Wpisy z tagiem: cracovia

piątek, 31 marca 2017
Rywale polskich klubów w europejskich pucharach w hokeju na lodzie

Sukces GKS Tychy jakim było zajęcie 3. miejsca w turnieju finałowym Pucharu Kontynentalnego zachęcił do przeanalizowania występów polskich klubów w klubowych rozgrywkach w Europie.

Przeglądając historię występów polskich klubów hokejowych łatwo zauważyć, że niektórzy rywale polskich klubów powtarzają się przez lata, ale czym innym jest duża liczba meczów, a czym innym liczba rywalizacji. W początkowych edycjach Pucharu Europy rywalizacja w poszczególnych meczach przebiegała w postaci czwórmeczy, czyli dwóch meczów u siebie i dwóch na wyjeździe. Później były to dwumecze, a później turnieje. Zasady rozgrywek co jakiś czas zmieniają się, ale warto mieć to na uwadze analizując historię.

Najwięcej meczów polskie kluby rozegrały z HK Acroni Jesenice, ale były to 9 rywalizacji, bo w debiutanckim sezonie 1965/1966 GKS Katowice w I rundzie Pucharu Europy rozegrał z HK Jesenice aż cztery mecze. Jeszcze ciekawiej wygląda sytuacja z Dynamem Berlin, z którym polskie kluby (GKS Katowice, Polonia Bytom, Zagłębie Sosnowiec i Podhale Nowy Targ dwukrotnie) rozegrały 10 meczów, ale tylko w pięciu rywalizacjach, bo za każdym razem były to dwumecze. Acroni jest rekordzistą, bo polskie kluby rozgrywają mecze z tym klubem, gdy reprezentował on Jugosławię, jak i Słowenię. Pierwszy mecz z polską drużyną Acroni rozegrało w pucharach w 1965 r., a ostatni w 2016 r.

Wpływ na częstotliwość spotkań z rywalami ma losowanie i łut szczęścia, a może raczej ślepy los, ale trzeba pamiętać o jeszcze jednej okoliczności. Od czasu wprowadzenia turniejów zamiast dwumeczów, stopniowo wprowadzano czynnik geograficzny. Z tego też powodu z góry wiadomo, że polskie kluby będą rywalizowały z drużynami z Europy Środkowo-Wschodniej. Inna sprawa, że większość klubów z Europy Zachodniej i Północnej, albo uczestniczy w innych rozgrywkach (Liga Mistrzów), albo dołącza do Pucharu Kontynentalnego na późniejszych  etapach rywalizacji, albo w ogóle nie uczestniczy w europejskiej rywalizacji.

Herb HK Acroni Jesenice (Slowenia).

Źródło: en.wikipedia.org.

Liczba meczów rozgrywanych przez zagraniczne hokejowe kluby z polskimi w europejskich pucharach:

12 – HK Acroni Jesenice (9 rywalizacji)

10 – Dynamo Berlin (5)

9 – Steaua Bukareszt (7)

9 – Energija Elektreny (9)

7 – HC Dragons de Rouen (7)

6* – Porin Assat (3),

6 – HK Metalurgs Lipawa (6)

6 – Sokół Kijów (6)

5 – Olimpija Lublana (5)

5 – Alba Volan Szekerfehervar (5)

5 – Duneferr** Dunajvaros (5).

*-w tym 2 walkowery.

**-inne nazwy klubu to DAB i Acelbikak.

 

Jeśli chodzi o liczbę rywalizacji, to liderem jest także słoweński HK Acroni Jesenice, ale także litewska Energija Elektreny. Co ciekawe, polskie kluby wygrały wszystkie dziewięć rywalizacji z Litwinami.

Herb Energiji Elektreny (Litwa).

Źródło: facebook.com.

Liczba rywalizacji zagranicznych klubów hokejowych z polskimi w europejskich pucharach:

9 – HK Acroni Jesenice i Energija Elektreny,

7 – Steaua Bukareszt i HC Dragons de Rouen,

6 – HK Metalurgs Lipawa i Sokół Kijów.

 

Jak widać polskie kluby nie rywalizowały z europejskimi mocarzami. Wyjątkiem może być Dragons de Rouen – niemalże stały uczestnik turnieju finałowego Pucharu Kontynentalnego, choć trzeba pamiętać, że Francuzi z reguły mieli zagwarantowani start w decydującej fazie rozgrywek. Najczęściej zresztą jako gospodarz turnieju. „Smoki” wygrały Puchar Kontynentalny dwukrotnie (2012, 2016), a poza tym zajęły 2. miejsce (2009), 3. miejsce (2013) i 4. miejsce (2014). W tych pięciu sezonach tylko raz Francuzi musieli grać o awans do turnieju finałowego (2016), a tylko dwa razy turniej nie odbył się na ich domowym lodowisku w Rouen (2013, 2014).

Można jeszcze wspomnieć o węgierskim klubie Alba Volan Szekerfehervar, który trzykrotnie wystąpił w turnieju finałowym Pucharu Kontynentalnego, ale rangę tych „sukcesów” obniża fakt, że jako gospodarz był zwolniony z udziału w turniejach eliminacyjnych. Węgierscy hokeiści na własnym lodowisko zajęli 3. miejsce (2005) i dwukrotnie 4. miejsce (2006, 2007).

Jest jeszcze jedna ciekawostka. Najbardziej utytułowany polski klub hokejowy, a jednocześnie najczęstszy uczestnik europejskich pucharów, czyli Podhale Nowy Targ nigdy nie wystąpił w turnieju finałowym europejskich rozgrywek. Ilość nie poszła więc w jakość, a raczej w sukcesy w pucharach.

 

Bilans startów polskich drużyn w europejskich pucharach – stan na 17 lutego 2017 r.

Klub

Starty

Mecze

Wygrane

Remisy

Porażki

Podhale Nowy Targ

17

76

37

3

36

Unia Oświęcim

11

51

28

5

18

Cracovia

7

28

16

0

12

Polonia Bytom

6

30

13

3

14

GKS Katowice

5

18

4

4

10

GKS Tychy

3

18

9

1

8

Zagłębie Sosnowiec

3

10

6

1

3

Ciarko PBS Bank KH Sanok

2

9

2

0

7

KTH Krynica

1

3

1

1

1

Stoczniowiec Gdańsk

1

3

1

1

1

Legia Warszawa

1

2

0

0

2

 Źródło tabeli: pl.wikipedia.org.

 

Niewątpliwie GKS Tychy rozbudził apetyty na kolejne wygrane mecze i kolejne sukcesy.

 

Źródła: własne, pl.wikipedia.org, en.wikipedia.org, facebook.com.

czwartek, 30 marca 2017
GKS Tychy na 3. miejscu w Pucharze Kontynentalnym!

W styczniu 2016 r. mistrz Polski w hokeju na lodzie – GKS Tychy zajął 3. miejsce w Pucharze Kontynentalnym i jako pierwszy polski klub zajął miejsce na podium europejskiego pucharu.

Tyszanie rozpoczęli udział w Pucharze Kontynentalnym od II rundy i odnieśli trzy zwycięstwa w turnieju, którego byli gospodarzem. Pokonali HK Partizan Belgrad (Serbia) 26:0, CSM Dunarea Galati (Rumunia) 8:3 i Coventry Blaze (Wielka Brytania) 3:2. W III rundzie, rozegranej we francuskim Rouen, GKS zajął 2. miejsce, ale awansował do turnieju finałowego. Tyszanie rozpoczęli turniej od porażki z faworytem i gospodarzem turnieju, czyli Dragons de Rouen 3:5, ale później odnieśli dwa cenne zwycięstwa nad Szachciorem Soligorsk (Białoruś) 2:1 i HK Krzemieńczuk (Kazachstan) 3:1. Turniej finałowy został rozegrany w Rouen, a zwycięzca w nagrodę otrzymywał prawo startu w przyszłym sezonie w Champions Hockey League, czyli w Hokejowej Lidze Mistrzów. Hokeiści z Tychów przystępowali do turnieju pełni wiary we własne umiejętności z silnym postanowieniem wygrania turnieju.

GKS_Tychy_II_runda_Continental_Cup_2016

Hokeiści GKS Tychy podczas turnieju II rundy Pucharu Kontynentalnego 2015/2016, rozgrywanego w Tychach.

Źródło: etychy.org.

GKS pokonał w pierwszym meczu pokonał Herning Blue Fox (Dania) 2:1. W drugim przegrał z gospodarzami – Dragons de Rouen po pełnej emocji strzelaninie 5:6. Mistrzowie Polski z 2015 r. stracili szanse na zwycięstwo w turnieju i awans do Ligi Mistrzów. Może dlatego w ostatnim meczu przegrali z Asiago Hockey (Włochy) 2:4 i zajęli 3. miejsce w turnieju finałowym.

Źródło: tychynews.pl.

GKS Tychy został pierwszym polskim klubem hokeja na lodzie, który zakończył rywalizację w europejskim pucharze na podium, choć należy zauważyć, że wcześniej w turniejach finałowych wystąpiły dwa inne polskie kluby – Polonia Bytom i Unia Oświęcim.

Trudno porównać osiągnięcia tych klubów, ponieważ działy się na przestrzeni ponad trzydziestu lat. W tym czasie zmieniła się gra w hokeja, ale zmieniły się też zasady rywalizacji. GKS Tychy zajął miejsce na podium, ale nie występował w najważniejszych europejskich rozgrywkach, czyli Lidze Mistrzów, tylko w Pucharze Kontynentalnym. Polonia i Unia wystąpiły w najważniejszych wówczas rozgrywkach, czyli Pucharze Europy Mistrzów Klubowych. Można dyskutować który klub miał trudniejszą drogę do finału i bardziej wymagających rywali. Fakty są takie, że GKS Tychy rywalizował z sześcioma rywalami i w drodze do czterozespołowego finału rozegrał sześć meczy. Polonia Bytom rozegrała dwumecze z dwoma rywalami i wystąpiła w pięciozespołowym finale, zaś Unia Oświęcim rozegrała sześć meczy z różnymi rywalami i awansowała do ośmiozespołowego finału.

Pierwszym polskim klubem, który awansował do finału europejskiego pucharu była Polonia Bytom. W sezonie 1984/1985 Polonia rozpoczęła rywalizację od II rundy Pucharu Europy Mistrzów Klubowych, w której wyeliminowała Steauę Bukareszt (6:4, 6:3). W III rundzie Unia uporała się z Dynamem Berlin (3:1, 4:6 k. 3:1) i awansowała do turnieju finałowego.  We francuskim Megeve, Mistrzowie Polski ponieśli cztery dotkliwe porażki – 0:3 z AIK Solna Sztokholm, 0:10 z Duklą Jihlava, 0:11 z późniejszym triumfatorem, czyli CSKA Moskwa i 4:5 z EC Koeln. Polonia zajęła więc 4. miejsce.

Polonia Bytom (hokej) 1982/1983

Polonia Bytom 1982/1983.

Źródło: bytomski-hokej.pl.

W sezonie 1992/1993 do finału Pucharu Europy awansowała Unia Oświęcim. Najpierw mistrzowie Polski wygrali turniej rozgrywany na własnym lodowisku. Pokonali Energiję Elektreny (Litwa) 16:1 i Sokół Kijów (Ukraina) 3:2. W kolejnej rundzie Unia wystąpiła w turnieju w Rouen, w którym przegrała z Malmoe IF 5:6 i Dragons de Rouen 1:8, ale w ostatnim meczu pokonała HK Saga Ryga (łotwa) 11:1. Dzięki temu zwycięstwu Unia zajęła 3. miejsce i… awansowała do turnieju finałowego! Ten rozgrywany był w Dusseldorfie i Duisburgu. Wystąpiło w nim osiem drużyn podzielonych na dwie grupy po cztery drużyny. Unia przegrała z późniejszym triumfatorem rozgrywek Malmoe IF 0:5, pokonała SC Berno 2:1 i przegrała z HC Devils Milano 3:8. Unia zajęła w swojej grupie 3. miejsce, co dało jej ostatecznie miejsce 5-6. w całych rozgrywkach.

Unia Oświęcim (hokej) 1991/1992

Unia Oświęcim – Mistrz Polski 1991/1992.

Źródło: unia-oswiecim.pl.

Warto jeszcze przypomnieć, że w latach 1965-1997 rozgrywano Puchar Europy, a w latach 1994-1996 Puchar Federacji. W miejsce tych rozgrywek w 1997 r. utworzono rozgrywany do dzisiaj Puchar Kontynentalny. W latach 1996-2000 rozgrywano Europejską Hokejową Ligę (IIHF European Hockey League). Następnie w latach 2005-2008 kluby z sześciu najlepszych państw w rankingu IIHF występowały w Pucharze Mistrzów IIHF (European Champions Cup). Wreszcie w sezonie 2008/2009 i od sezonu 2014/2015 jest rozgrywana Hokejowa Liga Mistrzów (Champions Hockey League). Polskie kluby występowały tylko w pierwszych trzech rozgrywkach, czyli Pucharach – Europy, Federacji i Kontynentalnym. Kolejne trzy, czyli EHL, Puchar Mistrzów i Liga Mistrzów były bardziej prestiżowe, co biorąc pod uwagę poziom polskiego hokeja, przekreślało szansę na start polskich klubów.

Wspomnieć należy o Interlidze rozgrywanej w latach 1996-2007 z udziałem klubów węgierskich, polskich, austriackich, słoweńskich i chorwackich drużyn hokejowych. W 2004 r. akurat nie występowały drużyny austriackiej, ale wystąpiły aż trzy polskie kluby. W rozgrywkach najlepsze okazało się Podhale Nowy Targ, zaś Unia Oświęcim (zwycięzca rundy zasadniczej) i GKS Tychy zakończyły swój udział w rozgrywkach na ćwierćfinale. Rozgrywki nie mają statusu europejskiego pucharu, ale z uwagi na rywalizację z klubami z innych państw warto pamiętać o sukcesie nowotarskich „Szarotek”.

Wracając do teraźniejszości – GKS Tychy zajął trzeciej miejsce i nie wywalczył prawa udziału w Lidze Mistrzów, ale dobry start polskiego klubu i potencjał jakim dysponuje czterdziestomilionowe państwo, jakim jest Polska, zapewniły mistrzowi Polski 2016 dziką kartę w Lidze Mistrzów. Jak się później okazało, jak na ironię – zielono-czarno-czerwoni przyczynili się do wywalczenia „dzikiej karty”, ale nie skorzystali z niej, bo przegrali po siedmiu meczach finałową rywalizację z Cracovią. W konsekwencji to „Pasy” jako pierwszy polski klub dostąpiły zaszczytu gry w Lidze Mistrzów.

 

Źródła: własne, eurosport.onet.pl, sport.pl, sportowefakty.wp.pl, hokej.net, pl.wikipedia.org, en.wikipedia.org, etychy.org, tychynews.pl, bytomski-hokej.pl, unia-oswiecim.pl.

środa, 29 marca 2017
Nagrody Bloga za 2015 r.

Rok 2015 stał przede wszystkim pod znakiem sukcesu reprezentacji jakim był awans do UEFA Euro 2016. Klubom zabrakło sukcesów na arenie europejskiej, ale po czteroletniej przerwie, dwa wystąpiły w fazie grupowej Ligi Europy. Poza tym, z bardzo dobrej strony zaprezentowało się kilku polskich piłkarzy występujących zagranicą.

Piłkarz roku – ROBERT LEWANDOWSKI

Polscy piłkarze otrzymali wiele nagród i wyróżnień zarówno w połowie roku (za sezon 2014/2015), jak również na koniec roku. Oprócz Lewandowskiego świetny sezon zaliczyli Grzegorz Krychowiak, Kamil Glik i Łukasz Fabiański. Lewandowski trzymał równą i wysoką formę przez cały sezon. Pod tym względem z „Lewym” mógł równać się tylko Krychowiak, ale to Lewandowski był najlepszy i stanowił o sile tak Bayernu, jak i reprezentacji. Co więcej, jego osiągnięcia były widoczne i komentowane w Europie.

Lewandowski_5_goli_przeciwko_Wolfsburgowi

Lewandowski świętuje zdobycie pięciu bramek w meczu przeciwko VfL Wolfsburg.

Źródło: malaysiaoutlook.com.

W 2015 r. zdobył 49 bramek w oficjalnych meczach – 38 dla Bayernu i 11 dla reprezentacji. Lewandowski zdobył więcej bramek niż Cristiano Ronaldo i Lionel Messi! Największe wrażenie zrobiło pięć goli w dziewięć minut w ligowym meczu z Wolfsburgiem (5:1) i hat-trick z Gruzją (4:0). Z Bayernem wywalczył mistrzostwo Niemiec, ale pozostałe rozgrywki (Puchar Niemiec i Liga Mistrzów) Bawarczycy zakończyli na półfinale. Z reprezentacją Polski wywalczył upragniony awans do UEFA Euro 2016, został królem strzelców i najlepszym piłkarzem eliminacji! „Lewy” był jednak prawdziwym liderem polskiej reprezentacji. Oprócz tego, że strzelał ważne bramki (Szkocja!), to jeszcze brał na siebie ciężar gry, utrzymywał piłkę i umiejętnie prowadził grę.

Lewandowski był najlepszym strzelcem w międzynarodowych rozgrywkach w 2015 r. w rankingu prowadzonym przez Międzynarodową Federację Historyków i Statystyków Futbolu (IFFHS). Zdobył 22 bramki – po 11 dla Bayernu w Lidze Mistrzów i 11 dla reprezentacji.

Obcokrajowiec roku – NEMANJA NIKOLIĆ

Serb z węgierskim paszportem trafił do Polski latem 2015 r. i szybko potwierdził, że jego instynkt strzelecki nie jest przypadkiem. Nikolić wystąpił w 36 oficjalnych meczach Legii, w których zdobył aż 25 bramek, dlatego zapracował sobie na przydomek „Nigolić”. Najlepiej radził sobie w ekstraklasie, gdzie już po jesiennych rozgrywkach mógł być prawie pewien tytułu króla strzelców – 21 meczy, 21 goli. Trochę gorzej szło mu w pozostałych rozgrywkach – Liga Europy – 10 meczy, 2 gole, Puchar Polski – 4/2 i Superpuchar – 1/0.

Nemanja_Nikolic_Legia_2015

Źródło: hundarytoday.hu.

Nikolić nie zachwyca szybkością, ale jest dokładny, pewny siebie i skuteczny aż do bólu. Poza tym, jak przystało na typowego snajpera – króla pola karnego zawsze wie, gdzie się ustawić, a dodatkowo piłka „szuka go”, niczym swego czasu Stanko Svitlicę. Wprawdzie Nikolić rozegrał tylko pół roku w Polsce to żaden inny obcokrajowiec nie grał tak błyskotliwie i równo przez cały sezon, aby zagrozić Serbowi w tym wyróżnieniu.

Odkrycie roku – BARTOSZ KAPUSTKA

Młody pomocnik przebojem wdarł się do pierwszej jedenastki Cracovii, do reprezentacji Polski i polskiej piłki. W 2014 r. miał na swoim koncie 10 ligowych meczy (i jedną bramkę) i 2 mecze Pucharu Polski (i jedną bramkę). Tymczasem w 2015 r. stopniowo wprowadzany przez trenera Jacka Zielińskiego do pierwszej drużyny „Pasów” stał się jednym z jej kluczowych graczy. W lidze rozegrał 33 mecze i strzelił 3 bramki, a w Pucharze Polski 3 mecze i jedną bramkę. Kapustka wyróżniał się szybkością, znakomitą techniką i doskonałym opanowaniem piłki. Trener Adam Nawałka uważnie obserwował młodego piłkarza i niejako w nagrodę, na zachętę – pozwolił mu zadebiutować w meczu z Gibraltarem. Kapustka odpłacił się golem. Powtórzył to samo z Islandią i tylko z Czechami się nie udało. To był znakomity rok dla Kapustki – od rezerwowego do reprezentacji Polski. Żaden inny polski piłkarz nie zrobił tak dużego przeskoku.

Bartosz_Kapustka_Cracovia_2015

Źródło: gazetakrakowska.pl.

Trener roku – ADAM NAWAŁKA

Nawałka to pierwszy polski trener, który wywalczył awans do turnieju finałowego mistrzostw Europy. Wprawdzie po raz pierwszy w turnieju wystąpiły 24 drużyny i Nawałka miał łatwiej niż poprzednicy, to jednak awansem może pochwalić się tylko on.

Adam_Nawałka_2015

Źródło: itasportpress.it.

Trener Nawałka to skupiony na pracy wytrawny strateg i maniak ciężkiej pracy dbający o atmosferę w kadrze. Trener „Biało-Czerwonych” nie bał się zmian w kadrze i odważnych decyzji, dlatego zbiera ich owoce.

Drużyna roku – REPREZENTACJA POLSKI

„Biało-czerwoni” wywalczyli bezpośredni awans do turnieju finałowego UEFA Euro 2016 grając pewnie i zdecydowanie. To dopiero trzeci turniej finałowy z udziałem Polaków, a drugi wywalczony na boisku. Gra drużyny opierała się na szkielecie Fabiański – Glik – Krychowiak – Milik – Lewandowski. Po ciężkich bojach z Irlandią i Szkocją awans stał się faktem.

W 2015 r. Polacy rozegrali 9 meczy, z których 5 wygrali (4:0 Gruzja, 8:1 Gibraltar, 2:1 Irlandia, 4:2 Islandia, 3:1 Czechy), 3 zremisowali (0:0 Grecja, 1:1 Irlandia, 2:2 Szkocja) i 1 przegrali (1:3 Niemcy), przy znakomitym bilansie bramkowym 31:11. Po zakończonych jesiennych meczach eliminacyjnych Polacy wygrali dwa mecze sparingowe z innymi finalistami UEFA Euro 2016, czyli Islandią i Czechami. Niby nic wielkiego, ale Franz Smuda mógł o tym tylko pomarzyć. Reprezentacja nie tylko wywalczyła awans, ale (w większości meczy) grała ładną, ofensywną piłkę. Nawet w przegranym meczu z Niemcami, „Biało-Czerwoni” zasłużyli na pochwały.

Reprezentacja_Polski_świętuje_awans_do_UEFA_Euro_2016

Źródło: tylkopilka.pl.

Reprezentacji nie mogły zagrozić drużyny klubowe. Mistrzostwo wywalczył Lech Poznań, a Puchar Polski – Legia. Jesienią oba kluby, mimo awansu do fazy grupowej Ligi Europy, prezentowały się słabiutko. Dorównanie sukcesowi reprezentacji był poza ich zasięgiem.

 

Źródła: własne, 90minut.pl, iffhs.de, malaysiaoutlook.com, hundarytoday.hu, gazetakrakowska.pl, itasportpress.it, tylkopilka.pl. T. Włodarczyk, Lewy przejął rządy w redakcji, „Przegląd Sportowy” z dnia 21 grudnia 2015 r., s. 2-3. J. Kręcidło, Hiszpanie zakochali się w Polaku, „Przegląd Sportowy” z dnia 28 grudnia 2015 r., s. 17.

sobota, 25 marca 2017
Kto by się spodziewał?

Chyba on sam, czyli łotewski napastnik Cracovii – Deniss Rakels nie spodziewał się, że będzie miał za sobą taką rundę życia. Jesienią 2015 r. olśnił piłkarską Polskę i sprawił, że wreszcie można było docenić jego snajperskie umiejętności. A przecież jeszcze niedawno był niemiłosiernie krytykowany za swoją grę.

W krytyce przodował przede wszystkim portal weszlo.com i przyznać trzeba, że po wspaniałej rundzie Rakelsa docenił jego klasę. Wcześniej weszlo.com poddawało pod wątpliwość umiejętności nie tylko strzeleckie, ale w ogóle piłkarskie, tego piłkarza. Wskazywano go jako przykład piłkarza, który otrzymuje wynagrodzenie, na które zupełnie nie zasługuje. Gdy jednak Rakels „złapał nieprawdopodobny gaz”, to mógł liczyć na przychylne publikacje w tym portalu i stwierdzenie, że „gdyby nie Nikolić, mówiłoby się wyłącznie o tym piłkarzu”.

Snajper Legii (a późniejszy niekwestionowany król strzelców ekstraklasy) – Nemanja Nikolić zdobył 21 goli, zaś Rakels 15, ale weszlo.com zwróciło uwagę, że Nikolić zdobył dwa gole z rzutów karnych, zaś Rakels nie podchodzi do „jedenastek”. Dodatkowo, zwrócono uwagę, że w ostatnich dwóch miesiącach Nikolić strzelił 6 goli, zaś Rakels 11. Chwaląc napastnika Cracovii podkreślono, że: „wynik Łotysza robi tym większe wrażenie, bo zazwyczaj jest wystawiany jako fałszywy skrzydłowy, ma zdecydowanie więcej zadań defensywnych niż Nikolić, mimo wszystko gra w drużynie niżej notowanej i z mniejszym potencjałem, niż Legia Nikolicia” (cyt. za: weszlo.com). Zauważono również, że „piętnaście goli w jednej rundzie to wynik bardzo rzadko spotykany, który w sezonach 2010/2011 i 2012/2013 już dałby koronę króla strzelców” (cyt. za: weszlo.com).

Rakels wreszcie zaczął spełniać pokładane w nim nadzieje – głównie te z początku 2011 roku, kiedy to jako król strzelców ligi łotewskiej przechodził do Zagłębia za 350 tysięcy euro [według transfermarkt.pl 400 tys. euro – przyp. blog]. Od tego czasu zdążył zaliczyć kilka żenujących rund, notować pijackie ekscesy czy nawet zebrać oklep od kibiców za tzw. całokształt.” (cyt. za: weszlo.com).

Deniss Rakels trafiał do siatki rywali z każdym z siedmiu ostatnich meczów Ekstraklasy. W XXI wieku nie było w polskiej lidze zawodnika, który miałby dłuższą strzelecką serię od Łotysza! (…) a tylko dwóch piłkarzy w tym stuleciu miało równie długą passę co snajper Cracovii. W rundzie jesiennej sezonu 2003/2004 w siedmiu kolejnych meczach bramki zdobywał Stanko Svitlica, a rok później jego wyczyn powtórzył Tomasz Frankowski. Deniss Rakels strzelał gole w meczach z Lechią Gdańsk, Wisłą Kraków, Podbeskidziem Bielsko-Biała, Piastem Gliwice, Koroną Kielce i Jagiellonią Białystok. (…) Takiej strzeleckiej serii nie mieli natomiast tak uznani snajperzy jak Maciej Żurawski, Paweł Brożek, Robert Lewandowski, czy Artjoms Rudnevs (…) Rakels (…) jest najskuteczniejszym obcokrajowcem w dziejach Pasów. W 70 dotychczasowych występach zdobył dla krakowian 28 bramek, podczas gdy Saidi Ntibazonkiza, który wcześniej nosił to miano, strzelił 16 goli w 83 spotkaniach.” (cyt. za: sport.pl).

Rok 2015 był najlepszym w kadrze Rakelsa. Dla Cracovii zdobył 21 bramek i zaliczył siedem asyst w 43 występach. Dobrą grą w krakowskim klubie wywalczył sobie miejsce w „11” reprezentacji Łotwy – w 2015 roku zagrał w siedmiu meczach drużyny narodowej. Bramki nie zdobył, ale zaliczył jedną asystę.” (cyt. za: sportowefakty.wp.pl). Nic więc dziwnego, żezajął drugie miejsce w organizowanym przez łotewską federację (LFF) plebiscycie na Piłkarza Roku 2015. Napastnik Cracovii przegrał tylko z bramkarzem FC Sion, Andrisem Vaninsem. Rakels był nominowany do tej nagrody po raz pierwszy w karierze. Głosy w plebiscycie oddawało łotewskie środowisko piłkarskie: trenerzy, zawodnicy oraz dziennikarze. Napastnik Cracovii otrzymał 28 głosów, podczas gdy Andris Vanins zebrał ich aż 57.” (cyt. za: sportowefakty.wp.pl).

Piłkarską karierę Rakels zaczynał w rodzinnym mieście w juniorach Jekabpils S.C. W 2008 r., gdy miał 16 lat przeniósł się do Metalurgsa Lipawa. Najpierw występował w drugiej drużynie, ale jesienią 2009 r. został włączony do pierwszej drużyny. Rozegrał 14 ligowych meczów, w których zdobył 9 goli, a z klubem sięgnął po mistrzostwo Łotwy. Kolejny sezony był dla niego jeszcze lepszy indywidualnie, bo w 26 meczach zdobył 18 goli i sięgnął po koronę króla strzelców. To nie mogło ujść uwadze licznych menadżerów obserwujących młodego, zdolnego i skutecznego napastnika. Już w grudniu 2009 r. był na testach w Sampdorii Genua, a w kwietniu 2010 r. w FC Basel. Ostatecznie wiosną 2011 r. zameldował się w Lubinie. Zagłębie zainwestowało w niego 400 tys. euro (według transfermarkt.pl), podpisało z nim 3,5-letni kontrakt i uprzedzając fakty przyznać trzeba, że nie odzyskało nawet niewielkiej części tych pieniędzy. Rakels nie zdobył nawet jednej ligowej bramki dla „miedziowych”! Ale po kolei…

Deniss_Rakels_w_barwach_Zagłębia_Lubin

Deniss Rakels w barwach "Miedziowych".

Źródło: przegladsportowy.pl.

Wiosną 2011 r. Łotysz rozegrał tylko cztery mecze dla Zagłębia. Oczywiście bez gola. W nowym sezonie szybko zdecydowano, że młody piłkarz potrzebuje ogrania w I lidze, dlatego został wypożyczony do GKS Katowice. W sezonie 2011/2012 wystąpił w 20 meczach i zdobył 5 goli. W kolejnym ponownie zdecydowano o wypożyczeniu. Rakels rozegrał więcej meczów (27), ale strzelił też więcej goli (11). Wtedy wrócił do Zagłębia i wiązano z nim całkiem spore nadzieje rozbudzone niezłą skutecznością w Katowicach. Łotysz w wywiadzie dla „Przeglądu Sportowego” przyznał, że początkowo nie był w stanie grać na odpowiednim poziomie, a Lubin był jego pierwszym klubem zagranicznym, dlatego potrzebował czasu. Odżył dopiero na wypożyczeniu w Katowicach. Tymczasem jesienią 2013 r. zagrał tylko w pięciu ligowych meczach i ani razu nie cieszył się ze zdobytej bramki. Poza tym, prowadził (oględnie mówiąc) rozrywkowy tryb życia. Wreszcie na początku 2014 r. w Lubinie powiedziano głośne i konkretne „dość!”. Zagłębie Lubin rozwiązało za porozumieniem stron kontrakt z Rakelsem ze względu na problemy dyscyplinarne. Niecałe dwa tygodnie później Łotysz niespodziewanie podpisał kontrakt z Cracovią. Wiosna nie była udana, bo w ośmiu meczach dla „Pasów” gola nie zdobył. Przełom przyszedł jesienią 2014 r. Rakels wystąpił w 16 meczach, w których zdobył 6 goli i był w Krakowie bardzo komplementowany. Prezes Janusz Filipiak szczerze przyznał: „Nie spodziewałem się, że Rakels potrafi grać aż tak dobrze (cyt. za: „Przegląd Sportowy”).

Natomiast trener Cracovii – Robert Podoliński mówił: „Mam teraz cichą satysfakcję, bo Deniss został w Cracovii dzięki mnie. Ceniłem go wysoko już wtedy, kiedy grał w pierwszej lidze w Katowicach. Dalej ma „diabła w oczach” i czasem taki piłkarz się przydaje.” (cyt. za: „Przegląd Sportowy”). Rakels razem z Przemysławem Kitą mieli walczyć o miejsce w pierwszej drużynie z Dawidem Nowakiem i Dariuszem Zjawińskim, tymczasem Łotysz przebił się do podstawowego składu. Wpadka dopingowa Nowaka, tylko umocniła pozycję Rakelsa.

Co się zmieniło u łotewskiego napastnika, że zaczął strzelać gole? Można powiedzieć, że się „wyszumiał”, zmężniał i wyciągnął wnioski z błędów młodości. Podoliński podkreślał, że Łotysz „bardzo poprawił się pod względem motorycznym. Biega, walczy, wspiera zespół w defensywie” (cyt. za: „Przegląd Sportowy”). Poza tym, Rakels podobno zaczął zostawać po treningach, aby indywidualnie ćwiczyć strzały. Piłkarz natomiast wyjaśniał: „spadło ze mnie ciśnienie. Zacząłem strzelać gole dzięki trenerowi, który mi ufa” (cyt. za: „Przegląd Sportowy”). A sam Podoliński mówił: „to dla Cracovii bezcenny piłkarz (…) jego statystyki byłyby znacznie lepsze, gdybyśmy mieli w zespole środkowego napastnika, bo Deniss jest stworzony do współpracy z nim. Znacznie lepiej się czuje, gdy może zejść w boczne sektory boiska, wygrać pojedynek, a nie gdy gra na środku ataku.” (cyt. za: „Przegląd Sportowy”). Sezon 2014/2015 Łotysz zakończył z dorobkiem 11 goli w 33 meczach. Ostatnim piłkarzem Cracovii, który strzelił w jednym sezonie 10 goli w ekstraklasie był Dariusz Pawluisiński, w sezonie 2009/2010.

Wreszcie nadeszła jesień 2015 r. Rakels wystąpił w 20 meczach i zdobył aż 15 goli czym pobił najlepszy wynik strzelecki piłkarza „Pasów”, odkąd Cracovia wróciła do ekstraklasy. W sezonie 2004/2005 Piotr Bania zdobył 12 goli. Wprawdzie w jednym sezonie (2012/2013) 15 goli zdobył Vladimir Boljević, ale to było w I lidze. Poza tym, Rakels wyrównał wynik dotychczas najskuteczniejszego strzelca Cracovii w ekstraklasie od powrotu do najwyższej klasy rozgrywkowej w 2004 r. – 26 goli, podobnie jak Dariusz Pawlusiński. „Pasy od czasów Ludwika Gintela i Karola Kossoka, którzy w 1928 i 1930 roku sięgali po koronę króla strzelców, nie miały w swoich szeregach wielu skutecznych piłkarzy.” (cyt. za: „Przegląd Sportowy”).

Snajpera komplementował Jacek Zieliński, trener Cracovii, który zastąpił Podolińskiego, mówiąc: „Jest powtarzalny. Ostatnio, kiedy tylko dotknie piłki, to ta wpada do bramki. Od dłuższego czasu jest w wysokiej dyspozycji, a dodatkowo odpowiada mu styl gry prezentowany przez naszą drużynę.” (cyt. za: „Przegląd Sportowy”).

Deniss Rakels w barwach Cracovii

Deniss Rakels w barwach Cracovii.

Źródło: przegladsportowy.pl.

W przerwie zimowej sezonu 2015/2016 stało się jasne, że łotewski napastnik zmieni barwy klubowe. Łotysz miał zapisane w kontrakcie, że może odejść za pół miliona euro i kilka klubów chciało skorzystać z tej klauzuli odstępnego, m.in. Legia, czemu nie zaprzeczał prezes Leśnodorski. Zanim jednak doszło do transferu, Łotysz bez zgody klubu nie pojawił się na treningu „Pasów”, za co został przesunięty do rezerw. Trener Jacek Zieliński powiedział: „Rakels nie leci do Alicante. Będzie trenował z drugą drużyną w Krakowie. A jak kluby dojdą do porozumienia, to pożegna Cracovię.” (cyt. za: 90minut.pl). Kilka dni później poinformowano, że Rakels został nowym piłkarzem angielskiego Reading FC (II poziom rozgrywkowy). Podpisał kontrakt do lata 2018 r. z opcją przedłużenia o rok.

Rakels w rozmowie z „Przeglądem Sportowym” ujawnił, że zainteresowanie jego osobą w przerwie zimowej wykazały następujące kluby – Club Brugge, Legia, jeden z chińskich zespołów, Greuthrt Furth i Reading. „Belgowie nie byli konkretni, a do Legii po prostu nie chciałem odchodzić. Jeśli miałem odejść z Cracovii, to tylko do zagranicznego klubu. Warszawiacy byli rywalami mojego zespołu i wydawało mi się, że kibice by mnie nie zrozumieli. Wybrałem Anglię, bo była dla mnie priorytetem, a w dodatku Reading było konkretne, oferowało mi wyższą pensję niż Greuther, niemal dwukrotnie wyższą od tej otrzymywanej w Polsce, no i spełniło życzenia Cracovii. (…) Nie mogę komentować kwot pojawiających się w mediach, ale słyszałem, że kosztowałem więcej niż pół miliona euro. Bliższa prawdzie jest kwota 650–675 tysięcy.” (cyt. za: przegladsportowy.pl).

Szkoda, że piłkarz, o którym od pięciu lat było wiadomo, że ma „papiery na granie” odpalił dopiero w ostatnim roku. Szkoda, że Rakels odchodzi, bo jest przykładem kolejnego obcokrajowca, który zabłyśnie i zanim potwierdzi swoją klasę, to już odchodzi do klubu zagranicznego. Z reguły takie historie kończą się bolesną i nieudaną przygodą, wystarczy przytoczyć przykład Marco Paixao w Sparcie Praga. Ale może z Rakelsem będzie inaczej?

 

Źródła: własne, 90minut.pl, transfermarkt.pl, weszlo.com, sport.pl, sportowefakty.wp.pl, przegladsportowy.pl, pl.wikipedia.org. G. Wojtowicz, Łotysz jest największym wygranym tej rundy w zespole Roberta Podolińskiego, „Przegląd Sportowy” z dnia 15 grudnia 2014 r., s. 9. WOJT, Rakels w pogoni za Banią, „Przegląd Sportowy” z dnia 25 maja 2015 r., s. 11. KRIS, Rakels idzie na rekord, „Przegląd Sportowy” z dnia 7 grudnia 2015 r., s. 6. MM, Czy Deniss Rakels trafi do historii klubu?, „Przegląd Sportowy” z dnia 14 grudnia 2015 r., s. 9. W Polsce chce minie tylko Legia – wywiad red. A. Bugajskiego z Denissem Rakelsem, „Przegląd Sportowy: z dnia 18 stycznia 2016 r., s. 22-23. Deniss Rakels sezon po sezonie – wykres z „Przeglądu Sportowego”, brak daty wydania. Rakels w Polsce” – zestawienie z „Przeglądu Sportowego”, brak daty wydania.

sobota, 23 lipca 2016
Jedyny udany mecz „Zjawy” w barwach Cracovii?

We wtorek 11 sierpnia 2015 r. Dolcan Ząbki przegrał w I rundzie Pucharu Polski (1/16 finału) z Cracovią 2:3 (2:1). Dwie bramki dla Cracovii zdobył były piłkarz Dolcanu – Dariusz Zjawiński, zaś gola i asystę zaliczył utalentowany Bartosz Kapustka. Chociaż tego dnia panował ponad trzydziestostopniowy upał piłkarze obu drużyn stworzyli naprawdę bardzo dobre widowisko.

Mecz między Dolcanem a Cracovią był czwartym dla Dolcanu a piątym dla Cracovii w sezonie. Dolcan poprzednie trzy mecze rozegrał na wyjazdach. Wyeliminował ROW 1964 Rybnik z Pucharu Polski wygrywając 4:0, a w I lidze wygrał z Pogonią Siedlce (4:0 w Pruszkowie) i zremisował z Miedzią Legnica 1:1. Natomiast Cracovia kolejno pokonała Lechię Gdańsk 1:0 (w), zremisowała z Wisłą Kraków 1:1 (d), pokonała Podbeskidzie Bielsko-Biała 1:0 (d) i przegrała z Piastem Gliwice 1:2 (d). W porównaniu z ostatnimi meczami trener Dolcanu dokonał tylko trzech zmian w wyjściowej „jedenastce”, zaś trener Cracovii aż sześciu. W bramce Cracovii debiutował w oficjalnym meczu Grzegorz Sandomierski, wcześniej piłkarz m.in. Jagiellonii Białystok, KRC Genk, Blackburn Rovers, Dinama Zagrzeb i Zawiszy Bydgoszcz.

W 10. sekundzie meczu Dariusz Zjawiński podał do Jakuba Wójcickiego, który uprzedził Piotra Petasza i podał w pole karne, gdzie strzał z pierwszej piłki oddał Bartosz Kapustka i goście objęli prowadzenie. Kapustka zadebiutował w barwach Cracovii w marcu 2014 r. i do meczu z Dolcanem zaliczył w „Pasach” 30 meczów (3 gole). Poprzednią bramkę dla Cracovii zdobył w ostatnim meczu sezonu 2014/2015 (3:0 z Piastem w Gliwicach).

Radość gości nie trwała jednak zbyt długo, bo w 1. minucie 20. sekundzie do wyrównania doprowadził Damian Świerblewski. Szymon Sawala zagrał piłkę z prawej nogi lobem zza linii środkowej boiska do Daniela Gołębiewskiego, ale zanim oddał on strzał piłkę odbił Sandomierski. Wtedy Świerblewski celnie strzelił do bramki. 1:1.

Podczas meczu termometry wskazywały 34C, dlatego w 21. minucie sędzia Piotr Idzik (Poznań) zarządził przerwę na uzupełnienie płynów. W 25. minucie „po dośrodkowaniu w pole karne w trudnej sytuacji uderzał głową Polczak. Pewnie łapie to bramkarz gospodarzy” (cyt. za: cracovia.pl). Po chwili Sandomierski obronił strzał Pawła Tarnowskiego odbijając piłkę na rzut rożny. Po dośrodkowaniu Sawala zgrał piłkę głową do Szymona Matuszka, który pewnym strzałem głową pokonał Sandomierskiego. 2:1 dla Dolcanu!

Dolcan nie zwalniał tempa i dwie minuty później „nad poprzeczką uderzał Kądzior i po rękach Sandomierskiego piłka wychodzi na rzut rożny” (cyt. za: cracovia.pl). „W 30 minucie Cracovia przeprowadziła bliźniaczo podobną akcję do tej po której zdobyła bramkę. Dariusz Zjawiński z linii końcowej posłał piłkę na ósmy metr do wbiegającego Krzysztofa Szewczyka, ale młodego napastnika Pasów w ostatniej chwili uprzedził bramkarz gospodarzy.” (cyt. za: terazpasy.pl).

Krakowianie przejęli inicjatywę i starali się doprowadzić do remisu. W 36. minucie „po ładnym rozegraniu zapoczątkowanym przez Miro Covilo, akcję strzałem piętką kończy Wójcicki. Broni bez kłopotów golkiper ząbczan.” (cyt. za: cracovia.pl). Minutę później błąd popełnił Hiszpan Antonio Calderón. Piłkę przejął Kapustka i podał do Marcina Budzińskiego, który strzelił obok słupka. Dodatkowo, przewrócił się w pole karnym, ale był czysto powstrzymywany.

Dolcan próbował się jednak odgryzać. W 41. minucie „Świerblewski znów namieszał w polu karnym i obijając piłkę po nodze Deleu zdobywa kolejny rzut rożny.” (cyt. za: cracovia.pl). Dwie minuty później po dośrodkowaniu w pole karne gości, jeden z piłkarzy Dolcanu wpadł na Sandomierskiego, który doznał urazu głowy. Bramkarz dotrwał do końca pierwszej połowy, ale po przerwie został zastąpiony przez Krystiana Stępniowskiego, gdyż z podejrzeniem wstrząśnienia mózgu udał się do jednego z warszawskich szpitali.

Po udzieleniu pierwszej pomocy Sandomierskiemu, Cracovia miała jeszcze trzy sytuacje przed przerwą. Najpierw, w 44. minucie błąd na własnej połowie popełnił Piotr Petasz. Piłkę przejął Krzysztof Szewczyk i podał w pole karne, gdzie w sporym zamieszaniu Kapustka oddał strzał obok słupka. Następnie „W 45 minucie Cracovia bliska była zdobycia drugiej bramki. Po akcji prawą stroną piłka trafiła do ustawionego w polu karnym Marcina Budzińskiego, który natychmiast celnie strzelił, ale fantastyczną interwencją bramkarz Dolcanu Mateusz Kryczka.” (cyt. za: terazpasy.pl). Wreszcie „W doliczonym czasie pierwszej połowy bramkarz gospodarzy zderzył się w polu karnym z Krzysztofem Szewczykiem. Piłkarze Cracovii domagali się rzutu karnego, ale sędzia był innego zdania.” (cyt. za: terazpasy.pl). Pierwsza połowa zakończyła się prowadzeniem Dolcanu, który wcale nie był drużyną lepszą, ale przez pierwsze 20-25 minut miał więcej z gry niż „Pasy”.

2015.08.11_Dolcan_-_Cracovia_PP_(7)

Zraszanie boiska w przerwie meczu.

Drugą połowę obie drużyny rozpoczęły podobnie jak pierwszą, tzn. od szybko strzelonej bramki. W 63. sekundzie Kapustka dośrodkował w pole karne, a Zjawiński, mimo obecności obrońcy pokonał Mateusza Kryczkę strzałem głową z czternastu metrów. Cracovia doprowadziła do remisu 2:2.

Warto zauważyć, że Zjawiński w latach 2012-2014 rozegrał 54 mecze dla Dolcanu, w których zdobył 27 goli. W sezonie 2013/2014 został królem strzelców I ligi (21 goli) i wraz z trenerem Robertem Podolińskim przeniósł się do Cracovii. W sezonie 2014/2015 rozegrał 25 ligowych meczów (2 gole) i 2 w Pucharze Polski (1 gol). W sezonie 2015/2016 wystąpił w czterech meczach ligowych, ale tylko przez 99 minut.

2015.08.11_Dolcan_-_Cracovia_PP_(16)

Przy piłce Deleu.

W 53. minucie na strzał z dystansu zdecydował się Calderon, ale Krystian Stępniowski odbił piłkę przed siebie. Przejął ją Gołębiewski, ale fatalnie przestrzelił. Z kilku metrów nie wcelował nawet w światło bramki. Cztery minuty później strzał Budzińskiego z szesnastu metrów fantastycznie obronił Kryczka.

2015.08.11_Dolcan_-_Cracovia_PP_(18)

W 61. minucie Michał Bajdur „znalazł się w doskonałej pozycji i oddał strzał na bramkę Stępniowskiego. Strzał był na tyle lekki, że bramkarz „Pasów” pewnie złapał piłkę” (cyt. za: cracovia.pl). Cztery minuty później ten sam piłkarz „zapędził się pod pole karne Cracovii i znowu oddał strzał. Tym razem defensywa Cracovii bez zarzutu.” (cyt. za: cracovia.pl).

Po upływie kolejnych czterech minut Hubert Wołąkiewicz z własnej połowy zagrał długą piłkę do Zjawińskiego, którego nie upilnował Damian Jakubik. W pobliżu byli jeszcze Sawala i Matuszek, a Kryczka chyba za wcześniej wyszedł z bramki, zdołał odbić piłkę. „Zjawa” wykorzystał błąd bramkarza i zdobył gola. 3:2 dla Cracovii.

2015.08.11_Dolcan_-_Cracovia_PP_(20)

Radość piłkarzy Cracovii po zdobyciu trzeciej bramki.

Od tego momentu Dolcan starał się doprowadzić do wyrównania i był naprawdę blisko osiągnięcia celu. W 73. minucie „Stępniowski po rzucie wolnym znowu zmuszony do interwencji. Bramkarz „Pasów” bezbłędnie łapie piłkę w rękawice.” (cyt. za: cracovia.pl). Trzy minuty później kolejną świetną interwencją popisał się Stępniowski broniąc groźny strzał Sawali z kilkunastu metrów. Po upływie kolejnych trzech minut Petasz przedarł się przez linię obrony, a piłka po jego strzale przeleciała obok słupka. W 81. minucie Marcin Krzywicki podał do Damiana Kądziora, którego strzał z dwunastu metrów odbił bramkarz gości. I to właściwie byłoby na tyle jeśli chodzi o ofensywę Dolcanu w tym meczu. Cracovia starała się natomiast kontrolować przebieg meczu.

2015.08.11_Dolcan_-_Cracovia_PP_(22)

Dariusz Zjawiński opuszcza boisko po otrzymaniu czerwonej kartki.

W 89. minucie Zjawiński za faul od tyłu otrzymał czerwoną kartkę, ale czy słusznie? Faul był, ale chyba sędzia przesadził z najwyższym wymiarem kary. W następnej akcji Budziński podał do niewidocznego w tym meczu Denissa Rakelsa, którego strzał z linii szesnastu metrów odbił Kryczka. Emocje jednak się nie skończyły. W pierwszej minucie doliczonego czasu gry przepychanka w narożniku boiska na połowie gospodarzy między Petaszem a Cetnarskim zakończyła się żółtymi kartkami dla obu zawodników, z tą tylko różnicą, że dla Petasza była to druga żółta kartka i oznaczała czerwoną.

Po emocjonującym i chwilami widowiskowym meczu Cracovia wygrała z Dolcanem 3:2 i awansowała do 1/8 finału Pucharu Polski. Dolcan nie wyrównał więc swojego najlepszego osiągniecia w historii, gdy w sezonie 2009/2010 odpadł w 1/8 finału po (kosmicznym wręcz!) meczu z Koroną Kielce (3:4 po dogrywce). Na pocieszenie pozostaje gospodarzom fakt, że walczyli, jak równy z równym, a chwilami prezentowali się lepiej od przedstawiciela ekstraklasy. Niemniej jednak, mimo upału, był to znakomity pojedynek, a kibice powinni być usatysfakcjonowani tym, co zobaczyli.

 

11 sierpnia 2015 r., godz. 17:00 – Ząbki, stadion Dolcanu / Dolcan Arena

Dolcan Ząbki 2-3 Cracovia

1/16 finału Pucharu Polski 2015/2016

Bramki: Damian Świerblewski (2 min.), Szymon Matuszek (26 min.) – Bartosz Kapustka (1 min.), Dariusz Zjawiński 2 (47 min. i 67 min.).

Dolcan: 12. Mateusz Kryczka – 14. Damian Jakubik, 6. Piotr Klepczarek, 27. Szymon Sawala, 21. Piotr Petasz – 9. Paweł Tarnowski (67 min., 4. Aleksander Jagiełło), 23. Szymon Matuszek, 15. Antonio Calderón, 11. Damian Kądzior, 24. Damian Świerblewski (53 min., 7. Michał Bajdur) – 10. Daniel Gołębiewski (75 min., 19. Marcin Krzywicki).

Trener: Dariusz Dźwigała.

Cracovia: 29. Grzegorz Sandomierski (46 min., 19. Krystian Stępniowski) – 26. Deleu, 25. Bartosz Rymaniak, 24. Piotr Polczak, 21. Hubert Wołąkiewicz – 22. Jakub Wójcicki, 5. Miroslav Čovilo (67 min., 10. Mateusz Cetnarski), 67. Bartosz Kapustka, 27. Marcin Budziński, 32. Krzysztof Szewczyk (46 min., 92. Deniss Rakels) – 9. Dariusz Zjawiński.

Trener: Jacek Zieliński.

żółte kartki: Petasz 2 (? i 90 min.) – Wołąkiewicz (9 min.), Deleu, Cetnarski (90+1 min.), Budziński (90+3 min.).

czerwone kartki: Petasz (90. min., za drugą żółtą) – Zjawiński (89. min., za brutalny faul).

sędziował: Piotr Idzik (Poznań).

widzów: 450 (90minut.pl, przegladsportowy.pl), 500 (dolcanzabki.pl).

temperatura: 34C.

-------------------------------

Dla Dolcanu była to ostatnia runda w historii klubu, który na skutek poważnych problemów finansowych właściciela klubu – dewelopera Dolcan, przestał istnieć na początku 2016 r. i nie przystąpił do rundy wiosennej sezonu 2015/2016. Cracovia wyeliminowała w 1/8 finału Pucharu Polski GKS Katowice (3:1 na wyjeździe), ale w ćwierćfinale sensacyjnie odpadła z I-ligowym Zagłębiem Sosnowiec (2:1, 0:2). Rozgrywki ligowe Cracovia zakończyła na 4. miejscu i awansowała do eliminacji Ligi Europy. W I rundzie Cracovia skompromitowała się przegrywając z macedońskim FK Škendija 79 (Tetovo) – 0:2 i 1:2.


Źródła: własne, 90minut.pl, sportowefakty.wp.pl, przegladsportowy.pl, cracovia.pl, terazpasy.pl, dolcanzabki.pl.

piątek, 30 grudnia 2011
Niespodziewany remis Legii z Cracovią

W rozegranym w sobotę 10 grudnia 2011 r. meczu 17. kolejki T-Mobile Ekstraklasy Legia Warszawa bezbramkowo zremisowała z Cracovią Kraków. 

Legia po raz trzeci w tym sezonie stanęła przed szansą objęcia pozycji lidera w piłkarskiej ekstraklasie. Podobnie jak w poprzednich dwóch przypadkach tej szansy nie wykorzystała. Postęp polegał jedynie na tym, że Legia nie przegrała, choć marna to pociecha dla fanów warszawskiego klubu, skoro legioniści grali z przedostatnią drużyną ekstraklasy. Przyznać trzeba, że Cracovia zagrała jeden z najlepszych meczów w tym sezonie. Trener Dariusz Pasieka ustawił drużynę defensywnie, ale jednocześnie Cracovia była w stanie nie tylko stawić czoła atakom Legii, ale przeprowadzać kilka groźnych akcji.

W pierwszej połowie Legia częściej była w posiadaniu piłki, ale obrona Cracovii nie tylko nie popełniała błędów, ale pozwoliła gospodarzom na przeprowadzenie zaledwie jednej groźnej akcji. Z przodu sporo zamieszania sprawiali wyjątkowo aktywni Saidi Ntibazonkiza, Alexandru Suvorov i Aleksejs Višņakovs.

Ntibazonkiza_

Ntibazonkiza "kręci" obrońcami Legii. 

Cracovia postraszyła gospodarzy dwukrotnie. W 15 min. Suvorov ograł Artura Jędrzejczyka wbiegł w pole karne i uderzył na bramkę Legii. Dusan Kuciak odbił piłkę a strzał dobijającego Andraża Struny zablokował Ariel Borysiuk. W 33 min. po podaniu Suvorova z głębi pola Ntibazonkiza znalazł się sam przed Kuciakiem, który wybiegł przed pole karne. Ntibazonkiza trafił w piłkę, ale uderzył też nogą Kuciaka. Piłka nie zmierzała nawet w kierunku bramki i przejął ją jeden z obrońców. Sędzia przerwał grę i dla Legii skończyło się tylko na strachu.

Kuciak_i_Ntizabonkiza

W 33 min. po starciu Kuciaka z Ntibazonkizą, obaj potrzebowali pomocy medycznej.

W 38 min. „Ljuboja drybluje przed polem karnym Cracovii, mija Puzigacę, wbiega w „szesnastkę”, strzela mocno, ale tylko w boczną siatkę” (cyt. za „Przeglądem Sportowym”). Legia zakończyła pierwszą połowę z ogromnym niedosytem i nadzieją, że druga odsłona meczu będzie lepsza.

Tymczasem drugą połowę niespodziewanie lepiej rozpoczęła Cracovia. W 47 min. Jędrzejczyk stracił piłkę na rzecz Suvorova, który odegrał do Ntibazonkizy. Piłkarz z Burundi odegrał piłkę do Mołdawianina, który upadając podał w pole karne. Ntibazonkiza nie przyjął piłki, ale Struna strzelił z jedenastu metrów, choć piłka została zablokowana przez Jakuba Wawrzyniaka.

Na szczęście dla gospodarzy, po tej akcji z boiska zszedł kontuzjowany Suvorov, a zastępujący go Bartłomiej Dudzic nie był tak efektywny jak Mołdawianin. „W 55. minucie Vladimir Boljević dośrodkował z rzutu rożnego do Bojana Puzigaćy, który uderzył obok słupka” (cyt. za: 90minut.pl).

Błędy Jędrzejczyka sprawiły, że w 60 min. zastąpił go Jakub Rzeźniczak, który był dużo bardziej aktywny niż „Jędza”. I już po upływie minuty Rzeźniczak dośrodkował w pole karne. Łukasz Nawotczyński nie przejął piłki, która leciała wzdłuż linii pięciu metrów. Dobiegł do niej Miroslav Radović, ale dobiegł także Kaczmarek, który zablokował uderzenia Serba.

Po minucie Legia grała z przewagą jednego piłkarza, bowiem Struna za faul na Wawrzyniaku został ukarany drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartką. Poza tym, żółtą kartką za komentowanie decyzji sędziego ukarany został Szymon Gąsiński, rezerwowy bramkarz Cracovii.

Żółta_kartka_dla_Gąsińskiego

Z boiska schodzi ukarany żółtą kartką Struna, a sędzia Siejewicz zmierza do linii bocznej pokazać żółtą kartkę Gąsińskiemu.

Wydawało się, że Legia nie zmarnuje takiej szansy i w końcu wbije Cracovii gola, który zapewni jej zwycięstwo. Tymczasem po upływie trzech minut Ntibazonkiza mógł zdobyć prawdopodobnie swoją najpiękniejszą bramkę w karierze. Przy linii bocznej ograł Inakiego Astiza a następnie, mimo obecności kilku obrońców oddał mierzony strzał z narożnika pola karnego w samo okienko bramki strzeżonej przez Kuciaka. Zabrakło naprawdę niewiele.

Legia atakowała, ale było to bicie głową w mur. Po meczu trafnie grę Legii skomentował jej trener, który powiedział: „Po przerwie było lepiej, choć z przodu cały czas brakowało nam cierpliwości. Podejmowaliśmy złe decyzje, czego efektem jest ogromne rozczarowanie” (cyt. za „Przeglądem Sportowym”).

Ljuboja_podaje_do_Radovica

Stały obrazek - Ljuboja podaje do Radovica. 

Najlepszą okazję Legia stworzyła w 73 min. Rzeźniczak dośrodkował lewą nogą w pole karne, a niekryty Ljuboja uderzył głową z siedmiu metrów wprost w ręce Kaczmarka. Ta sytuacja musiała ucieszyć Wojtka Kowalczyka, który cały czas powtarza, że „Ljubo” nie potrafi grać głową.

W 79 min. niecelne podanie Arkadiusza Radomskiego do Sławomira Szeligi, Janusz Gol zamienił w podanie do Radovica. Przed polem karnym znalazł się Kaczmarek, który kopnął piłkę, ale jednocześnie przewrócił Radovica. Sędzia Siejewicz przerwał grę, ale po konsultacji z arbitrem bocznym przyznał się do błędu i zarządził rzut sędziowski, prosząc piłkarzy Craxy, bo oddali piłkę gospodarzom.

Legia dalej atakowała z furią, ale z tych szaleńczych ataków niewiele wynikało, poza łapaniem Ljuboji na spalonym. W sumie gospodarze aż ośmiokrotnie byli na pozycji spalonej, przy zaledwie czterech spalonych gości. Nie może więc dziwić, że Legia była nieskuteczna i nie wygrała meczu, który (jako kandydat do tytuły mistrza Polski) powinna wygrać. Z drugiej jednak strony patrząc na Cracovię trudno było uwierzyć, że ten zespół broni się przed spadkiem.

Kibice_Cracovii_na_Pepsi_Arenie

Gdyby nie petardy, możnaby powiedzieć, że kibice Cracovii zaprezentowali się bardzo korzystnie. 

 

10 grudnia 2011, godz. 18:00 – Warszawa (Stadion Wojska Polskiego / Pepsi Arena)

17. kolejka T-Mobile Ekstraklasy 2011/2012

Legia Warszawa 0-0 Cracovia

Legia: 12. Dušan Kuciak – 2. Artur Jędrzejczyk (60 min., 25. Jakub Rzeźniczak), 6. Michał Żewłakow, 15. Iñaki Astiz, 14. Jakub Wawrzyniak – 32. Miroslav Radović, 5. Janusz Gol, 16. Ariel Borysiuk, 27. Rafał Wolski (46 min., 33. Michał Żyro), 31. Maciej Rybus (77 min., 18. Michał Kucharczyk) – 28. Danijel Ljuboja.

Trener: Macieju Skorża.

Cracovia: 83. Wojciech Kaczmarek – 5. Mateusz Żytko, 32. Łukasz Nawotczyński, 6. Arkadiusz Radomski, 16. Bojan Puzigaća – 9. Aleksejs Višņakovs (72 min., 11. Koen van der Biezen), 21. Sławomir Szeliga, 25. Andraž Struna, 4. Vladimir Boljević (84 min., 18. Mateusz Bartczak), 19. Alexandru Suvorov (48 min., 37. Bartłomiej Dudzic) – 10. Saïdi Ntibazonkiza.

Trener: Dariusz Pasieka.

żółte kartki: Boljević (40 min. – za faul), Struna (44 min. – za faul), Puzigaća (61 min. – za faul), Struna (62 min. – za faul), Szymon Gąsiński (62 min., rezerwowy bramkarz Cracovii; karta za komentowanie decyzji sędziego).

czerwona kartka: Struna (62. minuta, , za drugą żółtą kartkę).

sędziował: Hubert Siejewicz (Białystok).

sędziowie liniowi: Sapela i Siejka.

widzów: 19.341.


Źródła i dane statystyczne: własne, 90minut.pl, sport.pl i „Przegląd Sportowy” z dnia 12 grudnia 2011 r., s. 20-21.

poniedziałek, 27 grudnia 2010
Ślusarski drugim Wichniarkiem

Przedświąteczna informacja, że Lech pozyskał Bartosza Ślusarskiego jest wyłącznie dowodem na to, że włodarze „Kolejorza” nie nauczyli się niczego a doświadczenia z podpisania kontraktu z Arturem Wichniarkiem nie zostały wykorzystane.

Podobnie jak w przypadku „Króla Artura” działacze Lecha przy podpisywaniu umowy ze Ślusarskim kierowali się trzema aspektami – doświadczeniem, mocno deklarowanym przywiązaniem do Lecha i ceną, a właściwie jej brakiem, bo obaj przychodzili do Lecha jako wolni piłkarze.

Ślusarski z całą pewnością nie jest napastnikiem jakiego potrzebuje „Kolejorz”. Pod koniec jesieni sytuacja była dramatyczna i jedynym zdrowym, gotowym do gry napastnikiem był Artjoms Rudnevs, dlatego pozyskanie atakującego powinno cieszyć. Z drugiej jednak strony Lech nie znajduje się pod presją czasu i może wybierać wśród piłkarzy, których zechce ściągnąć na Bułgarską. Dodatkowo działacze Lecha podkreślają, że Ślusarski nie jest jedynym napastnikiem, który wzmocni zespół podczas przerwy zimowej. Wydaje się więc, że „Ślusarz” został ściągnięty tak „na wszelki wypadek”, jakby inne transfery „nie wypaliły”. Wtedy będzie można powiedzieć, że zespół został wzmocniony. Teoretycznie tak, biorąc pod uwagę dotychczasowe dokonania Tshibamby, Chrapka i Mikołajczaka.

Bartosz_Ślusarski_w_barwach_Uniao_Leiria

Bartosz Ślusarski w barwach Uniao Leiria.

Zdjęcie pochodzi z serwisu ekstraklasa.wp.pl.

Lech potrzebuje jednak dużo lepszego napastnika, a co więcej Lecha stać na takiego napastnika. Ślusarski w dotychczasowych 155 meczach w ekstraklasie zdobył 42 gole, ale w żadnym z klubów nie zachwycił. Tak było w Widzewie (podaję za serwisem 90minut.pl - 8 meczy/2 gole), Lechu (51/12) i Groclinie (59/20). Zresztą tylko w Grodzisku udało mu się zdobyć 10 ligowych goli w jednym sezonie, co w mojej ocenie, jest wyznacznikiem czy dany piłkarz jest dobrym napastnikiem. Za granicą też Ślusarskiemu nie wiodło się. Jedynie w pierwszym sezonie w portugalskiej UD Leirii wypadł przyzwoicie strzelając 7 goli w 24 meczach. Później na angielskich boiskach było gorzej, dużo gorzej. Wiosną 2008 r. „Ślusarz” wrócił na polskie boiska w barwach Cracovii. W lidze zagrał 37 meczy, w których zdobył zaledwie 8 bramek. Statystyki z całą pewnością nie są mocną stroną „Barta”, a jeśli działacze Lecha podpisali z nim umowę, bo kilka lat temu w barwach Leirii strzelił Bradze gola, to nie wróżę przyszłości takiej polityce transferowej.

Grając w Lechu Ślusarski zapewne łatwiej będzie dochodził do sytuacji strzeleckich niż w Cracovii, bo niewątpliwie Lech dysponuje lepszą linią pomocy niż „pasy”, ale twierdzenie, że w Krakowie Ślusarski nie miał sytuacji byłoby kłamstwem. Ślusarski miał sytuacje, ale ich nie wykorzystywał a jego forma, podobnie zresztą, jak dwóch innych gwiazdorów Craxy (Matusiaka i Radomskiego) pozostawiała wiele do życzenia. Nie może, więc dziwić, że prezes Filipiak bez żalu pozbył się stosunkowo drogiego piłkarza, ale paradoksalnie Ślusarski opuszcza „czerwoną latarnię” ekstraklasy, żeby wzmocnić Lecha, zarówno w Lidze Europy, jak i w walce o mistrzostwo Polski.

Działacze Lecha lubią sięgać po zasłużonych i przywiązanych do klubu piłkarzy, którzy po latach chcą wrócić do klubu. Oprócz wspomnianego Wichniarka, podobnie było w przypadku Reissa, Wojtali i Dembińskiego. Stosując te same kryteria przy decyzji o zatrudnieniu Ślusarskiego i Wichniarka, działacze Lecha powinni zastosować je do Michała Golińskiego, który zupełnie nie radzi sobie w Cracovii, choć po prawdzie trzeba dodać, że przyczyniły się do tego także kontuzje. Goliński nie jest jednak Lechowi potrzebny, tak samo jak nie jest potrzebny Ślusarski, którego ściągnięcie na Bułgarską było błędem.

niedziela, 26 grudnia 2010
Prezes Filipiak jednak nieugięty

Po przeczytaniu wypowiedzi Janusza Filipiaka właściciela Cracovii, że Marcinowi Cabajowi przedłużenie kontraktu nie należy się, straciłem już resztki złudzeń. Wiosną Cabaj nie zagra w barwach „pasów”.

Ikona klubu, niczym w ostatnich latach Chojnacki w ŁKS, Bosacki w Lechu czy Zieliński w Legii, odchodzi, bo klub nie zaproponował mu przedłużenia kontraktu. Wprawdzie wygasa on z dniem 31 grudnia 2010 r., ale nic już nie wskazuje, że nastąpi jego przedłużenie a szkoda… wielka szkoda.

Cabaj był w Cracovii niemalże od zawsze. Przeszedł z tym klubem długą drogę z trzeciej do pierwszej ligi i rozegrał najwięcej meczów w historii klubu w ekstraklasie. Nie sposób jednak przypomnieć, że Cabaj swoimi interwencjami w barwach Cracovii zająłby sporo czasu w kolejnej wersji „Futbolowych jaj”. Nie da się ukryć, że przez wiele miesięcy Cabaj, Przyrowski i Pawełek zapewniali nam atrakcje jakich mało. Wprawdzie Pawełek został ostatnio wybrany przez „Przegląd Sportowy” najlepszym bramkarzem jesieni w ekstraklasie, ale jak ostatnio (w innej sprawie) powiedział Zbigniew Boniek „historii nie da się wymazać”. Trudno wyobrazić sobie Cracovię bez Cabaja i ekstraklasę bez Cabaja, bo kto teraz zapewni wyjątkowe emocje?

Marcin_Cabaj

Wpuścił "klopsa" czy nie wpuścił? Oto jest pytanie.

Zdjęcie pochodzi z serwisu interia.pl.

Odsuwając żarty i złośliwości na bok, przyznać trzeba, że Cabaj w słabej Cracovii był stosunkowo mocnym punktem. Złośliwi przypomną mu ostentacyjną grę na czas przy Łazienkowskiej, która skończyła się porażką, ale to właśnie on dawał z siebie najwięcej, a nie gwiazdy w postaci Radomskiego, Ślusarskiego, czy Matusiaka.

Oczywiście kontraktu nie podpisuje się „na ładne oczy”, czy „za zasługi”, ale opcja przedłużenia go nawet na pół roku byłaby uzasadniona. Zakładam jednak, że profesor Filipiak jak zwykle „wie lepiej”. Przed sezonem zapowiadano w Cracovii zmianę dotychczasowej polityki kadrowo-transferowej a prezes Filipiak mówił dla „Gazety Wyborczej” – „Musimy wyjść z polskiego piekiełka”. Sięgnięto po zawodników zagranicznych (Budaković, Kosanović, Jarabica, Suart, Ntibazonika) i wracających z zagranicy (Radomski, a wcześniej Ślusarski i Matusiak). Do tej koncepcji nie pasował tylko Krzysztof Janus pozbawiony jakiegokolwiek doświadczenia zagranicznego. Żaden z nich nie zachwycił a na wyróżnienie zasłużył tylko Ntibazonika, ale wyłącznie za kilka przebłysków formy.

Janusz_Filipiak

Prezes Cracovii - Janusz Filipiak.

Zdjęcie pochodzi z serwisu ekstraklasa.net.

Prezes Filipiak podkreślał przed sezonem: „Nowoczesny stadion ma przyciągać kibiców. Do tego potrzebujemy pięknej gry i nowej drużyny, która będzie wizytówką obiektu”. Już wtedy można było przypuszczać, że rewolucja kadrowa dosięgnie ikony klubu, czyli Tomasza Moskałę, Dariusza Pawlusińskiego i Cabaja.

Nowy stadion, współpraca z TSV 1860 Monachium i doświadczenie międzynarodowe trenera Ulatowskiego i dyrektora sportowego Rząsy miały zapewnić „pasom” walkę o europejskie puchary. Tymczasem po rundzie jesiennej należy zaśpiewać „odwróć tabelę Craxa na czele”. Cabaj nie jest jednak winny tak samo jak pozostali, bo jest winny mniej, dużo mniej. Filipiak pozbywa się kluczowego, może nawet najlepszego piłkarza, i na kogo postawi teraz? Na Łukasza Merdę, czy na Milosa Budakovica? A może trzymając się swojej wypowiedzi, że polscy piłkarze za mało potrafią, a za dużo kosztują, sięgnie po kolejnego obcokrajowca? Do końca roku i wygaśnięcia kontraktu Cabaja trochę czasu jeszcze pozostało…

piątek, 27 sierpnia 2010
Kontrowersyjne (?) zwycięstwo Legii

Wprawdzie zaległe spotkanie 1. kolejki ekstraklasy pomiędzy Legią a Cracovią odbyło się prawie dwa tygodnie temu (16 sierpnia), to z kronikarskiego, a właściwie blogarskiego obowiązku, zamieszczam relację z tego spotkania.

Po wpadce w pierwszym meczu i kompromitującej porażce na Konwiktorskiej piłkarze Legii, chyba ku własnemu zaskoczeniu, zostali ciepło przywitani przez fanów, którzy w sile 16 tys. zapełnili Stadion Wojska Polskiego, zgodnie z hasłem reklamowym – „nowy stadion, nowe nadzieje”.

Zanim spotkanie na dobre się rozpoczęło to Legia musiała odrabiać straty. W 3 min. spotkania Mariusz Sacha dośrodkował z prawej strony boiska w pole karne, gdzie przed Marijanem Antolovicem znalazło się trzech piłkarzy „Pasów”. Bartosz Ślusarski strzelił wprost w chorwackiego bramkarza. Do piłki doszedł Bartłomiej Dudzic, który nie miał możliwości oddania strzału, a mimo to bohater meczu z Arsenalem, czyli Artur Jędrzejczyk, bezsensownym wślizgiem od tyłu powalił Dudzica. Sędzia Daniel Stefański z Bydgoszczy nie miał żadnych wątpliwości i podyktował jedenastkę, którą na bramkę zamienił Ślusarski.

Ślusarski strzela gola z karnego

Ślusarski strzela gola z karnego

Uprzedzając fakty, a zwłaszcza wydarzenia z doliczonego czasu gry, obiektywnie trzeba zauważyć, że po strzelonej bramce Cracovia wykorzystywała każdą możliwą sytuację do zyskania cennych sekund. Cabaj opóźniał wprowadzanie piłki do gry. Czasami wyglądało to komicznie, gdy chłopcy do podawania piłki, rzucali ją z jednej strony bramki, a Cabaj udawał, że tego nie widzi, biegł w drugą stronę i bezradnie rozkładał ręce domagając się podania piłki. Dodatkowo, piłkarze z pola często kładli się na murawę wywołując irytację zarówno wśród kibiców, jak i piłkarzy Legii.


 

Wydawało się, że po straconej bramce legioniści rzucą się do huraganowych ataków. Tak się jednak nie stało, a niewiele brakowało by to Cracovia prowadziła różnicą kilku bramek. W 19 min. Manu dośrodkował z prawej strony, ale Bruno Mezenga z kilku metrów trafił prosto w Cabaja. Niecałą minutę później Arkadiusz Radomski doskonałym zagraniem między zdezorientowanych – Jakuba Wawrzyniaka i Srdę Kneżevica uruchomił Dudzica, który nie trafił jednak w bramkę. Te dwie sytuacje były potwierdzeniem dyspozycji poszczególnych piłkarzy. W Legii wyróżniał się Manu, który doskonale współpracował z Jędrzejczykiem, ale tylko w defensywie, bo ofensywna gra „Jędzy” pozostawiała wiele do życzenia. Podobnie zresztą jak pozostałych obrońców Legii, czyli Wawrzyniaka, Kneżevica i Komorowskiego, którzy sprawiali wrażenie jakby grali ze sobą po raz pierwszy.

W 37 min. Mezenga silnie uderzył z narożnika szesnastki, ale Cabaj obronił to uderzenie. Gdy wydawało się, że Legia przejmuje inicjatywę, a bramka wisi w powietrzu, Cracovia przeprowadziła akcję, która wprowadziła stołecznych kibiców w osłupienie. Mateusz Klich wrzucił piłkę z prawej strony do Dudzica, który z kilku metrów trafił w doskonale interweniującego Antolovica. Legia odpowiedziała jedną, aczkolwiek bezskuteczną akcją. Ivica Vrdoljak (dostojnie przedreptał cały mecz) zagrał do Mezengi, którego ubiegł Marian Jarabica (reprezentant Słowacji U-21). Mezenga sygnalizował, że był faulowany a do piłki odbitej przez Cabaja doszedł Alejandro Ariel Cabral, ale jego strzał znakomicie obronił Cabaj. W tym miejscu dodać trzeba, że Cabral zawiódł w kolejnym meczu, bo jego gra była zupełnie nieefektywna, a dryblingi do niczego nie doprowadziły. Nie dziwi więc, że Cabral nie wyszedł na drugą połowę, którą lepiej rozpoczęła Cracovia, bo strzał Sławomira Szeligi nieznacznie minął spojenie słupka z poprzeczką.

W 54 min. znowu było groźnie pod bramką Legii. Sacha doskonale zagrał do Klicha, a Jędrzejczyk i Kneżević nie zdążyli przeciąć podania. Antolović wybiegł niemalże pod linię pola karnego i skrócił kąt, dzięki czemu odbił strzał Klicha. W 61 min. po dośrodkowaniu Manu (a jakże!) Mezenga zgrał piłkę do Rybusa, który z sześciu metrów nie trafił w bramkę Cracovii, czym przypieczętował słabiutki występ. W 72 min. Cabaj z trudem odbił strzał z dystansu Iwańskiego (po podaniu Mezengi). Wreszcie w 77 min. Iwański dośrodkował z rzutu rożnego wprost na głowę Komorowskiego, który nie dał szans Cabajowi. W 84 min. Chinyama mógł stać się bohaterem meczu, ale Cabaj obronił jego strzał. W doliczonym czasie gry miała miejsce sytuacja, która zaważyła na losach meczu. Cabaj, jak zwykle, przetrzymywał piłkę (11-13 sek.) i ostentacyjnie poprawiał getrę. Sędzia Stefański nie wytrzymał i podyktował rzut wolny pośredni za przetrzymywanie piłki przez Cabaja. Vrdoljak delikatnie dotknął piłkę a Iwański precyzyjnie po ziemi skierował ją do bramki Cabaja. Piłkarze „Pasów” postawili piłkę na środku boiska, ale sędzia zakończył spotkanie. Legioniści wraz ze swoimi kibicami rozpoczęli fetę, jakby zdobyli tytuł Mistrza Polski, a piłkarze Cracovii oblegli sędziego zgłaszając swoje pretensje. Później były emocjonalne słowa trenera Ulatowskiego na konferencji prasowej. Sędzia podjął decyzję zgodną z przepisami, ale jak wskazują niektóre media – niezgodą z duchem gry. Jakim duchem, skoro Cabaj cały mecz grał na czas? A czy można mówić, że rzut karny w trzeciej minucie był zgodny z przepisami, ale niezgodny z duchem gry, bo ustawiający mecz? Nie popadajmy w paranoję!!! Taka jest piłka…

Marcin Cabaj - antybohater

Marcin Cabaj - antybohater meczu.

 

16 sierpnia 2010, 18:45 - Warszawa (Stadion Wojska Polskiego)

Legia Warszawa 2-1 Cracovia

Bramki: Marcin Komorowski 77, Maciej Iwański 90 - Bartosz Ślusarski 4 (k)

Legia: 1. Marijan Antolović - 2. Artur Jędrzejczyk, 23. Srđa Knežević, 14. Jakub Wawrzyniak, 17. Marcin Komorowski - 9. Manú, 21. Ivica Vrdoljak, 27. Alejandro Ariel Cabral (46, 82. Takesure Chinyama), 8. Maciej Iwański, 31. Maciej Rybus (66, 20. Sebastian Szałachowski) - 80. Bruno Mezenga (87, 32. Miroslav Radović).

Cracovia: 33. Marcin Cabaj - 23. Krzysztof Janus, 4. Marián Jarabica, 16. Piotr Polczak, 5. Marek Wasiluk (80, 15. Paweł Sasin) - 14. Mariusz Sacha, 21. Sławomir Szeliga (75, 10. Wojciech Łuczak), 6. Arkadiusz Radomski, 66. Mateusz Klich, 37. Bartłomiej Dudzic - 13. Bartosz Ślusarski (75, 7. Radosław Matusiak).

Żółte kartki: Jędrzejczyk, Antolović, Iwański, Vrdoljak - Jarabica, Cabaj, Klich, Wasiluk, Łuczak, Dudzic.

Sędziował: Daniel Stefański (Bydgoszcz).

Widzów: 16 000.

Dane statystyczne pochodzą z serwisu 90minut.pl.

| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Tagi