Wpisy z tagiem: Korona Kielce

wtorek, 11 listopada 2014
Sto goli Marka Saganowskiego

W niedzielę 24 sierpnia 2014 r. w meczu VI kolejki T-Mobile Ekstraklasy 2014/2015 Legia Warszawa grająca w mocno zaskakującym i odmłodzonym składzie pokonała Koronę Kielce 2:0 (0:0). Drugiego gola dla Legii zdobył Marek Saganowski i była to jego setna bramka w polskiej lidze.

W 76 min. spotkania Orlando Sa zdecydował się na silny strzał zza pola karnego, z około dwudziestu metrów. Bramkarz gości odbił piłkę, ale dobiegł do niej Saganowski i mocnym strzałem z ostrego kąta z pięciu metrów skierował piłkę pod poprzeczkę bramki strzeżonej przez Vytautasa Cerniauskasa. Saganowski wszedł na boisko ledwie pięć minut wcześniej, ale jak widać szybko znalazł sposób, żeby na dłużej zapamiętać ten mecz.

Saganowski_po_zdobyciu_setnego_gola_w_lidze

Orlando Sa gratuluje Markowi Saganowskiemu zdobycia setnej bramki w polskiej lidze.

Źródło: przegladsportowy.pl.

„Sagan” trzykrotnie stoczył heroiczną walkę o powrót na boisko (tutaj), dlatego w zeszłym sezonie, gdy Paweł Brożek strzelił swoją setną bramkę podkreślał, że kibicuje Saganowskiemu, bo jemu sto goli po prostu się należy. „Sagan” dokonał tego w meczu z Koroną, choć szanse miał już wcześniej, ale liczy się efekt, a jest on taki, że napastnik zdobył sto goli w barwach Legii Warszawa (58 goli), ŁKS Łódź (36), Orlenu Płock (4) i Odry Wodzisław Śląski (2). Co ciekawe, Saganowski nigdy nie strzelił w lidze gola grając przeciwko Legii albo ŁKS!

Sto_goli_Marka_Saganowskiego

Źródło: ekstraklasa.org.

Saganowski debiutował w polskiej lidze 20 maja 1995 r., a pierwsze dwa gole zdobył 14 października 1995 r. w meczu z Pogonią Szczecin. 17-letni wówczas Saganowski pokonał Radosława Majdana. Setną bramkę zdobył w 280 występie w ekstraklasie.

„Sagan” został trzydziestym piłkarzem, który strzelił co najmniej 100 goli w polskiej lidze. Najwięcej goli mają Ernest Pohl 186 (Legia Warszawa 42, Górnik Zabrze 143), Lucjan Brychczy 182 (Legia Warszawa) i Tomasz Frankowski 168 (Jagiellonia Białystok 53, Wisła Kraków 115). Zresztą Frankowski zakończył karierę po sezonie 2012/2013, choć wydaje się, że rekord był w jego zasięgu. Inni piłkarze, który w ostatnich dwóch dekadach znaleźli się w tym elitarnym gronie, to Jerzy Podbrożny – 122 (aktualnie 11. miejsce), Maciej Żurawski – 121 (12.), Piotr Reiss – 109 (17.), Paweł Brożek – 106 (20.), Marek Koniarek – 104 (23.) i Mariusz Śrutwa – 103 (25.). Jedynymi, którzy jeszcze grają są właśnie Brożek, który pod koniec ubiegłego sezonu zdobył setną bramkę i trafia dalej i oczywiście Saganowski. Spośród zawodników, którzy w ostatnich kilkunastu latach kończyli kariery blisko przełamania magicznej granicy byli m.in.: Tomasz Wieszczycki (99 goli!), Piotr Włodarczyk (92) i Cezary Kucharski (90).

Na następnego zawodnika, który dołączy do „Klubu stu” przyjdzie nam poczekać naprawdę długo, z dwóch powodów. Po pierwsze dlatego, że w ekstraklasie brakuje piłkarzy z dużo liczbą goli. Przed rozpoczęciem sezonu zaledwie sześciu z nich mogło się pochwalić dorobkiem większym niż czterdzieści goli! Poza tym ten, który ma najwięcej – 70 goli, czyli Marek Zieńczuk ma bliżej do końca kariery niż do zdobycia kolejnych 30 bramek. Pozostałymi zawodnikami, którzy zdobyli minimu czterdzieści goli są: Bartosz Ślusarski – 57, Marcin Robak – 52, Dawid Nowak – 49, Miroslav Radović – 48 i Sebastian Mila – 42. Po drugie, na kolejnego strzelca stu goli w polskiej lidze będziemy długo czekali, ponieważ każdy młody, zdolny i dopiero zapowiadający się na dobrego piłkarza opuszcza Polskę i wyjeżdża za granicę. Wystarczy przypomnieć Roberta Lewandowskiego, czy Łukasza Teodorczyka. Po trzecie, w Polsce najzwyczajniej brakuje napastników i choć każdy dzieciak marzy, żeby strzelać gole to poważnymi strzelcami w ekstraklasie się raczej obcokrajowcy. Pokolenie polskich napastników zbliża się do końca kariery i można zastanowić się, czy do „Klubu Stu” nie będą dobijali się obcokrajowcy, choć to też byłoby sprzeczne z ogólną tendencją, że jak obcokrajowiec gra w Polsce ponad przeciętność to wyjeżdża za granicę.

Warto jeszcze zauważyć, że Saganowski został szóstym członkiem „Klubu 100”, który wszedł do tego elitarnego grona, nie zdobywając korony króla strzelców! Pozostałymi piłkarzami w takiej sytuacji są Władysław Król, Andrzej Szarmach, Eugeniusz Faber, Eugeniusz Lerech i Józef Nawrot. W swoim najlepszym sezonie 2002/2003 Saganowski zdobył 17 bramek (w 24 występach), ale wyprzedzili go Maciej Żurawski (20) i Ireneusz Jeleń (18). „Sagan” podkreślił, że najładniejszą bramkę zdobył w 2003 r. w derbach przy Konwiktorskiej, a najważniejszą całkiem niedawno – w kwietniu tego roku w meczu z Zawiszą Bydgoszcz, gdy wrócił po kontuzji.

Sto_ciastek_drożdżowych_dla_Saganowskiego

Marek Saganowski z okazjonalną nagrodą od kolegów z drużyny.

Źródło: sport.pl.

Saganowski zadedykował setnego gola żonie i synom, ale koledzy z drużyny nie zapomnieli o nim i dostał od nich w nagrodę sto kawałków ciasta drożdżowego.  Cieniem na jego wyczyn kładzie się sposób świętowania, w którym piłkarz (chyba nietrzeźwy) kpił z Ice Bucket Challenge. Inna sprawa, czy Jakub Rzeźniczak powinien umieszczać w sieci filmik z takiego świętowania. „Saganowi” można jednak wybaczyć, bo jest u schyłku kariery, choć z drugiej strony dobrego przykładu młodzieży, to on nie daje.

W każdym razie – „Sagan”, gratulacje!

 

Którym klubom Marek Saganowski strzelał gole?

13 - Zagłębie Lubin,

11 - Widzew Łódź,

8 - Polonia Warszawa,

7 - GKS Katowice,

5 - Pogoń Szczecin, Górnik Zabrze

4 - Petrochemia/Orlen Płock, Groclin Dyskobolia, Śląsk Wrocław, Ruch Chorzów,

3 - Lech Poznań, Podbeskidzie, Odra Wodzisław, Stomil Olsztyn,

2 - Lechia Gdańsk, KSZO Ostrowiec Św., Ruch Radzionków, Amica Wronki, Górnik Łęczna, Cracovia, GKS Bełchatów, Korona Kielce.

1 - Stal Mielec, Raków Częstochowa, Świt Nowy Dwór Maz., Górnik Polkowice, Jagiellonia Białystok, Zawisza Bydgoszcz, Wisła Kraków.

 

W ilu meczach Marek Saganowski strzelił 100 goli?

80 meczów

3 gole - 4 razy

2 gole - 12 razy

1 gol - 64 razy

Statystyki na podstawie: przegladsportowy.pl.

 

Źródła: własne, 90minut.pl, ekstraklasa.tv, przegladsportowy.pl, ekstraklasa.org, sportowefakty.pl, sport.pl. „Skarb Kibica. Ekstraklasa. Jesień 2013/2014” – dodatek do „Przegląd Sportowego” z dnia 19 lipca 2013 r. „Skarb Kibica. T-Mobile Ekstraklasa. Jesień 2014/2015” – dodatek do „Przegląd Sportowego” z dnia 18 lipca 2014 r. Mogę wypić setkę – wywiad red. R. Błońskiego z Markiem Saganowskim, „Przegląd Sportowy” z dnia 25 sierpnia 2014 r., s. 3.

niedziela, 16 lutego 2014
Rządy „Leśnego” rozpoczęte w racowskim stylu!

W piątek 14 lutego 2014 r. odbyła się wiosenna inauguracja rundy wiosennej piłkarskiej ekstraklasy. Warszawska Legia pokonała Koronę Kielce 1:0 (0:0), ale nijaka gra gospodarzy znalazła się w cieniu kolejnego racowiska przy Łazienkowskiej.

Prezes Legii Bogusław Leśnodorski zasłynął tym, że wspiera, broni i tłumaczy kibiców swojego klubu. Tak było, gdy UEFA zamknęła trybunę północną na mecz ze Steauą, a „Leśny” umożliwił kibicom przeniesienie się na trybunę południową i urządzenie wielkiego racowiska. Tak było również, gdy w grudniu wojewoda mazowiecki zamknął cały stadion na mecz z Ruchem. Prezes, mimo że jest prawnikiem, stał się rzecznikiem kibiców i odpalania rac. Sam rozważał odpalenie jej w strefie VIP na stadionie Legii.

2014.02.14_Legia_-_Korona_racowisko_(1)

Od niedawna jest właścicielem mniejszościowym klubu, więc wydaje się, że chyba nic się nie zmieniło. Zatroskana mina podczas odpalenia rac wskazywała na zdziwienie Leśnodorskiego. Czyżby kibice naruszyli jakieś porozumienie między nimi?

Dariusz Mioduski powiedział, że jego celem jest doprowadzenie do wsparcia klubu przez specjalistów „i żeby wszyscy się identyfikowali się z klubem, z przyjętą wizją i strategią rozwoju” (cyt. za „Metro”). Ciekawe jaką wizję i strategię rozwoju przewidzieli nowi właściciele, a zwłaszcza Leśnodorski, który poszedł na dalekie ustępstwa w stosunku do kibiców.

2014.02.14_Legia_-_Korona_racowisko_(2)

Niektórzy uważają, że z kibicami się negocjuje i nie wchodzi w żadne układy. Niektórzy utożsamiają kibiców z przestępcami i bandytami, którzy w relacjach z władzami klubu nie trzymają się żadnych zasad. Prezes i współwłaściciel podążył tą drogą i za chwilę okaże się, że Legia w tym sezonie po raz trzeci zagra bez udziału kibiców! Trudno spodziewać się, aby wojewoda mazowiecki podjął inną decyzję niż zamknięcie stadionu na mecz z Jagiellonią. Wojewoda musi być konsekwentny, a prezes Leśnodorski nie może być zdziwiony.

Oczywiście, władze klubu mogą sobie pozwolić na rozgrywanie meczów przy pustych trybunach. Ich prawo, w myśl zasady „kto zabroni bogatemu?”. Problem jednak w tym, że klub sprzedał kilka tysięcy karnetów. W regulaminie (już jakiś czas temu) klub zastrzegł, że de facto nie można dochodzić odszkodowania za mecze, na których stadion był zamknięty decyzją administracyjną. I trochę klub zachowuje się, jak małe dziecko. Bo z jednej strony chce robić biznes, a z drugiej chce się bawić i nie ponosić żadnych konsekwencji.

2014.02.14_Legia_-_Korona_racowisko_(3)

W piątek na skutek odpalenia rac i fajerwerków przez kibiców spotkanie z Koroną zostało opóźnione o pięć minut. Sztuczne ognie wzbijały się wysoko w powietrze, ale część z nich odbijała się od dachu i spadała w trybuny. To chyba cud, że nikomu nic się nie stało, a dach stadionu nie uległ zapaleniu.

Jak zwykle nasuwa się pytanie jak kibice wnieśli taką liczbę rac i fajerwerków na stadion. Przy wydatnym udziale klubu, czy może przez słabą ochronę? Prezes Leśnodorski po raz kolejny nie uniknie trudnych pytań i będzie tłumaczył, że race nadają kolorytu, tyle tylko, że ten koloryt będzie dużo kosztował.

 

Źródło: własne. Ł. Cegliński i B. Kubiak, Legia ma nowych właścicieli, „Metro” z dnia 10-12 stycznia 2014, s. 13.

wtorek, 05 czerwca 2012
Legia wygrała z Koroną, ale kibice znowu podymili

W rozegranym w niedzielę 6 maja 2012 r. meczy ostatniej kolejki T-Mobile Ekstraklasy warszawska Legia pokonała u siebie Koronę Kielce 1:0 (0:0) po golu Rafała Wolskiego z rzutu wolnego. Legia zajęła 3. miejsce w sezonie 2011/2012, ale frajerski sposób w jaki przegrała mistrzostwo spowodował, że kibice przez cały mecz lżyli i wyzywali swoich (?) piłkarzy.

Haniebna porażka z Lechią Gdańsk (0:1) sprawiła, że Legia praktycznie straciła szanse na mistrzostwo Polski, a jednoczesnie spadła na czwarte miejsce w ligowej tabeli. Nic więc dziwnego, że zamiast kompletu publiczności, kibice rzucili się do kas, żeby… zwracać bilety! Niezależnie od tego mecz z Koroną obserwowało nieco ponad 24 tys. widzów, co stanowi bardzo dobrą frekwencję. Sęk jednak w tym, że większość kibiców nie przyszła na mecz z krwisto-złotymi, bo wierzyła w mistrzostwo, ale po to, żeby wygwizdać i nawyzywać swoich piłkarzy.

2012.05.06_Legia_-_Korona_Kielce_(1)

2012.05.06_Legia_-_Korona_Kielce_(2)

Gdy takie flagi pojawiają się na Legii, to nie wróży niczego dobrego.

Wychodzących na przedmeczową rozgrzewkę piłkarzy Legii, zgodnie z oczekiwaniami, przywitały gwizdy. To był dopiero początek. Później, gdy obie drużyny wyszły na boisko zamiast tradycyjnej przyśpiewki „Mistrzem Polski jest Legia” gwizdano, a następnie śpiewano „Legia to my”. Gdy sędzia Paweł Gil gwizdnął po raz pierwszy, kibice Legii doprowadzili do przerwania spotkania rzucając na boisko race, petardy i inne środki pirotechniczne. Przerwa w grze trwała osiem minut.

2012.05.06_Legia_-_Korona_Kielce_(3)

2012.05.06_Legia_-_Korona_Kielce_(4)

2012.05.06_Legia_-_Korona_Kielce_(5)

Po wznowieniu gry trybuny śpiewały: jakże trafne - „Po co wy gracie, jak wy ambicji nie macie?”, „W Gdańsku nam pokazaliście, jak o mistrza walczyliście”, „Gdzie jest mistrzostwo, frajerzy gdzie jest mistrzostwo?” a także „Zejdźcie z boiska, nie róbcie z nas pośmiewiska”. Oprócz tego śpiewano: „Piłkarzyki – pajacyki”, „ITI sp…..laj” i „Nie umiecie kopać piłki, lepiej wpuśćcie Młode Wilki”. Wyzwiska dotknęły kilku pracowników kluby – Leszka Miklasa, Pawła Kosmali, Marka Jóźwiaka, Mariusza Waltera, Bogusława Błędowskiego i Jarosława Ostrowskiego. Jak zwykle oszczędzano trenera Macieja Skorżę, chyba za to, że po uderzeniu Jakuba Rzeźniczaka przez Piotra S., ps. „Staruch”, nie stanął w obronie piłkarza, tylko starał się załagodzić konflikt…

Co do Skorży, to dopiero po przegranym mistrzostwie postanowił przemeblować skład. Na ławce usiedli (zawodzący w ostatnich meczach): Ivica Vrdoljak, Jakub Wawrzyniak, Miroslav Radović i Inaki Astiz, a poza kadrą meczową znaleźli się Nacho Novo i Ismael Blanco.

Wracając natomiast do najważniejszego, tylko meczu na boisku, a nie na trybunach, to pierwszą groźną okazję przeprowadzili goście. W 18. minucie Maciej Korzym strzelał głową z linii pięciu metrów, ale Dušan Kuciak wybił piłkę na rzut różny. Pięć minut później Danijel Ljuboja dośrodkował w pole karne, ale Artur Jędrzejczyk niecelnie strzelił głową. W 28. minucie rzut wolny z ponad dwudziestu pięciu metrów wykonywał Ljuboja, ale piłka po jego strzał minął światło bramki o dobrych kilka metrów. Fatalne rozegranie stałego fragmentu gry spowodowało, że Ljuboja usłyszał potężną porcję (jakże zasłużonych) gwizdów. Po upływie trzech minut Ljuboja chyba próbował lobowac bramkarza gości, ale ten pewnie chwycił piłkę, bo zamiar był dobry, ale wykonanie już dużo gorsze.

2012.05.06_Legia_-_Korona_Kielce_(6)

2012.05.06_Legia_-_Korona_Kielce_(7)

Ljuboja fatalnie wykonywał rzuty wolne.

W 37. minucie po przypadkowym zagraniu ręką przez środkowego obrońcę gości - Tadasa Kijanskasa, rzut wolny z dwudziestu metrów wykonywał Ljuboja, ale piłka po jego uderzeniu zatrzymała się na murze a dobitka trafiła w jednego z obrońców gości. Cztery minuty później na (wydawało się) strzał rozpaczy z ponad czterdziestu metrów zdecydował się Piotr Malarczyk, a tymczasem Kuciak miał sporo problemów z odbiciem tej piłki.

W pierwszej minucie doliczonego czasu gry Legia przeprowadziła akcję, po której powinna prowadzić w tym meczu. Rafał Wolski wpadł w pole karne Korony i po starciu z jednym z obrońców upadł, ale gwizdek sędziego Gila (chyba niesłusznie) milczał. Wolski wstał więc, ograł pięciu piłkarzy Korony i podał do niekrytego Michała Kucharczyka, który zamiast strzelać – przyjął piłkę, czym dał czas Zbigniewowi Małkowskiemu na wybiegnięcie z bramki. Gdy Kucharczyk strzelał, Małkowski skrócił kąt strzału i piłka po jego nogach trafiła w słupek.  a piłka po nogach Mielcarza odbiła się od słupka. Nabiegający Malarczyk był naciskany przez Ljuboję, więc wślizgiem próbował wybić piłkę, a tymczasem trafił piłką w słupek tak, że piłka po chwili wpadła wprost w ręce Małkowskiego. Nieskuteczność i nieudolność piłkarzy gospodarzy spowodowała, że gwizdy nasiliły się jeszcze bardziej. W trzeciej minucie doliczonego czasy gry Tomasz Lisowski podał do Artura Lenartowskiego, który mimo asysty obrońcy strzelił z osiemnastu metrów, ale wprost w Kuciaka, który nie miał żadnych problemów ze złapaniem piłki.

W drugiej połowie na boisko zostały rzucone dwie race i jedna naprawdę duża i głośna petarda, która nie wystraszyła Małkowskiego. Bramkarz gości, w przeciwieństwie do Tomasza Brzyskiego w meczu derbowym nie symulował i pokazał sędziemu, że wszystko jest w porządku. Kibice gospodarzy śpiewali m.in. „Zapier... albo wypier...” i „Łubu dubu, łubu dubu, wypier...ć z tego klubu... wypier...ć”.

2012.05.06_Legia_-_Korona_Kielce_(8)

Kibice Korony też podymili…

Druga odsłona meczu, podobnie jak pierwsza rozpoczęła się od znakomitej akcji gości. W 50. minucie Aleksandar Vuković doskonale podał do Macieja Korzyma, który okazał się szybszy od Jakuba Wawrzyniaka, ale za mocno przyjął piłkę, która mu uciekła, a w polu karnym nogami wybił ją Kuciak uprzedzając Korzyma.

W 64. minucie Legia strzeliła jedynego gola w tym meczu. Legia miała wykonywać rzut wolny a do piłki ustawionej na siedemnastym metrze podszedł Ljuboja, ale młodziutki Rafał Wolski poprosił starszego kolegę o możliwość wykonania stałego fragmentu gry, a przynajmniej tak relacjonowały tę sytuację niektóre media. Wolski doskonale uderzył piłkę nad murem, a Małkowski nie zdążył z interwencją. W innym meczu należałoby napisać „stadion oszalał”, ale w tym radość przeplatała się z gwizdami, a po chwili z ironicznym śpiewem „Hej Legio, teraz za późno”.

2012.05.06_Legia_-_Korona_Kielce_(9)

Rafał Wolski za chwilę zdobędzie jedyną bramkę w tym meczu.

Dopiero w ostatnim kwadransie Legia zagrała tak, jak miała grać przez cały sezon, czyli niemalże bez przerwy atakując. W 78. minucie rzut wolny spod linii bocznej wykonywał Wolski, który podał do Janusza Gola. Rozgrywający Legii uderzył z około dwudziestu pięciu metrów, a piłka skozłowała przed Małkowskim i spowodowała mu trochę kłopotów zanim wybił ją na rzut rożny. Pięć minut później Michał Efir dośrodkował w pole karne, gdzie na siódmym metrze stał Ljuboja i klatką piersiową zgrał piłkę do Miroslava Radovica. Serb uderzył z pierwszej piłki z jedenastu metr tuż obok słupka. W 87. minucie Gol dośrodkował w polu karnym sprzed linii końcowej, ale piłkę podbił Lisowski, który starając się odebrać ją Radovicowi zaatakował go w stylu karate. Sędzia Gil nie przerwał jednak gry, a Daniel Gołębiewski podbiegł do leżącego Radovica i zaczął coś do niego mówić. Radović zerwał się i goniąc Gołębiewskiego nadepnął mu na piętę, co spowodowało teatralny upadek piłkarza gości i jak najbardziej zasłużoną czerwoną kartkę dla Radovica za niesportowe zachowanie. Przyznać jednak trzeba, że sędzia Gil sprowokował to zajście nie dyktując jak najbardziej zasłużonego rzutu karnego. Natomiast zachowanie Radovica oprócz tego, że było głupie i skrajnie nieodpowiedzialne stanowiło podsumowanie złości, bezsilności i nieudolności Legii w końcówce sezonu. Złość udzieliła się także kibicom z trybuny północnej, którzy postanowili pokazać, co myślą o swoich piłkarzach i ich grze opuszczając na kilka minut stadion.

2012.05.06_Legia_-_Korona_Kielce_(10)

2012.05.06_Legia_-_Korona_Kielce_(11)

W drugiej minucie doliczonego czasu gry Gol po dośrodkowaniu w pole karne zagrał piłkę klatką piersiową do Efira, który z siedmiu metrów strzelił obok słupka bramki Mielcarza.

Legia zakończyła sezon zwycięstwem, ale nie da się ukryć, że frajersko przegrała mistrzostwo. Maciej Skorża nie potrafił się zachować, jak na prawdziwego i honorowego mężczyznę przystało, bo po meczu nie złożył dymisji. Nie ma się czemu dziwić, skoro rozwiązanie kontraktu przez Legię będzie wiązało się z wypłatą miliona złotych. Jak skrupulatnie wyliczył portal sport.pl tyle właśnie była warta bramka Wolskiego, bowiem spowodowała, że Legia awansowała z czwartego na trzecie miejsce i zwiększyła nagrody za zajęcie tego, jakże zaszczytnego miejsca.

 

6 maja 2012, godz. 17:00 - Warszawa (Stadion Wojska Polskiego / Pepsi Arena)

30. kolejka T-Mobile Ekstraklasy 2011/2012

Legia Warszawa 1-0 Korona Kielce

Bramka: Rafał Wolski (64 min. – z rzutu wolnego)

Legia: 12. Dušan Kuciak – 2. Artur Jędrzejczyk, 6. Michał Żewłakow, 4. Dickson Choto, 11. Tomasz Kiełbowicz (23 min., 14. Jakub Wawrzyniak) – 18. Michał Kucharczyk (46 min., 32. Miroslav Radović), 25. Jakub Rzeźniczak, 5. Janusz Gol, 27. Rafał Wolski (79 min., 24. Michał Efir), 33. Michał Żyro – 28. Danijel Ljuboja.

Trener: Maciej Skorża.

Korona: 1. Zbigniew Małkowski – 44. Paweł Golański (80 min., 22. Grzegorz Lech), 34. Piotr Malarczyk, 2. Tadas Kijanskas, 7. Tomasz Lisowski – 20. Maciej Korzym, 5. Aleksandar Vuković, 8. Vlastimir Jovanović, 16. Artur Lenartowski (73 min., 12. Daniel Gołębiewski), 3. Kamil Kuzera (73 min., 10. Jacek Kiełb) – 17. Pavol Staňo.

Trener: Leszek Ojrzyński.

żółte kartki: Żewłakow (43 min.; faul), Gol (60 min.; niesportowe zachowanie), Rzeźniczak (71 min., faul), Wolski (75 min.; faul) – Lisowski (57 min.; niesportowe zachowanie), Kijanskas (63 min.; faul), Golański (67 min.; faul).

czerwona kartka: Miroslav Radović (87. min.; faul).

sędziował: Paweł Gil (Lublin) jako główny oraz Sadczuk i Borkowski.

widzów: 24.351.

 

Źródła: własne, 90minut.pl, ekstraklasa.tv, sport.pl, legionisci.com i „Przegląd Sportowy” z dnia 7 maja 2012 r., s. 11.

czwartek, 02 czerwca 2011
Zamykanie stadionów!

Po wydarzeniach, które miały miejsce tuż po zakończeniu finału Pucharu Polski w Bydgoszczy wojewodowie mazowiecki i wielkopolski podjęli decyzje o zamknięciu odpowiednio stadionów Legii i Lecha. Z tego też powodu mecz Legii z Koroną Kielce w dniu 6 maja 2011 r. odbył się bez udziału publiczności. W kolejnych tygodniach zamykano stadiony Śląska Wrocław, Widzewa Łódź i Zagłębia Lubin.

Decyzje wojewodów zostały poprzedzone konferencją prasową, w której Premier Donald Tusk zapowiedział, że takie decyzje mogą zostać podjęte. Wprawdzie wojewodowie oparli swoje decyzje na wnioskach złożonych przez Policję, to jednak poważne wątpliwości budzi fakt, że wielkopolska Policja zmieniała swoje stanowisko po opinii Premiera. Nikt chyba nie ma żadnych wątpliwości, że decyzje wojewodów zostały zainspirowane przez Premiera, któremu podlegają wojewodowie. Można, więc zaryzykować stwierdzenie, że za decyzjami stał Premier Tusk.

Zamknięcie stadionów jest wyraźnym potwierdzeniem nieudolności władzy. Po boisku w Bydgoszczy biegało kilkuset młodych ludzi. Ochrona i policja nie potrafiły podjąć skutecznych działań a konsternację wywołał fakt, że żaden (!) z uczestników bydgoskich awantur nie został zatrzymany. Premier postanowił ratować twarz w obliczu zbliżających się wyborów. Przemilczał fakt, że mecz został zorganizowany za zgodą prezydenta miasta, mimo negatywnej opinii policji. Wojewoda kujawsko-pomorskiego nie cofnął tej decyzji, ale jego także nie spotkały żadne konsekwencje ze strony Premiera.

Decyzja o zamknięciu stadionów jest jak bicie pięściami na oślep, kogo tylko popadnie. Policja, mimo dostępnych środków prawnych, nie wykazała się skutecznością a komendanci wojewódzcy ironicznie stwierdzili, że celem zamknięcia stadionów jest… prewencja! Co więcej podkreślili, że istnieje niebezpieczeństwo, że uczestnicy awantur mogą znaleźć się na obu stadionach. Nie potrafili ich wyłapać? Policja potwierdziła, że jest nieskuteczna, a największa kara spotkała normalnych kibiców. Dopiero kilka dni po bydgoskich awanturach Policja przystąpiła do pokazowych zatrzymań z udziałem antyterrorystów i telewizyjnych kamer, zaliczając niestety kilka bardzo przykrych wpadek.

Wojewodowie postanowili ukarać zwykłych kibiców za nieudolność władzy państwowej i Policji, co jest absurdalne i po prostu niewytłumaczalne. Tym bardziej, że mówimy o dwóch najnowocześniejszych stadionach oddanych do użytku w Polsce. Stadion Legii kosztował 400 mln złotych, natomiast Lecha 700 mln zł. Jeśli stadiony zostały zamknięte, to oznacza to, że nie gwarantują bezpieczeństwa, a tym samym środki publiczne zostały wyrzucone w błoto. Czy ktokolwiek zdecyduje się na rozliczenie osób, które zdecydowały o budowie tych (niebezpiecznych) stadionów? Czy można spodziewać się postępowań o naruszenie dyscypliny finansów publicznych? Odpowiedź jest oczywista…

Swoimi decyzjami władza zrównała wszystkich kibiców nakładając na nich taką samą sankcję. Niezależnie od tego, czy ktoś był w Bydgoszczy, jak się tam zachowywał i czy ma zakaz stadionowy – wszyscy stali się równi. Decydenci zignorowali kibiców, którzy wykupili karnety i bilety na mecze, które odbyły się bez udziału publiczności. Choćby z tego powodu decyzja wojewodów jest irracjonalna. W Bydgoszczy narozrabiała grupa „kibiców”, nikt ich nie ukarał i nic nie zrobił. Ukarano kilka tysięcy całkowicie niewinny ludzi. Premier zdecydował o takim sposobie postępowania, ale już w przypadku pijanych kierowców nie zaleca zamykania dróg a w przypadku przestępczości w autobusach nocnych nie zaleca zamykania linii nocnych.

Śmieszność decyzji wojewodów polegała na tym, że stadiony zamykano tylko na jeden konkretny mecz, a w przypadku Poznania następnego dnia mógł już odbyć się pierwszoligowy mecz Warty. Brak konsekwencji, to jedna z tych cech, która osłabia i podważa autorytet każdej władzy, znamiona braku konsekwencji nosi zamykanie stadionów.

Premier odebrał kibicom w Warszawie możliwość świętowania z piłkarzami zdobycia Pucharu Polski, ale czy kogoś to interesuje?

wtorek, 30 listopada 2010
Problemy ze wzrokiem Marcina Sasala

Naturalnym jest, że kibice, działacze, trenerzy i sami zawodnicy inaczej oceniają zdarzenia, które dzieją się na boisku. Obiektywizm i owszem… zdarza się, ale częściej emocje i przywiązanie do barw klubowych powodują, że zwolennicy lub pracownicy przeciwnych drużyn wyrażają różne zdania.

W tym sezonie trener Korony Kielce – Marcin Sasal może uchodzić za doskonały przykład trenera, który prawie zawsze ma inne zdanie. I pewnie nie byłoby w tym nic dziwnego, bo oryginalność jest teraz w cenie, gdyby nie fakt, że trener Sasal tworzy inną rzeczywistość. Widzi to, czego inni nie widzą, jak również na odwrót – nie widzi tego, co widzą inni.

W 10. kolejce Zbigniew Małkowski faulował Miroslava Radovica za co otrzymał czerwoną kartkę. Po meczu trener Sasal stwierdził, że faulu nie było a Radovic dał „nurka” w polu karnym. Sytuacja była wątpliwa, choć wydaje się, że faul rzeczywiście był, ale na pewno nie była to tak jednoznaczna i kontrowersyjna decyzja jak podyktowanie karnego dla Legii w meczu z Arką Gdynia. Sasal posunął się jednak jeszcze dalej i powiedział, że Radović przewraca się w polu karnym i wymusza rzuty karne. Mało eleganckie.

Marcin Sasal

Trener Korony Kielce - Marcin Sasal.

Zdjęcie pochodzi z portalu sport.pl.

Tydzień później, Korona pojechała do Gdańska a zwycięską bramkę dla złocisto-krwistych zdobył w 80 min. Maciej Korzym. Problem w tym, że Korzym strzelił gola po podaniu od Macieja Tataja, który był na pozycji spalonej. Sasal tym razem uznał jednak, że milczenie jest złotem a mowa srebrem, dlatego w sprawie spalonego nie zabrał głosu.

W minioną sobotę postanowił jednak zabrać głos, a chodziło o faul Hernaniego na Stilicu. Powtórki wyraźnie pokazały, że sędzia pomylił się pokazując Bośniakowi żółtą kartkę za symulowanie, bo Hernani nadepnął na stopę Stilica i po prostu – sfaulował. Trener gospodarzy powiedział po meczu, że „nie dostrzegł” powodów do podyktowania karnego.

Sposób wypowiedzi Sasal i negowanie oczywistości są zadziwiające. Trener Korony należy do młodego pokolenia trenerów (w grudniu skończy dopiero 40 lat), ale brakuje mu dyplomacji a może pokory. Doświadczeni trenerzy, w tym także ci, których można zaliczyć do młodego pokolenia, są w swoich ocenach bardziej wywarzeni. Sasal nie potrafi tego, a szkoda, bo to utalentowany trener. Z Dolcanem Ząbki dokonywał cudów. Awansował do I ligi, a w niej na półmetku zostawił klub z podwarszawskiej miejscowości na niespodziewanie wysokim 4. miejscu. Na początku grudnia zeszłego roku, Sasal został trenerem kielczan i doprowadził ich do 6. miejsca. W tym sezonie Korona może powalczyć o coś więcej, a co równie ważne złocisto-krwiści grają efektownie pod jego ręką. Wygląda jednak na to, że trener Sasal w pierwszej kolejności potrzebuje okularów.

wtorek, 27 października 2009
Niespodzianka wisiała w powietrzu

W dzisiejszym meczu 1/8 finału Pucharu Polski pomiędzy Dolcanem Ząbki a Koroną Kielce niespodzianka była naprawdę blisko. Korona wygrała 4:3, ale dopiero pod dogrywce tracąc dużo siło przed niezwykle prestiżowym ligowym meczem z krakowską Wisłą.

Betonowi działacze PZPN lubią mówić, że Puchar Polski to Puchar Tysiąca Drużyn, bo każdy ma szansę na zwycięstwo z każdym. Mecze pucharowe rządzą się swoimi prawami i można liczyć na niespodziankę. Akurat w dzisiejszej konfrontacji można było spodziewać się niespodzianki. Dolcan wygrał ostatni mecz w lidze z Górnikiem Zabrze (2:1). W dodatku było to zwycięstwo osiągnięte na wyjeździe. W poprzedniej rundzie Pucharu Polski zespół z Ząbek odprawił z kwitkiem przedstawiciela Ekstraklasy – Śląska Wrocław. Korona była zdołowana po wysokiej sobotniej porażce z Legią (2:5) a dodatkowo trener Motyka posadził na ławce rezerwowych Kuzerę, Edsona, Mijailovica i Ediego Andradinę. Poza tym za czerwoną kartkę pauzował Vuković.

Dolcan_-_Korona_2009

Dolcan objął prowadzenie już w 10 min. po strzale Marcina Stańczyka. Korona niby miała przewagę, tzn. prowadziła grę, była częściej przy piłce, ale tak naprawdę niewiele z tego wynikało. Wprawdzie Krzysztof Gajtkowski znalazł się w dogodnej sytuacji, ale jego strzał wybronił nogami Rafał Misztal. Groźniejsze były sytuacje stwarzane przez Dolcan, który w pierwszej połowie w obronie grał twardo i bezkompromisowo. Wreszcie w 30 min. po dośrodkowaniu Pawła Sobolewskiego z rzutu rożnego bramkę wyrównującą zdobył Paweł Buśkiewicz. Gdy wydawało się, że wszystko wróciło do normy, w 39 min. Sebastian Ziajka strzałem w długi róg bramki Zbigniewa Małkowskiego zapewnił Dolcanowi prowadzenie 2:1.

W drugiej połowie dla Korony „wyszło słońce”, choć paradoksalnie oznaczało ono rzęsisty deszcz, który przyniósł „złocisto-krwostym” dwie bramki. Zanim to nastąpiło, w 52 min wspomniany już Gajtkowski trafił w poprzeczkę. Trener Motyka chyba poirytowany nieskutecznością popularnego „Gajtka” w 61 min. wprowadził na boisko Jacka Kiełba. Trzy minuty wcześniej Pawła Buśkiewicza zmienił Ernest Konon i były to kluczowe zmiany dla losów meczu. W 65 min. wyrównująca bramkę dla Korony zdobył Cezary Wilk. Dolcan miał okazję na wyrównanie, ale Piotr Kosiorowski będąc w sytuacji „sam na sam” z bramkarzem Korony za bardzo wypuścił sobie piłkę i skończyło się na strachu. Sytuację, która mogła przesądzić o wyniku meczu ze zdziwieniem obserwowali schodzący do szatni Gajtkowski i Buśkiewicz.

Dolcan_-_Korona_2009_Gajtkowski

Stare piłkarskie porzekadło mówi, że „niewykorzystane sytuacje mszczą się” i dosłownie za chwilę kielczanie „rozklepali” obronę Dolcianu a sprytną podcinką nad Rafałem Misztalem bramkę dla Korony zdobył Jacek Kiełb. Była to 68 min. i wydawało się, że klub z ekstraklasy nie da sobie wydrzeć zwycięstwa. Tymczasem po upływie kolejnych sześciu minut Dolcan wyrównał po bramce Macieja Tataja, który wszedł na boisko zaraz po bramce Korony. Trener Marcin Sasal miał niewątpliwie „trenerskiego nosa” wprowadzając Tataja na boisko. Wprawdzie Korona jeszcze strzelił bramkę, ale sędzia Sebastian Jarzębak z Bytomia dopatrzył się faulu Piotra Malarczyka. Sposób gry Dolcany był prosty – zagrywanie piłki za plecy obrońców Korony do szybkiego Tatja. W 87 min. wydawało się, że wynik meczu zostanie rozstrzygnięty. Sędzia podyktował rzut karny po faulu na Pawle Kalu. Bohaterem mógł zostać Jacek Kiełb, ale trafił w poprzeczkę!

W dogrywce Korona miała przewagę i udokumentowała ją dopiero w 109 min., gdy strzałem głową z najbliższej odległości Dariusz Łatka pokonał Misztala. A dodać trzeba, że pomocnik kielczan ma zaledwie 172 cm wzrostu i w tej sytuacji był zupełnie nie kryty. Od tego momentu Dolcan a dokładniej Maciej Tataj miał trzy dogodne okazje do strzelenia bramki, raz nawet ją strzelił przewrotką z 16 metrów (w stylu Marcina Mięciela), ale chwilę wcześniej rozległ się gwizdek sędziego sygnalizujący pozycję spaloną.

Dolcan próbował, starał się i walczył, ale nie wykorzystał, ale w najważniejszym meczu w historii klubu nie wykorzystał szansy na odniesienie historycznego sukcesu. Czego zabrakło? Trochę szczęścia, ale przede wszystkim skuteczności, precyzji i pewności siebie. Najgorsze, że taka szansa na awans do ćwierćfinału Pucharu Polski może już się nie powtórzyć…

poniedziałek, 31 sierpnia 2009
Ryzykowne transfery Korony

W ostatnim dniu letniego okienka transferowego Korona Kielce zakontraktowała dwóch piłkarzy, którzy już wcześniej grali w polskiej lidze a są nimi Serbowie – Aleksandar Vuković i Nikola Mijailović. Do tej dwójki należy dodać jeszcze Edsona, który kilka tygodni temu także związał się ze „złoto-krwistymi”.

Wszystkich trzech piłkarzy łączy to, że w nienajlepszej atmosferze rozstawali się ze swoimi polskimi pracodawcami, co więcej byli traktowani jako piłkarze niepotrzebni. Vuković i Edson z taką postawą działaczy klubowych spotkali się w Legii, a Mijailović w Wiśle Kraków. W związku z tym pewne jest to, że każdy z nich w meczach z tymi klubami zagra na maksimum swoich możliwości. Każdy z nich zagra tak, aby udowodnić byłemu pracodawcy, że niepotrzebnie został skreślony z kadry swojego zespołu. I wydaje się, że to jedyny pożytek z zatrudnienia tych piłkarzy. Oczywiście w przypadku Edsona i Vukovica dochodzi ogromne doświadczenie, a w przypadku Mijailovicia nieprzeciętne umiejętności, ale szanse na to, że dzięki nim Korona zagra o „coś więcej” są iluzoryczne.

Mijailović jest bardzo utalentowanym piłkarzem, ale największym jego problemem jest on sam. Serb z łatwością wpada w pozaboiskowe tarapaty – a to wypadek samochodowy, a to bijatyka. Problem w tym, że swoje niepowodzenia i życiowe frustracje przenosi na boisko, na którym popełnia głupie faule i przekracza granice między twardą grą a brutalnością i agresją. Nie przypadkiem za rasistowskie odzywki wobec Bennego McCarthiego z Blackburn Rovers UEFA zdyskwalifikowała go na pięć meczy. Od momentu kiedy opuścił Wisłę latem 2007 r. rozegrał zaledwie 13 oficjalnych meczy w barwach Chimiki Moskwa i Crveny Zvezdy Belgrad.

Vuković swego czasu był najlepszym rozgrywającym polskiej ligi, ale lata świetności ma już za sobą. Oprócz doświadczenia przemawia za nim waleczność i ambicja. Przyznać jednak trzeba, że ostatnia jego runda w barwach Legii jesienią 2008 r. nie była udana, a „Aco” najczęściej był rezerwowym. Klub nawet chciał przedłużyć z nim kontrakt, ale „Aco” podobnie jak Edson zażądał podwyżki. Obie strony nie ustąpiły ze swoich żądań i „Vuko” wylądował w Iraklisie Saloniki, choć jego menadżer (Cezary Kucharski) wymieniał nazwy znacznie silniejszych klubów w kontekście transferu swojego podopiecznego. Vuković zagrał wiosną zaledwie w 9 meczach Iraklisu, co w połączeniu z 5 meczami w barwach Ergotelis jesienią 2004 r. wskazuje, że w lidze greckiej kariery to on nie zrobi. Vuković jest bardzo ważnym elementem w każdej drużynie bowiem cementuje ją, scala, ale czy w Koronie zostanie zaakceptowany?

Edson z kolei wydaje się być zaledwie cieniem samego siebie z okresu najlepszych sezonów w Legii. Trzy ligowe mecze, w których zagrał w barwach Korony zakończyły się porażkami. Korona nie strzeliła żadnej bramki a straciła aż osiem, co nie daje najlepszej rekomendacji formacji obronnej, w której Edson powinien pełnić kluczową rolę. Widać, że nie przypadkiem Edson po opuszczeni Legii nie zagrał w żadnym oficjalnym meczu, choć wpływ na to miała także kontuzja.

Korona dużo zaryzykowała zatrudniając tych piłarzy i wydaje się, że korzyści będzie miała z nich jak na lekarstwo.

| < Grudzień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
Tagi