Wpisy z tagiem: Steaua Bukareszt

niedziela, 27 lipca 2014
Pucharowych żniw niestety nie było

Sezon 2013/2014 w europejskiej piłce nożnej był dla Polaków wyjątkowy, choćby z tego powodu, że Robert Lewandowski został królem strzelców Bundesligi a we włoskiej Serie „A” wystąpiło aż ośmiu polskich piłkarzy. Sezon był wyjątkowy także dlatego, że Polacy występujący za granicą mieli szanse na wywalczenie pucharów czternastu krajów. Udało się tylko w czterech – w Anglii, Holandii, Włoszech (to trochę naciągane) i na Litwie.

Ale po kolei. Takiego sezonu na pewno nie było w historii polskiej piłki nożnej. W finałach krajowych pucharów wystąpiło piętnaście klubów, w kadrach których występowało osiemnastu Polaków. Jak się później okazało przynależność klubowa wcale nie gwarantuje występu w meczu finałowym, a sam mecz finałowy nie jest synonimem sukcesu. O tym ostatnim niestety boleśnie przekonało się jedenaście klubów z trzynastoma Polakami w kadrach na ten sezon.

Oczywiście, już wcześniej już były sezony, w których w finałach krajowych pucharów występowało w jednym sezonie kilku Polaków, ale takiego „wysypu” to jeszcze nie było. A dodatkowo, należy zwrócić uwagę, że nie były to finału „u jakiś ogórków”, jakby to powiedział złotousty Franz Smuda, ale były to finały w poważnych piłkarsko krajach. Spośród państw, które goszczą pięć najsilniejszych lig (Anglia, Hiszpania, Włochy, Francja i Niemcy), tylko w Hiszpanii w finale nie wystąpił żaden klub z polskim piłkarzem. Trudno się jednak dziwić, skoro o Pucharu Króla zagrały Real i Barcelona.

Wracając jednak do Polaków to szansę na zdobycie pucharu mieli także w Rosji, Rumunii, Bułgarii, Chorwacji, Szkocji, Walii, Azerbejdżanie i Austrii.

Zdecydowanie największym wygranym został Łukasz Fabiański, który na Wembley w swoim ostatnim oficjalnym meczu w barwach Arsenalu wywalczył jedyne trofeum w trakcie siedmioletniej przygody z „Kanonierami” – Puchar Anglii 2013/2014. Arsenal pokonał po dogrywce Hull City AFC 3:2, choć już po ośmiu minutach przegrywał 0:2. Fabiański wystąpił we wszystkich poprzednich meczach pucharowych w tym sezonie, ale bohaterem był po półfinale, gdy Arsenal wygrał 4:2 w rzutach karnych z Wigan (w regulaminowym czasie 1:1), a polski bramkarz obronił dwa rzuty karne.

Łukasz_Fabisńki_z_Pucharem_Anglii_2013/2014

Łukasz Fabiański (Arsenal Londyn) z Pucharem Anglii w sezonie 2013/2014.

Źródło: bravo.pl.

Fabiański zagrał i mógł cieszyć się z trofeum, ale na ławce rezerwowych cały mecz przesiedział pierwszy bramkarz „Kanonierów”, czyli Wojciech Szczęsny. Były piłkarz Agrykoli Warszawa marzył o występie w meczu finałowym, ale menadżer Arsène Wenger był konsekwentny i postawił na Fabiańskiego. Szczęsnemu pozostała radość przez łzy, bo ten ambitny bramkarz na pewno jak zwykle emocjonalnie podszedł do siedzenia na ławce.

Warto jeszcze przypomnieć, że trzy lata temu Szczęsny wystąpił na Wembley w finale Pucharu Ligi, ale po jego nieporozumieniu z Laurentem Koscielnym, Birmingham City zdobyło zwycięskiego gola. Szczęsny miał nadzieję na rehabilitację, ale musi czekać do kolejnego sezonu. Przynajmniej jego przeciwnikiem do miejsca w bramce nie będzie Fabiański, który po zakończeniu sezonu podpisał kontrakt z drużyną Swansea City. Skoro zaglądamy do archiwum, to Jerzy Dudek zdobył Puchar Ligi Angielskiej w sezonie 2002/2003.

Wojciech_Szczęsny_z_Pucharem_Anglii_2013/2014

Wojciech Szczęsny (Arsenal Londyn) z Pucharem Anglii w sezonie 2013/2014.

Źródło: pzp.info.pl.

Trzecim obok Fabiańskiego i Szczęsnego zdobywcą pucharu w silnym piłkarsko kraju w 2014 r. jest Igor Łasicki, choć w jego przypadku trudno mówić o tym, że zdobył Puchar Włoch. Łasicki był w szerokiej kadrze SSC Napoli, ale ani razu nie zagrał w Pucharze Włoch, a w lidze zadebiutował dopiero w ostatniej kolejce (tutaj). Napoli w finale pokonało na Stadio Olimpico Fiorentinę 3:1 (2:1), a mecz rozpoczął się z 45-minutowym opóźnieniem z powodu zamieszek kibiców. Barwy Fiorentiny reprezentuje Rafał Wolski, ale w tym meczu też nie zagrał. Według niektórych źródeł siedział na ławce rezerwowych wedle innych nie było go na ławce rezerwowych. W sumie nie ważne – Wolski nie wszedł na boisko, a „Viola” przegrała.

Zamieszki_przed_finałem_Pucharu_Włoch_2013/2014_(1)

Zamieszki przed finałem Pucharu Włoch 2013/2014 – poza stadionem…

Źródło: si24.it.

Zamieszki_przed_finałem_Pucharu_Włoch_2013/2014_(2)

...i na stadionie.

Źródło: sport.pl.

Igor_Łasicki_(SSC_Napoli)_2013/2014

Igor Łasicki (SSC Napoli) – zdobywca Pucharu Włoch 2013/2014 tylko „na papierze”.

Źródło: football-waldenburg.blogspot.com.

Finał Puchar Francji zakończył się porażką dla Kamila Grosickiego. Jego Stade Rennes (Rennais) przegrało w Saint-Denis na Stade de France z En Avant Guingamp 0:2 (0:1). Grosicki grał do 52. minuty, a zmienił go Paul-Georges Ntep. Co ciekawe, oba kluby spotkały się już w finale Pucharu Francji w 2009 r. i wtedy także zwyciężyło Guingamp (2:1), zdobywając to trofeum po raz pierwszy w historii.

Z polskiego punktu widzenia najbardziej bolesna była jedna porażka „polskiej” Borussi Dortmund. Westfalczycy przegrali w finale Pucharu Niemiec po dogrywce z Bayernem Monachium 0:2 (0:0, 0:0). Cały mecz w barwach Borussi rozegrali Łukasz Piszczek i Robert Lewandowski, a poza kadrą z powodu kontuzji pozostał Jakub Błaszczykowski. Mecz na Olympiastadionie w Berlinie był ostatnim oficjalnym występem „Lewego” w barwach Borussi, ale Polak nie zachwycił. Zagrał słabo, a po wspaniałym finale z 2012 r., gdy Borussia rozbiła Bayern 5:2, a „Lewy” ustrzelił hat-tricka – pozostały tylko wspomnienia. Inna sprawa, że do porażki Borussi przyczynili się sędziowie. Jak wykazały powtórki piłka po strzale Mattsa Hummelsa w 64 min. przekroczyła linię bramkową. Gwizdek sędziego jednak milczał. Średnie to pocieszenie, skoro drugi dublet z rzędu zgarnął największy rywal Borussi.

Lewandowski_bez_Pucharu_Niemiec_2013/2014

Puchar Niemiec 2013/2014 nie dla Roberta Lewandowskiego.

Źródło: wpolityce.pl.

W pięciu silnych pucharach piłkarskich Polacy sięgnęli po dwa puchary krajowe – w Anglii (po raz pierwszy w historii!) i we Włoszech, choć Igora Łasickiego wymieniamy raczej z kronikarskiego obowiązku i z przymrużeniem oka.

W krajach, których ligi wybijają się ponad przeciętność tylko Mateusz Klich mógł cieszyć się z sukcesu. Jego prowincjonalny PEC Zwolle zdobył pierwsze w historii trofeum – Puchar Holandii (KNVB Beker) 2013/2014. Wcześniej klub mógł pochwalić się tylko dwoma finałami (1928, 1977), a warto dodać, że najwyższe miejsce, na którym ukończyli sezon w Eredivisie to… 8(!!!). W meczu finałowym rozegranym w Wielką Niedzielę na rotterdamskim De Kuip, PEC niespodziewanie rozbił/zdemolował/zmiażdżył* (*niepotrzebne skreślić) 5:1 (4:1) Ajax Amsterdam, który pewnie zmierzał po tytuł mistrzowski.

Spotkanie nie rozpoczęło się najlepiej dla graczy z Zwolle. Już 3. minucie Ajax objął prowadzenie, a trzy minuty później fani Ajaxu obrzucili pole karne swoje drużyny racami i świecami dymnymi:

Race_podczas_finału_Pucharu_Holandii_2013/2014

Źródło sportfan.pl.

Mecz został przerwany, a po przerwie grała już tylko drużyna PEC. Mateusz Klich spędził na boisku cały mecz. Zaliczył jedną asystę i brał udział w dwóch bramkowych akcjach, ale gdyby nie nonszalancja kolegów (zwłaszcza przy wysokim prowadzeniu) mógł liczyć na więcej asyst. Na ławce rezerwowych Zwolle pozostał były napastnik Lechii Gdańsk – Fred Benson (jesienią 2011 r. 11 ligowych meczy, 1 gol).

Mateusz_Klich_(PEC_Zwolle)_Pucharu_Holandii_2013/2014

Mateusz Klich w szatni PEC Zwolle z Pucharem Holandii 2013/2014.

Źródło: sportowefakty.pl.

Takiej radości, jak Klich nie zaznał Artur Jędrzejczyk. Jego FK Krasnodar, który był rewelacją rosyjskiej ligi i zakończył rozgrywki na 5. miejscu, przegrał w Kaspijsku na Anży-Ariena finał Pucharu Rosji z FK Rosów 5:6 w rzutach karnych. Po 120 minutach wynik był bezbramkowy. Jędrzejczyk spędził na boisku całe spotkanie. Oba kluby prezentowały w sezonie ligowym podobną dyspozycję, dlatego tak zacięta walka w meczu finałowym nikogo nie powinna dziwić. Wydawało się jednak, że Krasnodar po wyeliminowaniu w półfinale walczącego wówczas o mistrzostwo CSKA Moskwa (1:0 na wyjeździe), prezentuje lepszą formę. Tak się jednak nie cało. Ciekawostką jest fakt, że trenerem FK Krasnodar jest były piłkarz Ruchu Chorzów – Oleg Kononow (3 mecze wiosną 1995 r.).

Także po rzutach karnych porażkę zaliczył Łukasz Szukała. Jego Steaua Bukareszt (mistrz Rumunii 2014) przegrała na National Arena w Bukareszcie w finale Pucharu Rumunii z Astrą Giurgiu po rzutach karnych 2:4. W normalnym czasie gry padł bezbramkowy remis. Steaua od 54 minuty grała w osłabieniu, ale w dogrywce, a dokładnie w 98. minucie siły obu drużyn wyrównały się. Szukała spędził na boisku cały mecz, został ukarany żółtą kartką i skutecznie egzekwował jedenastkę w serii rzutów karnych. Niestety dla niego nieskuteczni byli Fernando Varela i Mihai Pintilii. Co ciekawe, podobnie jak w przypadku Pucharu Rosji, także w Rumunii zwycięzca pucharu ma polski wątek. W barwach Astry Giurgiu występował były zawodnik Arki Gdynia – Mirko Ivanovski z Macedonii, ale akurat w tym meczu był poza kadrą. Ivanovski zaliczył niezły sezon – 17 meczy, 6 goli i od nowego sezonu występuje w CFR Cluj. W Arce w sezonie 2010/2011 w 27 meczach w ekstraklasie strzelił tylko trzy gole. W kolejnym sezonie już w I lidze w 17 meczach – 3 gole.

Finały przegrało dwóch polskich bramkarzy ze słonecznych państw. W finale Pucharu Bułgarii Botew Płowdiw, którego piłkarzem jest Adam Stachowiak, przegrał w Burgas z mistrzem kraju – Łudogorcem Razgrad 0:1 (0:0). Polski bramkarz rozegrał całe spotkanie, podobnie jak były piłkarz Wisły Kraków – Czech Tomáš Jirsák. Finalistą Pucharu Chorwacji była drużyna Dinamo Zagrzeb, w której występował Grzegorz Sandomierski. Dinamo przegrało w dwumeczu z HNK Rijeka (0:1, 0:2), a polski bramkarz w chwili rozgrywania meczów finałowych już nie był piłkarzem „Niebieskich”, ponieważ jeszcze w kwietniu rozwiązał kontrakt.

Kolejnym bramkarzem, który przegrał krajowy puchar był Radosław Cierzniak (Dundee United FC). Wystąpił w meczu finałowym o Puchar Szkocji, ale nie był to udany występ. Jego drużyna uległa na Celtic Park drużynie Saint Johnstone FC 0:2 (0:1), a sam Cierzniak nie będzie wspominał tego występu najlepiej, ponieważ zawinił przy jednej z bramek. Tym samym Cierzniak jeszcze nie dostąpi zaszczytu tytułowania się zdobywcą Pucharu Szkocji jak inni polscy piłkarze (Dariusz Adamczuk, Artur Boruc, Maciej Żurawski i Łukasz Załuska).

Przechodząc do krajów ze słabymi ligami (wyłączając Polskę), to sukces odniósł tylko jeden Polak – Jakub Wilk. Polski obrońca zagrał w zwycięskim dla Żalgirisu Wilno finale Pucharu Litwy. Żalgiris pokonał w Ucianie w obecności nieco ponad 3 tys. widzów drużynę Banga Gargždai 2:1 (2:0), a Wilk nie dość, że zagrał w całym spotkaniu, to jeszcze w 13. minucie otworzył wynik spotkania.

Żalgiris_Wilno_z_Pucharem_Litwy_2014

Piłkarze Żalgirisu świętują zdobycie Pucharu Litwy 2014. Na zdjęciu widoczny także Jakub Wilk.

Źródło: epilka.pl.

Cały mecz w barwach Żalgirisu rozegrał znany z polskich boisk Georgas Freidgeimas (kiedyś ŁKS Łódź), a na ławce rezerwowych znalazł się Eivinas Zagurskas (w przeszłości gracz Nielby Wągrowiec, Bogdanki Łęczna i Wisły Płock). Żalgiris powtórzył sukces z zeszłego roku, gdy także wygrał Puchar Litwy. Dodatkowo, sięgnął po mistrzostwo, które cały czas może zdobyć w tym sezonie.

Trenerem Żalgirisu od sierpnia 2012 r. pozostaje Marek Zub – jedyny polski trener, który z zagraniczną drużyną zdobył puchar europejskiego kraju w 2014 r.

Marek_Zub_-_trener_Żalgirisu_Wilno

Marek Zub – trener Żalgirisu Wilno.

Źródło: uefa.com.

W finale (dużo mniej prestiżowego) Pucharu Walii wystąpiła drużyna Aberystwyth Town FC, którego piłkarzem jest Krzysztof Nalborski. Aberystwyth przegrało w Wrexham z dobrze znanym warszawskiej Legii – The New Saints FC (mistrz Walii 2014) 2:3, choć po trzynastu minutach prowadziło 2:0 i pierwszą bramkę straciło w 74 minucie. Nalborski pojawił się na boisku w 84. minucie gry przy stanie 2:2.

Finał Pucharu Azerbejdżanu przegrała drużyna Dawida Pietrzkiewicza – Qəbələ FK, ale polski bramkarz znalazł się poza kadrą na to spotkanie. Qəbələ FK przegrał w rzutach karnych 2:3 z Neftczi Baku. W regulaminowym czasie gry padł wynik 1-1 (0-0, 1-1, 1-1). Polski bramkarz. Mecz został rozegrany w Baku na stadionie im. Tofika Bahramova.

Jedynym Polakiem, który wystąpił w finale pucharu krajowego reprezentując barwy drugoligowca był Tomasz Wisio. Jego SK Niederösterreich Sankt Pölten (zgodnie z przewidywaniami) uległo w Klagenfurcie w finale Pucharu Austrii mistrzowi kraju – FC Salzburg 2:4 (1:2). Polski obrońca rozegrał całe spotkanie i choć występował już w sześciu klubach w Austrii, Grecji i Niemczech (Pasching, LASK Linz, AÓ Xánthi, GS Ergotélis, Arminia Bielefeld, RB Lipsk), to cały czas pozostaje bez poważnego sukcesu w karierze, poza wicemistrzostwem Europy U-16 (1999).

Podsumowując występy Polaków warto jeszcze przyjrzeć się ile czasu spędzili na boiskach podczas meczów finałowych. Do tej analizy nie włączam jednak Grzegorza Sandomierskiego i Wojciecha Szczęsnego. Sandomierski nie był już piłkarzem Dinama Zagrzeb, gdy ten klub rozgrywał mecze finałowe, a od Szczęsnego i Fabiańskiego trudno oczekiwać, aby jednocześnie występowali na boisku. Biorąc pod uwagę również dogrywki okazuje się, że Polacy spędzili w meczach finałowych 1.108 minut na możliwych 1.650 minut. Oznacza to, że byli na boisku przez 67% możliwego czasu. Wniosek jest taki, że w klubach, które wystąpiły w meczach finałowych są solidnymi graczami, ale nie kluczowymi, bo wtedy procent sięgnąłby 75 i więcej.

 

 

POLACY W FINAŁACH KRAJOWYCH PUCHARÓW W EUROPIE W SEZONIE 2013/2014

 

ZDOBYWCY PUCHARÓW

ANGLIA

Łukasz Fabiański (Arsenal Londyn), 120 minut.

Wojciech Szczęsny (Arsenal Londyn), na ławce rezerwowych.

 

WŁOCHY

Igor Łasicki (SSC Napoli), poza kadrą meczową.

 

HOLANDIA

Mateusz Klich (PEC Zwolle), 90 minut, 1 asysta.

 

LITWA

Jakub Wilk (Żalgiris Wilno), 90 minut, 1 gol.

 

FINALIŚCI PUCHARÓW

 

NIEMCY

Jakub Błaszczykowski (Borussia Dortmund), poza kadrą meczową,

Robert Lewandowski (Borussia Dortmund), 120 minut,

Łukasz Piszczek (Borussia Dortmund), 120 minut.

 

WŁOCHY

Rafał Wolski (AC Fiorentina), na ławce rezerwowych (poza kadrą meczową?).

 

FRANCJA

Kamil Grosicki (Stade Rennes), 52 minuty.

 

ROSJA

Artur Jędrzejczyk (FK Krasnodar), 120 minut.

 

RUMUNIA

Łukasz Szukała (Steaua Bukareszt), 120 minut, gol w serii rzutów karnych, żółta kartka.

 

BUŁGARIA

Adam Stachowiak (Botew Płowdiw), 90 minut.

 

CHORWACJA

Grzegorz Sandomierski (Dinamo Zagrzeb), poza kadrą meczową – w momencie rozgrywania meczu nie był już piłkarzem Dinama.

 

SZKOCJA

Radosław Cierzniak (Dundee United FC), 90minut.

 

WALIA

Krzysztof Nalborski (Aberystwyth Town FC), 6 minut.

 

AZERBEJDŻAN

Dawid Pietrzkiewicz (Qəbələ FK), poza kadrą meczową.

 

AUSTRIA

Tomasz Wisio (SK Niederösterreich Sankt Pölten), 90minut.

 

Źródła: własne, 90minut.pl, transfermarkt.pl, sport.pl, polsatsport.pl, weszlo.com, sportowefakty.pl, sport.tvn24.pl, eurosport.onet.pl, sport.wp.pl, sport.tvp.pl, ekstraklasa.net, peczwolle.nl, zalgiris-vilnius.lt, livesports.pl, pl.wikipedia.org, en.wikipedia.org, bravo.pl, pzp.info.pl, si24.it, sport.pl, football-waldenburg.blogspot.com, polityce.pl, sport fan.pl, epilka.pl, uefa.com.

sobota, 07 września 2013
Dlaczego Legia nie zagra w Lidze Mistrzów?

Brak awansu warszawskiej Legii do Ligi Mistrzów musiał wywołać pytania o przyczyny takiego stanu rzeczy. Wydaje się jednak, że pytania dodatkowo były wzmocnione faktem, że kolejni mistrzowie Polski nie potrafili awansować do Ligi Mistrzów przez kolejnych siedemnaście edycji. 

Dziennikarze, eksperci, fachowcy, ale też kibice, trenerzy i sami piłkarze poświęcili dużo czasu, aby przeanalizować przyczyny porażki. W pierwszej kolejności należy zwrócić uwagę na dwumecz ze Steauą oraz pozostałe cztery mecze eliminacyjne. Legia wygrała tylko dwa z sześciu meczów i choć żadnego nie przegrała, to brak choćby jednego zwycięstwa w rywalizacji z Molde i Steauą świadczy o słabości tej drużyny. Nie ma się jednak czemu dziwić, skoro Legia nie rozegrała nawet jednego meczu, o którym można powiedzieć nie tylko „bardzo dobry”, ale choćby „dobry”. Przyjęło się, że osiągnięcie sukcesu oprócz ciężkiej pracy, wytrwałości i konsekwencji wymaga „błysku”. Jednego lub kilku meczy, w których drużyna zaprezentowała się tak, że zasługuje na pochwały. Legia nie zagrała tak ani razu! Co więcej ujawniły się dwa ściśle powiązane ze sobą grzechy. Pierwszym było (nadal jest?) „chroniczne gapiostwo”, czyli tracenie bramki jako pierwszy zespół. W konsekwencji w czterech meczach (nawet w Walii!) Legia musiała odrabiać straty. Po części wynikało to z psychicznego nastawienia do gry, bo legioniści w pierwszych połowach wyglądali na wystraszonych, niepewnych siebie i trochę rozkojarzonych. Nie byli niewystarczająco lub za bardzo zmotywowani, tylko byli potwornie stremowani. Co więcej, mecze eliminacyjne wykazały, że atak spisuje się poniżej oczekiwań, brakuje rozgrywającego, a kapitan Ivica Vrdoljak nie wywiązuje się ze swojej roli. Walczy za mało, nie daje przykładu dla kolegów z drużyny i nie zagrzewa ich do walki i wysiłku. Braki w grze Vrdoljaka doskonale było widać na tle kapitana Steauy – Alexandre Bourceanu. Poza tym, legioniści fatalnie wykonywali stałe fragmenty gry. Spośród 46 rzutów rożnych w eliminacjach żadnej nie przyniósł bramki!

Przed_meczem_Legia_-_Steaua_27.08.2013

Brak rozgrywającego jest ściśle powiązany z letnimi wzmocnieniami i polityką transferową klubu. Nominalny rozgrywający, niezwykle doświadczony i ograny w Lidze Mistrzów Helio Pinto miał poprowadzić zespół do Ligi Mistrzów. Zamiast grać siedzi na ławce rezerwowych lub na trybunach. Spośród letnich wzmocnień tylko Dossa Junior wywalczył sobie miejsce w składzie. Blisko pierwszej jedenastki są Henrik Ojamaa i Łukasz Broź, ale przy rotacjach trenera Urbana, to pierwsza jedenastka liczy około szesnastu – siedemnastu piłkarzy. W niej Broź i Ojamaa na pewno się znajdują, ale Pinto na pewno nie. Po wyjazdowym meczu Pucharu Polski z Rozwojem Katowice, nawet Daniel Łukasik stwierdził, że Pinto grał na stojąco. Póki co najważniejszy letni transfer jest porażką. Dziennikarze wskazują, że trudno walczyć o Ligę Mistrzów, gdy jeden z kluczowych piłkarzy (Artur Jędrzejczyk) odchodzi, ale prawda jest taka, że ten piłkarz sam chciał odejść. Dziennikarze w kontekście polityki transferowej krytykują Legię za strach przed zainwestowaniem poważnych pieniędzy, ale ci sami dziennikarze podają przykład Viktorii Pilzno, w której nie inwestuje się wielkich pieniędzy, a klub gra w fazach grupowych czy Ligi Mistrzów, czy Ligi Europy, mimo mniejszego budżetu niż Legia. W kontekście polityki transferowej i meczów z mistrzem Rumunii, w Legii rzucał się w oczy brak lidera. Internauci od razu „podłapali” temat i wskazywali na zbyt pochopną decyzję o nieprzedłużaniu kontraktu z Danijelem Ljuboją. Ale prawda jest jeszcze boleśniejsza, bo liderów szuka się przede wszystkim na środku boiska, a tam w Warszawie grali Vrdoljak i Furman. Obaj popełnili indywidualne błędy, które kosztowały Legię stratę dwóch bramek. To tylko pokazuje jaką słabość wykazali ci, od których zależało dużo więcej niż od pozostałych.

Legia była od Steauy gorsza, po prostu. Steaua prezentowała się na boisku lepiej i to w obu meczach. W Bukareszcie, ale także w dwumeczu z Molde, Legia miała sporo szczęścia. Tyle, że szczęście się skończyło i trzeba było wykazać trochę umiejętności, bo trudno awansować do Ligi Mistrzów bazując na szczęściu. Umiejętności jednak zabrakło. Trener Urban, ale także Jakub Wawrzyniaka stwierdzili, że do awansu zabrakło jakości, a Miroslav Radović dodał, że być może takiej jest miejsce polskiego futbolu. Wydaje się, że w obozie Legii mają świadomość tego, że w dwumeczu ze Staeuą, Legii nie było już stać na więcej. I to jest przykre, ale prawdziwe.

 

Źródła: własne, sport.pl, weszlo.com. Robert Błoński, Rafał Stec, Pięć głównych grzechów Legii, „Metro” z dnia 29 sierpnia 2013 r., s. 15.

piątek, 06 września 2013
Racowisko na Legii, czyli oczekiwanie na karę i zamknięcie stadionu?

Przed rozpoczęciem meczu eliminacji Ligi Mistrzów fanatycy warszawskiej Legii, który normalnie zasiadają na trybunie północnej znaleźli się (przy wsparciu władz klubu) na trybunie południowej. Trybuna północna została zamknięta po wywieszeniu przez fanów wojskowych podczas meczu wyjazdowego w Walii flagi z znakiem faszystowskim.

 2013.08.27_Legia_-_Steaua_kibice_(1)

Trybuna północna podczas meczu Legia – Steaua. 

Najpierw kibice zasiadający na trybunie południowej rozłożyli flagę, aby pod nią rozdać race, a może także poprzebierać się:

2013.08.27_Legia_-_Steaua_kibice_(2)

Następnie ułożyli wielką kartoniadę, w której pojawiło się wielkie serce, a w nim skrót „UEFA”, który został na odrębnych flagach rozszyfrowany nie jako Union of European Football Associations, tylko jako „Ultra Extreme Fanatical Atmosphere”:

2013.08.27_Legia_-_Steaua_kibice_(3)

Po tradycyjnym odliczaniu od dziesięciu nastąpiło odpalenie kilkudziesięciu rac:

2013.08.27_Legia_-_Steaua_kibice_(4)

Nie da się ukryć, że działanie kibiców Legii było dobrze zorganizowane i musiało być, choć częściowo, uzgodnione z władzami warszawskiego klubu. Ale czemu się dziwić, skoro prezes Leśnodorski w wywiadzie dla portalu sport.pl mówił, że race dodają kolorytu meczom i córka namawiała go do odpalenia racy.

Problem jednak w tym, że Legia jest na cenzurowanym od 2007 r., gdy warszawscy „kibice” narozrabiali w Wilnie a klub został wykluczony z tamtej edycji europejskich pucharów i na następną edycję w zawieszeniu na pięć lat. Wprawdzie „zawiasy” już za Legią, ale UEFA pamięta tamte wydarzenia i uwielbia traktować Legię jak recydywistę. Delegat UEFA anonimowo powiedział sport.pl, że „Legia ma fatalny wizerunek w Europie”. Zresztą, „kibice” Legii dają jej pretekst podczas każdego wyjazdu – Lipawa, Ried, Trondheim, Wrexham, Molde… „W poprzednim sezonie piłkarze Jana Urbana zagrali sześć meczów w eliminacjach LE, w sumie grzywny wyniosły aż 198 tys. euro. Legia płaciła za odpalanie rac, rzucanie serpentyn i transparenty z hasłami uznawanymi za rasistowskie i prowokacyjne.” (cyt. za sport.pl). Dwa sezony temu, gdy Legia grała w fazie grupowej Ligi Europy suma wszystkich kar (także za ligę i Puchar Polski) wynosiła kilkaset tysięcy euro.

2013.08.27_Legia_-_Steaua_kibice_(5)

Biorąc pod uwagę, że działanie kibiców prawdopodobnie nastąpiło za zgodą i wiedzą klubu, UEFA jeszcze nie nałożyła spodziewanej kary za mecze z Molde, a dodatkowo klub i kibice zakpili z UEFA, należy spodziewać się dotkliwej kary. W wypowiedzi dla sport.pl Bogdan Kuzio odpowiedzialny w Legii za bezpieczeństwo powiedział: „Niewykluczone, że jeden mecz w grupie zagramy przy zamkniętych trybunach. W dodatku w środę do klubu wpłynęło pismo o wszczęciu postępowania za spotkanie ze Steauą”.

Nie można też wykluczyć, że wcześniej stadion zamknie wojewoda mazowiecki, choć to będzie zależało od ewentualnego wniosku komendanta stołecznego Policji. To jednak tylko konsekwencja działania prezesa Legii, który (i słusznie) wszedł z dialog z „kibicami”, bo klub musi zarabiać na biletach i frekwencja musi być, ale wydaje się, że w tym przymykaniu oczu na niektóre sprawy i zakrzywianiu rzeczywistości poszedł za daleko.

Występy polskich klubów w fazie grupowej Ligi Europy (a wcześniej Pucharu UEFA) są rzadkością, dlatego mecz przy pustych trybunach byłby porażką i Legii i polskiego futbolu. Prawda jest jednak taka, że „kibice” Legii i jej prezes sami proszą się o taką karę.

 

Źródła: własne, sport.pl, uefa.com. 

czwartek, 05 września 2013
Klątwa trwa, czyli Liga Mistrzów nie dla Legii

Liga Mistrzów dalej zaczarowana (17 lat!!!). W rewanżowy meczu IV rundy eliminacyjnej do Ligi Mistrzów, który został rozegrany w Warszawie we wtorek 27 sierpnia 2013 r. Legia zremisowała ze Steauą Bukareszt 2:2 (1:2). Rumuni awansowali do Ligi Mistrzów dzięki większej liczbie bramek strzelonych na wyjeździe. Wprawdzie dwa remisy wskazują na zaciętą rywalizację, to jednak losy rywalizacji zostały przesądzone już w 9. minucie meczu rewanżowego, gdy Steaua prowadziła przy Łazienkowskiej 2:0.

Pierwsze minuty wskazywały, że Legia nie zamierzała się bronić. Przed meczem eksperci wskazywali, że przyjęcie taktyki polegającej na utrzymaniu bezbramkowego remisu będzie samobójstwem. W 5. minucie Miroslav Radović dośrodkował w pole karne, ale Jakub Kosecki przegrał pojedynek główkowy. Legia była częściej przy piłce, ale pierwsza groźna akcja gości zakończyła się golem.

Przy biernej postawie Jakuba Rzeźniczaka i Bartosza Bereszyńskiego. piłkę w polu karnym otrzymał Nicole Stanciu, a następnie ograł Dominika Furmana i dokładnym strzałem (wcale nie mocnym) posłał piłkę tuż przy słupku bramki strzeżonej przez Dušana Kuciaka. 1:0 dla Steauy! W tej akcji fatalny błąd popełnił Furman, który tak bardzo nie chciał sfaulować Stanciu, że po prostu przebiegł nad piłką, zostawiając piłkarzowi gości wolne pole. Gospodarze nie zdążyli jeszcze otrząsnąć się po stracie bramki, gdy Ivica Vrdoljak bezsensownie stracił piłkę na rzecz Luciana Filipa w środkowej strefie boiska. Filip podał do Federico Piovaccari’ego, który ograł Dossę Júniora i mierzonym strzałem (tym razem przy drugim słupku) delikatnie posłał piłkę do bramki. 2:0 dla Steauy! Indywidualny błąd popełnił Vrdoljak i od niego zaczęła się akcja gości, ale Júnior też się nie popisał wykonując zbyt szybki wślizg i zostawiając miejsce włoskiemu napastnikowi Steauy. Dodać trzeba, że w pierwszym meczu jedyną bramkę dla Steauy zdobył właśnie Piovaccari.

2013.08.27_Legia_-_Steaua_el._LM_(1)

Legia w tym momencie potrzebowała aż trzech bramek do awansu, jednak wcale nie rzuciła się do ataku. W dalszym ciągu konstruowała atak pozycyjny, ale chyba tylko dlatego, że piłkarze Steauy na to pozwalali. Z przewagi Legii w posiadaniu piłki niewiele wynikało, ponieważ goście grali spokojnie, swobodnie. To nie oni musieli atakować.

W 16. minucie Rzeźniczak strzelił głową tuż nad poprzeczką bramki gości. Pięć minut później Jakub Kosecki uderzył piłkę z szesnastu metrów, ale Ciprian Tătărușanu odbił piłkę pod nogi Michała Kucharczyka, który kopnął ją do bramki. Portugalski sędzia Pedro Proença uznał jednak, że „Kucharz” był na pozycji spalonej. W dwumeczu ze Steauą to była już druga bramka nieuznana przez sędziego.

Steaua kontrolowała przebieg meczu, więc atakowała od czasu do czasu. W 25. minucie Cristiana Tănase po efektownym rajdzie oddał strzał z trudnej pozycji, ale Kuciak odbił piłkę. Dwie minuty później legioniści wyrównali. Jakub Wawrzyniak dośrodkował piłkę w pole karne, gdzie  Miroslava Radovicia wyskoczył wyżej niż Iasmin Latovlevici i pewnym strzałem głową pokonał Tătărușanu. Legia zdobyła więc bramkę kontaktową – 1:2.

Bramka nie podziałała jakoś wyjątkowo motywująco. Obraz gry nie zmienił się. Legia próbowała, rozgrywała piłkę, ale goście rozbijali jej ataki jeśli nie w zarodku, to daleko przed własnym polem karnym. Nic więc dziwnego, że jedyny groźny strzał jaki gospodarze oddali jeszcze w pierwszej połowie, to strzał Furmana z prawie 25 metrów, ale nad poprzeczką. Działo się to dopiero w 42 minucie gry. W doliczonym czasie gry Tănase ograł w polu karnym Rzeźniczaka, ale strzelił niecelnie.

2013.08.27_Legia_-_Steaua_el._LM_(2)

Druga połowa wcale nie była szturmem w wykonaniu Legii. Wprawdzie w 49. minucie Wawrzyniak zdecydował się na strzał zza pola karnego, ale piłka przeleciała nad poprzeczką. W 60. minucie technicznie, ale niecelnie uderzał Kosecki. Chwilę później po dośrodkowaniu Furmana z rzutu wolnego, Júnior główkował obok bramki. Później niewiele się działo, bo tak trzeba nazwać klasyczne bicie głową w mur. Steaua atakowała coraz groźniej. Łukasz Szukała strzelił głową po dośrodkowaniu z rzutu wolnego, ale Kuciak złapał piłkę. W 73. minucie lekko i wprost w ręce Kuciaka strzelił Leândro Tatu. Kilkadziesiąt sekund później Filip oddał strzał zza pola karnego, ale Kuciak odbił piłkę. Minuty upływały, ale Legia nie zagrażała bramce gości. Za to niemalże każda akcja Steauy stwarzała zagrożenie pod bramką gospodarzy.

2013.08.27_Legia_-_Steaua_el._LM_(3)


W 81. Minucie po dośrodkowaniu z rzutu wolnego znowu groźnie (tym razem nad poprzeczką) strzelił Szukała. W 87. minucie groźnie z rzutu wolnego uderzył Cristea a Kuciak z najwyższym trudem wybił piłkę poza boisko. W ostatniej minucie regulaminowego czasu gry w sytuacji sam na sam znalazł się Filip, ale jej nie wykorzystał. Ostatnie dziesięć minut Steaua rozegrała jak przystało na doświadczoną drużynę, która „pilnuje” wyniku. Dlaczego niewiele było gry, a więcej teatru, kładzenia się na boisku, nabijania piłki na gospodarzy, itd. Legia zdołała jednak wyrównać. W czwartej i ostatniej minucie doliczonego czasu gry, Patryk Mikita doskonale podał w pole karne do Rzeźniczaka, który oddał strzał w długi róg bramki i zdobył gola. Legia wyrównała na 2:2. Zabrakło czasu na więcej, ale przyznać trzeba, że Steaua w dwumeczu była dużo, dużo lepsza niż wskazywałby na to wynik, czyli dwa remisy. Po ostatni gwizdku sędziego, to goście świętowali awans do elitarnych rozgrywek:

2013.08.27_Legia_-_Steaua_el._LM_(4)

Mecz ze Staeuą obejrzało w telewizji w Polsce ponad 4 mln widzów, a dokładniej 4.024.866. To najwięcej spośród wszystkich programów emitowanych przez polską telewizję. Więcej niż np. mecz towarzyski Polska – Dania (3.479.807). Nadzieja umiera ostatnia, ale ile jeszcze polscy kibice będą wierzyli w awans Mistrza Polski do Ligi Mistrzów? Jubileusz XX-lecia zbliża się nieuchronnie.


27 sierpnia 2013 r., godz. 20:45 – Warszawa (Stadion Wojska Polskiego / Pepsi Arena)

Mecz rewanżowy IV rundy eliminacji do Ligi Mistrzów 2013/2014

Legia Warszawa 2-2 Steaua Bukareszt

Bramki: Miroslav Radović (27 min.), Jakub Rzeźniczak (90+4 min.) – Nicolae Stanciu (7 min.), Federico Piovaccari (9 min.).

Legia: 12. Dušan Kuciak – 19. Bartosz Bereszyński, 25. Jakub Rzeźniczak, 2. Dossa Júnior, 14. Jakub Wawrzyniak – 18. Michał Kucharczyk (63 min., 7. Henrik Ojamaa), 21. Ivica Vrdoljak, 37. Dominik Furman (75 min., 33. Michał Żyro), 32. Miroslav Radović, 20. Jakub Kosecki – 9. Marek Saganowski (79 min., 27. Patryk Mikita).

Trener: Jan Urban.

Steaua: 12. Ciprian Tătărușanu – 17. Daniel Georgievski, 4. Łukasz Szukała, 6. Florin Gardoș, 14. Iasmin Latovlevici – 77. Adrian Poa, 55. Alexandru Bourceanu, 8. Lucian Filip, 23. Nicolae Stanciu (59 min., 19. Adrian Cristea), 10. Cristian Tănase (72 min., 20. Leândro Tatu) – 25. Federico Piovaccari (89 min., 80. Gabriel Iancu).

Trener: Laurentiu Reghecampf.

żółte kartki: Rzeźniczak (81 min.), Kuciak (85 min.) – Filip (18 min.), Georgievski (34 min.), Stanciu (47 min.), Bourceanu (60 min.), Iancu (90+2 min.).

sędziował: Pedro Proença (Portugalia).

widzów: 21.514.

temperatura: 17C.


Źródła: własne, 90minut.pl, sport.pl, legia.com, legionisci.com, uefa.com.

wtorek, 27 sierpnia 2013
Mecze Legii ze Steauą pod specjalnym nadzorem

Decyzje UEFA sprawiły, że mecze Legii ze Steauą Bukareszt będą sędziowali jako sędziowie główni – arbitrzy ostatnich dwóch finałów Ligi Mistrzów i UEFA Euro 2012! UEFA postarała się więc o sędziowanie na najwyższym europejskim poziomie. W ten sposób do minimum ograniczone zostały ewentualne skargi i uwagi obu drużyn na sędziego, choć z drugiej strony sędziowie to tylko ludzie i nawet najlepsi z nich także się mylą. 

Pierwszy mecz IV rundy kwalifikacji do Ligi Mistrzów między Steauą Bukareszt a Legią sędziował Włoch Nicola Rizzoli, który sędziował tegoroczny finał Ligi Mistrzów. Na Wembley Bayern Monachium pokonał Borussię Dortmund 2:1. Rizzoli sędziował jeszcze jeden europejski finał. W 2010 r. był arbitrem finału Ligi Mistrzów między Atletico Madryt a Fulham FC zakończonym zwycięstwem Hiszpanów 2:1 po dogrywce.

Nicola_Rizzoli

Nicola Rizzoli.

Źródło: irpinianews.it.

Dzisiaj, w meczu rewanżowym pomiędzy Legią a Steauą, sędziował będzie Portugalczyk Pedro Proença, który sędziował zeszłoroczny finał Ligi Mistrzów, w którym Bayern Monachium przegrał na własnym stadionie z Chelsea Londyn po rzutach karnych 3:4 (po dogrywce było 1:1). Co więcej, Proença sędziował także w kijowskim finalem UEFA Euro 2012, gdy Hiszpania rozbiła Włochy 4:0.

Pedro_Proenca

Pedro Proença.

Źródło: theguardian.com.

 

Komu szczęście przyniosą sędziowie z najwyższej półki?

 

Źródło: własne, 90minut.pl, irpinianews.it, theguardian.com.

poniedziałek, 26 sierpnia 2013
Rotacje Urbana

Sobotnia porażka Legii w ligowym meczu z Lechią Gdańsk (0:1) nakazuje zastanowić się nad formą piłkarzy należących do „szerokiej” kadry klubu, jak również stosowaną przez trenera Jana Urbana zasadą nieograniczonej rotacji.

Urban przed sezonem domagał się szerokiej kadry, wskazując na rywalizację na trzech frontach – w lidze, Pucharze Polski i europejskich pucharach. Reforma ligi powodująca zwiększoną liczbę meczy i prawdopodobne mecze w fazie grupowej Ligi Europy bądź Ligi Mistrzów uzasadniały takie podejście. Urban podkreślał, że jego piłkarze do grudnia będą grali prawie cały czas co trzy dni, dlatego od początku sezonu dokonywał częstych zmian w składzie. Zresztą, w zeszłym sezonie też to robił i niewiele zabrakło, aby Legia odpadła z Puchar Polski w półfinale z Ruchem Chorzów, albo przegrała finałowy dwumecz ze Śląskiem Wrocław.

W sobotę Urban przeszedł samego siebie i w porównaniu z meczem w Bukareszcie dokonał aż dziesięciu zmian w wyjściowej jedenastce! Jedynym, który grał i w Bukareszcie i trzy dni później przy Łazienkowskiej był Dusan Kuciak.  Co ciekawe w tych dwóch meczach Legię reprezentowało aż dwudziestu jeden piłkarzy. Tylko siedmiu z nich zaliczyło występy w obu meczach. Oprócz Kuciaka do tych szczęśliwców należeli Radović, Vrdoljak, Kucharczyk, Broź, Żyro i Dwaliszwili.

Wracając do meczu z Lechią, to obalił on mit dwóch równorzędnych jedenastek. Co, więcej obalony został mit głoszony przez Urbana, że właściwie to nie ma żadnej pierwszej jedenastki, tylko jest „szeroka” kadra. Sam Urban obalił ten mit, ponieważ wystawiając drużynę w takich a nie innych ustawieniach wyraźnie wyklarował grupę piłkarzy, o których można powiedzieć, że decydują o obliczu Legii.

Urban z uporem maniaka stawia na młodego Cichockiego, choć w każdym meczu popełnia błędy. Mikita świetnie zagrał z Widzewem, ale przedwczoraj już nie czarował, choć wyróżniał się na boisku. Wprawdzie, trener powie, że gdzieś muszą się w końcu ogrywać, ale z całą pewnością nie kosztem wyników. W tym kontekście zadziwiające są wypowiedzi trenera i piłkarzy, że nic się nie stało, że w lidze można nadrobić punkty i sezon jest długi. Częściowo to prawda, ale fakty są takie, że Mistrz Polski 2013 przegrał dwa ligowe mecze z przeciętnymi drużynami! Co gorsza, spośród ostatnich czterech oficjalnych meczy Legia wygrała tylko jeden… z drugoligowym Rozwojem Katowice w Pucharze Polski.

Urban zasłania się rywalizacją o Ligę Mistrzów, ale wypowiedzi, że ma teraz ważniejsze sprawy niż liga, bądź że nie ma czasu na oglądanie Lechii, muszą budzić zdumienie. Rozumiem, że Liga Mistrzów jest ważna i że Urban musiał oszczędzić zawodników przed tym arcyważnym meczu, który może dać historyczny awans do tych rozgrywek, ale Jasiu poczuł się chyba zbyt „mocny” a jego wypowiedzi brzmiały, jakby lekceważył „Biało-Zielonych”. Urban na pewno może liczyć na poparcie prezesa Leśnodorskiego, ale czy wytłumaczy się z tej porażki w przypadku przegranej rywalizacji o Champions League?

Trener ma rację, że sezon jest długi i że będą zmiany wymuszone kartkami i kontuzjami, ale czy na pewno musiał tak bardzo osłabić drużynę na mecz z Lechią? Czy w meczach grupowych będzie wystawiał najlepszych zawodników a w meczach ligowych też będzie wystawiał drugą drużynę, tłumacząc że to „szeroka” kadra?

Urban zachowuje się tak, jak Robert Maaskant, gdy walczył z Wisłą o Ligę Mistrzów, gdy w lidze i kwalifikacjach Champions League grały dwie zupełnie inne drużyny. W dalszej kolejności pojawia się pytanie, czy Legia skoncentruje się na fazie grupowej Ligi Europy i poświęci ekstraklasę, jak w sezonie 2010/2011 zrobił „Kolejorz”?

Abstrahując od ewentualnego awansu do Ligi Mistrzów, to jeśli trener Legii nie wyciągnie wniosków z przykładów innych polskich klubów i nie zaprzestanie szaleńczego rotowania składem, to widok cieszących się rywali na stadionie przy Łazienkowskiej, przestanie być rzadkością:

2013.08.24_Legia_-_Lechia_Gdańsk

 

Źródło: własne.

sobota, 24 sierpnia 2013
Bogatemu wolno wszystko – sylwetka Gigi Becaliego

Właścicielem rywala Legii w walce o Ligę Mistrzów Steauy Bukareszt jest George Becali, powszechnie znany w Rumunii jako Gigi Becali – kontrowersyjny rumuński polityk i biznesmen, aktualnie przesiadujący za kratkami. 

 

Milioner 

Becali został milionerem w drodze podejrzanej wymiany gruntów z armią rumuńską. W zamian za swoje ziemie otrzymał grunty znacznie droższe, które zrobiły z niego jednego z najbogatszych ludzi w Rumunii. W 2008 r. ogłosił, że zamierza otworzyć własną sieć banków „Becali Bank” przeznaczoną dla milionerów, ale Rada Banku Narodowego Rumunii nie wyraziła na to zgody. Do 2009 r. zajmował trzecie miejsce na liście najbogatszych ludzi w Rumunii z majątkiem szacowanym na pół miliarda euro.

Polityk

Nie bez znaczenia na przyszłość Becaliego, jego zachowania i poglądy polityczne miało dzieciństwo. Rodzina Becaliego została bowiem deportowana przez komunistyczne władze z miejscowości Zagna do Bărăgan. Powodem były powiązania rodziny z przedwojenną faszystowską Żelazną Gwardią - „faszystowskiej organizacji politycznej z lat 30. i 40. XX w., nie stroniącej od kontaktów z NSDAP i faszystami włoskimi” (cyt. za weszlo.com).

Jego poglądy polityczne są skrajnie nacjonalistyczne, czego konsekwencją są konserwatywne poglądy prawosławnego chrześcijanina wyrażające się m.in. w sprzeciwie wobec mniejszości seksualnych i komentarzach dyskryminujących kobiety. Jego wypowiedzi są uznawane za agresywne i ksenofobiczne. Zdarzyło mu się także kilka wypowiedzi antysemickich. Nie może, więc dziwić, że w 2006 r. został nagrodzony tytułem najbardziej homofobicznej osobowości w Rumunii. W marcu 2012 r. Becali zapowiedział, że planuje po zakończeniu sezonu 2011/2012 pozbyć się wszystkich zagranicznych piłkarzy i zbudować drużynę opartą tylko na Rumunach. Becali przypomniał, że w 1986 r. w barwach Steauy, która sięgnęła po Puchar Europy, nie było obcokrajowców. Dodał też, że nie podąży tą drogą, co CFR Cluj, w kadrze którego znajdowało się wówczas 18-19 obcokrajowców. Co do drużyny z Klużu, to w 2009 r. stwierdził, że zespół ten finansowany jest przez „węgierskich masonów”, a dokładniej przez Arpada Paszkany'ego, przedstawiciela licznej mniejszości węgierskiej w Transylwanii. Motywując rywali CFR Cluj w 2008 r., Becali mówił, że „Nie można dopuścić do tego, by Węgrze zdobyli mistrzostwo” (cyt. za „Przegląd Sportowy”) w ten sposób nawiązał do faktu, że w Klużu mieszka liczna mniejszość węgierska.

Becali uważa się za człowieka wielkiej wiary, co objawia się m.in. w nazwie jego partii politycznej – „Nowa Generacja – Partia Chrześcijańsko-Demokratyczna”. Co ciekawe w jego biurze podobno wisi obraz inspirowany „Ostatnią Wieczerzą” Leonardo da Vinciego, ale zamiast Jezusa występuje na nim Becali w otoczeniu jedenastu piłkarzy. Plotka głosi, że Gigi zlecił namalowanie tego obrazu w 2005 r., ale on utrzymuje, że otrzymał go od jednego z wielbicieli.

Oprócz wspomnianej działalności parlamentarnej kandydował w wyborach prezydenckich i do Parlamentu Europejskiego. W 2004 r. w wyborach prezydenckich uzyskał 1,77% oddanych głosów, natomiast w 2009 r. – 1,91%. W międzyczasie został wybrany do Parlamentu Europejskiego (czerwiec 2009 r.).

Niezrównoważony

Obraża parlamentarzystów i najważniejsze osobowości w państwie, jak premier, czy prezes narodowego banku Rumunii. Nie dość, że sam używa obelg, to przyzwala na ich używanie przez kibiców i pracowników Steauy wobec Romów i innych mniejszości narodowych, a zwłaszcza węgierskiej. W swoich zachowaniach nie oszczędza też dziennikarzy. Obraża ich i grozi im. W 2001 r. jego ochroniarze użyli siły fizycznej wobec satyryka prowadzącego program piłkarski. Taka sama sytuacja powtórzyła się w 2006 r. po meczu Steauy wobec reporterki telewizyjnej. W kwietniu 2009 r. został aresztowany na 29 dni za znęcanie się nad złodziejami jego auta (według innych źródeł było to 15 dni aresztu). Ochroniarze Becaliego schwytali złodziei a następnie razem z Becalim zamknęli w bagażniku na kilka godzin i straszyli bronią. Jego porywczy charakter objawił się także w 2008 r., gdy przegrał pieniądze w kasynie. Przyznał, że stracił panowanie nad sobą i zaczął rzucać krzesłami w stronę okien.

Gigi_Becali_(1)

Źródło: skyscrapercity.com.

Steaua Bukareszt

W okresie dzieciństwa i dorastania Becali dopingował Concordię Chiajana (niektórzy uważają, że kibicował Dinamu Bukareszt. Do akcjonariuszy Steauy Bukareszt dołączył pod koniec 1990 r. i od tamtej pory rozpoczął proces zwiększania swoich udziałów. Większość (dokładnie 51%) uzyskał 6 lutego 2003 r., a pod koniec roku kupił kolejne 15%.

Od chwili, gdy Becali został większościowym udziałowcem Steuay, klub z Bukaresztu wywalczył zaledwie trzy tytuły mistrzowskie (2005, 2006, 2013), Puchar Rumunii (2011), dwa Superpuchary Rumunii (2006, 2013) i półfinał Pucharu UEFA (2006). W tym okresie tytuły mistrzowskie zdobywało jeszcze pięć (!) innych klubów – Dynamo i Rapid Bukareszt, CFR Cluj, Otelul Galati i nieistniejąca już Unirea Urziceni. Po dominacji z lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych pozostały już tylko wspomnienia i niezadowolenie kibiców zarzucających Becaliemu, że jedyne do czego jest mu potrzebny klub to zarabianie pieniędzy.

Becali ma w klubie władzę absolutną. Decyduje o trenerach, więc zatrudnia ich i zwalnia w zależności od własnego „widzi mi się”. Wprawdzie Becaliemu dużo brakuje do absolutnego wirtuoza pod tym względem, czyli nieżyjącego już prezesa Atletico Madryt – Jesusa Gila, to jednak niewykluczone, że Becali będzie „gonił” swojego mistrza.

Bardzo często, niezadowolony z wyników, Becali wbrew kontraktom, obniża zawodnikom pensje i straszy ławką, transferami albo odsunięciem od drużyny. Jak przyszedł gorszy okres dla interesów, to Gigi wprowadził nowe, niekorzystne dla piłkarzy, zasady premiowania. Nikt jednak nie będzie na tyle odważny, aby sprzeciwić się Becaliemu, bo przy jego władz absolutnej, będzie to niczym samobójstwo. „Zdecydowanie lepiej nie podpadać Becaliemu - niegdyś swojego piłkarza, Tiago Gomesa oferował innym klubom obiecując, że dopłaci 100 tys. euro, byleby tylko jak najprędzej odszedł z klubu. Jeśli nie zdołałeś ułożyć sobie z nim stosunków, nie miałeś czego szukać w Bukareszcie.” (cyt. za weszlo.com).

Nie daleko pada jabłko od jabłoni

Skoro właściciel klubu zachowuje się w sposób szalony, to nie ma się czemu dziwić, że podobnie zachowują się piłkarze tego klubu. W październiku 2011 roku w meczu ligi rumuńskiej Petrolul Ploiesti – Steaua Bukareszt na boisko wbiegł kibol, który uderzył obrońcę gości George Galamaza. Piłkarz doznał złamania kości jarzmowej. Po chwili dwaj inni piłkarze Steauy (Razvan Marian Stanca oraz Novak Martinović) powalili kibola na ziemię i zaczęli bić, dopóki ochroniarze nie odciągnęli ich z miejsca bójki. Obaj piłkarze otrzymali czerwone kartki.

Korupcja

W 2008 roku, przed meczem Cluj z Gloria Buzau postanowił zmotywować tych drugich. - Za remis w meczu z Cluj każdemu piłkarzy Glorii dam 5 tysięcy euro, za zwycięstwo drugie tyle. I tu wcale nie chodzi o pieniądze, a o honor i godność – zapowiedział. W tym samym sezonie wysłał do Cluj czterech ludzi z walizką wypchaną pieniędzmi. Mieli je otrzymać piłkarze Universatea Cluj, gdyby zatrzymali drużynę CFR. Sprawą zainteresowała się nawet DNA (rumuński urząd antykorupcyjny). Oczywiście Becali miał gotową, jak zwykle bezczelną, odpowiedź. - Tak, mieli przy sobie 1,7 miliona euro. Wysłałem ich do Cluj po czekoladki i cukierki. To są moje pieniądze i mogę za nie kupować to na co mam ochotę. Aby uznać mnie winnym DNA musi udowodnić, że te pieniądze były przeznaczone dla piłkarzy i trenerów Universatea – stwierdził. Warto zaznaczyć, że we wspomnianym sezonie CFR sięgnęło jednak po tytuł.” (cyt. za: onet.pl).

Gigi_Becali_(2)

Źródło: adevarul.ro.

Polacy

Dwaj polscy piłkarze w barwach Steauy szybko przekonali się, że u Becaliego granica między miłością a nienawiścią jest cienka. Paweł Golański najpierw był chwalony, a Becali podkreślając klasę piłkarza i jego znaczenie dla klubu mówił, że „Golański nie jest na sprzedaż”. Gdy jednak kłopoty finansowe sprawiły, że klub w 2009 r. zaproponował polskiemu obrońcy obniżenie kontraktu, a ten nie przystał na taką propozycję, Beceli przystąpił do bezpardonowego ataku. Dotychczasowe zasługi nie miały żadnego znaczenia. „Przez trzy lata Golański miał tylko skurcze – komentował na łamach dziennika gazeta Sporturilor. – Zainwestowałem w niego sporo pieniędzy, a on gra tylko wtedy, kiedy chce.” (cyt. za: kadra.pl). A jeszcze jesienią 2007 r. Golański mówił o Becalim dla „Przeglądu Sportowego”: „Naprawdę te jego sławne wybuchy złości, poniewieranie trenerami i tak dalej, zostały wyolbrzymione. To człowiek, który owszem, jest stanowczy, ale bez przesady (…) Ja go rozumiem, bo inwestuje własne pieniądze i ma prawo powiedzieć co myśli”…

Z Becalim nie miał łatwo także Rafał Grzelak. Po jednym z meczów „były zawodnik m. in. Boavisty Porto dziękował kibicom za pomocą braw za doping, tymczasem Becali uznał to za gest poparcia piłkarza dla protestów wymierzonych w najważniejszą osobę w stołecznym klubie. Wyjaśnienia Grzelaka, sympatyków, a nawet dziennikarzy nie zmieniły decyzji włodarza” (cyt. za: kadra.pl). Grzelak został zesłany do drużyny rezerw, a Becali uzasadniał swoją decyzję podejrzeniami o sprzyjanie Grzelaka kibicom sprzeciwiającym się jego rządom. „Grzelak będzie grał w rezerwach Steauy, ponieważ bił brawa chuliganom - oznajmił w wywiadzie dla Telesport włodarz stołecznego klubu.” (cyt. za: goal.pl). Grzelak ostatecznie opuścił Bukareszt, bo Becali stwierdził, że: „nikt na świecie nie widział piłkarza, grającego z numerem 10, który byłby łysy” (sport.pl).

Becaliemu naraził się także we wrześniu 2010 r. sędzia Marcin Borski, który prowadził mecz Ligi Europejskiej Steaua – Napoli. Steaua po kwadransie prowadziła 3:0, ale w 31 min. sędzia wyrzucił z boiska piłkarza gospodarzy – Pantelisa Kapetanosa za faul na Fabiano Santacroce. Napoli strzeliło dwa gole, a w doliczonym czasie gry „dokładnie 6 minut i 58 sekund po upływie regulaminowego czasu gry Edison Cavani trafił bowiem do siatki, co dało Napoli remis 3:3. Wtedy piłkarze i fani Steauy wpadli w szał. Zawodnicy otoczyli arbitra, zaczęli go wyzywać i popychać. Z kolei fani rzucali w jego kierunku różnymi przedmiotami. Na szczęście Polakowi pomogli policjanci, bez których eskorty mógł czekać go lincz. - Jesteśmy moralnymi zwycięzcami meczu - grzmiał oburzony właściciel Steauy Gigi Becali.” (cyt. za: przegladsportowy.pl).

Drugi już sezon w kadrze Steauy znajduje się Łukasz Szukała, ale póki co, nie dostąpił „zaszczytu”, aby na jego temat wypowiadał się właściciel klubu.

Agenci i transfery

Dwaj kuzyni George – Victor Becali i Ioan Becali są znanymi w Rumunii agentami piłkarskimi, którzy prowadzili interesy takich piłkarzy jak np. Cristian Chivu, Stefan Radu, Cristian Sapunaru, Mirei Radoi, Dorin Goian, Bogdan Lobont, czy Daniel Pancu. Wprawdzie obaj współpracowali przede wszystkim z Dinamem Bukareszt, to jednak “Gigi” nie zapomina o nich. Wzgląd na interesy kuzynów sprawił, że Becali otwarcie krytykuje legendarnego już trenera Szachtara Doniec – Mirceę Lucescu zarzucając mu zarozumiałość i przesadną pewność siebie. „-Rodzina Becalich nie może darować mu, że odkąd jest trenerem Szachtara, skończył z transferami Rumunów i oni nie mogą zarabiać prowizji – powiedział mediom znajomy rodziny. W latach 2002-03, a więc tuż przed przyjściem Lucescu, Szachtar sprowadził aż sześciu Rumunów. Za jego kadencji trafił tam jedynie Cosmin Barcaun, który grał mało i był ciągle wypożyczany. Ze starego zaciągu do dziś gra tam tylko Rat. Wcześniej Lucesu chętnie otaczał się rodakami.” (cyt. za: Magazyn Sportowy). Becali chcąc zarobić na transferze Radoi obiecał podobno ówczesnemu trenerowi kadry Victorowi Piturce pół miliona euro prowizji od jego zagranicznego transferu.

W tym sezonie pokazał swoją władzę, gdy zablokował transfer utalentowanego 24-letniego obrońcy Vlada Chirichesa. Wydaje się jednak, że menadżer klubu Mihai Stoica przekona Becaliego, że oferty Tottenhamu opiewającej na 7 mln funtów nie warto odrzucać.

Więzienie

Obecnie Becali przebywa w więzieniu. Niedawno został skazany na trzy i pół roku pozbawienia wolności. „To efekt kilku procesów, z których najważniejsze to nadużycia przy zakupie ziemi od państwa pod koniec lat 90-tych, korupcja (Becali ustawiał mecze rywali Steauy), a także udział w porwaniu (biznesmen kazał ochroniarzom znaleźć i przywieźć do siebie złodziei, którzy wcześniej ukradli jego limuzynę, jednego z nich kazał postrzelić). Skazano go na bezwzględne więzienie.” (cyt. za sport.pl). Podczas meczu Legii w Bukareszcie Becali został „pozdrowiony” przez kibiców Legii transparentem o treści: „Gigi Becali – trzymaj się! (…)”.

Gigi_Becali_(3)

Źródło: 9am.ro.

Podsumowanie

Becali należy do coraz szerszego grona bogaczy, którzy zaczynają zabawę w futbol i wydaje im się, że klub piłkarski można prowadzić tak samo jak przedsiębiorstwo. Jak mylne jest takie podejście pokazuje przykład nie tylko Becaliego, czy wspomnianego już Gila, ale patrząc na polskie podwórko – Józefa Wojciechowskiego, czy swego czasu Zbigniewa Drzymały. Każdy z nich wprowadzał własne zasady i starał się ingerować w skład drużyny i decyzje personalne, ale żaden nie był tak porywczy, ekscentryczny i agresywny, jak Becali. Gigi jest takim człowiekiem, że jak długo będzie w futbolu, tak długo będzie zachowywał się, jak dziecko w piaskownicy. Dlaczego? Bo bogatemu wolno (prawie) wszystko… zainwestować w futbol także…

 

Źródła:

1) Źródła własne.

2) Źródła internetowe: kadra.pl, goal.pl, sport.pl, przegladsportowy.pl, transfermarkt.de, footballblog.pl, en.wikipedia.org, weszlo.com, onet.pl, rp.pl, legionisci.com, skyscrapercity.com, adevarul.ro, 9am.ro.

3) Źródła pisane: „Rzeczpospolita”. „Człowiek, który rozpracował Barcelonę” w Magazynie Sportowym. „Golańskiemu nie płacą na czas” w Przeglądzie Sportowym z dnia 16 stycznia 2009 r. „Pech musi się skończyć” (w:) „Tempo. Magazyn Sportowy” - dodatek do „Przeglądu Sportowego” z dnia 2 listopada 2007 r., s. 14. „Odnowiciel Europy” w „Przeglądzie Sportowym” z dnia 3 lipca 2007 r., s. 6. „Na Golańskiego czeka aż dwieście tysięcy euro” w „Przeglądzie Sportowym” z dnia 4 kwietnia 2008 r., s. 16.

| < Grudzień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
Tagi