Wpisy z tagiem: górnik zabrze

sobota, 20 września 2014
Koniec sagi transferowej – Nakoulma w Mersin!!!!

W dniu, w którym Legia kompromitowała się z irlandzkim Saint Patrick’s Athletic zakończyła się jednak z najdłuższych sag transferowych polskiej piłki nożnej. Prejuce Nakoulma, reprezentant Burkina Faso wreszcie znalazł klub zagraniczny! Zaskoczenie budzi fakt, że tym klubem jest tylko Mersin İdman Yurdu SK, beniaminek tureckiej  Spor Toto Süper Lig.

Nguimbe Préjuce Nakoulma, zwany „Prezesem” trafił do Polski, a dokładniej do Granicy Lubycza Królewska wiosną 2006 r. Następnie reprezentował barwy Hetmana Zamość, Stali Stalowa Wola i Górnika Łęczna, w który Nakoulma pokazał się w I lidze. Wreszcie w sezonie 2010/2011 został wypożyczony do Widzewa, w którym zadebiutował w ekstraklasie, ale nie był to udany sezon – 8 meczów, 1 gol. Na krótko wrócił do Łęcznej i… został ponownie wypożyczony, ale tym razem do Górnika Zabrze. W Zabrzu nie zapłacono za wypożyczenie, ale klub zastrzegł sobie prawo pierwokupu za kwotę 200 tys. euro.

Prejuce_Nakoulma_w_barwach_Górnika_Zabrze

„Prezes” w barwach Górnika Zabrze.

Źródło: sport.fakt.pl.

Jesień 2011 r. Nakoulma miał całkiem niezłą, ponieważ w 12 meczach zdobył 6 goli. Wtedy (chyba po raz pierwszy) pojawiło się zainteresowanie ze strony występującego w Ligue 1 – FC Ajaccio, a media donosiły także o zainteresowaniu ze strony m.in. 1. FC Union Berlin i AEK Ateny. Kwota jaką wtedy media podawały w przypadku ewentualnego transferu definitywnego wynosiła podobno 250 tys. euro, ale nie znalazł się klub, który był gotowy do jej zapłacenia. Od tego czasu temat zagranicznego transferu burkińczyka wracał jak bumerang. Liczba zainteresowanych klubów stale rosła, niemalże w każdym okienku transferowym, ale na nieszczęście dla „Prezesa” były to głownie kierunki, którego go zupełnie nie interesowały, jak Rosja, Ukraina czy Chiny. Nakoulma z uwagi na afrykańskie pochodzenie i znajomość języka francuskiego upodobał sobie Ligue 1, tyle tylko, że jego umiejętności nikt tam nie doceniał.

Nakoulma zasłynął w Zabrzu tym, że na pytanie o to co zrobi z kogutem, którego dostał jako najlepszy piłkarz gospodarzy w jednym z meczów, odpowiedział kultowe: „Będę go zjadł”.

Prejuce_Nakoulma:_

Nakoulma z kogutem, czyli „Będę go zjadł”.

Źródło: eurosport.onet.pl.

To nie był jednak koniec celebryckich popisów „Prezesa”. Tej samej jesieni Nakoulma został Turbo Kozakiem 2011. Burkińczyk okazał się najlepszy w organizowanym przez stację Canal Plus teście piłkarskich umiejętności, deklasując swoich rywali, m.in. Patryka Małeckiego, czy Przemysława Kaźmierczaka.

Prejuce_Nakoulma_-_Turbo_Kozak_2011

Nakoulma, czyli Turbo Kozak 2011!

Źródło: wprzerwie.pl.

Latem 2012 r. Górnik Zabrze był już zdecydowany na wykupienie „Prezesa”, choć wiosnę miał, co najmniej przeciętną – trzy gole w trzynastu meczach. Umiejętności, umiejętnościami, ale po Burkińczyka ustawiała się kolejka chętnych, co pozwalało mieć nadzieję na zarobienie na transferze zagranicznym. Wtedy do gry wkroczyli Górnicy, ale z Łęcznej próbując wyinterpretować z umowy z Zabrze, że zapłata kwoty transferowej nie nastąpiła w terminie i Nakoulma powinien wrócić do Łęcznej. Nic jednak z tego. Zabrzanie skutecznie skorzystali z prawa pierwokupu, ale to nie był koniec transferowych emocji Nakoulmy. Powrócił temat transferu do FC Lorient. „Prezes” przeszedł testy w tym klubie i  nawet zagrał w sparingu z Laval (2:2), ale Lorient było gotowe zapłacić za niego maksymalnie 1,2 mln euro, a Górnik rozpoczynał rozmowy od kwoty półtora miliona euro. Zainteresowanie wykazywał także Terek Grozny i francuskie Troyes i podobno Stade Rennes. Terek podobno oferował za Nakoulmę 1,5 mln euro, choć to trochę dziwne, ponieważ klauzula odstępnego wynosiła 1,25 mln euro. Portal sportowy sportowefakty.pl podawał nawet nieprawdopodobną kwotę 2,7 mln euro, którą podobno oferował czeczeński klub. A Troyes było w stanie zapłacić za Burkińczyka „tylko” 800 tys. euro.

Piotr Rzepka, który trenował „Prezesa” w Górniku Łęczna podkreślał, że „Prejuce potrzebuje zmian i nowego impulsu. To taki typ człowieka.” i „On zawsze marzył o wyjeździe do Francji, ale tam nie płacą obecnie dużych pieniędzy za transfery. Rosję musi jednak też inaczej postrzegać. Czasami piłkarze z Afryki obawiają się wyjazdu na Wschód ze względu na różne stereotypy (…)” (cyt. za przegladsportowy.pl).

Klubowi działacze Górnika Zabrze mieli jednak odwrotne preferencje transferowe w przypadku Nakoulmy. „Przegląd Sportowy” informował, że Zabrzanie nie byli zainteresowani transferem Nakoulmy do Francji, ponieważ Górnik Łęczna zastrzegł sobie 10% od kwoty transferowej, ale w przypadku klubów z Francji i Grecji miało to być aż 30%. Dziennikzachodni.pl informował natomiast, że Łęczna zachowała sobie stałą kwotę 20% od transferu. Niezależnie jednak od tych dywagacji faktem jest, że Nakoulma wymarzył sobie transfer do Francji i unikał przeprowadzki na Wschód Europy – do Rosji, czy na Ukrainę. Władze Górnika – na odwrót.

Zimą 2013 r. wśród klubów zainteresowanych „Prezesem” media wymieniały m.in. SC Freiburg, 1. FC Koeln, FC Porto, Fiorentinę i… Lechię Gdańsk. Do konkretów oczywiście nie doszło. Wodą na młyn dla przyszłego transferu, a już na pewno dla plotek transferowych, były finały Pucharu Narodów Afryki w 2013 r. Nakoulma błysnął, a reprezentacja Burkina Faso dotarła aż do finału, w którym przegrała z Nigerią 0:1. Wicemistrzostwo Afryki to największy sukces w historii futbolu w Burkina Faso. Wcześniej tylko raz zdarzyło się, aby reprezentacja tego kraju przebrnęła fazę grupową w PNA. W 1998 r. Burkińczycy nie tylko wyszli z grupy, a zajęli 4. miejsce.

Prejuce_Nakoulma_w_barwach_reprezentacji_Burkina_Faso

Prejuce Nakoulma w barwach reprezentacji Burkina Faso.

Źródło: zimbio.com.

Na nieszczęście dla Nakoulmy okienko transferowe było otwarte już tylko na wschodzie – w Polsce, w Rosji i na Ukrainie. Oferty i zainteresowanie ze strony Szachtara Donieck, Kubania Krasnodar i Tereka Grozny nie wzbudziły u „Prezesa” żadnego entuzjazmu. Działacze Rubina Kazań podobno podjęli rozmowy z agentem Nakoulmy, ale z wiadomym skutkiem…

W lipcu 2013 r. Nakoulma był bardzo, bardzo blisko czeczeńskiego Tereka Grozny. Przeszedł nawet testy medyczne, ale nie dogadał się w sprawie indywidualnego kontraktu. Wrócił na zgrupowanie Górnika, ale po krótkim czasie ponownie udał się do Austrii na obóz przygotowawczy do Tereka i… znowu nie doszedł do porozumienia z władzami tego klubu. Jak informował wprost.pl powołując się na „Dziennik Zachodni” – „Rosyjski klub zaproponował Nakoulmie 55 tys. euro miesięcznie. Piłkarz z Burkina Faso chciał 10 tys. więcej.”. Nakoulma miał wpisaną w kontrakt klauzule odstępnego z kwotą 1,25 mln euro, więc nic dziwnego, że w Zabrzu byli rozczarowani postawą swojego piłkarza. Fakt.pl informował, że działacze z Zabrza byli tak zdeterminowani do przeprowadzenia tego transferu, że proponowali Nakoulmie 30% od kwoty transferowej, którą miał zapłacić Terek! „Prezesowi” kontrakt kończył się za rok, więc oferta z Groznego mogła być jedną z ostatnich na zarobienie jakichkolwiek pieniędzy na transferze tego piłkarza. Nakoulmę obserwował także AS Saint-Etienne, ale (ku rozczarowaniu piłkarza) oferty nie złożył.

Prejuce_Nakoulma_-_mapka_transferowa_(1)

Prejuce_Nakoulma_-_mapka_transferowa_(2)

Mapka pokazująca kluby zainteresowane Nakoulmą w przerwie zimowej 2013-2014, opublikowana przez „Sport” i zamieszczona w Internecie przez portal weszło.

Źródło: weszlo.com.

Zimą tego roku podobno Nakoulma był bliski podpisania kontraktu z Besiktasem Stambuł, ale media informowały też o zainteresowaniu m.in. takich klubów jak Club Brugge, Sparta Praga, OGC Nice, 1. FC Koeln, Rubin Kazań, Rizespor, czy chiński Guizhou Renie. Portal weszlo.com wymienia także wśród klubów, które przedstawiły „wstępne lub bardziej konkretne propozycje” – Parmę, Getafe, Stuttgart, Kaiserslauten oraz Eintracht Brunszwik. „Były również zapytania ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich.”. Wracając jeszcze do Besiktasu, to menadżer piłkarza Daniel Weber informował, że „Prezesa” chcieli zatrudnić trener i dyrektor sportowy Besiktasu, ale nie władze klubu i dlatego nie doszło do transferu.

Przed ostatnią ligową kolejką sezonu 2013/2014 Robert Warzycha, trener Górnika Zabrze powiedział, że Nakoulma na pewno odejdzie z Górnika, a klubu nie stać na jego zatrzymanie. Zbigniew Waśkiewicz, ówczesny prezes klubu z Zabrza był pewien, że Nakoulma podpisze kontrakt z klubem francuskim. Media podawały natomiast, że piłkarz lada dzień ma stawić się na testach medycznych w West Bromwich Albion, ale jak się później okazało do podpisania kontraktu nie doszło. Niektóre media informowały, że „Prezes” nie spełniał wymaganego na Wyspach limitu występów w narodowej reprezentacji. Portal weszlo.com uważa jednak, że WBA wycofali się z negocjacji w momencie, gdy dowiedzieli się, że Nakoulma działa samodzielnie, mimo obowiązującej go umowy z menadżerem. Później pojawiła się jeszcze opcja transferu do Legii, ale podobno zażądał wysokiej kwoty za samo podpisanie umowy z Mistrzem Polski.

I nagle okazało się, że Nakoulma całkowicie niespodziewanie podpisał kontrakt Mersin – z tureckim beniaminkiem. Wybór „Prezesa” jest o tyle dziwny, że zainteresowanie Nakoulmą wyrażały albo kluby znacznie mocniejsze niż Mersin, albo oferujące znacznie większe pieniądze niż Mersin.

Prejuce_Nakoulma_-_po_podpisaniu_kontraktu_z_Mersin_Idman_Yurdu_SK

Nakoulma po podpisaniu kontraktu z Mersin.

Źródło: haberciniz.biz

Nie sposób nie wspomnieć, że „grający wcześniej w Mersin Marcin Robak do dziś, po blisko półtora roku, czeka na uregulowanie zaległości, liczonych w setkach tysięcy euro. Ale to nie koniec problemów Afrykanina, gdyż wiążąc się z nowym zespołem, zapomniał poinformować o tym menedżera…” (cyt. za weszlo.com).

Podsumowanie

W czym więc był problem? Dlaczego klub i zawodnik tak długo „bujali” się z transferem zagranicznym? Paradoksalnie, z powodu… pieniędzy! Zbyt wiele osób, a w tym także sam Nakoulma chciało na transferze zagranicznym coś ugrać. Niewiarygodnie brzmi historia opisywana przez portal weszlo.com, że „Do jednego z zagranicznych klubów zgłosiło się SZEŚCIU spośród około DWUDZIESTU przedstawicieli Nakoulmy, każdy z autoryzowanym papierem, co więcej, w tym samym czasie Prejuce’a obowiązywał papier na wyłączność z Weberem…”.

Sam Nakoulma powtarzał, że chce grać w mocnej lidze nawet za mniejsze pieniądze niż te, które mógłby zarabiać w peryferyjnych ligach. Życie jednak zweryfikowało jego poglądy. Wprawdzie „Przegląd Sportowy” zwracał uwagę, że „Nakoulma ma wysoką pensję i jego utrzymanie sporo kosztuje, a granie w polskiej ekstraklasie nie jest już dla niego żadnym wyzwaniem.”, to jednak trudno nie zrozumieć „Prezesa”, który mógł przebierać w ofertach i grymasić przy ich wyborze. Przecież w Górniku zarabiał podobno 250 tys. euro rocznie. Nie w Legii, Lechu, czy Wiśle, tylko w Zabrzu! To naprawdę duże pieniądze, a jeszcze większe, jak na możliwości śląskiego klubu. „Prezes” musiał więc grać! Miał gwarantowane i miejsce w składzie i zainteresowanie zagranicznych klubów. Wymarzył sobie Francję i konsekwentnie czekał na korzystną ofertą godziwie zarabiając, jak na polskie warunki. Zabrzanom było wszystko jedno, dlatego tak bardzo naciskali na transfer do Tereka, ale gdy to się nie udało, to już było pewne, że klub nie zarobi na nim ani złotówki. W ekstraklasie zagrał 87 meczów, w których strzelił 24 bramki, a jego bilans w barwach zabrskiego Górnika to 79 meczów i 24 bramki.

Nakoulma na początku swojej przygody z Polską był reprezentowany przez znanego menadżera – Jarosława Kołakowskiego. Później był reprezentowany przez byłego wspólnika Kołakowskiego, czyli Daniela Webera, ale kontrakt z Mersin podpisał przy udziale innego menadżera – Cedrick’a Mazet’a. Czy w tym też doszukiwać się kombinacji „Prezesa”? Trduno powiedzieć, ale warto pamiętać, że Kołakowski i Weber nie rozstali się w najlepszych relacjach. Nakoulma opowiadał portalowi sport.pl, że Kołakowski zapomniał o nim, a przypomniał sobie dopiero, gdy piłkarz pojawił się w Łęcznej i pojawiła się perspektywa gry w ekstraklasie. Trudno ocenić, czy był to prawda, czy może taka wypowiedź była inspirowana przez Webera. W każdym razie sprawa między Nakoulmą a Kołakowskim miała trafić na sądową wokandę.

Trudno nie życzyć dobrze Turbo Kozakowi, zwanemu też „Będę go zjadł”, w kontynuowaniu kariery. „Prezes” wybijał się na tle innych ligowców i innych obcokrajowców występujących w Polsce, ale zapamiętamy go raczej z wypowiedzi o kogucie, kilkuletniej sadze transferowej i wicemistrzostwa Afryki 2013. Wydaje się, że w Polsce (przez osiem lat!) nie pokazał pełni swoich umiejętności, a w Turcji będzie mu później. Zresztą wybór Mersinu na kontynuowanie kariery był niewłaściwy.

Co ciekawe tego samego dnia kiedy ogłoszono, że Nakoulma podpisał kontrakt z Mersin, pojawiła się informacja o innym obcokrajowcy, który w poprzednim sezonie grał w Polsce, a teraz związał się z tureckim klubem. Nigeryjczyk Dawid Abwo wygasł kontrakt ze spadkowiczem z ekstraklasy – Zagłębiem Lubin i związał się z beniaminkiem II ligi tureckiej – Giresunsporem Kulubu, choć podobno miał ważny kontrakt z LZS Piotrówka. A jak się później okazało kontrakty z tureckimi klubami podpisali także inni obcokrajowcy znani z polskich boisk – Carlo Costly i Saidi Ntibazonkiza.

 

Źródła: własne, 90minut.pl, eurofutbol.pl, sport.pl, sport.wp.pl, weszlo.com, francja.goal.pl, przegladsportowy.pl, transfermarkt.de, transfering.pl, futbolnews.pl, wprzerwie.pl, 2x45.com.pl, sport.tvp.pl, canalplus.pl, pilkanozna.pl, ekstraklasa.wp.pl, eurosport.onet.pl, przeglasportowy.pl, sportowefakty.pl, pilka24.com.pl, nz24.pl, sport.fakt.pl, fakt.pl, polskapilka.net, slask.sport.pl, bayiri.com, nowinyzabrzanskie.pl, dziennikzachodni.pl, wprost.pl, eswupe.pl, pl.wikipedia.pl, zimbio.com, haberciniz.biz. ZICH, Beniaminek bierze Nakoulmę, „Przegląd Sportowy” z dnia 17 lipca 2014 r., s. 8. ZICH, Zamieszanie wokół Abwo, , „Przegląd Sportowy” z dnia 17 lipca 2014 r., s. 7.

piątek, 07 lutego 2014
Bramkarz porównany do Misia Yogi, czyli Michal Vaclavik

Michal Vaclavik zasłynął nie tym, że był tylko jednym z dwóch czeskich bramkarzy występujących w polskiej ekstraklasie, a tym, że kilka lat temu został przyrównany przez Macieja Szczęsnego do Misia Yogi. W ten sposób były reprezentant Polski zakpił z jego umiejętności bramkarskich.

Michal_Vaclavik_-_Miś_Yogi

Michal Vaclavik i Miś Yogi.

Źródło: kompilacja własna na podstawie zdjęć pochodzących z bohemians.cz i bajki-dladzieci.eu.

Pierwsze kroki w zawodowym futbolu Michal Vaclavik stawiał w rodzinnej Ostrawie, w drużynie FC Vitkovice. Następnie przeniósł się do drużyny FC Karvina. W tym czasie zagrał w juniorskich reprezentacjach Czech. W 1993 r. zagrał jeden mecz w reprezentacji U-18, a w latach 1996-1997 wystąpił 8 razy w reprezentacji U-21.

Młody_Michal_Vaclavik

Młody Vaclavik.

Źródło: futbol.cz.

Jesienią 1997 r., jako młody i utalentowany bramkarz, przeniósł się do Slavii Praga, gdzie do 2003 r. rozegrał tylko 20 ligowych meczów. Dodatkowo, jeden występ zaliczył w barwach Viktorii Żiżkov, do której został na krótko wypożyczony. Ze Slavią, Michal zdobył dwa Puchary Czech. Następnie grał w trzech klubach: Marila Pribram, Bohemians Praga i 1. FC Brno. Łącznie w czeskiej lidze wystąpił w 145 meczach (według 90minut.pl, natomiast według idnes.cz w 143 meczach).

Następnym przystankiem w jego karierze było Zagłębie Lubin. W sezonie 2006/2007 rozegrał 20 meczów w barwach „miedziowych” a „Przegląd Sportowy” pisał o nim przed rundą wiosenną, że jest wartościowym zmiennikiem Mariusza Liberdy. Zagłębie sięgnęło po mistrzostwo i Superpuchar Polski, a „PS” piał z zachwytu, że Vaclavik to bardzo mocny punkt Mistrza Polski 2007 i jeden z najlepszych piłkarzy ligi. Kto wie, jak dalej potoczyłaby się jego kariera, gdyby nie kontuzja, którą odniósł jesienią tego samego roku. Następnie walczył o miejsce w bramce z Aleksandrem Ptakiem (trzecim bramkarzem był Radosław Janukiewicz). Vaclavik zagrał ostatecznie tylko 9 meczów (wszystkie jesienią). Zagłębie ukończyło sezon dopiero na 5. miejscu, ale zostało ukarane za korupcję, więc jasnym się stało, ze czeski bramkarz nie pozostanie na Dolnym Śląsku. Vaclavik przeszedł do Górnika Zabrze, gdzie został zmiennikiem Sebastiana Nowaka.

Michal_Vaclavik_w_barwach_Górnika_Zabrze

Vaclavik w barwach Górnika Zabrze.

Źródło: tabelepilkarskie.com.

Jesienią 2008 r. bronił na zmianę z Nowakiem i odnowiła mu się kontuzja, a Górnik grał fatalnie i pod wodzę Henryka Kasperczaka sensacyjnie spadł z ekstraklasy. W tym czasie Vaclavik grywał trochę w Młodej Ekstraklasie a w marcu 2009 r. wystąpił w Derbach Górnego Śląska i pewnie nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że Górnik wygrał z Ruchem 2:1, a on strzelił bramkę z karnego!

Maciej Szczęsny wypowiadając się nt. bramkarzy obcokrajowców, występujących w polskiej lidze powiedział o nich: „raczej nie są bramkarze, tylko ludzie, którzy szukają roboty na tej pozycji. Oczywiście wyłączając z tego grona Janka Muchę i Ivana Turinę. Jak porównuję w Górniku Zabrze Sebastiana Nowaka i Michala Vaclavika, to z jednej strony widzę bramkarza, a z drugiej Misia Yogi. Takich przykładów jest więcej (…)” (cyt. za info.wiadomosci.gazeta.pl).

Swoją przygodę z Górnikiem i polską ekstraklasą zakończył 15 stycznia 2010 r. na 40 ligowych występach, gdy za porozumieniem stron rozwiązał kontrakt. Do końca sezonu występował w MSK Breclav, a w sezonie 2010/2011 grał w FC Hlucin. Ostatni raz zainteresowały się nim media w marcu 2011 r., gdy w drugoligowym meczu FC Karvina – FC Hlucin (3:1) w bramkach obu zespołów wystąpili rówieśnicy (rocznik 1976), wówczas 35-letni – Vaclavik i Jakub Kafka. Wszystko wskazuje na to, że sezon 2010/2011 był ostatnim w jego zawodowej karierze.

Michal_Vaclavik_w_barwach_FC_Hlucin

Parada Vaclavika w październiku 2010 r. w meczu FC Zenit Caslav – FC Hlucin 3:2.

Źródło: svoboda.info.

 

Źródła: własne, 90minut.pl, info.wiadomosci.gazeta.pl, fotbal.idnes.cz, svoboda.info, cs.wikipedia.org, pl.wikipedia.org, bohemians.cz, bajki-dladzieci.eu, futbol.cz, tabelepilkarskie.com. Dodatki do „Przeglądu Sportowego” – „Skarb Kibica. Liga Polska. Wiosna 2006/2007” z dnia 2 marca 2007 r., s. 100; „Skarb Kibica. Liga Polska. Jesień 2007/2008” z dnia 27 lipca 2007 r., s. 94; „Skarb Kibica. Liga Polska. Wiosna 2007/2008” z dnia 22 lutego 2008 r., s. 94; „Skarb Kibica. Liga Polska. Jesień 2008/2009” z dnia 25 lipca 2008 r., s. 42; „Skarb Kibica. Liga Polska. Wiosna 2008/2009”, s. 58.

piątek, 10 stycznia 2014
Nagrody za 2013 r.

Rok 2013, podobnie jak 2012 nie był dobry dla polskiej piłki. Reprezentacja w słabiutkim stylu nie awansowała do mistrzostw świata w Brazylii i spadła w rankingu FIFA na najniższe w historii – 78. miejsce. Kluby ośmieszyły się w europejskich pucharach. Najwięcej radości przyniosła polskim kibicom „polska” Borussia Dortmund z Robertem Lewandowskim na czele znajdująca swój wyraz w finale Ligi Mistrzów i wielomiesięcznej sadze związanej z transferem „Lewego” do Bayernu Monachium. Największą niespodzianką sprawiła jednak kobieca reprezentacja do lat 17, która wywalczyła mistrzostwo Europy, a także… PZPN, który wystarał się o organizację finału Ligi Europy 2015 na Stadionie Narodowym.

 

Piłkarz roku – ROBERT LEWANDOWSKI

Napastnik Borussi Dortmund po raz trzeci z rzędu został piłkarzem roku i z całą pewnością zasłużył na tą nagrodę. Cztery bramki strzelone w pierwszym meczu półfinałowym Ligi Mistrzów przeciwko Realowi Madryt (4:1) sprawiły, że „Lewy” znalazł się na ustach piłkarskich ekspertów i kibiców, ale przede wszystkim – zapisał się na stałe do historii futbolu. Lewandowski jako pierwszy piłkarz w historii europejskich pucharów strzelił „Królewskim” cztery gole. Christo Stoiczkow powiedział o nim dla „Przeglądu Sportowego”: „Robert pasowałby do Barcelony”, a Gianluca Vialli: „Lewandowski to as!”. „Przegląd Sportowy” stwierdził, że Robert Lewandowski rozegrał najlepsze dwanaście miesięcy w swojej karierze, zaś „Lewy” w wywiadzie dla tego tytułu stwierdził: „To najlepszy rok w mojej karierze. Było wiele momentów, które na długo zapamiętam.”.

W 2013 r. Lewandowski rozegrał 59 oficjalnych spotkań – 10 w reprezentacji i 49 w klubie. Był najbardziej eksploatowanym piłkarzem Bundesligi. Dla Borussi zdobył 36 goli – 25 goli w Bundeslidze (14 wiosną i 11 jesienią), 10 w Lidze Mistrzów (4 Realowi, 3 Marsylii i po 1 Szachtarowi, Maladze i Arsenalowi) i 1 w Pucharze Niemiec. Do tego dorobku dołączył 13 asyst. W plebiscycie UEFA na najlepsze piłkarze Europy zajął 5. miejsce. Znalazł się wśród 23 zawodników nominowanych do „Złotej Piłki” FIFA, a w rankingu magazynu „Four Four Two na 100 najlepszy piłkarzy świata zajął 12. miejsce. Podobnie jak rok wcześniej tylko występy w reprezentacji były dla polskiego napastnika rozczarowujące. Rozegrał 10 meczy, ale zdobył 3 gole, z których tylko bramka przeciwko Czarnogórze została zdobyta z gry.

Robert_Lewandowski

Źródło: niezgrani.pl.

Red. M. Kołodziejczyk napisał o nim: Robert wszedł na poziom od dawna nieosiągalny dla polskich piłkarzy. Jeśli któryś z nich ostatnio przebijał się w silnym europejskim klubie, najczęściej był bramkarzem (…) Teraz mamy jednak wreszcie kogoś, kto strzela gole, rozpala wyobraźnię (…) Lewandowski ma szansę przełamać też inne bariery, wejść do świata niedostępnego dotychczas dla polskich piłkarzy(cyt. za „Rzeczpospolita”). Nic więc dziwnego, że w lipcu 2013 r. „Przegląd Sportowy” uznał „Lewego” za jedynego polskiego piłkarza zasługującego w sezon ie 2012/2013 na klasę światową. Przyznać jednak trzeba, że nie był to do końca udany sezon dla Lewego i Borussi. Klub zdobył wicemistrzostwo Niemiec, ale dotarł do finału Ligi Mistrzów, w którym przegrał z Bayernem (1:2). Na osłodę przyszło zwycięstwo nad Bawarczykami w Superpucharze (4:2), ale w Bundeslidze jesienią, BVB dała się jeszcze wyprzedzić Bayerowi Leverkusen. Wiosną Lewandowski przegrał rywalizację o koronę króla strzelców ze Stefanem Kiesslingiem (Bayer Leverkusen) strzelając w całym sezonie 24 bramki, podczas gdy Kiessling strzelił o jedną więcej. Po rundzie jesiennej „Lewy” jest liderem z 11 golami.

Zwieńczeniem doskonałej gry Lewandowskiego było zainteresowanie jego osobą – Bayernu Monachium, Manchesteru United i Realu Madryt, a nagrodą podpisanie 4 stycznia 2014 r. kontraktu z Bayernem, obowiązującego od 1 lipca 2014 r. A pomyśleć, że Felix Magath powiedział o „Lewym”, gdy ten grał jeszcze w polskiej lidze – „Podobno Robert Lewandowski z Lecha ma kosztować pięć milionów euro. Ja nie mogę tyle wydać. Jaką mam gwarancję, że sprawdzi się w Bundeslidze? Przecież to jeszcze młody i niedoświadczony napastnik.” (cyt. za „Magazynem Sportowym”).

Przyznając nagrodę Lewandowskiemu warto jednak wspomnieć o dwóch pozostałych Polakach występujących w Borussi, bo oni też pracowali na sukces „Lewego”. Błaszczykowski zagrał 56 meczy, w których zdobył 12 bramek i zaliczył 13 asyst. Piszczek z powodu kontuzji biodra pauzował przez pół roku, ale wystąpił w 31 meczach, w których zdobyli 4 gole i zanotował 6 asyst.

 

Obcokrajowiec roku – MARCO PAIXÃO

Portugalczyk Marco Paixão to zdecydowanie najlepszy obcokrajowiec, który występował w 2013 r. w ekstraklasie, ale o uznaniu go za najlepszego nie decydowało CV, tylko zasługi, czyli bramki i świetna gra w barwach wrocławskiego Śląska.

Marco_Paixao

Źródło: lovefootball.pl.

Paixão wystąpił w 28 oficjalnych meczach Śląska i zdobył w nich 16 goli, w ekstraklasie zagrał w 21 meczach, zdobywając 10 goli. W klasyfikacji króla strzelców znajduje się na drugiej pozycji. Skuteczność to ogromny atut Portugalczyka, ale jeszcze większym jest jego technika i inteligencja w grze. Wprawdzie jego gra nie porwała Śląska do jakiejś fantastycznej postawy, ale on sam wyróżnia się na tle pozostałych ligowców.

Nagroda jest przyznawana za cały rok, ale żaden z piłkarzy występujących w ekstraklasie wiosną i jesienią nie wyróżnił się na tyle, aby ją otrzymać. O Paixão można mówić w pewnym stopniu jako o odkryciu, zaskoczeniu, ale prawda jest taka, że wielu ekspertów przewidywało, że ten piłkarz wniesie do Śląska i polskiej ligi dużo dobrego. Tak też się stało i nic dziwnego, że pytają o niego Almeria, Celta, czy Legia.


Odkrycie roku – MATEUSZ ZACHARA 

Podobnie jak rok wcześniej odkryciem roku został piłkarz Górnika Zabrze. Wtedy był to Arkadiusz Milik, a w mijającym roku Mateusz Zachara. Napastnik Górnika zadebiutował w ekstraklasie w maju 2011 r., ale jego talent rozbłysł dopiero w 2013 r. Wiosną Zachara zagrał w 9 meczach prezentował się całkiem nieźle, natomiast jesienią otarł się o miano jednej z gwiazd ekstraklasy. W 21 ligowych meczach strzelił aż 10 goli, co oznacza, że więcej (11) bramek ma na koncie tylko Paweł Brożek.

Mateusz_Zachara

Źródło: sport.fakt.pl.

Zachara zasłużył na nagrodę, bo wyróżnia się skutecznością, walecznością, precyzją, techniką. Portal weszlo.com napisał o nim: „Świetny sezon rozgrywa Mateusz Zachara. (…) Niedługo skończy 24 lata i wciąż widzimy w nim bardziej drugiego Jarkę niż Milika (obyśmy kiedyś się tych słów wstydzili). Zderzenie z prawdziwym futbolem mogłoby być bolesne.”. Zainteresowanie Zacharą wyraża kilka klubów, ale trudno powiedzieć, żeby prezentowały poważny futbol. Należą do nich m.in. Vitesse Arnhem, NEC Nijmegen, Maccabi Hajfa, Botew Płowdiw, a także występująca w Segunda Division – SD Ponferradina. Górnik odrzuca jednak oferty opiewające na pół miliona euro. Zachara ma za sobą rundę życia, ale swoje walory musi potwierdzić wiosną, aby transfer stał się faktem.

Do nagrody pretendował jeszcze Mateusz Klich (PEC Zwolle) i Piotr Parzyszek (De Graafschap), ale to Zachara pojawił się niczym królik z kapelusza. Parzyszek strzela duuuużo bramek, ale drugiej ligi holenderskiej nie warto przyrównywać do polskiej ekstraklasy, co potwierdzili Johan Voskamp i Fred Benson. Klich był już wcześniej znanym piłkarzem i do miana odkrycia mógł pretendować raczej w 2010 r. niż teraz. Miniony rok był raczej powrotem Klicha do poważnej piłki po całkowicie nieudanej przygodzie z Wolfsburgiem.

 

Trener roku – JAN URBAN

Nie mogło być innego wyboru. Drużynę roku prowadził Jan Urban, więc on musiał zostać trenerem roku. Cieniem na ten wybór kładą się – jak przy Legii – rozgrywki europejskie, odpadniecie z Pucharu Polski i sześć ligowych porażek, a w tym wstydliwa porażka z „czerwoną latarnią” ekstraklasy, czyli Podbeskidziem, a także porażki z Ruchem, Zawiszą i dwie porażki z Lechią. Urbanowi można zarzucić, że pod koniec roku stracił kontrolę nad drużyną, porażki przyjmował bez emocji, a „czarny październik” po prostu zaakceptował. Pewnie po części z tych powodów stracił posadę na rzecz Norwego Henninga Berga. Urban nie dostał jednak nagrody za przewinienia. Wiosną zrobił z Legią maszynkę do wygrywania, drużynę, która potrafiła przestraszyć każdego rywala. Początek nowego sezonu też był dynamiczny (12 goli w 3 meczach). Legia Urbana tak jak zapowiadał grała polską wersję tiki-taki. Miała przewagę, stwarzała sytuacje bramkowe, ale ze skutecznością było różnie.

Jan_Urban

Źródło: legia.net.

 

Drużyna roku – LEGIA WARSZAWA

W 2012 roku wyróżniona została męska reprezentacja U-17 za 3. miejsce na mistrzostwach Europy, więc w tym roku nagrodę powinny dostać mistrzynie U-17. Postanowiłem jednak wyróżnić Legię Warszawa po raz drugi (wcześniej w 2011 r.), ponieważ zdominowała polskie rozgrywki klubowe.

Legia_-_Mistrz_Polski_2013

Źródło: wprzerwie.pl.

Legia była najlepszym polskim klubem w 2012 r. Po siedmiu latach przerwy sięgnęła po mistrzostwo Polski i podobnie jak w dwóch poprzednich latach (2011, 2012) także po Puchar Polski. Co więcej, Legia jako jedyny polski klub zagrała w Lidze Europy, choć do ostatniej kolejki broniła się, żeby nie zostać najgorszym klubem w historii tych rozgrywek, mimo że nie grała źle (poza meczem z Lazio u siebie). Po jesiennych ligowych rozgrywkach Legia jest liderem tabeli z przewagą pięciu punktów nad Górnikiem. Cieniem na ich ocenę kładą się wspomniane występy w Lidze Europy, a wliczając eliminacje do Ligi Mistrzów – 9 kolejnych meczów bez zwycięstwa, odpadnięcie z Górnikiem Zabrze w Pucharze Polski i aż 6 ligowych porażek. Nie zmienia to jednak faktu, że w 2013 r. to Legia była najlepszym polskim klubem, który przez długie miesiące grał najskuteczniej i najbardziej efektownie. Trzeba przyznać, że w wielkim stylu Legia wywalczyła dublet po osiemnastu latach przerwy.

 

Specjalne wyróżnienie – kobieca reprezentacja Polski U-17 

Młode Polski niespodziewanie sięgnęły w Szwajcarii po Mistrzostwo Europy do lat17, aEwa Pajor została wybrana na najlepszą zawodniczkę turnieju. Niewątpliwie młode Polski (podobnie jak reprezentacja olimpijska) były promykiem nadziei na reprezentacyjne sukcesy w latach kolejnych.

Polska_U-17_-_Mistrzynie_Europy_2013

Źródło: polandsoccerblog.com

 

Podsumowanie

Każdego z laureatów czekają w 2014 roku zmiany. Lewandowski spełni połowę roku w Dortmundzie, a połowę w Monachium. Paixão prawie na pewno nie zagra roku w barwach Śląska. Zachara może nie dokończyć sezonu przy Roosvelta. Urban nie będzie prowadził Legii, a Legia pod wodzą nowego trenera nie powtórzy wyczynu Urbana, czyli dubletu. Piłkarska karuzela trwa w najlepsze!

 

Źródła: własne, 90minut.pl, eurofutbol.pl, pl.wikipedia.org, niezgrani.pl, lovefootball.pl, sport.fakt.pl, legia.net, wprzerwie.pl, polandsoccerblog.com. Krzyczę, bo lekarz mi kazał – wywiad M. Szmigielskiego z Felixem Magathem, „Magazyn Sportowy”, s. 8. „Przegląd Sportowy” z dnia 29 kwietnia 2013 r., s. 4-5. M. Kołodziejczyk, Robert Lewandowski: samolot startuje, „Rzeczpospolita” z dnia 4-5 maja 2013 r., s. 18-19. „Przegląd Sportowy” z dnia 17 czerwca 2013 r., s. 3. „Przegląd Sportowy” z dnia 1 lipca 2013 r. LB, Pół miliona za Zacharę, „Przegląd Sportowy” z dnia 27 grudnia 2013 r., s. 8. T. Włodarczyk, Robert Lewandowski i długo, długo nic…, „Przegląd Sportowy” z dnia 31 grudnia 2013 r. – 1 stycznia 2014 r., s. 16-17.

czwartek, 26 grudnia 2013
O sporcie w Muzeum Produkcji Zapałek w Częstochowie

Częstochowa, jak dla mnie – przyjezdnego, robi raczej przygnębiające wrażenie. Największą atrakcją turystyczną, a jednocześnie wizytówką miasta jest bazylika i klasztor na Jasnej Górze z obrazem Matki Boskiej Częstochowskiej. Przeciętny turysta zwróci jeszcze uwagę na filharmonię, teatr, kilka kin i kilka muzeów, a wśród nich trzy należące Szlaku Zabytków Techniki województwa śląskiego – Muzeum Górnictwa Rud Żelaza, Muzeum Historii Kolei i Muzeum Produkcji Zapałek, któremu zamierzam poświęcić ten wpis.

2013.07.13_Muzeum_Produkcji_Zapałek_(1)

Jasna Góra w Częstochowie.

Jeśli chodzi o wymiar sportowy Częstochowy to też nie jest z nim najlepiej. Przez lata wizytówką klubu była siatkarska męska sekcja AZS, która w latach dziewięćdziesiątych minionego stulecia dominowała w Polsce. Akademicy zdobyli sześć tytułów mistrza Polski, 6 srebrnych i 4 brązowe medale mistrzostw Polski, 2 Puchary Polski, 7 finałów Pucharu Polski, Superpuchar Polski, Challenge Cup (2012) i 3. miejsce w Top Teams Cup (2002). Przeprowadzka z hali w sportowo-widowiskowej „Polonia” (opis meczu ligowego Częstochowa – Resovia rozegranego w 2010 r. w tej hali znajduje się tutaj) do nowej hali na Zawodziu jesienią 2012 r. zbiegła się z fatalną postawą klubu (o nowej hali pisałem przy okazji tegorocznego finału Pucharu Polski siatkarzy – opisując mecze półfinałowe i podsumowując organizację Pucharu Polski). Hala została wybudowana tuż obok stadionu żużlowego Arena Częstochowa, na którym występuje miejscowy Włókniarz (o stadionie pisałem w kontekście lipcowego półfinału Drużynowego Pucharu Świata – tutaj i tutaj). „Lwy” wywalczyły w Drużynowych Mistrzostwach Polski – 4 złote, 3 srebrne i 5 brązowych medali, a do tego Klubowy Puchar Europy (2004). W mieście działa jeszcze klub piłkarski Raków Częstochowa, do którego największych sukcesów nalezą finał Pucharu Polski w 1967 r. i występy w ekstraklasie, a w tym 8. miejsce w sezonie 1995/1996, ale to stare dzieje, bo obecnie klub występuje w II lidze.

Jaki jest więc związek między zapałkami a sportem w polskim „świętym mieście”?

Historia zapałek i częstochowskiej fabryki

Pierwsze zapałki zostały wynalezione w Chinach w 508 r., a pierwsze europejskie zapałki wyprodukowano w Paryżu w 1805 r. Fabrykę zapałek w Częstochowie założono niecałe 80 lat później, a dokładniej w 1881 r. Dokonali tego niemieccy przemysłowcy – Julian Huch i Karol von Gehlig. Produkcję zapałek rozpoczęto w 1882 r. W 1912 r. nowym właścicielem fabryki zostało Towarzystwo Akcyjne W.A. Łapszyn z Petersburga z Zarządem na Królestwo Polskie w Warszawie. Warto bowiem przypomnieć, że tereny dzisiejszej Polski znajdowały się pod zaborami. W 1913 r. pożar strawił większość drewnianych budynków, ale już w następnym roku odbudowano i zmodernizowano fabrykę. W tym samym roku nakręcono film „Pożar zapałczarni”, który stanowi jeden z najstarszych zabytków polskiej kinematografii.

2013.07.13_Muzeum_Produkcji_Zapałek_(2)

W latach 1922-1923 powstało Polskie Towarzystwo Przemysłu Zapałczanego S.A., które wykupiło Fabrykę Zapałek w Częstochowie. W 1925 r. Minister Skarbu Władysław Grabski ustanowił monopol na sprzedaż zapałek. W 1930 r. kolejny pożar uszkodził część maszyn i zabudowań. W tym samym roku zakład odbudowano i zmodernizowano wyposażając go w maszyny firmy „Durlach”, które funkcjonują do dnia dzisiejszego! W trakcie drugiej wojny światowej fabryka była pod zarządem niemieckim, a po wojnie została upaństwowiona aż do 1997 r., gdy przekształcono ją w spółkę akcyjną z udziałami pracowników. W 2002 r. powstało Muzeum Produkcji Zapałek, którego częścią jest fabryka. „Muzeum przez kilka lat utrzymywało się ze środków działającej do 2010 r. fabryki, która zaprzestała działalność po wpisaniu jej do rejestru zabytków. Niestety, kolejny pożar, a zwłaszcza koszty związane z usuwaniem jego skutków i doprowadzenia maszyn do sprawności technicznej, spowodowały m.in. zaległości podatkowe, z którymi muzeum ma kłopot do dziś.” (cyt. za onet.pl).

2013.07.13_Muzeum_Produkcji_Zapałek_(3)

Częstochowskie Zakłady Zapałczane podzieliły los innych polskich potentatów zapałczanych – Sianowa (działalność w latach 1845 – 2007) i Bystrzycy Kłodzkiej (1897 – 2007). Działalność na skalę produkcyjną prowadzi (chyba tylko) fabryka w Czechowicach-Dziedzicach założone w 1919 r. Poza tym funkcjonuje mnóstwo małych producentów zajmujących się produkcją zapałek reklamowanych, do kominka, do grilla, jak np. Wołoszyn w Warszawie (od 1994), Euromatch w Bystrzycy Kłodzkiej (od 1995), B.L. Match Zapałki w Koszalinie (od 1996).

Zwiedzanie muzeum

Muzeum (jak już było wspomniane we wstępie) należy do Szlaku Zabytków Techniki województwa śląskiego. Jest jedynym czynnym muzeum zapałek w Europie oraz najstarszą fabryką zapałek w Polsce.

Warto zauważyć, że jest to muzeum nie zapałek, tylko produkcji zapałek, co oznacza, że ukazuje cały cykl produkcji zapałek, wykorzystującym linię technologiczną z lat trzydziestych XX wieku, kiedy w ciągu godziny produkowano ponad 5 mln zapałek! Wprawdzie maszyny nie są włączane w trakcie zwiedzania, ale i tak robią wrażenie. Tym bardziej, że technologia produkcji nie zmieniła się w praktyce od 1913 r. do dnia dzisiejszego.

Zwiedzanie uzupełniają dwie sale. W jeden oprócz dokumentów związanych z przemysłem zapałczanym znajduje się stała wystawa „Rzeźb z jednej zapałki” Anatola Karonia. Dodatkowo, w tej sali, a także w drugiej umieszczono kolekcję zapałczanych pudełek i etykiet. Całość dopełnia projekcja dwóch filmów – wspomniany już „Pożar zapałczarni” i film prezentujący działanie fabryki.

Sportowe etykiety

W połowie XIX wieku zapałki zaczęto umieszczać w pudełkach z wysuwaną szufladką. Początkowo na powierzchni pudełka znajdowały się etykiety z informacją o producencie, a później również z innymi treściami, co dało początek filumenistyce. „Filumenistyka (gr. philéō = lubię + łac. lumen = światło, ozdoba) to dziedzina nauki i pasji hobbystycznej, która zajmuje się zbiorami etykiet zapałczanych oraz historią niecenia i użytkowania ognia.” (cyt. za pl.wikipedia.org). W 1964 r. założono jedyne w Polsce i jedne z niewielu w Europie Muzeum Filumenistyczne w Bystrzycy Kłodzkiej.

Wśród licznych etykiet i pudełek można natknąć się w Muzeum na etykiety i pudełka nie tylko z elementami sportowymi, ale ewidentnie związane z klubami czy igrzyskami olimpijskimi. Wśród pudełek zauważyć można pudełka sprzed kilkudziesięciu lat z etykietami Stali Mielec, Legii Warszawa i AC Milan.

2013.07.13_Muzeum_Produkcji_Zapałek_(4)

2013.07.13_Muzeum_Produkcji_Zapałek_(5)

2013.07.13_Muzeum_Produkcji_Zapałek_(6)

Dodatkowo, na tablicy z etykietami oprócz herbu Legii są jeszcze herby Górnika Zabrze i Ruchu Chorzów.

2013.07.13_Muzeum_Produkcji_Zapałek_(6)

Przeglądając zdjęcia dostępne w Internecie na prywatnych stronach można znaleźć historyczne etykiety nawiązujące do Wyścigu Pokoju, Totalizatora Sportowego, Igrzysk Olimpijskich, czy znanego hasła „Sport to zdrowie”. W samym muzeum można doszukać się znacznie więcej, a w sklepiku z suwenirami można nawet kupić zapałki z etykietami z Mistrzostw Świata w piłce nożne, które w 1994 r. zostały rozegrane w USA (World Cup 1994).

Czasy się zmieniają, a zapałki pozostają reliktem przeszłości, tak samo jak muzeum, które za kilkadziesiąt lat może zostać zastąpione muzeum zapalniczek.

 

Zdjęcia zostały wykonane w dniu 13 lipca 2013 r. 

 

Źródła: własne, zapalki.pl, zabytkitechniki.pl, filumenistyka.lbl.pl, filumenistyka.ovh.org, muzeum.filumenista.pl, onet.pl, pl.wikipedia.org, woloszyn.com.pl, matches.com.pl, euromatch.com, zapalki.com, onet.pl, 90minut.pl.

poniedziałek, 20 maja 2013
Nagrody za 2012 r.

Z prawie półrocznym opóźnieniem przedstawiam Nagrody Bloga nofootballnofun.blox.pl za 2012 r. Niestety nie było to dobry rok dla polskiej piłki a UEFA Euro 2012 zakończyło się (spodziewanym) niepowodzeniem polskich piłkarzy i przekonaniem Franza Smudy o bezbłędności. 

Piłkarz roku – ROBERT LEWANDOWSKI

Nie mogło być innego rozstrzygnięcia niż uznanie, że Robert Lewandowski był najlepszym polskim piłkarzem w 2012 r. Prawdą jest, że „Lewy” zawiódł na UEFA Euro 2012, ale prawdą jest, że zawiodła drużyna i każdy piłkarz z osobna. Lewandowski strzelił jedną bramkę i zapisał się w historii nie tylko polskiej, ale i europejskiej piłki nożnej, bowiem strzelił gola otwierającego UEFA Euro 2012. Występy w klubie przyniosły Lewandowskiemu mistrzostwo i Puchar Niemiec, w którym został królem strzelców (7 goli, w tym 3 jesienią 2011 r.). Wprawdzie, Borussia przegrała z Bayernem mecz o Superpuchar, to jednak znakomicie zaprezentowała się w Lidze Mistrzów i zapewniła sobie wyjście z „grupy śmierci”, w której rywalizowali z Realem Madryt, Manchesterem City i Ajaxem Amsterdam. „Lewy” strzelił 4 gole w 6 meczach Ligi Mistrzów, a w kadrze dalej zawodził. Po UEFA Euro 2012 nie strzelił żadnego gola w siedmiu meczach a passa meczów bez reprezentacyjnego gola wyniosła w 2012 r. – 702 minuty.

Nagrody_Bloga_2012_-_R._Lewandowski

Źródło: footballspeak.com.

Nie było jednak wątpliwości, że Lewandowski jako jedyny polski piłkarz prezentował klasę światową. W 2012 r. w oficjalnych meczach zdobył 31 goli (29 dla Borussi i tylko 2 dla reprezentacji Polski). Kontrkandydatem do tej nagrody mogli być tylko koledzy z Borussi, czyli Jakub Błaszczykowski (13 goli i 16 asyst w 40 meczach Borussi) i ewentualnie Łukasz Piszczek. Mimo niepowodzenia na Euro – to był rok „Lewego”.

 

Obcokrajowiec roku – DANIJEL LJUBOJA

Tak naprawdę, to nie było innej możliwości. Ljuboja prezentował się najlepiej spośród obcokrajowców biegających po boiskach ekstraklasy. Wiosną (podobnie jak cała Legia) nie zachwycał, ale w dalszym ciągu grał niekonwencjonalnie i z zaangażowaniem. Poza tym przyczynił się do pewnego zdobycia Pucharu Polski strzelając gola w kieleckim finale. Jesienią Ljuboja (podobnie jak cała Legia) grał już znacznie lepiej i był dużo bardziej skuteczniejszy. W 21 meczach strzelił aż 14 goli, co mogło być spowodowane tym, że nowy kontrakt zapewniał mu 6 tys. euro za każdego gola. W 2012 r. Ljuboja strzelił 19 goli w 40 meczach Legii. Inni wyróżniający się obcokrajowcy (Maor Melikson, Abdou Razack Traore, Prejuce Nakoulma) błyszczeli tylko krótkimi okresami a Artjom Rudnevs i Dudu Biton grali tylko wiosną. Ljuboji tak naprawdę zabrakło konkurencji.

Nagrody_Bloga_2012_-_D._Ljuboja

Źródło: tabelepilkarskie.com.

 

Odkrycie roku – ARKADIUSZ MILIK

Zdecydowanie Arkadiusz Milik! I nawet nie chodzi o to, że w 27 meczach Górnika strzelił 11 bramek i że Leverkusen zapłaciło za niego 2,6 mln euro, ale o to, że pojawił się znikąd. Milk zadebiutował jesienią w składzie Górnika i tak już zostało. Kontrkandydatem mógłby zostać, chyba bardziej błyskotliwy (i na boisku i w mediach) Jakub Kosecki (28 meczy w barwach Legii i Lechii, 11 goli), tyle tylko, że „Kosa” debiutował w ekstraklasie już w sezonie 2009/2010 i tak naprawdę kwestią czasu było rozwinięcie jego talentu, zwłaszcza, że odziedziczył go po jednym z najlepszych polskich piłkarzy w ostatnich kilku dekadach. Wracając do Milika, to pojawił się w ekstraklasie zupełnie niespodziewanie, ale odszedł z niej już spodziewanie, zresztą jako reprezentant Polski. W przeciwieństwie do Koseckiego jego atutem nie jest szybkość, tylko technika, panowanie nad piłką i precyzja.

Nagrody_Bloga_2012_-_A._Milik

Źródło: bialystok.gazeta.pl.

 

Drużyna roku – POLSKA U-17 (3. miejsce na Euro)

Polscy kibice mieli ogromną nadzieję na to, że drużyną roku we wszelkich plebiscytach będzie reprezentacja Polski. Zresztą wypowiedzi Franza Smudy też na to wskazywały, ale skończyło się jak zwykle… Wybranie polskiej drużyny roku to nie lada wyzwanie. Mistrz Polski – Śląsk Wrocław fatalnie grał w pucharach a jesienią zawodził w lidze. Legia zdobyła Puchar Polski i została mistrzem jesieni, ale wiosną frajersko przegrała mistrzostwo. Poza tym, wiosną po walce, bo po walce, ale odpadła ze Sportingiem Lizbona w 1/16 finału Ligi Europy, a w nowej edycji pucharów wprawdzie najlepiej z polskich klubów zaprezentowała się w europejskich pucharach, ale na własne życzenie nie awansowała do fazy grupowej Ligi Europy. Wisła Kraków też grała wiosną 2012 r. w 1/16 finału Ligi Europy i podobnie jak Legia po walce odpadła (ze Standardem Liege), tyle tylko, że o wszystkim, co było później kibice „Białej Gwiazdy” najchętniej zapomnieliby.

Nagrody_Bloga_2012_-_Polska_U-17

Źródło: futbolnews.pl.

Postanowiłem wyróżnić kadrę U-17, ponieważ była to jedyna polska drużyna, która odniosła sukces w 2012 r. Poza tym, w najważniejszym roku dla polskiej piłki nożnej zamiast sukcesu kadry seniorów, sukces osiągnęli juniorzy i chwała im za to.

 

Trener roku – Waldemar Fornalik

Trenerem roku miał być Franz Smuda, ale wyszło jak zawsze, choć pewnie sam Franz przyznałby sobie nagrodę „Trener Roku”. Trener mistrza Polski – Orest Lenczyk stracił pracę jesienią, a trener zdobywcy Pucharu Polski, który frajersko stracił mistrzostwo Polski, czyli Maciej Skorża przestał być trenerem Legii już po sezonie 2011/2012. Jedynym trenerem, który mógł pochwalić się sukcesami i wiosną i jesienią był Waldemar Fornalik. Najpierw z przeciętnym kadrowo Ruchem Chorzów sięgnął po wicemistrzostwo Polski i finał Pucharu Polski. Ruch z pucharami pożegnał się szybko, ale jesienią Fornalik nadspodziewanie dobrze poprowadził kadrę w meczach z Czarnogórą i Anglią. Spokojny i wyważony Fornalik pokazał, że mimo trudności można z kadrą zagrać o coś więcej niż honor a remisy w tych dwóch meczach przywróciły kibicom wiarę w polską kadrę.

Nagrody_Bloga_2012_-_W._Fornalik

Źródło: sport.wp.pl.

Podsumowanie

Trwający już rok 2013 zbliża się do półmetka i zapewne przyniesie zmiany wśród zdobywców nagród, choć niektórzy, jak np. Robert Lewandowski zaciekle walczy o kolejny triumf, ciekawe tylko w barwach jakiego klubu? Bayernu? Chelsea? Realu?

 

Źródła: własne, 90minut.pl, wikipedia.pl, footballspeak.com, tabelepilkarskie.com, bialystok.gazeta.pl, futbolnews.pl, sport.wp.pl. Różne wydania „Przeglądu Sportowego” z 2011, 2012 i 2013 r. R. Stec, Od wielkich klęsk od małej nadziei, „Gazeta Wyborcza” z dnia 24-26 grudnia 2012 r., s. 33.

środa, 17 sierpnia 2011
Popis Serbów przy Łazienkowskiej

W rozegranym w piątek, 12 sierpnia 2011 r., meczu 3. kolejki T-Mobile Ekstraklasy, Legia Warszawa pokonała u siebie Górnika Zabrze 3:1 (1:0). 

Legioniści przystępowali do meczu z mianem jedynej drużyny, która nie straciła dotąd punktów w lidze, a dodatkowo byli zmobilizowani przed dwumeczem ze Spartakiem Moskwa. Górnicy po bardzo udanym zeszłym sezonie (6. miejsce), w letniej przerwie zostali poważnie osłabieni. Trzej kluczowi piłkarze (Jeż, Sikorski i Bonin) odeszli do Polonii Warszawa. Skład Górnika przypominał mieszankę rutyny z młodością, natomiast Legia przed meczem została okrzyknięta zdecydowanym faworytem tego meczu.

Pierwszy celny strzał w meczu od razu przyniósł bramkę. Danijel Ljuboja odegrał piłkę na środku boiska do Jakuba Wawrzyniaka, który po przebiegnięciu kilku metrów, oddał piłkę do Ljuboji. Serb przyjął piłkę w biegu, wbiegł między Adama Banasia i Michała Pazdana, a następnie mocnym strzałem przy słupku nie dał żadnych szans Łukaszowi Skorupskiemu. To była 7 min. meczu. Po dwóch minutach groźnie, ale ze spalonego strzelał Paul Thomik. A w 11 min. Ivica Vrdoljak po niedokładnym wybiciu piłki przez jednego z Górników strzelił z kilku metrów w słupek. W tym okresie Legia atakowała, a goście nie za bardzo wiedzieli, co się dzieje na boisku. Gospodarze nie poszli jednak za ciosem i dali Górnikowi chwilę wytchnienia, a następnie pozwolili na dużo więcej.

2011.07.12_Legia_-_Górnik_przed_strzałem_Gasparika

Za chwilę Gasparik groźnie uderzy.

W 13 min. Michal Gasparik mocno strzelił z rzutu wolnego, choć wydawało się, że chciał dośrodkować. Niezależnie jednak od intencji Gasparika, Wojciech Skaba z duży trudem przeniósł piłkę nad poprzeczką. Legia odpowiedziała dopiero po 9 minutach, gdy na mocny strzał z ok.23 metrówzdecydował się Manu, ale piłka poszybowała ponad bramką Skorupskiego. W 31 min. odważnie pod pole karne gości powędrował Wawrzyniak, ale jego strzał z linii szesnastu metrów przeleciał obok słupka bramki Skorupskiego. Górnicy przypomnieli o sobie w 35 min., gdy Gasparik dośrodkował w pole karne a sprytnym strzałem głową popisał się Tomasz Zahorski tyle, że piłka nie trafiła nawet w światło bramki. W 39 min. Ljuboja przejął piłkę przed polem karnym gości i zdecydował się na strzał, który był zbyt lekki i nie sprawił żadnych problemów Skorupskiemu. Po minucie z 25 metrów strzelał Ariel Borysiuk, ale nad bramką.

2011.08.12_Legia_-_Górnik_1

Drugą połowę piłkarze Górnika rozpoczęli od ostrzeżenia, z którego gospodarze nie wyciągnęli żadnych wniosków. W 49 min. Zahorski znalazł się w sytuacji sam na sam ze Skabą, ale golkiper gospodarzy wyczuł intencje napastnika z Zabrza i Legia w dalszym ciągu prowadziła. Po upływie trzech minut był jednak remis. Po faulu Jakuba Rzeźniczaka w bocznej strefie boiska, Aleksander Kwiek dośrodkował wprost na głowę Zahorskiego, którego nie upilnował Michał Żewłakow i Skaba musiał wyciągać piłkę z siatki. Górnik postanowił wykorzystać szansę na osiągnięcie korzystnego rezultatu i nie zamierzał zadowalać się remisem, dlatego w następnej minucie zza pola karnego mocno, ale tylko w boczną siatkę, strzelił (bardzo aktywny tego dnia) Gasparik. W odpowiedzi, w 54 min. Ljuboja przymierzył z rzutu wolnego tuż obok słupka bramki Skorupskiego. Między60 a64 min. Legia praktycznie nie mogła wyjść z własnej połowy i to był ten moment, gdy Górnik mógł zapewnić sobie zwycięstwo przy Łazienkowskiej. Zabrzanie wykonywali cztery rzuty rożne i jeden rzut wolny, ale nie przyniosły one niczego poza niepewnymi interwencjami Skaby. A swoją drogą ciekawe kiedy zastąpi go Dusan Kuciak.

2011.08.12_Legia_-_Górnik_2

Legia przełamała kilkuminutowy napór Górnika i ruszyła do ataku wykorzystując widoczne zmęczenie gości. Nie bez znaczenia był fakt, że w tym trudnym momencie ciężar gry wziął na siebie słaby, niewidoczny i niedokładny do tej pory Miroslav Radović. W 67 min. Rado doskonale podał do Ljuboji, który wbiegł między Adamów – Banasia i Dancha, i znalazł się sam przed Skorupskim, który odbił jego strzał po ziemi. Piłka poleciała w stronę stojącego na jedenastym metrze Michała Żyro, który z lewej nogi strzelił nad bramką, mimo że stał w niej tylko obrońca – Adam Marciniak. Ta akcja przypomniała najzagorzalszym fanom wojskowych czasy, gdy w podobnych sytuacjach pudłowali na potęgę Jerzy Podbrożny, czy Piotr Włodarczyk.

W 73 min. Vrdoljak podał do znajdującego się w polu karnym Radovica, który natychmiast odegrał do Ljuboji. Wprawdzie Ljubo strzelił gola, ale znajdował się na pozycji spalonej, co sędziowie wychwycili. W następnej minucie Maciej Rybus wbiegł w pole karne, ale fatalnie podał do Janusza Gola i Ljuboji. Piłka przeleciała nad głowami wszystkich tak, że Rybus zaprzepaścił szansę na objęcie prowadzenia. Legia nie zwalniała tempa i w 75 min. dopięła swego. Rybus zrehabilitował się za poprzednią akcję i dośrodkował z lewej strony boiska w pole karne, gdzie Radović strzelił głową a piłka skozłowała przed Skorupskim i dała legionistom upragnione prowadzenie. Duża zasługa przy tej bramce Wawrzyniaka, który stał obok Radovica i absorbował uwagę Marciniaka i Banasia. Wojskowym grało się od tej pory znacznie lepiej i gdyby nie nonszalancja i pewność siebie Ljuboji, to mogły paść kolejne gole. Z drugiej jednak strony sztab szkoleniowy warszawskiego klubu sprowadzając tego piłkarza liczył się z jego nonszalancją i egoistyczną grą.

2011.08.12_Legia_-_Górnik_3

W 82 min. Legia wyprowadzała kolejną groźną akcję, gdy na bezsensowny, żenujący i niecelny strzał zdecydował się Rybus. Przyznać bowiem trzeba, że młody pomocnik Legii jest bez formy i gdyby nie asysta przy bramce Radovicia, to trzeba by uznać jego występ za fatalny. W 90 min. Legia „dobiła” rywala. Rybus zagrał do Wawrzyniaka, który podał do Ljuboji, ale piłka odbiła się od jednego z obrońców i wróciła do Wawrzyniaka. Obrońca Legii wbiegł w pole karne i odebrał do Ljuboji, który znalazł się w identycznej sytuacji, jak w 67 min. po podaniu Radovicia. Tym razem, Serb podbił piłkę, a Skorupski musiał wyjmować ją z sieci po raz trzeci. 

Legia wygrała zasłużenie, choć Górnik przy odrobinie szczęścia mógł nie przegrać tego meczu. Bohaterem widowiska był strzelec dwóch bramek Ljuboja, który kilkoma zagraniami potwierdził, że ma nieprzeciętne umiejętności. Nie sposób nie pochwalić Wawrzyniaka za dwie asysty i Radovicia, który w trudnym momencie przezwyciężył własne słabości i zagrał, jak na lidera drużyny przystało. Wśród gości bardzo dobre wrażenia pozostawili po sobie aktywni Gasparik i Zahorski. Wprawdzie na Legię to było za mało, ale Górnik na pewno wstydu nie przyniósł.

 

12 sierpnia 2011, 20:30 - Warszawa (Pepsi Arena / Stadion Wojska Polskiego)

3. kolejka T-Mobile Ekstraklasy 2011/2012

Legia Warszawa 3-1 Górnik Zabrze

Bramki: Danijel Ljuboja 2 (7 min., 90 min.), Miroslav Radović (75 min.) – Tomasz Zahorski (52 min.).

Legia: 84. Wojciech Skaba – 25. Jakub Rzeźniczak, 6. Michał Żewłakow, 17. Marcin Komorowski, 14. Jakub Wawrzyniak – 9. Manú (66 min., 33. Michał Żyro), 16. Ariel Borysiuk (65 min., 31. Maciej Rybus), 5. Janusz Gol (90 min., 2. Artur Jędrzejczyk), 21. Ivica Vrdoljak, 32. Miroslav Radović – 28. Danijel Ljuboja.

Górnik: 28. Łukasz Skorupski – 24. Michael Bemben, 25. Adam Banaś, 26. Adam Danch, 16. Adam Marciniak – 13. Paul Thomik (60 min., 17. Paweł Olkowski), 6. Aleksander Kwiek, 2. Michał Pazdan (78 min., 99. Arkadiusz Milik), 8. Piotr Gierczak (60 min., 87. Krzysztof Mączyński), 88. Michal Gašparík – 22. Tomasz Zahorski.

żółte kartki: Borysiuk (47 min.) – Olkowski (60 min.), Marciniak (69 min.), Bemben (79 min.), Kwiek (81 min.).

sędziował: Dawid Piasecki (Słupsk).

widzów: 17.558.

 

Dane statystyczne i cytaty na podstawie serwisów: 90minut.pl, sport.pl, legia.com, ekstraklasa.tv.

wtorek, 09 listopada 2010
Zwycięstwo rzutem na taśmę…

W rozegranym w niedzielę, 31 października meczu 11. kolejki piłkarskiej Ekstraklasy warszawska Legia pokonała Górnika Zabrze 2:1 (0:0).

Legioniści wygrali, ale podobnie jak w każdym zwycięskim meczu rozegranym przy Łazienkowskiej zwycięstwo zapewnili sobie dopiero w ostatnich minutach spotkania. Tak samo było w meczach z Cracovią i Lechem.

Mecz był średnim widowiskiem i do złudzenia przypominał potyczkę rozegraną prawie miesiąc wcześniej między Legią a Lechią. Optyczną przewagę miała Legia, ale praktycznie nic z niej nie wynikało. Nie było strzałów na bramkę, nie było też groźnych sytuacji. Górnik grał podobnie jak Lechia, ale „gołym” okiem widać było, że zabrzanie byli gorzej zorganizowani w obronie niż Lechia. Górnik podobnie, jak Lechia pierwszy strzelił bramkę, ale podobieństwa w tym momencie już się skończyły. Dlaczego? Dlatego, że Lechia zacieśniła obronę i wypunktowała Legię, zaś zabrzanie wypuścili zwycięstwo z rąk.

W pierwszej połowie warty odnotowania był tylko strzał Ivicy Vrdoljaka ponad bramką Stachowiaka w 15 min. Dośrodkował Miroslav Radović, który rozegrał kolejny świetny mecz. Dużo biegał, walczył, szukał gry i często zamieniał się pozycjami z Manu, który z kolei dalej przypomina jeźdźca bez głowy. Co do Vrdoljaka, to rozegrał gorszy mecz a sekundujący mu Maciej Iwański był cieniem samego siebie i unikał gry. Nie może, więc dziwić, że od 81. minuty obu nie było już na boisku. Dziwiło to o tyle, że Legia pozostała bez rozgrywających.

Wracając jednak to tego, co działo się wcześniej, to druga połowa rozpoczęła się nieoczekiwanie, bo w 53. minucie goście objęli prowadzenie. Marcin Wodecki ograł Jakuba Rzeźniczaka i mocno wbił piłkę w pole karne. Tam nie sięgnął jej Kostia Machnowskyj a Daniel Sikorski najpierw nie opanował piłki, ale przy dobitce do pustej bramki był już skuteczny. W ten oto sposób górnicy oddali pierwszy celny strzał na bramkę i objęli prowadzenie.

Legia_-_Górnik_2:1

Warto zauważyć, że w tym momencie sentymenty się skończyły, bo przed meczem Sikorski został przywitany brawami, po tym jak spiker poinformował, że marzeniem Daniela jest gra w Legii, dla której grał jego ojciec Witold. Po strzelonej bramce były już tylko gwizdy a dodać trzeba, że warszawska publiczność ciepło przyjęła Mariusza Jopa, który w społecznym przekonaniu jest tym, który pozbawił Wisłę Kraków mistrzostwa Polski w zeszłym sezonie.

Legioniści ruszyli do ataku, ale nie był to szaleńczy atak. Po kilku minutach do głosu doszedł Górnik i gdy wydawało się, że dla Legii wróciły demony z nie tak dawnej przeszłości, gospodarze osiągnęli dosyć dużą przewagę spychając drużynę Górnika do obrony, która choć chwilami chaotyczna, długo, bardzo długo była skuteczna.

W 69 min. Radović strzelił z około dziesięciu metrów bardzo mocno, ale Stachowiak obronił, a Michał Kucharczyk nie sięgnął piłki odbitej przez bramkarza. Radović dalej szarżował i w 85 min. dośrodkował a strzał głową Kucharczyka przeszedł minimalnie obok prawego słupka bramki Stachowiaka. Wydawało się, że to była ostatnia szansa Legii na zdobycie bramki w tym meczu. Nic bardziej mylnego! W 88 min. Tomasz Kiełbowicz dośrodkował z ok. 35 metrów a nabiegający Radović strącił piłkę barkiem. Stachowiak rzucił się, ale za późno i piłka zatrzepotała w siatce. Przyznać jednak trzeba, że bramkarza gości mógł zaskoczyć Inaki Astiz nabiegający na piłkę z przeciwnej strony niż Radović. Serb po tej bramce mobilizował kolegów do gry a kibiców do dopingu i wydawał się chyba ostatnim, który wierzył w zwycięstwo. Nic więc dziwnego, że po chwili znowu wpadł w pole karne, ale strzelający z kilku metrów Kucharczyk podał piłkę do Stachowiaka.

Legia cały czas liczyła na trzy punkty, ale stare piłkarskie porzekadło mówi, że jeśli nie da wygrać, to punkt też jest do przyjęcia. Legionistom, a zwłaszcza Radovicowi jeden punkt zupełnie nie wystarczał. W ostatniej minucie meczu mieliśmy jednak kopię sytuacji z 88 min. Niemalże z tego samego miejsca dośrodkowywał Kiełbowicz. Astiz przedłużył dośrodkowanie głową a zamykający akcję na skrzydle Bruno Mezenga urwał się Vladimirovi Balatowi i z kilku metrów wcisnął piłkę między słupkiem a Stachowiakiem. To, co kilka minut wcześniej wydawało się niemożliwe stało się faktem. Legia objęła prowadzenie i już nie oddała go do końca meczu.

Legioniści_świętują,_górnicy_rozpaczają

Legioniści świętują a górnicy rozpaczają.

Górnicy nie wykorzystali ogromnej szansy na zdobycie kompletu punktów. Jest to o tyle bolesne, że ostatni raz wygrali przy Łazienkowskiej w 1998 r. Stało się tak dlatego, że nie grali do końca i chyba za wcześnie uwierzyli, że zgarną pełną pulę. Natomiast legioniści do ostatnich sekund wierzyli w sukces. W grze wojskowych widać poprawę w porównaniu z początkiem sezonu, ale Legia i tak pozostaje nieprzewidywalną drużyną. Wprawdzie wygrała trzeci kolejny mecz ligowy, a wliczając w to pucharową potyczkę ze Śląskiem – czwarty, to wcale nie jest powiedziane, że nie przegra kolejnych trzech.

Statystyki pomeczowe opublikowane w „Przeglądzie Sportowym” wskazywały na zdecydowaną przewagę Legii w strzałach (20:6), strzałach celnych (6:2) i wykonanych rzutach rożnych (10:0). Górnik dominował natomiast w faulach (20:8). Zwycięstwo przyszło jednak legionistom wyjątkowo ciężko, jak każde odniesione w tym sezonie przy Łazienkowskiej.

 

31 października 2010, 17:15 - Warszawa (Stadion Wojska Polskiego)

Legia Warszawa 2-1 Górnik Zabrze

Bramki: Miroslav Radović 88, Bruno Mezenga 90 - Daniel Sikorski 53

Legia: 55. Kostiantyn Machnowskyj - 25. Jakub Rzeźniczak, 15. Iñaki Astiz Ventura, 17. Marcin Komorowski, 11. Tomasz Kiełbowicz - 9. Manú, 16. Ariel Borysiuk, 21. Ivica Vrdoljak (62, 20. Sebastian Szałachowski), 8. Maciej Iwański (81, 80. Bruno Mezenga), 32. Miroslav Radović - 18. Michał Kucharczyk (90, 2. Artur Jędrzejczyk).

Górnik: 1. Adam Stachowiak - 24. Michael Bemben, 25. Adam Banaś, 26. Adam Danch, 21. Mariusz Magiera - 22. Tomasz Zahorski, 2. Michał Pazdan (46, 3. Mariusz Jop), 16. Adam Marciniak, 6. Aleksander Kwiek, 11. Marcin Wodecki (90, 9. Michał Jonczyk) - 10. Daniel Sikorski (79, 27. Vladimír Balát).

żółte kartki: Borysiuk (76 min.) – Banaś (20 min.), Bemben (74 min.), Kwiek (87 min.).

sędziował: Hubert Siejewicz (Białystok).

widzów: 19 239 (podane jako oficjalna liczba widzów, choć podczas meczu podano 17 887).

 

Dane statystyczne na podstawie serwisów: gazeta.pl, 90minut.pl i „Przeglądu Sportowego”.

środa, 24 czerwca 2009
Górnik Zabrze vs. Tomasz Hajto

Władze zabrzańskiego klubu zapowiedziały wystąpienie na drogę sądową przeciwko Tomaszowi Hajto, który w zamian za rozwiązanie umowy z Górnikiem zobowiązał się pod karą w wysokości 100 tys. zł, że nie zagra przeciwko Górnikowi w barwach nowego klubu. Hajto jak to Hajto zakpił ze wszystkich i zagrał w meczu ŁKS – Górnik (2:0), czym doprowadził włodarzy śląskiego klubu do wściekłości a dziennikarzy do wielu spekulacji. Najdziwniejsze jest to, że piłkarz potwierdził po meczu, że taka klauzula znalazła się przy rozwiązywaniu kontraktu, śmiejąc się przy tym, że wielki Górnik obawia się jednego piłkarza.

Hajto po raz kolejny zachowuje się nieodpowiedzialnie. Jeśli w umowie między piłkarzem a klubem znalazł się taki zapis, to zgodnie z podstawową zasadą obowiązującą przy zawieraniu umów – pacta sunt servanda, Tomasz Hajto naraża się na śmieszność i oczywiście przegraną przed sądem. Smaczku całej sytuacji dodaje fakt, że zabrzanie zachowali się bardzo fair w stosunku do piłkarza, bo rozwiązując z nim kontrakt wypłacili mu środki aż do końca sezonu, mimo że nie reprezentował barw Górnika. Swoją drogą jest to wyraźny dowód na to jak bardzo górniczy klub chciał się pozbyć byłego reprezentanta Polski.

Tomasz Hajto zadziwił swoją postawą na boisku, jak również pozaboiskowymi „wyczynami”. Z reguły negatywnie, ale on albo unikał kary albo były one mało dotkliwe. Jeśli tym razem racja jest po stronie Górnika, to mam nadzieję, że Hajto przyjmie wyrok sądu z pokorą i skończy z wygłupami.

niedziela, 31 maja 2009
Górnicza rozpacz

Największą niespodziankę zakończonego sezonu piłkarskiego stanowi spadek Górnika Zabrze. Kilka tygodni temu napisałem, że „Górnik nie spadnie”, bo byłem pewien, że zabrzanie mając stabilnego sponsora, doskonałego trenera i niezłych piłkarzy nie spadną. Rzeczywistość okazała się zgoła odmienna, bo Górnik zajął ostatnie miejsce w tabeli. Najdziwniejsze jest to, że czternastokrotny Mistrz Polski został „czerwoną latarnią”, mimo że co najmniej kilka zespołów wizualnie prezentowało się znacznie gorzej od „Górników”. Punktów nie przyznaje się za wrażenia artystyczne tylko za bramki a tych, podobnie jak rasowego napastnika, Górnikowi zabrakło.

Trener Kasperczak poniósł chyba największą trenerską porażkę, bo dysponując pokaźnym budżetem i swobodą w dokonywaniu transferów nie potrafił uratować Górnika. A przecież w składzie Górnika zarówno jesienią, jak i wiosną było wielu utalentowanych i doświadczonych zawodników. Henri nie potrafił poukładać tej układanki, mimo że mógł liczyć na ogromny kredyt zaufania ze strony klubu jak i wsparcie ze strony kibiców. Jaką ironią będzie przypomnienie, że przed sezonem władze Górnika i władze sponsora mówiły o minimum piątym miejscu! Porażka Kasperczaka oznacza, że w Polsce straci dużo zaufania wśród kibiców, jak również komentatorów i ekspertów. Poza tym znacznie ograniczy swoje szanse na objęcie posady selekcjonera reprezentacji Polski.

Największym przegranym są jednak kibice Górnika, którzy w sile kilkunastu tysięcy przychodzili na mecze wciąż wierząc w odbicie się od dna. Wiara i oddanie kibiców są jednak niczym jeśli piłkarze nie prezentują na boisku umiejętności godnych klubu z tak wielką i piękną tradycją.

piątek, 15 maja 2009
Powiało grozą…

Podczas treningu piłkarzy Górnika Zabrze miały miejsce sceny bardziej znane z Turcji czy Grecji niż z Polski. Grupa chuliganów (przecież nie kibiców?!) otoczyła piłkarzy i nakazała każdemu z nich oprócz Adama Banasia założenie koszulki z hasłem „Nie wystarczy tylko biegać lub trochę się starać, z naszym herbem na sercu trzeba zapierdalać". To była konsekwencja ostatniego meczu ligowego Górnika.

Jeśli dochodzi do takich scen, to z polską piłką jest już naprawdę niedobrze. Dziwi, że tak duża grupa weszła na stadion i zakłóciła trening piłkarzy. Dziwi również brak reakcji ze strony klubu. Prezes Jędrych bagatelizuje całą sprawę nazywając ją męską wymianą zdań. Czyżby sam zainspirował takie „motywowanie" piłkarzy? Jeśli nie, to nie ma wątpliwości, że swoim zachowaniem daje milczące przyzwolenie na przejawy bandytyzmu.

Rozumiem rozgoryczenie kibiców. Rozumiem ich złość. Ale zupełnie nie rozumiem środków jakie podejmują. Nie sądzę, aby zastraszanie zmobilizowało piłkarzy. Śmiem twierdzić, że przyniesie odwrotny skutek.

 
1 , 2
| < Październik 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
Tagi