Wpisy z tagiem: borussia dortmund

sobota, 20 sierpnia 2016
„Eksperci” część 4 – „Przegląd Sportowy” liczył na komplet

29 lipca 2012 r. w towarzyskim meczu piłkarskim L:egia Warszawa przegrała z Borussią Dortmund 0:1 (0:1) po golu strzelonym przez Roberta Lewandowskiego już w drugiej minucie spotkania. Prawie półtora miesiąca wcześniej „Przegląd Sportowy” informował, że odbędzie się taki mecz. Red. Adam Dawidziuk przypominał, że rok wcześniej na podobnym sparingu, gdy Lech Poznań zremisował bezbramkowo z BVB, na stadionie w Poznaniu zjawiło się ponad 40 tysięcy widzów. Dlatego redaktor prognozował: Przy Łazienkowskiej też pewnie będzie komplet, bo do stolicy przyjedzie najlepszy niemiecki zespół z trzema Polakami w składzie, Jakubem Błaszczykowskim, Łukaszem Piszczkiem i Robertem Lewandowskim.. Tymczasem obiekt przy Łazienkowskiej zapełnił się w jednej trzeciej.

A.Dawidziuk_o_frekwencji_na_meczu_Legia_-_Borussia

Red. A. Dawidziuk.

Źródło: przegladsportowy.pl.

Niepełnego stadionu można było spodziewać się z kilku powodów. Po pierwsze, mecz odbywał się w okresie wakacyjnym, a takowy nigdy nie służy wysokiej frekwencji. Po drugie, to był tylko mecz sparingowy i nie zawsze udaje się zapełnić pełen stadion. Po trzecie, czego w chwili publikacji artykułu przez „PS” nie było wiadomo, ceny biletów były stosunkowo wysokie. Po czwarte, jak to zwykle w Warszawie, mecz piłkarski musi rywalizować z licznymi atrakcjami i imprezami, aby przyciągnąć kibiców. Po piąte, niecały miesiąc wcześniej zakończyło się UEFA Euro 2012. Cześć kibiców oglądała mecze tylko w TV, ale część na pewno oglądała je na stadionach, zwłaszcza, że Stadion Narodowy w Warszawie był jedną z aren turnieju. Rozegrano na nim pięć meczów. Niezależnie jednak od tego część fanów chciała odpocząć od piłki. Po szóste, liczba meczów, które Legia rozgrywa w okresie wakacyjnym jest na tyle duża, że odbija się na frekwencji, więc w naturalny sposób obniża frekwencję na meczu towarzyskim. Po siódme, Legia w fatalnym stylu przegrała (oddała) mistrzostwo Polski w 2012 r. i pewnie jakaś grupa kibiców „obraziła” się na klub.

Rywal niewątpliwie była atrakcyjny – mistrz Niemiec z trzema reprezentantami Polski w składzie i pewnie w innym terminie przyciągnąłby więcej widzów, ale splot wymienionych okoliczności, utrudnił osiągnięcie przyzwoitej frekwencji, jak na taki mecz przystało. Może innym razem?

 

Źródło: A. Dawidziuk, Borussia w stolicy, „Przegląd Sportowy” z dnia 19 czerwca 2012 r., s. 15.

niedziela, 14 sierpnia 2016
Polskie transfery last minute

Ostatni dzień okienka transferowego przynosił gorączkowe godziny w wielu klubach, jak również redakcjach sportowych gazet i serwisów internetowych. W ostatnich dniach, a nawet w ostatnich godzinach każdego sierpnia było i ciekawie i nerwowo, ale w Polsce jakoś spokojnie. W tym roku to się zmieniło. Przeprowadzonych zostało wiele transferów między polskimi klubami, jak również z udziałem polskich piłkarzy za granicą.

Na pierwszy plan wysuwają się transfery polskich piłkarzy z udziałem włoskich klubów. Przede wszystkim Jakub Błaszczykowski zamienił Borussię Dortmund na Fiorentinę. Dwaj Polacy z Sampdorii Genua zmienili kluby. Bartosz Salamon na zasadzie transferu definitywnego przeszedł do występującego w Serie „B” Cagliari, a Paweł Wszołek został wypożyczony z opcją pierwokupu do Hellas Verona. Poza włoskim kierunkiem dwa transfery były związane z klubami niemieckimi. Bramkarz Łukasz Załuska, z którym Celtic Glasgow nie przedłużył kontraktu związał się z beniaminkiem Bundesligi, czyli Darmstadt. Dodatkowo, jeden z polskich piłkarzy wrócił do kraju. Sławomir Peszko przeszedł z FC Koeln do Lechii Gdańsk.

Jakub_Błaszczykowski_z_koszulką_Fiorentiny

Jakub Błaszczykowski z koszulką Fiorentiny.

Źródło: gazzettaworld.gazzetta.it.

Skoro o Lechii Gdańsk mowa, to jeśli chodzi o transfery w Polsce, to „Lechiści” byli najbardziej aktywni spośród polskich klubów. Wypożyczyli serbskiego obrońcę Nikolę Lekovicia do Partizana Belgrad, Bartłomieja Pawłowskiego do Korony Kielce, a Adama Dźwigałę do Górnika Zabrze. Lechia sprowadził dwóch pomocników – Aleksandra Kovacevicia z Crveny Zvezdy Belgrad i Michała Chrapka (ostatnio Calcio Catania). Niewiele brakowało, żeby Damian Łukasik został wypożyczony do portugalskiej Vitorii de Setubal. Dwa bardzo ciekawe transfery przeprowadziła Jagiellonia Białystok, bo z jednej strony sprzedała Macieja Gajosa, co było kwestią czasu, zwłaszcza, że poważne zainteresowanie wykazywały dwa najlepsze polskie kluby. Ostatecznie za kwotę 400 tys. euro Gajos trafił do Lecha Poznań. W jego miejsce „Jaga” sprowadziła z Górnika Łęczna reprezentanta Litwy – Fedora Cernycha. Polską ekstraklasę opuścił natomiast wyróżniający się Słowak – Robert Pich, który za 350 tys. euro (według sport.pl) trafił do 2. Bundesligi do 1. FC Kaiserslautern, gdzie dołączył do Mateusza Klicha, Kacpra Przybyłko, znanego z Lechii Gdańsk Antonio Colaka i zakontraktowanego ledwie kilka godzin wcześniej Marcusa Piosska (SC Preussen Munster 06).

Maciej_Gajos_z_koszulką_Lecha_Poznań

Maciej Gajos prezentuje koszulkę Lecha Poznań.

Źródło: esktraklasa.net.

Ciekawie było też w I lidze. Sylwester Patejuk zamienił ekstraklasowe Podbeskidzie Bielsko-Biała na Zawiszę Bydgoszcz, a dwaj piłkarze, którzy rozwiązali kontrakty z klubami ekstraklasy dołączyli do I ligi. Bartosz Iwan (wcześniej Górnik Zabrze) został piłkarzem GKS Katowice, a Adrian Paluchowski (wcześniej Termalika Bruk-Bet Nieciecza) Zagłębia Sosnowiec.

Wspomnieć należy o kilku interesujących transferach, które miały miejsce w ciągu kilku ostatnich dni sierpnia, ale nie były transferami ostatniego dnia. Absolutnym hitem było zakontraktowanie przez Lechię Gdańsk chorwackiego pomocnika – Milosa Krasicia, który w ostatnich latach notuje spadek po równi pochyłej. Ludovic Obraniak po powrocie do Werderu Brema z wypożyczenia do Rizesporu, znalazł nowego pracodawcę w postaci Maccabi Hajfa. Legia ściągnęła z Lechii bośniackiego pomocnika – Stojana Vranjesa i rozwiązała kontrakt z niechcianym Henrikiem Ojamaą. Były piłkarzy klubu z Warszawy – Wladimir Dwaliszwili, po rozwiązaniu kontraktu z duńskim Odense BK, zakotwiczył w Pogoni Szczecin. Portowców opuścił natomiast utalentowany Dominik Kun i przeniósł się do pierwszoligowej Wisły Płock. Poza tym, Górnik Zabrze zasilił bułgarski obrońca Paweł Widenow, który kiedyś grał w Zagłębiu Lubin, a ostatnio w Serie „B” w Trapani Calcio.

Koniec tegorocznego okienka transferowego w Polsce był niezwykle ciekawy, ale wydaje się, że polskie kluby dopiero uczą się przeprowadzania transferów „last minute”. Inna sprawa, że wiele klubów czeka na piłkarzy, którzy nigdzie nie znajdą zatrudnienia i są do wzięcia bez kwoty odstępnego. Ciekawe które kluby skorzystają na takiej promocji?

 

Źródła: własne, 90minut.pl, sport.pl, weszlo.com, transfermarkt.pl, polskapilka24.pl, gazzettaworld.gazzetta.it, esktraklasa.net.

wtorek, 16 czerwca 2015
Nagrody Bloga za 2014 r.

Rok 2014 r. przyniósł polskiemu futbolowi pozycję lidera w grupie eliminacji UEFA Euro 2016 i zwycięstwo nad mistrzami świata, czyli Niemcami. Legia awansowała do 1/16 finału Ligi Europy, a Robert Lewandowski wywalczył koronę króla strzelców Bundesligi, a następnie przeniósł się z Borussi Dortmund do Bayernu Monachium. To była całkiem udany rok.

 

Piłkarz roku – ROBERT LEWANDOWSKI

Tradycyjnie najlepszym polskim piłkarzem (po raz czwarty z rzędu!) był Robert Lewandowski. Wiosną wywalczył koronę króla strzelców Bundesligi, a po przeprowadzce do Bayernu Monachium stał się silnym ogniwem drużyny, choć początkowo był mocno krytykowany. Dodatkowo, Lewandowski znacznie poprawił grę w reprezentacji i choć nie zachwycał skutecznością, to w kluczowych meczach z Niemcami, Szkocją i Gruzją poświęcał się dla drużyny. W sześciu meczach zdobył cztery gole, ale z najsłabszymi rywalami, czyli z Gibraltarem (hat-trick) i z Litwą (z karnego).  

Robert_Lewandowski_w_barwach_Bayernu_Monachium

Źródło: man-news.com.

Kontrkandydatem dla „Lewego” do nagrody roku mógł być Arkadiusz Milik, ale po prawdzie, to Milik zaprzepaścił szanse słabą wiosną w barwach Augsburga. Jesienią może nawet lepiej prezentował się niż Lewandowski, ale nagroda jest przyznawana za cały rok, a nie tylko jedną rundę. Poza tym, w czasie, gdy Milik próbował przekonać do siebie trenera Ajaxu bramkami w Pucharze Holandii, to Lewandowski strzelał w Lidze Mistrzów. „Lewy” wybił się na poziom światowy i nie schodzi z niego, strzelając kolejne gole. Przyznać jednak trzeba, że spore postępy zrobił Milik, ale także Grzegorz Krychowiak (Sevilla) i Fabiański (Swansea City).

 

Obcokrajowiec roku – MIROSLAV RADOVIĆ

Serbski pomocnik był absolutnym liderem Mistrza Polski 2013 i 2014, piłkarzem, który zapewniał spokój i pewność w grze warszawskiej drużyny. Poza tym, Radović zdecydowanie wyróżniał się na tle innych obcokrajowców i piłkarzy występujących w polskiej lidze. Nie może więc dziwić, że został nagrodzony przez samych piłkarzy i po zakończeniu sezonu 2013/2014 odebrał nagrodę dla najlepszego piłkarza i najlepszego pomocnika T-Mobile Ekstraklasy.

Miroslav_Radović_w_2014_r.

Źródło: legionisci.com.

W 2014 r. rozegrał w barwach Legii 33 oficjalne mecze, w których zdobył aż 21 bramek. W meczach w europejskich pucharach rozegrał 8 meczy, w których zdobył 6 goli. Z dorobkiem 15 goli został najlepszym strzelcem w historii występów Legii w europejskich pucharach (nie licząc Pucharu Intertoto). Radović jest drugim w historii obcokrajowcem, który otrzymuje nagrodę „Obcokrajowca roku” od bloga nofootballnofun.blox.pl. W 2012 r. nagrodę otrzymał inny Serb grający w Legii – Danijel Ljuboja.

 

Odkrycie roku – DAWID KOWNACKI

Osiemnastoletni pomocnik Lecha zadebiutował w pierwszej drużynie 6 grudnia 2013 r. w ligowym meczu z Wisłą Kraków (2:0). W całym 2014 r. rozegrał 26 ligowych meczów, w których zdobył 4 bramki. Kownacki błyszczał w młodzieżowych reprezentacjach Polski, a w najwyższej klasie rozgrywkowej potwierdził swoje atuty. Oprócz szybkości i niezłej techniki zaprezentował bardzo inteligentną grę z przemyślanymi i niekonwencjonalnymi zagraniami. Jeśli jego kariera potoczy się tak, jak do tej pory, to powołanie do debiut w pierwszej reprezentacji jest tylko kwestią czasu.

Dawid_Kownacki_w_2014_r.

Źródło: ekstraklasa.org.

 

Trener roku – HENNING BERG

Norweski szkoleniowiec doprowadził Legię do Mistrzostwa Polski 2014, choć przyznać trzeba, że część wkładu w ten sukces miał poprzedni trener, czyli Jan Urban. Berg awansował z Legią do 1/16 finału Ligi Europy. Gra Legii, zwłaszcza w meczach z Celtikiem mogła się podobać. Siła ofensywna drużyny i łatwość z jaką stwarzała sytuacje bramkowe utwierdzała wszystkich w rosnącej przewadze nad polskimi konkurentami, a także efektach pracy Berga. Trenerowi można, a nawet trzeba zarzucić zbyt częste, chwilami nielogiczne rotowanie składem i zlekceważenie Superpucharu Polski. Niezależnie jednak od tego żaden trener w Polsce nie osiągnął w 2014 r., co Legia pod wodzą Berga. Co więcej, żaden klub nie grał tak pewnie i regularnie, jak Legia.

Henning_Berg_w_2014_r.

Źródło: natemat.pl.

Berg poprowadził Legią w 50 meczach, w których zanotował 35 zwycięstw, 5 remisów, 10 porażek i blians bramkowy 101:42. Mecze z Jagiellonią i rewanż z Celtikiem zostały potraktowane jako porażki (walkower), zaś pucharowe zwycięstwo nad Pogonią (po dogrywce) jako zwycięstwo. Henning Berg jest trzecim trenerem Legii z nagrodą „Trener roku”. Wcześniej taką nagrodą zostali wyróżnienie Maciej Skorża (2011) i Jan Urban (2013).

 

Drużyna roku – LEGIA WARSZAWA

Zespół z Warszawy z dziesięciopunktową przewagą zdobył w 2014 r. Mistrzostwo Polski, które poparł naprawdę niezłą grą, a jesień zakończył na fotelu lidera. Jesienna gra Legii i przede wszystkim wyjazdowe zwycięstwa musiały robić wrażenie. Dodatkowo, Legia wyciągnęła wnioski z zeszłego sezonu i zaprezentowała się z bardzo dobrej strony w europejskich pucharach awansując do 1/16 finału Ligi Europy, notując niespotykaną serię sześciu kolejnych zwycięstw.

Legia_Warszawa_-_jesień_sezonu_2014/2015

Legia Warszawa – kadra na jesień sezonu 2014/2015.

Źródło: legionisci.com.

Cieniem na zespół z Warszawy kładą się: chuligańskie wybryki podczas meczu z Jagiellonią, zlekceważenie Superpucharu, remis z Saint Patrick’s Athletic, walkower z Celtikiem, rasistowskie zachowanie kibiców w Lokeren i jesienne wpadki w lidze z niżej notowanymi drużynami. Niezależnie jednak od tych okoliczności, to przez cały 2014 rok Legia była najlepsza w Polsce, a do tego dołożyła znakomite występy w Europie, których wyznacznikiem jest zwycięstwo 4:1 nad Celtikiem w naprawdę fantastycznym stylu.

Nie sposób nie wspomnieć o występach reprezentacji Polski, która wydaje się powracać na właściwe tory. Polacy są liderami grupy eliminacyjnej UEFA Euro 2016, co zawdzięczają przede wszystkim zwycięstwu nad Mistrzami Świata, czyli Niemcami. Wprawdzie pozostał niedosyt po remisie ze Szkocją, ale z drugiej strony kadra odniosła pewne zwycięstwo na zawsze trudnym terenie w Gruzji. Prawdziwa weryfikacja gry polskiej kadry nastąpi dopiero w 2015 r., a zwłaszcza jesienią. Kadra, mimo zwycięstwa nad Niemcami jeszcze niczego nie osiągnęła, ponieważ eliminacje nie zakończyły się. Legia zdobyła kolejne trofeum, jest na dobrej drodze po kolejne sukcesy, a w Europie pokazała się z bardzo dobrej strony, dlatego to ten klub, a nie reprezentacja zasłużył na nagrodę. Nagrodę dla najlepszego klubu Legia otrzymała także w 2011 i 2013 roku.

Polscy piłkarze zapewnili w 2014 r. sporo sukcesów i emocji. Czekamy na więcej!

 

Źródła: własne, 90minut.pl, man-news.com, legionisci.com, ekstraklasa.org, natemat.pl.

wtorek, 04 listopada 2014
Nie tylko Real i Fiorentina

Super Mecz nie był jedynym meczem towarzyskim rozegranym w Polsce latem 2014 r., w którym uczestniczył klub zagraniczny. Przegląd sparingów wskazuje, że w Polsce grały kluby z Niemiec, Cypru, Grecji, Izraela i co zrozumiałe – z Czech, Słowacji, Litwy, Rosji i Ukrainy.

Przede wszystkim na pojedyncze mecze zawitały do Polski dwa kluby z Bundesligi – Borussia Dortmund (3:0 ze Śląskiem Wrocław) i Werder Brema (1:1 z Pogonią Szczecin).

Śląsk_-_Borussia_-_zapowiedź_meczu_2014

Zapowiedź meczu Śląsk Wrocław – Borussia Dortmund.

Źródło: nk.pl.

Pogoń_-_Werder_2014

Pogoń Szczecin – Werder Brema (1:1).

Źródło: 24kurier.pl.

Poza tym, w Polsce trenował mistrz Cypru i zdobywca Pucharu Cypru, który niebawem będzie etatowym uczestnikiem Ligi Mistrzów, czyli APOEL Nikozja. Były klub Helio Pinto wygrał po 2:1 z Arką Gdynia (w Gnieźnie) i Lechią Gdańsk (w Chojnicach).

Arka_-_APOEL_2014

Arka Gdynia – APOEL Nikozja (1:2).

Źródło: ekstraklasa.net.

Lechia_-_APOEL_2014

Lechia Gdańsk – APOEL Nikozja (1:2)

Źródło: czas.tygodnik.pl.

Co ciekawe, z tymi samymi rywalami zmierzył się wielki Panathinaikos Ateny, choć w zeszłym sezonie ukończył rozgrywki Superleague Ellada dopiero na czwartej pozycji. „Wszechateńscy” wygrali z Arką 1:0, ale przegrali z Lechią 0:4! Zresztą Lechia miała gościć Benfikę Lizbona w dniu 21 lipca w ramach rozliczenia za transfer Pawła Dawidowicza, ale mecz nie doszedł do skutku. Podobnie, jak planowane na początek września starcie z HSV Hamburg.

Lechia_-_Panathinaikos_2014

Przed meczem Lechia Gdańsk – Panathinaikos Ateny. Trochę szkoda, że mecz nie odbył się na PGE Arenie, ale przy Traugutta kompletu nie było…

Źródło: trojmiasto.tv.

Arka_-_Panathinaikos_2014

Arka Gdynia – Panathinaikos Ateny (0:1).

Źródło: arkowcy.pl.

Mecze sparingowe w Polsce oprócz APOELu Nikozja rozegrały także dwa inne cypryjskie kluby – Omonia Lefkossias (w Grodzisku Wlkp.: 0:2 z Zawiszą Bydgoszcz, 0:2 z Podbeskidziem Bielsko-Biała i 0:3 z Jagiellonią Białystok) i AEK Larnaka (1:2 z Zagłębiem Lubin w Opalenicy).

Najliczniejszą grupę stanowiły jednak klubu z Izraela i Słowacji. Cztery izraelskie kluby wybrały Polskę jako miejsce przygotowań do nowego sezony – wicemistrz Hapoel Beer Szewa (1:0 z Zawiszą w Lipnie, 0:1 z Legią), Ashdod SC (2:1 z Zagłębiem Lubin w Opalenicy), Hapoel Ra’anana (4:0 z Pogonią Siedlce) i Ihud Bnei Sakhnin (2:0 z Miedzią Legnica w Szamotułach).

Tradycyjnie mecze w Polsce rozegrało kilka klubów, które często gości w Polsce, jak np. słowackie MFK Rużomberok (0:5 z Wisłą Kraków w Myślenicach) i MSK Żilina (0:2 z Piasem Gliwice i 1:1 z Wisłą Kraków w Kalwarii Zebrzydowskiej), a także drugoligowcy – MFK Zemplin Michalovce (1:1 z Sandecją Nowy Sącz) i Partizan Bardejov (4:2 z Sandecją). Czeską piłkę reprezentowali tylko piłkarze drugoligowej MFK Karwiny (1:1 z Wisłą Kraków w Myślenicach i 0:0 z Termaliką Bruk-bet Nieciecza w Rybniku-Kamieniu).

Nie mogło też zabraknąć klubów litewskich – Atlantas Kłajpeda (w Gniewinie: 2:1 z Pogonią Szczecin i 0:2 z Legią Warszawa), Traku FK (0:1 z Wigrami Suwałki) i Suduva Marijampole (1:3 z Wisłą Płock w Grodzisku Wlkp.). Ukrainę tym razem reprezentowała tylko drużyna Karpat Lwów występująca w rozgrywkach tamtejszej młodej ekstraklasy (1:2 z Górnikiem Zabrze i 1:0 z Cracovią w Wodzisławiu Śląskim) i juniorzy tego klubu (2:2 z Rakowem Częstochowa w Wodzisławiu Śląskim). Wspomnieć też można, że na dłuższym zgrupowaniu były rezerwy Rubina Kazań, które spadły z III ligi rosyjskiej – Rubin-2 Kazań. Klub ten rozegrał w Polsce aż cztery sparingi – ze Zniczem Pruszków (0:0), Widzewem Łódź (2:1), Wigrami Suwałki (0:0 w Legionowie) i Koroną Kielce (0:2).

Ciekawostką było jeszcze zgrupowanie Reprezentacji AFE, czyli związku hiszpańskich piłkarzy, którą tworzyli zawodnicy bezrobotni. Taka przypadkowa drużyna wygrała z Lechią 1:0, Arką 2:0 i przegrała z 1:2 z Bytovią Bytów (w Gniewinie).

Nowe stadiony, boiska treningowe, ośrodki sportowe i bazy sportowe, częściowo po sukcesie UEFA Euro 2012, sprawiły, że do Polski coraz częściej i chętniej przyjeżdżają ekipy zagraniczne. Oczywiście, wcześniej do Polski też przyjeżdżali goście z zagranicy, ale raczej z krajów sąsiadujących z Polską, a mecze z klubami z Europy Zachodniej były raczej wyjątkami. Teraz to się zmienia, ale wśród stałych bywalców można wymienić takie kluby, jak np. Rużomberok, Żilina, Karvina, Partizan Bardejov, Karpaty Lwów, czy Żalgiris Wilno. Z drugiej strony Polska staje się coraz częstszym miejscem rozgrywania sparingów przez kluby z Bundesligi (przede wszystkim Borussia Dortmund), co powinno cieszyć. Podobnie, jak fakt, że coraz częściej na letnie zgrupowania przed rozpoczęciem sezonu przybywają kluby z Cypru i Izraela. Zresztą, polskie kluby (w tym także czołowe) rezygnują z letnich zgrupowań poza granicami kraju, co dodatkowo może sprzyjać przyjazdom silnym klubom zagranicznym.

Super Mecz wpisuje się w ten trend, ale z uwagi na komercyjny charakter funkcjonuje na trochę innych zasadach. Nie mniej lista klubów, które rozegrały sparingi w Polsce z roku na rok wygląda coraz lepiej.

 

Źródła: własne, 90minut.pl, sport.pl, sport.wp.pl, weszlo.com, eurofutbol.pl, pl.wikipedia.org, nk.pl, 24kurier.pl, ekstraklasa.net, czas.tygodnik.pl, trojmiasto.tv, arkowcy.pl.

niedziela, 27 lipca 2014
Pucharowych żniw niestety nie było

Sezon 2013/2014 w europejskiej piłce nożnej był dla Polaków wyjątkowy, choćby z tego powodu, że Robert Lewandowski został królem strzelców Bundesligi a we włoskiej Serie „A” wystąpiło aż ośmiu polskich piłkarzy. Sezon był wyjątkowy także dlatego, że Polacy występujący za granicą mieli szanse na wywalczenie pucharów czternastu krajów. Udało się tylko w czterech – w Anglii, Holandii, Włoszech (to trochę naciągane) i na Litwie.

Ale po kolei. Takiego sezonu na pewno nie było w historii polskiej piłki nożnej. W finałach krajowych pucharów wystąpiło piętnaście klubów, w kadrach których występowało osiemnastu Polaków. Jak się później okazało przynależność klubowa wcale nie gwarantuje występu w meczu finałowym, a sam mecz finałowy nie jest synonimem sukcesu. O tym ostatnim niestety boleśnie przekonało się jedenaście klubów z trzynastoma Polakami w kadrach na ten sezon.

Oczywiście, już wcześniej już były sezony, w których w finałach krajowych pucharów występowało w jednym sezonie kilku Polaków, ale takiego „wysypu” to jeszcze nie było. A dodatkowo, należy zwrócić uwagę, że nie były to finału „u jakiś ogórków”, jakby to powiedział złotousty Franz Smuda, ale były to finały w poważnych piłkarsko krajach. Spośród państw, które goszczą pięć najsilniejszych lig (Anglia, Hiszpania, Włochy, Francja i Niemcy), tylko w Hiszpanii w finale nie wystąpił żaden klub z polskim piłkarzem. Trudno się jednak dziwić, skoro o Pucharu Króla zagrały Real i Barcelona.

Wracając jednak do Polaków to szansę na zdobycie pucharu mieli także w Rosji, Rumunii, Bułgarii, Chorwacji, Szkocji, Walii, Azerbejdżanie i Austrii.

Zdecydowanie największym wygranym został Łukasz Fabiański, który na Wembley w swoim ostatnim oficjalnym meczu w barwach Arsenalu wywalczył jedyne trofeum w trakcie siedmioletniej przygody z „Kanonierami” – Puchar Anglii 2013/2014. Arsenal pokonał po dogrywce Hull City AFC 3:2, choć już po ośmiu minutach przegrywał 0:2. Fabiański wystąpił we wszystkich poprzednich meczach pucharowych w tym sezonie, ale bohaterem był po półfinale, gdy Arsenal wygrał 4:2 w rzutach karnych z Wigan (w regulaminowym czasie 1:1), a polski bramkarz obronił dwa rzuty karne.

Łukasz_Fabisńki_z_Pucharem_Anglii_2013/2014

Łukasz Fabiański (Arsenal Londyn) z Pucharem Anglii w sezonie 2013/2014.

Źródło: bravo.pl.

Fabiański zagrał i mógł cieszyć się z trofeum, ale na ławce rezerwowych cały mecz przesiedział pierwszy bramkarz „Kanonierów”, czyli Wojciech Szczęsny. Były piłkarz Agrykoli Warszawa marzył o występie w meczu finałowym, ale menadżer Arsène Wenger był konsekwentny i postawił na Fabiańskiego. Szczęsnemu pozostała radość przez łzy, bo ten ambitny bramkarz na pewno jak zwykle emocjonalnie podszedł do siedzenia na ławce.

Warto jeszcze przypomnieć, że trzy lata temu Szczęsny wystąpił na Wembley w finale Pucharu Ligi, ale po jego nieporozumieniu z Laurentem Koscielnym, Birmingham City zdobyło zwycięskiego gola. Szczęsny miał nadzieję na rehabilitację, ale musi czekać do kolejnego sezonu. Przynajmniej jego przeciwnikiem do miejsca w bramce nie będzie Fabiański, który po zakończeniu sezonu podpisał kontrakt z drużyną Swansea City. Skoro zaglądamy do archiwum, to Jerzy Dudek zdobył Puchar Ligi Angielskiej w sezonie 2002/2003.

Wojciech_Szczęsny_z_Pucharem_Anglii_2013/2014

Wojciech Szczęsny (Arsenal Londyn) z Pucharem Anglii w sezonie 2013/2014.

Źródło: pzp.info.pl.

Trzecim obok Fabiańskiego i Szczęsnego zdobywcą pucharu w silnym piłkarsko kraju w 2014 r. jest Igor Łasicki, choć w jego przypadku trudno mówić o tym, że zdobył Puchar Włoch. Łasicki był w szerokiej kadrze SSC Napoli, ale ani razu nie zagrał w Pucharze Włoch, a w lidze zadebiutował dopiero w ostatniej kolejce (tutaj). Napoli w finale pokonało na Stadio Olimpico Fiorentinę 3:1 (2:1), a mecz rozpoczął się z 45-minutowym opóźnieniem z powodu zamieszek kibiców. Barwy Fiorentiny reprezentuje Rafał Wolski, ale w tym meczu też nie zagrał. Według niektórych źródeł siedział na ławce rezerwowych wedle innych nie było go na ławce rezerwowych. W sumie nie ważne – Wolski nie wszedł na boisko, a „Viola” przegrała.

Zamieszki_przed_finałem_Pucharu_Włoch_2013/2014_(1)

Zamieszki przed finałem Pucharu Włoch 2013/2014 – poza stadionem…

Źródło: si24.it.

Zamieszki_przed_finałem_Pucharu_Włoch_2013/2014_(2)

...i na stadionie.

Źródło: sport.pl.

Igor_Łasicki_(SSC_Napoli)_2013/2014

Igor Łasicki (SSC Napoli) – zdobywca Pucharu Włoch 2013/2014 tylko „na papierze”.

Źródło: football-waldenburg.blogspot.com.

Finał Puchar Francji zakończył się porażką dla Kamila Grosickiego. Jego Stade Rennes (Rennais) przegrało w Saint-Denis na Stade de France z En Avant Guingamp 0:2 (0:1). Grosicki grał do 52. minuty, a zmienił go Paul-Georges Ntep. Co ciekawe, oba kluby spotkały się już w finale Pucharu Francji w 2009 r. i wtedy także zwyciężyło Guingamp (2:1), zdobywając to trofeum po raz pierwszy w historii.

Z polskiego punktu widzenia najbardziej bolesna była jedna porażka „polskiej” Borussi Dortmund. Westfalczycy przegrali w finale Pucharu Niemiec po dogrywce z Bayernem Monachium 0:2 (0:0, 0:0). Cały mecz w barwach Borussi rozegrali Łukasz Piszczek i Robert Lewandowski, a poza kadrą z powodu kontuzji pozostał Jakub Błaszczykowski. Mecz na Olympiastadionie w Berlinie był ostatnim oficjalnym występem „Lewego” w barwach Borussi, ale Polak nie zachwycił. Zagrał słabo, a po wspaniałym finale z 2012 r., gdy Borussia rozbiła Bayern 5:2, a „Lewy” ustrzelił hat-tricka – pozostały tylko wspomnienia. Inna sprawa, że do porażki Borussi przyczynili się sędziowie. Jak wykazały powtórki piłka po strzale Mattsa Hummelsa w 64 min. przekroczyła linię bramkową. Gwizdek sędziego jednak milczał. Średnie to pocieszenie, skoro drugi dublet z rzędu zgarnął największy rywal Borussi.

Lewandowski_bez_Pucharu_Niemiec_2013/2014

Puchar Niemiec 2013/2014 nie dla Roberta Lewandowskiego.

Źródło: wpolityce.pl.

W pięciu silnych pucharach piłkarskich Polacy sięgnęli po dwa puchary krajowe – w Anglii (po raz pierwszy w historii!) i we Włoszech, choć Igora Łasickiego wymieniamy raczej z kronikarskiego obowiązku i z przymrużeniem oka.

W krajach, których ligi wybijają się ponad przeciętność tylko Mateusz Klich mógł cieszyć się z sukcesu. Jego prowincjonalny PEC Zwolle zdobył pierwsze w historii trofeum – Puchar Holandii (KNVB Beker) 2013/2014. Wcześniej klub mógł pochwalić się tylko dwoma finałami (1928, 1977), a warto dodać, że najwyższe miejsce, na którym ukończyli sezon w Eredivisie to… 8(!!!). W meczu finałowym rozegranym w Wielką Niedzielę na rotterdamskim De Kuip, PEC niespodziewanie rozbił/zdemolował/zmiażdżył* (*niepotrzebne skreślić) 5:1 (4:1) Ajax Amsterdam, który pewnie zmierzał po tytuł mistrzowski.

Spotkanie nie rozpoczęło się najlepiej dla graczy z Zwolle. Już 3. minucie Ajax objął prowadzenie, a trzy minuty później fani Ajaxu obrzucili pole karne swoje drużyny racami i świecami dymnymi:

Race_podczas_finału_Pucharu_Holandii_2013/2014

Źródło sportfan.pl.

Mecz został przerwany, a po przerwie grała już tylko drużyna PEC. Mateusz Klich spędził na boisku cały mecz. Zaliczył jedną asystę i brał udział w dwóch bramkowych akcjach, ale gdyby nie nonszalancja kolegów (zwłaszcza przy wysokim prowadzeniu) mógł liczyć na więcej asyst. Na ławce rezerwowych Zwolle pozostał były napastnik Lechii Gdańsk – Fred Benson (jesienią 2011 r. 11 ligowych meczy, 1 gol).

Mateusz_Klich_(PEC_Zwolle)_Pucharu_Holandii_2013/2014

Mateusz Klich w szatni PEC Zwolle z Pucharem Holandii 2013/2014.

Źródło: sportowefakty.pl.

Takiej radości, jak Klich nie zaznał Artur Jędrzejczyk. Jego FK Krasnodar, który był rewelacją rosyjskiej ligi i zakończył rozgrywki na 5. miejscu, przegrał w Kaspijsku na Anży-Ariena finał Pucharu Rosji z FK Rosów 5:6 w rzutach karnych. Po 120 minutach wynik był bezbramkowy. Jędrzejczyk spędził na boisku całe spotkanie. Oba kluby prezentowały w sezonie ligowym podobną dyspozycję, dlatego tak zacięta walka w meczu finałowym nikogo nie powinna dziwić. Wydawało się jednak, że Krasnodar po wyeliminowaniu w półfinale walczącego wówczas o mistrzostwo CSKA Moskwa (1:0 na wyjeździe), prezentuje lepszą formę. Tak się jednak nie cało. Ciekawostką jest fakt, że trenerem FK Krasnodar jest były piłkarz Ruchu Chorzów – Oleg Kononow (3 mecze wiosną 1995 r.).

Także po rzutach karnych porażkę zaliczył Łukasz Szukała. Jego Steaua Bukareszt (mistrz Rumunii 2014) przegrała na National Arena w Bukareszcie w finale Pucharu Rumunii z Astrą Giurgiu po rzutach karnych 2:4. W normalnym czasie gry padł bezbramkowy remis. Steaua od 54 minuty grała w osłabieniu, ale w dogrywce, a dokładnie w 98. minucie siły obu drużyn wyrównały się. Szukała spędził na boisku cały mecz, został ukarany żółtą kartką i skutecznie egzekwował jedenastkę w serii rzutów karnych. Niestety dla niego nieskuteczni byli Fernando Varela i Mihai Pintilii. Co ciekawe, podobnie jak w przypadku Pucharu Rosji, także w Rumunii zwycięzca pucharu ma polski wątek. W barwach Astry Giurgiu występował były zawodnik Arki Gdynia – Mirko Ivanovski z Macedonii, ale akurat w tym meczu był poza kadrą. Ivanovski zaliczył niezły sezon – 17 meczy, 6 goli i od nowego sezonu występuje w CFR Cluj. W Arce w sezonie 2010/2011 w 27 meczach w ekstraklasie strzelił tylko trzy gole. W kolejnym sezonie już w I lidze w 17 meczach – 3 gole.

Finały przegrało dwóch polskich bramkarzy ze słonecznych państw. W finale Pucharu Bułgarii Botew Płowdiw, którego piłkarzem jest Adam Stachowiak, przegrał w Burgas z mistrzem kraju – Łudogorcem Razgrad 0:1 (0:0). Polski bramkarz rozegrał całe spotkanie, podobnie jak były piłkarz Wisły Kraków – Czech Tomáš Jirsák. Finalistą Pucharu Chorwacji była drużyna Dinamo Zagrzeb, w której występował Grzegorz Sandomierski. Dinamo przegrało w dwumeczu z HNK Rijeka (0:1, 0:2), a polski bramkarz w chwili rozgrywania meczów finałowych już nie był piłkarzem „Niebieskich”, ponieważ jeszcze w kwietniu rozwiązał kontrakt.

Kolejnym bramkarzem, który przegrał krajowy puchar był Radosław Cierzniak (Dundee United FC). Wystąpił w meczu finałowym o Puchar Szkocji, ale nie był to udany występ. Jego drużyna uległa na Celtic Park drużynie Saint Johnstone FC 0:2 (0:1), a sam Cierzniak nie będzie wspominał tego występu najlepiej, ponieważ zawinił przy jednej z bramek. Tym samym Cierzniak jeszcze nie dostąpi zaszczytu tytułowania się zdobywcą Pucharu Szkocji jak inni polscy piłkarze (Dariusz Adamczuk, Artur Boruc, Maciej Żurawski i Łukasz Załuska).

Przechodząc do krajów ze słabymi ligami (wyłączając Polskę), to sukces odniósł tylko jeden Polak – Jakub Wilk. Polski obrońca zagrał w zwycięskim dla Żalgirisu Wilno finale Pucharu Litwy. Żalgiris pokonał w Ucianie w obecności nieco ponad 3 tys. widzów drużynę Banga Gargždai 2:1 (2:0), a Wilk nie dość, że zagrał w całym spotkaniu, to jeszcze w 13. minucie otworzył wynik spotkania.

Żalgiris_Wilno_z_Pucharem_Litwy_2014

Piłkarze Żalgirisu świętują zdobycie Pucharu Litwy 2014. Na zdjęciu widoczny także Jakub Wilk.

Źródło: epilka.pl.

Cały mecz w barwach Żalgirisu rozegrał znany z polskich boisk Georgas Freidgeimas (kiedyś ŁKS Łódź), a na ławce rezerwowych znalazł się Eivinas Zagurskas (w przeszłości gracz Nielby Wągrowiec, Bogdanki Łęczna i Wisły Płock). Żalgiris powtórzył sukces z zeszłego roku, gdy także wygrał Puchar Litwy. Dodatkowo, sięgnął po mistrzostwo, które cały czas może zdobyć w tym sezonie.

Trenerem Żalgirisu od sierpnia 2012 r. pozostaje Marek Zub – jedyny polski trener, który z zagraniczną drużyną zdobył puchar europejskiego kraju w 2014 r.

Marek_Zub_-_trener_Żalgirisu_Wilno

Marek Zub – trener Żalgirisu Wilno.

Źródło: uefa.com.

W finale (dużo mniej prestiżowego) Pucharu Walii wystąpiła drużyna Aberystwyth Town FC, którego piłkarzem jest Krzysztof Nalborski. Aberystwyth przegrało w Wrexham z dobrze znanym warszawskiej Legii – The New Saints FC (mistrz Walii 2014) 2:3, choć po trzynastu minutach prowadziło 2:0 i pierwszą bramkę straciło w 74 minucie. Nalborski pojawił się na boisku w 84. minucie gry przy stanie 2:2.

Finał Pucharu Azerbejdżanu przegrała drużyna Dawida Pietrzkiewicza – Qəbələ FK, ale polski bramkarz znalazł się poza kadrą na to spotkanie. Qəbələ FK przegrał w rzutach karnych 2:3 z Neftczi Baku. W regulaminowym czasie gry padł wynik 1-1 (0-0, 1-1, 1-1). Polski bramkarz. Mecz został rozegrany w Baku na stadionie im. Tofika Bahramova.

Jedynym Polakiem, który wystąpił w finale pucharu krajowego reprezentując barwy drugoligowca był Tomasz Wisio. Jego SK Niederösterreich Sankt Pölten (zgodnie z przewidywaniami) uległo w Klagenfurcie w finale Pucharu Austrii mistrzowi kraju – FC Salzburg 2:4 (1:2). Polski obrońca rozegrał całe spotkanie i choć występował już w sześciu klubach w Austrii, Grecji i Niemczech (Pasching, LASK Linz, AÓ Xánthi, GS Ergotélis, Arminia Bielefeld, RB Lipsk), to cały czas pozostaje bez poważnego sukcesu w karierze, poza wicemistrzostwem Europy U-16 (1999).

Podsumowując występy Polaków warto jeszcze przyjrzeć się ile czasu spędzili na boiskach podczas meczów finałowych. Do tej analizy nie włączam jednak Grzegorza Sandomierskiego i Wojciecha Szczęsnego. Sandomierski nie był już piłkarzem Dinama Zagrzeb, gdy ten klub rozgrywał mecze finałowe, a od Szczęsnego i Fabiańskiego trudno oczekiwać, aby jednocześnie występowali na boisku. Biorąc pod uwagę również dogrywki okazuje się, że Polacy spędzili w meczach finałowych 1.108 minut na możliwych 1.650 minut. Oznacza to, że byli na boisku przez 67% możliwego czasu. Wniosek jest taki, że w klubach, które wystąpiły w meczach finałowych są solidnymi graczami, ale nie kluczowymi, bo wtedy procent sięgnąłby 75 i więcej.

 

 

POLACY W FINAŁACH KRAJOWYCH PUCHARÓW W EUROPIE W SEZONIE 2013/2014

 

ZDOBYWCY PUCHARÓW

ANGLIA

Łukasz Fabiański (Arsenal Londyn), 120 minut.

Wojciech Szczęsny (Arsenal Londyn), na ławce rezerwowych.

 

WŁOCHY

Igor Łasicki (SSC Napoli), poza kadrą meczową.

 

HOLANDIA

Mateusz Klich (PEC Zwolle), 90 minut, 1 asysta.

 

LITWA

Jakub Wilk (Żalgiris Wilno), 90 minut, 1 gol.

 

FINALIŚCI PUCHARÓW

 

NIEMCY

Jakub Błaszczykowski (Borussia Dortmund), poza kadrą meczową,

Robert Lewandowski (Borussia Dortmund), 120 minut,

Łukasz Piszczek (Borussia Dortmund), 120 minut.

 

WŁOCHY

Rafał Wolski (AC Fiorentina), na ławce rezerwowych (poza kadrą meczową?).

 

FRANCJA

Kamil Grosicki (Stade Rennes), 52 minuty.

 

ROSJA

Artur Jędrzejczyk (FK Krasnodar), 120 minut.

 

RUMUNIA

Łukasz Szukała (Steaua Bukareszt), 120 minut, gol w serii rzutów karnych, żółta kartka.

 

BUŁGARIA

Adam Stachowiak (Botew Płowdiw), 90 minut.

 

CHORWACJA

Grzegorz Sandomierski (Dinamo Zagrzeb), poza kadrą meczową – w momencie rozgrywania meczu nie był już piłkarzem Dinama.

 

SZKOCJA

Radosław Cierzniak (Dundee United FC), 90minut.

 

WALIA

Krzysztof Nalborski (Aberystwyth Town FC), 6 minut.

 

AZERBEJDŻAN

Dawid Pietrzkiewicz (Qəbələ FK), poza kadrą meczową.

 

AUSTRIA

Tomasz Wisio (SK Niederösterreich Sankt Pölten), 90minut.

 

Źródła: własne, 90minut.pl, transfermarkt.pl, sport.pl, polsatsport.pl, weszlo.com, sportowefakty.pl, sport.tvn24.pl, eurosport.onet.pl, sport.wp.pl, sport.tvp.pl, ekstraklasa.net, peczwolle.nl, zalgiris-vilnius.lt, livesports.pl, pl.wikipedia.org, en.wikipedia.org, bravo.pl, pzp.info.pl, si24.it, sport.pl, football-waldenburg.blogspot.com, polityce.pl, sport fan.pl, epilka.pl, uefa.com.

niedziela, 06 lipca 2014
Lewandowski królem strzelców Bundesligi! Historia polskich królów strzelców.

Robert Lewandowski strzelając w dniu 10 maja 2014 r. dwie bramki Hercie Berlin (4:0) sięgnął po koronę króla strzelców Bundesligi w sezonie 2013/2014. Do tego osiągnięcia wystarczyło 20 goli. Wyczyn „Lewego” jest historyczny nie tylko dlatego, że nigdy wcześniej polski piłkarz nie był najlepszym strzelcem Bundesligi, ale też dlatego, że żaden Polak nie wygrał klasyfikacji strzelców w jeden z pięciu najlepszych lig (Bundesliga, Primera Division, Premier League, Serie A, Ligue 1). Polacy byli jednak królami strzelców w innych krajach.

W uznawanych za topowe ligach: angielskiej, francuskiej, hiszpańskiej, niemieckiej i włoskiej najlepszymi strzelcami byli gracze z aż 34 różnych krajów. Wśród nich są nie tylko piłkarskie potęgi, bo za takie trudno uznać Austrię, Bośnię i Hercegowinę, Bułgarię, Kongo, Ukrainę, Senegal, Słowację, Szwajcarię, Trynidad i Tobago czy Walię.” (cyt. za sport.pl).


Bundesliga – Lewandowski królem, Furtok wicekrólem

Lewandowski już w zeszłym sezonie mógł wywalczyć koronę, ale skończyło się na tytule wicekróla strzelców. „Lewy” zdobył 24 gole i ostatecznie był gorszy od Stefana Kiesslinga (Bayer Leverkusen) o jednego gola, choć przyznać trzeba w końcowej fazie sezonu zatracił skuteczność. W sezonie 2011/2012 Lewandowski zdobył 22 bramki, ale w klasyfikacji strzelców zajął trzecie miejsce za dwoma piłkarzami, którymi byli: Klaas Jan Huntelaar (Schalke 04 Gelsenkirchen, 29 goli) i Mario Gomez (Bayern Monachium, 26 goli). Jak widać Lewandowski sięgnął po koronę w tym sezonie, w którym zdobył najmniej bramek, nielicząc premierowego sezonu 2010/2011, gdy w Borussi nie grał zbyt wiele i zaliczył tylko sześć trafień.

Robert_Lewandowski_-_król_strzelców_Bundesligi

Robert Lewandowski (Borussia Dortmund) – król strzelców Bundesligi 2013/2014 – 20 goli.

Źródło: sport.pl.

Wcześniej tylko jeden Polak walczył o tytuł najlepszego strzelca w Bundeslidze. W sezonie 1990/1991 Jan Furtok w barwach HSV Hamburg zdobył 20 goli i o jedno trafienie był gorszy od Franza Wohlfartha. W sezonie 1998/1999 o koronę mógł walczyć Andrzej Juskowiak, który po rundzie jesiennej był liderem z 11 golami dla VfL Wolfsburg. Niestety na wiosnę raził nieskutecznością i do swojego dorobku dodał tylko dwa gole.

Warto jeszcze dodać, że dwukrotnie królem strzelców 2. Bundesligi w barwach Arminii Bielefeld był Artur Wichniarek. W sezonie 2000/2001 (18 goli) wspólnie z Olivierem Djappą (Reutlingen), a w sezonie 2001/2002 (20 goli) już samodzielnie.


Ligue 1 – Szarmach dwukrotnie wicekrólem

W przypadku ligi francuskiej sytuacja byłaby podobna do Bundesligi, gdyby nie tegoroczny sukces Lewandowskiego. Nad Sekwaną Polacy zdobywali tytuł króla strzelców Ligue 2, a w Ligue 1 musieli zadowolić się tylko drugim miejscem.

Polskim superstrzelcem w AJ Auxerre był Andrzej Szarmach. Diabeł” w sezonach 1981/1982 i 1982/1983 z dorobkiem 24 goli musiał zadowolić się tytułem wicekróla strzelców. W kolejnym sezonie (1983/1984), Szarmach zdobył „tylko” 20 goli, ale od dwóch najlepszych strzelców (Patrice Garande z Auxerre i Delio Onnis z Toulon) był gorszy tylko o jedną bramkę! Co ciekawe, w sezonie 1981/1982 Szarmach wyprzedził Michaela Platiniego.

Szarmach w Ligue 2 w sezonie 1985/1986 zdobył 26 goli dla EA Guingamp i tytuł wicekróla strzelców. „W Division 2, czyli drugiej lidze, inni Polacy mieli więcej szczęścia. Przez wiele lat liga ta była podzielona na dwie grupy i praktycznie wybierani byli dwaj królowie strzelców. W 1973 roku w grupie A, trafiając 21 razy, najskuteczniejszy okazał się Eugeniusz Faber z RC Lens, a rok później Erwin Wilczek z US Valenciennes, który zdobył 26 bramek.” (cyt. za polsatsport.pl). W tych samych rozgrywkach najlepszym strzelcem w sezonie 1982/1983  był Włodzimierz Lubański, który dla US Valenciennes zdobył 28 goli.


Premier League, Primiera Division, Serie A – bez sukcesów

W ligach angielskiej, hiszpańskiej i włoskiej polscy piłkarze praktycznie nie zaistnieli jako znaczący strzelcy. Wydaje się, że najlepsze wyniki strzeleckie Polaków w poszczególnych ligach pozostawiają wiele do życzenia. W lidze hiszpańskiej w sezonie 1990/1991 Jan Urban zdobył dla Osasuny Pampeluny 14 goli. W lidze włoskiej Zbigniew Boniek zdobył dla AS Romy 7 goli w sezonie 1985/1986. Natomiast w lidze angielskiej, śp. Kazimierz Deyna dwukrotnie zdobył po 6 goli dla Manchesteru City – w sezonach 1978/1979 i 1979/1980. Niejako na pocieszenie pozostaje fakt, że Maciej Żurawski (Celtic Glasgow) wraz z trzema innymi zawodnikami był trzecim strzelcem Scottish Premier League w sezonie 2005/2006 (16 goli).

 

Beneluks – także bez szaleństwa

W trochę mniej znaczących, ale na pewno silniejszych ligach niż polska ekstraklasa, czyli w Holandii i Belgii Polacy także nie imponowali skutecznością. Najlepszy wynik w Holandii to 12 goli śp. Włodzimierza Smolarka (FC Utrecht) w sezonie 1990/1991. W Belgii najlepszy wynik polskiego napastnika to 17 goli Włodzimierza Lubańskiego (Lokeren) w sezonie 1975/1976. Blisko tego osiągnięcia w sezonie 2000/2001 był Marcin Żewłakow (Royal Excelsior Mouscron), ale ostatecznie zatrzymał się na 16 golach.

 

Austria, Grecja, Cypr – czterech polskich króli

Wprawdzie Polacy nie popisywali się skutecznością w wymienionych siedmiu ligach europejskich, to wyróżniali się w słabszych ligach. Najwyżej chyba trzeba ocenić tytuł króla strzelców Radosława Gilewicza (Tirol Innsbruck) w austriackiej Bundeslidze w sezonie 2000/2001 (22 gole). W sąsiedniej Szwajcarii żaden z Polaków nie zdobył korony, ale w sezonie 2000/2001 trzecim strzelcem tej ligi został Marcin Kuźba (Lausanne Sport) z dwudziestoma golami.

Radosław_Gilewicz_-_król_strzelców_austriackiej_Bundesligi

Radosław Gilewicz (Tirol Innsbruck) – król strzelców austriackiej Bundesligi 2000/2001 – 22 gole.

Źródło: laola1.at.


Grecja i Cypr – strzelcy na zawołanie

Biorąc pod uwagę regularność słowa uznania należą się Krzysztofowi Warzysze (Panathinaikos Ateny). „Gucio” był królem strzelców ligi greckiej w sezonach 1993/1994 (24 bramki), 1994/1995 (29 bramek) i 1997/1998 (32 bramki). Poza tym, Warzycha był dwukrotnie wicekrólem strzelców i dwukrotnie zajmował trzecie miejsce w klasyfikacji strzelców. Trzecie miejsce z 14 golami wywalczyło także dwóch Polaków: Leszek Pisz (AO Kavala) w sezonie 1998/1999 i Marcin Mięciel (PAOK Saloniki) w sezonie 2007/2008.

Krzysztof_Warzycha_-_król_strzelców_ligi_greckiej

Krzysztof Warzycha (Panathinaikos Ateny) – trzykrotny król strzelców ligi greckiej: 1993/1994 (24 bramki), 1994/1995 (29 bramek) i 1997/1998 (32 bramki).

Źródło: pinterest.com.

Wprawdzie liga grecka wtedy nie była tak silna, jak obecnie, ale tytuł najlepszego strzelca Krzysztofa Warzychy mówi sam za siebie. Podobnie jak w przypadku Łukasza Sosina – króla strzelców ligi cypryjskiej trzykrotnie z rzędu w sezonach 2003/2004 (21 goli), 2004/2005 (21 goli) i 2005/2006 (28 goli), gdy reprezentował Apollon Limassol, a następnie w sezonie 2007/2008, gdy zdobył 16 goli dla Anarthosis Famagusta. Dodatkowo, najlepszym strzelcem tej ligi był także Wojciech Kowalczyk (Anorthosis Famagusta) w sezonie 2001/2002 (24 gole).

Łukasz_Sosin_-_król_strzelców_ligi_cypryjskiej

Łukasz Sosin – czterokrotny król strzelców ligi cypryjskiej: 2003/2004, 2004/2005 i 2005/2006 (Apollon LImassol) i 2007/2008 (Anorthosis Famagusta).

Źródło: autografy-cichego.blogspot.com.

Wojciech_Kowalczyk_-_król_strzelców_ligi_cypryjskiej

Wojciech Kowalczyk (Anorthosis Famagusta) – król strzelców ligi cypryjskiej 2001/2002 (24 gole)

Źródło: legionisci.com.

 

Finlandia, Izrael i… Wyspy Owcze – tam Polacy byli najlepszymi strzelcami

Pierwszym, historycznym polskim królem strzelców w lidze zagranicznej na pierwszym poziomie rozgrywek został w 1990 r. Marek Czakon, który w lidzie fińskiej zdobył 16 goli dla FC Ilves. W lidze izraelskiej w sezonie 1998/1999 najlepszym strzelcem został zdobywca 21 goli – Andrzej Kubica (Maccabi Tel Awiw). Co ciekawe, od tego sezonu tylko raz zdarzyło się, aby królem strzelców został piłkarz, który nie reprezentuje Izraela.

Marek_Czakon_-_król_strzelców_ligi_fińskiej

Marek Czakon – król strzelców ligi fińskiej 1990 r. (16 goli) w barwach FC Ilves, ale na tym zdjęciu w stroju SV Waldhof Mannheim, w którym występował jesienią 1996 r.

Źródło: wikiwaldhof.de.

Andrzej_Kubica_-_król_strzelców_ligi_izraelskiej

Andrzej Kubica (Maccabi Tel Awiw) – król strzelców ligi izraelskiej 1998/1999 (21 goli).

Źródło: numer10.blox.pl.

Najbardziej egzotycznym miejscem, w którym Polak zdobył koronę króla strzelców są chyba Wyspy Owcze. W 2011 r. Łukasz Cieślewicz z 17 golami dla B36 Torshavn zdobył mistrzostwo i tytuł najlepszego strzelca. Wicekrólem strzelców ligi litewskiej w 2013 r. został Kamil Biliński (Żalgiris Wilno) – 21 goli.

Łukasz_Cieślewicz_-_król_strzelców_ligi_Wysp_Owczych

Łukasz Cieślewicz (B36 Torshavn) – król strzelców ligi Wysp Owczych w 2011 r. (17 goli).

Źródło: ekstraklasa.net.

 

Mistrzostwa Świata i Igrzyska Olimpijskie – czterech polskich królów

Wymieniając królów strzelców rozgrywek ligowych nie sposób nie wspomnieć o najlepszych strzelcach Mistrzostw Świata i Igrzysk Olimpijskich, bo choć trudno w to uwierzyć polscy napastnicy błyszczeli w tych rozgrywkach kilkukrotnie. Grzegorz Lato został królem strzelców Mistrzostw Świata 1974 w RFN, gdzie zdobył 7 goli.

Grzegorz_Lato_-_król_strzelców_Mistrzostw_Swiata_1974

Grzegorz Lato – król strzelców Mistrzostw Świata w 1974 r. (7 goli).

Źródło: weszlo.com.

Jeszcze ciekawiej wygląda sprawa z Igrzyskami Olimpijskimi, ponieważ zawsze, gdy Polacy zdobywali medal turnieju olimpijskiego, to polski piłkarz był królem strzelców. Dzięki tej regularności możemy pochwalić się trzema królami strzelców turnieju olimpijskiego – Kazimierz Deyna (Monachium 1972, 9 goli), Andrzej Szarmach (Montreal 1976, 6 goli) i Andrzej Juskowiak (Barcelona 1992, 7 goli). W uzupełnieniu można dodać, że w eliminacjach do Euro 2008 trzecim strzelcem był Euzebiusz Smolarek z 9 golami.

Warto jeszcze wspomnieć o klasyfikacjach królów strzelców w europejskich pucharach. Włodzimierz Lubański (Górnik Zabrze) był najlepszym strzelcem Pucharu Zdobywców Pucharów w sezonach 1969/1970 i 1970/1971. O tytuł najlepszego strzelca w Lidze Mistrzów walczyło dwóch Polaków. W sezonie 1995/1996 Krzysztof Warzycha (Panathinaikos Ateny, 6 goli) przegrał tylko z Jarim Litmanenem (Ajax, 9 goli). Wynik „Gucia” powtórzył Robert Lewandowski w sezonie 2012/2013, gdy dla Borussi Dortmund zdobył 10 goli i przegrał tylko z Cristiano Ronaldo (Real Madryt), który trafił 12 razy. Za Lewandowskim byli m.in. Lionel Messi (Barcelona) i Muller (Bayern), którzy zdobyli po 8 bramek.

 

Podsumowanie

Kto będzie następnym polskim królem strzelców? Czy nasi piłkarze każą długo czekać na kolejny indywidualny sukces porównywalny z sukcesem Roberta Lewandowskiego, a może sam „Lewy” powtórzy swój wyczyn tyle, że w barwach Bayernu Monachium?

 

Źródła: własne, 90minut.pl, sport.pl, polsatsport.pl, pl.wikipedia.org, fr.wikipedia.org, de.wikipedia.org, en.wikipedia.org, laola1.at, pinterest.com, autografy-cichego.blogspot.com, legionisci.com, wikiwaldhof.de, numer10.blox.pl, ekstraklasa.net, weszlo.com. R. Kołtoń, Żądza piłkarskiego pieniądza, Wydawnictwo Zysk i S-ka, Poznań 2005, s. 153, 156 i 169. „Przegląd Sportowy” z dnia 12 maja 2014 r., s. 1-3.

piątek, 10 stycznia 2014
Nagrody za 2013 r.

Rok 2013, podobnie jak 2012 nie był dobry dla polskiej piłki. Reprezentacja w słabiutkim stylu nie awansowała do mistrzostw świata w Brazylii i spadła w rankingu FIFA na najniższe w historii – 78. miejsce. Kluby ośmieszyły się w europejskich pucharach. Najwięcej radości przyniosła polskim kibicom „polska” Borussia Dortmund z Robertem Lewandowskim na czele znajdująca swój wyraz w finale Ligi Mistrzów i wielomiesięcznej sadze związanej z transferem „Lewego” do Bayernu Monachium. Największą niespodzianką sprawiła jednak kobieca reprezentacja do lat 17, która wywalczyła mistrzostwo Europy, a także… PZPN, który wystarał się o organizację finału Ligi Europy 2015 na Stadionie Narodowym.

 

Piłkarz roku – ROBERT LEWANDOWSKI

Napastnik Borussi Dortmund po raz trzeci z rzędu został piłkarzem roku i z całą pewnością zasłużył na tą nagrodę. Cztery bramki strzelone w pierwszym meczu półfinałowym Ligi Mistrzów przeciwko Realowi Madryt (4:1) sprawiły, że „Lewy” znalazł się na ustach piłkarskich ekspertów i kibiców, ale przede wszystkim – zapisał się na stałe do historii futbolu. Lewandowski jako pierwszy piłkarz w historii europejskich pucharów strzelił „Królewskim” cztery gole. Christo Stoiczkow powiedział o nim dla „Przeglądu Sportowego”: „Robert pasowałby do Barcelony”, a Gianluca Vialli: „Lewandowski to as!”. „Przegląd Sportowy” stwierdził, że Robert Lewandowski rozegrał najlepsze dwanaście miesięcy w swojej karierze, zaś „Lewy” w wywiadzie dla tego tytułu stwierdził: „To najlepszy rok w mojej karierze. Było wiele momentów, które na długo zapamiętam.”.

W 2013 r. Lewandowski rozegrał 59 oficjalnych spotkań – 10 w reprezentacji i 49 w klubie. Był najbardziej eksploatowanym piłkarzem Bundesligi. Dla Borussi zdobył 36 goli – 25 goli w Bundeslidze (14 wiosną i 11 jesienią), 10 w Lidze Mistrzów (4 Realowi, 3 Marsylii i po 1 Szachtarowi, Maladze i Arsenalowi) i 1 w Pucharze Niemiec. Do tego dorobku dołączył 13 asyst. W plebiscycie UEFA na najlepsze piłkarze Europy zajął 5. miejsce. Znalazł się wśród 23 zawodników nominowanych do „Złotej Piłki” FIFA, a w rankingu magazynu „Four Four Two na 100 najlepszy piłkarzy świata zajął 12. miejsce. Podobnie jak rok wcześniej tylko występy w reprezentacji były dla polskiego napastnika rozczarowujące. Rozegrał 10 meczy, ale zdobył 3 gole, z których tylko bramka przeciwko Czarnogórze została zdobyta z gry.

Robert_Lewandowski

Źródło: niezgrani.pl.

Red. M. Kołodziejczyk napisał o nim: Robert wszedł na poziom od dawna nieosiągalny dla polskich piłkarzy. Jeśli któryś z nich ostatnio przebijał się w silnym europejskim klubie, najczęściej był bramkarzem (…) Teraz mamy jednak wreszcie kogoś, kto strzela gole, rozpala wyobraźnię (…) Lewandowski ma szansę przełamać też inne bariery, wejść do świata niedostępnego dotychczas dla polskich piłkarzy(cyt. za „Rzeczpospolita”). Nic więc dziwnego, że w lipcu 2013 r. „Przegląd Sportowy” uznał „Lewego” za jedynego polskiego piłkarza zasługującego w sezon ie 2012/2013 na klasę światową. Przyznać jednak trzeba, że nie był to do końca udany sezon dla Lewego i Borussi. Klub zdobył wicemistrzostwo Niemiec, ale dotarł do finału Ligi Mistrzów, w którym przegrał z Bayernem (1:2). Na osłodę przyszło zwycięstwo nad Bawarczykami w Superpucharze (4:2), ale w Bundeslidze jesienią, BVB dała się jeszcze wyprzedzić Bayerowi Leverkusen. Wiosną Lewandowski przegrał rywalizację o koronę króla strzelców ze Stefanem Kiesslingiem (Bayer Leverkusen) strzelając w całym sezonie 24 bramki, podczas gdy Kiessling strzelił o jedną więcej. Po rundzie jesiennej „Lewy” jest liderem z 11 golami.

Zwieńczeniem doskonałej gry Lewandowskiego było zainteresowanie jego osobą – Bayernu Monachium, Manchesteru United i Realu Madryt, a nagrodą podpisanie 4 stycznia 2014 r. kontraktu z Bayernem, obowiązującego od 1 lipca 2014 r. A pomyśleć, że Felix Magath powiedział o „Lewym”, gdy ten grał jeszcze w polskiej lidze – „Podobno Robert Lewandowski z Lecha ma kosztować pięć milionów euro. Ja nie mogę tyle wydać. Jaką mam gwarancję, że sprawdzi się w Bundeslidze? Przecież to jeszcze młody i niedoświadczony napastnik.” (cyt. za „Magazynem Sportowym”).

Przyznając nagrodę Lewandowskiemu warto jednak wspomnieć o dwóch pozostałych Polakach występujących w Borussi, bo oni też pracowali na sukces „Lewego”. Błaszczykowski zagrał 56 meczy, w których zdobył 12 bramek i zaliczył 13 asyst. Piszczek z powodu kontuzji biodra pauzował przez pół roku, ale wystąpił w 31 meczach, w których zdobyli 4 gole i zanotował 6 asyst.

 

Obcokrajowiec roku – MARCO PAIXÃO

Portugalczyk Marco Paixão to zdecydowanie najlepszy obcokrajowiec, który występował w 2013 r. w ekstraklasie, ale o uznaniu go za najlepszego nie decydowało CV, tylko zasługi, czyli bramki i świetna gra w barwach wrocławskiego Śląska.

Marco_Paixao

Źródło: lovefootball.pl.

Paixão wystąpił w 28 oficjalnych meczach Śląska i zdobył w nich 16 goli, w ekstraklasie zagrał w 21 meczach, zdobywając 10 goli. W klasyfikacji króla strzelców znajduje się na drugiej pozycji. Skuteczność to ogromny atut Portugalczyka, ale jeszcze większym jest jego technika i inteligencja w grze. Wprawdzie jego gra nie porwała Śląska do jakiejś fantastycznej postawy, ale on sam wyróżnia się na tle pozostałych ligowców.

Nagroda jest przyznawana za cały rok, ale żaden z piłkarzy występujących w ekstraklasie wiosną i jesienią nie wyróżnił się na tyle, aby ją otrzymać. O Paixão można mówić w pewnym stopniu jako o odkryciu, zaskoczeniu, ale prawda jest taka, że wielu ekspertów przewidywało, że ten piłkarz wniesie do Śląska i polskiej ligi dużo dobrego. Tak też się stało i nic dziwnego, że pytają o niego Almeria, Celta, czy Legia.


Odkrycie roku – MATEUSZ ZACHARA 

Podobnie jak rok wcześniej odkryciem roku został piłkarz Górnika Zabrze. Wtedy był to Arkadiusz Milik, a w mijającym roku Mateusz Zachara. Napastnik Górnika zadebiutował w ekstraklasie w maju 2011 r., ale jego talent rozbłysł dopiero w 2013 r. Wiosną Zachara zagrał w 9 meczach prezentował się całkiem nieźle, natomiast jesienią otarł się o miano jednej z gwiazd ekstraklasy. W 21 ligowych meczach strzelił aż 10 goli, co oznacza, że więcej (11) bramek ma na koncie tylko Paweł Brożek.

Mateusz_Zachara

Źródło: sport.fakt.pl.

Zachara zasłużył na nagrodę, bo wyróżnia się skutecznością, walecznością, precyzją, techniką. Portal weszlo.com napisał o nim: „Świetny sezon rozgrywa Mateusz Zachara. (…) Niedługo skończy 24 lata i wciąż widzimy w nim bardziej drugiego Jarkę niż Milika (obyśmy kiedyś się tych słów wstydzili). Zderzenie z prawdziwym futbolem mogłoby być bolesne.”. Zainteresowanie Zacharą wyraża kilka klubów, ale trudno powiedzieć, żeby prezentowały poważny futbol. Należą do nich m.in. Vitesse Arnhem, NEC Nijmegen, Maccabi Hajfa, Botew Płowdiw, a także występująca w Segunda Division – SD Ponferradina. Górnik odrzuca jednak oferty opiewające na pół miliona euro. Zachara ma za sobą rundę życia, ale swoje walory musi potwierdzić wiosną, aby transfer stał się faktem.

Do nagrody pretendował jeszcze Mateusz Klich (PEC Zwolle) i Piotr Parzyszek (De Graafschap), ale to Zachara pojawił się niczym królik z kapelusza. Parzyszek strzela duuuużo bramek, ale drugiej ligi holenderskiej nie warto przyrównywać do polskiej ekstraklasy, co potwierdzili Johan Voskamp i Fred Benson. Klich był już wcześniej znanym piłkarzem i do miana odkrycia mógł pretendować raczej w 2010 r. niż teraz. Miniony rok był raczej powrotem Klicha do poważnej piłki po całkowicie nieudanej przygodzie z Wolfsburgiem.

 

Trener roku – JAN URBAN

Nie mogło być innego wyboru. Drużynę roku prowadził Jan Urban, więc on musiał zostać trenerem roku. Cieniem na ten wybór kładą się – jak przy Legii – rozgrywki europejskie, odpadniecie z Pucharu Polski i sześć ligowych porażek, a w tym wstydliwa porażka z „czerwoną latarnią” ekstraklasy, czyli Podbeskidziem, a także porażki z Ruchem, Zawiszą i dwie porażki z Lechią. Urbanowi można zarzucić, że pod koniec roku stracił kontrolę nad drużyną, porażki przyjmował bez emocji, a „czarny październik” po prostu zaakceptował. Pewnie po części z tych powodów stracił posadę na rzecz Norwego Henninga Berga. Urban nie dostał jednak nagrody za przewinienia. Wiosną zrobił z Legią maszynkę do wygrywania, drużynę, która potrafiła przestraszyć każdego rywala. Początek nowego sezonu też był dynamiczny (12 goli w 3 meczach). Legia Urbana tak jak zapowiadał grała polską wersję tiki-taki. Miała przewagę, stwarzała sytuacje bramkowe, ale ze skutecznością było różnie.

Jan_Urban

Źródło: legia.net.

 

Drużyna roku – LEGIA WARSZAWA

W 2012 roku wyróżniona została męska reprezentacja U-17 za 3. miejsce na mistrzostwach Europy, więc w tym roku nagrodę powinny dostać mistrzynie U-17. Postanowiłem jednak wyróżnić Legię Warszawa po raz drugi (wcześniej w 2011 r.), ponieważ zdominowała polskie rozgrywki klubowe.

Legia_-_Mistrz_Polski_2013

Źródło: wprzerwie.pl.

Legia była najlepszym polskim klubem w 2012 r. Po siedmiu latach przerwy sięgnęła po mistrzostwo Polski i podobnie jak w dwóch poprzednich latach (2011, 2012) także po Puchar Polski. Co więcej, Legia jako jedyny polski klub zagrała w Lidze Europy, choć do ostatniej kolejki broniła się, żeby nie zostać najgorszym klubem w historii tych rozgrywek, mimo że nie grała źle (poza meczem z Lazio u siebie). Po jesiennych ligowych rozgrywkach Legia jest liderem tabeli z przewagą pięciu punktów nad Górnikiem. Cieniem na ich ocenę kładą się wspomniane występy w Lidze Europy, a wliczając eliminacje do Ligi Mistrzów – 9 kolejnych meczów bez zwycięstwa, odpadnięcie z Górnikiem Zabrze w Pucharze Polski i aż 6 ligowych porażek. Nie zmienia to jednak faktu, że w 2013 r. to Legia była najlepszym polskim klubem, który przez długie miesiące grał najskuteczniej i najbardziej efektownie. Trzeba przyznać, że w wielkim stylu Legia wywalczyła dublet po osiemnastu latach przerwy.

 

Specjalne wyróżnienie – kobieca reprezentacja Polski U-17 

Młode Polski niespodziewanie sięgnęły w Szwajcarii po Mistrzostwo Europy do lat17, aEwa Pajor została wybrana na najlepszą zawodniczkę turnieju. Niewątpliwie młode Polski (podobnie jak reprezentacja olimpijska) były promykiem nadziei na reprezentacyjne sukcesy w latach kolejnych.

Polska_U-17_-_Mistrzynie_Europy_2013

Źródło: polandsoccerblog.com

 

Podsumowanie

Każdego z laureatów czekają w 2014 roku zmiany. Lewandowski spełni połowę roku w Dortmundzie, a połowę w Monachium. Paixão prawie na pewno nie zagra roku w barwach Śląska. Zachara może nie dokończyć sezonu przy Roosvelta. Urban nie będzie prowadził Legii, a Legia pod wodzą nowego trenera nie powtórzy wyczynu Urbana, czyli dubletu. Piłkarska karuzela trwa w najlepsze!

 

Źródła: własne, 90minut.pl, eurofutbol.pl, pl.wikipedia.org, niezgrani.pl, lovefootball.pl, sport.fakt.pl, legia.net, wprzerwie.pl, polandsoccerblog.com. Krzyczę, bo lekarz mi kazał – wywiad M. Szmigielskiego z Felixem Magathem, „Magazyn Sportowy”, s. 8. „Przegląd Sportowy” z dnia 29 kwietnia 2013 r., s. 4-5. M. Kołodziejczyk, Robert Lewandowski: samolot startuje, „Rzeczpospolita” z dnia 4-5 maja 2013 r., s. 18-19. „Przegląd Sportowy” z dnia 17 czerwca 2013 r., s. 3. „Przegląd Sportowy” z dnia 1 lipca 2013 r. LB, Pół miliona za Zacharę, „Przegląd Sportowy” z dnia 27 grudnia 2013 r., s. 8. T. Włodarczyk, Robert Lewandowski i długo, długo nic…, „Przegląd Sportowy” z dnia 31 grudnia 2013 r. – 1 stycznia 2014 r., s. 16-17.

wtorek, 11 czerwca 2013
Finał Ligi Mistrzów oglądany w Kopenhadze

Tegoroczny finał Ligi Mistrzów rozegrany w sobotę 25 maja oglądałem w ogrodzie „Tivoli” w Kopenhadze, gdzie kilkuset kibiców zebrało się przy telebimie w prowizorycznej strefie kibica.

„Tivoli” to jednocześnie ogród, jak i park rozrywki. Założony został w 1843 r. nawiązując do nieistniejących już paryskich ogrodów o nazwie „Jardin de Tivoli”. Miejsce dla Kopenhagi dosyć istotne, bo stanowiące centrum rozrywki miasta. W czasie, gdy kilkaset emocjonowało się finałem Ligi Mistrzów reszta ogrodu funkcjonowała normalnie. Atrakcje w postaci wesołego miasta, kawiarenki i restauracje, a także hotel działały jakby nic ważnego się nie działo. Finał Ligi Mistrzów był tylko dodatkiem, uzupełnieniem do normalnego rytmu pracy w tym miejscu.

Finał_Ligi_Mistrzów_w_ogrodzie_Tivoli_(1)

Dla oglądających mecz Bayernu z Borussią na scenie ustawiono telebim, a poza tym dwie prowizoryczne trybuny i parasol, pod którym sprzedawano piwo Heineken. Można więc powiedzieć, że jeden z głównych sponsorów Ligi Mistrzów utworzył coś w rodzaju Fan Parku, Fan Zone, ale od razu trzeba dodać, że w porównaniu ze standardami wyznaczonymi podczas UEFA Euro 2012, była to mini Fan Zone. Dla tego browaru istotne było „pokazanie” się w mieście stanowiącym siedzibę innego wielkiego browaru, czyli Carlsberga. Taki policzek dla konkurencji.

Od początku tygodnia do odwiedzenia Tivoli zachęcały plakaty reklamujące możliwość obejrzenia niemieckiego finału, wskazując jednocześnie, że pięć piw kosztuje 175 duńskich koron, czyli ok. 90 zł, co jak na skandynawskie standardy było ceną przystępną. Piwa były sprzedawane w plastikowych kubeczkach, które łączyła tekturowa nakładka z rączką do wygodnego przenoszenia. Zresztą podobny patent był stosowany przez Carlsberg podczas UEFA Euro 2012. Co ciekawe, widzowie sami po sobie sprzątali zostawiając co najwyżej tekturę, ponieważ w samoobsługowych automatach można było odzyskać kaucję za kubek, która była doliczana przy zakupie. Nie może więc dziwić, że widzowie nie pozostawili po sobie pobojowiska, tylko nieznacznie zaśmiecony teren zieleni przed sceną. Warto jeszcze dodać, że wstęp do Tivoli, nawet w przypadku niekorzystania z żadnych atrakcji kosztuje 95 duński koron (ok. 50 zł), czyli równowartość nieco mniej niż dwóch piw kupionych „na mieście”.

Finał_Ligi_Mistrzów_w_ogrodzie_Tivoli_(2)

Trudno powiedzieć, że Kopenhaga żyła tym meczem, ale od środy w prasie codziennej zarówno tej płatnej, jak i bezpłatnej (np. mx – metroexpress) publikowano artykuły nawiązujące do meczu finałowego. Równie dużo, a może nawet więcej miejsca zajmowały teksty zapowiadające rewanżową walkę bokserską w londyńskiej O2 Arenie Duńczyka Mikkela Kesslera (bilans walk wtedy: 46 zwycięstw, 35 przez nokaut, 2 porażki) z Brytyjczykiem Carlem Frochem (30 zwycięstw, 22 KO, 2 porażki), której stawką był tytuł mistrza świata IBF i WBA w wadze superśredniej. Podczas transmisji meczu na telebimie na pasku informacyjnym pojawiła się zapowiedź tej walki, ale oglądania po meczu nie było, choćby z tego powodu, że walkę nadawano w systemie pay-periview.

Przechodząc natomiast do samego meczu, to wśród oglądających (sądząc po koszulkach) pojawili się zarówno kibice Borussi, jak i Bayernu. Bardziej widoczni byli fani Bayernu, ale którzy byli głośniej trudno powiedzieć. Na boiskowe wydarzenia reagowała też (teoretycznie) neutralna część publiczności, ale mimo wszystko odpowiedzenie na pytanie o preferencje wśród kibiców, jest niemożliwe. Wracając jeszcze fanów klubów w koszulkach obu klubów, to stanowili oni niewielką część wśród ogółu kilkusetosobowej widowni, ale część widoczną. Niektórzy fani wykazywali wieloletnie przywiązanie zakładając np. trykot Borussi sprzed prawie dwudziestu lat – z reklamą Die Continentale! Wpływ na zainteresowanie niemiecką piłką w Danii ma niewątpliwie położenie obu krajów, transmisje z Bundesligi w duńskiej telewizji i duńscy piłkarze biegający po niemieckich boiskach. Może jakieś znaczenia ma też przenikanie kultury niemieckiej na Półwysep Jutlandzki, ale to tylko zgadywanie…

Finał_Ligi_Mistrzów_w_ogrodzie_Tivoli_(3)

Emocje były, ale bez przesadnych, negatywnych, czy agresywnych zachowań, które są domeną „podpitych Polaczków” ;-)

 

Źródła: własne, tivoli.dk, boxrec.com, bokser.org, pl.wikipedia.org. „Przegląd Sportowy” z dnia 27 maja 2013 r., s. 36. Różne wydania mx – metroexpress.

poniedziałek, 20 maja 2013
Nagrody za 2012 r.

Z prawie półrocznym opóźnieniem przedstawiam Nagrody Bloga nofootballnofun.blox.pl za 2012 r. Niestety nie było to dobry rok dla polskiej piłki a UEFA Euro 2012 zakończyło się (spodziewanym) niepowodzeniem polskich piłkarzy i przekonaniem Franza Smudy o bezbłędności. 

Piłkarz roku – ROBERT LEWANDOWSKI

Nie mogło być innego rozstrzygnięcia niż uznanie, że Robert Lewandowski był najlepszym polskim piłkarzem w 2012 r. Prawdą jest, że „Lewy” zawiódł na UEFA Euro 2012, ale prawdą jest, że zawiodła drużyna i każdy piłkarz z osobna. Lewandowski strzelił jedną bramkę i zapisał się w historii nie tylko polskiej, ale i europejskiej piłki nożnej, bowiem strzelił gola otwierającego UEFA Euro 2012. Występy w klubie przyniosły Lewandowskiemu mistrzostwo i Puchar Niemiec, w którym został królem strzelców (7 goli, w tym 3 jesienią 2011 r.). Wprawdzie, Borussia przegrała z Bayernem mecz o Superpuchar, to jednak znakomicie zaprezentowała się w Lidze Mistrzów i zapewniła sobie wyjście z „grupy śmierci”, w której rywalizowali z Realem Madryt, Manchesterem City i Ajaxem Amsterdam. „Lewy” strzelił 4 gole w 6 meczach Ligi Mistrzów, a w kadrze dalej zawodził. Po UEFA Euro 2012 nie strzelił żadnego gola w siedmiu meczach a passa meczów bez reprezentacyjnego gola wyniosła w 2012 r. – 702 minuty.

Nagrody_Bloga_2012_-_R._Lewandowski

Źródło: footballspeak.com.

Nie było jednak wątpliwości, że Lewandowski jako jedyny polski piłkarz prezentował klasę światową. W 2012 r. w oficjalnych meczach zdobył 31 goli (29 dla Borussi i tylko 2 dla reprezentacji Polski). Kontrkandydatem do tej nagrody mogli być tylko koledzy z Borussi, czyli Jakub Błaszczykowski (13 goli i 16 asyst w 40 meczach Borussi) i ewentualnie Łukasz Piszczek. Mimo niepowodzenia na Euro – to był rok „Lewego”.

 

Obcokrajowiec roku – DANIJEL LJUBOJA

Tak naprawdę, to nie było innej możliwości. Ljuboja prezentował się najlepiej spośród obcokrajowców biegających po boiskach ekstraklasy. Wiosną (podobnie jak cała Legia) nie zachwycał, ale w dalszym ciągu grał niekonwencjonalnie i z zaangażowaniem. Poza tym przyczynił się do pewnego zdobycia Pucharu Polski strzelając gola w kieleckim finale. Jesienią Ljuboja (podobnie jak cała Legia) grał już znacznie lepiej i był dużo bardziej skuteczniejszy. W 21 meczach strzelił aż 14 goli, co mogło być spowodowane tym, że nowy kontrakt zapewniał mu 6 tys. euro za każdego gola. W 2012 r. Ljuboja strzelił 19 goli w 40 meczach Legii. Inni wyróżniający się obcokrajowcy (Maor Melikson, Abdou Razack Traore, Prejuce Nakoulma) błyszczeli tylko krótkimi okresami a Artjom Rudnevs i Dudu Biton grali tylko wiosną. Ljuboji tak naprawdę zabrakło konkurencji.

Nagrody_Bloga_2012_-_D._Ljuboja

Źródło: tabelepilkarskie.com.

 

Odkrycie roku – ARKADIUSZ MILIK

Zdecydowanie Arkadiusz Milik! I nawet nie chodzi o to, że w 27 meczach Górnika strzelił 11 bramek i że Leverkusen zapłaciło za niego 2,6 mln euro, ale o to, że pojawił się znikąd. Milk zadebiutował jesienią w składzie Górnika i tak już zostało. Kontrkandydatem mógłby zostać, chyba bardziej błyskotliwy (i na boisku i w mediach) Jakub Kosecki (28 meczy w barwach Legii i Lechii, 11 goli), tyle tylko, że „Kosa” debiutował w ekstraklasie już w sezonie 2009/2010 i tak naprawdę kwestią czasu było rozwinięcie jego talentu, zwłaszcza, że odziedziczył go po jednym z najlepszych polskich piłkarzy w ostatnich kilku dekadach. Wracając do Milika, to pojawił się w ekstraklasie zupełnie niespodziewanie, ale odszedł z niej już spodziewanie, zresztą jako reprezentant Polski. W przeciwieństwie do Koseckiego jego atutem nie jest szybkość, tylko technika, panowanie nad piłką i precyzja.

Nagrody_Bloga_2012_-_A._Milik

Źródło: bialystok.gazeta.pl.

 

Drużyna roku – POLSKA U-17 (3. miejsce na Euro)

Polscy kibice mieli ogromną nadzieję na to, że drużyną roku we wszelkich plebiscytach będzie reprezentacja Polski. Zresztą wypowiedzi Franza Smudy też na to wskazywały, ale skończyło się jak zwykle… Wybranie polskiej drużyny roku to nie lada wyzwanie. Mistrz Polski – Śląsk Wrocław fatalnie grał w pucharach a jesienią zawodził w lidze. Legia zdobyła Puchar Polski i została mistrzem jesieni, ale wiosną frajersko przegrała mistrzostwo. Poza tym, wiosną po walce, bo po walce, ale odpadła ze Sportingiem Lizbona w 1/16 finału Ligi Europy, a w nowej edycji pucharów wprawdzie najlepiej z polskich klubów zaprezentowała się w europejskich pucharach, ale na własne życzenie nie awansowała do fazy grupowej Ligi Europy. Wisła Kraków też grała wiosną 2012 r. w 1/16 finału Ligi Europy i podobnie jak Legia po walce odpadła (ze Standardem Liege), tyle tylko, że o wszystkim, co było później kibice „Białej Gwiazdy” najchętniej zapomnieliby.

Nagrody_Bloga_2012_-_Polska_U-17

Źródło: futbolnews.pl.

Postanowiłem wyróżnić kadrę U-17, ponieważ była to jedyna polska drużyna, która odniosła sukces w 2012 r. Poza tym, w najważniejszym roku dla polskiej piłki nożnej zamiast sukcesu kadry seniorów, sukces osiągnęli juniorzy i chwała im za to.

 

Trener roku – Waldemar Fornalik

Trenerem roku miał być Franz Smuda, ale wyszło jak zawsze, choć pewnie sam Franz przyznałby sobie nagrodę „Trener Roku”. Trener mistrza Polski – Orest Lenczyk stracił pracę jesienią, a trener zdobywcy Pucharu Polski, który frajersko stracił mistrzostwo Polski, czyli Maciej Skorża przestał być trenerem Legii już po sezonie 2011/2012. Jedynym trenerem, który mógł pochwalić się sukcesami i wiosną i jesienią był Waldemar Fornalik. Najpierw z przeciętnym kadrowo Ruchem Chorzów sięgnął po wicemistrzostwo Polski i finał Pucharu Polski. Ruch z pucharami pożegnał się szybko, ale jesienią Fornalik nadspodziewanie dobrze poprowadził kadrę w meczach z Czarnogórą i Anglią. Spokojny i wyważony Fornalik pokazał, że mimo trudności można z kadrą zagrać o coś więcej niż honor a remisy w tych dwóch meczach przywróciły kibicom wiarę w polską kadrę.

Nagrody_Bloga_2012_-_W._Fornalik

Źródło: sport.wp.pl.

Podsumowanie

Trwający już rok 2013 zbliża się do półmetka i zapewne przyniesie zmiany wśród zdobywców nagród, choć niektórzy, jak np. Robert Lewandowski zaciekle walczy o kolejny triumf, ciekawe tylko w barwach jakiego klubu? Bayernu? Chelsea? Realu?

 

Źródła: własne, 90minut.pl, wikipedia.pl, footballspeak.com, tabelepilkarskie.com, bialystok.gazeta.pl, futbolnews.pl, sport.wp.pl. Różne wydania „Przeglądu Sportowego” z 2011, 2012 i 2013 r. R. Stec, Od wielkich klęsk od małej nadziei, „Gazeta Wyborcza” z dnia 24-26 grudnia 2012 r., s. 33.

czwartek, 03 stycznia 2013
Legia przegrała z Borussią po fatalnym błędzie Marko Šulera

W rozegranym w niedzielę, 29 lipca 2012 r. meczu sparingowym Legia Warszawa przegrała na własnym stadionie z Borussią Dortmund 0:1 po szybko strzelonym golu przez Roberta Lewandowskiego. W pierwszej jedenastce Borussi, która wybiegła na boisko w Warszawie znalazło się polskie trio (Robert Lewandowski, Jakub Błaszczykowski i Łukasz Piszczek) i trzeba przyznać, że Polacy byli aktywnymi uczestnikami meczu.

Borussia zdobyła bramkę już na samym początku meczu, co ustawiło przebieg spotkania. Bramka podcięła skrzydła legionistom już na początku, zaś dortmundczykom pozwoliła na kontrolowanie przebiegu spotkania i utrzymanie wyników. Bramkę zdobył oczywiście Robert Lewandowski, który jak stwierdził sport.pl strzelił „jednego z najłatwiejszych goli w karierze”. Chris Löwe podał w pole karne do Lewandowskiego, ale piłkę przejął Marko Šulera. Reprezentant Słowenii omal nie zaplątał się o własne nogi i wyłożył piłkę Lewandowskiemu, który nie miał problemów z pokonaniem Dusana Kuciaka.

2012.07.29_Legia_-_BVB_(1)

Legioniści przygotowują się do rozpoczęcia gry po stracie gola.

Po upływie trzech minut z piłką minął się Michał Żewłakow, ale Kevin Großkreutz nie wykorzystał podania Jakuba Błaszczykowskiego, strzelając głową obok bramki. Borussia dalej atakowała i w 10. minucie z rzutu wolnego z około trzydziestu metrów uderzył Löwe, ale Kuciak wypiąstkował piłkę, choć wydawało się, że mógł i powinien ją złapać, ale Słowak czasami tak ma, że piąstkuje piłkę.

Legioniści pierwszą groźną akcję wyprowadzili dopiero w 17. minucie, gdy Dominik Furman dośrodkował w pole karne, a Michała Żyro ubiegł jeden z obrońców gości i wybił piłkę na rzut rożny. Roland Weidenfeller nie musiał nawet interweniować. W odpowiedzi goście przeprowadzili dużo groźniejszą akcję – w 21 min. Lewandowski świetnie podał do Marco Reusa, który znalazł się „oko w oko” z Kuciakiem, ale trafił prosto w niego.

W 25 minucie znakomitą szansę, a właściwie trzy szansy na wyrównanie zmarnował Janusz Gol, którego pierwszy strzał instynktownie obronił Weidenfeller, drugi strzał z linii bramkowe wybił Felipe Santana a trzeci strzał złapał bramkarz gości. Wcześniej Szuler doskonale podał do Jakuba Koseckiego, który minął trzech obrońców, a następnie podał do Gola. W 27. minucie İlkay Gündoğan strzelił zza pola karnego, ale Kuciak nie miał problemów ze złapaniem piłki. W 30. minucie „Błaszczu” uciekł Jakubowi Wawrzyniakowi i podał do Lewandowskiego, który nie zdołał oddać strzału. Sześć minut później Großkreutz znalazł się w idealnej sytuacji, ale strzelił w Kuciaka. Legia w tej połowie strzelała jeszcze tylko jeden raz. W 44. minucie na strzał z18 metrówzdecydował się Saganowski, ale piłka przeleciała nad bramką gości.

2012.07.29_Legia_-_BVB_(2)

Po pierwszej połowie Borussia zasłużenie prowadziła, bo stworzyła zdecydowanie więcej groźnych sytuacji. Legioniści wyglądali na trochę przestraszonych i niezbyt pewnych siebie. Pierwsza połowa była jednak średnia, tym bardziej że piłkarze w potwornym upale grali jakby na zwolnionych obrotach.

W przerwie obaj trenerzy dokonali kilku zmian. Trener gości wymienił aż dziesięciu piłkarzy, a jedynym który rozegrał cały mecz był bramkarz – Weidenfeller, zaś jedynym który cały mecz spędził na ławce był jego zmiennik – Mitchell Langerak. Jedenastka Borussi, która wyszła na drugą połowę była znacznie słabasza niż pierwsza jedenastka, ale i tak znaleźli się w niej tacy piłkarze jak Neven Subotić, Marcel Schmelzer czy Ivan Perišić. Trener Urban wymienił w przerwie sześciu piłkarzy, a później trzech kolejnych. Jedynymi legionistami, którzy rozegrali cały mecz byli Jakubowie – Rzeźniczak i Wawrzyniak, zaś na ławce pozostali Jakub Szumski, Tomasz Kiełbowicz i Marcin Bochenek.

Druga połowa była wyjątkowo nudna. Eksperymentalne zestawienie piłkarzy gości nie mogło gospodarzom w zdobyciu choćby jednego gola. Po godzinie gry trener gospodarzy zdecydował się dokonać zmiany w bramce i jak zwykle w takich sytuacjach pojawia się zagrożenie, że nowy bramkarz nierozgrzany i niepewny może popełnić błąd. Wojciech Skaba jeszcze dobrze się nie rozgrzał a już musiał wybiec przed pole karne, aby zatrzymać Juliana Schiebera. Faul nastąpił tuż za polem karnym, ale chyba tylko gospodarskiemu sędziowaniu Skaba może zawdzięczać, że nie został wyrzucony z boiska. Rzut wolny wykonywał Perišić, ale strzelił w środek bramki i Skaba nie miał problemów z interwencją. W 70. minucie Miroslav Radović zmarnował doskonałą szansę na wyrównanie. Po dośrodkowaniu Danijela Ljuboji nie trafił głową w bramkę z pięciu metrów.

Przed końcem spotkania obie drużyny próbowały jeszcze zmienić rezultat. W przypadku Legii zabrakło szczęścia po strzale Michała Kucharczyka, natomiast przy próbie ataku Borussii bardzo dobrze interweniował Inaki Astiz.” (cyt. za legia.com). Jeśli chodzi o strzał Kucharczyka, to dośrodkował do niego Rzeźniczak.

2012.07.29_Legia_-_BVB_(3)

Mecz był słabym piłkarsko i nudnym wydarzeniem, o którym sport.pl pisał: „cichy piknik zamiast święta”, „nikt się nie wysilał” i „oba zespoły grały na pól gwizdka”. Dowodem na jakość meczu i ograniczone zaangażowanie piłkarzy są statystyki. O ile liczba strzałów (6:11) i strzałów celnych (4:6) były przyzwoite, o tyle liczba fauli (14:11) i przede wszystkim rzutów rożnych (1:2) wskazują, że nie był to mecz walki. Media, piłkarze i trenerzy oprócz stwierdzenia, że mecz był cennym doświadczeniem i pożytecznym sparingiem zwracali uwagę na niską frekwencję i próbowali tłumaczyć kibiców na łamach „Przeglądu Sportowego”. Jurgen Klopp wskazał, że polscy kibice potrafią emocjonować się piłką nożną, co potwierdzili podczas UEFA Euro 2012, ale obecnie byli zajęci oglądaniem igrzysk olimpijskich w Londynie. Robert Lewandowski stwierdził, że gdyby ten mecz był rozgrywany w lidze bądź pucharze, to przyciągnąłby więcej kibiców. Ivica Vrdoljak tłumacząc ospałą grę piłkarzy wskazywał na upał i pośrednio tłumaczył pustki na trybunach. A „Przegląd Sportowy” w swoim komentarzu do meczu zwrócił uwagę, że w ostatnim czasie w Warszawie oprócz BVB zawitali także Red Hot Chili Peppers, a niebawem przybędzie Madonna, co oczywiście ma wpływ na stan portfela przeciętnego widza. Nie bez znaczenia był fakt, że tzw. „grupy kibicowskie” Legii nie akceptowały tego meczu twierdząc, że bilety są za drogie a ich zakup stanowi wyłączny zysk właściciela Legii, czyli ITI. Poza tym, podczas meczu kibice z trybuny północnej nie prowadzili dopingu w ramach protestu przeciwko braku zgody klubu na wniesienie transparentu upamiętniającego 68. rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego.

Spotkanie było ważnym elementem przygotowań Legii do meczów eliminacyjnych Ligi Europy z austriackim SV Ried. Chociaż panował upał, a na trybunach piknik to możliwość rozegrania towarzyskiego meczu z Mistrzem Niemiec jest zawsze potrzebna.

 

29 lipca 2012, godz. 17:00 – Warszawa (Stadion Wojska Polskiego / Pepsi Arena)

Mecz towarzyski

Legia Warszawa 0-1 BV Borussia 1909 (Dortmund)

Bramka: Robert Lewandowski (4 min.).

Legia Warszawa: 12. Dušan Kuciak (61 min., 84. Wojciech Skaba) – 25. Jakub Rzeźniczak, 6. Michał Żewłakow (46 min., 2. Artur Jędrzejczyk), 8. Marko Šuler (46 min., 15. Iñaki Astiz), 14. Jakub Wawrzyniak – 20. Jakub Kosecki (46 min., 18. Michał Kuchaczyk), 37. Dominik Furman (66 min., 22. Michał Kopczyński), 35. Daniel Łukasik (46 min., 21. Ivica Vrdoljak), 5. Janusz Gol (46 min., 32. Miroslav Radović), 33. Michał Żyro (78 min., 38. Bartosz Żurek) – 9. Marek Saganowski (46 min., 28. Danijel Ljuboja).

Trener: Jan Urban.

BV Borussia 1909 (Dortmund): 1. Roman Weidenfeller – 26. Łukasz Piszczek (46 min., 21. Oliver Kirch), 27. Felipe Santana (46 min., 4. Neven Subotić), 15. Mats Hummels (46 min., 30. Koray Günter), 24. Chris Löwe (46 min., 29. Marcel Schmelzer) – 16. Jakub Błaszczykowski (46 min., 32. Leonardo Bittencourt), 8. İlkay Gündoğan (46 min., 6. Sven Bender), 5. Sebastian Kehl (46 min., 28. Mustafa Amini), 11. Marco Reus (46 min., 7. Moritz Leitner), 19. Kevin Großkreutz (46 min., 14. Ivan Perišić) – 9. Robert Lewandowski (46 min., 23. Julian Schieber).

Trener: Jurgen Klopp.

żółte kartki: Astiz (61 min., faul) i Skaba (62 min., faul).


sędziował: Szymon Marciniak (Płock) jako główny oraz Sokolnicki i Listkiewicz.

widzów: 6.500 (przegladsportowy.pl), 10.000 (90minut.pl, legionisci.com, „Przegląd Sportowy“), 11.000 („Nasza Legia“).

 

Źródła: własne, legia.com, legia.net, legionisci.com, sport.pl, onet.pl, 90minut.pl, przegladsportowy.pl, „Nasza Legia” nr 08(47)/2012, s. 58-60 i „Przegląd Sportowy” z dnia 30 lipca 2012 r., s. 11-13.

 
1 , 2
| < Październik 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
Tagi