Wpisy z tagiem: Stadion Narodowy

środa, 10 grudnia 2014
Polska rozbiła Serbię w meczu otwarcia siatkarskich mistrzostw świata

W rozegranym w sobotę 30 sierpnia 2014 r. meczu otwarcia mistrzostw świata w siatkówce reprezentacja Polski nadspodziewanie łatwo pokonała Serbię 3:0 (25:19, 25:18, 25:18). Ten wyjątkowy mecz został rozegrany na Stadionie Narodowym i zgromadził 61,5 tysiąca widzów!

Ceremonia otwarcia, mecz i cała atmosfera towarzysząca spotkaniu spowodowały, że komentatorzy, eksperci i dziennikarze podkreślali, że są pod wrażeniem wielkiego siatkarskiego show, jaki udało się zorganizować w Warszawie. Wydaje się, że występ Polaków był tylko dopełnieniem tego, co musiało się stać. Zachwyty dotyczyły z całą pewnością niesamowitego wydarzenia jakim było rozegranie meczu siatkarskiego na stadionie typowo piłkarskim i zgromadzenie takiej niewiarygodnej liczby kibiców w jednym miejscu. Zwłaszcza, że mówimy o dyscyplinie, dla której niedawno kilka tysięcy widzów było godną frekwencją. To, że polscy kibice kochają siatkówkę, a polscy organizatorzy potrafią dokonać prawie niemożliwego było już wiadomo, ale w połączeniu ze znakomitym występem siatkarzy stworzyło niesamowity efekt. Powiedzieć, że Polacy kochają siatkówkę, to nic nie powiedzieć…

2014.08.30_Mecz_Otwarcia_siatkarskich_mistrzostw_świata_(0)

Ceremonia otwarcia

Mecz reprezentacji Polski i Serbii poprzedziła ceremonia otwarcia. Najpierw wielki hit „My Słowianie” wykonał duet Donatan & Cleo, a na parkiecie wystąpiły tancerki z trójkątami w białych i czerwonych kolorach.

2014.08.30_Mecz_Otwarcia_siatkarskich_mistrzostw_świata_(1)

2014.08.30_Mecz_Otwarcia_siatkarskich_mistrzostw_świata_(2)

2014.08.30_Mecz_Otwarcia_siatkarskich_mistrzostw_świata_(3)

Następnie oficjalnego otwarcia dokonali prezes Polskiego Związku Piłki Siatkowej Mirosław Przedpełski i prezes Międzynarodowej Federacji Siatkówki (FIVB) Ary Garcia. Przedpełski powiedział, że „Poland to Volleyland”, a Garcia dziękował Polsce. Później przy muzyce skomponowanej przez DJ Adamusa na boisku pojawiały się w kolejności alfabetycznej delegacje uczestników turnieju. Na samym końcu przy ogłuszającej wrzawie zaprezentowano Polskę. Najgorsze przyjęcie pełne gwizdów i buczenia spotkało Rosję…

2014.08.30_Mecz_Otwarcia_siatkarskich_mistrzostw_świata_(4)

Później głos zabrał Prezydent RP Bronisław Komorowski, który podkreślił, że Stadion Narodowy „został wybudowany na gruzach zniszczonej przez wojnę stolicy Polski”.

2014.08.30_Mecz_Otwarcia_siatkarskich_mistrzostw_świata_(5)

Na boisku pojawili się tancerze i cheerleaderki z dwoma balonami w kształcie piłek siatkarskich (oczywiście z logiem oficjalnego producenta piłek na ten turniej). Cheerleaderki rozłożyły na boisku biało-czerwoną flagę, która po odwróceniu zmieniła się w logo FIVB.

2014.08.30_Mecz_Otwarcia_siatkarskich_mistrzostw_świata_(6)

2014.08.30_Mecz_Otwarcia_siatkarskich_mistrzostw_świata_(7)

Na zakończenie ceremonii otwarcia Margaret wykonała utwór „Set a Fire” – oficjalny hymn mistrzostw, a następnie (specjalnie dla kibiców) wykonała swój największy hit – „Thank you very much”.

2014.08.30_Mecz_Otwarcia_siatkarskich_mistrzostw_świata_(8)

2014.08.30_Mecz_Otwarcia_siatkarskich_mistrzostw_świata_(9)

Po zakończeniu ceremonii otwarcia a przed rozpoczęciem meczu miała miejsce jeszcze jedna przyjemna uroczystość. Piotr Gruszka oficjalnie zakończył karierę. Od prezesa Przedpełskiego odebrał koszulkę reprezentacji Polski z numerem 450, ponieważ w latach 1995-2011 rozegrał właśnie tyle meczów w kadrze. Pod tym względem jest rekordzistą. Gruszka zakończył karierę siatkarza, ale rozpoczyna karierę trenera. W sezonie 2014/2015 poprowadzi BBTS Bielsko-Biała.

2014.08.30_Mecz_Otwarcia_siatkarskich_mistrzostw_świata_(10)

Mecz

Pewnym zaskoczeniem mogło być wyjście w pierwszej „szóstce” Zagumnego, ponieważ w Lidze Światowej grał Fabian Drzyzga, a „Guma” odpoczywał. Trener Biało-czerwonych – Stephane Antiga postawił jednak na doświadczenie.

2014.08.30_Mecz_Otwarcia_siatkarskich_mistrzostw_świata_(11)

2014.08.30_Mecz_Otwarcia_siatkarskich_mistrzostw_świata_(12)

Początek spotkania był bardzo nerwowy, a pierwsze akcje rozpoznawcze. Obie drużyny starały się „wyczuć” nietypowe warunki do gry i możliwości rywala, dlatego wynik oscylował wokół remisu, a Polacy zeszli na pierwszą przerwę techniczną z jednopunktowym prowadzeniem (8:7). Zagumny zagrywał przede wszystkim do Michała Winiarskiego, ponieważ był pewien jego formy i umiejętności. Natomiast Karolowi Kłosowi wystawiał piłki w łatwiejszych sytuacjach. Przewaga Polaków stopniowo rosła (12:9, 15:11, 16:12), ale przy stanie 17:12 kolejne dwie piłki wygrali Serbowie. Gdy jednak po udanym bloku na tablicy wyników pojawił się wynik 20:15 stało się jasne, że ten przewagi na Biało-czerwonym stadionie nie sposób stracić. I tak tez się stało. Polacy wygrali pierwszą partię 25:19.

2014.08.30_Mecz_Otwarcia_siatkarskich_mistrzostw_świata_(13)

Drugi set rozpoczął się od czteropunktowego prowadzenia Polaków (5:1). Po pierwszej przerwie technicznej, przy stanie 8:4 dla gospodarzy, Serbowie zdobyli punkt i… właściwie przestali grać. Kolejne sześć punktów padło łupem Polaków (14:5) i dopiero gdy Mariusz Wlazły posłał piłkę w aut Serbowie mogli na chwilę odetchnąć. Osiem punktów przewagi stawiało gospodarzy w doskonałej sytuacji. W meczach z Serbami, Polacy potrafili tracić w decydujących momentach po cztery, pięć punktów przewagi, ale tym razem utrzymywali przewagę (16:8, 20:12, 22:14). Ostatecznie drugą partię Polacy wygrali bardzo pewnie 25:18.

2014.08.30_Mecz_Otwarcia_siatkarskich_mistrzostw_świata_(14)

2014.08.30_Mecz_Otwarcia_siatkarskich_mistrzostw_świata_(15)

Przed trzecim setem, kibiców i ekspertów musiało nurtować pytanie, czy to możliwe, aby Polacy tak szybko rozprawili się z Serbami w meczu otwarcia? Po dwóch setach trudno było oprzeć się wrażeniu, że Polakom idzie za łatwo, ale w kolejnym (i jak się okazało – ostatnim!) secie, potwierdzili klasę. Od początku seta biało-czerwoni budowali przewagę schodząc na pierwszą przerwę techniczną z czteropunktową przewagą (8:4), a na drugą przerwę z pięciopunktową przewagą (16:11). Gdy jednak Serbowie zdobyli trzy punkty z rzędu (16:14) można było zwątpić w sukces Polaków. Gospodarze odpowiedzieli na serię punktową gości jeszcze lepszą serią i zdobyli pięć kolejnych punktów! Przy stanie 21:14 porażka byłaby niewiarygodna. Polacy utrzymali przewagę i wygrali trzecią partię 25:18 i cały mecz 3:0.

2014.08.30_Mecz_Otwarcia_siatkarskich_mistrzostw_świata_(16)

2014.08.30_Mecz_Otwarcia_siatkarskich_mistrzostw_świata_(17)

Mecz trwał niespodziewanie krótko i wcale nie chodzi o trzy sety. Polacy wygrali z przewagą dwudziestu (!) małych punktów (75:55) w zaledwie 83 minuty (kolejno w setach – 29 min., 26 min., 28 min.). Biało-czerwoni, mimo ogromnej presji, stawili czoła wyzwaniu, i to rywale wyglądali na przestraszonych i zagubionych. Starając się precyzyjnie odpowiedzieć na pytanie dlaczego Polacy wygrali należy wskazać przede wszystkim na świetne rozegranie i skuteczny atak. Paweł Zagumny był w meczu otwarcia klasą dla siebie. Jeśli chodzi o atak to Polacy skutecznie zakończyli 38 prób na 71 (53,5%), zaś Serbowie 27 spośród 72 (37,5%). Różnicę dobrze widać przy porównaniu indywidualnych osiągnięć. Najlepiej punktujący wśród Serbów – Atanasijević zagrał z niższą skutecznością (34,62%) niż trzech Polaków! Wniniarski osiągnął bardzo wysoką skuteczność 68,75%, ale Wlazły (43,48%) i Mika (42,86%) też wypadli dobrze. Do skutecznego ataku Polacy dołożyli 11 punktów blokiem, przy 9 punktach Serbów i 4 asy serwisowe, przy zaledwie jednym Serbów. Poza tym, Polacy zdobyli aż 22 punkty po błędzie przeciwnika, a Serbowie 18. Zagumny i Winiarski zagrali świetnie, a Zatorski bronił w trudnych sytuacjach. Dobrze zagrał też Mika i Kłos, a Wlazły, choć nie pokazują tego statystyki, kończył wiele ważnych akcji. Nowakowski zagrał trochę gorzej od reszty, ale też „Guma” nie dał mu zbyt wielu okazji do wykazania się na siatce. Konarski i Drzyzga zagrali bardzo krótko, aby rzetelnie ocenić ich występ.

Eksperci, dziennikarze i ludzie siatkówki podkreślali po meczu, że nie spodziewali się tak przekonującego zwycięstwa Polaków i stylu w jakim przegrała Serbia. Komentatorzy, ale także sami siatkarze mówili po meczu, że ten pojedynek niczego nie przesądza, że był pierwszym meczem i nie można wyciągać z niego dalekosiężnych wniosków. Antiga słusznie zauważył, że jego zawodnicy poradzili sobie z presją. Winiarski także zwrócił na to uwagę mówiąc, że w tych warunkach trudno było opanować emocje. Polscy siatkarze zgodnie mówili, że mecz na Stadionie Narodowym, to ogromne przeżycie i niesamowite uczucie. Podkreślali, że jedynym utrudnieniem były powiewy wiatru, choć jedynie Wlazły zebrał się na odwagę i powiedział, że cieszy się, że na Narodowym więcej już nie zagra.

Wyjątkowy mecz

Mecz otwarcia obejrzało 61,5 tys. widzów, co stanowi rekord świata na mistrzostwach świata. Finał mistrzostw w 1950 r., pomiędzy ZSRR a Czechosłowacją obejrzało w Moskwie 50 tys. widzów. A co do meczu na stadionie piłkarskim, to Mirosław Rybaczewski w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” przypomniał, że „dawno temu rozgrywano już mecz w podobnej scenerii. Reprezentacja ZSRR i Brazylia grały na Maracanie”. Warto jeszcze przypomnieć, że w tym sezonie Polacy rozegrali jeden mecz w Lidze Światowej w nietypowym miejscu. W czerwcu przegrali z Włochami 1:3 na Foro Italico, czyli otwartym stadionie tenisowym. Mecz rozegrano pod gołym niebem, a w końcówce czwartego seta zawodnikom przyświecał księżyc.

-------

Jak się później okazało Polacy spełnili swój wspaniały sen zdobywając drugie w historii Mistrzostwo Świata i podobnie, jak czterdzieści lat wcześniej Biało-czerwonych poprowadził do triumfu trener – debiutant.

Do tytułu mistrzowskiego Polskę doprowadziły następujące wyniki 3:0 z Serbią, 3:0 z Australią, 3:0 z Wenezuelą, 3:1 z Kamerunem, 3:0 z Argentyną, 1:3 z USA, 3:1 z Włochami, 3:2 z Iranem, 3:2 z Francją, 3:2 z Brazylią, 3:2 z Rosją, 3:1 z Niemcami i w finale 3:1 z Brazylią.

 

30 sierpnia 2014 r. godz. 20:15 – Warszawa, Stadion Narodowy

Mecz otwarcia Mistrzostw Świata w piłce siatkowej 2014

Polska – Serbia 3:0 (25:19, 25:18, 25:18)

Polska: 5. Paweł Zagumny 1, 2. Michał Winiarski 14, 1. Piotr Nowakowski 7, 10. Mariusz Wlazły 12, 20. Mateusz Mika 11, 7. Karol Kłos 7 oraz 17. Paweł Zatorski (libero) – 3. Dawid Konarski 1, 11. Fabian Drzyzga.

Nie zagrali: 13. Michał Kubiak, 18. Marcin Możdżonek, 21. Rafał Buszek.

Trener: Stephane Antiga (Francja).

Asystent trenera: Philippe Blain (Francja).

Serbia: 9. Nikola Jovović, 1. Nikola Kovacević 5, 4. Marko Podrascanin 4, 14. Aleksandar Atanasijević 11, 10. Milos Nikić 3, 20. Srecko Lisinać 8 oraz 19. Nikola Rosić (libero) – 2. Uros Kovacević 1, 3. Marko Ivović 4, 5. Vlado Petković 1.

Nie zagrali: 4. Nemanja Petrić, 7. Dragan Stanković.

Trener: Igor Kolaković.

Asystent trenera: Strahija Kozić. 

Sędziowali: Frans Lodeurs (Holandia) i Juraj Mokry (Słowacja).

Widzów: 61.500.

 

Źródło: własne, „Przegląd Sportowy” z dnia 1 września 2014 r., s. 1-7. J. Bińczyk, Polacy gromią na Narodowym!, „Metro” z dnia 1 września 2014 r., s. 11. Kiedyś nie było ptasiego mleczka – wywiad red. R. Sztachelskiego z Mirosławem Rybaczewskim, „Rzeczpospolita” z dnia 29 sierpnia 2014 r., s. 16.

poniedziałek, 10 listopada 2014
V. Memoriał Kamili Skolimowskiej – rekord Polski Pawła Fajdka i start Usaina Bolta

W rozegranym w sobotę 23 sierpnia 2014 r. na Stadionie Narodowym V. Memoriale im. Kamili Skolimowskiej rekord Polski w rzucie młotem ustanowił Paweł Fajdek (83,48 m). Wielka gwiazda memoriału – Jamajczyk Usain Bolt pobił z czasem 9,98 sek. nieoficjalny rekord świata w biegu na 100 m pod dachem.

Piąty Memoriał przedwcześnie zmarłej Kamili Skolimowskiej (mistrzyni olimpijska – 2000, srebrna (2002) i brązowa (2006) medalistka mistrzostw Europy) odbył się na Stadionie Narodowym, co znacznie podniosło jego rangę. Wcześniejsze edycje gościły na bocznym boisku Skry a następnie na stadionie Orła. Poza tym, program rozbudowywano, a dodatkowo zapraszano gwiazdy (Kristian Pars, Tatiana Łysenko, Oscar Pistorius, Gerd Kanter, Reese Hoffa, Robert Harting, Kim Collins, Ladislav Prasil). W tym roku blasku memoriałowi dodawał start Usaina Bolta, ale organizatorzy trochę przesadzili w epatowaniu jego osobą i podkreślaniu, że Jamajczyk wystartuje w Warszawie. Oczywiście, był główną gwiazdą zawodów, ale umieszczenie jego zdjęcia obok zdjęcia „Kamy” na wielkich banerach na górnych trybunach Narodowego było przesadą, ale niech każdy oceni to sam:

V._Memoriał_im._K._Skolimowskiej_-_2014_(4)

Wracając do samych zawodów, to odbyły się tydzień po Mistrzostwach Europy w Zurichu, na których błysnęli Polacy. Biało-czerwoni zdobyli 2 złote, 5 srebrnych i 5 brązowych medali, co dało im szóste miejsce w klasyfikacji medalowej, ale gdyby liczyć tylko liczbę medali, to Polska byłaby na 4. miejscu za Wielką Brytanią (23 medale, 12-5-6), Francją (23 medale; 9-8-6) i Rosją (22 medale 4-6-12) a np. przed Niemcami (8 medali; 4-1-3). Warto dodać, że tylko trzykrotnie w historii biało-czerwoni lekkoatleci kończyli mistrzostwa z lepszym dorobkiem – Budapeszt 1966 – 15 medali (7-5-3), Belgrad 1962 – 13 (3-5-5) i Sztokholm – 12 (8-2-2).

Miarą wartości każdego mitingu są jego gwiazdy i osiągane przez nie wyniki. Organizatorzy reklamowali memoriał przede wszystkim twarzą Usaina Bolta, ale wśród gwiazd wymieniali tylko Polaków – Tomasz Majewski, Piotr Małachowski, Anita Włodarczyk, Paweł Fajdek, a na oficjalnej stronie internetowej dodali Kamilę Stapaniuk-Lićwinko i Karolinę Kucharczyk. Nie do końca słusznie. Wprawdzie lekkoatletyka nie jest w Polsce bardzo popularna, ale przeciętny polski kibic kojarzy największych rywali czwórki polskich gwiazd, zresztą wielki plus należy się organizatorom za to, że każdy z tych zawodników miał w Warszawie godnego siebie rywala. W każdym razie na status gwiazdy memoriału zasłużyli także (dobrze znani polskim kibicom!) – Robert Harting, Reese Hoffa, Chris Cantwell, Betty Heidler, czy Maria Kuczina, niewspominając już o plejadzie płotkarskich gwiazd.

Wśród zapowiadanych zawodników zabrakło następujących – Kim Collins, Richard Kilty, Blanka Vlasić, Tatjana Łysenko, Lolo Jones, Olgi Sudariewej i chyba Gerd Kanter. Poza tym, trudno oprzeć się wrażeniu, że zabrakło Szymona Ziółkowskiego, Artura Nogi, Justyny Kasprzyckiej i Tomasza Jaszczuka. Ich starty zapewne podniosłyby poziom turnieju, ale także stanowiłby nie lada atrakcję dla polskich kibiców.

Podsumowując, w Warszawie wystartowało sześciu medalistów (Bolt, Harting, Małachowski, Fajdek, Pars, Włodarczyk) i sześciu finalistów Mistrzostw Świata 2013 r. (Moskwa) oraz dziewięciu medalistów (Kuczina, Harting, Urbanek, Majewski, Pars, Fajdek, Włodarczyk, Hrasnova, Fiodorow) i dziesięciu finalistów Mistrzostw Europy 2014 r. (Zurich). Trzech startujących było posiadaczami rekordów świata (Bolt, Merritt, Heidler).

100 m mężczyzn

Ostatnią konkurencją rozgrywaną podczas memoriału był sprint mężczyzn, oczywiście zdominowany przez Usaina Bolta. Trzeba przyznać, że ściągnięcie go do Polski przez dyrektora mityngu Marcina Rosengartena było wielkim sukcesem. Zwłaszcza dlatego, że „Błyskawica” zawsze selekcjonował oferty startów. Wprawdzie dziennikarze uważają, że Bolt otrzymał 250 tys. euro honorarium, ale w tym sezonie Bolt prawie nie startował. Jamajczyk z uwagi na kontuzję i chęć przygotowania się do kolejnych sezonów ograniczył liczbę startów do czterech. Wystartował w Glasgow, gdzie zdobył z kolegami ze sztafety złoty medal Igrzysk Wspólnoty Brytyjskiej – Commonwealth Games, a następnie w Rio de Janeiro (na Copacabanie!) i na Stadionie Narodowym. Po tym ostatnim starcie zrezygnował z udziału w Zurichu (Diamentowa Liga). Zresztą warto wspomnieć, że Bolt już wcześniej opuścił mityng, w którym starował regularnie, czyli Zlata Tretra w Ostrawie.

Usain Bolt jest legendą biegów płaskich. Na dystansach 100 m, 200 m i 4 x 100 m jest rekordzistą świata, a dodatkowo zdobył łącznie sześć złotych medali, broniąc jako pierwszy człowiek w historii tytułów olimpijskich w tych trzech konkurencjach. Poza tym zdobył osiem złotych i dwa srebrne medale mistrzostw świata.

W Warszawie trenował na bieżni AWF, a na Agrykoli w zaimprowizowanym meczu kopał piłkę z młodymi piłkarzami. Dwa dni przed sobotnim mityngiem, w czwartek obchodził 28. urodziny. W starcie Bolta było trochę cyrku i zabawy, a nawet kiczu. Na Stadionie pojawił się w wojskowym Hammerze w asyście Marcina Gortata. Bolt trochę potańczył do muzyki reggae, pozował do zdjęć, trochę „popajacował” i wystartował tylko w biegu finałowym, bo wcześniej odbyły się dwa półfinały.

V._Memoriał_im._K._Skolimowskiej_-_2014_(2)

Jamajczyk wygrał zdecydowanie z czasem 9,98 sek. W ten sposób pobił nieoficjalny rekord świata w biegu na 100 metrów w hali, o ile zadaszony Stadion Narodowym można uznać za halę. Bolt o 0,07 sek. pobił wyczyn Namibijczyka Frenkie Fredericksa z Tampere. Jamajczyk pobił rekord memoriału. Warto jednak dodać, że wynik Bolta wcale nie jest najlepszym osiągniętym w Polsce. Asafa Powell w 2009 r. osiągnął w Szczecinie znakomite 9,82 sek. W tym miejscu warto zauważyć, że „Za sprawą głównie Brytyjczyków i Amerykanów ze Stanów Zjednoczonych już w latach 30. zaczęto prowadzić listy rekordów all-comers, czyli najlepszych wyników osiągniętych na terenie danego państwa.” (cyt. pzla.pl)

V._Memoriał_im._K._Skolimowskiej_-_2014_(10)

Usain Bolt tuż po zwycięskim biegu.

Finałowi rywale byli tylko tłem dla Bolta. Kolejne miejsca zajęli Sheldon Mitchell (Jamajka) – 10,33 sek. i Trell Kimmons (USA) – 10,34 sek. Zawiódł mistrz Afryki sprzed dwóch lat – Simon Magakwe (RPA), który z wynikiem 10,35 sek. zajął dopiero czwarte miejsce. Spośród wszystkich siedemnastu startujących, tylko dwóch (oprócz Bolta) miało rekordy życiowe poniżej 10 sek. – Kimmons (9,95 sek.) i Magakwe (9,98 sek.). Dzięki startowi w Warszawie Bolt zakończył siódmy kolejny sezon z czasem poniżej 10 sek. W regularnych warunkach uzyskał taki wynik w 42 biegach!

100 m kobiet

W sprincie kobiet wygrała Verena Sailer (Niemcy) – 11,26 sek. przed Tiffany Townsend (USA) – 11,30 sek. i Cariną Horn (RPA) – 11,34 sek. Zawiodły natomiast dwie Amerykanki, medalistki igrzysk i mistrzostw świata w sztafecie, uczestniczki finałów sprintu podczas igrzysk. Tianna Madison-Bartoletta była czwarta (11,37 sek.), a Muna Lee piąta (11,44 sek.). Kolejne miejsce zajęły Polski, przy czym Anna Kiełbasińska w biegu eliminacyjnym pobiła wynikiem 11,70 sek. rekord życiowy.

110 przez płotki mężczyzn

Bieg przez płotki mężczyzn należał do jedne z kilku konkurencji, które w Warszawie miały bardzo silną obsadę. Przede wszystkim wystartowali dwaj mistrzowie olimpijscy – Aries Merritt (USA, Londyn 2012; rekordzista świata – 12,80 sek.) i Dayron Robles (Kuba, Pekin 2008; były rekordzista świata – 12,87 sek.), a także mistrz świata 2011 i wicemistrz olimpijski 2012 – Jason Richardson (USA; 12,95 sek.), medalista halowych mistrzostw świata i mistrzostw Europy, wielki europejski talent – Pascal Martinot-Lagarde (Francja; 12,95 sek.), szósty na igrzyskach w Londynie – Orlando Ortega (Kuba; 13,01 sek.) oraz finalista mistrzostw świata i Europy Thomas Martinot-Lagarde (Francja; 13,26 sek.)

Biegi eliminacyjne były tylko „przebieżką”, ale Ortega zasygnalizował wysoką formę osiągając wynik 13,10 sek. Faworyci awansowali dalej, choć o niespodziankę postarał się Damian Czykier, który pokonał Alexa Al-Ameena (Nigeria).

W finale zwyciężył Ortega – 13,03 sek. przed Pascalem Martinot-Lagarde – 13,06 sek. Obaj potwierdzili wysoką formę, którą prezentują w tym sezonie, a wynik Ortegi był wówczas piątym wynikiem na świecie w tym sezonie. Miejsce na podium uzupełnił Robles – 13,36 sek., a dopiero czwarty był Merritt – 13,47 sek.

100 m przez płotki kobiet

W biegu przez płotki pań wzięło udział pięć zawodniczek z rekordami życiowymi poniżej 13 sek. Dwie z nich były faworytkami tej rywalizacji w Warszawie – Amerykanka Nia Ali (12,48 sek.) jest halową mistrzynią świata z Sopotu, a Białorusinka Alina Tałaj brązową medalistką tych mistrzostw. Talaj ma w dorobku także srebro mistrzostw Europy (Helsinki 2012) oraz srebro HME (Goeteborg 2013). Stawkę uzupełniały Tatiana Dektyareva (Rosja; 12,68 sek.), Hanna Plotitsyna (Ukraina; 12,93 sek.), Marzia Caravelli (Włochy, 12,85 sek.).

W biegach eliminacyjnych faworytki wygrały swoje serie schodząc jako jedyne poniżej 13 sek. Ali uzyskała 12,90 sek., a Talaj 12,96 sek. Rekord życiowy pobiła Julia Rządzińska – 13,54 sek. W finale Ali po raz kolejny potwierdziła swoją dominację nad Talaj wygrywając z czasem 12,77 sek. (Talaj – 12,90 sek.). Kolejne miejsca zajęły: Plotitsyna – 13,01 sek., Caravelli – 13,25 sek. i Dektyareva – 13,52 sek.

V._Memoriał_im._K._Skolimowskiej_-_2014_(8)

Nia Ali (USA) biegnie po zwycięstwo.

Rzut młotem mężczyzn

Niespodziewanie to właśnie rzut młotem mężczyzn, a nie kobiet, czy sprint mężczyzn okazał się konkurencją, o której mówiło się najwięcej. Paweł Fajdek pobił rekord życiowy, rekord Polski, rekord mityngu i rekord all-comers. W drugiej próbie posłał młot na odległość 83,48 m, czym poprawił o 10 cm należący do Szymona Ziółkowskiego rekord z mistrzostw świata w Edmonton, który dał Ziółkowskiemu złoty medal. Warto dodać, że Ziółkowski rozprawił się z siedemnastoletnim rekordem Zdzisława Kwaśnego i w latach 2000-2001 aż sześciokrotnie poprawiał rekord Polski. Poprzedni rekord życiowy Fajdka pochodził z 1 lipca br. z Velenje i wynosił 82,37 m. Obecny rekord jest jedenastym wynikiem w historii rzut młotem na świecie, a cztery z lepszych wyników należą do zawodników później zdyskwalifikowanych za stosowanie dopingu. Wynik Polaka była wówczas najlepszym wynikiem na tabelach światowych w tym roku.

V._Memoriał_im._K._Skolimowskiej_-_2014_(9)

Paweł Fajdek w klatce do rzutu młotem.

Fajdek zaliczył w Warszawie fantastyczny występ i nawet nie chodzi o to, że pobił rekord Polski, tylko o to, że w każdej próbie rzucał ponad 80 metrów! Trochę szkoda, że taka forma nie przyszła tydzień wcześniej, gdy Fajdek minimalnie przegrał złoty medal mistrzostw Europy z Kristianem Parsem (Węgry). Tym razem Węgier przegrał z Polakiem o prawie pięć metrów (78,56 m), ale przypomnieć trzeba, że Węgier od 2010 r. z każdej dużej imprezy wraca z medalem! Trzecie miejsce zajął w Warszawie Wojciech Nowicki (75,02 m), a czwarte i ostatnie – finalista ostatnich mistrzostw świata i Europy – Słowak Marcel Lomnicky (74,67 m).

Rzut młotem kobiet

W najważniejszej konkurencji memoriału zwyciężyła, zgodnie z przewidywaniami Anita Włodarczyk, ale pozostał niedosyt. Polka osiągnęła 77,66 m i pobiła swój rekord memoriału, ale do zapowiadanego pobicia rekordu świata Betty Heidler (79,42 m) brakowało jednak sporo. Heidler (mistrzyni Europy z 2010 r., srebrna medalista mistrzostw świata 2011 r. i brązowa igrzysk 2012) uzyskała 76,26 m. Trzecie miejsce zajęła dwukrotna wicemistrzyni Europy 2012 i 2014 – Słowaczka Martina Hrasnova – 71,70 m. Czwarte i ostatnie miejsce zajęła sensacyjna brązowa medalista z Zurichu, czyli Joanna Fiodorow (Polska) – 70,92 m. Trudno nie zauważyć, że organizatorzy postarali się o silną obsadę tej, jakże ważnej konkurencji mityngu, skoro wzięły w niej udział wszystkie medalistki i piąta zawodniczka ostatnich Mistrzostw Europy.

V._Memoriał_im._K._Skolimowskiej_-_2014_(7)

Anita Włodarczyk w klatce do rzutu młotem.

Rzut dyskiem

Absolutny dominator rzutu dyskiem od 2009 r. – Niemiec Robert Harting pewnie wygrał z wynikiem 67,40 m. Harting od 2009 r. zdobył sześć złotych medali na wielkich imprezach, a przegrał tylko raz – na mistrzostwach Europy z Piotrem Małachowskim. Harting podtrzymał dobrą serię startów w Polsce. Wcześniej startował tutaj dwa razy i dwa razy pokonał Małachowskiego. Tak samo było podczas memoriału. Niemiec rzucił ponad metr dalej niż podczas mistrzostw Europy, ale do własnego rekordu mityngu zabrakło mu kolejnego metra. Drugie miejsce zajął Małachowski (65,30 m), który zrewanżował się sensacyjnemu brązowemu medaliście z Zurichu – Robertowi Urbankowi (65,20 m). Stawkę uzupełnił Daniel Jasiński (Niemcy), który zdecydowanie odstawał od rywali – 61,42 m.

V._Memoriał_im._K._Skolimowskiej_-_2014_(1)

Robert Harting (Niemcy) z pucharem za zwycięstwo w zawodach rzutu dyskiem.

Rzut dyskiem kobiet

W rywalizacji rzutu dyskiem kobiet rywalizowały tylko dwie Polki. Doświadczona Joanna Wiśniewska osiągnęła 57,19 m i wygrała z Karoliną Makul – 55,60 m.

Pchnięcie kulą mężczyzn

Silną obsadę miały zawody pchnięcia kulą mężczyzn wystartowało w nich ośmiu zawodników (w tym trzech niepełnosprawnych), ale i tak było wiadomo, że trzy miejsca na podium podzielą między sobą trzej wielokrotni medaliści wielkich imprez, czyli Amerykanie – Reese Hoffa i Christian Cantwell oraz Tomasz Majewski. Zawody nie stały na wysokim poziomie, o czym może świadczyć fakt, że do rekordu mityngu sprzed dwóch lat zabrakło prawie metra. Wygrał Hoffa – 20,81 m, przed Majewskim – 20,25 m i Cantwellem – 20,13 m.

V._Memoriał_im._K._Skolimowskiej_-_2014_(5)

Reese Hoffa (USA) przygotowuje się do pchnięcia kulą.

Pchnięcie kulą kobiet

W rywalizacji kobiet w pchnięciu kulą udział wzięły cztery Polski, ale osiągnęły słabe wyniki. Wygrała Anna Wloka – 16,43 m przed Pauliną Gubą – 16,07 m, Aldoną Żebrowską – 15,72 m, Angeliką Kalinkowską – 14,67 m i Klaudią Kardasz – 14,64 m.

Skok w dal mężczyzn

Rywalizację w skoku w dal mężczyzn z wynikiem 7,83 m wygrał Adrian Strzałkowski, który na mistrzostwach Europy w Zurichu był 12. Drugie miejsce z wynikiem 7,53 m zajął Roman Novotny (Czechy), który może pochwalić się finałem Igrzysk Olimpijskich w Pekinie. Trzecie miejsce zajął Michał Łukasiak – 7,37 m. Stawkę uzupełniło pięciu Polaków.

Skok w dal kobiet

W rywalizacji kobiet w skoku w dal najlepsza okazała się Melanie Bauschke (Niemcy) – 6,51 m, która na mistrzostwach Europy w Zurichu zajęła szóste miejsce. Bauschke pobiła dotychczasowy rekord mityngu, który należał do Teresy Dobiji i wynosił 6,44 m. Drugie miejsce zajęła właśnie Dobija (Polska) – 6,41 m, a trzecie Jana Veldakova (Słowacja) – 6,40 m. Stawkę uzupełniły jeszcze dwie Polki.

Skok wzwyż mężczyzn

Zawody w skoku wzwyż stały na bardzo niskim poziomie. Wszyscy trzej zawodnicy osiągnęli wysokość 2,21 m. Wygrał Białorusin Andrei Churyla przed Słowakiem Marusem Bubenikiem i Sylwestrem Bednarkiem, który trapiony licznymi kontuzjami próbuje powrócić do formy sprzed pięciu lat, gdy zdobył brązowy medal mistrzostw świata w Berlinie. Łukasz Mamczarz – medalista igrzysk paraolimpijskich 2012 nie wziął udziału w konkursie.

V._Memoriał_im._K._Skolimowskiej_-_2014_(0)

Sylwester Bednarek przygotowuje się do skoku.

Skok wzwyż kobiet

Konkurs skoku wzwyż kobiet stał na zdecydowanie wyższym poziomie niż w przypadku mężczyzn, ale i obsada była znacznie, znacznie silniejsza. Kibice liczyli na rywalizację dwóch halowych mistrzyń świata z Sopotu, czyli Mariji Kuchiny i Kamili Lićwinko. Choć Polka ustępowała rywalce, a do walki włączyła się Ukrainka Oksana Okuneva, to kibice nie powinni narzekać na poziom. Warto zauważyć, że wszystkie trzy zawodniczki wzięły udział w mistrzostwach Europy w Zurichu. Kuchina z wynikiem 1,99 m zdobyła srebro, Okuneva zajęła szóste miejsce (1,94 m), a Lićwinko dziewiąte (1,90 m).

V._Memoriał_im._K._Skolimowskiej_-_2014_(6)

Skok Kamili Lićwinko.

W Warszawie wygrała Kuchina – 1,97 m, przed Okunevą – 1,94 m i Lićwinko – 1,91 m. Szkoda, że nie wystartowała Justyna Kasprzycka, która zajęła w tym sezonie czwarte miejsce w Sopocie (1,97 m) i Zurichu (1,99 m). 

Podsumowanie

Podczas V Memoriału im. Kamili Skolimowskiej rozegranych zostało czternaście konkurencji. W pamięci kibiców pozostanie rekord Polski Fajdka, start Bolta i wartościowy wynik Ortegi. Memoriał ciągle rozwija się, o czym może świadczyć przeniesienie rywalizacji na Stadion Narodowy, co dodatkowo podkreśla wielofunkcyjność tego stadionu. Ale memoriał rozwija się także z powodu osiąganych wyników. Tym razem pobito pięć rekordów memoriału (Bolt, Ortega, Fajdek, Włodarczyk, Bauschke), dwa polskie rekordy all-comers (Fajdek i Ortega) i dwa rekordy życiowe (Kiełbasińska, Rządzińska). Memoriał zakończył się także wielkim sukcesem organizacyjnym, ponieważ zawody w Warszawie obejrzało ponad dwadzieścia tysięcy widzów, a to wynik rzadko spotykany w Polsce. Może sukces memoriału zostanie przekuty w poważną przebudowę stadionu Skry?

V._Memoriał_im._K._Skolimowskiej_-_2014_(11)

Zwycięzcy poszczególnych konkurencji V Memoriału im. Kamili Skolimowskiej (na zdjęciu brakuje tylko Roberta Hartinga).

 

V. Memoriał im. Kamili Skolimowskiej

23 sierpnia 2014 r., godz. 17:00, Warszawa, Stadion Narodowy

Widzów: ok. 20 tys. („Rzeczpospolita”), 23 tys. (pzla.pl, eurosport.onet.pl, „Przegląd Sportowy”).

Wyniki (tylko miejsca na podium):

Mężczyźni

100 m

1. Usain Bolt (Jamajka) - 9,98 (rekord mityngu)

2. Sheldon Mitchell (Jamajka) - 10,33

3. Trell Kimmons (USA) - 10,34

 

110 m przez płotki

1. Orlando Ortega (Kuba) - 13,03 (rekord mityngu, rekord all-comers)

2. Pascal Martinot-Lagarde (Francja) - 13,06

3. Dayron Robles (Kuba) - 13,39

 

rzut młotem

1. Paweł Fajdek (Polska) - 83,48 (rekord Polski, rekord mityngu, rekord all-comers, najlepszy wynik na świecie w sezonie)

2. Krisztan Pars (Węgry) - 78,56

3. Wojciech Nowicki (Polska) - 75,02

4. Marcel Lomnicky (Słowacja) - 74,67

 

pchnięcie kulą

1. Reese Hoffa (USA) - 20,81

2. Tomasz Majewski (Polska) - 20,25

3. Christian Cantwell (USA) - 20,13

 

rzut dyskiem

1. Robert Harting (Niemcy) - 67,40

2. Piotr Małachowski (Polska) - 65,30

3. Robert Urbanek (Polska) - 65,20

 

skok w dal

1. Adrian Strzałkowski (Polska) - 7,83

2. Roman Novotny (Czechy) - 7,53

3. Michał Łukasiak (Polska) - 7,37

 

skok wzwyż

1. Andrei Churyla (Białoruś) - 2,21

2. Matus Bubenik (Słowacja) - 2,21

3. Sylwester Bednarek (Polska) - 2,21

 

kobiety

100 metrów

1. Verena Sailer (Niemcy) - 11,26

2. Tiffany Townsend (USA) - 11,30

3. Carina Horn (RPA) - 11,34

 

100 metrów przez płotki

1. Nia Ali (USA) - 12,77

2. Alina Talay (Białoruś) - 12,90

3. Hanna Plotitsyna (Ukraina) - 13,01

 

rzut młotem

1. Anita Włodarczyk (Polska) - 77,66 (rekord mityngu)

2. Betty Heidler (Niemcy) - 76,26

3. Martina Hrasnova (Słowacja) - 71,70

4. Joanna Fiodorow (Polska) - 70,92

 

pchnięcie kulą

1. Anna Wloka (Polska) - 16,43

2. Paulina Guba (Polska) - 16,07

3. Aldona Żebrowska (Polska) - 15,72

 

rzut dyskiem

1. Joanna Wiśniewska (Polska) - 57,19

2. Karolina Makul (Polska) - 55,60

 

skok w dal

1. Melanie Bauschke (Niemcy) - 6,51 (rekord mityngu)

2. Teresa Dobija (Polska) - 6,41

3. Jana Veldakova (Słowacja) - 6,40

 

skok wzwyż

1. Marija Kuchina (Rosja) - 1,97

2. Oksana Okuneva (Ukraina) - 1,94

3. Kamila Lićwinko (Polska) - 1,91

 

Źródła: własne, memorialkamili.pl, pzla.pl, sport.pl, warszawa.sport.pl, polskieradio.pl, eurosport.onet.pl, ebilet.pl, sportowefakty.pl, stadion narodowy.pl, usainbolt.com, zuerich2014.en/ch, iaaf.org, pl.wikipedia.org. M. Petruczenko, Wielki atleta, wielki aktor, „Przegląd Sportowy” z dnia 13 sierpnia 2012 r., s. 6. M. Petruczenko, Bolt a sprawa polska, „Przegląd Sportowy” z dnia 17 stycznia 2014 r., s. 13. J. Seliga, Unikalna setka, „Przegląd Sportowy” z dnia 30 czerwca 2014 r., s. 29. M. Petruczenko, Hisoryczny popis biało-czerwonych, „Przegląd Sportowy” z dnia 18 sierpnia 2014 r., s. 22-23. Lotto 5. Warszawski Memoriał Kamili Skolimowskiej” – bezpłatny dodatek do „Przeglądu Sportowego” z dnia 18 sierpnia 2014 r. K. Rawa, Fajdek ukradł show Bolta, „Rzeczpospolita” z dnia 25 sierpnia 2014 r., s. 17. M. Petruczenko, Trwa bitwa królowej sportu, „Przegląd Sportowy” z dnia25 sierpnia 2014 r., s. 15. M. Petruczenko, Rekord na Narodowym, „Przegląd Sportowy” z dnia25 sierpnia 2014 r., s. 16-17.

niedziela, 02 listopada 2014
Po drugiej edycji Super Meczu…

Organizację drugiej edycji Super Meczu można nazwać sukcesem biorąc pod uwagę liczbę widzów i sam fakt, że mecz sparingowy rozegrały w Polsce dwa silne europejskie kluby, a w tym tegoroczny zwycięzca Ligi Mistrzów. Oczywiście żaden z nich nie zagrał za darmo i mecz w Polsce oprócz rywalizacji sportowej przyniósł każdemu z nich zysk. Według eurosport.onet.pl, Real otrzymał za przylot do warszawy półtora miliona euro, a Fiorentina kilkukrotnie mniej.

Zmiana jednego z uczestników?

Na niecały tydzień przed meczem portal weszlo.com podawał, że z uwagi na słabą sprzedaż biletów Fiorentinę miałaby zastąpić Legia. Tak się jednak nie stało z powodu odszkodowania (dwa miliony euro), które organizator miałby zapłacić włoskiej drużynie. Inną sprawą był brak możliwości przeniesienia rozgrywanego dzień wcześniej ligowego meczu Legii w Białymstoku. Trudno jednak uwierzyć, że taki scenariusz był w ogóle rozważany, skoro mecz obejrzało ponad czterdzieści tysięcy widzów.

Dla kibiców…

No właśnie, Super Mecz to przede wszystkim impreza dla widzów, choć przyznać trzeba, że płacą za nią słono, bo najtańsze bilety kosztowały 190 zł. Organizator i kluby zarabiają na tym przedsięwzięciu, ale dla wielu (zwłaszcza młodych fanów) równie cennym jest możliwość obejrzenia swoich idoli, których do tej pory mogli oglądać tylko za pośrednictwem telewizji, czy Internetu. Niewątpliwie idea Super Meczu ma w sobie coś z popularyzacji piłki nożnej. Oczywiście, jest biznesem, ale innych wartości nie można nie dostrzegać.

Niektórzy podśmiewali się z kibiców, że nie dopingowali swoich drużyn i zachowywali się, jakby przyszli do teatru i gdyby nie grupa kibiców Realu (Aguila Blanca), to na stadionie byłoby cicho. To prawda, ale trudno oczekiwać od polskich kibiców, aby dopingowali jeden, czy drugi klub, skoro – nie bójmy się tego powiedzieć – nie znają piosenek uczestników meczu.

Super_Mecz_2014_-_zapowiedź_(1)

Źródło: lipie.futbolowo.pl.

Spuścizna UEFA Euro 2012

Nie da się ukryć, że organizacji takich meczów sparingowych, mimo że opłacanych przez organizatorów, sprzyjają nowe stadiony i organizacja UEFA Eiro 2012. Te dwa ściśle powiązane ze sobą czynniki spowodowały, że znacznie łatwiej namówić na przyjazd do Polski zagraniczne kluby. Trochę jednak Jerzy Dudek przesadzał mówiąc, że Real decydując się na udział w Super Meczu przedstawił „kolejny dowód zaufania do naszego kraju” (cyt. za eurosport.onet.pl). Prasa hiszpańska krytykowała ten mecz w Warszawie wskazując, że to strata czasu i energii dla najważniejszych piłkarzy przed rozpoczęciem sezonu, zwłaszcza między rywalizacją o Superpuchar Europy i Superpuchar Hiszpanii. Po meczu prasa dostrzegła jednak, że ten mecz był wartościowy dla zmienników i nowych piłkarzy szukających zgrania z dotychczasowym składem, czyli dla Navasa, Rodrigueza i Kroosa. Rację ma jednak Dudek w tym, że krytykował stan murawy na Stadionie Narodowym, choć akurat to można trochę tłumaczyć warunkami pogodowymi.  

Warto też zauważyć, że do meczu z udziałem Realu właściwie nie powinno dojść. Organizator  meczy, czyli PSP (Polish Sport Promotion) ujawnił, że władze Realu zastrzegły, iż w przypadku zwycięstwa w Lidze Mistrzów nie przyjadą do Polski. Na szczęscie dla polskich kibiców stało się jednak inaczej – „Królewscy zmienili zdanie”.

Towarzysko, czyli niezadowalająco?

Poziom sportowy meczu, jak przystało na sparing, nie był wysoki. Brakowało wślizgów, fauli, spektakularnych i szybkich akcji. Widać było, że piłkarze oszczędzali siebie i swoich rywali, grając zachowawczo i raczej w spokojnym tempie. Portal weszlo.com pokusił się o bardzo racjonalną oceną meczu pisząc o nim: „Mecz jak mecz, coś pomiędzy spotkaniem gwiazd TVN z politykami, a normalną rywalizacją piłkarską (…) konfrontowanie czegoś takiego z prawdziwym futbolem to mieszkanie różnych systemów walutowych”. Zresztą w pomeczowych wypowiedziach piłkarze i trenerzy podkreślali towarzyski charakter meczu.

„Fałszywy” Ronaldo i inni „kibice”

Niewątpliwie cieniem na organizację meczu kładzie się zachowanie kibica z Elbląga, który wbiegł na murawę w stroju Cristiano Ronaldo. Plus za pomysłowość, ale tylko za pomysłowość, bo jego zachowanie było sprzeczne z prawem i słusznie spotkało się z karą w postaci. W tym miejscu warto dodać, że po raz kolejny nie spisały się służby porządkowe na Stadionie Narodowym, a takie zachowanie jak wbiegnięcie na murawę powinno wywoływać natychmiastową reakcję. Tymczasem stewardzi i ochroniarze chyba myśleli, że z trybun wbiegł prawdziwy piłkarz „Królewskich”. Warto jeszcze dodać, że za wejście na murawę zatrzymano jeszcze sześć osób, w tym m.in. byłego reprezentanta Polski – Marcina Adamskiego, ale żaden z zatrzymanych nie wykonał tego w tak spektakularny sposób jak „fałszywy” Ronaldo.

Niezależnie jednak od pomysłowości, takie zachowania niestety powtarzają się na Stadionie Narodowym i nie wystawiają najlepszej chluby polskim kibicom. Choć z drugiej strony, jeśli stadion jest narodowy, to widocznie takie zachowania mają narodowy charakter!

Moim zdaniem każdy przypadek wbiegnięcia na boisko podczas imprezy masowej powinien być karany z pełną stanowczością niezależnie od tego, czy chodzi o mecz sparingowy, czy też mecz o jakąkolwiek stawkę. Prawo powinno być równe dla wszystkich i powinno wyznaczać pewne minimalne standardy przyzwoitego zachowania, ale skoro Pan Premier sugerował minimalizację kary dla „płetwonurków” z „Basenu Narodowego”, to takie zachowania powtarzają się. 

Operator stadionu, czyli spółka PL.2012+, zapowiedziała poważne konsekwencje wobec formy ochroniarskiej. Nie ma się czemu dziwić skoro po raz kolejny został nadszarpnięty wizerunek Stadionu Narodowego, jako miejsca rozgrywania poważnych imprez sportowych.

Super_Mecz_2014_-_zapowiedź_(2)

Źródło: wroclaw.pl.

Co dalej?

Ciekawe kto zagra w kolejnej edycji Super Meczu w Polsce? Kluby z Bundesligi są częstymi gośćmi w Polsce, a dodatkowo do najlepszego z nich dołączył najlepszy obecnie Polak, więc może Bayern Monachium? Z drugiej strony kluby włoskie, hiszpańskie, francuskie czy angielskie, bardzo rzadko pojawiają się w Polsce. Może tym razem organizator sprowadzi do Polski – Juventus, Milan, czy Manchester United? Inna sprawa, że ściągając na pierwszą edycję Barcelonę, a na drugą Real, organizator zawiesił sobie poprzeczkę oczekiwań i ambicji, bardzo, bardzo wysoko. Dodatkowo, pieniądze i pomysłowość to jeszcze nie wszystko, ponieważ kluby mają swoje plany przygotowań do sezonu, a mecze sparingowe niejednokrotnie wpisują się w politykę i strategię klubu, w tym także otwierania się na nowe państwa. Niemniej zaryzykuję i spróbuję przewidzieć, że w przyszłym roku w Super Meczu zagrają Bayern i Manchester United. Czy słusznie?  

 

Źródła: własne, eurosport.onet.pl, wiadomosci.onet.pl, weszlo.com, sport.pl, gwizdek24.se.pl, lipie.futbolowo.pl, wroclaw.pl. B. Baradyn, Sparingi zmorą Realu, „Przegląd Sportowy” z dnia 18 sierpnia 2014 r., s. 17. Jerzy Dudek „Galaktyczny wykop” – Wielki mecz, tylko czemu na kartoflisku?, „Przegląd Sportowy” z dnia 18 sierpnia 2014 r., s. 20.

sobota, 11 października 2014
Fiorentina pokonała Real Madryt w Super Meczu!

W rozegranej w sobotę 16 sierpnia 2014 r. drugiej edycji Super Meczu ACF Fiorentina niespodziewanie pokonała zwycięzcę tegorocznej Ligi Mistrzów – Real Madryt 2:1. Spotkanie na Stadionie Narodowym obejrzało ponad 40 tys. widzów.

Real po triumfie w Cardiff, gdzie pokonał Sevillę 2:0 w meczu o Superpuchar Europy, przyleciał do Warszawy w prawie najsilniejszym składzie. Zabrakło tylko Luki Modricia i Isco, a jedynymi znanymi, którzy w ogóle nie pojawili się na boisku byli Iker Casillas, Pepe i Gareth Bale. W drużynie Fiorentiny zabrakło tylko reprezentanta Hiszpanii – Joaquina.

2014.08.16_Super_Mecz_(047)

Od pierwszych minut spotkania bardzo aktywny był argentyński skrzydłowy Realu – Angel di Maria. Od kilku dni trwały medialne spekulacje na temat klubu, do którego miałby przenieść się di Maria, a piłkarz na Stadionie Narodowym zachowywał się tak, jakby chciał przekonać władze „Los Blancos” do pozostawienia go w klubie. Już w 3. minucie di Maria zdecydował się na uderzenie sprzed pola karnego, ale było ono niecelne. W 4. minucie po rzucie rożnym wykonywanym przez Fiorentinę piłkę przed własnym polem karym przejął Ronaldo i przebiegł z nią kilkadziesiąt metrów i podał do di Marii. Argentyńczyk zagrał płaską, przekątną piłkę do Cristiano Ronaldo, który zamykał akcję i spokojnym strzałem z pięciu metrów zapewnił „Królewskim” prowadzenie 1:0! Co ciekawe, Ronaldo już po raz trzeci grał na Stadionie Narodowym, ale po raz pierwszy publiczność witała go oklaskami. Zupełnie inaczej niż w sparingu Polska – Portugalia (0:0) i ćwierćfinale UEFA Euro 2012 Portugalia – Czechy (1:0), gdy jedyne na co mógł liczyć ze strony widzów to potężna porcja gwizdów.

2014.08.16_Super_Mecz_(020)

Gratulacje dla Ronaldo.

Dwie minuty później di Maria znowu strzelał sprzed pola karnego, ale tym razem Neto musiał się trochę postarać i odbił jego uderzenie, a po chwili złapał piłkę po słabej dobitce Ronaldo. W 8. minucie groźnie atakowała „Viola”. Borja Valero przerzucił piłkę do linii bocznej, skąd jeden z piłkarzy włoskiej drużyny dośrodkował do Khouma Babacara, ale jego uderzenie nie trafiło w światło bramki. W 13. minucie Marcelo został sfaulowany przy linii bocznej przez Nenada Tomovicia. Obrońcy Fiorentiny wybili piłkę po dośrodkowaniu z rzutu wolnego, ale po raz trzeci sprzed pola karnego strzelił di Maria. Tym razem piłka przeleciała nad poprzeczką. Fiorentina odpowiedziała w 19. minucie strzałem Mario Gomeza, który otrzymał piłkę przed linią szesnastu metrów, obrócił się i strzelił obok słupka. Pięć minut później David Pizzaro z szesnastu metrów strzelił bardzo niecelnie. W 26. minucie z groźnie zapowiadającej się akcji nic nie wyszło, bo James Rodriguez zdecydował się na strzał z ponad trzydziestu metrów, ale nie mógł zagrozić bramce strzeżonej przez Neto. Po chwili Fiorentina przeprowadziła akcję zakończoną zdobyciem gola. Alberto Aquilani przejął piłkę po zgraniu jej przez Xabiego Alonso (co za błąd!) i dośrodkował z prawej strony boiska, a Gomez szczupakiem pokonał debiutującego w bramce Realu – Keylora Navasa. W 26. minucie Fiorentina doprowadziła więc do remisu 1:1. Dwie minuty później „Viola” mogła wyjść na prowadzenie! Marcelo popełnił błąd we własnej szesnastce, piłkę odebrał mu Aquilani i zagrał do Pizzaro. Chilijczyk podciął piłkę w pole karne do Aquilaniego, który uderzył z woleja w poprzeczkę!

2014.08.16_Super_Mecz_(013)

Kilka minut przewagi Fiorentiny próbował przerwać Ronaldo, ale jego strzał zza pola karnego był niecelny i piłka przeleciała kilka metrów obok słupka. W 33. minucie James Rodriguez dośrodkował w pole karne. Ronaldo nie sięgnął piłki, ale obrońcy tak niefortunnie ją wybili, że Sami Khedira przyjął piłkę przed szesnastką, ale jego strzał był bardzo niecelny. Dwie minuty później niecelnie z dystansu uderzał Ronaldo. W 37. minucie Khedira składał się do strzału przed polem karnym, ale zagrał do wychodzącego na czystą pozycję di Marii, który trafił do siatki, ale był na pozycji spalonej.

Do końca pierwszej połowy obie drużyny grały tak, jakby oczekiwały na gwizdek sędziego. Najbardziej aktywnym piłkarzem był di Maria, a z dobrej strony pokazał się też Ronaldo, wspierany przy kreowaniu ofensywnych akcji przez Marcelo. Inna sprawa, że Brazylijczykowi zdarzały się błędy. James Rodriguez próbował się pokazać, szukał gry, ale widać, że mimo umiejętności, jeszcze nie do końca rozumie się z partnerami. Rodriguez szukał gry z di Marią i Ronaldo, ale nie wychodziło mu to najlepiej. Fiorentina z kolei zaprezentowała się całkiem nieźle na tle utytułowanego rywala, choć piłkarze Realu, gdy tylko przyspieszyli z łatwością dostawali się przed pole karne „Violi”.

2014.08.16_Super_Mecz_(017)

W przerwie nastąpiły cztery zmiany w Realu. Za Ronaldo, Marcelo, Jamesa Rodrigueza i Xabiego Alonso weszli na boisko Karim Benzema, Fabio Coentrao, Daniel Carvajal i Toni Kroos. W Fiorentinie nie było zmian. Początek drugiej połowy, podobnie jak i pierwszej, należał do Realu. W 50. minucie di Maria zagrał w pole karne do Karima Benzemy, który strzelił tuż przy słupku, ale był na pozycji spalonej. Sędzia Stefański nie uznał już drugiej bramki strzelonej przez „Królewskich”! Choć przyznać trzeba, że obie decyzje były słuszne. Nie mniej jednak kibice w uwielbieniu dla „Królewskich" gwizdali na decyzję sędziego ile się tylko dało!

Po chwili świetny przechwyt zaliczył Pizzaro i „Viola” wyszła z akcją „dwóch na dwóch”, ale Babacar stracił piłkę w prosty sposób. Real próbował szarpać akcjami di Marii, który starał się, jak tylko mógł. W 54 minucie obrońcy Fiorentiny wybili piłkę po dośrodkowaniu z rzutu rożnego. Kroos zagrał w pole karne do di Marii, ale piłka po jego strzale znalazła drogę do rąk Neto.

2014.08.16_Super_Mecz_(027)

Tempo meczu spadało, a coraz śmielej poczynała sobie Fiorentina, choć też nie szarżowała ze swoimi akcjami ofensywnymi. W 58. minucie Khedira zagrał piłkę w pole karne do Benzemy, który ją przyjął, ale oddał niecelny strzał. Po chwili di Maria spod linii bocznej wbiegł między dwóch rywali, ale gdy był przed polem karnym nieczysto trafił w piłkę i właściwie oddał piłkę brazylijskiemu bramkarzowi Fiorentiny.

Na boisku działo się coraz mniej, a tymczasem w 69. minucie Fiorentina objęła prowadzenie 2:1! Marcos Alonso ograł Khedirę i Alvaro Arbeloę, wbiegł w pole karne i oddał techniczne uderzenie w długi róg. Navas nie miał szans na skuteczną interwencję, a wbiegający Nacho próbował jeszcze ratować sytuację wybiciem piłki, ale nie udało się.

2014.08.16_Super_Mecz_(030)

Za chwilę Marcos Alonso ogra Khedirę i Arbeloę i zdobędzie drugą bramkę do Fiorentiny.

2014.08.16_Super_Mecz_(033)

Piłkarze Fiorentiny gratulują strzelcowi gola.

Real wcale nie rzucił się do odrabiania strat. Wprawdzie w 71. minucie strzelał Carvajal, ale niecelnie. W odpowiedzi „Viola” mogła zdobyć gola na 3:1! Ale potężne uderzenie Juana Manuela Vargasa odbił Navas! Przez kilka następnych minut, gdyby nie zmiany (m.in. w 76 min. wszedł Rafał Wolski) można by uznać, że wiało nudą, gdyby nie „fałszywy” Ronaldo. W 76. minucie na boisko wbiegł „kibic” z Elbląga przebrany za Ronaldo. Przy biernej postawie służb porządkowych przygotowywał się w polu karnym do gry. Uciął sobie pogawędkę z Benzemą, a ochrona nie reagowała! Sędzia Stefański pokazał niesfornemu kibicowi czerwoną kartkę, a niemrawo reagujące służby porządkowe wyręczył jeden ze stewardów. Wstyd dla organizatorów!

2014.08.16_Super_Mecz_(040)

„Fałszywy” Ronaldo na boisku.

W 79. minucie di Maria zagrał pod linię końcową do Coentrao, który z trudem utrzymał się przy piłce i dośrodkował, ale na tyle słabo, że Neto spokojnie złapał piłkę. Trzy minuty później w doskonałej sytuacji znalazł się di Maria, ale będąc sam na sam z Neto postanowił go lobować i szesnastu metrów fatalnie spudłował. Nawet nie trafił w światło bramki! W 86. minucie po podaniu z głębi pola do Josipa Ilicia wyjściem przed pole karne musiał się ratować Navas, który wybił piłkę na aut. Fiorentina grała spokojnie starając się utrzymać korzystny wynik, a Real wcale nie kwapił się do ataków.

W ostatniej minucie meczu po dośrodkowaniu Andrei Lazzariego, Ilicić przyjął piłkę i uderzył z powietrza tuż obok słupka. Niewiele zabrakło, aby piłka wpadła do bramki Navasa. W pierwszej minucie doliczonego czasu gry żółtą kartkę za faul na di Marii otrzymał Stefan Savić. Minutę później niewidoczny w meczu Sergio Ramos uderzył piłkę głową po dośrodkowaniu w pole karne, ale trafił w jednego z obrońców i na strachu się skończyło.

Czwarta drużyna włoskiej Serie „A” pokonała zwycięzców Ligi Mistrzów i zdobywców Pucharu Europy. Real wcale nie zagrał źle, ale trochę niefrasobliwie zwłaszcza w obronie i nieskutecznie w ataku. Piłkarze „Królewskich” potwierdzili, że mecze towarzyskie im nie służą. A amerykańskim turnieju International Champions Cup zremisowali z Interem Mediolan (1:1) i przegrali z AS Romą (0:1) i Manchesterem United (1:3).

W meczu oczywiście brakowało walki, zawziętości a nawet agresji charakterystycznej dla meczów o stawkę, ale w sumie nie ma się czemu dziwić. W końcu to był tylko mecz sparingowy, ale obaj trenerzy powinni być zadowoleni z tego sprawdzianu. W Realu mogli zagrać nowi zawodnicy – Navas, James Rodriguez i Kroos. Fiorentina uzyskała możliwość gry z najlepszym obecnie klubem w Europie, a taka gra jest zawsze wartościowym sprawdzianem. Kibice też powinni być zadowoleni, bo w obu drużynach zagrały prawie wszystkie gwiazdy dodatkowo pokazując (szkoda, że tylko chwilami) szybkość i sztuczki techniczne. Szkoda, że Rafał Wolski w swoim ostatnim (póki co) występie w „Violi” wszedł na boisko dopiero w 76. Minucie, ale niejako na osłodę otrzymał opaskę kapitana. Przed meczem mówiono o wypożyczeniu „Wolaka” do Empoli, a skończyło się na występującym w Serie „B” – Bari.

2014.08.16_Super_Mecz_(045)

Rafał Wolski.

Druga edycja Super Meczu przeszła do historii. Ciekawe, kto zagra w trzeciej, o ile dojdzie do skutku…

 

16 sierpnia 2014 r. godz. 20:45 – Warszawa, Stadion Narodowy

Mecz towarzyski – Super Mecz (II. edycja)

Real Madryt - ACF Fiorentina 1:2 (1:1)

Bramki: Cristiano Ronaldo (4 min.) – Mario Gomez (29 min.) i Marcos Alonso (69 min.).

Real Madryt: Keylor Navas, Alvaro Arbeloa (76 min. Lucas Vazquez), Nacho, Raphael Varane (76 min. Sergio Ramos), Marcelo (46 min. Fabio Coentrao), Sami Khedira (76 min. Alvaro Medran), Xabi Alonso (46 min. Toni Kroos), Asier Illarramendi (76 min. Burgui), Angel di Maria, James Rodriguez (46 min. Daniel Carvajal), Cristiano Ronaldo (46 min. Karim Benzema).

Trener: Carlo Ancelotti (Włochy).

ACF Fiorentina: Norberto Murara Neto, Gonzalo Rodriguez (85 min. Ahmed Hegazy), Nenad Tomović (85 min. Cristiano Piccini), Stefan Savić, Alberto Aquilani (68 min. Joshua Brillante), David Pizarro (76 min. Rafał Wolski), Borja Valero, Marcos Alonso (85 min. Manuel Pasqual), Juan Manuel Vargas (85 min. Andrea Lazzari), Khouma Babacar (76 min. Federico Bernardeschi), Mario Gomez (68 min. Josip Ilicić).

Trener: Vincenzo Montella.

Żółta kartka: Savić (90 min. + 1 za faul).

Sędzia: Daniel Stefański (Bydgoszcz).

Widzów: ponad 40 tys. (eurosport.onet.pl), ok. 45 tys. (sport.pl i gwizdek24.se.pl).

 

Źródła: własne, sportowefakty.pl, eurosport.onet.pl, sport.tvp.pl, gwizdek24.se.pl, pl.wikipedia.org.

sobota, 04 października 2014
II etap 71. Tour de Pologne (Toruń – Warszawa, 226,5 km) – zapowiedź

Wprowadzenie – historia Tour de Pologne w Warszawie

Etap prowadził z Torunia przez m.in. Włocławek, Płock, Sochaczew do Warszawy i liczył 226,5 km. Dłuższy w tegorocznym TdP był tylko IV etap z Tarnowa do Katowic długości 236 km. Etap kończył się w Warszawie, czyli miejsca niezwykle zasłużonego dla polskiego kolarstwa, ale niekonieczne dla TdP, tylko raczej dla Wyścigu Pokoju, którego jeden z etapów kończył się finiszem na Stadionie Dziesięciolecia. Ciekawe, czy doczekamy finiszu na Stadionie Narodowym?

Mapa_II._etapu_71._Tour_de_Pologne_(2014)

Mapa II etapu 71. Tour de Pologne (2014)

Źródło: tourdepologne.pl.

W całej historii Tour de Pologne odbyło się 41 etapów, które kończyły się w Warszawie. Zwycięstwa odnosili tutaj tak znakomici kolarze jak Stanisław Królak (1953), Andrzej Trochanowski (1955), Ryszard Szurkowski (1973), Tadeusz Mytnik (1974, 1975), Stanisław Szozda (1976), Marek Leśniewski (1984), Zenon Jaskuła (1985), Andrzej Mierzejewski (1987), czy Marcel Kittel (2011). Wyścig powrócił do Warszawy po dwuletniej przerwie.

Meta wróciła natomiast na Plac Teatralny, gdzie po raz ostatni, w 2008 r. odbyła się jazda drużynowa na czas wygrana przez CCC-Saxo Bank (rok wcześniej wygrała grupa Lampre-Fondital). Kolejne trzy lata to finisze na Placu Trzech Krzyży wygrane przez Boruta Bożicia (Słowenia), Jacopo Guarnieriego (Włochy) i wspomnianego już Kittela. Co ciekawe, etap wygrany w 2007 r. przez grupę Lampre-Fondital był pierwszym rozegranym w stolicy od dwunastu lat! Nigdy wcześniej nie było tak długiej przerwy, gdy narodowy wyścig omijał stolicę.

Mapa_mety_II._etapu_71._Tour_de_Pologne_(2014)

Mapa mety II etapu 71. Tour de Pologne (2014).

Źródło: tourdepologne.pl.

Kto na starcie?

Po dwóch etapowych zwycięstwach Rafała Majki i wywalczeniu koszulki najlepszego górala Tour de France, a także sukcesach Michał Kwiatkowskiego w pierwszej części sezonu, polscy kibice znowu zainteresowali się tą dyscypliną sportu. Spośród najlepszych polskich kolarzy reprezentujących zagraniczne grupy zabrakło wspomnianego już Michała Kwiatkowskiego, a także Michała Gołasia (obaj Omega Pharma-Quick-Step) i Bartosza Huzarskiego (Team NetApp-Endura). Ku uciesze licznych kibiców wystartował Rafał Majka (Tinkoff-Saxo), który przed rozpoczęciem TdP przedłużył umowę ze swoją grupą o kolejne trzy lata. Poza tym w wyścigu wzięli udział Sylwester Szmyd (Movistar), Przemysław Niemiec (Lampre-Merida), Paweł Poljański (Tinkoff-Saxo) i Maciej Bodnar (Cannondale). Polską grupę CCC-Polsat-Polkowice reprezentuje m.in. niezwykle doświadczony, ale 43-letni (!)  Davide Rebellin (Włochy), który ma na swoim koncie zwycięstwa w Liege-Bastogne-Liege (2004), Amstel Gold Race (2004) i Walońskiej Strzale (2004, 2007, 2009). Rebellin jako pierwszy w historii wygrał w jednym roku wszystkie trzy wyścigi składające się na „ardeński tryptyk”. Poza tym wygrywał etapy m.in. w Giro d’Italia, Tirreno-Adriatico i Paryż-Nicea (2008).

Jeśli chodzi o obcokrajowców, to z uwagi na zakończony tydzień wcześniej Tour de France większość ekip nie przyjechała w najsilniejszym składzie. Z drugiej jednak strony w Polsce pojawiają się kolarze, którzy błysnęli podczas Giro d’Italia. Wprawdzie zabrakło największych gwiazd kolarstwa, ale już chyba przyzwyczailiśmy się, że w Wyścigu Dookoła Polski startują młodzi, gniewni, którzy dopiero później dochodzą do głosu w światowym kolarstwie. Coraz częściej mówi się, że ten wyścig kreuje gwiazdy. To właśnie w TdP swoje wielkie kariery rozpoczynali Alberto Contador (Hiszpania), Peter Sagan (Słowacja), Marcel Kittel (Niemcy), Daniel Martin (Irlandia), czy Aleksander Winokurow (Kazachstan). Z drugiej jednak strony w TdP startowali też kolarze, którzy w chwili startu uchodzili za gwiazdy światowego formatu, jak np. Maurizio Fondriest, Vincenzo Nibali, Ivan Basso, Alessandro Ballan, Danilo di Luca, (wszyscy Włochy), Laurent Brochard i Richard Virenque (obaj Francja), Bradley Wiggins (W. Brytania), Cadel Evans (Australia), Frank Schleck (Luksemburg), Fabian Cancellara (Szwajcaria). W 1996 r. dwa etapy przejechał sławny „Pirat” – Marco Pantani (Włochy).

Logo_71._Tour_de_Pologne_(2014)

Logo 71. Tour de Pologne (2014).

Źródło: niniwateam.pl.


Na liście startowej 71. TdP znalazło się kilkunastu zawodników z godnymi uwagi osiągnięciami. Należą do nich m.in.:

Thor Hushvod (Norwegia, BMC) – mistrz świata (2010), 3. Paryż-Roubaix (2010), wygrane etapy w Tour de France, Giro d’Italia, Vuelta a Espana, a w zeszłym roku dwa w Tour de Pologne.

Ryder Hesjedal (Kanada, Garmin-Sharp) – zwycięzca Giro d’Italia (2012), 2. Amstel Gold Race (2010), 5. Tour de France (2010), 6. Giro di Lombardia (2012), wygrane etapy we wszystkich trzech tourach.

Damiano Cunego (Włochy, Lampre-Merida) – specjalista od wyścigów klasycznych – 1. Giro di Lombardia (2004, 2007, 2008), 1. Amstel Gold Race (2008), a także 5. (2009) i 6. (2010), w Walońskiej Strzale: 3. (2008, 2009) i 5. (2010), w Liege-Bastogne-Liege: 3. (2006), 7. (2009) i 9. (2005), 4. Strade Bianche (2014), w Mistrzostwach Świata elity: 8. (2009) i 9. (2004). Niezłe wyniki osiągał także w wyścigach etapowych – Giro d’Italia: 1. (2004), 4. (2006), 5. (2007), 6. (2012), Tour de France: 6 (2011), Tour de Suisse: 2. (2011), 4. (2008) i 6. (2009), Tour de Romandie: 2. (2005).

Jarosław Popowicz (Ukraina, Trek) – 3. Giro d’Italia (2003), 3. Paryż-Nicea (2008), 8. Tour de France (2007).

Fabio Aru (Włochy, Astana) – 3. Giro d’Italia (2014).

Moreno Moser (Włochy) – triumfator Tour de Pologne (2012), 1. Strade Bianch (2013).

Pieter Weening (Holandia, Orica-Greenedge) – triumfator zeszłorocznej edycji Tour de Pologne, a poza tym: dwa wygrane etapy Giro d’Italia (2014), 6. Tour de Romandie (2011), 8. Amstel Gold Race (2013).

Michael Matthews (Australia, Orica-Greenedge) – młodzieżowy mistrz świata ze startu wspólnego (2010) i po dwa wygrane etapy w Vuelta a Espana (2013) i Giro d’Italia (2014).

Luka Mezgec (Słowenia, Giant-Shimano) – wygrany ostatni etap Giro d’Italia (2014).

Giampaolo Caruso (Włochy, Katiusza) – 4. Liege-Bastogne-Liege (2014), 4. Giro di Lombardia (2005).

Robert Gesink (Holandia, Belkin) – miejsca w „szóstce” Tour de France, Vuelta a Espana i Tour de Suisse.

Maxime Monfort (Belgia, Lotto-Belisol) – 6. Vuelta a Espana (2011), 7. Paryż-Nicea (2012), 14. Giro d’Italia (2014).

Christophe Kern (Francja, Europcar) – mistrz Francji w jeździe indywidualnej na czas (2011).

Osiągnięcia Polaków wyglądają dużo gorzej, ale i tak Majka, Niemiec i Szmyd mają czym pochwalić się w zawodowym peletonie:

Rafał Majka (Tinkoff-Saxo) – dwa wygrane etapy Tour de France (2014), 6. (2014) i 7. (2014) miejsce w Giro d’Italia, 19. Vuelta a Espana (2013), 2. Mediolan-Turyn (2013), 3. Giro di Lombardia (2013), 4. Tour de Pologne (2013), 7. Wyścig Dookoła Pekinu (2012).

Przemysław Niemiec (Lampre-Merida) – 6. Giro d’Italia (2013), 15. Vuelta a Espana (2012), 5. Giro di Lombardia (2011), 7. Volta a Catalunya (2013), 9. Tirenno-Adriatico (2013), 15. Igrzyska Olimpijskie – wyścig ze startu wspólnego (Pekin 2008) i mniej prestiżowy – Giro del Trentino: 3. (2009, 2014), 6. (2013) i 7. (2006).

Sylwester Szmyd (Movistar) – 7. (2012) i 9. (2007) Tour de Romandie, 14. (2006) i 17. (2009) Vuelta a Espana, 19. Giro d’Italia (2006) i wygrany etap jazdy drużynowej na czas (2010), 8. Criterium du Dauphine Libre (2008) i wygrany etap (2009), 6. (2001, 2010) i 7. (2009) Tour de Pologne, a w Giro del Trentino – 3. (2012), 6. (2006) i 8. (2003).

Maciej Bodnar (Cannondale) – specjalista od Mistrzostw Polski w jeździe indywidualnej na czas – zdobywca trzech złotych (2009, 2012, 2013) i dwóch srebrnych (2008, 2014) medali, ale na mistrzostwach świata największy jego sukces w tej konkurencji to 9. miejsce (2010).

Gorzej wyglądają osiągnięcia polskich kolarzy reprezentujących grupę CCC-Polsat-Polkowice, ale wymienić można trzech:

Tomasz Marczyński – 13. Vuelta a Espana (2012), 8. Dookoła Pekinu (2012).

Maciej Paterski – 19. Mistrzostwa świata ze startu wspólnego (2013).

Marek Rutkiewicz – w Tour de Pologne: 3. (2002), 5. (2003), 6. (2009), 7. (2010), 8. (2005, 2006) i 10. (2008).

Etap z Torunia do Warszawy zanosił się na rozgrywkę sprinterską, ale tak się wcale nie stało…

 

Źródła: własne, tourdepologne.pl, procyclingstats.com, pl.wikipedia.org, en.wikipedia.org, niniwateam.pl. „Tygodnik Przegląd Sportowy” Nr 30/2014, 30 lipca – 5 sierpnia 2014 r. Trening to forma ascezy – wywiad red. R. Graczyka z Sylwestrem Szmydem, „Plus Minus” – bezpłatny dodatek do „Rzeczpospolitej” z dnia 2-3 sierpnia 2014 r., s. 14-15. P. Jachym, Nowa umowa w przeddzień Tour de Pologne, „Metro” z dnia 4 sierpnia 2014 r., s. 12. WOJ, Impreza wraca do stolicy, „Przegląd sportowy” z dnia 4 sierpnia 2014 r., s. 20.

poniedziałek, 29 września 2014
PGNiG Polish Beach Handball Tour 2014 w Warszawie

W dniach 18-20 lipca 2014 r. rozegrano jedną z dwóch edycji PGNiG Polish Beach Handball Tour. Turniej odbył się na warszawskiej plaży przy Moście Poniatowskiego, w pobliżu Stadionu Narodowego. Wśród kobiet triumfowała drużyna BHT Piotrkowianin Juko Piotrków Trybunalski, a wśród mężczyzn BHT Auto Forum Petra Płock.

2014.07.20_Polish_Beach_Handball_Tour_(10)

Wprowadzenie

Piłka ręczna plażowa (Beach Handball) to stosunkowo młoda dyscyplina sportu, która powstała 20 czerwca 1992 r. na plaży św. Antoniego na włoskiej wyspie Ponza na Morzu Tyrreńskim. Początkowo nowa dyscyplina była traktowana jako połączenie sportu i zabawy, ale dosyć szybko zaakceptowała ją Międzynarodowa Federacja Piłki Ręcznej (IHF), która już w 1994 r. stworzyła pierwszą oficjalną wersję przepisów. Tak jak ciągle rozwija się Beach Handball, tak samo ewoluują przepisy. Różnic z halową (tradycyjną) piłką ręczną jest dużo – mniejsze boisko, mniejsza liczba zawodników na boisku, krótszy czas rozgrywania meczów, inna specyfika gry i przede wszystkim inne podłoże.

Od 2000 r. rozgrywane są mistrzostwa europy, a od 2004 r. mistrzostwa świata. Wprawdzie ręczna na plaży nie jest dyscypliną olimpijską, to jednak stanowi silny punkt World Games, czyli igrzysk sportów nieolimpijskich. W 2017 r. gospodarzem tej imprezy będzie Wrocław. W Polsce turnieje w piłce ręcznej plażowej są organizowane w Polsce od około 10 lat.

2014.07.20_Polish_Beach_Handball_Tour_(3)

Boisko nr 1 - półfinał w rywalizacji mężczyzn: Piotrków – Malaga 1:2 (16:10, 14:28, 2:8).

Warszawski turniej jest jednym z dwóch turniejów polskiego cyklu - PGNiG Polish Beach Handball Tour (drugi odbędzie się w Gdańsku), w którym polskie drużyny walczą o punkty w Mistrzostwach Polski. W tym roku o tytuł mistrzowski walczy po siedem męskich i żeńskich profesjonalnych zespołów. Poza tym wchodzi w skład europejskiego cyklu European Beachhandball Tour (EBT), w którym najlepsza „dziesiątka” z rankingu rozgrywa finał traktowany jako Klubowe Mistrzostwa Europy.

Turniej

W piątek odbyły się warsztaty dla dzieci i młodzieży, które prowadził Artur Siódmiak, dwukrotny medalista mistrzostw świata w piłce ręcznej (srebro w 2007 r. i brąz w 2009 r.). W weekendowych zmaganiach wzięło udział dwanaście kobiecych i szesnaście męskich drużyn, w tym dziewiętnaście z Polski, a poza tym zespoły z Węgier, Holandii, Chorwacji, Norwegii, Słowacji i Hiszpanii. Łącznie w turnieju rozgrywanym na trzech boiskach wzięło udział 400 zawodników. Kobiety rywalizowały systemem „każdy z każdym” w dwóch sześciozespołowych grupach, a następnie rozegrano fazę pucharową i mecze o niższe pozycje. W rywalizacji mężczyzn, drużyny podzielono na cztery grupy po cztery zespoły, z których po dwa najlepsze awansowały do fazy pucharowej rozgrywanej od ćwierćfinałów.

2014.07.20_Polish_Beach_Handball_Tour_(6)

Boisko nr 2 – mecz o 5. miejsce w rywalizacji mężczyzn: BHT Orły Olsztyn - Chemo Profili Zagrzeb (Chorwacja) 2:0 (10:8; 22:14).

Kobiety

W turnieju kobiet triumfowała drużyna BHT Piotrkowianin GRU JUKO Piotrków Trybunalski, a jak się później okazało przyszłego Mistrza Polski i zdobywcy Pucharu Polski 2014. Drugie miejsce zajął mistrz Holandii z zeszłego roku – TSHV Camelot, a trzecie BHT Byczki Kowalewo Pomorskie, które w warszawskim turnieju straciły pozycję lidera klasyfikacji mistrzostw Polski. Dopiero na czwartej pozycji uplasowała się węgierska drużyna Győri Strandkézilabda Club – aktualny wicemistrz Węgier i wicemistrz EBT 2014, jedna z najbardziej znanych węgierskich żeńskich drużyn plażowej piłki ręcznej.

Mistrz Polski i zdobywca Pucharu Polski w 2013 r. Reflex AZS AWF Volkswagen Poznań zakończył rywalizację dopiero na 8. miejscu, choć przyznać trzeba, że większość zawodniczek, które zdobyły te trofea gra już dla drużyny z Piotrkowa. Poniżej oczekiwań spisała się także drużyna Relax AZS AWF Warszawa (7. miejsce). Co ciekawe, trzy zespołu z warszawskiego turnieju wystąpią w finale EBT 2015 – Piotrków, Camelot i Gyor.

Mężczyźni

W turnieju mężczyzn triumfowała drużyna BHT Auto Forum Petra Płock – zdobywca Pucharu Polski 2013, a jak się później okazało Mistrz Polski 2014 i trzecia drużyna Pucharu Polski 2014. Drugiej miejsce zajął zespół CBMP Ciudad de Malaga – jedna z najlepszych hiszpańskich drużyn plażowej piłki ręcznej, która na tegorocznych finałach EBT zajęła 5. miejsce. Trzecią pozycję w Warszawie zajął węgierski zespół Budaors Beach Stars BHC. Tuż za podium uplasował się BHT Piotrkowianin Juko Piotrków Trybunalski – Mistrz Polski 2013, a jak pokazały późniejsze rozgrywki – wicemistrz 2014 i druga drużyna Pucharu Polski 2014.

2014.07.20_Polish_Beach_Handball_Tour_(9)

Boisko nr 3 – trening chyba drużyny Budaors Beach Stars BHC (Węgry).

Dopiero 11. miejsce zajęła drużyna BHT Vambresia Reflex Wąbrzeźno, która była typowana do miana “czarnego konia” turnieju, a później zdobyła Puchar Polski i zajęła piąte miejsce w Mistrzostwach Polski 2014. W przyszłorocznych finałach EBT wystąpią dwa męskie zespoły, które zaprezentowały się w Warszawie – zwycięzca, czy Petra Płock i holenderski TSHV (Paksoft) Camelot, który w stolicy Polski zajął dopiero… 11. miejsce i nie zdobył punktów do rankingu.

Podsumowanie

Cykl PGNiG PBHT znakomicie wpisuje się w popularyzację piłki ręcznej w Polsce. Zwałszca, że jest rozgrywany w dużych miastach, co zawsze ułatwia zwiększenie frekwencji, medialne zainteresowanie i poszukiwanie sponsorów. Piłka ręczna plażowa nie jest rozgrywana w Warszawie co roku, dlatego Polish Tour pozwolił przyciągnąć mnóstwo widzów, którzy przyszli po prostu z ciekawości. Nie bez znaczenia była też lokalizacja turnieju. Wprawdzie nie był on rozgrywany na Stadionie Narodowym, to jednak jego bliskość, co widać na drugim zdjęciu, na pewno też podnosiła rangę turnieju.

Od strony sportowej bardzo duże znaczenie ma włączenie polskiego cyklu do European Beachhandball Tour (EBT), co z jednej strony podnosi jego znaczenie, a z drugiej pozwala ściągnąć do Polski zagraniczne zespoły, co z kolei wzmacnia rywalizację i podnosi jej poziom. Wprawdzie zagraniczne zespoły nie wygrały ani turnieju mężczyzn, ani kobiet, ale zajęły aż połowę miejsc na podium, co stanowi o tym, że przypadkowe drużyny nie przyjechały do Warszawy.

 

18-20 lipca 2014 r., PGNiG Polish Beach Handball Tour, Warszawa

Klasyfikacja końcowa kobiet:
1. BHT Piotrkowianin Juko Piotrków Trybunalski (Polska)
2. TSHV Camelot (Holandia)
3. BHT Byczki Kowalewo Pomorskie (Polska)
4. Győri Strandkézilabda Club (Węgry)
5. BHT Ruch Chorzów (Polska)
6. BHT Red Hot Czili Buk (Polska)
7. Relax AZS AWF Warszawa (Polska)
8. Reflex AZS AWF Volkswagen Poznań (Polska)
9. West Side Amsterdam (Holandia)
10. Warszawa Skład (Polska)
11. WSNSiT Radom (Polska)
12. Nordnes IL (Norwegia)

Klasyfikacja końcowa mężczyzn:
1. BHT Auto Forum Petra Płock (Polska)
2. CBMP Ciudad de Malaga (Hiszpania)
3. Budaors Beach Stars BHC (Węgry)
4. BHT Piotrkowianin Juko Piotrków Trybunalski (Polska)

5. BHT Orły Olsztyn (Polska)
6. Chemo Profili Zagreb (Chorwacja)
7. BHT Damy Radę Inowrocław (Polska)
8. BHT Auto Forum Petra Płock Junior (Polska)
9. SMS Rondel Team Legnica (Polska)
10. BHT 2013 Koszalin (Polska)
11. BHT Vambresia Reflex Wąbrzeźno (Polska)
12. TSHV Camelot (Holandia)
13. BHT Beach Boys Warsaw (Polska)
14. Langose (Słowacja)
15. BHT Copacabana Mazur Sierpc (Polska)
16. KS Uniwersytet Radom (Polska)

 

Źródła: własne, beachhandball.pl, zprp.pl, pbtour.pl, facebook.com/PBHTour, polskapilkareczna.pl, eurohandball-beachtour.com. PGNiG Polish Beach Handball Tour – dodatek do „Przeglądu Sportowego” z dnia 14 lipca 2014 r. Piotr Wesołowski, Widowisko na plaży w stolicy, „Przegląd Sportowy” z dnia 18 lipca 2014 r., s. 28.

niedziela, 11 maja 2014
Smutna porażka ze Szkocją

Piłkarska reprezentacja Polski przegrała ze Szkocją 0:1 (0:0) w towarzyskim meczu rozegranym na Stadionie Narodowym w środę 5 marca 2014 r. Zwycięską bramkę dla Szkotów zdobył w 77 min. Scott Brown.

2014.03.05_Polska_-_Szkocja_(1)

W składzie Biało-czerwonych po raz pierwszy od dwóch lata zabrakło Roberta Lewandowskiego i Jakuba Błaszczykowskiego. Obaj nie mogli wystąpić z powodu kontuzji. Wrócli natomiast nie występujący ostatnio (z różnych powodów) – Łukasz Piszczek, Kamil Glik, Ludovic Obraniak i Sławomir Peszko. Jedyny reprezentant polskiego trio z Dortmundy – Łukasz Piszczek wystąpił w tym meczu jako kapitan, ale zachwycił tylko przebiegnięciem najdłuższego dystansu (ponad 12 km), niecelnymi strzałami i niedokładnymi podaniami. Zawiódł, ale niestety zawiodła też cała kadra.

2014.03.05_Polska_-_Szkocja_(2)

Przed pierwszym gwizdkiem…

Mecz

Pierwsza połowa była naprawdę nudna. Pierwszy celny strzał został oddany w 11. minucie. Ludovic Obraniak strzelił z dystansu, piłka spadała za plecy Davida Marshalla, ale przeniósł on szybującą piłkę nad poprzeczką. Szkoci próbowali odpowiedzieć sześć minut później, ale dośrodkowanie  Barry’ego Bannana z rzutu wolnego pewnie wyłapał Wojciech Szczęsny.

2014.03.05_Polska_-_Szkocja_(3)

Barry przygotowuje się do dośrodkowania w 17 minucie.

Później z boiska wiało nudą aż wreszcie w 28. minucie Arkadiusz Milik po podaniu Obraniaka oddał strzał z ponad dwudziestu metrów, ale Marshall sparował piłkę na rzut rożny. Dwie minuty później Waldemar Sobota dośrodkował piłkę w pole karne do Obraniaka, Gordon Greer wybił ją przed pole karne, a nabiegający Piszczek strzelił fatalnie. Piłka poleciała wysoko nad poprzeczką. Piłkarze obu drużyn wrócili do tego, co robili wcześniej, czyli udawania, że starają się o dobre widowisko. Tuż przed przerwą zrobiło się gorąco pod polską bramką. Alan Hutton niepilnowany wbiegł w pole karne i oddał strzał z ostrego kąta, ale Szczęsny zachował refleks i odbił piłkę na rzut rożny. Pierwsza połowa była fatalna, bo choć Polacy częściej byli w posiadaniu piłki, to absolutnie nic z tego nie wynikało. Nic. Nic. Nic. Nawet wymienione wcześniej strzały nie mogły przynieść bramek. Kadra już dawno tak nie grała.

Druga połowa była już lepsza, ale nie na tyle, żeby wyżej ocenić przebieg całego meczu. Początek drugich czterdziestu pięciu minut był całkiem obiecujący. W 49. min. Obraniak dośrodkował ze skrzydła, ale Piszczek z woleja strzelił fatalnie. Minutę później zza pola karnego strzelił Peszko, ale Marshall bez trudu złapał piłkę. W 52. min. Obraniak oddał podobny strzał, ale nie trafił w światło bramki. Szkoci przeprowadzili groźną akcję dopiero w 55. min., gdy Ikechi Anya podał w pole karne do Rossa McCormacka, którego strzał ofiarnie zablokował Piszczek. W 58 min. Obraniak dośrodkował z rzutu wolnego w pole karne, ale Kamil Glik fatalnie główkował i z sześciu metrów nie trafił w bramkę.

2014.03.05_Polska_-_Szkocja_(4)

Za chwilę Obraniak dośrodkuje na głowę Glika, który strzeli niecelnie.

W 66. min. Milik po podaniu Obraniaka pospieszył się ze strzałem i zrobił to niedokładnie, a piłka przeleciała nad poprzeczką. Dziewięć minut później piłka po płaskim strzale Klicha (po dośrodkowaniu Piszczka) przeleciała obok słupka. W 77. min. goście przeprowadzili drugą groźną akcję w tej części meczu i zdobyli gola. W pole karne dośrodkował Anya, Szukała niedokładnie wybił piłkę przed pole karne, a twardo grający kapitan Celticu i reprezentacji Szkocji – Scott Brown mocny strzałem pokonał Szczęsnego. Polacy niby próbowali zaatakować, ale trener Nawałka skutecznie im to utrudnił. W ostatnich dwóch minutach przeprowadził trzy zmiany. Po co? Przecież nie po to, aby wzmocnić siłę ofensywną drużyny. Czyżby postanowił poprawić zawodnikom statystyki w liczbie występów w reprezentacji? Jedyny celny strzał oddał (notabene wprowadzony w 89. minucie) Michał Masłowski, ale Marshall sparował piłkę na rzut rożny.

2014.03.05_Polska_-_Szkocja_(5)

Gra nie było istotna – szkoccy fani mogli cieszyć się za zwycięstwa.

Podsumowanie meczu

Mecz ze Szkocją nie był nawet średnim występem polskiej kadry. Długimi minutami z boiska wiało nudą. „Szkoci grali zachowawczo, ale nasi nie potrafili tego wykorzystać. Niby przeważali, ale nie zdołali stworzyć dogodnych okazji pod bramką Davida Marshalla” (cyt. za „Rzeczpospolita”). Jak zwykle ostry w swoich opiniach portal weszlo.com informował, że „Obserwowanie wczoraj tej drużyny z trybun stanowiło wyzwanie (…) momentami miało się wrażenie, że kibice szybciej siedzą niż piłkarze biegają”. Słusznie zauważyli, że polska kadra gra bez finezji, werwy i radości z gry, a skoro gra tak w nic nieznaczących meczach sparingowych, to trudno oczekiwać, że zaskoczy taką grą już w eliminacjach.

Szkoci niczym nie zachwycili. Nawet oddali pole gry Polakom, ale zrobili to mądrze i dokładnie. „Zmierzyliśmy się z jedenastką rzemieślników szanowanych na Wyspach za solidność, waleczność i nic więcej” (cyt. za „Rzeczpospolitą”). Trener Nawałka stwierdził, że Szkoci byli konsekwentni i stąd ich zwycięstwo. Piszczek zauważył, że goście nastawili się na kontry, a trener gości Gordon Strachan przyznał, że dopisało im szczęście, ale mecze eliminacyjne mogą wyglądać inaczej. W tym kontekście śmiech musiało wzbudzać stwierdzenie Grzegorza Krychowiaka, że „jeśli chcemy rywalizować z Niemcami o pierwsze miejsce w grupie, to nie możemy tak przegrywać” (cyt. za 90minut.pl). O pierwsze? O pierwsze miejsce? Niezły żart. Na dzisiaj, to kadra będzie walczyła o trzecie miejsce ze Szkocją, a może nawet z Gruzją.

Statystyczne podsumowanie

Patrząc na statystyki zaprezentowane na stronie internetowej PZPN można upewnić się, że Polacy mieli przewagę w tym spotkaniu, zarówno pod względem posiadania piłki (54%-46%), rzutów rożnych (6:1), strzałów (14:5), jak i strzałów celnych (5:3). Dalsza analiza jest jednak ciekawsza. Wprawdzie Biało-czerwoni mieli zdecydowaną przewagę w dośrodkowaniach (21:5), to praktycznie poza fatalnymi strzałami Glika i Piszczka niewiele z nich wynikało. Portal weszło.com idealnie zauważył, że były to dośrodkowania „na aferę”. Warto jeszcze przyjrzeć się podaniom. Polacy, z racji częstszego posiadania piłki, wymienili ich więcej (600:467), ale celność tych podań w obu ekipach była zbliżona (85%-84%). Co ciekawe, Polacy mimo tej przewagi rzadziej grali do przodu, bo takie podania stanowiły 30% przy 33% Szkotów. Uzupełniając statystyki należy dodać, że obie drużyny popełniły po 15 fauli.

Analizując statystyki trudno oprzeć się wrażeniu, że Polska i Szkocja to dwie w miarę równorzędne ekipy, a wynik może zależeć od dyspozycji dnia. Możemy łudzić się nadzieją, że w meczu towarzyskim nasze „Orły” nie pokazały pełni swoich możliwości, ale w meczu eliminacyjnym, to będzie walka na śmierć i życie. Tyle tylko, że w meczu eliminacyjnym Szkoci też zagrają na maksimum swoich możliwości.

Smutne (Smudne?) deja vu

Można odnieść wrażenie, że reprezentacja gra tak samo jak za Franza Smudy i Waldemara Fornalika z tą tylko różnicą, że paradoksalnie (aż nie chce się w to wierzyć), że najlepsza była kadra Smudy! Reprezentacja Nawałki w trzech poważnych meczach, bo przecież nie można liczyć spotkań z Norwegią i Mołdawią, nie strzeliła żadnej bramki i osiągnęła tylko bezbramkowy remis z Irlandią.

Warto jeszcze zauważyć, że mecz ze Szkotami był ostatnim meczem w terminie FIFA przed eliminacjami. Spotkania z Niemcami 13 maja w Hamburgu i z Litwą 6 czerwca w Gdańsku odbędą się w terminach poza FIFA.


5 marca 2014, godz. 20:45 – Warszawa (Stadion Narodowy)

Mecz towarzyski

Polska 0-1 Szkocja

Bramka: Scott Brown (77 min.)

Polska: 12. Wojciech Szczęsny – 26. Łukasz Piszczek, 4. Łukasz Szukała, 15. Kamil Glik, 2. Tomasz Brzyski (90 min., 24. Marcin Komorowski) – 5. Waldemar Sobota (89 min., 18. Michał Masłowski), 8. Grzegorz Krychowiak (88 min., 6. Tomasz Jodłowiec), 11. Mateusz Klich (82 min., 14. Łukasz Teodorczyk), 10. Ludovic Obraniak (74 min., 20. Marcin Robak), 17. Sławomir Peszko (74 min., 7. Eugen Polanski) – 21. Arkadiusz Milik.

Trener: Adam Nawałka.

Szkocja: 1. David Marshall – 2. Alan Hutton (67 min., 17. Phil Bardsley), 4. Russell Martin, 5. Gordon Greer, 3. Charlie Mulgrew – 6. Barry Bannan (67 min., 13. Andrew Robertson), 8. Scott Brown, 7. James Morrison (46 min., 19. Darren Fletcher), 10. Ross McCormack (76 min., 16. Charlie Adam), 11. Ikechi Anya (90 min., 22. Chris Burke) – 9. Steven Fletcher (46 min., 14. Steven Naismith).

Trener: Gordon Strachan.

żółte kartki: Peszko (41 min.) – Brown (41 min.), Hutton (58 min.), Naismith (85 min.).

sędziował: Alain Bieri (Szwajcaria).

widzów: 41 652.

 

Źródła: własne, 90minut.pl, klubkibicarp.pl, weszlo.com, pzpn.pl, eurosport.onet.pl. M. Kołodziejczyk, Smutna tradycja, „Rzeczpospolita” z dnia 6 marca 2014 r., s. 16. S. Szczepłek, Przesilenie wiosenne, „Rzeczpospolita” z dnia 6 marca 2014 r., s. 16.

sobota, 28 grudnia 2013
Szczyt Klimatyczny ONZ na Stadionie Narodowym

W dniach od 11 do 22 listopada 2013 r. na Stadionie Narodowym odbyła się Konferencja Klimatyczna COP19. Z całą pewnością było to jedno z najważniejszych, międzynarodowych wydarzeń organizowanych w tym roku w Polsce, a jednocześnie ogromne wyzwanie logistyczne. Stadion Narodowy sprostał wyzwaniu i w dalszym ciągu pozostaje doskonałym miejscem na organizację różnego rodzaju przedsięwzięć.

COP19_(1)

Wprowadzenie, czyli co to jest COP?

Klimatyczne konferencje COP (Conference of Parties) to najważniejsze fora dyskusji o światowej polityce klimatycznej. W dosłownym tłumaczeniu „COP” to konferencja stron, czyli państw, które przystąpiły do konwencji klimatycznej, a dokładniej Ramowej konwencji Narodów Zjednoczonych w sprawie zmian klimatu (ang: United Nations Framework Convention on Climate Change – UNFCCC). Konwencja ta jest umową międzynarodową, która określa „założenia międzynarodowej współpracy dotyczącej ograniczenia emisji gazów cieplarnianych odpowiedzialnych za zjawisko globalnego ocieplenia. Konwencja podpisana została podczas Konferencji Narodów Zjednoczonych na temat Środowiska i Rozwoju, popularnie zwanej Szczytem Ziemi w 1992 w Rio de Janeiro.” (cyt. za nfosigw.gov.pl). Od dnia rozpoczęcia konferencji, czyli od 11 listopada 2013 r. do pierwszego dnia COP 20 w 2014 roku w Ameryce Łacińskiej prezydentem procesu klimatycznego jest Marcin Korolec. Warto dodać, że Polska po raz drugi była gospodarzem Konferencji Stron. Wcześniej, w 2008 r. COP 14 gościły Międzynarodowe Targi Poznańskie.

Przebieg konferencji

Konferencja została otwarta 11 listopada 2013 r. „Prezydent COP18/CMP8 Abdullah Bin Hamad Al-Attiyah, który pełnił rolę przewodniczącego w ramach Konwencji Klimatycznej  przez ostatni rok, przekazał zajmowane przez siebie stanowisko Marcinowi Korolcowi, który tym samym stał się Prezydentem COP19/CMP9 aż do kolejnego szczytu klimatycznego COP20/CMP10, który odbędzie się w Limie (…) Wszystkich zgromadzonych w sali plenarnej powitała także Prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz–Waltz, która podkreśliła, że Warszawa jest jednym z najbardziej zielonych miast w Europie i jako jedyne miasto na świecie przeprowadziło i opublikowało raport zrównoważonego rozwoju.” (cyt. za MOS.gov.pl).

COP19_(2)

Otwarcie Konferencji w dniu 11 listopada 2013 r.

W konferencji wzięli udział delegaci ze 194 krajów, a także przedstawiciele organizacji pozarządowych i ekologicznych, reprezentanci miast i biznesu. Dyskutowali o globalnej polityce klimatycznej i ostatecznie osiągnęli porozumienie, o czym niżej, aczkolwiek było kilka zdarzeń, które cieniem kładą się na organizację całego wydarzenia.

Dymisja Ministra Środowiska, a jednocześnie Prezydenta Szczytu Klimatycznego mogła być odczytana, jako brak zaufania premiera dla polityki prowadzonej przez M. Korolca. Gest premiera światowe media i delegacje jednoznacznie odebrali jako brak zainteresowania sprawami klimatu i przebiegiem negocjacji. Inna sprawa, że premier nie pokazał się na szczycie. Abstrahując od argumentów za i przeciw, to dymisja ministra w trakcie trwania COP19 była wizerunkowym samobójstwem polskiego premiera. Wprawdzie M. Korolec został Pełnomocnikiem Rządu ds. Polityki Klimatycznej, ale to niewiele zmieniło.

Drugim absolutnie bezprecedensowym wydarzeniem, pierwszym w historii szczytów klimatycznych ONZ, był bojkot organizacji ekologicznych, które na znak protestu wobec braku postępów w osiągnięciu porozumienia, opuściły Stadion Narodowy. Co ciekawe, niektóre media informowały ogólnie o bojkocie, a inne o bojkocie ze strony największych światowych organizacji ekologicznych, jak WWF, Greenpeace, Action Aid i Friends of the Earth. 

W każdym razie ekolodzy zbojkotowali obrady, a później w końcu osiągnięto porozumienie. Nie bez znaczenia pozostawał fakt, że partnerami COP19 byli gigantyczni emitenci dwutlenku węgla, jak np. Lotos i PGE, których logotypy zdobiły gadżety rozdawane na konferencji, nawet na stoisku Ministerstwa Środowiska.

Sukces?

Udało się osiągnąć wszystkie zamierzone cele – mówi Marcin Korolec, Prezydent szczytu. Christiana Figueres, sekretarz generalna Konwencji Klimatycznej (UNFCCC) dodaje - Wyniki konferencji w Warszawie przekroczyły oczekiwania. Komisarz UE ds. klimatu Connie Hedegaard podkreśla doskonałą organizację i zaangażowanie strony polskiej w tym zakresie.” (cyt. za NFOSiGW.gopv.pl). W uzupełnieniu na stronach internetowych zarówno Ministerstwa Środowiska, jak i Stadionu Narodowego podawano opinię uczestników konferencji: „Najlepsza konferencja klimatyczna od 13 lat” (cyt. za mos.gov.pl).

COP19_(3)

Tymczasowy gabinet Christiany Figueres, sekretarz generalnej Konwencji Klimatycznej (UNFCCC) na Stadionie Narodowym.

Poza tym, Ministerstwo Środowiska na potwierdzenie przekonania o sukcesie COP19 zamieściło na swojej stronie internetowej następujące argumenty przemawiające za takim twierdzeniem:

1. Polska pokazała swoje zaangażowanie w wypracowanie nowego porozumienia klimatycznego. 
2. Ustalono mapę drogową nowego porozumienia klimatycznego, które ma zostać podpisane w 2015 roku w Paryżu. Przyjęto harmonogram działań, które muszą zostać podjęte do szczytu COP21 w Paryżu.

 3. Podjęto decyzję odnośnie finansowania (utworzonego w 2009 r.) Zielonego Funduszu Klimatycznego, którego zadaniem jest finansowanie działań na rzecz ochrony klimatu i ograniczanie emisji gazów cieplarnianych w krajach rozwijających się. Do 2020 roku Fundusz powinien dysponować budżetem w wysokości 100 mld dolarów.

4. Utworzono Warszawski Międzynarodowy Mechanizm Strat i Szkód (Loss and Damage), którego zadaniem jest finansowanie zarówno działań adaptacyjnych, jak również związanych ze skutkami gwałtownych zjawisk klimatycznych w krajach rozwijających się.

5. Państwa – Strony do zadeklarowały łącznie ponad 100 milionów dolarów wpłat na Fundusz Adaptacyjny, który finansuje działania adaptacyjne do zmian klimatu zachodzących w 48 najbiedniejszych państwach świata.

6. Zawarto porozumienie w sprawie  Warszawskich Ram Mechanizmu REDD, które mają służyć finansowaniu ochrony lasów tropikalnych i przeciwdziałaniu deforestacji w celu redukcji emisji. Kraje rozwijające się, które obniżyłyby emisję CO2 i zrezygnowały z wycinki lasów, otrzymywać będą  wsparcie finansowe z ONZ (łącznie w wysokości 280 mln dolarów).

7. Po raz pierwszy w historii konferencji stron, prowadzono dialog z przedstawicielami biznesu i miast.

8. Zaproponowano i ustalono współpracę nad nowym porozumieniem klimatycznym w ramach tzw. troiki.
9. Polska przez kolejny rok, do szczytu COP20 w Peru, będzie pełniła Prezydencję w ramach procesu negocjacji klimatycznych.

10. Wizerunek Polski na arenie międzynarodowej. W ciągu ostatnich 20 lat Polska zredukowała emisje z pięciokrotną nadwyżką – o ponad 30% przy jednoczesnym, dwukrotnym wzroście gospodarczym. Zobowiązania wynikające z Protokołu z Kioto wynosiły natomiast 6%. Polska zaprezentowała się jako sprawny organizator dużych, międzynarodowych wydarzeń.

 

Obserwatorzy i niezadowoleni delegacji wśród porażek COP19 wskazywali m.in. na:

- brak zobowiązań państw do ustalenia celów redukcji emisji CO2,

- brak propozycji konkretnych działań na rzecz ograniczenia emisji gazów cieplarnianych przez poszczególne państwa,

- niewielkie środki na fundusze adaptacyjne,

- brak instytucji dedukowanej dla mechanizmu „Loss and Damage”.

Niektórzy sugerowali nawet, że Polska, USA, Chiny, Indie i UE pozorowały działania na rzecz ochrony klimatu, choć ten pogląd wydaje się mocno przesadzony.

 

COP19/CMP9 w liczbach

Ponad 12 600 uczestników ze 194 państw (delegaci, przedstawiciele organizacji pozarządowych, reprezentanci biznesu i miast, mediów).

Średnio 5 500 osób codziennie na Stadionie Narodowym.

Ponad 70 000 osób przeszło przez główne wejście konferencji klimatycznej.

Ok. 2 000 osób mogła pomieścić największa hala wybudowana na płycie Stadionu przez Międzynarodowe Targi Poznańskie

Ponad 2 000 spotkań, seminariów i paneli dyskusyjnych.

Ponad 1 000 dziennikarzy.

Ok. 150 konferencji prasowych.

Ponad 250 side-eventów (wydarzeń towarzyszących na Stadionie).

314 956 m2 powierzchni wynajętej przez organizujące szczyt Ministerstwo Środowiska

Ponad 100 000 m2 powierzchni użytkowej na Stadionie Narodowym wykorzystanej na potrzeby COP19/CMP9.

50 specjalnie przygotowanych sal.

15 000 m2 wykładzin ułożonych w biurach, salach konferencyjnych i korytarzach.

21 000 gniazdek elektrycznych i na potrzeby sieci internetowej.

130 km przewodów elektrycznych.

Ok. 2 500 osób obsługi technicznej, służb informacyjnych, wolontariuszy, serwisu cateringowego, pracowników sekretariatów czy ochrony.

100 kucharzy.

COP19_(4)

Hale wybudowane na płycie Stadionu Narodowego robiły wrażenie.

COP19_(5)

Korytarze w przestrzeni konferencyjno-biurowej Stadionu Narodowego.

 

Ekologiczny Stadion Narodowy

Spółka PL.2012+ jako Zarządca Stadionu Narodowego stara się identyfikować pośrednie i bezpośrednie oddziaływania obiektu na środowisko oraz wprowadzać rozwiązania wpływające na kwestię ekologii funkcjonowania Stadionu. W całym obiekcie zastosowano szereg przyjaznych środowisku rozwiązań do których należą m.in.: energooszczędne oświetlenie typu LED, woda deszczowa używana do spłukiwania toalet, podlewanie terenów zielonych wodą deszczową, tereny zielone wokół Stadionu są istotnie większe, aniżeli przewidują to formalne wymagania projektowe, segregacja odpadów, lokalizacja umożliwiająca dostępność publicznymi środkami transportu.” (cyt. za stadion narodowy.org.pl).

Zarządca Stadionu z dumą informuje na swojej stronie internetowej, że „Stadion Narodowy w Warszawie przestrzega wszystkich przepisów w zakresie prawa ochrony środowiska i regulacji towarzyszących i wymaga tego samego od swoich podwykonawców.” (cyt. za stadion narodowy.org.pl).

Dodatkowo, w roku 2014 będą testowane następujące rozwiązania: (1) wyłączanie urządzeń wentylacyjnych na czas wyłączenia z eksploatacji, (2) ciągłe korygowanie nastaw urządzeń tak, aby dostosować wydajność/ parametry do potrzeb bez utraty komfortu, (3) programowanie włączeń i wyłączeń oświetlenia w wybranych obszarach, (4) wyłączenie oświetlenia lub jego części w obszarach nie eksploatowanych i (5) prowadzenie działalność edukacyjna w powyższych kwestiach wśród Zespołu PL.2012+ i partnerów Stadionu (FB Serwis, IMPEL, Sodexo, ISS).

W tym kontekście warto dodać, że także Ministerstwo Środowiska przysłużyło się do recyklingu. „Z materiałów informacyjnych typu banery, siatki reklamowe - wykorzystanych na Szczycie Klimatycznym COP19/CMP9 - powstaną prawdziwe dzieła sztuki użytkowej. Ministerstwo Środowiska przekazało zużyte podczas konferencji elementy organizatorom Festiwalu Twórczego Recyklingu Przetwory. 8. edycja Przetworów odbędzie się 14 i 15 grudnia w warszawskim Soho Factory.” (cyt. za mos.gov.pl).

Stadion w ocenie delegatów, czyli wyniki ankiet

68% ankietowanych zapytanych o ocenę Stadionu jako lokalizacji Szczytu Klimatycznego oceniło Narodowy jako miejsce „bardzo dobre”, a ponad 30% jako „dobre”. Delegaci zwracali uwagę na następujące cechy i elementy wpływające na ocenę Stadionu: miejsce łatwo dostępne, przestrzenne, z pomocnym systemem oznakowania (…), miejsce wielofunkcyjne (…), miejsce odmienne od poprzednich lokalizacji, w dobrej lokalizacji, dostępność miejskiego transportu publicznego (…) 100% badanych delegatów potwierdziło, że czuło się bezpiecznie na Stadionie.” (cyt. za stadion narodowy.org.pl). Wysoko oceniono także czystość pomieszczeń oraz infrastrukturę i obsługę biur delegacji. Delegaci podkreślali, że Stadion Narodowy jako miejsce organizacji Szczytu był oryginalny.

Podsumowanie

Przyznać trzeba, że Szczyt Klimatyczny wcale nie sparaliżował miasta. Problemy komunikacyjne nie były większe niż zwykle, a zapowiedzi o demonstracjach ekologów też okazały się przesadzone. Miasto żyło swoim życiem i trudno było nawet zauważyć, że konferencja w ogóle się odbywa. Po części dlatego, że baner na Pałacu Kultury i Nauki nie był zbyt widoczny, a na Stadionie Narodowy baner wisiał na głównym wejściem. Miasto zrobiło co nieco umieszczając w autobusach informacje o przystankach znajdujących się w pobliżu Stadionu Narodowego, ale szczyt klimatyczny odbywał się, jakby obok miasta.

COP19_(6)

Przestrzeń restauracyjna podczas COP19.

Stadion Narodowy, a właściwie jego przestrzeń konferencyjno-biurowa daje wielkie możliwości i robi ogromne wrażenie. Nic więc dziwnego, że ten potencjał wykorzystano i podołano organizacji tak wielkiego wydarzenia. Jako ciekawostkę można podać, że delegacji mogli skorzystać z m.in. centrum komputerowego, pokoju medytacji i modlitw, a także przestrzeni restauracyjnej, w której ceny były hmmmmm……… z kosmosu. Nic więc dziwnego, że właściciele okolicznych sklepów, kebabów, czy restauracji w okolicach ronda Waszyngtona, a zwłaszcza w przejściu podziemnym pod rondem, a także na ulicy Francuskiej mogli liczyć na zwiększone obroty. Ministerstwo Środowiska tłumaczyło, że nie wnikało w cennik, ale chyba powinno.

Wracając do oceny Stadionu Narodowego to, mimo negatywnej oceny ze strony niemieckiej prasy, po raz kolejny okazało się, że potencjał tego miejsca znacznie przekracza organizację tylko imprez sportowych.

 

Źródła: mos.gov.pl, stadionnarodowy.org.pl, gazeta.pl,  nfosigw.gov.pl. A. Karwowska, Delegat wyżywi się sam, „Metro” z dnia 15-17 listopada 2013 r., s. 2. A. Karwowska, Szczyt kompromitacji, „Metro” z dnia 22-24 listopada 2013 r., s. 1. M. Stangret, Mały krok dla ratowania klimatu, „Metro” z dnia 25 listopada 2013 r., s. 1.

środa, 25 grudnia 2013
Świąteczna Fabryka E. Wedla w wymiarze sportowym

Wesołych Świąt Bożego Narodzenia będę życzył neonem na warszawskiej fabryce E. Wedla, ale tylko dlatego, że podczas zwiedzania fabryki można znaleźć aspekt sportowy, a dokładniej piłkarski w postaci wspomnień po turnieju UEFA EURO 2012.

2013.12.08_Fabryka_E.Wedla_(1)

Na wstępnie zaznaczam jednak, że to nie jest artykuł sponsorowany!

Warszawska Fabryka E. Wedla została założona w 1851 r. przez Karola Wedla. W 1862 r. kierowanie nad firmą przejął jego syn – Emil Wedel. Od 1934 r. firmą zarządzał Jan Wedel, syn Emila, który zdecydował o przeniesieniu fabryki na warszawską Pragę, gdzie funkcjonuje do dnia dzisiejszego. Po II wojnie światowej fabryka stała się własnością państwa i występowała pod mało przyjazną nazwą – 22 lipca dawny E.Wedel. Kolejnymi właścicielami byli PepsiCo, Cadbury i obecnie japońska Grupa Lotte.

2013.12.08_Fabryka_E.Wedla_(2)

Wedlowskie przysmaki.

Szczególnym rokiem dla Wedla był 2012 r. Wedel rzadko kiedy angażuje się w imprezy sportowe i raczej nie wspiera sportu, a tymczasem z wielkim rozmachem włączył się w sponsorowanie UEFA EURO 2012.W dniu 29 marca 2011, na stadionie warszawskiej Legii, firma E.Wedel została ogłoszona pierwszym, narodowym sponsorem UEFA EURO 2012TM.” (cyt. za wedel.pl).

Za sponsorowaniem poszły jednak działania. W Pracowni Rarytasów powstała czekoladowa replika pucharu Henriego Delaunay'a, która ważył szesnaście kilogramów. Puchar można było oglądać w dniach od 1 marca do 31 października 2012 r. w Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie w ramach „Wielkiej Wystawy Piłkarskiej”, o której pisałem – tutaj. Czy jest to ten sam Puchar, który teraz można oglądać w fabryce? Nie wiadomo. Różnią się jednak tym, że puchar w fabryce jest posrebrzany.

2013.12.08_Fabryka_E.Wedla_(3)

Pucharu Henriego Delaunay'a wykonany z wedlowskiej czekolady.

W Pracowni powstała także makieta Stadionu Narodowego, która wykonana była z 385 kgwedlowskiej czekolady. Rzeźba była prezentem dla Stadionu Narodowego w Warszawie od Wedla. „Jedząc każdego dnia kawałek tej rzeźby, ważący tyle co tabliczka czekolady, zjedzenie całości zajęłoby jednej osobie ponad 10 lat.” (cyt. za stadionnarodowy.org.pl), ale została zjedzona w znacznie krótszym czasie. Wystarczył bowiem jeden dzień. W sobotę, 18 lutego 2012 r., kilkaset dzieci z domów dziecka i rodzin zastępczych odwiedziło Stadion Narodowy w Warszawie a następnie skonsumowało tą niezwykłą makietę. W fabryce na pamiątkę pozostawiono jednak zdjęcie tego niezwykłego wyrobu:

2013.12.08_Fabryka_E.Wedla_(4)

Stadion Narodowy w Warszawie wykonany z wedlowskiej czekolady.

Pozostałe polskie areny UEFA EURO 2012 zostały uwiecznione na (ciągle niezjedzonych!) czekoladowych obrazach, przy czym obraz ze Stadionem Miejskim w Poznaniu połamał się na skutek uszkodzenia drewnianej sztalugi.

2013.12.08_Fabryka_E.Wedla_(5)

PGE Arena w Gdańsku wykonana z wedlowskiej czekolady.

2013.12.08_Fabryka_E.Wedla_(6)

Stadion Miejski we Wrocławiu wykonany z wedlowskiej czekolady.

Dodatkowo, na dachu fabryki E. Wedel przy ul. Zamoyskiego 28/30 w Warszawie, Telewizja Polska miała nowoczesne studio z widokiem na Pragę i Stadion Narodowy. Gospodarzem studia był Maciej Kurzajewski, a wśród jego gości znaleźli się także oficjalni przyjaciele UEFA EURO 2012. O doborze gości krytycznie pisałem – tutaj.

Warto jeszcze przypomnieć, że w 2000 r. fabryce wykonano posąg Adama Małysza o wadze ponad 200 kg i wysokości 2 kg. Posąg został wykonany oczywiście z czekolady, tyle że białej. Aktualnie znajduje się w holu Domu Zdrojowego przy Placu Hoffa w Wiśle.

W związku z tym wpisem pozostaje mi życzyć wszystkim użytkownikom internetu – pełnych słodkich i sportowych wrażeń Świąt Bożego Narodzenia 2013 r.

 

Zdjęcia zostały wykonane w dniu 8 grudnia 2013 r.

 

Źródła: własne, wedel.pl, stadionnarodowy.org.pl, mistrzbranzy.pl, media2.pl, skijumping.pl, wisla.naszemiasto.pl.

sobota, 14 września 2013
Remis z Czarnogórą oddala Mundial

W rozegranym na Stadionie Narodowym w piątek 6 września 2013 r. meczu eliminacji Mistrzostw Świata Brazylia 2014, rewprezentacja Polski zremisowała z reprezentacją Czarnogóry 1:1 (1:1). Bramkę dla „Biało-Czerwonych” zdobył Robert Lewandowski.

2013.09.06_Polska_-_Czarnogóra_(1)

Polacy rozpoczęli spotkanie od dwóch groźnych dośrodkowań Jakuba Błaszczykowskiego. Wprawdzie nie zakończyły się strzałami, ale zaangażowanie od pierwszego gwizdka sędziego wyglądało tak, jak kibice oczekują od piłkarzy grających w reprezentacji.

W 7. minucie sam przed czarnogórskim bramkarzem (po podaniu od Mateusza Klicha) znalazł się Piotr Zieliński, ale Mladen Božović odważnie wyszedł do Zielińskiego i odbił piłkę po strzale piłkarza Udinese. Cztery minut później Waldemar Sobota uderzył z kilkunastu metrów nad poprzeczką czarnogórskiej bramki.

Goście odpowiedzieli bramką! Ich pierwszy strzał w tym meczu, a nawet pierwsza ofensywna akcja przyniosła bramkę. Wydawało się, że koszmary z marcowego spotkania z Ukrainą powróciły. Najpierw Kamil Glik z Grzegorzem Krychowiakiem nie przecięli podania, Branko Bošković podał do Dejana Damjanovicia, Łukasz Szukała nie pokrył czarnogórskiego napastnika, a ten pewnym, mocnym strzałem nie dał szans Arturowi Borucowi.

Goście skarcili Polaków, ale przyznać trzeba, że to Polacy byli stroną przeważającą, a co więcej grali ładnie dla oka. Po utracie bramki starali się szybko odrobić straty. W 14. minucie Sobota strzelił z dwudziestu pięciu metrów nad bramką gości. Dwie minuty później Robert Lewandowski zrobił to, czego oczekują od niego polscy kibice i dziennikarze. Najpierw przejął podanie do tyłu Miloša Krkoticia, a następnie popędził w kierunku czarnogórskiej bramki. Błąd popełnił Marko Baša, ale przed polem karnym dogonili „Lewego” razem z Miodragiem Džudovicem, tyle że „Lewy” zdecydował się na strzał. Mladen Božović mógł wyciągać piłkę z siatki… 1:1. Szybka odpowiedź Polaków mogła zwiastować kolejne emocje. Tak się jednak nie stało. Wprawdzie Polacy próbowali atakować i częściej byli w posiadaniu piłki, ale niewiele z tego wynikało.

2013.09.06_Polska_-_Czarnogóra_(2)

W 32. minucie strzelał Elsad Zverotić, ale jego uderzenie ofiarnie, plecami zablokował Sebastian Boenisch. W 40. minucie goście oddali drugi celny strzał na polską bramkę. Elsad Zverotić kopnął piłkę z osiemnastu metrów, ale Boruc bez problemów ją złapał. Po chwili Polacy przeprowadzili groźną akcję, która mogła zakończyć się bramką. Sobota podał w pole karne do Lewandowskiego, który ograł czarnogórskiego obrońcę i gdy składał się do strzału, to stracił piłkę na rzecz Soboty. Pomocnik FC Brugge „zdjął” mu piłkę z nogi i uderzył tak, że zamiast bramki Polacy mieli rzut rożny.

W drugiej minucie doliczonego czasu gry, Lewandowski uwolnił się spod opieki czarnogórskich obrońców, ale nie miał miejsca na oddanie precyzyjnego strzału, mimo to uderzył z ostrego kąta. Božović odbił piłkę, którą uderzył Sobota, ale zamiast w bramkę trafił w obrońcę gości i… bezsensownie reklamował zagranie ręką.

Drugi czterdzieści pięć minut rozpoczęło się bez większych emocji. Dopiero w 52. minucie Sobota otrzymał doskonałe podanie w pole karne od Lewandowskiego. Sobota nie mógł jednak oddać strzału, bo został wycięty przez Džudovicia. Sędzia Björn Kuipers z Holandii zamiast wskazać na „jedenastkę” odgwizdał… spalonego! Piłkarze za bardzo nie protestowali, ale telewizyjne powtórki nie pozostawiły żadnych wątpliwości. Spalonego nie było, a holenderski sędzia popełnił błąd.

2013.09.06_Polska_-_Czarnogóra_(3)

Dziewięć minut później nieudany strzał z piętnastu metrów oddał Filip Kasalica. W 65. minucie po dośrodkowaniu Polaków i złapaniu piłki Mladen Božović uderzył nogą w ramię „Lewego”. Po co? Sędzia nie zwrócił uwagi bramkarzowi z powodu niebezpiecznego zagrania. W 69. minucie Damjanović po świetnym rozegraniu piłki uderzył nad poprzeczką. Kamil Glik i Sebastian Boenisch zachowywali się w tej sytuacji niczym dzieci we mgle. Po chwili doszło do zamieszania w polu karnym gospodarzy, a minutę później po dośrodkowaniu z głębi pola, Boruc nie złapał piłki, ale jeden z obrońców wybił ją z pola karnego. W odpowiedzi kapitan gospodarzy uderzył głową z dziesięciu metrów tuż nad poprzeczką bramki Božovicia.

W 72. minucie Grzegorz Krychowiak mocno kopnął z dystansu, jednak Mladen Bozović był bezbłędny.” (cyt. za sport.pl). W 83. minucie na siódmym metrze po podaniu od Damjanović znalazł się Simon Vukčević, ale nie wykorzystał nadarzającej się okazji. Trzy minuty później Fatos Bećiraj strzelił z ponad dwudziestu metrów, ale Boruc odpił piłkę.

W czwartej minucie doliczonego czasu gry, po dośrodkowaniu z rzutu wolnego i kilku strzałach, Błaszczykowski trafił do bramki. Stadion oszalał! Polacy cieszyli się w narożniku boiska, a sędzia Kuipers nie uznał bramki. Miał rację. Na spalonym był Adrian Miewrzejewski. Serwis 90minut.pl w następujący sposób opisał tą akcję: „Po wrzutce z prawej strony na wślizgu futbolówkę podbił Paweł Wszołek, głową do góry zagrał ją Džudović, a przewrotką do bramki zagrał ją Łukasz Szukała. Po zagraniu polskiego stopera na spalonym znajdował się Adrian Mierzejewski, a to właśnie pomocnik Trabzonsporu usiłował trafić do siatki. Jego strzał zablokował Stefan Savić, a do odbitej piłki dopadł Jakub Błaszczykowski i pokonał bramkarza.”.


2013.09.06_Polska_-_Czarnogóra_(4)

Polacy już wiedzą, że jest spalony, ale nie chcą uwierzyć w decyzję sędziego.

2013.09.06_Polska_-_Czarnogóra_(5)

Po zakończeniu meczu Jakub Błaszczykowski miał pretensje do trójki sędziowskiej.

Choć piłkarzom i kibicom było żal i nie mogli uwierzyć w to co się stało, mecz się skończył. Tylko remis, choć z przebiegu meczu uznać trzeba, że remis jest sprawiedliwy. Polacy prezentowali się całkiem dobrze, ale po godzinie gry „spuchli” a Czarnogórcy poczynali sobie coraz bardziej odważnie. Mieli swoje szanse, ale ich nie wykorzystali.

Szkoda tego remisu. Szkoda, że Polacy nie wygrywają u siebie meczów, które są do wygrania. W rywalizacji z Anglią, Czarnogórą i Ukrainą u siebie wywalczyli dwa punkty, a raczej stracili siedem i tu zaczyna się szukanie przyczyn małych szans na awans do mistrzostw w Brazylii. Do tego dochodzi wstydliwy remis w Kiszyniowie i wszystko staje się jasne.

Każdy kolejny mecz reprezentacji rozpoczyna dyskusję na temat kondycji kadry i jej przyszłości. Waldemar Fornalik mówi, że to jest drużyna przyszłości, ale zaraz, zaraz, czy już tego nie słyszeliśmy, gdy po UEFA Euro 2012, Franz Smuda mówił, że zostawia drużynę gotową do eliminacji Mistrzostw Świata 2014? Prawdą jest, że Fornalik odważenie, ale trochę w desperacji wprowadził do kadry Grzegorza Krychowiaka, Łukasza Szukałę, Piotra Zielińskiego, Mateusza Klicha i Bartosza Salamona. To mają być piłkarze przyszłości, ale jaka jest teraźniejszość? Zdecydowanie poniżej oczekiwań i umiejętności piłkarzy.

 

6 września 2013, godz. 20:45 - Warszawa (Stadion Narodowy)

Mecz eliminacji Mistrzostw Świata – Brazylia 2014

Polska 1-1 Czarnogóra

Bramki: Robert Lewandowski (16 min.) – Dejan Damjanović (11 min.).

Polska: 1. Artur Boruc – 3. Artur Jędrzejczyk, 4. Łukasz Szukała, 15. Kamil Glik, 14. Jakub Wawrzyniak (27 min., 2. Sebastian Boenisch) – 16. Jakub Błaszczykowski, 8. Grzegorz Krychowiak, 10. Piotr Zieliński (75 min., 18. Adrian Mierzejewski), 11. Mateusz Klich, 5. Waldemar Sobota (62 min., 13. Paweł Wszołek) – 9. Robert Lewandowski.

Trener: Waldemar Fornalik.

Czarnogóra: 1. Mladen Božović – 21. Stefan Savić, 20. Miodrag Džudović, 3. Marko Baša, 19. Vladimir Božović – 17. Elsad Zverotić, 18. Nikola Drinčić, 5. Miloš Krkotić (46 min., 7. Simon Vukčević), 9. Mirko Vučinić (37 min., 22. Filip Kasalica), 23. Branko Bošković – 14. Dejan Damjanović (86 min., 11. Fatos Bećiraj).

Trener: Branko Brnović.

żółte kartki: Szukała (90 + 1 min.), Glik (90 + 4 min.) – V.Božović (18 min.), Vučinić (31 min.), Kasalica (43 min.), Džudović (54 min.).

sędziował: Björn Kuipers (Holandia).

widzów: 45.652

temperatura: 16C.

 

Źródła: własne, 90minut.pl, sport.pl, fifa.com, pzpn.pl, legionisci.com.

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8
| < Listopad 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30      
Tagi