50 biletów. Obradujący w kwietniu 2010 r. Komitet Wykonawczy CEV mógł podjąć decyzję o wykluczeniu CSKA Sofia z europejskich rozgrywek bądź zawieszeniu wszystkich bułgarskich klubów w pucharach. Tak się jednak nie stało, a warto przypomnieć, że działacze CEV i media chętnie przypominały sprawę Iraklisu Saloniki.

Sprawa miała niespodziewany epilog, bowiem CSKA Sofia – autor jednego z największych skandali w europejskich pucharach 2009/2010 otrzymało „dziką kartę” uprawniającą do startu w Lidze Mistrzów 2010/2011, zresztą po raz trzeci z rzędu!!! Klub z Sofii zamierzał zorganizować Final Four w Pałacu Sportu w Warnie, ale skończyło się tylko na zapowiedziach. Co ciekawe o „dziką kartę” ubiegała się Resovia, która w polskiej lidze zajęła 3. miejsce i nie otrzymała jej, mimo że klub z Rzeszowa otrzymała nagrodę dla najlepiej współpracującego z mediami. CSKA dostało szansę gry w Lidze Mistrzów prawdopodobnie dlatego, że Bułgaria nie miała swojego reprezentanta w tych rozgrywkach. Działanie CEV było jednak o tyle dziwne, że po praskim finale Lgi Mistrzów federacja zapowiadała, że sprzeciwia się chuligańskim wybrykom na meczach siatkówki.

Petardy rzucane przez kibiców Crveny Zvezdy Belgrad

Chuligańskie incydenty nie ominęły też żeńskiej siatkówki. W styczniu 2012 r. w meczu żeńskiej Ligi Mistrzów (2012?) między Crveną Zvezdą Belgrad a Muszynianką (1:3) w hali „Sumice” Stawiło się kilkuset kibiców Crveny zachowujących się jak na meczach piłkarskich. Szalikowcy rzucali petardami na parkiet, co spowodowało, że sędzia przerwał mecz, nakazał zawodniczkom zejść z boiska i zaczął rozmawiać z organizatorami.

Portal sport.pl podał, że „Polki wyglądały na zdezorientowane, a jeden z członków sztabu szkoleniowego długo wykłócał się z sędziami. Spotkanie wznowiono po ok. dwóch minutach, a kibice już do końca nie dali powodu, by je przerwać.”. Atakująca Joanna Kaczor: „Przyznaję, że przy takiej piłkarskiej publiczności chyba nigdy nie zdarzyło mi się grać (…) Na początku było wręcz trochę groźnie, na szczęście udało się opanować sytuację. Z drugiej strony to fajnie, bo dziewczyny z Belgradu traktowały publiczność jak dodatkowego zawodnika. Na pewno pomogło im to w trzecim secie.” (cyt. za sport.pl).

Trener zespołu z Muszyny nazwał zdarzenia po imieniu: „W Belgradzie mieliśmy dziś prawdziwą strzelaninę! Nie było to na pewno przyjemne, bo te petardy w pewnym momencie zaczęły lądować na boisku. Ani lokalni organizatorzy, ani przedstawiciele CEVu nie podchodzili do tej sprawy poważnie. Może dla niektórych było to atrakcyjne? (…) To bardzo dekoncentrowało, bo nie miało nic wspólnego z dopingiem siatkarskim w Polsce. U nas jest zupełnie inaczej. Tutaj ten doping był taki trochę brutalny, ale przeżyliśmy to.” (cyt. za sport.pl). Incydent został przemilczany na oficjalnej stronie CEV.

Turecki fanatyzm

Z relacji „Gazety Wyborczej” wynika także, że do chuligańskich zdarzeń doszło także w meczu ostatniej rundzie play-off Ligi Mistrzów w 2012 r. pomiędzy Arkasem Izmir a Lokomotiwem Nowosybirsk. J. Bińczyk napisał: „Rosjanie nie poradzili sobie z szowinistycznymi kibicami wbiegającymi na boisko i skandalicznym sędziowaniem” (cyt. za „Gazeta Wyborcza”).

Wybryki siatkarzy

Podczas meczów siatkarskich, gdy emocje sięgają zenitu, często dochodzi o głębokich spojrzeń w oczy przeciwnika, słownych zaczepek, czy innych prowokacji. Siatkarze, jak jednak przystało na przedstawicieli sportu (podobno) akademickiego nie przekraczają pewnej granicy przyzwoitości. Jak się okazało – nie zawsze.

W grudniu 2011 r. chuligaństwo wkroczyło na parkiet, ale w dosłownym tego słowa znaczeniu. Po meczu pierwszej ligi między GTPS Gorzów - Energetyk Jaworzno (1:3) „podczas tradycyjnego pożegnania pod siatką środkowy z Jaworzna Adam Michalski uderzył w twarz rozgrywającego GTPS Bartłomieja Neroja.”. Wcześniej Bartłomiej Neroj wraz z Dariuszem Szulikiem szarpali za koszulkę Michalskiego.

Teraz jest spokojnie

Przedstawione wydarzenia okazały się tak naprawdę jednostkowymi incydentami, tyle że wystąpiły mniej więcej w tym samym czasie, czyli w latach 2010-2012. Od tamtej pory media nie informują o takich zdarzeniach, co pozwala sądzić, że wszystko wróciło do normy, czyli spokojnych zawodów siatkarskich. Choć informacje o odpalaniu rac przez kibiców CSKA Sofia można znaleźć w internecie.

 

Źródło: własne, sport.pl, cev.lu, przegladsportowy.pl, assecoresovia.pl, sportowefakty.pl, pl.wikipedia.org, gorzowska.tv, youtube.com. K. Drąg, R. Myśliwiec, Wojna z chuligaństwem, „Przegląd Sportowy” z dnia 12 lutego 2010 r., s. 12. J. Bińczyk, Liga Mistrzów nie dla polskich mistrzów, Gazeta Wyborcza z dnia 25 stycznia 2013 r., s. 40.

wtorek, 07 listopada 2017
Polskie piekiełko na Igrzyskach w Rio

Niezadowolenie, oskarżenia, kłótnie, podejrzliwość to takie typowo polskie cechy, które dały o sobie znać podczas Igrzysk Olimpijskich w Rio de Janeiro 2016.

 

Ciężarowy wstyd

Dwaj bracia – Adrian i Tomasz Zielińscy, polscy kandydaci do medali w podnoszeniu ciężarów nie dostąpili nawet możliwości startu, bowiem zostali zdyskwalifikowani za wcześniejsze stosowanie środków dopingujących. Wstyd. Szkoda nawet komentować. Bracia uważają, że są niewinni.

Adrian_Zieliński_RIO_2016

A.Zieliński.

Źródło: polskieradio.pl.

 

Tomasz_Zieliński_RIO_2016

T.Zieliński.

Źródło: sport.se.pl.

Pływacka degrengolada

Żaden z polskich pływaków nie awansował do finału, „do półfinału awansowała zaledwie dwójka – Czerniak i Kacper Majchrzak, do finału nikt. Tak źle polscy pływacy nie wypadli od 40 lat.” (cyt. za: „Przegląd Sportowy”).

Alicja_Tchórz_RIO_2016

Alicja Tchórz w wiosce olimpijskiej.

Źródło: sport.pl.

Do historii przejdzie emocjonalny wpis na Facebooku Alicji Tchórz, która zajęła 21. miejsce na 100 m i 20. na 200 m stylem grzbietowym oraz 15. w sztafecie 4x100 m stylem dowolnym. Polka stwierdziła, że nie czuła odpowiedniego wsparcia od trenerów kadry, a po mistrzostwach świata w 2015 r. w Kazaniu (Polska zdobyła na nich trzy medale) trenerzy i zawodnicy przestali się nawzajem słuchać. Do igrzysk przygotowywała się w klubie. Żale ambitnej pływaczki Polski Związek Pływacki pewnie wytłumaczyłby jej niepokornym charakterem, bowiem Tchórz zasłynęła narzekaniem na nagrodę w wysokości 200 zł w ogólnopolskich zawodach w październiku 2015 r. Tyle tylko, że słaby występ prawie całej kadry pływackiej, jak również niezgłoszenie Konrada Czerniaka do startu w wyścigu na 100 metrów stylem dowolnym pokazują, że PZP ma też poważne problemy organizacyjno-szkoleniowe.

Konrad_Czerniak_RIO_2016

Konrad Czerniak.

Źródło: sport.pl.

W sprawie Czerniaka, początkowo, szefa wyszkolenia Polskiego Związku Pływackiego Jan Wiederek, tłumaczył brak Czerniaka na liście zgłoszeń niedopatrzeniem trenerów, co spotkało się z natychmiastową reakcją samego zainteresowanego. Czerniak to rekordzista Polski na tym dystansie, nie zdobył jednak w tej konkurencji medalu na imprezie międzynarodowej i mało prawdopodobnym był sukces podczas olimpiadzie.

Okazało się, że na listę ostatecznie podpisywał koordynator kadry Piotr Gęgotek, który nie miał sobie nic do zarzucenia zwłaszcza, że według jego wiedzy Czerniak miał potraktować start w tej konkurencji tylko jako przetarcie. Czerniak w emocjonalnym wpisie na FB nazwał takie twierdzenie kłamstwem i dodał m.in.: „Na IO zrobiłem 3 minima które dawały mi przepustkę: 50 dowolnym, 100 dowolnym, 100 motylkowym. Zrezygnowałem z 50 dowolnym na rzecz innego zawodnika który mógł popłynąć na IO pierwszy raz w życiu i spełnić swoje marzenie. Oddałem jedno swoje miejsce dla kogoś innego, odebrano mi start na IO bez zapytania. Nie dostałem żadnych podziękowań ani wyjaśnień ale nie o to chodzi.” (cyt. za: sport.pl). Nawet jeśli start Czerniaka miał być tylko „przetarciem”, to stracił on szansę na sprawdzenie formy przed startem na swoim koronnym dystansie. Dziwne, że w PZP nie dostrzegano (przynajmniej oficjalnie) żadnego problemu.

Kolarskie zgrzyty

W wyścigu omnium wystartowała 19-letnia Daria Pikulik zamiast Małgorzaty Wojtyry, która napisała na twitterze: „Kilka lat ciężkiej pracy i poświęceń, a ktoś to wszystko zmarnował. Nie pojadę jutro w omnium” (cyt. za: sport.pl). Wojtyra narzekała, bo jest starsza, bardziej doświadczona, ma więcej sukcesów w rywalizacji seniorek, a poza tym „Pikulik nie zdobyła nawet punktu by zakwalifikować zawodniczkę z Polski do startu olimpijskiego w omnium” (cyt. za: sport.pl). Trenerzy uznali jednak, że lepiej umożliwić start utalentowanej zawodniczce, która dopiero rozpoczyna poważną karierę. W 2015 roku została wicemistrzynią świata juniorów w tej konkurencji, wygrała także mistrzostwa Europy juniorek. „Wojtyra zdobyła w tej konkurencji brąz ME w Pruszkowie w 2010 roku. Jej najlepszy wynik na MŚ w tej konkurencji to czwarte miejsce w 2011 roku. Poza tym była 12. w 2012 i 19. w 2015 roku. W ME poza brązem zajmowała czwarte szóste i piąte miejsce, odpowiednio w 2011, 2014 i 2015 roku.” (cyt. za: sport.pl).

Omnium to kolarski wielobój, na który składa się kilka konkurencji: scratch, wyścig na dochodzenie, wyścig eliminacyjny, wyścig na czas, start lotny i wyścig punktowy. W Rio de Janeiro został rozegrany po raz pierwszy na igrzyskach w konkurencji kobiet. „W ogłoszonej przed igrzyskami kadrze zaznaczone było, że w omnium pojedzie jedna z dwóch zawodniczek, bo Polska miała tylko jedno miejsce. Trenerzy musieli dokonać wyboru.” (cyt. za: sport.pl).

Małgorzata_Wojtyra_RIO_2016

Małgorzata Wojtyra.

Źródło: sportowefakty.wp.pl.

Wacław Skarul, prezes PZKol. próbował tłumaczyć decyzje trenera kadry Grzegorza Ratajczaka następująco: „Rozumiem żal Małgorzaty Wojtyry, żal sportowca, który nie wystartuje. Tak, kwalifikacja jest jej zasługą. Ale to nie jest nic niezwykłego, że w sportach w których kwalifikacja nie jest imienna, ktoś inny zdobywa miejsce, a kto inny startuje. Co innego wywalczyć kwalifikację dla kraju, co innego potwierdzić formę przed igrzyskami. Od dawna było jasne, że do startu w omnium wybierzemy jedną zawodniczkę z dwóch zgłoszonych i że decyzję podejmie trener w Rio (…) Daria Pikulik nie jest przypadkową zawodniczką. To wicemistrzyni świata juniorek w tej konkurencji. Mistrzyni świata juniorek w wyścigu punktowym. Mają z Małgorzatą Wojtyrą podobne czasy, ale wybór padł na Darię, zapewne dlatego, że jest na torze większą wojowniczką” (cyt. za: sport.pl). Andrzej Piątek, dyrektor sportowy PZKol. widział sprawę trochę inaczej niż Skarul i napisał na Twitterze: „Nie byłoby sprawy, gdyby trener porozmawiał z nimi odpowiednio wcześniej i wyjaśnił dlaczego stawia na tę a nie tamtą. Dzień przed to zdecydowanie za późno” (cyt. za: sport.pl).

Polscy_kolarze_w_RIO_2016

Polscy kolarze szosowi podczas Igrzysk w Rio (od lewej): Michał Kwiatkowski, Michał Gołaś, Rafał Majka i Maciej Bodnar.

Źródlo: mtb-xc.pl.

Skoro był zgrzyt w kadrze kolarzy torowych, to musiał być też w kadrze szosowej. Zbigniew Klęk, pierwszy trener Rafała Majki zarzucił Kwiatkowskiemu, że jechał w wyścigu ze startu wspólnego samolubnie – „Dla mnie Kwiatkowski jechał tylko dla siebie. Było ich czterech, a jedynym wielkim pomocnikiem Rafała był Maciek Bodnar. Był taki moment, kiedy Majka w tej swojej grupce został jako jedyny z Polaków. Ale zostawmy to. Teraz i tak wszyscy będą się cieszyć.” (cyt. za: sport.pl). W mediach było jednak sporo wypowiedzi ekspertów wskazujących, że to właśnie Kwiatkowski ułatwił Majce zdobycie brązowego medalu, ponieważ „bardzo szybko uciekł z peletonu i maksymalną siłę wykorzystał na samym początku zawodów. To potem ułatwiło zadanie Majce, który był na czele niemal do ostatnich metrów, gdy odpuścił, będąc już pewny medalu.” (cyt. za: sport.pl). Zresztą taką taktykę potwierdził Piotr Wadecki, selekcjoner polskiej kadry.

„Kwiato” poczuł się urażony i w emocjonalnym wpisie odniósł się do słów Klęka, apelując do trenera, by skupił się na szkoleniu młodzieży. (cyt. za: sport.tvp.pl). Następnie „Klęk Kwiatkowskiego przeprosił. - Jest mi głupio za słowa, które wypowiedziałem. Ale zrozumcie mnie - to były wielkie emocje, na trasie wyścigu tyle się działo. Zagotowałem się - powiedział trener. Klęk przyznał, że nie widział kluczowego momentu wyścigu, gdy Kwiatkowski zaczekał na szczycie na Majkę. - To mocno zmienia ten punkt widzenia. Przepraszam bardzo wszystkich. Przede wszystkim Michała, ale też tych, którzy poczuli się urażeni tymi słowami - stwierdził i odniósł się też do oświadczenia kolarza: - Nie zamierzam polemizować z tymi słowami Michała. Może i mam jakieś swoje przemyślenia na ten temat, ale życie mnie nauczyło, że taka reakcja w tego typu sytuacjach nie ma żadnego sensu. Nie będę się więc licytował, kto zrobił ile dla Rafała. Tak będzie najlepiej, naprawdę. Dla wszystkich.” (cyt. za: sport.pl).

Sprawa miała jednak swój ciąg dalszy w 2017 r., gdy podczas jednego z pierwszych etapów Tour de France, Rafał Majka upadł, to kolarzem, który mu pomógł, zaczekał na niego i doholował do mety, był kolega, ale z innego zespołu – Michał Kwiatkowski. Tym razem Klęk pochwalił Kwiatkowskiego, ale nie silił się na zbyt wielkie wyróżnienia dla pierwszego polskiego zawodowego mistrza świata, mówiąc, że nie było go z Majką i Kwiatkowskim.

Jak zwykle sędziowie…

Polska szablistka Bogna Jóźwiak odpadła w 1/16 finału turnieju indywidualnego, po porażce z Rosjanką Zofią Wieliką. Liderką światowego rankingu oraz aktualna mistrzyni Europy i świata była zdecydowanie lepsza od Polki, o czym stanowi wynik 15:5.

Bogna_Jóźwiak_RIO_2016

Bogna Jóźwiak z w walce z Zofią Wieliką.

Źródło: sport.pl.

Polka komentując swój występ wskazywała także na stronniczość sędziego – „Sonia była nie do przeskoczenia, plus ewidentnie sędzia pilnował, żebym czasem nie nawiązała walki, także wszystko czego można było się tu spodziewać.” (cyt. za: sport.pl). Wynik rywalizacji nie pozostawia jednak wątpliwości, czy sędzia pomógł Rosjance.

Siatkarskie prowokacje

Podczas meczu fazy grupowej siatkarzy Polska – Iran (3:2) kipiało od emocji pod siatką, ale przyznać trzeba, że Polacy nie zachowali się najlepiej. Niektórych można nawet posądzić o prowokacje wobec Irańczyków, co było zupełnie niepotrzebne, nieeleganckie i po prostu niesportowo.

Eraghi_i_Kurek_RIO_2016

Sajed Eraghi i Bartosz Kurek w starciu pod siatką.

Źródło: sport.pl.

Lekkoatletyczne żale:

1) Obwinianie trenera

Patryk Dobek podczas igrzysk olimpijskich w Rio de Janeiro odpadł już w eliminacjach biegu przez 400 m przez płotki i obwiniał za to trenera Krzysztofa Szałacha, z którym zakończył współpracę jeszcze przed Olimpiadą. Za obwinianie trenera spotkała go krytyka, m.in. ze strony byłych lekkoatletów – Marka Plawgo i Pawła Czapiewskiego.

Patryk_Dobek_RIO_2016

Patryk Dobek.

Źródło: sport.pl.

Dobek wyjawił, że przed igrzyskami trenował sam. „Ze względu na powtarzający się uraz kolana zrezygnowałem ze współpracy ze swoim szkoleniowcem (…) Ten uraz to efekt morderczego, trwającego dwa miesiące zgrupowania na początku roku w RPA. Za mocno trenowaliśmy, obciążenia były za duże i nie wytrzymałem fizycznie tego obozu.” (cyt. za: sport.interia.pl).

2) Brak trenera

Marcin Krukowski odpadł już w eliminacjach konkursu rzutu oszczepem i narzekał, że był pozbawiony wsparcia trenera. Do Olimpiady przygotowywał się pod okiem trenera klubowego, czyli swojego ojca – Michała. PZLA nie sfinansował udziału trenera w Rio, co spowodowało ironiczne komentarze polskiego oszczepnika.

Marcin_Krukowski_RIO_2016

Marcin Krukowski.

Źródło: sportowefakty.wp.pl.

3) Rasizm czy walka o fair play?

Joanna Jóźwik w finale biegu na 800 m pobiła swój rekord życiowy o prawię sekundę, ale to wystarczyło tylko do zajęcia piątego miejsca. Na podium znalazły się: Caster Semenyą (RPA, złoty medal), Francine Niyoinsaba (Burundi, srebro) i Margaret Nyairera Wambui (Kenia, brąz). Ambitna Polka komentowała: „Każdy widział, że one pod względem wydolności i siły prezentują poziom nie do przeskoczenia. Uważam, że należałoby przywrócić kryterium testosteronu w biegach kobiet. Tak by znów było wszystko fair.” (cyt. za: sport.pl).

Joanna_Jóźwik_RIO_2016

Joanna Jóźwik składa chłodne gratulacje Caster Semenyi.

Źródło: sport.pl.

Wypowiedź Polki odbiła się szerokim echem, wywołała dyskusję na temat dyskryminacji, a internetowe wydanie opiniotwórczego uznało, że Polka stwierdziła, „że jest dumna, że ukończyła bieg jako 'pierwsza Europejka' i 'druga biała'” (cyt. za: sport.pl). Polska biegaczka chyba zreflektowała się i „przeprosiła za swoje słowa wszystkich, którzy poczuli się urażeni. „jestem osobą otwartą na wszystkich ludzi i mam wielu przyjaciół w rożnych krajach na całym świecie, a wszelkie dyskryminacje są mi zupełnie obce” (cyt. za: sport.pl). Niesmak jednak pozostał.

Podsumowanie

Działo się, oj działo się, a niektórzy w przypływie emocji, złości i bezsilności pokazali swoje gorsze oblicze. Wymienione przypadki cieniem kładą się na naprawdę znakomity start polskich sportowców w Rio de Janeiro. Można zastanawiać się, czy wszyscy godnie reprezentowali polskie barwy, ale równie zasadnym jest pytanie, czy zapewniono im właściwe warunki i czy polskie związki sportowe zapewniły im godne traktowanie. W Tokio 2020 na pewno czeka nas powtórka i stawianie tych samych pytań…

 

Źródła: własne, sport.pl, eurosport.onet.pl, tvn24.pl, wyborcza.pl, sport.interia.pl, sportowefakty.wp.pl, polskieradio.pl, sport.se.pl, mtb-xc.pl,pl.wikipedia.org. M. Puka, Co z tą Polską, trenerze?, Przegląd Sportowy” z dnia 8 sierpnia 2016 r., s. 13. K. Wolnicki, Marne relacje w kadrze to słabe wyniki, „Przegląd Sportowy” z dnia 16 sierpnia 2016 r., s. 18. J. Wojczyński, Zamieszanie i rozczarowanie, „Przegląd Sportowy” z dnia 16 sierpnia 2016 r., s. 7.

wtorek, 25 kwietnia 2017
Wystawa „100 lat Legii Warszawa”

W dniach od 8 kwietnia do 15 maja 2016 r. w Muzeum Sportu i Turystyki w Warszawie można było obejrzeć wystawę „100 lat Legii Warszawa” wpisującą się w oficjalne obchody stulecia klubu.

Wystawa_100_lat_Legii_Warszawa_(1)

Muzeum Sportu i Turystyki istnieje od 1952 r. i zorganizowało ponad 150 wystaw czasowych, a taką właśnie była wystawa poświęcona Legii Warszawa. Obok wystawy „110 lat FC Barcelona – polskie ślady w historii klubu” (2009), to chyba jedyna, która została poświęcona jednemu klubowi. Oczywiście siedziba Muzeum zlokalizowana w Warszawie ogranicza organizowanie wystaw poświęconych innym polskim klubom piłkarskim, jak Lech Poznań, czy Wisła Kraków, ale faktem pozostaje wyjątkowość tej wystawy. Co więcej, podczas uroczystego wernisażu rozpoczynającego wystawę Dyrektor MSiT Tomasz Jagodziński podkreślił, że ekspozycja jest najważniejszym wydarzeniem w 2016 r. Jagodziński powiedział: „Dla Muzeum Sportu wystawa jubileuszowa najbardziej utytułowanego Klubu w Polsce to najważniejszy projekt w 2016 roku, mimo że przed nami mistrzostwa Europy w piłce nożnej i igrzyska olimpijskie. Legia jest w historii polskiego sportu wielką potęgą, o czym świadczy 50 tytułów mistrza Polski w sportach drużynowych i prawie 1.500 w dyscyplinach indywidulanych. Nie było drugiego takiego klubu, i pewnie nie będzie, który w latach swojej świetności miał aż 27 różnych sekcji. Siedziba naszego Muzeum jest w Warszawie, w Warszawie jest też Legia. Jest nam niezwykle miło, że przy okazji tej wystawy połączyliśmy siły.” (cyt. za: legia.com). Wystawa została bowiem zorganizowana przez Muzeum Sportu i Turystyki we współpracy z Muzeum Legii. Poza tym, wystawa była elementem Nocy Muzeów, a między dwoma muzeami kursował autokar piłkarzy Legii.

Wystawa nie ograniczała się tylko do piłkarzy Legii, ale prezentowała także historię i sukcesy w innych dyscyplinach sportu. Na tablicach podano informacje o innych sekcjach, a dodatkowo zaprezentowano wiele pamiątek związanych z innymi niż piłka nożna dyscyplinami, jak puchary, czy dyplomy. Wspomnieć należy, że największe sukcesy olimpijskie legionistów to 53 medale w tym 11 złotych, i liczne mistrzostwa Polski różnych sekcji w sportach zespołowych (piłka nożna 11 razy, hokej na lodzie – 13, piłka wodna – 8, koszykówka – 7, siatkówka mężczyzn – 8, siatkówka kobiet – 1).

Wystawa_100_lat_Legii_Warszawa_(27)

Ekspozycja mieściła się w jednej sali położonej na dolnym poziomie muzeum. Na podłodze narysowano linie wyznaczające boisko piłkarskie, pod sufitem wisiały zdjęcia wybitnych piłkarzy, na ścianach powieszono tablice z informacjami o klubie (powstanie, historia, stadion, rekordy, trenerzy, wybitni piłkarze – Deyna i Brychczy, kibice), a w górnej części ścian pod samym sufitem umieszczono koszulki piłkarskie i co ciekawe jedną koszulkę drużyny siatkarskiej z lat dziewięćdziesiątych minionego stulecia:

Wystawa_100_lat_Legii_Warszawa_(54)

Najważniejsze były jednak gabloty z pamiątkami położone zarówno pod ścianami, jak i na samej sali. Zdecydowaną większość stanowiły pamiątki związane z piłką nożną, a w tym specjalne gabloty poświęcone Kazimierzowi Deynie. W innej gablocie zaprezentowano proporczyki z meczów Legii w europejskich pucharach, a betonowe filary ozdabiały plakaty meczowe.

Wśród najważniejszych, czy raczej najciekawszych eksponatów strony internetowe związane z Legią wymieniały:

  • pierwszy medal piłkarskich mistrzostw Polski (brązowy) zdobyty przez Legią (1928),
  • żeton sekcji kolarskiej za udział w wyścigach torowych (1930),
  • puchar Teatru Qui Pro Quo za zwycięstwo w derbowej rywalizacji z Polonią (2:4, 3:0, 3:2; 1931),
  • międzywojenną papierośnicę z nakładanym herbem Legii,
  • koszulkę, w której Kazimierz Deyna rozegrał ostatni mecz w życiu podczas Mistrzostw Europy Oldbojów (1989).

Wystawa_100_lat_Legii_Warszawa_(12)

Puchar Teatru Qui Pro Quo (1931).

Odnośnie koszulki, to kustosz muzeum Legii – Wiktor Bołba uważał, że najważniejsze są pamiątki poświęcone Kazimierzowi Deynie. Wśród nich (moim zdaniem) na szczególną uwagę zasługują:  dyplom za zdobycie srebrnego medalu Igrzysk Olimpijskich w Montrealu w 1976 r., bilet z meczu towarzyskiego będącego pożegnaniem Kazimierza Deyny: Legia – Manchester City (18 września 1979 r.) i karta ewidencyjna, w której można przeczytać m.in. że wyuczony zawód „Kaki” to modelarz.

Wystawa_100_lat_Legii_Warszawa_(50)

Karta ewidencyjna Kazimierza Deyny.

Inne ciekawe eksponaty piłkarskie to m.in. rękawice i bluza Artura Boruca oraz medal Dragomira Okuki za Mistrzostwo Polski (2002). Jeśli chodzi o inne dyscypliny sportu to na wyróżnienie zasługują:

  • szarfa motocyklowego rajdowego Mistrza Polski w klasie pow. 350 cm3 (1952),
  • numer startowy narciarki Legii Barbary Grocholskiej z Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Oslo (1952),
  • szarfa mistrza Polski w wadze lekkośredniej boksera Wiesława Rudkowskiego (1969),
  • koszulka reprezentacyjna lekkoatlety Legii Andrzeja Badeńskiego z Igrzysk Olimpijskich w Rzymie (1960).

Wystawa_100_lat_Legii_Warszawa_(44)

Ciekawostką nawiązującą do współczesności były vlepki na jednym z filarów i tekturowa postać Guilherme, przy którym można było zrobić zdjęcie.

Wystawa_100_lat_Legii_Warszawa_(36)

Czego zabrakło? Multimediów. Nie chodzi nawet o lektora opowiadającego historię klubu, wypowiedzi piłkarzy czy trenerów, jak również skróty najważniejszych meczów. Zabrakło dźwięku, który pozwoliłby na uniknięcie wszechogarniającej ciszy. Nie zmienia to jednak faktu, że ogólna ocena wystawy musi być pozytywna. Takie wystawy rzadko organizowane są w Polsce, a przewagą tej akurat wystawy były ciekawe eksponaty z różnych sekcji klubu, a nie tylko popularnej piłki nożnej. Wielki plus dla organizatorów.

 

Zdjęcia wykonano w kwietniu 2016 r.

 

Źródła: własne, legia.com, muzeumsportu.waw.pl, legionisci.com. Oficjalny folder wystawy „100 lat Legii Warszawa”. Z. Pawłowski, 55 lat Camp Nou, Płocki Ośrodek Kultury i Sztuki, Płock 2012, s. 121-124.

sobota, 10 stycznia 2015
Takich mistrzostw jeszcze nie było!

Siatkarskie mistrzostwa świata 2014 r. były historycznymi z wielu powodów, a jednym z nich była liczba uczestniczących w nich zawodników i trenerów, którzy reprezentowali w różnym czasie polską ligę. Nie było chyba żadnej imprezy siatkarskiej, nawet Mistrzostw Europy z tak dużą liczbą wspomnianych zawodników.

Odliczając reprezentację Polski, to w trzynastu reprezentacjach wystąpiło wielu zawodników, którzy wcześniej byli zawodnikami polskich klubów, albo w chwili rozgrywania mistrzostw mieli podpisane kontrakty z polskimi klubami na obecny sezon. Świadomie nie dokonuję takiego podziału liczbowego, ponieważ przynależność klubowa poszczególnych zawodników była zmienna, nawet w trakcie trwania turnieju. W każdym razie zawodników bez doświadczenia w polskiej lidze nie było tylko w tak egzotycznych reprezentacjach, jak Kamerun, Wenezuela, Tunezja, Korea Południowa, Chiny, Japonia, Egipt, Meksyk i Iran oraz w silnych – Rosji i Kubie, które już z założenia mają kadrowiczów wyłącznie z własnej ligi.

W reprezentacji wicemistrzów świata, a więc Brazylii dwóch zawodników jest związanych z ZAKSĄ Kędzierzyn Koźle. Felipe Fonteles występował tam kiedyś przez jeden sezon, a Lucas Loh występuje w obecnych rozgrywkach.

Felipe_Fonteles_(Brazylia,_ZAKSA)

Felipe Fonteles w barwach ZAKSY Kędzierzyn Koźle.

Źródło: opole.gazeta.pl.

Dużo więcej zawodników powiązanych z Polską znalazło się w barwach brązowych medalistów, czyli naszych zachodnich sąsiadów – Niemców. Aż sześciu z nich w obecnym sezonie gra w PlusLidze – Lukas Kampa, Dirk Westphal (obaj Czarni Radom), Jochen Schops (Resovia), Denys Kaliberda (Jastrzębski), Sebastian Schwarz (Lotos Gdańsk) i Ferdinand Tille (Skra Bełchatów), przy czym tylko Westphal i Schops grali w Polsce w zeszłym sezonie. Dodatkowo, dwa sezony w barwach Resovii rozegrał najlepszy niemiecki siatkarz ostatnich lat – Georg Grozer, a jeden sezon w Jastrzębskim – Simon Tischer. Trenerem reprezentacji Niemiec jest Belg – Vital Heynen, który od grudnia 2013 r. jest również trenerem Delecty Bydgoszcz. W sztabie szkoleniowym Niemców podczas mundialu był także Roberto Santilli, były szkoleniowiec Jastrzębskiego Węgla (przez trzy lata!), a od 31 grudnia 2014 r. – MKS Będzin.

Georgy_Grozer_(Niemcy,_Resovia)

Georg Grozer w barwach Assecco Resovii Rzeszów.

Źródło: sport.wp.pl.

Jako ciekawostkę można dodać fakt, że libero Niemców był Markus Steuerwald – brat Patricka Steuerwalda, który zaliczył w swojej karierze jednosezonową przygodę w warszawskiej Politechnice.

Wśród zajmujących miejsce tuż za podium Francuzów wystąpiło czterech zawodników związanych z polskimi klubami.  Obecnie w Polsce, a dokładniej w Bełchatowie gra Nicolas Marechal, który przyszedł z Jastrzębia. W poprzednim sezonie Marechal nie był jednak jedynym reprezentantem Francji w polskiej lidze, ponieważ w Bełchatowie grał Samuel Tuia. Wcześniej barwy polskich klubów reprezentowali także Rafael Redwitz (Resovia) i Antonin Rouzier (ZAKSA Kędzierzyn-Koźle).

Antonin_Rouzier_(Francja,_ZAKSA)

Antonin Rouzier w barwach ZAKSY Kędzierzyn-Koźle.

Źródło: nto.pl.

Na siódmym miejscu polskiego mundial ukończyły dwie reprezentacje z Ameryki Północnej – USA i Kanada, a w obu reprezentacjach wystąpili zawodnicy występujący w teraźniejszości, albo w przeszłości w polskiej lidze. Jeśli chodzi o Kanadyjczyków to w sumie takich zawodników jest pięciu. Od nowego sezonu w Bydgoszczy grają Steven Marshall i Justin Duff. W zeszłym sezonie grali natomiast Dustin Schneider (ZAKSA) i Daniel Lewis (ZAKSA, a wcześniej także Skra), a kilka lat temu Dallas Soonias (Czarni).

W reprezentacji USA także wystąpiło pięciu zawodników. W obecnym sezonie spośród amerykańskich uczestników mundialu w Plus Lidze gra trzech – Paul Lotman (Resovia), Russell Holmes (także Resovia, a wcześniej Jastrzębski) i Murphy Troy (Lotos Gdańsk). Spośród nich tylko Lotman grał w Polsce w poprzednim sezonie, a dodatkowo w Bydgoszczy grali – Carson Clark i Garrett Muagututia.

Dziewiątą lokatę zajęły reprezentacje Finlandii i Serbii, w których także wystąpiło kilku zawodników powiązanych z Plus Ligą. Trenerem Finów jest Tuomas Sammelvuo, który kiedyś grał dla ZAKSY, a jeśli chodzi o zawodników to na polskich parkietach występowali także Antti Siltala (Bydgoszcz) i Olli Kunnari (Olsztyn). Oddzielną historię stanowią bracia bliźniacy. Od tego sezonu Mikko Oivanen gra w barwach Czarnych Radom, a wcześniej występował także w Rzeszowie i Gdańsku. Natomiast Matti Oivanen w zeszłym sezonie grał w Olsztynie. Co ciekawe, statystykiem reprezentacji Finlandii jest pracujący na codzień w Kędzierzynie-Koźlu – Kamil Sołoducha.

W reprezentacji Serbii pięciu zawodników ma CV wpisane kluby z Polski. W obecnym sezonie w Polsce grają – Srecko Lisinac (Skra, w zeszłym sezonie wypożyczony do SCC Berlin, a wcześniej do Częstochowy), Aleksa Brdjović (Skra, podobnie jak w zeszłym sezonie) i Marko Ivović (Resovia). Wcześniej w Polsce grali Nikola Kovacević (Resovia) i największa obecnie gwiazda serbskiej siatkówki – Aleksandar Atanasijević (Skra).

Aleksandar_Atanasijević_(Serbia,_Skra)

Aleksandar Atanasijević w barwach Skry Bełchatów.

Źródło: lovevolleyballintheleadrolewithyou.blogspot.com.

Jedenaste miejsce zajęła Argentyna, której czterech zawodników dobrze zna polskie hale. Nicolas Uriarte i Facundo Conte (Skra), Jose Luis Gonzalez (BBTS Bielsko-Biała) i Pablo Bengolea (Olsztyn). Wszyscy czterej grali w Plus Lidze w zeszłym sezonie, a obecnie brakuje tylko ostatniego, który wrócił do ojczyzny.

Na trzynastej pozycji mistrzostwa świata ukończyły chyba dwa największe rozczarowania polskiego turnieju, czyli Włochy i Bułgaria. W reprezentacji Italii wystąpił Michelle (Michał) Baranowicz, który ma za sobą jeden sezon w Rzeszowie i Dragan Travica, syn byłego trenera Resovii Ljubomira Travicy. Jeśli natomiast chodzi o Bułgarów, to ich trenerem jest legendarny Płamen Konstantinow, który przez jeden sezon jako zawodnik występował w Jastrzębiu.

Plamen_Konstantinow_(Bułgaria,_Jastrzębie)

Płamen Konstantinow w barwach Jastrzębskiego Węgla w koszulce z numerem 17.

Źródło: sport.interia.pl.

Podobnie jak w zeszłym sezonie barwy Resovii reprezentuje Nikołaj Penczew. W Polsce swoją przygodę z siatkówką zaczynał przygodę od Kielc, w których od tego sezonu występuje jego młodszy brat – Rozalin Penczew!

W reprezentacji Australii wystąpiło trzech zawodników, którzy mieli doświadczenie z polskimi rozgrywkami, ale nie Plus Ligi, tylko I ligi! Benjamin Bell jeszcze w zeszłym sezonie reprezentował barwy Ślepska Suwałki. Kilka lat wcześniej dwaj inni Australijczycy wywalczyli ze swoimi zespołami awans do najwyższej klasy rozgrywkowej, ale nie było im dane zadebiutować w niej. Tymi „szczęśliwcami” są Greg (Grigory) Sukochev (Fart Kielce) i Thomas Edgar (Trefl Gdańsk).

Na siedemnastym miejscu mistrzostwa świata ukończyła Belgia, a w jej składzie Simon van de Voorde, który w zeszłym roku grał w Jastrzębiu. Ostatnie 24. miejsce zajęły ex aequo cztery reprezentacje – Kamerun, Egipt, Portoryko i Tunezja. Wiele lat temu w polskiej lidze występował Portorykańszyk Jose Rivera, w Jastrzębiu.

Wprawdzie, jak zaznaczyłem na wstępie, powyższe zestawienie nie obejmuje polskich zawodników występujących w polskiej lidze, ale wspomnieć należy nie zawodnika, a trenera, który stoi za wielkim sukcesem polskiej reprezentacji. Stephane Antiga jeszcze w zeszłym sezonie był zawodnikiem Skry Bełchatów, a w Polsce także – Delecty Bydgoszcz.

Stephane_Antiga_(Francja,_Skra)

Stephane Antiga w barwach Skry Bełchatów.

Źródło: sport.wp.pl.

Jeśli chodzi o największe zagraniczne gwiazdy polskich klubów, w całej historii rozgrywek ligowych, to Antiga zajmuje miejsce w pierwszym rzędzie razem z Konstantinowem, Abramowem i Falascą.

Duża liczba zagranicznych zawodników występujących w polskich klubach, podczas mistrzostw świata pokazuje siłę polskiej siatkówki, polskich klubów i polskiej ligi, która pod względem sportowym jest ustawiana tuż za ligą włoską i rosyjską. Oczywiście, w lidze tureckiej są znacznie większe pieniądze niż w Polsce, choć właściciele klubów i sponsorzy nie szczędzą środków na wspieranie polskiej siatkówki. Zagranicznych siatkarzy, choć raczej nie największe gwiazdy, przyciągają do Polski – poziom gry, sukcesy w europejskich pucharach i atmosfera towarzysząca rozgrywkom. Warto jeszcze zauważyć, że najwięcej byłych i obecnych reprezentantów poszczególnych reprezentacji, o ile grało w Polsce, to z reguły reprezentuje barwy czterech klubów – ZAKSA, Resovia, Skra i Jastrzębie, co zasadniczo odzwierciedla ich siłę w polskich rozgrywkach.

 

Źródła: własne, plusliga.pl, pl.wikipedia.org, slepsksuwalki.pl, opole.gazeta.pl, sport.wp.pl, nto.pl,  lovevolleyballintheleadrolewithyou.blogspot.com, sport.interia.pl. „Skarb Kibica. Siatkówka. Plusliga. Sezon 2010/2011” – bezpłatny dodatek do „Przeglądu Sportowego” z dnia 23 października 2010 r. „Skarb Kibica. Siatkówka. Plusliga. Plusliga kobiet. Sezon 2011/2012” – bezpłatny dodatek do „Przeglądu Sportowego” z dnia 8 października 2011 r. „Magazyn Przegląd Sportowy” nr 39 (59) - bezpłatny dodatek do „Przeglądu Sportowego” z dnia 9 października 2012 r. „Skarb Kibica. Siatkówka. Plusliga. Sezon 2013/2014” – bezpłatny dodatek do „Przeglądu Sportowego” z dnia 11 października 2013 r. „Skarb Kibica. Mistrzostwa Świata w siatkówce Polska 2014” – bezpłatny dodatek do „Przeglądu Sportowego” z dnia 29 sierpnia 2014 r. „Tygodnik Przegląd Sportowy” nr 39/2014 z dnia 1-7 października 2014 r. J. Pindera, Nadzieje równie wielkie jak obawy, „Rzeczpospolita” z dnia 30-31 sierpnia 2014 r., s. 14. M. Lew, Rusza liga mistrzów świata, „Metro” z dnia 3-5 października 2014 r., s. 19.

środa, 17 grudnia 2014
Podsumowanie siatkarskiego mundialu, czyli udane Mistrzostwa Polsatu

Siatkarskie mistrzostwa świata rozegrane w Polsce zakończyły się wielkim sukcesem zarówno organizacyjnym, czego można było się spodziewać, jak również, co było tylko życzeniem – sportowym. Organizacja mistrzostw wykazała kilka drobnych niedociągnięć, ale cieniem na cały turniej kładzie się zakodowanie transmisji telewizyjnych przez Polsat oraz zatrzymanie prezesa i wiceprezesa PZPS.

FIVB_POLAND_2014_(1)

Źródło: pzps.pl.

Powierzenie Polsce, a właściwie PZPS i Polsatowi organizacji mistrzostw świata w siatkówce mężczyzn było decyzją doskonale przemyślaną przez FIVB. W Polsce od wielu lat panuje przyjazny klimat dla siatkówki – są pieniądze, jest zainteresowanie sponsorów, mediów i kibiców. Siatkówka w Polsce jest kochana. Podczas, gdy na świecie, czy nawet w Europie zainteresowanie jest zróżnicowane, to w Polsce buduje się nowe hale, zwiększa liczbę drużyn uczestniczących w rozgrywkach ligowych i popularyzuje siatkówkę gdzie się tylko da. Od dawna to Polska wyznacza nowe standardy w organizacji imprez siatkarskich i budowanie wielkiego show dla volleyball. FIVB nie pomyliła się i Polska (Polsat) osiągnęła wielki sukces organizacyjny, a sukces sportowy spowodował, że wszelkie gratulacje płynące dla Polski łączyły element organizacji z elementem sportowym. Eksperci, siatkarze i trenerzy podkreślali, że nikt inny tak bardzo nie zasłużył na ten sukces sportowy, jak kraj nad Wisłą.

Największą rysą na organizacji było oczywiście zakodowanie transmisji przez Polsat. Zrozumiałym jest, że w sytuacji, gdy Polsatowi „sypnął” się budżet po wycofaniu głównego sponsora trzeba było szukać oszczędności i dodatkowych wpływów, ale dlaczego kosztem kibiców? Z jednej strony stacja TV podjęła się organizacji turnieju wiedząc o zainteresowaniu Polaków tą dyscypliną sportu, a z drugiej na finiszu przygotowań postanowiła na nich zarobić. Sam fakt kodowania tak bardzo nie bulwersuje, jak termin w jakim podano tą informację. Gdyby Polsat już wcześniej informował o takiej możliwości, to przyzwyczaiłby przeciętnego Kowalskiego do dodatkowego wydatku, ale Polsat postanowił o tym dopiero, gdy musiał nie tyle zbilansować budżet, co zmniejszyć straty. W Polsce kibice (telewidzowie) nie są jeszcze przyzwyczajeni do pay-per-view, dlatego zmiana podejścia musi następować stopniowo. A Polsat postanowił zarobić już nie tylko na walkach bokserskich, czy galach MMA, ale też na jednej z największych imprez organizowanych w Polsce. To dziwi o tyle, że cały czas stacja reklamowała mistrzostwa jaką wielką szansę na promocję Polski i Polaków. Promocja była, ale dla wybranych. Turniej odbywał się w Polsce, ale czy poza miastami gospodarzami, dało się to odczuć? Zdecydowanie nie! Turniej oglądali wybrani, którzy postanowili za to zapłacić. Publiczna stacja telewizyjna ograniczała się do „migawek” z meczów, a gazety jakoś dystansowały się od imprezy. Mistrzostwa niby w Polsce, ale tak gdzieś obok nas, w tajemnicy… Wątek kodowania transmisji można już pominąć, aczkolwiek żale, apele, komentarze w wykonaniu panów Kmity, Borka, Szaranowicza, czy Owsiaka, tylko pogłębiały poczucie niezadowolenia. Zresztą trener Bułgarów Płamen Konstantinow odmawiał komentarzy dla Polsatu za kodowanie transmisji.

Stadion Narodowy

FIVB_POLAND_2014_(3)

Źródło: poland2014.fivb.org.

Strzałem „w dziesiątkę” była organizacja ceremonii i meczu otwarcia na Stadionie Narodowym. Przedsięwzięcie przyciągnęło na stadion rekordową liczbę 61,5 tys. widzów, której nie doczekali się nawet piłkarze. Ale prawda jest taka, że po wielu latach rywalizacji na najwyższym poziomie (z sukcesami!!!) polscy siatkarze zasłużyli na takie wyróżnienie. Sukces rodzi sukces, dlatego szybko pojawiły się komentarze, że meczów na Narodowym powinno być więcej. Polska otrzymała prawo organizacji Mistrzostw Europy w 2017 r., a wszystko wskazuje na to, że finał tej imprezy odbędzie się na Stadionie Narodowym. Organizatorzy zaliczyli jednak bardzo, bardzo poważną wpadkę, ponieważ z perspektywy niższych rzędów dolnych trybun niewiele był widać, a bilet kosztował „tylko” 250 zł.

Budżet

Problemy z budżetem spowodowane wycofanie się strategicznego sponsora (Orlen?) sprawiły, że PZPS i Polsat postanowiły o organizacji turnieju z mniejszą pompą niż początkowo zakładano. W 2008 r. Polsat wydał na prawa marketingowe i telewizyjne do mundialu 15 mln euro, choć cztery lata temu mówiono o kwocie 20 mln euro. Maria Kmita, dyrektor Polsatu nie ukrywał, że „To będzie największa produkcja w historii naszej telewizji. Rzucamy najlepsze siły, techniczne i ludzkie” (cyt. za „Rzeczpospolita”). Polsat podjął wyzwanie, ale wątpliwe, aby stacja prezesa Solorza-Żaka nie straciła na tej inwestycji, ale może?

Koszt organizacji mistrzostw świata był szacowany na 36,9 miliona złotych. Co ciekawe, w 2014 r. Ministerstwo Sportu i Turystyki na siatkówkę łącznie przekaże 31,5 mln zł, z których 3,5 mln zł zasiliło budżet mundialu. Na promocję mistrzostw wydano w latach 2011-2014 aż 30 mln zł, a na ceremonię otwarcia i organizację meczu otwarcia aż 10 mln zł, z których 1 mln zł pokryło miasto stołeczne Warszawa.

Budżet poprzedniego mundialu (Włochy 2010) zamknął się w kwocie 30 mln euro, choć już wtedy prezes PZPN głośno mówił, że ten budżet był przeszacowany albo co najmniej dziwnie policzony. PZPS w sierpniu szacował wydatki na mistrzostwa świata na poziomie 75,4 mln zł, a wpływy wycenił na 75,1 mln zł. Oprócz środków z  ministerstwa pozostałe źródła przychodów to: miasta gospodarze (29,3 mln zł), Katowice, które podpisały odrębną umowę na organizację mundialu (4,3 mln zł), bilety (18 mln zł) i FIVB (20 mln zł). Nic więc dziwnego, że prezes PZPS podkreślał, że organizator otrzymał ogromną pomoc finansową z FIVB.

FIVB_POLAND_2014_(2)

Źródło: only-volleyball.blog.onet.pl.

Uczymy się na włoskich błędach

W porównaniu z włoskim mundialem Polacy wyciągnęli wnioski, o czym było już wiadomo cztery lata temu. Po pierwsze system rywalizacji był sprawiedliwy, a po drugiej turniej rozegrano (nie licząc meczu otwarcia) tylko w sześciu, a nie w dziesięciu (jak we Włoszech) miastach. W konsekwencji warunki hotelowe i transportowe w dużych miastach były na wyższym poziomie niż w przypadku organizacji turnieju w większej liczbie ośrodków. Najwięcej krytyki spadło na organizatorów za to, że reprezentacja Polski gościła we Wrocławiu, a nie w Krakowie. Tłumaczenie, że z Wrocławiem wcześniej zawarto umowę, a wybudowanie Areny Kraków w terminie było zagrożone, nie przekonuje w pełni. Krakowska hala, co potwierdził Memoriał Wagnera, stwarza doskonałe warunki dla meczów siatkarskich, ale organizacja wielkich turniejów wymaga wcześniejszych decyzji i pewności w organizacji, a nie prowizorki.

W Polsce była największa w historii frekwencja podczas mundialu. 103 mecze obejrzało prawie 584 tys. widzów, co dało średnią – 5,7 tys. na jeden mecz. We Włoszech 78 spotkań obejrzało ponad 340 tys. widzów, co dało średnią 4,3 tys. kibiców na jeden mecz, a cztery lata wcześniej 104 mecze obejrzało 298 tys. widzów (średnia 2,9 tys.). Do Polski niestety, podobnie jak do Włoch przyjechało bardzo mało kibiców z całego świata. Sprzedano zdecydowaną większość wejściówek, ale nabywcami byli głownie Polacy.

Epilog

Zatrzymanie prezesa i wiceprezesa PZPS w związku z zarzutami korupcyjnymi stanowi smutne i niezasłużone podsumowanie bardzo udanej, choć zakodowanej imprezy.

 

Źródła: własne, eurosport.onet.pl, sport.pl, siatkarskiportal.pl, pzps.pl, poland2014.fivb.org, only-volleyball.blog.onet.pl. K. Drąg, R. Myśliwiec, Uczymy się na błędach, dodatek do „Przeglądu Sportowego” z 2010 r., str. 5 (brak dokładnej daty wydania). K. Drąg, Będzie skromniej, ale za to bez strat, „Przegląd Sportowy” z dnia 7 sierpnia 2014 r., s. 16. „Rzeczpospolita”.

środa, 10 grudnia 2014
Polska rozbiła Serbię w meczu otwarcia siatkarskich mistrzostw świata

W rozegranym w sobotę 30 sierpnia 2014 r. meczu otwarcia mistrzostw świata w siatkówce reprezentacja Polski nadspodziewanie łatwo pokonała Serbię 3:0 (25:19, 25:18, 25:18). Ten wyjątkowy mecz został rozegrany na Stadionie Narodowym i zgromadził 61,5 tysiąca widzów!

Ceremonia otwarcia, mecz i cała atmosfera towarzysząca spotkaniu spowodowały, że komentatorzy, eksperci i dziennikarze podkreślali, że są pod wrażeniem wielkiego siatkarskiego show, jaki udało się zorganizować w Warszawie. Wydaje się, że występ Polaków był tylko dopełnieniem tego, co musiało się stać. Zachwyty dotyczyły z całą pewnością niesamowitego wydarzenia jakim było rozegranie meczu siatkarskiego na stadionie typowo piłkarskim i zgromadzenie takiej niewiarygodnej liczby kibiców w jednym miejscu. Zwłaszcza, że mówimy o dyscyplinie, dla której niedawno kilka tysięcy widzów było godną frekwencją. To, że polscy kibice kochają siatkówkę, a polscy organizatorzy potrafią dokonać prawie niemożliwego było już wiadomo, ale w połączeniu ze znakomitym występem siatkarzy stworzyło niesamowity efekt. Powiedzieć, że Polacy kochają siatkówkę, to nic nie powiedzieć…

2014.08.30_Mecz_Otwarcia_siatkarskich_mistrzostw_świata_(0)

Ceremonia otwarcia

Mecz reprezentacji Polski i Serbii poprzedziła ceremonia otwarcia. Najpierw wielki hit „My Słowianie” wykonał duet Donatan & Cleo, a na parkiecie wystąpiły tancerki z trójkątami w białych i czerwonych kolorach.

2014.08.30_Mecz_Otwarcia_siatkarskich_mistrzostw_świata_(1)

2014.08.30_Mecz_Otwarcia_siatkarskich_mistrzostw_świata_(2)

2014.08.30_Mecz_Otwarcia_siatkarskich_mistrzostw_świata_(3)

Następnie oficjalnego otwarcia dokonali prezes Polskiego Związku Piłki Siatkowej Mirosław Przedpełski i prezes Międzynarodowej Federacji Siatkówki (FIVB) Ary Garcia. Przedpełski powiedział, że „Poland to Volleyland”, a Garcia dziękował Polsce. Później przy muzyce skomponowanej przez DJ Adamusa na boisku pojawiały się w kolejności alfabetycznej delegacje uczestników turnieju. Na samym końcu przy ogłuszającej wrzawie zaprezentowano Polskę. Najgorsze przyjęcie pełne gwizdów i buczenia spotkało Rosję…

2014.08.30_Mecz_Otwarcia_siatkarskich_mistrzostw_świata_(4)

Później głos zabrał Prezydent RP Bronisław Komorowski, który podkreślił, że Stadion Narodowy „został wybudowany na gruzach zniszczonej przez wojnę stolicy Polski”.

2014.08.30_Mecz_Otwarcia_siatkarskich_mistrzostw_świata_(5)

Na boisku pojawili się tancerze i cheerleaderki z dwoma balonami w kształcie piłek siatkarskich (oczywiście z logiem oficjalnego producenta piłek na ten turniej). Cheerleaderki rozłożyły na boisku biało-czerwoną flagę, która po odwróceniu zmieniła się w logo FIVB.

2014.08.30_Mecz_Otwarcia_siatkarskich_mistrzostw_świata_(6)

2014.08.30_Mecz_Otwarcia_siatkarskich_mistrzostw_świata_(7)

Na zakończenie ceremonii otwarcia Margaret wykonała utwór „Set a Fire” – oficjalny hymn mistrzostw, a następnie (specjalnie dla kibiców) wykonała swój największy hit – „Thank you very much”.

2014.08.30_Mecz_Otwarcia_siatkarskich_mistrzostw_świata_(8)

2014.08.30_Mecz_Otwarcia_siatkarskich_mistrzostw_świata_(9)

Po zakończeniu ceremonii otwarcia a przed rozpoczęciem meczu miała miejsce jeszcze jedna przyjemna uroczystość. Piotr Gruszka oficjalnie zakończył karierę. Od prezesa Przedpełskiego odebrał koszulkę reprezentacji Polski z numerem 450, ponieważ w latach 1995-2011 rozegrał właśnie tyle meczów w kadrze. Pod tym względem jest rekordzistą. Gruszka zakończył karierę siatkarza, ale rozpoczyna karierę trenera. W sezonie 2014/2015 poprowadzi BBTS Bielsko-Biała.

2014.08.30_Mecz_Otwarcia_siatkarskich_mistrzostw_świata_(10)

Mecz

Pewnym zaskoczeniem mogło być wyjście w pierwszej „szóstce” Zagumnego, ponieważ w Lidze Światowej grał Fabian Drzyzga, a „Guma” odpoczywał. Trener Biało-czerwonych – Stephane Antiga postawił jednak na doświadczenie.

2014.08.30_Mecz_Otwarcia_siatkarskich_mistrzostw_świata_(11)

2014.08.30_Mecz_Otwarcia_siatkarskich_mistrzostw_świata_(12)

Początek spotkania był bardzo nerwowy, a pierwsze akcje rozpoznawcze. Obie drużyny starały się „wyczuć” nietypowe warunki do gry i możliwości rywala, dlatego wynik oscylował wokół remisu, a Polacy zeszli na pierwszą przerwę techniczną z jednopunktowym prowadzeniem (8:7). Zagumny zagrywał przede wszystkim do Michała Winiarskiego, ponieważ był pewien jego formy i umiejętności. Natomiast Karolowi Kłosowi wystawiał piłki w łatwiejszych sytuacjach. Przewaga Polaków stopniowo rosła (12:9, 15:11, 16:12), ale przy stanie 17:12 kolejne dwie piłki wygrali Serbowie. Gdy jednak po udanym bloku na tablicy wyników pojawił się wynik 20:15 stało się jasne, że ten przewagi na Biało-czerwonym stadionie nie sposób stracić. I tak tez się stało. Polacy wygrali pierwszą partię 25:19.

2014.08.30_Mecz_Otwarcia_siatkarskich_mistrzostw_świata_(13)

Drugi set rozpoczął się od czteropunktowego prowadzenia Polaków (5:1). Po pierwszej przerwie technicznej, przy stanie 8:4 dla gospodarzy, Serbowie zdobyli punkt i… właściwie przestali grać. Kolejne sześć punktów padło łupem Polaków (14:5) i dopiero gdy Mariusz Wlazły posłał piłkę w aut Serbowie mogli na chwilę odetchnąć. Osiem punktów przewagi stawiało gospodarzy w doskonałej sytuacji. W meczach z Serbami, Polacy potrafili tracić w decydujących momentach po cztery, pięć punktów przewagi, ale tym razem utrzymywali przewagę (16:8, 20:12, 22:14). Ostatecznie drugą partię Polacy wygrali bardzo pewnie 25:18.

2014.08.30_Mecz_Otwarcia_siatkarskich_mistrzostw_świata_(14)

2014.08.30_Mecz_Otwarcia_siatkarskich_mistrzostw_świata_(15)

Przed trzecim setem, kibiców i ekspertów musiało nurtować pytanie, czy to możliwe, aby Polacy tak szybko rozprawili się z Serbami w meczu otwarcia? Po dwóch setach trudno było oprzeć się wrażeniu, że Polakom idzie za łatwo, ale w kolejnym (i jak się okazało – ostatnim!) secie, potwierdzili klasę. Od początku seta biało-czerwoni budowali przewagę schodząc na pierwszą przerwę techniczną z czteropunktową przewagą (8:4), a na drugą przerwę z pięciopunktową przewagą (16:11). Gdy jednak Serbowie zdobyli trzy punkty z rzędu (16:14) można było zwątpić w sukces Polaków. Gospodarze odpowiedzieli na serię punktową gości jeszcze lepszą serią i zdobyli pięć kolejnych punktów! Przy stanie 21:14 porażka byłaby niewiarygodna. Polacy utrzymali przewagę i wygrali trzecią partię 25:18 i cały mecz 3:0.

2014.08.30_Mecz_Otwarcia_siatkarskich_mistrzostw_świata_(16)

2014.08.30_Mecz_Otwarcia_siatkarskich_mistrzostw_świata_(17)

Mecz trwał niespodziewanie krótko i wcale nie chodzi o trzy sety. Polacy wygrali z przewagą dwudziestu (!) małych punktów (75:55) w zaledwie 83 minuty (kolejno w setach – 29 min., 26 min., 28 min.). Biało-czerwoni, mimo ogromnej presji, stawili czoła wyzwaniu, i to rywale wyglądali na przestraszonych i zagubionych. Starając się precyzyjnie odpowiedzieć na pytanie dlaczego Polacy wygrali należy wskazać przede wszystkim na świetne rozegranie i skuteczny atak. Paweł Zagumny był w meczu otwarcia klasą dla siebie. Jeśli chodzi o atak to Polacy skutecznie zakończyli 38 prób na 71 (53,5%), zaś Serbowie 27 spośród 72 (37,5%). Różnicę dobrze widać przy porównaniu indywidualnych osiągnięć. Najlepiej punktujący wśród Serbów – Atanasijević zagrał z niższą skutecznością (34,62%) niż trzech Polaków! Wniniarski osiągnął bardzo wysoką skuteczność 68,75%, ale Wlazły (43,48%) i Mika (42,86%) też wypadli dobrze. Do skutecznego ataku Polacy dołożyli 11 punktów blokiem, przy 9 punktach Serbów i 4 asy serwisowe, przy zaledwie jednym Serbów. Poza tym, Polacy zdobyli aż 22 punkty po błędzie przeciwnika, a Serbowie 18. Zagumny i Winiarski zagrali świetnie, a Zatorski bronił w trudnych sytuacjach. Dobrze zagrał też Mika i Kłos, a Wlazły, choć nie pokazują tego statystyki, kończył wiele ważnych akcji. Nowakowski zagrał trochę gorzej od reszty, ale też „Guma” nie dał mu zbyt wielu okazji do wykazania się na siatce. Konarski i Drzyzga zagrali bardzo krótko, aby rzetelnie ocenić ich występ.

Eksperci, dziennikarze i ludzie siatkówki podkreślali po meczu, że nie spodziewali się tak przekonującego zwycięstwa Polaków i stylu w jakim przegrała Serbia. Komentatorzy, ale także sami siatkarze mówili po meczu, że ten pojedynek niczego nie przesądza, że był pierwszym meczem i nie można wyciągać z niego dalekosiężnych wniosków. Antiga słusznie zauważył, że jego zawodnicy poradzili sobie z presją. Winiarski także zwrócił na to uwagę mówiąc, że w tych warunkach trudno było opanować emocje. Polscy siatkarze zgodnie mówili, że mecz na Stadionie Narodowym, to ogromne przeżycie i niesamowite uczucie. Podkreślali, że jedynym utrudnieniem były powiewy wiatru, choć jedynie Wlazły zebrał się na odwagę i powiedział, że cieszy się, że na Narodowym więcej już nie zagra.

Wyjątkowy mecz

Mecz otwarcia obejrzało 61,5 tys. widzów, co stanowi rekord świata na mistrzostwach świata. Finał mistrzostw w 1950 r., pomiędzy ZSRR a Czechosłowacją obejrzało w Moskwie 50 tys. widzów. A co do meczu na stadionie piłkarskim, to Mirosław Rybaczewski w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” przypomniał, że „dawno temu rozgrywano już mecz w podobnej scenerii. Reprezentacja ZSRR i Brazylia grały na Maracanie”. Warto jeszcze przypomnieć, że w tym sezonie Polacy rozegrali jeden mecz w Lidze Światowej w nietypowym miejscu. W czerwcu przegrali z Włochami 1:3 na Foro Italico, czyli otwartym stadionie tenisowym. Mecz rozegrano pod gołym niebem, a w końcówce czwartego seta zawodnikom przyświecał księżyc.

-------

Jak się później okazało Polacy spełnili swój wspaniały sen zdobywając drugie w historii Mistrzostwo Świata i podobnie, jak czterdzieści lat wcześniej Biało-czerwonych poprowadził do triumfu trener – debiutant.

Do tytułu mistrzowskiego Polskę doprowadziły następujące wyniki 3:0 z Serbią, 3:0 z Australią, 3:0 z Wenezuelą, 3:1 z Kamerunem, 3:0 z Argentyną, 1:3 z USA, 3:1 z Włochami, 3:2 z Iranem, 3:2 z Francją, 3:2 z Brazylią, 3:2 z Rosją, 3:1 z Niemcami i w finale 3:1 z Brazylią.

 

30 sierpnia 2014 r. godz. 20:15 – Warszawa, Stadion Narodowy

Mecz otwarcia Mistrzostw Świata w piłce siatkowej 2014

Polska – Serbia 3:0 (25:19, 25:18, 25:18)

Polska: 5. Paweł Zagumny 1, 2. Michał Winiarski 14, 1. Piotr Nowakowski 7, 10. Mariusz Wlazły 12, 20. Mateusz Mika 11, 7. Karol Kłos 7 oraz 17. Paweł Zatorski (libero) – 3. Dawid Konarski 1, 11. Fabian Drzyzga.

Nie zagrali: 13. Michał Kubiak, 18. Marcin Możdżonek, 21. Rafał Buszek.

Trener: Stephane Antiga (Francja).

Asystent trenera: Philippe Blain (Francja).

Serbia: 9. Nikola Jovović, 1. Nikola Kovacević 5, 4. Marko Podrascanin 4, 14. Aleksandar Atanasijević 11, 10. Milos Nikić 3, 20. Srecko Lisinać 8 oraz 19. Nikola Rosić (libero) – 2. Uros Kovacević 1, 3. Marko Ivović 4, 5. Vlado Petković 1.

Nie zagrali: 4. Nemanja Petrić, 7. Dragan Stanković.

Trener: Igor Kolaković.

Asystent trenera: Strahija Kozić. 

Sędziowali: Frans Lodeurs (Holandia) i Juraj Mokry (Słowacja).

Widzów: 61.500.

 

Źródło: własne, „Przegląd Sportowy” z dnia 1 września 2014 r., s. 1-7. J. Bińczyk, Polacy gromią na Narodowym!, „Metro” z dnia 1 września 2014 r., s. 11. Kiedyś nie było ptasiego mleczka – wywiad red. R. Sztachelskiego z Mirosławem Rybaczewskim, „Rzeczpospolita” z dnia 29 sierpnia 2014 r., s. 16.

wtorek, 09 grudnia 2014
Serbia – rywal siatkarskiej reprezentacji Polski

Pierwszym przeciwnikiem siatkarskiej reprezentacji Polski podczas tegorocznych Mistrzostw Świata była zawsze groźna reprezentacja Serbii. Tym samym goście dostąpili zaszczytu uczestniczenia w meczu otwarcia rozegranym na Stadionie Narodowym.

Historia i sukcesy

Serbowie tak naprawdę na własny rachunek grają od 2007 r. i są spadkobiercą sukcesów byłej Jugosławia, a później Serbii i Czarnogóry. Rozpad Jugosławii w latach dziewięćdziesiątych miał wpływ na siatkówkę, ale nazwa reprezentacji, mimo odłączenia Chorwacji, Bośni i Hercegowiny, Słowenii i Macedonii, pozostała bez zmian. Tak było do 2002 r., gdy Jugosławia stała się federacją Serbii i Czarnogóry. Następnie, w 2006 r. proklamowanie niepodległości przez Czarnogórę spowodowało kolejną zmianę nazwy. Warto jeszcze przypomnieć, że jugosłowiański związek piłki światowej powstał w 1946 r. Bardziej popularne od siatkówki są jednak koszykówka, piłka nożna i tenis.

Największe sukcesy reprezentacja Jugosławii święciła na przełomie wieków. Wtedy między 1995 a 2002 przez osiem kolejnych lat zdobywali miejsca na podium. Co ważne, w tym czasie tylko raz zajęli miejsce na podium komercyjnej Ligi Światowej, bo w kolejnych latach brak miejsc na podium w dużych imprezach, nadrabiali sukcesami w Lidze Światowej. W najlepszym dla siebie okresie Serbowie wywalczyli złoto i brąz Igrzysk Olimpijskich, wicemistrzostwo świata, a podczas mistrzostw Europy – mistrzostwo, wicemistrzostwo i dwa brązowe medale. Od 2005 r. rozegrano pięć edycji Mistrzostw Europy i tylko raz (w 2009 r.) Serbowie nie zdobyli medalu. W Lidze Światowej seria była jeszcze lepsza, ponieważ w latach 2003-2010 tylko w dwóch spośród ośmiu edycji Serbowie nie zajęli miejsca na podium. Od tamtej jednak pory cztery edycje kończyli na miejscach między siódmym, a dziewiątym. Z drugiej jednak strony klasę pokazali podczas zeszłorocznych mistrzostw Europy, gdy w Kopenhadze wywalczyli brązowy medal.

Logo_serbskiej_federacji_siatkówki

Źródło: sportsun.org.

Podsumowując wszystkie sukcesy Serbów, niezależnie od nazwy reprezentacji, są naprawdę imponujące i stawiają drużynę z Bałkanów wśród najbardziej utytułowanych reprezentacji świata. Na Igrzyskach Olimpijskich Serbowie wywalczyli złoty (2000) i brązowy medal (1996), a na mistrzostwach świata srebrny (1998) i brązowy (2010). Znacznie więcej medali znajduje się w ich dorobku z mistrzostw Europy – dwa złote (2001, 2011), jeden srebrny (1997) i aż siedem brązowych medali (1975, 1979, 1995, 1999, 2005, 2007, 2013). Ligi Światowej Serbowie (jeszcze?) nie wygrali, ale czterokrotnie zajmowali drugie miejsce (2003, 2005, 2008, 2009) i trzykrotnie trzecie miejsce (2002, 2004, 2010). Do tych sukcesów, należy dodać jeszcze trzecie miejsce w Pucharze Świata (2003).

Obecny sezon

Serbowie zajmują aktualnie 6. miejsce w rankingu FIVB (Polska – 5.). W tym roku podobnie zresztą, jak Polacy nie awansowali do turnieju finałowego Ligi Światowej, który był rozgrywany we Florencji. W dwóch meczach z Bułgarią poprzedzających mundial odnieśli zwycięstwo i porażkę. Serbowie (…) mają młodą drużynę, która szczyt formy ma osiągnąć za dwa lata na igrzyskach w Rio de Janeiro. (cyt. za „Rzeczpospolita”).

Siatkarze i trener

Najbardziej znanymi i utytułowanymi serbskim siatkarzami w historii są przede wszystkim Vladimir i Nikola Grbić oraz Ivan Milijković. Nie można jednak zapominać o innych, jak np. Andrija Gerić, Goran Vujković, czy Slobodan Boskan. Co ciekawe, w czasach gdy Serbowie osiągali sukcesy żaden serbski reprezentant nie grał w polskiej lidze. Wyjątkiem był Aleksandar Mitrović (Resovia Rzeszów), ale on tak naprawdę nie zaistniał w serbskiej kadrze. Od tamtej pory sporo się zmieniło, polska liga rośnie w siłę, a Serbowie przechodzą trochę gorszy okres. Nic więc dziwnego, że w reprezentacji Serbii na mundial w Polsce znalazło się pięciu siatkarzy, którzy byli lub są związani z PlusLigą. Rozgrywający Aleksa Brdjović i środkowy Srecko Lisinac reprezentują Skrę Bełchatów, a przecież nie tak dawno w tym klubie grała największa obecnie gwiazda serbskiej siatkówki, czyli atakujący Aleksandar Atanasijević (Sir Safety Perugia). Poza tym, w Resovii grał rozgrywający Nikola Kovacević (Calzedonia Verona), a od tego sezonu w tym klubie gra inny serbski rozgrywający – Marko Ivović. Oprócz Atanasijevicia o sile serbskiej reprezentacji stanowią przede wszystkim dwaj środkowi z włoskiej Lube Banca Macerata – Marko Podrascanin i Dragan Stanković. Trenerem Serbów jest Igor Kolaković, który (z sukcesami) samodzielnie prowadzi kadrę od 2006 r. Wcześniej, bo od 2003 r. był asystentem dobrze znanego w Polsce Ljubomira Travicy.

Udział w Mistrzostwach Świata

W tabeli wszechczasów finałów siatkarskich mistrzostw świata Serbowie (włączając Jugosławię oraz Serbię i Czarnogórę) zajmują 12. miejsce. Do tej pory zagrali w ośmiu edycjach, podczas których wygrali 50 meczów, a przegrali 35 (58,82% zwycięstw). Dla porównania Polska zajmuje 6. miejsce – 15 edycji, 129 meczów, 83 zwycięstwa i 46 porażek (64,34% zwycięstw). W większej od Polski edycji turniejów finałowych uczestniczyły tylko trzy reprezentacje – Rosja (wliczając wyniki ZSRR), Bułgaria i Czechy (wliczając wyniki Czechosłowacji). Serbowie wywalczyli awans na polskie mistrzostwa pewnie wygrywając turniej kwalifikacyjny rozgrywany w serbskim Niszu. Gospodarze rozbili Macedonię (3:0), Portugalię (3:1) i Słowenię (3:0).

Mecze Polska – Serbia

Historia meczów między Polską a Serbią jest długa i pełna licznych, pięknych widowisk. Wydaje się, że w pamięci kibiców zapadły przede wszystkim trzy z nich. W 2000 r. w turnieju kwalifikacyjnym do Igrzysk Olimpijskich w Sydney, rozgrywanym w katowickim „Spodku” Polacy przy stanie 1:2 w setach prowadzili w czwartej partii 23:17, a i tak przegrali! Sytuacja powtórzyła się, aczkolwiek była jeszcze bardziej dramatyczna, pięć lat później, gdy w Belgradzie w półfinale Ligi Światowej Polska prowadziła z gospodarzami 2:0 i 22:17 w trzecim secie, a mecz przegrała po tie-breku. Rok później podczas Mistrzostw Świata w Japonii, Biało-czerwoni wygrywając z Serbią 3:0 przypieczętowali awans do półfinału, a później zdobyli srebrny medal. Dodatkowo, Polska może pochwalić się imponującym bilansem w meczach z Serbami podczas mistrzostw świata. Polacy wygrali wszystkie pięć meczów ze znakomitym bilansem setów 15:3.

Sukcesy klubów w europejskich pucharach

Warto jeszcze wspomnieć o sukcesach siatkówki klubowej. W czasach komunistycznych, a później do czasu rozpadu Jugosławii najlepsi siatkarze grali przede wszystkim w kraju. Później zaczęli wyjeżdżać za granicę i podnosić swoje umiejętności przede wszystkim we Włoszech. Największe sukcesy w europejskich pucharach w czasach wielkiej Jugosławii święcił chorwacki HAOK Mladost Zagrzeb trzykrotnie dochodząc do finału Pucharu Europy Mistrzów Krajowych (1963/1964, 1983/1984 i 1984/1985). Później już dla Chorwacji zdobył 3. miejsce w tych rozgrywkach (1996/1997) i finał Pucharu Challenge (2009/2010). Jedyną drużyną, która nawiązywała do tych sukcesów była serbska Vojvodina Novy Sad, która w Pucharze Europy dwukrotnie zajmowała 3. miejsce (1988/1989 i 1995/1996) i raz w Pucharze Zdobywców Pucharów (1982/1983). Miejsca na podium w klubowych rozgrywkach uzupełniają finały Pucharu CEV – osiągnięte dwukrotnie przez Partizana Belgrad (1984/1985 i 1989/1990) i raz przez bośniacką OK Bośnię Sarajewo (1985/1986).

Podsumowanie

Serbia w dalszym ciągu należy do czołowych drużyn świata, o czym świadczy brązowy medal zdobyty podczas zeszłorocznych mistrzostw Europy, ale to już nie jest tak silna drużyna, jak za czasów braci Grbiciów i Milijkovica. Rywal silny, ale aktualnie to Polska jest silniejsza.

 

Źródła: własne, siatka.org, sportsun.org, pl.wikipedia.org. „Skarb Kibica. Mistrzostwa Świata w siatkówce Polska 2014” – bezpłatny dodatek do „Przeglądu Sportowego” z dnia 29 sierpnia 2014 r. R. Myśliwiec, Odbojka jest w cieniu, „Przegląd Sportowy” z dnia 29 sierpnia 2014 r., s. 26. J. Pindera, Bal pod siatką, „Rzeczpospolita” z dnia 29 sierpnia 2014 r., s. 16. J. Pindera, Nadzieje równie wielkie jak obawy, „Rzeczpospolita” z dnia 30-31 sierpnia 2014 r., s. 14.

sobota, 15 marca 2014
Politechnika wygrała z Resovią po ponad trzech latach!

AZS Politechnika Warszawska niespodziewanie pokonała Resovię Rzeszów (27:25, 23:25, 25:21, 27:25) w hali stołecznego „Torwaru” w meczu 17. kolejki PlusLigi sezonu 2013/2014. Mecz został rozegrany w niedzielę 26 stycznia 2014 r.

Przed meczem

Obie drużyny przystępowały do meczu w zupełnie innych nastrojach. Resovia dosyć łatwo pokonała u siebie Skrę Bełchatów 3:0, a na wyjeździe 3:1 z belgijskim Knack Roeselare w Lidze Mistrzów. Politechnika miała za sobą wstydliwą porażkę 1:3 z KPS Siedlce w Pucharze Polski i porażkę 1:3 u siebie z Czarnymi Radom. W derbach Mazowsza „Polibuda” miała walczyć o zwycięstwo, a tak naprawdę nie podjęła walki. Zupełnie inaczej niż w meczu z Resovią.

Warto jeszcze dodać, że oba klubu znajdują się w zupełnie innej kondycji i finansowej i sportowej. Politechnika to drużyna, której celem jest awans do fazy plaf-off, czyli zajęcie ósmego miejsca. Marcin Nowak opisuje sytuację klubu w następujący sposób: „Mamy średnią drużynę, z przeciętnym budżetem i zaległościami,  nie mamy żadnej presji na wynik” (cyt. za warszawa.sport.pl). Na wypłaty zawodnicy czekają do października, choć prezes Jolanta Dolecka jak zwykle mówi, że sponsorzy pojawią się już za chwilę. Politechnika kolejny już sezon jest drużyną budowaną za niewielkie pieniądze, wsparte tylko obietnicami. Skład tworzą zawodnicy albo niechciani w innych klubach albo wchodzący do seniorskiej siatkówki. Natomiast Resovia to główny kandydat do tytułu mistrzowskiego, który w tym sezonie mierzył również w sukces w Lidze Mistrzów. Resovia zdobyła mistrzostwo Polski w dwóch poprzednich sezonach, a z podium nie schodzi od pięciu sezonów! W tym czasie zagrała w finale i półfinale Pucharu CEV, a także ćwierćfinale Ligi Mistrzów. Politechnika osiągnęła tylko 5. i 6. miejsce w PlusLidze, a także finał Pucharu Challenge.

2013.01.26_Politechnika_-_Resovia_(1)

Mecz

W pierwszej partii walka „punkt za punkt” trwała do wyniku 7:7. Później gospodarzom wychodziło absolutnie wszystko i stopniowo zwiększali prowadzenie, które w kulminacyjnym momencie osiągnęło aż osiem punktów (18:10, 19:11). Resovia nieznacznie zmniejszyła przewagę, a od stanu 24:18 dla miejscowych wygrała aż sześć piłek z rządu i doprowadziła do remisu po 24. Po chwili był remis po 25 i dwa błędy popełnili goście. Najpierw Paul Lotman zepsuł zagrywkę, a po chwili Dawid Gunia zablokował Piotra Nowakowskiego. Politechnika niespodziewanie wygrała pierwszego seta 27:25. Gospodarze zaskoczyli przede wszystkim blokiem. W ten sposób zdobyli aż dziesięć punktów w pierwszym secie. Resovia sprawiała wrażenie zagubionej. Problemy rozpoczynały się od słabego przyjęcia, które prowadziło do nieskutecznego ataku. Poza tym, trener Andrzej Kowal nie reagował na wydarzenia na boisku. Nie wiedzieć czemu trzymał na boisku Paula Lotmana, chyba na tzw. „przełamanie”. Amerykanin zdobył tylko dwa punkty, atakował ze strachem w oczach i aż pięciokrotnie był blokowany. Do tego popełnił dosyć istotny błąd na zagrywce w końcówce seta. Warto jeszcze dodać, że kibice Resovii obawiali się, że po serii dobrych meczów z silnymi rywalami załamanie może przyjść w meczu ze słabszą drużyną. Pierwszy set meczu z Politechniką potwierdził te obawy.

2013.01.26_Politechnika_-_Resovia_(2)

W drugim secie na dłużej w barwach gości pojawili się Peter Veres i Dawid Konarski. Politechnika prowadził 3:1, ale gdy wydawało się, że „Sovia” przejmuje inicjatywę, to gospodarze potrafili „wyciągnąć” wynik z 7:9 na 10:9. Później lepszy okres gry zanotowała Resovia i objęła prowadzenie 16:12, ale na krótko, bo cztery punkty z rzędu zdobyli gospodarze (16:16), którzy po chwili objęli prowadzenie 19:17. W tym czasie punktowymi atakami popisywał się Dawid Gunia. Politechnika prowadziła jeszcze 21:19, ale ostatecznie przegrała 23:25 po ataku Dawida Konarskiego. Duży wkład w sukces gości miała zagrywka Łukasza Perłowskiego. Wydawało się, że wszystko wróciło do normy…

2013.01.26_Politechnika_-_Resovia_(3)

…jednak trzecia partia niespodziewanie padła łupem gospodarzy. Wyrównana walka trwała w początkowej fazie seta do stanu 10:8. Politechnicy zwiększyli prowadzenie do wyniku 13:9, ale dzięki mocnym serwisom Konarskiego goście zniwelowali stratę do zaledwie dwóch punktów (13:11). Gospodarze wygrali sześć z pięciu kolejnych piłek i objęli prowadzenie różnicą sześciu punktów (18:12). Resovia zbliżyła się jeszcze dwukrotnie na trzy punkty (21:18, 23:20), ale to było wszystko na co było stać gości. Po skutecznym ataku Macieja Pawlińskiego Politechnika wygrała trzecią partię 25:21. Wśród gospodarzy punktowali przede wszystkim wspomniany Pawliński, a także Gontariu, Gunia i Szalpuk. Wśród gości aż 9 punktów w tej partii zdobył Konarski, ale zawodził Veres.

2013.01.26_Politechnika_-_Resovia_(4)

Gdy wydawało się, że w ostatniej partii wreszcie Resovia zagra jak na mistrza Polski przystało, to Politechnika pokazała, że w tym meczu jest niezwykle mocna. Gospodarze rozpoczęli od prowadzenia 5:0 (!), które zwiększyli do sześciu punktów (10:4). Goście zniwelowali stratę nawet do jednego punktu (11:10, 12:11), ale Politechnika co chwila uciekała na dystans kilku punktów (16:12, 20:16). Politechnika prowadziła jeszcze 21:19 i 22:20, ale Konarski dobył trzy punkty z rzędu, a Perłowski dołożył blokiem kolejny. Resovia prowadziła więc 24:22 i miała tie-breaka na wyciągnięcie ręki. Dwa ataki Gontariu doprowadziły jednak do remisu. Resovia odpowiedziała punktem Lotmana (25:24), ale później dwa punkty atakiem zdobył Artur Szalpuk, a następnie Nikolay Penczev zaatakował w aut i niespodzianka stała się faktem.

2013.01.26_Politechnika_-_Resovia_(5)

Krzysztof Ignaczak – patrzył i nie wierzył w to, co się stało.

Przyczyny porażki Resovii

O zwycięstwie Politechniki zdecydowała duża liczba bloków (23) i skuteczność w ataku. Politechnika była lepsza w tym elemencie gry aż o 10% (51% – 41%). W związku z tym przewaga Resovii w przyjęciu (61% – 47%) nie miała większego znaczenia. Błędów w przyjęciu i asów obie ekipy zanotowały tyle samo (po sześć). Kluczowe znaczenie dla wyniku meczu miała też różnica w grze najlepszych zawodników w obu drużynach. Najlepszy z „Politechników”, a jednocześnie MVP meczu – Adrian Gontariu zdobył 31 punktów przy 57-procentowej skuteczności. Najlepszy z gości – Dawid Konarski zdobył dziesięć punktów mniej przy gorszej skuteczności (40%), a dodatkowo aż dziewięć razy dał się zablokować. A warto przypomnieć, że Adrian Gontariu, choć mocno zaprzeczał, to jednak podświadomie był zmotywowany do dobrego występu akurat w tym meczu. W sezonie 2011/2012 zdobył z Resovią mistrzostwo Polski, ale był przede wszystkim rezerwowym. Z drugiej strony nie ma się czemu dziwić, skoro jego rywalem do miejsca w składzie był niesamowity Gyory Grozer.

2013.01.26_Politechnika_-_Resovia_(6)

Adrian Gontariu – MVP meczu.

Szukając przyczyn porażki mistrzów Polski z 2012 i 2013 r. można wskazać na brak Oliega Achrema i Grzegorza Kosoka, ale to żadne wytłumaczenia, ponieważ Resovia dysponuje szeroką, wyrównaną i chyba najlepszą kadrą wśród drużyn PlusLigi. Jakub Bednaruk stwierdził, że jego drużyna dobrze „czytała” grę rywali, a Dawid Gunia przyznał, że na rozgrzewce odniósł wrażenie, że „Resovia nie przyłożyła się do niej” (cyt. za warszawa.sport.pl). Trzeba jednak przyznać, że Politechnika rozegrała najlepszy mecz w sezonie, a wynik zeskoczył samych zawodników, co przyznał Juraj Zatko, słowacki rozgrywający gospodarzy.

2013.01.26_Politechnika_-_Resovia_(7)

Trener Politechniki – Jakub Bednaruk.

Trochę historii…

Po takich meczach mówi się, że to był mecz, w którym jedna drużyna wygrała z drugą, ale dziesięć kolejnych przegrałaby. I co ciekawe takie porównanie  idealnie pasuje do rywalizacji Politechniki z Resovią. „Inżynierowie” ostatni raz wygrali z Resovią 27 października 2010 r. (3:2 na „Torwarze”), a następnie przegrali osiem kolejnych meczów ligowych, a gdyby policzyć Puchar Polski to będzie dziewięć kolejnych porażek. 

Porażka z Politechniką była dla Resovii dopiero trzecią w tym sezonie. Wcześniej przegrała w lidze tylko z Jastrzębskim Węglem i PGE Skrą Bełchatów. Kibice stołecznego klubu liczyli, że ten mecz dowiódł, że ich faworyci mogą powalczyć z każdym. Rzeczywistość szybko sprowadziła ich na ziemię. Politechnika praktycznie bez walki przegrała dwa kolejne mecze po 0:3 z ZAKSĄ na wyjeździe i Jastrzębskim u siebie. Resovia natomiast wygrała z Effectorem Kielce i Lotosem Gdańsk.

Ostatecznie Resovia z bilansem 18 – 4 (przegrała jeszcze tylko z ZAKSĄ) zajęła 1. miejsce w rundzie zasadniczej, zaś Politechnika z bilansem 9 – 13 zajęła 7. miejsce. W ćwierćfinałach Resovia gra z Effectorem Kielce, a Politechnika ze Skrą Bełchatów.

 

26 stycznia 2014 r., godz. 20:00, Warszawa, Hala Widowiskowo-Sportowa „Torwar”

17. kolejka PlusLigi siatkarzy sezon 2013/2014

AZS Politechnika Warszawska – Asseco Resovia Rzeszów 3:1 (27:25, 23:25, 25:21, 27:25)

AZS Politechnika:  Maciej Pawliński 11, Marcin Nowak 7, Juraj Zatko 9, Artur Szalpuk 14, Dawid Gunia 13, Adrian Radu Gontariu 31, Michał Potera (Libero) – Maciej Olendarek, Przemysław Smoliński.

Trener: Jakub Bednaruk.

Asseco Resovia Rzeszów: Paul Lotman 7, Piotr Nowakowski 11, Jochen Schops 4, Fabian Drzyzga, Łukasz Perłowski 9, Peter Veres 6, Krzysztof Ignaczak (Libero) – Dawid Konarski 21, Lukas Tichacek, Nikolay Penczev 8.

Trener: Andrzej Kowal.

Sędzia pierwszy: Tomasz Flis (Kraków).

Sędzia drugi: Paweł Burkiewicz (Kraków).

Komisarz ligi: Andrzej Skorupa.

MVP meczu: Adrian Radu Gontariu.

Widzów: 4.000.

 

Źródła: własne, warszawa.sport.pl, rzeszow.sport.pl, azspw.com, assecoresovia.pl, siatka.org, plusliga.pl. „Siatkówka. PlusLiga Sezon 2013/2014” – bezpłatny dodatek do „Przeglądu Sportowego” z dnia 11 października 2013 r., s. 6 i 11. Kamil Składowski, EKO, AJ, Zemstra Gontariu na byłym klubie była słodka, „Przegląd Sportowy” z dnia 27 stycznia 2014 r., s. 20.

czwartek, 09 maja 2013
„Polski” Azerrail Baku 2012/2013

W składzie jeden z trzech najsilniejszych azerskich drużyn siatkówki kobiet znalazło się w mijającym sezonie aż siedem siatkarek, które występowały w polskich klubach. Stało się tak za sprawą włoskiego trenera Alessandro Chiappiniego, który po zdobyciu mistrzostwa Polski w sezonie 2011/2012 z Atomem Treflem Sopot miał dobrze rozpoznaną polską ligę. Tym bardziej, że w Polsce pracował prez dwa sezony, a w rozgrywkach 2010/2011 sięgnął z Atomem także po wicemistrzostwo.

Chaippini z Sopotu ściągnął za sobą drugiego trenera Nicolę Negro, trenera od przygotowania fizycznego Terry Rosiniego a także przyjmującą Megane Hodge (USA). Dodatkowo, wicemistrzowi Polski (Muszyniance) odebrał aż trzy siatkarki – Milenę Radecką i dwie Holenderki – Caroline Wensink i Debby Stam-Pilon. Poza tym, z Organiki Łódź przyszła Ana Grbac (Chorwacja) a z Impelu Wrocław – Arielle Wilson (USA). Natomiast Tina Lipicer-Samec (Słowenia), która przyszła z RC Cannes występowała wcześniej w Pile (2005-2006) i Muszynie (2006-2007). Skład uzupełniły: Manon Flier (Holandia), Sara Anzanello (Włochy), Akiko Ino (Japonia), Indre Sorokaitė (Litwa), Luna Carocci (Włochy), Riikka Lehtonen (Finlandia), Valeriya Korotenko, Ülkar Karimova, Polina Rahimova i Oksana Parxomenko (wszystkie Azerbejdżan).

Kontynuując polski wątek warto zaznaczyć, że w Azerrail w sezonie 2011/2012 występowała Karolina Kosek, ale przeniosła się do tureckiego Yeşilyurt Stambuł. Poza tym, można było zastanawiać się, czy Chiappini, o ile zostałby w Baku na kolejny sezon próbowałby ściągnąć z Chin Katarzynę Skowrońską-Dolatę. Chiappni na swoim (mocno nieaktualnym) oficjalnym serwisie wśród przyjaciół umieścił m.in. reprezentantkę Polski.

Herb_Azerrail_Baku

Źródło: s-w-o.pl.

Koniec przygody Chiappiniego

Celem drużyny Azerreilu było odebranie tytułu mistrzowskiego Rabicie Baku (wygrywa od 2009 r.) i sukces w Lidze Mistrzów. Azerrail jednak zawiódł. Zdobył tylko wicemistrzostwo przegrywając w ostatniej kolejce z Rabitą 0:3 (19:25, 26:28, 14:25), ale sprawa tytułu rozstrzygnęła się dużo, dużo wcześniej. Drugie miejsce w tabeli Azerrail zajął razem z innym zespołem z Baku – Igtisadchi Baku. Co ciekawe, oba kluby otrzymały srebrne medale, bo zakończyły azerską Superligę z taką samą ilością punktów i podobnym bilansem setów. Do Rabity straciły aż piętnaście punktów.

Już wcześniej z pracy w Baku zrezygnował trener Chiappini. Stało się tak po wstydliwej porażce z drużyną Azeryol-Servis Baku 1:3. Wprawdzie drużynę przetrzebiły kontuzje i włoski trener wprowadził na boisko kilka mniej znanych zawodniczek, to jednak porażka z drużyną uchodzącą za rezerwy Azerrail była co najmniej wstydliwa. O odejściu Chiappiniego było wiadomo po odpadnięciu w II rundzie play off Ligi Mistrzyń z włoską Unendo Yamamay Busto Arsizio. Na wyjeździe Azerrail przegrał 2:3, choć prowadził w czwartym secie, zaś u siebie wygrał 3:0 i przegrał w złotym secie 11:15. Milena Radecka dla „Przeglądu Sportowego” powiedziała: „Liga Mistrzów była naszym priorytetem, dlatego porażka bolała bardziej niż zwykle. Bardzo to przeżyłam, bo zabrakło nam naprawdę niewiele do historycznego osiągnięcia - awansu do Final Four” (cyt. za: euro sport.onet.pl). Azerrail nie grał w Lidze Mistrzów rewelacyjnie. Z grupy wyszedł z wielkim trudem, a rywalizował w niej z Eczacibasi Stambuł (0:3, 1:3), Dresdner SC (3:1, 1:3) i Dąbrową Górniczą (3:1, 2:3). W I rundzie play off łatwo pokonał Lokomotiv Baku (3:0, 3:0), a w następnej odpadł ze wspomnianą włoską drużyną.

A wracając do Chiappiniego, to pewnie długo nie pozostanie bez pracy. Do niedawna był wymieniany wśród kandydatów na trenera reprezentacji Polski, a azerisport.com wskazuje na możliwe podjęcia pracy w jednym z klubów tureckich. Tamtejszą reprezentację prowadził w latach 2007-2010. Z Chiappinim klub opuścili członkowie sztabu szkoleniowego. Do końca sezonu zespół poprowadził Aleksander Chervyakov, choć wymieniano także Felixa Mamedowa jako możliwego trenera. W nowym sezonie klub poprowadzi także Włoch – Giovanni Caprara, były trener reprezentacji Rosji. Co do zmian w składzie, to w trakcie sezonu klub opuściły Caroline Wensink (podobno zastanawia się nad kontynuowaniem kariery), Riikka Lehtonen (kontuzja), Ana Grbac (Busto Arsizio) i Sara Anzanello, która ma za sobą przeszczep wątroby w zeszłym miesiącu.

Drużyna_Azerrail_Baku

Drużyna Azerrail Baku jeszcze z Chiappinim.

Źródło: orlen-liga.pl.

Historia i sukcesy Azerrail

Azerrail Baku został założony w 2000 r. Swoje mecze rozgrywa w Pałacu Sportu o pojemności 2.500 widzów, a barwy klubu są niebiesko-białe. Początkowo Azerrail był najbardziej utytułowanym klubem Azerbejdżanu, ale szybko został zdetronizowany przez Rabitę Baku. Wśród sukcesów Azerrailu bależy wymienić 6 mistrzostw Azerbejdżanu (2003-2008) i trzy wicemistrzostwa (2009, 2011, 2013). Niepowodzeniem zakończył się sezony 2009/2010 i 2011/2012, gdy Azerrail nie zmieścił się na podium. Klub ma jednak dwa poważne sukcesy w Europie w postaci zdobycia Pucharu Challenge (2011) i Pucharu CEV (2002).

Rywalizacja z polskimi klubami

Azerrail oprócz rywalizacji z Dąbrową Górniczą (3:1, 2:3), w Lidze Mistrzów spotykał się także z Calisią Kalisz w sezonie 2004/2005 (3:0, 3:0), 2005/2006 (3:1, 3:2) i 2007/2008 (2:3, 1:3). We wrześniu 2012 r. Azerrail wygrał we Wrocławiu turniej Gwardia Cup gromiąc rywalki po 3:0 (Fenerbahce Stambuł, Dresdner SC, Gwardia Wrocław).

Azerska Superliga i reprezentacja

Co ciekawe azerska Superliga siatkarek (azers. Azərbaycan Volleybol Superliqası) została w całości zdominowana przez kluby z Baku. W minionym sezonie aż sześć z siedmiu klubów miało swoją siedzibę w stolicy Azerbajdżanu (Rabita, Igtisadchi, Azerrail, Lokomotiv i Baki Azeryol VC i Telekom), a stawkę uzupełniał zdecydowanie odstający od reszty – Lokomotiv Balajary. Nie ma się jednak czemu dziwić, skoro miasto położone w pobliżu pól naftowych oraz rafinerii. Zamieszkują ją ponad 2 mln ludzi, czyli 1/5 mieszkańców kraju. Przez dotychczasowych 11 sezonów podium zawsze (!) w całości było obsadzone klubami z Baku. Drużyna Azerrail kończyła Superligę na podium 9 razy, Rabita 11, Lokomotiv 7, VK Baku i Igtisadchi po 3 razy.

Rabita Baku zdobyła pięć złotych i sześć srebrnych medali Superligi, a dodatkowo finał Ligi Mistrzyń (2011, 2013), 3. miejsce w Pucharze CEV (2010), Klubowe Mistrzostw Świata (2011) i finał tych rozgrywek. (2012). Lokomotiv Baku zdobył trzy i cztery brązowe medale oraz Puchar Challenge (2012) i finał (2011), VK Baku 3 brązowe medale i finał Pucharu Challenge (2012) a Igtisadchi 3 brązowe medale 3. miejsce w Pucharze Challenge (2011). Rok 2011 upłynął pod znakiem dominacji azerskiej siatkówki klubowej.  Trzy kluby doszły do półfinału Pucharu Challenge a Rabita zagrała w finale Ligi Mistrzyń.

Azerska Superliga jest budowana na pieniądzach, a właściwie na „petrodolarach”, co powoduje, że grają tutaj najlepsze zawodniczki świata, ale nie do końca ma to przełożenie na reprezentację Azerbejdżanu. W mijającym sezonie w Rabicie Baku nie było ani jednej azerskiej siatkarki i to chyba może posłużyć jako właściwym komentarz. Azerki dwukrotnie grały na mistrzostwach świata i czterokrotnie na mistrzostwach Europy, a największym sukcesem jest 4. miejsce na Euro w 2005 r., ale wtedy (o ile dobrze pamiętam) za sukcesem stały Rosjanki, które w trybie nadzwyczajnym otrzymały azerskie obywatelstwo. W aktualnym rankingu (styczeń 2013 r.) Azerbajdżan zajmuje 35. miejsce. Naftowe pieniądze sprawiły,  że w Baku rozegrano m.in. europejski turniej kwalifikacyjny do Igrzysk Olimpijskich w Atenach (2004), Final Four Ligi Mistrzyń (2012) i Pucharu CEV (2010). Baku ubiegało się także o organizację Letnich Igrzysk Olimpijskich w 2016.

Milena Radecka opisując azerską ligę powiedziała m.in. „Panuje spory bałagan związany z przekładaniem meczów. Ostatnio kilka dni przed starciem z Rabitą zakomunikowano nam, że ze względu na "nouruz" (wywodzące się z Iranu święto wiosny, przypadające w dniu równonocy wiosennej - przyp. eurosport.onet.pl) mecz zostaje przełożony (…) Występują tu najlepsze siatkarki globu, to fakt. Trudno więc szydzić. Mecze ligowe nie cieszą się jednak dużym zainteresowaniem. Przychodzi po kilkaset osób. Znacznie więcej pojawiało się ich na spotkaniach Ligi Mistrzyń. Jednak w porównaniu z Orlen Ligą najbardziej brakuje mi publiki i atmosfery” (cyt. za eurosport.onet.pl). Angelina Hubner-Grun, niemiecka atakująca Rabity powiedziała natomiast: „Tutejsi ludzie są bardzo mili i sympatyczni. W Azerbejdżanie przyjemnie jest nie tylko grać, ale również mieszkać.” (cyt. za orlen-liga.pl).

Podsumowanie

Azerrail to przykład drużyny, w której jest wiele indywidualności o wielkich umiejętnościach, które nie stanowią drużyny. Nie można się temu dziwić, skoro co sezon następuje masowa wymiana zawodniczek i praktycznie co sezon pojawia się na boisku (prawie) nowa szóstka. Taka jednak jest specyfika Azerbejdżanu i każdego państwa, w którym pojawia się silny sponsor i pieniądze. Sponsor daje pieniądze, ale i wymaga a jak doskonale wiadomo, czasami sponsor wymaga niemożliwego. Inna sprawa, że w Azerrail chyba obsesyjnie oczekuje się zdetronizowania Rabbity, która gra co najmniej o klasę lepiej. W tym sezonie sięgnęła po pewne mistrzostwo i finał Ligi Mistrzyń. A Chaippni nie pomógł pokonać lokalnego rywala, dlatego przypłacił za to posadą.

 

Źródła: własne, sportowefakty.pl, blokaut.net, siatka.org, eurosport.onet.pl, alessandrochiappini.net, the-sports.org,en.wikipedia.org, wikipedia.pl, orlen-liga.pl, azerisport.com, s-w-o.pl, sport.pl.

czwartek, 21 marca 2013
Dokąd zmierza Puchar Polski w siatkówce mężczyzn?

Od kilku lat wiele się robi, aby Puchar Polski siatkarzy zyskał na randze i wartości. Patrząc jednak na widownię i medialne zainteresowanie częstochowskim finałem można odnieść inne wrażenie.

W tym sezonie po raz pierwszy od kilku lat zdobywca Pucharu Polski nie otrzymywał promocji do Ligi Mistrzów, bo tak zdecydowała CEV. Wprawdzie federacje trzech najsilniejszych lig (włoskiej, polskiej i rosyjskiej) protestowały, to jednak CEV była nieugięta. Władze PlusLigi zapowiedziały jednak, że zdobywca Pucharu Polski będzie mógł liczyć na „dziką kartę” Ligi Mistrzów, o ile polska liga taką kartę otrzyma.

Dla trenerów i zawodników nie miało to jednak większego znaczenia. Andrzej Kowal, trener Asseco Resovii Rzeszów stwierdził dla serwisu plusliga.pl, że „Puchar Polski to trofeum same w sobie. Każdy będzie grał na 100 procent i nie myślał, że nie otrzyma prawa gry w LM”. Zbigniew Bartman, atakujący Asseco Resovii także dla serwisu plus liga.pl powiedział, że: „LM zawsze była dodatkowym bonusem, ale samo zdobycie PP jako trofeum jest nadal bardzo cenne”.

Po_częstochowskim_finale_siatkarzy_(1)

Frekwencja

Hala na Zawodziu nie była wypełniona w całości. Oficjalna jest pojemność wynosi 7.100 miejsc (w tym 5.843 stałe) a liczba widzów na obu dniach turnieju sięgnęła (według „Przeglądu Sportowego”) po 3.500. Wprawdzie jakaś część widowni była wyłączona z powodów bezpieczeństwa, to jednak do wypełnienia hali jeszcze dużo brakowało. Z całą pewnością wpływ na taką frekwencję miał brak drużyny gospodarzy, czyli AZS Częstochowa. Zresztą to jest problem każdego miasta gospodarza, gdy na turnieju brakuje miejscowej drużyny. Dodatkowym ciosem w organizację turnieju było odpadnięcie Skry Bełchatów. Po pierwsze, Skra jako najbardziej utytułowana polska drużyna przyciąga tłumy kibiców. Dobrym przykładem jest Warszawa i mecze Politechniki ze Skrą, które powodują histeryczną wręcz reakcję wśród nastolatek i okolicznych miasteczek. W konsekwencji na Torwarze na większe wsparcie niż gospodarz może liczyć Skra. Po drugie, w niedalekiej odległości od Częstochowy leżą miasta, w których rekrutują się kibice Skry jak np. Piotrków Trybunalski, Tomaszów Mazowiecki, Sieradz, Zduńska Wola, Radomsko czy Opoczno. Zresztą sam Bełchatów leży bagatela75 kilometrówod Częstochowy. Niestety dla organizatorów zabrakło obu drużyn, które mogły przyciągnąć kibiców, czyli miejscowego AZS i Skry Bełchatów. Co ciekawe, obie drużyny wyeliminowała ta sama drużyna, czyli Jastrzębski Węgiel, który w tym kontekście można nazwać katem organizatora.

Trochę dziwnie wyglądały trybuny w połączeniu z zapewnieniami Krzysztofa Matyjaszczyka, Prezydenta Częstochowy dla oficjalnego programu turnieju zgodnie, z którymi „My, Częstochowianie, wiemy, że nasze miasto odgrywa ważną rolę na siatkarskiej mapie kraju, i że popularność tej dyscypliny w naszym mieście stale rośnie”.

Podobne problemy jak Częstochowa miał organizator turnieju finałowego dwa lata temu, czyli Warszawa, ale wtedy grała Skra, która przyciągała kibiców. Skra doszła aż do finału, co miało wymierne przełożenie na frekwencję. Zresztą, przygnębiające wrażenie robiły wtedy trybuny Torwaru podczas drugiego meczu półfinałowego (ZAKSA – AZS Częstochowa), zwłaszcza na tle widoku trybun sprzed kilku godzin, gdy grała Skra z Resovią. Trybuny zostały mocno przerzedzone, bo swój mecz zakończyła już Skra.

Ćwierćfinały (?) i bilety

Może wzorem warszawskiego finału warto wrócić do rozgrywania turnieju finałowego od ćwierćfinałów? Finał i półfinał Pucharu Polski 2011 r. rozegrane zostały na Torwarze, ale poprzedziły je ćwierćfinały rozegrane w dwóch podwarszawskich miastach – w Legionowie i Nowym Dworze Mazowieckim. Mecze w tych dwóch miastach były sporym wydarzeniem, dlatego hale były wypełnione a działacze siatkarscy i dziennikarze śmiało mogli mówić o promocji siatkówki.

Wracając jeszcze, do częstochowskiego finału, to zagrały w nim kluby, które zajmowały cztery pierwsze miejsca w tabeli PlusLigi. To jednak nie wystarczyło do wypełnienia hali na Zawodziu. Nie wystarczyło także to, że cena biletu na najlepsze miejsca na jeden dzień turnieju (pierwszy dzień – dwa półfinału, drugi dzień – finał) była stosunkowo niska, czyli 35 zł. Dla porównania dwa lata temu bilet na najlepsze miejsce na dwa mecze ćwierćfinałowe rozgrywane w Legionowie kosztował 30 zł. Bilet na oba półfinały, jak również bilet na finał kosztowały po 60 zł, ale wcale nie były to najdroższe bilety i najlepsze miejsca.

Po_częstochowskim_finale_siatkarzy_(2)

Media

W „Sporcie” po „Wiadomościach” TVP poinformowano tylko, że ZAKSA Kędzierzyn-Koźle pokonała Resovię Rzeszów 3:1 i sięgnęła po czwarty w historii Puchar Polski. Tylko tyle, że nie pokazano żadnej „migawki” telewizyjnej! Właściwie to nie powinno dziwić, bo finał Pucharu Polski, podobnie jak rozgrywki Plus Ligi są transmitowane przez konkurencyjny Polsat, ale który też się nie popisał transmitując mecz w Polsacie Sport, a nie w paśmie otwartym. W radio RMF FM po półfinałach poinformowano kto z kim wygrał, ale bez wskazania wyniku w setach!

Artur Prokop, Prezes Zarządu PLPS stwierdził w oficjalnych programie turnieju finałowego, że „Niezawodnym partnerem medialnym Polskiej Siatkówki jest Telewizja Polsat, która relacjonować będzie również przebieg turnieju finałowego. Dzięki temu rywalizacja w Enea Cup 2013 dotrze do widzów w całej Polsce.”. Prezes zapomniał jednak dodać, że transmisja być może dotrze do każdego miasta i miasteczka w Polsce, o ile widzowie będą korzystali z pasma zamkniętego Polsatu.

Na swoich stronach internetowych AZS Częstochowa (podobno organizator) i AZS Politechnika Warszawska nie poinformowały o wyniku turnieju finałowego. Częstochowianie podali tylko informację o dojeździe na dwudniowy finał. Więcej można było znaleźć na stronie urzędu miasta Częstochowa! Zresztą miasto zaangażowało się w organizację. Na jednym z telebimów podczas półfinałów ciągle wyświetlano spoty reklamowe Częstochowy.

Organizacyjnie

AZS Częstochowa otrzymał od miasta 650 tys. złotych na promocję miasta poprzez sport, „ale 50 tys. zł otrzyma na organizację finału Pucharu Polski w hali widowiskowo-sportowej na Zawodziu. Częstochowski klub siatkarski będzie musiał zapewnić zakwaterowanie i wyżywienie dla czterech drużyn oraz ochronę podczas imprezy” (cyt. za „Tydzień w Częstochowie.pl”). Jak można się domyśleć taka kwota nie pozwoliła na pokrycie wymienionych kosztów. Z drugiej jednak strony AZS jako organizator mógł otrzymać wpływy za reklamy, bilety i być może za transmisję telewizyjną. Diabeł tkwi w szczegółach i pojawia się pytanie jak organizator imprezy miał podpisaną umowę z PlusLigą organizującą turniej. Kolejne pytanie dotyczy, czy AZS otrzymał środki od sponsora tytularnego, czyli Enei. Artur Prokop, Prezes Zarządu PLPS stwierdził w oficjalnych programie turnieju finałowego, że „Stabilność finansową, a w związku z tym odpowiedni prestiż, gwarantuje rozgrywkom od roku 2010 sponsor Pucharu Polski, Grupa Enea (…)”. Inna sprawa, że na biletach można było zarobić więcej, gdyby w turnieju finałowym zagrały inne kluby.

Po_częstochowskim_finale_siatkarzy_(3)

Dzień przed półfinałami J. Bińczyk pisząc o meczach polskich klubów w Lidze Mistrzów stwierdził: Jedyne, czego mogą siatkarzom z Polski zazdrościć we Włoszech czy Rosji, to zainteresowanie kibiców. Nie wiadomo, jak długo (cyt. za „Gazeta Wyborcza”). I choć wydawało mi się, że jest to przesadzone, to po finałowym turnieju Pucharu Polski to stwierdzenie nabrało innego znaczenia.

 

Źródła: własne, plusliga.pl, wikipedia.pl, azspw.com i azsczestochowa.pl. Enea Cup 2013. Finał Pucharu Polski w piłce siatkowej mężczyzn, Częstochowa, 26-27 stycznia – Oficjalny Program. J. Bińczyk, Liga Mistrzów nie dla polskich mistrzów, Gazeta Wyborcza z dnia 25 stycznia 2013 r., s. 40. RaK, Wkręt-met AZS i Włókniarz podzielą się pieniędzmi na promocję miasta, Tydzień w Częstochowie.pl Nr 1 z dnia 25 stycznia 2013 r., s. 13.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5
| < Styczeń 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        
Tagi