Wpisy z tagiem: Ajax Amsterdam

czwartek, 30 listopada 2017
Jak Barcelona miała zostać Ajaxem, czyli nieudany eksperyment

Był rok 1997, a Barcelona pozostawała bez zwycięstwa w Lidze Mistrzów od 1992 r., gdy rozegrano ostatnią edycję Pucharu Europy, a w rodzimej lidze na zwycięstwo czekała już trzy lata. Postanowiono więc, że trenerem zostanie uznawany za najlepszego w Europy – Holender Louis van Gaal. Czy ktoś jednak spodziewał się, że Barcelonę zasili tak wielu piłkarzy z Holandii?

Kto inny, jak nie van Gaal miał pomóc Barcelonie w odniesieniu sukcesu? Holenderski trener z grupą początkowo nikomu nieznanych piłkarzy Ajaxu Amsterdam sięgnął m.in. po Puchar UEFA w 1992 r., a w 1995 r. wygrał Ligę Mistrzów detronizując wielki i faworyzowany AC Milan. W kolejnym sezonie dotarł do finału Ligi Mistrzów, w którym dopiero po rzutach karnych odpadł z Juventusem, a w następnym Juventus okazał się lepszy w półfinale. Tak, to był zdecydowanie trener dla Barcelony.

Van Gaal rozpoczął pracę w Barcelonie, a wraz z nim jego dwóch byłych podopiecznych z Ajaxu, którzy przybyli po nieudanych przygodach z AC Milanem, czyli Michael Reiziger i Winston Bogarde. Van Gaal ściągnął także z Rody Kerkrade swojego rodaka – bramkarza Ruuda Hespa.

Praca holenderskiego szkoleniowca w sezonie 1997/1998 rozpoczęła się od dotkliwej porażki w Superpucharze z Realem Madryt (2:1, 1:4). Później jednak Barcelona wygrała ligę wyprzedzając drugi Athletic Bilbao o 9 punktów, a w finale Pucharu Króla pokonała po rzutach karnych Mallorcę. Cieniem na występy Barcelony w tamtym sezonie kładzie się Liga Mistrzów. Barcelona w grupie z Newcastle, Dynamem Kijów i PSV Eindhoven zajęła… ostatnie miejsce, a hańbą okryła się po dwóch porażkach z Dynamem Kijów – 0:3 na wyjeździe i 0:4 u siebie.

Sukcesy właściwie były, a zabrakło najważniejszego, dlatego posłuchano van Gaala i latem 1998 r. sprowadzono trzech kolejnych Holendrów! Boudewijn Zenden i Phillip Cocu przyszli z PSV Eindhoven, a Patrick Kluivert, który już pracował z van Gaalem w Ajaxie, podobnie jak Reiziger i Bogarde, przyszedł po nieudanej przygodzie z AC Milan. Sezon 1998/1999 Blaugrana rozpoczęła od dwóch niespodziewanych porażek z Mallorcą w meczach o Superpuchar (0:1, 1:2). W ćwierćfinale Pucharu Króla, Barcelona przegrała dwukrotnie z Valenicą (2:3, 3:4). Ligę hiszpańską jednak wygrała z przewagą jedenastu punktów nad Realem Madryt, ale Liga Mistrzów podobnie, jak w poprzednim sezonie była rozczarowaniem, bowiem w swojej grupie Barcelona musiała uznać wyższość Manchesteru United i Bayernu Monachium wyprzedzając tylko Broendby Kopenhaga. Co ciekawe, w styczniu 1998 r. do Barcelony dołączyło… kolejnych dwóch Holendrów. Bracia Frank i Ronald de Boer przyszli z Ajaxu, z którym największe sukcesy świętowali oczywiście z van Gaalem.

Kluivert_i_van_Gaal_w_Barcelonie

Trening Barcelony – Louis van Gaal instruuje Patricka Kluiverta.

Źródło: marca.com.

Początek sezonu 1999/2000 potwierdzał, że w Barcelonie nie dzieje się dobrze, bowiem w Superpucharze przegrała z Valencią (0:1, 3:3). W Pucharze Króla, Barca odpadła z Atletico Madryt w półfinale. Po porażce w pierwszym meczu 0:3, Barcelona zasłaniała się problemami kadrowymi i brakiem terminów w związku z występami w Lidze Mistrzów, aż w końcu odmówiła gry i została ukarana walkowerem 0:3. W lidze lepsze o pięć punktów było Deportivo La Coruna, a w Lidze Mistrzów Barcelona odpadła dopiero w półfinale. Balaugrana pewnie przeszła dwie fazy grupowe, choć przyznać trzeba, że nie miała godnych siebie przeciwników. W ćwierćfinale, drużyna van Gaala po porażce na Stamford Bridge 1:3, doprowadziła do dogrywki a następnie wygrała 5:1. W półfinale, po porażce w pierwszy m meczu 1:4 z Valencią trudno było o optymizm. W rewanżu Barcelona wygrała 2:1, ale to było zdecydowanie za mało i katalońska drużyna odpadła. To był sezon pełen upokorzeń i goryczy, dlatego rozstanie z trenerem było pewne, czego od dłuższego czasu domagali się kibice machając białymi chusteczkami. Van Gaal zostawił po sobie holenderską kolonię, bowiem  do siedmiu piłkarzy z tego państwa, latem 2000 r. dołączył ściągnięty za rekordowe 40 milionów euro Marc Overmars.

Bracia_de_Boer_w_Barcelonie

Bracia de Boer, czyli przykład holenderskiego zaciągu w Barcelonie.

Źródło: dailymail.co.uk.

Van Gaal po przygodzie w Katalonii został trenerem reprezentacji Holandii, przegrał eliminacje do mundialu w 2002 r., a następnie… powrócił do Barcelony! Co przyświecało decydentom katalońskiego klubu trudno zrozumieć. Jedno z powiedzeń mówi, że dwa razy nie wchodzi się do tej samej rzeki, a przecież pierwsza przygoda holenderskiego szkoleniowca skończyła się niepowodzeniem. Van Gaal popracował tylko przez siedem miesięcy i pod koniec stycznia 2003 r. jego kontrakt został rozwiązany. W lidze Barcelona grała fatalnie, a w Pucharze Króla skompromitowała się po porażce w 1/32 finału z występującą w trzeciej lidze (Segunda Division B) Novelda CF 2:3. W Lidze Mistrzów było zdecydowanie lepiej. W pierwszej fazie grupowej przeciwko FC Brugge, Galatasaray i Lokomotiw Moskwa, piłkarze van Gaala odnieśli komplet zwycięstw. Drugą rundę grupową rozpoczęli od zwycięstw z Bayerem Leverkusen i Newcastle, ale van Gaalowi nie było dane dokończyć swojego dzieła. Philippe Christanval, środkowy obrońca z Francji, który grał w Barcelonie w latach 2001-2003 powiedział, że po zwolnieniu z obowiązków trenera, van Gaal przyszedł do szatni i „płakał jak dziecko”. „Był twardy, zimny, a tu został zniszczony.” (cyt. za: irishmirror.ie).

Oprócz braku sukcesów w Lidze Mistrzów, Holendrowi zarzucano, że masowo ściągał swoich rodaków, w tym sześciu, z którymi pracował wcześniej w Ajaxie. Łącznie ściągnął ich dziewięciu, a w tym samym czasie na boisku przebywało nawet ośmiu. Do ściągnięcia dziewięciu Holendrów, van Gaal potrzebował tylko trzech lat, podczas gdy w całej dotychczasowej historii Barcelony było tylko sześciu Holendrów (Johan Cruyff, Johan Neeskens, Danny Muller, Ronald Koeman, Richard Witschge, Jordi Cruyff). Ściągniecie holenderskich piłkarzy przez van Gaala było kosztowną inwestycją, bowiem według transfermarkt.pl ich transfery pochłonęły 99,8 mln euro (w tym 40 mln euro za Overmarsa), co jak na tamte czasy było sporą kwotą. Barcelona na transferach tych piłkarzy zarobiła zaledwie14,7 miliona euro, co daje ponad 85 milionów euro deficytu! Co ciekawe, jedynym piłkarzem, za którego Barcelona dostała więcej niż sama zapłaciła był Ruud Hesp. Barca zapłaciła Rodzie Kerkradzie 1,1 miliona euro, a dostała od Fortuny Sittard 1,2 miliona euro. Trzeba przyznać, że z tytułu samych kwot transferowych, holenderski eksperyment był dosyć drogi.

Okres pracy van Gaala w Barcelonie (zwany „holenderskim”) jest znany przede wszystkim z powodu dużej liczby holenderskich piłkarzy w kadrze Blaugrany. Poza tym, kibice pamiętają bolesne porażki z Dynamem Kijów i Valencią. Z drugiej jednak strony, gdy van Gaal był trenerem klub wzbogacił się o dwa mistrzostwa i Puchar Króla. Trofeów mogło i powinno być więcej, ale nie jest też tak, że praca van Gaala to pasmo porażek, upokorzeń i wstydu. Barcelona osiągnęła to na co ją było stać w swoim holenderskim eksperymencie, inną sprawą jest fakt, że okres ten przypadł na świetną grę Valencii, która zgarnęła Barcelonie Superpuchar, półfinał Pucharu Króla i finał Ligi Mistrzów. Próbując osiągnąć sukces w Lidze Mistrzów władze Barcelony gdzieś się pogubiły i chyba na zbyt wiele pozwoliły van Gaalowi w kwestii kształtowania polityki kadrowej. Pogubił się też trener, który pomimo późniejszych sukcesów z Alkmaar i Bayernem, jest uznawany za tego, któremu w Barcelonie nie udało się i od tej pory zaliczał zjazd, „jadąc” na opinii wypracowanej jeszcze z Ajaxem.

 

Źródła: własne, transfermarkt.pl, pl.wikipedia.org, en.wikipedia.org, irishmirror.ie, marca.com, dailymail.co.uk. Holendrzy w Barcelonie, „Przegląd Sportowy”, brak numeru i daty wydania.

poniedziałek, 15 maja 2017
Lewandowski po raz drugi królem strzelców Bundesligi. Polscy napastnicy w Europie.

Robert Lewandowski został królem strzelców Bundesligi w sezonie 2015/2016, czym powtórzył swoje osiągnięcie z sezonu 2013/2014. Pozostali polscy snajperzy występujący w innych ligach zagranicznych zaprezentowali się dużo lepiej niż w latach poprzednich.

Lewandowski zdobył 30 bramek i o pięć trafień wyprzedził Gabończyka Pierre Emericka Aubameyanga (Borussia Dortmund) i aż o dziesięć swojego klubowego kolegę, czyli Thomasa Muellera. „Lewy” zdobył aż o trzynaście więcej goli niż w poprzednim sezonie i o dziesięć więcej niż dwa sezony wcześniej, gdy sięgał po koronę króla strzelców. Na dorobek „Lewego” w sezonie 2015/2016 złożyło się 30 bramek, z których 22 zdobył prawą nogą, 5 lewą nogą i 3 głową. Zdecydowana większość to bramki „z gry”. Tylko dwa gole strzelił z rzutów karnych. „Lewy” strzelał gole trzynastu klubom Bundesligi.

Lewy_królem_strzelców_Bundesligi_2015-2016

Lewandowski odebrał od redaktora naczelnego „Kickera” statuetkę armaty dla najlepszego strzelca Bundesligi sezonu 2015/2016.

Źródło: businessinsider.com.pl.

Polski napastnik został najskuteczniejszym obcokrajowcem jeśli chodzi o liczbę bramek strzelonych w jednym sezonie. Do tej pory rekord należał do Holendra Klaasa-Jana Huntelaara (Schalke) – 29 bramek. Wynik Polaka jest też najlepszym osiągnięciem od 29 lat, gdy po raz ostatni została złamana bariera 30 goli. Wyczyn Polaka docenił ówczesny trener Bayernu Pep Guardiola, który powiedział: „Strzelić 30 goli to naprawdę nie jest takie proste.” (cyt. za: „Przegląd Sportowy”).

W klasyfikacji wszechczasów Bundesligi napastnik Bayernu zajmuje 27. miejsce (121 goli) i do prowadzącego Gerda Muellera traci… 244 gole. Do sukcesów indywidualnych „Lewy” dołożył sukcesy klubowe, czyli dublet i półfinał Ligi Mistrzów. Polski napastnik ma na swoim koncie już cztery mistrzostwa Niemiec, w tym dwa z Bayernem i dwa Puchary Niemiec, w tym jeden z Bayernem.

W innych ligach z bardzo dobrej strony pokazał się Arkadiusz Milik (Ajax Amsterdam), który został trzecim strzelcem holenderskiej Eredivisie. Polak zdobył 21 goli, ale tytuł króla strzelców przegrał jednak zdecydowanie z Vincentem Janssenem (AZ Alkmaar, 27 goli) i Luukiem de Jongiem (PSV Eindhoven, 26 goli).

Arkadiusz_Milik_w_barwach_Ajaxu

Arkadiusz Milik świętuje zdobycie jednej z bramek dla Ajaxu Amsterdam.

Źródło: sempreinter.com.

Magiczną liczbę dziesięciu goli wyrównało jeszcze tylko dwóch strzelców, aczkolwiek w słabszych ligach – Adrian Mierzejewski (Al-Nassr Rijad, Arabia Saudyjska) i Adrian Cieślewicz (The New Saints FC, Walia). Oznacza to, że w sezonie 2015/2016 czterech Polaków strzeliło dziesięć lub więcej bramek w zagranicznych ligach. W poprzednim sezonie (wliczając grających systemem jesień-wiosna) takim osiągnięciem mogło pochwalić się siedmiu Polaków, a dwa sezony wcześniej – pięciu. Wynik z tego sezonu jest więc gorszy niż w latach poprzednich, ale z drugiej strony kilku polskich strzelców pokazało z bardzo dobrej strony w silnych ligach europejskich. Przede wszystkim skrzydłowi – Kamil Grosicki i Maciej Rybus. Wprawdzie nie zdobyli dziesięciu lub więcej bramek, ale byli naprawdę blisko.

„Grosik” zagrał fantastyczny sezon w Stade Rennais FC i zdobył 9 goli. „Ryba” z kolei wreszcie błysnął w Tereku Grozny i zdobył 8 goli. Obaj pobili swoje rekordy jeśli chodzi o liczbę bramek strzelonych w jednym sezonie w rozgrywkach ligowych. Co więcej, 7 goli w Bundeslidze zdobył Artur Sobiech. To był jego piaty sezon w Hannover 96 i najlepsze osiągnięcie strzeleckie w lidze niemieckiej. We włoskiej Serie „A” 5 goli dla Empoli FC zdobył Piotr Zieliński.

Jeśli chodzi o inne ligi to warto wspomnieć, że Arkadiusz Piech zdobył 9 goli dla cypryjskiego AEL Limassol, choć zagrał tylko 13 meczów wiosennych. Po pięć goli zdobyli Łukasz Teodorczyk (Dynamo Kijów) i Kamil Wilczek (Broendby Kopenhaga).

Polacy strzelali też w niższych ligach, ale bez oszałamiających wyników. W 2. Bundeslidze siedem goli dla 1. FC Kaiserslautern zdobył Kacper Przybyłko. W Serie „B” 6 goli dla Brescii Calcio zdobył wypożyczony z AC Chievo Calcio Tomasz Kupisz. W trzeciej lidze niemieckiej siedem goli zdobył Rafał Kazior (SV Werder Brema 1899 II), a pięć Sebastian Tyrała (RC Rot- Weiss Erfurt).

Wśród Polaków grających w ligach według systemu jesień-wiosna należy wyróżnić tylko dwóch strzelców Przemysław Trytko (FK Atyrau, Kazachstan) zdobył siedem goli, zaś Łukasz Cieślewicz (B 36 Torshavn, wyspy Owcze) – pięć.

Polscy piłkarze, którzy w sezonie 2015/2016 zdobyli co najmniej 10 goli w zagranicznych rozgrywkach ligowych:

  1. Robert Lewandowski (FC Bayern Monachium, Bundesliga) – 30 (32 mecze).
  2. Arkadiusz Milik (Ajax Amsterdam, Eredivisie) – 21 (31 meczy).
  3. Adrian Mierzejewski (Al-Nassr Rijad, Arabia Saudyjska) – 10 (19 meczy).
  4. Adrian Cieślewicz (The New Saints FC, Walia) – 10 (30 meczy).

To był całkiem obiecujący sezon jeśli chodzi o strzeleckie osiągnięcia Polaków. Trudno oprzeć się stwierdzeniu, że pozostaje czekać na więcej, czyli na kolejne bramki Lewandowskiego, eksplozję talentu Milika i popisy Polaków w najsilniejszych ligach Europy.

 

Źródła: własne, 90minut.pl, pilkanozna.pl, polsatsport.pl, businessinsider.com.pl, sempreinter.com. M. Szmigielski, Takiego króla w Bundeslidze jeszcze nie było, „Przegląd Sportowy” z dnia 16 maja 2016 r., s. 18-19.

czwartek, 24 marca 2016
„Lewy” nie obronił korony króla strzelców Bundesligi. Polscy napastnicy w Europie

Robertowi Lewandowskiemu nie udało się obronić wywalczonej rok wcześniej korony króla strzelców Bundesligi, choć trzeba raczej powiedzieć, że nie obronił armaty, bo taką statuetkę otrzymują najlepsi strzelcy ligi niemieckiej.

„Lewy” z 17 bramkami razem z kolegą klubowym – Arjenem Robbenem został wicekrólem. Najlepszym strzelcem Bundesligi w sezonie 2014/2015 był Alexander Meier (Eintracht Frankfurt) z 19 golami. Niedosyt pozostaje ogromny, bo Meier był długo kontuzjowany, a później dołączył do niego Robben. Co więcej, Lewandowski mniej goli w jednym sezonie w Bundeslidze (8) strzelił tylko w debiutanckim sezonie 2010/2011, a później jego snajperski licznik pokazywał kolejny 22, 23 i 20. Gdyby tylko powtórzył… Niestety, „Lewemu” było bardzo trudno, bo Pep Guardiola często sadzał go na ławce rezerwowych, z niezrozumiałych powodów w ogóle nie wystawiał na boisku, albo ustawiał taktykę, do której Robert Lewandowski po prostu nie pasował. Innym utrudnieniem były kontuzje i samolubna gra Robbena. Nic nie zmieni jednak faktu, że Lewandowski strzelił w Bundeslidze 90 goli i stopniowo pnie się w klasyfikacji najlepszych strzelców Bundesligi.

Robert_Lewandowski_-_Bayern_Monachium

Robert Lewandowski.

Źródło: naszapilka.com.

Lewandowski był poważnym kandydatem do tytułu króla strzelców Bundesligi, ale jesienią wydawało się, że szanse w swoich ligach mają jeszcze dwaj inni Polacy. Arkadiusz Milik (Ajax Amsterdam) późną jesienią osiągnął naprawdę wysoką formę i mógł włączyć się do walki o tytuł króla strzelców Eredivisie, a już co najmniej zostać jednym z czołowych strzelców. Słaba wiosna sprawiła jednak, że Polak zdobył 11 goli, czyli połowę dorobku króla strzelców ligi holenderskiej – Mempisa Depaya (PSV Eindhoven). Milik ostatecznie zajął dopiero 13. miejsce w klasyfikacji strzelców. Dobry początek miał też Kamil Biliński w Dinamie Bukareszt, ale później było już tylko gorzej i strzelanie zakończył (podobnie jak Milik) na jedenastu golach.

Spośród innych polskich piłkarzy grających zagranicą tylko trzem udało się strzelić co najmniej dziesięć goli, ale żaden nie zrobił tego w poważnej lidze. Piotr Parzyszek, który przez dwa sezony strzelał na potęgę w drugoligowym holenderskim De Graafschap, tym razem strzelił dwanaście goli w drugiej lidze belgijskiej dla Koninklijke Sint-Truidense VV.

Jedenaście goli w trzeciej lidze niemieckiej zdobył Rafał Kazior. Niestety jego klub (KSV Holstein Kiel von 1900), mimo zajęcia 3. miejsca, nie awansował do 2. Bundesligi, ponieważ przegrał w barażach. Co ciekawe w poprzednim sezonie Kazior zdobył dla swojego klubu tylko jednego gola w 35 meczach. Dziesięć goli w amatorskiej lidze w Walii zdobył Adrian Cieślewicz (The New Saints FC), ale przynajmniej mógł świętować potrójną koronę.

Blisko magicznej liczby dziesięciu goli było tylko dwóch piłkarzy Adrian Mierzejewski (8 goli, 24 mecze, Al-Nassr) i niespodziewanie Kamil Glik (7 goli, 32 mecze, FC Torino), a reszta Polaków strzelała albo mało, albo wcale.

Jeśli chodzi o polskich piłkarzy, którzy w 2014 r. występowali w ligach grających systemem rocznym, czyli wiosna-lato, to tylko jeden strzelił dziesięć goli. Jakub Wilk zanotował 10 trafień dla Żalgirisu Wilno i przyczynił się do wywalczenia dubletu. Blisko magicznej „dziesiątki” był Łukasz Cieślewicz, którego 8 goli dało B36 Torshavn mistrzostwo Wysp Owczych.

 

Polscy piłkarze, którzy w sezonie 2014/2015 zdobyli co najmniej 10 goli w zagranicznych rozgrywkach ligowych:

1. Robert Lewandowski (FC Bayern Monachium, Bundesliga) – 17 (31 meczy).

2. Piotr Parzyszek (Koninklijke Sint-Truidense VV, druga liga belgijska) – 12 (31 meczy).

3. Arkadiusz Milik (Ajax Amsterdam, Eredivisie) – 11 (21 meczy).

4. Kamil Biliński (Dinamo Bukareszt, pierwsza liga rumuńska) – 11 (33 mecze).

5. Rafał Kazior (KSV Holstein Kiel von 1900) – 11 (35 meczy).

6. Adrian Cieślewicz (The New Saints FC) – 10 (28 meczy).

+ Jakub Wilk (Żalgiris Wilno) – 10 (31 meczy) – wiosna-jesień 2014.

 

Analizując bramki strzelane przez polskich piłkarzy w ligach zagranicznych można stwierdzić: „Lewandowski i długo, długo nic”. Jeszcze tylko Milk w poważnej lidze strzela całkiem przyzwoicie, a w pozostałych ligach polscy napastnicy praktycznie niestety nie istnieją.

W porównaniu z sezonem 2013/2014 trzeba stwierdzić, że jest jednak postęp. Wtedy tylko trzech zawodników strzeliło co najmniej dziesięć goli. Przede wszystkim wymienić trzeba Roberta Lewandowskiego, który z dwudziestoma golami dla Borussi Dortmund został królem strzelców Bundesligi. Piotr Parzyszek zaliczył 16 goli dla drugoligowego holenderskiego vbv De Graafschap, a David Blacha 10 goli dla trzecioligowej niemieckiej Hansy Rostock. Całkiem blisko „dziesiątki” był Łukasz Gikiewicz – 7 goli dla cypryjskiej AS Omonii Lefkossias i Waldemar Sobota – 6 goli dla Club Brugge KV.

Jeśli chodzi o polskich piłkarzy, którzy w 2014 r. występowali w ligach grających systemem rocznym, czyli wiosna-lato, to dwóch strzeliło dziesięć goli.  Kamil Biliński z 21 golami został drugim strzelcem ligi litewskiej, a do tego zdobył z Żalgirisem Wilno potrójną koronę. Łukasz Cieślewicz zdobył 12 goli dla B36 Torshavn i mistrzostwo Wysp Owczych. Blisko dziesięciu trafień był Tomasz Zahorski – 9 goli dla występującego w amerykańskiej NASL San Antonio Scorpions.

 

Polscy piłkarze, którzy w sezonie 2013/2014 zdobyli co najmniej 10 goli w zagranicznych rozgrywkach ligowych:

1. Robert Lewandowski (Borussia Dortmund, Bundesliga) – 20 (33 mecze).

2. Piotr Parzyszek (vbv De Graafschap, druga liga holenderska) – 16 (20 meczy).

3. David Blacha (Hansa Rostock, trzecia liga niemiecka) – 10 (35 meczy).

+ Kamil Biliński (Żalgiris Wilno, liga litewska) – 21 (31 meczy) – wiosna-jesień 2014.

+ Łukasz Cieślewicz (B36 Torshavn, liga Wysp Owczych) – 12 (21 meczy) – wiosna-jesień 2014.

 

Czy w sezonie 2015/2016 będzie lepiej? Duże nadzieje wiążemy ponownie z Lewandowskim i Milikiem, ale może pozytywnie zaskoczy, któryś z reprezentacyjnych skrzydłowych, jak Grosicki, czy Rybus.

 

Źródła: własne, 90minut.pl, naszapilka.com.

| < Grudzień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
Tagi