Wpisy z tagiem: ŁKS Łódź

niedziela, 03 sierpnia 2014
Polskie akcenty na mundialu w Brazylii

Polscy piłkarze po raz drugi z rzędu nie wystąpili na piłkarskich Mistrzostwach Świata kończąc swój udział na słabych eliminacjach. Polskim kibicom nie pozostało więc nic innego, jak poszukiwanie polskich akcentów w składach poszczególnych reprezentacji, na ławkach trenerskich, wśród sędziów, ale także wśród organizatorów… Mundial w Brazylii dał sporo możliwości do takich poszukiwań.

Reprezentacji Polski zabrakło, ale Mistrzostwo Świata zdobyło dwóch Polaków – Miroslav Klose (Lazio Rzym; 5 meczów (3 w pierwszym składzie) / 280 min. / 2 gole) i Lukas Podolski (Arsenal Londyn; 2(1)/54/0). Dodatkowo, Klose strzelając bramki Ghanie i Brazylii stał się najlepszym strzelcem w historii piłkarskich mistrzostw świata (16 goli) wyprzedzając Brazylijczyka Ronaldo. W reprezentacji Anglii wystąpił Phil Jagielka (Everton; 2(2)/180/0), którego dziadek urodził się w Polsce. Kolejnym zawodnikiem z polskimi korzeniami jest obrońca Laurent Koscielny (Arsenal Londyn; 4(2)/222/0), ale nie był zainteresowany występami dla polskiej kadry i odrzucił propozycję spotkania i rozmowy z Franzem Smudą w 2010 r. Następnym zawodnikiem jest napastnik Chris Wondolowski (2(0)/51/0), tyle, że akurat nim nie byli zainteresowani kolejni polscy selekcjonerzy. Szukając zawodników z polskim pochodzeniem można natknąć się na polskobrzmiące nazwisko, ale Mile Jedinak (Crystal Palace) ma pochodzenie chorwackie, a nie polskie.

W przeciwieństwie do mundialu w RPA, tym razem nie było żadnego piłkarza, który reprezentowałby barwy polskiego klubu. Wtedy byli to – Jan Mucha (Słowacja, Legia), Andraż Kirm (Słowenia, Wisła Kraków) i Bojan Isailović (Serbia, Zagłębie Lubin). Tym razem pozostało wymienić tylko tych piłkarzy, którzy w przeszłości reprezentowali barw polskich klubów. W reprezentacji Brazylii wystąpił José Paulo Bezerra Maciel Júnior „Paulinho” (Tottenham; 6(5)/386/0), na którego talencie nie poznał się w sezonie 2007/2008 sztab szkoleniowy ŁKS Łódź (17 meczy).

Junior_Diaz_i_Paulinho

Junior Diaz i Paulinho w meczu polskiej ekstraklasy Wisła Kraków – ŁKS Łódź.

Źródło: tylkoekstraklasa.com.pl.

W rewelacyjnej reprezentacji Kostaryki, która odpadła dopiero w ćwierćfinale – pięć meczy rozegrał Junior Diaz (FSV Mainz; 5(5)/510/0). W latach 2008-2012 (z jednym sezonem przerwy, gdy grał w Club Brugge KV) rozegrał w barwach Wisły Kraków 86 meczy i strzelił 6 gola.

Carlo_Costly_w_barwach_GKS_Bełchatów

Carlo Costly w barwach GKS Bełchatów.

Źródło:lodz.sport.pl.

Występy na fazie grupowej zakończyło dwóch reprezentantów Hondurasu. Napastnik Carlo Costly (Real Espana San Pedro Sula; 3(3)/210/1) w latach 2007-2010 występował (z półrocznym wypożyczeniem do Birmingham City) w GKS Bełchatów, gdzie rozegrał 59 ligowych meczy i zdobył 14 goli. Natomiast, twardy jak skała obrońca Osman Chavez (Qingadao Jonoon; 1(0)/44/0) od 2014 r. reprezentuje barwy drugoligowego chińskiego Qingdao Jonoon, do którego jest wypożyczony z Wisły Kraków do 20 listopada 2014 r. Sprowadzony z CD Platense (Puerto Cortés) rozegrał w latach 2010-2013 w barwach „Białej Gwiazdy” 62mecze, w których zdobył 2 gole. W reprezentacji Hondurasu występował jeszcze pomocnik Oscar „Boniek” Garcia (Houston Dynamo; 3(2)/203/0), który swoje drugie imię zawdzięcza ojcu zachwyconemu grą Zbigniewa Bońka.

Osman_Chavez_po_podpisaniu_kontraktu_z_Wisłą_Kraków

Osman Chavez tuż pod podpisaniu kontraktu z Wisłą Kraków kilka lat temu.

Źródło: autografypiotr.blogspot.com.

Wśród piłkarzy występujących w polskiej ekstraklasie, którzy byli powoływaniu do swojej reprezentacji i wydawało się, że mają szanse na powołanie na mundial znalazło się aż trzech Bośniaków. Boris Pandża (Górnik Zabrze), Semir Stilić (Wisła Kraków) i Stojan Vranjes (Lechia Gdańsk) „odpadali” z kręgu potencjalnych kadrowiczów w różnym okresie czasu. Na występ w Brazylii liczył także Portugalczyk Marco Paixao (Śląsk Wrocław), ale jego pewność siebie ocierającą się o egoizm i zarozumiałość dodatkowo podsycały portugalskie media podkreślające liczbę goli strzelonych w Polsce. Paixao obejrzał mistrzostwa, ale tylko w telewizji.

Na mundialu w Brazylii nie było polskiej reprezentacji, ale nie było też polskiego trenera. Ostatnim był Paweł Janas, który prowadził polską kadrę na mistrzostwach w Niemczech w 2006 r., ale jedynym, który prowadził zagraniczną reprezentację pozostaje Henryk Kasperczak, który w 1998 r. prowadził Tunezję, aczkolwiek pod dwóch porażkach (z Anglią 0:2 i z Kolumbią 0:1), został zwolniony. W sztabie szkoleniowym Holandii podczas mundialu w Brazylii trenerem bramkarzy był Frans Hoek, który w latach 2006-2009 pomagał Leo Benhakkerowi w prowadzeniu polskiej reprezentacji.

Frans_Hoek_-_trener_bramkarzy_reprezentacji_Holandii

Frans Hoek – trener bramkarzy reprezentacji Holandii.

Źródło: vavel.com.

Na mundialu w Brazylii nie było też polskiego sędziego a ostatnim, który prowadził jako główny mecz podczas mistrzostw świata pozostaje Ryszard Wójcik, który w Marsylii sędziował mecz Holandia – Korea Południowa (5:0). W Brazylii był natomiast sędzia, który prowadził mecz w polskiej lidze i był nim sędzia meczu otwarcia, czyli Japończyk Yuichi Nishimura. Azjata fatalnie sędziował i wypaczył wynik meczu, ale dociekliwi wykazali, że już wcześniej zdarzały mu się niechlubne wpadki. Natomiast co do meczów w Polsce, to Nishimura w sierpniu 2008 roku prowadził kolejno cztery mecze w Polsce: GKS Bełchatów – Piast Gliwice (0:0), Lech Poznań – Górnik Zabrze (3:0), Wisła Płock – ŁKS Łomża (8:0, Puchar Polski) i Polonia Warszawa – Śląsk Wrocław (3:0).

Yuichi_Nishimura_-_japoński_sędzia_piłkarski

Yuichi Nishimura – japoński sędzia, który podczas mundialu w Brazylii pokazał na czym polega „gospodarskie” sędziowanie.

Źródło: badweyn.so.

Wreszcie ostatni polski akcent w Brazylii wiąże się z polską myślą, ale nie trenerską, tylko… technologiczną. Na mistrzostwach zainaugurowała technologia Goal-Line, której wynalazcą jest Ryszard Żmuda-Trzebiatowski. A warto jeszcze dodać, że wśród wolontariuszy byli także organizatorzy.

Ryszard_Żmuda-Trzebiatowski

Ryszard Żmuda-Trzebiatowski – wynalazca technologii Goal-Line.

Źródło: eurosport.onet.pl.

Ciekawe, czy za cztery lata w Rosji znowu przyjdzie nam szukanie polskich akcentów na mundialu, czy też będą one dodatkiem do występów polskiej kadry?

 

Źródła: własne, 90minut.pl, przegladsportowy.pl, pilkarskapolska.pl, polskathebest.pl, sportfan.pl, sport.pl, poznan.sport.pl, pl.wikipedia.org, tylkoekstraklasa.com.pl, lodz.sport.pl, autografypiotr.blogspot.com, vavel.com, badweyn.so, eurosport.onet.pl. Mundiale po polsku, Mundial. Historia – wydanie specjalne „Przeglądu Sportowego” Nr 6/2014. Skarb Kibica. Mistrzostwa Świata. Brazylia 2014. Dodatek do „Przeglądu Sportowego” z dnia 12 czerwca 2014 r. Skarb Kibica. Mundial 2014 – podsumowanie. Tygodnik „Przegląd Sportowy” z dnia 16-29 lipca 2014 r., Nr 28-29/2014.

niedziela, 29 grudnia 2013
Legia Mistrz Polski 1993, czyli historia odebranego tytułu

Dokładnie 20 lat temu, w 1993 r., tytuł mistrzowski wywalczyła warszawska Legia, po korespondencyjnym pojedynku na większą liczbę strzelonych bramek z ŁKS Łódź. Z tytułu nie cieszyła się jednak długo, ponieważ PZPN postanowił odebrać tytuł Legii i ukarać wszystkie cztery kluby, które brały udział w meczach decydujących o mistrzostwie. Tzw. „mistrzem przy zielonym stoliku” został poznański Lech.

Historia sprzed dwudziestu lat w dalszym ciągu pozostaje żywa w pamięci kibiców, piłkarzy, trenerów i działaczy Legii, którzy mają poczucie krzywdy.

Przed ostatnią kolejką sezonu 1992/1993 wiadomym było, że jeśli Legia i ŁKS wygrają swoje mecze, to o tytule mistrzowskim będzie decydował bilans bramkowy. ŁKS musiał strzelić trzy bramki więcej niż Legia, ponieważ wtedy nie obowiązywała zasada, że o miejscu w tabeli decydował bilans bezpośrednich spotkań, tylko bilans bramkowy. W walce o tytuł liczył się jeszcze poznański Lech, który miał najlepszy bilans bramkowy, ale musiał liczyć, że oba kluby nie wygrają swoich meczów, bowiem przed ostatnią kolejką tracił do nich po jednym punkcie. Kilka kolejek wcześniej wiadomym było, że walka „łeb w łeb” może trwać do ostatniej kolejki, dlatego celem uniknięcia wyścigu bramkowego, dziennikarze proponowali, aby zmienić regulamin rozgrywek I ligi. Wątpliwym była zmiana reguł podczas trwania gry, ale PZPN nie miałby z tym problemu, ponieważ bodajże dwa sezony wcześniej postanowił, że o spadku z ligi będą decydowały baraże. Później, już po całej aferze, działacze Legii przyznawali, że optowali za takim rozwiązaniem, ale PZPN nie był zainteresowany. W każdym razie, żadnych zmian w regulaminie nie było i w ostatniej kolejce stało się to, co miało się stać. Legia wygrała w Krakowie z Wisłą, która nie grała już o nic, 6:0, a ŁKS rozstrzelał u siebie spadkowicza – Olimpię Poznań 7:1.

Janusz_Wójcik_w_górze_-_Legia_Mistrz_Polski_1993!

Od podrzucania trenera Janusza Wójcika, piłkarze Legii rozpoczęli świętowanie zwycięstwa w Krakowie i tytułu Mistrza Polski 1993. Jak się później okazało PZPN wybrał innego mistrza…

Źródło: oddech futbolu.wordpress.com.

Sędziowie obu spotkań – Marian Dusza (Wisła – Legia) i kończący sędziowską karierę Michał Listkiewicz (ŁKS – Olimpia) nie mieli żadnych wątpliwości co do sportowego charakteru meczów i w protokole pomeczowym nie podzielili się swoimi ewentualnymi spostrzeżeniami. Innymi słowy sędziowie uznali, że pojedynki były „czyste”. I może, mimo wątpliwości kibiców co do sportowego charakteru tych meczów, nie byłoby żadnego ciągu dalszego, gdyby nie dziennikarze i Piotr Voigt, wiceprezes i sponsor „Białej Gwiazdy”, a prywatnie właściciel znanego krakowskiego zakładu optycznego. Następnego dnia, w poniedziałek 21 czerwca 1993 r., „Przegląd Sportowy” na pierwszej stronie rozpoczął relację z meczów tytułem „ALE WYGŁUP!!!” a pozostałe gazety codzienne krzyczały na pierwszych stronach o kabarecie, korupcji i ustawieniu meczów. Piotr Voigt grzmiał, że jego piłkarze zagrali nieuczciwie, ale poza osobistym przekonaniem nie miał nic, absolutnie nic – żadnych dowodów. Podobnie jak Ludwik Miętta-Mikołajewicz, prezes Wisły i Zdzisław Kapka, kierownik drużyny, którzy poza pewnością, że mecz został sprzedany, także nie mieli dowodów.

 M._Listkiewicz

Michał Listkiewicz – sędzia meczu ŁKS Łódź – Olimpia Poznań (7:1).

Źródło: pilka-nozna.przegladsportowy.pl.

 Piotr_Voigt

Piotr Voigt - był przekonany o korupcji, ale nie miał dowodów.

Źródło: krakow.naszemiasto.pl.

Voigt przed meczem z Legią zapowiedział, że piłkarze Wisły dostaną 300 milionów złotych ekstra premii za zwycięstwo. Przegrali, a on uznał, że Legia zapłaciła więcej. Nie docierało do niego, że Wisła mogła być w tym meczu dramatycznie słaba. W konsekwencji TS Wisła Kraków powołała specjalną komisję, która przesłuchiwała piłkarzy „Białej Gwiazdy”. Śledztwo klubu nie doprowadziło do niczego, ponieważ żaden z piłkarzy nie potwierdził przekonania Voigta, co więcej żaden nie dał podstaw, jakiegokolwiek punktu zaczepienia do dalszych wątpliwości. Niezależnie od braku dowodów, Zarząd klubu po przeanalizowaniu nagrania video, zapoznaniu się z opiniami trenerów i przeprowadzeniu rozmów wyjaśniających z zawodnikami postanowił ukarać ich zróżnicowanymi karami. Jacek Bobrowicz, Janusz Gałuszka i Zbigniew Gręda zostali ukarani najsurowiej – 6-miesięczną dyskwalifikacją połączoną z nieodnawianiem kontraktów. Niektórych piłkarzy ukarano tylko naganą. Pozostałe kluby nie zrobiły nic. Legia i ŁKS nie miały podstaw, ponieważ uważały, że ich piłkarze wygrali zgodnie z duchem sportu. Olimpia też nic nie zrobiła, ponieważ wcześniej była zdegradowana, a w meczu z ŁKS, aby nie budzić żadnych wątpliwości, odsunięto od składu najstarszych zawodników. Poza tym, sponsor Olimpii, Bolesław Krzyżostaniak nie ukrywał, że przyjaźni się z Januszem Wójcikiem, trenerem Legii i to jemu powinno zależeć na tym, aby Olimpia postawiła ŁKS, jak największy opór. Wójcik w swojej autobiografii pisał, że bał się zadziwiających wyników i w sprawie postawy Olimpii kontaktował się bezpośrednio z Krzyżostaniakiem. Popularny „Bolo” twierdził, że ŁKS wygrał wysoko, bo pomagał mu w tym sędzia, czyli Listkiewicz! A wracając jeszcze do trzech piłkarzy „Białej Gwiazdy” to już nigdy nie zagrali w barwach klubu z Reymonta. A w ekstraklasie grał tylko Gałuszka, ale w barwach Polonii Warszawa i Pogoni Szczecin.

Jacek_Bobrowicz

Jacek Bobrowicz.

Źródło: 90minut.pl.

Janusz_Gałuszka

Janusz Gałuszka.

Źródło: 90minut.pl.

PZPN, ulegając chyba medialno-wiślackim przekonaniu o ustawieniu meczów, postanowił zająć się sprawą. Jeszcze w dniu 21 czerwca 1993 r. Prezydium PZPN (stosunkiem głosów 5:4) zweryfikowało wyniki obu spotkań jako prawidłowe, ale postanowiło nałożyć na wszystkie cztery kluby grzywnę w wysokości 500 milionów złotych do zapłacenia PZPN, pod groźbą wycofania z rozgrywek w następnym sezonie. Oczywiście, wszystkie kluby zapowiedziały, że grzywny nie zapłacą i odwołały się od tej decyzji.

Prezydium rozpatrywało różne warianty, o czym informował wiceprezes PZPN Michał Listkiewicz, który nie widział jako sędzia żadnych nieprawidłowości w meczu ŁKS – Olimpia, a informował o karach nałożonych na kluby. PZPN dyskutował nad rozegraniem decydującego meczu, ale w związku z wylotem ŁKS na tournee do USA, zarzucono ten pomysł. Prezes ŁKS Ireneusz Mintus twierdził, że gdyby zapadła decyzja o meczu, to jego klub przesunąłby wyjazd.

W dniu 24 czerwca 1993 r. poinformowało, że w dniu 8 maja w ligowym meczu Legia – Widzew (2:1) piłkarz gospodarzy Roman Zub grał z podwyższonym poziomem testosteronu, co spowodowało, że Wydział Gier PZPN stosunkiem głosów 6:5 postanowił zweryfikować rezultat meczu, przyznając walkower 3:0 drużynie łódzkiej.

 Roman_Zub

Roman Zub – bohater „afery” dopingowej.

Źródło: fckarpaty.lvic.ua.

Tego samego dnia Prezydium PZPN postanowiło zawiesić wykonanie decyzji w tej sprawie do czasu przedłożenia przez Legię ostatecznych wyników badań antydopingowych, ponieważ Legia wykazywała nieścisłości w dokumentacji dotyczącej badania R. Zuba. Dodatkowo, nałożono na cztery kluby zakaz transferów krajowych i zagranicznych dla zawodników z czterech klubów na okres jednego roku, a dodatkowo ukarać je trzema ujemnymi punktami na starcie nowego sezonu. W ten sposób Prezydium PZPN ukarało cztery podejrzane kluby za to samo domniemane jedynie przestępstwo po raz drugi, nie anulując poprzedniej kary. PZPN naruszył podstawową zasadę prawa karnego, że nie można karać dwa razy za to samo.

W związku z wątpliwościami dotyczącymi wyniku meczu Legia – Widzew, Michał Listkiewicz stwierdził, że „W tej chwili nie ma mistrza Polski” (cyt. za „Przegląd Sportowy”). Mecz o Superpuchar Polski: Legia – GKS Katowice, zaplanowany na niedzielę 27 czerwca 1993 r., został odwołany.

Ostatecznie Legia nie została ukarana walkowerem, ponieważ przedstawiła dokumenty z laboratorium w Moskwie, z których wynikało, że Zub był czysty. Poza tym, do redakcji kilku gazet sportowych dostarczono kserokopię wyników badań antydopingowych przeprowadzonych w drużynie olimpijskiej reprezentacji Polski w dniu 3 lipca 1992 r. W odniesieniu do Aleksandra Kłaka, Dariusza Koseły i Piotra Świerczewskiego przyniosły one wynik pozytywny. Wniosek mógł być tylko jeden – PZPN „ukręcił sprawie łeb”, a Legią chce ukarać. To była tylko dodatkowo okoliczność, bo decydujące znaczenia dla odstąpienia od walkoweru miał fakt, że w regulaminie rozgrywek karę dla klubu przewidziano tylko w sytuacji, gdy w drużynie grało, co najmniej dwóch nieuprawionych zawodników. A co do samego Zuba, to początkowo słuch o nim zaginął, ale później pograł jeszcze dziesięć lat, m.in. w barwach Karpat Lwów i Wołynia Łuck.

PZPN powołał specjalną Komisję do zbadania okoliczności zakończenia sezonu ligowego 1992/93 po przewodnictwem Macieja Kapelczaka. Komisja stosunkiem głosów 8:1 wniosła w dniu 10 lipca 1993 r. do Walnego Zgromadzenia Delegatów PZPN o odrzucenie dotychczasowych kar nałożonych na cztery kluby i utrzymanie wyników osiągniętych na boisku. Wniosek rozwścieczył Ryszarda Kuleszę, byłego trenera reprezentacji Polski. Kulesza wypowiedział swoje pamiętne „Cała Polska widziała, a wy jesteście niewidomi?!”. Delegaci, mimo braku jakiegokolwiek, dowodu, wbrew zasadzie domniemania niewinności zagłosowali, zgodnie z oczekiwaniem pana Kuleszy, czyli 68 przeciw propozycji komisji Kapelczaka, a 20 za.

Ryszard_Kulesza

Ryszard Kulesza (ur. 1931 – zm. 2008) – autor pamiętnego „Cała Polska widziała…”.

Źródło: wyborcza.pl.

W konsekwencji mistrzem Polski został Lech. PZPN zgłosił Lecha do Pucharu Europy Mistrzów Klubowych, a ukarane – Legię i ŁKS – do Pucharu UEFA. Oba kluby, mimo że czuły się pokrzywdzone zaakceptowały taką decyzję tłumacząc, że chociaż start w pucharach może zrekompensować piłkarzom całe zamieszanie. Tak się jednak nie stało, ponieważ UEFA wykluczyła oba kluby z Pucharu UEFA tłumacząc, że zostały podejrzane i ukarane w związku z korupcją. Działacze PZPN wydawali się zdziwieni i zaskoczeni taką decyzją, łącznie z ówczesnym Prezesem – Kazimierzem Górskim. Niektórzy dziennikarze sugerowali, że takie rozwiązanie delegatom UEFA podpowiedział… Eugeniusz Kolator. A co do trenera tysiąclecia, a wtedy Prezesa PZPN, to wtedy też się nie popisał. Nie zajął stanowiska, unikał dziennikarzy. Janusz Wójcik w swojej autobiografii napisał: „Kulesza bruździł, a Górski chował głowę w piasek”.

Piłkarze Legii zwrócili się do pozostałych klubów z prośbą o zrzeczenie się punktów zdobytych w ostatniej kolejce, ale był to tylko akt desperacji, który nie przyniósł im nic więcej niż narażenie się na śmieszność. Legioniści napisali m.in. „Apel kierujemy szczególnie do kolegów z KKS Lech Poznań, głęboko wierząc, ze tytuł wywalczony przy zielonym stoliku nie przyniesie im żadnej satysfakcji.” (cyt. za „Przegląd Sportowy”).

12 lipca 1993 r. realizując uchwałę Walnego Zgromadzenia Delegatów PZPN z dnia 10 lipca zweryfikował tabelę rozgrywek o mistrzostwo I ligi w sezonie 1992/1993 i w komunikacje poinformował, że „KKS Lech Poznań otrzymuje tytuł mistrza Polski (…)”. „Przegląd Sportowy” skomentował decyzję w następujący sposób: Doszło do tego, że mistrza wyłoniono przy stoliku w imię zgodnej nienawiści do Legii i pilnowania swoich interesów. Kierownictwo i trenerzy Lecha przyjęli całą sytuację ze zrozumieniem. Nie byli bezczelni i nie powtarzali wokoło, że są niewinni. Kiedy pokonali Hutnika w Krakowie, goniąc za startem w Pucharze UEFA, nie przejęli się okrzykami z trybun o „złodziejstwie i sprzedawczykach”. Nie walczyli wtedy o tytuł, więc… zostali mistrzami Polski!”.

Red. Janusz Atlas (Tygodnik „Piłka Nożna”) pisał, że od samego początku chodziło o Legię, a nie o pozostałe trzy kluby. Zdaniem Atlasa o decyzji PZPN zdecydowała niechęć do Legii, do Warszawy, do stolicy. Nie bez znaczenia był fakt, że Legia rosła siłę, a w trakcie sezonu 1992/1993 zawarła dwie umowy sponsorskie z FSO na dwa lata za astronomiczną kwotę 2,5 miliarda ówczesnych złotych i z Adidasem. W podobny sposób wypowiadał się Janusz Wójcik. Poza tym, w opinii Atlasa zdecydowała zazdrość i chęć „porządzenia”. Wydaje się, że istotne znaczenie miała także historia Legii – klubu, który jeszcze w latach dziewięćdziesiątych minionego stulecia pod pozorem odbycia służby wojskowej, ściągał najlepszych polskich piłkarzy, poza klubami z Górnego Śląska. Teraz nadarzyła się okazja do ogólnopolskiego odwetu. Poza tym, niechęć do PZPN oraz ówczesnego prezesa i trenera jawnie deklarowali trener Legii Janusz Wójcik i jeden z najlepszych jej piłkarzy – Wojciech Kowalczyk.

Wójcik i Kowalczyk w swoich autobiografiach zwracają uwagę, że ŁKS w całej aferze był faworyzowany. Wynik meczu ŁKS – Olimpia chował się w cieniu afery wywołanej wynikiem meczu Wisła – Legia. Poza tym, spotkanie w Łodzi, w przeciwieństwie do spotkanie w Krakowie, nie zostało objęte postępowaniem prokuratorskim. Wójcik napisał: „Jestem pewien, że ŁKS już wcześniej był typowany na mistrza w Alejach Ujazdowskich. Pośrednim dowodem na to, iż PZPN planował zdobycie tytułu przez ŁKS jest to, że na ostatnie spotkanie, kiedy prowadziliśmy wyraźnie bramkowo, a tylko teoretycznie wszystko mogło się jeszcze zdarzyć, do Łodzi pojechała cała delegacja Polskiego Związku Piłki Nożnej, z prezesem Kazimierzem Górskim. Oni nawet mieli już przygotowane medale, by po meczu wręczyć je piłkarzom ŁKS. A więc mimo że Legia prowadziła, ktoś był bardziej pewny końcowego układu tabeli.”. Kowalczyk oskarża jeszcze red. Tomasza Zimocha o to, że relacjonując w radio mecz ŁKS – Olimpia zachwycał się grą łódzkich piłkarzy i żałując, że nie zostaną mistrzami Polski, bo mecz w Krakowie został ustawiony.

Tomasz_Zimoch

Red. Tomasz Zimoch – wplątany w „aferę” przez W. Kowalczyka.

Źródło: polskieradio.pl.

5 lipca 1995 r. krakowska Prokuratura Rejonowa umorzyła śledztwo w tej sprawie nieznajdując potwierdzenia zarzutu przestępstwa, jakiego rzekomo dopuściła się Legia. Wcześniej w wywiadzie dla tygodnika „Piłka Nożna” prok. Marek Miarczyński powiedział m.in. „(…) wydaje mi się, że ten mecz rzeczywiście nie był rozegrany w sposób naturalny”. Głównym dowodem miał być protokół z przeglądu meczu na taśmie wideo. Ostatecznie jednak prokuratura umorzyła postępowanie. Red. Maciej Polkowski na łamach „Przeglądu Sportowego” informował: „Domniemania, plotki i subiektywne odczucia to zdecydowanie za mało, by obrzucić kogokolwiek sportową anatemą. Miejmy nadzieję, że nowi szefowie piłkarskiej centrali uczynią co w ich mocy, by naprawić krzywdę sprzed dwóch lat.”. Nie naprawili wtedy, nie naprawili też rok wcześniej, gdy mówiło się, że na jubileusz 75-lecia powstania PZPN, Związek odda Legii tytuł.

Sprawa tytułu Mistrza Polski’93 co jakiś czas wraca, głównie za sprawą kibiców i kolejnych prezesów warszawskiego klubu. W grudniu 2004 r. klub wystąpił o zwrot tytułu, a związek odłożył decyzję w sprawie. Wreszcie powołał specjalną komisję, która w styczniu 2007 r. zaopiniowała prośbę Legii negatywnie. Jako argumenty komisja podała: (1) potwierdzenie braku zaangażowania piłkarzy Wisły przez kibiców tego klubu, (2) kary nałożone przez kierownictwo „Białej Gwiazdy” na zawodników oraz (3) konieczność walki z korupcją. Walne Zgromadzenie PZPN odrzuciło wniosek Legii. Ważne, że Legia w swoim wniosku zwracała uwagę, że nie będzie występowała w stosunku do PZPN z roszczeniami o charakterze majątkowym ani żadnym innym.

A co o sprawie mówią sami zainteresowani? Wojciech Kowalczyk napisał o tym meczu w swojej autobiografii: „Czy był kupiony? A w zasadzie za ile? Nie będę ukrywał – nie wiem. Nie wiem, czy był kupiony, bo ja żadnych pieniędzy nie dałem. Nikt mnie o nie nawet nie prosił, co chyba nie jest dziwnym, bo miałem wówczas ledwie 21 lat (…) Mecz z Wisłą był dla mnie normalnym spotkaniem, Z nikim się nie umawiałem. Robiłem to, co potrafię., Strzelałem gole (…) Trzeba podkreślić jedno – Wisła przeciwko nam grała o czapkę gruszek, a my o życiowy sukces.”. W podobny sposób w wywiadzie dla „Przeglądu Sportowego” po dwudziestu latach od meczu wypowiadał się jego uczestników, późniejszy reprezentant Polski – Krzysztof Ratajczyk.

W maju 2013 r. na kilka dni przed meczem Legia – Lech, Stowarzyszenie Kibiców Legii Warszawa, w dwudziestą rocznicę tych wydarzeń, złożyło w klubie pismo, w którym zwróciło się o podjęcie działań mających na celu odzyskanie tytule mistrza Polski 1993. SKLW zwróciło uwagę, że decyzja PZPN została podjęta bez udowodnienia winy i przeprowadzenia jakiegokolwiek postępowania dowodowego, a jedyną podstawą do jej podjęcia wydaje się subiektywne przekonanie o ustaleniu wyników meczów poza boiskiem. Zresztą kibice warszawskiego klubu nie zapominają o odebranym tytule przypominając o tym PZPN i Lechowi Poznań.

Transparent_dla_Lecha

Kibice Legii pamiętają o odebranym tytule.

Źródło: legionisci.com.

Prezes Legii Bogusław Leśnodorski słynie z tego, że wykonuje wiele ruchów „pod kibiców” i tak też stało się z mistrzostwem’93. Na oficjalnej stronie klubu, gdy Legia sięgała po mistrzostwo 2013 wśród lat, w których klub wywalczył mistrzostwo dodano, aczkolwiek inną czcionką „’93”, choć nie dodano tego tytułu do sumarycznej listy trofeów.

Każdy odnajduje się w tej sytuacji na swój sposób. Legia i ŁKS czują się pokrzywdzone karami, a Legia odebranie mistrzostwa. Wisła czuje się oszukana przez swoich piłkarzy, choć po prawdzie, to w Krakowie chyba zapomniano o tych wydarzeniach. Lech przyjął tytuł, a strona internetowa lech24.com stoi na stanowisku, że „Nikt nie ma prawa negować decyzji PZPN-u”. Ma prawo! Abstrahując od tego, że naczelną zasadą państwa prawa jest możliwość odwołania się, to pomijając wspomniane już zasady, należy wspomnieć jeszcze o zasadzie in dubio pro reo, zgodnie z którą wszelkie wątpliwości należy rozstrzygać na korzyść oskarżonego.

Legia zamiast występu w europejskich pucharach wygrała 2:1 mecz sparingowy o Puchar Polonii 1 z włoskim US Cagliari, późniejszym półfinalistą Pucharu UEFA. Legia w kolejnym sezonie sięgnęła po mistrzostwo, choć wątpliwości znowu się pojawiły, bo w meczu decydującym o tytule (Legia – Górnik 1:1), sędzia Sławomir Redziński wyrzucił z boiska aż trzech piłkarzy Górnika. Inna sprawa, że zabrzanie w tym meczu, podobnie jak w rewanżu półfinału Pucharu Polski (Górnik – Legia 2:2), rozegranym kilka dni wcześniej, grali wyjątkowo brutalnie.

Sprawa przycichła, ale afery korupcyjne dopiero były przed PZPN. Sprawy: „Fryzjera”, Arki Gdynia, Korony Kielce, Polaru Wrocław, ustawienia meczu Zagłębie Lubin – Cracovia, czy wielu innych miały to do siebie, że jakieś dowody były, z reguły zeznania świadków, czyli najczęściej piłkarzy. Domniemania i subiektywne odczucia ścierały się z twardymi dowodami, a nie insynuacjami, jak w 1993 r. Nawet we Włoszech w wielkiej aferze „Calciopoli” były nagrania rozmów telefonicznych, z których wynikało korumpowanie sędziów. Dwadzieścia lat temu PZPN postanowił jednak, że dowody nie są potrzebne. Wydaje się jednak, że zwrócenie Legii tytułu wywołałoby jeszcze większe protesty i krzyki oburzenia niż pozostawienie sprawy w takim (niesprawiedliwym) stanie, jakim jest obecnie.

 

Źródła: własne, legionisci.com, legia.net, lech24.com, trzydozera.pl, oddech futbolu.wordpress.com, cwkslegia.ovh.org, pl.wikipedia.org, en.wikipedia.org, pilka-nozna.przegladsportowy.pl, 90minut.pl, fckarpaty.lvic.ua, polskieradio.pl, krakow.naszemiasto.pl. R. Kołtoń, Triumf diabła, „Przegląd Sportowy” z 1993 r. Nr 127 (10 912). M. Zaranek, Wysłuchajmy oskarżonego. Tak broni się Legia, „Przegląd Sportowy” z 1993 r. Nr 127 (10 912). Mistrz ze stolika. „Lech otrzymuje”, „Przegląd Sportowy z dnia 13 lipca 1993 r., s. 1. Apel zawodników Legii, „Przegląd Sportowy” z 1993 r. J. Atlas, Sprzedana liga, Polska Oficyna Wydawnicza „BGW”, Warszawa 1993. Wywiad D. Kurowskiego z prok. M. Miarczyńskim, Tygodnik „Piłka Nożna” z 1995 r. Kto odda Legii tytuł?, „Przegląd Sportowy” z 1995 r. Legia Warszawa. 80 lat „zielonych” – księga jubileuszowa. Kolekcja klubów tom 2, Wydawnictwa GiA, Katowice 1995, s. 157-161. J. Wójcik, Jego Biało-Czerwoni, Krajowa Agencja Promocyjna, Warszawa 1999, s. 109-121. P. Kruszyński (red.), Wykład prawa karnego procesowego, Wydawnictwo Temida 2, Białystok 2003, s. 53 i 57. W. Kowalczyk i K. Stanowski, Kowal. Prawdziwa historia, Zysk i S-ka Wydawnictwo, Poznań 2003, s. 73. R. Błoński, KP Legia Warszawa, Biblioteka Gazety Wyborczej, Warszawa, s. 14. W. Kowalczyk i K. Stanowski, Kowal. Prawdziwa historia, Buchmann Sp. z o. o., Warszawa 2012, s. 95. Legia Warszawa. Album Przeglądu Sportowego nr 2/2013, s. 81-83 i 137.

sobota, 17 marca 2012
Mało efektowne zwycięstwo

Legia Warszawa pokonała ŁKS Łódź 2:0 (1:0) w meczu 20. kolejki T-Mobile Ekstraklasy. Mecz został rozegrany w sobotę 3 marca 2012 r.

Legia nie rozegrała dobrego spotkania, czego należało się spodziewać, bo już przyzwyczaiła, że po dobrym występie przychodzi gorszy. W przekroju całego meczu legioniści byli drużyną lepszą i zasłużenie wygrali. Stworzyli więcej sytuacji podbramkowych, częściej byli w posiadaniu piłki, ale jedna akcja gości mogła odwrócić losy spotkania…

Wprawdzie na Łazienkowską przyjechała ostatnia drużyna Ekstraklasy, to legioniści już przyzwyczaili, że takie mecze, a nie pojedynki z ligową czołówką, sprawiają jej najwięcej problemów. Poza tym języczkiem uwagi mediów i kibiców był fakt, że wśród gości roi się od byłych legionistów.

Początek spotkania należał raczej do gości, choć to gospodarze mogli szybko otworzyć wynik meczu. Już w 40 minucie Ismael Blanco lekko podał do wbiegającego w pole karne Miroslava Radovica, ale Serb czekał na piłkę i ubiegli go obrońcy gości. Piłkarski szrot, jak na swoich piłkarzy mówi Piotr Świerczewski mógł sprawić niespodziankę. Po wrzuceniu piłki w pole karne Marek Saganowski nie trafił czysto w piłkę i ta poleciała wzdłuż linii bocznej. Przy większym szczęściu mogło skończyć się golem. Wśród gości wyróżniał się Wojciech Łobodziński, który toczył zacięte boje z kryjącym go na radar Jakubem Wawrzyniakiem.

Legia_-_ŁKS_Łódź_03.03.2012_(1)

Wojciech Łobodziński po raz kolejny uwalnia się spod opieki Jakuba Wawrzyniaka.

W 16. minucie Marek Saganowski strzelił z ostrego kąta, ale Dušan Kuciak obronił. W 17. minucie na strzał z ponad25 metrówzdecydował się Ronald Gërçaliu a Kuciak pewnie złapał piłkę. Po upływie pięciu minut sędzia Daniel Stefański pokazał za niesportowe zachowanie żółte kartki – Danijelowi Ljuboji i Piotrowi Klepczarkowi. Polak faulował Serba w dosyć nieprzyjemny sposób, a piłkarz gospodarzy doskoczył do niego szukając rewanżu. Żółte kartki ostudziły porywczych piłkarzy.

Wśród gospodarzy widoczny był brak Ivicy Vrdoljaka. Środek pola opanowali goście, bo Janusz Gol, którego dzielnie wspierał Jakub Rzeźniczak, grał niedokładnie, bojaźliwie i w ogóle to nie był jego mecz. Dodatkowo, Blanco nie mógł znaleźć wspólnego języka z innymi piłkarzami gospodarzy. Kilka razy Blanco dobrze odegrał piłkę, świetnie ją przyjął, ale to wszystko pozytywnego, bo nie oddał nawet strzału w kierunku bramki. Legioniści grali niedokładnie, wręcz chaotycznie a niepewny środek boiska sprawił, że sporo akcji (także w drugiej) połowie, to przerzuty z pominięciem drugiej linii. O ile Ljuboja przyjmował piłkę, to wielokrotnie sędziowie odgwizdywali pozycję spaloną. Jak podał „Przegląd Sportowy” legioniści wygrali w tym elemencie gry 10:2.

W 24. minucie Radović wyprowadzał piłkę z własnego pola karnego i podał do Jakuba Wawrzyniaka, który zagrał tuż przed pole karne do Ljuboja. Serb przepuścił piłkę a zamykający akcję Rafał Wolski wbiegł z piłką w narożnik pola karnego i oddał z około dziesięciu metrów mocny strzał, który zapewnił gospodarzom długo oczekiwane prowadzenie.

W 30. minucie z około30 metrówz rzutu wolnego uderzył Ljuboja, ale piłka przeleciała ponad metr nad poprzeczką bramki strzeżonej przez Bogusława Wyparło. Po chwili Maciej Iwański doskonale wbiegł między obrońców, ale po jego zagraniu piłkę złapał Kuciak. Iwański albo źle trafił w piłkę albo chciał podawać a Kuciak rzucając się po piłkę ubiegł nabiegającego piłkarza gości.

Legia_-_ŁKS_Łódź_03.03.2012_(2)

W 38. minucie mogło i powinno być 2:0. W środkowej strefie boiska Saganowski zagrał piłkę do tyłu. Lot piłki przeciął Ljuboja podając głową do Blanco, który zagrał w kierunku Wolskiego. Jeden z obrońców szczupakiem zagrał piłkę do bramkarza, ale przejął ją Wolski i w znakomitej sytuacji zwlekał ze strzałem, a jak Wyparło był już w przysiadzie i kładł się na ziemię, to Wolski próbował delikatnie podciąć piłkę i praktycznie strzelił w bramkarza gości. Młody legionista potwierdził tą akcją, że ma duży potencjał, ale jak każdy talent musi jeszcze sporo popracować.

Na drugą połowę gospodarze wyszli z Michałem Kucharczykiem, który zastąpił Blanco. Jak się później okazało Kucharczyk wniósł sporo ożywienia w poczynania gospodarzy.

Bramka mogła paść już w 50. minucie. Rzeźniczak powalczył o piłkę przy linii bocznej. Wawrzyniak wrzucił piłkę z autu w pole karne, a Radović uciekł Klepczarkowi i sprzed linii końcowej próbował podać piłkę na piąty metr jednak trafił w Gërçaliu, a Bodzio W. z trudem odbił a po chwili złapał piłkę zmierzającą w stronę bramki. Po upływie dziesięciu minutach Ljuboja wykonywał rzut wolny z okolic linii bocznej z25 metrów, ale piłkę po koźle złapał Wyparło. Powtórki w wykonaniu rzutu wolnego na Stadionie Miejskim we Wrocławiu znowu nie było…

Legia_-_ŁKS_Łódź_03.03.2012_(3)

Danijel Ljuboja gra coraz bardziej samolubnie.

Pięć minut później wprowadzony za kontuzjowanego Roberta Szczota Grzegorz Bonin strzelił ze skraju pola karnego obok słupka. W 53. minucie za kontuzjowanego Roberta Szczota wszedł Grzegorz Bonin i już po dwóch minutach oddał groźny strzał. Akcja rozpoczęła się od Łobodzińskiego, który podał do Saganowskiego, ale ten przepuścił piłkę do Bonina, który niemalże z linii pola karnego uderzył z półobrotu w kierunku bramki Kuciaka. Piłka przeleciała jednak dwa metry obok słupka. W 59. minucie trener gospodarzy zdecydował się na zmianę i za słabo grającego Radovica wprowadził na boisko Michała Żyro. Zdenerwowany Serb kopnął w mikrofon i nie podał ręki trenerowi. Po meczu Serb przeprosił za swoje zachowanie, a klub w oficjalnym komunikacie poinformował o nałożeniu kary finansowej na niesfornego piłkarza.

W 64. minucie niewiele brakowało, aby przy Łazienkowskiej był remis. Łobodziński zagrał do Bonina, który z bocznego sektora boiska dośrodkował w pole karne Legii, bo Iñaki Astiz krył go na alibi, a w polu karnym Saganowski dobrze przyjął piłkę i oddał mocny strzał, który Kuciak zdołał sparować futbolówkę na poprzeczkę. Saganowski ubiegł Jędrzejczyka, a w bliskiej odległości stali Kucharczyk, Rzeźniczak i Astiz. Od tego momentu rozpoczął się rwany napór Legii. Gospodarzom trudno było narzucić swój styl gry, bo nie potrafili opanować środka boiska. Wprawdzie Gol i w ogóle cała Legia zagrała dużo lepiej w drugiej połowie, ale przewaga Legii nie był przygniatająca, a poza tym wróciły demony z poprzednich lat, czyli brak skuteczności.

Legia_-_ŁKS_Łódź_03.03.2012_(4)

Marek Saganowski mógł strzelić bardzo cenną bramkę.

Legia mogła odpowiedzieć bramką na poprzeczkę Saganowskiego już po mięciu minutach, ale Ljuboja strzelił centymetry obok słupka. Akcja rozpoczęła się Wolskiego, który zaatakował do Bonina i podał do Ljuboji, a serbski napastnik, mimo że był naciskany przez Michała Łabędzkiego wbiegł w pole karne i oddał strzał. Legia w dalszym ciągu naciskała. W 72. minucie Żyro doskonale podał do Wawrzyniaka, który prostym zwodem ograł Łabędzkiego, ale zamiast oddać strzał, a miał przed sobą tylko bramkarza gości podał do zaskoczonego Rzeźniczaka.

W 73. minucie gospodarze zdobyli drugą bramkę, która pozbawiła gości jakiejkolwiek nadziei na osiągnięcie korzystnego rezultatu. Biegnącego wzdłuż boiska Łabędziego naciskał Kucharczyk, który podał do Ljuboji ten poczekał, aż ofensywny pomocnik nabiegnie i zagrał mu w tempo. Wprawdzie Klepczarek trafił piłkę wślizgiem, to jednak Kucharczyk szczęśliwie ją przejął i silnym strzałem pokonał Bodzia W.

Legia_-_ŁKS_Łódź_03.03.2012_(5)

Nacho Novo i kryjący go Sereryn Gancarczyk.

Na ostatnie trzy minuty Skorża wprowadził Nacho Novo za Wolskiego. Hiszpan wyglądał na poirytowanego siedzeniem na ławce, ale przez kilka minut pokazał na co go coś. Niezadowolenia skrzydłowego należało się jednak spodziewać, bo w poprzednim klubie, czyli Sportingu Gijon także narzekał na rolę rezerwowego. Novo już w doliczonym czasie gry zagrał do Kucharczyka, ale młody napastnik niedokładnie przyjął piłkę, która odskoczyła mu od nogi i pewnie chwycił ją Bodzio W. Później Novo powinien dostać podanie od Ljuboji, ale Serb wolał kiwać się i nic z groźnie zapowiadającej się akcji nie wyszło. W jednej z akcji Hiszpan pokazał znakomite umiejętności dryblerskie w polu karnym gości, ale skończyło się na odegraniu na jedenasty metr, gdzie nie było żadnego z legionistów.

Legia wygrała, ale do stylu i skuteczności można mieć sporo zastrzeżeń…

 

3 marca 2012, godz. 15:45 - Warszawa (Stadion Wojska Polskiego / Pepsi Arena)

20. kolejka T-Mobile Ekstraklasy 2011/2012

Legia Warszawa 2-0 ŁKS Łódź

Bramki: Rafał Wolski (24 min.) i Michał Kucharczyk (73 min.)

Legia: 12. Dušan Kuciak – 2. Artur Jędrzejczyk, 6. Michał Żewłakow, 15. Iñaki Astiz, 14. Jakub Wawrzyniak – 22. Ismael Blanco (46 min., 18. Michał Kucharczyk), 5. Janusz Gol, 25. Jakub Rzeźniczak, 32. Miroslav Radović (59 min., 33. Michał Żyro), 27. Rafał Wolski (87 min., 9. Nacho Novo) – 28. Danijel Ljuboja.

Trener: Maciej Skorża.

ŁKS: 30. Bogusław Wyparło – 20. Artur Gieraga, 8. Michał Łabędzki, 6. Piotr Klepczarek, 2. Ronald Gërçaliu (78 min., 31. Seweryn Gancarczyk) – 4. Wojciech Łobodziński, 3. Oļegs Laizāns, 15. Antoni Łukasiewicz, 17. Maciej Iwański (65 min., 11. Marcin Mięciel), 22. Robert Szczot (53 min., 14. Grzegorz Bonin) – 10. Marek Saganowski.

Trener: Piotr Świerczewski.

żółte kartki: Ljuboja, (22 min., za niesportowe zachowanie) Jędrzejczyk (82 min., za niesportowe zachowanie) – Klepczarek (22 min., za niesportowe zachowanie).

sędziował: Daniel Stefański (Bydgoszcz) jako główny oraz Sadczuk i Borkowski.

widzów: 20.424.

 

Źródło: własne, 90minut.pl, ekstraklasa.tv, legia.com, sport.pl i „Przegląd Sportowy” z dnia 5 marca 2012 r., s. 18-19.

piątek, 16 marca 2012
Ostatni trening Legii przed meczem z ŁKS

W piątek 2 marca 2012 r. przed sobotnim meczem z ŁKS Łódź, legioniści trenowali na bocznym boisku w prawie najsilniejszym składzie. Kibiców musiał cieszyć przede wszystkim powrót do treningów Miroslava Radovica, który w tym roku po raz pierwszy wystąpił dopiero w meczu we Wrocławiu. Trenował także Ivica Vrdoljak, który z powodu urazu łydki we Wrocławiu nie zagrał.

Miroslav_Radović_i_Ivica_Vrdoljak_02.03.2012

Miroslav Radović i Ivica Vrdoljak przed treningiem.

Pojawili się także nowi zawodnicy warszawskiego klubu, czyli hiszpański skrzydłowy Nacho Novo, który w ostatnich dniach przebywał w Hiszpanii i meksykański napastnik Ismael Blanco, który właśnie w piątek został zatwierdzony do gry w Ekstraklasie.

Nacho_Novo_02.03.2012

Nacho Novo w drodze na boczne boisko.

Zabrakło natomiast Michala Hubnika, który tym razem zmaga się ze ścięgnem achillesa. Czech praktycznie nie gra w ogóle, a jego bezproduktywne epizody wydają się przesądzać, że Legia nie wykupi go z Sigmy Ołomuniec. W treningu nie wzięli udziału także dwaj piłkarze, którzy w ostatnich godzinach okienka transferowego zostali wypożyczeni do bośniackiego Boraca Banja Luka. Chodzi o chorwackiego bramkarza Marijana Antolovica i serbskiego obrońcę Srdję Kneżevica. W ten sposób dopełniono w Legii procesu pozbywania się lub wypożyczania piłkarzy z niewielkimi szansami na grę. Wcześniej rozwiązano kontrakty z Moshe Ohayonem (nowy klub FC Luzern) i Kostiantynem Machnowskim (nowy klub Obołoni Kijów), wypożyczony został Jakub Kosecki (Lechia Gdańsk), a sprzedany Manu (Beijng Guoan, Chiny). Poza tym sprzedano trzech kluczowych piłkarzy – Ariel Borysiuk (1. FC Kaiserslautern, 2 mln euro), Maciej Rybus (Tierek Grozny, 2,7 mln euro), Marcin Komorowski (Tierek Grozny, 450 tys. euro). W szatni nastąpiło, więc poważne „przewietrzenie”, a w budżecie klubu znaczna poprawa.

Trening_Legii_przed_meczem_z_ŁKS_Łódź_02.03.2012_(1)

Trening_Legii_przed_meczem_z_ŁKS_Łódź_02.03.2012_(2)

Legioniści trenowali w dużym skupieniu, może nawet zdenerwowaniu. Większość z piłkarzy ma świadomość, że mecze z outsiderami są trudne i wymagające. Publika wymaga wysokiego zwycięstwa, a rywal „gryzie trawę”, żeby wywalczyć choćby jeden punkcik. Z tego właśnie powodu koncentracja legionistów, a także ich trenera była nadwyraz widoczna. Dusan Kuciak podkreślał tuż przed treningiem, że nie jest dla niego ważne, czy zagra „na zero z tyłu”, bo ważniejsze są trzy punkty.

Dusan_Kuciak_02.03.2012

Dusan Kuciak.

Dodatkowo statystyki przemawiały za legionistami, ale jednocześnie wywierały na nich poważną presję. Przed meczem z Legią piłkarze ŁKS „od listopada wywalczyli w lidze zaledwie dwa punkty, a ostatnie z terenu rywala przywieźli w październiku. W dwóch meczach wiosennej części rozgrywek łodzianie wywalczyli zaledwie „oczko” i nie zdobyli żadnej bramki” (cyt. za „Legia Warszawa” nr 2 (11)/2012, s. 3). Obydwa wiosenne mecze ŁKS rozegrał u siebie - przegrał z Polonia Warszawa 0:2 i bezbramkowo zremisował z Lechią Gdańsk.

ŁKS nie wygrał w Warszawie od 22 lat. W sezonie 1989/1990 Legia przegrała przy Łazienkowskiej w dniu 1 maja 1990 r. z ŁKS 0:1, a jedynego gola w obecności 12 tys. widzów zdobył Tomasz Wieszczycki w 89 min. spotkania. „Na własnym boisku nie pokonał Legii od roku 2006. Z 14 ostatnich meczów Legia wygrała 12, a tylko dwa zremisowała” (cyt. jw.). W całej historii obejmującej mecze ligowe i pucharowe, Legia rozegrała z ŁKS 142 mecze, z których wygrała 71, zremisowała 30 i przegrała 41, przy bilansie bramkowym 252:156. W tym sezonie Legia wygrała w sierpniu mecz ligowy z ŁKS 3:1 (rozegrany w Bełchatowie), a w dwóch sparingach w Warszawie nie straciła nawet gola – 2:0 (październik) i 5:0 (luty).

Języczkiem uwagi mediów w tym pojedynku będzie fakt, że w barwach ŁKS występuje pięciu byłych legionistów - Marcin Mięciel, Marek Saganowski, Marcin Smoliński, Bogusław Wyparło i Maciej Iwański, który przybył do klubu z Alei Unii podczas przerwy zimowej. ŁKS opuścił natomiast Sebastian Szałachowski, który odszedł do Cracovii. W trakcie rundy jesiennej do Korony Kielce odszedł Paweł Golański, który swego czasu grał w rezerwach Legii. W zeszłym sezonie 11 bramek dla ŁKS w I lidze strzelił Jakub Kosecki (dla porównania – Mięciel 13). W kadrze ŁKS pozostaje jeszcze Patryk Kubicki, syn byłego piłkarza i trenera Legii – Dariusza Kubickiego. W nawiązaniu do tych legijnych wątków warto zauważyć, że w przerwie zimowej rozmowy z ełksą prowadził były bramkarz… Legii – Grzegorz Szamotulski, ale ostatecznie trafił do Olimpii Elbląg.

Wracając natomiast do Szałachowskiego, to warto zauważyć, że jesienią ŁKS w 17 meczach strzelił zaledwie 12 goli. Najlepszym strzelcem z czterema golami był Szałachowski. Po 3 gole zdobyli Marek Saganowski i Antoni Łukasiewicz, a po jednej bramce dołożyli Marcin Mięciel i Dariusz Kłus, który odszedł do Olimpii Grudziądz.

Sędzią spotkania będzie Daniel Stefański. Arbiter z Bydgoszczy prowadził w tym sezonie trzy pojedynki legionistów (Polonia Warszawa 1:2, Ruch Chorzów 1:0, Zagłębie Lubin 3:0), którym pokazał 6 żółtych kartek, zaś ich rywalom 7. Sędzia Stefański klubowi z Łodzi prowadził w tym sezonie jeden mecz – lutową porażkę z „Czarnymi Koszulami” 0:2, w której łodzianie otrzymali trzy żółte kartki. W zeszłym sezonie Stefański prowadził tylko jeden mecz Legii – pamiętne zwycięstwo nad „Pasami” 2:1 po golu Iwańskiego z rzutu wolnego, który został podyktowany za grę na czas Marcina Cabaja.

Źródła: legia.com, legioniści.com, „Liga Polska. Część 1. Ekstraklasa. Wiosna 2011/12. Skarb Kibica” – dodatek do „Przeglądu Sportowego z dnia 17 lutego 2012 r., s. 80-85. „Legia Warszawa” nr 2 (11)/2012, s. 3, 9 i 10.

sobota, 07 marca 2009
Fenomen ełksy

Wpis przygotowany wczoraj, ale ze względu na problemy z siecią moge go zamieścić dopiero dzisiaj: 

Nie wierzę. ŁKS w drugim meczu odniósł zwycięstwo! Wprawdzie rywale łodzian nie byli z najwyższej półki, bo też bronią się przed spadkiem, ale przecież zwycięstwa odniósł klub, który jest zbieraniną przypadkowych piłkarzy! Nawet w słabych kadrowo śląskich klubach (Odra, Piast i Polonia Bytom) można mówić o „polityce kadrowej", bo transfery są przemyślane i przygotowane. Jakby tego było mało to właśnie łódzki klub charakteryzuje brak organizacji i zarządzenia, zagranicznych zgrupowań, przyzwoitego stadionu i przede wszystkim brak pieniędzy.

W pierwszej jedenastce łodzian gra dwóch piłkarzy (Smoliński i Świerczewski), którzy są absolutnie niezgrani z resztą zespołu, bo dołączyli do drużyny tuż przed rozpoczęciem wiosennych meczy. A jednak daje to niespodziewane skutki.

ŁKS to absolutny fenomen Ekstraklasy, bo kolejny sezon nie ma składu na Ekstraklasę, a wszystko wskazuje na to, że znowu utrzyma się. Wprawdzie w kadrze ŁKS jest kilka znanych nazwisk, ale nazwiska nie grają a dodatkowo każdy z piłkarzy z nazwiskiem przyszedł do ŁKS po perypetiach w poprzednim klubie.

Jestem przeciwnikiem przypadkowości w zarządzeniu klubem piłkarskim a już tym bardziej prowizorki, dlatego kluby wymienione w tym wpisie nie zasługują na grę w Ekstraklasie. ŁKS sprawia wrażenia jakby grał w lidze na przekór wszystkim przeciwnościom i wbrew jakiejkolwiek logice, ale właśnie to tworzy charakter drużyny. Jak na razie (może tylko do jutra) ŁKS jest jedyną drużyną, która wygrała na wiosnę dwa mecze.

Zdaje, że także w obecnym sezonie okaże się, iż nie przypadkiem ŁKS jest określany mianem „Rycerzy wiosny" a przyśpiewka „odwróć tabelę ełksa na czele" będzie nieaktualna.
18:21, martinez-4ever , PIŁKA NOŻNA
Link Dodaj komentarz »
| < Październik 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
Tagi