Wpisy z tagiem: Podbeskidzie Bielsko-Biała

sobota, 06 maja 2017
Szkoda Podbeskidzia?

Podbeskidzie Bielsko-Biała przez kilka chwil było w grupie mistrzowskiej Ekstraklasy sezonu 2015/2016, ale na skutek zamieszania proceduralnego, zagrało w grupie spadkowej i z hukiem spadło do I ligi.

Po 30. (ostatniej) kolejce sezonu zasadniczego ekstraklasy 2015/2016 Lechia Gdańsk, Ruch Chorzów i Podbeskidzie Bielsko-Biała zgromadziły po 38 punktów. Bilans bezpośrednich meczów między klubami ustalał kolejność – Lechia, Ruch i Podbeskidzie, co powodowało, że Ruch grał w grupie mistrzowskiej, a Podbeskidzie w grupie spadkowej.

Wtedy do Lechii… wrócił jeden punkt! Kilka miesięcy wcześniej Komisja ds. Licencji Klubowych PZPN ukarała Lechię Gdańsk odjęciem jednego punktu za zaległości finansowe. Komisja Odwoławcza podtrzymała decyzję, ale Lechia napisała skargę do Trybunału Arbitrażowego przy PKOl, który wstrzymał wykonanie decyzji. Do Lechii wrócił więc odebrany punkt i Gdańszczanie mieli 39 pkt, zaś Ruch Chorzów i Podbeskidzie po 38 pkt. O wyprzedzeniu Ruchu przez Podbeskidzie decydowała… klasyfikacja Fair Play, która powodowała, że to Ruch miał grać w grupie spadkowej. „Niebiescy” protestowali. Ostatecznie Lechia (chyba po mediacji Zbigniewa Bońka, Prezesa PZPN) wycofała swoją skargę, czyli pogodziła się z utratą punktu. W takim układzie, to Ruch był w grupie mistrzowskiej, a nie Podbeskidzie. Tym razem protestowali „Górale”, ale to już nie miało żadnego znaczenia.

Spadek_Podbeskidzia_2016_(2)

Źródło: radiobielsko.pl.

W grupie spadkowej Podbeskidzie nie wygrało żadnego meczu! Co więcej w siedmiu spotkaniach, w tym czterech u siebie, wywalczyło tylko jeden punkt! Można żałować Podbeskidzia, że było już w grupie mistrzowskiej i przez proceduralne rozgrywki straciło pewne utrzymanie. Z drugiej jednak strony wszystko było w rękach, a raczej w nogach piłkarzy spod Klimczoka, tymczasem, oni w bezpośrednich pojedynkach z rywalami do utrzymania się w ekstraklasie polegli na całej linii i potwierdzili, że nie zasługują na ekstraklasę. Bo przecież w decydujących meczach nie przegrywali z potężnymi (jak na polskie warunki) klubami jak Legia, czy Lech. Nie przegrywali też z rewelacyjnym Piastem Gliwice, tylko grali z tymi, od których podobno byli lepsi.

Spadek_Podbeskidzia_2016_(2)

Źródło: bielskobiala.naszemiasto.pl.

Damian Chmiel, pomocnik Podbeskidzia trafnie podsumował spadek „Górali”: „To co zrobiliśmy wcześniej zasługiwało na szacunek. Podnieśliśmy się po rundzie jesiennej. Zimowaliśmy na ostatnim miejscu, a potem byliśmy bardzo blisko grupy mistrzowskiej. Ale umówmy się, nie byliśmy w niej. Znaleźliśmy się w niej tylko na chwilę, przez zamieszanie, które gdzieś się pojawiło (…) powiedzmy sobie jednak szczerze, jakbyśmy byli drużyną to byśmy się utrzymali (…) nie jestem jeszcze w stanie wytłumaczyć tego spadku (…) życie skarało nas za minimalizm.” (cyt. za: „Przegląd Sportowy”).

Nie czas żałować Podbeskidzia, gdy nie dało piłkarskich argumentów do pozostania w ekstraklasie.

 

Źródła: własne, 90minut.pl, radiobielsko.pl, bielskobiala.naszemiasto.pl. A. Bugajski, J. Radomski, Liga utknęła w martwym punkcie, „Przegląd Sportowy z dnia 11 kwietnia 2016 r., s. 14-15. To się w pale nie mieści! – wywiad red. M. Treli z Damianem Chmielem, „Przegląd Sportowy” z dnia 12 maja 2016 r., s. 7.

czwartek, 20 sierpnia 2015
Nie oszukujmy się. „Kosa” bez formy.

Roman Kosecki mocno krytykował Legię i trenera Henninga Berga za to, że nie dają zbyt wielu szans na grę jego synowi. Wreszcie 8 kwietnia 2015 r. w meczu rewanżowym półfinału Pucharu Polski z Podbeskidziem Bielsko-Biała, Jakub Kosecki otrzymał szansę zaprezentowania swoich umiejętności już od pierwszej minuty. „Kosa” walczył jak (prawie) zwykle, ale pudłował jak nikt inny.

Kosecki nie grał przez prawie miesiąc od ligowego zwycięstwa we Wrocławiu (3:1). Dostał jednak szansę występu w ostatnim kwadransie pierwszego półfinałowego meczu Pucharu Polski w Bielsko-Białej, gdzie Legia wygrała 4:1 a „Kosa” strzelił gola i zaliczył asystę. W ligowym meczu z Piastem (2:0) wszedł na boisko w 77. minucie i też zaprezentował się całkiem dobrze, choć statystyk strzeleckich nie poprawił. Postawa Koseckiego i praktycznie pewny awans do finału Pucharu Polski sprawiły, że w meczu rewanżowym Henning Berg postanowił wpuścić na boisko młodego skrzydłowego już od pierwszej minuty.

Kosecki wykazywał dużą ochotę do gry i starał się często wychodzić na pozycje pokazując kolegom z drużyny, aby dogrywali do niego piłkę. W 9. minucie po podaniu od Dominika Furmana, „Kosa” strzelił lewą nogą z narożnika pola karnego obok słupka.  W 17. minucie okiwał w polu karnym Gracjana Horoszkiewicza, ale z ostrego kąta strzelił nad poprzeczką. Dwie minuty później wygrał rywalizację z Adamem Pazio i znalazł się w doskonałej sytuacji, ale piłka po jego strzale została wybita przez Michala Peskovica na rzut rożny. Furman dośrodkował a Marek Saganowski strzelił pierwszą bramkę dla Legii. W 30. minucie po świetnym podaniu od Saganowskiego w sytuacji „sam na sam” z lepszy znowu okazał się Pesković. W 39. minucie świetnie podał do Ondreja Dudy, ale ten uderzył minimalnie niecelnie.

Udział w pięciu groźnych akcjach, jak na jedną połowę meczu, to naprawdę dobry wynik, choć oczywiście ze skutecznością było dużo gorzej. Ambitna gra Koseckiego nie uszła uwadze komentatorów i dziennikarzy. Portal sportowefakty.pl podsumował grę „Kosy” w pierwszej połowie w następujący sposób: „(…) jak spuszczony ze smyczy pies szalał Jakub Kosecki. Skrzydłowy warszawskiej drużyny dryblował, strzelał i angażował się w pojedynki biegowe, jego wysiłki nie przynosiły jednak konkretnego rezultatu.”.

Jakub_Kosecki_2014-2015

Źródło: eurosport.onet.pl.

Drugą połowę meczu Kosecki rozpoczął znakomicie. W 49. minucie zapoczątkował akcję, po której Legia zdobyła drugiego gola. Zbiegł z lewej strony do środka boiska i oddał strzał, piłka odbiła się od Dudy, co zmyliło Peskovicia, ale odbił piłkę wprost pod nogi Saganowskiego, który pewnie skierował ją do bramki. W 56. minucie Kosecki zagrał do Guilherme, który podał piłkę do Dudy, ale jego strzał był niecelny. Młody Kosecki walczył, starał się, ale z każdą minutą gasł i do końca meczu już się nie wyróżniał. Mimo sympatii do szybkiego skrzydłowego i jego dobrej gry (ale w przeszłości!) trudno było zdobyć się na pochwałę jego występu. Oczywiście, piłkarz i jego ojciec tłumaczą, że nie gra, więc nie jest w rytmie meczowym, a stąd nieudane zagrania, ale prawda jest taka, że „Kosa” był bez formy. O jego wiosennych występach lepiej zapomnieć.

Portal weszlo.com podsumował grę Koseckiego w tym meczu następującymi słowami: „(…) wreszcie sporo wiatru zrobił też Kosecki, który potraktował dzisiejszy występ jako jeden z serii tych „ostatniej szansy”. Absolutnie nie można „Kosie” zarzucić, że przeszedł obok spotkania, ale momentami włączała mu się za mocna grzałka. Nikt – jak on – nie przyspieszał dzisiejszych akcji, ale nikomu też aż tak nie brakowało precyzji w kluczowych momentach.”.

Oficjalna strona klubu podkreślała, że Kosecki był w tym meczu motorem napędowym akcji Legii. To prawda, ale ten mecz był raczej sparingiem niż poważnym graniem. Losy awansu Legia rozstrzygnęła w pierwszym meczu wygrywając na wyjeździe 4:1. W obu drużynach doszło do sporych zmian w porównaniu z meczami ligowymi rozegranymi kilka dni wcześniej. Leszek Ojrzyński wymienił całą pierwszą „jedenastkę” (!), a Henning Berg pięciu piłkarzy. Jak widać Kosecki mógł błysnąć także dlatego, że rywal był mocno osłabiony…

 

*** Po meczu z Podbeskidziem Kosecki zagrał jeszcze w trzech meczach na wiosnę (w tym w finale Pucharu Polski), ale łącznie spędził na boisku tylko 32 minuty. Kontuzja w majowym meczu ze Śląskiem sprawiła, że nie grał do końca sezonu, ale zasłynął zachowaniem „w obronie kobiety” i szukaniem „tego z długimi włosami”, czyli Igorsa Tarasovsa z Jagiellonii. Absolutny zjazd formy Koseckiego od sezonu 2012/2013, gdy był jednym z kluczowych graczy Legii, sprawił, że obie strony postawiły zakończyć współpracę. Wydawało się, że „Kosa” jest blisko transferu definitywnego do FC Luzern, a później do Lechii Gdańsk, choć media wymieniały także… Jagiellonię Białystok (!). Ostatecznie w lipcu br. za 50 tys. euro został wypożyczony do klubu 2. Bundesligi – SV Sandhausen. Czy wróci do Legii odrodzony Kosecki, jak latem 2012 r., gdy wrócił z wypożyczenia do Lechii?


Źródła: własne, legia.com, legionisci.com, legia.sport.pl, sportowefakty.pl, eurosport.onet.pl, weszlo.com, 90minut.pl.

niedziela, 02 lutego 2014
Słowaccy bramkarze w Ekstraklasie

Na polskich boiskach od kilku już lat w każdym sezonie występuje kilku wyróżniających się bramkarzy. Większość z nich łączy narodowość – słowacka. Co więcej kolejny już sezon to Słowacy są najliczniejszą nacją na pozycji bramkarza polskich klubów występujących w ekstraklasie.

Jesienią w kadrach ekstraklasowych zespołów było ośmiu bramkarzy zagranicznych, a wśród nich aż czterech Słowaków – Dusan Kuciak (Legia), Marian Kelemen (Śląsk), Richard Zajac i Ladislav Rybansky (obaj Podbeskidzie Bielsko-Biała). Jeśli chodzi o pozostałych bramkarzy to reprezentują Bośnię i Hercegowinę (Jasmin Burić, Lech), Chorwację (Matko Perdjić, Cracovia), Łotwę (Pavels Steinbors, Górnik) i Ukrainę (Ołeksij Szlakotin, Korona). Wracając do słowackich golkiperów, to w kadrach pierwszoligowych zespołów jest tylko jeden bramkarz zza granicy i jest nim oczywiście Słowak, a dokładniej Marek Igaz z GKS Tychy.

W zeszłym sezonie w polskich klubach z ekstraklasy broniło jeszcze dwóch słowackich bramkarzy – Michal Pesković w Ruchu Chorzów (wcześniej grał w Polonii Bytom, a łącznie wystąpił w 86 meczach) i Dusan Pernis w Pogoni Szczecin (12 meczy). Nowym nabytkiem z lata jest więc Rybansky, który teraz miał opuścić Podbeskidzie, ale jednak pozostał. Wcześniej w barwach polskich klubów występowali także Jan Mucha (Legia – 95 meczy), Boris Pesković (Świt Nowy Dwór, Pogoń Szczecin i Górnik Zabrze – 66 meczy, a w I lidze Świt, Widzew Łódź, Zagłębie Sosnowiec, Wisła Płock – 67 meczy + 2 barażowe, 1 gol), Ivan Trabalik (Wisła Kraków – 9 meczy) i Juraj Balaż (Polonia Bytom – 1 mecz). W klubach pierwszoligowych występowali natomiast: Lubos Hajduch (Termalica Nieciecza), Pavel Pronaj (Odra Opole, ŁKS Łomża, Znicz Pruszków) i Jakub Giertl (Bogdanka Łęczna).

Jan_Mucha_(Everton)

Jan Mucha – w barwach Evertonu, czyli pamiątka z błędnej decyzji.

Źródło: theawayendblog.wordpress.com.

Dlaczego Słowacy?

Słowaccy bramkarze mają bardzo dobrą opinię w Polsce, co zawdzięczają przede wszystkim Janowi Musze. W latach 2005-2010 rozegrał w barwach Legii 128 oficjalnych meczów, w tym 95 w lidze. Słowackich bramkarzy traktuje się rzeczywiście jako dobrych fachowców, co widać po ich liczbie w Ekstraklasie. Wyróżniają się solidnością i pracowitością, a przede wszystkim nie mają wygórowanych wymagań finansowych, ponieważ liga słowacka niewątpliwie prezentuje niższy poziom niż polska ekstraklasa i krążą w niej znacznie mniejsze pieniądze niż w Polsce. W wywiadzie dla 2x45.com.pl potwierdził to Richard Zajac mówiąc m.in.: „Na pewno na Słowacji wasza liga stawiana jest wyżej od naszej. Jest atrakcyjniejsza. Są lepsze stadiony, jest wielu kibiców... Nie mówię, że na każdym spotkaniu, ale porównując do Słowacji, jest dużo lepiej.” (cyt. za 2x45.com.pl).

 

Naprawdę najlepsi

Warto jeszcze zwrócić uwagę na fakt, że w Polsce grają jedni z najlepszych, o ile nie najlepsi słowaccy bramkarze. Doskonale świadczy o tym kadra Słowacji na jedyną dużą imprezę, na którą kadra tego kraju zakwalifikowała się, czyli na Mistrzostwa Świata w RPA w 2010 r. W kadrze znalazło się trzech bramkarzy. Pierwszym był Jan Mucha, który wówczas kończył swoją przygodę z Legią, natomiast pozostałymi – Kuciak i Pernis, którzy w zeszłym sezonie występowali w polskich klubach. Obecnie pierwszym bramkarzem reprezentacji jest Kuciak. W listopadowym meczu Polska – Słowacja (0:2) z powodu kontuzji Kuciaka bronił jednak Matus Kozacik. Być może któryś z polskich klubów zainteresuje się tym bramkarzem, co nie byłoby niczym nowym. Polskie kluby podążając za dobrą opinią, która przylgnęła do słowackich bramkarzy, przyglądają im się, a także testują. Przykładowo, w lipcu 2011 r. Górnik Zabrze testował Jana Novotę, a rok później GKS Bełchatów testował Pavola Penksę. W grudniu zeszłego roku media obiegła informacja, że Legia interesuje się Martinem Dubravką, ale ten niedawni podpisał kontrakt z duńskim zespołem Esbjerg fB. A wracając jeszcze do Kozacika, to trudno będzie wyciągnąć go z solidnej Viktorii Pilzno.

Boris_Pesković_(trener_bramkarzy_Pogoni_Szczecin)

Boris Pesković – obecnie trener bramkarzy Pogoni Szczecin, a wcześniej pierwszy skruszony w tzw. aferze barażowej. To on ujawnił, że wynik barażu między Świtem Nowy Dwór Mazowiecki a Szczakowianką Jaworzno został „ustawiony”.

Źródło: pogonszczecin.pl.

Bramkarze z Czech

W Polsce grali także bramkarze z Czech, ale było ich znacznie mniej, prezentowali niższy poziom i nie występowali w reprezentacjach narodowych. Inna sprawa, że polska liga dla Czechów, w przeciwieństwie do Słowaków, nie jest atrakcyjna. Z tego też powodu można liczyć, że słowaccy bramkarze występujący w Polsce są najlepsi w swoim kraju, zaś czescy to ci, którzy nie znaleźli miejsca w innych klubach. W każdym razie, w ekstraklasie broniło dwóch czeskich bramkarzy: Michal Vaclavik (Zagłębie Lubin, Górnik Zabrze – 40 meczy) i Ivo Schmucker (Szczakowianka Jaworzno – 8 meczy), a w I lidze – Jakub Kafka (GKS Jastrzębie). Na temat ich postawy lepiej spuścić zasłonę milczenia.

 

Bramkarze obcokrajowcy

Skoro jednak jesteśmy przy obcokrajowcach w bramkach polskich klubów, to warto wspomnieć kilku, którzy wyróżniali się swoimi umiejętnościami:

  • Siergiej Szypowskij (Rosja, Hutnik Kraków, Pogoń Szczecin – 166 meczy)
  • Jasmin Burić (Bośnia i Hercegowica, Lech Poznań – 65 meczy)
  • Sergei Pareiko (Estonia, Wisła Kraków – 64 mecze)
  • Bojan Isailović (Serbia, Zagłębie Lubin – 51 meczy)
  • Emilian Dolha (Rumunia, Wisła Kraków, Lech Poznań – 30 meczy)
  • Radostin Stanew (Bułgaria, Legia Warszawa – 23 mecze)
  • Angelo Hugues (Francja, Wisła Kraków – 18 meczy)
  • Ivan Turina (Chorwacja, Lech Poznań – 12 meczy)

Warto jednak zauważyć, że żaden z nich (oprócz Szypowskiego), nie rozegrał więcej meczów niż Kelemen, Mucha, Kuciak i bracia Pesković. To też o czym świadczy…

 

Jesień 2013 r. w wykonaniu słowackich bramkarzy

O dominacji Słowaków niech świadczy fakt, że jesienią rozegrali łącznie 42 mecze ligowe (Rybansky – 12, Kelemen – 11, Kuciak – 10, Zajac – 9), podczas gdy pozostali bramkarze obcokrajowy wystąpili tylko w 17 meczach, z których i tak 16 rozegrał Steinbors.

We wrześniu 2013 r., po rozegraniu 6. kolejek ekstraklasy 2013/2014 były bramkarz reprezentacji Polski Grzegorz Szamotulski utworzył ranking bramkarzy występujących w ekstraklasie. Zawodników podzielił (trochę z przymrużeniem oka) na trzy kategorie: „kozacy”, „czasem słońce, czasem deszcz” i „leszcze bez perspektywy”. Popularny „Szamo” sklasyfikował tylko dwóch słowackich bramkarzy, bo Kelemen przegrał rywalizację z Gikiewiczem, a Zajac z Rybanskym. Na 1. miejscu rankingu znalazł się Dusan Kuciak (oczywiście w kategorii kozacy). „Uzasadnienie w zasadzie zbyteczne (…) Refleks ma na najwyższym poziomie.”. Na ostatnim miejscu znalazł się Rybansky, o którym „Szamo” napisał: „(…) raczej świadomy, że bronić nie umie (…) Współczuję całej obronie, chyba najlepiej by było, żeby się rzucali pod nogi strzelającego, jak w hokeju, skoro on między słupkami rozwalony jak Wanda w kwiatach... Nic nie umie.” (cyt. za weszlo.com).

 

Bez happy endu

Martwić może jedynie to, że żaden ze słowackich bramkarzy, który trafił do Polski, później nie zrobił większej kariery. Nawet, jeśli rozwinął swoje umiejętności, to nie poszedł za tym rozwój sportowy. Co więcej, tylko jeden ze Słowaków trafił z Polski do znacznie lepszego klubu. To oczywiście jak Mucha, ale jego transfer do Evertonu okazał się porażką, bo popularny Jano był tylko rezerwowym, a po 3 niedanych sezonach spędzonych na Wyspach próbuje swoich sił w rosyjskiej Kyrylii Samarze Sowietow. Boris Pesković w trakcie wędrówki między polskimi klubami trafił do portugalskiej Associação Académica de Coimbra, rumuńskiego CFR Cluj (5 ligowych meczów przez półtora sezonu) i słowackiego 1.FC Tatran Prešov. Jego brat obecnie gra w duńskim Viborg FF, a w trakcie przeprowadzek między polskimi klubami zaliczył epizod w greckim Arisie Saloniki (7 meczów). Pernis, Trabalik i Balaż wrócili na Słowację, z tą tylko różnicą, że Trabalik załapał się na intratne finansowo kontrakty z takimi potęgami jak irański Traktor Sazi Tebriz i cypryjski Áris Lemessoú.

Może jednak to się zmieni. Występujący w Legii Dusan Kuciak miał poważną ofertę ze Standardu Liege, a zainteresowanie jego umiejętnościami podobno wyrażał sztab szkoleniowy Interu Mediolan. Transfer Kuciaka do zagranicznego klubu wydaje się kwestią czasu tak samo, jak transfery innych słowackich bramkarzy do polskiej ligi.

Marian_Kelemen_(Śląsk_Wrocław)

Marian Kelemen – bramkarz z największą liczbą występów w polskiej ekstraklasie spośród słowackich bramkarzy.

Źródło: slaskwroclaw.pl.

 

Słowaccy bramkarze w ekstraklasie:

1. Marian Kelemen (Śląsk) – 98*.

2. Jan Mucha (Legia Warszawa) – 95.

3. Michal Pesković (Polonia Bytom, Ruch Chorzów) – 86.

4. Dusan Kuciak (Legia Warszawa) – 67.

5. Boris Pesković (Świt Nowy Dwór, Pogoń Szczecin i Górnik Zabrze) – 66.

6. Richard Zajac (Podbeskidzie Bielsko-Biała) – 54

7. Ladislav Rybansky (Podbeskidzie Bielsko-Biała) – 12.

7. Dusan Pernis (Pogoń Szczecin) – 12.

9. Ivan Trabalik (Wisła Kraków) – 9.

10. Juraj Balaż (Polonia Bytom) – 1.

* - wyboldowani bramkarze, którzy wciąż występują w polskich klubach.

 

Źródła: własne, 2x45.com.pl, gwizdek24.se.pl, bramkarze.pl, futbolnet.webfactional.com, eswupe.pl, ekstraklasa.tv, sport.pl, 90minut.pl, pl.wikipedia.org, legia.net, legionisci.com, transfermarkt.pl, weszlo.com, theawayendblog.wordpress.com, pogonszczecin.pl, slaskwroclaw.pl. Skarb Kibica. Ekstraklasa. Jesień 2013/2014. Dodatek do Przeglądu Sportowego z dnia 19 lipca 2013 r. Skarb Kibica. Ekstraklasa. Liga Polska. 2013/2014. Dodatek do Przeglądu Sportowego z dnia 26 lipca 2013 r.

niedziela, 17 listopada 2013
Robert Demjan – piłkarz jednego sezonu i „transferu życia”

Słowacki napastnik – Robert Demjan ma za sobą najlepszy sezon w życiu, który pozwolił mu na podpisanie najlepszego kontraktu w karierze, a wszystko w wieku 31 lat. Demjan został królem strzelców Ekstraklasy 2012/2013, wygrał nieoficjalną klasyfikację kanadyjską, a piłkarze Ekstraklasy wybrali go najlepszym piłkarzem i najlepszym napastnikiem Ekstraklasy. Nikt chyba nie ma wątpliwości, że to już schyłek kariery uśmiechniętego Słowaka, tym bardziej, że w Belgii (zgodnie z przewidywaniami) po prostu mu „nie idzie”. 

Czy rzeczywiście najlepszy?

Był napastnik Legii Warszawa Wojciech Kowalczyk przyznał, że szokiem było dla niego wybranie Roberta Demjana na najlepszego gracza ubiegłego sezonu w polskiej lidze. Kowalczyk powiedział m.in.: „Zdobył tytuł króla strzelców, a piłkarze wybrali go najlepszym zawodnikiem ligi, choć tak naprawdę zagrał tylko pół sezonu. Wcześniej kopał się w głowę, tak jak i całe Podbeskidzie. Ta decyzja była dla mnie szokująca, bo świadczy o tym, że polski piłkarz nie ogląda swojej ligi (…) Nie rozumiem, jak można było nie docenić młodego Koseckiego. Był zdecydowanie najlepszy, na nim było mnóstwo rzutów karnych, strzelał ważne gole, podrywał zespół do walki w trudnych momentach. 18 żółtych kartek rywale dostali po faulach na Kubie. Jakby policzyć, ile jego gra dała punktów Legii, to wyszłoby na to, że Kosa zdecydował o tytule.” (cyt. za sport.wp.pl). Kowalczyk i inni eksperci skupieni wokół Cafe Futbol krytykowali, a nawet wyśmiewali wybór polskich piłkarzy. Thomas Phibel też podważał ten wybór mówiąc w wywiadzie dla portalu weszlo.com: „Nie chcę mówić o nim nic złego, ale ja przed tym spotkaniem nie wiedziałem, że on ma najwięcej goli w Polsce. I, sorry, na boisku tego też nie było widać. Nie, to nie ten poziom... Znacznie lepszy był Ljuboja, bo jak masz go naprzeciwko siebie, to nie wiesz czego się spodziewać – potrafi zaskoczyć obrońcę. Trudno się gra przeciwko Korzymowi, fajnie wygląda Kosecki, podoba mi się Lovrencsics i nie rozumiem, dlaczego on nie był nominowany na galę.”. Poniekąd te wypowiedzi wpisywały się w ogólną niechęć do Legii, o której pisałem już tutaj.

Wracając do Koseckiego to, jak wykazała ankieta Canal+, polscy piłkarze uznają go za jednego z najbardziej przecenionych piłkarzy, a jednocześnie jednego z największych „naciągaczy”.

Robert_Demjan_z_nagrodami_za_sezon_2012/2013

Robert Demjan z nagrodami za sezon 2012/2013.

Źródło: sport.fakt.pl.

Statystyki w zeszłym sezonie dla Demjana

Fakty, czyli suche liczby, statystyki przemawiają za Demjanem, ale już z ocenami dziennikarzy jest znacznie gorzej. W klasyfikacjach prowadzonych przez dziennikarzy „Przeglądu Sportowego” Demjan uzyskał średnią not z całego sezonu na poziomie 5,50 w skali od 1 do 10. Wśród obcokrajowców dało mu to zaledwie… 11, miejsce, a wyprzedził go nawet kolega klubowy, także Słowak – bramkarz Richard Zajac ze średnią 5,78. Demjan ze swoim wynikiem nie zmieścił się wśród najlepszych siedemnastu piłkarzy Ekstraklasy. Dostęp do tej listy dawała średnia 5,70. Poza tym Demjan był sześciokrotnie wybierany do jedenastki weekendu „Przeglądu Sportowego” (podobnie zresztą, jak Danijel Ljuboja), ale częściej wybierano Jakuba Koseckiego (8) oraz Miroslava Radovica i Artura Jędrzejczyka (po 7). Więcej asyst od Demjana miało tylko trzech piłkarzy – Mila (12), Radović (9) i Teodorczyk (8). Demjan zdecydowanie zwyciężył jednak w tzw. klasyfikacji kanadyjskiej będącej sumą bramek i asyst.

Przede wszystkim Demjan został królem strzelców i naprawdę nie jest jego winą, że został królem strzelców i że pod względem liczby goli król strzelców nie może pochwalić się nawet przeciętnym wynikiem. Demjan wyrównał osiągnięcie Tomasza Frankowskiego z sezonu 2010/2011 oraz tercetu – Arkadiusz Bak, Sylwester Czereszewski i Mariusz Śrutwa z sezonu 1997/1998. Szukając króla strzelców z mniejszą liczbą goli trzeba sięgnąć do początku lat siedemdziesiątych. Najlepszym polskim strzelcem w zeszłym sezonie był Bartosz Ślusarski z dorobkiem… 11 goli. Taki wynik dał tytuł króla strzelców tylko raz… w 1952 r. (Gererd Cieślik z Unii Chorzów).

Jak wyglądała kariera Demjana w Polsce?

Latem 2011 r. Demjan trafił do występującego wówczas w I lidze Podbeskidzia Bielsko-Biała. Nie był w najlepszej formie, bowiem „ostatnie miesiące przed przyjazdem do Polski spędził na indywidualnych treningach, odsunięty od zespołu. Trenerem Viktorii Żiżkow był Vlastimil Petrzela.” (cyt. za weszlo.com). Demjana polecił do Polski menadżer Michał Karpiński, współpracujący ze swoim słowackim wspólnikiem Michalem Holescakiem. Ten duet wcześniej namówił władze Podbeskidzia na podpisanie kontraktu z Richardem Zajacem.

W pierwszym sezonie, jeszcze w pierwszej lidze Słowak strzelił dziewięć goli. Krótko po awansie do Ekstraklasy dołożył jeszcze cztery, ale później zaciął się na trzynaście meczów. Trener Kasperczyk konsekwentnie stawiał jednak na Słowaka, o czym piłkarz pamięta i chętnie przypomina.

Demjan pokazał wiosną, że świetnie gra głową, a oprócz charakteru rasowego napastnika, cechuje go umiejętność grania dla drużyny. Stąd też stosunkowo duża, jak na napastnika liczba asyst. Demjan nie jest charyzmatycznym gwiazdorem, tylko ciężko harującym rzemieślnikiem pozbawionym piłkarskich fajerwerków.

W barwach Podbeskidzia rozegrał 90 ligowych meczów, w których zdobył 29 bramek, z czego w ekstraklasie zaliczył 60 występów i 20 bramek. W Pucharze Polski zagrał w 6 meczach strzelając 2 gole i jedną bramkę samobójczą. Co ciekawe, Demjan tylko raz w ciągu trzech sezonów, gdy grał w Podbeskidziu wykonywał rzut karny. Stało się to w ostatnim meczu minionego sezonu, gdy 2 czerwca skutecznie wykonując jedenastkę przypieczętował tytuł króla strzelców. Demjan tylko raz zdobył minimum dziesięć goli w sezonie i stało się to właśnie w minionym sezonie.

Robert_Demjan_(Podbeskidzie_Bielsko-Biała)

Robert Demjan w barwach Podbeskidzia Bielsko-Biała.

Źródło: sport.tvp.pl.

Robert_Demjan_(Podbeskidzie_Bielsko-Biała)

Robert Demjan także w barwach Podbeskidzia Bielsko-Biała.

Źródło: polsatsport.pl.

Jak to było z transferem do Belgii?

Pod koniec sezonu media informowały o zainteresowaniu Demjanem ze strony Wisły i Legii, o ile Wisła i trener Smuda potwierdzili zainteresowanie słowackim piłkarzem, to Legia nie odniosła się do tych rewelacji. Trudno się jednak spodziewać, aby klub z Warszawy był poważnie zainteresowany 31-letni Demjanem, zwłaszcza po rozwiązaniu kontraktu z niewiele starszym Danijelem Ljuboją. Nie ten kaliber, nie te umiejętności. Wydaje się więc, że informację o zainteresowaniu Legii „rozpuścił” menadżer piłkarza. Eksperci podkreślali, że gdyby nie wiek, to pewnie polskie czołowe kluby walczyły by o Demjana do upadłego, a tak starała się tylko Wisła i oczywiście Podbeskidzie. „Przegląd Sportowy” informował o zainteresowaniu Demjanem ze strony klubów tureckich i rosyjskich, a dodatkowo mistrza Słowacji – Slovana Bratysława i Neftczi Baku. Konkretów jednak brakowało. Gdy więc wydawało się, że Demjan jednak pozostanie w Bielsku-Białej niespodziewanie pojawiła się oferta z Belgii. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że „Górole”, a zwłaszcza trener Czesław Michniewicz i prezes Wojciech Borecki byli przekonani, że Słowak zostanie w ich klubie.

Robert_Demjan_po_podpisaniu_kontraktu_z_Beveren

Robert Demjan po podpisaniu kontraktu z Waasland–Beveren.

Źródło: waasland-beveren.be.

Wprawdzie Podbeskidzie zaproponowało napastnikowi podwyżkę, ale przebicie jej nie stanowiłoby problemu nawet dla polskich klubów ze średnim budżetem. Prezes Podbeskidzia przekonywał, że podpisanie kontraktu z Demjanem wiązałoby się z zapłatą 200 tys. zł prowizji jego menadżerom, ale prawda jest też taka, że w klubie z Beskidów nie ma miejsca na gwiazdorskie (jak na jego warunki) kontrakty. Demjan mówił przecież porównując ligę polską ze Słowacją – „dużo więcej zarabiam”, choć jak na warunki Ekstraklasy, to było ciągle niewiele. „Podbeskidzie (…) zaproponowało Demjanowi ponad 30 tysięcy złotych miesięcznie, plus 100 tysięcy złotych "za podpis", ale to było zdecydowanie za mało, by konkurować z Belgami. W Beveren słowacki napastnik zarobi na rękę ponad 200 tysięcy euro rocznie (czyli ponad 70 tysięcy złotych miesięcznie), dodatkowo zamrożone będzie miał 35 procent wartości kontraktu na poczet emerytury. Te pieniądze do niego z czasem wrócą, więc w rzeczywistości umowa gwarantuje mu ponad 300 tysięcy euro rocznie, przez trzy lata (…)Transfer przeprowadziła grupa menedżerska "Fabryka Futbolu", ta sama, która wcześniej w Belgii - a konkretnie w Mechelen - umieściła Seweryna Michalskiego z GKS-u Bełchatów.” (cyt. za sport.pl). Prezes Borecki w wywiadzie dla oficjalnej strony internetowej klubu potwierdził, że klub złożył Demjanowi i jego menadżerom niestandardową propozycję, ale drużyna belgijska zdecydowanie ją przebiła. Borecki potwierdził również, że w Bielsku-Białej nie ma wysokich kontraktów, ale dla Demijana (za zgodą pozostałych piłkarzy) klub był gotowy zrobić wyjątek.

Warto jeszcze przypomnieć, że Demjan deklarował, że jeśli Podbeskidzie utrzyma się w lidze, a on sam dogada się w sprawie warunków kontraktu, to chętnie zostanie. Zimą negocjował nową umowę z Markiem Glogazą, który był skłonny zaproponować mu znaczną podwyżkę, ale kiedy w klubie pojawił się prezes Borecki – uznał, że oferta jest nie do zaakceptowania. W konsekwencji słowacki napastnik ani nie został pod Beskidami, ani jego polski klub na tym nie zarobił.

Ławka w Beveren i powrót do Polski?

W sprawie transferu do Beveren portal weszlo.com informował: „nie mamy pewności, czy Demjan faktycznie jest klasowym snajperem, a nie tylko jednorazowym wystrzałem. Fakt, w tym sezonie wychodziło mu wszystko i bramki zdobywał z prawie każdej pozycji z zadziwiającą na dodatek skutecznością, ale czy kiedykolwiek będzie w stanie to powtórzyć? Nigdy wcześniej w karierze nie przebił sześciu goli na sezon, a teraz, po udanych rozgrywkach, ma strzelać seryjnie w Belgii? Mamy mieszane uczucia, ale niech mu się wiedzie, bo to ostatnia okazja dla jednego z najlepszych piłkarzy Ekstraklasy, by zarobić godne pieniądze i posmakować poważniejszego futbolu.”.

Początek w Belgii Demjan miał całkiem niezły, bo wygrał rywalizację o miejsce w składzie z wypożyczonym z Anderlechtu Serbem Daliborem Veselinovicem i pierwsze cztery mecze rozpoczął w podstawowej „jedenastce”. Na początku sierpnia z Vojvodiny Nowy Sad sprowadzony został Kameruńczyk Aboubakar Oumarou, co pogorszyło sytuację Demjana. W dotychczasowych 15 ligowych meczach Beveren, Demjan pojawił się na boisku w 10 meczach. Gola nie zdobył. Łącznie spędził na boisku zaledwie 352 minuty, co przy 15 meczach daje słabą średnią 23,5 minuty. Trzy spotkania przesiedział na ławce rezerwowych, a w dwóch był poza kadrą meczową.

Demjan opisując swoją sytuację powiedział: „Jak tak dalej pójdzie to zimą będę chciał wrócić do Podbeskidzia” (cyt. za sportslaski.pl), ale już w wywiadzie z weszlo.com złagodził ton swojej wypowiedzi. Słowak podkreślał, że poważnym problemem jest dla niego bariera językowa. W Polsce było mu pod tym względem dużo łatwiej.

Demjan obiecywał sobie, że po odejściu trenera Glena De Boecka będzie lepiej. Belg nie wierzył w Słowaka, a jako przyczynę rzadkiej gry wskazywał problemy komunikacyjne. Klub spadł na 14. miejsce, a od listopada nowym trenerem jest Danny de Maesschalck. W grze flandryjskiego klubu niewiele zmienił, bo dwa mecze przyniosły dwie porażki i spadek na przedostatnie 15. miejsce. Beveren zgromadziło do tej pory zaledwie 9 punktów (1 zwycięstwo, 6 remisów, 8 porażek). Bilans bramkowy wygląda fatalnie 11-22, anapastnicy zawodzą. Tylko dwa gole zdobył Veselinović, a jednego Renaud Emond. Bez gola pozostają Demjan i Oumarou. Najlepsi strzelcy drużyny to wspomniany już Veselinović i pomocnik Robin Henkens (po dwa gole).

Robert_Demjan_(Waasland-Beveren)

Demjan w meczu Beveren, czyli rzadki widok.

Źródło: 2x45minut.com.pl.

Warto jeszcze wspomnieć, że na współpracę z De Boeckiem narzekał także Dawid Janczyk. Obaj panowie spotkali się w Germinalu Beerschot w 2010 roku. „Murzyn” nie pograł sobie przy tym trenerze i wspominał, że nie był ulubieńcem De Boecka. Belg na pytania dlaczego Polak nie gra, odpowiadał mu, że musi więcej trenować. Poza tym, zwracał mu uwagę o absurdalne rzeczy np. że w dżinsach idzie do lekarza.

Prezes Wojciech Borecki, mimo rozstania z menadżerami Demjana w (jak to określił) „nieprzyjemnych okolicznościach” (cyt. za tspodbeskidzie.pl) jest skłonny wrócić do rozmów. Powrót Słowaka do Bielska już zimą uważa za „bardzo realny scenariusz” dodając, że piłkarz chętnie wrócił do polskiego klubu. Prezes Borecki liczy, że Beveren wypożyczy Demjana i (jak można się domyśleć) liczy także na to, że Belgowie będą płacili jakąś część wynagrodzenia piłkarzowi. Podbeskidzie nie jest jednak jedynym klubem, który liczy na przyjście Demjana podczas zimowego okienka transferowego. „Przegląd Sportowy” poinformował, że rozmowy z menadżerami napastnika rozpoczął Piast Gliwice.

Ciekawe, że król strzelców ekstraklasy z minionego sezonu wzbudza tyle emocji, choć jego umiejętności i forma nie uzasadniają takiego zainteresowania.

 

Źródła: własne, 90minut.pl, weszlo.com, sport.pl, sport.wp.pl, sportslaski.pl, ekstraklasa.tv, transfermarkt.pl, euro futbol.pl, tspodbeskidzie.pl, legionisci.com, sport.fakt.pl, sport.tvp.pl, polsatsport.pl, waasland-beveren.be, 2x45minut.com.pl. Proste odpowiedzi prostego człowieka, „Magazyn Sportowy” – bezpłatny dodatek do „Przeglądu Sportowego”. „Przegląd Sportowy” z dnia 2 czerwca 2013 r., s. 11. „Skarb Kibica. Ekstraklasa. Jesień 2013/2014” – bezpłatny dodatek do „Przeglądu Sportowego” z dnia 19 lipca 2013 r., s. 75-77. „Przegląd Sportowy” z dnia 28 października 2013 r., s. 11. „Przegląd Sportowy” z dnia 31 października – 1 listopada 2013 r., s. 9.

wtorek, 18 października 2011
Sensacyjne zwycięstwo Podbeskidzia

W rozegranym w sobotę 10 września 2011 r. meczu 6. kolejki T-Mobile Ekstraklasy Legia Warszawa niespodziewanie uległa Podbeskidziu Bielsko-Biała 1:2 (0:2), dla którego było to historyczne – pierwsze zwycięstwo w najwyższej klasie rozgrywkowej.

Wprowadzenie – Podbeskidzie, czyli ubogi krewny

Podbeskidzie zadebiutowało w tym roku w Ekstraklasie. W debiucie zremisowało u siebie z Jagiellonią 2:2, mimo że przegrywało 0:2. Później doznało klęski w Bełchatowie 0:6 i wydawało się, że zespól z Bielsko-Białej będzie przysłowiowym „chłopcem do bicia”. Później Podbeskidzie zremisowało bezbramkowo z Widzewem i Zagłębiem. Bezpośrednio przed meczem z Legią przegrało u siebie z Koroną 2:3.

Podbeskidzie powstało w 1995 r. jako Dzielnicowy Klub Sportowy Komorowice (przedmieścia Bielska-Białej). Następnie połączyło się z dwoma innymi klubami z Bielska – BKS Interem (dawni Budowlani i Beskid) oraz BBTS Włókniarzem. Największe sukcesy przyszły w zeszłym sezonie, a były nimi awans do Ekstraklasy i półfinał Pucharu Polski. W tych drugich rozgrywkach Podbeskidzie eliminowało silniejsze ekipy i niewiele zabrakło, aby zagrało w bydgoskim finale z Legią. W półfinale klub z Bielsko-Białej zremisował w Poznaniu z Lechem 1:1, a u siebie przegrał 2:3, choć prowadził 2:0. W ćwierćfinale „Górale” wyeliminowali Wisłę Kraków po zwycięstwie przy Reymonta 1:0 i remisie u siebie 2:2, a warto dodać, że Podbeskidzie przegrywało 0:2. Wcześniej Podbeskidzie wyeliminowało kolejno: Start Otwock (2:2 karne 6:5), Piast Gliwice (2:0) i GKS Bełchatów (2:0). W 6. kolejce T-Mobile Ekstraklasy o sile Podbeskidzia boleśnie przekonała się Legia.

„Górale” rozgrywają swoje mecze na Stadionie Miejskim w Bielsku-Białej. Początkowo stadion nie spełniał wymogów licencyjnych, ale w końcu udało się zdążyć z przygotowaniem obiektu na inaugurację rozgrywek. Stadion został wybudowany w 1927 r. i był poważnie zmodernizowany w latach pięćdziesiątych. Niedawno rozpoczęła się jego przebudowa, która potrwa do końca 2013 r. lub początku 2014 r. i zwiększy jego pojemność z 4.286 miejsc do 15 tys. Warto dodać, że w związku z problemami licencyjnymi początkowo Podbeskidzie zgłosiło stadion w Wodzisławiu Śląskim jako obiekt domowy.

Klub z Bielska jak prawie każdy polski klub leżący w pobliżu południowej granicy ma w swoim składzie Słowaków (czterech) i Czechów (dwóch), ale nie stanowią oni o sile zespołu. Przed sezonem Podbeskidzie zostało wzmocnione bramkarzem – Mateuszem Bąkiem (Wisła Płock), Adrianem Sikorą (APOEL Nikozja) i Mariuszem Sachą (Cracovia) – jedynym piłkarzem, który przyszedł na zasadzie odpłatnego transferu (75 tys. euro). W trakcie sezonu „Górali” zasilił rozgrywający z Izraela – Liran Cohen. Budżet Podbeskidzia według „Przeglądu Sportowego” to 14 mln zł, a Legii 65 mln zł. Wartość drużyny została wyceniona przez „PS” na 11,4 mln zł, zaś Legii na 40,9 mln zł. Można by powiedzieć „Gdzie Krym a gdzie Rzym?”, ale po raz kolejny się okazało, że nazwiska i pieniądze nie grają.

Taktyka

Przed meczem trener gości Robert Kasperczyk (swoją drogą kolejny umoczony w korupcję – przyznał się, że brał udział w ustawionym meczu Hutnik Kraków – Motor Lublin) powiedział dla „Gazety Wyborczej”, że w Legii boi się trzech piłkarzy – „Ljuboi, Ljuboi i Ljuboi”. I było to widać na boisku, bo „Ljubo” nie pograł sobie. Chwilami serbski napastnik spotykał się z podwójnym kryciem. Jak się okazało to było bardzo dobre posunięcie, bo serbski piłkarz został całkowicie wyłączony z gry i mógł straszyć bramkarza gości tylko (niecelnymi) strzałami z rzutów wolnych.

Legia_Podbeskidzie_-_krycie_Ljuboji

Obrońcy gości nie odstępowali Ljuboji nawet na krok.

Mecz, czyli twarda defensywa kontra bezład

Już w 6 min. niepewna interwencja Dusana Kuciaka mogła skończyć się golem Sylwestra Patejuka, ale piłkę wybił Jakub Wawrzyniak. Dla byłego piłkarza Widzewa były to miłe złego początki. W 17 min. Legia powinna prowadzić 1:0. Moshe Ohayon (wprowadzony chwilę wcześniej za kontuzjowanego Michała Kucharczyka) znakomicie podał do wbiegającego w pole karne Danijela Ljuboji, który natychmiast odegrał wzdłuż linii pięciu metrów do Miroslava Radovica. Mateusz Bąk minął się z piłką, a mający przed sobą pustą bramkę Radović strzelił obok słupka, choć przyznać trzeba, że był mocno naciskany przez Krzysztofa Króla.

 Legia_Podbeskidzie_-_Kucharczyk

Kucharczyk leży na boisku po brutalnym wejściu Metelki. Sędzia uznał, że faulu nie było, a Kucharczyk musiał opuścić boisko już w 15 min.

W 24 min. Podbeskidzie niespodziewanie strzeliło gola. Frantisek Metelka dośrodkował z rzutu wolnego a niepilnowany Tomasz Górkiewicz strzelił głową nie do obrony dla Kuciaka. Krycie odpuścił Jakub Wawrzyniak, który stał i przyglądał się jak „Górale” zdobywali bramkę.

W 31 min. Legia była bliska wyrównania. Z rzutu rożnego dośrodkował Maciej Rybus a strzał głową Marcina Komorowskiego wybił (także głową) stojący na linii bramkowej Dariusz Łatka. Po siedmiu minutach Podbeskidzie przeprowadziło bardzo groźną akcję. Maciej Rogalski zagrał w pole karne między Artura Jędrzejczyka i Marcina Żewłakowa, a w dobrej sytuacji znalazł się Sylwester Matejuk, który strzelił w długi róg bramki Kuciaka. Piłka przeleciała jednak obok słupka. To było ostatnie ostrzeżenie dla Legii. Wprawdzie „chwilę potem Ljuboja uderzył z rzutu wolnego nad poprzeczką” (za 90minut.pl), to jednak Legia cały czas grała topornie, bez zaangażowania i waleczności.

Legia_Podbeskidzie_-_strzał_Ljuboji

Ljuboja próbował stwarzać zagrożenie tylko z rzutów wolnych.

W doliczonym czasie gry Podbeskidzie zadało drugi, niemalże nokautujący cios. Marek Sokołowski wrzucił piłkę z autu w pole karne, gdzie głową zgrał ją jeden z gości, a Sylwester Patejuk (wychowanek Hutnika Warszawa)  przewrotką pokonał Kuciaka. Krycie odpuścił znowu Wawrzyniak i w drugiej połowie już nie zagrał. Wawrzyniak grał chyba za często i za dobrze (liga, puchary i kadra). Coraz bardziej chwalony zaczął popełniać coraz więcej błędów a swoje apogeum osiągnął w meczu z Podbeskidziem. Zresztą po meczu trener Skorża powiedział, że popełnił błąd wystawiając Wawrzyniaka, który rozegrał już 12. mecz w sezonie.

Legia_Podbeskidzie_goście_atakują

Chwilami nawet trzech Legionistów znajdowało się przy jednym piłarzu gości, ale to goście strzelili dwa gole.

Drugą połowę Legia rozpoczęła od mocnego uderzenia. Mocne dośrodkowanie Rybusa z rzutu rożnego na gola strzelonego głową zamienił słaby tego dnia Ivica Vrdoljak, choć wskazanie piłkarza Legii, który nie był słaby w tym meczu graniczyło z cudem. Legia szybko odrobiła część strat. Kibice czekali na powtórkę z Moskwy, tymczasem Legioniści przycisnęli gości przez kolejnych dziesięć minut. Niewiele z tego wynikało i praktycznie na tym skończyło się zaangażowanie gwiazdorów z Pepsi Areny.

Niby Legia miała przewagę, ale Legioniści albo nie strzelali, albo strzelali bardzo niecelnie. Radović nie wiedzieć czemu biegał wzdłuż linii szesnastu metrów i zupełnie niepotrzebnie dryblował. Ljuboja też dryblował, często skutecznie, ale nie przynosiło, to żadnej wartości dodanej. Rybus niby coś próbował, ale chyba zaszkodziła mu wizyta po moskiewskiej Wiktorii w jednym z lokali, co opisywał „Fakt”. W 67 min. Vrdoljak uderzył z rzutu wolnego obok bramki. Jedenaście minut później Janusz Gol strzelił z szesnastu metrów lekko i prosto w Bąka. W przedostatniej minucie meczu Michał Żyro podał w polu karnym do Radovica, ale Serb nie sięgnął piłki.

Legia_Podbeskidzie_Sokołowski_i_Wawrzyniak

Marek Sokołowski i Jakub Wawrzyniak.

W doliczonym czasie gry Legia wykonywała rzut rożny, a w pola karne gości pobiegł Kuciak, co potwierdziło, jak rozpaczliwie Legia szukała punktów w tym meczu. Bramki na miarę Palopa w Doniecku, czy Tomaszewskiego w Belgii jednak nie było.

Legia_Podbeskidzie_Kuciak_w_polu_karnym

Kuciak (w zielonej bluzie) w polu karnym gości.

Statystyki i wnioski

Pomeczowe statystyki (według "Przeglądu Sportowego") wskazują na zdecydowaną przewagę Legii w strzałach (14:5), strzałach celnych (5:3), strzałach zablokowanych (5:1), spalonych (7:1) i rzutach rożnych (7:0). Goście byli lepsi w faulach (23:16) i przede wszystkim w strzelonych golach. Legia nie grała jednak przekonująco i przegrała zasłużenie. Goście mądrze i skutecznie bronili się, o czym świadczy choćby liczba spalonych Legii, aczkolwiek irytujące było oglądanie, jak kładli się na murawę, przy każdej możliwej okazji, aby zyskać, choć kilka cennych sekund. Dodatkowo częściej uciekali się do fauli, które tylko w dwóch przypadkach spotkały się z żółtą kartką. A co ciekawe 14 września (środa) Ekstraklasa S.A. wydała komunikat, w którym poinformowała m.in., że: „Po zapoznaniu się przez Komisję Ligi z zapisem wideo, zawodnik Legii Warszawa Moshe Ohayon, który (…) uderzył przeciwnika bez piłki, co nie zostało zauważone przez sędziego głównego, został zdyskwalifikowany na dwa mecze T-Mobile Ekstraklasy”.

Legia przegrała, bo zlekceważyła rywala, choć piłkarze zaprzeczają temu. Trener Skorża miał jednak inne zdanie, bo widział, że jego piłkarze nie zagrali z należytym zaangażowaniem. Liczenie na to, że rywal położy się na boisku albo będzie prosił o najwyższy wymiar kary już dawno się skończyło. To nie te czasy! W ekstraklasie każdy walczy o swoje bez względu na to, kto jest rywalem. Dodatkowo Legia w zeszłym sezonie zapracowała sobie na to, aby nikt nie miał przed nią respektu……

Warto zauważyć, że mecz Legii był piątym na własnym stadionie, ale Legia tylko raz wykorzystała atut własnego boiska wygrywając z Górnikiem (3:1). W Lidze Europy dwa razy zremisowała – z Gaziantepsporem (0:0) i Spartakiem Moskwa (2:2), zaś w Ekstraklasie zaliczyła dwie przykre porażki – ze Śląskiem Wrocław i właśnie z Podbeskidziem po 1:2. Nowy stadion zdecydowanie nie leży drużynie rządzonej przez ITI, co potwierdziły porażki w zeszłym sezonie z Bełchatowem (0:2), Lechią Gdańsk (0:3), Śląskiem Wrocław (1:2) i Ruchem Chorzów (2:3).


10 września 2011 r., godz. 18:00 - Warszawa (Stadion Wojska Polskiego / Pepsi Arena)

6. kolejka T-Mobile Ekstraklasy

Legia Warszawa 1-2 Podbeskidzie Bielsko-Biała

Bramki: Ivica Vrdoljak (47 min.) – Tomasz Górkiewicz (24 min.), Sylwester Patejuk (45 min.)

Legia: 12. Dušan Kuciak – 2. Artur Jędrzejczyk, 6. Michał Żewłakow, 17. Marcin Komorowski, 14. Jakub Wawrzyniak (46 min., 15. Iñaki Astiz) – 18. Michał Kucharczyk (15 min., 34. Moshe Ohayon), 21. Ivica Vrdoljak, 5. Janusz Gol (81 min., 33. Michał Żyro), 32. Miroslav Radović, 31. Maciej Rybus – 28. Danijel Ljuboja.

Podbeskidzie: 12. Mateusz Bąk – 2. Tomasz Górkiewicz, 3. Ondřej Šourek, 26. Bartłomiej Konieczny, 27. Krzysztof Król – 13. Sylwester Patejuk (64 min., 29. Adrian Sikora), 28. Dariusz Łatka, 19. František Metelka, 20. Maciej Rogalski (81 min., 9. Dariusz Kołodziej), 10. Marek Sokołowski – 23. Róbert Demjan (52 min., 16. Adam Cieśliński).

żółte kartki: Radović (90+5 min. za niesportowe zachowanie) – Sokołowski (32 min. za faul), Rogalski (57 min. za faul).

sędziował: Tomasz Musiał (Kraków).

widzów: 18.500.


Dane statystyczne na podstawie: 90minut.pl i sport.pl.

Źródła: własne, ekstraklasa.org, wikipedia.pl, bbosir.bielsko.pl, „Legia Warszawa” nr 03/2011, s. 4. „Liga Polska. Część 1. Ekstraklasa. Jesień 2011/12. Skarb Kibica” – dodatek do „Przeglądu Sportowego z dnia 29 lipca 2011 r., s. 88-93 i 100-105. Dodatek „Tylko Piłka” przed 9. kolejką T-Mobile Ekstraklasy 2011/2012, s. 52-53. „Przegląd Sportowy” z dnia 12 września 2011 r., s. 15-16.

| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Tagi